Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W rolach głównych
W pozostałych rolach
- Kurde! - Tędy, chodź.
Emilie.
Cofnijcie się!
Cédric! Mounir!
Proszę się cofnąć. Zróbcie im miejsce.
Już dobrze, Emilie.
Uspokój się. Spokojnie.
To ja, Malik.
Spokojnie. Cédric, pomóż mi z nią!
Już dobrze. Oddychaj.
Właśnie, oddychaj.
A teraz wstajemy. Na "trzy", dobrze?
Wstajemy, w porządku? Chodź.
Posłuchaj. Już jesteśmy.
Dobrze. Spójrz, jedzie Sadio.
Już jest. Chodź, Emilie.
Nie. Chodź.
Wskutek fałszywego alarmu mogą nastąpić opóźnienia na liniach...
- Jak tam, Joseph? - Szarpnąłem niechcący za hamulec.
- Wiem. Nic ci nie zrobili? - Jestem niewinny.
Ależ wiem. Nie przejmuj się.
Pójdziesz ze mną? Tylko cicho.
- Proszę pana? - Tak, słucham?
Chwileczkę. Ustaliliśmy, że to nie pierwszy raz.
Już tak kiedyś zrobiłeś?
Nie przypominam sobie. Ale spokojnie, już go przypilnuję.
Wolno mu jeździć samemu?
Staramy się właśnie przyuczyć go do jazdy pociągami, żeby...
Zdaje pan sobie sprawę, że to godziny szczytu?
Tak, wiem o tym. Bardzo panów przepraszam.
Stawiał opór. Czterech nie dawało mu rady.
Chciał mnie pogryźć.
Nie wierzę własnym uszom.
- Chciałeś ugryźć tego pana? - Jestem niewinny.
Wiem o tym. On nie jest brutalnym chłopakiem.
- Ale wolno bić mamę? - Nie, skąd.
Lubi sobie tak żartować.
Robi to specjalnie, żeby było mi niezręcznie.
To my już pójdziemy. Dziękujemy panom.
Jeszcze jedno. Na której stacji zahamował?
Na moście, w połowie drogi do Kennedy.
Dziękuję. Miłego dnia.
W połowie drogi, brawo. Teraz byle do Kennedy.
- Coraz bliżej. - Zgadza się.
Jestem z ciebie dumny. Damy radę?
- Tak. - Jasne, że tak. Zmykajmy stąd.
- Pokażesz skarpetki? - Nie.
A mogę ci się oprzeć na ramieniu?
- Wolno mi bić mamę? - Nie, nie wolno.
- Nie bić mamy! - Właśnie.
NADZWYCZAJNI
- Są w paski? - Co?
Skarpetki.
Wysiadamy.
Pociągnąłem niechcący za hamulec.
- Tak, słyszałam. - Coraz bliżej.
Po drodze, pośrodku mostu.
Wejdziesz na kawę?
Dziękuję, Hélène, nie wyrobię się.
No chodź. Na chwilkę.
Naprawdę na chwilkę.
NIE BIJ MAMY, BO BRUNO SIĘ OBRAZI
Ogląda w kółko stare reklamy. To go uspokaja.
Zrobiłam placek z ananasem, taki jak lubisz.
Bardzo dziękuję. Nie trzeba było.
Proszę, weź sobie.
Hélène, naprawdę nie powinnaś...
Ale skoro to ananasowy...
"Praktyczna, niedroga, solidna"!
Dzięki. Muszę lecieć.
Zdejmij buty.
- Po co je chowam? - Żeby nie ukradli.
- A jak ukradną? - Wrócisz boso.
Ktoś tu nie może się doczekać. Nakręciłeś się.
Zaraz włożę swoje i pojedziemy.
Nie za ciasno? Dobrze?
Matthieu, patrz tutaj.
Cédric? Uważaj.
Nigdy nie tul tak łyżwy. Wbije ci ją, jeśli wierzgnie.
Tak nie wolno. Garance. Nie bij mnie.
Wkładaj łyżwy.
- Spóźniony. - Trudno tu dojechać.
Spóźniasz się już drugi raz. Trzeciego nie będzie, jasne?
Jasne.
- Jaki nosisz rozmiar? - Co?
Rozmiar buta.
Nie wiem, chyba 43.
Chyba 43.
Sadio! Weź dla Dylana parę 43-ek, co?
No co ty. Nie przyszedłem jeździć na łyżwach.
A co się robi na lodzie? Kręci hula hop?
Jeśli chcesz pracę, to wkładaj łyżwy. Inaczej nie marnuj mojego czasu.
Jazda. Ruszamy!
Na lodowisko!
Jest u nas od pół roku.
Wyrzucili go z sześciu zakładów.
Dobrze mu szło, aż uderzył dwie pielęgniarki.
- Jaka diagnoza? - Ciężka odmiana autyzmu.
- Rodzice? - Rozwiedzeni.
Matka w szpitalu. Ojciec odchodzi od zmysłów.
Bardzo złożona sytuacja.
Dzień dobry.
Valentin?
Cześć.
Jestem Bruno.
Podasz mi rękę?
Valentin?
Nie chciałbyś wstać? Może się przejdziemy?
Nie podoba mi się ten ochraniacz.
Trudno w to uwierzyć, ale mu pomaga.
Gdy Valentin się bije, robi to z całej siły.
Robił sobie krzywdę nawet, gdy cały czas był skrępowany.
Musi wychodzić chociaż raz w tygodniu.
Nie może u nas zostać. W ten sposób znów się w sobie zamknie.
- Coś wymyślę. - Nie wątpię.
Nie, Matéo Laprade jest nieletni. Był w IME. ARS nic do tego.
Załatwimy to przez ASE.
Witaj, Menachemie.
Dobra. Poproszę MDPH o dokumenty i jeszcze się odezwę.
Dzięki.
Panie Haroche, to pani Diabaté. Właśnie przyjęliśmy jej syna, Ibrahima.
Jak się pani ma? Wszystko się udało?
- Udało. - Cieszę się.
- Lecę na górę. - Jasne.
- Cześć, Mendel. - Witaj, Bruno.
- Z Ibrahimem wszystko dobrze? - Tak jest.
- Fabrice, mogę na słówko? - Jasne.
Co to za dwójka?
Inspektorzy.
- No tak, to dziś. - Właśnie.
- Dasz radę? - Bez problemu.
Dzień dobry.
Robicie szarlotkę?
Jak się masz, Salimato? Dobrze?
Nie przesłodźcie. Wyjdzie przepyszna.
- Dzień dobry. - Cześć.
- Witaj, Mendi. - Cześć, Bruno.
- Bruno? - Tak?
Obdzwoniłam wszystkich, ale nikt nie ma czasu jeździć do szpitala.
- Na pewno? - Szukałam dwie godziny.
Może spytajmy Malika?
- Zadzwonię. - Jak tam Joseph?
Pośrodku mostu.
- Coraz bliżej. - Też mu mówiłem.
Tak? Dzień dobry, pani Engel.
Nie... Obiecałem, że coś wymyślę.
Dam pani znać, dobrze?
Co się stało?
Zachlapał się. Pan Fratti czeka w gabinecie.
- To dzisiaj? - Sprawdź w kalendarzu.
Masz tam wypisane wszystkie spotkania.
- Wiem... - Zaloguj się na komórce.
Zajrzyj do kalendarza i zobaczysz: "11:00, spotkanie z panem Frattim".
- Trzeba czytać te notki. - Tak, tak.
Jak Fratti, w humorze?
Po tylu kawach? Jak myślisz?
Nie spiesz się, nie czekałem od godziny.
- Może kawki? - Nie żartuj sobie. Siadaj.
Odłóż to i posłuchaj.
Rano przyszła inspekcja.
Nie denerwuj się.
"Nie denerwuj się". Co to znaczy?
Żebyś się uspokoił.
Zostaną, powęszą parę dni, a potem się odczepią, jak zawsze.
Nie ci!
Albercie, nie krzycz, bo wychodzę.
Trochę spokojniej, proszę.
Nie ci.
Ci się nie patyczkują. To inna liga, kolego.
Elitarni rządowi urzędnicy, przysłani prosto z ministerstwa.
Mówię dość spokojnie?
Pewnie. Wolę, gdy nie krzyczysz i się nie ciskasz.
Świetnie, bo w duchu wychodzę z siebie. Słyszałeś o IGAS?
Generalny Inspektorat Opieki Społecznej.
"Inspektorzy orzekają, czy organizacje działają przepisowo,
czy też należy rozważyć alternatywy". Alternatywy.
Rozumiesz?
Mam ci wytłumaczyć? Alternatywa to zamknięcie.
Dobiorą się do ciebie. Mówiłem, że bierzesz za dużo dzieci.
Spójrz na wydatki. Nie zapłacimy nawet podatków.
Jest za dużo wychowanków. To nas przerasta.
Doigraliśmy się. IGAS nas załatwi.
Zrozum, Bruno. Nie grożę ci.
Będę tu dalej księgowym, ale zrób dla mnie jedno. Jedną rzecz.
Przestań wszystkim powtarzać, że "coś wymyślisz".
Na początek.
Co cię sprowadza? Nie masz zajęć muzycznych?
- Ibou, chodź do mnie. - Zaniosę go.
Albert, rozumiem cię doskonale. Coś się...
Znajdziemy jakiś... No wiesz.
Idealna postawa, Cédric. Tak trzymaj.
- Dzięki. - W sam raz.
Nie ma co, mamy tu prawdziwą łyżwiarkę!
Dobrze, zaczynasz łapać.
Za spóźnienie robisz dwa kółka.
Co za lekkość, styl i elegancja. Jestem pod wrażeniem.
- Serio? - Pewnie, że tak.
Tylko szpagatu nie umiem zrobić.
Czytałeś wiadomość? Kto mógłby wychodzić z tym chłopakiem?
Mam jednego zielonego, co nie przeszedł chrztu.
- On by się nadał. - Który to?
Dylan, chodź no!
- Pojadę po niego. - Słusznie.
- Poważnie. - Tak, tak.
Tak, na nocnego stróża.
Cztery noce w tygodniu.
Jakie godziny?
22:00 - 7:00.
Nie, w sumie pilnowałbyś czterech mieszkań.
Na północy Paryża.
Od dzisiaj, jak najbardziej.
Oddzwoń. Tylko tym razem na serio.
- Można na nim polegać? - Jasne.
No i ma wolne.
- Uspokoił się. Spróbuję znowu. - Zadzwonię.
Hej, Valentinie. Chodź z nami.
Na dziesięć minut. Pogłaszczesz koniki.
Spodoba ci się.
Nie śpieszy nam się. Miło pobyć na powietrzu.
Możemy zostać do wieczora.
Gdy poznasz konie, nie będziesz chciał wracać.
Valentin.
Valentin, chodź z nami.
Co z tobą?!
Wyjdź.
Nic na siłę. Przekonuj go, ale nie ciągnij.
On musi podjąć decyzję.
Chyba nic tu po nas.
Czekaj.
Napijesz się? Chcesz łyczek coli?
Chodź, weź sobie.
Chodź. Proszę bardzo.
Zabieram konie, późno już.
Jeszcze pięć minut.
Napij się...
i pójdziemy do koników.
Chcecie się przejechać, skoro już jesteśmy?
- Co ty na to, Dylan? - Serio?
Następnym razem, jak będziesz grzeczny.
Możecie je zabrać. Dziękujemy!
Dziękuję. Dzień dobry.
Spokojnie.
W porządku.
Wrócimy za tydzień.
Znów odwiedzimy koniki. Może się przejedziesz.
Wrócimy, słowo.
Witaj, Valentinie.
Jak tam? Chodź.
Ogólnie na plus, ale trudno się wracało.
Zaczął się wyraźnie stresować na widok szpitala.
Wrócilibyśmy we wtorek. Gdzie jest jego teczka?
Orzeczono, że w domu zagrażałby sobie i swojej rodzinie.
Jako nieletni, trafi do domu opieki.
- Ile mamy czasu? - Dwa tygodnie.
Przyjęlibyście go?
Coś się wymyśli.
Tak.
Kto tam stoi?
- Wyjść do niego? - Ja pójdę.
- To zajmie chwilkę. - Zaraz wrócisz?
Dzień dobry. Co cię sprowadza?
Jesteś z nauczycielem albo opiekunem?
Rozumiesz, co mówię?
Nazywam się Ludivine.
Oddasz mi ją?
Oddasz?
No daj.
Może później ją dostaniesz.
Chodź, odprowadzę cię do bloku dla nastolatków.
Dylan!
Co jest grane?
- Szukałem cię. - Zwiedzałem.
Jesteś z nim? Wybacz, wzięłam cię za...
Nie odzywałeś się ani słowem, więc pomyślałam...
Przepraszam.
- Przeszkadzam? - Skąd, zostań.
Też lubię szpitalne harlekiny, ale może już jedźmy?
No co z tobą?
Wszystko gra? Co się wygłupiasz?
Podaj mi teczkę.
- Ile lat ma Valentin? - Nie wiem. 13, 14.
Już i tak mamy straszny ścisk.
Mówiłam ci. Nie zdołamy przyjąć jeszcze jednego.
Myślałem, że dałoby się... rozłożyć mu gdzieś materac.
- Nie da rady? - Nie.
- Bruno, mogę na słowo? - Jasne.
Zastanawiałem się, co z wypłatami. Mija już 24.
Załoga zaczyna się dopytywać o pieniądze.
Wiem, że mamy opóźnienie. Pogonię wypłaty, dobrze?
Dzięki.
I trzeba wymienić osłonę na ekran. Victor stłukł ją dzisiaj głową.
Wiem, że jesteś głodny. Zaraz będzie jedzonko.
Już niedługo.
Tydzień temu prosiłam Bikasha.
Jest zarobiony na Rue Petit. Wymienia tam kaloryfery.
- Bruno? - Tak?
Zadzwonię znowu.
- No? - Ktoś do ciebie.
Dobry wieczór.
Przepraszam za najście. Mieszkam od niedawna piętro wyżej.
Witamy. Jeśli mogę jakoś pomóc...
Ja w innej sprawie. Mówiłem już pańskiemu...
tamtemu panu, że od trzech godzin ktoś strasznie u was wali.
Rytmiczne, jakby młotkiem. Echo niesie się po ścianach. To uciążliwe.
- Trochę późna pora na remonty. - Jasne.
Przepraszam, załatwię to.
- Amino! - Tak?
Pójdziesz do Moussavira?
Witaj, Menachemie.
Cześć, Menachem.
Co do posiłków... Przepraszam.
Pogadajmy.
Dobry wieczór panu.
- Już załatwione. - Mówiłem pani...
tamtemu panu, że to dość...
- Amino, lodówka! - Chwileczkę.
Dobry wieczór.
Eddy, od Malika.
Eddy? Chodź, oprowadzę cię.
- Ja na nocnego stróża. - Wiem.
- Przepraszam, już przestają. - Dobrze.
- Walą tak od trzech godzin. - Tak, rozumiem.
Menachemie?
Byłoby świetnie, gdybyście jutro wyrobili się pół godziny wcześniej.
Głodne dzieci robią się nieznośne.
Jak Bóg da, ciężarówka już się nie rozkraczy.
No to oby Bóg dał.
- Zależy nam. - Jak każdemu.
Dziękujemy, że znalazł pan chwilę, panie Marchetti.
Pewnie napisał pan do masy ludzi.
Do 10,000, jeśli da pan wiarę. Do 10,000 osób.
A ile odpisało?
Nie powiem, żeby się prześcigali. Dlatego tak mi zależało.
Szczerze mówiąc, gdy się pan odezwał...
Joseph ma do tego wielki talent.
Nie trzeba talentu, żeby reperować pralki.
Właściwie nie jestem pewien, czy możemy przyjąć...
kogoś o takim profilu.
Panie Marchetti, znamy Josepha i pomagamy mu już od jakiegoś czasu.
Tacy jak on nie mają wielkich perspektyw.
Mam prostą propozycję. Szybka piłka.
Weźcie go na tydzień na próbę.
Wie pan, to nie tak, że nie chcę...
Chłopak ma wielki potencjał.
Robiłby drobne dostawy.
Drobne dostawy, wspaniale! Świetna myśl! A dokąd?
Mamy drugi zakład na przedmieściach.
Mógłby wozić tam metrem części zamienne. To cztery stacje.
Dobrze, ale...
w warsztacie też by się sprawdził.
Pralki są całym jego światem. Ma prawdziwy dar.
Ale drobne dostawy... Czemu nie?
Bo chyba jest samodzielny, prawda? Może sam jeździć metrem?
Samodzielny...
Przepraszam.
Tak. Nie...
Nie, już mówiliśmy.
Uzgodniliśmy, że nie. Tłumaczyłem już parę razy.
- Nie bić mamy. - Właśnie.
Pozdrawiam pana.
Jestem. Panie Marchetti...
To jak, weźmie go pan?
Ale niczego nie obiecuję. Jeden tydzień, na próbę.
- Zgoda? - Zgoda. Dziękuję.
Ale się ucieszy.
Byliśmy umówieni na szóstą.
Jest za 15 siódma.
Nie kończyłem prestiżowego angielskiego uniwerku i też go nie prowadzę.
Ale chociaż przeproście za spóźnienie. I szczerze, jeśli łaska.
Nie zasłaniajcie się korkami ani tym, że metro nie przyjechało.
Musi wam zależeć.
Powtarzam, że w Przystani obowiązują was pewne zasady.
Przestrzegajcie ich i tyle. Na zewnątrz możecie żyć jak chcecie.
Mounir?
- Nie śpisz? - Nie.
- To zwolnienie od lekarza? - Tak.
To pokazałeś, by usprawiedliwiono ci nieobecność na egzaminie?
- Chory byłem. - Ach tak.
Mój ty geniuszu.
Nie dość, że podrobił podpis, to jeszcze ze złą datą.
Na serio byłem chory!
To chyba jesteś jasnowidzem.
Skąd wiesz, że za dwa tygodnie zapadniesz na...
przewlekłą grypę żołądkową?
Nie czaruj. Co się stało?
- Zaspałem. - Zaspałeś, tak?
Egzamin był o 15:00.
To przez tę zmianę czasu!
Na drugi raz rusz trochę głową. Znamy twoje śpiewki na pamięć.
Możesz wciskać nam kit i kombinować do woli,
ale przyjdzie pora, że będziesz się musiał przyłożyć.
Na wszelki wypadek coś ci przypomnę.
Sala jest mała, a drzwi - niedaleko. Na pewno trafisz.
Teraz omówimy wasze raporty.
Nie wystarczy dobra praca w terenie. umieć ją zaraportować.
Jeśli chcecie kiedyś pracować w przychodniach i szpitalach,
musicie się z tego podciągnąć.
Nie chcę widzieć żadnego "sb" zamiast "siebie",
- "nwm" zamiast "nie wiem"... - To skróty.
Jasne, ale nie piszecie komuś SMS-a.
I koniec z "wkręcaniem się".
"Wkręcił się w kręgle", "wkręcił się w łyżwy"...
W naszym języku są inne słowa. Inne słowa i wyrażenia.
A propos - na pewno spodoba wam się raport pióra Dylana.
Proszę o uwagę, długi nie jest.
"Fajnie było".
"Było" przez "u".
Rozumiem, że jesteś nowy, ale pisz, proszę, ciut wylewniej.
Opisz dzień chociaż w paru słowach.
Fajnie było i już.
"W paru słowach" to takie wyrażenie. Wykrzesz z siebie coś więcej.
Co tam, zaszalej. Weź podmiot, orzeczenie i dopełnienie,
i skleć z tego pełne zdanie.
Dokąd to?
Pełnym zdaniem?
On trafił do drzwi!
Dobrze.
Czekaj na mnie wieczorem w tym samym miejscu, zgoda?
- Zgoda. - I dokąd pojedziemy?
- Na tańce. - Właśnie.
Bardzo ci do twarzy w krawacie.
- Ciasno mi. - Tak?
Mama mówiła, że do pracy trzeba się ładnie ubierać.
Słusznie. Zaraz poluzuję.
Wygodniej?
- Tak. - Dobra.
A teraz... idź prosto do warsztatu...
i spytaj tam o pana...
- Marchettiego. - Brawo.
Powie ci, co będziesz robił. Rób wszystko tak jak ci każe.
Wolno mi będzie wciskać każdy przycisk na pralkach?
Nie każdy. Tylko te, które pozwoli pan Marchetti.
Dobrze. Gdy spytają, jak dojechałeś...
- Metrem. - Z przesiadką na...
- Saint-Lazare. - A potem?
- Porte de Champerret. - Tak! Piątka.
- Postarasz się? - Wszystko wcisnę.
Doskonale. To znaczy - nie wszystko.
Lubię, jak się uśmiechasz.
Dobra, ale starczy tych wyznań. Leć do roboty.
Zmykaj.
Wolniej! Wolniej.
Syn miał dość trudną sytuację w szkole.
Nie mógł chodzić do zwykłej, bo wszyscy się go bali.
Musiałam znaleźć inne wyjście.
I znalazło się?
Nie. Jedyne, co mogłam zrobić, to odejść z pracy.
- Całkowicie? - Całkowicie.
Powie nam pani, co działo się dalej?
Potem przyszedł okres nastoletni. Joseph zrobił się bardzo agresywny.
Bił, gryzł i wyrzucał przez okno wszystko, co wpadło mu w ręce.
Tak komunikował się ze światem.
Byliśmy z mężem w kropce. W zupełnej kropce.
Czy w tym czasie chciała go pani umieścić w jakimś zakładzie?
Pewnie, ale żaden go nie chciał.
Prócz jednego. Ale nie chcę go wspominać.
Prosimy, to istotne.
Spędził chwilę w Horyzontach, na przedmieściu.
I co się tam stało?
Szprycowali go lekami. Dawali mu rysperydon przez okrągłą dobę.
Mój wesoły chłopiec stał się...
jak warzywo.
Joseph stał się ofiarą wykluczenia.
Zawiśliśmy w próżni.
Aż pewnego dnia mąż uznał, że trzeba go posłać na kolonie.
Że dobrze mu zrobi świeże powietrze.
Obdzwonił wszystkie organizacje i pukał do każdych drzwi.
Wszędzie odmawiali.
Aż nagle oznajmił, że jeden człowiek się zgodził.
- Bruno Haroche. - Właśnie tak.
Przyjmował inne dzieci z zaburzeniami?
W żadnym razie. Prowadził zwyczajne kolonie.
Mąż opowiedział mu o naszej tragicznej sytuacji.
Nie wiem, jakim cudem, ale się zgodził.
Syn spędził w górach trzy tygodnie.
Wciąż zdarzały się gorsze dni, ale wrócił do nas odmieniony.
To wtedy Bruno założył swoją organizację.
- Joseph był pierwszym wychowankiem? - Tak.
Dlatego właśnie relacja, która ich łączy...
Nie wiem, jak to ująć. Jest wyjątkowa.
Bruno wpoił mu nowe reguły.
Gdy Josepha nachodzą brutalne myśli, wyraża je słowami.
Opowiada o nich, gdy tylko czuje agresję.
Często dotyczą mnie. Pyta, czy wolno mnie bić.
- Wtedy mu przechodzi. - Dobrze.
Pani Dubois, dostrzegamy, z jakimi trudnościami się państwo borykali,
jednak chciałbym wyjaśnić cel naszej wizyty.
To element naszego śledztwa.
Rzecz w tym, że organizacja Sprawiedliwy Głos
działa obecnie bez oficjalnego przyzwolenia
oraz rządowej certyfikacji. Dostrzega pani chyba, jaki to kłopot.
Tak, oczywiście.
Ale coś państwu powiem.
Współczuję młodym rodzicom, słyszącym diagnozę.
Nikt nie nauczył mnie myśleć o przyszłości.
To była codzienna walka.
Za młodu są urocze. Nie wyobrażamy ich sobie jako dorosłych.
Ale w miarę, jak rosną, świat zaczyna ich postrzegać inaczej.
Jak dla mnie na świecie są dwa rodzaje ludzi.
Tłum tych, którzy zamknęli się na innych, i pojedynczy życzliwi.
Ale jakieś certyfikaty...
I jak, dobrze było?
- Dobrze było. - Nie zdjąłeś kitla?
- Podoba mi się. - Jasne.
Nie będę cię mógł odbierać codziennie. Spróbujemy znowu z metrem.
- Zgoda? - Zgoda.
Robiłeś wszystko, jak kazał pan Marchetti? Tak?
- Chciałbym tam zostać. - Tak?
Było mi miło, gdy Brigitte się ze mną żegnała.
Brigitte? Co za Brigitte?
Brigitte jest strasznie fajna.
Dobrze, w porządku. Ale pamiętaj, by skupić się na pracy.
Będę... skupiony na pracy.
I na Brigitte.
Dobrze. W porządku.
Ale opowiedz, co właściwie robiłeś.
- Wciskałem każdy przycisk. - Świetnie.
A Brigitte... się śmiała.
Dobrze, wsiadaj. Wrócimy do tego.
To jakiś żart.
Bez was 40 dzieciaków nie będzie miało się gdzie podziać.
Nas też tak maglowano.
Pogrożą trochę i na tym się skończy.
To nie byle urzędasy, tylko ktoś z góry.
Jakieś zbiry z ministerstwa zdrowia.
Poważnie, dokręcają śrubę.
Dzieci nocują w twoich mieszkaniach bez ich nadzoru.
Tu leży pies pogrzebany. Widzą pewne ryzyko.
Wyobraź sobie, Bruno, że koleżanka siostry ze Strasburga
jest akurat w Paryżu. Pomyślałem, że moglibyście się spotkać.
To jeden telefon.
Też jest samotna, jak ty. Stąd myśl, żeby was...
Nie, Menachemie. Jestem wdzięczny, ale nie teraz.
- To nie sziduch. - Zadzwoń, co ci szkodzi?
Właśnie. Jest niedaleko. To nie sziduch, słowo.
Znasz mnie. Załatwię to z klasą.
Właśnie: znam cię.
- Zadzwoń. - Super.
Daj spokój, nie mam humoru.
"Sziduch" znaczy "zasadzka"?
Nie to jakby... taka randka w ciemno.
I się rozmawia, czy...?
A tobie co?
- Szybko! - Niedaleko, fakt.
Myriam, poznaj mojego kolegę, Bruna.
To mój stały, oddany klient. Kawaler.
Jest samotny od lat, całkiem jak ty. Choć usilnie staramy się to zmienić.
Szczerze mówiąc... naprawdę dawno nie widzieliśmy go z kobietą.
- Dzięki za przedstawienie. - Już sobie idę.
Tylko dajcie mi znać, kiedy ślub.
Muszę zarezerwować termin, mam napięty grafik.
Maliku, zostawiłem ci kawę przy barze.
Zrozumiano.
Jesteś ze Strasburga?
Jest ze Strasburga.
- Trzymam kciuki. - Dzięki, Menachemie.
Dobry wieczór.
Przepraszam.
Joseph?
- Nie. - Tak.
Wybaczycie mi? Muszę odebrać. Przepraszam.
Nie, nie wolno bić mamy.
Usiądź.
- Malik, miło mi. - Myriam.
Mój pierwszy sziduch.
Wyłożę karty na stół, na wypadek, gdyby coś miało z tego wyjść.
Otóż jestem muzułmaninem.
- Tak? - Tak, praktykującym.
- No to w porządku. - To nie koniec.
Mam żonę i troje dzieci.
Też praktykujące?
Nie, Josephie, nie wolno!
Pójdę już. Twój kolega jest bardzo zajęty.
A z nami nic nie...?
- Zmykam. - Dobrej nocy.
- Idę. - Przepraszam cię.
Nie wolno ci. Nie, nie wolno.
Na trasie jest straszny korek.
Postaramy się to nadrobić. Już się przerzedza.
Dziękuję i przepraszam. Pędzimy.
Domowy milczy.
Gdzie on się podziewa? Niech mnie nie wnerwia!
Dzwoni matka Emilie. Co robić?
Jedźmy.
Zaraz, to nie on?
- Wybacz, był kłopot... - Pakuj się.
25 minut! 25 minut w plecy!
Wiesz, do czego prowadzi takie opóźnienie?
Rodzice są w dupie!
Czekają z dzieciakami w domu, zamiast iść do pracy.
Nie wspominając o tamtym w szpitalu.
Punktualność przede wszystkim! Mówiłem!
Co za karykatura. Mamy burzyć stereotypy, a ty je umacniasz.
By pokazać, że nie wzięły się znikąd.
"Pół godziny po czasie? Luz, styknie".
Nie marudź! Co ci poradzę, że linia C stanęła?
Nie wciskaj mi kitu. Jest metro, autobusy, pociągi...
Znam te wymówki na pamięć! Zamęczycie mnie.
Tak, wzdychaj, wzdychaj.
Strugaj twardziela, bardzo się boję. Wiesz, kim jestem?
Co się gapisz?
Jeszcze pogadamy. Mówiłem: trzeciego razu nie będzie.
Dokąd to?
Znowu trafił do drzwi.
Cześć, Alexis.
Wybacz, Albercie. Był kłopot po drodze.
Nie przejmuj się. Macie leki i resztę w torbie.
Dzięki.
- Hej, Alexis. - Na razie.
Przywitajcie Alexisa.
- Jak się ma? - Tyle czekał, że już gorzej.
- Przepraszam jeszcze raz. Na razie. - Cześć.
No i w drogę.
- Przepraszamy. - Żaden kłopot.
- Cześć, jak się masz? - Chodź.
Poznajcie Valentina. Pojedzie dziś z nami. Powitajcie go ciepło.
- Nie ma jego opiekuna? - Dylana? Wziął dziś wolne.
Pa.
Mounir, zapnij się.
Podskakujcie.
Dobrze. Super.
Drobne skoki. Wspaniale.
A teraz - przodem do siebie.
Stańcie w parach. Znacie już to ćwiczenie.
Nadgarstki. Tak jest. Powoli.
Powoli.
Dobrze, daj ręce.
Pacjent dyktuje tempo.
Delikatnie, nie tak szybko.
- Wolniej. - Dobrze, Emilie.
Zgrajcie się.
O tak.
Tak jak zwykle.
We własnym tempie, po swojemu.
Powoli.
Świetnie.
Dobrze, a teraz barki.
Można szybciej, jeśli się chce.
Właśnie. Zgrajcie się ze sobą.
Obracaj głową, Emilie.
Super.
Świetnie.
Teraz w tył.
Dobrze.
Co się dzieje? Panowie, proszę!
- Proszę go puścić! - A może "dzień dobry"?
Witam serdecznie. Puśćcie go. Trzech na jednego!
Nie wygłupiajcie się, jest niegroźny. Puśćcie go!
A pan niech ochłonie. Proszę odetchnąć.
Będzie mnie pan uczył medytacji na peronie metra?
Zostawcie go. Joseph, chodźmy.
- Starczy tego. - Wlepimy mu mandat.
Wlepcie, droga wolna. Ale dajcie mi pracować.
Należy się 200 euro.
Cieszcie się, że tylko tyle, bo limit to 3750.
Cieszymy, a jakże.
Coraz bliżej.
- Oprawimy go. - Świetnie.
- Życzę miłego dnia. - Dziękuję.
- Co się stało? - Ktoś niechcący pociągnął za hamulec.
Komuś ciągle się to przydarza. Kto to taki?
Kiedyś musisz się tego oduczyć.
- Tak? - Już tak nie zrobię.
Słowo?
Chodźmy stąd.
Cédric, złap Valentina.
Skurwysynu! Puszczaj mnie!
Spokojnie, wyluzuj. Głowa do dołu i zatkaj.
- Mój pieprzony nos! - Uwaga na język.
A wy co się gapicie? Wracać do ćwiczeń.
Pokaż.
Raczej nie jest złamany. Zatkaj.
Prześwietlimy cię, jeśli spuchnie. Morgane, przynieś apteczkę.
Widzisz? To była twoja pokuta.
Zdenerwował się, bo tyle czekał.
Terapeutka też o ciebie pytała. Jak jej było? Ludivine?
Głowa w dół, nie wierć się.
Dobrze. Powtórzmy jeszcze raz.
- Co się stało? - Był kłopot w metrze.
A jaki?
Pociągnąłem niechcący za...
I...
"Bardzo przepraszam za"...?
Przepraszam za spóźnienie.
Pociągnąłem niechcący za hamulec.
Po prostu przeproś i już.
Przepraszam, panie Marchetti. Już więcej nie zahamuję.
Nie, tego nie dodawaj. Daruj sobie szczegóły.
Tylko przeproś i tyle.
Przepraszam, Bruno.
Tylko "przepraszam"...
- Panie Marchetti. - Właśnie.
- Bez szczegółów. - Nie podam szczegółów.
Słusznie.
- Będzie Brigitte? - Nie myśl o niej.
Żadnej Brigitte. Nie liczy się.
Nie pociągnę więcej za hamulec.
Właśnie. Nie szarp za hamulec, nie bij mamy i nie myśl o Brigitte. Jasne?
- Coraz bliżej. - Coraz bliżej, zgadza się.
Dobra. Idziemy? Chodź.
Uwaga pod nogi.
Dobrze.
- Mogę ci oprzeć głowę na ramieniu? - Byle szybko.
Lepiej?
Trzymam kciuki. Leć.
Nie biegnij!
Oddzwonię za dziesięć minut.
Dzięki za pomoc.
Nie ma sprawy. Co się stało z Josephem?
Ten jego ukochany hamulec awaryjny.
Jesteśmy coraz bliżej, ale ten most to jego zmora.
I jak, jest złamany?
Spoko, zagoi się.
A nasi koledzy z ochrony metra?
Planujemy wspólne wczasy.
Rozpętał rano istny chaos. Linia C nie kursowała przez pół godziny.
Linia C?
Nachyl się i zatkaj nos.
Nie czaję.
Czego konkretnie?
Wziął mnie za rękę, jakby chciał mnie przytulić, a potem rozkwasił mi nos.
Zrozum, że... większość tych dzieciaków żyła w odosobnieniu.
Miesiącami, a nawet latami.
Gdy zjawiamy się my i nagle trafiają do grupy...
nie odnajdują się.
Nie umieją się zachować. Zbyt długo były same.
Wystarczy jeden frustrujący bodziec, by to wyszło na wierzch.
A ponieważ nie mówią, uciekają się do rękoczynów.
To znaczy...
tak to rozumiem.
Bo w gruncie rzeczy nie wiadomo.
Wiem, że trzeba je stąd wyciągać.
- I co? - Dobrze. Przyjmą go za pół godziny.
Na razie chodźmy na prześwietlenie. Zapraszam.
Mężatka, ale rozwiedziona.
Z dwiema córeczkami. Noa ma osiem lat, Abigail - pięć.
Też mieszkają w Villeurbanne?
Tak, razem ze mną.
Uwielbiam rozwódki.
Wybacz.
Już się tłumaczę. Niezręcznie mi w takich chwilach, więc gadam bzdury.
Wiem, że "uwielbiam rozwódki" to straszny tekst, ale...
Słusznie. Znaczy...
- Zapomniałam o coś spytać. - Śmiało.
Pytaj, chętnie odpowiem.
Eva kazała cię spytać, czy wyłączyłeś komórkę.
Tak. Za progiem włączyłem tryb samolotowy, żeby...
Żeby...?
Mieć lepszy start.
Tak, cóż...
Rozumiesz, bo tryb samolotowy... Wiem, że to nie był żart...
wysokich lotów.
Chyba ktoś do ciebie.
- Do mnie? - Tak.
- A ty tu skąd? - Dzwoniliśmy, ale nie odbierasz.
- Nie, jestem w samolocie. - Jest kłopot w Anatole-France.
Nowy stróż dał ciała. Musisz tam natychmiast jechać.
- Przepraszam. - Ja też. Bardzo mi...
- Przed tym też ostrzegała. - Bardzo mi przykro...
Dobry wieczór, jestem Fabrice. Pracujemy razem.
Mamy nagły wypadek i trzeba... Wybaczcie, że przerwałem.
Dziękuję i przepraszam za nas obu.
Prędko, śpieszy mi się.
Jak tu trafiłeś?
Mamy grupowy kalendarz. Tylko co to jest "sziduch"?
Czytałeś o sziduchu? Rety...
Tyle z prywatności.
Sziduch to taka randka?
Nie miałem pojęcia. Wszyscy ciągle pytają, czy też randkujesz.
- Ale nie musimy o tym gadać. - Nie, żebyś wiedział.
Czyli taki żydowski Tinder.
Kluczyki.
Jak wygląda pańska współpraca z Brunem Harochem i Sprawiedliwym Głosem?
Prowadzimy dwie osobne organizacje,
ale nasza działalność się zazębia.
Obaj przyjmujemy trudnych pacjentów i przydzielamy im po jednym opiekunie.
Przystań dodatkowo szkoli na opiekunów młodzież z biednych rodzin.
Bruno często zatrudnia moich uczniów.
Zatem potrzebował personelu, gdy otworzył domy opieki w roku...
2011, zgadza się?
Właściwie tak.
Czy gdy powiadomił pana o tym,
że w ciągu roku podwoił obłożenie, nie odniósł pan wrażenia, że...
podejmuje wielkie ryzyko i należałoby go od tego odwieść?
Nie spodoba się wam, co powiem.
Przekonajmy się.
Uznałem, że ma jaja.
Emilie.
Czy ktoś może pomóc z Emilie?
Na czym stanąłem?
Na kwiecistym opisie przyrodzenia pana Haroche'a.
Mam go rozwinąć?
Obejdzie się.
Wiecie państwo, od czego bym odwodził?
Słuchamy.
Od faszerowania dzieci proszkami i zamykania ich w zakładach,
przykutych za nogi. To dopiero wariactwo.
Trudno nam potem odrobić miesiące lub lata takiej izolacji.
W raportach Rejonowej Agencji Zdrowia stwierdzono,
że większość opiekunów nie ma dyplomów.
To wystawiają dyplomy za dostawanie po twarzy?
Co ma pan na myśli?
Co mam na myśli? Że inne zakłady są bardzo wybredne.
Kiwasz się - zapraszamy, ślinisz się - wykluczone.
Gryziesz albo bijesz - do widzenia.
Nie przesadza pan nieco?
Nie mówię, że jesteśmy bez skazy, ale chociaż nie wybrzydzamy.
Chcę - nie chcę.
Chcesz szklankę, czy nie? Tak.
Szklanka. Tak czy nie? Nie rozumiem.
Chce się napić.
Zaczekaj. Niech sam to powie.
Chcesz...
Chcesz pić?
Już nalewam.
Proszę.
Pić.
Nie chcesz? Nie rozumiem.
Ludivine, możesz na chwilę?
Tak, idę.
Przypilnuj go, dobrze? Zaraz wracam.
Jak tam?
Chcesz?
Dzięki.
Dobrze. Chciało ci się pić.
Brawo, świetna lekcja. Możesz iść.
Na razie. Do widzenia.
Cześć.
CHCĘ - ZJEŚĆ - W RESTAURACJI - Z TOBĄ
Zostaw. Nie bij.
Co mówię? Nie rób tak.
Dzięki, możesz zostawić.
Do twarzy ci.
Przyniesiesz drugą?
Przynieś skrzynkę.
Miła Brigitte...
Panie Marchetti, znów to robi.
Chodź. Chodź ze mną.
Daj jej spokój, co?
To klątwa. Przeklęto mnie, gdy byłam w ciąży.
Poszłam do specjalisty i to potwierdził.
Specjaliści bywają przeróżni...
Przepraszam. Trzeba iść, mamo. Ibou się denerwuje.
Za chwileczkę.
Tłumaczę panu, a pan nie rozumie.
Haruję dzień i noc, by zabrać go do domu i zdjąć klątwę.
Powtarzam pani, że Ibrahim robi postępy. Ma apetyt...
Ja też powtórzę.
Bardzo dziękuję za pomoc z Ibrahimem, ale leci ze mną.
Już postanowiłam. Zabieram go.
- Byłoby strasznie szkoda. - Jest przeklęty i kropka.
- Zabiorę go ze sobą. - Proszę to przemyśleć...
- Dziękujemy panu za wszystko. - Pani Diabaté...
Polecę go odczarować. To mój syn.
Przepraszam.
Nie potrafię wybić jej tego z głowy.
Każdy ma prawo wierzyć, w co chce.
Polegamy na tym, gdy czegoś nie pojmujemy.
My polegamy na panu. Widzę, jak Ibou się poprawił, odkąd tu jest.
Całe rodzeństwo panu dziękuje.
Miło mi to słyszeć, bo pani mama...
Pomijając jego ataki, nic nie wiem o sytuacji w domu.
Jestem do dyspozycji.
Gdyby miał pan ochotę porozmawiać nieco dłużej.
Tak, moglibyśmy... spotkać się i porozmawiać...
Omówić... konkrety.
Spotkaliśmy się już? Zwykle przychodzi chyba pani siostra.
Tak, jestem u państwa pierwszy raz.
Tak, zwróciłbym uwagę.
Znaczy - poznałbym panią. Pamiętałbym.
Wiedziałbym, że panią spotkałem. Mam dobrą pamięć do...
Mam jeszcze siedmioro rodzeństwa. Jestem piąta.
A to dopiero. Ja tak samo.
- Zabawne. - W mojej rodzinie.
- Przecież nie w mojej. - Skądże.
Bruno, przepraszam, ale czy nie masz wpisanego spotkania w kalendarzu?
- Kalendarzu? - Tym grupowym.
A, tak, w kalendarzu.
Mamy wspólny kalendarz dla lepszej orgaz... organizacji pracy.
Synchronizuje się... w chmurze, czy jakoś tak.
- Pójdę znaleźć mamę. - Jasne.
A gdyby chciała się pani kiedyś wybrać na kawę...
możemy ustalić jakąś datę. Jestem elastyczny.
Jak chcesz, to umówię cię na sziduch w Dakarze.
Co cię ugryzło?
Dzień dobry.
Nie, Valentin. Posłuchaj.
Dziś jest wtorek. Jutro - będzie środa.
A ja przyjdę w czwartek.
Chodź.
Wyluzuj!
Przestań, proszę.
Pomóżcie!
Célia, daj matę!
Spokojnie, Valentin. Połóż się.
Spójrz na mnie. Spójrz.
Policzę do trzech i pójdziemy do pokoju.
Raz... dwa... i trzy.
Nic mu nie będzie.
Chodźmy.
Bruno, nie mamy wyjścia. Musimy go zwolnić w ciągu 48 godzin.
Dobrze. Zobaczę, co da się zrobić.
Masz dla niego miejsce?
Tak, miejsce to nie kłopot.
Muszę wyjaśnić to i owo, ale to drobiazgi.
Liczę na ciebie. Miłego wieczoru.
Dziękuję, pani doktor, wzajemnie.
- Pamiętasz, co było ostatnio? - Czekaj tylko.
Powtórzmy reguły, żeby nie było jak poprzednio.
Zakaz używania komórek. Kto powie pierwszy, dostaje punkt.
- Shirel, notujesz? - Tak. Jedna frytka - jeden punkt.
Niech jakaś czysta, nieskalana dłoń wyjmie pierwsze hasło.
Menachemie, ty masz czystą?
Czystą i nieskalaną. I pachnącą jaśminem.
IME?
Instytut Kształcenia Medycznego!
ARS?
Regionalna Agencja Zdrowia.
Uwaga...
CAJM?
- Centrum Ratownictwa! - Medycznego!
Centrum Ratownictwa Medycznego! Zjadł literkę!
Kurde, zawsze zapominam!
Jest jeden punkt.
- ESAT. - Biuro...
Biuro Pośrednictwa Pracy Chronionej!
Głośniej się już nie da?
- Morgane, wyluzuj. - Co cię opętało?
Zawsze mówią szybciej.
AVS?
Centrum Nauczania Niepełnosprawnych!
I AVSI: Indywidualnego!
Dwa punkty!
Niby skąd dwa?
Dwa hasła, to dwa punkty!
Brawo, ale tylko jeden. Jeden.
- Jedna frytka. - Wiadomo.
Mamy trzy do trzech.
UMI.
Międzywydziałowa Jednostka Mogilna!
Ja ci dam "mogilna"!
Dalej, Cédric, zgadniesz.
Ejże. Podpowiadasz.
Międzywydziałowa Jednostka Mobilna!
No proszę, zgadł. Brawo.
Kantowałeś, widziałem.
Co ty wyrabiasz? Zjadasz punkty.
Nie baw się jedzeniem.
Tak śledzę punktację. Nie zjadaj ich.
Słuchajcie, bo teraz będzie trudniejsze.
Zaraz, a jaki jest wynik?
- Straciłam rachubę. - Smaczny.
Było pięć dla Przystani i cztery dla Sprawiedliwych.
Trochę...
- Ejże. - Dobrze, dobrze.
Uwaga, podwójnie punktowane.
Ci, którzy to zgadną, wygrywają.
USIDATU?
Między...
No? Mounir?
- Związek... - Ja wiem.
- Ja odpadam. - Nikt nie zgadnie?
- Jasne, czekaj. - Międzywydziałowa...
Placówka Opiekuńcza Przyjmująca w Nagłych Wypadkach.
Międzywydziałowa Placówka Opiekuńcza Przyjmująca w Nagłych Wypadkach.
Jestem w takim szoku, że dałbym ci dziesięć!
Na bank kantował!
Skąd. Spędza tam dużo czasu.
Tak, bo leci na tamtą ortopedkę. Malik wspominał.
Nie pisnąłem ani słowem.
Ale jeśli już, to na logopedkę. Ortopedzi leczą wady postawy, mistrzu.
Niby co za różnica?
Zgrywasz się teraz?
Cicho tam, przegrańcy! Przystań górą!
Świętujcie nieco ciszej. A Dylan pracuje przecież dla mnie.
Nie, oficjalnie jest u nas.
- Mam to czarno na białym. - Dylan, twoja decyzja.
- A bo ja wiem? - Nie wydurniaj się!
Kogo byś wybrał, gdybyś musiał?
- Dylan, rodzina! - "Rodzina", no wiesz...
Krew nie woda, Dylan!
Przybliży nam pani cele USIDATU?
I opowie, jak je realizuje?
Przyjmujemy najcięższe i najbardziej niereformowalne przypadki.
Takie, z którymi nie radzą sobie inne instytucje.
Nasi pacjenci stanowią zagrożenie dla swoich bliskich lub dla personelu.
Ile trwa pobyt w przypadku młodych i nastoletnich dzieci?
W teorii przyjmujemy je na trzy miesiące.
Nie przetrzymujemy ich dłużej.
Pewne osoby, z którymi spotkaliśmy się wcześniej, stwierdziły,
że instytucje państwa pokroju prowadzą swoistą selekcję.
Co pani na to?
To rzeczywistość, wynikająca z przeludnienia.
Unikanie trudnych przypadków jest nagminne.
Czy to tłumaczyłoby, dlaczego organizacja
taka jak Sprawiedliwy Głos działa 15 lat bez zezwolenia?
Poniekąd tak. Wynika to z pewnego paradoksu.
Im bardziej złożony jest dany przypadek,
tym większa szansa, że pacjent skończy w areszcie domowym.
Dobrze, ale powierzacie im państwo pacjentów regularnie.
Skąd pewność, że będą właściwie leczeni? Fachowo doglądani?
Co z zapewnieniem należytej ochrony, nadzoru i higieny?
Głos pomaga pacjentom w skrajnej potrzebie.
Bezwarunkowo przyjmuje społecznych wyrzutków.
Oraz przypadki beznadziejne.
Ale czy pozostawiając tę organizację samopas, możemy mieć pewność,
że wkrótce nie pojawią się jacyś mniej sumienni naśladowcy?
Nie.
Czy przez te wszystkie lata ani razu nie zaapelowała pani do ich rozsądku?
Medycyna stosuje ścisłe procedury. Ich podejście jest zgoła inne.
Kierują się wiarą i głosem serca. To pozwala na innowacje.
Nieszablonowe myślenie. Zdarzało nam się mówić:
"Ostrożnie, to brutalny pacjent. Marne rokowania. Nie ryzykujcie".
Ale nie usłuchali. I wiedzą państwo co?
Słusznie zrobili.
Na razie. Dawajcie znać.
Oczywiście, będziemy. Do widzenia.
- Napiszesz do mnie jeszcze? - Pewnie.
Zostaw. Nie dotykaj tego.
Kazali tu zaczekać.
- Spodobała ci się? - Która?
Tamta moja koleżanka.
- A, ze Strasburga? - Nie, z Villeurbanne.
Tak, ładna ta z Villeurbanne.
Ale musiałem wyjść.
Zadzwonię, przeproszę ją i zaproszę na kawę.
- Pomożesz? - Darowałabym sobie.
- Nie chce mnie? - Skąd, bardzo cię polubiła.
- Ale inny wpadł jej w oko. - Poważnie?
- Będą się zaręczać. - Czyli tak.
Uciekła mi dobra partia. Jeszcze półki i gotowe.
Koleżanka z Aix-Les-Bains będzie kilka dni w Paryżu...
Nie. Dziękuję ci, Evo, ale starczy już tych sziduchów.
Arcachon, Biarritz, Nantes... Zaraz napiszę przewodnik.
To nie dla mnie. Jest zbyt mechaniczne.
Wszystkie te kobiety na czarno, z długimi rękawami i sukniami...
Ja w zasadzie lubię jaskrawe barwy.
Rozumiesz, co mówię?
Nie.
Przeszkadzam?
Nie, już skończyliśmy.
- Dobrze było? - Maliku, błagam.
- Przyniosłem to. - Nada się. Zakleisz okno?
Jasne.
Kto to teraz zje? Wszystko powgniatał!
Nie drzyj się na mnie, to było niechcący.
Czyżby? Widziałem, jak wtykał w nie wszystkie palce. Co teraz?
Odczep się od niego. Mówię ci, że to wypadek.
Nie pyskuj do mnie. Już cię tu nie ma!
- Że co? - Jazda!
Pogięło cię? Weź spierdalaj.
- Łapy precz. - Że co?
- Wynoś się stąd. - Za kogo ty się masz?
Uspokój się i idź do Valentina.
Co się stało?
Tamten chłopak wsadził palce w crème brûlée. Co ja zrobię?
Mam je wyrzucić?
Spójrz pan na nie!
Przepraszam za niego, ma kłopoty.
- A tamten bluzga. Nie wolno. - Słusznie.
- Za niego też przepraszam. - Nie wolno.
- Zapłacimy. - Wstyd.
- Zapłacimy. W porządku? - Co się dzieje?
Małe nieporozumienie, ale już wyjaśnione.
- Jest jakiś kłopot? - Nie, skąd.
Nie? No to wracaj do pracy.
- Jasne. - Mamy gości.
- Chodźcie na górę. - Pokój 808.
"Valentin wkręcił się"
Valentin ogromnie docenił...
Ogromnie...
Chrzanić, piszę "wkręcił się". Może być?
Lepiej brzmi?
"Valentin wkręcił się w crème brûlée". Cześć.
Miałby pan chwilkę?
Oczywiście. Joseph, wsiadaj. Zaraz przyjdę.
Coś nie tak?
Reszta personelu się skarży.
Zwłaszcza jedna pracownica. Może o niej wspominał?
Nie przypominam sobie. Jak się nazywa?
Brigitte Monnier.
Tak, kojarzę. Chyba ją lubi.
Mało powiedziane. To już obsesja.
Dziś rano zmieniła godziny pracy.
Wytłumaczę Josephowi. Zrozumie, jeśli dać mu chwilę.
Ale wykazał się, pomijając ten zgrzyt?
Tak, pracuje wzorowo.
Ale ta sprawa z Brigitte to nie byle "zgrzyt". Jest bardzo niezręcznie.
Ciągle prosi, żeby położyć jej głowę na ramieniu.
- I chce oglądać jej skarpetki. - To wyrazy sympatii.
W ustach Josepha słowa nie znaczą tego samego. Gdy go bliżej poznać...
Prowadzę firmę. Obowiązują mnie pewne przepisy i normy.
- Mam inne zmartwienia... - Doskonale rozumiem.
Mówiłem jasno: "Zobaczymy, na czym stanie za tydzień".
I na czym stanęło?
Że to skomplikowane.
Szczęście, że nie robił dostaw.
Szczęście.
Cóż, spróbowałem.
Tak, spróbował pan.
O co jej chodzi?
Skąd truskawka?
Valentin, zobacz.
Rozumiesz?
Dobrze, czy nie?
Trampolina?
- Cześć, Menachemie. - Witaj. Cześć, mały.
- Co przynieśliście? - Kurczaka i ziemniaki.
A ten zaplatany chleb?
Chałkę? Jasne, jak zawsze.
Ekstra.
Lecimy, dziś piątek. Urwanie głowy.
- Dobrego szabatu. - Nawzajem.
Aby uprać cztery kilo ubrań w zaledwie 12 litrach wody,
rzecz jasna potrzebna ci automatyczna pralka marki Philips!
Automatyczna pralka Philips.
Zajmuje mniej miejsca, niż kiedykolwiek. 40 centymetrów.
Jest łatwa w obsłudze. Robi wszystko za ciebie.
Chyba się uspokoił.
To ja już pójdę.
Ale nie tknąłeś placka.
Jest wyśmienity, Hélène, ale...
Innym razem, dobrze?
Mogę ci zapakować.
Skąd, nie kłopocz się.
To nie kłopot.
Będzie dobrze, Hélène. Zobaczysz.
Damy radę. Jesteśmy coraz bliżej.
Nasza praca w końcu wyda owoce.
Zaufaj mi i wytrzymaj jeszcze trochę.
Co on zrobi, gdy odejdę?
Nie mogłam tego znieść, gdy go zamknęli.
Wolę już chyba zabić się z nim tu i teraz.
Albo zjem trochę placka.
To ten... ananasowy, prawda?
Kurwa...
Kurwa mać!
Tu poczta głowowa Bruna Haroche'a.
Zostaw wiadomość, a oddzwonię. Dziękuję.
Malik, tu Dylan.
Przyjedź.
Sprawdźcie każdą ulicę przy hotelu, każdy park, przystanek i stację metra.
Wszystkie cieplejsze miejsca. Nie śpimy, póki się nie znajdzie.
- Dzwoniłeś do Bruna? - Jest piątek, nie...
Próbuj dalej. Ściągnijcie, kogo się da. W drogę!
Kurde.
Rue de Meaux z głowy. Teraz Rue Petit.
Dobra. My jedziemy na Jean-Jaurès, przez Secrétan.
- Na razie ani śladu. - Jasne.
Napisz Cédricowi, że za dziesięć minut zbiórka na Stalingrad.
- Mounir się meldował? - Nie.
No jedź!
Nie widzieliście go może? Szczupły, w ochraniaczu na głowie.
Nie, nigdy.
Daj swój numer, to zadzwonię, jak się pojawi.
Zjeżdżaj.
Idziemy!
Sprawdźmy tam.
Co? Co jest?
Kurwa!
Malik! Jest na wiadukcie między Pantin i Lilas. Biegiem!
Jedziemy.
Valentinie!
Chodź!
Łapcie go!
Gazu!
- Po co wam mój dowód? - Taka jest procedura.
Tłumaczę pani, że wybiegłem bez niego.
Zadzwonię. Odezwę się.
Nawaliłem.
- Rozwiń. - Nawaliłem, mówię.
Odchodzę, to koniec.
Spytam cię o coś.
Po co wstąpiłeś do Przystani?
Patrz na mnie, gdy mówię.
Przyszedłeś do nas, bo nie istniałeś.
Wcześniej byłeś zwykłym bandziorem.
Te dzieciaki dają ci coś w zamian. Pozwalają ci znaleźć swoje miejsce.
Miejsce, którego każdy inny ci poskąpi.
Kiedyś przyjdzie pora je zająć.
Ale to zależy od ciebie.
Nikt nie zdecyduje za ciebie, kim jesteś.
Zastanów się.
Jedziemy!
Dnia 20 lutego 2017 roku,
członkowie dyrekcji Ministerstwa Zdrowia
oraz Sekretariatu do spraw Niepełnosprawności i Integracji
powierzyli IGAS, czyli nam,
przeprowadzenie inspekcji w pańskiej organizacji,
działającej bez zezwolenia rządu,
świadczącej pomoc i opiekę dzieciom oraz dorosłym,
u których stwierdzono ciężkie formy autyzmu.
Inspekcja miała zweryfikować zarzuty
Regionalnej Agencji Zdrowia, konkretnie:
"Skandaliczne warunki, szczególnie w obiektach na terenie Paryża,
wynikłe z nieprzystosowania lokali, niekompetencji personelu
oraz braku długoterminowego planu".
Słyszałem to wszystko, ale...
Mogę mówić? Skończyli państwo?
Niezupełnie. Proszę opowiedzieć o zajściu z Valentinem Fournierem.
Zostawił go pan samego w hotelu z niedyplomowanym opiekunem
i jedynie cudem wrócił pod pańską opiekę.
Mamy zatem wiele pytań. Apelujemy o cierpliwość, panie Haroche.
Oczywiście. Cieszy mnie to spotkanie.
- Powiedzieć, dlaczego? - Słuchamy.
Bo na państwa czekałem. Już od jakiegoś czasu.
Tak się składa, że też mam parę pytań.
Skoro w aż tylu raportach zarzuca nam się niekompetencję, jakim cudem...
jakim cudem od 15 lat ARS, Stowarzyszenie Praw Dziecka,
sądy, lekarze i szpitale
dzień w dzień dzwonią do mnie i proszą, bym przyjął koleje dzieci?
Jakim cudem opiekuję się dziś 40-toma przez okrągłą dobę,
a na liście czeka kolejnych 50?
Jakim cudem wszyscy wciąż się do mnie dobijają?
- Proszę pana... - Pytam, dlaczego.
Proszę się nie unosić.
Rozumiemy pana odczucia, trudności, z jakimi się pan boryka
oraz sytuację dzieci i ich krewnych, jednak nie możemy pozwolić...
Powiem to wprost.
Wszystko sprowadza się do pieniędzy.
Łatwiej zapłacić, niż przyjąć ciężki przypadek.
Dlaczego my je bierzemy? Bo nikt inny nie chce.
Jeśli chce się pan przedstawiać jako stojący na straży człowieczeństwa rycerz,
przeciwko któremu występują oderwani od rzeczywistości biurokraci,
gwarantuję panu że to znacznie bardziej złożone.
Pańskie metody budzą zastrzeżenia.
Mamy dopilnować, by zapanowały tu większy porządek oraz bezpieczeństwo.
Słusznie, nie unośmy się. Bądźmy rozsądni.
Rozważyłem wszelkie za i przeciw...
i sądzę...
że coś wymyśliłem.
- Słuchamy. - Śmiało.
Weźcie ich.
Po prostu.
Co do jednego.
Matéo Laprade, skrajnie agresywny, wali we wszystko głową.
Nawet na silnych lekach wszystkich atakuje i śpi po góra dwie godziny.
Nie przyjęła go żadna instytucja.
Matce odmawiano 11 razy i kazano jej wrócić za dziesięć lat.
Matéo. Jest wasz.
Idriss Diop.
Epilepsja i ciężkie zaburzenia ze spektrum autyzmu.
My krępujemy go w trzy osoby. Wy...
przykujecie go do łóżka, odurzycie i zamkniecie.
Weźcie też Idrissa. Droga wolna.
Moussavir Leguen. Nie chodził pięć miesięcy.
Drapie i szczypie, co popadnie. Dłonie, ręce, najchętniej włosy.
Swoją ostatnią opiekunkę oskalpował. Proszę, jest wasz.
Panie Haroche...
Weźcie Cécile'a Laporte'a.
Weźcie Kevina Loiseau, weźcie Lukę Bovina.
Valentina Fourniera, Julie, Ibrahima, Aïchę, Frédérica!
Weźcie wszystkich!
I życzę wam powodzenia.
Z całego serca.
"Na przestrzeni lat szereg organizacji wykształciło własne, autorskie metody
niesienia pomocy niepełnosprawnym oraz chorym umysłowo dzieciom".
Cześć, Jérémie.
Witaj, Jérémie. Jak się masz? Dobrze?
Zabawimy się dzisiaj. Wskakuj do wozu.
Nazywam się Bruno.
"Tematu przez dłuższy czas nie podejmowała żadna agencja publiczna,
gdyż w razie ich zamknięcia wielu wychowanków pozostałoby bez opieki".
Chcesz zagrać?
Zagramy z nią?
Mam dosypać?
Co byś chciała?
Zgłodniała.
Tak się strzela!
Zbierzcie się, przypomnimy coś Mounierowi.
Podkreślam, że opiekunom nie wolno strzelać goli!
- Nie jesteś pępkiem świata. - Ja się nie cackam.
Mistrz!
Brawo, kolego.
Dokąd?
Co robisz? Nie!
W nogi!
Uwaga z harissą, Sadio, jest wręcz żrąca.
Proszę wszystkich o uwagę.
Zgodnie z obyczajem,
gdy ktoś dostaje dyplom, zbiera gromkie brawa!
"Zamknięcie jedynego ośrodka zapewniającego należytą opiekę,
bez dania żadnej alternatywy, byłoby nie do przyjęcia.
Niniejszym zaleca się przyznanie warunkowego zezwolenia na działanie".
- sprawozdanie Generalnego Inspektoratu Opieki Społecznej z 17 kwietnia 2017
Chodźmy.
Powolutku.
W porządku?
Dobrze, spokojnie.
Pójdziemy usiąść do stołu?
Spokojnie.
Dylan, weźmiesz Valentina?
Jak leci?
Dobrze wyglądasz.
Usiądź przy stole.
Pamięci Johanna Bouganima
Dla Davida, Matéa, Salimaty, Virgila, Brahima i pozostałych
NADZWYCZAJNI
Wersja polska: Kino Świat Tekst: Piotr Kacprzak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.