Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
/Kiedy zbuntowani mieszkańcy Francji /zniszczyli Bastylię...
/odkryli w jej archiwach /tajemniczy zapi
/"Więzień numer 64389000,
/człowiek w żelaznej masce".
Żyjesz jeszcze?
/CZŁOWIEK W ŻELAZNEJ MASCE
Paryż, rok 1662
Aramisie!
Portos jest...
Przepraszam, moje drogie. Spodobał by się wam.
- Ma parówę jak osioł. - Tak jak ty.
- Naprawdę? - Tak.
Nie używałem jej od tak dawna, że zapomniałem.
Dobra, chodźmy. Zostawmy jego świętobliwość samą.
Przyprowadzę was ponownie jutro, kiedy będzie w lepszym nastroju.
Wybaczcie, panie.
Przestań się modlić i baw się ze mną, Aramisie.
Muszę pobudzić swoją duszę. Jestem stary. Słaby.
- Straciłem całą swoją siłę. - Portosie.
- Modlę się. - Tylko tak mówisz
Jesteś również głuchy? Wiem, że jesteś ślepy ponieważ...
gdybyś zobaczył te cycki, które przed chwilą stąd wyszły...
miałbyś łzy w oczach.
Czasami są ważniejsze rzeczy w życiu niż dobra para cycków.
Naprawdę?
Hej, Aramisie...
Jeśli wskażesz mi jedną rzecz, jedną maleńką rzecz...
która jest bardziej wysublimowana niż smak...
pulchnego, różowego suteczka...
wybuduję ci nową katedrę.
Przebaczenie.
Przebaczenie?
Wybacz mi.
Przebaczysz mi?
No, przebaczysz mi?
Twoje przebaczenie nie jest słodsze od suteczka.
Nie rozumiesz? Próbuję się modlić!
Zawsze się modlisz!
D'Artagnan!
O, D'Artagnan!
- Jak się masz, młodzieńcze? - Portosie.
Przerwałeś właśnie prostą, teologiczną dyskusję.
- Właśnie widzę. - Witaj. Siadaj.
Chciałbym.
Przysyła mnie król. Chce cię widzieć.
Nadal wiernie mu służysz, nawet gdy ludzie...
rzucają zgniłe jaja w jego godło.
Spójrz na siebie. Jesteś jeszcze taki młody.
A ja taki stary.
Król prosi o pośpiech.
Jeden za wszystkich, D'Artagnan.
I wszyscy za jednego.
Kiedyś wszyscy byliśmy muszkieterami.
Ciekawe, co porabia Atos.
Spokojnie, Raoul. W końcu jesteś moim synem.
Jaka kobieta ci się nie oprze?
Kiedy się oświadczysz?
Dzisiaj, zaraz po przyjeździe albo tuż przed powrotem.
Czuję się zakłopotany.
Może to pomoże?
Pierścionek mamy.
Nie mogę go przyjąć. Jest twój.
Umarła dając mi ciebie. Chcę umrzeć...
wiedząc, że jest na palcu kobiety, którą kocha mój syn.
Idź i wróć z narzeczoną.
Wasza Wysokość, natarcie rozpoczniemy o świcie.
Nie. Nie lekceważcie Holendrów.
Te oddziały zostaną odcięte tu, więc przeżućcie je tutaj i tutaj.
Wtedy ich zdziesiątkujemy. Wykonać.
- Wasza Wysokość... - Żółta szarfa.
Jako twoi doradcy mamy...
- Obowiązek. - Właśnie, mamy obowiązek...
donieść ci, że w Paryżu panują zamieszki.
Zamieszki?
Ależ Paryż jest najpiękniejszym miastem na świecie.
Czyż mieszkańcy nie powinni być dumni i zadowoleni?
Naturalnie, Wasza Wysokość. Z pewnością są zadowoleni i dumni.
Ale także głodują.
Gdybyśmy oddali część rezerw zgromadzonych dla wojska,
mielibyśmy czas na zgromadzenie większych zapasów...
Wielebny Aramisie...
Jego Wysokość ma problemy z Jezuitami.
- Jezuitami? - Mówią, że...
wojny Jego Wysokości są niesprawiedliwe i są źródłem głodu.
Może król powinien porozmawiać z ich przywódcą.
Oczywiście, ale nie wiemy kto to jest.
Nikt nie potrafi utrzymać sekretu tak jak Jezuici.
Wasza Wysokość.
Jesteś księdzem, ale kiedyś byłeś muszkieterem.
Tak jak mój ojciec...
powieżałem ci zadania najwyższej wagi.
Chcę, żebyś odkrył kim jest ten tajemniczy przywódca Jezuitów.
Kiedy się dowiesz...
dla Boga i dla Francji, chcę, abyś go zabił.
Wiem, że to straszna misja, szczególnie dla księdza.
Przyjmiesz ją... i dochowasz tajemnicy?
Kiedy odkryję kim jest ten Jezuita...
zabiję go i człowieka, który mi go wyda.
Kto raz był muszkieterem, zawsze nim będzie.
A co do zamieszek...
Mamy zapasy w forcie, czyż nie?
Skorzystajcie z nich.
Ależ, królu, ta żywność gnije.
Dlatego nie wysyłaliśmy jej wojsku.
Więc się śpieszcie.
Cóż za wspaniały pomysł, Wasza Wysokość.
Spójrz na to szycie.
Czy nie jest wspaniałe?
Nie tak wspaniałe jak twoje.
Kto to jest?
Raoul, syn Atosa.
Francois, może ty gustujesz w młodych żołnierzach,
ale ja pytałem o tą ślicznotkę obok.
Ma na imię Christine.
Wasza Królewska Mość.
Co znowu? Zabójcy spadają z nieba?
Nic mi nie mówiono o wyścigu.
D'Artagnan, spójrz na ich twarze.
Oni cię podziwiają. Pod twoją strażą...
tylko największy głupiec we Francji porywał by się na moje życie.
U głupca ostrze może być szybsze niż głowa.
Zabawmy się.
Ja będe udawał króla...
a ty kapitana muszkieterów.
Powiedzmy, że moje życzenie jest rozkazem...
a chcę się bawić.
Tobie też to radzę.
/Moje panie.
Christine, odkąd przyjechałem...
- Monsieur? Mademoiselle? - Nie, dziękuję.
Kapitanie to jest Christine Bellefort.
D'Artagnan jest najlepszym przyjacielem mojego ojca.
Jestem zaszczycony, że spełnił pan moją prośbę...
i przyjął mnie do gwardii muszkieterów.
To zaszczyt dla mnie.
Jeden za wszystkich.
I wszyscy za jednego.
Kocham cię.
A ja ciebie.
Nigdy nie będę bogaty, ale oddaję ci me serce.
Więc jestem bogatsza niż sam król.
Chciałbym ci dać coś, co należało do mojej matki.
Wykażcie się sprytem i zręcznością.
Oto jednorożec!
Kto go schwyta,
zdobędzie jego skarb.
Niech wszyscy ruszą w pościg!
Będzie twój!
Christine, nieprawdaż? Myślałem, że to niemożliwe,
ale emocje zawodami uczyniły cię jeszcze piękniejszą.
Panie, dziękuję.
Rumienisz się. Nie chcesz być piękną dla swojego króla?
Nie, panie.
To znaczy, tak. Oczywiście chcę, panie.
Spokojnie,
nie przywykłaś do takiego otoczenia.
Mogę temu zaradzić.
Pasowałabyś do mego dworu.
Wasza Wysokość jest bardzo łaskawy,
ale jestem zaręczona z Raoulem
albo będę, kiedy mnie poprosi.
Przekładasz żołnierza,
który jeszcze ci się nie oświadczył, ponad króla?
Muszę być wierna mojemu sercu.
A czy to serce jest wierne tobie?
Zaczekaj, Christine.
Nakarm swój lud.
Jezuici!
Wezwij generała!
Jej Wysokość chce z panem mówić.
Wasza Wysokość.
Podobno uratowałeś życie mojemu synowi.
Bóg się do nas uśmiechnął, Wasza Wysokość.
Nic ci się nie stało?
- Nie, moja pani. - To dobrze.
Kapitanie.
Raoul, syn Atosa, wycofał prośbę o przyjęcie go do gwardii muszkieterów.
- Lepiej ci idzie. - Minęło tyle czasu!
No właśnie, przyjacielu.
- Co cię sprowadza? - Jak sam powiedziałeś, minęło tyle czasu.
Dla wielkiego D'Artagnana mam najlepsze wino.
Gdy wielki Atos częstuje to wielki D'Artagnan nie odmawia.
Przykro mi, że tak dawno cię nie odwiedziłem.
Jako dowódca gwardii królewskiej? Musisz być bardzo zajęty.
Szczególnie przy takim królu.
Mimo to powinienem częściej tu przebywać.
Należę do przeszłości, kiedy mundury były czarne i nosili je dorośli mężczyźni.
Przynajmniej masz czas na szkrzypce.
I użalanie się nad sobą.
Mój syn dorósł. Oświadczył się cudownej dziewczynie.
Wstąpił do muszkieterów. Wszystkie błędy mojego życia naprawiam nim.
A jak zaczął żyć tak jak mu zawsze życzyłem, opuszcza mnie.
Świętował całą noc!
Raoul, spójrz kto nas odwiedził.
Co się stało?
Nie chcę, żeby została wdową, zaraz po ślubie.
Dostałem przydział na front.
To bez sensu!
Odsłużyłeś już swoje.
Ponieśliśmy jakąś klęskę?
Powołali kogoś jeszcze?
Zdaje się, że Christine wpadła królowi w oko.
Rzeczywiście, zauważył ją, ale to nie ma nic wspólnego.
Ależ ma! Król jestem psem.
- Atosie... - Psem i tchórzem!
Ale ja nie, więc pójdę.
Czy królowi brakuje kobiet?
Nie ma kim zapełnić łoża?
Służyłem jego ojcu.
I jemu zanim odszedłem.
A on naraża życie mego syna,
by uwieść kobietę, która i tak mu się znudzi.
Wiedziałeś o tym!
Dlatego przyszedłeś!
- Dobrze cię znam. - Chcesz mnie powstrzymać?
Chcę dać ci nadzieję.
Osobiście porozmawiam z królem.
Może kiedyś będzie władcą na jakiego czekamy.
Nie wiesz co to znaczy mieć syna.
Całować jego włosy, czuć jego oddech...
jak śpi, patrzeć jak dorasta.
Tak. To błogosławieństwo,
o którym mogę tylko marzyć.
Nie znam bardziej szlachetniejszego od ciebie,
jednak gdy król skrzywdzi mojego syna, by uwieść kochankę,
stanie się moim wrogiem.
Tak jak wszyscy, którzy staną między nim a mną!
Zatem muszę się śpieszyć...
bo twój syn jest mi równie drogi...
jak ty.
Straż do bram! Kapitanie!
Ludzie mówią, że dostali zepsutą żywność.
Atakują muszkieterów w całym mieście.
Zamknijcie bramę!
- Przygotować się do salwy - Nie. Zamknąć bramę. Nie strzelać.
To D'Artagnan.
Mieszkańcy Paryża, słuchajcie!
- Jestem jednym z was. - Umieramy z głodu!
Dają nam śmieci, których nawet szczury nie ruszą!
Słuchajcie!
Słuchajcie, błagam was!
Macie rację, jest zgniłe.
Osobiście porozmawiam o tym z królem.
Macie moje słowo.
Puśćcie tych ludzi, służą Francji i wam.
Ludwiku, miałeś rację.
Kobieta nie wie co to miłość...
dopóki nie kocha jej król.
Zgłodniałem.
Przyniosę coś.
Wolę jeść sam.
A tak przy okazji, jutro wyjeżdżasz.
To przejście zbudowano dla mojego bezpieczeństwa,
a nie po to, żebyś mnie straszył.
Chodzi o twoje bezpieczeństwo, panie.
Wiem o zamieszkach.
Twój lud pragnie cię kochać,
a dostają zepsutą żywność, czasami nic.
Zepsutą żywność?
Zaraz to załatwię.
Jest jeszcze jedna sprawa.
Bardziej osobista.
Otaczają cię piękne kobiety.
- Kochasz je? - Bardzo często.
A one ciebie? Jak poznać...
kobietę, która odsłania przed tobą to co najbardziej skryte i
kocha cię, a nie koronę?
Więc moje związki są płytkie?
Myślę, że mężczyzna...
może kochać jedną kobietę całe swoje życie i być lepszym człowiekiem.
Pewnie masz rację.
Może nigdy nie spotkałem kobiety o sercu podobnym do mojego.
Codzi o Christine?
Mam wrażenie, że obserwujesz mnie zbyt uważnie.
Wysłałeś Raoula na front, żeby ją uwieść?
- Wątpisz w mój honor? - Nie, nie chodzi o honor.
Martwię się o Waszą Wysokość.
Raoul niedługo wróci.
Masz moje słowo.
Dziękuję, Wasza Wysokość.
Jestem młodym królem...
ale jednak królem.
Więc bądź dobrym królem, Wasza Wysokość.
Będziesz nowym, głównym doradcą. A jego ściąć, za wydanie zepsutej żywności.
Następnym razem strzelajcie do buntowników
Tutaj.
Czekaj.
Wyślij to do królewskiego pałacu.
Przyniosę ci wodę, mamo.
/Jego Wysokość z żalem informuje, /że Raoul, syn Atosa...
/zginął w walce.
Sir, raport o stratach.
Czy Atos już wie?
Atosie, przyjacielu...
Stój, zdrajco!
Atosie, posłuchaj mnie!
Kule zabiły Raoula.
Nie dodawaj własnej śmierci do tej tragedii.
Błagam cię!
Cofnąć się.
Jesteś zdrajcą.
Opatrzcie ranę.
Podoba ci się pokój?
Panie, posłałeś po mnie, a ja właśnie dostałam wiadomość o Raoulu...
Przyszłam prosić o pomoc.
Nie mamy z czego żyć.
- Mój ojciec umarł, a matka ma... - Chore płuca.
Siostra też zdradza pierwsze objawy choroby.
Mój lekarz ją zbadał i jest nadzieja.
Wyzdrowieją w mojej wiejskiej posiadłości.
Och, Wasza Wysokość.
Wiem, że dziś...
runęło całe twoje życie.
Z pewnością nie doszłaś jeszcze do siebie.
Zjedzmy kolację w ciszy i postarajmy się tego nie pogarszać.
Posłuchaj.
Straciłaś kogoś bliskiego twemu sercu.
I nie chcę, aby twoje serce zamieniło się w kamień.
Proszę tylko o jedno:
dziel się ze mną wszystkim...
co poczujesz dzisiejszego wieczoru.
Za zdrowie.
Jesteś taka piękna.
Nie mogę.
Nie tylko koronę można we mnie pokochać.
Widziałem już wiele cudów...
ale ty jesteś piękniejsza od nich wszystkich.
Aramisie, czy to droga do piekła?
Może cię tam zaprowadzę, ale nie dziś.
Grobowiec.
Jesteśmy w grobowcu?
Dyskrecja jest uciążliwa, ale konieczna.
Proszę, siadajcie.
Kiedy byliśmy młodzi...
i widzieliśmy niesprawiedliwość, walczyliśmy z nią.
Teraz wiemy, że nie wszystko można rozwiązać szpadą.
Ale czasami to jedyne wyjście!
Oto problem do rozwiązania.
Jezucici są przeciwni wojnie,
będącej przyczyną głodu.
Więc, Ludwik polecił mi...
odkryć prawdziwą tożsamość przywódcy Jezuitów...
i zabić go.
To zmartwienie tego Jezuity!
Problem polega na tym, że...
to ja nim jestem.
Ja jestem przywódcą zakonu Jezuitów.
Co proponujesz?
- Zmienić króla. - Nie mogę tego słuchać.
- To niemożliwe. - Możliwe.
- Znam sposób. - Jestem z tobą.
- Ja też. - Nie.
Potrzebujemy cię. Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich.
Nie zdradzę króla, złożyłem przysięgę!
Kiedy król postępuje niegodnie, jesteś zwolniony z przysięgi.
Nic nie zwalnia z przysięgi!
Dlaczego z nim trzymasz? Dlaczego?
Przecież walczyliśmy o coś większego niż król, stopień czy nagroda!
Czego ty bronisz?
Wiary w to, że każdy może się stać lepszy, nawet Ludwik.
Niezależnie od planu, jestem z tobą.
Następnym razem kiedy się spotkamy jeden z nas zginie.
Atosie, zaczekaj.
Nie trzeba być księdzem, żeby zauważyć...
przygniatające cię brzemię jakiejś tajemnicy...
z którą walczysz w samotności.
Nie mogę zdradzić króla.
Oddam za niego życie.
Więc niech Bóg będzie z tobą,
bo my cię opuszczamy.
Słyszałem o incydencie przy bramie muszkieterów,
ktoś chciał mnie zabić.
Czy wypuszczanie niedoszłych zabójców, to nasza nowa taktyka, D'Artagnanie?
Chciał zabić swój ból.
Jego syn zginął.
Gorzej być nie mogło.
- A gdyby stracił króla? - To zależy od króla.
Kiedy zostałem muszkieterem, mówiono mi, żebym za każdym razem gdy wyciągam szpadę...
myślał nie o tym kogo zabijam...
tylko komu pozwalam żyć.
Wiesz kto mi to powiedział?
Atos.
Skoro stał się naszym wrogiem,
należałoby się zapytać dlaczego.
Więc, Atos odszedł.
Portos i Aramis też.
Ty znasz ich najlepiej.
Czy spiskują przeciw mnie?
Jeśli tak jest, nie musimy ich szukać. Oni znajdą nas.
Nie, jeśli ty znajdziesz ich pierwszy.
Kto tam?
Przypłynął w zastępstwie.
Więzień spowiada się co miesiąc,
a jego spowiednik jest bardzo chory.
To dzień spowiedzi.
Przepraszam, przeraziłem cię, panie.
Jestem przyjacielem. Chcę ci pomóc.
- Co robisz? - To droga ucieczki.
Będziesz wolny.
Kto to jest?
Ty.
Powiada, że padł martwy, gdy odczytywał mu mszę.
Tak długo trwała? Jak mógł tak po prostu umrzeć?
Podobno miał gorączkę, tak jak chory ksiądz.
Zaraza?
Przynieśli zarazę! Wywal go stąd!
Żadnej ostatniej posługi! Wynocha!
Moglibyśmy to zdjąć...
i zobaczyć kim był.
Nikt by się nie dowiedział.
Mówi, spalcie go bo wszyscy pomrzecie.
Ma rację!
Nie dotykaj mnie!
Wynocha.
Uważajcie, on jest chory.
Szybciej!
Mój Boże.
To moi Jezuici.
Masz...
Wypij.
Nie szkodzi.
Sześć lat czekałem...
żeby zadać to pytanie.
Dlaczego mi to zrobiono?
Nie wiesz?
Co pamiętasz?
Mieszkałem na wsi.
Pilnowała mnie stara kobieta i ksiądz.
Nie byli przyjaciółmi.
Potem zabrali mnie do więzienia.
- Kto? - Człowiek w czerni.
Nie widziałem jego twarzy...
zabrał mnie do więzienia
i założył mi tą maskę.
I nie wiesz dlaczego?
Przez wiele dni krzyczałem: "Co ja takiego zrobiłem?".
Potem zrozumiałem, że to ma związek z moją twarzą.
Ale nie wiem dlaczego.
Jak masz na imię?
Stara kobieta mówiła na mnie Filip.
Oni doprowadzą cię do porządku, nie obawiaj się.
Dziękuję.
Dziękuję za waszą dobroć.
Czym się tak trapisz?
Spodziewałem się akcji, nikogo nie zabiliśmy ani nie walczyliśmy.
Nie przydałem się.
Męczy mnie już twoja słabość.
Otaczają cię piękno...
intryga i niebezpieczeństwo.
Czego jeszcze chcesz?
Rozejrzyj się.
Drozdy ćwierkają, gołębie gruchają.
Nie słyszysz tych śpiewów?
To obfity w jedzenie kraj, tylko Ludwik wysyła wszystko wojsku.
Straciłem apetyt.
Marnieję.
Nawet kobiety mnie już nie pociągają.
Powiedz: "Do widzenia, Portosie.", on zniknął.
Kim on jest?
Szukasz faktów, a powinieneś szukać prawdy.
Nie jesteś moim spowiednikiem, Aramisie.
Jesteś zgorzkniały.
Straciłeś Raoula,
nienawidzisz D'Artagnana,
którego traktowałeś jak brata.
Kto dał ci prawo mnie oceniać?
Jesteś bardziej święty niż inni?
Tak, jestem też bardziej inteligentny.
- Co ci jest? - Kamienie na nerkach.
Boli mnie kiedy siusiam i sram.
Jestem tylko tłustym, starym prykiem, który nie ma po co żyć.
Powieszę się jak tylko wytrzeźwieję.
Chodź.
Aramisie!
Jest gotów!
Największą tajemnicą życia...
jest to kim naprawdę jesteśmy.
Tak.
Zdradzę ci teraz sekret strzeżony przez całe twoje życie.
Rozpoczęło się to w noc narodzin króla Ludwika.
Pamiętam tamtą noc.
Bawiliśmy sie z D'Artagnanem i Atosem.
D'Artagnan upił się w trupa... nigdy go takiego nie widziałem.
Ja miałem służbę.
Wysłano mnie do tylnich drzwi pałacowych,
gdzie kapelan wręczył mi dziecko.
Rozumiesz coś z tego, Atosie? Mi się miesza.
Królowa tej nocy urodziła bliźnięta.
Mnie oddano tego młodszego.
Drugie. Jest drugie.
Nagle, król zrozumiał, że ma dwóch następców.
Miał już dość widoku walących się królestw z powodu walki zwaśnionych braci...
więc postanowił, że jedno zniknie.
Ty, Filipie!
Zataił twoją prawdziwą tożsamość.
Na łożu śmierci wszystko wyjawił Ludwikowi i waszej matce.
Wcześniej powiedziano jej, że umarłeś tuż po urodzinach.
Nie mogła sobie wybaczyć, że w to uwierzyła.
Chciała przywrócić ci należną pozycję.
Ale to Ludwik był królem.
Nie miał odwagi, żeby cię zabić,
w końcu w twoich żyłach, płynie święta, królewska krew.
Znalazł sposób, żeby ukryć cię na zawsze.
Dla kraju...
dla króla...
Oddałem twoje życie...
i własną duszę.
Pewnego dnia...
poproszę cię o wybaczenie.
Ale najpierw chcę ci zwrócić twoją należną pozycję.
Zwrócić?
Zamienimy Ludwika na Filipa.
To twój plan?
Wymienić jednego na drugiego? To idiotyczne!
To genialne. Czego się spodziewałeś?
Rewolucji! Otwartej wojny!
- Krwi na ulicach. - To byłaby jakaś odmiana.
Fizyczne podobieństwo to dopiero początek.
Ludwik jest arogancki, ma swoje maniery...
- Tego się może nauczyć. - A jego bliscy?
Myślisz, że nie wziąłem tego pod uwagę?
A wziąłeś pod uwagę, że ryzykujesz nasze życie...
- i Filipa też? - I tak jak my ma wybór.
Co ty na to, Filipie?
Wszystkie te zmarnowane lata w więzieniu.
Czy dały ci siłę, której nie ma żaden człowiek?
Masz szansę zostać królem...
jeśli starczy ci odwagi, żeby podjąć wyzwanie.
Starczy ci, Filipie?
Ja...
Starczy ci?
Panie, tą skrzynię polecono...
oddać ci do rąk własnych.
Zanieś to mojej matce.
Mój syn!
Proszę, wybacz mi.
Nie udało mi się nic zrobić.
Moja pani...
Nie... Nie...
Gdyby ktoś zobaczył... zginęlibyśmy.
Jak cię nie pocałuję to i tak umrę.
Nie mogę patrzeć jak płaczesz.
Proszę.
Powiedz, co się stało?
Wiem, że kochać cię znaczy zdradzić Francję,
ale nie kochać cię znaczy zdradzić moje serce.
Zatem oboje umrzemy jako zdrajcy.
Więcej wina!
Co z nim?
Jest wykończony.
Miał ciężki dzień.
- Aramisie... - Więcej wina!
To się nie uda.
Filip jest jak dziecko. Nie jest gotowy...
- Uda ci się. - Nie.
- Tak, uda się. - W jeden rok, może dwa.
- Trzy tygodnie! - Trzy tygodnie?!
Król wydaje bal maskowy.
Tłum ludzi z zakrytymi twarzami.
Doskonała okazja i pewnie jedyna.
Tu w każdym momencie ktoś może zdemaskować Filipa. I co wtedy?
Więcej wina! Gdzie są wszyscy?
Nic z tego.
- Moja szpada zdechła. - Spokojnie...
potrzebujesz tylko trochę czasu.
- Wyprostuję twoją szpadę! - Nie da się.
Jestem do niczego.
Przez trzy tygodnie ma się wszystkiego nauczyć?
16 lat był wychowywany na dżentelmena.
A następne sześć żył w masce! Nie wiedząc dlaczego.
A teraz dowiedział się, że ci którzy mieli go kochać,
obdarli go z praw i skazali na samotność i ból.
Polubiłeś go. To dobrze.
Nie baw się ze mną w Boga, Aramisie. Nikt nie zastąpi Raoula.
Co robi Portos?
Idzie nagi do stodoły.
Ale po co?
Chce się powiesić. Od dawna o tym gadał.
Powiesić się?!
Znak od Boga...
Jeżeli Portos postanowił skończyć ze sobą,
to z pewnością będzie szukał ku temu okazji, nieprawdaż?
Żegnaj, okrutny świecie.
Żegnaj, bezużyteczny Portosie.
- Co to było? - Spokojnie. Podpiłowałem belkę.
Jestem geniuszem, nie inżynierem.
To ty, Aramisie!
Wiedziałeś, że będe się chciał powiesić i podpiłowałeś belkę! Przyznaj się!
Oczywiście, zrzędzisz o tym od miesiąca.
Teraz jak już spróbowałeś,
przestaniesz jęczeć i dla odmiany się do czegoś przydasz.
Cóż...
Włóż coś na siebie!
No cóż... dobrze.
Tyle ją nosiłem, że bez niej czuję się niepewnie.
Posiedzę z tobą. Też nie mogę zasnąć.
Przez sześć lat byłem w więzieniu.
Uwolniliście mnie.
A teraz chcecie, żebym znów dał się uwięzić.
Trudno pałac nazwać więzieniem.
Widzicie te wieśniaczki?
Tamtą trzymającą jagnię?
Mógłbym z nią paść owce do końca życia.
Dajemy ci szansę bycia królem.
Nie, dajecie mi szansę udawania króla.
Króla, którego tak nienawidzicie.
Nie wszyscy go nienawidzą.
Ty nie?
Dlaczego to właśnie ja miałbym się nim stać?
Bez wyraźnego powodu nie zrobię tego.
Nie mogę.
Wszyscy jesteśmy tylko narzędziami w rękach Boga, czy to nam się podoba czy też nie.
Możemy tylko wierzyć.
Choć czasami jest to trudne.
Nasza wiara upada, wiesz Aramisie?
Dlatego musimy jeść, pić i kochać się do upadłego.
Jako król, jeśli tylko zechcesz...
będziesz mógł mieć z tysiąc wieśniaczek.
- Nie o to chodzi. - A o co?
Filip ma rację.
Nie wyjaśniliśmy mu dlaczego chcemy by to zrobił.
Wiem, dlaczego ty to robisz, Atosie.
Tak?
Portos powiedział mi o twoim synu.
Myślisz, że dlatego tu jestem?
Tak, chodzi o Raoula, ale nie tak jak myślisz.
Kiedyś wszyscy wierzyliśmy,
że poświęcamy życie czemuś wielkiemu.
Aramis miał swoją wiarę.
Portos, głód życia. D'Artagnan, swoje oddanie.
A ja miałem Raoula.
Ale wszystkich nas łączyło wspólne marzenie,
że pewnego dnia będziemy służyć królowi godnemu tronu.
Śniliśmy o tym...
walczyliśmy za to...
i czekaliśmy na to całe życie.
Nauczyłem Raoula wierzyć w ten sen.
A teraz mój syn nie żyje.
Więc, jestem tu by się przekonać czy zginął na marne.
Tylko ty możesz odpowiedzieć mi na to pytanie.
Atosie...
jeśli nam się nie powiedzie...
a wszystko na to wskazuje...
z radością umrę u twego boku.
I u twego.
To do ciebie.
/Moja droga Christine.
/Odchodząc od ciebie, /opuściłem raj i znalazłem się w piekle.
/Poszedłem, gdyż tylko zachowując honor, /mogę cię kochać.
/Przy tobie czułem się /lepszym człowiekiem.
/Czy w niebie, czy w piekle, /zawszę będe cię kochał.
/Jeżeli będę się musiał tam udać...
/by kochać cię, /tak jak powinienem.
/Pamiętaj o tym, /nie miej do siebie żalu.
/Na zawsze twój, Raoul.
O co chodzi?
Co ci jest?
Powiedz!
Dostałam list od Raoula.
Przysłał go do pałacu...
wiedział, że umrze...
i że ja tu będę.
Skąd to wiedział?
Nie wiem, co sobie myślał.
Postąpił dziwnie.
Kazałem go ulokować z dala od linii front, ale...
nie posłuchał się mnie.
Wiedział, co zrobię i wybaczył mi.
Ale czy ja wybaczę sobie?
Co wybaczysz?
Kocham go, Ludwiku.
Wciąż go kocham.
Wciąż...
Udając miłość do ciebie, robię coś strasznego.
Udając?
Zgrzeszyłam przeciw miłości i Bogu, chcąc zyskać twoją łaskę...
której, bez grzechu, byś mi nie dał.
Skończę w piekle.
Tak jak ty.
O nie, nie.
Nie, kochana.
Ty skończysz w piekle,
ja nie.
Bo jestem królem...
boskim pomazańcem!
Szybko! Nie mamy czasu!
- Dajcie moją torbę! - Gdzie się wybierasz?
Do Paryża.
Jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia. Wyjeżdżam na kilka dni.
Dopilnuj, żeby był gotowy.
Wymagasz niemożliwego i chcesz, żebym wszystko zrobił sam?
Oferuję ci doskonałe rozwiązanie... rewolucję bez rozlewu krwi...
bez ofiar, a nawet bez zdrady.
Dla niego także, jest przecież królewskim synem.
Nie zdążę go przygotować! Zabraknie nam czasu.
Musimy się śpieszyć.
Zamiast dać ludziom jedzenie,
Ludwik kazał do nich strzelać.
Ruszaj. Wyobraź sobie, co się stanie...
kiedy głodujący Paryż dowie się o balu.
Robimy to po to, by stać się ludźmi, którymi kiedyś byliśmy.
Dziękuję, Ojcze.
Bal odbędzie się jutro wieczorem.
Jutro? Dlaczego?
Król nie jest zadowolony z kochanki i szuka pociechy.
Moje krawcowe będą musiały pracować całą noc!
Siodłać konia!
Burdel zamknięty!
Panie zostają, reszta wychodzi!
Wynocha!
- Zamknięte? Właśnie przyśliśmy... - Idźcie gdzie indziej! Już!
Moje panie, musicie dokończyć szycie stroju.
Pójdziemy, ale z twoją kasą.
Szybciej, staruszku!
Chcesz mnie okraść, bo myślisz, że jestem stary?
Ciekawe jak dasz sobie radę z pistoletem w dupie.
Już! Wynoście się!
Portosie, zrobiłam to dla ciebie.
Kocham Paryż, kocham życie!
I kocham was, moje panie.
Wszystkie do roboty, oprócz ciebie!
Nie, czekaj.
Król robi to inaczej.
Kieliszek miał w ręku służący,
więc król dotyka go jak najmniej.
Jeszcze raz.
- Przepraszam. - Nie.
Nie przepraszaj!
Król nie popełnia błędów,
nigdy nie przeprasza.
Nie dba o nikogo i o nic.
Chcesz, żebym był takim królem?
Czy mówisz tak bo twój syn nie żyje?
Wybacz mi, nie chciałem.
Nie jestem na ciebie zły, rozumiesz?
Dobrze. Oczywiście, chcemy byś był dobrym królem,
ale najpierw musisz udawać Ludwika.
A on jest zimny i okrutny.
Jego oczy mówią, że nie dba o nikogo prócz siebie.
Twoje oczy mówią za dużo.
Nie przejmuj się mną.
Nie pytaj o mego syna.
Pobłogosław mnie, Ojcze, bo zgrzeszyłam.
Ja też.
Aramis?
Wasza Wysokość.
Czy wierzysz, że...
tak jak kłamstwo może zniszczyć komuś życie,
tak prawda może wszystko naprawić?
Codziennie modliłam się o taki cud.
A ja o przebaczenie.
Teraz już wiem, że najpierw muszę je otrzymać od ciebie...
zanim otrzymam je od Boga.
To ja zabrałem jedno z twoich dzieci.
A ja nie miałam nigdy dość odwagi...
by znaleźć prawdę, kiedy okłamywano mnie raz za razem.
Wychowałam syna, który niszczy życie...
zamiast je chronić.
I nie udało mi się...
ocalić drugiego, który umarł w żelaznej masce.
Nie! Maska była tworem Ludwika.
Teraz Bóg...
dał nam szansę odrzucenia wszystkich masek.
Te pokoje są twoje.
Ten korytarz i schody,
a także to sekretne przejście prowadzą,
do pokoju twojej kochanki, Christine.
A czyje są te pokoje?
Twojej matki.
Mojej matki?
Zmieńcie konie!
Wyczyścić wszystko!
Już!
/Pamiętaj, Filipie, /szlachetność rodzi się z serca.
/Kochaj się od niechcenia, /pierdź kiedy chcesz.
/Kieliszek trzymaj dwoma palcami. /Musisz przetrwać tylko dzisiejszy wieczór.
/Uśmiechaj się, potakuj głową. /A gdyby coś poszło nie tak,
/machnij ręką i powiedz: /"Kontynuujcie".
/Rano, wezwij Atosa, Portosa i Aramisa...
/i ustal ich swoimi doradcami.
/I wszystko będzie dobrze.
D'Artagnan obserwuje wszystko. Obyśmy mieli szczęście.
Szczęście będziemy mieli, jeśli Filip wytrzyma.
Spokojnie, Filipie, dobrze ci idzie.
Mój brat!
Coś nie tak, Wasza Wysokość?
Nic takiego. Kontynuujmy.
Widziałaś to?
- Co, Wasza wysokość? - Maskę! Widziałem maskę!
Cóż, jest tu ich pełno, Wasza Wysokość.
Wasza Wysokość?
Bawcie się dalej.
Do przejścia.
Wasza Wysokość!
Nadszedł dzień sądu.
Nie dziw się, Filipie.
Dlaczego nazwałeś mnie Filipem?
Więzienie na ciebie czeka.
D'Artagnan strzeże korytarza.
Wyjdziecie tak jak weszliśmy.
Już czas, Wasza Wysokość.
Znasz drogę.
Masz królewskie serce.
Kontynuujcie.
Wasza Wysokość.
Jakąś przekąskę, Wasza Wysokość?
Królowa matka!
Boże pobłogosław króla i królową matkę!
Położę się już.
Zaczekaj jeszcze dwa tańce,
potem pójdź do swojego pokoju...
i śpij spokojnie.
Mamy tyle rzeczy do omówienia...
i tak wiele czasu.
Dobranoc...
Matko.
Dobranoc...
Mój synu.
Anno, co...
Jutro.
Kiedy wrócił król?
Niedawno, kapitanie.
Morderca!
Morderca...
Christine?
Wysłałam list z twoją pieczęcią na front.
Podałam się za ciebie...
domagając się wyjaśnień, dlaczego generał zlekceważył rozkaz...
trzymania Raoula z dala od niebezpieczeństwa.
Odpisał mi:
"Ależ, panie...
W ostatnim liście rozkazałeś mi przeżucić go na czoło natarcia,
naprzeciw armat".
Ty zabiłeś Raoula!
Łapy precz! Ranicie ją!
Jakkolwiek cię skrzywdziłem, postaram się to naprawić.
Odprowadźcie ją do pokoju.
Zbierz muszkieterów, strzeżcie wszystkich przejść.
Kontynuujcie.
Mamy sytuację alarmową, Wasza Wysokość.
Proszę, żebyś mi towarzyszył.
Nie teraz.
Bal... Moi goście...
Nalegam... Wasza Wysokość.
Dobrze.
Podnieśli alarm!
- Chcą nas odciąć. - Odwróć nurt!
Jestem Portos!
I walczę z królem!
Chodź! Portosie!
Wszyscy do pomp!
Zatrzymać ich nim dotrą do rzeki!
Cofnąć się!
Ten człowiek jest oszustem.
To jest oszust.
Cofnij ich!
Proszę do łodzi, Wasza Wysokość.
Otwórz bramę!
Otwieraj!
Otwórz bramę.
Przepraszam, zawiodłem was.
To my zawiedliśmy ciebie.
Stójcie!
Zabieracie mojego króla, a ja waszego.
Brać go! Brać go!
Brać go!
Trzymać go!
Powiedziano mi, że ten oszust nie żyje.
Wiedziałeś?
Wiedziałeś, panie, że jest ktoś tak podobny do ciebie?
To mój brat.
- Brat? - Bliźniak.
Moja krew.
Tylko dzięki temu jeszcze żyje.
Ludwiku, proszę!
- Brałaś w tym udział? - Jest twoim bratem! Kocham was obu!
Nic to dla mnie nie znaczy!
Dla mnie znaczy.
Wasza Wysokość, posłuchaj mnie.
Nigdy nie prosiłem o nic dla siebie.
A teraz proszę: Oszczędź życie tego człowieka...
więźnia, który jest twoim bratem.
Nie masz prawa o to prosić!
Wasza Wysokość...
każdego dnia twojego życia,
chroniłem cię..
Przelewałem za ciebie krew.
Codziennie modliłem się o dzień, w którym staniesz ponad swoim urzędem...
i prawem.
Proszę, pokaż co jest warta moja krew i wiara.
Okaż litość.
Stajesz po stronie zdrajców.
Mojego brata, który chciał mi zrobić coś takiego!
A ty co zrobiłeś jemu?
Przez chwilę myślałem...
że staniesz się królem o jakim śniłem.
Proszę.
Panie, czy mogę coś powiedzieć?
Błagam, zabij mnie.
Zwalniam cię z jakiejkolwiek winy za to.
Nawet modlę się, żeby Bóg ci wynagrodził twoją łaskę.
Ale proszę...
Błagam, nie każ mi...
wracać do więzienia, w którym tak długo żyłem.
D'Artagnanie...
Złapiesz Portosa, Atosa i Aramisa
i przyniesiesz mi ich głowy...
albo zetnę twoją.
A ty, mój bracie,
wrócisz do więzienia...
i do maski, której tak nienawidzisz.
Noś ją, aż ją pokochasz!
I zdechnij w niej!
Było ich dwóch?
Nie jeden, ale dwóch?
Nie mogłam ci powiedzieć, nie zniósłbyś tego.
Zawsze cię kochałem.
Tylko ciebie.
Bez względu na to co się stanie,
pamiętaj o tym.
Pokój Christine.
/Dla mojej siostry
Gdzie ona jest?
Pozbądźcie się jej.
Dokąd mnie zabieracie?
Proszę, nie!
Nie! Nie!
Wypełniliśmy rozkaz, Wasza Wysokość.
Pilnuj D'Artagnania.
Gdyby wychodził, daj mi znać.
Wasza Wysokość.
- Nikogo nie ma, panie. - Tędy.
/Filip jest w niższym lochu w Bastylii.
/Strażnicy zmieniają się o północy,
/opóźnię ich przybycie o 10 minut.
/Jeden za wszystkich, /wszyscy za jednego.
/D'Artagnan.
To pułapka, ale nie mamy wyjścia.
Jeśli Filip jest w Bastylii...
to musimy tam pójść.
Wolę zginąć w kałuży krwi...
niż we własnych szczynach.
Nasze stare mundury,
z czasów naszej świetności.
Przechowywałem je...
na nasz pogrzeb.
Więc włożymy je!
Otwierać, mamy więźnia.
Zabierzcie go na dół, poziom trzeci. Kapitan sprawdzi papiery.
Udało się!
To więzienie. Łatwiej do niego wejść.
Trudniej z niego wyjść.
To już północ, mamy dziesięć minut.
Tam.
Tego szukacie?
Klucz!
Nie.
Pamiętasz?
Nie martw się i tak niewiele z niego zostało.
Był tylko smarkatym, śliniącym się...
Wiedziałem, że przyjdziecie.
Baliśmy się, że maska cię zniszczy.
To ja noszę maskę, a nie ona mnie.
- Podwórze jest zablokowane. - Kłamie.
To pułapka.
Sprawdźcie sami.
Po tym co przeszedłeś,
sam dałbym się skuć, by ci tego oszczędzić.
Do wschodniej bramy.
D'Artagnan ma rację. Tam jest coraz więcej żołnierzy.
Tędy.
Nie zatrzymujcie się, dopóki nie dotrzecie do rzeki.
Będą wiedzieli, że nam pomogłeś.
To już nie ma znaczenia. Idźcie.
Ognia!
Drzwi!
Jesteśmy w pułapce.
Na nich!
Starajcie się ich nie zabijać.
Tchórze! Dwudziestu boi się czterech!
W korytarzu liczebność nie ma znaczenia. Nikt nie chce walczyć z kapitanem.
Atakować!
/Nie złoszczę się na ciebie. /Wiem, że chciałeś mnie do nich zaprowadzić.
/Rzuć broń, /nie ukarzę cię.
/Pozwolę ci odejść,
/a twoim kompanom zapewnię szybką egzekucję.
Jeśli się poddasz!
Powinieneś się zgodzić.
My i tak zginiemy.
Ma rację, D'Artagnanie.
Czekajcie.
Oddajcie Ludwikowi mnie, w zamian za was.
Zrobiliście co w waszej mocy.
Proszę, pozwólcie mi pójść.
Nie...
Nie mogę.
Nawet jeśli mógłbym zostawić króla...
to nie mógłbym zostawić...
własnego syna.
Syna?
Kochałem twoją matkę.
I wciąż ją kocham.
Jesteś moim synem.
I nie wiedziałem, że istniejesz.
I nigdy...
nie byłem dumny z syna...
aż do tej chwili.
To młodzi muszkieterowie.
Wyrośli na naszych legendach.
Podziwiają nas.
To nasza przewaga.
Tak, zaatakujmy ich.
Szkoliłem tych ludzi.
Będą walczyć do śmierci.
Ale jeśli mamy umrzeć...
Jeśli my mamy umrzeć...
to niech tak będzie.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Ognia.
Wspaniała odwaga.
Wystrzelać ich.
Ognia!
Złaź ze mnie!
To twój brat.
Brat?
Wszyscy na zewnątrz. Macie milczeć.
Zdejmijcie to ze mnie!
Wybacz mi.
Całe życie...
pragnąłem umrzeć...
w ten sposób.
Wszyscy za jednego.
Jeden za...
To ty nosiłeś prawdziwą maskę.
Całe życie...
pragnąłem być taki...
jak on.
Złapaliśmy więźnia.
Nie, ja jestem...
Zaprowadźcie tego obłąkańca tam, gdzie nikt usłyszy jego szaleństwa.
Niech jedzenie przynosi mu głuchy,
ale karmcie go dobrze.
Niech pokutuje cierpiąc męki, których przysparzał innym.
Zabrać go!
A oni?
To moi doradcy i prawdziwi przyjaciele.
Był najlepszym z nas.
Atosie!
Po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś, muszę cię prosić o jeszcze jedno.
Pozwól mi kochać cię jak ojca.
I chciałbym byś pewnego dnia...
pokochał mnie jak syna.
Muszkieterowie!
Salut!
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
/Więźnia w żelaznej masce /nigdy nie znaleziono.
/Wśród strażników chodziły słuchy, /że król go ułaskawił...
/i przeniósł na wieś, /gdzie żył spokojnie...
/często odwiedzany /przez królową.
/Król znany jako Ludwik XIV...
/zapewnił ludziom żywność, /dostatek i pokój...
/i został zapamiętany /jako największy władca...
/w historii /swojego narodu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.