Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tylko, panie Haze, przej臋li艣cie program podpisany pseudonimem Cie艅. Sami nie
umiecie powstrzyma膰 wycieku na zach贸d tajnych informacji.
Jeste艣my absolutnie pewni, 偶e jest to 艣wietnie zorganizowana siatka
szpiegowska.
A gdyby艣my przyj臋li 艣lub, to nie pojecha艂aby艣 do tego Leningradu?
Chcia艂abym, 偶eby pani przekaza艂a ten list do r膮k w艂asnych, do wasza Bartmana.
Chodzi o towarzyska Markowsk膮. Grozi, 偶e jeszcze nie pomo偶emy jej wyjecha膰.
To mo偶e by膰 zagro偶eniem.
Markowskie pomog艂a przenie艣膰 si臋 na tamten 艣wiat.
Bielaczka niestety, to ona zrobi艂a Markowskiej ostatni zestrzyk. Uznaje j膮
winn膮 zarzucanego czynu i wymierza kar臋 do 偶ywotniego pozbawienia wolno艣ci.
Wychodzi膰, szybko!
Wsiada膰!
Praw, praw, praw, praw!
Szybciej!
Szybciej! Wsiadaj!
Dawaj!
Ju偶! Wsiada膰! W porz膮dku? 艢mierdz臋.
艢mierdz臋.
Mamo, ruchem ty, do 艣rodka!
Raz, dwa, trzy, cztery.
艢mia艂o, 艣mia艂o. Pi臋膰, sze艣膰, siedem.
Jeste艣cie w Olkuszu i ja tu rz膮dz臋. A kto b臋dzie podskakiwa艂, to wyjdzie.
Ale nogami do przodu. No Milka, r贸bcie swoje.
Szybciej.
Jedna po drugiej. Szybciej.
Wypciej, wypciej. No co si臋 dzieje? No, co tak d艂ugo?
O Czemlinie musieli艣my zachaczy膰, bo ten nam si臋 buz jeszcze rozkraczy艂. Samota偶
by艂? Rura odpad艂a. A, a te kryminalne czy polityczne s膮?
Jak zwykle. Do wyboru do koloru, jak to si臋 m贸wi. Jomo tylko na celnicko.
A co tam macie?
Podarek.
Znaczki. Prosto z kraju rad.
Za godzin臋 u mnie. Tak jest.
Dobrze. Przysiad艂a pi臋膰 razy.
Dobrze. Nic nie ma.
I na osobist膮 zapraszam.
Tward膮 do szafy.
Przykuc艂a.
Czysta. Do fryzjera, do strzy偶enia.
A takie 艂adne w艂osy, szkoda.
Gdzie s膮 nasze rzeczy?
Nazwisko?
Bielawska. Rzeczy?
Rozumiesz na sobie.
Bielaska. Chyba wolno nam. G贸wno wam wolno. Wolno to, co ja powiem.
Zrozumiana?
Chocia偶 zdj臋cie syna.
Wyprowadzi膰. Zabiera膰 rzeczy i go zani膮膰.
Narz臋dzie. Przykr臋ci膰 艣rub臋 jak zawsze, a偶eby wiedzia艂y, kto rz膮dzi.
Padn膮 do 艣ciany.
No w艂a艣nie!
Mamy teraz galant膮 Maruch臋 w ferajnie.
Za co si臋 da艂a艣 po艂o偶y膰, co?
Za co ci臋 zgarn臋li.
Za mordertwo.
Taka z ciebie brzytew.
A wiele ci臋 wlepili?
Do偶y艂a ci臋.
Ty艣 chyba znamy go Bieruta zaciuka艂a, co?
Podobno sekretarza kawu.
G贸rne kojo.
Znaczy, jakby nie ca艂kiem frajerzysta.
Garuje z nami jeszcze ga藕dzina.
Szmuglara, waluciara, ale jak raz...
W szamkarni arbajtuj臋, a ty?
Jak b臋dziesz w porz膮dku, to nie b臋dzie ci tu 藕le.
Mo偶e si臋 zapuntlujemy?
A mo偶e nawet w waszym rybatniku jemy?
Nie podskakuj do mnie, bo ci臋 dojad臋, rozumiesz?
Nie wiesz w po艂ocz, jak si臋 staje, jak oddzia艂owa wchodzi?
Dopiero przyjecha艂a艣 i ju偶 fikasz?
Towarzyszko oddzia艂owa, prosz臋 o przeniesienie do innej celi.
Co?
Ksi臋偶na sobie my艣li, 偶e to w czasy. Chce si臋 przenie艣膰 do innej celi. A bardzo
prosz臋. Mamy co艣 w tam gutle, jak nie pani.
Jak sobie tam tydzie艅 pomieszkasz, na kolanach b臋dziesz skamle膰, 偶eby tu
wr贸ci膰. Maner臋 zbieraj.
Na kojo!
Fra偶膮 do 艣ciany.
Dobry. Dobry.
Dobry. Dzwoni艂 porucznik Skalski, szef wi臋zienia w Olkuszu. Chcia艂 z Wami
rozmawia膰 osobi艣cie.
To po艂膮czcie.
Prosz臋 po艂膮czy膰 z porucznikiem Skalskim z wi臋zienia w Olkuszu.
Dzi臋kuj臋.
Po艂膮czcie. Telefon ma w gabinecie.
Tak? Kosek m贸wi.
Towarzyszu major.
Wyprowadzi膰! Dzi臋kuj臋, towarzyszu. I ku chwale ojczyzny. Ku chwale.
Dzwonili艣cie. Co tam?
Tak, towarzyszu majorze.
Dzwoni艂em w zwi膮zku z wcze艣niejszymi rozkazami. No, wskazali艣cie mi meldowa膰
o ka偶dym szczeg贸le, no wi臋c... Tak.
Wczoraj w艂a艣nie...
Jedna ze stra偶niczek s艂ysza艂a, jak osadzona m贸wi艂a, 偶e nasi piloci cz臋sto
teraz handluj膮 lekarstwami i zna kogo艣, kto przywozi leki z Anglizda.
Z Danii? Tak, z Danii.
A kt贸ra to by艂a?
No, w艂a艣nie z tym jest ma艂y problem, bo tych kobiet jest kilkana艣cie.
To musicie ustali膰, kt贸ra to.
Przes艂uchujemy wszystkie.
Natychmiast wydam dyspozycj臋 na czynnictwo.
Do us艂ug, majorze.
Kostek rozmawia艂 ze specem Cylkusza.
Powiedzia艂 mi tylko, 偶e by膰 mo偶e mamy nowy 艣lad. Z kim dok艂adnie rozmawia艂?
Ze Skarbkiem, szefem dzia艂u specjalnego.
Wydzwo艅 ten Olkusz i wybadaj o co chodzi.
Towarzysko!
Jest sprawa.
I to jest sprawa priorytetowa.
Priorytetowa? A konkretnie o co chodzi?
Macie si臋 dowiedzie膰, kt贸ra z osadzonych m贸wi艂a o pilotach przewo偶膮cych leki z
Anglii i z Danii.
Polecenie z g贸ry.
Nie wybejdziecie mi rozkazywa膰. Na razie.
Co jeszcze ja tu rz膮dz臋?
Oczywi艣cie. Wasza sprawa.
Ale mo偶ecie mie膰 przez to k艂opoty.
Z wami?
Nie. Ze mn膮 nie.
Ale z towarzyszem Majorem Kowskiem z Departamentu I Urz臋du Bezpiecze艅stwa.
To ju偶 tak?
Dobrze wam radz臋, zr贸bcie jak m贸wi臋.
Chyba, 偶e z jakiego艣 powodu nie mo偶ecie.
Si艂ow臋 nam dorwie do dupy, 偶e艣 tu zdechn膮艂 z panem Korskiem.
Poczta do osadzonych, a wy tylko naczelniczk膮.
Ostry kipis.
Chcia艂em zrobi膰 na oddziale.
Kto ma dzisiaj s艂u偶b臋?
Ja, Basiakowa, Renia i Borowska. A, no i dobrze.
Krypt贸w trzeba szuka膰 o lekach.
W Danii czy w Anglii.
Jelaska.
Ta cuka.
Co mi si臋 odszczekiwa艂o? Co z ni膮?
Dopiero skarta wysz艂a.
No i dobrze.
Wiedzia艂am, 偶e mog臋 na was w Nowi艅ska liczy膰.
Dobra. A wi臋c tak.
Chc臋 odda膰.
Osadzonym.
A te... do depozycu.
Poszukuj膮 tej dmigni.
Tak jest.
Poczta.
Na liter臋 C.
Cze艣nik Hanna, c贸rka Boles艂awa.
Obywatelko oddzia艂owa.
Prosi艂 kto, 偶eby g臋b臋 roztwiera膰? Chcia艂am si臋 tylko zapyta膰, czy nic na
mnie nie przysz艂o. Jak nie wywo艂a艂am, znaczy, 偶e nic nie ma.
Czy ja mog臋 napisa膰 list?
Mama jest chora.
Jak mamusia chora, to kurwa zapraszamy.
Mamusia chora.
I po czasie.
Ostatnie zdanie.
Po czasie.
Kochana, co z tob膮?
Jak Pawe艂ek?
Umieram ze zgryzoty?
Co to ma kurwa by膰?
M贸wi艂a Mani s艂owa o warunkach w zak艂adzie? Nic takiego tu nie ma.
A umieram?
呕e umierasz to co pies? Taka metafora.
Umieram ze zgryzoty.
Metafory jej si臋 zachcia艂a. Napisz臋 jeszcze raz. Nast臋pne pisanie za
miesi膮c.
Idziemy.
Prosz臋.
Szybciej!
Kie艂basa, pasztetowa.
mas艂o i ser.
Oraz 艂akocie. A wszystko prosto z teatralnego bufetu. Prosz臋 bardzo.
Dzi臋kuj臋.
I ja bardzo dzi臋kuj臋, panie Tom.
Jeszcze jaka艣 paniusia do pani doktorowej.
Dzie艅 dobry, panie Barbara.
Ach, to pani!
Dzie艅 dobry.
C贸偶 mam sprawi膰, jak si臋 pani czuje?
Podobno ma pani arytmi臋.
To jest powa偶na sprawa. Zmierzymy dzisiaj.
Dzi臋kuj臋.
Bardzo jestem wdzi臋czna.
Mo偶e tutaj si臋 pani rozbierze.
Pi臋kne zdj臋cie.
A jak sobie pomy艣l臋, 偶e ona tam siedzi ze z艂odziejkami, prostytutkami.
Teraz w wi臋zieniach siedz膮 niewinni ludzie.
W takie czasy.
呕ywa艂a jak zemdra艂am w s膮dzie.
Nawet na teraz umiera w niepokoju.
Ja wys艂a艂am do niej list, ale to jaki艣 miesi膮c temu.
Tylko czego to sta艂o?
A widzenie... Widzenie mam dopiero za dwa tygodnie.
Rozmawia艂em z adwokatem.
Apelacja jest w toku.
A te zarzuty naprawd臋 s膮 takie powa偶ne?
Obci膮偶aj膮 j膮 ze zdania 艣wiadk贸w. Do tego ta znaleziona bi偶uteria.
Nie wygl膮da to dobrze.
Ona nic nie zrobi艂a. Jest niewinna. Oczywi艣cie.
Jest niewinna. Oczywi艣cie.
Mo偶na?
Tomek! Tomek, poczekaj!
Kiepsko wygl膮dasz. Nie dbasz o siebie.
Znajd臋 skurwysyna, kt贸ry j膮 zrobi艂.
Popytaj w szpitalu. Mo偶e kto艣 co艣 widzia艂. Portier, talowa.
Nie wiem.
Przecie偶 kto艣 co艣 musia艂 widzie膰.
Wierzysz, 偶e jest niewinna?
A ty nie?
Przepraszam.
Nie wiem.
Nie wiem, co mam my艣le膰.
Przecie偶 zeznawa艂a艣 na jej korzy艣膰. Bo jestem jej przyjaci贸艂k膮.
Nie wiem, nie wiem.
Naprawd臋 nie wiem.
Cze艣膰.
Chod藕 porozm贸wimy.
Tam za rogiem jest kawiarnia.
Mo偶e innym razem. Cze艣膰.
Nic nie mog臋 zrobi膰.
Mamo, nigdy ci臋 o nic nie prosi艂em.
To przez was wr贸ci艂em z Pary偶a do tego barach艂a. A by艂em tam ustawiony.
Bzdury. Wr贸ci艂e艣, bo ojciec mia艂 udar.
Dobra, niewa偶ne.
Mamo, musisz jej pom贸c. Nie rozumiesz?
Tylko dzi臋ki pacjentom z KC uda艂o mi si臋 uratowa膰 szpital. I zachowa膰 stanowisko.
No, ale to pacjenci z KC i twoje stanowisko. Przecie偶 wiesz, 偶e ona jest
niewinna. Mia艂a uczciwy proces.
By艂y mocne dowody. Nie powiedzia艂a艣 jednego s艂owa. Jednego s艂owa w jej
obronie.
Synu, jej ju偶 nie da si臋 obroni膰.
Rozumiesz?
Nie ma艂o mi zawdzi臋czasz?
Gdyby艣 nie ja, to by艣 siedzia艂 teraz za klatkami.
Nie podnosz g艂osu.
Porozmawiam z 偶on膮, jak wr贸c臋 z Leningradu. Nie musisz to zrobi膰 przed
wyjazdem. Ale zrobi臋 to, jak wr贸c臋. Musz臋 ju偶 i艣膰.
Gdybym ja wiedzia艂...
Przepraszam, pan co艣 do mnie teraz powiedzia艂?
No, gdybym ja wiedzia艂, 偶e w tym szpitalu pracuj膮 tak pi臋kne kobiety, to
ja przychodzi艂bym do mojej matki codziennie.
To masz porada.
Jestem pani profesor.
Dziunia. Pani Dziuniu.
To zapraszam cz臋艣ciej.
Znowu mam si臋 w naty porachowa膰?
I trzyma to.
Dzwoni臋 od kilku godzin.
Unikasz mnie?
Dopiero wr贸ci艂em z biura.
Tw贸j szef wyjecha艂 do Moskwy.
Do pi膮tku jestem sama. Mog艂abym wpa艣膰. Nie dzisiaj.
Mam piln膮 robot臋.
Odejd臋 si臋.
Powiedz chocia偶, 偶e t臋tnisz?
Powiem.
Wstawa膰! Dojno kibic, nie b臋koj! Wynocha!
Ju偶!
Patrz, ty dba, ty dba, tutaj takie pi臋kne, widzisz?
Dosta艂am od ciebie.
Zobacz, na honorowym miejscu s膮 tutaj.
Widzisz, na 艣rodku.
A za ten z kocic膮 poda艂am trzy.
Z planem sze艣cioletnim, nie?
S艂uchaj, za tydzie艅 si臋 przywioz臋 jeszcze lepsza.
Sama jeste艣 kocica.
Cicho. Cicho. Kto艣 us艂yszy cicho, tak? Sk膮d? Przecie偶 dzi艣 s膮 zamkni臋te. Ale
wiesz, 艣ciany maj膮 uszy.
O, s艂yszysz to? Co?
Co ona tak morda, 偶e?
Wyjd藕 do szko艂y.
Czego?
Obywatelko, naczelniczko, grypsy z sze艣ciu cel.
Numery s膮 zapisane na spodach.
No, dobra robota nowi艅ska.
A, uciszcie t膮 wariatk臋, przecie偶 ja pracowa膰 nie mog臋.
Tak jest.
Wracajcie na oddzia艂. Tak jest.
Co艣 ty zrobi艂? Przecie偶 ja teraz nie b臋d臋 widzia艂a, kt贸ry kreps jest st贸jce,
m贸j Bo偶e.
Przesta艅, si臋 do mnie dorwie, tylko czeka, 偶ebym si臋 noga powinie. Co 偶e艣
zrobi艂, idioto ty?
Co taki Burek mo偶e z tak膮 kocic膮?
Przesta艅.
Przesta艅.
Czadziewali do Zieli艅skiego.
Pytaj go, co by si臋 dowiedzia艂 o twoich przekazach do nich wiadomo艣膰.
Kto to jest Zieli艅ski?
Doktor. Jak i ty.
Niejednej tu ju偶 pom贸g艂.
Ko艂yszance po fachu pewnie nie odm贸wi艂.
Mo偶e przepiszemy co艣 na uspokojenie?
Czasem mi si臋 zdaje, 偶e ju偶 wariuje.
Na to klawisek nie nabierasz.
Pr贸bowa艂a, kto inny pa艂k膮 bez 艂ewzek dosta艂a.
Lepiej co innego poudawa膰.
Spr臋dkisek albo wyrostek.
Najlepiej na spacerniaku, jak Wasiakowa b臋dzie warowa膰.
To nie tak on mi艂y jak ta.
Ale sk膮d ty to wszystko wiesz?
Z poprzedniej w艂adziatki.
W czterdziestym sz贸stym roku mi dali jeszcze trzy roki we wojn臋 za 艣mugiel.
A teraz?
Dych臋.
A co za nuronka?
Umar艂 mi we wojn臋.
Karol tam gazduje m贸j drugi.
Franek!
Jakusia!
C贸偶, bo kiedy艣 nie wr贸c臋.
A ty masz jakiego gacha?
Co pan tu robi o tej porze?
Da si臋 pani zaprosi膰 na drinka?
Gada si臋 pani?
Dobrze.
Nie s膮dzi艂em, 偶e tak szybko p贸jdzie.
A wyjdziemy.
S艂uchajcie, musicie mie膰 bardzo wa偶ny pow贸d, 偶eby mi psu膰 w tym wieczoru.
Zameldowa艂bym rano, ale potem towarzysz pu艂kownik wyje偶d偶a s艂u偶bowo z Warszawy.
O co chodzi?
Rozszyfrowali艣my gryps z wi臋zienia 偶e艅skiego w Olkuszu. No i co z tego?
Szyfr ten sam, co ostatni meldunek cienia.
O!
Przypadkowo-wpadkowe.
Siedz臋 w O.
Czyli to kobieta. Ciekawe.
Szkoda, 偶e nie zd膮偶y艂a sko艅czy膰.
Mo偶e to przypadek.
Ale za kilka dni przeladuje do nas z Kopenhagi nowy sekretarz poselstwa
Kr贸lestwa Danii z 偶on膮.
No i?
Mog膮 mie膰 z tym co艣 wsp贸lnego.
Dlaczego? Meldunki.
Dzie艅 wysy艂a艂 do Kopenhagi. Skoro dzie艅 milczy, to mog膮 chcie膰 szuka膰 z nim
kontaktu. Wy艣lij ich pod obserwacj臋.
Tak jest.
Ale je艣li ten gryps i ostatni meldunek Cienia pisa艂a ta sama osoba, to wszystko
si臋 uk艂ada.
No bo Cie艅 nie wiedzia艂, to znaczy nie wiedzia艂a o przej臋tym przez nas meldunku
i nadal nie wie.
No bo zosta艂a aresztowana prawdopodobnie w zwi膮zku z jak膮艣 zupe艂nie inn膮 spraw膮 w
艁om偶y, 艁臋czycy, 艁omiankach.
Czy 艁odzi, czy gdzie艣.
Kto nada艂 tam gryps?
Jutro jad臋 ustali膰.
Przed wyjazdem we藕cie nakaz przewiezienia podejrzanej do Warszawy, a
nazwisko sobie wpiszecie ju偶 tam na miejscu w Olkoszu.
A i przy okazji dowiedzcie si臋, kto mia艂 go stamt膮d wynie艣膰. No przecie偶 do kurwy
n臋dzy kto艣 te grepsy stamt膮d wynosi.
No pewnie jaka艣 wi臋藕niarka, kt贸ra ko艅czy odsiadk臋. Albo co gorsze, kto艣 z
personelu wi臋zienia.
Dobrze, 偶e majorze.
Podobno jeste艣cie majster.
Od trudnych sprawach we藕cie ich tamtym Olkuszu za 艂eb i uporz膮dkujcie ten
burdel.
Tak jest.
Naprawd臋, jeste艣cie a偶 taka t臋pa?
Towarzyszu majorze, to jest moja... To mi pogrypsie, skoro nie wiadomo, kto go
napisa艂.
Stra偶niczki. Ta nie idzie do raportu razem z nimi.
Ja nie zas艂u偶y艂am, panie majorze. To si臋 u was dzieje.
Osadzone pisz膮 sobie, co chc膮, ile chc膮, kiedy chc膮.
Kto艣 to potem wynosi na zewn膮trz, a wy oczywi艣cie nie wiecie kto.
Ale ja si臋 dowiem.
A je艣li si臋 oka偶e, 偶e to kt贸ra艣 z tych stra偶niczek macza艂a w tym paluchy, to
odpowied藕 jest tak pichek razem z ni膮.
Towarzyszu majorze, to jest nieprawidliwe.
No daj, przyjdzie od koniec.
Bior臋 tak, s艂onin臋, kroj臋 bardzo drobniutko. A wiesz, cicho umiem
prowadzi膰, za cicho. Jest taka nowa s艂onina.
I troch臋 grzyba wezm臋.
Kapustk臋 te偶 bardzo drobno pokroj臋.
Dzie艅 dobry!
A jak na przyk艂ad nie masz s艂oninki, to jasno, tylko cebulk臋 sobie tak sma偶ysz,
nie wiem na co tam. Co tam masz? No c贸rka. No.
Taka utrwawa ma.
Nie wiem, kwa艣na nie by艂a, ale to jest, ja to nie m贸wi臋 jak cukier, jest to
pewnie z tym.
Co jest?
Ej, ej, ej, ej, ej.
艁owi膰 si臋!
Co jest? O nie, chyba wyrostek.
Idziemy.
Renia, zast膮p mnie.
Masz odej艣膰?
Ty艂! Zwrot!
Wejd藕.
Za s艂abo raz po tyrniaku.
Pr贸buj zaczeka膰 za drzwiami. No ale... Przecie偶 nie ucieknie.
Co to lega? Nigdy nie jedz.
To po co pani tu przysz艂a?
S艂ysza艂am, 偶e mo偶e pan pom贸c.
殴le pani s艂ysza艂a, 偶egnam. B艂agam pana, jestem c贸rk膮 profesora G贸rczyna.
Te偶 jestem lekarzem, chirurgiem.
Pracowa艂am w 艁odzi u profesor Porady.
Otworzy膰 usta?
Co u ojca?
Jeszcze praktykuje.
Zatrzelili to Niemcy.
Rozebra膰 si臋.
Za co pani tu trafi艂a?
Zrobili mnie w morderstwo pacjentki sekretarza.
Oddycha膰.
Wsta艂am na 偶ywocie, ale jestem niewinna.
Nie oddycha膰.
Mo偶e skontaktowa膰 si臋 z matk膮. Zostawa膰 moim synem.
Nie mam od nich 偶adnych wiadomo艣ci.
B艂agam.
Doktorze.
Obraccie.
I tam id臋, co tak 艂atwo ju偶 korbut.
To jest ten drugi adres mojego narzeczonego.
Stra偶nicka!
Nic jej nie b臋dzie. Mo偶e wraca膰 do celi.
Idziemy.
Jutro na biurku chc臋 mie膰 akta wszystkich wi臋藕niarek aresztowanych w
lipcu w miejscowo艣ciach na liter臋 EU.
Tak jest.
Kryminalnych, politycznych, wszystko jedno, jasne? Tak jest.
A, no i do艂膮czy膰 wieteczk臋 najlepszej z waszych informatorek.
Tylko zmie艅cie tam w aktach miejsce aresztowania, 偶eby te偶 zaczyna艂o si臋 na
EU, jak u pozosta艂ych.
Tak, tak. My艣l臋, 偶e w tym wypadku to akurat zmiana nie b臋dzie konieczna. No
widzicie. Jeszcze jedno, towarzyszu. Tak.
Przed waszym przyjazdem tutaj dzwoni艂 wczoraj do Warszawy porucznik Dubelski.
Wypytywa艂 o wszystko.
Powo艂ywa艂 si臋 na pu艂kownika Bartmana.
Dobrze. Dobrze, 偶e mi o tym meldujecie.
Gdyby kto艣 jeszcze mia艂 pytania, to odsy艂ajcie do mnie. Tak jest to.
Ja c贸偶?
Hej, mamo.
Mamo, mog臋 p贸j艣膰 do Paw艂a zobaczy膰 statek pirat贸w? Nie ma mowy, do domu,
ju偶. No ale mamo, prosz臋.
Nie b臋dziesz si臋 zadawa艂 synem kryminalistki. Moja mama nikogo nie
zabi艂a, ty g艂upie ma艂po. Co ty powiedzia艂e艣, g贸wniarzu?
Ba racj臋.
Chod藕, kochany.
Zabraniam ci si臋 z nim bawi膰, rozumiesz? Zabraniam. Do domu.
Obywatelka G贸rczyn?
Tak.
Eksmisja? Wyprowadzi艂a si臋 g艂贸wna lokatorka, Helena Bielawska.
Zdaje si臋, 偶e tak pr臋dko nie wr贸ci.
Obywatelka Teresa Porczy艅ska dosta艂a w艂a艣nie przydzia艂 na Wasz lokal.
Podpiszcie.
Niczego nie podpisz臋.
A to ju偶 jak uwa偶acie.
Nakaz dostarczono, 艣wiadek jest.
Jak si臋 nie zastosujecie, wykwaturuje si臋 Was przymusowo.
Wysz艂y akta z Olkusza.
Chyba do mnie.
Dwa doma, ale wszystkie podejrzane.
Pu艂kownik Markman was wzywa. Dobrze, dobrze.
Jedziecie, zdaje si臋, na zawy偶onej opinii. I chyba szcz臋艣cie przestaje wam
ju偶 sprzyja膰. Towarzyszu pu艂kowniku, nie odpowiadam za b艂臋dy personelu wi臋zienia.
A wobec winnych zostan膮 wyci膮gni臋te konsekwencje.
Towarzyszu Kosik! Kosek! Kosek! Macie przes艂ucha膰 wi臋藕niarki i wymusi膰
przyznanie si臋 do winy. S艂u偶by mam was uczy膰?
Co zamierzacie?
Zamkniemy wszystkie podejrzane we wsp贸lnej celi.
Jedna z tej sz贸stki to moja informatorka. B臋dzie rozpracowywa膰
cienia od wewn膮trz.
Nie lubi臋 pracowa膰 z kobietami.
Nie potrzebuje si臋, towarzysz pu艂kownik, zmusza膰.
Ja si臋 tym zajm臋.
Kiedy trafi膮 do jednej celi, b臋d膮 mia艂y tylko siebie.
To rozwi膮偶e im j臋zyki lepiej ni偶 przes艂uchanie.
Po drugie mamy przecie偶 tamten rozszyfrowany meldunek cienia.
No to pobierzemy od ka偶dej pr贸bk臋 pisma i damy do analizy grafologicznej.
We藕miemy te偶 pod obserwacj臋 wszystkich odwiedzaj膮cych podejrzany.
Bawicie si臋 w detektywa?
A tu jest kontrwywiad.
Jak d艂ugo zamierzacie to ci膮gn膮膰? Najwy偶ej kilka tygodni.
Jestem pewien, 偶e tym razem towarzysz minister b臋dzie zadowolony.
Podobnie jak towarzysz pu艂kownik.
Nie.
艢ledztwo poprowadzimy po mojemu. Jeszcze dzi艣 w nocy przewieziecie wszystkie
podejrzane na Rakowieck膮, a rano zaczniemy przes艂uchania. Towarzyszu
pu艂kowniku, z tym szacunkiem, ale na metody ostateczne zawsze b臋dzie czas.
Nie dyskutowa膰.
Wykona膰.
Tak jest.
A je艣li chodzi o nowego sekretarza poselstwa du艅skiego? A to nim zajmie si臋
kto艣 inny.
A wy skupcie si臋 na kobietach, skoro si臋 tak dobrze na nich znacie.
To ju偶 nie jest rajem dla dyplomaty.
Spodziewam si臋 najgorszego.
Nie krad藕.
S艂yszymy za Warszaw膮.
Przecie偶 nie masz z tym dobrym s艂ownie膰.
Ale mam par臋 rachunki do wyr贸wnania.
O dwudziestej samoch贸d wjecha艂 na dziedziniec poselstwa Kr贸lestwa Danii.
Obserwowani do ko艅ca dnia nie opu艣cili terenu.
A co z Choskiem?
Wyjecha艂 niedawno do Orkusza.
A to niedawno.
Przecie偶 dzisiaj mia艂y zacz膮膰 si臋 przes艂uchania. Ale major wyjecha艂 z
rozkazem umieszczenia osadzonych w jednej celi, w Olkuszu. Z czego, kurwa,
rozkazu?
A to nie wiem, to mo偶e towarzysza ministra.
Kurwa ma膰!
Chc臋 mie膰 nazwiska wszystkich, kt贸rzy mog膮 przyje偶d偶a膰 na widzenia z
podejrzanymi. Z informatork膮 te偶.
Tak jest.
O, id膮.
Ta pierwsza to Andrus Stanis艂awa, lat 50, przemytniczka, zatrzymana na 艁ysej
Polanie. Brusart Iga, lat 37, romanistka, pracownik naukowy,
zatrzymana w 艁ebie.
Bielawska Helena, lat 37, lekarka, zatrzymana w 艁odzi.
Lewocka Barbara, lat 25, pracownik kolei pa艅stwowych, zatrzymana w 艁omiankach.
Niedziela Napolonia, lat 33, prostytutka zatrzymana w 艁odzi. I Zuchowicz Marta,
lat 23, studentka architektury, lekkoatletka, zatrzymana w 艁ochowicach.
Zostawi艂em smutek 偶al.
Czemu艣 poszed艂 w ciemn膮 nock臋 i
nie s艂ucha艂 szumu ucha.
Nie us艂yszysz ju偶 wt贸rnia.
Dzi臋kuje za
ogl膮danie.
Gdyby艣 szepn膮艂 cho膰 s艂贸weczko, nie
pu艣ci艂abym ci臋 nijak.
Razem by艣my se grali i 艣piewali,
naszym 艣piewaniem ludzi pocieszali.
Idzie kiedy艣 taki czas.
Popytamy ch贸r anio艂贸w, co by
艣piewa艂 z nami wraz.
Ja ci podegram nucitk臋 wierchow膮.
Ty mi za艣piewasz, ja poci膮gn臋 z Tob膮 na
niebie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.