Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
DZIKIE POLE
Szybciej, szybciej, doktorze!
Dymitrze Wasiliewiczu, gazu!
Nie zostawaj z ty艂u!
Doktorze, doktorze, szybciej! Co si臋 guzdrzesz, szybciej!
Dokt...
Doktorze!
Nie zauwa偶y艂e艣 w stepie kogo艣 obcego?
Raczej nie.
- Nie chc臋 pi膰. - No...
Widzia艂em pastuch贸w koni, ale o tym wiesz.
No, skoro tak m贸wisz...
Szukasz kogo艣?
Co艣 mnie niepokoi.
Czuj臋, 偶e co艣 jest nie tak.
Otwieraj, doktorze!
Otwieraj!
Dajcie go tu.
No... umiera.
Widz臋.
Du偶o wypi艂?
Pi艂 czterdzie艣ci dni.
Czemu milczysz, Aleksandrze Iwanowiczu? Powiedz, gdzie boli.
No m贸w偶e, ty...
Boli mnie w 艣rodku... umieram.
Dlaczego pi艂?
Zat臋skni艂 za czym艣 i zapi艂 to.
Pi艂 bez przerwy czterdzie艣ci dni, a teraz...
..umiera.
Ko艅czy si臋, serce nie daje rady.
Trzeba by go na reanimacj臋, u mnie on umrze.
Za p贸藕no go przywie藕li艣my.
No... i co z tob膮...
..Aleksandrze Iwanowiczu?
Wstrzyknij mu co艣 jeszcze, mo偶e odpu艣ci?
Co z tob膮... co z tob膮?
No, Aleksandrze Iwanowiczu, nie umieraj tutaj!
Umar艂, czy co?
Wdmuchuj mu powietrze w usta.
- Zaraz... - Poczekaj no.
O... zanim go tu dowioz艂em, to go ju偶 dwa razy tak cuci艂em.
Poi艂em go ju偶 i spirytusem, i mlekiem i octem,
i na l贸d go k艂ad艂em, i grza艂em w 艂a藕ni,
nic nie pomaga. Umiera, pies.
Aleksandrze Iwanowiczu, s艂yszysz mnie?
- Mo偶e spr贸bujemy go pr膮dem? - Dlaczego pr膮dem?
Pr膮d o偶ywia krew i nie pozwala os艂abn膮膰 sercu,
ja zawsze lecz臋 si臋 albo pszczo艂ami, albo pr膮dem.
Powiadasz pr膮dem?
Szkoda ojczulka, masz dobrego ojczulka, przekonasz si臋 dopiero jak umrze.
Czemu milczysz, co?
G艂upi jeste艣, Filipie Iliczu, g艂upi, jak ma艂o kto,
trzeba by ci臋 pokazywa膰 za pieni膮dze, a najlepiej zabi膰.
Nie mam lekarstw.
Dajcie spok贸j, pi艂 przez 40 dni i teraz... umiera.
Rozepnijcie mu koszul臋.
No, przytrzymajcie go.
Przytrzymajcie za r臋ce i za nogi.
- Trzymajcie mocno. - Trzymamy go.
Zuch!
Krzycz jeszcze, Aleksandrze Iwanowiczu. Krzycz, Aleksandrze Iwanowiczu.
Nie milcz, nie milcz, krzycz. Jeszcze krzycz, Aleksandrze Iwanowiczu.
Zuch.
Zuch, zuch z ciebie, Aleksandrze Iwanowiczu.
Ju偶, ju偶, ju偶 dobrze.
No, Iwanowicz, mo偶na powiedzie膰, 偶e wr贸ci艂e艣 z tamtego 艣wiata.
Ju偶 nie umrzesz, teraz oddychaj, oddychaj.
Jeszcze razem pow臋dkujemy.
I pow臋dkujemy, i zapolujemy.
Doktorze, poka偶臋 ci takie miejsca... tylko tobie.
Ju偶 nie boli, ju偶 po wszystkim, ju偶 nie b臋dzie bole膰.
Doktorze, jak boli, to znaczy, 偶e 偶yje.
Tylko ju偶 wi臋cej nie pij, Aleksandrze Iwanowiczu.
Nie pij cho膰 z miesi膮c.
Nie pij przez miesi膮c, rozumiesz?
Ani kropelki.
S艂ysza艂e艣... Iwanowicz? Ani kropelki!
- I tak umr臋. - Nie uda艂o ci si臋 umrze膰!
Podzi臋kuj za to doktorowi Dymitrowi Wasiliewiczowi.
Wy偶y艂 ojczulek... to teraz przywo藕 艣wini臋.
- Sam wiem, co mam przywie藕膰. - Aha...
Wiesz, nie wiesz, a 艣wini臋 przywie藕.
Dymitrze Wasiliewiczu, maj膮 wspania艂膮 艣wini臋, szczeg贸lnie t臋 m艂odsz膮.
Jed藕cie ju偶.
- Chod藕my, Iwanowicz. - Dzi臋kuj臋 ci.
- Dzi臋kuj臋. - Przytrzymaj ojczulka.
No, to do widzenia!
Nie zapomnij o 艣wini!
O tej, kt贸ra jest m艂odsza!
No, co znowu?
Krowa mi co艣 chudnie, Dymitrze Wasiliewiczu, zdycha.
A sk膮d wiesz?
Tak czuj臋.
Otru艂a si臋, g艂upia, ze偶ar艂a jakie艣 艣wi艅stwo?
- A mo偶e przyszed艂 na ni膮 czas? - A stara jest?
Jeszcze m艂oda, w marcu sko艅czy 6 lat.
A czemu j膮 przyprowadzi艂e艣 do mnie?
Mo偶e j膮 obejrzysz?
Przecie偶 nie jestem weterynarzem,
powiniene艣 i艣膰 do weterynarza.
Karmi膮 byle czym, a potem wo艂aj膮 o pomoc.
No to obejrzyj moj膮 r臋k臋.
My艂em kwasem butelk臋, i troch臋 kwasu mi si臋 rozla艂o.
Krowa mu co艣...
Poza tym zdech艂 mi pies...
..na wiosn臋.
To by艂 wstr臋tny pies. Ale dobrze wy艂 przy harmonii.
Potem umar艂a mi 偶ona...
..te偶 by艂a g艂upia.
Od razu o偶eni艂em si臋 z now膮...
jeszcze g艂upsz膮 sobie wzi膮艂em.
A teraz jeszcze zdycha mi krowa.
Nic mi si臋 nie udaje.
Chcia艂em zosta膰 oficerem lotnictwa...
a przez 5 lat s艂u偶y艂em w marynarce.
- Dobra, p贸jd臋 ju偶. - Dok膮d!
Zaprowadz臋 j膮 w step, niech tam zdycha.
- Zaczekaj. - Mo偶e znajdzie tam sobie jakie艣 zio艂a?
Mo偶e jednak i krow臋 obejrzysz?
R臋ki nie myj przez trzy dni.
A krow臋 prowad藕 do weterynarza.
By艂 u nas weterynarz, ale umar艂.
Pozosta艂 zootechnik, ale i on teraz jest w mie艣cie.
A mo偶e ona ze偶ar艂a obrus?
Obrus?
Trzeciego dnia, kiedy pranie suszy艂o si臋 na podw贸rzu...
..pewnie 艣ci膮gn臋艂a.
Mo偶e by j膮, zaraz臋, prze艣wietli膰 rentgenem, albo zar偶n膮膰?
Masz... jedz.
No jedz.
No jedz, jedz.
Jedz, co ci m贸wi臋!
O... o tak, jedz.
Da艂em jej na przeczyszczenie... sto tabletek.
Mo偶e twoje bydl膮tko wyjdzie z tego.
Wstawaj, g艂upia!
- Zaprowadz臋 j膮 w step, niech tam dochodzi. - No i dobrze.
- Lepiej, 偶eby si臋 zacz臋艂a jaka艣 wojna. - Z kim?
Wszystko jedno z kim...
..weselej by si臋 偶y艂o. Dzi臋kuj臋 ci, Dymitrze Wasiliewiczu.
呕egnaj.
Chod藕, chod藕, chod藕, chod藕...
"..pomagaj膮 sygna艂y optycznego systemu l膮dowania."
"Dzi臋ki dzia艂aniu tego systemu pilot mo偶e oceni膰 poprawno艣膰 swoich manewr贸w."
"Je偶eli jest na zbyt wysokim pu艂apie, to widzi kolor 偶贸艂ty,"
"a w tym przypadku mo偶e po prostu zrezygnowa膰 i przelecie膰 ponad pok艂adem."
"Je偶eli widzi kolor zielony, to znaczy, 偶e trajektoria lotu jest w艂a艣ciwa"
"i lotnik dokonuje prawid艂owego podej艣cia do l膮dowania".
"Znacznie niebezpieczniej jest, jak widzi kolor czerwony,"
"gdy偶 w贸wczas samolot mo偶e wbi膰 si臋 w ruf臋 lotniskowca".
Znowu przyszed艂.
Lata w powietrzu, czy co?
Do domu! Do domu, Czorli!
Jak to mo偶liwe?
Jak to..?
Co on wyprawia? Zabij膮 g艂upka!
Ognia, ch艂opy, nie 偶a艂owa膰 amunicji!
Teraz biegnij! Biegnij, ruszaj si臋 偶ywiej!
Od pi臋ciu lat nie robili sprawdzianu ze strzelania.
W rejonie - sukinsyny, w obwodzie - sukinsyny!
Na Kremlu te偶 siedz膮 sukinsyny!
Wszystko sprzedali... naboj贸w nie doprosisz si臋.
Hej, ty wszarzu!
Tylko nie my艣l o poddawaniu si臋!
- Od czterech lat nie bior臋 je艅c贸w! - Bohater!
Lepiej si臋 zastrzel, padalcu!
Trzymaj!
Padnij! Pa艅ka, padnij, padnij!
Padnij, padnij g艂upku!
Padnij, sukinsynu!
To m贸j s膮siad, Pa艅ka.
G贸wniarz! Patrz, co podlec wyprawia!
Chod藕 tutaj!
Wujku Riabow, jak chcesz, to ci pomog臋?
- Wiem, co trzeba zrobi膰. - Tak? - Aha.
Narobi艂o si臋 pomocnik贸w!
G艂upi jeste艣, wujku Riabow, chcia艂em ci pom贸c.
Wyno艣 si臋 st膮d, Pa艅ka!
- Co... co on..! - Pa艅ka! Pa艅ka!!
Pa艅ka... st贸j!
Strzela膰, ch艂opy, nie da膰 mu si臋 wychyli膰! Strzela膰!
St贸j, psie!
Za mn膮, ch艂opy!
Tylko uwa偶a膰!
- No c贸偶, Riabow, pisz raport do Moskwy! - Chod藕 no tutaj!
- Przecie偶 m贸wi艂em ci, 偶e wiem, co trzeba zrobi膰. - St贸j, zasra艅cu!
Niech mi przy艣l膮 order!
Chod藕 tutaj!
No, Pa艅ka..!
W domu ci臋 spior臋! Przy wszystkich babach, zrozumia艂e艣?
B臋d臋 ci臋 t艂uc, a偶 spuchniesz!
Najpierw mnie z艂ap!
Trzeba teraz napisa膰 protok贸艂.
Teraz ju偶 s膮 na wolno艣ci. Przedszkole, jak Boga kocham!
Co udajesz g艂upka? Bez protoko艂u si臋 nie ob臋dzie.
24-go, bie偶膮cego miesi膮ca...
dw贸ch nieznanych m臋偶czyzn, o nieustalonej narodowo艣ci...
prawdopodobnie azjatyckiego pochodzenia...
wesz艂o do domu Perfiliewa...
poprosili o wod臋...
po czym uderzyli Perfiliewa taboretem w g艂ow臋, pr贸buj膮c go og艂uszy膰,
nast臋pnie uderzyli go kolb膮 w ty艂 g艂owy.
Napisa艂e艣?
No pisz臋... pisz臋.
Ani to Tatarzy... ani Baszkirzy.
Nawet nie umieli strzela膰.
Jacy艣 Kaukazczycy, czy co?
- Nie pochodz膮 z naszych stron. - Diabli wiedz膮, co za narodowo艣膰.
Przelotne ptaki.
- Ca艂kiem m艂odzi. - Wykorzyst...
..pomoc. Napisa艂em.
Wykorzystuj膮c jego utrat臋 艣wiadomo艣ci...
nieznani ludzie ukradli Perfiliewowi samoch贸d ZI艁.
Tak by艂o, Perfiliew?
Tak.
Perfiliew, doszed艂szy do siebie...
samochodem GAZ 69...
dogoni艂 z艂odziei. Jednego zastrzeli艂 ze strzelby my艣liwskiej...
a drugi ukry艂 si臋 w starym hangarze.
Nie chcia艂 si臋 podda膰, zosta艂 zastrzelony przez Paw艂a Riezanowa...
za moim zezwoleniem. Tak by艂o, ch艂opy?
- Tak... tak jest. - Zastrzelony... z granatu!
Ich 艣mier膰 potwierdza lekarz...
Dymitr Wasiliewicz Morozow.
No... napisa艂e艣?
- Napisa艂em. - Dawaj tutaj.
Patrz, patrz, Perfiliew postanowi艂 wykopa膰 im bratersk膮 mogi艂臋.
Perfiliew, co ty, masz zamiar ich pochowa膰?
- Mam opisa膰 rany? - Rany, powiadasz, opisa膰?
- Jak chcesz. - A tak powa偶nie, Riabow, co zrobi膰 z trupami?
- Do艣膰, ch艂opy, cyrk sko艅czony. - Za艣mierdn膮 w tym upale.
- Ja ich nie b臋d臋 zakopywa艂! - Spali膰 ich!
Obla膰 rop膮 i podpali膰.
Co ty chcesz zrobi膰... m贸j go艂膮bku?
Wezm臋 sobie chocia偶 jego g艂ow臋.
To ca艂kiem dobre trofeum, przyda si臋 w domu.
G艂ow臋?
A mo偶na wiedzie膰, po co ci g艂owa?
Trofeum.
Ja od niego dozna艂em krzywdy, i ja go zabi艂em,
a jego g艂owa b臋dzie moim trofeum, czym艣 w rodzaju nagrody.
I co b臋dziesz z ni膮 robi膰?
Co zechc臋, to zrobi臋.
Jak zechc臋, to nadziej臋 na ko艂ek... a jak nie, to zrobi臋 popielniczk臋.
No to tnij.
Tnij!
A ja ci臋 wsadz臋 za zbezczeszczenie zw艂ok.
- Na trzy lata. - Wsadzisz mnie? A wed艂ug jakiego prawa?
Komunist贸w ju偶 nie ma, Moskwie te偶 nie przysi臋gali艣my,
a i ciebie, Riabow, trzeba by sprawdzi膰, jakim jeste艣 cz艂owiekiem.
Twoja w艂adza tu nie si臋ga, rozumiesz?
Sam sobie teraz jestem w艂adz膮.
A no... cofnij si臋!
M贸zg ci nawala?
No dobra, ch艂opy, na co wam ta g艂owa?
Ona mi nie jest potrzebna...
chcia艂em tylko sprawdzi膰 Riabowa.
Dobra, 艂adujmy, mamy tu siedzie膰 do nocy, czy co?
Nie, nie lubi臋 tych Perfiliew贸w, nigdy mi si臋 nie podobali.
Ech... jeszcze si臋 przyda.
- S艂uchajcie... niech Perfieliew zabije barana, albo... - Widzia艂e艣?
Chcia艂 mnie sprawdzi膰.
Zacz臋li g艂owy odcina膰 na pami膮tk臋.
Nar贸d si臋 w艣ciek艂, a co b臋dzie dalej, chyba tylko B贸g wie.
W ca艂ym okr臋gu, na 20 chutor贸w, jestem jedynym milicjantem,
Nie ma tu w og贸le 偶adnej w艂adzy!
S艂ysza艂e艣?
On teraz sam sobie jest w艂adz膮!
Czuj臋, 偶e po stepie rozpe艂za si臋 co艣 strasznego...
ale co, tego nie jestem w stanie wyja艣ni膰.
Co si臋 tak na nich zagapi艂e艣, widzia艂e艣 kt贸rego艣 z nich?
Nie.
Widzia艂em w stepie jakiego艣 cz艂owieka...
ale tu go nie ma, i...
Szkoda... jego te偶 nale偶a艂oby zastrzeli膰.
W stepie zrobi艂o si臋 niebezpiecznie.
A pan co, sam pierze?
Sam.
Chce pan, to ja panu wypior臋?
Nie, dzi臋kuj臋.
Ju偶 prawie sko艅czy艂em.
A mnie boli brzuch... i plecy. Postanowi艂am zajecha膰 do pana.
No to rozbieraj si臋.
Co, tutaj?
Chcesz, to id藕 pod daszek.
Do naga?
Chcesz, to do naga.
Rozbior臋 sie do naga, a pan i tak si臋 nie o偶eni?
Nie o偶eni臋 si臋.
Jestem naj艂adniejsza w promieniu 100 kilometr贸w.
Stara si臋 o mnie sze艣ciu ch艂opak贸w, ojciec daje mi samoch贸d,
a zechc臋, to podaruje mi wszystko.
O... widzi pan?
- Co ci臋 boli? - Boli mnie brzuch, mo偶e jestem w ci膮偶y?
- No to popatrzmy. - Patrz u siebie, ja jeszcze z nikim nie by艂am.
Tylko troch臋 si臋 pie艣ci艂am z jednym takim durniem.
A chce pan, to pospacerujemy?
- Gdzie? - A cho膰by i tutaj.
Poka偶臋 panu nory 艣wistak贸w.
Ju偶 widzia艂em nory 艣wistak贸w.
Tu jest taka g贸ra, tam jest stara kopalnia.
Je艣li cz艂owiek sp臋dzi tam dwie godziny, to za rok umrze.
- Gdzie? - Tam!
Jeszcze sto lat temu by艂a czynna.
呕yje tam jaki艣 zwierz, ale ani wilk, ani nied藕wied藕,
a woko艂o le偶膮 ko艣ci. Tam jest strasznie.
- Mo偶e lis? - Lis!?
Czy lis zaci膮gnie tam krow臋? Nawet nied藕wied藕 nie zaci膮gnie.
A pan..?
M贸g艂by pan cho膰 spyta膰, jak mam na imi臋, hm?
- Jak? - Galina.
Widzia艂am, 偶e u pana w domu stoi portret dziewczyny, to pa艅ska 偶ona?
- To moja znajoma. - Narzeczona?
- Narzeczona. - A gdzie ona jest?
Przyjedzie.
Nied艂ugo przyjedzie.
No to ja ju偶 p贸jd臋.
M贸g艂by mnie pan cho膰 odprowadzi膰.
Czy to prawda, 偶e pan mo偶e wyleczy膰 nawet martwego?
Nie... martwego nie da si臋 wyleczy膰.
A ja... ja nigdy nie umr臋, i nigdy nie b臋d臋 staruszk膮.
A gdyby jej, pana narzeczonej, nie by艂o, chodzi艂by pan ze mn膮 na spacery?
Nie wiem, jestem ju偶 stary
Nieprawda...
..nie bardzo.
Jak pa艅ska narzeczona nie przyjedzie, albo pana porzuci...
..to ja przyjad臋. Dobrze?
Dobrze.
No niech pan uwa偶a, z ch艂opakami b臋d臋 si臋 tylko ca艂owa膰!
Kto ma takie czyste uszy? No, kto..?
- Przypadk贸w cholery wi臋cej nie by艂o? - Nie.
Dziwna sprawa, Dymitrze Wasiliewiczu,
im trudniej si臋 偶yje, tym ludzie mniej choruj膮.
Na przyk艂ad pan, co pan g艂贸wnie leczy?
Ja?
- Pija艅stwo. - Mhm.
No, zdarzaj膮 si臋 urazy, zranienia.
呕ebym cho膰 mia艂 jakie艣 lekarstwa.
Tak, tak, pija艅stwa, zranienia, porozbijane g艂owy...
Teraz, na ten kiepski koniec, 偶adnych chor贸b nadnerczy...
偶adnych p臋cherzy moczowych, wszystkie p臋cherze moczowe wyparowa艂y z przyrody.
A gdzie podzia艂y si臋 te wszystkie wspania艂e choroby? Migrena?
Cukrzyca?
Czy cho膰by bronchit? Ale co tam bronchit!
Gdzie hemoroidy? No gdzie s膮 hemoroidy, pytam pana?
T臋piej臋, Dymitrze Wasiliewiczu, od tych porozbijanych g艂贸w.
Trac臋 kwalifikacje, degraduj臋 si臋.
Fiodorze Abramowiczu, potrzebuj臋 jakichkolwiek lekarstw, ko艅cz膮 mi si臋 nawet banda偶e.
Nie mam lekarstw, Dymitrze Wasiliewiczu i pewnie ich nie b臋dzie.
Nie b臋dzie w臋gla, nie b臋dzie benzyny, nied艂ugo w og贸le niczego nie b臋dzie.
Fiodorze Abramowiczu!
Fiodorze Abramowiczu.
A tu mam pieni膮dze dla pana.
Za dwa miesi膮ce z g贸ry, niech pan bierze, bierze,
nied艂ugo pieni臋dzy te偶 nie b臋dzie.
W ca艂ym rejonie pozostali mi tylko dwaj lekarze.
Jednego nie widzia艂em ju偶 4 miesi膮ce, albo pije, albo kradnie.
Jest jeszcze staruszka, siostra medyczna.
A na przyk艂ad pan...
..nie ma pan do艣膰? Nied艂ugo nie b臋dzie komu przyjmowa膰 porod贸w.
A przecie偶 tu by艂 szpital. Bia艂e namioty...
..za szpitalem sta艂 samolot...
..malutki.
Niszczyli, niszczyli... niszczyli, niszczyli, wszystko zniszczyli...
- Wierzy pan w Boga? - Nie wiem.
A pan?
Ja... nie.
Ale kiedy on przyjdzie, a przyjdzie w艂a艣nie tutaj,
- to ja... co艣 mu powiem. - Co?
Spytam go "Odwr贸ci艂e艣 si臋 od ludzi rosyjskich, czy nie"?
Je艣li si臋 odwr贸ci艂e艣, to czemu wszystkich nas nie zabi艂e艣?
Dlaczego zostawi艂e艣 nas takimi, jakimi jeste艣my?
- A je艣li si臋 nie odwr贸ci艂? - A je艣li si臋 nie odwr贸ci艂e艣...
to dlaczego tak d艂ugo milczysz?
Dlaczego ciebie nie s艂yszymy? Stoimy tu tylko my, a ciebie nie s艂yszymy.
Tak go pan spyta?
- W艂a艣nie tak go spytam. - Niech pan o tym nie zapomni.
Nie zapomn臋.
O ma艂o nie zapomnia艂em...
..ameryka艅ska pomoc humanitarna.
Doktorze..! Jed藕 za mn膮, nie zostawaj z ty艂u!
Nie p臋d藕 tak, on pod g贸r臋 s艂abo jedzie!
Jed藕 powoli, po co tak dodajesz gazu?
Nie dodawaj gazu, bo si臋 zakopiesz!
Nie 艣piesz si臋, s艂yszysz?
Niby b艂yska i grzmi, a nad g艂ow膮 masz tylko czyste niebo.
A za p贸艂 godziny znowu deszcz, i zn贸w b艂yska i grzmi... o!
- Witaj, Dymitrze Wasiliewiczu! - Witajcie, ch艂opy.
Krowy z powodu grzmot贸w pobieg艂y do doliny...
a on je chcia艂 zawr贸ci膰.
A tu nagle uderzy艂 piorun.
Ko艅 pod nim sp艂on膮艂 jak zapa艂ka.
- Ale on jest martwy. - Nie, nie jest martwy.
On jeszcze dojdzie do siebie. Pole偶y troch臋 w ziemi i dojdzie do siebie.
Mojego brata te偶 trafi艂 piorun. W艂osy mu sp艂on臋艂y.
To zakopali艣my go w ziemi i wszystko z艂e z niego wysz艂o.
O偶y艂.
Sierioga... a dzi艣 w og贸le b臋dziemy co艣 je艣膰?
- A r臋ki czemu nie zakopali艣cie? - To r臋ka od strony serca, musi by膰 swobodna.
Id藕 co艣 zje艣膰, Dymitrze Wasiliewiczu, on pewnie przele偶y tak ca艂膮 noc.
Chod藕, siadaj.
O... piorun zabi艂 barana... teraz go trzeba zje艣膰.
Zrobi艂y to si艂y wy偶sze.
Na choler臋 mu to mi臋so?
Mo偶e poczuje zapach mi臋sa... i o偶yje.
Wygl膮da, jakby Kolk臋 Smagina pomalowali br膮zow膮 farb膮,
to pomnik ju偶 nie b臋dzie potrzebny.
Nie blu藕nij, to ka偶demu mo偶e si臋 zdarzy膰.
On umar艂.
Jego serce nie bije.
Nie... nie umar艂.
Cz艂owiek nie umiera od razu.
Nieraz patrzysz - umar艂, a on nie umar艂 - powraca.
Pole偶y, pole偶y i powraca.
Pi膰!
Kolka oprzytomnia艂.
No nie藕le, Kolka, witaj na 艣wiecie!
Tak... gdzie, gdzie z tymi 艂opatami!
Odkopujcie r臋kami.
- Ostro偶nie... ostro偶nie. - We藕my go za r臋ce.
- Poci膮gnijmy go. - Dobra, pr贸bujmy, pr贸bujmy.
No nie tak mocno... ostro偶niej.
Trzeba troch臋 podkopa膰.
- Pomog臋... - Nie ci膮gnij tak, bo mu co艣 oderwiemy.
- K艂ad藕my go tutaj! - Powr贸ci艂, oprzytomnia艂, oj, pi臋kny ch艂opak!
Dobra, podnosimy!
Jak tam jest?
- Gdzie? - No tam... jak umar艂e艣.
Widzia艂e艣 co艣?
Co艣 widzia艂em.
Nie ma tu nic takiego, czym mo偶na by to opisa膰.
Nie zrozumia艂em tego.
To dobrze, czy 藕le?
Nie wiem.
Niezwyk艂e...
..ale jakby niez艂e.
No... to co widzia艂e艣?
Zostaw go. Widzisz? Jeszcze jest czarny.
Ty, Kolka...
lepiej napij si臋 w贸dki. Od razu powr贸cisz do 偶ycia.
- No to co widzia艂e艣? - Widzia艂em twojego dziadka.
Mitrofana Romanowicza Skoworodnikowa.
- K艂amiesz! - Jak 偶ywego.
Ca艂ego ubranego na bia艂o...
Spotyka mnie i m贸wi: ...
Ten m贸j Stiopka...
..to pewnie 艂ajdak, co?
艁ajdak, m贸wi臋, Mitrofanie Romanowiczu.
To przykre, m贸wi... a tak na niego liczy艂em.
K艂amiesz!
Widzia艂 dziadka!
M贸j dziadek mia艂 dwa Ordery Chwa艂y.
Otrzyma za to najlepsze miejsce, a ciebie tam nie wpu艣ci.
Znam w mie艣cie jedn膮 bab臋.
Straszna dziwka.
Ale jest bardzo 艂adna.
Lubi kr臋ci膰 si臋 po pokoju w czerwonej, tiulowej podomce.
Pod podomk膮 ma czarn膮 bielizn臋.
Jest bardzo do艣wiadczona w rozpu艣cie. Chcesz, to ci臋 poznam.
M贸wi, przyprowad藕 mi subtelnego m臋偶czyzn臋.
Jest do mnie list?
Dymitrze Wasiliewiczu, jakby by艂 do ciebie list, to ja...
..to sam kupi艂bym ci jeszcze butelk臋 w贸dki.
Katia.
Patrz!
- Widzisz? - Co?
Tam kto艣 stoi... o, tam.
Gdzie?
Gdzie?
Przecie偶 widzisz.
To m贸j anio艂.
- Mitia, powiedz prawd臋, kto to? - No anio艂.
Ochrania mnie.
- Nigdy si臋 nie rozstaniemy. - My?
Nigdy?
Chod藕my do domu.
Tu mo偶na 偶y膰 wiecznie.
Tu ludzie nie umieraj膮.
Jak zechcesz, mo偶esz prze偶y膰 tu...
..tysi膮c lat.
Chod藕my do domu.
Mitia..!
- To pana dziewczyna, Dymitrze Wasiliewiczu? - Tak, przyjecha艂a.
No to ma pan uroczysto艣膰, a i ja przyjecha艂em we w艂a艣ciwym czasie.
- O... zjedzcie, ojciec co艣 tu przygotowa艂. - Dzi臋kuj臋.
Niech pan nie odmawia, Dymitrze Wasiliewiczu. Dzi臋kuj臋 panu.
No dobrze.
A ty co, Dymitrze Wasiliewiczu, bierzesz 艂ap贸wki?
No sk膮d偶e.
Dzi臋kuj臋.
Ojciec przyjecha艂by sam, ale mu wstyd.
I dawno ci si臋 przygl膮da?
Dawno?
Kto?
No ten... na wzg贸rzu.
Tak.
Daj herbat臋.
Mitia!
Wyje偶d偶am, bardzo daleko, ja...
..przyjecha艂am po偶egna膰 si臋. Wysz艂am za m膮偶 i nic si臋 na to nie poradzi.
Ju偶 nigdy wi臋cej si臋 nie zobaczymy.
Doktorze!
Doktorze!
- Chod藕, zaraz tu przywioz膮 postrzelanych. - Jakich postrzelanych?
- Wys艂ali mnie, 偶eby ci臋 uprzedzi膰. - Co..?
Riabow... Riabow!
- M贸w konkretnie. - C贸rk臋 Koczubieja, a z ni膮 Pa艅k臋. Przynie艣 wody.
Spacerowa艂a...
.. z Pa艅k膮, a potem si臋 pok艂贸cili.
Potem posz艂a po艂azi膰 z ch艂opakiem z Kamuszowki. Pa艅ka ich wy艣ledzi艂...
..strzeli艂 jej w brzuch...
..a potem strzeli艂 sobie w pier艣. Idiota!
- Zaraz ich przywioz膮, s膮 za g贸r膮. - Z czego strzela艂?
Ze strzelby.
Kul膮 czy loftkami?
Wed艂ug mnie kul膮... we藕.
- Kiedy tu b臋d膮? - Wioz膮 ich powoli.
Oni ju偶 powinni umrze膰.
- A powiedz, rany s膮 powa偶ne? - Ju偶 ci powiedzia艂em, dziewczyna w brzuch, a ch艂opak w pier艣 na wylot.
Serca chyba nie uszkodzone.
Aha... bydlak strzela艂 nied藕wiedzi膮 kul膮.
Wiesz co, skocz do zootechnika Bu艂anowa.
Niech zaraz tu przyje偶d偶a.
Powiedz mu, 偶eby zabra艂 instrumenty...
..i niech we藕mie ze stada m艂ode jagni臋.
- Tylko 偶ywe, rozumiesz? - Rozumiem.
Po co si臋 pchasz na podw贸rko? Zawracaj na pole!
- Hej, wy tam, pom贸偶cie doktorowi! - Ja sam... ja sam, nie trzeba.
Id藕cie za doktorem, poka偶e gdzie.
Zabieraj samoch贸d!
Gdzie chcesz, to zabieraj!
Dajcie go tu!
Tak... zabierzcie j膮.
Nie wyganiajcie mnie st膮d.
- Riabow... nie wpuszczaj tu nikogo! - Zrozumia艂em, doktorze.
Riabow, wpu艣膰 mnie.
Nie, tu nie mo偶na.
- Doktorze! Uratuj moj膮 c贸rk臋! - Riabow!
Na Boga, b艂agam pana, prosz臋 j膮 uratowa膰!
Powiedz jej, 偶e tu nie wolno.
S艂uchaj... b膮d藕 przy niej i nie puszczaj jej tutaj.
Nikt nie ma prawa wchodzi膰!
Cokolwiek by si臋 nie dzia艂o!
- Tylko jak ja zezwol臋. - Wszyscy s艂yszeli?
Ani kroku za p艂ot!
No wi臋c, tak... odprowad藕 w贸z na prawo!
I nie stawia膰 samochod贸w przed bram膮.
- Jest tu Riabow? - Jest, tam... komenderuje przy p艂ocie.
- Przywie藕li艣cie rodzic贸w? - Przywie藕li艣my.
Spokojnie, spokojnie.
Wytrzymaj.
We藕cie go pod daszek, tylko ostro偶nie.
Rozumiem. Wy trzej, do mnie, chod藕cie tu.
We藕cie go pod nogi...
-..podnosimy! - Ostro偶nie!
Okryjcie go czym艣.
- Nie uno艣cie n贸g. - Oj, Pa艅ka, Pa艅ka, co ty narobi艂e艣, ch艂opcze!
- Dymitrze Wasiliewiczu, co zrobi膰 z jagni臋ciem? - Daj komukolwiek...
.. niech go zar偶n膮, b臋d臋 potrzebowa艂 jelit do zszywania.
Ach, m贸j Bo偶e..!
Chyba musz臋 odpocz膮膰.
Ju偶 niczego nie widz臋.
Fiodorze Iwanowiczu!
Pomagaj mi troszeczk臋.
Nie mog臋 znale藕膰 kuli.
- 艢ledziona jest uszkodzona? - Wygl膮da, 偶e nie.
Ona umiera.
Ja mam tylko... instrumenty dla byd艂a.
To nic, ty tylko pomagaj.
Tylko mi si臋 wykr臋caj, ty..!
Doktorze, prosz臋...
..ma grup臋 "0"... pasuj膮cy czynnik RH, ale jest pijany...
..pies!
To nic, 偶e jest pijany..
.. a nawet dobrze.
Daj mu sto艂ek, Riabow.
Siadaj.
- Ile ju偶 da艂? - P贸艂tora litra.
- Starczy? - Ci膮gnij jeszcze.
Zdrowy samiec!
- I jak, Pietrow, nie 偶al ci krwi? - Nie, wcale.
Do艣膰, starczy.
Niech pan da mu w贸dki.
A wi臋c tak, obywatele...
- ..id藕cie ju偶 st膮d, ju偶 po wszystkim. - Czy mog臋 porozmawia膰 z synem?
- Rozejd藕my si臋 do dom贸w. - Jed藕my do domu.
Chwa艂a Bogu, uda艂o mu si臋.
To wszystko.
Id藕 do syna.
Dymitrze Was...!
Kim jeste艣?
No tak...
Poka偶, popatrz臋.
Nie b贸j si臋.
Spok贸j, spok贸j, no co ty...
..uspok贸j si臋.
Sparszywia艂e艣, bratku, trzeba by ci臋 umy膰.
Co mam teraz zrobi膰?
Patrz, Fiodorze Iwanowiczu, oprzytomnia艂!
Ale nas wystraszy艂e艣, Dymitrze Wasiliewiczu.
Nie艣cie go tak... nie艣cie ostro偶niej.
Nie porzucaj nas.
Dymitrze Wasiliewiczu... kto to by艂?
Mo偶esz mi powiedzie膰 kto?
Zostaw go w spokoju, potem dowiesz si臋, kto.
Potem, potem, kiedy "potem"? Czas ucieka.
- Wypu艣cimy bydlaka! - Chc臋 do domu.
Co艣 ty wymy艣li艂, zamierzasz umiera膰? Chcia艂e艣 mnie, starego, porzuci膰?
Zabierz mnie...
Sam mia艂bym to dalej ci膮gn膮膰, co?
Ju偶 lepiej nas nie porzucaj... s艂yszysz, Dymitrze Wasiliewiczu?
Nie mo偶emy bez ciebie...
Nie trz臋艣cie tak nim!
Odwied藕 www.NAPiSY.info
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.