Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Drugim strzelcem z dwunastki mo偶e by膰 Jean Khodja.
- Biega艂 z jakim艣 m臋偶czyzn膮. - To m艂odszy El Hassani, Hamza.
Dzia艂a膰 cicho, dyskretnie i cwanie.
Chce mnie pani o co艣 spyta膰?
By艂 zamach na syna Pereza.
Mam do艣膰 gadania! Koniec!
- Kolejna wojna, w twoim wieku? - A co, jestem emerytem?
Zwiniecie El Hassanich.
Nie 偶ycz臋 sobie wariackiej wojny gang贸w w Pary偶u.
- Napad w Opera-Comique! - Jasna cholera!
Skupiacie si臋 na partaczach, a g艂贸wny napad jest kilometr dalej.
Co tu robisz?
Wraca na stanowisko szefa zespo艂u.
Co si臋 dzieje?
Kto艣...?
Nie. Przynajmniej nie u nas.
Zdegradowano mnie.
- Dlaczego? - Uwa偶aj膮, 偶e spapra艂em akcj臋
i nie jestem got贸w, 偶eby dowodzi膰.
Co si臋 sta艂o?
Nie chce mi si臋 o tym m贸wi膰.
Dobrze...
przestaj臋 pyta膰.
Nie musisz si臋 wstydzi膰, nie tu i nie przy mnie.
Je艣li czujesz, 偶e musisz si臋 uspokoi膰, wyjed藕 na par臋 dni.
Ale nie chc臋 wi臋cej widzie膰 broni tam, gdzie 艣pi膮 nasze dzieci.
Scenariusz
Wyst臋puj膮:
Re偶yseria
BRYGADA
Niko.
Cze艣膰, m贸wi... Da艂e艣 mi sw贸j telefon.
Zadzwo艅 do mnie pod ten numer, dzi臋ki, cze艣膰.
Rachida El Hassaniego nie przedstawiam,
zawin臋li艣my go razem za przemyt.
Najwyra藕niej dzia艂a dalej z celi z Hamz膮 jako po艣rednikiem.
Zajmuj膮 wa偶ne miejsce w handlu dragami.
Socrate rozpracowywa艂 ich ze swoj膮 dawn膮 ekip膮.
Opowiesz?
Tak. Wiedzieli艣my, 偶e s膮 ustosunkowani i maj膮 zbyt na koks,
ale nie spos贸b by艂o si臋 do nich dobra膰.
To rzadko艣膰, na tym poziomie zwykle ma si臋 wtyczki.
Tu nic, s膮 nieprzemakalni. A importuj膮 jedn膮 pi膮t膮 proszku.
- Jedn膮 pi膮t膮 w Pary偶u? - We Francji.
Dlaczego uwa偶amy ich za gro藕niejszych od Perez贸w?
Kazali zabi膰 Selima na oczach syna, strzelali do was.
Teraz Jordan. Wymienia膰?
Nikt si臋 nie zastanawia, co Eric zrobi艂,
偶e ludzie, kt贸rych nie znamy, reaguj膮 tak brutalnie?
Wiesz co艣, o czym nie wiemy?
- Nie. - W艂a艣nie.
Skupiamy si臋 na El Hassanich, poczynaj膮c od m艂odszego.
Je艣li zadzwoni do brata, chc臋 zna膰 numer kom贸rki w wi臋zieniu.
Wiedzie膰, co m贸wi Jeanowi. Z kim si臋 widuj膮, co robi膮...
a zw艂aszcza co knuj膮.
Zrobi臋 ci troch臋 miejsca.
Ch艂opaki obserwuj膮 Hamz臋. Zaczeka艂am na ciebie.
- Niewiele mo偶emy zaoferowa膰. - Jest dobrze, dzi臋ki.
- Pogadamy? - O wczorajszym nie mam ochoty.
Ja nie o tym.
Wspomina艂e艣, 偶e mog臋 z tob膮 porozmawia膰 o Aslanie.
Nie jestem zm臋czona, jem, nabieram masy.
Testosteron mi ro艣nie.
Martwi ci臋 to?
Tak. Zawsze tego chcia艂am, ale nie rozumiem,
sk膮d obecny wzrost. Zw艂aszcza po tym.
M贸zg ci si臋 pogubi艂.
Prze偶y艂a艣, jeste艣 w euforii,
wi臋c nie czujesz zm臋czenia, przepe艂nia ci臋 energia.
Norm膮 w takich sytuacjach jest stres i d贸艂 psychiczny.
Kiedy nadejd膮, walcz z nimi.
- A jak nie nadejd膮? - Nie wiesz, jak zareaguje cia艂o.
Widzia艂em, jak ludzie chudn膮, tyj膮, jedni rozwalaj膮 rzeczy,
inni zapadaj膮 na raka.
Ci trac膮 ch臋膰 do 偶ycia,
tamtych rozpiera 偶膮dz膮 seksu, hazardu, picia...
A ty? Jak wytrzyma艂e艣?
Dzi臋ki rodzinie, Bogu...
- Bogu? - Bogu.
Tak.
Skoro tak rozumujesz, czym si臋 r贸偶nisz od Khodjy?
Mo偶e wierz臋 w innego boga.
Jestem niewierz膮ca, bez rodziny, co mam zrobi膰?
Umiesz doda膰 otuchy.
Rusza si臋. Wyszed艂.
Wsiada do swojego wozu.
Rusza.
Skr臋ca w prawo.
Dobra, mam go przed sob膮.
Przejmuj臋.
Jeste艣my na Ebouer.
Staje przed domem pod osiemnastym.
Zabiera kobiet臋 w chu艣cie, 60-70 lat.
Pewnie matka, ma dzi艣 widzenie z Rachidem.
Uprzedz臋 reszt臋.
Hamza podjecha艂 po matk臋.
Wiezie j膮 do Villepinte, do Rachida. Spotkamy si臋 tam.
Prosz臋 bardzo. Zadowolony?
Tak... niez艂y... niez艂y.
Podoba si臋 panu?
艁adny?
Dodajcie serce na g贸rze.
Jakby sp艂ywa艂o. Tak bardzo kocham c贸rk臋.
Rozumiesz? Nie?
Wyja艣nij mu.
B臋dzie za艂atwione.
- Ile p艂ac臋? - Ju偶 m贸wi臋.
Uczcie si臋, kallos!
Wy do wszystkiego 艂adujecie mi贸d. Nie, Tarek?
Trzymaj. We藕 wszystko.
Powiedz mu, 偶e p贸jdzie z 偶on膮 do restauracji.
W porz膮dku go艣膰.
Eric, tu Rachid.
Nie boisz si臋? Wiesz, co robisz? Ty szmaciarzu.
Naprawd臋 chcesz tak zacz膮膰?
A co my艣la艂e艣?
Nie spytasz, po co dzwoni臋?
Przecie偶 wiem. Sp臋ka艂e艣.
Trzeba by艂o my艣le膰.
Nie mam nic wsp贸lnego z zamachem na twojego syna.
- Dowcipni艣. - Taka prawda.
Nie ja to zacz膮艂em.
Ci臋偶ko pracuj臋 i nie dam si臋 kara膰. Ani tobie, ani nikomu innemu.
Nic nie b贸j, to nie b臋dzie nikt inny.
Co by艣 zrobi艂 na moim miejscu?
Nie jestem na twoim miejscu, 艣mieciu.
Pr贸bowa艂e艣 mnie za艂atwi膰.
Wi臋c teraz zobaczysz, jak si臋 pracuje u nas.
Na razie, Rachidzie.
Patrz.
Odje偶d偶a.
Widzenie. Druga zmiana.
Podjecha艂, parkuje.
Przejmuj臋 go pieszo.
Stan臋 w podziemnym gara偶u.
Zamawia kaw臋 przy schodach, odpadam.
Potwierdzam.
Psiakrew.
To ja.
- Co z twoim synem? - Nie martw si臋 o niego.
Urz膮dzam dzi艣 c贸rce urodziny.
Tam, gdzie si臋 zwykle spotykamy. Przyjd藕.
Nie wiem, czy b臋d臋 m贸g艂.
By艂oby dobrze. Zrobisz dziecku przyjemno艣膰.
I b臋dzie okazja pogada膰.
Dobra, ko艅cz臋. Do wieczora!
Tak?
Dobrze. R贸bcie swoje.
Nagrywaj!
Twoi synowie ju偶 nie 偶yj膮!
Wie ju偶 pan?
Kiedy 艣ledzili艣cie Hamz臋, przed wi臋zieniem pobito jego matk臋.
- Dzi臋kuj臋, 偶e mnie pani uprzedzi艂a. - Nie ma za co.
M贸wili艣my, 偶e wr贸cisz do Pary偶a? 呕e dasz mi dzia艂a膰? Tak czy nie?
Co zrobi艂em?
Do cholery! St艂uc ich matk臋 pod wi臋zieniem? Pogi臋艂o ci臋?
Strzelali do mojego syna. Kim ja jestem?
Jak si臋 nazywam? Perez! Prosz臋 bardzo.
S膮 cwani. To 偶mije.
Je艣li chcesz ich zamkn膮膰, musz臋 ich rozdra偶ni膰.
Jechali艣my za Hamz膮, kiedy wi贸z艂 matk臋 na widzenie.
- Mogli艣my wpa艣膰 na twoich ludzi! - A wpad艂e艣? Nie.
No wi臋c? Nie ufasz mi ju偶?
To raczej ty mi nie ufasz.
Nie by艂o ci臋, kiedy by艂e艣 mi potrzebny.
Ale wr贸ci艂em i m贸wi臋: sam zajm臋 si臋 bra膰mi.
I uprzedzam: jeszcze jeden taki numer i koniec z naszym uk艂adem!
Chcesz si臋 m艣ci膰, to o mnie zapomnij.
Rusz si臋. Zr贸b co艣.
No ju偶, rozbierz si臋, rozlu藕nij.
Napijesz si臋 jeszcze?
Nie, wystarczy. Uca艂uj臋 twoj膮 c贸rk臋 i spadam.
Nie czekasz na Noama? Zaraz b臋dzie.
- Noam? - Przyjdzie.
- Po co? - Puszcza膰 muzyk臋 dla ma艂ej.
Znasz mnie, Nina to moja kr贸lewna, niczego jej nie odm贸wi臋.
Nigdy tego nie 艂膮czyli艣my!
Ale o co chodzi?
Nina lubi艂a si臋 z twoj膮 偶on膮, a Noama uwielbia, co ci poradz臋?
Umiesz sk艂oni膰 innych do pos艂usze艅stwa.
Tak zdoby艂e艣 ten klub i ca艂膮 reszt臋.
Jejku! Oszaleli艣cie!
Kocham was!
Sp贸jrz na ni膮.
Moja pi臋kno艣膰! Moja c贸rka!
Ojcze!
Powiedz im, 偶eby przestali mnie filmowa膰. Patricka te偶.
- Ju偶 si臋 robi. - Baw si臋.
Ko艅czymy.
Polej im, s膮 ze mn膮.
- Wszystkiego najlepszego. - Dzi臋kuj臋.
Jeste艣!
- Wszystkiego najlepszego. - Dzi臋kuj臋. Napijmy si臋.
- Nie, musz臋 jecha膰. - No chod藕!
Jeden kieliszek.
Musimy pogada膰 o Noamie. Nie najlepiej z nim.
- Co? - Nie zauwa偶y艂e艣?
- Straci艂 matk臋. - Nie, od p贸艂 roku bierze narkotyki.
Ja ju偶 nie mog臋. Jeste艣 ojcem, zajmij si臋 nim.
Jest! O kt贸rej si臋 przychodzi?
Najlepszego, c贸reczko.
Pomy艣l 偶yczenie.
Po偶ar! Wyprowad藕 ludzi!
Po偶ar! Wychod藕cie!
Noam! Wyjd藕! Na dw贸r!
Co tam?
- Spoko, a u ciebie? - Co si臋 sta艂o?
Nic, pomaga艂em kumplowi przy aucie.
艢mierdzisz benzyn膮.
Pomog艂em kumplowi, niewa偶ne! Mog臋 si臋 umy膰?
Na pewno wszystko gra?
Zabi艂em go艣cia i zjara艂em go w furze.
Bardzo 艣mieszne.
Wracaj do swoich filmik贸w. Nie wiem, co tam ogl膮dasz.
Chcieli ci zabi膰 syna, podpalili klub, a my nic nie robimy?
St艂ukli艣my ich matk臋, wi臋c odpowiadaj膮.
I na tym koniec?
Nie rozmawiam z tob膮. Kto tu jest m臋偶czyzn膮?
Jeste艣my gadzio czy Perezami?
Spok贸j, bo urw臋 艂eb twojemu ch艂opu.
S艂uchaj brata. Ju偶 raz dosta艂a艣.
Teraz oberwie on.
- Kallo, pilnuj 偶ony. - Twojej c贸rki.
- Usi膮d藕. - Zostaw.
Id藕 st膮d.
Stop! Ojcze, zjedzmy.
No w艂a艣nie, wszystko sam! Jak zawsze!
Beze mnie nie trzymacie pionu.
Wydawa膰 to potraficie, zaszale膰 w Deauville.
Ale do interes贸w nie ma 偶adnego. Nie umiecie tego co ja.
Bo robi臋 to d艂u偶ej od reszty i lepiej ni偶 reszta.
Ta za艂oga kalo to dla mnie pestka. Nie pierwsi, nie ostatni.
Jeste艣cie za ciency.
Wszystko przegramy, bo macie cykora.
Zepsuto ci imprez臋?
Trudno, tu masz swoje urodziny. Baw si臋! Jedz!
R贸bcie, co chcecie, ja dzia艂am.
Le偶!
Przytrzymaj go.
Nie ruszaj si臋.
Zamknij oczy.
Otwieraj, do ciula pana!
- Drugi raz zalegasz z czynszem. - Przepraszam, ja zap艂aci膰.
W tym tygodniu, bo zajrz臋 z bejsbolem
i wyl膮dujesz na ulicy ze swoj膮 dziwk膮 i bachorami!
- Rozumiesz? - Przepraszam, ja zap艂aci膰.
W dup臋 se wsad藕 przeprosiny.
- Nie oddzwaniasz. - Zje偶d偶aj st膮d!
- Gdzie Rayan? - Te偶 si臋 da艂e艣 wydyma膰?
Schowaj to! Nie wiem, gdzie jest!
Wys艂a艂 mnie, 偶ebym znalaz艂 ferm臋.
- Po co? - Na met臋.
Dlaczego go szukasz?
To twoja dupcia?
Chcesz rady? Unikaj go.
A ty chcesz? Oszcz臋d藕 mi rad!
Cze艣膰.
- Mo偶emy pogada膰? - Co jest?
Chyba wiem, gdzie s膮 ci od aukcji.
- Tw贸j Rayan? - Nie, kto艣, kto go zna.
M贸wi, 偶e zaszyli si臋 na fermie pod Orleanem.
Po tym wszystkim...
Co szkodzi sprawdzi膰?
Nie. Patrick nas nie pu艣ci, zreszt膮 zafiksowa艂 si臋 na El Hassanich...
Zaraz. Nie wie o tym. Przyszed艂em prosto do ciebie.
Nikomu ani s艂owa, za dwie godzinki jeste艣my z powrotem.
Przykro mi, 偶e ci臋 to spotka艂o.
Sam ci臋 prosi艂em o znalezienie kapusia.
殴le to rozegra艂em.
Przesta艅. Poprosi艂em, 偶eby艣 znalaz艂 informatora.
Zreszt膮 z kapusiami tak jest.
Uniemo偶liwili艣my napad i uratowali艣my zak艂adnik贸w.
殴le post膮pili.
M贸wi臋 ci, chocia偶 to nic nie zmienia.
Uwa偶am, 偶e to nie fair.
Zdejmij troch臋 nog臋 z gazu.
Jak to wygl膮da?
G艂贸wne zabudowania s膮 z drugiej strony, w tym miejscu.
Od tej strony b臋dziemy os艂oni臋ci.
My艣lisz, 偶e kto艣 tam jest?
Tu si臋 nie dowiemy.
Czekamy do zmroku?
Nie, musimy wiedzie膰 od razu.
Wejd藕.
Namierzyli艣my rabusi贸w z aukcji.
Melinuj膮 si臋 na fermie 80 kilometr贸w st膮d.
By艂e艣 sprawdzi膰, jak s膮dz臋?
Stoi tam w贸z na lewych blachach
z ca艂ym arsena艂em.
Lipne opaski, kogut, automaty.
Doskonale. Dzwoni臋 do zwalczania bandytyzmu, za艂atwi膮 to.
Wiem, to nie nasza robota, ale powiem, jak jest:
musimy z Julienem domkn膮膰 spraw臋.
Bo ludzie mnie odrzuc膮.
Ale ja dowodz臋.
A po powrocie zajmij si臋 El Hassanimi.
Tak?
Jest ich czterech, w tej cz臋艣ci. To napastnicy z sali aukcyjnej.
Przyjmujemy, 偶e uzbrojeni i gotowi do otwarcia ognia.
Do fermy mamy kilometr.
Podchodzimy pieszo, 偶eby nas nie zauwa偶yli.
Pi臋膰dziesi膮tki, zabezpieczacie ty艂 budynku.
Trzydziestki, idziecie z nami.
Dojdziemy t臋dy i podejdziemy przez podw贸rze do drzwi.
Wchodz臋 pierwszy ze swoimi lud藕mi, inaczej mnie zabij膮.
Nie ma pyta艅?
Przygotowa膰 si臋.
Policja! Nie rusza膰 si臋! Poka偶 r臋ce!
Le偶! Nie wstawaj! Poka偶 r臋ce!
Zabieraj 艂apy!
Nie dotykaj mnie!
Gdzie Rayan? Gdzie on?
Przesta艅.
Gdzie si臋 podzia艂?
Ej!
Co jest grane?
Wykiwa艂 go kapu艣, s膮dzimy, 偶e bra艂 udzia艂 w napadzie.
S膮dzicie? To za ma艂o. Zarejestrowa艂e艣 go?
- Nie. - No wi臋c nie ma rozmowy.
Zwin臋li艣my ich, reszt臋 za艂atwi brygada do zwalczania bandytyzmu.
Ju偶 nie nasz b贸l, jasne?
Pami臋taj, co obieca艂e艣.
I nie chwali膰 si臋 tym innym zespo艂om, zrozumiano?
Tak.
Halo?
O czym?
Przyjecha艂a艣 z szefem.
Tak.
Wol臋 tutaj, tam ciemno, pot艂ukli latarnie.
Nie przyjechali艣my gada膰 o urbanizmie. Czego chcesz?
Znajomy ma k艂opot.
Dlatego lepiej nie mie膰 znajomych.
Wyci膮ga do was r臋k臋.
O kim mowa?
O tym z dworu czy tym spod celi?
Stary Perez porwa艂 jego krewnego.
Solidnego pracownika.
Kt贸ry nie ma z tym nic wsp贸lnego. Tego si臋 nie robi.
Zw艂aszcza je艣li chodzi o bandziora, kt贸rego chronicie.
Nikogo nie chronimy.
M贸j znajomy jest innego zdania.
Dlaczego sam do mnie nie przyszed艂?
Marzy o tym.
Ma jutro o dziesi膮tej widzenie z wujem, ale ten nie przyjdzie.
Id藕cie wy, dla was to chyba nie k艂opot.
To ma by膰 francuska policja? Arab w dresie?
Jak m贸j wuj.
Nast臋pnym razem przyjd臋 w policyjnej opasce.
Kumple podzi臋kuj膮 ci na spacerniaku.
B臋dzie 艣miesznie.
W膮tpi艂em, czy przyjdziesz.
Dlaczego?
Nie wiem. S艂ysz臋 o was dziwne rzeczy.
Nie przeszkadza wam, 偶e chronicie sukinsyna?
Nie chroni臋 przest臋pc贸w.
Ja te偶 s艂ysz臋 o tobie r贸偶ne rzeczy. Tyle 偶e ja je sprawdzam.
Tak?
Co si臋 m贸wi?
呕e wszyscy si臋 was boj膮, 偶e zgasili艣cie Selima,
偶e zleci艂e艣 zamach na syna Pereza, 偶e chcecie przej膮膰 ich interesy.
Ile masz lat, bo nie pami臋tam?
Nie pytam, gdzie dorasta艂e艣.
Mia艂e艣 milioner贸w w blokowisku? Bo ja tak.
Ilu nie sko艅czy艂o jako menele? 膯puny?
Ilu nie odstrzelono?
Odejmij tych, kt贸rzy zwiali do starego kraju,
bo ich winy by艂y niewarte kulki.
Ilu nie wsadzono za kraty?
Bo to jest najwa偶niejsze pytanie.
Jak d艂ugo?
Ile ju偶 trwa ten mecz?
W ostatecznym rozrachunku zawsze wygrywamy.
To ty chcia艂e艣 spotkania.
Przyszed艂em.
M贸w, s艂ucham.
Zaczniesz 艣ciemnia膰 - wychodz臋.
Nie mamy z tym nic wsp贸lnego. Siedzimy cicho u siebie.
To Eric pr贸bowa艂 艣ci膮ga膰 ze mnie haracz.
Ja broni臋 swojej rodziny i talerza.
M艂ody Perez to nie moja robota. Kln臋 si臋 na w艂asne dzieci.
Nic mi nie zrobi艂.
Czemu mia艂bym go zabi膰?
Nie wpakuj臋 si臋 w konflikt atomowy, za dobrze zarabiam.
Nie widzisz, 偶e szuka pretekstu?
Po co?
呕eby okra艣膰 tych, kt贸rzy solidnie i m膮drze pracuj膮.
Oni dorabiali si臋 na chama, to gladiatorzy. Napady, zab贸jstwa...
Bo ty jeste艣 ministrantem.
Jestem handlowcem,
kt贸ry nie lubi, kiedy kto艣 mu robi ko艂o pi贸ra.
Co mia艂bym zrobi膰? Czeka膰, a偶 mnie wyko艅cz膮?
Albo odbior膮 chleb moim dzieciom?
Nie jeste艣my doskonali, prawda. Ale my wierzymy.
Boimy si臋 Boga.
Oni nie maj膮 wiary ani zasad, to dzikusy.
S膮 martwi, sko艅czeni.
Przestarzali.
Wiedz膮, 偶e ich 偶niwa si臋 sko艅czy艂y.
Wkurza ich, 偶e pojawiaj膮 si臋 nowi i zarabiaj膮.
Mi艂o mie膰 jaja, ale do interes贸w potrzebny jest m贸zg.
Uwa偶asz skatowanie mojej matki za decyzj臋 m贸zgowca?
Porwa艂 mojego siostrze艅ca, 偶膮da okupu.
M艂ody nie ma nic wsp贸lnego z interesami.
Uczy si臋 w szkole handlowej, jest samodzielny.
Je艣li przejd臋 w tryb ob艂臋du, jak oni,
je艣li pos艂ucham swoich demon贸w, wyt艂uk臋 ich do nogi. Bez wahania.
Ale nie jestem taki.
Ja my艣l臋, dlatego poprosi艂em o spotkanie.
O m臋sk膮 rozmow臋, 偶eby艣 mnie wys艂ucha艂.
Pytanie brzmi: co zrobisz, 偶eby Pary偶 nie zmieni艂 si臋 w Chicago.
Je艣li odnajd臋 siostrze艅ca i wsadz臋 porywaczy,
nie b臋dziesz si臋 m艣ci艂?
Nie mam powodu, je艣li zostawi膮 mnie w spokoju.
Znam wasze ego.
Mnie nie znasz.
Daj臋 wam trzy dni.
To nie nacisk, tu chodzi o syna mojej siostry.
A je艣li co艣 mu si臋 stanie, po艣wi臋c臋 wszystko,
偶eby dopa艣膰 tego sukinsyna i wszystkie jego dzieci.
Rozumiesz?
Trzy dni. Nie wi臋cej.
Stra偶nik!
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.