All language subtitles for Grzyby 2023 1080p WEB-DL x264-KiT

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Widzimy się w kinie Widzimy się w kinie

Proszę pani?

Proszę pani?

Proszę pani, niech pani zaczeka.

Przepraszam, bo myśmy się tu zgubili.

Może pani mogłaby nam jakoś pomóc, co?

Znajomi nam głupi żart zrobili.

Proszę mnie przepuścić. Niech pani mi się wytłumaczyć przynajmniej pozwoli,

co?

Bo chodzi o to, że my mieszkamy w Krakowie i my mamy tam takich znajomych,

co pracują w teatrze.

I my czasem się u nich spotykamy, pijemy, przebieramy w różne kostumy, no

takie zabawy.

A wczoraj spotkaliśmy się koło południa i dość szybko się upiliśmy.

A ci nasi znajomi lubią robić wtedy taki głupi żart, jak się ktoś tak upije, że

biorą takiego kogoś i wywożą nieprzytomnego do lasu.

Zabierają pieniądze, dokumenty, no normalnie wszystko. Nie dość, że nie

wiesz, gdzie jesteś, jak się otkniesz, to jeszcze nie masz za co wrócić i na

dokładkę wyglądasz no właśnie na przykład tak, no.

Proszę mnie przepuścić. Ale my się odwdzięczymy, naprawdę.

Ale proszę panią, no.

Błagam panią, no.

Niech pani zaczeka.

Zapłacimy pani, mamy pieniądze. Jak tylko je odzyskamy, to oddamy z

nawiązką. Co to ma być?

Noga.

Noga?

Co się pani w nogę stało?

Skręciła chyba.

Pani pokaże.

Jak to się stało?

Wczoraj w nocy chyba źle stąpnęła.

Tu w lesie?

No.

A ta krew? U pana to skąd?

Jaka krew?

No te plamki.

To? No.

To ja nie wiem co to jest.

Na pewno nie krewną, może powinie.

A, powinie?

No, pewnie się wczoraj zachlapały. Mówiłem, żeśmy dużo wypili, pewnie

wtedy.

To samo nie zejdzie.

List papki trzeba przyłożyć.

No i trzeba by usztywnić, bo ta cholewka za krótka. Kora by się przydała.

Kora? Z uschniętego drzewa, no bo to musi odejść od pnia w kawałku.

No i sznurek byłby potrzebny.

A taki może być? Może.

To pomoże nam pani z tym?

My mamy pieniądze.

Jak tylko je odzyskamy, to naprawdę się oddzięczymy.

A jak się idzie do wioski, to po drodze jest takie zwalone drzewo z dobrą korą.

Czyli nam pani pomoże.

A co ja mówię?

Tylko do tego drzewa to jeszcze kawałek.

Da pan radę mieć narzeczoną? Dam, dam.

Bardzo pani dziękujemy.

Naprawdę się odzięczymy.

A czy znajdą się u pani jakieś ubrania i w ogóle?

No coś się znajdzie.

A do tego drzewa to daleko jeszcze?

No jeszcze, jeszcze kawałek.

A może moglibyśmy tu przystanąć na chwilę, co?

A mówił pan, że da radę.

Do picia to nie ma pani czegoś?

Nie.

No, ale jak pan spragniony, to proszę, pan się częstuje. Może narzeczona też?

Dziękujemy bardzo.

Co?

Wiedziałam, że wybierzecie poziomki.

Tak? A skąd?

Znam się na ludziach. Państwo to z tych, co zawsze wybiorą lepsze.

Ale że jagody gorsze?

No, bardziej pospolite, zwyczajne.

Ale jagody też możemy?

Możecie, możecie.

A skąd pani wiedziała, że my z tych, co lepsze wybiorą?

To widać, no.

O ruchach, no jak mówicie, no i po rękach.

Co z nimi?

No gładkie, takie zadbane.

Tak?

Ten brud za paznokciami to też świeży. Mam rację?

A pana to ja w ogóle skądś kojarzę.

Tak?

A skąd?

No właśnie, nie mogę sobie przypomnieć.

Może z Krakowa.

Bywała tam pani?

Jakoś przez przypadek nie widziała.

Nie, nie, nie z Krakowa.

To skąd?

No właśnie.

Pan jakiś taki znaczny.

Coś tak pamiętam.

Znaczny? No, znaczny. Jakiś taki ważny, no.

Tak mi się jakoś kojarzy, ale... przypomnieć sobie, no, nie mogę.

To się chyba pani zdaje.

Musiała mnie pani z kimś pomylić.

No może, może, może.

A dobre zbiory?

Co?

No czy zbiory dobre?

Ale daj pan spokój, jak na lekarstwo, no. Za sucho.

Ale ten to jakiś wyjątkowo ładny, co?

No, wiem gdzie szukać.

No to się pani chyba musi dobrze znać.

A te to co to jest?

To kołąbki.

To jest jadalne, bo nie wygląda.

No można nawet na surowo, o.

No i ten, co go pan w ręku trzyma, to to też, to borowik.

No mówią na niego prawdziwek, bo to taki prawdziwy grzyb, no. Zna pan chyba.

Kojarzę, ale nie wiedziałem, że na surowo można.

Można, można.

A mogę spróbować?

A proszę, no.

Co mi po jednym grzybie, no.

Ale jak jest więcej, to zupę dobrą gotuję.

Mój mąż bardzo lubił.

Nie żyje.

A dawno?

Pięć lat.

A dzieci?

Wnuki? Nie mam.

Tych gołąbków też możemy?

Proszę, proszę.

A sąsiedzi?

Dobrzy ludzie?

Pomagają?

Już nas pomogli.

Ale co, że... że nie pomagają? No jak pani sama, to chyba powinni, nie?

A z mężem to długo byliście małżeństwem?

Całe życie.

No to... bo musieliście się bardzo kochać, tak?

Całe życie?

Dobrze, najświętsza.

Ja nie wiedziałam, że tacy jesteście głodni. To trzeba było mówić. Przecież

byśmy tak nie siedzieli.

W domu mam świeży chleb.

To jeszcze zanim ruszymy, to ja za potrzebą, dobrze?

Pani mówi, że sucho, że grzybów nie ma, a proszę, jaki piękny. Nie!

Co?

To trucizna.

No ale pani mówiła, że na surowo nawet można.

To szatan.

Szatan?

Szatan. Udaje tylko prawdziwka. Jest bardzo trujący, szczególnie na surowo.

Prawdziwek ma taką jasną nogę, taką żółtawą, a ten różową.

No, widzicie?

Pani naprawdę musi znać.

Także bajek taki podstępny. No trzeba.

Ten czwatam to jeszcze nic. Prawdziwy zabójca to sromotnik. Ten to jest

dopiero podstępny. Dopiero po paru godzinach znać, że się człowiek zatruł.

Bardzo podobny do tych gołąbków, które zbieram, więc trzeba bardzo uważać.

Mój mąż też mnie kiedyś tak przez ten las niósł.

Też pani źle stąpnęła.

No, można tak powiedzieć.

O, holuje!

Co?

Eeeem, piastrząb.

To tutaj.

Co to było?

Co? To ten dźwięk, nie słyszała pani?

Gałąź słucham.

Gałąź?

Złamała się.

Na pewno gałąź?

Na pewno, ale co pan taki strachliwy?

Nie wiem, myślałem, że co innego.

A to niby co?

Nie wiem, no...

Coś. Coś.

Coś.

Pan tu przyjdzie.

Stop!

Pajęczyna. Ale co z tego? Przecież i tak brudny jestem.

Ale tu nie chodzi o pana.

Pan wie, ile taki pająk musi się natrudzić, żeby coś takiego utkać?

I robi to też dla pana.

Co znaczy?

Lubi to, czego my nie lubimy. Muchy, komary i inne gadziny. Pan obejdzie te

krzaczki.

A poza tym to mam taki przesąd, że zerwanie pamięci to zły znak.

że coś złego może się wydarzyć. Chce pan tego?

No nie. No to niech pan uważa teraz.

Tutaj trzeba naciąć i potem podważyć. Dwa takie kawałki będą potrzebne. Nie

szersze, żeby do cholewki się zmieściły.

A na wysokość to pan sobie potem dotnie, rozumie pan?

Tak.

Co?

To nie wino.

A co?

A te plamki?

No moje to krew, tak jak myślałam. Z bliska lepiej widać.

Ale jaka krew?

Skąd niby?

No to pan powinien wiedzieć.

Zaskaleczony gdzieś jestem?

No nie jest pan, to pewnie nie pańska.

No to czyja?

Narzeczona też cała.

Nie pamięta pan nic takiego?

No nie, no... Myśmy wczoraj... No wie pani, no... Może któryś z naszych

znajomych się skaleczył.

I pan nie pamięta?

Co ja mam pani powiedzieć?

No pamięć dobra rzecz.

Mówi pani.

A pan tak nie myśli?

No... Myślę, że nie zawsze.

Czemu?

Ech wy, tu panu zostawiam.

Tylko niech pan się tym razem nie skaleczy.

Co pani, przecież już trzeźwy jestem. A ja tam wiem.

A pani gdzie idzie?

Babkę muszę znaleźć i trawę dla miękkości.

I co pani na to?

Na co?

No na to, dobra?

A tak.

Ten sznurek niech pan jeszcze sobie utnie.

A jeden wystarczy? Tak.

Pani pokaże.

I nogę położę tak na płask, tym spuchniętym, do góry.

I teraz musimy odwrócić na drugą stronę, bo z drugiej strony muszę zrobić to

samo.

Pan tu podtrzyma te... Na co pan patrzy? No niech pan podniesie do góry, bo

muszę zawiązać.

A do tej pani wioski to daleko jeszcze?

No, kawałek.

Ale jak od tamtej polany nas pani znalazła dotąd?

Większy.

A jak ona się nazywa?

Co?

No ta pani wioska. Olszyny.

Tak od drzew? No tak.

Duża jest?

Normalna.

Pani mieszka tak na skraju, czy w środku bardziej?

No co?

Nie no, zastanawiam się, czy będziemy musieli w tych strojach wszyscy uwiezić.

Ludzie pomyślą, że pani jakiś wariatów prowadzi. No niech pomyślą, co chcą.

No tak, ale nam też trochę głupio będzie.

Dużo domów będziemy mijać?

Trzy. Pan tutaj palcem przytrzyma.

Oj, gotowe będzie.

No.

No to do Krakowa wystarczy, a tam w Krakowie to doktor pani musi usztywnić,

bo ja to tak tylko na razie.

Czyli pani to czwarty?

Co czwarty?

No czwarty dom w wiosce. Mówiła pani, że trzy będziemy mijać.

No czwarty, a co?

Nie da się dojść tak, żeby nikt nie widział?

A co pan tak się przejmuje?

Głupio tak sensacje robić.

Czyli da się?

No, można by tam od tyłu z pola do ogródka za domem.

O.

To ja jeszcze tylko za potrzebą i zaraz możemy ruszać, dobra?

Dziękuję za pomoc.

Słucham?

Za pomoc dziękujemy.

Czyli co?

Znowu na ręce?

A nie można w tym chodzić przypadkiem?

Można spróbować. Jak skręcenie nie jest takie duże, to może się udać.

No i jak?

Trochę boli?

Ale będziemy robić postoje.

Dam radę, dam radę.

Przepraszam, ale ja muszę tu odpocząć.

No proszę, proszę.

Niech pani siada.

Kiedyś też im taki żart powinniśmy zrobić, to by zobaczyli jak to jest.

A ci koledzy z teatru? No.

A to znani jacyś?

Ale kto?

No ci aktorzy.

A to nie aktorzy, nie.

Oni tylko pracują w teatrze, także raczej zupełnie nieznani.

Ciii! Co?

Nic nie słychać.

Właśnie.

Ja to nazywam bezduchem.

To trwa najczęściej tylko chwilę, ale jest tak, jakby całe życie umarło.

Dlatego bez duch.

Wyobrażam sobie wtedy, że nastąpił koniec świata i zostałam zupełnie

sama.

W środku lasu.

No i już.

Ciekawe, co?

No co, pani odpoczęła?

To co, idziemy?

To ja jeszcze tylko za potrzebą muszę, ale to na moment dosłownie. A pan coś

tam chory jakiś taki na dole, że tak często biega?

Nie, a dlaczego?

No nie wiem, no tak często pan biega, to dziwne. I tak głową kręci, tak

przyuważyłam. To coś tam...

Źle musi być, źle się dzieje.

Nie wiem, przeziębiłem chyba.

A u doktora pan nie był?

Jakoś czasu nie było.

To ja jeszcze skoczę mimo wszystko, dobrze?

A do tej pani wioski to jeszcze daleko?

No kawałek.

Wcześniej też pani mówiła, że kawałek. Ale teraz mniejszy.

To co?

Idziemy? Mhm.

No.

O, pomoże mi pan?

Tak nie wstanę sama.

Dziękuję.

To mogło być tu.

Ale co mogło być tu?

Mój dom.

Ale jak tu? Gdzie?

A tam.

A czemu akurat?

Bo pięknie.

Pięknie? No.

Czym się to różni od reszty tego lasu?

Jak to czym?

A te sosenki?

A te brzuski tam głębiej?

A te...

Prześwity w koronach drzew.

Jak słońce wstaje i zachodzi, to aż takie pasy ze światła się robią.

A ziemia tu bardziej oleista niż w innej części lasu i można by tutaj ogródek

założyć.

Tam byłby płotek, za płotkiem ogródek i kwietnik, a

pod samym lasem dom, tak żeśmy sobie to umyślili.

I co?

Czemu nie wyszło?

Życie.

Mąż pracę dostał w tartaku i bliżej mu z wioski było.

Ale marzyć zawsze warto, prawda?

A państwo długo razem?

No już trochę będzie.

I tak bez ślubu, bez dzieci?

No jakoś tak.

Ale pani też mówiła, że bez dzieci.

Ja to co innego.

To znaczy?

No chciałam, ale nie mogłam.

Przepraszam. Nie no, co tam tyle lat.

Ale pani to w najlepszym wieku teraz.

Czasami warunki nie pozwalają.

A tam pani opowiada. Każde warunki dobre. Moja siostra ma czwórkę, a bogata

nie jest.

A potem przychodzą wnuki.

Moja siostra to ma chyba z siedmioru.

A ona mieszka w tych paniolczynach?

Nie, wyprowadziła się, jak wyszła za mąż. Czasami do niej jeżdżę. To znaczy,

jeździłam, jak mój jeszcze żył.

W prawdziwym domu muszą być dzieci, wtedy dom żyje.

Pamiętam, jak te siostry były małe. Boże, jaka to radość była, jak

przyjeżdżałam. Ukochana ciocia.

Te śmiechy, zabawy.

Najlepsza była ciuciu babka.

Znacie państwo?

Tak, tak. Także się wiąże komuś oczy i musi złapać wszystkich innych.

On nic nie widzi, po omacku szuka, no ale znaleźć musi.

I zawsze ja byłam ciuciubabką oczywiście.

Jak one wtedy się śmiały i piszczały.

Radość i strach jednocześnie, ale to taki bezpieczny strach, że wiesz, że nic

ci się...

Złego nie stanie.

No tak.

Dlatego nie ma co zwlekać.

Bo potem może być za późno.

No ale państwo młodzi.

Co? Znowu bez duch?

Jagody.

Miałam sprawdzić, czy coś się nie ostało, żeby pan się mógł choć trochę

napić, no.

Zamyśliłam się i przeszłam to miejsce.

Zaraz jestem.

Musi zawrócić pani teraz.

I co?

Były te jagody?

Nie, nic.

A pan mówił, że wam ci znajomi wszystko zabrali.

No a co?

A co pan schował do tej kieszeni?

Do jakiej kieszeni? No do tej. Przecież widziałam.

Coś takie srebrne.

A to?

No to jest pudełko.

Pudełko? To w kostiumie już, bo taki rekwizyt do roli księcia potrzebny.

A co tak państwo nad tym pudełkiem dumali?

A pani to nawet chciała.

To, to, to jest papierośnica.

Ja chciałam papierosa.

To czemu pani nie wzięła?

Ostatni został. A co, że ostatni?

No ja pomyślałam, że będziemy u pani wtedy sobie tego papierosa... A można

zobaczyć? Ale co? A możemy iść? Do tą papierośnicy?

No, no, no, nie jest srebrna, tylko wygląda tak.

Aha. A skąd pan wie, że nie jest srebrna, skoro pan ją znalazł w

kostiumie? No bo to widać.

Naprawdę nie mam już sobie nic cennego, ale tak jak pani mówiłem... To jest

zwykła papierośnica.

Możemy iść?

Możemy.

A co, obraziła się pani na nas?

Nie.

Tylko na moje to wy coś kręcicie.

Co kręcimy? Przecież mamy pieniądze, oddamy, tak jak mówiliśmy.

To, że oddacie, to się zobaczy, ale to, że macie, to bardzo by mi to się

zgadzało. A z czym by się to Pani zgadzało?

No, ja sobie przypomniałam, skąd Pana kojarzę i że Pan jest taki mocno bogaty.

Muchomor mi to przypomniał.

Muchomor? No, czerwony. Co Pani Muchomor mógł przypomnieć? A Pana samochód. A

jaki samochód?

No, jak byłam u siostry którymś razem, to Pana tam widziałam z tym samochodem.

A Pani siostra gdzie mieszka?

W Będzinie.

No.

Pamiętam, to było w rynku i mój mąż mi zwrócił uwagę, że taki drogi i ze

składanym dachem. Mówił, że to Mercedes i zachwycał się, że to najnowszy model.

Także z tym Krakowem to kręcicie.

Jesteście z Będzina, prawda?

Proszę pani, z jakiego Będzina?

Ja nawet nie wiem, gdzie jest Będzin.

Nigdy nie miałem czerwonego Mercedesa i coś się pani zupełnie pomyliło.

Niech pan nie robi ze mnie głupiej.

Siostra to mi nawet mówiła, kim pan jest, ale mi to wyleciało. Ale ja sobie

zaraz przypomnę. No, chyba że pan sam mi to powie.

Co się stało?

Kim jesteście?

A nie pamięta pani?

Znamy się?

Tak.

Nie pamięta pani, że nam się z lasu pomagała wydostać ich w ogóle?

Wydostać z lasu wam?

A kim wy jesteście?

Co to za stroje?

No to jest ten głupi żart naszych znajomych.

Zabrali nam wszystko i w tym lesie porzucili.

Ale nie pamięta pani?

Przecież pieniądze pani obiecaliśmy za pomoc.

Pieniądze?

No że jak nam pani teraz pożyczy i da jakieś ubranie na zmiany, to my wszystko

oddamy i dołożymy jeszcze.

Pani się na to zgodziła i jeszcze moją narzeczoną uratowała.

Skręciła biedna nogę w lesie, a Pani usztywnienie zrobiła z kory. No takie,

no.

O!

No przecież poznaje Pani swoją chyba robotę, nie?

A poznaje, poznaje, tak.

A co mi się stało?

No... Potknęła się Pani i uderzyła w głowę.

Potknęła mi się.

No tak, tak, tak. I teraz właśnie czekaliśmy, aż się Pani ocknie.

A długo tak leżałam? Pół godziny.

A może pani wstać?

Chyba mogę, ale mi tak szumi w głowie.

Szumi, bo pani bardzo mocno dożyła.

A to mój koszyk.

Tak, na grzybach pani była, jak nas znalazła.

To ja wam pomogłam?

Obcym ludziom?

To zupełnie jak nie ja.

No, trochę się opierała Pani na początku, ale jak obiecaliśmy te

pieniądze, że się odwdzięczymy i w ogóle, to dała się Pani przekonać. No

i... Niech Pani zobaczy nogę.

No sama ta noga się nie zrobiła, tak?

O Matko Święta!

Co to się z człowiekiem na starość robi?

Całkiem wszystko tak...

Zapomniałam. Poznaje pani, gdzie jest?

A no jak to mnie poznaje? No przecież przy Chojaczkach.

Czyli wie pani, jak dalej do wioski?

No wiadomo.

A ten sznurek to po co pani?

Sznurek? A on... Chcieliśmy to usztywnienie na nogi mocniej zawiązać.

A, to nie potrzeba. To dopiero jak się rozejdzie. Możecie go schować.

To chyba mój, nie?

A tak.

A mogę go zatrzymać na chwilę?

Brudu mi tyle za paznokcie zaszło, to bym wyczyścił jeszcze.

Ale nie zapomni mi go pan oddać?

Nie, no jasne.

A pani?

Może z tym chodzić?

Mogę. A wcześniej już pani szła?

Mhm.

No to chodźmy.

A

pani

mówiła, że chleb ma w domu świeży.

Tak mówiłam?

Tak.

I że nas poczęstuje.

No to jak?

Jak tak, to wiadomo.

A co, jesteście głodni?

Pan to tak czyści te paznokcie, jakby się pan chciał do kości dogrzebać.

A, bo nie lubię takiego brudu.

Jakiś taki czarny i w żarty.

A dużo panu jeszcze zostało?

A co?

No bo ja bym ten kozik od pana niedługo chciała.

A po co?

A tak sobie pomyślałam, że skoro państwo tacy głodni, to może jeszcze bym wam

grzybów nasmarzyła. No, tu niedługo jest takie miejsce, to powinny być.

A wcześniej to nawet na surowo to pani grzyby jedliśmy.

Tak? No.

A, czyli coś jednak znalazłam, no.

Tak sucho, no to niedużo pewnie było.

O, dużo nie było.

O,

gołąbki. Tak, jeszcze jeden prawdziwek był. Tak?

No to ładnie.

To co z tym kozikiem?

Ręką pani zbierać nie może? Bo ja jeszcze nie skończyłem.

Ręką nie da rady, no bo spód z nogą wychodzi.

I co z tego?

Ten spód musi w ziemi zostać, żeby nowe rosły.

Aha.

Ale oddam mi pani z powrotem.

Oddam, oddam. Przecież panu nie ucieknę.

Bo ja wiem.

Może pani chce, żebym miał brudne paznokcie?

A niech pan tam sobie czyści.

Dla mnie to takie miastowe. Ja całe życie z brudnymi chodzę i jakoś żyję.

O, a to już tam.

Odpoczną, a ja się rozejrzę. To poproszę ten kozik.

A to może ja z panią pójdę?

Pokaże mi pan, jak się te grzyby wycina.

Nauczę się czegoś.

Pan chyba naprawdę myśli, że ja panu z tym kozikiem ucieknę.

No ale gdzie?

Nauczyć się czegoś chce.

To tutaj?

Ale jak pan widzi, no... Za sucho. Nawet tu nie ma. To może tam dalej jakoś? Nie,

no tam to już w ogóle na pewno nie.

Ale na pewno? Na pewno, na pewno, no. Ale jak pan taki grzybowy, to mam w domu

suszone. Zupę panu nagotuję.

Co pani robi?

Mam jagody. Pani to zostaw. Jagody mam. Jakie jagody? Wilcze jagody, truchiące

na śmierć. Zdąż ma pani już coś zjeść?

Bogu, dzięki. Co? Dziesięć takich jagód wystarczy, żeby człowieka zabić.

Najpierw ma takie z widy, a potem szaleństwo go napada i nic nie widzi,

miota się, nie słyszy, nie może mówić i w końcu...

Pada bez przytomności na ziemię i dusi się.

No.

Co pani robi?

Nic.

Nie no, to kasztaka trujące nie jest. Trzeba zjeść.

Pani nie pamięta, ale wcześniej mnie uratowała.

Ja też chciałem takiego jednego grzyba zjeść, bo myślałem, że prawdziwek to

jest. Szatana?

Tak. A to podobne diabelstwo.

Tylko po nóżce poznać, że nie prawy. Taka różowa.

Dokładnie. No, grzyby to potrafią być podstępne. Trzeba uważać.

No to idziemy?

To ja jeszcze tylko za potrzebą, dobrze?

A ta wilcza jagoda to przez skórę nie przejdzie?

Musiałaby się pani wykąpać.

Czyli to tutaj to niegroźne?

Nie.

A te kropki, pani, zobacz, te kropki.

To co tu tutaj?

No to odcisk jakiś.

Dobra, możemy ruszać.

A do tej wioski, pani, to daleko jeszcze?

Bo ja mam wrażenie, że w jakiejś głuszy jesteśmy.

A co pan ma na myśli?

No, że daleko od wszystkiego, jakbyśmy w kółko chodzili. Zdaje się, panu.

No, ale kawałek jeszcze trzeba przejść.

To chodźmy.

No, teraz ja.

Spam?

Teraz ja za potrzebą muszę.

Ale tutaj?

No.

To niech się Pani nie oddala.

Nie. Co my zrobimy, jak się Pani zgubi?

Ja mam się zgubić? Ja ten las znam na wylot.

Ale ja mimo wszystko wolałbym, żeby pani tak tu blisko, gdzieś tak, żebym słyszał

panią.

Dobrze, dobrze.

Słyszę, że pani odchodzi.

Tylko kawałeczek.

jest tam pani jestem już już a długo

jeszcze jeszcze chwilkę już

Pan tu przyjdzie.

Co się stało?

Co pan robi?

Pajęczyna. No pani mówiła, że zerwać to zły znak.

A to coś poważnego?

Nie, nie.

Iść pani może?

Tak. Mogę, tylko powoli.

Pani to musi uważać.

Co my z pani zrobimy?

Powoli.

O, a może na tę królaskę pani... Co to jest?

Dobrze, że pani nie weszła.

Dziękuję.

Jeszcze jakieś pomysły?

Co?

Zdobył przynajmniej?

Powiedziałeś jej, że będzie musiała spróbować tych grzybów?

No... Powiedziałem.

No to niech je.

Przecież po czymś takim nie zbierała wytrujących.

A skąd wiesz?

Ono jest bardzo słone, mówię ci.

Prawda?

Dobrze.

Jeszcze raz.

Chcesz tak marnować te grzyby?

A ty wiesz, jaka ilość jest trująca? Tak się na tym znasz?

Duży kawałek.

Tylko może zostaw coś dla mnie, co?

Ona nie chce tej nagrody.

Głupia.

A może powiemy, że wzięła.

Wiesz, o co chodzi.

Po co się mają te pieniądze zmarnować?

A oni skąd? Znaczy, zanim ich przywieźli?

Z Będzina.

Bogaci jacyś, podobno bardzo.

Znani w tym będzie nie.

Przynajmniej on.

Naprawdę zabił strażnika?

No.

Nie wygląda, jak tak leży.

A te przebrania skąd mieli?

Kostiumy aktorów. Ukradli, jak uciekali.

Jakich aktorów?

Z jakiegoś przedstawienia.

Mają tam program kulturalny dla załogi i obozu.

Teatr i takie, tam inne.

SS-many w Auschwitz przedstawienia oglądają?

Matko Święta...

Uch, te judę.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.