Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.napiprojekt.pl - nowa jako艣膰 napis贸w. Napisy zosta艂y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Zaproszenie Paola nie by艂o chyba dobrym pomys艂em.
Nic ju偶 nie poradzisz, poza tym pewnie ju偶 przyszed艂.
Spr贸buj.
I jak?
Doskona艂e, dobrze, 偶e to ja gotuj臋.
Pewnie czeka ju偶 d艂ugo na zewn膮trz.
Nie dlatego, 偶e jest nie艣mia艂y, po prostu si臋 boi.
- Kto to? - Gestapo.
Sekundk臋!
- Chcesz mnie obrabowa膰? - Nie, a co?
Nigdy nie wiadomo.
Chyba idziemy na t膮 sam膮 imprez臋.
To nie impreza. Tak w og贸le, jestem Neval.
Wiem.
- Lorenzo wspomina艂 o mnie? - O was wszystkich.
Chyba nie mieli艣cie lepszego tematu do rozm贸w!
- Co to za ciasto? - Owocowe.
Szkoda! Uwielbiam czekoladowe.
- Przykro mi. - Od jak dawna znasz Lorenzo?
Par臋 miesi臋cy.
- Spa艂e艣 z nim? - Nie, a co?
Wol臋 zawsze od razu si臋 upewni膰.
-Widzia艂em was razem. -Cze艣膰.
-Witam. -Cze艣膰, mumio!
To Sergio, nie przeszkadzajmy mu.
Prosz臋.
-Dzi臋ki, nie trzeba by艂o. -Lorenzo...
Daj mu to p贸藕niej.
-To jest Paolo, Angelica, Davide. -Cze艣膰.
-Cze艣膰. -Przyni贸s艂 deser.
Dzi臋kuj臋.
Nie mog臋 poj膮膰, dlaczego Antonio nie przyszed艂.
-Ostatnio jest chyba dosy膰 zaj臋ty? -Tak. Nie podoba mi si臋 to...
Ale tak to ju偶 jest... Niestety.
Przepraszam! Ju偶 gasz臋.
-To nie jest popielniczka. -Nie?
-Nie. -Na ko艅cu korytarza, po prawej.
Id臋.
-Antonio? -Klientka w jego banku...
...zaprosi艂a go do sma偶alni ryb.
Co za g艂upota!
Ju偶 ostrzeg艂em Paolo...
pozbyli艣my si臋 popielniczek, bo wszyscy rzucili艣my palenie.
Potrzebowali艣my symbolicznego gestu...
...偶eby umocni膰 si臋 w postanowieniu.
Zaj臋te!
Chcia艂em tylko zgasi膰 fajk臋.
-Paolo? -Tak?
Jeste艣 sam?
Tak.
Jak przekona艂e艣 Lorenzo?
To on nalega艂.
- Daj macha. -Nie rzuci艂a艣?
Chcia艂am si臋 tylko upewni膰. Masz. Lorenzo to czyta艂?
Na pewno przeczyta.
Obieca艂, 偶e tylko Davide to przeczyta.
A ty mu wierzysz? Lorenzo uwielbia w臋szy膰. B臋d臋 ostatni膮, kt贸ra to przeczyta.
-Roberta! -Nie mog臋 rzuci膰 wszystkiego naraz.
Mam nawet Saturna w opozycji!
Jakie s膮 twoje planety? Niech no spojrz臋.
Jeste艣 Bykiem ze wschodz膮c膮 Wag膮 i Uranem w kwadraturze do nowiu, co?
Dawaj, przyda mi si臋!
Nie urodzili艣cie si臋 palaczami, kiedy艣 w og贸le nie palili艣cie.
Da si臋 to rzuci膰. Trzeba tylko uwierzy膰 w siebie.
Angelica jest psycholo偶k膮 w centrum onkologicznym.
Prowadzi kursy antynikotynowe i zmusi艂a nas do zapisania si臋.
Metoda nie dzia艂a na ka偶dego, ale Roberta straci艂a nadziej臋.
Przenosisz si臋 z jednego na艂ogu na nast臋pny, prawo kompensacji.
Wiedzieli艣cie?
Powiedzia艂am: 偶adnych rozm贸w.
Skupcie si臋 na dymie, na jego smaku...
...na tym uczuciu, gdy w艣lizguje si臋 przez gard艂o do p艂uc...
Zaci膮gnijcie si臋 wszyscy g艂臋boko.
- Jakie to uczucie? Paskudne? - Z pewno艣ci膮.
Sergio jest taki sam, zamiast co艣 rzuci膰, zawsze znajdzie nowy na艂贸g.
- Wi臋c jeste艣 pocz膮tkuj膮cym pisarzem. - Nie, to tylko hobby.
W艂a艣nie sko艅czy艂em medycyn臋 i zaczynam specjalizacj臋.
Pisanie jest tylko ucieczk膮, nie chc臋 si臋 tym chwali膰.
Co piszesz?
Powie艣ci, opowiadania, poezj臋, libretta operowe?
Opowiadania. Co艣 jak bajki.
Tak jak nasz s艂ynny pisarz, to dlatego Davide ci臋 zaprosi艂.
Jestem jego fanem odk膮d przyja藕ni si臋 z Lorenzo...
Bardzo blisko si臋 przyja藕ni, zdecydowa艂e艣 si臋 to wykorzysta膰.
Nie, Lorenzo mnie poprosi艂.
Na tym polega pi臋kno przyja藕ni.
Zaspokaja膰 czyje艣 potrzeby, nawet je艣li ten kto艣 o to nie prosi.
A ty jak zaspokoi艂e艣 Lorenzo?
Spa艂am z nim dwa razy.
- Ale jeste艣my tylko przyjaci贸艂mi. - Przyjaci贸艂mi, kt贸rzy uprawiali seks.
Ale sypia te偶 z ch艂opakami.
- Kurcz臋, biseksualista! - Jedna sensacja za drug膮.
Nie, prosz臋, nie lubi臋 by膰 szufladkowany.
Je艣li kogo艣 lubi臋, nie obchodzi mnie kim jest, ani co robi...
...chodzi o uczucie, o emocje.
- Wi臋c piszesz bajki? - Robisz sobie ze mnie jaja?
Podano kolacj臋!
Nie o艣mieli艂bym si臋, wol臋 robi膰 co innego z jajami.
Szkoda czasu, on nie jest gerontofilem.
Wzi臋艂a艣 ostatni膮!
To prawdziwi mistrzowie kuchni. Zaufaj mi.
W takich chwilach jestem szcz臋艣liwy.
Nie wiem czemu, ale gdy widz臋 Davida z przyjaci贸艂mi czuj臋 si臋 bezpiecznie.
Wiem, co my艣l膮...
...te same my艣li, te same s艂owa, to w艂a艣nie lubi臋.
Nie lubi臋 niespodzianek i nag艂ych zmian.
Chcia艂bym, 偶eby wszystko by艂o tak, jak zawsze...
...chocia偶 wiem, 偶e "zawsze" nie istnieje.
Wiem, co b臋d膮 robi膰 p贸藕niej.
Angelica nie b臋dzie chcia艂a nikogo obudzi膰.
...i b臋dzie czyta膰 w 艂贸偶ku ksi膮偶k臋, czekaj膮c na Antonio.
Wi臋c?
- Wr贸ci艂a... - Masz jutro szko艂臋.
Film wy艣wietlali tylko o p贸艂nocy.
- Mog艂a艣 nagra膰. - Naprawi艂a艣 wideo?
- M贸wi艂am ci, 偶eby艣 nie dawa艂a mu je艣膰. - Sam sobie wzi膮艂.
Jeste艣 jego starsz膮 siostr膮.
Skoro tak du偶o je, to nie wina jego starszej siostry...
...ale kogo艣 innego.
- Nie udawaj psychologa! - Doigracie si臋, jak tata wr贸ci!
Le偶y ju偶 w 艂贸偶ku, wzi膮艂 nawet prysznic.
- No i? - Zazwyczaj bierze prysznic rano.
Tata m贸wi艂, 偶e 艣mierdzia艂 rybami.
Nie mog臋 zasn膮膰 bez dw贸ch godzin telewizji.
Davide nienawidzi TV, ale ja musz臋 obejrze膰 przynajmniej jeden film wieczorem.
Lorenzo, chod藕my spa膰. Musisz jutro wsta膰 wcze艣nie.
Daj mi doko艅czy膰 sen.
- Nadzorca budynku? - Spotkam si臋 z nim sam.
- Na pewno? - Tak b臋dzie najlepiej.
Dobra. Czekam na wie艣ci.
-Id臋 do banku. -艢wietnie.
Mam drugi telefon, cze艣膰.
-Ok. -Na razie.
- Halo? - Cze艣膰, Lorenzo. Angelica.
- Martwi臋 si臋 o Robert臋... - Dlaczego?
Wczoraj dziwnie si臋 zachowywa艂a.
- Musisz jej powiedzie膰. - Nie chce mnie s艂ucha膰.
Ile razy ju偶 pr贸bowali艣my?
Mog臋 j膮 um贸wi膰 na spotkanie z lekarzem...
...ale musi uwierzy膰 w siebie.
- W przeciwnym razie to nie pomo偶e. -Antonio!
- Co? -W艂a艣nie wyszed艂 z banku...
Z艂api臋 go.
Musimy co艣 zrobi膰, albo jej si臋 pogorszy.
Co si臋 sta艂o? Wygl膮dasz na nerwow膮.
To co zwykle, Giulia znowu nie posz艂a do szko艂y.
Czekaj.
- Bez jaj. - Bez czego?
- Antonio wr贸ci艂 do 艣rodka. - Zadzwoni臋 do niego p贸藕niej.
Zr贸b co艣 z Robert膮, s艂ucha si臋 tylko ciebie.
- Obiecaj mi. - Obiecuj臋. Mog臋 zadzwoni膰 p贸藕niej?
-Pewnie. -Pa.
Nie m贸w, 偶e si臋 sp贸藕ni艂e艣.
- Nie mog艂em zaparkowa膰. - Nie przyjecha艂e艣 skuterem?
- Nie, jestem samochodem. - W tych korkach?
Mam spotkanie za 15 minut.
Nie by艂o ci臋 wcze艣niej.
- Co to ma znaczy膰? - Nie oszukasz mnie.
- Co ci臋 gryzie? - Widzia艂em ci臋.
- Kiedy? - Kim ona by艂a?
- Kto? - Widzia艂em ci臋 z kobiet膮.
- Klientka. - Ca艂ujesz si臋 z klientkami?
- To przyjaci贸艂ka, ca艂uje si臋 przyjaci贸艂ki. - Ale nie w usta.
Sp贸藕ni臋 si臋 10 minut, mo偶esz im powiedzie膰?
Jeste艣 zazdrosny?
- Angelica te偶 j膮 zna? - Pilnuj swojego nosa.
- Ale to tak偶e moja sprawa. - Daj spoj贸j i przychod藕...
Mam ci臋偶ki dzie艅.
To nie m贸j interes, mo偶e si臋 myli艂em.
Wtedy kiedy go potrzebowa艂em! Rozz艂o艣ci艂em go? Mo偶e w艂a艣nie dyma艂, i co z tego?
Co w tym z艂ego? A co je艣li Angelica si臋 dowie?
Je艣li ze sob膮 zerw膮?
Twojej c贸rki nie by艂o dzi艣 w szkole. Angelica mi powiedzia艂a.
- Dzwoni艂e艣 do niej? - Rozmawiali艣my przez kom贸rk臋, kiedy ci臋 zobaczy艂em.
- Ale nic nie powiedzia艂em. - A co by艂o do gadania?
Znam t膮 kobiet臋 od lat, to prawie moja przyjaci贸艂ka.
Angelica nie zna wszystkich moich znajomych.
Znasz wszystkich znajomych Davide?
- Tak. - Nawet tych z wydawnictwa?
Tak.
- Nie poca艂owa艂em jej w usta. - Poca艂owa艂e艣.
Zadzwoni艂e艣 tylko po to, 偶eby mi to powiedzie膰? Uwa偶asz, 偶e to normalne?
Nie, mo偶e masz racj臋.
Teraz m贸w, po co tu jeste艣?
Mam do ciebie pro艣b臋.
Potrzebuj臋 od r臋ki 15,000 euro...
...ale nie mog臋 ich wyp艂aci膰 ze s艂u偶bowego konta.
We藕 ze swojego, masz go w tym banku.
Musia艂em posmarowa膰 trzem ludziom, ale nie chc臋, 偶ebu Davide wiedzia艂.
Nie chc臋 偶adnych pyta艅.
- Co艣 wymy艣l臋. - Dzi臋kuj臋.
Pieni膮dze maj膮 by膰 z powrotem za tydzie艅.
Jasne... Neval ma 艣wietny pomys艂.
Chce nas zabra膰 do Lipari za dwa tygodnie.
- Angelica jest zachwycona. - Ju偶 wie?
Oczywi艣cie.
Prosz臋 zostawi膰 wiadomo艣膰, mo偶e oddzwoni臋,
...zale偶nie od nastroju.
Neval, zdecydowa艂em, za dwa tygodnie jedziemy do Lipari.
Wszystko ustawi臋, jak zwykle.
Da艂em zna膰 wszystkim, wi臋c ty i Roberto musicie jecha膰.
- Jak w pracy? - Normalnie, a co?
- Czy to dziwne, 偶e pytam? - Nie.
Musisz pom贸wi膰 z Giuli膮 o szkole, to si臋 robi niebezpieczne.
- Ty jeste艣 w tym lepsza. - Powiniene艣 ustali膰 zasady.
A ja powinnam j膮 chroni膰, gdy je z艂amie.
- Dlaczego tak trudno ci to przychodzi? - Ma pow贸d swojego buntu.
Znajd藕 go, nie chc臋 by膰 psychologiem dla w艂asnej c贸rki.
- Co robisz? - Nak艂adam krem na noc.
Neval jest wkurzona na Lorenzo przeze mnie.
M贸wi艂, 偶e wycieczka to jej pomys艂, ale k艂ama艂.
Nie wiedzia艂em, wi臋c powiedzia艂em Neval.
To wina Lorenzo, nie twoja.
Tak.
Po co jecha膰 tak daleko?
Mo偶e tam, gdzie zwykle?
Mo偶e wyjad臋...
- ... na szkolenie. - W weekend?
Bank p艂aci podw贸jnie.
Lorenzo dziwnie si臋 zachowuje, prawda?
Mo偶e on i Paolo...
Nie wiem, kto to Paolo.
Lorenzo chcia艂, 偶eby Davide przeczyta艂 jego opowiadanie, cho膰by nie wiem co.
Znasz Lorenzo, pom贸g艂by nieznajomemu.
Mo偶e kocha kogo innego albo chce, 偶eby Davide...
-... zakocha艂 si臋 w Paolo. - Strasznie wszystko komplikujesz!
Tak bywa, czasem kto艣 chce zosta膰 zdradzony...
...i podpuszcza drug膮 osob臋.
- Przestaniesz wreszcie? - A co?
Nic.
Co si臋 sta艂o?
Davide...
Chodzi o Angelic臋?
Chodzi o prac臋?
Zmie艅 prac臋! Ci膮gle masz czas.
Nikt nie kaza艂 Angelice pisa膰 tej ksi膮偶ki.
Lorenzo te偶 zacz膮艂 prac臋 tylko po to, 偶eby dorobi膰, a teraz j膮 uwielbia.
Jakiej ksi膮偶ki?
Podsun膮艂em jej pomys艂 na ksi膮偶k臋 o rzucaniu palenia...
- ... nie m贸wi艂a ci? - Powie ci.
Na pewno!
Jak do niej zadzwonisz.
- Mam romans. - Co?
Czekaj!
- Moje te偶 zjedz. - Wyrzu膰 jak nie chcesz!
- Nie, zauwa偶膮. - Nie mog臋 je艣膰 za dw贸ch.
Mo偶esz zje艣膰 nawet wi臋cej.
- Powiem tacie. - Jak nie zjesz...
...po偶a艂ujesz!
Wiesz, co to znaczy?
To nieuczciwe!
- Zakmknij si臋! - Signor Antonio! Signor Antonio!
- Tak, Rosy. - Dzieci jedz膮.
- Zaczeka pan na 偶on臋? - Tak, Angelica przyjdzie p贸藕no.
- Mo偶e pani i艣膰, dzi臋kuj臋. - Przypilnuje pan dzieci?
- Tak. - Na pewno?
Dobranoc.
Po艣piesz si臋 i jedz!
Wiem, nie chcesz o tym m贸wi膰, jeste艣 na zewn膮trz?
Nie, to TV. M贸wi艂e艣 z Lorenzo?
Nie, a co? Zmieniasz temat?
Wszystko zmy艣li艂em.
- Nie masz romansu? - Nie.
- To dlaczego tak powiedzia艂e艣? - Nie wiem.
By艂em wkurzony, bo nie wiedzia艂em o ksi膮偶ce Angeliki, macie swoje sekrety.
Byli艣my przyjaci贸艂mi przed tym, jak pozna艂em Angelic臋.
Nie ma znaczenia, kogo wcze艣niej pozna艂e艣.
- Jestem tu dla ciebie. - Wiem, wybacz mi.
Czasami jestem upierdliwy.
- I to bardzo. - Cze艣膰.
- Dzwoni艂 Antonio? - Tak, a co?
- Dziwnie si臋 wczoraj zachowywa艂. - By艂e艣 w banku?
Wpad艂em na niego na ulicy.
- No i? - No i co?
Ten budynek... Dosta艂e艣 go?
Dowiem si臋 jutro, ale wszystko idzie 艣wietnie.
- I jak? - Nie dosta艂em decyzji.
Zdradz臋 ci co艣!
Tw贸j przyjaciel zakocha艂 si臋 we mnie. Na艣laduje mnie.
- Ale nie藕le pisze. - Zakocha艂 si臋, bo ci臋 na艣laduje?
Po偶yczy艂 ode mnie styl, ale ma swoje w艂asne pomys艂y.
- O czym? - O mi艂o艣ci.
O tym, jak zawsze zakochujemy si臋 w nieodpowiednich osobach.
- S膮 wyj膮tki, prawda? - O ile nie udowodni si臋, 偶e jest inaczej.
- Pi臋kny budynek, prawda? - No.
Co w tym 艣miesznego?
Uwa偶asz, 偶e budynek jest pi臋kny ale jest zakryty.
Gdybym to ja go zakry艂, dlaczego nie!
Ilu z nas walczy艂o o to miejsce?
Ktokolwiek wygra艂, dosta艂 te偶 osiem innych lokali.
- Du偶o mnie to kosztowa艂o. - Du偶o 艂ap贸wek.
Roberta, 偶adnych 艂ap贸wek, o czym ty m贸wisz?
- Powinni艣cie mnie wspiera膰. - Nic nie powiedzia艂am!
Akurat!
Chod藕my do ksi臋garni, twojej ksi膮偶ki pewnie nie sprzedaj膮...
- Ale je艣li tam jest, po艣miejemy si臋. - Kocham ci臋. Kocham ci臋.
Chod藕my.
- Ok. - Chod藕my.
I to ja jestem 膰punk膮!
Wszystko musi by膰 dzi艣 idealne.
Mam to, co chcia艂em, Paolo dostanie aprobat臋 Davida, obieca艂 mi.
A Antonio nie zas艂ania艂 si臋 wym贸wkami, wi臋c mo偶e naprawd臋 藕le go os膮dza艂em.
Dzisiaj chc臋, 偶eby wszyscy byli zrelaksowani i szcz臋艣liwi.
Spierdalaj Lorenzo, jeste艣 ponurym tyranem.
Najch臋tniej widzia艂by艣 nas w klatce i karmi艂 ziarnem.
Zaproponowa艂em tylko wycieczk臋.
Po co m贸wi膰 wszystkim, 偶e to m贸j pomys艂?
Od dawna nie zrobili艣my nic wsp贸lnie.
To nie nasza wina. Gdyby艣 ty i ta 膰punka do艂膮czyli do nas p贸藕niej...
...wszyscy byliby艣my przyjaci贸艂mi po gr贸b. Nawet sobie nie wyobra偶asz...
- ... tego, co robili艣my razem. - Nie jed藕, jak nie chcesz.
Nie mo偶esz cho膰 raz siedzie膰 cicho?
Lorenzo! Lorenzo zaczekaj. Pos艂uchaj.
I tak pojedzie. Jeste艣 z艂y?
Poradz臋 sobie.
Neval czasem wybucha, Lorenzo chyba tego nie zni贸s艂.
Po co si臋 odzywa艂e艣, przecie偶 nie jedziesz do Lipari.
- Dlaczego? - Ma szkolenie.
Powiedzia艂em "mo偶e", mog臋 zmieni膰 zdanie.
Ani butelki szampana?
Lorenzo tego nie lubi, to jego przyj臋cie.
- Wchodzisz ca艂a mokra? - Musz臋 wyschn膮膰.
A co z ubraniem?
Powiesz臋 w 艂azience!
To nie jest "przyj臋cie na golasa". Gdzie idziesz?
- Po szampana. - Na zdrowie!
Pato, nabrudzi艂am, ale posprz膮tam.
Co si臋 sta艂o? Pato, co jest?
- Boli mnie g艂owa. - Nic dziwnego, przy tym szczekaniu Neval!
- Postawi臋 ci臋 na nogi. - Nie bior臋.
- Mam te偶 legalny towar. - Nie chc臋 nic.
Nie to... Co to za tabletka?
Chcia艂bym by膰 taki, jak ty.
- Jeste艣 Paolo? - Tak.
呕ona mi o tobie m贸wi艂a.
Mi艂o ci臋 pozna膰...
Jestem Roberto, m膮偶 Neval.
Witaj, tobie to powinienem da膰?
- Co to za ciasto? - Czekoladowe.
Szkoda! Uwielbiam owocowe.
Nie mog臋 z wami jecha膰 w weekend.
Lorenzo nas widzia艂. Mia艂em powiedzie膰 Davide...
Ale chyba wie. Nie mog臋 ju偶 k艂ama膰.
To si臋 musi sko艅czy膰.
Musi si臋 sko艅czy膰, bo nie potrafisz ju偶 k艂ama膰?
- Zakochujesz si臋 we mnie? - Nie... tak...
Nie wien. Nie mo偶emy si臋 ju偶 widywa膰, Laura.
Boisz si臋?
To moja wina, jestem za s艂aby.
Wy艂膮czy艂 kom贸rk臋, ile mu to mo偶e zaj膮膰?
Nigdzie nie znajdzie szampana o tej porze.
Dziwnie si臋 ostatnio zachowuje.
Powiedzia艂em mu o ksi膮偶ce, przepraszam. Bardzo go to zdenerwowa艂o.
Kto wie, mo偶e... jest zazdrosny.
- O co? -O nas.
Ci膮gle, chyba 偶artujesz!
- Jak wygl膮dam? - Za du偶y.
- A偶 tak wida膰? - Co ona ma na sobie?
- To sweter m贸j czy Davide? - Mam tw贸j sweter.
- Nie, to sweter Lorenza. - Jedzmy, jestem g艂odna.
Zaczekajmy na Antonio.
Zapomnij o Antonio.
No dobra.
Powiniene艣 by膰 kucharzem, nie pisarzem.
- Wezm臋 to za komplement. - Oczywi艣cie!
- Przebior臋 si臋. - No, 艣mierdzisz!
- Nie wybra艂e艣 mu bielizny? - Ju偶 to zrobi艂em.
Za honorowego go艣cia!
Musz臋 pami臋ta膰, 偶eby zmieni膰 艣wiat艂o w tym pokoju.
Hej!
Nigdzie nie mog艂em dosta膰 szampana.
Spr贸buj臋 mu zrobi膰 masa偶, jak Davide wyjdzie.
Ale Davide w og贸le nie wychodzi.
- Kiedy operacja? - Nikt ju偶 o tym nie wspomina.
O drugiej spotkam si臋 z ortynatorem.
Wiesz, 偶e nie m贸wi膮 nam wszystkiego?
Paolo poprosi znajomego doktora, 偶eby popyta艂.
- Pomi臋dzy lekarzami. - Co ten peda艂ek wie?
Ci膮gle tutaj!
Nie mo偶ecie tu zosta膰 po godzinach odwiedzin.
B臋dziemy cicho.
Prosz臋 poczeka膰 na zewn膮trz.
- B臋dziemy nied艂ugo podawa膰 obiad. - On nie b臋dzie jad艂.
- Mam was st膮d wywali膰? - Jaki jest pani znak zodiaku?
M贸wi臋 powa偶nie.
Prosz臋 mi poda膰 dzie艅 i dat臋 urodzin, u艂o偶臋 pani horoskop.
Tylko to potrafi.
-Kiedy nas wpuszcz膮? -Za 10 minut.
Wczoraj powiedzia艂em: "Je艣li mnie rozumiesz, porusz ustami" i tak zrobi艂.
- Doln膮 warg膮? - Tak.
- To skurcz mi臋艣ni. - Nie, zrozumia艂.
On nie rozumie.
Wi臋c dlaczego piel臋gniarka kaza艂a nam do niego m贸wi膰?
Bo nigdy nie wiadomo.
Wczoraj mia艂 otwarte oczy.
- Nigdy ich nie zamkn膮艂. -Cze艣膰.
Czy tw贸j znajomy rozmawia艂 z lekarzami?
- Tak. - I?
Wylew w podstawie czaszki...
Obj膮艂 obie p贸艂kule.
Nawet je艣li nast膮pi cud b臋dzie sparali偶owany od g艂owy w d贸艂.
Ale nie ma cud贸w.
- Jak d艂ugo b臋dzie 偶y艂? - M贸wi艂 mi, 偶ebym modli艂 si臋 o 艣mier膰.
Nie mog臋 go zostawi膰.
Zakocha艂em si臋.
Wiem, od dawna.
Nie tak znowu dawno.
od pierwszego wejrzenia.
Tak, od razu.
Na pewno nie pami臋tasz gdzie.
Oczywi艣cie, 偶e pami臋tam. W kawiarni.
Ne, g艂uptasie! Pierwszy raz spotkali艣my si臋 na uniwersytecie.
Tym razem by艂o to w kawiarni obok banku.
- Tym razem? - Tak.
Mam pewn膮 spraw臋 z inn膮 kobiet膮.
- Co to za "sprawa"? - Nie wiem.
- Zwi膮zek? - Mo偶e.
Od kiedy?
Od paru miesi臋cy.
Rzuci艂em j膮, ale wczoraj zn贸w j膮 widzia艂em.
- Co za bezczelno艣膰! - Jak mia艂em ci to powiedzie膰?
Niez艂e zgranie w czasie, z Lorenzo w tym stanie.
Nie chc臋 nic wiedzie膰, nic nie m贸w.
B臋d臋 udawa膰, 偶e nic nie m贸wi艂e艣.
-Angelica? - Zamknij si臋, nic si臋 nie sta艂o.
S艂yszysz mnie? Mam romans z inn膮 kobiet膮!
Ciszej, obudzisz dzieci.
- Co oni m贸wi膮? - Zamknij si臋!
呕adnych pyta艅?
Nie chcesz wiedzie膰, kto to?
Nie.
Wiesz co? Mo偶e po prostu chcesz poczu膰 si臋 m艂odo u boku innej dziewczyny.
Wcale nie jest m艂oda, ma dw贸jk臋 dzieci, jedno ma ju偶 16 lat.
艢wietnie! Wi臋c to bardziej skomplikowana sprawa.
- Co robisz? - 艢ciel臋 艂贸偶ko.
Nie b臋dziemy spa膰.
Przesta艅 rusza膰 r臋k膮, nie umrzesz!
Pom贸偶, nie wiem, co robi膰.
Z艂o偶y膰 ci gratulacje?
Chcesz mojej zgody, chcesz robienia scen?
Przesta艅 z t膮 r臋k膮!
Chcesz, 偶ebym ci臋 wyrzuci艂a? Dobra, wyno艣 si臋!
- Nie chc臋 odchodzi膰. - Wobec tego ja odejd臋.
Dlaczego jedno z nas ma odchodzi膰?
Dobra, wi臋c zamieszkajmy razem, przyprowad藕 j膮.
Wybra艂e艣 ju偶 dla niej pok贸j?
Dzisiaj jeste艣my w wi臋kszo艣ci.
- Co takiego? - Nasi rodzice si臋 rozchodz膮.
Zostaniesz z tat膮 w innym domu...
...z inn膮 mam膮 i dzie膰mi i b臋dziesz bratem przyrodnim.
- B臋dziesz spa膰 w piwnicy. - Mamo!
- Co si臋 sta艂o? - B臋d臋 spa膰 w piwnicy?
- Co powiedzia艂e艣? - Dlaczego si臋 k艂贸cicie?
Przecie偶 nie pierwszy raz si臋 k艂贸cimy?
B膮d藕 grzeczny, ju偶 sko艅czyli艣my. Do 艂贸偶ka! Ju偶!
Wi臋c... odchodz臋.
- Co ty tu robisz? - Tylko przechodz臋.
Nie pobiegniesz za nim? W filmach zawsze wtedy wracaj膮.
A je艣li ja za nim pobiegn臋?
Zosta艅.
Niez艂y bajzel, co?
Widzia艂em dzi艣 Angelic臋 w szpitalu.
Kiedy wybierasz si臋 do Lorenzo?
- Nie mog臋. - To zosta艅.
Nie mog臋.
Ale mo偶esz tam p贸j艣膰 z 艂azienki.
Pewnie spyta o sw贸j horoskop!
Roberta chce z tob膮 porozmawia膰 o twoim horoskopie.
Ty dupku...
- Obieca艂am pani. - No i jak?
Co艣 jak... Wierzy pani w reinkarnacj臋?
Wszyscy mamy wiele wciele艅, niekt贸rzy lepsze ni偶 inni.
Je艣li twoje 偶ycie jest do dupy, mo偶e nast臋pne b臋dzie wspania艂e.
- Mam fatalny horoskop. - W zasadzie...
Wiedzia艂am, ale i tak dzi臋kuj臋.
Nie chcia艂am...
Nienawidzi mnie teraz i b臋dzie nienawidzi膰 w przysz艂ym wcieleniu.
- Mog艂a艣 sk艂ama膰, jeste艣 k艂amczuch膮. - Nigdy nie k艂ami臋 w horoskopach.
S膮 tutaj. Piel臋gniarka powiedzia艂a, 偶e id膮.
- Jestem Angelica, dzwoni艂am. - Dzi臋kuj臋.
To jest Davide.
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
- Widzieli艣my ci臋 w TV. - To moja 偶ona.
Stan Lorenzo jest stabilny, nie przewiduj膮 偶adnych operacji.
Dzi臋kujemy, ale rozmawia艂em ju偶 z lekarzem.
- Mo偶ecie wchodzi膰, pojedynczo. - Id藕, ja zaczekam.
- To przyjaciele Lorenzo. - Doprawdy?
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
Co za fatalna chwila na spotkanie.
Jestem Minnie.
- Jak Myszka Minnie. - 艢mieszne imi臋...
Ale lepsze ni偶 moje prawdziwe, Minerva. Ojciec uwielbia艂 mitologi臋.
To jest Sergio, Roberta a ja jestem Neval.
- Cudzoziemka? - Nie, Turczynka.
Rozumiem! Istambu艂, jak cudownie! By艂am tam dwa lata temu.
- Pracujesz z Lorenzo? - Nie, jest t艂umaczk膮.
W zasadzie to jestem t艂umaczk膮 konferencyjn膮.
- Ja pracuj臋 z Lorenzo. - Pomaga mu.
- A ty co robisz? - Nic.
Mama zostawi艂a mu ma艂膮 sumk臋.
Ja te偶 nie pracuj臋, jestem kur膮 domow膮.
Odk膮d Vittorio sprzeda艂 firm臋, zawsze chcia艂am pojecha膰 z nim do Rzymu...
Nigdy tu nie by艂am. Dopiero przez ten straszny wypadek.
Ale pracowa艂am. By艂am fryzjerk膮.
Kto by pomy艣la艂!
- Nie chcia艂em odchodzi膰. - A czego chcia艂e艣?
Powiedzie膰 jej prawd臋, do艣膰 mia艂em k艂amstw...
...w tak wa偶nej sprawie.
Zasady dotycz膮 tak偶e zwi膮zk贸w.
Nie mo偶na ich zmieni膰?
W moich bajkach, kiedy bohaterka i ksi膮偶臋 w ko艅cu s膮 razem...
Ksi膮偶臋 nie mo偶e powiedzie膰, 偶e kocha te偶 inn膮.
Dwoje ludzi 偶yje "d艂ugo i szcz臋艣liwie", nie troje.
O czzym ty m贸wisz? Bajki, zasady...
Ale robisz co chcesz, tylko tobie wolno?
Mnie nie wolno, bo nie jestem utalentowany, tw贸rczy?
Tylko ty masz prawo, bo nikt nigdy ci臋 nie opu艣ci艂?
S膮 wok贸艂 ciebie jak marionetki...
Jeste艣 szefem, artyst膮, masz w艂adz臋 nad wszystkimi.
Chodzi o ciebie i Angelic臋, nie mnie!
W艂a艣nie. Angelica i ja zawsze wszystko dzielili艣my,
A teraz nie ma prawa wiedzie膰 o mnie wszystkiego?
Nagle sta艂em si臋 obcy. Jestem jej m臋偶em, ale jestem tak偶e Antoniem...
...teraz Antonio do艣wiadcza czego艣 nowego. Czy to mnie jako艣 zmienia?
Nie rozumiem tego.
Nawet je艣li, nie mo偶e tego do艣wiadcza膰 ze mn膮?
Filozoficzna masturbacja. Chcesz porucha膰, ruchaj!
Nie mog臋 si臋 z ni膮 rozsta膰.
A ja mog臋?
Bo偶e, Davide!
Przepraszam.
Pato? Pato?
Cierpi?
Mo偶e, nie wiemy.
Dlaczego tu jeste艣 w 艣rodku nocy?
- Przyjaciel nie wystarczy? - Davide zasn膮艂.
Te偶 si臋 wy艣pij.
Nie mog臋.
Te偶 mam okropny horoskop.
Nie spodziewam si臋 szcz臋艣liwego zako艅czenia.
Mo偶e ju偶 jestem na dnie.
Bior臋 narkotyki. Bra艂a pani kiedy艣?
Nie, szde艂kuj臋. Jakie narkotyki?
Wszystko poza heroin膮.
Robi臋 serwetki, ale chc臋 nauczy膰 si臋 dzierga膰.
Mog艂aby pani robi膰 szaliki, wszyscy je uwielbiaj膮.
My艣la艂a艣 kiedy艣 o badaniu krwi?
Powinna艣, jeste艣 jeszcze m艂oda.
Je艣li zobacz膮, co mam we krwi, trafi臋 za kratki.
-Jeste艣 pesymistk膮. -Nie, jestem frajerk膮.
Ojciec twojego przyjaciela chce go zabra膰...
-Wiedzia艂a艣? -Dok膮d?
Na p贸艂noc, do hospicjum. Je艣li do偶yje.
Nie wiedzieli艣my.
Nie m贸wi艂 nam, nawet Davidowi.
Nie ma takiego obowi膮zku. Kim wy jeste艣cie?
Jeste艣cie tylko przyjaci贸艂mi, a w tym przypadku to g贸wno znaczy.
Przepraszam. O 3 nad ranem mam niewyparzony j臋zyk.
Vittorio naprawd臋 chce, 偶eby Lorenzo wr贸ci艂 do domu.
- On wie, pyta艂em go. - 艁adnie pomalowane, prawda?
-Mo偶e kawy? -Chc臋 zobaczy膰 pok贸j syna.
Prosz臋.
Tu s膮 jego rzeczy. Pomieszane z moimi, cz臋sto wymieniali艣my si臋 ciuchami.
Fajnie. Buty te偶 sobie po偶yczali艣cie?
Chod藕 ze mn膮, zostawmy ich.
- Lorenzo tu sypia? - Tak.
To tak偶e tw贸j pok贸j.
Oczywi艣cie.
- To tw贸j dom? - Nasz.
No tak, ale ty jeste艣 w艂a艣cicielem.
- Kupi艂em go zanim pozna艂em Lorenzo. - Jest twoim go艣ciem.
Nie, to tak偶e jego dom. Dok艂ada艂 si臋 do remontu.
I wiele rzeczy jest jego.
- Te偶 jeste艣 taki, jak on? - To znaczy?
Jak oni, to znaczy on.
- W 偶a艂obie? - Nie, gej!
- Ja, gej? Nie! Jestem peda艂em. - Aha. To nie to samo?
Tak, ale jestem staro艣wiecki.
Kupi艂 t臋 sof臋 za swoj膮 pierwsz膮 wyp艂at臋... Chcia艂 mie膰 telewizor plazmowy.
P艂yty DVD i kasety wideo s膮 jego.
- Macie wsp贸lne konto bankowe? - Tak.
Ale Davide zarabia wi臋cej.
- Sergio, nie o to chodzi. - To co z t膮 kaw膮?
Poprosz臋.
Mo偶emy zrobi膰 spis jego rzeczy.
Nie przyszed艂em po rzeczy, chc臋 tylko zrozumie膰.
Nie ma tu wiele do rozumienia.
Dla mnie jest.
Mn贸stwo.
Nie oceniaj po pozorach, Vittorio kocha swojego syna.
To dlatego go wyrzuci艂?
Nie wyrzuci艂 go, Lorenzo chcia艂 odej艣膰.
Odk膮d przyzna艂 si臋, 偶e jest gejem, atmosfera w domu sta艂a si臋 napi臋ta.
To by艂 szok, nie chcia艂 takiego syna.
A jakiego chcia艂?
Kim ma zosta膰 syn wed艂ug ojca?
Pilotem?
Lubi臋 ci臋, masz poczucie humoru!
- Nie tak dobre jak ty. - Naprawd臋?
Uwierz mi, to komplement.
Jego syn by艂 szcz臋艣liwy, prawda?
Naprawd臋?
Lorenzo uszcz臋艣liwia艂 innych, wiesz dlaczego?
Bo nie ba艂 si臋 wyra偶a膰 swoich uczu膰.
Zawsze mnie nienawidzi艂, nigdy nie pr贸bowa艂am zast膮pi膰 mu matki...
Chcia艂am, 偶eby ojciec go zaakceptowa艂.
To nie kwestia akceptacji, ale wsp贸lnoty.
Wsp贸lnoty.
- Jak leci? - Bez poprawy.
- Chodzi艂o mi o ciebie. - W porz膮dku.
- A w pracy? - Super.
-W domu? -艢wietnie.
- Wi臋c wszystko OK. - Tak.
Nie martw si臋, lekarze nie wydadz膮 zgody na przeniesienie...
-Nie w jego stanie. -Umiera?
Zapytaj lekarzy.
Robicie, co mo偶ecie?
To nasza praca. Chcesz si臋 poskar偶y膰?
Nie o to mi chodzi艂o! Patrz!
Mimo, i偶 ci膮gle tu jeste艣my, chc臋 偶eby艣 wiedzia艂a... Je艣li nie ma ju偶 nadziei,
- Je艣li ma dalej cierpie膰... - Do czego zmierzasz?
Nie zrozum mnie 藕le, Nie chcia艂am...
Ani s艂owa wi臋cej.
Do widzenia.
- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry.
Podobno uk艂adasz kwiaty na 艣luby, przyj臋cia i chrzty.
- Tak. - Na rozwody te偶?
Nigdy tego nie robi艂am.
Dziwne. Bo robisz wszystko, 偶eby doprowadzi膰 do rozwodu.
- Kim pani jest? - Jestem tu w sprawie Antonia.
- Przys艂a艂 pani膮? - Nie.
- Jego 偶ona? - Nie!
Je艣li si臋 dowie, zabije mnie.
Lubi臋 w臋szy膰, nic nie poradz臋.
Je艣li zale偶y mi na przyjacielu, chc臋 wiedzie膰, w co si臋 wpakowa艂.
Kochasz go?
Nawet nie wiem, czy on mnie kocha.
Jak d艂ugo trwa u艂o偶enie czego艣 takiego?
Prawie ca艂y dzie艅.
Mam ochot臋 to rozwali膰!
- Da艂oby to co艣? - O jedn膮 tabletk臋 na uspokojenie mniej.
Wi臋c prosz臋 to zrobi膰. Naprawd臋...
Zr贸bmy to razem, dla mnie te偶 o jedn膮 tabletk臋 mniej.
Nie mog臋, to oznacza wsp贸艂udzia艂.
...a ja nie jestem kolaborantk膮.
Jestem po stronie Angeliki.
- Na pocz膮tku tylko sypiali艣my z sob膮. - A teraz?
- Nie wiem. - Masz du偶o do zrobienia...
masz kochanka, kt贸ry potrzebuje twojego wsparcia.
B膮d藕 dla niego mi艂a, zr贸b to dla nas.
Nie teraz, musimy go umy膰 i zmieni膰 cewnik.
Idziemy po kaw臋?
Cze艣膰.
Nie wpu艣cili mnie, pomy艣la艂em 偶e tu b臋dziecie.
Lorenzo zasn膮艂.
- Jak d艂ugo zajmie jego przeniesienie? - To zale偶y...
- Chc膮 go pa艅stwo zabra膰 na p贸艂noc? - Tak, pochowa膰 go obok matki.
Przeniesieniem zajmie si臋 firma pogrzebowa.
- Chcia艂 by膰 skremowany. - Maj膮 to pa艅stwo na pi艣mie?
Nie, ale m贸wili艣my o tym.
- Jaka jest decyzja? - Musimy decydowa膰 od razu?
Po偶egnaj si臋, nied艂ugo go zabieraj膮.
Przepraszam! Rodzina Lorenzo Marchettiego?
-Tak, to my. -T臋dy prosz臋.
Chcesz, 偶ebym dzisiaj przyszed艂?
Lepiej nie.
Racja.
Spe艂ni艂em 偶yczenie Lorenzo, b臋dzie skremowany.
Zostawi臋 prochy u was, tego by chcia艂.
Odprawimy msz臋, je艣li nie macie nic przeciwko.
Je艣li kto艣 z was zechce nas odwiedzi膰...
B臋dzie nam mi艂o.
To b臋dzie trudne, zw艂aszcza dla ciebie, Davide. B膮d藕 silny.
Jakie masz plany na 艣wi臋ta? Chcia艂abym pojecha膰 na narty...
Chocia偶 nie umiem je藕dzi膰. Mog艂abym si臋 nauczy膰... ale nic mi nie wychodzi.
Nie za wcze艣nie na planowanie?
Chcia艂by艣 by膰 taki jak ja?
-W jakim sensie? -Racja, to nie ma sensu.
Wiedzia艂am. Kto chcia艂by by膰 taki, jak ja?
Nikt, nawet ja sama.
Daj spok贸j, przesadzasz.
Zawsze przesadzam. Tylko w tym jestem dobra.
S艂ysza艂a艣 mo偶e, co u Davide? M贸wi臋 do ciebie.
- S艂ysza艂a艣, co u niego? - Czego chcesz?
- Pyta艂em, czy s艂ysza艂a艣, co u Davide. - Zadzwo艅.
Zawsze musz臋 dzwoni膰?
Spokojnie. Zada艂em tylko py...pytanie.
Ciekawe, jak dosta艂e艣 si臋 do Policji z twoj膮 wymow膮.
J膮kam si臋 tylko przy tobie, pyta艂em tylko czy s艂ysza艂a艣, co z Davidem i A...
- Angelik膮. - No i?
Sam zadzwo艅! Potem narzekasz, 偶e jeste艣 pi膮tym ko艂em u wozu.
Je艣li chcesz wiedziec, co u Davide i Angeliki, zadzwo艅 do nich!
- Czego ode mnie chcesz? - Co z tob膮?
Wersje francuska i turecka s膮 doskona艂e...
Przynios臋 ci angielsk膮 za cztery dni.
Spotka艂am j膮. Antonio nie wie, posz艂am sama.
Antonio to tw贸j najlepszy przyjaciel, masz prawo wiedzie膰, z kim si臋 widuje.
Nie spytasz, jak wygl膮da, co robi艂y艣my?
Czy jest szczup艂a, wysoka, fajniejsza od ciebie.
- Chcesz si臋 k艂贸ci膰? - Nie.
Chc臋 tylko zobaczy膰 twoj膮 reakcj臋, wkurz si臋!
Nie k艂贸ci艂am si臋 z Antonio i nie chc臋 k艂贸ci膰 si臋 z tob膮.
Jest mi艂a i zam臋偶na. Byliby doskona艂ymi skrytymi kochankami...
- Antonio nie powinien ci m贸wi膰. - W艂a艣ciwie to odszed艂 z domu.
Dlaczego nie chcesz, 偶eby wr贸ci艂, albo nie zadzwonisz?
- Nie jeste艣 zazdrosna? - Bardzo.
Mo偶e tylko... zazdroszcz臋 mu, 偶e zrobi艂 co艣, o czym ja nawet nie 艣ni艂am.
I nie porozmawia艂a艣 z nim.
Antonio wrzuci艂 kamyczek do b艂ota, a ty go nawet nie podnios艂a艣.
- Wi臋c moje ma艂偶e艅stwo jest b艂otem? - To by艂a przeno艣nia.
Twoje wyk艂ady o 偶yciu mnie wkurzaj膮.
Jakim prawem pouczasz innych?
W ko艅cu, wyrzu膰 to z siebie!
Po艣lubi艂a艣 niewolnika, kt贸rym mo偶esz manipulowa膰...
Zgrywasz idealn膮 偶on臋, kt贸ra suszy mi g艂ow臋.
Nic tylko krytykujesz.
Pok艂贸ci艂a艣 si臋 nawet z Lorenzo zanim zachorowa艂.
- Tego ju偶 za wiele. - Racja.
Musz臋 wykorzysta膰 t臋 sytuacj臋. Pozby膰 si臋 kilku przyjaci贸艂...
- Z艂ama膰 cienkie ga艂膮zki. - Nie jestem cienk膮 ga艂膮zk膮.
Bior膮c pod uwag臋 twoje wymiary, jeste艣.
- Tak? - Dzie艅 dobry.
Pani Pontesilli do pana.
Prze艂膮cz j膮.
-Antonio... - Co tu robisz?
- Davide znik艂. - Nie mog艂a艣 zadzwoni膰?
- Masz wy艂膮czon膮 kom贸rk臋. - A do hotelu?
Wcze艣niej znalaz艂am adres.
S艂yszysz, Davide znikn膮艂, czekaj膮 na nas.
Daj mi 5 minut, zaraz b臋d臋.
Dobra, zaczekam.
Trzecie pi臋tro, pok贸j 32.
- P贸藕no ju偶 musz臋 i艣膰. - Jestem gotowy.
Przepraszam, nigdy nie my艣la艂am, 偶e ci臋 tu znajd臋.
Szukam m臋偶a.
- Jest prawie gotowy, wejd藕. - Nie, zaczekam na dole.
Wychodz臋, mo偶esz tu zaczeka膰.
Wejd藕.
To pok贸j Antonia, nie mieszkam tu.
- Wi臋c jeste艣 tylko przejazdem? - To moja pierwsza noc tutaj.
To k艂opotliwe, zejd臋 na d贸艂.
Wychodz臋, naprawd臋.
Wiedzia艂am, 偶e tu jeste艣, ale chcia艂am ci臋 zobaczy膰.
Ja te偶.
Gdyby nie sta艂o si臋 co艣 wa偶nego, nie przysz艂abym.
Wtedy nigdy by艣my si臋 nie spotka艂y. Jestem Laura.
Angelica.
Formalno艣ci sta艂o si臋 zado艣膰, mo偶emy i艣膰.
Id藕cie, dziwnie tak wychodzi膰 razem.
Id藕 pierwsza.
Musz臋 tylko otworzy膰 sklep, wam bardziej si臋 艣pieszy.
- Prosz臋. - Nalegam...
Ja p贸jd臋, albo nigdy nie wyjdziemy.
Dobrze, do widzenia.
Tu jestem.
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
Noc膮 w domu jest zimno.
Masz wino na rozgrzewk臋.
Sergio powiedzia艂 wam, 偶eby tu przyj艣膰?
Kiedy powiedzia艂, 偶e tu jeste艣, zat臋sknili艣my.
- Cze艣膰. - Nikt dzisiaj nie pracuje?
Twoje pierwsze powie艣ci wydano w mi臋kkich ok艂adkach.
Zgadza si臋.
- Otworzymy nast臋pn膮 butelk臋? - W porz膮dku.
- Mog臋 jako艣 pom贸c? - Nie trzeba.
Nie trzeba by艂o wszystkich przyprowadza膰.
Nawet nie wiesz, jaki to b贸l.
My艣lisz, 偶e wiesz wszystko, ale g贸wno wiesz.
Nie wiesz, co to znaczy prze偶y膰 przyjaciela...
...gdyby艣 wiedzia艂, nie by艂oby ci臋 tutaj.
Da艂by艣 mi spok贸j.
Masz racj臋.
Nie wykr臋cisz si臋 samym winem, zostajemy na kolacj臋.
- Nie mam za wiele jedzenia. - Co艣 znajdziemy.
- Znajdziemy jedzenie. - Pewnie...
Wsz臋dzie by艂y stoliki, musia艂o by膰 ponad 80 os贸b.
Pierwszy raz by艂am tutaj z Lorenzo.
By艂am pewna, 偶e chce mnie poderwa膰.
Ale to sta艂o si臋 tutaj, pierwszy poca艂unek Lorenzo i Davide.
By艂am zmieszana, ale nie wyobra偶asz sobie, co musia艂 czu膰 Sergio.
- Sergio i Davide byli par膮? - Zgadza si臋.
Sergio to "Rebecca", pierwsza 偶ona.
Ale ty nigdy nie b臋dziesz trzeci膮.
nawet mi to do g艂owy nie przysz艂o!
Pewnie!
- To, co wtedy powiedzia艂am... - Zapomnij.
Laura opu艣ci艂a m臋偶a.
- Nigdy si臋 nie poddajesz! - Nie powiedzia艂a jeszcze Antonio.
Spotyka艂y艣cie si臋?
Nie, wpad艂am na ni膮 przypadkiem.
Nic ci si臋 nie zdarza przypadkiem.
Mo偶e zupa ziemniaczana?
Nie, Lorenzo nie lubi...
Roberto, pomy艣la艂e艣 kiedy艣 o kobiecie: "Chcia艂bym jej si臋 dorwa膰 do majtek"?
Tak, ale mo偶esz wybra膰 ruchanie albo macanie.
Zawsze wybieram ruchanie.
Seks to jedno, mi艂o艣膰 to drugie.
Zamknij si臋! Nie odr贸偶nisz kobiety od m臋偶czyzny...
Majtki i sp贸dniczki to dla ciebie jedno, brzmisz jak zakonnica z klasztoru!
Pami臋tasz, kiedy ten belgijski naukowiec zacz膮艂 prac臋 w Centrum?
Wpad艂 par臋 razy na obiad, Pierre.
Te偶 go pami臋tam, dwa lata temu, prawda?
Bardzo mi si臋 podoba艂.
Nigdy nie zauwa偶y艂em.
On te偶 nie, nie okazywa艂am tego. Ci膮gle o nim my艣la艂am.
Po tym jak odszed艂, napisa艂am mu e-mail, odpowiedzia艂 i zaproponowa艂 spotkanie w Brukseli.
M贸wi艂am ci, 偶e mog艂am jecha膰 na wymian臋 do Belgii na dwa tygodnie.
Ale nie pojecha艂a艣.
Nie, mia艂am ciebie, Giuli臋, Marco...
Zrobi艂am to dla was? Nie. Nie mog艂am znie艣膰, 偶e nie jestem doskona艂膮 kobiet膮...
...kt贸ra zawsze robi to, co nale偶y i niczego wi臋cej nie potrzebuje.
-Co za wstyd! -Co w tym wstydliwego?
Nie powinnam by艂a m贸wi膰, to by艂 b艂膮d.
Jest tu jaki艣 normalny alkohol? W贸dka, gin, trutka na szczury.
W ko艅cu w czym艣 si臋 zgadzamy!
Dzi臋kuj臋, 偶e zmusi艂a艣 ich, 偶eby zostali.
By艂em zdesperowany, sam bym nie da艂 rady.
- Dalej si臋 martwisz? - Tak.
Davide jest w swoim pokoju, 艣pi, ale mu nie ufam.
Dawno ju偶 nie mia艂e艣...
Romansu?
Mia艂em wiele, ale na kr贸tko.
Nigdy nam nikogo nie przedstawi艂e艣.
Poci膮gi je偶d偶膮 dzisiaj szybko.
Jestem za stary na historie mi艂osne.
Ale je艣li mi艂o艣膰 uderza mnie obuchem w g艂ow臋, nie opieram si臋.
A ty?
W takich chwilach czuj臋 si臋 szcz臋艣liwy.
Nie wiem czemu, ale gdy widz臋 Davida z przyjaci贸艂mi czuj臋 si臋 bezpiecznie..
Wiem, co my艣l膮, te same my艣li, te same s艂owa...
To w艂a艣nie lubi臋.
Nie lubi臋 niespodzianek ani nag艂ych zmian...
Chcia艂bym, 偶eby wszystko zawsze by艂o tak, jak teraz...
...chocia偶 wiem, 偶e "zawsze" nie istnieje.
SATURNO CONTRO
Pami臋ci Flavio Merkela, na zawsze.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.