Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio:
- Wracasz do Alexandrii? - Tak. Nic już tam dla mnie nie ma.
- Czytałam list od Ezekiela. - Ten jarmark jest nam potrzebny.
- Jeśli Alexandria też kogoś wyśle... - Przykro mi.
- Twój organizm jest wycieńczony. - Nie w tym problem.
Jestem w ciąży.
Masz mnie nazywać Alfą, tak jak pozostali.
POSZEDŁEM ZA LYDIĄ.
Kazali ci ściągnąć skórę?
- Zabrali mi ją i ukryli. - To był ten, który cię przyprowadził?
Dlaczego był gotowy walczyć, by cię zatrzymać?
Udawałam, że potrzebuję jego pomocy.
- Zrobił ci coś? - Nie.
Powiedziałaś mu o nas?
Powiedziałam, że jest nas garstka.
I że nienawidzę tego życia.
Okłamałam ich, aby mi zaufali.
Nie licząc jednej rzeczy.
Powiedziałam, żeby nie zadzierali z tobą.
Czego się dowiedziałaś?
Żyją głównie z uprawy ziemi.
Zebrali trochę zapasów.
Bardzo podstawowe uzbrojenie.
Kilka sztuk broni. Zdecydowanie za mało.
Prowadzą z kimś handel?
Nie wydaje mi się.
Co jeszcze?
- To wszystko. - Wszystko?!
Złamałam dla ciebie własne zasady i co dostaję w zamian?
Wymówki i puste słowa.
Przepraszam, Alfo.
Tylko dlatego po mnie wróciłaś?
By się czegoś o nich dowiedzieć?
Głupie pytanie.
.:: GrupaHatak.pl ::.
facebook.pl/GrupaHatak
ŻYWE TRUPY 9x12 Guardians Strażnicy
Napisy: Igloo666
- Kto jeszcze o tym wiedział? - Tylko Eugene i Rosita.
Powiedzielibyśmy, gdyby ktoś się odezwał, ale tak się nie stało.
- Nie wiemy, kto mógł tego słuchać. - Byliśmy ostrożni.
Rosita i Eugene o mało nie zginęli, próbując zamontować ten nadajnik.
Skończyło się śmiercią Jezusa,
a Negan uciekł, bo skupiliście się tym na tym!
Nie mogę wykonywać swojej pracy, jeśli Rada ukrywa coś przede mną.
Otrzymałaś prawo weta w kwestiach związanych z bezpieczeństwem
i widzę, że wszystko pod to podciągasz.
Nasze zdanie się nie liczy, jeśli się z nim nie zgadzasz.
Niepotrzebne zwracanie na siebie uwagi jest bardzo niebezpieczne!
Podobnie jak odcinanie się od reszty świata.
Do kogo możemy się zwrócić w potrzebie?
Nie możemy tracić przyjaciół przez ciągłe życie w strachu.
Właśnie straciliśmy przyjaciela.
Mieliśmy dobre intencje, ale to nie zmienia tego, co się stało.
Pojawił się nowy wróg.
I to dokładnie tacy ludzie, jakich obawiała się Michonne.
Nie żałuję czasu spędzonego z Jezusem.
Może i tak wszystko by się tak potoczyło.
Może.
Ale wiemy już, co nam grozi i nie możemy udawać, że tak nie jest.
Nie bez powodu oddaliśmy w ręce Michonne nasze bezpieczeństwo.
- Jej decyzje wiele razy nas ratowały. - Ale za jaką cenę?
Gdy byliśmy na Wzgórzu, spotkaliśmy Carol.
Próbowała namówić Michonne na udział w jarmarku,
ale ponoć znowu odmówiłaś.
- Mówiłaś w imieniu Alexandrii? - Sprawa jarmarku to stare dzieje.
Tak, ale mamy nowe informacje.
Jarmark odbędzie się pojutrze. Nadal mamy czas, by to przemyśleć.
Carol mówi, że w Królestwie jest o wiele gorzej,
niż mogliśmy przeczytać w liście od Ezekiela.
Są zbyt odizolowani od reszty i potrzebują handlu,
- który ten jarmark ma zapoczątkować. - W Królestwie potrafią o siebie zadbać.
Zawsze im się udawało.
Nie prosiłaby o pomoc po raz drugi, gdyby sytuacja nie była poważna.
Składam wniosek o ponowne głosowanie w sprawie jarmarku w Królestwie.
- Po co? Zawetuje to. - Dokładnie.
Dzielą nas zaniedbane i niebezpieczne drogi.
W okolicy grasuje banda morderców, poprzebierana za trupy.
Też chciałabym im pomóc.
I moglibyśmy głosować za ponownym otworzeniem bram,
tak jak było z Sanktuarium. Mogłabym jakoś to przełknąć.
Ale Carol napisała jasno, że Ezekiel nie chce opuścić Królestwa,
a ja nie jestem gotowa, by narażać z tego powodu Alexandrię.
Wiem, że chcesz dla nas jak najlepiej.
Ale co to za przetrwanie dla Alexandrii, jeśli ceną będzie upadek Królestwa?
To nadal przetrwanie.
No bez jaj.
Cholera.
- Widzę, żę świetnie poszło. - Jasne.
Jestem przewodniczącym Rady, która nie pełni już swojej roli.
Co powiedziała?
Nie chcę teraz o tym gadać.
Przepraszam. Wiem, że ostatnio ciężko ci ze mną.
Staram się, aby tak nie było, ale mam mnóstwo rzeczy na głowie.
Wiem. Nic się nie stało.
- Ja też przepraszam. - Za co?
Wszystko dopiero się rozwija. Nie pisałeś się na to.
Ja też nie, ale jest, jak jest.
Ale to dobra rzecz. Prawdziwe błogosławieństwo.
Ale jeśli chcesz to skończyć, to zrozumiem.
- A ty tego chcesz? - Nie bądź głupi.
Wiesz, czego chcę.
Rozmówię się z Siddiqiem, ale jeśli chodzi o nas...
to piłka jest po twojej stronie.
Wracam do domu.
Odłóż tego kija, chłopcze.
Czaiłem się na niego, odkąd minęliśmy polanę.
- Szedł za nami od dłuższego czasu. - Sam?
Tak.
Dziękuję, Beta.
Kim jesteś?
Pozwolę, by ci ją złamał. A potem także drugą.
A potem obie nogi.
A potem cię tu zostawię, a chętnych na mięsko będzie sporo.
Przestań.
Jestem ze Wzgórza.
Ale nikt mnie za wami nie wysłał.
Wróciłem po nią.
Co za kretyn!
Bierzemy go ze sobą.
Oczy szeroko otwarte. Może ich być więcej.
W czym mogę ci pomóc, Eugene?
Bardziej istotnym pytanie będzie: co ja mogę zrobić dla ciebie?
W lewej kolumnie pierwszej tabeli spisane są plusy i minusy
zostania z Rositą, podczas gdy ona wychowa dziecko innego mężczyzny.
W prawej przypisałem każdą wartość do odpowiedniej wartości numerycznej.
W drugiej tabeli...
Drugiej?
Przeniosłem tu rzeczone wartości numeryczne
i oszacowałem ich wpływ na przestrzeni lat.
Kilka pierwszy lat to ryzyko braku stabilności,
ale w perspektywie długoterminowej szczęście wykazuje tendencję wzrostową.
No cóż.
Bardzo dziękuję.
Mam też tabelę ocen oraz kryteria ich stosowania.
Raczej mi się nie przydadzą.
W porząsiu.
Wybacz moją łacinę, w końcu jesteś duchownym...
ale będziesz pieprzonym głupcem, jeśli z niej zrezygnujesz.
Sporo razem przeszliśmy.
Nie spisałeś mnie na straty, nawet gdy ja to zrobiłem.
Powiem ci więc, co widzę.
Rosita to najlepsze, co cię spotkało od samego początku.
Dlatego lepiej naprawdę to przemyśl,
zanim wylejesz dosłowne dziecko z przysłowiową kąpielą.
Nie jestem ojcem tego dziecka.
- Dobro dziecka musi być najważniejsze. - Nie tobie o tym decydować.
Ani Siddiqowi. Decyzja należy tylko do niej.
Przyznam, że nie do końca to rozumiem. Ale Rosita kocha ciebie, nie Siddiqa.
A już na pewno nie mnie, mimo miłości, jaką ją darzę.
Dlatego wstrzymaj się ze wszystkim i dla jej dobra załatw całą tę sprawę.
Kochacie się nawzajem, więc nie marnujcie więcej czasu.
Tylko to nam pozostało.
- Czas czy miłość? - Jedno i drugie.
Co to?
Coś, co możesz przekazać Rosicie.
Bardzo rozciągliwe portki na potrzeby rosnącego brzusia.
- Dziękuję. - Nie ma sprawy.
- Dlaczego twój kolega za tobą ruszył? - Nie jest żadnym moim kolegą.
Siedział w sąsiedniej celi. Poznałam tylko jego imię.
- Henry. - Nie wspominałaś o nim.
Uznałam, że nie jest warty wspominania.
Uznał, że warto zaryzykować życiem i udać się za tobą.
Udawałam bezradną i od razu dał się zwieść.
Widać jest głupszy, niż sądziłam.
Nie lekceważ własnych umiejętności.
Może po prostu umiejętnie kłamiesz.
Wiesz, dlaczego ufam zwierzętom?
Bo nie kłamią.
Musiałaś kłamać. Podobnie jak i oni.
Tacy ludzie już tak mają.
To tylko puste słowa.
A słowa to jedynie wiatr.
Pamiętaj o tym.
Wróciłaś do swoich.
To wasz obóz?
To póki co nasz dom.
Załatw jej nową maskę. Weź ze sobą chłopaka.
Witaj w domu.
- Dziwię się, że tyle to trwało. - Chcę odpowiedzi na parę pytań.
I podobno udzielisz ich tylko mi.
No to mów.
Dlaczego sam wróciłeś? Wiem, że musiał być jakiś powód.
W kwestii Gabe'a muszę zaznaczyć, że to nie była tylko jego wina.
Nie można trzymać dużego psa wiecznie pod kluczem.
- Prędzej czy później musi się wybiegać. - A ty zdecydowałeś się wrócić.
- Jakim cię to czyni psem? - Cieszę się, że pytasz.
Byłem w twoim domu.
Mogłem się tam na ciebie zaczaić i rozwalić ci łeb.
Mógłbym rozwalić wiele łbów, ale tego nie zrobiłem.
Bo wiedziałeś, że wtedy byś zginął. Jesteś dupkiem, ale nie idiotą.
Myślę, że postanowiłeś spróbować swoich sił w pojedynkę,
ale dostałeś srogo po dupie, więc wróciłeś tu jak zbity pies.
Tak było, prawda?
Masz rację. Świat się zmienił.
Ale ja również się zmieniłem.
- Czego ty w ogóle chcesz? - Skoro nie zamierzasz mnie zabić,
to może potrafiłabyś choć trochę mi zaufać.
Wybrałeś życie zamiast zemsty i tym chcesz zdobyć moje zaufanie?
Jeśli pieprzenie nowych bzdur to wyznacznik zmiany,
to gratulacje, zaiste stałeś się nowym człowiekiem.
Trzymasz mnie tu, by przypominać innym, jak miłosierny był wielki Rick Grimes.
Ale mogę przydać się o wiele bardziej.
- Mogę ci pomóc. - Niczego od ciebie nie potrzebuję.
Dobrze sobie tu wszystko zorganizowałaś, ale sprawy zaczynają się sypać.
I prędzej czy później całkowicie stracisz kontrolę...
Do czego zmierzasz?
Moje okna są tuż obok waszej sali narad.
- Słyszę to i owo. - No to się przesłyszałeś.
Chcę tylko powiedzieć, że potrafię trzymać ludzi w ryzach.
Mógłbym być twoim doradcą.
- Jak przywódca z dawnym przywódcą. - Nie jestem tu żadnym przywódcą.
Daj spokój.
Podobno napisałaś konstytucję, która przekazała władzę w ręce ludzi,
a jednak to nadal ty podejmujesz wszystkie decyzje.
Ja pierdolę.
- To dopiero przekręt... - To żaden przekręt.
I gówno wiesz o tym, co tu się dzieje.
Wiem, że dobry przywódca wykorzystuje każdy możliwy atut.
Wybacz, Negan.
Jeśli po to tu wróciłeś, to trzeba było tego nie robić.
- Michonne... - Posłuchaj mnie!
Jeszcze nie skończyłam.
Za chwilę cię zwiążemy na czas wzmocnienia zamka.
A okna zostaną zasłonięte...
Kurwa.
DOGANIAMY ICH.
Doszło do walki.
Złapali go.
Dobry piesek.
Dobry piesek.
Poszli tędy.
Nieźle.
Psie!
Daj.
Zły pies.
Zastanawiasz się, dlaczego tak postępujemy.
Dlaczego ukrywamy się wśród nich.
Dlaczego się nimi stajemy.
Nie jesteście nimi.
- Nie jesteście martwi. - Martwa jest cała cywilizacja.
Silni się przystosowują, a słabi giną.
Zgodnie z prawami natury.
Czyli o to dziś chodziło?
Pozwoliłaś, by słabi zginęli?
Nie wracamy po tych, których utraciliśmy.
Nigdy tak nie robiliśmy.
Aż padło na twojego dzieciaka.
Przekazaliśmy dwóch z nich za twoją córkę.
- Według mnie to zła decyzja. - Teraz wiesz, kim są.
Gdzie jest ich siedziba i jakimi zasobami dysponują.
Wiemy, że wygramy, jeśli dojdzie do wojny.
Wymiana była tego warta.
Wiesz, co robić, jeśli uważasz, że nie powinnam być przywódcą.
Wyzywam cię.
Nie nadajesz się już na przywódcę.
Myślisz, że ty mógłbyś mnie zastąpić?
Stać się nowym Alfą?
Znów zmieniasz zasady.
Masz prawo w każdej chwili zakwestionować moją pozycję.
A ja...
mam prawo jej bronić.
Wiem, że to twoja sprawka!
- Co ty wyprawiasz? - Widziałam cię w lesie.
Knułaś coś ze swoim chłopakiem.
- Co takiego? Wcale nie... - Właśnie, że tak.
Nie on mnie wyzywa, tylko ty.
Naraziłaś nas na niebezpieczeństwo.
A trzymając tu tego chłopca, pozostajemy narażeni.
Jego ludzie zabili już wielu naszych. Co z zemstą?
Nie zawiodłaś tylko mnie. Zawiodłaś nas wszystkich.
Zawiodłam was?
Oni wszyscy podążają za mną z własnej woli.
Bo dzięki mnie są silni.
Bo dzięki mnie żyją!
Dzięki mnie.
Nie chcę z tobą walczyć.
Za późno.
Płacz jest dla słabych.
Jak tam na ćwiczeniach?
W porządku.
Chyba się spóźniłaś,
skoro godzinę temu zdążyłaś się zaczaić przy więzieniu.
Spóźniłam się tylko parę minut.
- Dlaczego mnie śledziłaś? - Nie śledziłam.
Szłam spotkać się z Neganem.
Rozmawiasz z nim?
- Dlaczego? - Żal mi go.
- On nie jest twoim przyjacielem. - To raczej oczywiste.
To po co z nim rozmawiasz?
Słucha mnie.
W odróżnieniu od niektórych.
- Masz już go nie odwiedzać. - Dlaczego?
Nie bez powodu jest tam zamknięty, Judith.
- To potwór. - Wcale nie.
- To też człowiek! - Który dopuścił się potwornych rzeczy.
Zabił ludzi bliskich mi i twojemu tacie.
Jeśli go wypuścimy, znów do tego dojdzie.
Przecież się wydostał, mamo. Zmienił się.
Rozumiem, dlaczego chcesz w to wierzyć.
Ale ludzie tak naprawdę się nie zmieniają.
Ty się zmieniłaś.
Idź do swojego pokoju.
- Dlaczego? - Bo muszę na chwilę zostać sama.
Zdejmij mi maskę.
Od lat nie było takiej sytuacji. I czułam, że coś się zmieniło.
Wszyscy w ciebie wierzą.
To dzięki tobie nadal żyją.
I dobrze im to raz na jakiś czas przypomnieć.
Gdy Lydia miała trzy lata, na chwilę się od niej odwróciłam.
Nawet nie pamiętam dlaczego.
Znalazłam ją w szafce, zaplątaną w plastikowy pokrowiec.
Nie mogła oddychać.
A ja stałam tam i patrzyłam, jak jej twarz staje się niebieska.
Upadła...
i dopiero wtedy ją uratowałam.
Gdy mogła już normalnie oddychać, zapytałam, czy nic jej nie jest.
Kiwnęła głową.
A ja mocno ją uderzyłam,
aby pamiętała, by już nigdy tak nie robić.
Trzeba robić wszystko, by chronić tych, których kochasz.
Nawet przed nimi samymi.
Musimy chronić się także przed zagrożeniami z zewnątrz.
Musimy być gotowi, gdy zjawią się tu po chłopca.
Jesteśmy już gotowi. Dzięki niemu mamy przewagę.
Może się też przydać, jeśli chodzi o Lydię.
Jeśli coś czuje...
Jeśli myśli o kimś takim z takiego miejsca...
musisz o tym wiedzieć.
No to się przekonajmy.
Zostaw ich tutaj. Wrócimy do ciebie.
- Cześć! - Cześć, Gracie.
- Zastałam twojego tatę? - Tatusiu, przyszła Michonne!
Gracie, idź się pobawić. Zaraz do ciebie wrócę.
Co jest?
Chciałam ci podziękować za wsparcie podczas spotkania.
- Wiem, że przyszło ci to łatwo. - Wręcz przeciwnie.
Wszyscy przystaliśmy na te zasady. Zgodziliśmy się żyć w zgodzie z nimi.
I po jakimś czasie łatwo było zapomnieć, po co powstały.
Ale ostatnie wydarzenia mi to przypomniały.
Doceniam to.
Dlatego najpierw przyszłam z tym do ciebie.
Jeśli Rada zechce ponownie głosować nad wysłaniem naszych ludzi na jarmark,
nie zawetuję tego.
A co z tymi, którzy przebierają się za szwendaczy?
Nasi ludzie mogą zginąć, jeśli na nich natrafią.
Też uważam, że to zły pomysł.
Ale ludzie mogą sami ocenić ryzyko i dokonać własnego wyboru.
Takie prawo daje im Karta, na której postanowienia przystali.
Tego przysięgaliśmy bronić.
No i...
pomożemy Królestwu.
Mam nadzieję, że nie będziemy tego żałować.
Ja też.
Dokąd mnie...
Podnieś go.
Podnieś go.
A teraz...
zabij go.
Co?
Byłaś tam krótko. Ale może to wystarczyło.
Wystarczyło do czego?
Żebyś zapomniała, po czyjej jesteś stronie.
Proszę...
Nie bądź słaba jak twój ojciec.
Wiesz, co go spotkało.
Tak. Wiem, matko.
Zabij go.
Albo Beta zabije was oboje. Decyzja należy do ciebie.
Strażnicy!
Lydia, musimy uciekać.
Nie wychylaj się. Spadamy stąd.
- Lydia idzie z nami. - Nie ma mowy.
No to ja też zostaję.
Nie.
Nie zostawię cię.
Nie ma mowy.
- Idziemy. - Chodź!
Napisy: Igloo666
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.