All language subtitles for FOURMI

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

MÓJ MAŁY MISTRZ

Czekam od pół godziny.

Pewnie zapomniałeś. Idę, bo się spóźnię.

Nie ma problemu.

Trzeba zaczekać na Thea. Bez niego nie ma ataku.

Zastąp go, to ich zmasakrujemy.

- Nawet w gipsie założę ci siatkę. - Akurat!

"Piłka nożna jest prosta.

Ale grać prosto to najtrudniejsza rzecz na świecie".

Johan Cruijff.

To jest Antoine.

Mój bratanek.

Będzie mi pomagał i poznawał zawód trenera.

Zrobiłem dla was czekoladowo-truskawkowe lava cake.

- Co to? - Nie wiem.

Nie ma Thea, więc zmienimy schemat taktyczny.

W siedemdziesiątym trzecim, kiedy Ajax pokonał Bayern...

Przepraszam.

Zmiana wytycznych.

Diego - lewa obrona. Lassana - środkowa.

Najważniejsze to czuć grę. Widzisz go?

- Tego najmniejszego? - Tak.

Najmniejszy, ale ma wyczucie.

Pięknie!

Dawaj, Theo!

Brawo! Idziesz z piłką!

Dawaj, Theo!

Ej, palancie!

Mam cię trzasnąć?

Ojciec Thea się obudził.

Co to ma być?

Był faul!

Sędzia-kalosz!

Nawet ślepy by zobaczył! Żółta kartka!

Laurent, proszę cię!

A ty nic?

Nie zaczynaj. Przyjechał prezes klubu.

Tym razem siedź po tej stronie barierki.

Daj go na lewe skrzydło.

W tym jest dobry.

Jest dobry na lewym i na prawym. To świetny zawodnik.

Na lewym jest najlepszy.

To mój syn!

Theo!

Jesteś mistrzem! Mój syn strzelił gola!

Kto strzelił?

My. Strzelamy do tamtej, a tamci do tej.

Łobuz jeden!

Należy się czerwona kartka!

Był faul!

Patafian zasrany!

Nie zejdę z boiska!

Kopnę go w piszczel!

Przewrócił się celowo!

- Mam ciebie przewrócić? - Przestań już z tym swoim gówniarzem.

To jest celowe?

Zwykły palant.

W fabryce też go nie cierpieli.

To nie powód, żeby się bić.

Był faul.

Tato, przestań.

Masz. Podwieczorek.

Ten baran zgniótł.

Nie znoszę typków, którzy psują atmosferę.

Niezłe były te wasze akcje dwójkowe. Bardzo skuteczne.

Rozbiliście ich obronę.

Mniej się daję łapać na spalonym.

Ten ciągle tutaj? Ile to już trwa?

Trzy, cztery miesiące.

Jest dla ciebie miły?

Aż za bardzo.

Cześć, synku.

Miałem go odwieźć, ale nie chciał. "Bo może się napiłeś".

"Może"?

Nawet raz na kiedyś nie umie się tobą zająć.

Nie trzaskaj tak, żabciu.

Masz bułkę z czekoladą.

- Dzięki, tata przyniósł mi przegryzkę. - Co?

- Biszkopty pomarańczowe. - Pycha.

Kochanie, ruszaj.

- Twój tata nie ma dziewczyny? - Nie.

Jak go widzę, to się cieszę, że mój się ulotnił.

Twój stary to wariat.

Nie zawsze taki był.

Chwilowo ma gorszy okres.

Chwilowo od dwóch lat?

To się źle skończy.

Mój też miał gorszy okres.

Aż kiedyś zniknął. I więcej się nie odezwał.

- Nie smuć się, Mrówa. - Nie nazywaj mnie tak.

Nie przejmuj się ojcem.

Rodzice to tylko ludzie.

Jak to zrozumiesz, przestajesz oczekiwać na przykład...

czegokolwiek.

I bardzo dobrze, Mrówa.

Całkiem inaczej wyglądasz. Prawda, Banał?

Wystarczy coś zmienić i jesteś inny.

Lepiej ci było z brodą.

Zrobił to, co Francky, żeby znaleźć pracę.

Francky? Fucha 80 kilometrów stąd to wyzysk, nie praca.

Masz całkowitą rację.

Bez brody wyglądam lepiej.

Akurat niekoniecznie.

Odrośnie, spoko.

Zarost kłuje. A ogolona twarz nie.

Złota myśl. Zanotujemy.

Możemy pogadać?

Już i tak nam ciężko bez sponsora.

Jeśli ratusz odbierze nam dotacje, koniec z klubem.

- Padnie! - Nic nie odbiorą.

Mogą odebrać.

Mają na pieńku z prezesem. A ty nam nie ułatwiasz.

Był faul!

Co z tego?

Sędziów nie znam, ale znam ciebie. Nie przychodź więcej na mecze.

Wykluczone.

- A Theo? - Właśnie ze względu na niego.

- Myślisz, że gra lepiej, kiedy świrujesz? - Mam dość twoich kazań.

Nie pomagasz mu.

Zwłaszcza teraz.

Co "teraz"?

Tylko nikomu nie mów.

Ciociu!

Nie zgadniesz, czego się dowiedziałem.

Theo!

Chodź!

Co tu robisz?

W przyszłym tygodniu Arsenal gra u nas mecz Ligi Mistrzów.

Dzień wcześniej chłopaki z Lille przyjeżdżają grać z wami.

- Łapiesz? - Tak.

Kto przyjedzie patrzeć, jak grasz?

Ty, jak zwykle.

Głupi jesteś. Skaut z Arsenalu.

Duże kluby piłkarskie mają ludzi,

którzy jeżdżą po Europie i wyszukują nowe talenty.

Jeden z nich przyjedzie zobaczyć ciebie.

Zdajesz sobie sprawę?

Ośrodek szkoleniowy Arsenalu!

Jednego z najlepszych klubów na świecie.

Nie rusza cię to?

Rusza, ale...

nie wezmą mnie. Jest wielu dobrych zawodników.

Taki jak ty jest jeden!

Masz szansę wyrwać się z tego grajdoła!

Mnie się tu podoba.

Tutaj nic nie ma. To martwa dziura.

Inni zostaną, a ty wyjedziesz.

Masz złoto w nogach. To może zmienić twoje życie.

Nie chcę jechać sam do Anglii.

Pojedziesz z kimś z rodziny.

Może ze mną?

Pomyśl tylko.

Bylibyśmy panami świata.

Byłoby super.

Spadam. Jeśli mama się dowie, że tu byłem, znów będzie afera.

Tylko buzia na kłódkę.

Nie mów Claude'owi.

Patrz, już jadę lewą.

Dobra rozgrzewka. Koncentrujemy się przed meczem.

Jak wygląda ten skaut?

Może to tamten?

Rzuć okiem.

Ciasto ze śliwkami.

Kim pan jest?

Cześć, Claude.

Widać po was kasę.

Zawodowy autokar.

Nie usprawiedliwiaj z góry swojej klęski.

Macie szatnię po prawej.

- No i? - To nie on.

A to co?

Ciasto ze śliwkami.

Nie na miejscu.

Wiem, za długo piekłem.

Przestań z tym ciastem.

Pilnuj go. Nie może go być widać.

"Ten, dla kogo zwycięstwo nie jest ważne,

nigdy nie zwycięży".

Pele.

Cholera jasna.

Nie dzisiaj.

Przegrywamy pierwszy mecz sezonu.

Wiedzieliśmy, że Lille to najmocniejsza drużyna mistrzostw.

I prowadzą. Ale będzie rewanż.

Wujku...

Jakiś pan do ciebie.

Kto to?

Theo.

Pozwól proszę.

Co jest?

Gość z Arsenalu chce z nim gadać. Theo idzie z tłumaczem.

- To mój syn! - Nie wtrącaj się.

Skauci oceniają ich dojrzałość i pewność siebie.

- Poza tym cuchniesz wódą. - Wcale nie. Nie piłem.

Co on mu mówi?

Skąd mam wiedzieć?

Słyszał o tobie dużo dobrego.

Naprawdę masz styl.

Ale uważa, że jesteś za niski.

Arsenal rekrutuje wyłącznie wysokich zawodników. Również juniorów.

Urosnę.

Messi i Griezmann też są niscy.

Wszyscy niscy chłopcy tak mówią.

Pracuj, rozwijaj swój potencjał.

Spieszę się. Daj to trenerowi, może do niego napisać.

Do widzenia, Theo.

I jak?

Chcą mnie.

Przyjdź szybko. Z twoim ojcem jest źle.

Chodź!

Mój syn będzie grał w Arsenalu!

Banał, pstryknij fotkę!

Czemu na właściciela mówią Banał?

Bo opowiada banały. Tata tak go przezwał.

Chodź. Musimy pogadać.

Nie upiekłeś ciasta?

Przecież mówiłeś...

Tak, ale teraz...

O co chodzi?

Wcale mnie nie wzięli.

Nie wybrali mnie. Kłamałem.

O cholera.

Chory na głowę - taką ci nadam ksywkę.

Dlaczego to zrobiłeś?

Nie wiem.

Nie chciałem zawieść taty.

Dostaniesz za swoje, jak im powiesz.

Nie powiem.

Przynieś mi whisky.

Popatrz na niego.

Od lat nie był taki szczęśliwy.

Nie wzięli mnie, ale coś może z tego być.

Nic nie będzie.

Skaut zawiadomi klub, że cię nie wybrał. I co wtedy?

Poradzę sobie. Tylko nikomu nie mów.

Pomożesz mi, nie?

Dobra.

Chodź.

Czekaj.

Jest problem.

Marny ze mnie blagier. Nie umiem kłamać.

Posłuchaj.

Jeśli ktoś cię spyta, zrób głęboki wdech.

Popatrz mu prosto w oczy

i rzuć coś w stylu:

"W Anglii jest super".

Jasne?

Chodź.

W Anglii jest super.

Wracam.

Dawno nie było takiej radochy.

Super impreza.

Jeśli chodzi o Anglię...

Mama ma nową pracę i pewnie ze mną nie pojedzie.

Mógłbyś jechać ty.

Fajnie, ale raczej nie ma szans.

Powiedziałeś, że chcesz.

Mówię różne rzeczy.

A potem mamy zderzenie z rzeczywistością.

Widziałeś mnie?

Sędzia musiałby być naćpany, żeby wydać zgodę.

Nie powierzą mi opieki.

Ta dziewczyna mogłaby pomóc.

- Ta z opieki społecznej? - Tak.

- To dzięki niej jeszcze się widujemy. - To co innego.

Tamto by było na stałe. Zresztą słowa nie znam po angielsku.

Nauczysz się. Jest jeszcze czas.

Cholera, zapomniałem!

Była moja.

Torba zwycięzcy.

Chciałbym, żebyśmy razem pojechali.

Kładź się, już późno.

Kończę lekcje.

Nie jesteś chory?

Jak mecz?

Dobrze.

Nie. Przegraliśmy.

Odbijecie to sobie.

Połóż się spać.

Dobranoc.

Theo. Jest Max?

Zawsze jest.

Jak się pani czuje?

Zmęczona.

A on?

Nie widziałam go od przedwczoraj.

Ale zgodził się spotkać z psychologiem.

- Co ona ci wciska? - Nic.

Theo, chodź!

Poproś, żeby otworzył okno. Mnie zrobi awanturę. Znasz drogę.

Mój obiad!

Ciągle zapominam o tej tacy.

Zostaw to.

Strasznie tu capi. Mógłbyś wywietrzyć.

Nic nie czuję.

Co robisz?

Skrakowałem Switcha. Próbuję uruchomić emulator.

Super.

To od pani od francuskiego. Mówi, że zdalne lekcje nie zastąpią...

Czytałem cały program w Wiki, a ona nadal to podsyła.

Mam coś dla ciebie.

Elegancki!

Xavier, Sydney, to jest...

Bernard.

Wiesz, że karaluch potrafi przetrwać wybuch jądrowy?

Nie pij tego!

Chyba że masz ochotę na moje siki.

Ale ohyda! Siki?

Gdzieś się muszę odlewać.

- Woda czy twoja ślina? - Oblech.

Jasne, ja.

Mam pytanie.

- Umiesz się włamać na konto mailowe? - Zależy czyje.

Stosuje podwójne uwierzytelnienie? Jest na serwerze zewnętrznym?

Jaki ma system?

Nie chodzi o FBI, tylko o mój klub.

Żeby nie dochodziły do nich maile od skauta Arsenalu.

Kanonierów?

Umiałbyś wysłać z jego adresu mail do mojego klubu?

Spoko, spoofing to bułka z masłem.

Trzeba przetłumaczyć na angielski.

W necie non stop gadam po angielsku. Problem mam z francuskim.

O nic nie pytasz?

Ty mnie też nie. I dobrze.

Romane!

Nie chcę wyjeżdżać, ale to dla mnie szansa.

Nic nie łapiesz. Cieszę się.

Ja też bym wyjechała, gdybym mogła.

Ale zawsze dowiaduję się ostatnia.

- Kto ci powiedział? - Nie ty.

Usiądźcie.

Theo, pozwól.

Weź rzeczy.

Na przyszłość: przynoś zwolnienia z wyprzedzeniem.

Ciągle mu powtarzam.

Prawda?

- Zwariowałeś? W środku lekcji? - Co tam lekcje!

Arsenal, synu!

Co to za ubranie?

Marynarka ślubna. Moja.

Ruchy! Trzeba ją dorwać przed obiadem.

Osiem miesięcy? Zastępca mera obiecał mieszkanie we wrześniu.

Słyszałaś, co powiedziałam?

Jest na liście oczekujących.

Ma wylądować z dziećmi pod mostem czy wrócić do ich ojca-boksera?

Ile jest takich spraw?

Nie możesz brać na siebie całego zła świata. Bo się wypalisz.

Podpis.

- Byliśmy umówieni? - Nie.

O ile wiem.

Tu jest samoobsługa?

Dzień dobry.

Wystąpię do sądu o prawo do opieki,

pani to poprze i pojadę z nim do Anglii.

Skoro los się uśmiechnął...

Wszystko zależy od losu?

Los ma znaczenie.

Możesz zaczekać na korytarzu?

Zachowanie też ma znaczenie.

Znowu się pan bił.

Ewidentnie był faul.

- Od roku pan nie przychodzi. To też faul? - Miałem co robić.

Co?

Różne rzeczy.

Organizacyjne.

Pani Simonion?

Nie, to zabronione. Oddzwonię.

Robiła pani coś z włosami?

Tak.

Na czym stanęliśmy?

Że jeśli pomoże pani w sądzie, to my...

Nadal mieszka pan u ciotki?

Nie. U babki ciotecznej.

A praca? Nic nowego?

Nigdzie nie ma roboty.

Pańska żona znalazła. Bo przeszła szkolenie.

Takim jak ja jest trudniej.

Załatwiłam panu szkolenie. Nie poszedł pan.

Nie byłem w formie.

Czuje się pan na siłach, żeby jechać z synem do Anglii?

Najpierw musi się pan zająć sobą.

Jeśli nie będzie pan miał pracy ani mieszkania,

- sędzia nie przyzna panu opieki. - To się załatwi.

I musi pan rzucić to, przez co nie wstaje pan z łóżka,

zawala spotkania i rwie się do bitki.

Czyli pecha.

Pan Dourdet?

Nie, nie zapomniałam o pańskim zasiłku.

Przyjadę do pana.

Niech pan przestanie pić.

Co powiedziała?

Żeby dostać prawo do opieki, muszę mieć mieszkanie i pracę.

Super!

Nie wiem, od czego zacząć.

Od pracy.

Wtedy będziesz miał mieszkanie. A potem wyjedziemy.

Masz rację.

Cholera!

- Wziąłem dla niej biszkopty. - Nie! Chodź.

Masz.

Dzięki.

Ty też musisz się przyłożyć. W Arsenalu trzeba być wytrenowanym.

To graj ze mną. Przedtem to robiliśmy.

Przed czym?

Stopniowo przyspieszamy!

Przyszedł mail od Anglików!

Zastąp mnie.

Arsenal napisał. Może naprawdę cię wybrali?

Ten mail wysłałem ja.

Znaczy, Max.

Nie wierzę. Działasz z tym świrem?

Nie jest świrem. Ma jakby alergię.

Na co?

Chłopcy, biegniemy!

Na świat.

Pierwszy dostanie deser!

Odwiedzimy go w Arsenalu?

W Anglii jest super.

Chcą go przyjąć do ośrodka szkoleniowego.

Ten facet jedzie teraz na kongres.

Odezwie się w przyszłym miesiącu.

Czyli nasz klub się broni?

To teraz znajdziesz nowego sponsora.

Trzeba to oblać.

Wiem, kto jeszcze się ucieszy.

Dwukrotnie skreślony, odmowa zatrudnienia,

niestawianie się na wezwania...

Przeniesienie fabryki, rozwód...

Tak, miałem kryzys.

A teraz?

Kwitnę.

Na razie nie mogę pana przywrócić.

Trzeba się zapisać na spotkanie przez Internet.

Przecież się spotykamy.

Wstępnie - w celu wyjaśnienia, jak się umówić z doradcą.

Kto jest moim doradcą?

Ja.

Banda czubków.

Chodź, mistrzu.

Daj torbę.

Kiedyś organizowałem tu mistrzostwa. Z chłopakami z fabryki.

Pamiętam.

Serio?

Kwadrans rozgrzewki.

Potem strzelasz mi karne.

Dawaj!

Bardzo dobrze.

- Widziałeś, jak strzeliłem w okienko? - Właśnie o tym mówię.

A tobie co?

Bar kibiców przyszłej gwiazdy musi jakoś wyglądać.

Czerwień Arsenalu.

Mam coś dla ciebie.

Języka najpierw trzeba się nauczyć. Korzystałem z tego w gimnazjum.

Dzięki. Wzruszyłem się.

Kolejna mina.

- Już znaleźć pracę to problem. - Po co ci praca?

Niedługo będziesz miał kasy jak lodu.

Pytałem cię o zdanie?

Pytałem?

Dobra, dobra.

Tłumok.

Dzień dobry!

- Widziałam. - Co?

Anyżówkę.

Anyżówka i piwo o trzeciej? Nieźle.

Widzisz? Nieładnie kłamać.

- Ja nie kłamię. - Jasne.

Witamina C dobrze mi robi.

Proszę nie pajacować. Przez pana ja wychodzę na kłamczuchę.

Jak to?

Zaręczyłam swojej szefowej, że przestanie pan pić.

I proszę.

Już nie będę pajacował.

Zapisałem się do pośredniaka.

Rozważał pan pracę w cyrku?

Nie lubię być tam, gdzie się mnie spodziewają.

Byłam u pańskiej ciotki.

"Pewnie jest w barze", powiedziała. I był pan w barze.

U ciotki? Po co?

Żeby podpisał pan wniosek do sądu.

Cóż, pospieszyłam się.

Pani Kargué?

Dzwoniłam do Wydziału Mienia Miasta i...

List z obelgami? To bardzo zły pomysł.

Chwileczkę.

Niech pan przestanie pić.

Mężczyźni i kobiety to dwie różne płcie.

Zauważyłeś?

- Bałem się, że nie przyjdziesz. - Pudło.

Dawno tu nie właziliśmy.

Wzięłam przegryzkę.

Z kim będę tu przychodzić, jak wyjedziesz?

Daj ogłoszenie.

"Szukam chłopaka, który nie ma zawrotów głowy i lubi głupie ksywki".

Będzie dobrze.

Przestań!

Dlaczego to zrobiłaś?

Będziesz miał pamiątkę.

- Ja... - Zamknij się.

Przestań się wygłupiać.

Nie bój się.

Czasem coś mnie napada, ale...

Dotknij.

Wszystko gra.

Jestem z ciebie dumna, mistrzu.

Mrówa, daj herbatnika.

Nie nazywaj mnie tak.

To on.

Ten z torbą.

Wszystko przez ciebie.

Dowiadują się, że trafiłeś do Arsenalu,

i nagle wszyscy chcą grać w piłkę -

dorośli, dzieci.

Mój synek!

Urodziny Erica.

To jest mój syn, Theo.

Dzień dobry.

Z kim dziś graliście?

To nie był mecz, tylko trening.

- Nie ciebie zwerbował Arsenal? - Pomyliło ci się.

Mnie.

Widzisz?

Ten angielski klub?

Jak to?

Twój syn jest niezły.

Widziałem, jak grał z drużyną mojego siostrzeńca.

Wbił im trzy gole.

Czemu mi nie powiedziałeś?

Chcesz ponczu, ptysiu?

"Ponczu-ptysiu".

Chodź.

Jak ja teraz wyglądam?

Dowiaduję się ostatnia.

Czekałem na informacje.

No i?

Wezmą mnie do ośrodka szkoleniowego.

Na wakacje?

Nie. Na stałe.

Zrobią ze mnie prawdziwego piłkarza.

Nie możesz tam być sam.

Ktoś musi ze mną pojechać.

Nie dam rady, kochanie.

Eric, nowa praca...

Tata mógłby.

Świetny pomysł.

Przy tacie zostaniesz nie piłkarzem, tylko barmanem.

Tam poczuje się lepiej. Jak kiedyś.

Jak zwykle nie chcesz dać mu szansy.

Dałam mu niejedną. Jak się rozstaliśmy...

Nie przychodził, ciągle spał i zostawił mnie na stacji benzynowej.

A jeśli tam cię zostawi, kto po ciebie przyjedzie?

Zadzwonię do niego.

Nie. Znów mu powiesz, że jest do niczego.

Skąd. Powiem, że...

Nie dzwoń!

Dobrze.

Nie zadzwonię.

Muszę wracać do gości.

Dlaczego nikt z Arsenalu do mnie nie zadzwonił?

- Nie wiem. - Nie znam się na tym, ale sprawdzę.

Theo!

Wejdź. Szybko.

To mój pokój!

Uspokój się. To dla twojego dobra.

Mam gdzieś twoją roletę!

- Wytłumacz mu. Tylko ciebie słucha. - Co się dzieje?

Pan Vila przyszedł naprawić roletę.

To tylko pół godziny.

Nic się nie stało.

Kopę lat! Jak leci?

Muszę uciekać.

Na razie.

Jak znajdziesz czwarty sezon tych zombi, pomyśl o mnie.

Będzie dobrze.

Oddychaj.

Drzewa, powietrze...

trochę spalin...

Po co przyszedłeś?

Z pomocą psychologiczną.

I żeby dać ci list.

Odkryj pocztę elektroniczną. Świetny wynalazek.

Nie mam zaufania.

Niektórzy się do niej włamują.

Poza tym miło cię widzieć.

Kropla.

Pada.

Widzisz, ile się dzieje na dworze?

Oby ją przekonał, żeby cię puściła.

Pomyśl: Arsenal. Obłęd!

Nic ci nie...?

Kurde, zapomniałem.

Przyszedł nowy mail od Anglików!

Skaut miał rację, jesteś za mały.

To kompleks tuż koło stadionu.

Są tam klasy i wszystko, co potrzebne chłopcom.

W załączniku przesłali dokumenty i propozycję kontraktu.

Dołączył zdjęcia. Max jest wielki.

Co tu robicie? Nie trenujecie?

Przyszedł mail z Arsenalu.

Czekaj!

Nie prościej poprosić ich o spotkanie?

Cześć, Chloé.

- Mam nadzieję, że nie piłeś. - Już nie piję.

Nie mówili ci?

Aha, przyszedłem im powiedzieć.

Anglicy napisali.

I co?

Szykują dla niego kontrakt.

Ile proponują?

No tak.

O to ci chodzi? Żeby żyć na koszt dziecka?

Mnie?

Że niby robię to dla kasy?

Grajmy zespołowo.

Co się stało?

Tato!

Posłuchaj!

- Cholera! - Powinni zwerbować twoją mamę.

Nie gniewaj się. Chlapnęłam bez sensu.

Nie wiem, co znów wbiłeś sobie do głowy.

W porządku, Theo?

Mama mnie wnerwia.

On się załamie. Jeszcze znów zacznie pić.

Zacznie. Nie zmieni się. Zejdź na ziemię.

Przeżyliśmy gorsze rzeczy.

Podasz?

Załóżmy klub: SOS Rodzinny Stres.

Znowu ona.

Jeszcze parę razy i zwariuję. Odbierz.

Mogę zostać na noc?

- Przeszkadzam? - Ani trochę. Mam przerwę.

Tata przestał pić.

- Myślisz, że wytrzyma? - Tak. Anglia go motywuje.

Ale potrzebujemy pani.

Sędzia najpierw rozważy, czy nie powinieneś jechać tam z mamą.

Nie dogaduję się z jej facetem.

Nabija się ze mnie.

Nabija?

Dla żartu rozbił mi jajko na głowie.

Co?

Mało zabawne.

Proszę nie mówić mamie.

Chcę tylko wyjechać z tatą.

Niech mu pani zaufa.

Chrupkość, jędrność i smak kontrolowane są wcześniej.

Tutaj odbywa się kluczowy etap: pakowanie.

Będzie pan eliminował jabłka ze skazą, na przykład poobijane.

Na tym się znam.

Są niejadalne?

Skądże. Ale oburzyłyby konsumentów.

Zdradzę panu sekret.

Sama wolę te poobijane.

Im więcej przeszły, tym są słodsze.

Ale pańska misja to zero skaz.

Dziękuję.

W cyrku nikogo nie znam.

Kiedyś pomogłam jej bratu.

To do roboty.

Uciekam.

Claude cię prosi.

Zależy im na tobie. Przysłali prezenty.

Super! Kubek!

Mili ludzie.

Dzięki.

Wyluzuj, tak się robi.

Czytałem na blogu trenera Juventusu.

- Nie mogłeś mnie uprzedzić? - To niespodzianka,

miałeś być zaskoczony. Nie byłeś?

- Byłem. - No właśnie.

- Skąd wziąłeś kasę? - Wykorzystałem bony z Amazona.

Za tydzień wyślę szaliki.

Ładne, nie?

Co to jest?

Ich kadry od rekrutacji. Zhakowałem adresy.

Mam nawet imiona ich żon - na wypadek...

Czego?

- Nie panikuj. - Jesteś chory na głowę!

Ja?

To ja wciskam ludziom kit, że zwerbował mnie Arsenal?

Po prostu ci pomagam.

Nie o to chodzi. Już nie pomagaj.

Dzięki za wszystko, ale przestań.

Serio?

Serio. Przestaniesz?

Jak chcesz.

Będziesz miał przechlapane.

Tato?

W środę?

Miła ta niespodzianka?

Zapiszę.

Tutaj! Już otwieram.

Szanowny pan pozwoli.

- No i? - Co to?

Moje mieszkanie. Przecież zarabiam.

Salonik, rozkładana kanapa,

składzik.

Stolik na szklaneczkę.

Kuchnia. A tam... Pokażę ci.

Twój pokój.

I jak?

Super.

To nie Ritz, ale daje radę.

Jak je znalazłeś?

Kolega Banała to zapalony kibic.

Jak się dowiedział o Arsenalu, dał mi świetną cenę.

Fajnie cię gościć.

- Coś się przypala. - Zrazy!

Gotujesz?

Trzeba zacząć.

- Już? - Kto to?

Zaprosiłem babkę z opieki.

Niech zobaczy, że wziąłem się w garść.

Nie ucieszy się na mój widok.

To nie nasz dzień. Uzna, że tu śpię.

Myślisz?

Musimy przestrzegać jej zasad.

I co teraz?

Przepraszam za wystrój.

Dopiero powstaje.

Jak moje obecne życie.

To będzie pokój Thea, o ile sędzia i pani...

Proszę.

To dla mnie?

Prezent na nowe mieszkanie.

Miałem w młodości kwiatek.

Mama się cieszyła, że o niego dbam.

Ale jak wyszło, że to marihuana, to już mniej.

Coś chyba...?

Zrobiłem zrazy.

- Chce mnie pan zaprosić na kolację? - Nie.

Znaczy, tak. Ma pani ochotę?

Jestem w pracy.

Tego się jeszcze używa?

- Przepraszam. - Proszę już nie wyciągać!

Nawinę. Głupia jestem.

Żeby tak dało się przewinąć własne życie.

Hop i od nowa. Wymazując parę błędów.

U mnie parędziesiąt.

Co by pani zmieniła? Fryzura już zaliczona.

Pracę, na bardziej pożyteczną.

Żartuje pani?

Non stop czuję się bezsilna.

Ciągle jakieś przeszkody. Brak funduszy.

Pani Langlade?

Nie zapomniałam, tylko gonię dzisiaj jak wariat.

Jak wariatka.

Oddzwonię za chwilę.

Do usłyszenia.

Muszę uciekać.

Powinna pani zwolnić.

Mówi pan jak moja szefowa.

"Za bardzo się przejmujesz. Nie wolno przekraczać pewnych granic".

Zrazy to granica?

Właśnie.

Wstawaj, synku.

- Do szkoły na dziesiątą. - Dzwonił trener.

Mamy rozmawiać przez Skype'a z Arsenalem.

Za 10 minut wychodzimy.

W porządku?

Nie ma się czym stresować.

Dobrze, że wspólnie omówicie jego przyszłość.

Mogli przyjechać.

Brytyjska punktualność.

To Theo.

Cholera.

- Zostaw. - Słyszy mnie pan?

Przepraszają, mają problem techniczny.

Mecz przełożony.

Tym razem spotkamy się na żywo.

Ciągle pisali z prośbą o spotkanie. Musiałem coś wymyślić.

Nie uprzedziłeś mnie.

Bo kazałeś mi przestać.

Ale nie przestałeś.

Dawno nie miałem tyle frajdy.

O mało się nie zlałem ze strachu.

Mogłeś wziąć moją butelkę.

Tak, będę miał przechlapane.

Napisałem jako Arsenal, że jednak mnie nie chcą.

Mam to wysłać od razu?

Nie. Powiem kiedy.

Potrzebuję trochę czasu.

Jeśli z Arsenalem nie wypali,

będziemy tu dalej przyjeżdżać?

Nie bój się, wyjdzie.

Chodź potrenować.

No chodź.

Szukała potwierdzenia, że jestem złą matką.

Pozwala pani swoim podwładnym na takie zachowanie?

Proszę do mnie zadzwonić!

Co się stało?

- Twój ojciec znów coś naopowiadał. - Komu?

Pracownicy socjalnej.

Znowu palisz?

Przyjeżdża niby na kontrolę,

a sugeruje, że masz problem z Erikiem.

Pytała o jajka. Jajka?

Od początku jej nie lubiłam.

To przeze mnie.

Żeby puścili mnie z tatą.

Powiedziałem, że rozbiłeś mi jajko na głowie.

Zwariowałeś?

Tata się stara.

Nie o to chodzi. Nie wolno tak zmyślać.

Przepraszam.

Nie miał złych zamiarów. Prawda?

Wiecznie udajesz, że nic się nie stało.

Stało się!

Nie lubisz mnie, wiem. Ale rozumiem, że jest ci trudno.

Tylko nie bierz mnie za idiotę.

Nie musisz mnie cenić.

Ale nie opowiadaj o mnie bredni.

Zadzwonisz do niej, wyjaśnisz i przeprosisz.

Zrozumiano?

- Co to? - Ciasto gruszkowo-czekoladowe.

Dzięki.

Laurent, ojciec naszego małego geniusza. Sponsor, pan Riffault.

Za półtora tygodnia na koszulkach będzie pańskie centrum handlowe.

- Akurat na finał mistrzostw. - Które możecie wygrać.

O ile pokonamy Lille. Mamy dwa punkty mniej.

Miło, że przyszłaś.

Ten rok jest wyjątkowy.

Zastanowiłaś się?

Zasięgnęłam informacji.

Wiesz, ilu chłopców zostaje po tym szkoleniu zawodowcami?

Pięć, dziesięć procent.

Reszcie pozostają zawiedzione nadzieje.

Przecież będzie się uczył.

To bezwzględny świat.

A nasz ci się podoba?

Tego dla niego chcesz?

Chcę, żeby niczego nie żałował.

Potrzebuję więcej czasu.

Ja też się boję.

Że nie sprostam.

Przez lata nawalałem.

Ale muszę dać radę. I dam.

Pozwolisz mi go zabrać na paradę olbrzymów?

Wziąłby kolegów.

Tak robią ojcowie.

Muszę się wprawiać.

Jeszcze trochę!

Tak, mam telefon.

Poproszę colę.

Zaraz wracam.

Proszę pana!

Chciałem podziękować.

Jestem ojcem Thea, którego wzięliście do Arsenalu.

Nie pan, tylko ten Anglik.

Pan tłumaczył.

Theo.

Mój syn.

Tak, pamiętam.

Przyniósł nam pan szczęście.

Wziąłem się za angielski.

Jeszcze nie mówię jak pan, ale...

Dobry mam akcent?

Chyba zaszła pomyłka. Skaut nie chciał pańskiego syna.

Słucham?

Nie zwerbował go.

Jeszcze i to.

Jesteś sam?

Gdzie twoje trofeum?

Przyszłe źródło dochodu?

"Mój syn".

Klękajcie narody!

Stul pysk, ćwoku.

- Co? - Tak, do ciebie mówię.

Przymknij mordę.

Tato!

To twój ojciec? Wskakuj.

Wrócimy autobusem.

Wszystko gra?

Tak.

Chodź.

Robimy jutro trening?

Śpij dobrze.

Cześć.

Jutro może nie.

Lepiej odrób lekcje, poucz się.

Myślałem, że szkoła nieważna.

Ważna.

Gdyby jednak nie wyszło z Arsenalem.

Mogą zmienić zdanie.

Fajnie pomarzyć, ale nigdy nie wiadomo.

Nie uważasz?

Zmykaj.

Widzimy się w sobotę na meczu.

Tym razem zmasakrujemy Lille.

To twoje mistrzostwa.

Cześć.

Cholera.

Gdzie cię wcięło?

Nie mogłam się wczoraj dodzwonić. Jak ojciec?

Napił się.

Bił się, ale nic mu nie jest.

A nie mówiłam?

- To nie jego wina. - Więc czyja?

No co?

Arsenal

mnie nie zwerbował.

To była ściema.

Max mu pomógł wszystkich zbajerować.

Theo zrobił to dla ojca.

Przygłup!

Bardzo mi pomogłeś.

Czekaj!

Chciałeś pomóc ojcu, okłamując go?

Nie jesteś odpowiedzialny za cały świat!

Za ojca, drużynę, kumpli i kogo jeszcze?

Pani Grosjean też popija. Chcesz ratować wszystkie ofiary losu?

Wiedziałem, że tak zareagujesz. Dlatego ci nie mówiłem.

Mówiłam, że twój ojciec nie da rady.

Zejdź z niego. Nie każdy jest draniem, jak twój.

Poczekaj!

Można?

Wiem, co pan powie.

Wszyscy gadają o blefie Thea.

On naprawdę pana kocha.

W sumie to lepiej.

I tak nie mógłbym pojechać.

Zapiłem.

O tym też gadają?

Tym razem będzie się pan bił.

To moja specjalność.

Niech ta akcja na coś się przyda.

Powinien pan iść na terapię.

Momencik.

Przenosi się pani?

Miałam poważną rozmowę z szefową.

Po skardze pańskiej byłej żony. Theo mi nałgał, a ja uwierzyłam.

Cholera.

Z szefową mogę porozmawiać.

Tylko nie to! I tak złożyłam wymówienie.

Ale to nic.

Od dawna dostaję propozycje ze Stowarzyszenia Lokatorów Kwaterunku.

Theo dał mi impuls.

Nie mam na ciebie słów! Staniesz przed komisją dyscyplinarną.

- Nie mamy takiej. - To się powoła!

Idź do kolegów.

I skup się przed sobotnim meczem. Będziesz potrzebny.

To ma być sport?

W cukiernictwie przynajmniej...

Ależ my jesteśmy głupi!

Co ja powiem sponsorowi?

"Życie bywa okrutne.

Możemy tylko podawać piłkę

i dać świecić słońcu -

w nadziei, że świeci dla wszystkich".

Eric Cantona.

Nie teraz, Claude.

- Chciał, żeby zaświeciło jego ojcu. - Ojcu? Nie chcę go więcej widzieć!

Ten bajzel to jego wina.

Otwórz.

Musisz w końcu wyjść z pokoju.

Gdzie on się podział?

Theo?

Nie ma go.

Jego ojciec też nie wie, gdzie jest.

Dam pani znać.

Wystawił nas.

Niezły pasztet. Daj magdalenkę!

Wiem, kogo spytać.

- Przepraszam, ja... - Nie mam nic do picia.

Jest u ciebie?

Mrówa? Powinien być na meczu.

Mrówa?

Theo.

Na meczu go nie ma.

Widać nie chce być.

Jeśli nie zagra, już zawsze będzie żałował.

Nie wiesz, gdzie go szukać?

Muszę wrócić do sportu.

Potrenujesz mnie?

Ładnie tu, Mrówa.

Nie nazywaj mnie tak.

Znalazła ci trafną ksywkę.

Wiesz, co robią mrówki ogniste?

Kiedy woda zaleje mrowisko, sczepiają się ze sobą. Jak tratwa.

Żeby się nie utopić.

Potrafią tak dryfować miesiącami.

Solidarnie.

Naoglądałeś się filmów przyrodniczych.

Żaden inny owad nie ma takiego poczucia wspólnoty.

Dla dobra grupy wszystko.

Ta ksywka pasuje do ciebie jak ulał.

Tak mówią ojcowie.

Nie zaczynaj i ty.

- Jedźmy. - Za późno, już wyjechali.

Nie dotrzemy do Lille twoją vespą.

Znajdziemy auto.

Wyprzedź go.

Prujemy już sto dziesięć.

Szybko! Są w szatni po lewej.

Mowy nie ma.

On nie wchodzi. To zadymiarz.

Nie dotykaj mnie.

- Tam gra jego syn. - Takie mam instrukcje.

Będą stosować wysoki pressing. Gramy tak, jak AC Milan z Barceloną:

podania crossowe, piłka nad linią obrony.

Chcę grać. To nie kłamstwo.

Wskakuj w korki.

- Orzeł albo reszka - czysty traf. - I tak wygramy.

Co on tu robi?

Gdzie jesteś?

Na boisku nieopodal.

- Zaczyna się. - Będziesz mi komentować?

Wiesz, że się nie znam.

Daj mi tę małą.

Prosi ciebie.

Zdobył bramkę!

Dawaj!

Nie zniechęcaj się! Na miejsce!

Był faul?

Nasi mają rzut wolny.

Ile zostało?

Około minuty. Jeśli nie strzeli, tamci wygrają.

Gol! Mrówa zdobył bramkę!

W cukiernictwie nie ma takich emocji.

Byłeś świetny.

Ktoś do ciebie.

Brawo. Świetny mecz.

Nie poddajesz się.

Twój kolega pisał mu, że jesteś też dobry taktycznie.

Chyba podrosłeś.

Idziemy? Zobacz, która już godzina.

Żeby się nie spóźnił na samolot.

Weź bułkę z czekoladą. W środku jest czekolada.

- Nie mamy czasu. - Ja stawiam.

Nie rób takiej miny. To wielka szansa.

Nawet mama to zrozumiała.

Niedługo usłyszy o tobie cały świat.

Dorosłeś ostatnio.

Ja zresztą też.

Zgodziłem się, żeby pojechała mama.

Po raz pierwszy podjąłem rozsądną decyzję.

Mnie brakuje jeszcze paru centymetrów.

Zamknęłaś?

Są. I to punktualnie.

Poczekaj.

Nie pojedziesz tam z wyświechtaną torbą.

Piękna.

Dzięki, tato.

Przekażesz to Romane?

Nie bardzo chce mnie widzieć. Smutno jej, że wyjeżdżam.

Mogę zrozumieć.

Będę tęsknił!

W Anglii jest super!

Good morning, Mrówo.

Wiem, nie lubisz tej ksywki.

Gotowy na pierwszy mecz w barwach Arsenalu?

Przez cały czas będę o tobie myślał.

Chcę ci powiedzieć coś ważnego.

Nie martw się już o mnie.

Dam sobie radę.

Zajmij się sobą.

Swoim życiem.

A jeśli kiedyś będzie ci tam źle, to masz pościelone łóżko.

W domu.

Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films: Katarzyna Wojsz

REŻYSERIA

WYSTĄPILI

SCENARIUSZ

ZDJĘCIA

MUZYKA

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.