Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy: Asia. Miłego oglądania!
Czasem zdarza się coś, co sprawia, że ludzie stają się niemi.
Samo wspomnienie tak paraliżuje, że nikt nie ma odwagi o tym rozmawiać.
Z nikim. Nawet sam ze sobą.
Nie śmiemy nawet o tym pomyśleć, nie pada żadne słowo...
Jakby wszystko było do tej pory okryte mgłą. Jakby zakopane głęboko w polu, przez długie lata.
Ale nieoczekiwanie powraca. Tak po prostu, z dnia na dzień. Bum...
Nieważne kiedy to było, jak dawno, zawsze będzie ktoś, kto rozgrzebie to na nowo.
Nieważne co wtedy zrobisz, co pomyślisz, jedno jest pewne:
od teraz masz przejebane.
Teraz, jutro, za tydzień i za rok, do końca swoich dni.
Przejebane.
Hej gościu, czy dobrze słyszałem?
Odechciało ci się już sprzedawać nam swoje krowy?
Chyba trochę za późno na to, co?
Zapomniałeś języka w gębie?
Zrobisz co ci powiemy.
Użyjesz produktów wtedy kiedy będzie nam pasić.
Zapędzisz bydło do wuja na każdy mój znak.
Masz szczęście koleżko, że twój stary znał mojego.
Jak będę już na chacie...
Chcę wiedzieć, że już dzwoniłeś do wuja Edka.
Kapujesz?
Ogarniasz to?
Byki idą tylko do niego, i po jego cenie.
Marc. Léon.
Który to? - Biały.
No to, otwieramy.
Zgadza się.
Włóż to do mojego bagażnika, a resztę do ciężarówki. Tylko szybko.
Ruszać się, słyszeliście, reszta do ciężarówki.
Diederik, zadzwoń do mnie.
De Kuyper Marc...
nie może odebrać telefonu.
Hej babcia.
Chodź do babci.
Babcia zabierze cię teraz do środka.
Hej Jacky.
Cześć braciszku.
Nowe kółka? - Niezłe, co?
Kupę szmalu chyba dałeś. - Niee.
Okazja.
No to ile? - Sześć stówek.
Skąd je masz? - Od Davida.
David? - David, David, ten Walończyk z Waremme.
Ty, żyjesz stary? - Tak, tak.
Co cię kopsło ? - Eee, w nogę grałem.
A co on tak się odstroił?
Modny jestem, nie?
Ej no, mogę sobie pozwolić. Voilŕ.
To jest to, androstenedion?
No. Nie ma po nim śladu w pół godziny po wstrzyknięciu.
Nic, czyściutko.
Bydło przytyło w osiem tygodni zamiast dziesięciu, i 10% więcej tłuszczu.
Dobrze schodzi. - Dobre jest.
Nawet w Hormonalnych Stanach Ameryki o tym nie wiedzą.
Powiedzmy, że wuj Edek... - Przyjedzie tu.
Tak, zadzwonię do Ciebie później. Narka.
No proszę proszę. - Eddy.
Wybierasz się na księżyc czy co? - Eddy, wszystko w porzo?
Stieve. Jacky. Kolejny transport już wyszedł z rzeźni.
Sam chce ci coś pokazać. - Śmiało.
Mój dawny partner biznesowy, gość z Zachodniej Flandrii, powiedział mi...
że jego klient, Marc De Kuyper, szuka nowego źródła dostaw.
Ale sam nie dam rady, przydałoby się jakieś wsparcie.
Czemu nagle zainteresował się nami?
Limburgia jest za daleko. Sama Zachodnia Flandria już chyba nie wystarcza.
Jackie, co ty na to? - Zawsze można pójść pogadać.
Powiedz kiedy Sam.
Spoko.
No i?
No dawaj, to Walończycy, nic nie kumają po naszemu.
Nie było łatwo Richter. Daems się bronił. Musiałem władować pięć kul.
Gdzie są kible?
Gdzie kible? - Tam w rogu.
Te opony, to oryginały? - Takie już były jak buchnęliśmy brykę.
To oryginały. Nie, David?
David? Już takie były, nie? - Tak, tak, zwinęliśmy je takie.
Macie resztę: 1,500 Euro.
Teraz uważnie słuchajcie. Bryka musi zniknąć. Bez gadania.
Znik-nąć.
Taaa, rozumie się. Zniknąć.
Chodźmy, nic tu po nas.
Szefie?. Zapomniałeś swojego pudła. - Nie. To prezent. Od mojego szefa.
Christian? - Co to za gówno?
Jakieś mięcho? - Christian?
Co?
Dziura. - Mogą mnie pocałować w dupę.
Zobacz, dziura po naboju. Tutaj. - Co?
Dziura po naboju.
Ty, rzeczywiście. Dziura po naboju. - Zgadza się. To jest ...
dziura po naboju.
Słynny detektyw ścigający przypadki dodawania anabolików do pasz,
Gilbert Deams, został zamordowany wczoraj wieczorem.
Śmierć nastąpiła w wyniku kilku ran postrzałowych.
Jego samochód został zepchnięty w róg przez nieznajomego, blisko domu detektywa.
Jacky? - Tak?
Gdzie jesteś? - Tutaj.
Telefon do ciebie. Złaź z tej drabiny.
Kto to? - Wujek Eddy.
Słucham. - Szybko, włącz telewizor.
Na wiadomości.
Cóż, teraz mówi się, że Deams również odpowiedział strzałami.
Mimo, że nie ma śladu sprawców, jest pewne, że ...
trzeba ich szukać wśród Mafii Hormonalnej.
David? David? - Tu jestem.
Daems, to on. Na pewno. Zabili gliniarza.
Skąd wiesz?
Nie pierwszy raz pracuję dla tych flamandzkich rzeźników.
Nie wiedziałem. - Nigdy nic nie wiesz.
Mafia. Zwolennicy 't Vlaams Gezanga. Sami faszyści.
Niech ich szlag, parszywi Flamandczycy.
Nie wiesz na pewno. - Nie czaisz?
W nocy zamordowali detektywa, trochę póżniej przyjeżdza dwóch Flamandczyków...
ich samochód ma dziurę po kuli.
Nawet jeśli się mylę, nie ma obaw . Szcególnie dla tych flamandzkich bandziorów.
Uważaj na steka.
Co robimy? - Co robimy??
Porzucimy ten samochód. Nie będziemy się w to bawić.
Ma zniknąć, zniknąć...Niech mnie cmoknie.
Ikske nic nie widział, Ikske nic nie zrobił. - Co za Ikske?
Nieważne. To po flamandzku. I wiesz co?
Porzucimy samochód w ich mieście i umyjemy od tego ręce.
Poczekaj poczekaj. Przecież znajdą samochód.
Rusz mózgownicą, o to właśnie chodzi. Znajdą samochód, nic szczególnego.
Nikt nie pomyśli o morderstwie.
Jest jeden problem. - Jaki?
Opony. - Jakie opony?
Oryginalne opony.
Ah, racja, psiakrew. - Tak, psiakrew.
Trzeba coś wykombinować, co?
Jak zobaczą, że koła nie są oryginalne to...
Mówię ci: Najlepiej jak wypieprzymy furę do kanału.
Nic nie zaszkodzi. - Nic nie zaszkodzi? Pogięło cię?
Gonić 30 km i ryzykować, że ktoś przyczai jak wrzucamy samochód do kanału?
Dorwiemy go.
Dorwiemy go.
Widzisz? Trochę wysiłku ... - Co?
Zobaczysz. Przednia część nie pasuje do tylniej.
To katastrofa dzieciaku...
Zobacz zobacz, jest tam. - Marc.
No jest. Dobrze widzisz.
Cześć. - Marc.
Widzisz? W ogóle nie ucieka.
Pomożesz mi z wtykami w Limburgii.
Limburgia ...
Możesz brać udział, ale gęba na kłódkę. Obserwuj uważnie, słuchaj uważnie.
Widzisz to? I znowu jest niedobrze.
Patrzcie jak dryga. I już jest...
Kto to? - Sam Raymond, weterynarz ...
i jego kontakt z Limburgii.
Jak on się nazywa jescze raz? - Jacky. Jacky Vanmarsenille.
Jacky?
Vanmarsenille?
Marc, wszystko okay? - Tak, wszystko okay.
Jacky Vanmarsenille. Leon.
Sam Raymond. - Diederik.
Chodźmy coś zjeść.
A więc, Limburgia ...
Byłem tam sporo razy. W Czerwonej Dzielnicy.
Przy Drodze Miłości?
Wiesz o czym mówię?
Znasz tę dzielnicę?
Ze słyszenia. - On będzie wiedział.
Mówię wam, jak w raju. Jeden burdel na drugim.
Każdy jeździ 30 na godzinę. Nie trzeba montować fotoradarów.
I tak wszystko tam "staje".
Co mu się stało? - Nie wiem.
Czekaj.
Coś jest nie tak.
Nie przejmuj się tak przesadnie. Zajmę się tym. Tylko się pośpiesz.
Zadzwonię poźniej, okay?
Mój brat.
Sprawdź co z nim.
No dawaj kolego, idź zobacz.
Jack.
Nie znam cię.
Wiecie co mnie dręczy?
Wykończyliście Daemsa.
I nikt nie widzi w tym problemu.
Tylko, że przez to chrzani nam się robota.
Tak czy nie?
A co jak gliny nas obserwują? Ciebie, mnie, tu i teraz.
Co wtedy?
Nikt mnie nie obserwuje.
Ja cię obserwuję.
Więc porozmawiajmy.
Naprawdę, przez moment myślałem, że coś pójdzie nie tak.
Ale wtedy ... pięknie zagrane, Jacky.
"Ja cię obserwuję."
Powinniśmy to uczcić. I nawet wiem jak.
Najpierw podrzuć mnie do domu. - Potrafisz popsuć zabawę.
Allee, hop.
Jacky, idziemy.
No chodź.
W czym problem dzieciaku? Ja płacę.
Hey, to gdzieś tutaj, tak? - Tak ...
Zaraz ci powiem gdzie to.
Allee.
Okay, okay. Idź sobie, partnerze!
Twoje też przelecę! Ale na twój koszt!
20 lat wcześniej
Dawaj Jacky, biegnij. Biegnij!
Masz ty parę w nogach.
Oglądałeś wczoraj Merlinę?
No dalej.
Jean, już idę.
Allee, Stieve.
Będą mi pokazywać jak się wstrzykuje. - Cool.
Stieve, tylko ostrożnie z tymi strzykawkami.
Hej pięknisiu. No chodź tu.
Po co Bóg wymyślił ciepłą wodę, co?
Blee, to smakuje jak kawa. - Idź pomóż bratu.
Znowu dostają zastrzyk? - Tak, musimy je wzmocnić.
Racja, Renaat? - Tak, tak, oczywiście.
To co jest w tych butelkach nazywa się DES. Dietylstilbestrol.
DES? - Tak, DES.
Czyli, hormon wzrostu.
Bo wszystko w organiźmie jest regulowane przez różne substancje.
A hormony są najważniejsze.
Czasami natura potrzebuje pomocy.
Jak metanol, w motorowerach. - Zgadza się chłopcze.
Skup się teraz na strzykawkach.
Jean? Od dzisiaj zawsze używaj świeżych. Żeby nie było infekcji.
Wstrzykuj w zad albo między kopyta.
Żandarmi.
Czego oni tu szukają? - Poczekaj chwilę.
Chodź.
Niedługo wrócę. Bądźcie grzeczni. Niczego nie dotykajce.Okay?
Okay.
Coś będą tutaj kupować?
Jakieś produkty dla bydła chyba. Tak mi się wydaje.
W sklepie z tirami?
Metanol, metadon, hormony ... Wszędzie to można dostać...
Zobacz tam.
Podoba mi się. - Kiepsko mówisz po francusku.
Oh, Jacky, kocham cię. Mam duże cycki. O taak ...
Hey. Nabijasz się z mojej siostry, co? - Nie mówimy dobrze po francusku.
Śmiejesz się z mojej siostry? Chcesz ją zerżnąć?
Bruno, daj spokój. - Chcesz przelecieć moją siostrę?
Bruno, przestań.
Chcesz się pieprzyć? - Co to znaczy?
Uprawiać seks. Wiesz co to seks?
No więc.. - No już. Daj spokój.
A ty z czego rżysz? Ze mnie? Chcesz w czapę?
Chcesz się dymać? Czekaj. - Daj spokój.
Zamknij się.
5000 franków i możesz ją przelecieć. - Zostaw mnie.
Chcesz się bzykać? - To boli.
Stul pysk. Rozbieraj się. No ile dajesz żeby ją bzyknąć?
Chcesz się w nią spuścić?
To twój kontakt. Jak ten Włoch nie zapłaci ...
Słuchaj ... - Nie! To ty słuchaj.
Nie ma kasy, nie ma towaru. Jasne? Nie próbuj mnie robić w bambuko.
Bruno, zrobiłeś o co cię prosiłem?
No to spadaj. Następny co mnie w balona robi.
Jacky. Co ci mówiłem: niczego nie dotykaj. Allee, chodź.
Wsiadajcie.
Weź zrozum te laski.
Cycki, jakieś tam ich zasady i bóg wie co jeszcze. I to już teraz, eh.
A póżniej?
A póżniej ... Musimy czekać aż dadzą nam strzalać, eh.
Strzelać?
Po prostu musimy czekać..
Chodźmy jescze raz. Ostatni.
Już tyle razy tam byliśmy. Za jedenastym razem też jej tam nie będzie.
Kupię ci za to loda. Cztery gałki.
I z bitą śmietaną?
Diederik?
Tu jestem Jacky.
Gdzie byłeś? - Musiałem się wysikać.
Nieważne. Widziałem coś. Chodź zobaczyć. Pochyl się.
Co widziałeś?
Tutaj.
Chodź.
Puść mnie. Zgłupiałeś? - Zachowuj się dziwko.
Kto chce nowy? Chcesz nowy? Masz.
A ty? - Ja też.
Co oni robią? - Nie wiem.
Pornosy chyba oglądają, co? - Chyba tak.
Odwróćcie się.
Gały w drugą strone. Tu nie można. Ej wy, nie podglądać.
Co on robi?
Najazd wrogów! Gonić!
Ale dostaniesz manto.
Mam jednego bachora!
Jesteś nieznośnym gnojkiem, wiesz?.
I zasłużyłeś na wpierdol .
Złap go za ramię. I weź jakiś kamień.
Szczyl jeden. Zrobimy ci zaraz jajecznicę. Złap go za nogę. Daj ten kamień.
Zgniotę ci tym jaja.
Ku-tas! Ku-tas!
Odbiło ci.
O cholera. - Myslałem, że tego nie zrobi.
Kutas.
Cześć Rikkie. No co ty? Chowasz się?
Chodź sobie pociupciamy . - Chora jesteś czy co?
Chora? Nie, napalona.
Chodź do hotelu. Inaczej Mustafa zrobi z ciebie cwela.
Tak musi być za każdym razem? - Jesteśmy kochankami, a kochankowie się bzykają.
No dobra, co to było tam na Hippodromie?
Po prostu spotkanie. - Jacky Vanmarsenille.
Sam Raymond. Na Hippodromie? Z De Kuyperem?
Czy ty naprawdę myślisz, że nie znamy Vanmarsenille'a?
To nie ma nic wspólnego z zabójstwem Deamsa.
Każdego dnia pojawiają się nowe dowody ...
na to, że De Kuyper przynajmniej zlecił zabójstwo.
I o dziwo, ale z tych wszystkich poszlak jakoś mało pochodzi od ciebie.
Czekam. Jacky Vanmarsenille. - Nie znam tych ludzi.
Wydaje się, że są z pieprzonej Limburgii.
Przypadek czy co? - A żebyś wiedziała.
Przypadek nie istnieje, Maes.
Przypadek jest dla idiotów. Ale wiesz co za to istnieje? Głupota.
Idioci używają przypadków jak nie wiedzą czym się wytłumaczyć.
Przyszedł w interesach. Interesy. Ot co.
Mięso, mięso, mięso. Właśnie to.
Właśnie nad tym pracujemy. Więc nie, żaden przypadek, jeśli tak na to spojrzeć.
Okay, słuchaj.
Zlecenie musi wyjść od twoich.
Diederik.
Pomożesz nam ...
jak nie, to będziesz wspólnikem.
Chyba nie myślisz, że ... Nie do wiary.
Możemy ci ufać Diederik?
Ufać?
Będziecie zmuszeni. - Nie powinienem dzielić się tym z wtyką.
Ale widzieli BMW na podjeździe, zaraz po morderstwie.
Takie wielki, serii 5.
No to jak, pomożesz nam Diederik?
Zobaczę co da się zrobić.
Antony, poczekaj.
Czy moglibyśmy ...Moglibyśmy kiedyś ...
wyskoczyć na drinka?
To znaczy jak już będzie po wszystkim?
Im szybciej się to wszystko rozwiąże, tym lepiej Diederik.
Okay. Niech będzie.
A BMW 5. Sprawdzę go. Obiecuję.
No i? Gotowy? - Prawie.
Posuń się, nic nie widzę. - Zaraz.
No posuń się.
Dobra robota, nie ma śladu po kuli.
A to co? David, coś ty zrobił? - Przywiozłem koła z powrotem.
A które oddałeś? - Stievie'ovi? Żadnych.
Powiedziałem, że damy mu nowe.
Nowe? A co ty nagle w totka wygrałeś? Kto za to zapłaci?
Musimy oddać mu stare, a jak pozbędziemy się samochodu ...
poszukamy innych.
Eeee, nie zapominaj, że są na nich ślady z miejsca zbrodni.
Myślisz, że jesteś pieprzonym gliniarzem? Nigdy nie powiążą ich z rodziną Vanmarsenille'ów.
Po prostu rozrzucimy dowody po różnych miejscach. - Okay, tak zrobimy.
Stieve!
Stieve!
Co tam? - Gdzie są twoje koła?
David zabrał je z powrotem. - Jak to: z powrotem?
Jakiś defekt fabryczny. Przywiezie inne.
David-David? - Tak, tak...
Ten koleś zawsze opchnie jakiś szmelc...
Nie wziąłeś zapasowych? - Nie, jak widzisz.
Stieve, masz kupić opony w sklepie do tego przeznaczonym.
Nie rozdwoję się przecież. Właśnie rozdzieliłem robotę chłopakom.
Dlaczego nie pogadasz z Davidem zamiast wyżywać się na mnie?
No ale fakt, tamte koła były cacy .
Zadzwoń później. Tak, na razie.
Jak wyścig konny? - Spoko.
Udało ci się coś załatwić? - Na to wygląda.
Od razu lepiej. - Coś śmierdzi.
Co? - De Kuyper ...
Czekaj, minuta. Poczekaj. Nie wychodź. Muszę to odebrać
Tak. Tak, to drobiazgi... Ale miałeś to przecież zrobić...
Irene, najważniejsze teraz jest to ...
że będzie jeszcze mógł rozwinąć drugorzędne cechy płciowe.
O czym ty mówisz? - Cechy odróżniające faceta,
zarost, rozwój klatki piersiowej, przyrost masy mięśniowej, mutacja ...
rozwój penisa, erekcja. Musi stać się mężczyzną.
No i wytrysk.
Wasz syn ma duże szanse na normalne funkcjonowanie.
No ale będziecie musieli podawać mu testosteron, inaczej ...
Nie ma mowy.Nikt nie będzie szprycował małego tym gównem.
Ale Jacky nie ma już jąder. Przez okres nastoletni ...
podawajcie mu dodatkowe ilośći testosteronu, żeby mógł się odpowiednio rozwinąć.
Musicie to zrobić, inaczej nigdy nie będzie mężczyzną.
Zapytaj teraz. - A ... Ty zapytaj.
Irene, przestań. Nie jesteśmy dziećmi. Zapytaj to co chciałaś.
Czy od teraz będzie gejem?
Diederik jako jedyny może zeznawać przeciwko temu kretynowi.
Nie, nie. Jean, posłuchaj.
Jeśli Diederik zezna przeciwko synowi Schepersa ...
Wytarczy, że Schepers tupnie i jestśmy skończeni. Oboje.
Chcesz rozpętać wojnę przeciwko mafii?
Jean, nie chcę iść do pierdla Schepers wie o nas za dużo.
Kraty, tylko to nas czeka. I Jackie zostanie wtedy sam.
Wiesz kto to jest prawdziwym przestępcą?
Ty, tchórzu.
Jacky, come.
Nie mogłem rozmawiać przy tacie.
Precz. Jak nie potrafisz niczego zrobić, to wynocha.
Już dobrze dzieciaku.
Diederik. Co tu tu robisz, co?
No?
No i uciekł. Zapytaj go czy to był wypadek.
Cekaj. To nie był wypadek.
Poczekaj tu Jacky.
Hey.
Pamiętasz mnie? - Co..?
Chodź. Znasz tego chłopca? - Nie kapuję.
Znasz go?
Chodź, zobacz co zrobiłeś.
Na kolana. Na kolana. - Zostaw mnie.
Zobacz co zrobiłeś.
Ty, przestań. Co ci nie pasuje?
Zabiję go. - Prędzej się zesrasz.
Nie widzisz, że jest przerażony. To był wypadek.
Wypadek? - Tak, wypadek.
Spadaj stąd. Idź sobie.
No już.
Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - Dzień dobry.
Wodę po goleniu...poproszę. - Oczywiście. Może jakaś ulubiona marka?
Niee. - Więc spróbujemy coś nowego.
Proszę ze mną.
A więc. Ta jest wyjątkowa, z nutą irysów, lekko proszkowa.
Występuje przeważnie w damskich perfumach.
Jeśli nie to może nasz najbardziej męski zapach jaki mamy.
Lekki aromat kory drzewnej. To klasyk. Bardzo popularny.
A to jest mój osobisty faworyt.
Sportowy, delikatnie cytrynowy, świeży, pełen młodości ... Dla mężczyzny aktywnego.
Trudny wybór, prawda?.
Wiem co zrobimy.
Dam panu próbki, dobrze? Wybróbuje pan je na spokojnie w domu.
Ważne, żeby także czuć się dobrze, nie tylko ładnie pachnieć.
Jak się pan zdecyduje, to proszę wrócić.
Wezmę tą. - Woda kolońska.
Ah, czemu nie? - Dla mamy.
Oczywiście. Widzę, że rozpuszcza pan mamę. Proszę do kasy.
Proszę bardzo. 28 euro proszę pana. - Proszę.
Dziękuję.
Reszta proszę.
Czy posiada pan już kartę klienta?
Nie. - Czy mogę prosić o pana dane?
Jacky.
Vanmarsenille.
Steenweg, Heers. - Heers?
Druga strona granicy językowej? Moja mama mieszka w pobliżu.
Karta będzie na pana czekać. - Dobrze.
A więc, miłego dnia panu życzę. Do widzenia. - Do widzenia.
Zmieniamy reguły. - O czym ty mówisz?
Dlaczego? - Po prostu. Coś nie gra.
Okay, De Kuyper ma złą reputację ...
ale sam to powiedziałeś: Potrzebujemy go.
Mamy okazję.
De Kuyper ma popieprzone we łbie. Bawi się własnym gównem.
Po prostu go olej. Nie powinniśmy się wychylać .
Poczekajmy aż zgarną zabójcę Deamsa i zobaczymy kto zostanie. Nie tak?
Jest dobrze tak jak jest.
Nie musimy tego psuć zapraszając tu małpy cyrkowe.
Nie wiesz co robisz. Zachowujesz się jaby De Kuyper sam stuknął Deamsa.
Odwołaj umowę. - Sam odwołaj!
Ej, dajcie se spokój, wyluzujcie. Chodźmy lepiej się czegoś napić.
Czym się tak wypsikałeś?
Sam Raymond.
11:37. Opuszcza farmę Vanmarsenille.
Antony. - Cześć stary.
Widzę, że spławiłeś Evę. Jakaś okazja specjalna?
Nie wszystko musi być wedle zasad. - Też tak myślę..
My też nie jesteśmy według zasad, co?.
Przejdę do rzeczy Rikkie. Fajnie byłoby się jeszcze spotkać, ale po wszystkim.
Musimy trochę przystopować na razie ... - Z nami? Spoko. A o co chodzi?
Siadaj.
Czegoś nam nie mówisz. - Ja? Wcale nie.
Nie ściemniaj. Ostrzegam, lepiej nie wciskaj kitu.
Mówię serio. Jestem gliną, analizuję rzeczy, to moja natura.
Widzę cię. Czuję cię...
I wyczuwam jakiś smród..
Pamiętam jak ojciec Jacky'ego zeznawał w sądzie przeciwko twojemu.
Wtedy jeszcze był słaby, brak wyczucia w polityce.
A tu nagle, tatuś Vanmarsenille wpada ze swoją 'moralną' sprawą, pismaki wsystko łykają.
Vanmarsenille nagle bohaterem, a twój stary kończy w pierdlu.
A byli przyjaciółmi..
I nagle Jacky zaczyna się kręcić ci koło dupy ...
Diederik, coś po prostu czuję. - Jacky nie ma z tym nic wspólnego.
Znaliśmy się 20 lat temu.
Jako gówniarze. Źle się stało wtedy. Jeden wielkie szambo..
Pedofilia, czy co? - Niee stary.
Słuchaj, zrobiłbym to samo, na miejscu jego ojca.
Wsadzić twojego starego? - Mojego mówisz?
Mój ojciec jest tchórzem. Był tchórzem.
Zamknął mi gębę. A później siebie.
Muszę lecieć. - Ja też.
Spotkanie z twoim głównym podejrzanym.
Diederik, zrób to dla nas.
Zrób to dla siebie.
I dla nas obu.
Zamknęli zoo po interwencji obrońców praw zwierząt ...
Jako, że jestem weterynarzem, miałem zabić te zwierzaki.
Ale zamiast do rzeźni, zabrałem je na sprzedaż.
Do restauracji.
Tamtego miesiąca, Kongijczycy z Matonge w Brukseli wpieprzali małpy ...
z zoo w Limburgii. I węże, i całe to świństwo.
Obiad podano. Dewolaje, krokiety i warzywa.
A ty Richter? Jak zarabiasz na chleb?
Mówisz i masz. Dostarczam wszystko. Mój produkt to sieci dystrybucyjne.
Bardzo ważny. Bardzo ważny.
To też powód, dla którego wszyscy tu jesteśmy.
Niektóre sieci czasami się psują.
Szczególnie te farmaceutyczne, jeśli wiecie o czym mowa..
Gliny znalazły hormony w moim mięsie, dotarli do Pharmakina.
Pharmakin od razu sprzątnął graty.
Nie muszę chyba dodawać, że dogadali się z glinami.
Powiedzieli: Zrobimy wszystko, żeby trafił za kraty.
Co możesz zrobić w tej sprawie?
Musisz być szybszy niż oni. Silniejszy. - Musisz wywołać w nich strach.
Dopiero wtedy zostawią cię w spokoju.
Po ostatniej akcji, już widzą z kim mają do czynienia.
Nieważne ...
Od tej pory zajmiemy się bliżej małymi dostawcami.
Jak mówią, małe jest piękne.
Nie mamy innej opcji. A przecież trzeba działać.
I ty będziesz naszym nowym dostawcą.
Diederik, pomożesz mu. A Richter zapewni kontakty.
No co? Coś nie tak?
Nie, skąd, zrozumiałem. Po prostu mnie zaskoczyłeś.
Wracam wieczorem do Limburgii. Może pojedziesz ze mną?
Będziesz miał okazję pogadać z Vanmarsenille'ami. W razie jakbyśmy musieli stworzyć nową sieć.
To dobry pomysł.
Vanmarsenille'owie.
Niech będzie.
Przepraszam pana. Musi pan włożyć koszulę .
Nie mam koszuli. - Patrick.
Witaj kolego. - Dobry.
Znasz tu kogoś? - Nie. A ty?
To mój klub.
Flamandczyk? Pierwszy raz tutaj? Uwielbiam Flamandczyków.
Wiecie jak robić interesy, ambitni, dokładni. Podoba mi się to.
Ale tutaj każdy musi nosić koszulę.
Sprzedajmey je tu po 15 euro.
13 euro. - Nie, 15 przyjacielu.
No dobra.
Dwie wódki. 20 euro.
Ile? - 20 euro.
Dwa szampany.
Dwie wódki.
Ja pitolę. Narąbałem się.
Muszę się odlać.
Halo? Niech to szlag. Nie, oddzwonię do ciebie. Tak.
Mamy problem.
Richter, chodź ze mną. Zostaw to. Idziemy.
Jak to się stało, że znaleźli samochód?
Miał zniknąć bez śladu.
Jakim kurwa cudem gliny znalazły go przy drodze?
Marc, słuchaj. Wyraźnie im powiedziałem, że samochód ma zniknąć.
Komu? - Dwóm mechanikom z Liege .
Liege? Z pierdolonego Liege? Kurwa. Czemu nie dałeś tego komuś z Zachodniej Flandrii?
Co to za jeden? Gapi się na ciebie cały czas.
Klient ze sklepu. Daj spokój. - Klient mówisz?
Widziałaś jego wzrok? Można się przestraszyć.
Czy ja wiem. - Nie podoba ci się?
Jest jakiś taki za bardzo ...Nie wiem ....wielki - Zbyt muskularny?
Kobieto, przecież nie musisz od razu za niego wychodzić. Skorzystaj z okazji. Dobrze ci to zrobi.
Cześć.
Jak leci? Wszystko w porządku? - Tak.
Często tu przychodzisz ? - Pierwszy raz.
Ja też.
Koleżanka mnie tu zaciągnęła, bo zadużyła się w szefie.
W tym czarnuchu? - U nas mówi się 'afroamerykanin'.
Pachniesz tą próbką, którą ci sprzedałam. Pasuje ci ten zapach.
Jak chcesz go kupić to wpadnij do sklepu. Mamy jutro otwarte.
Czym się zajmujesz? - Mięsem
To pewnie często urządzasz grilla .
Kto robi grilla? Kiedy? Szkoda, nie mogę przyjść.
Vincent i jego humor ... - Lucia, co tak tutaj stoisz?
Rozmawiam ... - Chodź potańczyć.
Pokażę ci jak tańczą Afrykańczycy. - Vincent, niee ...
No chodź piękna. Na razie stary.
No proszę, jaki poczciwy chłopiec.
Patrzcie, nasz błazen też tu jest.
Gdzie się podziewałeś? Ej, mówię do ciebie. Gdzie byłeś?
Znowu chlał. Zobacz. Nie pożałował sobie.
Chodź, usiądź sobie. Już dobrze.
Idź usiąść. Tam w kącie.
Znowu piłeś.
Przyprowadziłem kogoś.
Co ty na to Jacky?
Zapomnijmy o przeszłości? Diederik chce zgody.
Co ty na to?
Gadasz z De Kuyperem za moimi plecami?
To tylko ... Nie ... Nie.
To znaczy ...
To miała być niespodzianka.
Chciałem ci pokazać, że wszystko jest okay.
Co ci powiedziałem?
Powiedziałem ci, że nie pracujemy z De Kuyperem.
Wiesz jaki masz problem? Nie masz nic. Nie masz jaj.
Chcesz wiedzieć jak to jest?
Daj spokój Jack. - Masz coś przeciwko?
Nigdy się nie dowiesz jak to jest.
Obie. Musisz wykręcić obie.
Ah, pan Vanmarsenille. Jak się pan miewa? Wszystko gra?
Ładna dziś pogoda, co?.
Witam, jest pan bratem Steva?
Proszę wybaczyć to zamieszanie. Mieliśmy tylko stare opony.
Nowe są już w drodze, zamówione. Tuż tuż, trochę cierpliwości.
Mój brat już zapłacił? - Tak.
Więc zapłacił za opony, które mu zabraliście?
Ty łajdaku.
Nie, nie! Błagam! - Stul pysk.
Już więcej się to nie powtórzy.
Jaja sobie robicie? - Nie zrobię tego więcej!
Co takiego zrobiliśmy?
Obiecuję, już się to nie powtórzy.
Za szybko mówi. - Chodzi o tamte opony!
Co z nimi? - Były specjalne .
Zaraz ci specjalnie dupę skopie.
Jacky. Co tu się dzieje? Co ty wyrabiasz?
Odbiło ci?
Mówiłem ci: Kup opony w normalnym sklepie.
Mówiłem czy nie?
Chcecie skorzystać z prysznica?
Banda flamandzkich durniów. Walcie się.
Idźcie się leczyć. - Christian, zaczekaj.
To wszystko z powodu opon?
Widziałeś w jakim byli stanie?
Nigdy nie odpowiadasz. Od lat próbuję się z tobą dogadać.. A ty traktujesz mnie jak gówno.
Tyle dla ciebie zrobiłem. Zawsze cię wspierałem.
Pamiętasz swoje trzydzieste urodziny? ...
Kazałem im pozrywać te głupie plakaty, jak śmieli się, że nie masz jeszcze żony.
Tak. I tak mi się odwdzięczasz za to, ...
że zabraniam mówić ludziom przy tobie, że brak ci jaj.
Zamknij japę. - No dalej, uderz mnie.
Tylko ja ci zostałem.
Pamiętaj o tym.
Stieve ...
Stieve.
Pamiętaj o tym.
Zobacz, to Sustanon. Czysty towar, nie jakaś podróbka z Polski czy Rosji.
Ile chcesz? 250 mg? Zastrzyk domięśniowy. Okay?
Testoviron. Prosiłeś o to? - Nie.
Nie? Mestanolone, mocny produkt.
Mam też pochodne, DHT.
Nie chcesz BHV, co? - Nie, nie ...
Okay, Mestanolone, dziesięć do trzyzdziestu mg na dzień, max trzydzieści.
I zapomnij o alkoholu. Inaczej pożegnaj się z wątrobą.
Nie znamy się. Dlatego ci to mówię.
A to co? - To?
To Metyltestosteron. Słyszałeś o nim? Nazywamy go 'ciężki kaliber'.
Prawdziwa bazooka. Cholernie niebezpieczny. Nie każdy może to dostać.
Dużo ryzykuję.
Kopę lat Bruno.
Zadzwonimy do twojej siostrzyczki?
Cześć. Tu Lucia. Zostaw wiadomość... - Chcesz jej coś powiedzieć?
Wiesz po co tu jestem?
Wiesz? Przyszedłem coś zabrać.
Wiesz co? Coś na pamiątkę.
Takiej miny jeszcze nie miałeś.
Wiesz co mamo, widziałam go.
Tego chłopaka. Jego ojciec przywiózł go tu dwadzieścia lat temu.
Ciągle o nim myślę. Jestem pewna, że to on.
Groził ci? - Nie mamo.
Chyba wiesz, że to był wypadek. - Taa, jasne mamo.
Wszyscy znamy 'wypadki' Bruna.
Jest jeszcze gin? - Zaraz.
Diederik, dla ciebie też? - Tak.
Wycofuję się z umowy z Limburgią. Za dużo tam smrodu.
Diederik, znasz francuski? - Trochę.
Pojedziesz to Liege. Dwaj mechanicy lecą sobie w kulki.
Powiedz, że przysłał cię Richter. Nie ja, Richter.
Richter nie może sam pojechać?
Powiesz, że jak chlapną coś na temat Richtera i jego bryki...
to Richter przerobi ich na kotlety mielone. Powtórz.
Jeśli chlapniecie coś na temat Richtera...
Po francusku idioto!
Eva, tu Diederik. Coś jest na rzeczy.
Mam nastraszyć dwóch gości. Jakiegoś Davida and Christiana.
Chyba wiedzą coś o twoim BMW.
Eve, są wyniki badań. Z BMW.
O, Eva. Wejdź.
Laboratorium znalazło w samochodzie pocisk wystrzelony przez Deamsa.
Jedna z kul utkwiła w karoserii.
Dziurę zalepiono poliestrem.
Są na nim odciski palców dwóch facetów.
Davida Filippiniego, oskarżonego o paserstwo.
I jego kuzyna, Christiana Filippiniego, skazanego za paserstwo, napad i kradzież.
Widziano ich u Vanmarsenille'ów.
Już wysłaliśmy oddział, żeby ich aresztował. - To mój informator. Czekajcie.
Eva, tu Diederik. Coś jest na rzeczy.
Mam nastraszyć dwóch gości. Jakiegoś Davida i Christiana.
O kurwa.
David and Christian? Mechanicy?
A kto pyta? - Richter.
Niech to... - Dostałem od niego wiadomość.
Piśniecie słówko na temat BMW, Richter urwie wam jaja i przerobi je na kiełbachy.
Co? - Co?
Parówy z nich zrobi.
Cholera, cholera, cholera. Lucia, ty idiotko.
Cześć. - Co tutaj robisz?
Koleżanka. Może zaczekać.
Czemu przyjechałaś?
Kurczę, czego ona chce? To Daphne. Wiesz która. Była ze mną w klubie.
Długo wtedy zostałeś? - Nie.
No i znowu.
Muszę do niej oddzwonić. Może coś się stało w sklepie.
Tak, Daphne. Co jest? - Ten facet z dyskoteki ...
Który? Vincent? Ten podrywacz?
Tak. Spał u ciebie tamtej nocy? - Nie chodzę do łóżka z kim popadnie.
Poczekaj. Jest w śpiączce. Pobili go jak psa. Ledwo żyje.
Jeśli wogóle się obudzi, do końca życia będzie warzywem.
Halo? Lucia? Jesteś tam?
Wszystko w porządku?
Tak, tak. Muszę jechać. Coś się stało w sklepie.
Przyjdę po te perfumy. - A, tak, super.
Na razie.
Cześć Peter.
Tam. Siadaj.
Nikt nie może cię widzieć. Antony zostanie z tobą.
Kurwa, mam już dość Flamandczyków. Rzygać mi się na was chce.
Banda dupków. Niczego nie zrobiłem.
Ja go nie zabiłem.
To mój kuzyn, David. To on zapoznał mnie z tym Flamandczykiem.
Chcę, żebyście ukradli dla mnie samochód.
Mój kuzyn Christian jest miły, ale ci jego koledzy...
Nie martw się flamandzki przyjacielu. Znikające samochody to nasza specjalność.
Miałem przeczucie, że nie pozbędzie się wozu, tylko sprzeda go na części.
Następnego dnia Christian przyjechał...
BMW serii 5. - Załatwione.
Ukradzionym... - W Liege.
To nie tak, David zwinął go w Namur.
Richter wrócił kilka dni później z jakimś flamandzkim faszystą.
Rzeźnik, wielkie bydle i kibic Burges.
Nic mu nie powiedziałem, ale pomyślałem sobie:
David, skąd ty znasz tych flamandzkich durniów?
Moi flamandcy przyjaciele.
Jak możesz zadawać się z takimi typami, pomyślałem sobie.
A tu nagle, jakieś pięć godzin później, ten flamandzki żołdak znowu zawitał.
Zaparkował wóz w warsztacie i co widzę? Dziurę w karoserii.
Tak mi się zdawało, że ... - Musiał kogoś zabić.
Tego glinę od hormonów.
Jakie koła? - Christian chciał je sprzedać.
Aa, te koła.
Wiedziałem, że jeden z Vanmarsenille'ów jeździ BMW ...
No to pomyślałem od razu o nim.
Znam go raczej dobrze. Zawsze wpada jak idzie na dziwki.
Wymieniłem koła i założyłem te stare do BMW Richtera.
Następnego dnia usłyszałem w radio o zabójstwie.
Pojechałem prosto do Vanmarsenille'ów żeby zabrać koła z powrotem.
I wtedy się wszystko pochrzaniło.
Zwłaszcza...Zwłaszcza dla Christiana.
Mój telefon.
Chcecie wiedzieć, gdzie są koła?
Richter i te flamandzkie palanty pracują dla Jacky'ego Vanmarsenille'a.
To wariat, ma łeb jak byk.
Koła? Te z miejsca zbrodni? Są w jego domu.
To adres Richtera. De Kuyper i Leon ukrywają się u tej kobiety.
Diederik. - Eva.
Czy Vanmarsenille'owie naprawdę nie mają z tym nic wspólnego? Totalnie nic?
Nigdy nie widziałem Sama ani Jacka z De Kuyperem. Chodzi o to, że...
Przestań kręcić Diederik.
Nie pozwolę go wrobić tylko dlatego, że jakiś przypadek...
Przypadek? Dobrze wiesz co myślę o przypadkach.
Wszystko jest jasne.
Wracaj do domu i ani słowa De Kuyperowi o twoim zatrzymaniu.
Koniec tematu. Basta.
Chcę tylko...
żebyś jeszcze raz przejrzał tę listę.
Kogoś jeszcze znasz?
No co? - Nic.
Nic? - Lucia.
Jak chodziłem jeszcze do szkoły, to była tam taka dziewczyna.
Lucia?
Wyprowadź go. - Diederik. Chodź.
Idź do domu Diederik.
No co? Nikt nas nie widzi.
Dopiero po sprawie. - Po sprawie ...
Tak, po wszystkim Diederik.
Lucia Schepers?
Nigdy nie była karana . - Nie będę ryzykować. Założymy jej podsłuch.
Pierdol się Antony. Pierdol się.
Co na obiad? - Zapiekany kurczak z morelami.
I sosem koktajlowym? - Tak.
A tata nie je? - Niech sobie jeszcze posiedzi.
Diederik właśnie zaparkował pod bramą Byka. Czy tak się z nim umówiliście?
Co? Diederik? U Vanmarsenille'a?
Coś jest nie tak z przekaźnikiem. - Przed chwilą pokazywał, że jedzie w kierunku wybrzeża.
Kurwa, Diederik, odbierz telefon.
Jean.
Jean?
Jacky, co to za jeden koło ojca. Znasz go?
Do ciebie przyszedł?
Poczekaj tu.
Czego tu szukasz?
Jack.
Czego chcesz?
Jack, posłuchaj. Musisz zabrać stąd rodzinę.
Dlaczego?
Za kilka godzin będziesz miał na karku jednostkę specjalną.
Co takiego? - Gliny.
Oddział specjalny do czegoś tam. - Co ty ględzisz?
Jestem informatorem dla policji.
Mówiłem im, że nie masz z tym nic wspólnego.
Co? - Jacky, zostaw go.
Co? - Zgarną stąd wszystkich.
De Kuypera, Sama, ciebie.
Myślą, że jesteś zamieszany w morderstwo Deamsa.
Wiem, że to nieprawda...
Głupi przypadek. Ale jesli chcesz, żeby rodzina była bezpieczna...
Mamo. Jedź z ojcem do Stieva. Powiedz mu, żeby tu nie przyjeżdżał.
Co z bydłem? - Idź już.
Ale... - Ale już!
Ty zostań tutaj.
Muszę jechać. - Masz tu zostać.
De Kuyper się dowie, że go wydałem. - Powiedziałem nie.
Mają przyjechać dzisiaj? - Nie wiem na sto procent.
Mam nadzieję, że tak. Chcę to już mieć za sobą.
Tak, jasne...
Musisz mi pomóc.
Coś jeszcze?
Całe moje życie spędziłem ze zwierzątami.
Zawsze czułem się jak te byki.
Ale nigdy nie wiedziałem, jakie to jest opiekować się kimś.
Cielakiem, stadem, żoną, dziećmi.
Chronić je tak po prostu, bo taka jest moja natura.
Pozbawiono mnie tego, co powinienem mieć.
Jesteś pedałem?
Ja? Oszalałeś?
Gdzie twój samochód?
Diederik wyjeżdża. Tak, jest sam.
Kiedy pojawi się interwencja?
Co tam jest?
Witaminy
Tak?
Co? Diederik znów się urwał?
Tak? Do Liege?
Kurwa.
Jesteśmy na miejscu? - Tak.
Kto tu mieszka?
Lucia? - Skąd wiesz?
Można się było po tobie tego spodziewać.
No idź już.
Idź do niej.
Tak? - To ja, Jacky.
Jacky? Nie spodziwałam się ciebie.
Wiesz, mam gości. Mógłbyś wpaść jutro?
Okay? Do jutra. Pa pa. - Lucia.
Halo, policja?
Jakiś facet próbuje dostać się do mojego mieszkania.
Tak, boję się.
Ma na imię Jacky. Jacky Vanmarsenille.
Szefowo?
Policja w Liege dostała zawiadomienie o próbie włamania.
Dzwoniła Lucia Schepers.
Jacky? Jacky, nie mogę cię wpuścić.
Nie jestem sama. - Tylko pięć minut Lucia.
Idź do domu.
Zobaczymy się jutro, okay? Wtedy mi wszystko powiesz. Zgoda?
Kto z tobą jest?
Nie rób tego Lucia. Nie rób tego.
Dobra, przestań walić.
Otworzę drzwi. W porządku?
Tak.
Co się dzieje Lucia?
Jesteś sama.
Boisz się mnie? - Ciebie? Ależ skąd.
Przychodzisz tu o dziewiątej wieczorem, próbujesz wywarzyć drzwi...
Nie, wogóle się nie boję.
Czemu przyjechałaś do mojego domu?
Bo jestem kobietą. Jestem głupia, nie wiem.
Okay. Mam pomysł? Przyniosę coś do picia.
Trochę ochłoniemy.
Później pójdziesz do domu, i jutro zobaczymy się znowu, może być?
Nigdzie się nie ruszaj i niczego nie potłucz.
Tak, dzwoniłam na policję.
Już wszystko wiem, wiem co zrobiłeś.
Jesteś...
Wszyscy jesteście jak zwierzęta. Taka jest prawda.
Napadł na mnie.
Nic nie zrobiłem.
Nie jestem zwierzęciem.
Nie rozumiem o czym mówisz.
Jeśli wyjdziesz teraz, masz jeszcze szansę uciec.
Gdzie łazienka?
Tam.
Nie zdążymy.
Policja.
Panie Vanmarsenille, proszę wyjść.
Proszę wyjść.
Ręce do góry. Jesteś sam? Idziemy. Szybko. Dalej, no już.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.