Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.SubtitleDB.org
- Chodźmy! - Idziemy.
- Szybko! - Biegnijcie!
- Ostrożnie. - Uważajcie na dziurę.
Szybko!
Biegnijcie!
Szybko!
Do wody!
Teraz zniszczę miasto żołnierza!
Wrzuć wszystko do środka. Małe też.
- Mogę wziąć miecz? - Nie.
Idziemy na mecz.
- A miecz Kapitana Ameryki? - Też nie.
- Dlaczego? - A jak będziesz kibicował bratu?
Nie chce się otworzyć.
- Gdzie? - Tutaj.
- To się nie otwiera? - Tutaj. Spójrz.
- Chcesz nóż? - Tak, przynieś.
Ale uważaj.
Masz go?
A, tutaj. Dziękuję, synu. Zobaczymy, czy się otworzy.
- Udało się. - Tu - tak, ale na dole - nie.
Chodźmy.
- Skąd ta mgła, mamo? - Taki mamy dzień.
Idziemy. Raz, dwa, trzy...
Udało ci się, Fabiano? Patrz, twojemu bratu się udało.
No już!
- Chodźmy, dzieciaki! - Zrzęda!
Pożegnam się ze Zrzędą.
- Zostawcie go. - Pa, Zrzędo!
Idziemy!
Mgła! Mgła!
Soniu, tu Irene.
Trochę się spóźniłam i już cię nie było.
Gdzie jesteś? Zadzwoń. Buziaki.
- Mamo... - Co?
Czekaj, zadzwonię do taty.
- A Fabiano? - Zadzwonimy do niego. Zaczekaj.
Cześć, skarbie. Nie, będę. Dzwoniła do ciebie Sonia?
Zadzwoniła?
Nie? Nie ma jej tu. Nie wiem... Czekaj.
Rodrigo, synu! Idziemy! Nie możemy już czekać!
- Kupiłeś mleko? - Nie kupiłem.
- Sonia mówiła, że kosztuje 8, 90. - Nie, 12,50.
- Cześć, tatusiu! - Prześlij mu buziaka.
- Buziaki, tato! - Już idziemy. Chodź, Rodrigo!
Idziemy.
Napracowaliśmy się, żeby dotrzeć do finału. To końcówka.
Jeśli wygramy ten mecz, przejdziemy do historii.
Do dzieła!
- Brawo, Fernando! - Super, synu!
Dobrze, Fernando!
Zatrzymaj go!
Niech to szlag!
Dawaj, synu!
Dawaj, synu!
Obronił!
Co się stało?
Oj, siostrzyczko...
Wybacz mi, dobrze?
Nie przejmuj się.
Wie, że tu jesteś?
Jasne, że nie.
To dobrze, bo trochę się go boję.
Jeśli chcesz, możemy sobie iść.
Przestań. Wiesz, że nie o to mi chodziło.
Pokaż mi to.
Powinnaś przyłożyć sobie lód. Makijaż nie wystarczy.
- Aż tak źle? - Przyniosę ci lód.
- Zamienimy się mieczami świetlnymi? - Nie!
Czemu?
- Nie lubię pizzy. - Chcesz pączki?
Jeśli zdejmiesz bazylię, nie zjesz tego kawałka.
Wezmę go, jeśli zdejmiesz bazylię.
Aż tyle, Klaus? To za dużo!
- Ja chcę! - Fernando!
Jak to?
Synu, wszyscy na ciebie czekamy!
Jak to, Jander?
Stary, mówisz poważnie?
Jestem głodny!
- Chcesz duży kawałek, skarbie? - Dam ten twojej siostrze.
Samolot wyląduje na tacie.
Nałóż najpierw chłopcom. Ja zjem później.
- Możesz wziąć ten, Klaus. - Musisz jeść, Soniu.
- Braciszku! Weź to! - Dajcie mi coś powiedzieć.
Krój na mniejsze kawałki, synku.
Zaczekaj, ja to zrobię.
Mniejsze kawałki lepiej się połyka.
Ta z oliwkami jest dobra. Próbowaliście?
Jest doskonała, skarbie.
- Usiądź i jedz. - Siadaj, skarbie.
- Zaraz usiądę. - Mamy z kiełbasą?
Fernando! Z kiełbasą się piecze.
- Bracie! - Nie krzycz!
Dam ci 8000, jeśli przyjdziesz!
Słuchajcie.
Muszę wam coś powiedzieć. Zaproponowano mi grę w Niemczech.
- Czekaj. Co? - Zaproponowano mi grę w Niemczech!
Poważnie! Zaproponowano mi grę w niemieckiej drużynie!
Mamo! Będę grał zawodowo W piłkę ręczną!
- Jak to? - Zostanę zawodowcem!
- Weź mnie ze sobą! - Pewnie, że wezmę!
Piłka, tato!
Jak to w Niemczech? To nie takie proste.
Gratuluję...
- Co się stało? - Nie chce się zakręcić.
Czekajcie, to nie zabawa!
- Nie, puść. - Nie rób tego!
Zakręćcie zawór!
Idźcie stąd.
Fernando, zakręć zawór!
Ja pójdę. Zaczekaj.
Boże!
Szybko, Klaus!
Próbuję! Czekaj!
Zaleje całą kuchnię! Pospiesz się!
Nie mogę!
LOVELING
To będzie kosztowało.
- Jest inny sposób? - Przeprowadźmy się do nowego domu.
Skąd weźmiemy pieniądze? Nie mamy za co go wykończyć.
- Wiesz, że mamy. - Jeśli sprzedamy dom W Araruamie.
Agent powiedział, że ma chętnego.
- Nie chcę o tym słyszeć. - Dlaczego?
Mówiłam ci. Nie chcę go sprzedawać.
Nie stać nas na dom na plaży Soniu, wytłumacz siostrze.
Musi pogodzić się z faktami.
- Nie chcę go sprzedawać. - Nie mamy wyjścia.
- Nie... - Idź naokoło.
- Po drabinie. - Tamtędy.
- Musisz zrozumieć. - Nie chcę o tym rozmawiać.
Ale będziemy musieli. Na spokojnie.
Musimy tylko poprowadzić rurę z zewnątrz.
- Będziemy się kąpać, prać... - Dokąd idziesz, synu?
Muszę iść.
- Kocham cię. - Dokąd idziesz?
- Chłopaki świętują. - Jakie chłopaki?
- Z drużyny. - Jak wrócisz?
- Z Jonasem. - On pije. Nie jedź z nim.
- Spokojnie. - Mówię poważnie.
- Jutro mamy spotkanie z Janderem. - Ja pójdę. Słuchaj, Fernando...
Jeśli ten chłopak będzie pił, nie wrócisz z nim.
Zadzwoń i po ciebie przyjedziemy. Prawda, Soniu? Pojedziemy kombi.
Daj mi buziaka.
Obiecaj, że nie będziesz z nim jechał, jeśli będzie pił.
- Wyluzuj. - Obiecaj.
- Pa! - Powiedz: "Obiecuję, mamo!".
Kocham cię, synu.
ŁAZIENKA
MÓJ POKÓJ
Irene. Tu jest twój egzamin. Jeszcze go nie sprawdziłam.
Ale to koniec trymestru i...
- Dobrze. Możesz zaczekać chwilę? - Mogę.
- Sprawdzę go teraz, dobrze? - Dziękuję.
To ten.
Dobrze odpowiedziałam?
Tutaj - tak.
Przyjrzymy się temu na spokojnie i wkrótce damy odpowiedź.
Jest jakiś na to termin?
Im szybciej, tym lepiej. Trochę nam się spieszy.
- Cześć, skarbie. - W porządku?
Przeczytamy i oddzwonimy. Będziemy w kontakcie.
- Wybacz, muszę uciekać. - Pan to Jander?
- To Jander, skarbie. - Moja matka, Irene.
- Przepraszam za spóźnienie. - Bardzo dziękuję.
- Już pan idzie? - Jest umówiony.
Odezwiemy się.
Zdałam egzamin.
- Gratuluję, mamo! - Udało mi się.
- Super, mamo. Gratuluję. - Dziękuję, synu.
Będzie uroczystość.
- Gratuluję. - Dziękuję.
- Chciałam zapytać o szkołę... - .Już wszystko wytłumaczył.
Jak mówiłem Klausowi, szkoła jest świetna.
Chodziłem tam, więc mogę zapewnić.
Proszę z nimi porozmawiać. Muszę już iść.
- Odezwiemy się. - Bardzo dziękujemy.
dziękujemy-
- Przepraszam, że się spóźniłam. - To nic. Ale nie mogliśmy czekać.
Patrz, jaka fajna!
Wszystko po niemiecku. Nic nie rozumiem.
Ale spójrz na tę halę.
Czegoś takiego w Brazylii nie ma.
Będziemy musieli załatwić mu paszport i wizę...
- Pozwolić na usamodzielnienie się. - Po co?
- Muszę być dorosły, żeby grać. - I podróżować sam.
- Będziesz dorosły! - Prześlą mu bilet e-mailem.
- Leci za 20 dni. - Za 20 dni?
- Leci za 20 dni? - Tak.
Nie może. Jest środek roku szkolnego.
- Przepadnie mu rok. - Będę się uczył tam.
- Musisz znać niemiecki. - Wszyscy tam mówią po angielsku.
Dostanę korepetytora. Szybko się uczę.
Niemieckiego? Nawet Niemcy nie uczą się szybko.
- To nie takie trudne! - Zostałeś geniuszem?
- Szybko się uczę. - Myślałam, że wyjedzie za rok.
Mielibyśmy trochę czasu.
- Skończy szkołę i wyjedzie. - Niemcy są zorganizowani.
To początek sezonu.
Jeśli nie wyjadę za 20 dni, z mojej kariery będą nici!
- Nie przesadzaj. - Nie przesadzam. To prawda.
- Dlaczego? - Później nie będą mnie chcieli.
To początek sezonu. Nie mogą czekać.
Mają mistrzostwa.
Nie martw się, mamo. To bardzo poważna drużyna.
- Przeczytamy kontrakt na spokojnie. - Aleja nie znam angielskiego.
Przeczytam i ci wytłumaczę.
- Musimy ci kupić futerał. - Dużo kosztuje.
Wiem, ale lepsze to niż noszenie tego tak po ulicy.
To niebezpieczne.
- A jeśli upadnie i się popsuje? - No właśnie.
- A jeśli upadnie i się popsuje? - Już po nim!
- O mało jej nie uderzyłeś! - Nawet jej nie musnąłem.
Chodź tu, Matheus. Nie oddalaj się od mamy.
Na ulicy jest dużo ludzi. Trzymaj się wózka.
- Uważaj! Idź przodem. - Nie chciałem.
Boże drogi... Do cholery.
- Poproszę z trenerem. - Dzień dobry, Soniu.
Zestaw kosztuje 50. Halo, trenerze? Chwileczkę.
Tu Irene, mama Fernanda. Wszystko W porządku?
Kim jest ten Jander, który był wczoraj na meczu?
Mówił, że pan go zna.
- Przepraszam, mogę przerwać? - Chwileczkę. Jasne.
- To trochę za drogie. - To najlepszy materiał.
Najlepsza bawełna. Możesz zapłacić za miesiąc. Jestem.
Chcę pieczeń. Mam drobne.
Drobne są dla mnie jak prezent!
- Dziękuję. - To Ja dziękuję. Pa!
Powiedział, że jest pana znajomym. Myślałam, że pan wie.
Chciałam zapytać. To pański najlepszy gracz.
- Zestaw małżeński kosztuje 50. - Chwileczkę.
Daj mu rabat. Nie chcę stracić klienta.
- 45? - Sama zdecyduj.
- 45 to dobra cena. - Zna go pan czy nie?
Rozumiem. Chciałam wiedzieć.
Pokazał nam jakieś papiery. Rozmawiał z Klausem.
Powiedział, że ma tam być za 20 dni.
- Muszę iść, Soniu. - Co się stało?
Mam coś pilnego do załatwienia. Przyjdzie parę osób po pościel.
Resztę możesz sprzedać, jeśli chcesz.
- Wszystko w porządku? - Później ci wytłumaczę.
- Dobrze. - Dzięki. Pa!
Powodzenia W sprzedaży.
- Mogę zagrać W finale. - Co ty tu robisz?
- Przyszedłem na trening. - Nie jedziesz do Niemiec?
- Dopiero za 20 dni. - Zabieraj swoje rzeczy i idź.
- Mogę zagrać W finale. - Nie zagrasz!
Niczego się nie nauczyłeś. Męstwa, gry drużynowej...
Nie ma ludzi niezastąpionych. opuszczasz nas!
Mieliśmy plan dla tej cholernej drużyny!
Niech pan mnie zostawi! Odbiło panu?
Ty gnoju!
Przestańcie, ludzie. Przestańcie!
Dosyć!
Wypiął się na nas!
Niech pan przestanie!
Puśćcie mnie!
- Gówniarz dostanie w pysk! - Fernando, przestań.
Chodźmy stąd. Dosyć.
- Co ty tu robisz? - Przyszłam do ciebie. Nie wiedziałam.
- Nic ci nie jest? - Nie, a tobie?
- Wszystko dobrze? - Tak.
- Chodźmy. - Pogadam z chłopakami.
- Tędy. - Dobrze, chodźmy.
Idziemy, synu.
Wszystko w porządku. Waszemu bratu nic nie jest.
Wezmę go.
Pomóc ci, Rodrigo? Daj mi plecak.
Nie muszę nic tłumaczyć.
To co innego.
Naprawdę muszę ci to tłumaczyć?
Nie mogę.
Zrób coś dla mnie. Daj mi trochę czasu.
Daj mi trochę czasu i to przemyślę.
Kto zapłaci?
Co, może ty?
Wiesz, że tego nie zrobisz.
Alan, pogadamy kiedy indziej. Teraz nie mogę.
Raz, dwa, trzy, start!
- Zabiłem cię! - Nieprawda!
No to chodź.
Thiago!
- Synu, twój ojciec. - Co?
- Chce z tobą rozmawiać. - Bawię się. Później.
Nie chce rozmawiać! On, nie ja!
Nie będę dłużej rozmawiać.
Nie mogę, jestem zajęta.
Wybacz. Przepraszam za ten bałagan.
Soniu, myślę, że powinnaś z nim porozmawiać.
Nie.
Nie mam o czym.
Powinnaś to zrobić. Jeśli chcesz, mogę z tobą iść.
Nie mogę na niego patrzeć!
- Kto chce pomarańczę? - Ja nie!
Nie chcesz, Fabiano?
- Ja chcę. - Chcesz, Thiago?
Matheus, chcesz pomarańczę?
Gol!
Matheus!
Za chwilę, mamo!
Uważajcie!
Gol! Matheus!
- Ja chcę, mamo. - Chcesz, Rodrigo?
Tak.
Thiago, daj to Rodrigowi.
Dobra. Rzuć do mnie.
- Dawaj. - Mam wiaderko.
Bańki!
Uważajcie na oczy.
Jeszcze Matheus!
Mamusia bardzo cię kocha
Dlatego śpij
Kochanie
Ile dostanie biletów? Kiedy wróci?
Nie pamiętam. Zapytam.
Klaus, musimy mu kupić kurtkę.
Lepiej kupić tam.
Ile trwa podróż?
Nie wiem. Trochę ponad godzinę do Rio autobusem.
A stamtąd na lotnisko...
- Jakieś 15 godzin. - Jejku...
Patrz, siostro.
- Ładna. - Dobra, prawda?
- Nowoczesna. - Ile kosztuje?
50. Jak wszystko na tym wieszaku.
- Wezmę ją. - Dobrze.
Ją i kąpielówki.
Kąpielówki są nowe, jak mówiłem.
Zapłacę. 50 i 50...
Jest tu obok.
- Wie, że przyjdę? - Tak.
Powiedz mu, że zaraz będziemy. Muszę zapłacić. Już idę.
Trzymaj. Zapomniałam ci to dać. Zaproszenie na zakończenie szkoły.
Kończysz studia, Irene!
- Spełniło się twoje marzenie! - Udało mi się.
- Gratuluję! - Dziękuję. Zdałam.
- Cudownie! - Wpadniesz?
Nie mogę się doczekać. Muszę was wystroić!
Nie możecie iść na zakończenie szkoły W starych ciuchach!
Spójrz na to, Irene.
Zobacz, ile to waży.
Cudowna, prawda? Czysty glamour!
Dla ciebie też coś mam, Soniu.
W stylu eskimoskim czy oliwkowa?
- Piękne. Wrócimy tu. - schowam je dla was.
Sonii się spieszy. Pozwól, że zapłacę.
Kurtkę dam ci w prezencie z okazji zakończenia szkoły!
Nie ma mowy. To nawet nie dla mnie.
- Dla męża? - Nie, dla Fernanda.
.Już jest taki duży?
Prawdziwy mężczyzna. Będzie grał W piłkę ręczną W Niemczech.
- W piłkę nożną? - Nie, w ręczną. Rękami.
To nie faul?
Najważniejsze, że W Niemczech. Tam jest cudownie!
Mam kuzyna, który pojechał do Berlina i już nie wrócił.
Nigdy nie wrócił do kraju.
- Berlin jest super, tyle luksusu! - Tak myślisz?
Wiem, że tam jest zimno.
Wszystko będzie dobrze. Nie smuć się, aniołku.
Zapłacę ci. Sonii się spieszy. Musimy już iść.
Patrz.
Recepta od lekarki.
Biorę lekarstwa.
Byłem u niej już dwa razy i codziennie chodzę do kościoła.
Uda mi się!
Klaus nie chce cię widzieć.
Mówi, że jeśli cię zobaczy, to ci przyłoży.
Wiem. I ma rację.
Ale to były narkotyki, nie ja. Wiesz, że nie jestem złym człowiekiem.
Bardzo tęsknię za tobą i Thiagiem.
Alan, zrozum, zrobiłeś coś bardzo poważnego.
- Musisz dać Sonii trochę czasu. - Wiem...
Jeśli się do niej zbliżysz albo tkniesz ją choćby palcem,
ją albo mojego siostrzeńca, wezwę policję.
To się nigdy nie powtórzy-.
Dobrze. Inaczej od razu wezwę policję.
Daj mi klucz.
Daj mi klucz do mojego domu. Muszę tam wrócić.
Masz się gdzie zatrzymać?
Soniu, proszę.
Mój klucz.
Nie wyprowadzę się! Musisz wrócić!
Nie rób skandalu. Przyszłyśmy pogadać na spokojnie.
- To ona się kłóci. - Zdenerwowałeś się. Spokojnie.
Przygotowałem dom na ich powrót.
- Pomogła mi matka. - Grzebała w moich rzeczach?
- Soniu, uspokój się. - Tak było?
Muszę iść. Chcecie dalej rozmawiać?
Chcę odzyskać swoje życie.
A ja chcę klucz do mojego domu!
Przestań!
Ładnie wyglądam?
Zaczekaj, synu. Puść...
Wyglądam ładnie?
Dobrze się umalowałam? Ładnie wyglądam, Fernando?
Twoje rzęsy są mniej więcej...
Moje rzęsy?
- Nie, tam. Twoje brwi. - Brwi?
- Idziemy? - Chcę już wejść.
- Zostanę tutaj. - Nie, Fernando. Chodź.
- Kto idzie ze mną! - Ja!
Chcę zostać tutaj.
Chodźmy.
Matheus, Fabiano.
Wiecie, że pracowałam tutaj, kiedy byłam niewiele od was starsza?
Sprzątałam cały ten dom. Nie leżał tu ani jeden liść.
- Sprzątałam podwórze. - Nawet kamyczki?
Nawet kamyczki... Wszystkie musiały być poukładane.
- Zostanę na zewnątrz z chłopcami. - Proszę, Uzgodniliśmy...
- Nie chcę tam iść. - Ale pójdziesz, bo mi obiecałeś.
Szybko to załatwimy.
Bądźcie grzeczni.
- Nie chcę, żeby któryś rozrabiał. - Tam jest coś białego...
Już idzie.
Uśmiechnij się.
- Jak się pani miewa, Normo? - Dobrze.
To tuba Rodriga. Gra w orkiestrze
i nie mieliśmy czasu zostawić jej w domu.
Wysoki? Ma 12 lat, wie pani?
- To jest Fabiano. - Cześć!
Pamięta pani, że mam bliźnięta? Fabiana i Matheusa. Przywitaj się.
A to jest Fernando, najstarszy. Ostatnim razem, kiedy tu byłam...
- Był mały... - Tak, był malutki.
W każdym razie, przyniosłam pani zaproszenie na zakończenie szkoły.
Jak pani widzi, skończyłam szkołę średnią.
Byłabym szczęśliwa, gdyby pani przyszła.
Wspaniale.
- Gdyby mogła pani przyjść... - Myślę, że nie dam rady.
Dobrze, ale gdyby się udało, byłabym szczęśliwa.
Coś jeszcze?
Nie. Przyszłam przedstawić pani chłopców i wręczyć zaproszenie.
Nie będę pani zaprzątała głowy. Idziemy.
Po drodze włącz zraszacze W ogrodzie.
Te na dole? Dobrze.
Do widzenia, pani Normo. O mało nie zapomniałam!
Kupiłam coś pani u Ligii.
Jedwabny peniuar. Jest piękny, spodoba się pani.
Pani jest taka elegancka i piękna. Ale to wszystko. Dziękuję.
Niech Bóg ma panią W opiece. Do widzenia. Chodźmy.
Nie chcę, żeby chłopcy ją znali! Boże, nigdy nie zrozumiesz?!
- Sama sobie na to zasłużyła! - Przestań, Klaus.
Fernando jej nie lubi. Nie chciałem, żeby chłopcy tam szli.
Mówiłem ci milion razy!
Pada. Dokąd idziesz?
- Nie twoja sprawa! - Wracaj tu, Klaus!
Klaus, posłuchaj mnie! Czekaj!
Zaczekaj, Klaus!
Klaus, wysłuchaj mnie! Pracowałam dla niej, rozumiesz?
- Fernando zaczyna pracę. - Płaciła ci?
Płaciła mojemu tacie. Pomagałam rodzinie.
Zmuszała cię do pracy. Biła cię.
Należałam do rodziny Byłam dzieckiem. Wychowywała mnie.
Byłaś niewolnicą! Nie pracowałeś tam.
- Kazała ci czyścić toalety! - A w domu to nie czyszczę?
To nasza rodzina!
I co? Klaus, stój! Wracaj tutaj!
Klaus! Słuchaj, co mówię!
Ta ciepła pieszczota
Którą mi nagłe dajesz
Będzie cię piekielnie bolała Moja droga
Ponosisz winę
Za trwałe zło
Które ci zadaję
Jako znak mojej głębokiej miłości
Dziękujesz mi Za to chore kłamstwo
Które mąciło nasze chwile
Pociągnęło cię W dół
Nie mogę cię zostawić Moja droga
Zabiorę cię ze sobą
Powiedział morderca Przy aplauzie publiczności
Przy aplauzie publiczności
Nie mogę cię zostawić Moja droga
Zabiorę cię ze sobą
Powiedział morderca Przy aplauzie publiczności
Mamo?
Mojej głębokiej miłości
Hej! Przyłączcie się do zabawy!
Usiądź, Rodrigo.
Jest popcorn, ciasteczka... Możesz jeść wszystko. Lody...
- Gdzie jest tata? - Co?
Poszedł kupić więcej lodów.
Posłuchaj tego. Lubisz to.
Jeśli chłopcy się obudzą, mogą się przyłączyć!
Nie mogę cię zostawić Moja droga
Usiądź, Fernando. Siadaj. Zatańczmy!
Powiedział morderca Przy aplauzie publiczności
Nie mogę...
- Nie lubisz tego? - Lubię.
Tego słucham. Siadaj.
Powiedział morderca Przy aplauzie publiczności
Mamy dużo papierów do przygotowania.
Szkoła prześle dokumenty prosto do Niemiec.
Muszę iść do notariusza po podpis,
żeby się usamodzielnił.
Mogłabyś też zarejestrować swój podpis.
Dziś nie mogę. Mam dużo do załatwienia.
Gniewasz się na mnie, Irene?
Dziękuję.
Boże, popatrz na to.
Cudownie! Piękne miejsce.
Wiesz, co mógłbym tu urządzić?
To będzie najfajniejsza księgarnia w mieście.
Ma ogromny potencjał. Nie znałem tego miejsca!
Co za okazja, Boże!
Klaus, oprócz czynszu, trzeba wpłacić kaucję
i zrobić remont. Zobacz, jakie to wielkie!
Nie kosztuje dużo, skarbie.
Nie, Klaus. Pójdę już. Dziękuję, może pan zamknąć.
Jeszcze nie!
Irene, jeśli nie tutaj, będę musiał znaleźć inne miejsce.
Co?
Poważnie.
Na ksero tylko tracę.
Dlatego zostałem księgarzem.
Ludzie przychodzą tylko po to, żeby zapytać o dobre książki.
A potem kupują je w takich księgarniach
albo w internecie.
Dłużej się nie utrzymam.
Nie da się tego uratować?
Będziemy musieli sprzedać dom w Araruamie.
Nie sprzedam go. Mówiłam, że nie chcę o tym rozmawiać.
Nie interesuje mnie to.
Musimy o tym porozmawiać.
Mówię ci, że musimy go sprzedać.
Co będziemy robili z dziećmi w wakacje?
Siedzieli miesiąc W domu? Nie chcę.
Muszę pracować. Zarabiać pieniądze.
Wiesz, że zarabiam.
Kupię nowy dom. Zarobimy na tym.
- Kupię domek W Angrze. - A może od razu wyspę?
Helikopter, samolot, skuter wodny...
Zasługujesz na to wszystko. Chciałbym ci to dać.
- Jeśli nie zdołam, to nasz syn - tak. - Wiesz, na co, zasługuję?
Zasługuję na to, żebym sama zarabiała pieniądze.
Kto powiedział, że ci, którzy pracują, mają na to czas?
Kto wymyślił, że praca uszlachetnia człowieka?
Irene? Powiedz.
Nie mam czasu na te twoje teorie.
To wymysł szlachty Bogaczy, polityków, przedsiębiorców.
Pracuj ciężko, a odniesiesz sukces.
Nie...
- Co? - Panie Sergio, dzień dobry.
- Jest pan zajęty? - Trochę. Chodź.
- Mogę? - Jasne.
Chciałam zapytać, czy jest dla mnie pościel.
Tak. Czerwona. Wszystko przygotowane.
Mam klientkę, która o niczym innym nie mówi.
Halo?
Rozłączam się, muszę pracować.
- Ciężko, co? - Tak.
Chciałabym też pana zaprosić na zakończenie szkoły.
- Skończyłaś szkołę! - Tak, panie Sergio.
- Cudownie! - Było trudno, ale skończyłam.
- O 17:00 piątego? - Może pan przyjść trochę później.
Mówił pan, że kiedy skończę szkołę,
znajdzie mi pan tu pracę.
Stałą pracę-
- To było dawno temu. - Mniej więcej.
Sytuacja tutaj się zmieniła.
- Sprzedałem fabrykę. - Naprawdę, panie Sergio?
Skąd wezmę taki dobry produkt? Świetnie się sprzedaje.
Będą robili to samo, ale też będą pakować i sprzedawać.
- Jasne. - Rozumiesz?
Produkt jest sprowadzany w całości z Chin.
- A ja jadę do Sao Paulo. - Tęskni pan za rodziną?
Rozłąka boli, wiem.
Na pewno zorganizują rekrutację.
- Jeśli chcesz, załatwię ci próbę. - Chcę.
- Tak? ' Chcę
Chcę znaleźć normalną pracę.
Pensja nie jest zbyt dobra.
Grafik jest ustalany.
Poradzisz sobie z dziećmi?
Coś wymyślę. To ważne, żeby mieć stały dochód.
Czasem sprzedaję dużo, czasem nie aż tyle...
Wolałabym móc planować z góry.
- Chce mu się pić. - Myślisz, że Flamengo wygra?
Rodrigo? Skończyłeś? To zacznij zmywać naczynia.
Dlaczego pokazałeś palcem?
Umyję to, ale potem każdy umyje swój talerz.
- Zmywaj, ja wszystko przygotowałem. - Mam na myśli to, co zostało.
Niech to szlag... Wylałem na ciebie?
- Mam mokrą bluzę. - Fernando...
Mógłbyś mi odstąpić swoje łóżko na górze.
Jeszcze nie wyjechałem, a ty już chcesz moje łóżko!
Niedługo jedziesz.
Odstąp łóżko mnie!
Nie, mnie. Poważnie.
Mama nie wróci do domu, dopóki tam będzie tata.
Nie dostaniesz tego łóżka. Nawet tu nie mieszkasz.
Teraz mieszkam.
Twoi rodzice się pogodzą.
- Wątpię. . Naprawdę.
Jeśli Rodrigo dostanie łóżko u góry,
spadnie i połamie łóżko u dołu.
Uderzysz się w głowę i zabiorą cię do szpitala.
- Łóżko się pode mną załamie. - Jesteście pod moją opieką.
Pomóżcie mi, proszę.
Myślałem, że opiekujesz się nimi dwoma.
Wami też, bo jesteście mali.
Wrócisz do domu.
- Chcę to łóżko. - Nie dostaniesz go!
Ten dom się zawali! Nic nie będziemy mieli.
- Dlaczego miałby się zawalić? - Widziałem nowe pęknięcie na ścianie.
- Nieprawda. - Prawda.
- Zmyślasz. - Zmyślam?
Pokażę ci. Zobacz! Przez nie siada prąd.
Przez pęknięcie nie ma prądu...
Może zerwał się tam jakiś kabel.
Nie mów im! Słyszysz?
- Nie mów im! - Dobra.
Cześć!
W porządku?
Przepraszam. Uderzyłam cię?
- Weź to! Co wy tu robicie? Nic. Tylko rozmawiamy.
- Uważaj, Irene. - Czekacie na mnie?
Wszystko w porządku?
Cześć, Thiago. Masz się dobrze?
- Pomóc ci? - Tak, proszę.
Z wami wszystko w porządku?
Irene, zobacz, co znalazłem.
- Co?
- O, nie. - Zostaw to.
Lepiej tego nie dotykać. To nic strasznego.
Dom może się zawalić. Czytałem w internecie.
- Przydałoby się więcej soli. - Nie krytykuj.
Jeśli nie zrobisz kariery w piłce, możesz zostać kucharzem.
Zrobię!
- Światło? - Żarówka?
Próbowałem ją wymienić, ale to nie to.
Sprawdziłem też kable, ale nic nie znalazłem.
Skoro to nie żarówka, to na pewno kable.
Sprawdziłem. To musi być coś innego.
- Myślisz, że zamokło? - Nie sądzę.
Dziwne. Zmieniałam żarówkę W zeszłym tygodniu.
Ciociu?
- Wiesz, kto dzwonił? - Kto?
Wujek Alan. Powiedział, że tęskni za Thiagiem.
On kłamie. Wcale nie dzwonił.
To prawda!
- Nie dzwonił. - Sprawdź połączenia.
- To była tajemnica! - Nie tak się umawialiśmy.
- Zadzwonisz do niego? - Od razu.
- Jesteś zdenerwowana. - To mi dodaje odwagi.
Soniu, wiem, że tam jesteś!
Chodźmy zagrać na konsoli W pokoju. Idziemy.
- Otwórz drzwi! - Chodź, Fernando. Zagrajmy.
Chcę wszystko naprawić.
Wiesz, że jestem czysty.
- Otwórz drzwi! - Przestań już.
Twój syn się ciebie boi.
Skarbie, jestem czysty. Nie szukam kłopotów.
Przyniosłem ci pieniądze. Dostałem pracę.
Nie chcę żadnych pieniędzy. Chcę tylko wrócić do domu.
Znajdź sobie jakieś lokum. Przestań za mną łazić!
Wiem, że wszystko schrzaniłem.
Zrobię, co zechcesz.
Chcę zobaczyć syna.
- Proszę. - Doskonale.
Teraz musimy tylko uwierzytelnić podpisy?
Tak. Wtedy prześlemy je do centrali
i za 7 dni roboczych dostanie dokument usamodzielnienia.
- Dopiero? - To szybko.
Nie możemy tak długo czekać.
Naprawdę nie możemy tyle czekać. Za dwa dni musimy iść na policję,
a bez paszportu nie dostaniemy wizy
i nie podpisze kontraktu. Nie będzie mógł nawet lecieć.
Rozumiem, ale tyle się czeka.
Kupił pan dzisiaj gazetę? Niech pan spojrzy.
- To on. Wyjeżdża do Niemiec. - Będę grał W piłkę ręczną.
- Świetnie. Gratuluję. - To wielka szansa.
Proszę nam pomóc.
Ale taki jest proces.
Widzisz, mamo? To ty zwlekałaś z przyjściem.
- Miało być załatwione od ręki. - Tak czytałem w internecie.
Tutaj - tak.
Gdyby państwo przyszli wcześniej, moglibyśmy wysłać to dzisiaj.
To by oznaczało sześć dni. List będzie szedł dwa dni,
a tamten urzędnik ma poważny problem ze zdrowiem.
Biedak nie chodzi do pracy.
Dwa dni trwa podpisanie, podstemplowanie i zwrot do nas.
Najważniejszy jest ich stempel.
- Nie może pan nam pomóc? - Proszę...
Widzisz, synu? Poproś ich o małą zwłokę.
Nie mogę zwlekać!
- Nie wierzę... - Uspokój się.
Synu?
Nastolatki! Denerwuje się.
Tak już jest. To Brazylia.
Straszna biurokracja. Będzie trudno.
Zadowolona, mamo?
Fernando, jak możesz tak mówić?
- Wygląda jak ja, prawda? - Rzeczywiście.
- To pani jedyny syn? - Nie, mam czterech.
On jest najstarszy. Mam jeszcze trzech.
Zdecydowałam się na trzecie i trafiły się bliźniaki.
Nie ma klaksonu?
Jak Sonia może jeździć bez klaksonu?
Krzyczy!
Spróbuję jej go naprawić.
Potrafisz? Uważaj, spowalniacz!
Naprawię go.
- Ten widziałeś. - Był duży.
- Skarbie, to naprawdę tutaj? - Tak.
- To tutaj? - Tak, chodź.
Bardzo ładnie, skarbie.
- Opuszczone miejsce. - Słuchaj.
Miasto zbuduje nową drogę, pozbędzie się drzew.
Otworzą wyciąg narciarski.
Będzie nawet śnieg.
- Będziesz musiał wszystko odnowić? - Nie. W ratuszu powiedzieli...
Władze zainwestują w to. My tylko się dołożymy.
- Rozumiem. - Widzisz?
Chcesz tu zbudować księgarnię?
Nie, aniołku. Nikt już nie kupuje książek.
A co będziesz robił? Nie rozumiem.
Będziemy sprzedawać widok.
Pocztówki...
Kanapki...
- Rozumiem. - Na pewno?
Stać nas na to, Klaus?
Złożono nam dobrą ofertę na dom w Araruamie.
Musimy tylko się zgodzić.
Co ty na to?
Nie wiem, Klaus. Martwię się, że to będzie
jak wtedy, kiedy chciałeś robić imprezy dla studentów.
- Straciliśmy dużo pieniędzy. - Spójrz na ten widok.
Każdy będzie chciał tu przyjechać.
Wiesz, co mi powiedzieli w ratuszu?
Wycieczka z przewodnikiem odwiedzi dom Santosa Dumonta,
Muzeum imperialne, a potem to miejsce.
Naprawdę?
- Więc to będzie punkt wycieczki. - Oczywiście!
Prawda, że to cudowne miejsce?
Ludzie będą przychodzić na lunch, obiad, na happy hour.
Na drinka.
Jeśli sprzedamy dom, wystarczy nam pieniędzy?
Wystarczy, jeśli sprzedamy.
Dokończymy nasz dom, zainwestujemy tutaj
- i jeszcze nam zostanie. - Naprawdę?
Tylko pomyśl. To będzie sukces.
Spójrz na to, aniołku.
Bardzo mnie to cieszy.
Myślę, że to będzie punkt zwrotny w naszym życiu.
To nam dobrze zrobi.
Oszalałeś, prawda? Oszalałeś.
Kocham cię.
Chcę wiedzieć, co zrobimy i ile to potrwa.
Może zaczynać...
Jak tylko przyjedziemy do domku na plaży,
Klaus dostanie pieniądze i wszystko będzie załatwione.
Przeleją je nam na konto.
Może pan zaczynać, będziemy mieli pieniądze.
Chcę tylko znać projekt.
Irene martwi się drobiazgami i chce je z panem omówić.
Chcę wiedzieć, ile to potrwa.
Miesiąc, 40 dni...
- To za długo. - Ale skoro tak mówi...
Możecie się wprowadzić, a potem będziemy wykańczać.
- Nie chcę dzieci na placu budowy. - Irene chce najpierw skończyć.
- Mam rację, panie Juarez? - Wytłumaczę pani.
- Są cztery pokoje. - Zgadza się.
Jeden, drugi, trzeci,
łazienka, ganek.
Czy ta łazienka jest we właściwym miejscu?
Toaleta jest za drzwiami?
- Za drzwiami? - Tak.
- Możemy przenieść toaletę tutaj? - Tak, proszę pani.
Toaleta będzie tutaj, zlew -tutaj.
Tak będzie lepiej.
- A góra? Możemy wykończyć tanio? - To jej marzenie.
- Góra będzie elegancka. - Osobna garderoba...
Tutaj będzie główna sypialnia,
garderoba, łazienka, wanna...
- I wielki taras. - Zgadza się.
Tak sobie myślałem...
A może pozbędziecie się mojego pokoju i zrobicie tu swój?
Odpuśćcie sobie trzecie piętro, będzie taniej i szybciej.
- Chcecie szybko skończyć? - Pan Juarez zbuduje pokój dla każdego.
Nie ma potrzeby. Wyjeżdżam za dziesięć dni.
- A w wakacje albo kiedy wrócisz? - Nie wrócę.
Aleja chcę mieć pokój dla każdego z synów.
A jeśli coś nie wyjdzie i będziesz musiał wrócić?
O czym ty mówisz?
- Będziesz miał gdzie spać. - Powiedziała, ze mi nie wyjdzie.
Wcale nie. Fernando, to mój dom
i każdy będzie miał pokój. Kiedy będziesz miał swój dom...
Próbuję pomóc. Czemu się wściekasz?
- Nie miała nic złego na myśli. - Nie wtrącaj się!
Nie odzywaj się tak do ciotki!
Tak się nie mówi!
- Co za chamstwo! - Denerwuje się.
Przepraszam pana.
Co zrobimy przed domem?
- Trawnik? - Tak.
Właśnie o to mi chodziło, bo kiedyś chciałabym...
zrobić ogródek dla dzieci.
Mielibyśmy własne warzywa, pomidory...
- Ładne miejsce. - Będzie ładnie.
Ale to możemy zrobić później.
- Idziemy? - Chodźmy.
Już prawie pora.
Felipe França.
- Teraz ty! - Na pewno ja?
Usiądź, synu.
Irene Ventura Santi.
Przestań, Soniu. Nie chcę płakać.
Jestem z ciebie bardzo dumna.
Ja z ciebie też.
Skończyłaś szkołę.
Masz rację, siostro. Byle do przodu.
Byle do przodu.
Gratuluję!
Gratuluję, piękna.
Wychodzę, kochane.
Moje kochanie się niecierpliwi.
Gratuluję! Buziaczki, aniołku.
- Wyglądacie prześlicznie. - Jutro to oddam.
Jak chcesz. Możesz nawet się w niej wykąpać.
Zrobię wam zdjęcie. Pięknie wyglądacie.
Z jedzeniem czy bez?
Z jedzeniem.
- Weź dyplom. - Jedzenie na talerzu.
Uśmiech! Czekajcie...
Zaraz...
- Poważnie. Przestańcie. - Zaczekaj.
Dziewczyny, czekam.
Dobra, Irene.
Właśnie. Piękne.
- Nie! - Czekaj.
- Ciasteczko! - Nie dostaniesz teraz ciasteczek.
- Zjedz trochę. - Ciasteczka.
Jeśli chcesz, zrobię samolocik.
Nie, to dla dzieci!
Wcale nie. Leci samolocik.
To dla dzieci.
- Chcesz dostać karę? - Nie.
- Ale dostaniesz, jeśli nie zjesz. - Nie zjem i nie dostanę.
- Nie wierzysz mi? - Nie.
- Naprawdę? - Tak.
Zabiorę ci tablet, telewizor i konsolę.
- Zaryzykujesz? - To mama decyduje.
Jedz.
Co myślicie o tym nowym, Igorze? Poradzi sobie?
Jest w porządku, ale z tobą się nie równa.
Będziesz wyrywał Niemki, stary!
- Będę za wami tęsknił. - Dzięki. Gdybyś potrzebował forsy...
Cały dzień o tym gada.
Jak leci?
- Trochę to kosztowało. - Załatwiłeś?
Sprawdź, czy wszystko gra.
- Na pewno załatwione? - Chyba tak.
- W porządku? - Czekaj.
Wezmę piwo.
Poproszę dwa piwa.
Dziękuję.
- Dzięki, tato. - Nie ma za co.
W końcu wszystko się ułoży.
Zauważyłeś, że nam zawsze wszystko się układa?
Chłopcy?
Jeszcze nie śpisz, synu? Gdzie Fernando?
- Jeszcze nie wrócił. - Nie jesteś śpiący?
- Zgaś telewizor. - Oglądamy program.
Fabiano powinien już spać.
- Nie chciał się położyć. - Byłeś grzeczny?
Twój brat ma gorączkę.
- Nic mu nie jest. - Dosyć telewizji.
Nie zauważyłeś, że ma gorączkę.
- Nie ma. - Skarbie, jadłeś coś?
- Cześć, skarbie. Jadł coś? - Tak.
Zostaw to! Rozmawiam z tobą!
Zjadł mało, więc dałem mu ciastka.
Co? Jadłeś ciastka, synu?
Chodź tu, skarbie.
Prosiłam cię o jeden drobiazg, żebyś zadzwonił,
gdyby coś się stało. Spójrz na brata. Jest chory.
Byłam W okolicy, Rodrigo. Mogłam przyjść wcześniej.
- Nie chciałem ci przeszkadzać. - No to rusz się stąd!
Mogłeś zadzwonić. Byłam blisko.
To nie było takie trudne, a i tak sobie nie poradziłeś.
Nawet ich nie wykąpałeś.
Nie nakarmiłeś ich, nie umyłeś...
- Starałem się... - Zamknij się, Rodrigo!
Przepraszam, skarbie.
- Zrobiłem kolację... - Cicho bądź!
Klaus, nie mogę się do ciebie dodzwonić.
Gdzie jesteś?
Niech to szlag!
Niech to szlag.
- Co się stało? - Mamo?
- Irene, co robisz? - Gdzie byliście?
- Załatwiałem usamodzielnienie. - Tak? Obaj śmierdzicie piwem!
- Świętowaliśmy. - Tak?
Nie mówiłam, że wrócę późno?
Rodrigo został sam z braćmi! Fabiano ma 39 stopni gorączki!
Spójrz na ten bałagan!
- Świętowaliście! - straszysz ich.
Bo to straszne!
Fernando myśli tylko o sobie. Interesuje go tylko jego życie.
Twój brat jest chory! Źle się czuje!
Cholera, Klaus! Jestem sama. Dłużej już tego nie zniosę.
Jestem zmęczona, Klaus. Nie mogę wszystkiego robić sama.
Nie mogę. Jestem bardzo zmęczona.
Bardzo, Klaus. Nie mogę wszystkiego robić sama.
Nie mogę.
Musimy Fabianowi dać lekarstwo.
15 kropli, dobrze?
Czyli pan ich też trenuje? Myślałam, że tylko szuka ludzi.
- Mam podpisać na każdej stronie? - .Już wystarczy.
Pokaż mi to.
- Podpisałem tutaj. - Daj mu kopertę, synu.
Dzięki, Fernando.
- Sprawdź, czy wszystko W porządku. - Wszystko się zgadza.
Gratuluję. Rodzicom też.
Potrzebujecie W klubie papieru, długopisów i tak dalej?
- Sprzedajemy je bardzo tanio. - Dobry pomysł.
Możecie ze sobą wziąć.
Zamykamy sklep, a mamy dużo papieru.
- Mam kupić papier? - Długopisy, ołówki...
- Do biura. - To niemożliwe.
- Dlaczego? - Na pewno ma pełne walizki.
- Ty możesz wziąć. - Też będę miał pełne walizki.
Mógłbyś pomóc ojcu. Damy wam rabat.
Tak, dam wam rabat.
- Tak to nie funkcjonuje. - Nie chce pan?
- Weźmiecie te kulki? - Tak.
Uważaj, żeby ich nie zgubić.
Bierzesz je? Przepraszam, Rodrigo.
Daj mi to. Thiago, daj mi piłkę.
- To twoja kurtka? - Była moja.
Przestańcie! Rozbijecie się!
- Już jest na mnie za mała. - Bardzo urosłeś, skarbie!
Rodrigo, zobacz, czy jest dobra na ciebie.
Na twojego brata jest za mała.
Nie zmieści się w nią!
Ma pistolet W kształcie dinozaura!
Przymierz tę kurtkę.
Weźmiesz ortezę?
- Gdzie rakieta? - Matheus!
- Fabiano, weźmiesz to? - Bierzesz tego super robota?
Moja orteza...
A pancernik?
Mam go spakować?
Trzymaj, Fernando. Kąpielówki, które ci kupiłam.
- Używane? - Z second-handu, ale nowe.
Czyściutkie. Spójrz.
- Ktoś je kupił i nie użył. - Chodźmy, bo utkniemy w korku.
- Nie pasuje. Zdejmij. - Jak dla emeryta.
Nie pasuje? Będzie dobra na Thiaga.
Pomóż mu. Utknął.
- Nie są jak dla emeryta. - Na pewno ich nie włożę!
Kolor jest śliczny. Rodrigo, przymierz. Są nowe.
- Mamo, są jak dla emeryta. - Jesteście nieznośni!
Tata będzie je nosił.
- Potrzebujesz kurtki, synu! - Nie chcę!
Mała!
Soniu...
- Znajdzie się dla mnie miejsce? - Nie żartuj sobie.
Spokojnie, to tylko żart.
Chcę pogadać z Thiagiem.
Przyniosłem twój klucz do domu.
Pójdę na odwyk.
To dobrze.
Thiago!
- Cześć, Alan. - Cześć, Irene.
Jak leci?
- Soniu, jedziemy. - Dobrze.
- Wszystko już jest spakowane. - Super.
Soniu, posprzątałem cały dom.
Zobaczysz, jak wygląda. Chcę porozmawiać z Thiagiem.
Muszę z nim porozmawiać.
Daj mi klucz.
- Pięknie wyglądasz. - Daj mi ten klucz.
- Pocałuj mnie. - Co?
- Pocałuj mnie. - Przestań.
- Jesteś moją żoną. - Przestań.
Alan, przestań! Irene! Puść mnie!
Puść moją siostrę!
- Puść ją, powiedziałam! - Uderzysz mnie?
To mój dom!
Wezwę policję! Pójdziesz siedzieć!
- Znikaj stąd! - Chcę zobaczyć syna.
- Mam prawo! - Pójdziesz do więzienia! Wynocha!
Przestań! Oszalałeś? To mój dom!
Chcę zobaczyć syna!
- Nie drzyj się! - Synu!
- Krzywdzisz syna! - Thiago, jest tu twój tata!
Tata tu jest!
Odbiło ci? Przestań!
- Thiago! - Trzymaj go, Rodrigo!
- Rodrigo! - Trzymaj go!
Powstrzymajcie go!
Puszczaj! Ciągnijcie go!
Dobrze, kiedy jest tak spokojnie.
Chcesz wracać?
- Jest miło, prawda? - Tak.
- Zimno ci? - Trochę.
Lody! Właśnie!
Rzuć tu to koło. Synu, weź aligatora.
Mamo. łap!
- Uratowałam aligatora! - Kto chce loda?
Ja!
Ten dom tylko daje nam radość. Niedługo tam będę.
Wszystko będzie dobrze. Cześć.
Przyjemny wiaterek.
Nie ma słońca, ale wiaterek jest orzeźwiający.
Spójrz na niego, Klaus.
Jest już duży. Za dwa lata będzie kimś innym.
- Nie... - Tak.
Za dwa lata nas nie pozna, a my -jego.
Możemy go odwiedzać.
- Samolotem do Niemiec? - Tak.
Stok narciarski będzie sukcesem. Zarobimy na tym.
- Mówię ci. - Dobrze, wierzę.
Muszę tylko podpisać umowę.
Będą z tego pieniądze...
Jesteś zupełnie jak twój tata. Ciągle byś coś kupował.
Co byś zrobił z tą działką?
Otworzyłbym bar z grillem!
Wstydź się! Co jesz?
Przestań.
Nie chcę.
Synu, mówiłem, że jesz za dużo.
Przyjemnie tu. Tam jest strasznie gorąco.
Daj ten pudding.
Podaj mi łyżeczkę.
Mama zabroniła go jeść.
I co? Powiesz jej?
Wygląda apetycznie.
- Daj mi. - Nie, zjem tylko trochę.
- To chyba Klaus. - Idź, ja tu skończę.
Co się stało?
Powiedz mi, skarbie. Co się stało?
- Nie wyszło. - Jak to?
Obniżyli cenę.
Chcieli zapłacić w ratach.
Przecież się dogadaliście.
Teraz wszystko jest na sprzedaż. Zbyt wiele włamań.
- Nie wiem, co robić. - Spokojnie, coś wymyślimy.
- Przepraszam. - Wymyślimy coś. Spokojnie.
- Przepraszam. - Sprzedamy go.
Możemy trochę obniżyć cenę. Postawimy znak.
Porozmawiam z sąsiadami. Jakoś go sprzedamy.
Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Jedna wypadła. Łap ją! Soniu, zobacz!
Fabiano, łap! Nie pozwól im uciec! Matheus, Rodrigo, chodźcie!
Matheus! Fabiano, obok ciebie!
Właśnie!
Uwaga, deszcz!
O, nie, znowu pada!
Ale pada!
NA SPRZEDAŻ
- Co to za film? - Z tym kolesiem.
- Widziałam go. - Nic nie mów.
Powiem ci, jak się skończy!
Wiesz, że Ligia była w Niemczech?
Fajnie.
Słyszałam W radio, że ciągle są tam zamachy terrorystyczne.
- Nie ciągle. - Tak mówili W radio.
Niebezpieczeństwo czyha wszędzie.
Wiem, ale tam podobno nie lubią obcokrajowców.
- Kolejne kłamstwo. Mnie polubią. - Tak? Bo jesteś śliczny?
- Te słodkie policzki... - Przestań.
Będą ci ściskać policzki,
nosek i cię polubią.
Chciałem iść na paradę Rodriga we wtorek.
- Pójdziesz. Jak wszyscy. - Ja nie.
- Dlaczego? - Lecę wcześniej.
- Po paradzie, prawda? - Nie, lecę bardzo wcześnie.
- Nie mówiłeś mi. - Mówiłem.
Mówiłeś, że później.
Pewnie powiedziałeś ojcu, bratu, ale nie mnie.
Naprawdę ci mówiłem.
No to musimy zacząć się pakować. Miły dzień się skończył.
- Dlaczego? - Wyjeżdżamy jutro, prawda?
No to trzeba już się pakować. Soniu! Musimy się pakować!
Nie mamy więcej czasu. Wstawaj, jedziemy!
- Uspokój się. - Wstawaj, Fernando.
Wezmę też to. Chodźmy, musimy się przygotować.
Synu, pomóż mi! Soniu!
- Co się stało, Irene? - Pakuję się, bo nie mamy czasu.
- Dlaczego? - Bo jutro wyjeżdżamy.
Jeśli nie zaczniemy teraz, nie zdążymy. Spakujemy wszystko.
Irene, uspokój się.
Zapytaj W sklepie, czy mają pudełka, żeby spakować patelnie.
To świetna patelnia. Weźmiemy ją.
Zapytaj, czy mają duże pudło na to wszystko.
Nie mamy czasu do stracenia. Fernando, jeszcze tu siedzisz?
Chodź pomóc!
Zbieraj wszystko i kładź tam! Nic tutaj nie zostawię.
Jest tu strasznie dużo rzeczy. Nic nie zostawię. Wezmę wszystko.
To też zabieram. Są tu gry, zabawki, piłka...
Zostawimy to? Jasne, że nie. To jest ładne. Przyda się W domu.
- Wstawaj. Chcę wziąć ten fotel. - Ten?
Wstawaj, do cholery! Mówię do ciebie! Ruchy, Fernando!
W tym fotelu karmiłam cię piersią.
Lubił być tu karmiony.
Rodrigo, Matheus i Fabiano nie lubili. Tylko Fernando.
Ssał jak cielę na tym fotelu. To musiało być tutaj.
Wezmę ten fotel. Soniu, pomóż mi.
Pomóż mi, Soniu! Nie mamy czasu do stracenia.
Cholera, ciężki.
Właśnie. To też weźmiemy.
Stąd też wszystko zabiorę.
Będę tego używać W nowym domu.
To też wezmę.
Siostrzyczko! Zaczekaj!
- Uderzyłaś się? - Leci mi krew!
Boże, Fernando!
Pomóż mi! Skaleczyła się.
Spokojnie. Przytrzymaj ręką. Przynieś czystą ścierkę!
Jedziemy. Ruszajmy!
Jedziemy?
W drogę.
- Pożegnajcie się z domem. - Pa, pa!
Pomożesz, Fabiano? Dziękuję, synu.
- Klaus, weź to, proszę. - Oczywiście.
To wszystko, synu, dziękuję.
Tędy
Chodź, synu. Uważaj.
Tutaj. Dziękuję, synu.
Tylko on pomaga. Chodźcie, chłopcy! Fernando!
Wszystko dobrze, panie Juarez?
- Boli mnie ręka. - Nie musisz już pomagać.
- Pobaw się, mama to zrobi. - Aleja chcę pomóc, mamo.
To pomagaj.
Ja ci nałożę.
Wezmę tylko tę łyżkę...
Gdzie jest łyżka? A, tutaj.
Proszę, skarbie. Weź.
- Soniu, podaj mu, proszę. - Kto chce trochę? Fernando?
Rodrigo je wszystko.
Co tu robisz?
Zostawiliśmy tu dużo rzeczy.
Na przykład-to. Twoje, prawda?
Tak, ale to stare.
Nie bierzesz ze sobą? To zostaw.
- Wyrzuć to. - Dam twojemu bratu.
- Uważaj, synu. Chodź tu. - Musisz już iść.
Idź już!
Plecak!
Zadzwoń, kiedy tam dotrzesz.
Kocham cię. Trzymaj się. I noś kurtkę.
- Niech pan jedzie ostrożnie! - Cześć!
- Pobiegnijmy za nim. - Pa!
Chodźcie. Cześć, synu!
Cześć, syneczku!
Biegnijcie, chłopcy! Cześć, Fernando!
Cześć, synu!
Irene, czyja to koszulka?
Fernanda.
Siostrzyczko, patrz kto idzie.
Tekst: Patrycja Miljević
Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.SubtitleDB.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.