Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Downloaded from YTS.MX
Official YIFY movies site: YTS.MX
Daleko, daleko na północy,
leży niezapomniany ląd,
Gdzie noce trwają wiele księżycy,
a zimy są surowe.
To jest ziemia wikingów.
Tutaj bogowie prowadzą potężnych wojowników do walki.
Halo!
Jest tu kto?
Na Thora, dlaczego?
Zawsze to samo,
Najeźdźamy, i nikogo nie ma!
Czy bogowie są na nas źli?
Tutaj, świat bogów,z bochnem chleba, jest lepszy niż nic.
Wczesny ptak, ma świat w posiadaniu.
Ehh Kryptografie, myślę że to bez znaczenia teraz!
Holden - żeglarz...
Jak oni wszyscy mogą znikać bez śladu?!
Holden rzecze, że to strach dodał im skrzydeł...
Uhmm? Coś ty powiedział Kryptografie?
Ten niby strach, daje im możliwość latania?
Nie to była bardziej przenośnia...
Wyobraź sobie, gdybyśmy tak my mogli latać!
Ha ha ha ha ha ha...
Przepraszam, myślę że opatrznie to zrozumiałeś...
Potrzebujemy kogoś, kto zdefiniuje strach, i nauczy nas przez to latać.
Nic nam nie stanie na drodze.
Wkrótce podbijemy cały świat.
Jesteśmy najbardziej tchórzliwi, z tchórzliwych na świecie!
Tchórze, tchórze, tchórze, tchórze...
Dałbym wszystko temu, kto przyprowadzi mi takiego mistrza.
Uhmm, hmmmm, wszystko,hahhaha?
Kryptografie, możesz to zrobić?
Holden mówi, że mistrz strachu...
Mieszka właśnie...
Właśnie tutaj!
ASTERIX I WIKINGOWIE
Na co tym razem wskazał palec przeznaczenia?
Na małą wioskę zamieszkaną przez niezłomnych Galów,
którzy nie przestaje stawiać oporu rzymskiemu imperium.
Tam żyją w harmonii, pokoju i zgodzie.
Moje ryby nie śmierdzą...
- Cześć Obelix. - Cześć Asterix.
Mamy coś dzisiaj szczególnego w planach?
Właściwie to nie.
Pójdziemy odwiedzić Rzymian?
Nie mam ochoty.
- Moje ryby nie są świeże? - Mało powiedziane,
one są już zabytkami.
Czegoś mi dzisiaj brakuje, tyle że nie wiem czego.
Może dobrej walki rybnej?
Wydaje mi się, że bitwa rybna jest już w toku.
- Naprawdę? - Chcesz się dołączyć?
- Tak, czemu nie. - Obelix, ale proszę bez menhiru, dobrze.
On jest chociaż świeży.
Przestańcie się bić.
Przestać, przestać!
Właśnie otrzymałem list od mojego brata Oceanixa.
Znanego wojownika, nieustraszonego bohatera bitwy pod Gergovią.
Który walczył ramie w ramie z wielkim Vercingetorixem.
A co masz nowego do powiedzenia?
Acha, no tak...
Przysyła nam swojego syna Grautvornixa, prosto z Lutecji.
Jesteście moimi dwoma najlepszymi wojownikami.
Dlatego też, przekazuje wam zadanie, abyście zrobili z tego łamagi
prawdziwego mężczyznę.
Uczynimy go największym wojownikiem jakiego kiedykolwiek widziała Galia.
Musimy na jego cześć przygotować wielką uroczystość.
Wiecie co macie robić.
Sie macie ludzie.
Więc... Więc to ty jesteś Grautvornix.
To jest Grautvornix, syn mojego brata Oceanixa.
Znanego wojownika, nieustraszonego bohatera bitwy pod Gergovią.
Ok, wielkie mi rzeczy.
To są moi dwaj najlepsi wojownicy, Asterix i Obelix.
Oni są odpowiedzialni za twój trening.
Witaj.
No popatrz, to twój ptak?
Tak, bardzo praktyczny.
To jest SMSix.
Tak utrzymuje kontakt ze swoimi panienkami.
Tu na prowincji pewnie nie macie do czynienia z nowoczesną techniką.
Co macie do jedzenia?
- Przygotowaliśmy ekskluzywne... - Te ryby nie są za świeże.
- A nie mówiłem. - Nieświeże, ja ci pokażę.
W Lutecji imprezuje się 24 godziny na dobę.
Tam to się dzieje. Imprezy przez całą noc.
Jak byście były w okolicy, to pokażę wam wszystko.
- Chcesz kawałek dzika? - Nie dzięki, nie jem mięsa, tylko jarzyny.
Jak to? Jarzyny? Posłuchaj, sam go ubiłem.
Spróbuj malusieńki kawałeczek.
W twoim wieku jadłem tylko dziki.
Budyń z dzika, dzika w szlafroku, ciasto z dzika z marmoladą.
Nie zmuszaj go, bo się spłoszy.
Asterix popatrz jaki z niego chuderlak.
Jeśli mamy zrobić z niego wojownika, to musi zacząć jeść coś porządnego.
No nie, wylądowałem tu w jakimś domu starców.
Nastrojona.
Troubadix, jeśli teraz zaczniesz grajkować, to będziesz się nadawał do chłopięcego chóru.
Barbarzyńca.
- Zatańczysz? - Do tego? Nigdy w życiu.
Granie na... jest już takie przestarzałe.
A co jest aktualnie na topie?
Uwaga zaściankowi ludzie, to jest teraz modne w katakumbach Lutecji.
Hej, hej, hej, bracie, nieźle odjechana zabawa.
O tak i do tego dość mokra.
Obelafie, na pewno niczego nie zapomniałeś, swojej maczugi, toporku wojennego,
angorskiej bielizny?
Tatusiu, proszę, to jest już mój 35 napad.
- Obelaf, chodź no tu. - Tak kochanie.
Jak będziesz ponownie okradał barbarzyńców, skocz do ich świątyń
- i załatw jakieś ładne świeczniki. - Oczywiście kochanie.
A tu lista z meblami, które potrzebuję.
Chciałabym mieć duży wybór w oszczędzających miejsca,
ale eleganckich stołach, krzesłach i regałach w dwóch kolorach,
które mogłabym dowolnie dobrać.
- Zapamiętałeś wszystko. - Tak Vikio.
A poza tym dwa kubki pasujące do siebie w kształcie czaszki.
Poszukam dwóch takich samych.
Ok, czas ruszać. Już jestem gotowa.
Abba, tysiąc razy ci mówiłem, że to nie wyprawa rozrywkowa
tylko podróż w interesach.
Proszę, proszę cię tatusiu.
Jeśli tylko raz mnie zabierzesz, to już nigdy cię nie będę denerwować. Obiecuję.
Właściwie, no... Nie, w żadnym wypadku, żadnych kobiet i dzieci na pokładzie.
- Dlaczego? - Żadnych dyskusji. Przemówiłem.
Na Thora i Odyna razem wziętych
I nie próbuj znowu udawać wojownika młoda damo.
Zrobię ci nową listę.
Żadnych kobiet, żadnych dzieci na pokładzie.
Bycie dziewczyną jest do kitu.
Wiosłować.
Dalej, wiosłować.
- Grautvornix. - Czas na trening, abyś był duży i silny.
Nie ma jeszcze południa. Wróćcie o trzeciej.
- Obelix. - Mogę?
Pi... Pi... Piraci.
Ga... Ga... Galowie.
Bycie prawdziwym facetem jest do kitu.
Panowie. Jak tam się rozwija mój siostrzeniec?
- Fantastycznie, sprawuje się wspaniale. - Wspaniale nie trafia w sedno.
- Wspaniale to mało powiedziane. - Powiedzmy, że zrobiliśmy co w naszej mocy.
- Gutemine, wprowadź chłopaka. - Wchodź.
Nie, nie, tylko nie oni.
Proszę, proszę, nie zostawiaj mnie z nimi samego.
I to nazywacie fantastycznie? Albo wspaniale?
Dałem wam za zadanie, zrobić z niego prawdziwego mężczyznę.
- Nikt mnie nie spytał czy chcę nim być. - Dość tego.
Możesz iść.
A wy dwaj znajdziecie coś, w czym on jest dobry.
Gotowe.
- Ten dziadek prowadzi tu jakąś kuchnie zupową? - Tak jakby.
A jego zupki mają to coś w sobie.
W końcu...
Nie zjem tego. To nie zrobione na naturalnych składnikach.
- Poczekaj, na pewno ci będzie smakować. - Wow, co za szybkość.
Po niej będziesz bardziej męski, wyrosną ci włosy na klacie.
Przecież ty nie masz włosów. Hmm, ja w sumie też.
Obelix.
- Dzięki. - Wędzonego łososia czy wędzonego łososia?
Wędzonego łososia.
- Wędzonego łososia czy- - Wędzonego łososia.
- Wędzonego łososia czy wędzonego łososia? - Wędzonego łososia.
Wędzonego łososia.
Jesteś nowy, nie znam cię.
Abba, jak się tu dostałaś? Przecież ci zabroniłem.
Twoich zakazów mam już potąd.
Mam już dość siedzenia w domu.
Czy kobiety muszą się dać traktować jak niewolnice?
Tak!
- Pewnego dnia będziemy równouprawnieni. - Tak!
- Skończyłaś? - Jeszcze nie.
My kobiety, też chcemy latać i wiedzieć czym jest strach.
Możemy się równie dobrze bać jak mężczyźni.
- Kim jest ten nowy? - To moja córka, gamoniu.
Twoja córka to chłop?
Ziemia przed nami.
Na miejsca panowie, przyjąć pozycje, zapiąć pasy, przystępujemy do napadu.
- Chłopaki! Uważacie, że to dobry pomysł? - Wyluzuj się, to super zabawa, ciągle to robimy.
- To tu ma być impreza? - Można tak powiedzieć.
Co to jest?
Niech żyje Cezar.
Biedny Oliaginus, cóż jest tutaj nowy.
- Mogę tego też? - On jest dla naszego chłopczyka.
Zabieraj ręce Obelixie, on jest dla małego.
Ok, ok, bez nerwów.
Czy Wasza Wysokość zechciałby być tak uprzejmy?
- Co? - Na trzy. - Zwariowałeś.
- Raz. - Jestem pacyfistą. - Dwa.
- Z nikim nie walczę. - Trzy.
-Bardzo dobrze, Zrobiłeś to. - Pierwszy pokonany.
Dobra robota.
Przestańcie.
Wypuście mnie.
Druga brama z prawej, za polem z kiblami.
Dziękuję.
- Młody zaczyna się wczuwać. - Czułem, że tak będzie.
Zwariowali. I to wszyscy.
Wikingowie.
W końcu, moja wyprawa rozbójnicza. Nie mogę się doczekać.
Nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl. Zostaniesz na pokładzie, póki nie wrócimy do domu.
Co? Nie możesz tego zrobić.
- Mogę. - Nie zmusisz mnie, żebym tu została.
- Zmuszę. - Tak?
- Tak! - Tak?!
Tak!
- Dobra panowie. - Wiecie po co tu jesteśmy.
- Ale tym razem nie będziemy zabijać ani kraść. - To co będziemy robić?
Zamiast zniszczyć, musimy ich obserwować i pamiętać o celu naszej podróży.
Znajdźcie mistrza, a następnie urządzimy rzeź.
Olaf, za mną.
- Zrozumiałeś plan? - Tak.
Nie.
Przepraszam cię tatusiu, ale ten plan jest tak bardzo skomplikowany.
- Usiądź, to ci go jeszcze raz wytłumaczę. - Ok.
- To jesteś ty. - Kamień
- Hipotetycznie. - Acha.
Tu jest mistrz strachu. Patrz jak się trzęsie ze strachu.
Jeśli ci się uda go tak złapać, to otrzymasz od Maulafa co tylko zechcesz.
- A co chcę? - Ją. Córkę wodza. Abbe.
Jeszcze jeden krzem.
- Ona jest dziewczyną. - I co niby mam z nią zrobić?
- Wyjdź za nią. - Dlaczego? Ona mnie pozbawi włosów.
Ponieważ wódz nie ma syna, co oznacza, że jego zięć zostanie jego następcą.
Zrozumiałeś o co mi chodzi?
Tak.
Jestem kamieniem.
Jak zwykle się udało.
Dokładnie, najważniejsze, żeby młody się bawił. Po to, to zorganizowaliśmy.
Obelix, Asterix, pomocy. Nadchodzą.
- O wilku mowa. - I patrz jak biegnie.
Przybijają do brzegu. Wikingowie. Są już prawie na plaży.
Musimy ostrzec resztę, póki nie jest za późno.
Nie przesadzaj. Jeden intruz po drugim.
Dokładnie. Muszą poczekać na swoją kolej. My byliśmy pierwsi...
Musimy ruszać. Na co czekacie?
- Chcesz już iść? - Nie słuchałeś mnie?
Nie wiesz kim są wikingowie?
Wiem. Bezlitośni, okrutni wojownicy, którzy zrównują wszystko z ziemią.
Pomimo tego ze żyjemy na prowincji, posiadamy najświeższe informacje.
- Porozmawiamy z nim? - Tak, ale może tylko jest głodny.
- Złapie nam dzika. - Nie, nie, nie. Porozmawiajmy najpierw z nim.
Posłuchaj, nie musisz się bać, jesteśmy przecież z tobą.
Nie zapominaj, jesteśmy Galami, nie wiemy co to strach. Prawda?
Ja wiem, w tym jestem mistrzem, boję się po prostu wszystkiego.
Jestem największym tchórzem na świecie.
Co ty pleciesz. Jesteś dużym, silnym wojownikiem.
Nie boisz się już, co?
Teraz akurat nie. Jak jesteście ze mną, to daje rade.
- Psujecie zabawę. - Chodźmy lepiej, bo się spóźnimy na obiad
- A jutro kolejny dzień treningu.
A niebawem będziesz prawdziwym wojownikiem. Zobaczysz.
Nie, to beznadziejne.
Co? Widziałeś mistrza? I on znał prawdziwe znaczenie lęku!!?.
Tak, Tak, znał je.
Obserwowałem go.
Ale jak są z nim ci głupi Galowie, to zapomina o wszystkim i się nie boi.
Tu durniu. Byłeś w jego pobliżu i go nie schwytałeś?
Nie jesteśmy tu po to by jeść żabie udka.
Uratuj wielkiego mistrza, dopóki ci barbarzyńcy
nie wydusili z niego ostatniej kropli strachu.
Grautvornix, wypróbowałem parę kroków tanecznych, których mnie nauczyłeś.
I nie wiem czy mi jeszcze wychodzą.
Jedno jest pewno, za dużo nie zapamiętałeś.
Twoja lewa noga posuwa się gładko za prawą.
- Tak lepiej? - Dużo lepiej.
Poćwicz jeszcze jak mnie nie będzie, a niebawem zostaniesz królem parkietu.
Nie będzie cię? Grautvornix chcesz nas opuścić?
Tak.
Grautvornix, poczekaj chwile.
Mam coś dla ciebie. To mój najwspanialszy menchir.
Chciałem ci go podarować na koniec twojego szkolenia,
Wiesz, kiedy już byś został wojownikiem
Ale dostaniesz go już teraz. Trenuj nim jak będziesz w domu jesli zechcesz.
Jeśli codziennie będziesz próbował go podnieść,
to jestem pewny, że w końcu ci się uda.
Taaa. Nie sądzę. To niemozliwe.
Skąd możesz wiedzieć, że to niemozliwe, skoro nawet nie spróbowałeś?
Co ty robisz? Namawiasz go do odejścia?
- To jego własna decyzja. Sam ją podjął - A właśnie że nie.
A właśnie że nie! Co obiecaliśmy Majestixowi?
- Co z honorem wioski? - Nie możemy go do niczego zmusić.
To nie w porządku.
Zgoda, to nie w porządku...
Szybciej.
Szybciej!
Patrz na to. Oś złamana.
Głupi kamień.
Super, robi się coraz lepiej!
Kto tam jest ?
Halo?
Obelix? Asterix?
Czy to wy?
Halo?
To tylko wiatr.
Wiatr. Wiewiórki.
Malutkie, słodkie, niewinne wiewiórki.
I Wiking!
Nie chciał tu zostać, a myśmy go również nie chcieli.
Tak będzie najlepiej.
Czuje się z tym dobrze. Nie czujesz się z tym lepiej Obelixie?
Chyba tak.
No chlopcze, ja zgłodniałem.
Jakiś dzik by się przydał. Co ty na to?
- Nie jestem głodny. - No co ty, daj spokój.
Parę ładnych, soczystych dzików.
Wiesz co, on nawet nie spróbował dzika.
Widocznie za mało go podbudowaliśmy, pomimo tego, że robił takie postępy.
Jeszcze trochę treningu i został by wspaniałym wojownikiem.
W najbliższym czasie trochę się tu uspokoi.
SMSix? Spokojnie, co?
Co się stało?
Grautvornix miał wypadek.
Ach te przereklamowane, zagraniczne, sportowe bryki.
Nawet małego kamyczka nie mogą uwieźć.
Dziwne, że sam poszedł dalej przez las.
Jeszcze bardziej dziwne, że zostawił tu mój prezent.
Patrz Obelix.
Miecz Grautvornixa.
Wikingowie go porwali.
O nie.
Musimy powiadomić Majestixa.
Asterix, Obelix patrzcie kto nas odwiedził. Mój brat Oceanix.
- Znany wojownik, nieustraszony bohater bitwy... - Nie podlizuj się.
Nie zapomnij o bitwie pod Parisium.
Mam tylko parę minut zanim wyjadę do Parisium
- i chciałem przywitać się z moim synem. - Nie.
- Nie, nie możesz go zobaczyć. - Właściwie jest to niemożliwe.
Jest daleko, daleko stąd.
- Jest na ćwiczeniach w terenie. - To program treningu,
a raczej programowy trening.
Mówimy o tym samym chłopcu?
Dobry żart.
Przy następnej pełni księżyca wrócę,
mam nadzieje że do tego czasu trening w terenie będzie zakończony.
To do zobaczenia panowie.
Wikingowie!?!
Złożę uroczystą przysięgę.
Popłynę do krainy wikingów i sprowadzę Grautvornixa przed następną pełnią.
- Ja też. - Mam taką nadzieję.
Życie mojego siostrzeńca i honor naszej wioski są w waszych rękach.
Nie ma się co martwić, wrócimy na czas.
Asterix, na wszelki wypadek masz tu buteleczkę z magicznym trunkiem.
Płyń na północ, aż dopłyniesz do cienkiego półwyspu,
- następnie skręć w lewo, - W lewo,
- ostro w prawo, - W prawo.
- potem prosto do brzegu, - Prosto.
- później w lewo i znowu w prawo. - Lewo, prawo.
- Płyń z prądem, aż do pierwszej góry lodowej. - Mógłbyś powtórzyć?
Płyń zawsze w kierunku gwiazdy polarnej.
Gwiazdy polarnej. Dobra, zapamiętam.
Zaczekajcie. Nie odpłyniecie, póki wam nie zagram pieśni pożegnalnej.
- Nie, nie. - Tylko nie to.
Nie macie wyjścia. Mi mi mi mi...
- Żegnajcie. - Niech szczęście będzie z wami.
- Co to? - Żelazna porcja przetrwaniowa.
Wygląda na to, że jest cały..
- Litości. - Litość? Cóż to takiego?
Pewnie znowu jakiś jego głupi wymysł.
Jest dobry.
Przywiążcie go. Nie chcę żeby nam odleciał.
Nie!
Umieram z głodu!
Taaak. Nie trzeba było zjadać żelaznej porcji zaraz pierwszego dnia.
Nic na to nie poradzę. Jak się niepokoję, to jem.
- Daleko jeszcze? - Nie mam pojęcia Obelixie.
Mgła zakrywa niebo i nie widzę gwiazdy polarnej.
Albo czegoś, co by mi pomogło znaleźć drogę.
SMSix.
Myślałem, że cię już nie zobaczę. Uwolnimy się stąd, prawda?
Cześć! Fajny ptak? Twój?
- Tak, to mój. - To ty jesteś tym mistrzem?
Nazywam się Grautvornix, a ty kim jesteś?
Oj przepraszam, jestem Abba.
Pomogła byś mi?
- Jak tylko będę mogła, to tak. - Ok.
Wow.
Dzięki, miło z twojej strony.
- Masz gorączkę? - Nie, ależ skąd,
tylko się boję.
- Ty to masz szczęście. - Szczęście?
- Umiesz latać. - Latać?
To musi być piękne. Płynąć niczym ptak na wodzie,
a potem się wzbić i lecieć ku słońcu.
Nauczysz mnie tego?
Proszę pokaż mi jak to robisz. Zdradź mi swoją tajemnicę.
Jak mi pomożesz się dostać do domu, to ci pokażę.
Co ty tu robisz? Ze sto razy ci mówiłem, nie rozmawiaj z obcymi.
- Przepraszam. - Nie mówię do ciebie.
Tylko do niej!
Dzięki ci tatusiu, że tak mnie ośmieszyłeś przy naszym więźniu.
- Ciągle jeszcze umieram z głodu! - Co ty nie powiesz.
Asterix, myślisz, że gwiazda polarna jest ciągle jeszcze na niebie?
- To znaczy, nad mgłą? - Myślę że tak.
Obelixie właśnie podsunąłeś mi pomysł.
- Widziałeś ją? - Nie, spróbuj jeszcze raz.
Tędy Obelixie.
- Więc kiedy porozmawiasz z ojcem o uwolnieniu mnie? - Jak mnie nauczysz latać.
A no tak, latanie.
Tak się zastanawiam.
Co robicie z ludźmi, którzy nie dotrzymują słowa?
Chodzi ci o kłamców? Spójrz do góry.
- Kto to? - Ostatni gość, który mnie okłamał.
Tato się nim zajął.
Umówmy się we wtorek o trzeciej, na pierwszą godzinę latania?
Unieśmy swoje czaszki na cześć mistrza strachu.
Niech żyje nam mistrz. Niech żyje nam mistrz.
- Czy oni zrobią z mojej głowy kubek? - Nie, w taki sposób Wikingowie witają swoich gości.
Mam nadzieje, że pije naturalny sok z jarzyn.
Przynajmniej tak pachnie.
Tak. Na pewno był naturalny.
Patrz.
- Tędy. - Tak tędy.
Czekaj. Mam pomysł.
Telegraf. Stenograf. Cryptograf.
Co w tym śmiesznego?
Słyszałeś Asterix, wszystkie ich imiona kończą się na "af".
Asteraf, mam na imię Asteraf, Obelafie.
- Obelaf. - Nie ma was na liście gości.
Jesteśmy!
OK. Wślizgnęliśmy się oficjalnie do środka..
Nie teraz. Musimy znaleźć Grautvornixa.
- Ej wy, stać. - Już się ocknął?
Wytrzymują więcej niż Rzymianie, nie sądzisz?. Tym razem dam mu więcej czasu.
OK. Ale cokolwiek zrobisz zachowaj się...
- dyskretnie. - Co tu się dzieje?
Czy chociaż raz nie mogę zjeść w ciszy i spokoju mojego morsa ala creme?
Jak się przyrządza morsa ala creme? Brzmi przepysznie.
Bo jest. Przyrządza się go jak truskawki z bitą śmietaną,
tyle, że zamiast truskawek bierze się...
Momencik, kim wy jesteście i co tu robicie?
Jestem Asteraf, a to jest Obelaf. Spokojnie.
- Szukamy Grautvornixa. - Mistrza.
- Mistrza czego? - Strachu oczywiście.
Patrzcie.
- Czemu nie tańczysz ze swoją narzeczoną? - Jestem zajęty.
Patrz, ma kłopoty.
Przestań. To są moi przyjaciele.
- Przyjaciele? - Niech żyje mistrz.
W porządku mistrzu, ale musimy już iść do domu.
Pożegnaj się. Do zobaczenia.
Dopiero co tu dotarłem.
Twój ojciec chce cię przy następnej pełni odebrać z wioski.
- O, nie. Tylko nie mój stary. - Tylko nie jego stary.
- Zostaję. - Zostaje.
- Nie ma gadania. Idziesz z nami. - Nie bądź taki ostry, bo go onieśmielisz.
Jesteś jak mój ojciec. Nie rób tego, nie rób tamtego.
Jeśli twój ojciec tak mówi, to nie ma w tym nic złego. Po prostu się o ciebie troszczy.
W ogóle się o mnie nie troszczy. Jedynie chce się mnie pozbyć.
Jeśli by się naprawdę o mnie troszczył, to by mnie nie wysłał na wieś
do jakiś wiochmenów.
- Wiochmenów? - Wiochmenów?
Czas spędzony z wami był piekłem.
Ci mili ludzie docenili moje prawdziwe zdolności.
Spadajcie, nie chcę was więcej widzieć.
Zaczekaj Obelixie.
Nie dostanę napiwku?
Obelix, czekaj na mnie.
Grautvornix, zaczekaj.
- Kim byli co obcy? - Nikim.
Co ci jest? Przecież wszystko było w porządku zanim się pojawili.
Nic, przekazali mi tylko wiadomość od ojca.
Mam problemy...
- których nie zrozumiesz. - Może zrozumiem je lepiej niż ci się wydaje.
Nie myśl tylko o nich. Uśmiechnij się.
- Już mi do łóżka! - Zawsze jak się robi ciekawie to nas wyganiają.
- Chodźmy z powrotem na imprezę. - Ok, chodźmy.
Przyjaciele.
Proponuję wznieść toast za człowieka, który wspaniale wypełnił swoją misję
i złapał mistrza strachu.
Oto on, mój syn Olaf.
Niech żyje Olaf. Niech żyje Olaf.
- Czy twój syn ma jakieś życzenie? - Co?
Mój syn Olaf, chce prosić twoją córkę Abbe o rękę.
- O rękę mojej córki? - O rękę mojej córki?
Z czaszką mógłbym coś zrobić, ale z ręką?
Co to ma znaczyć ?
- Czyżbyś obiecał moją rękę tej rybie ? - To nie twoja sprawa.
Czy to ma znaczyć, że wybór męża dla kobiety, nie jest jej sprawą?
Stara wikingowa tradycja.
Mężczyzna bierze kobietę za włosy i ciągnie ją ze sobą do domu.
Tak poznałem twoją mamę. Nie ma nic złego w dawnych tradycjach
Prawda Vikea ?
Oczywiście, prawie mnie wtedy oskalpowałeś,
a na całym ciele miałam rany od wleczenia mnie po ziemi.
Poza tym, był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
- Dobra... Jeśli mógłbym się wtrącić na chwilę. - Nie wyjdę za tego durnia.
- Wyjdziesz za tego durnia i koniec. - Nie będzie żadnego ślubu.
Właśnie że będzie!
Zatrzymać ją!
- Grautvornix nie! - Nie martw się, dam sobie radę.
Jako mistrz ostrzegam was, że...
- Jutro byłby wspaniały dzień na ślub. - Dobra.
Tylko najpierw mistrz musi nam trochę pokazać jak lata.
Obelix, dokąd idziesz? Chyba nie chcesz iść na piechotę do domu?
- Dokładnie tak. - Rozumiem jak się czujesz przez Grautvornixa.
Nie wymawiaj tego imienia. Już prawie je zapomniałem.
Jest mój pieseczek, który kocha swojego pana, w przeciwieństwie do innych.
- Obelixie, nie możesz tak po prostu odejść. - A niby czemu?
Obelixie, Grautvornix nas potrzebuje, tylko jeszcze o tym nie wie.
- Więc chodź ze mną i mi pomóż. - Po tym wszystkim co powiedział, nie ma mowy.
Grautvornix powiedział to samo o podnoszeniu menhirów.
W porządku. Dawaj, przestrasz nas.
- Po co ? - Żebyśmy mogli polatać, oczywiście.
- On jest głupi czy co? - Oni zwariowali.
Powiedziałem! Przestrasz nas!
Jasne, zaczynamy.
- Co to ma być? - Przerażający ryk.
Nie, to jest przerażający ryk.
To jest nie porozumienie, to ty mnie straszysz.
Wystarczy tego. Czas, aby mistrz pokazał nam jak lata.
- Idziemy na zbocze. - Nie.
Grautvornix! Grautvornix!
Gdzie się wszyscy podziali?
Patrz, jest ktoś.
Gdzie jest Grautvornix. Gdzie go ukryliście?
- Nie mam pojęcia. - Mów mi natychmiast gdzie jest.
Bo się naprawdę zdenerwuje.
Dobra robota. Mądrze to zrobiłeś.
Przesłuchałeś wroga tak, że nic nam nie zdradził.
Gotowi do zrzutu ?
Zrozumiałem.
O o! Mamy poważny problem. Zaraz to załatwię.
To moje zęby. To zęby mi tak stukają.
Wszystko w porządku, gotów do lotu proszę o zezwolenie na zrzut.
Zrozumiałem. Odpalić mistrza.
Zaczekajcie momencik.
- Co znowu? - Patrzcie Thor zsyła nam znak.
- Za późno, już zniknął. - Mamy spóźnienie.
Wątpię czy on w ogóle potrafi latać.
Jak nie potrafi latać, to nie będzie ślubu!
- Lata jak nie wiem co. - Nie, nie lata.
- Jest gotowy. - Nie, proszę nie, błagam cię nie puszczaj.
Puść.
- Lata. - Niesamowite, on lata.
Dobra wy tchórzliwe tyłki, skaczemy w przepaść.
Skaczemy w przepaść! Skaczemy w przepaść!
Czekajcie. Po pierwsze, za mało się boicie,
a co ważniejsze, musimy przygotować ślub.
No dobra!
Czekajcie. Co będzie ze mną?
Olaf, ty też musisz iść. To twój Ś L U B.
No dobra.
Co się stanie z mistrzem?
Myślę, że już niebawem poleci z powrotem do domu.
- Kryptografie idziesz czy nie?
- Już idę wodzu.
To naprawdę dziwne. Może rzeczywiście strach umożliwia latanie?
Ty to jesteś silny.
Asterix, Obelix, Jak dobrze znowu was widzieć.
Myślałem, że już ze mną skończyliście, po tym jak się zachowałem.
- Naprawdę latałem?
- Nie.
- Wracajmy na statek. - Nie możemy teraz iść.
Wikingowie myślą, że potrafię latać.
I dlatego wódz musi spełnić życzenia Kryptografa,
którego syn ma wyjść za Abbe, ale ja nie potrafię latać.
i dlatego ślub nie może się odbyć.
- Zgłupieli ci Wikingowie. - Nie, nie, nie. Płyniemy do domu.
- Przykro mi. - Zapomnijcie o wszystkim co wam właśnie powiedziałem.
Nienawidzę was. Nienawidzę was!
Moja mała.
Stop. Zawracajcie. Musimy zabrać Abbe ze sobą.
Nie mamy czasu.
A poza tym nie możemy porwać córki wodza.
Ale ona chce zostać porwana.
Porwijmy tą młodą dla niego, jeśli aż tak mu zależy.
Nie mam mowy. Nie stwarzaj znowu problemów.
Nie musisz od razu tak krzyczeć. Przecież nic nie zrobiłem.
W ogóle. Nie przed nim.
Gdybyśmy zabrali Grautvornixa z imprezy, nie było by teraz żadnego kłopotu.
I jak do tego doszło? Obelix musiał się zachować jak dziecko
i obrazić się na cały świat.
Gdyby Asterix się lepiej na imprezie zachował, to pewnie by z nami poszedł.
Wystarczy mi już tego, co by było gdyby.
No tak, przecież to Asterix jest tu wszechwiedzący.
Tyle, że Asterix nie wie jak się rozmawia z dziećmi.
Myślisz, że nie wiem jak się rozmawia z dziećmi?
Co ty na to Grautvornix, uważasz, że nie potrafimy z tobą rozmawiać?
Grautvornix?
Nie.
Nie zmusicie mnie do ślubu.
- Nie. - Ależ to mi przypomina nasz ślub.
Prawie mi odgryzłaś palec, zanim cię zakneblowaliśmy.
- To były czasy.
Będziecie mieli kłopoty, jak Grautvornix wróci.
Nie wróci już. Poleciał w miejsce,
- z którego nikt nie wraca. - Nie ruszać się.
Ślubu nie będzie.
- Hura, mistrz. - Grautvornix.
Co ty tu robisz? Przecież ty spadłeś.
- To znaczy odleciałeś. - Kłamiesz.
Przecież wiesz, że nie potrafię...
Nie mogę dopuścić do tego ślubu.
Grautvornix, co się z tobą stało?
Łapać ich.
- Ręce precz od małego. - I to natychmiast.
Teraz albo nigdy. Uciekajmy.
Za nimi. Zabij mistrza.
- Zrozumiałeś? - Zabić mistrza To zrozumiałem.
Mam nadzieje, że dostaniemy się do brzegu.
Po co nam łódź? Weź mnie na barana i lecimy.
No wiesz, za mało się jeszcze boje.
Patrz.
Jak ją tkniesz, to złamie cię jak to wiosło. Tylko spójrz.
Magiczny trunek przestał działać.
- Wyobraź sobie, że go łamie. - Tak jak ten?
Super, boisz się.
- Odlatuj i mnie zabierz. - Nie mogę.
Jeszcze się za mało boisz?
Jestem przerażony, ale...
Nie potrafię latać!!
Co?
Abbe! nic ci się nie stało?
Okłamałeś mnie. Jesteś taki sam jak wszyscy.
Abba zaczekaj.
Przepraszam, nie chciałem cię okłamać. Po prostu tak wyszło.
Szybko, leć po Asterixa i Obelixa.
To się nazywa prawdziwa bitwa. Oni nie są tacy słaby jak Rzymianie.
Musimy ich zaprosić, aby czasami napadali na naszą wioskę.
O nie, gdzie jest Grautvornix?
Co to?
Idefix, jaką ona przesyła nam wiadomość
Grautvornix ma kłopoty.
Jest za bardzo zmęczona, żeby powiedzieć więcej.
Niezła technika. Ten ptak ma talent.
Powinniśmy iść za nim.
Abba, musimy uciekać.
To będzie zabawne.
Nie zabijaj go.
I kto jest teraz mistrzem?
Tam. Tam są.
Nieźle sobie poradził, co?
Olafie nadchodzą.
Załatw go. Gdzie jesteś?
Cześć tatusiu.
Za mną!
On chce odlecieć z twoją córką.
- Ani... - ... kroku dalej.
- Znowu wy. - Zatrzymać go,
zanim odleci.
Nie odleci. On jest tylko kłamcą,
- oszustem i samochwałą. - Widzieliśmy jak lata.
To prawda, on latał i to jak.
- To była sztuczka. - Widzicie.
Ja to zrobiłem. Miałem sznurek na wędce. Prawda tato?
Ty głupku, to miała pozostać między nami.
Czyli on nie potrafi latać?
Chciałeś mnie oszukać.
Cały się trzęsiesz, czyżbyś się bał?
Nie, nie, ależ skąd. To znaczy w sumie tak troszeczkę.
To dobrze, odpowiednie warunki do latania.
Odin mnie oszukał. Strach nie dodaje skrzydeł.
Trzymaj się.
Zostańcie tam gdzie jesteście. Zaraz was wyciągniemy.
Latanie byłoby teraz dobrym rozwiązaniem.
Ale to ci się na pewno nie uda.
Pewien dobry znajomy kiedyś mi powiedział.
Skąd wiesz, że coś ci się nie uda, skoro tego nie spróbowałeś.
- Nie! - Grautvornix!
Nie. Nie.
Patrz Obelix.
A jednak lata.
Umie latać?
Uratowałeś mi życie.
Widzicie? Widzieliście to. Patrzcie co on robi.
O tak, robi to dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Widzisz Obelixie, to nie strach dodaje skrzydeł, tylko miłość.
Halo?!? Wikingowie!
Możecie mnie wciągnąć? Ręce mi już słabną. Potrzebuję pomocy. Proszę
Może jeszcze kawałek dzika?
Może jeszcze dzbaneczek winka?
Nie zdążymy. Obelix, nie dasz rady szybciej?
Gdzie jest mój syn?
Jak już ci mówiłem, poszedł na ryby.
Nie prawda, mówiłeś, że jest na polowaniu.
Dokładnie, poszedł polować na ryby.
Powracając z Parisium na pewno docenisz moje nowe kompozycje.
Chcę natychmiast zobaczyć mojego syna.
Cześć tato.
Jakby mogło być inaczej. Ciągle uganiasz się za dziewczynami.
I co potem?
Potem Grautvornix przywalił Olafowi masztem od statku.
Walczył jak jednoosobowa armia.
Drogi Majestixie, dziękuję za wszystko co zrobiłeś dla mojego syna.
Podziękuj lepiej Asterixowi i Obelixowi. To ich zasługa.
Myśmy nic nie zrobili. Sam do wszystkiego doszedł.
- Grautvornix. - Nie podam ci ręki.
Jestem z ciebie dumny synu.
Mały prezencik.
Komplet czaszkowych kubków, model wikingowy.
W meblach i urządzaniu mieszkań jesteśmy nie pokonani.
A tutaj mamy Automatixa, Falainix, Methusalix
i równie ważny, mimo, że wymieniona na końcu Troubadix.
Słyszeliście, wszystkie ich imiona kończą się na "ix".
Może nasi goście z północy, chcieliby usłyszeć prawdziwą galijska pieśń ludową.
- Pewnie, że tak. - No to zaczynamy.
Przestań. Przestań. Robi mi się nie dobrze.
Nogi się pode mną uginają. Co mi jest?
Boisz się.
Jeśli to tylko strach, to właśnie mi dodał skrzydeł.
Miraculixie, tak się właśnie zastanawiam, do czego nam w ogóle strach?
- Miraculix! - Słucham?
Chciałem się dowiedzieć, po co nam strach?
Strach czyni nas odważnym. Prawdziwą odwagę widać gdy przezwyciężamy strach.
I tak dla Wikingów rozpoczęła się właśnie nowa przygoda.
Gdyż to co napotkali w czasie swej naukowej wyprawy
przekroczyło ich najdziksze sny.
Czy to mgła? Nienawidzę mgły, boje się jej.
- Chcę do mamy. - Ja nie chcę żadnej mgły!
- Mamusiu!
Maaamooo!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.