Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
FILM UKAZUJE FIKCJĘ INSPIROWANĄ FAKTAMI
PARYŻ, GRUDZIEŃ 2018 ROKU.
Odbić w lewo! Zewrzeć szyki!
Rozpoznaje pan siebie?
Rozpoznaje pan siebie na tym nagraniu?
Tak.
Co pan robi?
Podnoszę kamień i rzucam nim.
W demonstrantów?
Tak.
Nie w nich, tylko w ich kierunku.
- Wrócimy do tego. - Trafiłem kogoś?
To ja zadaję pytania.
Czy na tym nagraniu demonstranci rzucają racami?
Nie w tym momencie. Ale wcześniej - tak.
Race i wyzwiska. Przez cały dzień.
Chwilę wcześniej mój dowódca dostał kostką brukową.
Podniósł przyłbicę, by coś powiedzieć.
Dostał w twarz.
Demonstranci klaskali.
Rozumiem.
Wróćmy do tego, co pan zrobił.
Jak pan to wytłumaczy?
Nie wiem.
Służę od 15 lat. Zawsze działałem etycznie.
Po raz pierwszy przechodzę dochodzenie wewnętrzne.
Nie wytrzymałem.
Zawieszą mnie?
Nie wiem.
To zależy od wyniku postępowania administracyjnego.
Przesłucha pana inny śledczy.
Umiem tylko służyć w policji.
Przyznaje, że zrobił źle. Był w szoku. Zraniono jego dowódcę.
Filmik stał się viralem. Trzeba zareagować.
Funkcjonariusz nie może rzucać kamieniami.
To represje przy użyciu nieprzepisowej broni.
Poważne wykroczenie.
Tak, ale przyznaje się do błędu. Żałuje. Nikogo nie ranił.
Weźmy pod uwagę kontekst, zmęczenie...
Jego adwokat przytoczy to w trakcie procesu.
Wyśle mi pani raport?
Tak.
- To pani ma dyżur w weekend? - Nie. Gabinet numer 2.
Oby było spokojniej niż tydzień temu.
- Do widzenia, pani Bertrand. - Do widzenia.
Za nami kolejna niespokojna sobota. Mamy już kilka pozwów.
Decyzją prokuratury będziemy odtąd rozpatrywać
wszystkie skargi dotyczące żółtych kamizelek.
Nawet te o mniejszej wadze.
- Te poniżej tygodnia zwolnienia? - Też.
Gabinet Christelle jest już przeciążony.
Rozdzielę następne sprawy gabinetom 1 i 2.
Mamy już 40 spraw.
Wiem. Stephanie też. A Christelle ma 50.
SPRAWA OSOBISTA
W szpitalu powiedzieli, że mam złożyć skargę.
- W imieniu syna, Guillaume'a. - Jest nieletni?
Ma 20 lat.
Rozumiem. Jest pełnoletni. Sam musi to zgłosić.
Jest w szpitalu. W złym stanie.
Spiszę pani zeznania. Poczekamy, aż pozwolą nam go przesłuchać.
Nigdy dotąd tego nie robiłam.
Proszę opisać, co się stało.
Na sobotniej demonstracji
policjant strzelił do niego gumową kulą.
Strzał z broni nieśmiercionośnej. Rozumiem.
- Są świadkowie? - Nie.
Nie było mnie z synem, gdy to się stało.
Byliśmy razem na Polach Elizejskich, ale rozdzieliła nas przepychanka.
Demonstrowała pani z nim?
Tak.
Przyszliśmy całą rodziną. Ja i troje dzieci.
Antonin, najstarszy, no i Sonia, i Guillaume.
I Remi, chłopak Soni.
Był wtedy z Guillaume'em.
Więc rozdzielono was, a Remi był z Guillaume'em, gdy to się stało.
Opowiedział pani, jak to wyglądało?
Tak. Odnalazł nas,
gdy ratownicy odwieźli syna do szpitala.
Do którego?
W Bichat.
Ratownicy go tam odwieźli?
Tak powiedział Remi.
Przesłucham Remi'ego.
- Jego nazwisko? - Cordier.
Gdzie teraz jest?
Został zatrzymany.
Przez policjantów, którzy strzelali?
Nie. Aresztowano go później. I osądzono.
- W trybie natychmiastowym? - Tak.
Skazano go?
Nie wiem.
Mało spałam. Spędziłam dwie noce w szpitalu.
Nie wiem, czemu strzelali do mojego syna.
Celowali w głowę. On nie jest chuliganem.
Ma pracę. Uczy się na elektryka.
Demonstrowaliśmy w imieniu służb publicznych.
W Saint-Dizier wszystko zamykają.
Jesteście z Saint-Dizier?
Tak.
- Zna pani? - Tak.
Chociaż nie. Nieważne.
Wszędzie jest tak samo.
Jak?
Mają nas gdzieś.
Spiszemy to.
- Mamo, tu Stephanie. - Co u ciebie?
- W porządku. - Tyle się dzieje...
Daję radę.
Znasz kogoś z rodziny Girard, z Saint-Dizier?
Joelle Girard, 48 lat. Troje dzieci koło dwudziestki.
Nie znam.
To tutaj popularne nazwisko. Zapytam taty.
Nie. Byłam tylko ciekawa.
- Czemu? - Chodzi o pracę.
- Prowadzisz śledztwo w ich sprawie? - Nie. Zajmuję się policjantami.
A to nie są policjanci?
Zostawmy to.
- Kim są jej rodzice? - Nie wiem. Daj spokój.
Jak się tam dostałeś?
Chodź tu.
Co ja z tobą zrobię?
Gdy kot jest mokry, sadzam go w zlewie.
Umyję go płynem do naczyń.
Pozwalam mu usiąść. Dokładnie myję sierść...
W okolicy Pól Elizejskich wznoszone są barykady,
a na słynnej alei ustawiają się siły porządkowe.
W Paryżu jest dwa razy więcej policji niż w zeszłym tygodniu.
Na ulice wyjechały pojazdy opancerzone żandarmerii.
Rząd wstrzymuje oddech,
a właściciele próbują zabezpieczać sklepy
przed splądrowaniem.
Prefektura uspokaja handlowców,
i uruchamia dodatkowe pomocowe infolinie.
Tak, skarbie?
Przeszkadzam?
Nie. Gdzie jesteś?
W samochodzie taty. Jacyś ludzie się biją.
Co?
Dwóch typów się kłóciło. Zaczęli się bić. Patrz.
- Widzisz? - Tak.
O, kurde!
Zostań w aucie. Gdzie tata?
Czekaj.
Jesteś sam? Gdzie tata?
Biega.
Gdzie jesteś?
W Choisy.
Tata chciał, żebym trenował z nimi do maratonu, ale miałem dość.
Czekam w aucie.
Kto z nim jest?
Noelie, jego nowa dziewczyna. Też policjantka.
Jest z nim w brygadzie antynarkotykowej?
Nie, ale ciągle gada o policji. Chcesz jej fotkę?
Nie.
Po co mi to?
Żeby zobaczyć, jak wygląda. Nie powiem jej.
Nie...
Tak się nie robi. Nie jestem ciekawa. Zaczekaj.
Ja też mam nowego kolegę.
Jaki słodki!
- Kupiłaś go? - Nie.
- Znalazłam w garażu podziemnym. - Zostanie?
Nie sądzę. To spora odpowiedzialność.
- Będę się nim opiekował. - Akurat!
Pogadamy w poniedziałek. Zostań w aucie. Dzwonię do taty.
Tu Steph.
Zostawiłeś Viktora na parkingu? Zgłupiałeś?
Spokojnie. Biegał z nami, ale się zmęczył.
Dwóch typów biło się tuż przy aucie.
Co ty gadasz? Mógł zadzwonić. Czemu dzwoni do ciebie?
Może nie chciał wam przeszkadzać.
- Jasne. Rozumiem. - Nie rozumiesz.
Biegaj z kim chcesz.
Ale nie zostawiaj Viktora samego na odludziu.
Wracam do auta. Sprawdzę, co się dzieje.
127 OSÓB ZATRZYMANYCH
Ja, Stephanie Bertrand, komendant policji IGPN,
zwracam się z prośbą do władz szpitala Bichat
o przekazanie mi informacji odnośnie stanu zdrowia Guillaume'a Girarda,
przyjętego 8 grudnia 2018 roku,
i o poinformowanie mnie,
gdy zajdzie możliwość przesłuchania go.
Zwracam się z prośbą
do paryskich służb ratownictwa medycznego
o przysłanie informacji na temat pomocy
udzielonej dnia 8 grudnia 2018 roku
20-letniemu obywatelowi o nazwisku Guillaume Girard,
w sektorze Łuku Triumfalnego.
Zwracam się z prośbą do urzędu do spraw wyroków
o wskazanie mi Zakładu Karnego w którym przebywa Remi Cordier,
na mocy wyroku z dnia 10 grudnia 2018 roku
wydanego przez sąd okręgowy w Paryżu.
Otrzymaliśmy odpowiedź od służb ratownictwa medycznego.
Mowa w niej o incydencie przy Rue Magellan w Paryżu,
w ósmym okręgu administracyjnym.
Otrzymaliśmy raport z Oddziału Chirurgii Urazowej w szpitalu Bichat,
w odpowiedzi na nasz wniosek.
Zawiera on medyczny opis ran odniesionych przez Girarda.
Stwierdzono pęknięcie czaszki w pięciu miejscach
oraz wgniecenie lewej skroni,
zakrzepicę mózgu, krwotok podpajęczynówkowy,
Krwiaki i uszkodzenia są wynikiem użycia amunicji typu RAM 40.
Girard cierpi na afazję i na zespół stresu pourazowego.
Jego udział w przesłuchaniu jest obecnie niemożliwy.
W załączeniu wniosek o wydanie pozwolenia
na przesłuchanie osadzonego Remi'ego Cordiera jako świadka,
oraz prośba o wskazanie daty i godziny przesłuchania
w zakładzie karnym we Fleury-Merogis.
Dzień dobry. Komendant Bertrand z IGPN
czyli z Biura Spraw Wewnętrznych Policji. A to major Guerini.
Badamy okoliczności poszkodowania Guillaume'a Girarda.
Według jego matki pan był wtedy z nim. To prawda?
Tak.
Chcemy pana przesłuchać jako świadka.
Nie wiem nawet, jak on się czuje.
Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo,
ale jego stan nie pozwala na przesłuchanie.
Będzie miał trwałe urazy?
Nie wiem.
Nic nie zrobił, a ci skurwiele go zmasakrowali.
Spuść z tonu.
I nie klnij.
Znaleźliście te psy, które to zrobiły?
- To my zadajemy pytania. - I może mi uwierzycie?
W sądzie nikt mnie nie słuchał.
To trwało pięć minut.
Liczył się tylko raport jednego policjanta.
Twierdził, że ich pobiłem.
To nieprawda!
Pytamy o to, co zaszło z Girardem.
Pańskie zeznania pomogą nam to zrozumieć.
Jeśli to słowo przeciwko słowu, to nie ma sensu.
Z kim był pan na demonstracji w Paryżu?
Z Sonią, jej braćmi i matką.
Sonia, Antonin, Guillaume i Joelle Girard?
Wyjechaliśmy rano.
To my rzuciliśmy pomysł.
Żółte kamizelki to nie nasza bajka, ale mama i Remi są salowymi,
a ja jestem noszowym.
Mamy dość głodowych pensji.
Chcieliśmy wziąć w tym udział. I była okazja, by zwiedzić Paryż.
Joelle!
Dajesz, mamo!
Na Paryż!
Często demonstrujecie?
Nie.
Pierwszy raz byłem w Paryżu.
Zostawiliśmy auto pod jakąś bramą.
Nie wiedzieliśmy, gdzie ta demonstracja.
Szliśmy wzdłuż Sekwany.
Kilka razy nas legitymowali.
Pójdziecie z nami?
Nie chce się wam?
Nie filmować!
Długo szliśmy. Bolały mnie nogi.
Przy okazji zwiedzaliśmy.
To jednak nie Saint-Dizier.
Dołączyliśmy do ludzi w kamizelkach. Szli na Pola Elizejskie.
Tam już był tłum.
Czuliśmy gaz łzawiący. Coś się działo przy Łuku Triumfalnym.
Latał śmigłowiec. Baliśmy się.
Po jakimś czasie chcieliśmy wracać,
ale zablokowała nas policja.
Choć Macron nie chce nas, będziemy tu stać.
Nie chcieli nas puścić. Rozpylili gaz łzawiący.
Chodź!
Schowaliśmy się w pralni.
Aresztowali kogoś. Bałam się.
Rusz się! Spokój!
Zmierzchało.
Próbowaliśmy wrócić Polami Elizejskimi.
Nie dało się.
Wszędzie gaz łzawiący. Wybuchła panika.
Guillaume i Remi zniknęli.
Nie wiedzieliśmy, gdzie są.
Niechcący odłączyliśmy się od reszty.
Mów dalej.
Szukaliśmy reszty.
A potem policja strzelała do nas z gumowych pocisków.
Tak po prostu? Bez powodu?
Tak.
Szliśmy ulicą, a oni nadeszli skrzyżowaniem, z prawej.
Uciekłem. Myślałem, że Guillaume biegnie za mną.
Zobaczyłem, że go nie ma, więc zawróciłem.
Tych psów już nie było.
Guillaume leżał na ziemi.
Miał zakrwawioną głowę.
Spanikowałem. Zadzwoniłem po pomoc.
- Byli w mundurach czy w cywilu? - Chyba w cywilu.
Mieli opaski?
Nie widziałem.
Skąd wniosek, że to była policja?
Co to za pytanie?
Mieli broń na gumowe kulki.
- Okazywaliście im wrogość? - Nie.
- Żadnych słów ani gestów? - Nie.
Biegłem i krzyczałem, żeby Guillaume też uciekał.
- Dlaczego? - Bałem się. Wyjęli broń.
Macie na koncie akty wandalizmu, kradzież
- lub przemoc wobec sił porządkowych? - Nie.
Jest pan pewien?
Tak.
W pańskim telefonie są filmy z płonącymi samochodami.
Dopuszczał się pan takich aktów wandalizmu?
Nie.
Przemoc pana pociąga lub fascynuje?
Nie.
Czemu filmował pan te samochody?
Nie wiem.
To było...
Co?
- Nie wiem. - Udziela się pan politycznie?
Czyli?
Należy pan do skrajnych ugrupowań, lewicowych lub prawicowych?
Nie znam się na polityce. To była moja pierwsza demonstracja.
Został pan aresztowany o 19.40, godzinę po incydencie,
za zniewagę, nieposłuszeństwo i akty przemocy.
Wyjaśni pan okoliczności?
Zostałem, by odnaleźć gliniarzy, którzy do mnie strzelali.
- Po co? - Byłem wściekły.
Chciałem ich znaleźć.
Zrobić im fotki albo sfilmować.
Żeby mieć dowód.
Na co?
Że tam byli.
A potem?
Znalazłem się naprzeciw kordonu z innymi demonstrantami.
Policja znów odcięła nam drogę i rozpyliła gaz łzawiący.
Byłem taki wkurzony, że zacząłem im ubliżać.
Rzucili się na mnie i przycisnęli do ziemi.
Przeczytałam, że bił pan policjantów.
Nieprawda.
To oni mnie bili.
Jeden z filmików w pańskim telefonie, pokazuje,
jak ratownicy zajmują się Guillaume'em Girardem.
Po co pan to sfilmował?
Żeby pokazać, jak psy go zmasakrowały.
Co się stało?
- Dostał gumową kulką. - W głowę?
Tak.
Dostał. Weźmiemy go.
Podnieś go ostrożnie.
Proszę nie przeszkadzać.
To było tutaj?
Tu stali ratownicy.
Nie ma śladów krwi.
Służby oczyszczania miasta je zmyły.
- Posprzątały w całej dzielnicy. - Nie próżnowały.
To tyły którego hotelu?
Prince de Galles.
Zwracamy się z prośbą o przekazanie nagrań
z następujących kamer monitoringu,
z 8 grudnia 2018 roku, od godziny 16.00 do 20.00:
kamera 08021
kamera 08371,
kamera 08115,
kamera 73532,
kamera 08118...
To jest kamera 08115, aleja Pierre de Serbie.
Na tyłach starcia widać pięć osób wchodzących w rue Bizet.
Obraz jest niewyraźny,
ale zaraz potem filmuje ich kamera prywatnej kliniki.
Czas się zgadza. 18.17 monitoring i 18:18 - rue Bizet.
Są w cywilu, ale w hełmach.
Dwaj chyba niosą broń na kule gumowe. Ten pierwszy na pewno.
Drugi ma chyba ochraniacze na nogach. Widzisz?
O 18:22, widać ich na monitoringu na rogu alei Marceau.
Nie widać twarzy, ale buty i spodnie są takie same.
Widać ochraniacze na nogach. Trzech z nich ma broń na gumowe kule.
Dwóch - rurki teleskopowe.
Broń, broń,
rurka, rurka,
broń.
Oto ich ruchy zwizualizowane na mapie.
Szli tędy aż do alei Marceau z monitoringiem.
Naprzeciwko rue Quentin Bauchart.
Możliwe, że doszli nią do rue Magellan,
gdzie Girard został ranny.
Wróć do rue Bizet.
Jakie jednostki cywilne działały tam wtedy?
Tu sprawy się komplikują.
Przejrzeliśmy z Markiem wszystkie raporty.
Jednostki mundurowe są dość subordynowane.
Ale reszta: BAC BRI, wszystkie jednostki w cywilu,
przemieszczały się wieczorem z własnej inicjatywy.
Prefektura i rząd zwróciły się o posiłki, ale zabrakło koordynacji.
Panował tam burdel.
Pański stopień i funkcja podczas demonstracji 8 grudnia?
Kapitan policji.
Dowodziłem czterema jednostkami komandosów.
Major policji.
Dowodziłem dziewięcioma jednostkami cywilnymi grupy interwencyjnej CSI
na rozkaz komendanta Barona.
Nadkomisarz.
Dowodziłem BRI - Brygadami Śledczo-Interwencyjnymi.
Komenda Główna zażądała od nas wsparcia sił mobilnych,
które straciły kontrolę nad sytuacją.
Dowodziłem nowymi oddziałami szybkiego reagowania, czyli jednostką
złożoną z 25 oficerów podmiejskich sił BAC
i z różnych komisariatów.
Jestem majorem policji. Dowodziłem jednostką BAC 92.
Na czym polegały wasze zadania?
Zapobieganie plądrowaniu i lokalizacja agresywnych jednostek.
Namierzanie wandali i osób, które atakowały mundurowych.
Mieliśmy ocalić Republikę i powstrzymać powstanie.
Kazano nam wziąć udział w wysiłku wojennym.
Tak brzmiały instrukcje?
"Ocalić Republikę i wziąć udział w wysiłku wojennym"?
Tak.
Utrzymanie porządku to pańskie zwyczajowe zadanie?
Nie.
Nie.
Czym się zwykle zajmujecie?
Nie zna pani misji BRI?
Proszę odpowiedzieć.
Brygady Śledczo-Interwencyjne zwalczają przestępczość i terroryzm.
Walka z miejską przestępczością i przemocą w miejscach publicznych.
Szkolono pana w zakresie utrzymania porządku publicznego?
Nie.
Wszystko odbyło się w pośpiechu.
Rząd działał w panice.
Kazano nam interweniować. To była improwizacja.
Część z nas kupowała ekwipunek w Decathlonie.
- Jaką mieliście broń? - RAM 40 na gumowe kule.
Granaty GM2L.
Broń służbową.
Granaty hukowe i gaz.
- Użyliście broni na kule gumowe? - Tak.
Mieliśmy do czynienia z agresywnymi wandalami.
Oczywiście. Wielokrotnie.
Wydałem zgodę na 60 strzałów.
Sporządzono raporty z użycia broni?
Zwolniłem z tego moich ludzi ze względu na okoliczności.
W tej sytuacji notatki są wykonywane po akcji albo dzień później,
ze wskazaniem widełek czasowych i szerokiego zasięgu geograficznego.
Sporządziliśmy dzień później. Nie dla każdego strzału.
To wasz obowiązek.
Tak. Ale nie było takiej możliwości.
To było niemożliwe.
To była prawie rewolucja. Nie chodziło o klasyczną interwencję.
Raniliście demonstrantów? Interweniowali medycy?
Nic o tym nie wiem.
Nie wydaje mi się.
Trafione jednostki uciekały.
Nie widziałem ran.
Pokażę panu zdjęcie zrobione tamtego wieczoru.
To może być któraś z pańskich jednostek?
Mało widać. Ale nie sądzę.
Nie.
Widział pan grupy, które mogłyby być na tych zdjęciach?
Nie. Nic mi to nie mówi.
Nie przypominam sobie.
Nie.
Eric z Biura 3 ma zdjęcia, które pasują do naszej grupy.
Bada inną sprawę z 8 grudnia.
Jakiś reporter sfilmował interwencję na rogu Vernet/Bassano.
Siedem minut po tym,
jak minęli bankomat przy alei Marceau.
Tu są.
Ta sama grupa. Ta sama liczba, broń i szczegóły.
Widać ich wyraźniej niż na innych nagraniach.
I znikają. Przybliżę ich.
Ci dwaj mają broń na kule gumowe.
Trzeci odsłonił twarz.
Ostatni też ma broń.
Gdy ten trzeci opuszcza kominiarkę...
Tutaj...
Widać jego twarz.
Teraz patrz.
Skoro byli tu o 18.22, mogli być tu, gdy Girard został ranny,
szli aleją Georges V
i dotarli do rogu Vernet/Bassano siedem minut później.
Zrobiłem scriny tam, gdzie widać ich najlepiej.
Widzisz hełmy?
Dobra robota.
Szlag...
Jedna!
Wnerwia mnie.
Rzuca w okropnym stylu, ale trafia. Nie mówię o tobie. Nie śmiałbym.
Nie. Drugą ręką.
Skupiam się.
Teraz całkiem ładnie. Rzucaj mocniej.
Idę się napić. Przynieść komuś?
Pójdę z tobą.
Mój były.
Cztery razy to samo.
- O, cześć. - Jak tam?
Świetnie. Co u ciebie? U was?
- Noelie, Stephanie. - Jego była.
- Mama Viktora? - Zgadza się.
Mogę o coś zapytać?
- Pracujesz w IGPN? - Tak.
- A wcześniej w antynarkotykowym? - Z Jeremym.
Jak można tak zmienić wydział?
Ścigać kolegów zamiast kryminalistów?
- Jestem ciekawa. - Patrzę na to inaczej.
Serio?
I nie chcę o tym rozmawiać. Wolę się odprężyć.
Jasne. Odpręż się.
My, związkowcy, chcemy się nawzajem wspierać.
Spoko.
Przeszkadza ci, że jestem w związkach?
Ani trochę.
Bronimy kolegów. Mamy dość ataków.
Te wasze śledztwa podważają wiarygodność policji.
Raczej przeciwnie...
Steph, twoja kolej.
Wzywa mnie pani po raz drugi w sprawie, która nas nie dotyczy.
Traci pani swój czas i mój. Mamy ważne misje.
Nikt nie chce tracić czasu.
Jeśli nie będzie pan utrudniał, wszystko pójdzie szybko.
Oto kadry z filmiku nakręconego 8 grudnia.
Czy to funkcjonariusze BRI?
- Nie wiem. - Jedna twarz jest widoczna.
Nie wiem, kto to.
- Co pan myśli o hełmach? - Nic.
Trzy z nich to Wendy używane w BRI.
- Nie znam się na hełmach. - Ci dwaj mają nieprzepisowe hełmy.
Wzywa mnie pani, żeby pogadać o hełmach?
Podczas poprzedniego przesłuchania powiedział pan, cytuję:
"To była improwizacja. Cześć z nas kupowała ekwipunek w Decathlonie".
- Potwierdza pan to? - Nie pamiętam.
Oto opis techniczny kasku na deskorolkę z Decathlonu.
Co widać, gdy porównamy go z tymi zdjęciami?
Nie mam pojęcia.
Są podobne, ale nie wiemy, czy to te same.
Nie tylko moi ludzie kupują ekwipunek w Decathlonie.
Sprawdzamy we wszystkich sklepach w departamencie,
kto kupował te kaski przed demonstracją.
Zyskamy na czasie,
jeśli powie pan, kto jest na zdjęciach.
Mogę też kolejno wzywać oficerów BRI,
aż ustalimy tożsamość tych funkcjonariuszy.
Ale nie chcę przeszkadzać w misjach.
Wróci pan?
Nazwiska oficerów BRI,
dostarczone przez nadkomisarza Frederica Picarda,
brzmią następująco: Clement Garcia, Michel Brzezenski, Arnaud Lavallee,
Sebastien Jacquet, Mickael Fages.
Panie Garcia, rozpoznaje pan siebie na tym kadrze?
Tak.
Potwierdza pan, że są tu też oficerowie:
Fages, Jacquet, Lavallee i Brzezenski?
Trudno ich rozpoznać.
Garcia i Lavallee. Co do reszty, nie jestem pewien.
- Byliście razem 8 grudnia? - Tak.
Ważna chwila dla BRI.
Przemieszczacie się w małej grupie. To ryzykowne w tych okolicznościach.
I rzadkie.
Odłączyliśmy się, by iść do toalety w kawiarni.
Powrót zajął nam trochę czasu.
- W jakiej kawiarni? - Nie pamiętam.
- Gdzie dołączyliście do grupy? - Na Polach Elizejskich.
W którym miejscu?
Raczej na końcu.
Jakimi ulicami szliście?
Bocznymi. Nie znam nazw.
Monitoring uchwycił was na alei Pierre de Serbie,
na rue Bizet, na alei Marceau i na rue Vernet.
Co pan na to?
Nie znam tej dzielnicy. Nie patrzyłem na nazwy ulic.
Ale to pańska grupa jest na tym nagraniu?
Na to wygląda.
Miał pan przy sobie broń typu RAM 40?
Tak.
I kto jeszcze?
Lavallee i Fages.
Użyliście jej idąc w kierunku Pól Elizejskich?
Możliwe.
Dwa lub trzy razy, by odstraszyć agresywne osoby.
Niektórzy chcieli się z nami bić.
Raniliście demonstrantów?
Niektórzy na pewno mieli siniaki.
Mówię o poważnych ranach.
Nie pamiętam.
Nie sądzę.
Około 18.30 młody mężczyzna został ranny w głowę na rue Magellan.
Co pan na to?
Nic mi to nie mówi.
Nie wiem, o co chodzi.
Nie pamięta pan, jak któryś z was
strzelił do dwóch demonstrantów?
- Nie. - Ale byliście w tym sektorze.
Możliwe, ale nie pamiętam.
Dużo się działo.
Nie widział pan rannego demonstranta?
Nie.
Nie.
Nie.
Nie przypominam sobie.
Mówią o napięciach i o strzałach,
ale nigdzie ich nie sytuują, ani nie opisują.
Żaden z nich nie pamięta rannego demonstranta.
Jeden z nich prawdopodobnie strzelił i ranił Girarda.
- Tak, ale nie znamy okoliczności. - Przesłuchała pani Girarda?
Korespondencyjnie. Dopiero odzyskuje zdolność mówienia.
Jego wersja zgadza się z wersją Cordiera.
Wszystko przebiegło szybko, a on nie był agresywny.
- A jakie są pani odczucia? - Nie mam ich.
Koledzy z BRI nie ułatwiają nam pracy,
ale nic nie wskazuje, że działali poza prawem.
Trudno ustalić prawdę.
- Ile czasu spędzimy w Saint-Dizier? - Tydzień.
Tam nic nie ma.
Są myśliwce.
Ekstra.
Babcia cię będzie rozpieszczać.
Na pewno zrobiła zapiekankę makaronową.
Co ten Jogurt?
Ma dość niewoli.
Wyjmiesz ze schowka żółtą kamizelkę?
Gniew Żółtych Kamizelek! Wkurzeni obywatele!
Victor, pomożesz?
Niech się bawi z kotem.
Rób filmiki. W sieci jest ich mnóstwo.
Jogurt miałby powodzenie.
Kup zmywarkę, tato.
Lubię zmywać.
Słodkie!
Ale skaczą!
Ten jest śmieszny.
Ogląda tylko filmiki. Mało mną nie rozmawia.
No i co?
Lepsze to niż te okropieństwa, które oglądasz w telewizji.
Gdyby wszyscy oglądali kotki, świat byłby lepszy. Bez przemocy.
Mają miliardy wyświetleń, a przemoc na świecie jest i była.
Te filmiki ogłupiają.
Pomagają myśleć o czymś innym.
Gdy ludzie potracą mózgi, a demokracja zniknie,
zobaczysz, że oglądałaś za dużo kotków.
Nie masz serca.
Niedawno zabił kreta. Łopatą.
Tak.
Zrujnował trawnik.
Jesteś agresywny.
Karma, żwirek i co jeszcze?
Woda mineralna dla babci. Kupię.
Idź po karmę i żwirek. W głębi, po lewej.
Przepraszam!
Znamy panią.
Śledzi pani nas?
Skądże.
To co pani robi?
- Zakupy. - W Saint-Dizier?
Tak.
Obserwowała nas pani.
Niby po co?
Szpieguje nas pani?
Nie mam powodu.
Serio?
A to nie pani sprawdzała uczciwość Guillaume'a?
A te bzdury w portalach społecznościowych?
- Że niby sobie zasłużył. - On nie jest przestępcą.
Nie mam z tym nic wspólnego. Nie szpieguję was.
- Przyjechałam do rodziców. - Co?
Tak. Urodziłam się tu.
- Zmyśla pani. - Nie.
Przyjechałam z synem. Robimy zakupy.
- Pani pokaże dowód. - Co?
Dokumenty.
Nie mam okularów. Sprawdź.
Urodzona w Saint-Dizier.
A rodzice?
Sylvie i Gerard Bertrand.
- Sylvie? - Tak.
Z Marnaval?
Znasz ją?
Dwa lata temu złamała nadgarstek. Pomagałam jej.
Widzicie? Nie kłamię.
A jak śledztwo?
Nikt nic nie mówi.
Jest w toku.
Trwają wstępne ustalenia. Nie powinnam z wami rozmawiać.
Dlaczego to tyle trwa? Remi dostał wyrok po 10 minutach.
Był w więzieniu. Stracił pracę. I nie znajdzie nowej.
Pani ma to gdzieś. To nie pani problem.
Nie mamy tego gdzieś. Bądźcie cierpliwi.
- Czekamy od kilku miesięcy. - Śledztwo idzie naprzód?
Nie mogę powiedzieć.
Jasne.
Chodź, Sonia. Rzygać się chce.
- Jak pani może spojrzeć w lustro? - Daj spokój.
Kto to?
- Żółte Kamizelki? - Nie.
Nie miały kamizelek.
Żółte Kamizelki w cywilu.
Pytałam, czy ją znasz.
- Wiem. - Mówiłaś, że nie.
Zapomniałam, że nazywa się Girard.
Może nawet nie powiedziała.
Znałam tylko jej imię. Gisele, tak?
Joelle.
Widzisz? Nie pamiętam.
Podobno jej syn został pobity podczas demonstracji.
Robisz to specjalnie? Nie kojarzysz tego z moją pracą?
- Badacie tę sprawę? - A niby kto?
Nie wiem. Uspokój się.
Jestem spokojna. A ty mnie nie słuchasz.
Słucham.
Oby tego nie wyciszyli.
Wiesz, że mówisz o mojej pracy!
Myślisz, że wyciszam sprawy? Wręcz przeciwnie!
Przesłuchania, raporty, wnioski,
a takich śledztw jak to mamy kilkadziesiąt!
Ja nic nie mówię.
Mówisz. Klepiesz bzdury. To nie do zniesienia.
Wiesz, jak wygląda praca stróża porządku?
Wiesz ilu policjantów zostało rannych podczas demonstracji?
To nie powód, by okaleczać niewinnych ludzi.
Skąd wiesz, że niewinnych? Byłaś tam? Nic nie wiesz, więc milcz.
Milczę.
Ale mogę współczuć temu dzieciakowi.
Chciałbym przejść do Komendy Głównej.
Zajmują się tam korupcją, nie takim gównem, jak my.
- Chciałbyś pracować dla Decroly'ego? - Nie wytrzymałbyś tygodnia.
Chciałem ścigać złych gliniarzy, a nie kolegów.
Po każdej demonstracji spływają nowe skargi.
Bez przerwy.
Początkowo zgadzałem się z Żółtymi Kamizelkami. W sumie mają rację.
Ale popłynęli.
Nic dziwnego, że policjanci reagują.
Wysyła się ich, by "ratowali Republikę",
a potem zwala się na nich całą winę.
Dowódcy mówią do nich jak do dzieci.
Zresztą dziś już nawet nikt tak nie mówi do dzieci.
A oni wkurzają się i wyżywają na misjach.
Jeden komisarz żartował,
że chłopaki zachowują się, jakby grali w gry wideo.
Strzelali z broni RAM i krzyczeli "zagłosowane"!
Przy każdym strzale.
Viktor, zgaś światło.
- Dostał gumową kulką. - W głowę?
Tak.
Dostał. Weźmiemy go.
Ostrożnie.
Viktor!
Proszę nie przeszkadzać.
Zgaś światło.
Dokończę rozdział.
A potem zgaś. Dobranoc.
Mamo...
Dlaczego wszyscy nienawidzą policji?
To nieprawda. Nie wszyscy. Co ty mówisz?
Ty i tata tego nie widzicie. Ale nikt nie lubi policji.
Bzdury.
Po zamachach ludzie klaskali nam na ulicach.
To było dawno.
Nie.
Tak.
Twoi koledzy nie lubią policji?
Nie tylko. Widziałem tagi.
- Jakie? - [ACAB]. "Gliniarze to kundle".
Wiem, co to znaczy.
Ci, którzy to piszą, to kretyni.
Masz rację.
Wielu ludzi mówi, że nienawidzi policji.
Ale nie stanowią większości. I też cieszą się, że istnieje.
Nie o to chodzi.
A o co?
Mówiłem. Nikt nie lubi policji.
Tu nie chodzi o lubienie. To nie jest przyjemna praca.
Gdy wymagasz przestrzegania prawa, miewasz wrogów.
Chodzi o to, czy ludzie ufają policji.
Dokończ rozdział i zgaś.
- To okno? - Tak.
Dzień dobry.
Jesteśmy z policji. Chcemy porozmawiać z dyrekcją.
Proszę zaczekać.
Dwóch policjantów było tu kilka miesięcy temu.
Wzięli nagrania z monitoringu. Przesłuchali gości.
Mamy raporty.
Panie Santoni, państwo są z policji.
Interesują ich wydarzenia z 8 grudnia zeszłego roku.
To nasz manager ochrony.
Interesuje nas okno wychodzące na rue Quentin Bauchart.
To.
Trzecie piętro. Może to pokój 316.
Tak. To apartament.
Mógł tam stać świadek. Kto wtedy zajmował pokój?
Sprawdzimy.
Sprawdzi pani, czy pokój 316 był zajęty 8 grudnia?
Tak.
Zajmowało go małżeństwo z Monako. Wyjechali dzień później.
Można sprawdzić, czy byli w pokoju około 18.30?
Gdy gość odbija kartę, rejestrujemy to.
Zapisano kilka wejść w godzinach porannych.
Ostatnie o 10.30.
Potem wyszli i byli nieobecni aż do 21.32.
Personel wchodził o 13:44. Zapewne serwis sprzątający.
Później o 15.07 i ostatni raz o 18.19.
- Serwis wieczorny. - Czyli?
Obsługa z drugiej zmiany przygotowuje pokój do snu.
Poprawiają kołdry, stawiają pantofle, a na poduszkach kładą czekoladki.
Sprawdzicie, która to pracownica?
Każdy identyfikator ma swój kod.
Alicia Mady.
Pracuje dzisiaj?
Tak. Od 12.00 do 17.00.
Możemy z nią porozmawiać? I zobaczyć pokój?
Jeśli jest pusty.
Obsługa...
Proszę.
Pani Mady zaraz przyjdzie.
Nie chcę być wścibski, ale ile kosztuje noc?
To zależy od pory roku. Około 2000 euro.
Dwa tysie?
Przepraszam.
Dwa tysie!
Santoni, manager ochrony.
Nie wiem, czy się znamy. Państwo są z policji.
Dzień dobry pani.
Proszę pytać.
Dziękuję. Zostawi nas pan?
Dobrze.
W razie potrzeby, proszę dać znać.
Proszę wejść.
Jesteśmy z IGPN. Wie pani, co to?
Nie bardzo.
Badamy błędy popełnione przez niektórych policjantów.
Mówiąc prościej, to nie dotyczy pani.
Chodzi o incydent, do którego doszło na tej ulicy
8 grudnia zeszłego roku podczas demonstracji. Około godziny 18.30.
Podobno miała tu pani wtedy serwis wieczorny.
Potwierdza to pani?
Skoro tak mówią, to pewnie tak było.
Ktoś został wtedy ciężko ranny.
Złożono skargę. Próbujemy ustalić, co się stało.
Rozumiem.
- Była pani świadkiem... - Nie.
Co zobaczyła pani przez okno?
- Kto mówi, że patrzyłam przez okno? - Jest pani na naszym nagraniu.
Proszę powiedzieć, co pani widziała.
Ratowników.
- Patrzyła pani zanim przyjechali? - Nie.
Proszę zacząć mówić.
Ustalamy, co się stało. Pani zeznania mogą nam pomóc.
Widziałam, jak ratownicy pomagają rannemu.
Widziała pani jak został ranny?
Podeszłam do okna, gdy usłyszałam syreny.
Rozumiem pani nieufność. Ale to nie jest zasadzka.
Nie wiem, co powiedzieć. Nie będę wymyślać.
Dobrze.
To moja wizytówka na wypadek, gdyby coś się pani przypomniało.
Dopiszę prywatny numer. Proszę dzwonić o każdej porze.
Dziękujemy.
Źle to rozegraliśmy.
Nie sądzę.
Ona nie mówi wszystkiego.
Wezwij ją do nas. To zwykle działa.
Jeszcze bardziej zamknie się w sobie.
Patrz.
Co to?
- Mydełko. - Ukradłeś?
To żadna kradzież.
- Ładnie pachnie. Chcesz? - Nie.
Na pewno? Wziąłem dwa.
Tak, Viktor?
Jestem w domu. Kiedy wrócisz?
Jeszcze pracuję. Będę później.
Nie słyszę cię.
Wrócę później.
Zaczekaj.
Jesteś?
Co się dzieje?
Nic. Wrócę później.
Zrobiłem kolację. Wystygnie.
- Co przyrządziłeś? - Quiche, jak kazałaś. I nuggetsy.
Mówiłam - jedno albo drugie. Ale nie szkodzi.
- Czekać na ciebie? - Zjedz beze mnie.
Quiche czy nuggetsy?
Co wolisz.
Muszę kończyć.
Pani Mady?
Porozmawiamy?
- Usiądziemy w kawiarni? - Nie mam czasu.
Musi mi pani pomóc.
Nic nie widziałam.
Nie wierzę pani.
Nie jestem kłamczuchą.
Nie. Ale coś pani ukrywa.
Muszę jechać do domu.
- Do domu też mi pani wejdzie? - Jeśli będzie trzeba.
- Ma pani prawo? - Nie, ale to ważne.
Muszę wiedzieć, co pani zobaczyła.
Rozumiem pani strach.
Myśli pani, że pani słowa są mniej ważne, od słów policjantów.
- Nie chcę kłopotów z policją. - Więc coś pani widziała.
- Nic się pani nie stanie. - Skąd pani wie?
Pani mnie znalazła. Oni też mogą.
Dopilnuję, by winni policjanci nie powtarzali błędów.
Zgadza się pani, że trzeba ich ukarać?
Zawsze unikają kary.
- Skąd ten wniosek? - Bo tak jest.
Widzę, co gliniarze robią z dzieciakami.
Prowokują ich, potem aresztują.
Upokorzenia, bicie, fałszywe raporty... Bez przerwy.
A ich nikt nigdy nie karze.
Sfilmowałam to zajście.
Sfilmowała pani?
Tak.
Na ulicy był hałas.
Widziałam ludzi wokół płonącego skutera.
Sfilmowałam to telefonem.
Z ciekawości.
A potem przyszła policja.
- Ma pani ten film? - Tak.
Chciałam wrzucić do sieci, ale się rozmyśliłam.
Każdy ma gdzieś, gdy biją czarnych i Arabów.
A teraz pobito białych i wszyscy się interesują.
Znalazłaby mnie pani, gdyby to nie był biały?
Tak.
Badam też sprawy policjantów z przedmieść.
Ilu zostało skazanych?
Nie my o tym decydujemy. Ale kilku zostało.
W najgorszym przypadku dostali zawiasy.
Nikt nie chce narażać się policji.
Ilu straciło pracę?
Żaden.
Żaden?
Widzi pani?
Zaufa mi pani z tym filmikiem?
Mam go w domu.
Mogę pójść z panią.
Zaufanie powinno działać w dwie strony.
Dobrze.
- Nadal ma pani moją wizytówkę? - Tak.
Obie wiemy, że to nic nie zmieni.
To nie dla ciebie!
Co jest, brudasy? Styrani jesteście? Jazda do domu.
Co zrobisz? Jesteś spalony.
Idą tu! Uciekajcie!
Spadaj!
Biegiem!
Cześć.
Benoit!
- Chodź, coś ci pokażę. - Idę.
Co jest, brudasy? Styrani jesteście? Jazda do domu.
Co zrobisz? Jesteś spalony.
Idą tu! Uciekajcie!
Spadaj!
Biegiem!
Guillaume!
Puścisz to od początku?
Gdzie Girard i Cordier?
Idą z góry. Patrz.
- Nie są z tamtymi? - Nie. Idą spokojnie ulicą.
Idą tu! Spadajcie!
Stają naprzeciw oficerów BRI.
Remi po lewej, Guillaume po prawej.
Widać, że trzyma telefon.
- Wystrzeliło dwóch. - Tak.
Patrz na broń.
Strzelają jednocześnie.
- Dwa strzały, jeden ślad. - Tak.
Dwóch strzela do uciekającego.
Nie mogą powiedzieć, że to w obronie własnej.
- Dostali puszką piwa. - Wcześniej. Tu nikt im nie zagrażał.
Girard odwraca się, biegnąc.
Jesteś pewna?
Pokaż.
Odwraca się, żeby zobaczyć, co robią.
Ale się odwraca.
I to uzasadnia strzał? On ucieka, a nie grozi.
Tego nie powiedziałam. Ale mogą to wykorzystać.
Według mnie to są represje. Jakiś kretyn ich prowokuje,
a ci strzelają do przypadkowego typa.
Było też kopnięcie.
Co oni wyprawiają?
To przesada.
I sobie idą.
Na spokojnie.
Masakra.
Rozróżniasz ich?
Tak.
Fages go kopie. Lavallee stoi obok. Tutaj Jacquet i Garcia.
Brzezenski jest niżej.
- Więc strzelali Fages i Lavallee? - Tak.
- Nagranie jest w sieci? - Świadek go nie opublikował.
To dobrze. Będziemy pracować w spokoju.
Wezwała pani tych policjantów?
Trzech z nich przebywa poza Francją metropolitalną.
Gdzie?
Wysłano ich do Majotty.
To Brzezenski, Jacquet i Garcia.
Trudno. Przesłuchajcie głównych podejrzanych: Lavallee'go i Fages'a.
Aresztować ich?
Nie brałem tego pod uwagę.
Skłamali.
Jeśli ich nie zaskoczymy, mogą mataczyć.
Odwraca pani role.
Zwykle prokuratura chce aresztowania, a śledczy zwlekają.
Podejrzani nie wiedzą o nagraniu. Chciałam ich skonfrontować.
Jeśli przesłuchacie ich jednocześnie, nie porozumieją się.
Proszę dogadać się z zespołem.
Tak jest.
Do widzenia.
Lavallee czeka na dole.
A Fages?
Nie przyjdzie.
- Co? - Jest na zwolnieniu lekarskim.
- To jakiś żart? - Co robimy?
Mam wysłać Lavallee'go do domu i kazać mu wrócić z Fages'em?
Przyprowadź go.
Twierdzi pan, że nie pamięta postrzelonego demonstranta.
Podtrzymuje pan zeznania?
Tak.
Nie oddał pan strzału, który zranił demonstranta ok. 18.30?
- Nie. - Ani żaden z pańskich kolegów?
Nic o tym nie wiem.
Pokażę panu nagranie.
Czy teraz pan sobie przypomniał?
Niezbyt szczegółowo.
Opisze pan, co widać na filmie?
Widać prowodyra, który krzyczy obelgi i rzuca czymś.
Ucieka na nasz widok.
Nasza grupa skręca i widzi dwie wrogo nastawione osoby.
Fages i ja strzelamy, by chronić kolegów.
Skąd wniosek, że te osoby zachowywały się wrogo?
Każdy demonstrant zachowywał się wrogo.
Oni powiedzą coś innego.
Słuchając ich trudno stwierdzić, kto atakował siły porządkowe,
kto plądrował sklepy i rujnował ulice.
Mówię o tych dwóch osobach.
Co było groźnego w ich zachowaniu?
Co uzasadniało strzał?
Strzał ma być koniecznością proporcjonalną do zagrożenia.
Uciekali.
Czyli mieli coś na sumieniu.
Jeden się odwraca, by rzucić w nas czymś niebezpiecznym.
- W którym momencie to widać? - Gdy się odwraca.
Nie widać tego na nagraniu.
Z mojej perspektywy było to jasne. Był groźny.
Nie chciałem dostać w twarz metalowym nitem.
W sytuacji obrony koniecznej trzeba reagować szybko.
Bez wątpienia.
Ale nie miał pan przed sobą terrorystów,
lecz dwóch bezbronnych demonstrantów.
- Pani tak twierdzi. - Widać to na filmie.
Wielu demonstrantów zachowywało się jak bestie.
A nitem można zabić.
Wydaje mi się przesadą mówienie o Girardzie,
że zachowywał się jak bestia.
Odwraca się i ucieka.
Co zrobiliście po oddaniu strzału, gdy leżał już na ziemi?
Nie pamiętam. Chyba poszliśmy dalej.
Wie pan, że został ranny w głowę? I to ciężko.
Nie odniosłem takiego wrażenia. I nie celowałem w głowę.
Więc to Fages postrzelił Girarda w głowę?
Tego nie powiedziałem. Mówię, że ja nie celowałem. I mój kolega też nie.
Zatem, po oddaniu strzału ruszyliście dalej?
Tak.
Pokażę panu ciąg dalszy.
Co pan widzi?
Nie jest to zbyt wyraźne.
Wygląda na to, że mój kolega lekko odpycha go nogą.
- To jest kopniak. - Nie wiem. Może.
Nie pamiętam tego.
Uważa pan, że to, co robi Fages jest uzasadnione?
Czy Girard stanowił wówczas zagrożenie?
Nie wiem.
Może uznał, że podniesie coś z ziemi i nie chciał ryzykować.
Trzeba go zapytać. Nie odpowiem za niego.
I jak?
Czyta raport.
Mówi, że strzelał w obronie własnej,
nie celował w głowę i nie widział ran.
- A kopniak? - Twierdzi, że go nie widział.
Po wyjściu zadzwoni do Fages'a i powie mu o nagraniu.
Tak.
Trzeba go zatrzymać i wezwać Fages'a.
Dzwonię do prokuratury.
Mówi komendant Bertrand. Poproszę z prokuratorem Langlois.
Potrzebuję zgody na aresztowanie.
Dobrze, spróbuję na komórkę.
I to ma być "specjalna linia"? Wyszedł z powodów rodzinnych.
Nie odbiera.
Mówi komendant Bertrand.
Proszę o telefon. Chodzi o Lavallee'ego i Fages'a.
- Zadzwoń do sędziego dyżurnego. - Zbyt długo będę wyjaśniać.
- Mogę iść? - Nie.
- Dlaczego? - Jest pan zatrzymany.
Słucham?
Za umyślny akt przemocy ze strony funkcjonariusza państwowego.
Ma pan prawo wybrać adwokata, lub przyznamy go panu z urzędu.
Ma pan również prawo do wizyty lekarskiej.
- To żart? - Wyglądam, jakbym żartowała?
Ja, komendant Stephanie Bertrand, w ramach dochodzenia wstępnego,
posiłkując się artykułem 75 oraz kodeksem procedur karnych,
w obecności majora Benoit Gueriniego i starszej szeregowej Carole Delarue,
w oparciu o nakaz stawienia się świadka
na mocy odpowiedniego artykułu kodeksu Karnego,
dotarłam pod numer 5, rue Pasteur w Limeil-Brevannes,
o godzinie 13.15.
Zadzwoniliśmy do drzwi domu jednorodzinnego.
Otworzyła je osoba płci męskiej,
odpowiadająca rysopisowi Mickaela Fages'a.
Po potwierdzeniu tożsamości obywatela Fages'a,
przystąpiliśmy do aresztowania.
Poinformowaliśmy go, że nakaz zatrzymania
oraz informacja o jego prawach zostaną mu niezwłocznie przekazane.
Stephanie!
Co to za aresztowanie bez zgody prokuratora?
Musiałam działać szybko. Langlois był niedostępny.
- W końcu oddzwonił i wydał zgodę. - Więc wszystko w porządku?
Absolutnym.
Potwierdza pan, że razem z Lavallee'm strzelał pan do Girarda?
Tak.
Trafił pan?
Nie wiem.
Na nagraniu widać, że został trafiony.
- Tak. - Jest poważnie ranny w głowę.
Nie celowałem w głowę. To niedozwolone.
Jaka odległość dzieli pana od Girarda?
Jakieś 20 metrów.
14. Przy takiej odległości margines błędu wynosi 4 cm.
Więc któryś z was musiał celować w głowę.
Trzeba sprawdzić broń na kule gumowe. Może była rozregulowana.
To wyjaśniałoby odchył od trajektorii.
Oddał pan tego dnia wiele strzałów. Zorientowałby się pan.
Może to była wadliwa amunicja.
Wiem, że nie celowałem w głowę.
Nie ma dowodów, że to mój klient postrzelił Girarda.
Co pan zrobił, gdy demonstrant upadł?
Nie pamiętam.
Proszę sobie przypomnieć.
No dobrze.
Pokażę panu ciąg dalszy.
Proszę opisać, co pan widzi.
Słucham.
Ja...
Widzę, że macham nogą, żeby się uwolnić,
bo on chciał mnie złapać i chyba przewrócić.
Widzi pan, że Girard chce pana złapać za nogę?
Obraz jest niewyraźny.
Moim zdaniem bardzo wyraźny.
Czułem, że łapie mnie za nogę.
Girard leży skulony.
Nie porusza się.
Pan do niego podchodzi i go kopie.
Podczas gdy on leży i najwyraźniej jest ranny.
Nie widzę, żeby był ranny.
Stracił równowagę, bo kula mogła trafić go w pierś.
Trzyma się za głowę i nie może wstać.
Po oddaniu strzału należy sprawdzić
czy trafiona osoba nie została ranna.
Powtarzam: według mnie nie jest ranny.
Nie krzyczał. Nie widziałem krwi.
W innym wypadku udzieliłbym mu pomocy.
Wystąpił już?
Jeszcze nie.
Podobno wzięłaś na dołek chłopaków z BRI.
- Musimy o tym teraz gadać? - Musimy. Wzięłaś?
Nie sama. Takie decyzje podejmuje się z prokuratorem.
Łapiesz mnie za słówka. To twoje dochodzenie.
Całkiem zgłupiałaś. BRI? Po zamachu w Bataclanie?
- Wiem. - To są bohaterowie.
Ryzykują, podczas gdy wy grzejecie tyłki przy biurkach.
Wstydziłabyś się.
Zmień temat. Całymi dniami słyszę tę śpiewkę.
- To może pomyśl. - A oni myślą?
BRI nie daje im prawa by zachowywać się jak kowboje.
Kowboje?
To nie oni zrobili z tego miasta Dziki Zachód.
Kompletnie wam odbiło. Wierzycie chuliganom?
Znasz sprawę?
Słyszałem, że główny świadek został skazany za rozboje.
Sypiaj sobie z panią ze związków, ale nie powtarzaj jej słów.
Nie mieszaj w to Noelie.
Viktor boi się mówić, że ma rodziców w policji.
Ojciec jego kolegi zapytał, w jakiej szkole uczę.
Nie zrozumiałem.
"Syn mówił, że jesteś wuefistą. Ja uczę francuskiego".
Nie śmiałem tego sprostować. Wyobrażasz sobie?
Wstydzi się mówić, że jestem gliną. A ty podsycasz nienawiść do policji.
Bzdury. Prowadzę dochodzenie. Jak zawsze.
Kiedyś byłaś inna.
Gdybyś ty zgłosił się do IGPN, zostałabym w antynarkotykowym.
Cieszyłeś się, że mam czas, by zająć się Viktorem.
Też wolałam antynarkotykowy!
Dochodzenia w sprawie kolegów nie są fajne,
ale ci, którzy rozrabiają, muszą ponieść karę.
Postaw się na ich miejscu!
Cały czas to robię.
Ale tłumaczenie tych, którzy nawalili i chodzenie na pasku związków sprawi,
że porządni gliniarze będą rzucać robotę.
Zostaną same palanty.
Od wielu miesięcy rząd domaga się od funkcjonariuszy,
by narażali życie w walce z chuliganami,
którzy szkodzą Republice.
Nasi koledzy mierzą się z chaosem i z buntem.
Dziś dowiedzieliśmy się, że nasi koledzy z BRI,
którzy nikomu nie muszą udowadniać swojej odwagi,
zostali aresztowani, jak zwykli przestępcy.
Ta decyzja nie złagodzi poczucia niepokoju,
tak powszechnego w naszych szeregach.
Policjanci mają tego dość.
Rząd musi zrozumieć, że docieramy do punktu krytycznego.
A kiedy nas zabraknie,
już nikt nie będzie chronił Republiki.
- Co się dzieje? - Wypuszczamy ich.
O co chodzi?
Przyszło wyższe dowództwo. Czekają na ciebie.
Zwróciłam się do prokuratury o zgodę na cofnięcie aresztowania.
Potrzebujemy poparcia od związków,
teraz, w czasie stałej mobilizacji naszych sił.
Fages i Lavallee wielokrotnie nas okłamali.
Fages próbował uniknąć przesłuchania, stosując taktykę opóźnienia.
Doprowadzenie go siłą było uzasadnione.
Dziękuję. Znam Kodeks.
Rozumiem pani zamiar przedłużenia aresztu.
Ale mogą odpowiadać z wolnej stopy.
To zmienia układ sił. Dobrze pani o tym wie.
Chodzi o poważne wykroczenia. Nagranie pokazuje,
że nie była to obrona własna ani riposta.
Skoro nagranie mówi tak wiele, to może areszt nie był konieczny.
Musimy ustalić który z nich zranił Girarda.
Należało utrzymać presję przedłużając areszt.
Nie ma aresztu.
Mam nadzieję, że zna pani inne sposoby prowadzenia śledztwa.
Zamówiła pani ekspertyzę balistyczną?
W przyszłym tygodniu odbędzie się rekonstrukcja zdarzeń.
Świetnie. Śledztwo pójdzie naprzód.
Powiem jasno.
Nie możemy narażać się na gniew całej grupy zawodowej.
Dyrekcja też tak uważa. I ministerstwo.
Ekspert balistyczny oraz ekspert medyczny są zgodni,
że ze względu na podobny wzrost obu funkcjonariuszy,
bliskie kąty wystrzału i ruch Guillaume'a Girarda,
nie można ustalić, który z nich trafił go w głowę,
powodując poważne rany.
SAINT-DIZIER JEST WKURZONE
Pani Girard...
Dzień dobry.
Chciałam z panią porozmawiać. Chociaż nie powinnam.
Mogę wejść?
Zakończono wstępne dochodzenie.
Skontaktuje się z panią adwokat. Ale chciałam porozmawiać pierwsza.
Po co?
By udzielić pani wyjaśnień.
Ustaliliśmy tożsamość policjantów, którzy strzelali.
Wykazaliśmy, że nie przestrzegali zasady konieczności i proporcji.
Są zatem winni.
Nie można jednak określić, który zranił pani syna w głowę.
To musiał być jeden z nich. Oskarżą ich obu.
Nie.
Nie rozumiem.
To były dwa jednoczesne strzały. Ale tylko jeden trafił Guillaume'a.
Ekspertyzy balistyczne i medyczne nie wykazały, czyj był to pocisk.
Obaj strzelili. Obaj są winni.
Z prawnego punktu widzenia to nie takie proste.
Więc żaden nie poniesie kary, bo nie wiemy, który go zranił?
Wiem, że trudno zaakceptować.
Guillaume pozostanie kaleką.
Zniszczyli mu życie.
I nikt nie poniesie kary?
Ten, który kopnął pani syna odpowie za akt przemocy,
który nie doprowadził do czasowego wydalenia z pracy.
Nie wydalono go?
Nie.
A ich dowódcy? Ktoś musi być odpowiedzialny.
Żadnego rozkazu nie można uznać za nieuzasadniony.
Policja miała trzymać w ryzach agresywnych demonstrantów
- wszelkimi środkami. - Syn nie był agresywny.
Wiem.
I to niczego nie zmienia?
Nie.
Po co pani tu przyszła?
Chcę powiedzieć,
że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy,
by ustalić prawdę.
Dobrze wykonała pani swoją pracę, ale jaki z niej pożytek?
Jaki pożytek?
- Wzywała mnie pani? - Tak. Proszę zamknąć drzwi.
Jest problem.
Jaki?
Powinna mi pani powiedzieć, że zna pani rodzinę Girard.
Nie znam ich.
- Łączy ich z panią pokrewieństwo. - Nie.
Pochodzimy z jednego miasta.
Nie znałam ich, zanim zaczęłam pracować nad tą sprawą.
Na pewno? Saint-Dizier to małe miasto.
Ale jednak nie wieś.
Nic panią z nimi nie łączy?
Matka Girarda opiekowała się moją trzy lata temu.
Ale nie wiedziałam tego od początku.
Czyli coś was łączy.
Może. Ale nie wpłynęło to na przebieg dochodzenia.
Mam pani uwierzyć na słowo?
Skupiłam się na szukaniu dowodów.
Błędy oficerów BRI są obiektywnie poważne.
To nie ma znaczenia.
Coś panią łączy z rodziną Girard, więc działała pani stronniczo.
- Stronniczo? - Tak.
Istnieje zasada bezstronności i równości.
Bez nich nie ma sprawiedliwości.
Z punktu widzenia etyki zawodowej rozumie pani, że to problem.
Nieświadomie wpłynęło to na pani podejście do sprawy.
Nadało kierunek pani wyborom.
Darzy pani powoda większą empatią, lepiej go pani rozumie.
Jesteście z tej samej mieściny. To też miało wpływ. Ludzki odruch...
Ma pani rację.
To bardzo ludzkie.
I bez wątpienia zmieniło moje podejście.
Gdybym nie była z tej samej "mieściny",
gdyby nic mnie z nimi nie łączyło,
pewnie wcześniej porzuciłabym tę sprawę.
Nigdy nie dotarłabym do obciążającego nagrania.
Zadowoliłabym się dwiema sprzecznymi wersjami.
Mniej uwierzyłabym ofierze i jej rodzinie,
i przychyliłabym się pewnie do wersji oficerów.
Tak, urodziłam się w Saint-Dizier.
A matka Guillaume'a Girarda faktycznie poznała moją.
Ale pracuję w policji od 20 lat.
Ojciec mojego syna jest policjantem. I moi koledzy - też.
Prowadzę dochodzenia w sprawach kolegów.
Znam ich życie, brak uznania i pogardę, z jaką się mierzą.
Trudności z utrzymaniem porządku, złożoność i niewdzięczność ich pracy.
To już nie jest stronniczość?
Wszystko zależy od punktu widzenia.
Jeśli każdy inny punkt widzenia zostanie uznany za wrogi, to co?
Jak mamy razem żyć?
Sama już nie wiem.
Urodziłam się w Saint-Dizier, jak rodzina Girard.
I jestem gliną, jak ci, którzy strzelili do młodego Girarda.
Jestem jednym i drugim.
I mam nadzieję, że kimś jeszcze.
Solidną śledczą.
Dobrą kumpelką.
I całkiem fajną matką. To tyle.
Ma pani poniekąd rację.
Ale gdy kierujemy się sercem, popełniamy błędy.
W którym momencie zaczynamy kierować się sercem?
Jeśli dojdzie do procesu,
obrona może dowiedzieć się o tym, pani zdaniem, błahym związku.
Mogą zdyskredytować śledztwo. I całą naszą pracę.
Powinna mi była pani o tym powiedzieć.
Ktoś inny przejąłby śledztwo. I nie kierowałby się sercem.
Proszę się nie obruszać.
Nie wiem, czy ofiara wystąpi z powództwem cywilnym.
W każdym razie pani zostanie odsunięta od sprawy.
Należy wykazać się wzorową etyką zawodową.
Załatwiłam to tak, że uniknie pani postępowania administracyjnego.
Postępowanie administracyjne?
Poniosę konsekwencje?
Gwarantuję, że pani ich nie poniesie.
Mówi pani poważnie?
- Z czego się śmiejesz? - Oglądam filmiki.
Wszystko dobrze?
Tak. Wszystko dobrze.
Cześć.
Nazywam się Guillaume Girard.
Rok temu policjanci strzelili do mnie z broni na gumowe kule.
Jedna z kul trafiła mnie w głowę i uszkodziła mi czaszkę.
Spędziłem dużo czasu w szpitalu.
Przez kilka tygodni nie mogłem mówić.
Musiałem nauczyć się od nowa przy pomocy logopedy.
Lekarze mówią, że mój mózg nie odzyska dawnej sprawności.
Nie mogę się skoncentrować.
Nie mogę myśleć.
Wszystko zapominam.
Miewam migreny.
Czasem puszczają mi nerwy.
Robię się agresywny.
Stałem się ciężarem dla swojej matki.
Nie rozumiem, dlaczego policjanci do mnie strzelili.
Mówią, że chciałem czymś rzucić, ale to nieprawda. Oni kłamią.
Niczego nie zrobiłem.
Cały czas o nich myślę.
Próbuję nie czuć nienawiści.
Próbuję myśleć pozytywnie.
Ale to trudne.
Dajesz mamo!
TEKST NA ZLECENIE MONOLITH FILMS: MAGDALENA KAMIŃSKA-MAURUGEON
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.