All language subtitles for Cats Eyes.S01E02

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

No jasne. Nici z brunchu.

Okłamałyście mnie.

Inaczej byś nie przyszła.

Jasne...

Gdzie ten brunch?

No co?

Nie piłam jeszcze kawy.

Widzisz tamte trzy okna?

Biuro Godarda.

Najłatwiej dostać się z dachu. Zerknij.

Oszalałaś. Myślisz o włamaniu?

Nie ma wyjścia.

Znajdziemy kartotekę, a w niej złodzieja kakemona.

To jedyny sposób, żeby namierzyć obraz z kartą pamięci.

Dziewczyny, nie!

Zgodziłam się na rozpoznanie, a nie na takie coś!

Pójdziesz do Godarda i spytasz, czy handluje z przestępcami?

Nie, na policję.

Jak ludzie.

- Dla policji tata zginął w wypadku. - Nie dla Quentina.

Co?

Został gliną, żeby odkryć prawdę o jego śmierci.

- Nie wierzę ci. - Ale on wierzy tobie.

Uważa, że dochodzenie spaprano.

Alex, chodź.

A jak nas zamknie?

Wiesz, ile dla ciebie zrobił?

Masz tupet. Można mu ufać.

Gdzie ją znaleziono?

Rano w lesie Senlis.

Zginęła zaraz po kradzieży.

Pocisk w głowę, profeska.

Cudnie.

Ale wiemy, że trop Rupert był właściwy.

Szkoda, że ostygł.

Nie całkiem. Spójrz, szefowo, co miała komputerze.

Co to?

Certyfikat "Czytającej", obrazu ukradzionego 60 lat temu.

A ten ekspert jakże dogodnie

potwierdza jego pochodzenie i historię.

Thomas Godard, kto zacz?

Pani kapitan, zapraszam.

Co tu robisz?

Po zabójstwie Rupert sprawa nabrała innej wagi.

Współpracujecie z grupą kapitan Assayi.

Cześć, mięśniaki.

Naróbcie szumu.

- Prezentacje odpuszczamy? - Tak.

Przepraszam.

Tak, słucham?

Nic nie powiedziałaś?

- Dopiero się dowiedziałam, ty też? - Tak.

- Wiedziałeś? - Nie.

Coś nie pasuje?

To degradacja. Nie radzimy sobie czy co?

- Samcze ego. - Nieprawda.

Narzekasz, że spędzamy razem za mało czasu.

Wprowadzicie nas?

Théo, zacznij.

Cześć, mogę dziś wpaść do bastionu? Pilne.

W każdej chwili. Czekam.

Zrabowano kakemona. To po japońsku, dlatego nie rozumiecie.

Reszta będzie po francusku, może skumacie.

Płótno skradziono z wystawy

zorganizowanej przez Angelę Rupert w wieży Eiffla.

Tu Angela żywa,

a tu zamordowana przez włamywaczkę.

Nadążacie?

Mój szef.

Truje nawet w przerwie na obiad! Zaraz dojdę.

Tak, panie Maillard.

Tam?

Jak jedziesz, debilu?

- Co robisz? - Ja?

Niszczysz mienie publiczne?

Z kogutem wszystko wolno?

- Dokumenty. - Czeka na mnie glina.

Gwen, przestań!

Puszczaj!

To Tamara.

Siostra Sylii.

- Cześć, Gwen. - Cześć.

Tam, poznaj Gwen.

Jego laskę.

- Miło mi. - Wzajemnie.

Zrobiłam odprawę ze swoimi, na razie.

Ruszycie się?

Miłą masz laskę.

Nie zawsze jest taka.

Dobija nas sprawa z wieży Eiffla.

Dlaczego?

Znaleźliśmy dziś komisarz wystawy z kulą w głowie.

Myśleliśmy, że ścigamy złodziejkę, ale to morderczyni.

Grubo.

Skąd pewność, że to ta sama osoba?

Musi być związek.

Sprawczyni drogo za to zapłaci.

O co chodziło?

O szkołę w przyszłym roku;

chciałam spytać, czy Alex jest oficjalnie notowana.

Nie bój się, nie.

- Quentin odpada. - Tak.

Musimy dziś wejść do Godarda.

Nie! Słyszałaś o Rupert. Życie ci niemiłe?

Masz lepszy pomysł?

Może i mam.

CAT' S EYES

Tam?

Nie obrobisz eksperta, ale kradniesz obraz z własnego muzeum?

Pożyczam.

Patrz.

Będzie idealny.

Nikt nie zauważy jego braku?

To najnowsze darowizny, wie o nich tylko muzeum.

Przepiękny.

Jaki plan?

Proszę usiąść.

Dziękuję.

Dobrze. Czym mogę pani służyć?

Pracuję dla kogoś, kto pozbywa się kilku cennych dzieł sztuki.

I?

I potrzebuję pańskiego doświadczenia,

żeby znaleźć dyskretnego kupca.

Znam pani klienta?

Woli zachować anonimowość.

Niestety, jestem rzeczoznawcą,

a nie marszandem.

Poproszę zatem o wycenę zbiorów mojego mocodawcy.

Na pewno pan nie pożałuje.

Kto panią do mnie skierował?

Znajomi znajomych.

Wie pan, jak jest.

Wieczór, pogaduchy z ludźmi na poziomie...

Wszyscy mówią, że trudno o takich jak pan.

Ludzi biegłych w przywracaniu do obrotu dzieł,

które gdzieś znikły.

Pokaże pani coś? O jakim stylu mowa?

Oryginalny Hokusai!

Niebywałe!

"Hodogaya na trakcie Tokaido".

Arcyrzadki drzeworyt.

Cudowny.

Jestem zachwycony.

Skąd pani go ma?

Mój klient odziedziczył obrazy, które pragnie pilnie sprzedać.

Podobno pańskie certyfikaty są niepodważalne.

Przed certyfikacją muszę sprawdzić, czy to nie kopia.

Pracownia jest tam.

Wejdzie pani?

Oczywiście.

Niewiarygodne! Ma pani tego więcej?

Tak. Przyniosłam zdjęcia, spojrzy pan?

Pewnie, że tak.

Ile ich jeszcze macie?

Pięć.

Szybciej!

Panie Godard? Policja do pana.

Już, mogę?

Szef ma coś do ukrycia?

Przepraszam, pan kapitan do pana.

Dzień dobry.

Kapitan Chapuis. Poświęci mi pan chwilę?

Oczywiście.

Poświadczył pan autentyczność tego kakemona.

Tak.

Skradziono je trzy dni temu.

Potrzebujemy dokumentów potwierdzających pańską ekspertyzę.

Już.

- Tak? - Dajesz radę?

Nie. Przyjechał Quentin!

Do Godarda?

Pewnie idziemy jednym tropem! Nie wiem, chyba mnie rozpoznał.

Ochłoń, oddychaj.

Skończę w pudle!

Tak, Abel cię rzuci i będziesz handlować dragami.

Umrę ze śmiechu!

Proszę, wszystko jest w porządku.

Dziękuję. W razie potrzeby zadzwonię.

Odprowadź pana.

Dziękuję, do widzenia.

Nie wspomniał pan, że pana obserwują!

- Słucham? - Co to było?

Jest pan znany policji. Mogli mnie zobaczyć z tym obrazkiem.

Jednak źle trafiłam.

Chwileczkę.

Proszę mi go powierzyć.

Zajmę się nim.

W oczekiwaniu na pozostałe.

Tutaj nic mu nie grozi.

Fragonard, o którym ci wspominałem, "Dziewczyna z pieskiem".

Przyszedł dziś rano.

Ma trzy wersje, wszystkie osiemnastowieczne.

- Piękny, prawda? - Tak.

I co?

Jérôme, podasz coś?

Dzięki.

Kojarzysz "Dziewczynę z pieskiem" Fragonarda?

Znalazłaś kolejny obraz taty?

W sejfie Godarda.

Myślisz, że to ten z kartą?

- Wiesz, co to znaczy? - Nie! Nie, Tam.

Nie okradamy sejfów. Nie umiemy.

- Nauczę się z netu. - Nie.

Znajdziemy lepsze rozwiązanie.

I ani słowa Alexii!

- Jasne? - Tak.

- Ty nie w pracy? - W pracy.

W tym stroju?

Mieliśmy wernisaż.

Co, nieładnie?

Nie, ładnie.

Benj i Medhi zapraszają nas na kolację.

Nie da rady, jem z dziewczynami.

Skoro masz coś lepszego...

Nie możesz przełożyć?

Są tylko dziś.

Ale my możemy.

Na jutro.

Spoko, przyjdzie.

Jaja sobie robisz?

Pójdziesz z chłopakiem.

Będzie czas pomyśleć. Do rana nic się nie stanie.

Nie rób nic beze mnie!

Spoko.

Proszę uprzejmie.

Armand, to piękne okazy,

ale zły moment na powrót do obiegu.

Nie rozumiem.

To proste. Kończę z fałszywymi certyfikatami.

Na parę tygodni.

Myślisz, że masz wybór, oto czego nie rozumiem.

Była już u mnie policja,

uważają, że mam związek z zabójstwem Rupert.

Ona też myślała, że ktoś jej słucha.

Przepraszam, nie zrozumiałem?

Ona też myślała, że ktoś jej słucha.

Co to, groźby?

Uważaj, nie myl mnie z podrzędną handlarą.

Bo możecie z tą twoją tlenioną sunią gorzko pożałować.

- Bawi cię to? - Tak.

Ja jestem ekspertem.

Ja decyduję, kiedy co można, a kiedy nie.

Jasne?

Prudence, co ty na to?

Nie jesteśmy sami w tym biznesie.

Będziesz nadal legalizować to, co nadejdzie, jasne?

Wpadnę za dwa dni po obrazy z certyfikatem.

I nie zapomnij o Fragonardzie.

Tak?

Tako-tak.

Certyfikaty Godarda w porządku, jest czysty.

Nie wiadomo, może to dobry fałszerz.

Pracował z Rupert, mógł jej pomagać.

Zaraz! Tak, to Chassagne!

- Kto? - Tutaj?

Armand Chassagne, znany marszand.

Jeśli Godard wystawia mu certyfikaty, może być zamieszany.

Myślisz, że w zabójstwo Rupert?

Nie wiem, ale to dziwne.

Cyknij jego blachę!

Szybko, odjeżdża.

EY629...

Po co przyjechał?

Twoja była?

Tak, to Tamara. Ona też tutaj?

Czekaj, idę do niej.

- Co? - Zaraz wracam.

- Mam zostać? - Tak.

Tam?

Quentin?

Co słychać?

Ok, a u ciebie?

U mnie też.

Co tu robisz?

Biegam.

Tutaj?

Po nabrzeżach, jak każda szanująca się paryżanka.

Jasne.

- No co? - Zabawne.

Znikasz na pięć lat

i raptem spotykam cię na każdym kroku.

Dziwne. Zabawne.

Mogłabym powiedzieć to samo.

- Jak to? - Śledzisz mnie?

Nie. Nie śledzę.

Prowadzimy obserwację.

Zobaczyłem cię...

i pomyślałem, że się przywitam.

Nie spodziewałem się ciebie.

Nosisz go?

Co?

Kolczyk ode mnie.

To od ciebie?

Chyba nie zapomniałaś?

Nasza pierwsza oficjalna randka.

A jednak.

Powodzenia.

Cześć, mali chemicy, dziś nowy tutek,

pokażę wam, jak otworzyć sejf ciekłym azotem.

Ostrzeżenie: nie róbcie tego, żeby okraść sąsiadkę,

tylko kiedy zgubicie szyfr do swojego zamka.

Ciekły azot to ciecz o temperaturze minus 196 stopni,

lodowata jak serce twojej eks, co to mówiła,

że ten kolega z pracy to nikt taki, a teraz z nim chodzi.

Potrzebujemy okularów ochronnych i rękawic.

Kretyn.

Bierzemy kriogenizator

i aplikujemy ciekły azot na bolce sejfu.

Drugi etap tutka: młotkowanie.

Nie żałujemy siły.

Wtedy widziałam ją pierwszy raz.

Szok dla wszystkich!

Obłęd.

Chodź do mnie.

- Cześć! - Co tam, laski?

Już jesteś?

- Przedstawisz mnie? - Tak. Poznaj Lili.

Miło mi.

Wzajemnie.

Alex dużo mówi o pani akcjach w Ameryce Południowej.

Co na przykład?

O walce z gnidami niszczącymi Amazonię

i o skoku z tamy Bellemonte w proteście przeciwko jej budowie.

Nie wierz we wszystko.

Jestem zwykłą prawniczką z lękiem wysokości.

Taki jak u Godarda, poćwiczymy.

Nikogo tu nie ma?

Nie, to opuszczony obiekt.

Skąd znasz to miejsce?

Wystawiamy tu sztukę współczesną.

Dziwne.

A co ostatnio jest normalne?

To już dwie godziny!

Wiem.

Idzie opornie nawet po ciekłym azocie.

Wiem!

- To potrwa. - Wiem!

Ale nie ma wyboru.

Facet zabiera jutro Fragonarda, a z nim kartę pamięci.

Mam dzień na trening, dam radę.

Sama na pewno nie. Idę z tobą.

Kiedy ostatnio się wspinałaś?

Miesiąc temu.

- Co robisz? - Moment.

Chcesz cukierka?

Daj lornetkę.

U Godarda jakiś ruch.

Spójrz.

Dostawcy dywanów, sushi?

I co, antyki, macie Capone'a?

Nadal nie. Zmieniasz nas?

Théo, mógłbyś nas zostawić?

Dziękuję.

Myślałam o tym zajściu.

O czym?

Z twoją eks. Wygłupiłam się.

Nie mogłaś wiedzieć.

A jednak.

Jak to?

Masz u siebie wasze zdjęcia.

Nie zapominam twarzy.

Niczego nie zapominasz.

Poniosło mnie na jej widok. Śliniłeś się do niej.

Miałem szczęście.

Tak nią walnęłaś o maskę...

No bez jaj!

Ciekawski?

Nie, nie moja sprawa, ale ludzie patrzą!

- Jasne. - Bardzo śmieszne, brawo!

Ośmieszać funkcjonariusza, pięknie!

Twoja kolej.

- Nie. - Właź.

Wejdź, kochanie, zamknij drzwi.

Przeginacie. Mamy być niewidoczni.

Sekretarka Godarda.

Poznałeś?

Była, kiedy przyszedłem po dokumentację kakemona.

Spójrz.

Na co? To ci dostawcy.

Tak.

Ale nie bój się, Chassagne był tu nie bez powodu.

Coś się zadzieje.

Co tam? Nie przeszkadzam?

Miałaś spać u Lili.

Zamierzałyście się włamać, nic mi nie mówiąc? Tak?

Chodzi o tatę, mnie to też dotyczy!

Chcę wiedzieć, co go spotkało!

Nie mogę cię zabrać. Naraziłabyś swoją przyszłość.

Naprawdę smęcisz!

Czego?

Nie przekonamy jej do zmiany zdania, ale możesz nam pomóc.

Narobimy u Godarda dużo hałasu.

Przykryj to jakoś.

Naprzód, kapitanie Chapuis.

Śledź szemranego eksperta.

Wysoko.

- Chciałaś podskoczyć z chodnika? - Wolałabym.

Solidarnie, po siostrzanemu!

Szkoda czasu.

- Zaczekaj! - Co?

- Coś ci powiem. - Później.

- Nie, Tam! - Co?

Nie wspinałam się od twojego wyjazdu.

- Teraz mi to mówisz? - Wiem, trochę późno.

Cały plan do niczego! Sama nie wywlokę tego ciężaru!

Czy ja się wycofuję?

Dzielę się swoim lękiem.

- Dobra. - I tyle.

- No chodź! - Już.

Po siostrzanemu, akurat!

Żyjesz?

Tak...

Skuteczny?

Szlag!

Powinien zakłócać wszystkie alarmy.

Powinien?

Trzymaj.

Nie wiem, osiem na dziesięć.

Niewiele.

Zaraz to załatwimy.

W oknach są czujniki.

Cudnie.

Schrzaniłam twoje wykształcenie, przepraszam.

Co to tu robi?

Co?

Zasłania sejf, pomóż.

Ciężkie, cholerstwo.

Co robisz?

Nic tam nie słychać. Jedziemy z muzą!

A to co?

Tu Thomas Godard, Ponti 30, wyłączył się mój alarm.

Wyślecie patrol?

Dziękuję.

Zawracamy.

Zawracaj!

- Co on robi? - Coś wymyślił?

- Jechać za nim? - Tak, pilnuj go.

Możliwe włamanie przy Ponti 30,

prośba do wolnych patroli o udanie się pod ten adres.

U Godarda?

Nasza złodziejka.

- Gazu! - Sekundkę.

Wykonuję manewr.

Tu Topaz 51, udajemy się.

Może chodzić o uzbrojonego osobnika,

powtarzam, wstrzymajcie się z interwencją do naszego przyjazdu.

Théo, grzej!

- Przegrywamy! - Przestańcie poganiać.

Zawsze ja prowadzę to pudło!

Nie lepiej obserwować z osobówek?

Lili?

Nie wyłączamy muzy.

Dość tego, wyłączcie muzykę.

- O to chodzi? - Oddaj kluczyki.

Stój!

Idziesz ze mną.

Co ty?

Przerywamy!

- Dlaczego? - Jadą gliny.

- Skąd wiesz? - Od Alex.

- Co "od Alex"? - Później ci powiem.

Otwierać! Policja już jedzie!

Bekniecie za to!

Prędko!

Panie Godard? Policja!

Są w pobliżu, szukajcie!

Drzwi nietknięte.

Ukradli coś?

Nie wiem. Sforsowali zamek.

Cholera...

Co z wami?

Szukajcie ich! Zabezpieczcie odciski!

Nie trzeba, technicy zabiorą sejf.

Nie rozumiemy się!

Sejf zostaje!

Mam w nim ważne, cenne, osobiste rzeczy!

Tym bardziej należy go zabrać.

Jak pan się do mnie zwraca? Za kogo pan się ma?

Znam prefekta!

Przyjedzie tu!

Kapitanie? Pan wybaczy, to nie z listy Interpolu?

Co to, panie Godard? Słucham!

Wezwę adwokata.

Mamy 22:32, jest pan zatrzymany.

Momencik!

Jest, widzę ją!

Chodźcie!

Co robisz?

Nie bój się.

Dzwoń po resztę!

Policja!

Stój, Spider-Woman!

Gwen, wołaj wsparcie!

Stój!

Wracaj!

Wracaj!

Zatrzymaj się! Stań, spadniesz!

Wróć, mówię!

Szlag!

Sprawdź mi tożsamość: Lili Perez,

Mona Dorassard, Alexia Chamade.

Nie jestem twoim chłopakiem,

nie będę za tobą ganiał!

Stój!

Zatrzymaj się!

Zaczekaj.

Siadaj tam.

- Puszczaj. - Co "puszczaj"? Skuć cię znowu?

Pogięło go!

Ogarnij się, Mona! Starzy mnie rozniosą!

Już, spoko.

Ja też mam gnój.

Zwinęli Alexię.

- Co? - Mówiłam, żeby ją wyłączyć!

Coś długo.

Lili Perez? Przyjechał ojciec, możesz iść.

Na razie.

Cześć, tato.

Idziemy.

Do widzenia.

Panie brygadierze?

Ja byłam przed tym panem!

Nie zrozumieliśmy się? Chamade to poważna sprawa.

W końcu.

Przepraszam, spałyśmy. I co?

Słabo. Chcą ją zatrzymać.

Trafia tu kolejny raz, dyżurny wyśle ją do prokuratora,

a ten zdecyduje, kiedy ją zwolnić.

To było nieuniknione.

Rano ma rozmowę w nowej szkole.

Nie powiedziała mi!

Bo ty jesteś ta spoko i masz to gdzieś!

- Ja? - Pewnie!

Wcale nie!

Po ile wy macie lat?

Gdzie byłyście, kiedy młoda was potrzebowała?

Jak możesz? Raz się zdarzyło! Chronię ją od piętnastu lat!

- Widać efekt. - Co?

Znikłaś na pięć lat i wyjeżdżasz mi z takim tekstem?

Przestaniecie?

Jesteście sobie potrzebne, dotrze do was?

Trochę odpowiedzialności!

Dzwoń po Quentina − wiem, to twój były, ale będzie potrzebny!

Dobranoc!

I co?

Zrobiłem, co mogłem.

Uniknie prokuratora,

ale potrzymają ją parę godzin.

Nie zdąży na rozmowę.

Przykro mi.

Czekają z papierami.

Boli?

Nie, drobnostka.

- Dziękuję za Alexię. - Coś ty, normalna sprawa.

Wcale nie.

Zawsze taki byłeś.

Syl mówi, że zostałeś gliną z powodu taty.

Chciałem znaleźć coś, co sprawi, że wrócisz.

Quentin? Jedziemy?

Na razie.

"Quentin? Jedziemy?"

Nie powinnaś była tego robić.

Wiem.

My zresztą też.

Odtąd mówimy sobie wszystko.

Dobra.

A odzyskałyście obraz?

Laski? Mówimy sobie wszystko czy nie?

Dzień dobry, my po jakąś dużą paczkę.

Tak, będzie ciężka. Proszę za mną.

Nie wiem, czy dacie radę we dwóch.

Bez obawy.

Dzień dobry, proszę o autograf.

Dziękuję.

Taka wielka paka na kartę pamięci?

Prucie sejfu trwałoby za długo.

Syl wpadła na genialny pomysł.

Czekaj. Przestań, mam pomysł.

Niegłupie.

Działaj, Tam.

Czyń honory.

Nie ma jej tutaj.

Nie ma karty?

Nie.

Wszystko na próżno.

Nie...

Dziewczyny?

Co?

To lista płócien certyfikowanych przez Godarda.

Właściciele, daty, pochodzenie.

Są nawet obrazy taty...

Pokaż.

Sporo tego.

Należą wszystkie do jednego gościa.

Armand Chassagne, coś kojarzę...

Kto to?

Tak, zgadza się.

Ważny marszand.

Ze złą opinią.

To on był u Godarda z tą wariatką.

Widziałaś to?

Za dwa tygodnie urządza prywatną aukcję.

- Gdzie? - Tutaj.

Trzeba tam być.

- Po co? - Odnaleźć obrazy taty.

I kartę.

Na tę aukcję nie wejdziesz z ulicy.

Musimy prosić o zgodę?

Pojętna uczennica.

Zaraz.

Chyba nie włamiemy się do Wersalu?

Skoro nas nie wpuszczą...

Powiedziałam ci: dla taty jestem gotowa na wszystko.

Zgoda, działamy.

Tekst: Grzegorz Schiller

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.