All language subtitles for Allo.Allo!.S02E05.The.Duel.MULTi.1080p.HDTV.DD2.0.x264-Ralf_track4_pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

'ALLO 'ALLO!

Być może zastanawiacie się, co robię w kurniku.

Powód jest prosty, choć brzmi niewiarygodnie.

Ukrywam się przed monsieur Alfonsem,

stetryczałym przedsiębiorcą pogrzebowym,

który wyzwał mnie na pojedynek. Zamknijcie te głupie dzioby!

Jest nieszczęśliwy,

bo Edith woli wyjść za mnie, nie za niego.

Ja jestem nieszczęśliwy, bo już byłem mężem Edith,

ale zostałem rozstrzelany przez Niemców,

pochowany i wróciłem jako swój brat bliźniak.

A teraz muszę chować się w kurniku,

bo szukają mnie sekundanci.

Na razie jest nieźle.

To ja, Yvette. Możesz się ujawnić.

Co się dzieje?

Sekundanci monsieur Alfonse´a wyszli z kawiarni.

Chwała Bogu.

Oby nie wrócili. Jak ich spławiłaś?

Nie ja, tylko porucznik Gruber. Przyjął wyzwanie w twoim imieniu.

A kto go prosił, żeby się wtrącał?

Bronił twojego honoru.

Nazwali cię tchórzem i prostakiem ze słomą w butach.

Po całej nocy w kurniku każdy miałby słomę w butach.

Kolejka dla panów gratis.

Jak mam dziękować za uratowanie honoru mojego przyszłego męża,

który czmychnął przez okno, bo męstwem dorównuje chomikowi?

René nie uciekłby jak tchórz. Na pewno ma wytłumaczenie.

Niewątpliwie.

Zgadza się. Łuskałem groszek w kuchni,

zobaczyłem królika, więc złapałem miotłę

i próbowałem schwytać go dla pana na obiad.

- Coś mnie ominęło? - Wizyta sekundantów,

żądających, byś bronił mej czci.

Jaka szkoda.

Zwłaszcza, że sprawa zaiste szlachetna.

Nie wszystko stracone.

Porucznik Gruber przyjął wyzwanie w twoim imieniu.

Będzie walczył z Alfonsem?

Jako pański przyjaciel, zgodziłem się zostać sekundantem.

Porucznik Gruber zna się na pojedynkach.

- Był w Heidelbergu. - Tam nieustannie bronią honoru.

Wbrew utartej opinii obrona honoru nie jest tam obowiązkowa.

Możesz stchórzyć.

Za to ręczę, że znam zasady. Nie zawiodę pana.

Bardzo zacnie, ale nie będę odgrywał Errola Flynna.

Upokorzysz mnie przed przyjaciółkami?

Skąd miałyby wiedzieć?

Dzwoniłam do nich od rana.

Zjawi się całe miasteczko. Spróbuję namówić monsieur Alfonse´a,

żebyście zamiast o świcie, walczyli w południe.

Zarobiłabym na wyszynku.

Mogę zginąć, a tobie tylko wyszynk w głowie?

W pańskim imieniu

nie zgodziłem się na szpady i wybrałem pistolety.

On wolałby robienie szydełkiem.

Teraz pójdę uzgodnić miejsce i datę.

Ameryka Południowa, Boże Narodzenie za dwa lata.

Nie, jutro o świcie.

Wszystko będzie spowijała romantyczna mgła,

a ja zjawię się cała w czerni.

Czarny płaszcz, sukienka, rękawiczki i kapelusz.

Tak nisko oceniasz moje szanse?

A zatem ustalone.

Nie bój się, René. Będę tuż przy tobie.

Pędzę po czarny kapelusz z woalką.

René, zostań. Mamy sporo do omówienia.

A czasu tak niewiele.

René jest dla nas zbyt cenny,

żebyśmy mieli stracić go przez głupi pojedynek.

- W piwnicy ukrywa nasz obraz. - Dostarcza nam dziewczęta.

Oto mój plan.

Jutro zorganizujemy ćwiczenia i tak się złoży,

że w miejscu pojedynku umieścimy karabiny maszynowe,

wozy pancerne i oddziały.

Tuż przed pojedynkiem rozpoczniemy ostrzał,

a przedsiębiorca pogrzebowy niestety wejdzie na linię ognia.

Przeprosimy i nie będzie reperkusji, bo to tylko Francuz.

A nie wystarczy drobne draśnięcie?

To nie takie proste z 25-milimetrowego działka.

Wpuścić natychmiast.

- Coś ważnego? - Kurier z telegramem do mnie.

Kontynuujmy naszą partyjkę Monopoly.

Twój ruch.

Uważaj, żeby nie wyrzucić piątki,

bo wylądujesz w moim hotelu przy Wilhelm Strasse.

Siedem.

Stop! To nie twój pionek.

To mój samochód służbowy. Ty poruszasz się kaloszem na obcasie.

Losujesz kartę. Co tam jest napisane?

Dostałam w głowę pałką, pauzuję trzy kolejki.

A to pech.

Sześć.

Idź prosto do bunkru Hitlera.

Nie przechodzisz przez start, nie dostajesz dwustu marek.

Wejść!

- Czego, Von Smallhausen? - Telegram, Herr Flick.

Jazda!

Złe wieści?

- To od mojego chrzestnego. - Himmlera?

"Eksperci złożyli kiełbasę. Nie ma śladów obrazu.

Adolf wczoraj mnie ignorował. Nie śmiał się z moich dowcipów.

Aresztuj pułkownika, który przysłał telegram.

- Kochający wujek Heinrich." - Aresztować pułkownika?

- To straszne. - Co wiesz o tej sprawie?

- Nic. - Kłamiesz! Siadaj i odpowiadaj.

Kto zaniósł kiełbasę do pociągu? Ja.

Kto ci ją dał? Pułkownik.

Czy był w niej obraz?

Żeby to sprawdzić, musiałabym nadgryźć kiełbasę.

Czemu tego nie zrobiłaś?

Nie mogłam wysłać Hitlerowi nadgryzionej kiełbasy.

Słuszna obserwacja.

A zatem kiełbasa z falsyfikatem, którą dałem pułkownikowi,

choć on sądził, że zawiera oryginał, nie trafiła do Berlina.

Pułkownik zastąpił ją zwykłą kiełbasą.

Tę z obrazem zatrzymał, by sprzedać płótno po wojnie,

co mu się nie uda, bo to falsyfikat,

a oryginał wisi w gestapowskiej kiełbasie w kuchni René.

Popraw mnie, jeśli się mylę.

Nie śmiałabym, Herr Flick.

Wszystko jasne. Aresztuję pułkownika i kapitana.

Mogę panu towarzyszyć?

Opatrznie pojmowana lojalność może kazać ci ich ostrzec.

Zostaniesz tutaj.

- Po co te kajdanki? - Żebyś nie skorzystała z telefonu.

Wrócę wczesnym wieczorem.

Zechcesz zostać na kolacji?

- Nie mogłabym odmówić. - Załatwione.

Czemu kazałeś mi czekać tak długo?

Próbowałem telefonicznie negocjować z przedsiębiorcą pogrzebowym.

I?

Obiecał pochować mnie po kosztach.

Zmiażdż mi usta wargami, zrób to wszystko,

co rozpala mnie do czerwoności.

Jesteśmy w schowku na miotły.

Co robisz z Marią w schowku na miotły?

Głupia kobieto, nie widzisz co robię?

Przecież nie lubisz, jak sztorcuję kelnerki przy gościach.

Udzielam jej reprymendy.

Kiedy klient cię woła, masz podchodzić natychmiast.

- Ostatni raz ci to mówię. - Całkiem niewykluczone.

Co robiłeś w czasie wojny, dziadku?

Łatałem jedwabnymi reformami balon,

żeby mogli nim uciec angielscy lotnicy.

Jeszcze nie skończyliście?

Zaraz zejdą się klienci i będzie tu pełno Niemców.

Ani kroku.

Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać.

Kosz został upleciony przez wikliniarzy z Wimereux.

Nie znam tego szyfru. Co to znaczy?

To, co powiedziałam. Kosz do balonu jest już gotowy.

Klienci.

Żeby za dziesięć minut was tu nie było.

Nie zaszyliśmy wszystkich dziur.

Brakuje nam jednej pary jedwabnych reform.

Poświęcę swoją ostatnią parę dla Francji.

Zdejmij je za zasłonką, tu jest mężczyzna.

Nie przejmuj się, widziałem to nie raz.

Bardzo dawno temu.

Przed chwilą, kiedy upuściłem igłę.

Zaczniemy koło siódmej, ale przyjdź wcześniej,

może być tłoczno. Po wszystkim podajemy kawę i kanapki.

Bez względu na wynik.

Powiedz, że liczymy na zwycięstwo gospodarza.

Do zobaczenia na miejscu.

Ileż ja mam przyjaciółek.

- Uwielbiam cię, moja skało. - Wiem, że cenisz to u mężczyzny.

- Bardzo się obawiam. - Czego?

Monsieur Alfonse to wyborny strzelec.

Widziałam, jak z 20 kroków trafił jedną swoją kulką w kartę.

Co za osiągnięcie.

To go zachęciło do otwarcia przedsiębiorstwa pogrzebowego.

W innej sytuacji to by mnie zaniepokoiło,

ale mam tajny układ z pułkownikiem.

W czasie pojedynku zorganizuje manewry.

Pojawi się z czołgami i bronią maszynową,

i zajmie się monsieur Alfonsem.

A mógłby przy okazji zająć się twoją żoną?

Napomknę o tym, choć to chyba igranie z losem.

A skoro o igraniu z losem...

Ten durny Angol, który myśli, że zna nasz język.

Żygnyj.

Już wie o pojedynku.

Jystyśmy symi? Musimy pyryzmywiać.

Pyryzmawiać?

- Porozmawiać. - Jystyśmy sami, więc ryzmywiaj.

Anielscy lotnicy już nie sidzą w krowie.

Świetnie. A gdzie są?

Zabiję ich.

Właźcie, chłopaki.

Nikt się nie nabierze,

że ci dwaj durnie to francuscy żandarmi.

Zrybię im krótki kurs fryncyskiego.

Mydło porwać wasz jizyk.

Pałam do nóżek szampanowi.

Niemcy, szybko na zaplecze.

Niech pan władza sprawdza. Tam nic nie ma.

Zajmij się szkopami.

Balon jest gotowy.

Zostanie ukryty w opuszczonej oborze pięć kilometrów na północ od miasta.

Kiedy powieją sprzyjające wiatry, otrzymacie wiadomość.

René, zaprowadzisz lotników do obory i wyślesz do kraju.

Jeden detal: jutro mam pojedynek.

- A jeśli zginę? - Wtedy zaprowadzi ich Leclerc.

Idę do kowala.

Ma przygotować lampy, które ogrzeją powietrze w balonie.

- Przyszedł Herr Flick. - Z Gestapo?

Ucieknijmy przez ykno.

Nie, zobaczy was, wsiadając do samochodu.

Czego chce?

Chyba nie widział tej parki przebranej za żandarmów?

Szukał pułkownika.

- Pojechał do jego kwatery. - Nie zajrzał do kiełbasy?

Odwołał rezerwację i zamówił dwie porcje na wynos.

Romantyczna kolacja z Helgą w lochach.

Czemu tak długo zostawiasz mnie samą?

Przepraszam, mierzyłam kapelusz przed pojedynkiem.

Zawieź mnie tam wcześniej. Chcę być w pierwszym rzędzie.

Historia się powtarza.

Kiedy byłam młoda, mężczyźni też o mnie walczyli.

Kochało się we mnie dwóch motorniczych.

Na co walczyli? Na szpady czy pistolety?

Na tramwaje. Nigdy tego nie zapomnę.

Pędzili jak opętani, prosto na siebie.

Każdy własnym składem.

Pociągali za dzwonek i krzyczeli: "brak miejsc na górze!"

- I co było dalej? - Awaria sieci trakcyjnej.

Więc uciekłam z konduktorem.

Może pan uwolnić moją drugą rękę? Ciężko ganiać groszek samym widelcem.

Nie mogę ryzykować, że przez źle pojmowaną lojalność

uciekniesz i ostrzeżesz pułkownika.

Powtarzam, nie wiem, gdzie jest.

Nie wierzę, a jeśli nie zaczniesz mówić,

nie dostaniesz deseru.

Dziś jest roladka.

Jest pan okrutny, Herr Flick.

Wytropiliśmy pułkownika i kapitana. Prowadzą manewry.

Jazda.

Szybciej!

Aresztujemy ich o świcie. Do tego czasu zostaniesz tutaj.

Skoro pan mi nie ufa, to jak będzie wyglądało

nasze życie po wojnie?

Będę wyprowadzał cię na spacery na smyczy.

Przez pana czuję się jak niebezpieczne zwierzę.

Z wzajemnością.

Pobudka! Obudź się!

Już piąta.

- Spóźnisz się na pojedynek. - To dopiero o siódmej.

Tak, ale muszę się jeszcze ubrać, umalować, wyprasować ci koszulę.

Nie będziesz walczył ubrany jak łachmyta.

I pomyśleć, że mężczyźni chcą za mnie umrzeć.

Niewiarygodne, prawda?

Sprawdź, kto się tak dobija.

- Kto może pukać o tej porze? - Może ktoś po bilety?

- Sprzedajesz bilety? - Tylko na pierwszy rząd.

Porucznik Gruber.

Przyniosłem ci spodnie uprasowane przez mojego ordynansa.

Pan o wszystkim pamięta.

Poszerzyłem nogawki. Teraz są bardzo modne.

- Przymierzysz? - Nie przy dziewczętach.

Dziewczęta już znikają. Do łóżek!

To męska sprawa.

Schodźcie śmiało, jeśli będziecie chciały się napić,

wypalić albo gdy pociągnę za dzwonek.

Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.

Ja też.

Nie wiem, jak to wyrazić.

Zawsze cię podziwiałem,

ale teraz brakuje mi słów, by opisać, co czuję.

Niech pan szuka, na pewno coś się panu przypomni.

Weź ten medalion na szczęście.

Myślałem raczej o czymś takim.

Odradzam.

To tylko spłaszczy kulę i dziura będzie jeszcze większa.

A co ty tu robisz, ubrany jak dziwak?

To ja, Leclerc. Jestem twoim drugim sekundantem.

A to po co? Będziesz czyścił las po moim zgonie?

Mam umyć podłogę przed stypą.

Świetnie, przyszłyśmy pierwsze.

Daj mi moją teatralną lornetkę. Nie chcę uronić ani chwili.

Bileciki!

Wiedziałam, że kiedyś się przyda.

Jaki wytworny.

- To zapewne pani siostra. - Mamusia.

Niemożliwe. Ta młodość, ta werwa.

Niech pan weźmie, będzie pan widział cel.

Przyszedł.

Razem z sekundantami.

Nie możemy zaczynać. Nie jestem gotowy,

- a Gruber gdzieś zniknął. - Poszedł po apteczkę.

Niech się pośpieszy.

Szufelka do węgla uwiera mnie pod pachą.

To twoja polisa na życie, zresztą to Niemcy cię uratują.

Od razu nabieram odwagi.

A gdzie właściwie się ukrywają?

Nie zobaczysz. Są zakamuflowani.

Ale słyszałem szelest.

Jakiś ty przystojny!

Czegoś takiego się spodziewałam w dniu naszego ślubu.

Przepraszam, to rączka od szufelki.

Peleryna.

Proszę o uwagę!

- Żegnaj, René. - Bądźcie dzielne, drogie dziewczęta.

Czy któryś z panów chce może przeprosić?

- Cóż, może zbyt pochopnie... - Nie przyjmuję.

Zachowałeś się jak świnia i umrzesz jak ona.

Zatem dobrze.

Okazujesz się człowiekiem ze stali.

Pistolety są naładowane. Proszę wybrać.

Pan pierwszy.

Staniecie plecami do siebie.

Na komendę "marsz!", zrobicie po dziesięć kroków.

Na komendę "stać!", staniecie.

Na komendę "zwrot!", obrócicie się i strzelicie.

Czy to jasne?

- Jak słońce. - Dobrze, zaczynamy.

Najpierw chciałbym się pożegnać.

René, po francusku.

Dopiero co się poznaliśmy.

Żegnaj, Edith.

Mówię do ciebie.

- Zaraz zginę, a ty co? - Słucham najnowszych plotek.

Żegnaj.

Żegnaj, madame Lamontaine.

Co to za madame Lamontaine?

Zaczynamy, panowie.

Plecami do siebie.

Przepraszam na chwilę.

Złe wieści?

Gestapo aresztowało pułkownika Von Strohma

i kapitana Geeringa. Manewry odwołane.

- Wolno im? - Sprawdzę to.

- Słusznie. - Po pojedynku.

Po co ten pośpiech? Możemy to załatwić w dowolnej chwili.

Co się tak guzdrze?

Plecami do siebie.

Broń!

Niech pan odwiedzie kurek.

Marsz!

Stać!

Cykor!

A moja cześć?! Moi klienci?!

- Ma rozdartą koszulę? - Jest ranny?

Nie, ale widzę wgniecenie w szufelce do węgla.

Wystąpili:

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.