Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zatrudniliśmy detektywa.
Jestem detektyw Eddie Redcliffe z Darwin.
Ja tu rządzę
i chcę zamknąć tę sprawę w rekordowym czasie.
W Deadloch jest seryjny morderca.
Ta osoba mieszka w Deadloch od lat. Pewnie go znam.
- Nie jesteś moją partnerką. - Wiem, że to kiepska sytuacja.
Nie mam najlepszego przyjaciela, bo on też umarł.
„Jestem grubą szychą w Darwin”.
- Oni też mnie nie chcą. - Czemu?
Bo zabiłam swojego partnera.
Bushy'ego. I zeżarł go krokodyl.
I, kurwa, miałam być z nim, ale chlałam w pubie.
To tylko praca, Dulcie.
Teraz moja praca jest ważniejsza od nas.
Będę ci mówić Collins. Taka ksywka.
No dobra.
Kurwa, rozpracowałaś to.
Nie cierpisz tego miejsca. Wyjedźmy z Deadloch.
Dobra.
Bushy nie był karmą.
Krokodyl go nie pożarł. Został postrzelony w głowę.
Jego zaginięcie było podejrzane.
Dlatego wysłali mnie tu,
nie chcieli, bym węszyła, bo miałam rację.
- Dzień dobry, Holly. - Cześć.
Razem chcemy rozwiązać morderstwo Bushy'ego.
TEREN ZAMIESZKAŁY PRZEZ KROKODYLE.
KĄPIEL NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
Poszłyśmy na niewłaściwy rejs.
Zaginione turystki brały udział w tamtym
i zaliczyły rejs z piekła rodem.
Poczekamy na spóźnialskich.
Dobrze.
Leon, usiądziesz?
Leo, nie Leon.
Wyłącz piosenkę.
Witamy na Najlepszym Rejsie z Krokodylami Dona Darella.
Jestem Amber, córka Dona.
Mąż Grent jest kapitanem,
a ten ze sztycą to młodszy brat Troy.
- Racja? - Ta.
Dobra. Kwestie bezpieczeństwa.
Nie wystawiać rąk ani nóg poza burtę.
- Pytania? - Tak.
Kim są właściciele tego terenu?
Firmę w latach 70. założył nasz ojciec
na długo przed Krainą Krokodyli Jasona Wade'a.
- Na długo przed, jasne? - Tak.
OK, kochanie.
Jazda!
NAJLEPSZE REJSY Z KROKODYLAMI
Wielu twierdzi, że w razie ataku krokodyla
należy mu wydłubać oczy.
- Ale kto tak gada? - Naiwniacy.
Właśnie, naiwniacy.
Jak mówi nasz ojciec:
„Gdy zaatakuje cię krokodyl, nie masz szans. Zginiesz”.
Dobra.
Tam zobaczycie pierwszego krokodyla.
Stara Lafirynda. Wszyscy ją widzicie?
Widzicie ją?
- Tam jest. - Dobrze. Zwrotów nie ma.
Troy, sztyca.
Tak jest.
Zobaczymy, czy dziś zrobi show.
O proszę.
Tak, jest głodna.
Dobrze.
Pewnie myślicie: kurna, wielki krokodyl.
Ale nie.
Nie jest wielki.
Lafirynda ma tylko trzy metry,
bo to samica.
Nasz samiec to Goliat, ma 5,3 metra, od pyska po ogon.
Rządzi tu, pokona każdego samca, który zechce przejąć jego terytorium.
Krokodyl różańcowy ma najsilniejszy uścisk szczęk w królestwie zwierząt…
Co tam robią pizdy z Krainy Krokodyli?
Ej, wy tam! Spadać stąd!
Granica to wielka biała skała!
Pierdolisz, Spud!
Staranuj ich, kochanie!
KRAINA KROKODYLI
Wyglądasz jak ogolony kutas!
O nie! Amber!
Co?
Kurwa mać!
Który to samiec?
Goliat? Obróć go, Troy!
No dajesz, kurwa!
Mocniej.
To nie Goliat. Co za ulga. Chwila.
Co on ma w paszczy?
Sorki. Duża fala!
Nic mi nie jest.
Collins!
Eddie, nie wskakuj…
Wychodziłam z wody!
Ten nowy komisarz policji.
- Jak mu tam? - Col Culkin.
Macaulay Culkin, właśnie.
Dzwonił. Możemy pogadać o Bushym.
Przełamię napięcie powierzchniowe. Płyń za mną.
Dobra, oto plan. Wchodzimy i mówimy:
„Ej, pizdy, śmierć Bushy'ego była podejrzana w chuj.
Nad czymś pracował i dlatego go wykończyli”.
I dodamy: „Jak widać za bardzo zajęci jesteście lizaniem się
po dupach, by dostrzec, co tu się wyprawia,
więc odpierdolcie się i dajcie nam tę sprawę. Kapujecie?”.
Albo „comprende?”
Podkurwijmy te leniwe pizdy.
- To było… - Collins, to czyste złoto.
Myślałam, że chciałaś zrobić coś innego.
A ty chciałaś zatańczyć. Kucyk jest prosty?
POLICJA TERYTORIALNA
- Jak na lesbijkę przystało. - Przestań.
Trudno to przyznać, ale detektyw Bushman popełnił samobójstwo.
Technicy potwierdzili, że kula z czaszki
została wystrzelona z jego broni służbowej.
Przykro mi.
Nie.
Chyba ktoś się z chujem na rozum pozamieniał.
Raport psychologa potwierdza,
że zmagał się z depresją,
nadciśnieniem, ze stresem pourazowym i z myślami samobójczymi…
Normalka dla gliniarzy.
Każdy po kilku browarach gada, że sobie palnie w łeb.
Tak wygląda piątkowa balanga.
Był też liścik.
Znalazła go jego żona Holly, gdy pakowała rzeczy z domu.
Wspomniał o pani, detektyw Redcliffe.
Wiem, że to trudna sprawa.
Przeżyłem to samo dziesięć lat temu po śmierci partnera,
nie zniosłem tego dobrze.
Zacząłem pić. Zainteresowałem się capoeirą.
To pewnie liścik z innej sytuacji.
Była inna?
Opatrzył go datą i parafował, więc jest dość dokładny.
Wezmę go i przeczytam.
- Dzięki, Colly. - Pocieszyć cię?
- Pójdę z tobą i… - Nie trzeba, przeczytam go…
Możemy zaoferować detektyw psychologa lub urlop,
psa lub lalkę terapeutyczną.
Kadry promują lalki. Wymagają mniejszego nakładu szkoleniowego.
Pora sucha się skończyła i będą deszcze,
nadszedł czas na naszą wyprzedaż.
Mamy stroje dwu lub jednoczęściowe, z wycięciami, wszystkie za 45 dolarów.
REDDY, NIE OBWINIAJ SIĘ. JESZCZE WYPIJEMY RAZEM MOJITO. NAD RZEKĄ.
BĘDZIE DOBRZE, KOCHAM CIĘ, BUSHY.
Ty i twój mąż…
- Moja żona. - Racja.
ZAGINIENI CZY KTOŚ WIDZIAŁ TYCH LUDZI?
Też dobrze. Nawet lepiej. Głosowałem „za”.
Skoro sprawa Bushmana jest zamknięta,
wracacie do Tasmanii?
Nie planowałyśmy tego.
Rozważałam przeniesienie do innej placówki.
Zajęłabym się sprawą zaginionych szwedzkich turystek.
Detektyw Blunt kieruje grupą zadaniową Hammare.
Rozumiem.
Proponowałem ludzi do jego zespołu,
ale zaangażowanie Blunta w różnorodność
kończy się na facetach w soczewkach.
- No tak. - Właśnie.
Ekipa od turystek nie wchodzi w rachubę. Niestety.
Chyba warto pojechać do Darwin.
Mają tam cudowne plaże.
Nie do pływania,
za dużo tam krokodyli, meduz i niewybuchów z II wojny światowej.
Ale wodospady są zjawiskowe.
POPRAWCZAK
REJSY Z KROKODYLAMI.
KRAINA KROKODYLI
- Bushy odebrał sobie życie? - Tak.
Okropne. Jak się trzyma Eddie?
Są pytony królewskie?
Tylko w megaopakowaniach.
Kurwa!
Ma tu jakąś rodzinę?
- Wsparcie? - Nie.
Byłyśmy u Holy, która dała Eddie pudełko z rzeczami Bushy'ego
i oznajmiła, że nie chce, by nachodziła ją policja.
Dobrze, że Eddie chodzi na terapię. Potrzebuje
kogoś, kto zna się na ADHD u młodych chłopców.
Weźmiesz udział w konkursie Jasona Wade'a?
- Nagroda to 200 kafli. - Nie.
A może loteria? Do wygrania skuter wodny.
Ma platformę do pływania, pokrowiec i inne rzeczy.
No dobra, a niech tam.
To co robimy?
Mamy pianki i…
Mówię o planie. A nie wodospadach.
Ponoć wywiad szuka ludzi.
Nie mówię o pracy, seksi. Na życie.
Objedźmy Australię.
Fern jest u babć w Sydney, ja odeszłam z klubów książki.
Bogate lesby bez pracy! Podróż po kraju lub start do parlamentu.
Ja zajmę się surfingiem, a ty czymś związanym z pogodą.
Możesz być łowcą burz jak Helen Hunt.
Kochasz pogodę, a ja kupię gumiaki,
by cię prąd nie raził.
Przeczuwam, że…
Rozumiem… Gumowce mogą zaczekać.
- Właśnie. - OK.
Musimy się skupić na czymś ważnym, czyli Eddie.
Tak.
Potrzebuje miłości, wsparcia
i wypadu nad wodospad, gdzie nie ma wielu krokodyli.
Co przez to rozumiesz?
Zapisałam się na konkurs skuterów.
Dobrze.
Trzeba pokonać Lloyda Reynoldsa,
który startował 48 razy z rzędu.
Posłuchajcie,
powinnam was przeprosić
za ściągnięcie was tu i namieszanie wam w życiu.
- OK. - Miło nam.
I za klapę ze sprawą Bushy'ego,
teraz niepotrzebnie utknęłyście w Darwin
i kiepsko wyglądacie z powodu wilgotności.
- Nie! Szopa na głowie znika. - Trzeba poprawić fryzurę.
Spadam. A wy wracajcie do swojego homozwiązku.
- Wyjeżdżasz? - Ta.
Mam sporo do ogarnięcia i worek węży.
Chce wygrać ten skuter wodny.
Nadszedł kres. I koniec przyjaźni.
Allira, którędy na plażę?
No dobra! To nara!
- Zaczekaj! - Nie, macie rację.
Zrób coś.
Wezmę swój sportowy stanik z kampera.
Detektyw Dulcie Collins.
- Cath, masz kluczyki? - Dulcie je ma.
Komisarz Culkin.
Eddie, zaczekaj, pogadamy.
Jesteśmy na stacji paliw w…
Dupeks River.
- Nie. Dirk's River. - Dirk's River. Żadnych dupków.
Nie…
Jak mogę panu pomóc?
Jesteśmy z Melbourne. Przyjechałyśmy do pracy.
No dobra.
Często macie tu szczątki ludzkie we wnętrznościach martwych gadów?
- Skąd mam wiedzieć? - To samica czy samiec?
- Nie rozróżniam płci krokodyli. - Nie dowcipkuj.
Chodziło mi o rękę.
Wiem.
Nie dam się wciągnąć w serię detektywistycznych pytań.
Rozciągnęłam taśmę i nie pozwoliłam staruszce robić tu zdjęć.
Zrobiłam sporo.
Idziemy. Jak pobiegniemy, to złapiemy Cath przy wodospadzie.
Komisarz Culkin prosił o pomoc, zanim nie zjawi się
dochodzeniówka. Nie rób takiej miny.
Nie jest moim szefem, ty też nie. I zluzuj majty.
- „Zluzuj majty”? Miło. - Dość tego.
Chcę pogadać.
Idę się odlać.
Nie. Już byłaś.
Mam infekcję. Moja cewka moczowa płonie żywym ogniem.
- Nie wchodź tu. - Odwalcie się.
Za 45 minut mamy rejs. Nie odwołam go.
Musiałam zwrócić kasę dziwce z Melbourne, bo Leon ją obrzygał.
55 $.
Zostaniemy tu,
bo to miejsce zbrodni.
Nieprawda. To moja ziemia. Jak śmiecie?
A ty co tu, kurwa, robisz?
- Nie ma mnie tu. To nie ja. - Jasne.
Myślałaś, że cię nie rozpoznam zza tych zasranych lustrzanek?
To fotochromy!
- Co jest? - Spadaj. Nikt jej tu nie chce.
Mój ojciec też nie.
Pat! Ona ma zakaz!
Eddie!
- Nieprawda. - Kurwa.
- Zabierajcie ją stąd. - Nie poznałam cię. Witaj.
Jakie witaj? To jej prawdziwy dom?
- Jesteś z Barra Creek? - Nie!
Pewnie nie pamiętasz naszego ostatniego spotkania.
Była nawalona. Na autostradzie z jakimś psem, który atakował drzewo.
- Jak długo zostajesz? - Nie zostaję.
Nienawidzę tego miasta. Oby podczas kolejnej ulewy spłynęło do rzeki.
Spadaj, zanim wróci ojciec i staniesz się kolejną ofiarą.
O, zjechały się gamonie. Co za wyczucie.
Pat, miło było. Słodkiego miłego życia.
A ty Amber możesz mi possać.
Collins, widzimy się w parku. Dzwonię do Cath.
A to kto? Nie są z Dirk's River.
To detektyw Blunt. Bada sprawę turystek.
Co on tu robi?
Dobra, opuścić teren. Przejmujemy go.
Strażnicy przybyli.
Trzeba rozciąć krokodyla. W środku znajdziemy więcej.
- Co to za malusie rękawiczki, Steve? - Takie S/M.
Ja pierdolę! Steve, masz to zdjęcie?
No dobrze.
Tak, jak mówiłem. Ten sam tatuaż na ręku.
Oba z lawendą. To tatuaż Ebby.
To ręka Ebby. Szwedzkie laski pożarł krokodyl.
- Na 100%. - Do lodu z tym i wysłać narzeczonemu.
Gdzie komórka? Poinformuję senatora.
- Tak, jak przewidywałem. - Detektywie?
- Tak. Straszne wieści. - Przepraszam?
Jak senator wezwie do odstrzału krokodyli, poprę pana.
Tak, ma pan moje…
Chwila, Russ, jest tu jakaś turystka.
- Nie. - To miejsce zbrodni.
Wiem. Detektyw Collins. Komisarz Culkin prosił mnie o pomoc.
Ten zielony lewak. No jasne.
Senatorze, oddzwonię. Dziękuję.
Uważa pan, że ta ręka należy do jednej z turystek?
Nie uważam, ja wiem.
No tak.
Od 15 lat jestem detektywem
i ukończyłam pięcioletni staż w Tasmanii.
Jeśli potrzeba kogoś, by prześledzić ostatnie godziny ofiary…
- W Tasmanii powiadasz? - Tak.
- Nazwisko? - Dulcie Collins.
Jesteś laską z Deadlake.
Gadają o tobie na czacie.
Jak koncertowo zjebałaś dochodzenie i dopuściłaś do śmierci trzech typów.
Jednym z nich był seryjny morderca.
Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy.
Zwłaszcza od bladej tyczki udającej detektywa.
Miłego dnia.
Dobra, robimy konferencję. Założyć lustrzanki czy nie?
Założyć.
Tak czułem.
- Który to był krokodyl, Mik? - Nie wiem.
- Zbyt poharatany. - Samiec z innej części?
Gigant z Dirk's River, Cyklop czy Skunks?
Praca w klubie nocnym zniszczyła ci słuch? Mówię, że nie wiem.
Nieważne, jest olbrzymi.
Może Wielka Paszcza.
Boże, stul dziób!
Cath, wreszcie.
Eddie.
Chodzi o to, że nie powiedziałam, że stąd pochodzę. Wal się.
Marne trzy godziny w tej norze, a już daje w kość.
Co jest? Wyglądasz paskudnie.
- Nic. - Pij wodę.
Wybaczcie spóźnienie. Zagadałam się z lesbijkami.
Było ich dużo i wszystkie śliczne.
Mowa o wodospadach.
Lesbijki były tylko dwie i do tego mocno opalone.
Cath, spadamy stąd.
W Darwin Ski Club jest miejsce z moim imieniem.
Nie ruszamy się stąd!
Wypożyczalnia nie pozwala jeździć po zmroku
z uwagi na bawoły.
Na noc zarezerwowałam nocleg w obozowisku dla kamperów.
Kurwa!
Byłaś już tam?
Mają kiepskie toalety?
WITAMY W BARRA CREEK
NAJLEPSZE REJSY Z KROKODYLAMI.
DOM KRÓLA NAJWIĘKSZEGO KROKODYLA W OKOLICY
TAWERNA W BARRA CREEK PIWO Z BECZKI
A teraz smutne wieści dotyczące szwedzkich turystek.
Detektyw Blunt rozmawiał z mediami.
OLBRZYMI KROKODYL „KRÓL ” ODGRYZŁ NOGĘ MIESZKAŃCOWI BARRA CREEK
Szwedzka turystka Ebba Ehrling padła ofiarą ataku krokodyla.
Odnalezienie szczątków Astrid Ahlberg
jest kwestią czasu.
Ebba pływała w Crossley's Crossing, prawdopodobnie nago…
RĘKA TURYSTKI ZNALEZIONA W MARTWYM KROKODYLU
…i wtedy zaatakował ją krokodyl.
Udławił się jej ręką i wypłynął w górze rzeki,
w Barra Creek.
Musimy wybić tych drani.
Szwedów?
Nie ich. Cholerne krokodyle, Rabbit.
Przejęły władzę. Zaraz wyjdą na ląd.
Proszę, kochana.
Eddie będzie? Zamówiłam kiełbaski z emu i kangura, specjalność lokalu.
Lynn i Mary to jego nowe właścicielki.
Obie hetero, ale czas pokaże, prawda?
Tak.
To Eddie?
Tylko spójrz na jej kucyk, Dulce.
Nie ma tu rodziny.
Ale może chce kogoś odwiedzić?
Urządzimy ognisko.
Kupię jakiś grill.
- To te turystki? - Tak. Lynn mówiła, że tu pracowały.
Ciekawe, dokąd poszła Eddie.
Dobry wieczór.
Razem z Mary postanowiłyśmy, że przesuniemy bingo
i uczcimy pamięć Astrid i Ebby.
Nie lubimy zafajdanego bingo!
Uszanuj zmarłych, Bert,
albo Lynn nie zawiezie cię na kolejną dializę.
- Co rysujesz? - Nic. To…
Pociąg.
To chyba potrzebny ci rezonans. Przypomina rękę.
O co chodzi? Obiecuję nie panikować.
Dużo nad sobą pracuję. Staję się bardziej uduchowiona.
Blunt dokonał oględzin ręki bez badań kryminalistycznych.
Tylko na podstawie tatuażu na ręce, którą bawiła się jakaś gadzina.
Myślisz, że to tatuaż Ebby?
Nie wiem. To frustrujące.
Nie mam zdjęć z miejsca zbrodni, bo nie prowadzę tej sprawy.
Blunt mówił, że turystki widziano w Crossley's Crossing.
Ale patrz na mural. Jak ręka znalazła się w Barra Creek?
To 50 km w górę rzeki.
Ostatnie wezwanie do bingo.
A jeśli to nie ręka Ebby?
A jeśli Blunt się myli?
Zaginione turystki nadal mogą żyć.
Nie wspominając już o osobie, której rękę dziś znalazłyśmy. Co z nią?
Źle prowadzą to dochodzenie.
- Pamiętasz moją ślubną przysięgę? - Tak,
bo byli tam nasi rodzice.
Twoje poczucie sprawiedliwości bardzo mi się podoba.
- Poza idealną łechtaczką. - Miesiąc później zmarł mój tata.
Jeśli uważasz, że coś tu śmierdzi,
zajmij się tym.
Będziemy się meldować. Dobrze?
Przed rozpoczęciem bingo
uczcimy minutą ciszy pamięć Astrid i Ebby.
Użyję minutnika w komórce.
Dobra, start.
Przepraszam. Moja wina.
NIEZNANY NUMER PRZESYŁA ZDJĘCIE
Eddie.
Collins?
Co ty robisz?
- Biegnę do ciebie. - Czemu tak wolno, kurwa?
Jezu. Przegrzałam się.
Jak komputer na udach.
Jak tu się można sprowadzić? Powietrze jest gęstsze od mgły.
Czuję, że Blunt dokonał złej oceny ręki.
Nie, to, co czujesz, to poważny przypadek grzybicy sutków.
Nie… nieważne.
- Cath miała nie mówić. - Widziałam kremy.
Moja infekcja grzybicza nie ma teraz znaczenia.
Tatuaże do siebie nie pasują.
Tatuaż Ebby to lawenda i fiołek,
a tatuaż ofiary to…
Nie wiem, ale wygląda jak nogi.
Rzecz w tym, że to nie ręka Ebby.
- To chyba nieznany denat. - Nie.
Nie będę sobie brudzić rąk.
Jakiś facet pływa w rzece pełnej zabójczych gadów,
- nie moja sprawa. - Wyślę ci foto.
- Nie wysyłaj… - Wysyłam.
I poszło.
To była twoja komórka?
Eddie, to było wyjątkowo głupie.
- Jak będziesz dzwonić? - Nie będę. Nieistotne.
Już nigdy więcej nie zadzwonię.
Daj spokój.
Dobrze.
Rozumiem…
że nie chcesz być w rodzinnym mieście.
Dorastałam w Canberze
- i też nie miałam przyjaciół. - Ja ich mam.
Głównie przez godzinę policyjną od 20 i modlitwy, ale…
nie uciekniemy od tego.
No to patrz, zrobię to na wesoło.
Eddie.
Widzisz, jak odchodzę?
Mieszkańcy zasługują na odpowiedź!
Tu nie ma żadnych mieszkańców.
Wyłowili rękę, ale czy ktoś zgłosił zaginięcie? Nie.
Każdy ma tutaj na wszystko wywalone.
Dobra, wracaj do Darwin i żłop Colę…
Poszaleję na swoim skuterze.
Tak, na tym, którego na bank nie wygrasz.
Ja tu zostanę,
bo ten denat zasługuje przynajmniej na rozpoznanie.
A co mam robić? Jechać do Alice Springs?
To wir lesbijskich pracownic socjalnych. Wciągnie Cath i nigdy nie wypuści.
Umyj uszy, jak nie słyszysz! Kazałam ci stąd spieprzać.
Jutro wyjeżdżam, więc się odpierdol.
Od billboardu firmy ojca do znaku Drowsy Driver Roadside
teren należy do rodziny.
Barra Creek to ziemia Darrella, a po twoim wyskoku nikt cię tu nie chce.
Niczego nie zrobiłam.
Włożyłaś ojcu krokodyla do vana.
Wyluzuj. To był jednometrowy młodziak.
Krokodyla sprawiedliwość. Nawet by go nie drasnął.
Zasłużył sobie na to.
Co on zrobił?
Nie twój interes.
Chciałaś go zabić.
Don rozjebał kapliczkę przydrożną na cześć mojej mamy,
by poszerzyć swój podjazd o 70 centymetrów!
By wjechać ciężarówką, przywieźć nową szopę i wstawić łódź!
Jesteście nikczemni!
Rano o 7.35 odwożę dzieci do przedszkola.
Jak wrócę tu na mrożoną kawę,
to ma cię tu nie być.
Moja rodzina rządzi tym miastem.
Miastem? Tu masz tylko jebany pub, posterunek policji i kubeł na śmieci.
Ty frajerko ty, mam teraz dwa takie kubły!
No i git. Wiesz, co ja mam? Jeden taki i drugi taki, usiądź na nich.
- Wal się. - Niech Don sobie na nich usiądzie.
Usiądź na tym dużym, ty kupo gówna jeżdżąca tym zasranym autem.
Przykro mi z powodu tej kapliczki.
Czemu? Nie rozjechałaś jej koparą.
Proszę.
Dlatego nie powiedziałaś, że to twoje rodzinne miasto?
Z powodu mamy i tego krokodyla w vanie jej ojca?
Tak, bo tu mieszkają takie pizdy jak Darrellowie,
którzy robią, co chcą.
Mam wrażenie, że jedyna sprawiedliwość, jaką kumają, to ta gadzia.
- Po prostu odpuśćmy sobie sądy. - Chwila, milcz.
Skąd je masz?
Od człowieka z mediów. Był na łodzi.
Tego, który zarzygał sandały pasażerki.
Przesłał je na mój telefon.
Nie należą do gada.
- Co? - Zęby krokodyla tak nie gryzą.
Po prostu cię młócą, aż rozpadniesz się na kawałki, by mogły cię połknąć.
Rękę odrąbano.
Kurwa. To jest zabójstwo.
Zajebiście, co nie?
Teraz szukamy osoby zaginionej i zabójcy.
Kurwa.
„My”?
Tak.
Jebać to miasto i jego mieszkańców.
Jestem jak opryszczka. Odejdę, jak zechcę.
- Czyli zostaniesz? - Tak, kurwa!
Super!
Jutro rano zadzwonię do komisarza
i zdobędę stosowne pozwolenia.
- Frajerska procedura. - Standardowa.
- Taka z ciebie pała. - Taka jak ty.
Ale ja jestem ta cool.
Śpisz dziś w naszym kamperze?
Oczywiście.
W swoim kąciku, gdzie mam torbę z bielizną.
Zgadnij, co jadłam na obiad.
Nie wiem. Falafel?
Nie. Ciocia Mary dała nam lody,
bo mama tnie martwego krokodyla.
- Cześć. - Boss!
- Co? Martwego krokodyla? - Tak, ogromnego.
A mama to kto? Rzeźnik?
Leśniczy.
Dała mi rybacką koszulkę.
Bardzo ładna.
Chodźmy.
A co to za bazgroł na billboardzie?
Rakieta wznosząca się ku niebu.
Mama znalazła coś we wnętrznościach krokodyla?
Tak.
Co takiego?
Ej, mała! Co tam znalazła?
POLE KEMPINGOWE
Collins!
Możesz mi pomóc.
Cath zostawiła instrukcje, jak odłączyć wąż,
ale są po niemiecku.
Skąd masz rower?
To mój rumak. Wypożyczony. Kosztował górę forsy.
No dobra…
Rozmawiałam z komisarzem.
Technicy kryminalni potwierdzili, że ręka należy do mężczyzny.
Nadal myślę nad tatuażem,
może to ptasie nogi, bo zginają się odwrotnie.
Blunt ma nowy trop.
Astrid i Ebba nawiązały kontakt z mężczyzną na stacji benzynowej.
Próbują go odszukać.
Dano nam zielone światło do pracy.
Super, bo zabójca denatem karmił domowego krokodyla.
Musimy to rozłączyć
i jeśli nie będzie rozpryskiwać wszędzie ścieków, to możemy iść.
- Domowego krokodyla? - Tak.
Dzień dobry.
- Ciepło dziś. - Ta. Gorzej niż w pralni w Bangkoku.
Racja, dobry żart.
Wczorajszy krokodyl nie zjadł innych części ciała.
We wnętrznościach miał same kurczaki.
Jeśli krokodyl je takie rzeczy, to pewnie jest czyjąś własnością.
A kto w ogóle ma krokodyla?
Sporo ludzi tutaj. Znam dwie osoby z Barra Creek.
Czego uczysz domowego krokodyla? Aportowania?
Dzień dobry.
- Ale upał. - Tak.
Można gotować kluski w cipce.
Zabójca nakarmił ręką denata swojego krokodyla.
A krokodyl się udławił i wykorkował.
Dlatego zabójca wrzucił go do rzeki.
Sprawdzę, czy któregoś z tych dwu krokodyli brakuje.
Jeśli zidentyfikuję tego z rzeki, to… znajdziemy zabójcę.
Co? Nie. To teraz nieważne.
Odpuść krokodyla, trzeba zidentyfikować denata.
A pompa kanalizacyjna?
To robota dla dwojga.
- Dzień dobry. - Tak, jest upał.
Wybacz, Lynn.
Zachowałam dla ciebie herb.
Co?
Wczorajsza niezjedzona specjalność.
Mówimy na to herb ze względu na kangura i kiełbaski z emu.
MUZEUM WOJSKOWE W BARRA CREEK OTWARTE
PIECHOTA ZMOTORYZOWANA
Przepraszam…
Halo, jestem w środku, a drzwi są zamknięte.
WRACAM PO OBIEDZIE
Halo? Super.
O Boże.
DOM KRÓLA NAJWIĘKSZEGO KROKODYLA NA ŚWIECIE!
KRÓL KARMIENIE O 11.00
Jak się macie? Witam na karmieniu.
Jak wiecie z moich socjalek, jestem DJ Darell, Krokodylowy Bóg.
Naszego Kinga złapał mój ojciec, Don.
To największy krokodyl w Australii.
Więc wal się, Kraino Krokodyli. Rozmiar ma znaczenie.
Dobra, pora go nakarmić.
Tak, brawa. Pokażmy bestię.
No super.
Klaszczemy głośniej. Tylko wtedy wyjdzie.
Oto i on.
Król rzeki.
- Kurwa. - Kto chce mu rzucić kurczaka?
Ja!
Jak wam na imię?
Dobra. Skończyłaś?
Przepraszam, wiedział pan, że tu jestem?
Zamykam, jadę do lekarza. Mam krew w moczu.
Chwilę.
Zna pan któregoś z tych mężczyzn?
Jasne, że ich, kurwa, znam. Wynocha.
Poda pan ich nazwiska lub powie, gdzie ich znajdę.
Jezu. To Barry, jest w domu opieki.
Ten drań Don nadal żyje.
Trevor Stutchberry zmarł kilka lat temu.
Frank McCallister siedzi.
A ten prawdopodobnie nie żyje.
- Prawdopodobnie? - Zaginął.
Pamięta pan jego nazwisko?
Nie. Prasa o nim pisała.
Tak? Dlaczego?
Bo zaginął. Mam dość twoich pytań.
- Wynocha! - Myślałam…
- Wypad! - Wezmę tylko buty.
Dziękuję.
On zaginął.
- Lloyd. - Słucham?
Gość ze zdjęcia.
Nazywał się Lloyd Reynolds. Skup się, kobieto.
Collins.
- Eddie, chyba wiem, czyja ta ręka. - Co?
Lloyd Reynolds od skuterów ze stacji benzynowej.
Jadę go teraz zidentyfikować.
Odwal się, jebany dronie!
- Przyjadę po ciebie. - OK. Nie słucham.
Domowy krokodyl Darella nadal żyje,
więc sprawdzę jeszcze jedno miejsce.
Collins?
Odwal się!
Jest promocja i muszę o niej wspomnieć,
a dwie paczki cukierków za dwa dolary to okazja,
- na pewno pani nie chce? - Na pewno.
Nie mogę pokazać listy, bo zakończono zapisy.
Nie chcę się zapisywać.
Chcę potwierdzić tożsamość jednego z uczestników.
To może być zaginiona osoba.
Boże.
Dziękuję, Allira.
Na pewno nie chce pani tych cukierków?
Na pewno.
Pamiętasz tego Lloyda Reynoldsa z listy?
Tak, bo bank kazał mi przeciąć jego kartę.
Racja. To jego numer telefonu?
Tak. Startował 48 razy.
OK. Lloyd to ten na końcu?
Nie.
Tu pub Barra Creek, z którego pochodzi słynny Steak Cake.
Rezerwacje, wciśnij jeden. Kampery…
Chodzi o te turystki, Elsę i Aspirin? Czy jakoś tak?
Już rozmawiałam o nich i Lloydzie z detektywami.
Lloyda Reynoldsa widziano z turystkami?
Tak. Zapłaciły za jego makaron
i skuter inwalidzki,
i dwie paczki cukierków za dwa dolary.
- Na pewno ich pani nie chce? - Nie!
Dobrze.
Chyba było im go żal, bo był stary
i pocięłam mu kartę.
Wyszły z nim?
Nie, poszli w różne strony.
On do Barra Creek, one do Crossley's Crossing.
Dziękuję bardzo.
Chwila. To jest Lloyd.
Nie, to przecież…
Frank McCallister.
Kłusownictwo krokodyli, jazda po alkoholu, oszustwa związane z tożsamością
i drobne kradzieże.
Pasuje?
Tak.
Siedzi w więzieniu.
To jak popełnił oszustwo związane z tożsamością
na stacji w Dirk's River, siedząc?
Zwolniono go wcześniej?
- Cztery dni temu. - Dobra.
Mogę adres? Dzięki.
- Widziałeś czat? - Zajebisty.
Oberwiemy za niego.
Tak. Nara.
Adres.
KROKODYL NA SŁUŻBIE
Jedź prosto wzdłuż Fiutowej przez 1,5 kilometra,
miejsce docelowe będzie po prawej stronie.
TEREN PRYWATNY WYPIERDALAĆ!
Uroczo.
Dzięki. Utwór „Red Flag” był o moim byłym.
A kolejny „Dead Love” będzie o moim byłym.
Nie!
Kto nam obsmarował billboard?
- Gdzie Spud? - Amber, nie chcemy kłopotów.
Stół bilardowy nadal jest wilgotny po waszej ostatniej awanturze.
- To twoja sprawka, Spud? - Zjebie!
Namalowałeś fiuta na twarzy ojca?
Nie.
Nic o tym nie wiem.
Zawsze mówiłem, że wasz stary to lachociąg.
Mój ojciec nie jest homo! Nikt w rodzinie nie jest!
Szanuj mojego ojca. To król rzeki!
Halo?
Panie McCallister?
Jest tu ktoś?
Halo?
Jezu. Eddie.
Boże, serce mi podskoczyło do gardła.
Co tu robisz?
- On nie żyje. - Tak.
On chyba też.
Uwielbiałam tego skurwiela.
O nie. Boże, Eddie. Nie wiedziałam…
że go znałaś.
Razem dorastaliśmy.
Potrafił słuchać jak nikt.
Kąpaliśmy się razem.
Miał najpiękniejsze, żółte jak siki oczy.
Każdego ranka dokarmiałam go kurami.
Przepraszam. O kim mówisz?
O Triple Pecie. Najlepszym krokodylu w tym stanie.
Nie ma go w klatce.
Martwy krokodyl z rzeki to chyba on.
No tak.
A ty o kim mówisz?
O Franku McCallisterze, który tu mieszkał. To jego ręka utkwiła w Triple Pecie.
To niemożliwe.
Zwolniono go z paki kilka dni temu.
Ktoś go zabił po jego przyjeździe.
Eddie, wszystko OK?
Kurwa! Na ziemię!
Wypierdalać z mojej ziemi, jebani złodzieje!
Ja pierdolę! Nie strzelaj!
A właśnie, że strzelę.
- Morda w kubeł! - Eddie! Nie ruszaj się!
Nie strzeli do nas.
To mój ojciec!
Frank McCallister to twój ojciec?
Tak. To jedno z jego nazwisk.
I nie jest martwy.
Dla mnie, kurwa, jest!
Ty dla mnie też, Edwina!
Przestańcie.
DJ, zostaw go.
Zmaż kutasa z twarzy ojca!
Dorwę cię, ty gadojebco!
Bierz go, DJ, ucieka na molo.
Potrzebne wsparcie przy molo. Darrellowie się biją.
Tylko nie szlauch. Nie pomagasz.
- Mów i nie wkurzaj mnie. - Dość.
Nakarmiłeś Triple Peta swoim kumplem i spuściłeś go do rzeki?
- Nie! - Dosyć.
- Ktoś go ukradł. - Jaka piękna wymówka.
- Morda w kubeł! - Swoją se wsadź!
Ten krokodyl to syn, jakiego nie miałem.
To był mój krokodyli brat!
Mordy w kubeł!
Skoro żyjesz,
to czyja ręka tkwiła w paszczy gada i kto jeszcze ma ten tatuaż?
Frank! Słyszałem przez skaner.
Jebane psy się zjechały!
No przecież widzę!
Nie Eddie. Oni.
- Kurwa. - Co się tu odpierdala?
Pojęcia nie mam.
McCalister, jesteś poszukiwany za uprowadzenie
Ebby Ehrling i Astrid Ahlberg.
Wiemy, że zabrałeś je ze stacji benzynowej.
- Co, do chuja? - Nie.
Te sprawy nie mają związku.
Turystki zapłaciły za jego zakupy
- i udały się w innym kierunku. - Widzisz?
Wiedziałem, że mnie znów wydasz.
Nie wydałam cię, kurwa!
Odłóż broń, podnieś ręce do góry, na widoku. Natychmiast!
- Frank! - Tak!
- Co? - Uciekaj, Frank!
- Jebcie się! - Nie rób tego!
- Nie na molo! - Do wszystkich jednostek.
Odetniemy mu drogę.
Eddie!
Odpowiedz mi. Co się stało z Triple Petem?
Stój, zakaz wejścia.
Wchodzę. To przesłuchanie.
Nie możesz. Psy zatopią łódź.
Wyłaźcie. Natychmiast!
- Z czego? - Właź na łódź!
McCallister, jesteś otoczony. Masz szansę się poddać.
No dalej, Collins!
OK, ale będę rzygać.
Boże, na wodzie jest spory rozprysk. Eddie.
To pewnie żarłacz tępogłowy.
- Są tu też żarłacze? - Szybko, Rog.
Jezu Chryste.
- Na skutery. Jazda. - Wszyscy do łodzi!
Nikt nie wsiada!
- Miałaś stąd wypierdalać. - Obciągnij mi.
Eddie!
Zamknijcie się. Coś jest w wodzie.
A to co, kurwa?
Stulcie mordy!
Troy, sztyca!
Obróć go, kurwa.
Obróć go!
Tata!
Tata!
Napisy: Sławomir Apel
Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Maciej Kowalski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.