Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Patrz, jak jedziesz!
Wstrętny smarkacz!
- Nikt nie okradł ci toalety, babciu. - Zaprosił mnie na swój stand up.
To najlepszy musical, jaki widziałam.
WKRÓTCE
KAHMUNRAH Beznadziejny Syn
OSTROŻNIE
NOC W MUZEUM - KAHMUNRAH POWRACA
Czuję bluesa Mam nową fuchę
Wasz ziomek Ronnie Zostanie gwiazdą
Rany Julek, ale miejscówka!
Wyczesana akustyka.
Siema, wielkoludzie.
Nie fikaj, bo porachuję ci kości.
Muszę wytrwać w tej nudziarskiej robocie,
aż wygram jakiś casting i szychy z Broadwayu obsypią mnie szmalem.
Nocny Stróż
Instrukcja?
Polecę na żywioł.
Mój talent bywa wykańczający.
Nie śpię.
Co to?
Jest tu kto?
Co? Skąd się tu wzięłaś? Oddawaj.
Ty złodziejski szympansie!
To nie szympans.
To kapucynka. Małpa z Ameryki Południowej i Środkowej.
Ten okaz podarowano muzeum w 1962 roku.
A ty to niby kto?
Theodore Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych.
Pierwsza nocka i trafił mi się świr z małpiszonem.
- Dzwonię po gliny. - Lepiej nie.
Trzy minuty i da dyla.
Nowy nocny stróż?
Tak.
Świetnie. Nadal nie odnaleźliśmy twojego poprzednika.
Twierdzi, że go nie pożarł.
Nocny stróż!
Laaa robić popcorn.
Popcorn parzyć.
- Wiesz, gdzie jest? - Wymsknął się nam.
Ano.
Mamy cię, nocny stróżu!
Tyci ludzie!
Nie przezywaj nas, wielkoludzie!
Stój!
Ja, Joanna D'Arc, ujrzałam niebiańską wizję.
Ciebie w niej nie było, bo umarłeś.
Litości.
Za co?
Dwie minuty i dwie sekundy. Nowy rekord, kochani!
Mieć heca, dum-dumy?
Pal sześć tę fuchę i Broadway!
- Wracam do Ohio! - Uwaga!
Świetnie, przegonili kolejnego.
Powaga? Znowu?
Witaj, Lawrence.
Minął cię jakiś siusiumajtek?
Przezabawne, Teddy. Przestańcie straszyć stróży.
Wyjeżdżam i ktoś musi mnie zastąpić.
Nie przypadł nam do gustu.
Może trafi się jakiś młodzieniec z twoim nazwiskiem,
który będzie tu pasował jak ulał?
Odczytałeś aluzję?
W życiu! Dzwonię do McPheego.
Mamo, to twoje mydło za bardzo się mydli. Nie widzę moich łódek.
Dr. McPhee, tu Larry.
No tak.
Mówię „mamo” do mojej wystrzałowej dziewczyny.
Jasne.
Mamy problem.
Nowy nocny stróż złożył wypowiedzenie.
Smuteczek.
Gdzie w Nowym Jorku znajdę kogoś,
kto będzie chciał siedzieć i nic nie robić?
Kij ci do tego? Przyjąłeś wygodną posadkę w muzeum w Tokio.
Ale nadal zależy mi na tym miejscu.
Znajdę właściwego kandydata.
Jak chcesz. Wracam do peelingu.
Co teraz?
Mam nowy, świetny pomysł! Może panicz Nick się nami zajmie?
To mniejsza, zdrowsza wersja ciebie.
Co się tak na niego uparliście?
- Zna sekret muzeum. - Dorastał w nim.
- Nie uciekłby. - Jak ostatni typ, pamiętacie?
Tak. To było przed chwilą.
Sam nie wiem.
Nickowi brakuje pewności siebie. To wciąż tylko nastolatek.
I co? Też nim byłeś, gdy zaczynałeś tu pracę.
Nieprawda.
Intelektualnie. To znaczy, emocjonalnie.
Nick to mądry dzieciak. W jego rękach muzeum będzie bezpieczne.
Może faktycznie pora, żeby zabłysnął?
Z drogi!
Na bok!
Wybaczcie.
Mia.
Jesteś cały?
Tak. Cześć, Mia. Co cię sprowadza na tę część korytarza?
Mam przesłuchanie do zespołu jazzowego. Też startujesz, DJ-u Słuch Absolutny?
Rany!
Wystarczy, że bezbłędnie rozpoznajesz dźwięki
i już nadają ci ksywę.
Spoko umiejętność. Upuściłeś pomarańczę.
Mama nie wypuszcza mnie bez owocu z domu.
Potem pyta, czy zjadłem.
To ona.
„I jak niemechaniczna pomarańcza?”
Zero obciachu, co nie?
Owocowe suchary. Maminy klasyk.
Ponoć w wakacje pracujesz na stoisku z jogurtami?
Inną opcją było granie na basie w metrze za drobniaki i niekonstruktywną krytykę.
To byłaby kicha.
Oby jogurty też nie skisły. Takich się nie je.
Lubisz kiszonki? To piona! Nieważne.
Dziwny tekst.
Skoro nie wyjeżdżasz na wakacje,
chciałabyś kiedyś iść na…
O nie! Spóźnię się na…
Nick Daley. Ostatnia szansa, żeby wejść.
Przepraszam, pani Montefusco.
Jesienią chcę dołączyć do zespołu jazzowego.
Grasz na jakimś instrumencie?
Nie powiedziałbym.
- Czyli jako śpiewak? - Nie.
- Menadżer? - Nie.
Techniczny?
Kompozytor?
- Pomagier? - Nie?
- Obracajnik partytury? - Nie.
Nie pomyliłeś sali? Ostatnią fuchę zmyśliłam.
Otóż jestem DJ-em.
Że co?
Wiem, że to niestandardowe, ale to ożywiłoby kapelę.
Zapodałbym jazzowy loop,
dodał sample z memów, mikrotony
i polirytmię dwa na trzy.
Słucham?
To szum wielotonowy, który… Nazewnictwo jest nieistotne.
Trochę się rozkręca, ale drop robi wrażenie.
No to jazda.
Jestem punktualnie Pani Montefusco
Punktualność jest superancka
Jak tam, Rick?
Cześć, Bodhi. Nick.
Dostroić strunę E o pół tonu.
Musisz zaczekać.
Nick próbuje mnie namówić, żebym przyjęła DJ-a do kapeli.
DJ w kapeli jazzowej? To nie jest normalne.
Dajmy mu szansę.
Doceńmy jego odwagę, mimo wysokich szans na porażkę.
Ryzykuje ośmieszeniem, a to oznacza, że jest pewny swoich umiejętności.
No to jazda.
Nie ten przycisk.
Chwila.
Nieważne. To był głupi pomysł.
- Szczerze… - Jestem durny.
Przepraszam, że zmarnowałem pani czas i chyba zepsułem pianino.
Komu w drogę temu czas.
Kto tak mówi? Idę sobie.
Nick, czekaj.
Jestem pewien, że ma na imię Rick.
Nick, jak przesłuchanie?
Rewelacyjnie.
Dzięki niezachwianej wierze w siebie poddałem się, zanim się mną znudzili.
Kumam.
Chciałeś wcześniej o coś zapytać.
Mówiłeś, że skoro nigdzie nie wyjeżdżamy, moglibyśmy iść na…
Co? Nie.
Chciałem ci życzyć powodzenia.
Dobra. No to udanych wakacji.
Dzięki. Cześć.
Kretyn ze mnie.
To rozumiem!
Wspólna kolacja jak za starych, dobrych czasów.
Hurra, kolacja.
Przykro mi z powodu przesłuchania. Jak się trzymasz?
Co jest ze mną nie tak?
Nie umiem nawet zaprosić dziewczyny na randkę. Jestem do bani.
Już mam strzelić karnego,
ale pękam, że spudłuję i schodzę z boiska.
Metafory piłkarskie? Dobra.
Zawalisz 100% karnych, w których nie kopniesz piłki.
Karne mają to do siebie, że ktoś musi kopnąć.
Nieważne.
Chcesz zaryzykować? Mam dla ciebie idealną wakacyjną fuchę.
W kurorcie w Saint Bart?
Co? Nie.
Dramatyczna pauza.
Nocny stróż w muzeum!
Co?
Parzy!
Mówisz serio?
Tak!
Jadę do Tokio zostać dyrektorem muzeum.
Nikt inny nie nadaje się, żeby mnie zastąpić.
Uwielbiam ekipę z muzeum, ale nocny stróż dźwiga ogromną odpowiedzialność.
Jestem do niczego.
Nie możesz mi tego powierzyć. Zawalę to.
Kiedy ostatnio coś zawaliłeś?
Szlag!
- Proszę. - Dzięki.
No nie wiem.
Nie jestem taki jak ty. Nie wiem, czy się do tego nadaję.
Masz to we krwi.
Może i nie wszystko ci się udaje, ale musisz
nauczyć się wytrwałości.
Wtedy odzyskasz pewność siebie.
Mam przeczucie, że ta praca ci w tym pomoże.
Niby jak?
Po prostu mi zaufaj.
To muzeum potrafi tchnąć w człowieka życie.
Nie tylko w eksponaty.
To jak?
Spoko, ale mama pewnie ma inne plany.
Zostaw ją mnie.
Zgadzamy się praktycznie we wszystkim
i będzie tym pomysłem zachwycona.
Nie jestem nim zachwycona.
- Ale… - Nie!
Mówię ci, Erico. To dobry pomysł.
Wszystkie twoje pomysły kręcą się wokół muzeum.
Dasz nam chwilę?
Jasne.
Myślałem, że wyjdziecie.
Idę popracować nad utworami,
których nikt nigdy nie doceni.
Nocny stróż?
Wierzysz, że dzięki temu Nick nabierze pewności siebie?
Nie odpisuje mi na smsy.
Banan na twarzy?
Co?
Musi trochę dojrzeć
i ta praca mu w tym pomoże. Warto też wygłuszyć pokój.
Jak ma stać się liderem, skoro będzie sam w Muzeum?
Nie będzie sam.
Będzie z nim nocna załoga.
Nocna załoga?
Zapiszmy go na Nadzór Efektywności Rozwoju Dydaktycznego.
Wiesz, że to w skrócie „nerd”?
Cóż, matematyka to nowy sport.
Larry…
Pamiętasz, jaki byłem przed rozwodem.
Byłem wrakiem człowieka.
Praca w muzeum zmieniła mnie na lepsze.
Nickowi też pomoże.
Faktycznie się zmieniłeś.
Dzięki pracy w muzeum wyszedłeś na prostą.
- To było jak czary. - Uwaga!
Jak czary.
Jako para nie zawsze się zgadzaliśmy,
ale zawsze byłeś dobrym tatą.
Skoro wierzysz, że to pomoże Nickowi, zaufam ci.
Dziękuję.
Nadal uważam, że zgrana z nas drużyna.
Owszem. Ale jeśli mojemu synkowi coś się stanie
polecę do Japonii i wrzucę cię do wulkanu.
Przyjąłem.
Sam to skomponowałeś? Masz talent!
Dzięki, ale nikt go nie odkryje.
Dobra wiadomość.
Mama się zgodziła. Zaczynasz od jutra.
No super.
Skoro ja dałem radę, ty też sobie poradzisz.
W przeciwnym razie mama mnie zabije. Ale tak się nie stanie.
To twoja szansa, młody. Trzymaj.
Przyda ci się.
Teraz jest twoja.
Wierzę w ciebie.
Choć ty jeden.
No proszę, Nick Daley, mój nowy nocny stróż.
Trzy minuty po czasie. Punktualne spóźnienie.
Przepraszam.
Dałem ci tę robotę jedynie przez wzgląd na twojego opóźnionego ojca.
Nie jest opóźniony.
Wiem, ale wiecznie się spóźniał jak ty.
Zapewniał, że mogę ci zaufać.
Ale szczerze wątpię, bo nastolatki są niegodne zaufania.
- Nie! - Wymsknęło mi się.
Tylko nie to.
Taki ważny doktor jak pan pewnie musi wracać do pracy i…
Reksiu, na miejsce.
Dziwny tekst. Jesteś dziwny. Niepokoi mnie to.
Jeśli coś stanie się eksponatom, zapłacisz z własnej kieszeni.
Nie zmuszaj mnie, żebym cię wylał.
Dobra, poszedł!
Nocny stróż!
Tak!
Siema!
Też tęskniłem, Dexter.
Twoja korona, Attylo.
- Nick! - Nie ma za co.
Nicky!
Pomysłowe, Laaa.
Odłóż potem gaśnicę na miejsce.
Dobry pomysł.
Witaj ponownie.
Zatrudnienie cię było wspaniałym pomysłem.
- Ciekawe, kto na niego wpadł? - Ciekawe.
Masz pianę na nosie.
Wspaniale, że idziesz śladami taty.
Nie dosłownie, bo sprzątaczka zmyła je z parkietu.
Wytyczysz własny szlak, rzecz jasna. Już się przymykam.
Miło spędzić z wami czas. Obym sobie poradził jako stróż.
Jasne, że tak. Wystarczy werwa, odwaga i…
Syn-syn Dum-Duma dać mi gum-guma.
Mam na imię Nick i nie mam gumy.
Nieprawda.
Nadepnąłeś na gum-gumę.
Mogę go ignorować?
Nicola!
Nie unikaj konfliktów.
Mężnie staw im czoła, a nie chowaj głowy w piasek jak tchórzliwy struś.
Nie bądź przewrażliwiony.
Dzięki za dobrą radę, Joanno.
Trochę mnie przeraża.
Mnie też.
Rzymska armia zuchwale zdobyła Kartaginę,
a my zdobędziemy tego wielkiego batona!
Do ataku!
Tak!
Jedediah, Octaviusie!
Przyda wam się dłuższa lina. Albo forsa.
Odpakować?
Nie ma takiej potrzeby.
Jestem wybitnym pretoriańskim fechmistrzem.
Dobra, naderwij róg.
Uwielbiam nugat.
Nick! Mamy niespodziankę.
Mamy dla ciebie prezenty na dobry początek.
To moje etui na okulary.
Dzięki, Teddy. Ale nie noszę okularów. To dziura po kuli?
Etui ocaliło mnie przed zamachem.
To szczęśliwy amulet i teraz jest twój.
Czasem będę pożyczał, żeby schować okulary i cukierki.
Nikt nie wie, że je tam chowam.
Proszę, Nick.
Dziękuję, Sacagaweo. Najprawdziwsza indiańska bransoletka.
To podróba ze sklepiku.
Tak jak ten plakat.
Plakat waszego muzeum.
Naszego muzeum.
Dzięki.
Dexter. To dla mnie?
Laaa wyjść bez szwanku.
Czytam mu słownik, żeby wzbogacić jego słownictwo.
Sacagawea być adekwatna nauczycielka.
To mój tata.
Przywitajcie się.
Laaa!
Dada!
Tłumaczyłem, że nie jestem twoim tatą.
Jak muzeum w Tokio?
Wypas!
Mają robota - przewodnika.
Witam w Muzeum w Tokio.
I smart toalety.
Witam w toalecie.
Znasz zasady, prawda?
Tak. „Tablica ożywia eksponaty
i przed wschodem muszą być w muzeum albo zmienią się w pył”.
Ważna informacja.
Jeszcze jedno. Pamiętaj, żeby zamknąć piwnicę.
Piwnicę?
Nie ma sprawy.
Ale najpierw musisz zejść na dół
i zamknąć drzwi magazynu.
Naprawdę muszę?
Mogę pogadać z synem sam na sam?
- Nie ma to jak intymne rozmowy. - Jasne, spływamy.
Staniemy obok, bez podglądania.
Wiem, że zawsze bałeś się piwnicy. I słusznie, bo są tam różne potworności.
Ale to najważniejsze zadanie.
Czasem przywożą nowe eksponaty i mogą być niebezpieczne.
Przyjąłem.
Poradzisz sobie, młody.
Muzeum jest w bezpiecznych rękach.
Jesteś moim synem i najlepszą osobą, jaką znam.
Pokonasz wszystkie trudności, zaczynając od zamknięcia magazynu.
Kończę.
Zamówiłem po japońsku pizzę
i przywieźli mi kilka akwariów z homarami.
Pa, tato.
No to w drogę!
Twoja pierwsza misja, od której zależy nasze bezpieczeństwo.
No to kierunek - piwnica. Co może pójść nie tak?
Poradzi sobie, prawda?
Jasne, że tak. Co może pójść nie tak?
Dawaj, Nick. Musisz tylko zamknąć magazyn.
Nie pękaj, mimo że jest tu super strasznie.
Zamknę magazyn jak kazał tata i po sprawie.
To odpowiedzialność nocnego stróża.
Dam radę.
Złaź ze mnie! Żegnam.
To nie może być trudne.
Kurka.
No dalej.
Co to było?
Nie!
Ups.
Durne klucze. Który wybrać?
No dalej!
To musi wystarczyć.
Kocham straszyć nowych.
- Przesadziliśmy? - Nie tylko ci z góry mogą się zabawić.
Jestem wolny!
Zgodnie z przepowiednią Anubisa z Księgi Zmarłych,
ja, Kahmunrah, powróciłem!
Pora wdrożyć plan zawładnięcia światem.
Ale za chwilę. Zdrętwiała mi noga.
No już, działaj.
Przestań mnie mrowić.
Zamknąłem magazyn. Na klucz.
Jak poszło?
Czemu jesteś taki spocony?
Z powodu globalnego ocieplenia?
Nie wiedzieliśmy, że palenie węglem ma konsekwencje.
Ktoś włączył wentylator?
Pewnie Sierściuch puścił bąka.
Nie oceniam.
Posprzątajmy.
Nie mogę zostawić bałaganu.
Chwila! Coś tu nie gra.
Na pewno nie drzwi do magazynu, bo je zamknąłem.
Nie! Tablica zniknęła!
Jeśli jej nie znajdziemy będziemy w niebezpieczeństwie.
- Racja, do dzieła! - Szarża!
Nie!
Gdzie może być? Kto mógł ją zabrać?
Ja!
Zgadza się, Larry. Wróciłem, a ty…
Wyglądasz inaczej? Miałeś operację?
Larry to mój tata. A ty to kto?
Milcz, synu Larry'ego.
Zwracaj się do mnie per Kahmunrah, królu królów.
- Rety! - Nick!
Twój tata myślał, że mnie pokona, ale wróciłem się zemścić.
Skąd się wziąłeś?
Z piwnicy.
- Ponoć ją zamknąłeś. - Bo tak było.
Wystraszył mnie jakiś dźwięk.
To ja go wydałem.
Eksperymentowałem z chrypą.
Z piwnicznym echem brzmiała lepiej.
Odzyskałem tablicę i dzięki niej przywołam armię z zaświatów.
To brzmi źle.
Zaiste, źle.
Nie przerywaj.
Zawładnę światem i…
Oddaj tablicę, co?
Znowu mi przerwałeś. Zabiłbym cię raz po raz.
Kahmunrah.
Wracając do tematu, cały świat padnie przede mną na kolana.
Żegnam.
Biegnie do sali z miniaturami.
A ty dokąd, twardzielu?
Skosztuj furii mego ostrza.
Teraz!
Po co założyłem sandały?
Mamy go!
Wracaj to dźgnę cię w drugą stopę.
Wskakujcie.
Do ataku!
- Nick! - Nie!
Dobrze, że pakuję na siłce.
Dzięki temu zemszczę się na wszystkich, którzy we mnie wątpili.
Zwłaszcza na tobie, tato.
Nie pozwoliłeś mi rządzić Egiptem.
Nie szkodzi. Będę rządził całym światem.
Wkładasz serce, żeby wychować syna, a on ci je próbuje wyrwać.
Biegnie na sali afrykańskiej. Znam skrót.
Dzioby precz, durne kaczory.
Spływaj, zębaty.
Jestem zwinniejszy, pumo. Spadaj w kanion, Mufaso.
Brak mi suchara na łosia.
Musimy powstrzymać faraona.
Formalnie nim nie został. Był szurnięty, więc jego brat przejął władzę.
Poddaj się, intruzie, lub posmakuj ostrza Joanny D'Arc.
Tak? Zatańczmy.
Nie tańczmy tylko walczmy.
To była metafora, rycerko.
Metaforycznie dosłownie zniszczę cię na polu bitwy.
Metafory dosłownie nie są dosłowne.
No to po tym, jak cię zniszczę,
zatańczę na twym grobie.
Chciałem ci dopiec złośliwą uwagą.
W takim razie, marna próba.
Spalenie na stosie dopiekło mnie bardziej.
Nie mówiłem dosłownie.
Bierz tablicę!
Tak.
Wkrótce świat będzie mój.
Ty oddać Laaa tablica!
Ładnie poprosiłeś, więc proszę. Zmyłka!
Dokładnie taki miałem plan.
A teraz wybaczcie…
To ty.
Już raz wymarłeś. Mało ci?
Pożryj go, Reksiu!
Jeśli mnie pożresz film będzie za krótki.
No i wyszedłem z tego bez najmniejszego…
Złoto swoje waży.
Ucieknie!
Musimy podnieść kratę.
Zostaw to mnie.
Wyślę ten zamek na tamten świat.
Cofnijcie się!
Zaraz wybuchnie!
- Potrzebny nam większy kowboj. - No wiesz co?
Zaraz, mam klucze.
Przejmujesz dowodzenie.
Gdzie się podział?
Czekajcie, mam wizję.
Zapomniałem, że Joanna ma boskie wizje.
Gonimy Kahmunrah kolorowym korytarzem.
Co to?
Wywija kozła i wpada na George'a Washingtona.
Co za bzdura.
Gdzie w Nowym Jorku znajdziemy George'a Washingtona?
Muzeum Sztuki
Tam.
To ma sens.
Muzeum sztuki!
To na drugim końcu miasta. Nie zdążymy.
O świcie zamienimy się w pył.
Metro Stacja Seah Avenue
Za mną, mam pomysł.
Jesteście cosplayerami na festiwalu komiksu?
Masz mnie za dziwaczkę?
A co powiesz na pirata, karmiącego jaszczura churrosem?
Śliczna z ciebie tancereczka.
Skradłaś skarb, jakim jest moje serce.
Dziwoląg.
Właśnie, jaszczury nie potrafią tańczyć.
MUZEUM SZTUKI
Udało się!
Nareszcie.
Pobudka, moi wierni słudzy.
Ja żyję!
Ja też.
A ja… nadal nie mam rąk?
A tak mnie swędzi nos.
O nie, to ten piramidalny głupek.
Witaj, wasza wysokość.
Wreszcie. To moja letnia szata i umierałem z zimna.
Tak.
Słyszę zew przeznaczenia.
Mój królewski zmysł podpowiada mi, że dobiega stamtąd.
Chociaż mapa pokazuje w drugą stronę.
To jednak idę tam.
W Księdze zmarłych ostrzegali, że ten pajac powróci.
Skoczę na latte.
No to mamy dowód, że tablica tu jest.
To miejsce jest ogromne.
Nie, to my jesteśmy mali.
Faktycznie.
Nie kumam.
Co muzeum sztuki ma wspólnego z Egiptem?
Wszystko jasne! Świątynia Dendur.
Dur dur?
Nie, Dendur.
Sprowadzili ją tu na wystawę.
Tablica przywoła do życia tutejsze eksponaty, tak jak nas.
Gdy Kahmunrah wniesie ją do świątyni, przeniesie się do starożytnego Egiptu.
Jakim cudem cofnie się w czasie?
Użyje eksponatów jako portali, zupełnie jak Laaa z Matką Whistlera.
Nie właź tam!
Wynocha, goły prymitywie!
Niemiłe! Stresujące! Zastraszające! Tragiczne!
Ten słownik to był zły pomysł.
Jeśli Kahmunrah przeniesie się do Egiptu, przywoła jakaś nieopisaną zgrozę.
Jak to mówi Laaa, będziemy mieli…
Nie wierzę.
Nie mogłem mieć normalnej wakacyjnej fuchy?
Bez zmartwychwstałego świra, który chce wywołać apokalipsę.
Nie wiemy nawet, gdzie go szukać.
Tam.
Skąd wiesz?
Jestem znakomitą tropicielką i łowczynią,
a poza tym go widzę.
Głupia mapa!
Brać go!
Nie mogło być za łatwo.
- Do ataku! - Za nim!
- Jest zbyt szybki! - Albo wy zbyt wolni!
Kahmunrah, lubisz malarstwo olejne?
Co?
Szarża!
Wiosłuj, wiosłuj Płyńmy rzeką Delawere
Bez obaw, generale Washingtonie. Trzymamy go.
- Puszczajcie, plebejusze. - Jest w obrazie.
Cofnijcie się albo oskalpuję go wraz z peruką.
To kara za atak na New Jersey.
Mam pomysł!
Toniemy!
Te matoły nigdy się nie odczepią.
Muszę się ich jakoś pozbyć.
Pora wezwać wsparcie.
Najlepsze z najlepszych.
Bogu nad bogami, przyzywam cię. Powstań!
Tak.
Kto śmie mnie budzić?
Ja, wielki Kahmunrah.
Wszechmocny bogu chaosu, Secie. Musisz mi pomóc.
Już prawie. Zejdę sam.
Ale rozczarowanie. Spodziewałem się kogoś groźnego.
Pomocy.
Jest tu kto? Potrzebuję pomocy.
Myślałem, że sobie poradzę. Dziękuję.
Co mogę dla ciebie…?
Przepraszam.
Byłem w błędzie.
Nie ocenia się po rozmiarze.
Dla twojej informacji, jestem najwyższy pośród bogów - szakali.
Dobra, przepraszam. Nie jesteś malutki.
Dobra, to jakiej pomocy potrzebujesz?
Zajmij się dla mnie taką bandą wykolejeńców.
O wilku mowa.
Wyłaź! Wiemy, że tam jesteś.
Przerobisz ich na skwarki?
Co z tego będę miał?
Razem będziemy rządzić światem.
Dzięki tej tablicy
wskrzesimy armię zmarłych i rzucimy ludzkość na kolana.
Straszny fajfus z ciebie.
Ale rządzeniem światem nie pogardzę.
Ani drgnie.
Kto to?
Twój pogromca, podróbko Larry'ego. To Set, bóg chaosu.
Serwus.
Set to marne imię dla boga chaosu. Straszniejsze byłoby…
Set jest spoko.
Unicestw ich!
Zielone ogniki być śliczne.
Bez takich.
Jak mamy uciec, skoro ciągle pudłujesz?
Jestem bogiem chaosu.
Jeśli zależało ci na celności, mogłeś obudzić Boga Co To Nigdy Nie Pudłuje.
Serio taki jest.
Trzymamy sztamę. Przedstawię was sobie.
Dość tych bzdur.
To odwróci ich uwagę i damy nogę.
Wielkie nieba!
Nie bez powodu zwą mnie zaklinaczem skorpionów.
Mało efektywne to zaklinanie.
Odrobina chaosu podkręci atmosferę.
Chodu!
Marzyłem o pogoni przez magicznego skorpiona!
Musimy się ukryć.
Tam!
Co teraz?
Wymknijmy się, póki nie patrzy.
Ucisz to!
Mama pyta, czy zjadłem owoc.
- „Jabłuszko odgania szpitalne łóżko”. - Litości.
Nick!
Każde życie jest dla mnie święte, z wyjątkiem twojego.
Robal przestać!
A masz!
Auć.
Słyszałeś o ciętym humorze? To opowiem ci żart.
Robal mieć…
To nigdy się nie nudzić.
Najgorszy pierwszy dzień pracy w historii.
Cześć, synu.
Znowu ty, ojcze.
Wyryli twoją gębę, gdzie się dało.
Czemu jesteś w każdym muzeum, a ja nie?
Naprawdę chcesz wiedzieć?
To bez znaczenia.
Wkrótce będę najpotężniejszym faraonem w historii.
Chodzi ci tylko, żeby zaimponować tatusiowi?
Myślałeś o terapii? Obyłoby się bez tego zamieszania.
Tak!
Dzięki tablicy
przeniesiemy się do starożytnego Egiptu i ziścimy wszystkie nasze sny.
Oby nie. W kółko śni mi się, że próbuję grać na skrzypcach
zrobionych z robali, gdy ujeżdżam ślimako-kota.
Przed nami Świątynia Dendur.
Uważajcie, może czaić się za każdym rogiem.
Otworzył portal
i wrócił do starożytnego Egiptu.
Musimy iść za nim, mimo że prawdopodobnie umrzemy.
Niedobrze.
Bardzo niedobrze.
Bardzo, bardzo…
A na dodatek boli mnie twarz.
Może to szansa na pokazanie Kahmunrah, z jakiej gliny jesteś ulepiony?
Nie, to niedobrze.
Cztery godziny do świtu, potem zmienicie się w pył.
- Oby się udało. - To mój pierwszy portal.
Kahmunrah musi być niedaleko.
- Przez ten piasek ciężko się idzie. - Będzie w naszych butach
przez wiele dni, ale tylko jeśli przeżyjemy.
Wreszcie, ale przed nami nadal kawał drogi.
- Czeka nas długi spacer. - I dobrze.
To okazja, żeby pogadać.
Dzięki temu lepiej się poznamy. Ile razy zmartwychwstałeś?
Ja mnóstwo razy. Za pierwszym razem miałem takie zdziwko…
To chyba odór Kahmunrah. Znalazłaś jego ślady?
Nie, wiatr musiał je zatrzeć.
Poważnie?
Jesteśmy w starożytnym Egipcie. Nie znajdziemy go.
Co się stało?
Wygląda na to, że małego Nicka coś trapi.
Wybaczcie, nie nadaję się do tego.
Mam tylko 18 lat.
Jestem durniem, którego to przerosło.
Nie mów tak.
W twoim wieku
moja armia pokonała Anglików.
A ja miałam 14 lat, gdy poprowadziłam ekspedycję.
Pomogłem armii rzymskiej w podboju Kartaginy w wieku 13 lat.
Laaa wynalazł ogień, gdy miał 11 lat.
Ogień parzyć.
Wiem, co czujesz.
Dobra, kumam.
Jesteście niesamowici, dlatego trafiliście do muzeum.
Ale nie jestem jak wy. Wszystko zawalam.
Nie umiem zaprosić kumpeli na randkę, moja muza nikogo nie obchodzi
i przeze mnie starożytny bóg zniszczy świat.
Zawsze daję ciała, gdy mam szansę się wykazać.
Daj spokój, Nick. Bzdura.
Za łatwo się poddajesz.
Dasz radę.
Twój tata pokonał Kahmunrah i ty też dasz radę.
Nie jestem bohaterem jak on albo wy.
Drzemią w tobie unikalne talenty.
Uwierz w siebie jak my wierzymy w ciebie.
Ale nadal nie wiemy, gdzie jest Kahmunrah.
Znalazłam jego trop. Zmierza tam.
Tędy, drużyno!
Tędy!
Nie, Laaa. Tamtędy.
Ty powiedzieć „tędy”.
Dziwne, że z każdym zmartwychwstaniem jestem coraz grubszy.
Błagam, zamilcz.
- Może to ze stresu? - Łódka, nareszcie.
Szybko, popłyniemy Nilem.
Ta łódź też może być.
Zasłaniaj oczy, kiedy kichasz.
Płyną rzeką.
Popłyniemy za nimi.
Laaa nie lubić woda.
Bez marudzenia. Wszyscy na pokład.
Co się tak wleczemy?
Tędy, Laaa.
Tędy.
Przypomina mi się przeprawa przez rzekę Missouri.
Pewnego dnia spotkałem grupę młodzieńców
i pomyślałem, że opowiem im o moich przygodach.
W środku historii o tym, jak uczyłem bizona grać w bierki,
uświadomiłem sobie, że te nicponie zakosiły moją łódź.
Znowu się wleczemy.
Bo Teddy zamiast machać wiosłem, wymachuje rękoma.
Za bardzo się wczułem.
W tym tempie nigdy nie dogonimy Kahmunrah.
Czekajcie, mam kolejną wizję.
Co widzisz?
Ciebie, Nick.
Toczącego pojedynek z Kahmunrah.
Naprawdę? I pokonam go?
Widzę Kahmunrah.
Próbuje wskrzesić nieopisane zło.
Nick i Kahmunrah walczą i…
I co? Wygrywam?
Nie wiem. Wizja się skończyła.
Widzę tylko włochate plecy Laaa.
Co się stało?
Dinozaur!
Przywidziało ci się.
Dinozaury wyginęły miliony lat temu.
Laaa!
Mówi, że to starożytny Egipt, a nie okres jurajski.
Chwila! To nie dinozaur!
To krokodyl nilowy, taki jak w muzeum.
Laaa!
Laaa!
Bez obaw, nadciąga kawaleria.
Ze zwierząt siłowałem się jedynie z niedźwiedziem.
To było w Yellowstone. Udałem się rano za potrzebą…
Daruj sobie, Teddy. Laaa tonie!
Ja zapomnieć, że nie pływać.
Dinozaur!
Łap wiosło!
Wszyscy są cali?
Poza Laaa.
Chyba mam pomysł.
Attylo, możesz mnie tam podrzucić?
Wiesz co? Zmieniłem zdanie.
Laaa, złap mnie za rękę.
To twoja ręka.
Rety!
Nick!
Udało się!
Odpłynął?
Nie!
Precz, zębaty!
Bo przerobimy cię na kamasze.
To było niewiarygodne, Nick! Uratowałeś Laaa.
Ale straciliśmy łódź i trop Kahmunrah.
Nie dorwiemy go przed wschodem.
To moja wina. Skazałem nas na zagładę.
- Przypomina mi się historia… - Teddy!
Wiem, za dużo mielę jęzorem.
Nareszcie, dotarliśmy do Świątyni Słońca.
Wkrótce świat będzie nasz.
Wielki Ra, bogu słońca.
Ja, Kahmunrah, król królów żądam wstępu do twej…
Kto śmie bezcześcić tę świętą ziemię?
To ja, ptasi móżdżku. Bóg chaosu.
Przestań. Narobisz mi obciachu.
Nie znam typa.
Nieważne.
Niepotrzebnie pytałem. Drzwi są tam. Idźcie.
Tak.
Drzwi do skarbu nad skarbami.
Jedynie najbystrzejszy umysł może otworzyć te drzwi.
Jesteś chodzącą katastrofą.
Dziękuję.
Przynajmniej mamy wejście.
Teraz pójdzie jak z płatka.
Mają tu pułapki.
Dzięki za ostrzeżenie.
Wyciągnij mnie stąd!
Kulturalnie byłoby dodać „proszę”.
Utknęliśmy na pustyni i nie wiemy, dokąd iść.
Myślicie, że GPS ma tu zasięg?
Spójrz tam, na horyzoncie.
Poszedł tędy.
Tamtędy!
Nie, Laaa. Tędy.
Tędy.
Uważaj, gdzie idziesz, Laaa.
Nie chcesz umrzeć przed apokalipsą.
Jak my wszyscy. Ale tę apokalipsę to sobie darujmy.
Dziwne. Mam déjà vu.
Walcząc z Anglikami miałam wrażenie, że próbuję zapobiec końcu świata.
Z tą różnicą, że wtedy byłam sama.
Tym razem jest inaczej.
Możesz liczyć na wsparcie przyjaciół.
A wy na moje, mon amie.
LICZNIK CZASU
Spójrz, Nick. To łódka Kahmunrah.
Pewnie wszedł do Świątyni Słońca.
Czyż nie jest zjawiskowa?
Dzięki. Też jesteś niczego sobie.
Nie mamy czasu do stracenia.
Znaleźli sposób, żeby wejść do środka.
Capi gorzej niż bryczesy po skunksim rodeo.
Coś takiego faktycznie istnieje?
Wymyśliłem to.
Ale ujeżdżanie skunksów brzmi kowbojsko.
Kahmunrah niedawno tędy przechodził. Jesteśmy blisko.
Musimy ich dorwać przed wschodem słońca. Za mną.
Spójrzcie. Widziałem te hieroglify na tablicy.
A to starożytne nuty.
Nie sądziłem, że tablica ma coś wspólnego z muzyką.
Twój tata miał rację. Masz talent.
Tak mówił? I co z tego? Rodzice zawsze chwalą swoje dzieci.
To nic nie znaczy.
O co tu chodzi?
Tablica to klucz do otwarcia sarkofagu.
Tymi trzema akordami Kahmunrah przyzwie armię z zaświatów.
Musimy go powstrzymać, zanim dotrze na szczyt.
Została godzina. Nadal mamy szansę.
Świeże ślady. Są niedaleko.
Uwaga pod nogi. Tu mogą być pułapki.
Łapki drapki!
Pacnij!
- Powiedział „padnij”. - Ja słyszałem „pacnij”.
Trzymajmy się blisko siebie.
Nie aż tak.
My uważać na pułapki, małpo.
Ogień pomóc widzieć pułapki.
Dobry pomysł.
Małpa - duch!
Śliczne kolumny. Takie w stylu trzeciej dynastii.
Musimy zwiedzać każdą salę?
Może i jestem bogiem chaosu, ale jaram się wystrojem wnętrz.
Kahmunrah!
Znowu wy?
Usmaż ich!
Oddawaj tablicę. Mamy liczebną przewagę.
Słuszna uwaga. Pora wyrównać szanse.
Posągi Wojowników Śmierci, jesteście moimi nowymi ochroniarzami.
Jesteś skazany na porażkę, synu Larry'ego.
O rany, co teraz?
Pora podnieść Nicka na duchu.
Przyfanzolmy smętniakom tak, że wystrzeli ich z szantaflerów.
Nic nie skumałem,
ale domyślam się, że pora wkroczyć do akcji.
- Bycie tycim jest do kitu. - Pozostawia wiele do życzenia.
Koniec z dyplomacją. Pora na argumenty siłowe.
Haka!
Oczy to ich słaby punkt.
Nick, rusz się!
Weź się w garść i zrób coś, Nick.
Co złego może się stać? Nie, to złe pytanie.
Co dobrego może się stać?
Ty, sokoli wzrok. Tego szukasz?
Nie sądziłem, że umrzemy jako przekąski egipskich zwierzaków domowych.
Mam nadzieję, że od twojej zbroi dostaną niestrawności.
Jak na prostaka, jesteś geniuszem.
Udław się tym, gadzie.
Nie zapomnij przełknąć.
Tak!
Ohyda!
Nie waż się tu wracać.
O nie.
Ale chropowaty jęzor.
I capi ci z paszczy.
Tak!
Tutaj, dziobaty.
Pacnij!
Miałem na myśli „padnij”,
Brawo, Nicholasie!
Pora powstrzymać złola.
Nareszcie!
Wkrótce świat pożałuje, że we mnie wątpił.
Zwłaszcza ty, tatku!
Przynosisz mi wstyd.
Czemu trafiają mi się kolesie z kompleksami z dzieciństwa?
Bądź zły, ale nie na pokaz dla tatusia.
To nieistotne. Nadszedł mój czas.
To początek końca.
Zdecyduj się, to początek czy koniec?
Co? Jedno i drugie.
Każdy koniec ma jakiś początek.
Ostatni raz cofam się z tobą w czasie. Męczysz mnie.
Stój, Kahmunrah! Sprowadzisz na nas koniec.
Nieprawda. Twierdzi, że jedynie początek.
Przymknąć się!
Gdy umieszczę tablicę w sarkofagu
i zagram trzy akordy, wskrzeszę moją armię.
Dobra, naszą armię.
Ale to zabolało.
To oduczy cię ignorować kolegów.
Jeśli zagra akordy, wywoła szarżę potworów.
Szarża!
To znaczy, racja.
Trzymaj ich z dala od tablicy. Każdy zgon to ekstra punkty.
Pora na chaos. Czyli moją specjalność.
Pierwszy akord.
Zaczął grać.
A teraz drugi akord.
Nick!
To chwila, na którą czekałem.
Ostatni akord.
Spóźniliśmy się.
Tylko cud może nas teraz ocalić.
Małpa i jaskiniowiec wypadli z dziobu i dali ci w papę.
Ale zwrot akcji.
Pora na ostatni akord.
Tylko cud móc nas ocalić.
Wio, tygrysku!
Kowboj i Rzymianin na łysym kocurze? Ale zaskoczenie.
Ostatni akord!
Brać ich.
W walce nie liczy się wielkość psa, a wielkość chęci walki w psie!
Nie szkodzi, że te psiska są ogromne. Bądźmy niczym waleczne psy. Do ataku!
Szarża!
Naprzód!
Dobra robota! Nie mają szans.
Jednak mają.
Atakujcie, moi wierni słudzy.
Jest ich coraz więcej!
Teddy!
Oduczę was zadzierać z kawalerzystami. Joanno, łap!
Mam wizję, że tą latarką spuszczam wam łomot.
Laaa!
Moje gały!
Attylo!
Sacagaweo!
Nick, twoja kolej!
Rany, latarka zmieniła bieg bitwy.
Zrób coś, nierobie.
Destrukcja ostateczna!
Sam tego chciałeś.
Dobrze, że jesteśmy po tej samej stronie.
To nie nazywaj mnie nierobem. To było wredne.
Myśl, Nick.
Skoro muzyka wskrzesiła armię, może też ją odeśle?
Osłońcie mnie! Idę po tablicę.
Nie! To zbyt niebezpieczne!
Wpakowałem nas w tę kabałę
i to ja nas z niej wyciągnę.
Nick!
Już? Myślałem, że będzie trudniej.
Nadal żyję, Kahmunrah.
Dzięki podróbce ze sklepiku.
Nic mu nie jest.
Set! Twoje lasery są bezużyteczne, bo masz zeza.
Jak śmiesz? Ja ci pokażę.
Skup się. Oddychaj spokojnie. Zwizualizuj cel i ognia!
Pokonałem sam siebie. Kto by się tego spodziewał?
Dobra. Zajmę się synem Larry'ego…
osobiście!
Kurka.
Akordy, które wtedy zagrał to…
Zwiększony akord septymowy d-mol, zmniejszony A-mol i c-moll.
Może, gdy zagram je od tyłu, odeślę armię?
Co ty wyprawiasz? Zostaw to!
Jeszcze dwa akordy.
Dość tego!
To początek twojego końca, synu Larry'ego.
Nick!
Pozycje bojowe! Musimy pomścić Nicholasa.
Chwila moment.
Nic mi nie jest. Dzięki amuletowi Teddy'ego.
Tak jak zaplanowałem.
Mniej więcej.
Unikaj śmierci, ile razy sobie chcesz,
ale bez akordów tablica jest bezużyteczna.
No to może potrzebny mi tablet?
To nie pora na smsy do mamy.
Co to niby ma na celu?
Pokonanie cię.
Nie!
Nick, uważaj!
Jeśli mam odejść w zaświaty, idziesz ze mną!
Nic mi nie jest. Wygraliśmy?
Latam!
To koniec końca.
Nie!
Trzymamy cię.
Pożałujesz tego, synu Larry'ego.
Mam na imię Nick. Nick Daley. Jestem nowym nocnym stróżem.
Nie!
- Przeszedł do historii starożytnej. - Czasem cię nienawidzę.
W nogi!
Udało się, wygraliśmy!
Odzyskaliśmy tablicę.
Wschód słońca.
Nie zdążymy na czas.
Racja. Jesteśmy za daleko.
W takim razie czas powiedzieć au revoir. To znaczy „do zobaczenia”,
a raczej się nie zobaczymy.
Mogę być wdzięczna za takich przyjaciół.
Na pewno możemy jeszcze coś zrobić.
Nie przejmuj się nami. Najważniejsze, że ocaliłeś świat.
Tak mi przykro.
To wszystko przeze mnie.
Szkoda, że ta durna tablica nie może nas teleportować do muzeum.
Chwileczkę.
Mam pomysł.
Wracamy do domu wszyscy razem.
Genialne, portal do muzeum.
Dobrze, że dałam ci ten plakat.
Wracajmy do domu.
Do dzieła, tablico.
- Naprzód! - Wio!
Laaa.
Reksiu, jesteśmy!
Waruj!
Też tęskniłem.
Zdążyliśmy w samą porę.
Mówi „dziękuję, że nas ocaliłeś”.
„Choć to wszystko było przez ciebie”.
Nick.
Pa, pa, synu dady.
Laaa.
Nick, miałam kolejną wizję.
Pokonasz Kahmunrah. A nie, to wspomnienie.
Walka u twego boku była zaszczytem.
Naprzód, Jiji!
Dobra robota, druhu.
Za moich czasów byłbyś znakomitym dowódcą.
Wio, tygrysku!
- Tato! - Cześć, Nick!
Jak pierwsza noc w pracy?
Bez fajerwerków. Wynudziłem się.
Czyżby?
Dobra, momentami było grubo, a ja…
Nie mogłeś zaleźć lepszego następcy. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Członkowie plemienia Szoszonów
już w dzieciństwie odkrywają drzemiącą w nich odwagę.
Wystarczy jej poszukać.
Powodzenia, Nick.
Nawzajem.
Dziękuję za wszystko.
Jestem z ciebie dumny. Boję się zapytać, co się wydarzyło,
ale sprostałeś zadaniu.
Dzięki, tato.
Miałem kilka gorszych momentów,
ale świat się nie skończył.
Było blisko, ale…
Lecę. Przyszedł dr McPhee.
- Na razie. - Nick!
Gadu gadu przez telefon?
Praca nie wadzi ci w życiu osobistym?
Jak leci, doktorze? Ja tylko…
Nieważne. Wygląda na to, że wszystko dobrze.
Mimo, że jesteś nastolatkiem, nic nie rozwaliłeś.
Wracaj do domu.
Chwileczkę.
A to co?
Śliczna statuetka kiciusia.
Znalazłem ją, gdy zamykałem magazyn. W końcu to mój obowiązek.
Dobra robota.
Ustawię ją tu. Będziesz na nią patrzył co noc.
Rany, dzięki.
A teraz wybacz, idę zamówić ubranka dla nowego kiciusia.
Do wieczora.
Najpierw muszę coś załatwić.
Nick, wróciłeś. O co chodzi?
Pani Montefusco,
wiem, że panią rozczarowałem,
ale nie poddaję się tak łatwo.
Co się dzieje?
Proszę o drugą szansę.
Zanim mnie pani wyrzuci, proszę posłuchać.
No to czadu.
Tak!
Zaiste!
Joanna!
Zatańczmy congę!
Tędy!
Tamtędy!
- Tędy, Laaa. - Tędy!
Dexter!
Napisy: Karol Gajos
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.