Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
U wybrzeży Florydy gromadzi się najwięcej zwierząt
w całych Stanach Zjednoczonych.
Barweny. Miliony barwen.
Płyną na południe wzdłuż Miami Beach ku wyjątkowemu parkowi narodowemu.
Ich podróż jest pełna niebezpieczeństw.
Barweny muszą pokonać 16 kilometrów, nim dotrą do parku Biscayne.
Po drodze przyjdzie im stawić czoło drapieżnikom.
Park narodowy Biscayne.
Leżący tuż obok Miami.
Okoliczne wody zamieszkuje jedno z najbardziej kultowych zwierząt...
Manat.
Wybrały to miejsce z powodu jednego z najważniejszych środowisk morskich.
Podwodne łąki.
Lasy deszczowe mórz.
Produkują tlen, a ich korzenie zatrzymują dwutlenek węgla,
chroniąc środowisko naturalne.
Matka manata i jej młode
nie wszędzie znajdą wszystko, czego potrzebują.
Ciepłą, płytką, dobrze chronioną wodę.
I mnóstwo trawy morskiej.
Mama powinna spożywać 30 kilogramów dziennie.
Na szczęście trawa morska pokrywa połowę dna parku.
Zaspokoiwszy apetyt, może się odprężyć i nakarmić młode.
Rodzina spędza lato w poszukiwaniu najlepszego pastwiska.
Wypływa wtedy poza teren parku.
Płynie przez tropikalny las namorzynowy.
I dalej na północ, za Miami.
Podróż nie będzie jednak łatwa.
Znalezienie pastwiska w wodach Florydy stanowi coraz większe wyzwanie.
W zanieczyszczonej wodzie rozwijają się algi,
które blokują promienie słoneczne
i sprawiają, że trawa umiera.
W ciągu ostatnich 70 lat z dna Florydy zniknęła połowa trawy morskiej.
Wraz z nią znikają również manaty.
Wzdłuż wybrzeża, którego cenne środowisko stale się kurczy,
podwodne łąki stanowią swoistą oazę.
Manaty to nie jedyne stworzenia polegające na trawach morskich.
Wśród nich żyje również jeden z najmniejszych mieszkańców parku.
Pławikonik karłowaty. Ma 2,5 centymetra długości.
I jest zaskakująco słabym pływakiem.
By nie odpłynąć, kurczowo trzyma się trawy ogonem.
Żywi się, zasysając przepływający pokarm.
Tak szybko, że wystarczy mrugnąć, by to przegapić.
Ale poruszenie wywołuje przede wszystkim ich życie miłosne.
W świecie koników morskich to samce rodzą dzieci.
Samica ogranicza się do złożenia jajeczek w jego kangurzej torbie.
Resztą zajmuje się samiec.
Jedenaście dni później...
rozpoczyna się poród.
Po narodzinach młode są zdane na siebie.
Niektóre niechętnie opuszczają ojcowską torbę, nawet w czasie porodu.
Instynkt podpowiada, by mocno się trzymać.
Tata wydaje na świat nawet 16 młodych.
Jak na ryby, pławikoniki mają całkiem wysoki wskaźnik przeżycia.
Ale przyszłość tych maleńkich stworzeń
zależy w głównej mierze od stanu porastającej dno trawy morskiej.
Na szczęście te maluchy zamieszkują
chronione wody parku narodowego Biscayne.
95% parku znajduje się pod wodą.
Trawa morska
i zamieszkujące ją pławikoniki mogą liczyć na ochronę...
w postaci trzeciej co do wielkości rafy koralowej na świecie.
Rafa florydzka wynurza się z głębin,
tworząc barierę ochronną o długości 570 kilometrów.
Osłania sześć milionów ludzi przed falami i sztormami.
Oto prawdziwy bohater parku narodowego Biscayne.
Podczas gdy rafa wyznacza wschodnią granicę między parkiem i Atlantykiem,
na zachodzie znajduje się niezwykły rezerwat,
zamieszkiwany przez jednego z największych drapieżników.
Poznajcie krokodyla amerykańskiego.
Waży 180 kilogramów i mierzy trzy metry długości.
Na ofiarę zastawia pułapkę i ma niezwykle bogaty jadłospis.
W przeciwieństwie do groźniejszych kuzynów australijskich i afrykańskich,
ten krokodyl nie jada ludzi.
Jego historia opowiada o nadziei oraz przetrwaniu.
Na początku lat 70. na Florydzie żyło niespełna 300 krokodyli.
Obecnie są ich tysiące.
Wszystko za sprawą nieoczywistego wybawcy.
W latach 70. w pobliżu miejsca, gdzie powstał później park Biscayne,
wybudowano elektrownię atomową.
Jej okolice zamieszkuje obecnie 75% populacji krokodyla amerykańskiego.
Reputacja krwiożerczych bestii jest dla nich krzywdząca.
Mamy krokodyli są zaskakująco opiekuńcze.
Jedenaście tygodni temu zakopała tu około 30 jaj.
Ostatnio coraz częściej dogląda potomstwa.
Nasłuchuje dobiegającego z jaj świergotu.
Rozpoczęło się wykluwanie.
Słysząc świergot rodzeństwa, młode masowo rozbijają skorupki
i przychodzą na świat.
Mają blisko 30 centymetrów długości.
Są wyposażone w ostre zęby i gotowe do akcji.
Ale wielka ucieczka nie dla wszystkich jest równie łatwa.
Wydostanie się z twardej skorupki to trudne zadanie.
Powinien się śpieszyć. Mama czeka, by zanieść młode do wody.
Bez jej pomocy będzie narażony na niebezpieczeństwo.
Lepiej nie zostawać w tyle.
Nawet jeśli rodzeństwo wchodzi ci na głowę.
Gdy młode mają trudności z ucieczką,
mama służy pomocą.
Ten malec nie musi wołać mamy.
Wolność.
Przyszłość krokodyli amerykańskich rysuje się w jasnych barwach.
Ich populacja stale rośnie.
Pomiędzy parkiem i elektrownią
krokodyle mają do dyspozycji ponad 700 kilometrów kwadratowych.
Temu stadku powinno to w zupełności wystarczyć.
Każdy zakątek parku narodowego Biscayne zapewnia schronienie.
Nie inaczej jest w przypadku lasów namorzynowych.
Wyrastające z piasku zarośla są jednym z najcenniejszych zasobów.
Splecione gałęzie pochłaniają moc sztormów,
chroniąc wybrzeże i miliony mieszkańców
przed niszczycielskimi falami i erozją.
Obok trawy morskiej,
namorzyny są potężnym narzędziem w walce ze zmianami klimatu.
Pochłaniają pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż lasy deszczowe.
Odgrywają kluczową rolę.
Nad wodą ptaki siedzą na żerdziach.
Namorzyny skrywają tajemniczy świat
pełen łatwych zdobyczy.
Dla tych, którzy o nich wiedzą.
Gęste korzenie namorzynów
to idealna kryjówka dla młodych ryb.
Bezpieczny dom, w którym mogą dorosnąć, nim wypłyną na rafę.
Ale żadna okolica nie jest wolna od kłopotów.
Młody żarłacz żółty wpływa do parku Biscayne,
by nauczyć się polować.
W takim miejscu rozmiar działa na korzyść młodych rybek.
Rekin musi zachować cierpliwość.
Na szczęście ma czas.
Będzie polował wśród namorzynów do ósmego roku życia.
Dopiero wtedy zacznie polować
wzdłuż florydzkich plaż.
Park narodowy Biscayne chroni nie tylko ryby.
Pod osłoną mroku,
niezrażony nadchodzącą burzą,
na okoliczne plaże powraca stary wędrowiec.
Samica żółwia karetta.
Pokonała tysiące kilometrów, by złożyć jaja tam, gdzie sama się wykluła.
Gdy zajmuje pozycję,
wykopuje głęboki dół, w którym pomieści ponad sto jaj.
Na Florydzie znajduje się ponad 40% wszystkich lęgowisk.
Latem blisko 100 tysięcy z nich wykopią powracające tu żółwie.
Jaja złożone i zakopane. Rola matki dobiegła końca.
Stworzenie nieprzystosowane do życia na lądzie musi się namęczyć.
Od teraz jej potomstwo jest zdane na siebie.
Mama wraca do życia morskiego wędrowca.
Dopiero za dwa lata znów będzie mogła złożyć jaja.
Ale jej dojrzałe córki wrócą tu dopiero za dwie dekady.
Choć zdominowany przez wodę,
park Biscayne to nie tylko życie morskie.
16 kilometrów kwadratowych zajmują wyspy.
Pośrodku parku znajduje się największa z nich.
Elliott Key.
Wyspa tropikalna, na której znajduje się las hamakowy.
Ekosystem rozciągający się niegdyś przez cały archipelag Florida Keys.
Gęsty, wilgotny i poplątany,
obecnie uchodzi za jedno z najrzadszych środowisk w Ameryce.
Przez tysiąclecia Elliot Key była wykorzystywana jako osada
przez lud Tequesta, a następnie przez rybaków.
W latach 60. deweloperzy zaczęli budować tu autostradę.
Ostry sprzeciw opinii publicznej i uznanie Biscayne za pomnik przyrody
sprawiło, że w roku 1968 prace wstrzymano.
Dziś zarośniętą autostradą dostarczany jest niezwykły ładunek.
Oto paź Schausa.
Pofałdowane skrzydła ewoluowały,
by ułatwić loty wśród splątanych gałęzi.
Potrafią latać tyłem, co ułatwia ucieczkę przed drapieżnikami.
To rzadko spotykany widok.
W czasie badań z 2012 roku na wolności znaleziono tylko cztery osobniki.
Dzięki pracy florydzkiego muzeum historii naturalnej,
motyle znów można spotkać na łonie natury.
Na wolność wypuszczono 1650 osobników,
które urodziły się w niewoli.
Dziś dołączą do nich kolejne 53 osobniki.
Niektóre tworzą pary i wspomogą dziką populację na Elliot Key.
W ciągu trzech tygodni złożą jaja i umrą.
Tak powstanie nowe pokolenie.
Być może wkrótce tańczące motyle nie będą potrzebowały ludzkiej pomocy.
Wracamy na plażę, gdzie pod osłoną nocy
maleńkie żółwie opuściły lęgowisko.
Idą śladem mamy prosto do morza.
Wszystkie poza jednym.
Jest osamotnione i bezbronne.
W końcu rusza, podążając tropem małych płetw.
Ale coś czai się w mroku.
Krab zjawa.
Mały żółw jest łatwą zdobyczą.
Zwłaszcza gdy leży na plecach.
Szczęśliwy traf lub instynkt sprawia,
że ciska piasek w oczy napastnika,
co okazuje się idealną strategią obronną.
Wreszcie wolny,
musi się śpieszyć.
O świcie zwiększa się ryzyko ataku drapieżnika,
ptaka lub szopa.
Czasu jest coraz mniej.
Dał radę.
W ostatniej chwili.
Teraz czeka go podróż pełna przygód.
Zostawia park narodowy Biscayne daleko w tyle,
by dotrzeć do Morza Sargassowego pośrodku Atlantyku.
Tutaj będzie żywił się dryfującymi wodorostami,
aż dorośnie i samotnie wypłynie w ocean.
Wypływając w morze, młode dostrzegają coś ciekawego.
Półtora kilometra od brzegu
znajdują się drewniane domki, tworzące Stiltsville.
Zbudowane w czasach prohibicji,
pełniły funkcję przybrzeżnych barów i kasyn.
U szczytu popularności, Stiltsville składało się z 27 domów,
a życie społeczności kręciło się wokół słońca, słonej wody
i dobrego samopoczucia.
Obecnie w parku narodowym jest znacznie ciszej,
a okolica tętni zgoła odmiennym życiem.
Kormorany, podobnie jak ówcześni ludzie,
wykorzystują Stiltsville jako przystanek na czyszczenie piórek
między połowami ryb.
Park narodowy Biscayne leży na krawędzi cywilizacji.
Na odizolowanych, wysłużonych wyspach czas stanął w miejscu,
mimo bliskości tętniącej życiem metropolii.
Zapewnia spokój i schronienie odwiedzającym i dzikim zwierzętom.
Latem temperatura wzrasta do 32 stopni Celsjusza.
Słońce w zenicie...
jest najpotężniejsze.
Odwiedzający muszą pamiętać o kremie z filtrem.
Pod wodą słońce oddziałuje również na lokalnych mieszkańców.
By chronić przed blaknięciem od słońca,
mieszkańcy rafy wytworzyli niezwykły rodzaj kremu z filtrem.
Wewnątrz komórek korali żyją mikroskopijne algi: zooksantelle.
Słońce sprawia,
że w algach dochodzi do fotosyntezy, co nadaje rafie kolor.
Mimo że lubią słońce,
algi mogą zostać uszkodzone przez promienie ultrafioletowe.
Dlatego wytwarzają własny krem z filtrem.
Produkują proteiny, które wchłaniają światło i emitują je w innym kolorze.
Widocznym dla oka ludzkiego
pod niebieskim światłem.
Efekt jest kosmiczny.
Fluorescencyjne pigmenty pochłaniają szkodliwe fale światła,
a następnie emitują je jako światło kolorowe,
chroniąc algi.
To nie tylko piękny spektakl.
W miejscach, gdzie rafa jest płytka i nie ma dokąd uciec przed słońcem,
strategia ta pozwala przetrwać,
ukazując niesamowitą wytrzymałość
tych maleńkich superbohaterów
rafy koralowej.
Ogrzewające wodę letnie słońce
wywołuje również reakcję nad jej powierzchnią.
Kilometrowe cumulonimbusy rozwijają się nad ciepłym oceanem,
tworząc burze.
Intensywne ulewy zmierzają do parku narodowego Biscayne.
Opady deszczu
w kombinacji z przypływem zagrażają tysiącom stworzeń.
Choć burza przeszła,
poziom wody w okolicy mrowiska mrówek ognistych stale rośnie.
Agresywny, inwazyjny gatunek mrówek ma niewielu wrogów naturalnych,
ale rosnący poziom wody może utopić je w mrowisku.
Pora na ewakuację.
Mrówki mają genialne rozwiązanie.
Podążając za sygnałami chemicznymi i zgodnie z nieustalonym planem,
cała kolonia zbiera się w jednym miejscu.
Tym samym tworzą żywą tratwę.
Nikt nie zostaje w tyle.
Królowa, wraz z cennymi larwami i poczwarkami,
chroniona jest w samym środku.
Pozostałe mrówki nieprzerwanie zamieniają się miejscami.
Pod wodą oddychają dzięki tworzącym się bąblom.
Mogą przetrwać w ten sposób całe tygodnie.
Ale gdy tratwa dociera do lądu,
kolonia natychmiast ją opuszcza i rozpoczyna budowę nowego mrowiska.
Goście Biscayne zmieniają się wraz z porami roku.
Jedni wolą letni upał,
inni chłód zimy.
Nie inaczej jest w przypadku dzikiej przyrody.
Początek jesieni.
Nadciągają barweny.
Miliony ryb w rozmiarze banana płyną na południe,
wzdłuż wybrzeża Florydy.
Zaskakując nieświadomych pływaków.
Zwykle przebywają w estuariach obu Karolin, Florydy i Georgii,
ale dziś zmierzają na południe.
Mijają białe plaże i wieżowce Miami Beach
w drodze do parku Biscayne.
Zamierzają złożyć ikrę w ciepłych wodach południowej Florydy.
Ale zgromadzenie takiej ilości ryb nie przechodzi bez echa.
Drapieżnicy przypływają na żerowanie.
Rekiny i tarpony patrolują krawędzie rafy
w oczekiwaniu na dogodną okazję.
Barweny mogą uciekać jedynie w górę.
Tarpony atakują z boku, rekiny z dołu.
Ptaki polują na ryby uwięzione przy powierzchni.
Ale mimo czyhających łowców,
ryby nie są bez szans.
Na jednego drapieżnika przypada 10 tysięcy ryb.
W kupie siła.
Ale nie wszystkim się udaje.
Ogromna liczba pełni dodatkową funkcję.
Gdy przychodzi do składania ikry, najlepiej robić to razem.
W czasie masowego tarła
powstaje nowe pokolenie barwen, które wypływają w ocean.
Park narodowy Biscayne stoi na pierwszej linii frontu
w walce ze zmianami klimatycznymi.
O środowisko naturalne walczy grupa pasjonatów, naukowców i ochotników,
którzy pracują na rzecz przyszłości parku i jego mieszkańców.
Dzięki nim Biscayne nadal będzie chronił zarówno ludzi,
jak i zwierzęta zamieszkujące południowo-wschodnią Florydę.
Pamiętajmy bowiem, że parki narodowe Ameryki są dla nas wszystkich.
Tekst polski: Tomasz Roos
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.