All language subtitles for last_woman_on_earth1960

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

29.97

{C:$0000ff} >> DarkProject SubGroup >> Mroczna Strona Napisów

{Y:i} Ostatnia Kobieta na Ziemi

{Y:i} tłumaczenie i dopasowanie: fabula_rasa

{Y:i} W rolach głównych:

{Y:i} Scenariusz:

{Y:i} I ciąg dalszy listy płac:

{Y:i} Muzyka:

{Y:i} Reżyseria i produkcja:

Jest tam.

[Nie rozumiem po hiszpańsku. ]

[Nadal nie rozumiem po Hiszpańsku]..., panie Gern.

Chcesz postawiEna ostatnią?

Nie, dziękujE

No, daj spokój, dzięki temu będzie bardziej interesująco.

Czy nie jest już wystarczająco interesująco?

Myślałem, że chciałaEzobaczyEPuerto Rico.

- To jest częśE.. - To częśE którą ty chciałeEzobaczyE Haroldzie.

Harold! Harold!

Martin. PrzyszedłeEwcześniej.

- Ty siEspóźniasz. I masz kłopoty, pamiętasz? - Ooo, nie widziałem dzisiejszej.

DziękujE

{y:i} Skandal z mieszkaniami za miliard $ - Gern oskarżony. - NaprawdEsprawiają, że źle wypadam.

Oskarżony. Wiesz, to słowo naprawdEmnie wkurza.

Brzmi, jakby rzeczywiście coEznaczyło.

Może znaczy.

Haroldzie, naprawdEpowinieneś siEtrochEtym martwiE

Nigdy siEnie martwiE Martinie. Zatrudniam ładniutkich, młodych

prawników, by to za mnie robili.

Chcesz postawiE To ostatnia walka.

- Nie, dzięki. - A ja chcE

A oto mój bukmacher.

Papierosa?

- Jestem Evelyn Gern. - Żona Harolda?

Od czasu do czasu.

DziękujE

Nie potrafiEpojąEsensu w tym, że dwa zwierzęta rzucają siEna siebie na ringu.

Ja też.

- Ci bukmacherzy to banda tanich cwaniaczków. - Co siEstało? SpotkałeErównych sobie?

Ha, ha. Powiedziałem: "tanich".

- Poznaliście siEjuż? - Przedstawiliśmy siEjuż.

Ożeniłem siEpomiędzy procesami.

Martin i jego firma bronili mnie w zeszłym roku w takiej samej sytuacji.

Tak rząd wyobraża sobie... odnawialność.

Każdego roku mnie zaskarżają.

To siEnazywa Fundusz Wakacyjny Harolda Gerna.

Postawiłem na tego.

- PostawiłeEna tego? - Tego.

Wygrasz.

- Genialne. - Wyplułam drinka.

MuszEsiEprzebraE

Dobra, dobra, poczekaj tutaj. Zaraz wrócE muszEodebraEswoją kasE

A potem znajdziemy miejsce, by pogadaE

Tak, znajdziemy miejsce, by pogadaE

{Y:i} 9 wygrywa. Wypłacamy.

{Y:i} ProszEstawiaE Rzucamy.

Harold... nie tak wyobrażam sobie miejsce na rozmowE

Za bardzo siEtym martwisz, Joyce.

{Y:i} 7 wygrywa. Wypłacamy.

Nie mogło byElepiej, nie mogło byElepiej.

Niech siEtoczy. Nie mogło byElepiej.

Słuchaj, Haroldzie. Nie wiem, co w ciebie wstąpiło,

ale ja nie przyszedłem, by patrzeE jak oglądasz walki kogutów i grasz w kości.

- Twój wspólnik myśli... - Mój wspólnik myśli... Morty myśli...

To ja zarabiam pieniądze, by Morty mógł myśleEi zamęczaEmnie na wakacjach.

{y:i} ProszEpopatrzeE Znów 7.

No dobra. ChodE

Mam dokumenty w pokoju. Przejrzyj je, wtedy pogadamy.

Dobra. NaprawdE Haroldzie, musisz bardziej uważaEna prawo.

Martin, założEsiEz tobą, że jeśli będzie siEpostępowaE

wedle każdego zapisu prawa, zbankrutuje siEw ciągu tygodnia.

- JesteEbledszy niż w zeszłym roku. - Za bardzo siEmartwisz, Martin.

Nie mógł bym inaczej, mając takich klientów jak ty.

Jak tam twoja dziewczyna?

Wiesz, jak to jest, Haroldzie... starzejEsiE

NaprawdEsiEstarzejesz.

- Evelyn da ci papiery. - A gdzie ty idziesz?

MuszEwygraEswoje pieniądze od kasyna.

ProszE

Hej.

WidzE., że zmieniłaEsukienkE

Yhm. Dołącz do mnie, proszE

Chciałbym, ale... przyszedłem po papiery Harolda.

Martin...

Podoba ci siEtwoja praca?

Właściwie, czy podoba ci siEtwoje życie?

- Podoba mi siE pani Gern. - Co? Praca czy życie?

- Jedno i drugie. - Czy istnieje między nimi jakaEróżnica?

- MyślE że tak. - Harold tak nie myśli.

Pani Gern, ja...

Czy może mi pani powiedzieE gdzie Harold trzyma te papiery?

MyślE że mam oddaną widowniE

Czy ktoEci kiedyEmówił, że wyglądasz na Martina?

Dobrze to wiedzieE

Coraz bardziej wyglądasz jak Martin.

- Tu jest bardzo wysoko. - Kiepski z ciebie hazardzista, co?

MyślE pani Gern, że mogła by pani sprawiE by każdy wyglądał na zachowawczego,

gdyby pani tylko chciała.

SądzE że siEzabijE

Chyba nawet właśnie życzEsobie śmierci.

Właściwie to spełni pani to życzenie, jeśli pani stamtąd nie zejdzie.

- Nie bawi nas to. - ProszEuważaEz tym winem.

Gdybym to robiła, już by mnie tu nie było.

Nie sądzi pani, że już wystarczająco daleko pani zaszła?

Nonsens. Nie ma czegoś takiego jak "wystarczająco".

Mam tak mało do powiedzenia... i nikogo, kto by słuchał.

Harold, niech Bóg ma go w opiece, ma dość wybiórczy słuch.

ProszE zrozum, zwykle nie zapoznaję siEz ludźmi w taki sposób.

Rozumiem. NaprawdE

- DziękujE pani Gern. - Mów mi Evelyn.

Evelyn.

- WidzE że siEprzebrałaE - Tak.

- WidziałaEMartina? - Tak.

- Co byEchciała, kochanie? - WyjechaE

A gdzie jesteśmy? Jesteśmy na wakacjach, nie pamiętasz?

Wszystko jest tak samo, jak było w Stanach.

Nawet tutaj gonią za tobą prawnicy, interesy nie dają ci spokoju.

Czy Martin cos ci powiedział?

- Nie. - Czy zrobiłem coEnie tak?

- Nie. - Więc o co chodzi?

Nic, po prostu lubiEsiEzadręczaE

- Zmów mi drinka. - Krwawa Mary.

Gdy mówisz takie rzeczy, nie wiem, co powiedzieE

- Jestem zagubiony. - Howardzie, ty nigdy nie jesteEzagubiony.

Zawsze wiesz dokładnie, gdzie jesteE

Ale gdzie ja jestem?

Wiesz, nigdy nie zadałeEsobie trudu, by siEdowiedzieE

Słuchaj, przepraszam jeśli nie wiem, jak zrobiEto, co należy.

Ale to nie dlatego, że wcale nie próbujE

Wiem.

Słuchaj...

umówiłem siEz pewnymi ludźmi, z którymi tu prowadzEinteresy.

DziEwieczór?

Jutro! Jutro! Jutro, Evelyn, wyjedziemy, tylko we dwójkE

I pojedziemy na ryby, i...

www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

Oglądaj legalnie, polecaj i zarabiaj – Vodeon.pl

- Jak siEdziEczujesz, skarbeńku? - Dobrze.

Nie bądEstarą zrzędą. Co jest lepsze od połączenia interesów z odrobiną przyjemności?

Eve, ty też zachowujesz siEjak stara zrzęda.

Słuchaj, wybierzemy siEna poranny rejs, popływamy,

zjemy jakieEśniadanko i zabierzemy siEdo interesów.

Mniej więcej w tej kolejności.

- PrzejrzałeEte papiery? - Oczywiście, że tak.

I? Jestem niewinny czy winny?

Oczywiście, że jesteEniewinny, Haroldzie. Nie o to chodzi.

Znaczy, może trochEnagiąłeś prawo, ale nie jesteEwinny.

Poza tym, nawet jakbyEbył, to wiesz, że nigdy nie pójdziesz siedzieE..

tak długo, jak będziesz miał swoje pieniądze.

Martin, nie rozumiesz. LubiEzarabiaEpieniądze.

- Haroldzie, może popływamy? - Jasne. Martin?

- Nie, dzięki, Haroldzie. - No, chodE nalegam.

Zmyjesz z siebie trochEtej złośliwości.

Poza tym mam sprzęt do nurkowania, który powinieneEwypróbowaE

Dobrze, zatrzymamy siEtutaj. ChodE Martin, przebierzemy siE

Martin, przepraszam. Nie chciałam. Tam z tyłu była...

- JesteEpoważnie ranny? - Nie bardzo.

Haroldzie! Haroldzie!

Wygląda na to, że będEmusiał holowaEwas oboje.

- Mayday. - CoEjest nie tak, załóż maskE

Może za szybko siEwynurzyliśmy czy coE

Nie zdejmuj maski, aż wrócimy na statek.

Manuel, pomóż nam.

- Gdzie on jest? - Chodźcie.

Chodźcie.

- Auuooa! - Eve, co siEstało?

- Co do diabła? - Wygląda na to, że nie mógł oddychaE

Martin. Martin!

CoEjest w powietrzu. Jeśli nim oddychasz...

Na ile wystarczają te zbiorniki?

- Na godzinE - Masz jakieEzapasowe?

PrzynieEje. Ja znajdEradio.

Nie odłączaj tlenu.

Dev do Przystani Salvan.

- PrzystaESalvan. - Nikogo tam nie ma, Haroldzie.

Musimy wróciEdo miasta tak szybko, jak to możliwe.

Ja uruchomiEłódE ty zajmij siEEvelyn.

Nie mogEzapaliE

Zamokły?

Chyba nie uda mi siEzapaliE Weźmy zapasowe zbiorniki i powiosłujmy do brzegu.

Jesteśmy niedaleko od miasta. Tam wymyślą, co robiE

Dlaczego wciąż puszczają tą samą płytE

Dlaczego przynajmniej nie puszczą reklam czy coEtakiego?

Ile czasu nam jeszcze zostało na tych zbiornikach?

20 minut.

Nie uda nam siEdotrzeEdo miasta plażą.

Spróbujmy pójść prosto przez dżunglE Przynajmniej zaspokoimy ciekawość.

Haroldzie, proszE Wyłącz to.

Nie mogE Jeśli cokolwiek powiedzą, musimy to usłyszeE

Haroldzie, musimy to zdjąE natychmiast.

- Martinie, jeśli to zrobimy... - To nie ma znaczenia. I tak są puste.

Eve.

No, kochanie.

W samą porE

Harold.

Haroldzie, co robisz?

Harold!

- Harold! - O co chodzi?

Martin, mów! Mów, Martin!

Martin! Przestaniesz wąchać kwiatki i powiesz, o co chodzi?

- Tu jest powietrze, Haroldzie. - Oczywiście, że jest powietrze...

Nie, to wcale nie jest oczywiste.

Zapałka nie chciała się zapaliE a teraz to zrobiła.

CoEwyssało tlen z powietrza, a teraz wrócił.

- Ale czemu, Martin, czemu teraz? - Zielone liście. Zielone liście!

One produkują tlen.

- Co siEstało? - TrochEkręci mi siEw głowie. Ja...

Chyba nadal nie ma wiele powietrza.

Martin. A co z miastem?

Chyba powinniśmy tam iść i zobaczyEjak bardzo źle jest.

Jest tak cicho.

Powoli. Jeśli nie będziemy uważaE możemy znów zemdleE

Dobra, chodźmy.

Weźmy tego i wróćmy do hotelu. ChodE Ev.

Nie, nie ruszEsiEstąd. Nie ruszEsiE

Nie chcEjuż więcej nic widzieE Nie ruszEsiE

- Ev, chodE - Nie, Haroldzie!

Centrala. Centrala.

Centrala.

Cisza.

- Musimy coEzrobiE Martin. - Ja bym chciała drinka.

Nikt tu nie będzie pił przez długi czas.

- Szkocką? - Tak, proszE

Martin. Co siEtu stało?

To mogła byEbomba czy działanie Boga. Jaka to różnica?

Rezultat jest taki sam.

Przystopuj, Haroldzie.

- Po co? - Nie wiem.

- NaprawdEnie wiem. - Martinie, musimy coEzrobiE

Może moglibyśmy wróciEdo Nowego Yorku.

I zobaczyE7 milionów ciał gnijących na ulicach? Nie, dziękujE

Nie może tak byEwszędzie.

Haroldzie, nie było nic w radio ani w centrali telefonicznej.

Powinniśmy skądEcoEusłyszeE

I możesz siEzałożyE że cokolwiek siEstało, nas ominEo najgorsze.

- Czy powinniśmy... zostaEtutaj? - A masz gdzie iść?

Słuchaj, Martin, mnie też nie podoba się pomysł życia w świecie martwych ciał.

Nie możemy tu zostaE Za kilka dni sam smród nas udusi.

Hej, Morty! On ma dom na szczycie wyspy.

Zbierajmy siE Nie podoba mi siEtutaj.

- Martin, przynieEmłotek i dłuto. - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

Włamiemy siE

Daj.

Chyba będzie najlepiej, jeśli dziEpo prostu pójdziemy spaE

i porozmawiamy o tym jutro.

Martin, obok gabinetu jest sypialnia, z której możesz skorzystaE

- Pani Gern. - DziękujE

Dobranoc.

Ja brzoza. Ja brzoza.

Ja brzoza. Ja brzoza.

Ja brzoza. Ja brzoza. Martin!

- Tak. - Martin. Spotkaj siEze mną w gabinecie.

Jak najszybciej.

- Martin, słyszysz mnie? - Taaak.

- Co ci jest? - Koniec świata, panie Gern.

Słuchaj, Martin...

MyślE że powinniśmy wspólnie ustalić ograniczenie takiej gadki do minimum.

To nie jest tylko jakaEgadka.

Słuchaj Martin.

Zawołałem ciEtutaj, bo myślE że powinniśmy zdecydowaE

co dokładnie zamierzamy zrobiE

Haroldzie, puszkowanego jedzenie, które jest tutaj wystarczy pewnie na lata.

I jeśli siEskończy, zawsze możemy zatkać nosy i pojechaEdo miasta po więcej.

- Nie ułatwiasz tego. - Czy mogło by byEłatwiej?

Luksusowa wyspa Puerto Rico, luksusowa willa

i całe życie tylko i wyłącznie luksusowe.

DzieEdobry. MogEwejść?

Zapalniczka działa. Czyż to nie cudowne?

KtoEwie jak robiEskręty?

Evelyn, nie sądzisz, że powinnaś dokończyEubieranie siE

Po co? Czekasz na kogoE

Martin tu jest.

Rzeczywiście.

Jak tam pana rodzina i przyjaciele, panie Joyce?

Cudownie, że wpadłeE

Jak chciałbyE bym siEubrała na tEokazjE

Suknia wieczorowa? Suknia domowa?

On będzie tutaj cholernie długo, Haroldzie.

Dobra, znaleźliśmy siEw paskudnej sytuacji.

Bezprecedensowej. Ale ja siEnie załamiE

I nikt inny też nie, póki mogEcoEna to poradziE

Słuchaj, nie od razu Kraków zbudowano.

Nie zarobiłem wszystkich moich pieniędzy w jeden dzieE

StraciłeEje w 20 minut.

Opracujemy plan i będziemy go realizowaEkrok po kroku.

Jeśli radzisz sobie ze wszystkim powoli, jeśli realizujesz plan krok po kroku...

wszystko będzie dobrze.

Evelyn. Co powiesz na śniadanie?

Najpierw siEprzebiorE

Evelyn! Martin! Chodźcie tutaj!

Co?

- Mamy towarzystwo. - Kolejny gość w domu.

Gdzie my go umieścimy?

Problemem jest, skąd on się wziął? Powinien byEmartwy.

Mógł siEwykluEz jajka.

One mogą prawdopodobnie żyEdłużej na mniejszej ilości tlenu niż my.

Nie wygląda dobrze.

Na wyspie będzie dużo rozkładu. Te stworzenie będą siEmnożyE

Mrówki, komary, tropikalne choroby.

Prędzej czy później będziemy musieli wyjechaE

Czy nie tak samo będzie wszędzie?

Zawsze zostaje Arktyka.

Może właśnie to zrobimy. Pójdziemy na północ.

Czy nie sądzisz, że to trochEzbyt impulsywne?

Iść na północ, ponieważmoże będziemy mięli problem z owadami?

Słuchaj, Martin. Nie mówiE że idziemy jutro i na Biegun Północny.

Ale może mi chodziEo...

na przykład Północną KanadE

Żeby to zrobiE musimy siEnauczyEnawigacji.

Żeby byEsamowystarczalni, musimy siEnauczyEłowiEryby.

- Tak? - Tak.

Nie tylko pozbędziemy siEinsektów, ale także takie rzeczy jak

choroby, czy przechowywanie żywności będą dużo mniejszym problemem.

A przede wszystkim, może znajdziemy ludzi.

Przecież naszej trójce udało siEprzeżyEtutaj.

Tam więcej ludzi umarło i więcej mogło przeżyE

- Racja? - Racja.

Wiecie, że mam racjE

{y:i} Moje dziecko

Lustereczko powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy w świecie?

{Y:i} Ev.

Ryba.

Może na północy znajdziemy łososia?

Takiego, jak z reklam piwa. Kto wie.

Jeszcze nie wyjeżdżamy.

- Dlaczego? - Pogoda jest zła.

Nie chcEniepotrzebnie ryzykowaE

Haroldzie, tutaj całkiem dużo pada.

Wiem. Ale gorzej już nie będzie.

Poza tym, ani ty ani ja nie wiemy wystarczająco dużo o żeglowaniu,

by przeżyEburzE A bez gwiazd nie mamy szans.

Jakich gwiazd? Tych na niebie, czy w twoim horoskopie?

- Martin. - Ev.

- ChcEporozmawiaEz Martinem. - Więc rozmawiaj.

Na osobności.

O interesach?

Czy może o czymE co ma pozostać tylko między wami dwoma?

Porozmawiamy o tym później.

Słuchaj, Martin. ZdajEsobie sprawE że mamy problem.

Trzy problemy.

I nigdy nie znaleźliśmy tego czwartego do brydża.

I nie znajdziemy, jeśli zostaniemy tutaj.

Słuchaj, Haroldzie. Im szybciej wyjedziemy, tym lepiej dla nas wszystkich.

Dobrze, Martin. To trudna sytuacja.

Ale nie opuścimy tej wyspy, dopóki nie będziemy gotowi.

Do tego czasu musimy postępowaEwedług schematu.

Nie ustawaEw pracy, aż wyjedziemy na północ.

Martin, potrzeba pracy jest wrodzona.

To jedyna rzecz, która utrzyma nas przy zdrowych zmysłach.

Haroldzie. Nie jestem pewien, czy czujEjakąEwrodzoną potrzebEpracy.

- Może coEjest ze mną nie tak. - Nie sądzE

Jeszcze o jednej rzeczy chciałem pogadaE Ta... sprawa

- z Evelyn. - Jaka sprawa?

Ten układ jedna kobieta - dwóch mEczyzn.

NaprawdEnie wiem, co powiedzieE

MyślE że po prostu będziemy musieli z tym żyE

Znaczy... ja będEmusiał z tym żyE

Nie widzEinnego wyjścia.

- Gdzie idziesz? - Do Evelyn.

Tak więc do łóżka.

- Jesteśmy małżeństwem, wiesz. - Więc to jest legalne, co?

Słuchaj, Harold, twój akt ślubu znaczy tutaj tyle co twoje pieniądze.

Ten certyfikat to tylko papier, moje małżeństwo nie.

Haroldzie, proszE nie. To niczego nie rozwiąże.

- A co tu jest do rozwiązywania? - NaprawdEnie widzisz, prawda?

Haroldzie, w tamtym świecie nie dałeEmi szansy,

bym dowiedziała siE gdzie jest moje miejsce.

- W tym świecie też tego nie robisz. - Powiem ci, gdzie jest twoje miejsce.

- JesteEmoją żoną, Evelyn. - Haroldzie, proszE

JesteEmoją żoną.

Jak leci?

Gdzie siEpodziewałeE

- Evelyn siEo ciebie martwiła. - Miałem randkE

Właściwie randkEw ciemno.

Cholera, Martin, czy nigdy nie możesz byEpoważny?

Jestem całkowicie poważny, Haroldzie. Jestem nawet całkowicie szczery.

- Dobra, Martin, gdzie twoja panienka? - JakieE91 metrów stąd na plaży.

Dlaczego to zrobiłeE WysłałeEgo tam?

Żebym mógł zobaczyEjego minE gdy wróci.

Żebym mógł byEsam z tobą. Żeby mu siEnasypało więcej piasku do butów.

- Wybieraj. - Żaden z tych powodów mi siEnie podoba.

Nie pomogEci więc.

Z każdym dniem coraz bardziej go nie lubisz.

- Ma dobre zamiary. - Wiem, wiem.

Więc dlaczego?

Chyba dlatego, że albo jest wystarczająco próżny,

albo wystarczająco głupi, by myśleE

że to, co siEz nami stanie ma jakiekolwiek znaczenie.

MyślE że masz bardziej podstawowy powód.

- On ma mnie, a ty nie masz nikogo. - A kogo ty masz, Ev?

Przepraszam za to. Ja nigdy wcześniej nikogo nie miałem.

- Ale wcześniej zawsze była jakaEmożliwość. - Nadal jest możliwość.

Ale prawdEjest, że...

ja tak bardzo chcEmieEkogoE jak ta dziewczyna na plaży.

A to nie bardzo.

- Chyba że... - Chyba że co?

Chyba że Harold wystarczająco się wkurzy, by próbowaEmnie zabiE

Co to ma znaczyE

To znaczy, że mogEwiedzieE że nie jestem jeszcze naprawdEmartwy.

JadEna ryby. WrócE

- Co nowego? - Niewiele.

Dlaczego nie pojechałeEna ryby?

Sam nie wiem. Gdy widziało siEjedną rybE widziało siEwszystkie.

- Gdzie idziesz? - Na plażE

- Chcesz iść ze mną? - Czemu nie.

Jak brzmi reszta?

{Y:i} Strzeż siEJabberwocka, mój synu!

{Y:i} Szczęk, które gryzą, pazurów, które łapią!

{Y:i} Strzeż siEptaka Fubjub

{Y:i} i unikaj rozwścieczonego Bandersnatcha! [Lewis Carroll 'JABBERWOCKY']

Dobra zabawa. Chciałabym, żeby Harold...

Gdzie będziesz za 10 lat od tej sekundy?

BędEbiegał po blokach z lodu goniąc małych Gernów,

mieszkał w igloo dla gości. Nie wiem.

- Czy będziesz żył za 10 lat? - Nie wiem. Skąd miałbym wiedzieE

Nie chcEw to wierzyE

Nie chciałaEteż wierzyE że świat siEskończy.

- Teraz też nie chcesz. - Cóż... tak właśnie czujE

Wpadłam w to.

I jestem żoną kogoE kto nie nalega, by o tym myślała.

- Albo po prostu myślała. - Cudownie.

Ty myślisz! JesteEnajbardziej myślącym facetem!

Czy to miało sprawiE że poczujEsiEźle?

I zadajesz pytania.

Pytania, pytania, pytania.

Chyba będEchciała ciEwymazaE

WymarzEciEmoim dużym palcem!

RzuEmi wyzwanie.

Podwójne wyzwanie!

Chyba pamiętam, jak robiłam to wcześniej.

Tylko wtedy nie spadłabym z tak wysoka.

Gdzie jesteEteraz, Martin?

Tam.

Pomoże, jeśli je przyciśniesz.

Zejdźmy ze słońca.

Robisz dobre Martini.

Oczywiście, zostałam nauczona wszystkiego, co wytworna dama powinna wiedzieE

Opowiedz mi swój dzieE

Lunch w 21, zakupy w Sax.

Najgorsza sprzedawczyni w Sax.

Sprawiała, że chciałam narzekać na każdego, kto kiedykolwiek...

sprzedał mi cokolwiek.

Te sprzedawczynie w Sax za każdym razem robią to człowiekowi.

- Gdzie byEchciała zjeść kolacjE - Przed pójściem do teatru?

Oczywiście, że nie. Miałem na myśli, po przedstawieniu.

Pamiętasz tą małą francuską restauracjEna 8 alei?

Wiesz, o która mi chodzi?

Tak. Nie potrafiEteraz podać jej nazwy, ale wiem która to.

- Ona naprawdEtam jest. - Więc tam pójdziemy.

Ona naprawdEtam jest! Nie potrafisz mi podaEjej nazwy?

- Ev. - Nie potrafisz mi podaEjej nazwy?

Ev, przestaE

Zacznij sortowaE potem jeszcze raz spróbujemy.

Nie widzEjuż powodu do łapania ryb, których nie będziemy mogli zjeść.

Dobra, Martin. Co chcesz robiE

PatrzeEna wiele rzeczy, nie tylko na ryby.

Boisz siE że jeśli za długo będziesz przyglądał siErybom,

zaczniesz wyglądaEjak one?

Może, Haroldzie. Może dokładnie tego siEbojE

O rany.

To z pewnością dobrze, że świat skończył siEwtedy, kiedy siEskończył.

Nigdy by ci siEnie udało, chłopcze, nigdy.

Co, Haroldzie? Zostanie milionerem?

Pieniądze? Pieniądze i ryby. Ryby i pieniądze.

Haroldzie, jeśli cuchnące pieniądze pachniały jak zgniła ryba,

daliby ci bank dla siebie.

Tak jest, panie Gern.

Sposób, w jaki dorobiłeś siEpieniędzy był do dupy.

Sposób, w jaki łapiesz ryby jest do dupy.

I co więcej, Haroldzie, ty jesteEdo dupy.

- To już nie jest gra, chłopcze. - To zawsze jest gra, Haroldzie.

- Jaka było z Evelyn? Miło? - Całkiem nieźle.

Ale dlaczego sam tego nie sprawdzisz?

Dotarło do ciebie, prawda? Nie śmiejesz siE

Zawsze sobie szydzisz, więc szydE

Nie znasz znaczenia przyzwoitości. Wyśmiewasz siE No dalej, śmiej siE

Myślisz, że życie jest głupie? Czemu nie spróbujesz umrzeE

Odchodzisz. Myślisz, że to jest zabawne?

Masz siEstąd wynieść za 2 godziny.

Dokąd mam iść?

Wybieraj.

Chcesz skazaEna wygnanie 1/3 rasy ludzkiej?

ZrobiEnawet coElepszego. I mogE

Wiesz dlaczego ty nie mogłeE Martin?

Bo nie wiesz, jak znaleźć w sobie powody, by żyE

Jak na razie.

On odchodzi. I nie tylko z powodu tego, co zrobił tobie.

Zrobił mi? Howardzie, Martin mnie nie zgwałcił.

Wystarczy. Nie chcEtego słuchaE

To nie tylko dlatego. Mięliśmy tu równowagE system.

- A on go zatracił. - Haroldzie... wiem, że cierpisz.

Ale to nigdy nie był jego system. Ani mój.

CierpiE.. Po pierwsze, gdy tu przybyliśmy prosiłem o sugestie.

Żadne z was nie zaproponowało nic poza przemądrzaniem siE

KtoEmusi wziąEna siebie odpowiedzialność.

Oczywiście, że ty miałeEsystem, a my nie mięliśmy żadnego.

Ale my potrzebowaliśmy takiego stworzonego przez nas, a nie przez ciebie.

Ale nigdy nic nie wymyśliłaE

- Nigdy, Ev. Nie wtedy, gdy ciEpoznałem... - I nie, gdy za ciebie wychodziłam.

Twój system nigdy tak naprawdę mi nie pasował, Haroldzie.

Ze światem czy bez niego, twój system jest taki sam - daje mi wszystko poza tobą.

Twoje pieniądze zniknEy razem z tym, co znaczyły.

I nigdy tak naprawdEtego nie dostrzegłeE

One określały mnie, a ja nie zniknąłem. A ty nigdy tego nie rozumiałaE

Ja tworzyłem te pieniądze, nie one mnie.

I wciąż mam w sobie to, co pozwoliło mi je zarobiE

Więc użyj tego. Użyj tego, by pomóc.

To właśnie chcEzrobiE to staram siErobiE

- A Martin? - PomogEnam pozbywając siEjego.

Haroldzie, Martin jest częścią nas.

Jestem żonaty z tobą, nie z Martinem.

- Gdzie idziesz? - Stąd.

- Co zrobiłeE - Nic.

- A co to jest? - Tylko mały ból głowy.

- Przeszkadza ci, że idziesz sam? - Nie bardziej niż to, że w ogóle idE

- Może chciałbyEmieEtowarzystwo? - Nie będEciEpowstrzymywał.

Zapytaj mnie więc, Martin. PotrzebujE byEmnie poprosił.

Słuchaj, Ev. Może nie za bardzo lubiEtego człowieka,

ale ja... nie mógłbym mu tego zrobiE

- Czego? - ZostawiEgo samego.

Martinie, on chciał, żebyEty został sam.

Nie sądzE by był świadomy, co to oznacza.

Martin...

Dobrze, Ev. ChcE byEbyła ze mną.

Opłyniemy razem cały świat. Weźmiemy ten jacht i wypłyniemy. Dobrze?

- NaprawdE Oh. - NaprawdE

Co muszEzabraE

To impreza pod hasłem "przyjdEtaką, jaka jesteE.

Evelyn. Evelyn!

- Co tak długo? - PakujEsiE

- WidziałeEEvelyn? - Tak.

Gdzie?

- Tutaj. - Gdzie jest teraz?

Wyszła.

- Jak tam twoje oko? - Nadal działa.

Kiedy będziesz gotowy, będEczekał przy garażu, żeby ciEodprowadziE

- Tylko tyle zabierasz? - Tak.

W końcu, Haroldzie, nie jestem takim gościem, który ucieka zabierając sztućce.

- Tylko nie kombinuj nic z ta łódką. - Ona należy także do Ev.

- Czy 1/3 nie należy do mnie? - Tak, ale 2/3 należą do nas.

ApelujEdo twojego niezaprzeczalnego poczucia etyki.

Słuchaj, Martin.

Wcale nie musze pozwalaEci zabieraEtego samochodu.

Wiem, Haroldzie, wiem.

Dokąd jedziesz?

To jest jedna decyzja, która nie należy do ciebie.

Po prostu daj mi kluczyki.

Evelyn!

Evelyn, jeśli odejdziesz, nie pójdEza tobą.

Nie pójdE

Evelyn.... Nie pójdEza tobą.

- Będzie nas śledził? - Jak tylko uda mu siEodpaliEciEarówkE

A co jeśli nas złapie?

Harold potrafi byEbardzo brutalny, gdy myśli, że został oszukany.

Ludzie, którzy wierzą w dobro i zło potrafią tacy byE

W co ty wierzysz, Martin?

W nic, Ev. Jestem na to zbyt cywilizowany.

- Zimno ci? - TroszeczkE

- Długo jeszcze? - W tym tempie, godzina.

Czy kiedykolwiek prowadziłeEłódkE Znaczy, jak my...

Wszystko, co możemy zrobić to podążaEwzdłuż wysp,

aż dotrzemy do, mam nadziejE brzegów Florydy.

Stamtąd możemy już podążaEw górEwybrzeża.

Czy to boli?

Tak jakby. Jakby coś wędrowało z tyłu mojego oka.

Martin!

Wszystko w porządku, Ev?

- Tak, a ty? - Taa.

To wyglądało na ciało.

Ev... to koło jest wygięte. Będziemy musieli iść pieszo.

Zdążymy na czas?

Cóż... przystaEjest po drugiej stronie tego lasu.

Możemy o połowEskróciEczas dotarcia.

Ev, lepiej przejdźmy tędy.

- Ev, zaczekaj tutaj. - Nie.

Ja pójdEsprawdziE czy wszystko jest w porządku.

- Zabierz mnie ze sobą, Martin. Nie chcEbyEsama. - Ev, daj spokój, zaczekaj tutaj.

Spotkamy siEw kościele. Dobrze?

- Nie rób tak... Nie... - Martin...

co jeśli mięlibyśmy mieEdziecko?

Czy nie byłoby miło mieEdziecko?

- Po co? - Po co?!

Ev, słuchaj. Z rasy ludzkiej zostały już tylko cienie.

I nie ma już powodu, by... małe Evelyn i mali Martini

biegali po blokach lodu w małych kombinezonkach.

Wszystko, co nam zostało to... życie bez bólu.

Zaraz wrócE

Nie zabierzesz mojej łodzi.

ZapomniałeE że jest twoja tylko w 1/3.

- Gdzie jest Evelyn? - Ona nie chce ciEwidzieE

Jest moją żoną! Gdzie ona jest?

Nigdy siEnie nauczysz, prawda, Haroldzie?

Twoja łódka, twoje pieniądze, twoja żona,

twój świat! Nic do ciebie nie należy, Haroldzie! Nic!

- Gdzie ona jest, Martinie? - Nie.

Zostaw mnie!

WidzEciE Martin!

Ev!

- Martin! - Gdzie jesteE Ev. Nie widzEciE

Tu jestem.

ZejdEz tego ołtarza.

- Jakiego ołtarza, Haroldzie? - ZejdEstamtąd.

Nie widzEżadnego kościoła. O co chodzi, Haroldzie?

Czy boisz siE że największemu bankierowi ze wszystkich, by siEto nie spodobało?

Nie ma już bankierów, kościołów i nie ma bogów.

Nie ma ołówków, nie ma książek,

nie ma nauczycieli i nieprzyzwoitych spojrzeE

Głupim jest zostawaEtutaj i patrzeEna was.

Znaczy, do diabła...

możesz zająEsiEwszystkim sam, możesz samodzielnie rządziEświatem,

prawda, Haroldzie?

- Ev? - Jestem tutaj.

Jak mogEpomóc, Martinie?

Moje oczy są zamglone, nie widzEnic, nie mam ze sobą okularów.

Moje oczy bolą, ja...

Zabiłem go.

Czy nigdy siEnie nauczymy?

On tak nie myślał.

Chodźmy do domu.

A gdzie on jest?

Pomóż mi siEtego dowiedzieE

{Y:i} Koniec

www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.