Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj swój produkt lub Firmê skontaktuj siê www.SubtitleDB.org dzisiaj
ZAWSZE I NA WIEKI
T³umaczenie: Cyryl PornSubGroup
Ona co dla ciebie znaczy?
Tak, ale nie jest tob¹.
Karen,
Chcia³bym, by mia³o to jakie znaczenie.
Mylê, ¿e o tym wiesz.
Pamiêtaj jedynie, ¿e gdy bêdzie po wszystkim
Bêdê przy tobie i zostanê tak na zawsze.
Zapamiêtam.
Jestem spragniony. Chcesz wody?
O tak.
Wiesz, ¿e pomogê ci przetrwaæ ten rok?
Chocia¿ nie potrzebujesz mojej pomocy.
Ale pierwszy rok jest najtrudniejszy.
Chocia¿ jeste tak wspania³¹ pisark¹, ¿e nie masz siê o co martwiæ.
Poza tym,
to mnie w tobie poci¹ga³o od pocz¹tku.
Mój talent? Jasne...
Serio. Scena, nad któr¹ pracujesz, jest tak dobra.
Poza tym, nie musisz tak ciê¿ko pracowaæ,
jeli nie chcesz.
Rozejrzyj siê dooko³a. Twoja rodzina jest bogata. Jeste ustawiona.
Tak, mój ojciec trochê przesadzi³ z tym miejscem.
On ciê kocha.
Prawie tak mocno jak ja.
W ka¿dym b¹d razie, inne dziewczyny w podobnej sytuacji
nie pracowa³yby tak ciê¿ko.
Bra³y by minimum z ¿ycia.
Robi³yby zakupy.
Robiê zakupy.
Owszem, ale te¿ siê mobilizujesz.
Jeste fenomenaln¹ dziennikark¹.
Wiêc nie musisz siê tym martwiæ.
No nie wiem...
Jestem taka zestresowana. Nie wiem co jest ze mn¹ le...
Stresuje siê przed przydzia³em,
w trakcie
i po przydziale.
Nie taka jestem naprawdê.
Chcesz wiedzieæ, czego siê nauczy³em na zajêciach?
Odstresowywanie.
Lubiê to.
Najpierw mówiê, nie ma tego w podrêcznikach,
aby siê zrelaksowaæ.
I wyrzuciæ to z siebie.
Ca³a ta ciê¿ka praca mo¿e poczekaæ.
Mo¿e od³ó¿my to, bo to nam nie pomo¿e.
I opuæmy to stresuj¹ce rodowisko.
Wpadnê rano i skoczymy na herbatkê po zajêciach?
A potem wpadniemy do ZOO i pojedzisz na krokodylach.
Zawsze to lubi³a.
Brzmi wietnie.
wietnie.
Ryan mia³ racjê.
Przemêcza³am siê.
Ale czemu?
Pod¹¿a³am we w³aciwym kierunku i mia³am wszystko pod kontrol¹.
Mam ch³opaka, którego uwielbiam, a on mnie.
Wspania³ego ojca.
Ale co jest nie tak.
Zamiast cieszyæ siê, ¿e moje ¿ycie toczy siê tak jak tego chcia³am
co by³o nie tak.
By³am przera¿ona, bo dok³adnie wiedzia³am co to by³o.
To zawsze zaczyna³o siê od
dystyngowanego dwiêku kropel wody.
Dwiêk, który zdawa³ siê byæ ród³em uczucia bezsilnoci,
które szybko przekszta³ca³o siê w strach przed nieznanym.
Zaczê³am planowaæ ucieczkê.
By³am uwiêziona w mylach.
I by³o coraz gorzej...
Ryan.
Karen powiedzia³a mi, ¿e mo¿esz jechaæ do Kabulu.
Tak, jest.
Chcê przygotowaæ materia³ o afgañskich biznesmenach, polityka, Rosjanie...
No, i my.
Afgany? Kocham afgany. Mamy dwa, planujemy wzi¹æ trzeciego.
Nie... Biznesmeni w Afganistanie.
Nie boisz siê jechaæ do tak niebezpiecznego rejonu?
Wcale. Wiêkszoæ pracy spêdzam w takich miejscach.
Karen pokaza³a mi twoje prace. Jestem pod wra¿eniem.
Nie mogê siê doczekaæ dnia, kiedy to opublikujesz.
Dziêkujê.
- Karen, radzisz sobie z zajêciami? - Tak.
Co opublikowa³a ostatnio?
Artyku³ dla New York Debate o handlu ludmi.
Wychodzi w przysz³ym miesi¹cu. Wylê ci kopiê.
Handel ludmi? To jakie upoledzenie?
To takie tragiczne.
Nie kochanie. To odnonie kobiet w niewoli.
Aaa... Niewolnictwo.
Jak czarny rynek?
Aha. dok³adnie tak.
Czy to nie nielegalne?
Co siê zmieni³o? Myla³am, ¿e to niezgodne z prawem.
By³o bardzo mi³o ciê widzieæ, skarbie.
Ryan, jestem zaszczycony.
Opiekuj siê moj¹ córk¹, OK?
Tak, panie doktorze.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Mylê, ¿e Karen nie bardzo mnie lubi.
Musisz zrozumieæ, to jest pewnie dla nie bardzo trudne.
Bardzo kocha³a matkê.
Nie mówmy mo¿e o tym teraz.
Porozmawiajmy o innych rzeczach.
Nicholas jest lekark¹, która zaskar¿y³a bardzo g³ony artyku³
i odesz³a z New York Debate Magazine.
Dobrze, ¿e tu jeste, Karen.
Dziêkujê za zaproszenie.
Jak siê zainteresowa³a tematem handlu ludmi?
Pierwszy raz zetknê³am siê z tym problemem
podczas wyk³adów kilka lat temu.
Zobaczy³am te wstrz¹saj¹ce obrazy i historie...
Mogê to tylko sobie wyobraziæ.
Przedstawi³a historiê 3 kobiet, które wysz³y z niewiarygodnej sytuacji.
Podczas badañ przes³ucha³am ponad 20 kobiet.
Jedna bardzo mnie wzruszy³a.
Na imiê... mia³a...
Isabela.
Przepraszam.
Jej imiê...
Isabela...
Zatroskana, ale dobrze.
Mogê od³o¿yæ wyjazd, jeli chcesz.
Nie, nie rób tego.
Rozmawia³a z ojcem o tym?
Nie, i ty te¿ tego nie rób.
To mo¿e byæ dobry pomys³. On jest ekspertem od takich rzeczy.
Ryan, naprawdê jest dobrze. Wiêc przestañ.
Dobrze. Ale nie wrócê przed przysz³¹ rod¹.
Ale obiecaj mi, ¿e jak bêdziesz CZEGOKOLWIEK potrzebowaæ,
to zadzwonisz do ojca.
Postaram siê byæ w kontakcie.
Tak, OK.
Kocham ciê.
Ja ciebie te¿.
Karen, jeste tam?
Rzeczy id¹ tutaj ca³kiem dobrze.
Ale ciê¿ko jest patrzeæ, na to, jak ci ludzie ¿yj¹.
Chcia³bym móc co z tym zrobiæ. To straszne!
Ci¹gle o tobie mylê i nie mogê siê doczekaæ powrotu.
Kocham ciê!
I nie powiedzia³a ojcu?
Nie, i nie wa¿ siê.
Ale przesz³a przez to w liceum.
Wiesz, jak to siê skoñczy.
Prawie siê zabi³a, poniewa¿ nie chcia³a porozmawiaæ.
A twój ojciec jest jednym z najlepszych psychologów w kraju.
Nie chcê jego pomocy.
Znów mnie naszprycuje dragami.
Nie potrafiê po nich nawet myleæ.
- Ale Karen... - Przestañ
Nie ka¿ mi ¿a³owaæ, ¿e ci o tym powiedzia³am.
Muszê sobie sama poradziæ.
Dam sobie radê.
Tylko martwiê siê co zrobi Ryan, gdy mnie zobaczy w takim stanie.
Myli, ¿e jestem taka silna.
To nie mia³o siê wydarzyæ.
Nie teraz.
Nie, gdy tyle siê dzieje.
Wiesz, jak ciê¿ko by³o zdobyæ Ryana.
Rozumiem, ale mo¿e za bardzo siê starasz.
We trochê wolnego i siê zrelaksuj. Id na zakupy.
To ja robiê przez ca³y czas.
OK, Ryan w³anie wraca do domu.
Bêdzie tu za 24 godziny.
Muszê siê pozbieraæ do kupy zanim wróci.
Nie martw siê, pomogê ci.
Ogl¹danie Mai ze swoim ch³opakiem
sprawia³o, ¿e têskni³am za Rayanem jeszcze bardziej.
I jeszcze bardziej obawia³am siê jego straty.
Ryan by³ moim oparciem przez ostatnie 2 lata.
Wiêcej ni¿ kochankiem - by³ przyjacielem.
Z nikim innym nie pragnê³am byæ.
Nigdy nie czu³am czego takiego.
Ale pragnê³am byæ sob¹ ponownie.
Dla siebie oczywicie, ale dla niego tak¿e.
Na razie.
- Dobranoc - Dobranoc
na mojej kanapie.
Ale by³am daleko od bycia sob¹.
Nie potrafi³am niczego zrobiæ w³aciwie.
Czas przelatywa³ mi przez palce.
Ale by³am zdeterminowana rozwi¹zaæ to po swojemu.
Staram siê ogl¹daæ.
Przez horror siê napali³e?
Nie, to ty.
Jeste taki s³odki.
Musimy byæ cicho.
- Dziêki, ¿e przyszed³e. - ¯aden problem.
Dobrze ciê widzieæ pi¹c¹.
W³anie wychodzê i przysz³am siê po¿egnaæ.
I pogadamy póniej.
Widocznie nie by³am silna wystarczaj¹co.
Nie tak silna, jak myla³ Ryan.
Nie tak, jak ojciec, ani nawet ja myla³am.
W zasadzie, dotar³am do punktu, w którym siê z³ama³am.
Wróci³em!
Karen!
Karen?
Czemu to mi siê dzieje?
Nie wiem, ale z Jasmin siê zajmiemy tob¹.
We je.
Ale mam tyle do roboty. Nie mogê le¿eæ w ³ó¿ku i braæ pigu³ek.
Ale one ci pomog¹ i postawi¹ na nogi.
Ryan znalaz³ mnie w szafie, jak tracê zmys³y.
Jak mnie mo¿e kochaæ, po tym jak mnie zobaczy³ tak¹?
Nie b¹d nierozs¹dna. Oczywicie, ¿e bêdzie ciê kocha³.
Odpocznij.
RYAN
Halo?
Czeæ Jasmin. Tu Ryan.
Staram siê z³apaæ Karen od 2 godzin. Jak siê czuje?
Bywa³o lepiej.
Mogê z ni¹ porozmawiaæ?
Niestety, pi teraz.
OK, to powiedz jej, ¿e bêdê za 1-2 godziny.
To nie jest zbyt dobry pomys³.
Czemu?
Nie chce teraz nikogo widzieæ.
Nawet mnie?
Zw³aszcza ciebie.
Sama tego nie rozumiem, ale jest stanowcza.
Co? Czemu?
Mówi, ¿e jej to pomo¿e w wyzdrowieniu,
jeli usunie wszystkie czynniki poza rodzin¹.
Ale ja nie rozumiem...
Mówi, ¿e to powoduje stres.
¯e ja powodujê stres?
Tak. Potrzebuje przestrzeni.
Przestrzeni do czego?
Dzwoni³ Ryan?
Tak, skarbie? Niestety nie.
Zabawna rzecz z mê¿czyznami czasami...
Twoja liczna twarzyczka nie ma z nim nic wspólnego.
On woli dziewczyny, które s¹ weso³e i pogodne.
A nie takie smutne.
Niestety mia³am racjê.
Ryan ze mn¹ zerwa³.
Spodziewa³am siê tego. Nie myla³am tylko, ¿e tak szybko.
Ale muszê go wyrzuciæ z umys³u.
Wydobrzeæ.
Wyzdrowieæ.
Nie mogê myleæ o odrzuceniu.
Inaczej to mnie zabije.
Czym siê zajmujesz, Karen?
Biorê lekarstwa.
Karen jest genialn¹ dziennikark¹.
By³am.
Nie czu³a siê zbyt dobrze ostatnio.
Ale piêknie z tego wychodzi.
Nieprawda¿?
piewaj¹co.
Co w tym miesznego?
Po prostu jeste bardzo orzewiaj¹ca.
To tyle.
Przepraszam.
To 4 pierdolone dni. Musi chcieæ mnie zobaczyæ!
Ale nie chce.
Naprawdê, Ryan, nie szanujesz jej ¿yczeñ.
Przestañ przychodziæ, przestaæ dzwoniæ,
i przestañ z tymi kwiatkami.
To ¿a³osne.
Czemu? Czemu nie chce mnie widzieæ?
Zrozum, Karen pragnie nowego ¿ycia.
Mniej wymagaj¹cego.
I bez wzglêdu jak siê bêdziesz czu³, nie ma dla ciebie w nim miejsca.
Ciê¿ko mi w to uwierzyæ.
Jeste m¹dry. Znajdziesz sposób.
Czy Ryan dzwoni³ w koñcu?
Karen, proszê. To ju¿ 3 tygodnie.
Musisz o nim zapomnieæ.
On nie wróci.
Zajê³o mi trochê ponad 4 tygodnie
wyjcie z katatonicznego stanu, w jakim siê znalaz³am.
Ró¿ne epizody manii...
smutku...
gniewu.
4 d³ugie znarkotyzowane tygodnie.
I 4 tygodnie rozmylañ nad zdrad¹ Ryana.
Twój ojciec powiedzia³, ¿e przyjdê, tak?
Dobrze.
Chcia³, by by³a pod opiek¹ profesjonalisty.
Jest poza miastem w tym tygodniu.
Chcê, by mog³a swobodnie mówiæ o czym chcesz.
I jak du¿o, lub jak ma³o chcesz.
Czemu mi powiedzia³e, ¿e by³am orzewiaj¹ca
gdy nie wygl¹da³am tak, ale beznadziejnie.
Powiedzia³em, ¿e tak wygl¹dasz, bo takie zrobi³a na mnie wra¿enie.
I nie jeste beznadziejna.
Daleko ci od tego.
Jeli nie jestem beznadziejna, to czemu mnie mój ch³opak zostawi³?
Nie mam pojêcia. Nie znam twojego ch³opaka.
Czasami ludzie w trudnych chwilach...
Nie. Ju¿ prze¿ylimy trudne chwile.
To jest inne. To jak...
Widzia³ mnie odlatuj¹c¹ i zrezygnowa³.
Jeli jest typem osoby, która wymaga opieki,
to prawdopodobnie nie bêdzie dobry w opiekowaniu siê innymi.
Mo¿e siê pojawi.
Mo¿e potrzebuje czasu.
By pomyleæ, wyjaniæ sprawy.
I zdecydowaæ co mo¿e i chce zrobiæ w takiej sytuacji.
Poradziæ sobie z tym, tak?
Niestety, niektórzy potrafi¹.
Wiêc mówisz, ¿e potrzebuje czasu by wyjæ...
i przetestowaæ pozosta³e opcje.
Przelecieæ dupê lub dwie.
Mo¿e cycki i ty³ki, to to, czego potrzebuje w ¿yciu.
Nie. Nie znam go.
Mo¿e to siê dzieje. Mo¿e tego potrzebuje.
Ale s¹ te¿ inni mê¿czyni.
Mê¿czyni, którzy potrafi¹ siê zajmowaæ innymi.
Mê¿czyni, którzy wykorzystaj¹ mo¿liwoæ.
By zaopiekowaæ siê kim takim jak ty.
Co ty kurwa robisz?!
Zamknij siê!
Dzwoniê po gliny, dupku!
Zrób to!
Karen! Kochanie, musimy pogadaæ.
Ile lasek przelecia³e?
Co?
Wyno siê st¹d Ryan.
Nie chcê mieæ z tob¹ nic wspólnego.
Nie by³o ciê, gdy ciê potrzebowa³am, to nie staraj siê byæ teraz.
Za ma³o i za póno!
Wypierdalaj z mojego domu!
Pyta³em siê, czy mam przyjæ...
Powiedzia³a...
Powiedzia³a, ¿e nie...
Wynocha.
Zawstydzona, ¿e mog³am tak zachorowaæ.
Zawstydzona, ¿e mog³am byæ taka bezsilna.
On mnie porzuci³.
I nie mog³am tego wybaczyæ.
2 LATA PÓNIEJ
Zaczê³am spotykaæ siê z Joe nied³ugo po pierwszej sesji.
Ojciec za³atwi³ mi najlepszego terapeutê, okres gdy poza miastem.
Rok póniej Joe owiadczy³ siê i go przyjê³am.
Szanowa³am go i kocha³am w nim wiele rzeczy.
Mo¿e to nie by³ ten sam rodzaj mi³oci, co z Ryanem.
Ale by³a to mi³oæ bez w¹tpienia.
By³ inteligentny i szczodry.
A co najwa¿niejsze - by³ przy mnie, gdy by³am chora.
Nie uciek³.
I nie potrzebowa³ czasu na zaakceptowanie moich problemów.
Mój edytor z New York Debate chce, bym wyst¹pi³a w Nowym Orleanie.
To nie jest chyba zbyt dobry pomys³, nie s¹dzisz?
Nie.
Powinna o tym pomyleæ.
Musisz byæ bardzo ostro¿na.
Powinna znaæ ju¿ swoje ograniczenia.
Ograniczenia?
Tak, kochanie, twoje pisarstwo.
Wymaga energii mentalnej, a to forma stresu.
Kocham ciê.
Moje zadanie to pilnowanie, by nie przedobrzy³a
i nie skoñczy³a w z³ym miejscu ponownie.
Co by zrobi³a beze mnie?
By³y pewne wady w Joe.
Na przyk³ad,
gdy Ryan skupia³ siê na moich mocnych stronach, to Joe na s³abociach.
Wmawia³am sobie, ¿e to z powodu obserwowania bólu przez jaki przesz³am
Ale czas mija³.
Zastanawia³am siê, czy nie chcia³ bym by³a s³aba.
Ale nie mog³am w to uwierzyæ.
Nie teraz, gdy mia³am za niego wyjæ.
Musia³am myleæ pozytywnie o tym, kim jest,
oraz o zwi¹zku.
Ale mylenie pozytywne by³o ciê¿kie.
Nie dawa³ mi do tego wielu powodów.
Nie zdawa³ siê równie¿ wiedzieæ mnie.
Przynajmniej nie tak, jak Ryan.
To tak, jakby zapamiêta³ mnie jak¹ by³am w z³ych czasach
i utrwali³ to sobie w pamiêci.
I nie by³ w stanie widzieæ aktualnej, zdrowej mnie.
Halo?
Karen?
Ryan?
Nigdy nie porozmawialimy. Czy to dobrze, ¿e dzwoniê?
Dobrze?
Nie jest dobrze.
Poczekaj chwilê.
I wtedy wszystko mi wyjani³.
Od pierwszego do ostatniego telefonu do mnie.
Telefony i listy, które zosta³y odrzucone przez Jasmin.
Nie zostawi³ mnie samej. Próbowa³ siê ze mn¹ skontaktowaæ przez ca³y czas.
Myla³, ¿e jestem z³a, poniewa¿ wyjecha³ do Kabulu przed moj¹ chorob¹.
Oboje siê nie zrozumielimy. Oczywicie z pomoc¹ Jasmin.
P³aka³am. On p³aka³.
Spyta³ siê, czy mo¿emy siê spotkaæ.
Wtedy...
Powiedzia³am mu g³ówn¹ wiadomoæ.
To by³ TEN Ryan?
Tak.
Przekaza³a mu nowinê?
Tak.
I jak j¹ przyj¹³?
Powinien siê martwiæ?
Nie.
Nie, nie musisz.
To ciebie kocham.
Dobranoc.
Idê!
Gdzie ona jest?!
Gdzie jest kto?
Gdzie jest ta wredna dziwka, Jasmin?
- Uspokój siê. - Nie dotykaj mnie!
Musimy pogadaæ.
O co chodzi, Karen?
Opowiedzia³am ojcu historiê.
Ca³¹ brzydk¹, zdradliw¹ intrygê, jak¹ Jasmin przygotowa³a.
Przykro mi to s³yszeæ.
Nie mia³em pojêcia.
Zbyt siê wstydzi³am zadzwoniæ do Ryana.
Nie mogê uwierzyæ co siê sta³o.
Masz ju¿ zaplanowany lub.
Co teraz zrobisz?
Przez 2 miesi¹ce do mojego lubu, rozmawia³am z Ryanem niemal codziennie.
Oboje mielimy tyle pytañ do siebie.
Tak du¿o czasu up³ynê³o od naszego rozstania.
Wszystkie rozmowy by³y takie przyjemne...
S³owa wychodzi³y tak ³atwo, jakbymy nigdy nie byli rozdzieleni.
- Stój spokojnie. - Nie potrafiê.
Przyjdzie, nieprawda¿?
Zaprosi³a go.
Tak.
Wiedzia³am!
To takie dziwne!
Wcale nie. Jestemy przyjació³mi.
Bardzo dobrymi.
I Joe o tym wie?
Tak i nie ma nic przeciwko.
W takim razie nie wie, co czu³a do Ryana.
Myla³am, ¿e robiê w³aciw¹ rzecz.
W koñcu zawdziêcza³am Joe tak wiele.
By³ przy przy mnie w trudnych czasach i nie mog³am go zostawiæ na lodzie.
Jakkolwiek trudne by to by³o.
- Mi³o ciê poznaæ. - Jeste wielkim szczêciarzem.
Dziêki.
Rozumiem, ¿e jestecie przyjació³mi znowu?
Musicie wiedzieæ, i¿ przyjaciel Karen, to mój przyjaciel.
Doceniam to.
To jest Ariela, moja ¿ona.
Gratulacje.
Czy móg³bym zatañczyæ z twoj¹ ¿on¹?
Tak, oczywicie.
Wydaje siê byæ mi³y.
Bo jest.
Dziêki za przyjcie. Nie by³am pewna, czy zechcesz.
Przyprowadzi³e kogo?
To twoja dziewczyna?
Tak.
Kto to?
Pozna³em j¹ miesi¹c temu w pracy.
Dziennikarka.
Tak.
Zale¿y ci na niej?
Tak, ale nie jest tob¹.
Karen,
chcia³bym by to mia³o jakie znaczenie.
Mylê, ¿e o tym wiesz.
Zapamiêtaj jedynie, ¿e gdy bêdzie po wszystkim,
bêdê przy tobie, i zostanê tak na wieki.
Rozumiesz?
Halo?
Czeæ skarbie.
Bêdê dzi pracowa³ do póna.
¯aden problem.
Zjesz obiad póniej?
Nie, zjem co na miecie.
Do zobaczenia.
Nie widzia³am Joe zbyt czêsto przez pierwszy rok ma³¿eñstwa.
Zdecydowa³ siê otworzyæ w³asn¹ praktykê
i spêdza³ du¿o czasu w biurze.
Ale mnie to odpowiada³o.
£atwiej by³o pisaæ, gdy nikt nie patrzy³ przez ramiê.
Bez ci¹g³ych skarg, ¿e siê przepracowujê.
Nie mia³am kontaktu z Ryanem równie¿.
Przebywa³ ci¹gle w Afganistanie.
Ale du¿o o nim ni³am.
Czasami nawet myla³am, jak mu siê powodzi i z kim jest.
Wycieczka do Nowego Orleanu by³a oczyszczaj¹ca.
Minê³o sporo czasu, gdy podró¿owa³am za histori¹.
I nie mog³am siê doczekaæ kolejnych.
Czu³am siê trochê jak Ryan, gdy by³ na bliskim wschodzie.
Têskni³am za nim.
Ale niestety, ci¹gle kwestionowa³am mój zwi¹zek z Joe.
Kobieta, któr¹ r¿n¹³ Joe, musia³a byæ bardziej popierdolona ni¿ ja.
Jeli czegokolwiek siê nauczy³am bêd¹c z nim
to to, ¿e by³ uzale¿niony od zwi¹zków z chorymi kobietami.
By³am zszokowana zachowaniem Joego.
Nie czu³am bólu.
Mój d³ug wobec niego zosta³ sp³acony z nawi¹zk¹.
W koñcu by³am wolna.
Mam nadziejê, ¿e Ryan myla³ to, co powiedzia³ na lubie.
I nie by³o zbyt póno.
Poproszê z Ryanen Millerem.
Nie ma go?
Tak wiêc bêdzie za kilka tygodni...
Czy mogê zostawiæ dla niego wiadomoæ?
Mogê? Tak oczywicie.
Wed³ug wydawcy Ryana, mia³ tutaj byæ za dwa dni.
Zabawne,
by³am ca³a podekscytowana z nerwów.
Chcia³am wygl¹daæ dla niego piêknie.
Wszystko mia³o byæ idealne.
Zostawi³am mu wiadomoæ, by zadzwoni³ jak tylko przyjedzie.
SNAJPER ZABI£ 7 OSÓB W KABULU
AMERYKANIN RYAN MILLER WRÓD ZABITYCH
RYAN MILLER
To by³o 5 lat temu.
Wiele siê wydarzy³o od tego czasu.
Dokoñczy³am szko³ê.
Widzia³am nowe ma³¿eñstwo ojca.
I Molly pierwsze dziecko.
Zaczê³am pracowaæ z New York Debate.
A jakie 3 lata temu, zosta³am edytorem.
Ale ci¹gle mylê o Rayanie. Codziennie.
O tym, co mog³o by siê wydarzyæ.
W Debate zajmujê siê sprawami bliskiego wschodu,
poniewa¿ sprawia to, ¿e czuje siê bli¿ej niego.
Gdziekolwiek teraz jest.
Dowiadczy³am napadu depresji dwa lata temu.
Ale nie trwa³o to d³ugo.
To by³ Ryan, jestem tego pewna.
On mnie wyci¹gn¹³.
WYST¥PILI
T³umaczenie: Cyryl
PornSubGroup http://psg.cyryl.net
Wspomó¿ nas i zostañ cz³onkiem VIP, by pozbyæ siê reklam z www.SubtitleDB.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.