Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Salle Pleyel! Szybko!
Chopin!
- Przyszed艂 pan Chopin. - Pan jest cudowny.
Dzi臋kuj臋.
Idzie najzdolniejszy z moich przyjaci贸艂.
Jeste艣! Wszystko dobrze?
Tak.
- Fryc. - Dzie艅 dobry.
- My艣leli艣cie, 偶e nie przyjd臋? - M贸wi艂e艣, 偶e na wielkich koncertach
mot艂och nie s艂ucha. Przychodzi tylko si臋 gapi膰.
I 偶e to ostatni raz.
Ten b臋dzie ostatni.
Uwaga!
Prosz臋 si臋 przygotowa膰, zaczynamy.
Panie i panowie,
po raz pierwszy w dziejach najwybitniejsi piani艣ci na ziemi
zagraj膮 wsp贸lnie wariacje na temat marsza
z "Purytan贸w" Vincenza Belliniego. "Hexameron"!
- Ch臋tnie by艣 wyszed艂, co? - Nie. Dlaczego?
Za du偶o ludzi. Za cicho gram.
Zamknij oczy i graj. 500 frank贸w za kilka minut.
Nie musisz na nich patrze膰.
Franciszek Liszt!
Mog臋 zarabia膰 lekcjami.
I Fryderyk Chopin!
A teraz...
niech gra muzyka!
Markiz rwie w艂osy z g艂owy.
Podbiega do p艂otu, ma ochot臋 go rozerwa膰. Wrzeszczy:
"Wstr臋tny buldogu! Co si臋 sta艂o?"
A buldog na to...
"No w艂a艣nie nie wiem".
Hrabina Potocka! Niech 偶yje Polska.
Pani jest boska.
Pani g艂os brzmi lepiej ni偶 wszystkie soprany tego 艣wiata.
Potrafi pani pobudzi膰 wszystkie moje zmys艂y.
Czekajcie!
P艂e膰 pi臋kna ma w艣r贸d nas nie do艣膰 liczn膮 reprezentacj臋.
Nie podoba mi si臋 to. Drogie panie...
Jakie 艣licznotki!
Zapraszam na przyj臋cie.
Obiecuj臋 rozkoszn膮 noc.
Zapraszam!
- Fryc, dobry wiecz贸r! - Kompania, naprz贸d marsz!
To mucha.
Mucha!
Alarm! Barbarzy艅ca!
Diabelska bohema! Jak 艣miesz mnie przegania膰...
prostaku!
Gdzie ona jest?
- Tam! - Nie, tam!
Fryc.
Zaraz...
Czy to jest...?
Czy偶by to...?
Tak...
To Eden.
Boski ogr贸d.
Bo偶e, jak tu jest pi臋knie!
Powietrze takie s艂odkie...
Je艣li to niebo dla zbawionych, umrze膰 mog臋 ju偶 dzi艣.
Jak dobrze...
Ciep艂o i szcz臋艣cie...
Czuj臋 je pod ka偶d膮 z mych n贸偶ek.
I cho膰bym...
sz艂a ciemn膮 dolin膮,
z艂a si臋 nie ul臋kn臋!
Tutaj z艂o偶臋 jaja.
Ugryz艂a mnie!
Dobry wiecz贸r.
- Zostawi臋 pa艅stwa. - Dzi臋kuj臋.
Dzi臋kuj臋.
Fryc, my ju偶 idziemy.
Do widzenia.
Niby 艣wietny lekarz.
Sko艅czy艂em. Jest pan zadowolony?
Nigdy nie jestem.
Dzi臋kuj臋.
Prosz臋 pana!
Pierwszy g艂os wspaniale,
panno Rothschild. Zagra艂a panienka 艂adnym d藕wi臋kiem.
Zawsze pan to m贸wi. To nic nie znaczy.
- Znaczy wszystko. - Mog臋 jeszcze co艣 zagra膰?
Bardzo prosz臋.
Nie!
Uczy艂am si臋 tego dwa tygodnie.
Prosi艂em, 偶eby nie gra膰 moich utwor贸w.
Nie jest pani gotowa.
Nie wystarczy odegra膰 melodii.
Droga Charlotte,
jest pani wspania艂a i gra jak anio艂.
Ale to dla mnie kr臋puj膮ce. Rozumie pani?
W domu prosz臋 膰wiczy膰 w spokoju,
bez po艣piechu.
Do zobaczenia w sobot臋.
Prosz臋 pozdrowi膰 rodzic贸w.
Przerwijmy, panno Stirling.
Dobrze, tylko niepotrzebnie pani przyspiesza.
Za du偶o zb臋dnych emocji.
Prosz臋 nie zagryza膰 warg.
Zagramy teraz fantazj臋...
Hummla.
Prosz臋.
Przerwijmy.
Trzeba mocniej zaznaczy膰 r贸偶nice mi臋dzy tymi dwoma fragmentami.
Najpierw lekko i delikatnie,
potem w spos贸b bardziej 艂膮czony, ale z crescendo.
Prosz臋, od pocz膮tku.
Znalaz艂 pan co艣 ciekawego?
Prosz臋 kaszln膮膰 i splun膮膰.
Mocniej.
Ma pan gru藕lic臋.
Ma pan gru藕lic臋.
Plucie krwi膮 oznacza perforacj臋 op艂ucnej,
a to p贸藕ny etap choroby.
Zosta艂o panu kilka lat 偶ycia.
Ile dok艂adnie?
Bo kilka to i dwa, i dziewi臋膰.
Nie wiem.
Prosz臋 pos艂ucha膰. Nie mog臋 pana wyleczy膰.
Dzi艣 nikt na 艣wiecie pana nie wyleczy.
Mo偶emy tylko 艂agodzi膰 objawy.
Zapisz臋 lekarstwa, kt贸re pomog膮 znie艣膰 to, co b臋dzie przychodzi膰.
Przychodzi膰?
Gru藕lica rozwija si臋 rzutami.
Najpierw b臋dzie pan kas艂a艂 krwi膮.
Potem pojawi膮 si臋 coraz obfitsze krwotoki,
trwaj膮ce nawet dwa tygodnie.
Mi臋dzy nimi b臋d膮 chwile ulgi.
Ale to tylko z艂udzenie, 偶e jest pan zdrowy.
Z czasem...
ca艂e cia艂o b臋dzie s艂abn膮膰, ale przede wszystkim nogi.
B臋d膮 puchn膮膰, zw艂aszcza pod koniec.
Pod koniec...
Ma pan dzieci?
呕adnych, o kt贸rych bym wiedzia艂.
Je艣li czuje pan tak膮 potrzeb臋, nie nale偶y zwleka膰.
Gru藕lica os艂abia m臋sk膮 sprawno艣膰.
Z czasem zapadnie pan na niemoc p艂ciow膮.
Ostatecznie stanie si臋 bezp艂odny.
Trzeba si臋 wysypia膰 i unika膰 t艂um贸w.
Byle katar mo偶e pana zabi膰.
Najlepiej wyjecha膰 z Pary偶a.
艢wie偶e powietrze spowolni rozw贸j choroby.
I s艂o艅ce.
S艂o艅ce i jeszcze raz s艂o艅ce.
Dobrze.
Wyjad臋 na wie艣
i b臋d臋 bra艂 wszystko, co pan zapisze.
Dzi臋kuj臋.
Przyjaciel m贸wi艂, 偶e pa艅ska siostra mia艂a gru藕lic臋.
Emilia. Mia艂a 15 lat, kiedy zmar艂a.
Wi臋c wie pan, jak to wygl膮da.
Jego Wysoko艣膰 si臋 niecierpliwi.
Wiem, wiem.
Dzi臋kuj臋.
Nareszcie!
Wasza Wysoko艣膰 wybaczy sp贸藕nienie.
Straszny dzi艣 t艂ok na ulicach.
Prosz臋 gra膰. Wszyscy czekaj膮.
Dzi臋kuj臋.
Chopin!
Pa艅ska muzyka to najmilszy prezent,
o jaki mog艂em prosi膰 na urodziny.
Wszystkiego najlepszego.
Sk膮d pan wiedzia艂, 偶e kocham t臋 etiud臋?
Jestem kr贸lem, nie mog臋 p艂aka膰.
Je艣li moje wysi艂ki sprawiaj膮 kr贸lowi przyjemno艣膰,
nie pragn臋 wi臋cej.
Nie trzeba tak g贸rnolotnie.
Lubimy si臋 przecie偶.
Pa艅ska muzyka jest przepi臋kna.
Ja te偶 mam dla pana prezent.
Paszport.
Wasza Wysoko艣膰.
Dobry wiecz贸r.
Gratuluj臋.
Jest pan teraz prawdziwym Francuzem.
Francuskim geniuszem.
Moim poddanym.
Z Polski.
Z ca艂ym szacunkiem, Wasza Wysoko艣膰,
opu艣ci艂em Polsk臋, ale Polska mnie nigdy nie opu艣ci.
Zaraza!
Nie wychodzi膰 z domu!
Zaraza! Nie wychodzi膰 z domu!
Dok膮d mia艂abym uciec?
Pod most chyba. Zreszt膮 za miesi膮c bior臋 艣lub.
Gratuluj臋. Kochacie si臋?
A jak pan to sobie wyobra偶a?
Tego nauczy艂am si臋 dla Vincenta.
- Nie藕le, co? - Brawo, Louise!
Dziwne, 偶e pan nie wyjecha艂.
Pono膰 grabarze skacz膮 po trupach, 偶eby je zmie艣ci膰 w do艂ach.
Lepiej zamkn膮膰 okno, bo wejdzie zaraza.
Podobno muzycy s膮 odporni na choler臋.
G艂uptas z pana.
Ca艂kowicie si臋 zgadzam.
Tak naprawd臋 to lubi臋 by膰 sam.
Ma pan wi臋cej frak贸w, ni偶 jest po艣cieli w dzielnicy.
Wszyscy pana kochaj膮. A kobiety to ju偶 w og贸le.
Lubi pan swoj膮 prac臋. Ma pan pi臋kne 偶ycie.
Mo偶e by膰 szcz臋艣liwy. By艂oby szkoda, gdyby pan umar艂.
Komu?
Mnie.
Panu chyba te偶?
Przynios臋 czyste pojutrze.
Prosz臋 zosta膰. Zrobi臋 herbat臋.
Herbat臋? Przecie偶 pan nie umie.
I narzeczony na mnie czeka.
Do widzenia.
Przesta艅 gra膰! Daj ludziom 偶y膰!
Na pomoc.
Pomocy!
Ratunku! Na pomoc!
Lekarza!
Nie drzyj si臋 pan, panie pianisto!
Ten cz艂owiek 偶yje.
Ju偶, zaraz.
Pomo偶emy panu.
Tu jest 偶ywy cz艂owiek!
On 偶yje! Przed chwil膮 widzia艂em!
Trzeba mu pom贸c. Co pan robi?
- Ratuj go pan! - Sam go ratuj!
Do cmentarza godzina drogi. Zbieram trupy z dw贸ch dzielnic.
Nim dojad臋, on umrze.
Chce pan 偶y膰, to niech pan w艂o偶y mask臋.
Mam do pana pewn膮 spraw臋.
艢niadanie!
My艣my ju偶 jedli.
Dzie艅 dobry, tato.
Dzie艅 dobry, synu.
Odjazd do Pary偶a!
Narzeczona cudnie maluje.
Idealny pok贸j dla dzieci!
Tu jedno 艂贸偶eczko, tu drugie.
- Wspania艂e. Bior臋 je. - Gratuluj臋.
- Jaka cena? - Sze艣膰 tysi臋cy frank贸w za rok.
Umowa stoi.
Nie, nie.
Przepraszam, Chopin ju偶 przyszed艂?
Chopin?
- A kt贸ry to? - Ten z du偶ym nosem.
Ten Polak?
Biedaczysko!
Bez ojczyzny, bez rodziny, bez pieni臋dzy,
pewnie chodzi g艂odny.
Widzia艂 kto艣 g艂odnego w r臋kawiczkach za 30 frank贸w?
Zreszt膮 po choler臋 obra偶a艂 cara?
Sam si臋 prosi艂, 偶eby go wygna膰 z Polski!
Narcyz. Kocha tylko siebie.
Prosz臋 o uwag臋.
Panie i panowie,
baron James de Rothschild z ma艂偶onk膮
i c贸rk膮, Charlotte.
Ostatnio po pa艅skim koncercie nie mog艂am je艣膰 ani spa膰
co najmniej przez tydzie艅.
Mog臋 zaprosi膰 pana na herbat臋?
Zrezygnowa艂 pan z fortepian贸w Erarda i zaraz stania艂y.
- Erard jest zrozpaczony. - Przepraszam.
Prosz臋 pana?
Dobrze si臋 pan czuje?
Fryc!
Jak si臋 bawisz?
Id臋 gra膰.
Co ty wyprawiasz?
Mistrzu, nie teraz.
Prosz臋 mi nie rozkazywa膰.
- Panie baronie. - Tak?
- Co panu zagra膰? - Prosz臋 zaimprowizowa膰...
- Napoleona pod Waterloo. - Doskonale.
Przepraszam.
Pono膰 Napoleon drzema艂 podczas ataku Wellingtona.
Odwr贸t!
Odwr贸t!
Niech pan zagra w ko艅cu Chopina.
Monsieur Chopin.
W podzi臋kowaniu od pana barona.
Dzi臋kuj臋.
Dzie艅 dobry.
Pierre!
Pan Chopin?
- Dzie艅 dobry. - B艂agam, powiedz,
偶e macie jeszcze sorbet.
Marz臋 o nim od wiek贸w.
- Brzoskwinia i gruszka? - Nie.
Cytryna.
Oczywi艣cie.
Sorbet cytrynowy.
Ja nie 偶yj臋.
Idiotyczna pomy艂ka.
Pan Chopin nie 偶yje.
On nie 偶yje.
Dotknij.
艢mia艂o!
Mo偶e jestem duchem?
Smacznego.
Oto zmartwychwsta艂em i b臋d臋 jad艂 sorbet.
Gdy odbior臋 je z dworca, b臋dzie prywatna kolacja.
Ona, ja i jej matka.
Ale odwiedzimy ci臋, obiecuj臋. Marz膮, 偶eby ci臋 pozna膰.
Wszystko ju偶 gotowe.
Mama Wodzi艅ska te偶 taka fantastyczna?
Wiesz, jak jest po w艂osku "te艣ciowa"?
Jak to jest z dzie膰mi?
Z dzie膰mi?
Je艣li wdadz膮 si臋 w ciebie, b臋d膮 okropnie smutne.
Chod藕.
Zagram ci co艣.
M贸j ojciec hodowa艂 kr贸liki.
Nie r贸偶ni膮 si臋 zbytnio od dzieci.
Jedz膮, sraj膮 i 艣pi膮.
I mo偶na je przytuli膰.
A teraz s艂uchaj.
Chodzi mi po g艂owie co艣 takiego.
Co s膮dzisz?
Chcesz m艂otek?
Co do dzieci, skoro tylko one ci臋 interesuj膮:
to naj艂atwiejsza mi艂o艣膰 na 艣wiecie.
Nigdy si臋 nie ko艅czy.
Ty kochasz dzieci,
one ciebie i wszyscy zadowoleni.
To nowe?
Tak.
Co艣 ty napisa艂?
Jeste艣 stukni臋ty.
- To jaki艣 偶art? - Moje nowe scherzo.
Nie mo偶esz napisa膰 normalnego akompaniamentu?
Tylko rozrzucasz tak d藕wi臋ki,
偶e 艂ami臋 sobie palce?
Nie rozrzucam, tylko uk艂adam.
Pos艂uchaj.
- To one. - Wyjd臋 przez kuchni臋.
Naucz臋 si臋 tego.
Nie jest sko艅czone!
Nie b贸j si臋, oddam.
- Co on powiedzia艂? - Znowu sm臋ci o Polsce.
Tutaj!
Czekamy!
Jasiu, chod藕!
Dzie艅 dobry. Pozwoli pani porwa膰 Jasia?
Pi臋kne, prawda?
Bia艂a ircha.
Szybko si臋 brudz膮.
I za drogie. Mam rodzin臋 na utrzymaniu.
Nie b膮d藕 taki praktyczny.
Poprosz臋 30 par.
I co my艣licie?
Wezm臋 trzy flakony.
Cztery. Albo pi臋膰.
- To te偶. - Pospiesz si臋, Fryc.
I to.
Nie, Fryc!
Wspania艂e, prawda?
Co to jest?
Nie wiesz?
Nie.
Ja te偶 nie.
Ale musz臋 to mie膰.
Rue Tronchet 5.
S膮 ju偶 fio艂ki!
Uwaga!
Rusz si臋, baranie! 呕ycie ci niemi艂e?
To lepszy Liszt ni偶 ty.
- Wybacz. - Nie by艂o najgorzej.
- Bardzo zabawne. - To by艂o wspania艂e.
- Dlaczego pan taki smutny? - Ja?
Podziwiam pana.
To chyba strasznie m臋cz膮ce.
- Co? - To ci膮g艂e udawanie.
Wola艂by pan mie膰 spok贸j, prawda?
Pani wybaczy.
Cisza!
Pa艅stwo wybacz膮, koniec zabawy.
Fryderyk poprosi艂, by pa艅stwa nie zatrzymywa膰.
Nie zatrzymuj臋 wi臋c.
Wreszcie mo偶emy spokojnie porozmawia膰.
Napije si臋 pan?
Na Majorce ca艂y rok 艣wieci s艂o艅ce.
Pomara艅cze mo偶na zrywa膰 z drzewa jak jab艂ka.
To b臋dzie najpi臋kniejsza zima w twoim 偶yciu.
Zn贸w b臋d臋 zdycha艂.
Nie.
Wyzdrowiejesz, zobaczysz.
Ca艂a pachniesz fio艂kami.
Mia艂a艣 racj臋.
Adam i Ewa dotarli do raju.
Poszukamy jab艂oni i w臋偶a.
Mo偶emy pop艂yn膮膰 do Afryki?
Mo偶emy z niej nawet nie wraca膰.
- Brakuje ci czego艣? - Pieni臋dzy.
Mo偶esz pisa膰 wsz臋dzie i wysy艂a膰 utwory wydawcom.
Musz臋 mie膰 instrument.
B臋dzie tu lada dzie艅.
Zarabiam g艂贸wnie lekcjami
i na przyj臋ciach.
Rozumiem.
Co rozumiesz?
Nie mo偶esz 偶y膰 bez Pary偶a.
Bez ukochanych koncert贸w, bez publiczno艣ci,
kt贸ra nie umie si臋 skupi膰 na muzyce d艂u偶ej ni偶 minut臋...
ale klaszcze, p贸ki prasa nazywa ci臋 geniuszem.
Masz racj臋.
呕al by艂oby to straci膰.
Wracamy.
Dobrze.
Do diab艂a z Pary偶em.
- Do diab艂a z Pary偶em? - Pieprzy膰 Pary偶.
- Pieprzy膰 Pary偶? - Pieprzy膰 Pary偶!
Pan Chopin?
Tak?
W imieniu Jej Wysoko艣ci Kr贸lowej Hiszpanii
i Rady Miejskiej prosz臋 o opuszczenie naszego miasta.
To przedstawienie?
Takie mamy przepisy.
Poinformowano mnie, 偶e pan Chopin ma gru藕lic臋.
W Hiszpanii gru藕lic臋 traktuje si臋 jak zaraz臋.
To zagro偶enie dla spo艂eczno艣ci. Prosz臋 opu艣ci膰 miasto.
Rozumiej膮 pa艅stwo?
- Co on m贸wi? - Chc膮 nas st膮d wyrzuci膰.
Mo偶ecie mieszka膰 pi臋膰 mil od skupisk ludzkich, nie bli偶ej.
Mi艂ego dnia.
To jaka艣 bzdura.
Gru藕lica to choroba dziedziczna!
Kretyni!
Wiecie, co to oznacza?
Nie da si臋 tym zarazi膰!
Przesta艅cie!
Przesta艅cie!
Dzi臋kuj臋.
Mamy klucz! To opuszczony klasztor,
ale mamy si臋 gdzie zatrzyma膰.
B臋dziemy sami, ty i ja.
I pewnie par臋 konfesjona艂贸w.
Jestem ca艂a mokra.
Jak cicho.
Jak cicho!
Co za historia.
Chcia艂bym umrze膰 w twoich ramionach.
Obiecuj臋.
Kocham ci臋.
W ko艅cu przestanie pada膰 i b臋dziesz zdr贸w.
Lubi臋, kiedy pada i jest zimno.
Jeste艣 gdzie艣 indziej. O co chodzi?
Wszystko jest dobrze.
Fryderyku...
Nie mog臋 偶y膰 bez grania.
Rozczulasz si臋 nad sob膮.
T臋dy prosz臋.
T臋dy.
Na mi艂o艣膰 bosk膮, uwa偶ajcie.
Ostro偶nie!
Powoli.
Ostro偶nie.
Nie da rady.
- Odm贸wili. - Zap艂acimy, ile chc膮.
M贸wi艂em im.
On musi st膮d wyjecha膰.
Wymy艣l co艣.
Prosz臋.
Przyp艂yn臋li.
Kochany, to si臋 zaraz sko艅czy.
Panie kapitanie...
- To ten zara偶ony? - Ma zapalenie oskrzeli.
To Fryderyk Chopin.
Co z tego?
Zap艂ac臋 500 frank贸w.
Za osob臋.
Nie! Usi膮d藕!
Dusz臋 si臋.
Nie powinno mnie by膰.
Nigdy nie powinno mnie by膰.
Powinna艣 mnie zostawi膰 i 偶y膰.
Przegrywam.
Zostawi艂e艣 klucze!
Przepraszam,
chyba zostawi艂em u pani serce.
Wybacz, usma偶y艂am je z jajkami.
We藕 lekarstwa i dobrze popij.
Oczywi艣cie.
Pan Chopin?
Prosz臋 pana! Pan Matuszy艅ski pana prosi.
Trzeba si臋 spieszy膰.
To twoja wina. Zarazi艂e艣 go.
I moja, 偶e pozwoli艂am mu u ciebie mieszka膰.
Wiecznie by艂am tu sama.
By艂 na ka偶de skinienie, gdy tylko mia艂e艣 problem.
Kaszel, sraczk臋
albo kiedy nie umia艂e艣 uprasowa膰 koszuli.
Nie mogli艣my wyjecha膰 na wakacje.
Ukrad艂e艣 mi rodzin臋. Dzieci, kt贸rych nie b臋d臋 mia艂a.
Bo Fryderyk wymaga艂 opieki.
Bo kto by go wni贸s艂 po schodach?
Nic od ciebie nie dosta艂, tylko gru藕lic臋.
Nikt od ciebie nic nie dostaje.
Tylko 艣mier膰.
Dzie艅 dobry. Jestem Carl Filtsch.
Chc臋 zosta膰 pana uczniem.
艢wietnie,
ale nie ucz臋 dzieci.
Od pana Liszta.
"Lepiej zabij go na miejscu.
Gra tak, 偶e za 10 lat
obaj b臋dziemy bez pracy".
Nie mam wolnych termin贸w.
A pan co, chce 艣piewa膰?
To m贸j brat, Joseph. Nie m贸wi, ale s艂yszy.
Przepraszam.
Nie!
Nie popisuj si臋.
Chcesz zaczyna膰 nauk臋 od moich kompozycji?
Zagraj co艣 innego.
Nie mam nut.
Nie umiesz nic zagra膰?
Nie tak dobrze.
Nie tak dobrze...
Szkoda.
Trudno.
To wszystko.
Mog臋 zagra膰 sw贸j utw贸r?
Prosz臋.
Wystarczy.
Od dawna grasz?
Dobrze.
Spr贸bujmy...
to.
Lewa dobrze. Ale praw膮 grasz mechanicznie zamiast 艣piewa膰.
Metronom jest dla lewej r臋ki. Ona buduje fundament.
Prawa porusza si臋 swobodnie.
Jeszcze raz.
To nie to.
Albo grasz jak automat, albo tracisz kontrol臋.
Staraj si臋 dzieli膰 uwag臋.
Lewa constans, prawa opowiada.
Przepraszam, b臋d臋 wi臋cej 膰wiczy艂.
Nie graj na klawiaturze.
Graj w g艂owie.
Spr贸buj nie s艂ysze膰. Jak Beethoven.
Wyobra藕nia jest lepsza ni偶 wykonanie.
Spok贸j ducha.
Dzia艂a tylko g艂owa.
Zamknij oczy.
W艂a艣nie tak, Carl!
Dzi臋kuj臋.
Musisz wi臋cej je艣膰.
Tak.
Przeszkadza ci, 偶e z nami jedz膮?
Dlaczego? I tak marnujemy du偶o jedzenia.
Mo偶esz ciszej?
Jest tu, bo mamy dzi艣 lekcj臋.
Jak co dzie艅.
- To problem? - Nie.
Dlaczego?
Prosi艂em: nie pal przy stole.
Wybacz.
Brawo. Wspaniale jak zawsze.
Chcia艂bym przedstawi膰 Waszej Wysoko艣ci
niezwyk艂ego pianist臋 i kompozytora.
Tak nie gra nikt na 艣wiecie.
Z wyj膮tkiem mnie.
- Dlaczego nie? - Dzi臋kuj臋.
艢mia艂o.
Nie wiedzia艂em, 偶e ma pan syna.
To nie syn, to m贸j ucze艅.
Carl Filtsch z Transylwanii.
A m贸g艂by by膰 synem. Ma talent.
Jest lepszy ni偶 ja.
Nie s膮dzi艂em, 偶e to o kim艣 powiem.
Wasza Wysoko艣膰,
prosz臋 o nim pami臋ta膰.
Nawet kiedy mnie nie b臋dzie.
Nie b臋dzie?
Dok膮d艣 si臋 pan wybiera?
Pono膰 lud chce mnie obali膰,
cho膰 bezwstydnie mu si臋 podlizuj臋.
S艂yszy pan t臋 okropn膮 Marsyliank臋.
Pozwoli艂em j膮 艣piewa膰 w moim pa艂acu!
Ja te偶 pewnie b臋d臋 musia艂 ucieka膰.
Wyjad臋, jak tw贸j mistrz.
Albo mnie zabij膮.
Wtedy ca艂y Pary偶 b臋dzie dla ciebie, ch艂opcze.
- Przyjecha艂 ksi膮偶臋 de la Baume. - Chod藕my, moja droga.
Dok膮d pan wyje偶d偶a?
Pachn臋 dzi艣 fio艂kami.
Pami臋tasz?
George...
Wiesz, 偶e b臋dzie rewolucja.
Zmiot膮 nas. Rozumiesz.
Rewolucja mnie nie obchodzi.
Jestem zm臋czony.
Odpocznij. Mam du偶o czasu.
Dla mnie jednej nie masz si艂y.
Brzydz臋 si臋 sob膮, 偶e to m贸wi臋.
Jestem 偶a艂osna.
Potrzebuj臋 tylko blisko艣ci.
Od dawna nie jestem m臋偶czyzn膮.
- Wiedzia艂a艣, 偶e tak b臋dzie. - Bez penetracji te偶 mo偶na kocha膰.
Nie chodzi o cia艂o.
Ty mnie nie chcesz.
Mam by膰 tylko matk膮 dla Carla.
Przesta艅!
Przez lata pogodzi艂am si臋 z tym,
偶e dla ciebie najwa偶niejsza jest...
twoja choroba i muzyka.
Nauczy艂am si臋 przegrywa膰 z jedn膮 i drug膮.
Mam te偶 przegrywa膰 z ch艂opcem?
Przegrywa膰?
- To nie konkurs. - Ci膮gle wszystko udajesz.
Nie ma w tobie nic prawdziwego.
Udajesz, 偶e nie boisz si臋 艣mierci.
Ale sam zobacz, ju偶 jeste艣 trupem.
Tylko udajesz, 偶e 偶yjesz.
Masz racj臋.
Krzywdz臋 ci臋.
Nie kocham ci臋.
Nigdy nie kocha艂em.
Wydawa艂o mi si臋.
To by艂a iluzja.
To moje przekle艅stwo.
Wybacz mi.
Wybaczam.
I dzi臋kuj臋 ci.
Zostanie mi pi臋kne wspomnienie...
mojej mi艂o艣ci do ciebie.
呕al mi ciebie.
Uwielbiam ten utw贸r.
- Co si臋 dzieje? - Wyszed艂em z mokr膮 g艂ow膮.
Teraz zagraj to, m膮dralo.
M贸wi膮, 偶e pan nied艂ugo umrze.
I 偶e Liszt jest ode mnie zdolniejszy.
Nie wierz we wszystko, co m贸wi膮 ludzie.
Nie chc臋, 偶eby pan umar艂.
Potrzebuje pan s艂o艅ca i wi臋cej snu.
I prosz臋 bra膰 leki.
To wszystko.
Par臋 lat temu m贸wi艂 pan to samo.
Z ca艂ym szacunkiem, panie profesorze,
s膮 mo偶e nowe metody?
Z ca艂ym szacunkiem, mistrzu, b臋d臋 w Pary偶u za siedem miesi臋cy.
Je艣li nie zmieni pan trybu 偶ycia, odwiedz臋 pana na cmentarzu.
S艂ysza艂 pan o terapii cieplnej?
Chryste.
Pan...
taki kulturalny cz艂owiek, wierzy w takie zabobony?
Wie pan, 偶e od tego mo偶na umrze膰?
S艂ysza艂em, 偶e to pomaga.
Wypaca si臋 chorob臋. To oczyszcza organizm.
Pan przepisuje mi s艂o艅ce.
Nie wiem, czy to du偶a r贸偶nica.
Wiem, 偶e pan si臋 boi.
Przepraszam.
Prosz臋 pana! Tu jest kolejka!
Boli, bo pan w to nie wierzy.
Wierz臋.
Wy, chorzy, nigdy nie wierzycie,
ale przychodzicie.
Rozumiem to. Doktorzy ci膮gle was oszukuj膮.
A tu nie ma magii ani oszustwa.
Miazmaty chorobowe, tworz膮ce rop臋 w ciele,
pognaj膮 do tego miejsca jak do 偶ywiciela.
Z pa艅skich p艂uc przebiegn膮 do tej rany.
Potem...
Przepraszam.
...wyjmiemy sznurek,
odkazimy ran臋
i b臋dzie pan znowu m艂ody, pi臋kny i zdrowy.
Ludzkie cia艂o to bardzo prosty mechanizm.
Dzi臋kuj臋.
Tam b臋d膮 setki os贸b, kt贸rymi gardzisz.
P艂ac膮 po 50 frank贸w za bilet.
Musz臋 mie膰 na Ameryk臋.
Kupimy tam drewniany dom.
Du偶y, z wielkim ogrodem.
Carl i Joseph zajm膮 g贸r臋, a ja d贸艂.
Z ogrodem?
Ameryka to przysz艂o艣膰.
Jeszcze dwa koncerty i wi臋cej mnie tu nie zobacz膮.
Wyje偶d偶amy po powrocie Carla z Wenecji.
- Jeste艣 pewny? - Tak.
Jestem.
Gru藕lica nie jest zara藕liwa, przecie偶 wiesz.
Nie obwiniaj si臋.
Chod藕.
Fryderyku!
M贸g艂by艣 otworzy膰, kiedy si臋 puka!
Wiem, 偶e nie mog臋 ci pom贸c.
Ale nie musisz dzi艣 gra膰.
Du偶o ludzi?
Tak. Nadkomplet.
Zagram za ciebie, 偶eby si臋 nie w艣ciekali.
Kiedy艣 mi si臋 odwdzi臋czysz.
Zrozumiej膮.
Chc臋 zagra膰.
Nie rozczulaj si臋 nade mn膮.
Niepotrzebne mi to.
To tylko granie.
Tylko granie.
Jeste艣my na miejscu.
Dzi臋kuj臋.
Mi艂ego dnia.
Mistrzu...
Dzie艅 dobry.
To ja, Jane Stirling. Pa艅ska uczennica.
Chcia艂abym wzi膮膰 kilka lekcji. Wszystko zapomnia艂am.
Musz臋 odm贸wi膰.
Ju偶 nie ucz臋.
Przesta艂 pan bywa膰 na przyj臋ciach.
Jestem bardzo zaj臋ty.
Nie koncertuje pan, nie uczy...
Mam pieni膮dze. Zaopiekuj臋 si臋 panem.
Wielbi pana ca艂y 艣wiat. Nic niezwyk艂ego, 偶e ja te偶.
Ale kocham pana bardziej ni偶 inni.
Od lat.
Bardziej ni偶 ktokolwiek.
Dlatego prosz臋, by zosta艂 pan moim m臋偶em.
- Prosz臋 nie m贸wi膰 g艂upstw. - Kocham ci臋.
Zajm臋 si臋 tob膮.
Lito艣膰...
to najokrutniejsze, co mo偶na da膰 cz艂owiekowi.
To nie lito艣膰, to mi艂o艣膰.
- Jeste艣 wszystkim, o czym marz臋... - Nie m贸wi臋 o pani.
M贸wi臋 o sobie.
呕egnam.
I co?
Pisz臋 to od dw贸ch miesi臋cy. Co my艣lisz?
Niedobre?
Fryc,
znakomite.
Jaka to forma?
呕adna i kilka naraz. Sonata, polonez...
Polonez?
To jest bardziej fantazja.
No tak.
Mo偶e kiedy艣, za sto lat...
ludzie zrozumiej膮 t臋 muzyk臋.
Ale dzi艣 powiedz膮, 偶e to nie jest muzyka.
呕e nie ma temat贸w, nie ma formy.
Polonez, m贸wisz. Nikt go w tym nie dostrze偶e.
Przyjacielu, skoro piszesz takie rzeczy,
nie mo偶esz skomponowa膰 kilku prostych walc贸w?
Gra艂by艣 je w ma艂ych salonach i na tym zarabia艂.
Ju偶 nie chc臋 tak.
To z czego b臋dziesz 偶y艂?
Nie chc臋 traci膰 czasu.
W ko艅cu zrozumia艂em.
Nie czytam ksi膮偶ek, nie kupuj臋 gazet,
nie chce mi si臋 wychodzi膰.
Nie musz臋 si臋 ju偶 mizdrzy膰, nieszczerze u艣miecha膰, podlizywa膰,
ple艣膰 bzdur,
udawa膰, 偶e mnie obchodzi, co m贸wi膮 do mnie i o mnie.
Nied艂ugo umr臋.
I wreszcie czuj臋 si臋 wolny.
Jest mi dobrze.
Komponuj臋 jak chc臋 i podoba mi si臋 to, co tworz臋.
Pierwszy raz.
Pragn臋 sko艅czy膰 ten utw贸r i jeszcze jeden lub dwa.
Ile zd膮偶臋.
Nic wi臋cej.
Rozumiem.
Spotkamy si臋 na twoim pogrzebie.
Pami臋tam...
kiedy by艂em ma艂y,
biega艂em w ogrodzie z siostr膮.
Jak zwykle zacz膮艂em kas艂a膰.
Stan膮艂em na chwil臋.
Mama wychodzi na werand臋
i niesie zi贸艂ka. Nie lubi臋 ich, ale...
Nie lubi臋 ich, ale pij臋.
I widz臋 w jej oczach smutek.
Nie rozumiem go. Po prostu nie mam si艂y biega膰.
Wchodz臋 do domu,
siadam przy fortepianie i zaczynam gra膰.
I graj膮c, znowu biegam.
Skacz臋, 艣miej臋 si臋.
Bawi臋 si臋...
i nie kaszl臋.
Wiesz, 偶e nikt nigdy nie zagra twojej muzyki tak, jak by艣 chcia艂.
Id藕 ju偶.
Raduj si臋, przyjacielu!
To nowy 艣wiat. Bez kr贸la,
bur偶uj贸w, arystokracji. Koniec z bied膮. Niech 偶yje wolno艣膰!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.