Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dawno, dawno temu, kiedy nad Wisłą żyli Wiślanie, nad Bugiem Burzanie,
a nad Gopłem Goplanie, a każde plemię miało swoich bogów, panował
okrutny popiel, którego zjadły myszy.
Co widzisz?
Krew.
Krew.
Daj, bracia, we krwi.
Gród się pali.
Myszy. Widzę ciebie, książę i mysz.
Wszędzie myszy.
Urzesz. Całe lud myszków wrżnąłem.
Widzę ciebie, książę.
I wierzę w płomienia. Urzesz, stara.
Kamień się nie pali.
Pójdziesz do lochu i nauczysz się inaczej wróżyć.
Wróżbę duchy dały. Ciąże.
Pogaszę wam ognie.
Wróżki rozpędzę.
Świątynię zrób nam z ziemią.
Nie szukajcie popielu wojny z bogami.
Dość dziś z ludźmi mieć będziecie.
Jednym radość, a drugi płacz. Zwycięstwo!
Zwycięstwo!
Zwycięstwo!
Zwycięstwo!
Zwycięstwo!
Zwycięstwo!
Zwycięstwo! Panie, zwycięstwo! A młodzi księżęta?
Żywi, panie, żywi i zdrowi.
Mieli nie wrócić.
Chwala niech będzie Bożą!
Mieli obaj zginąć w bitwie.
Pewny piastun mnie spuszkał z oczu, pani.
Przeklęty piastun.
Dolejesz to do miodu. Na sen.
Sen? Wieczny, pani.
Nie.
Jeszcze nie.
A poznam.
Głowa!
Głowa!
Matko, czyja to głowa?
Głupca. Dlaczego zginął?
Bo zbuntował się przeciw twojemu ojcu.
Ja też chcę sinąć głowy.
Ty, syno, będziesz księciem.
I będziesz ścinał głowy każdemu, kto się tobie sprzeciwi.
Który był lepszy?
Obydwaj jednacy.
Wieczu, jednacy.
To Boże!
Piastunie, podejdźcie.
Dzięki, Piastunie, że tak dobrze wychowałeś moich bratanków.
I wy, rodzi mój, dziesięć lat minęło, jak po śmierci mego brata daliście mi
władzę do czasu, aż jego synowie zmężnieją.
Nastal ten dzień.
Jutro oddaję władzę temu, którego wskażą bogowie.
Który będzie księciem?
Któremu z was władza, gród i drużyna?
A któremu?
Nic.
Wybijemy za wyroki bogów. Sława im!
Sława!
Boisz się?
Przelać krew rodu.
To największa zbrodnia.
Weszłam do łoża twórza.
Słucho, kupiłem cię.
Byłaś niewolnicą.
Dałam ci syna.
Bom cię zbrzychaciał.
Dałam syna władcy. Nie słudzę.
Jutro ty będziesz się kłaniał nowemu księciu. A twój ród nigdy nie uzna
syna.
Zabiorą mu wszystko.
Nawet życie.
Idź.
Biorę ty krew na siebie.
Zabiłeś brata.
Nie. Nie. Nie pamiętam.
Nic nie pamiętam.
I co powiecie?
Prawo mówi śmierć za śmierć. Śmierć za śmierć!
Śmierć za śmierć!
Straszna to zbrodnia.
Mord własnego brata. Prawo mówi, Śmierć za śmierć.
Ale choć zbrodniasz, on z naszego rodu.
Nie przelewajmy rodowej krwi.
Okażmy łaskę.
Okażmy.
Oślepić.
Nie zwątpił.
A Piastun? Piastun, teraz jestem władcą z rodu i prawa.
A twój syn?
Syn dziedziczy po ojcu.
Syn niewolnicy?
Każe im przysiąc na słońce.
A jak nie uwierzą?
Wtedy cały ród...
Dziebunt. Weź gmieć ich synów za zakładników.
Kto przykroczy ten krąg, zginie.
Wiedźma! Może i wiedźma.
Znamy się i z wiedźmami.
Ja po tobie.
Skąd ty tu?
Z lasu.
Dobrze udawałaś wiedźmę.
Widziałeś?
To... ty?
Myśleli, że to twoje czary.
Mój ojciec bogaty. Wynagrodzi cię.
Sama możesz mnie wynagrodzić.
Ja?
Pocałuj mnie.
Oszalałeś? Pewnie tak.
Dziękuję.
Hej!
Wrócę tu jeszcze.
Ciąże zdrowia życzy.
Gdy zdrowia życzy, znaczy czegoś żąda. Żąda, żąda.
Masz dwóch szczynów dać do grodu.
A jak nie dam?
Tu nas tylko pięciu, ale w grodzie stu.
Beznajednego.
Sambor!
Ty pojedziesz.
Nie!
Odejdź.
Matka, odejdź.
Ojcze, czemu mnie do niewoli dajecie?
Nie ciebie.
Posyłam, ale moje oczy.
I tu?
Z wszystkich lat uzbiorą.
Nie wolno.
Bo co?
Książę zachorzał.
Mój czas się kończy.
Ozdrowiejecie z pomocą bogów.
Nim zamknę oczy.
Ślubujcie, że mój syn będzie księciem.
Przysięgnijcie. Na synańce. Nie będzie nam panował syn niewolnicy.
To, to, to mój syn.
Ale z niewolnej. To, to musi zginąć.
Dla dobra i spokoju. Żeby w przyszłości nie było zamętów.
Nie, pokoj. Nie.
Proszę.
Błagam.
Życie.
Za klinem, za klinem, drójcie życie, drójcie życie.
Zimno, zimno mi, bardzo zimno, zimno. Miodu, proszę, miodu, miodu dajcie,
miodu dajcie.
Nie chcę zwaśnionego odejść do ojców i dziadów.
Wypijmy na zgodę.
Niech tak będzie.
Dzięki.
Teraz mogę odejść.
Spokojnie. Na zgodę.
Na zgodę.
Na zgodę.
Zgoda.
Na zgodę. Na zgodę.
Pali mnie.
I mnie też.
Już tak nie pali. Kto ja?
... ... ...
... ... ... ...
Nam cię mordują?
Książe żyw jeszcze, a oni?
Komu władza? Jak w pysie pożarli!
Zabierzcie trupy.
Wkładajcie bogom ofiarę za życie księcia.
Jestem Wiem Przyszłaś wreszcie Idź stąd i nie wracaj A to dlaczego?
Bo mi się podobasz Ty też mi się podobasz Bardzo mi się podobasz
To źle Dlaczego?
Bo mogę się w tobie zakochać Boisz się?
Nie
Nie wolno mi.
Nosisz wianek, nie masz męża.
Ojciec mnie Bogom obiecał.
Chcesz być kapłanką?
Chciałam.
A teraz?
Ucieknij ze mną.
Co?
Nawet nie wiem jak masz na imię.
Zostań tu.
Nie może ujść.
Dobry strzał.
Jak jesteś?
Myśliłem.
Dlaczego mi pomogłeś?
Bo nie lubię, jak pięciu napada jednego.
Nośnis młot tora.
Byłeś u wikiniów.
Sypiasta, zimowic.
Znałem twojego ojca.
Tutaj nie wyciągnę.
Nasza zagroda niedaleko.
Wsiądziecie na konia?
Trzeba sprzątnąć trupy, inaczej nas spalą.
Co z wami?
Myślę, że tmiecie o uwierzynie.
Uwierzył, nie uwierzył.
Piastun nie uwierzył i już jest tam.
Panie, ważne wieści.
Wejdź.
Z tych, co piastuna ścigali, wrócił tylko koń.
Pójdziesz ich tropem.
Pójdę pali.
Wymordować ród. Własny ród.
To najgorsza zbrodnia.
Trzeba zwołać wiec.
A kto pamięta, co to wiec? Są tacy, co pamiętają.
Przytrzymajcie.
Teraz.
A jeśli zatruda?
Przypalaj.
Chcę cię wycisłać.
Idź. Tak.
Ja do sąsiadów, a on i dalej. Od zagrody do zagrody.
Ciąże mściwy.
Możecie dać głowę. To dam!
Nie będzie zbrodniarz nad nami panował.
Chcecie wybrać nowego księcia.
Księcia? A po co nam książę?
Wrody będą rządzić.
Jak dawniej. Sąsiedzi najadą.
Kopytelni was rozniosą.
Nie rozniosą.
Dawniej nie roznieśli, to i dzisiaj nie rozniosą.
Jutro będę prosił ojca o ciebie.
A jeśli odmówi?
Ściągniesz na nas gniew bogów.
Do świątyni dzień drogi. Może zostaniecie. Nabierzecie sił.
Mnie tu znajdą, a was wymordują.
Muszę ruszyć jeszcze przed świtem.
Na konia nie siądziecie.
Dam wam wóz, synów i ludzi do ochrony. Ludzie wam tu mogą być potrzebni.
A ziemowić piastowic za dziesięciu stanie.
Odprowadzę was.
Gdzie i kiedy wiec? Jak dawniej, pośród starych dębów.
Przed nocą kupały, gdy gromadami schodzą się na święto.
Do kupały.
Pozdrowieje. To dla was.
Na drogę.
I to.
Złóżcie ofiary Bogom.
Niech nas chronią.
Sprawę do was będę miał.
Mówcie. Nie czas i miejsce.
Wrócę.
Będę rad.
Gdzie one są?
Kto?
Myszy. Myszy?
Gonily. Mnie. Chciałem uciekać.
Nie mogłem.
Dogonili mnie.
Upadłem.
Oblazły mnie mroje. Myszy chodzili do oczu, do
ust. Jadli mnie, jadli, jadli, jadli. Za dużo pijesz.
Brać nie mówiła o myszach. Jak kota nie ma, to myszy harcują.
Śpisz, a piastu jak kamień w wodę.
Nie wrócili?
Wisz, wici się.
Wici?
Wiec?
Jak śmiał?
Stary, swobodny i w głowie!
Śpisz, baranił?
Mogliby nas wszystkich tutaj powyżmyć.
Weźmiesz najwierniejszych ludzi, nikogo z kmiecich synów, przywieziesz mi głowę,
wisza, a jak napotkam piastuną, wtedy dwie głowy.
Za to, że wybrałem wasze dziesiątki.
Kwierdził puch dla mnie.
Dużo.
Dużo, mówisz.
Wiesz, bogatych mieć.
Mogę wziąć innych.
O świcie ruszamy.
Co? Cicho.
Kto napościł go ojca?
Kto? Zmierda. O świcie.
Słyszałeś? Chyba duża ryba.
Szczuka.
Nie spodziewają się.
Otwierać.
Nie życzę wam źle, chociaż zbrodniarzowi służycie.
Idźcie precz! Brać go!
Matce pamięć, ojcu pomsta się należy.
Krew za krew, krew za krew, krew za krew.
Ja z wami.
Bratem chcę wam być.
Bądźcie wy mnie też.
Ojciec zginął za kmieci, za wiec.
Niech wiec postanowi o zemście za jego krew.
Nie będziecie mieli do pomsty rąk, ja swoje dam.
Bratem chcę wam być.
I my tobie braćmi.
Nie stało mi czasu starego lisza prosić.
Teraz wy starsi.
Siostrę waszą chcę wziąć.
Młodszą.
Bracie, jej nie kądziel i dzieci, ale ogień święty i wróżba.
Ona Bogom przeznaczona.
Nie jednej dziewcy to się śni. A jak ją weźmie mąż, zapomni.
Kocham ją.
Ojciec ślubował.
że jeśli mać połóg przeżyje, to dziecko Bogom ofiaruje.
Ojciec i matka już teraz tam.
Z duchami, bogami.
Ja wojować nie chcę.
Serca bym dał, ale nie mogę.
Wodzicie mieć we mnie wrogań z brata?
Druhów wam teraz trzeba, nie wrogów.
Nie mogę.
Nie chcecie dać po dobroci, to ją wezmę siłą.
A my ją siłą bronić będziemy.
Lnę się na słońce?
Lnę się na słońce!
Iż wszystkiemu, co większość wiecu uradzi,
powolnym będę i spełnię, choćby to przeciw woli mojej było.
Nie ma już tego, który nas wezwał, ale jego duch jest z nami i o pomstę woła.
Krew Ojca o pomstę woła.
Prawo mówi śmierć za śmierć.
Śmierdza śmieć! Kto zabił?
Smerda zabił.
Zabijcie Smerdę. Zabił z rozkazu księcia. A jeśli zabił z własnej woli?
To książę niewinny. Inny!
Inny! Inny! Wiesz, was nie dla własnej sprawy wezwał.
Ale by zbrodniarza sądzić.
Książę cały swój ród wymordował.
A kto to widział? Kto? Ja widziałem.
Widziałem trupy. Sami się porżnęli. O władzę!
Trupy od mieczy nie sinieją.
I piana się nie toczy. Psy nie zdychają.
Pociął i porżnął, by ślady trucizny zatrzeć. Kto zbrodni nie ukaże, ten
nową zbrodnię zrodzi.
Sądźcie! Śmierć!
Śmierć! Śmierć!
Wywieźcie!
Wodza!
Nasz ród najliczniejszy. Najwięcej ludzi damy. Wódę wodę!
Najsilniejszy niech prowadzi! Duży wodze! Duży wodze!
Nasz ród najstarszy!
Sikowit niech prowadzi!
Sikowit!
Sikowit!
Wybierzcie kogo chcecie, ale wybierzcie wodza!
Nie chcemy wodza!
Kupą się zwalimy! Kupą się zwalimy!
Kupą! Kupą!
Dziesięć dwóch lepsze od jednej! Nagród!
Nagród! A żniwa?
Żniwa!
Najpierw żniwa, wojna, bo żniwa! Dobrze mówię!
Uderz w noc kupały. Dobrze. Będą pijani i bezbronni. Dobrze.
W świętą noc kupały żaden z drużyny się nie waży.
A grodu będą bronić przeciw własnym rodom? Drużyna będzie.
Tynu kmieci dajemy.
Wezwi wikingów. Pustoszą wszystko.
To i dobrze.
Kmieci przyjdą do ciebie po obronę. Bliżej do tasów.
Wikingów opłacisz. Nagrabią i odejdą.
A tas?
Jak ślądzie swoim żelaznym zadem.
Synu, będziesz wielkim władcą.
Większym od ojca.
Mamy czas do żniw.
W sam raz, żeby ściągnąć wikingów.
Chłopcy się popiją, poszaleją.
To i mnie wezmą za młodą.
Boże, który pocałuje.
Wróć do domu, nie ostawaj na kupale.
Idź do domu, ostaniesz w krew, się boleje.
Oszalałaś.
Oszalałam, oszalałam. Ty wiesz, ja też kiedyś byłam piękna. Łzy
krasne zmyły, łzy.
Ja oszalałam.
Proszę, małże.
Ładna. Szkoda jej do świątyni.
Nie wzywałem cię.
Jeszcze nie czas.
Zabiłam ojca.
Zabiłam, to moja winna. Zdradziłam bogów, pokochałam.
Ty? Ty zabiłaś?
Przeze mnie zginął ojciec. Matka poszła na stos.
Porwał mnie, broniłam się.
Kogo? Kogo zabiłaś?
Siemowita.
Kastowica.
Bogowie.
Ziemowicy z rąk dziewki?
Niemożliwe. Wyrocznie mówiła inaczej.
Pozwólcie mi świętego ognia strzec.
Za młoda jesteś.
Pozwólcie.
No dobrze.
Ale tylko na próbę.
Zabiła.
Ziemowita Piastowica.
Ziemowita?
To niemożliwe.
Zostawcie tu konia, panie.
Pod wodą jest kładka.
Tarnem oce.
Złe duchy.
Uciekajcie.
Uciekajcie.
Uciekajcie.
Uciekajcie.
Uciekajcie.
Gorączko.
Idź za bakna.
Wyjdź za las.
Za stół.
Ja swoje zrobiłam. Jak to uroku nie rzuci.
Pić.
Żeby żywą wodę mieć.
Ale gdzie ją znaleźć?
Za górami, za lasami, daleko, daleko.
Dzik mnie poszarpał.
Musiał być bardzo wielki dzik.
Wstyd i zromota.
Z ręki dziewki.
Pośmiewisko. Nawet baby się będą śmiać.
Dziewka w świątyni.
Porwę ją i ze świątyni.
Ściągniesz na siebie gniew bogów i ludzi.
Co mi tam?
Chciałem synom Wisza bratem być.
Razem mieścić śmierć ich ojca. Nie dali mi dziewki.
A gród?
Co gród?
Wiec postanowił iść na Popiela.
Wola wiecu do rodu należy.
Nic mi do Popiela i Popielowi do mnie.
Źle ci było u wikingów.
Dobrze. To czemuś wrócił?
Bo ja wiem.
Zatęskniłem.
Zatęskniłeś. Pewnie za lasem.
Lasy są wszędzie.
Ale pachną inaczej.
Wracaj do wikingów.
A to czemu?
Idź do wikingów, albo do Prusów, na Ruś.
Wojownik z ciebie tęgi, przyjmą cię wszędzie i dobrze zapłacą.
Dlaczego mam iść?
Skoro ci nic dopopiera, do nas i do tej ziemi idź pracz.
I nie wraca więcej.
Chcieli czekać do gniw?
Napewnili nam spichlerz.
Spóźniają się.
Kmiecie?
Wikingi. Żałuję, że posłałem po nich.
Ta czerń plugawa nie waży się.
Niech wiedzą, że się ich nie boję.
Bliżej podpuścić!
Podpuścić bliżej!
Mocny gród. Jak go brać? Od bramy. Wszystkich rzucić na bramę.
Bramy najbardziej strzegą.
Potrzebne drabiny.
Drabiny? Ja mam się drapać po drabinie?
Przecież tam nasi są.
Rodowi, co ich do grodu wzięli? Nie będą swoja kupić. Ja mam tam dwóch.
Co teraz?
To mnie!
Będziemy to stać, aż zaczniesz wleć własne gówno! Aż zdechniesz z głodu!
Otoćcie skrażami gród od strony wody i od lasu. A ty co?
Wszyscy rozumy zjadłeś?
Sami wiemy, co robić. Tu każdy ma swoją pomstę i swoją sprawę. A ty?
Tobie do nas. Idź. Idź stąd. Idź. Bo kto pomyśli, że popielowi służysz?
I sąd!
I... I sąd!
Pozwolicie spocząć?
Zawsześmy gościom radzić.
Do świątyni.
Tak.
No ale widzę, że słabujecie.
Dajcie wody.
Mila, nie widzisz, że gość strudzony?
Ranili was pod grodem.
W puszce dziw nie posarpał.
A, ja myślałem, że to pod grodem.
Na wieczór wracam.
Przyjmiecie nas na noc?
Gość w dom, bogi w dom.
Co się tak za nim gapisz?
On też na mnie patrzył.
Bogaty chmieć.
Ale on nie z tych, co garnki lepią, tylko z tych, co je tłuką.
Zgiń prycz duchu. Nie jestem duchem.
Żyję.
Żyję. Nie wierzysz.
Dotknij.
Nie zabiłam cię.
Żałujesz?
Przyszedłeś mnie zabić.
Nie tu.
Nie szukam zemsty.
Chciałem cię tylko zobaczyć.
Musiałam się bronić.
Bogom mnie ojciec przeznaczył.
Któż by ci bronił ofiarę czynić i u świętych kamieni z duchami rozmawiać?
Duchy są zazdrosne jak ludzie.
Bogom i ludziom razem służyć nie można.
Kocham cię.
I porwę, choćbyś mnie miała drugi raz nożem pchnąć.
Idź. Proszę cię, idź i nie wracaj. A jeśli wrócę?
Zabij mnie! Zabij, zabij!
Nie waż się i stąd porwać.
Ojcze wizunę.
Bądź mężczyzną.
Mam się mścić? Sławę żywkasz w boju z wrogiem, nie z dziewką.
Matko Jarucho, ty wszystko wiesz. Oj, wiem, wiem.
Że ci się chłopa chce, też wiem.
Dolej.
Oj, Jarucho, lubi miot.
Daj mi, Lubczyku.
Dam, co zechcesz.
Tobie?
Ty sama jak Lubczyk.
Lubczyku, mi daj.
Na niego samego Lubczyku za mało.
Zaraz będą konie.
Dzięki za gościnę. Czym chata bogata. Jedźcie w zdrowiu.
Niech was bogi prowadzą.
Strzemiennego.
... ... ...
Jesteś straszny od ludzi. Idę do lasu. Nie ruchu.
Do lasu.
Chodź! Chodź!
Judo. Jary Sigwald.
Komit!
Popiel. Popiel.
O czym oni mówią?
Nie twój sprawa, Karle.
Niezbadane są wyroki bogów.
Uciekajcie!
Uciekajcie!
Tak,
to gniew bogów za wasze warcholstwo.
I głupotę!
Idźcie! Pokłońcie się!
Proście o wybaczenie!
Mordercę własnego rodu!
Mordercę waszych synów!
Zdrajcę, który wikingów sprowadził! Lecz co powiecie tam,
gdy przyjdzie stanąć przed duchami przodków?
To jest wasz wódz.
Macie go słuchać. On was poprowadzi.
Wybierzecie dziesiętników i setników.
Nie wedle stanowisk w rodach.
ale wedle tego, co potrafią.
Synu Piasta, podejdź.
Gdy mego głosu nie stanie, macie słuchać ziemowita Piastowica.
Młody on, ale wojna mu nie obca.
Klijcie się na słońce.
Wikingów nie dogonimy, bo nie mamy koni.
Staniemy tam, gdzie oni muszą przyjść.
Zobacz, co oni rozumieją.
Oni mają do bramki.
Tak, możemy bramkę bramka.
Nie można nam tracić ludzi.
Czeka nas jeszcze popiel.
Niech bogi orzekną.
Jarl wyzywa najmężniejszy z was, aby stanął przeciw Jarl.
Jeśli Jarl padnie, weźmiecie nasze miecze. Jeśli wasz zginie,
odpłyniemy.
Nie wystąpi?
Tylko chytrością chcecie wygrać.
Macie serca jak zając.
Ja.
Klinijcie się na słońce, że dotrzymacie słowa.
Klinijcie się na Odyna, że tu nie wrócicie.
Na słońce.
W Joliewer futwarande.
Złóżcie broń!
Klęliście się!
Na Odyna!
Przysięgaliśmy, że wyrzmiecie nasze miecze.
Odyn!
Przyszli jak wilki.
Ale zginęli odwoją przystało.
Pozwólcie, by ich duchy wzleciały do Warchalii.
Słyszałeś? Tak, pani.
Każecie uderzyć?
Nie.
Otoczyć gród, aby nikt z suchą nogą ani wodą się nie przedostał.
Próbował się przekraść.
Znaleźliśmy przy nim to.
Znak popiela. Widziałem go z wikingami.
Dokąd cię wysłano?
Mów.
Bóg mi doł.
Dość.
Puść Ciebie.
Jakże to?
Niech wiedzą, że pomocy znikąd.
Czemu nie każecie uderzyć? Jesteśmy gotowi.
Wielu ludzi zginie.
Wojna to wojna.
Gorzkie jest zwycięstwo, z którego nie ma się kto radować.
Co tam widzisz?
Wieża.
Wieża i gołębie.
Gołębie zawsze wracają do gołębnika.
Sypcie ziarna.
Dużo ziarna.
Wybaczcie Bogowie, że poświęcamy ptaki, aby uratować ludzi.
Wypuszczać!
Powiadają, że tak ruska kniegi zdobyła zbuntowany gród. Wiele wiecie.
Ruszamy!
I co teraz?
Poszle po czasów.
Wynosek nie przeszedł. Ale ktoś przyjdzie.
Jeżeli wezmą, może dostatek.
Możemy się bronić długo.
Jak długo?
Bardzo długo.
Za dużo gęb do żarcia, za mało rąk do bronić.
Nie ujdę już stąd.
Nie mamy dworza.
Co? Nie mamy dworza.
No się panie.
życie.
Widzieliście gniew bogów?
Stało się wedle wyroczni.
Człowiek nie może żyć bez głowy.
Ruj pszczół bez matki.
Wczoraj przyszli wikingowie. Jutro przyjdą pomorcy lub sasi.
Obierzcie księcia!
Znowu wiece i spory jest jeden,
któremu wielu spośród was zawdzięcza swoje życie.
Wciąż chcesz ją porwać?
Tak.
Jeśli przebłagasz bogów, to ci przebaczą.
Żyli długo i szczęśliwie.
Po śmierci Piastuna Ziemowit został księciem. Po nim syn jego Leszek, po nim
wnuk Ziemomysł.
A prawnik Mieszko wyciął święte dęby, obalił stare bogi i
wprowadził do kraju Polan wiarę w Jezu Chrysta.
Zanim wybierzesz jedną z dróg, zanim miłości spełnisz czuć, nim
nienawiści poznasz smak, o której nocą szepcze wiatr.
Zanim cię wciągnie życie z pres, nowe problemy, nowy wiek,
opowiem ci o jednej z dróg, po której kiedyś ktoś już szedł.
Bajki, czasem lubisz mówić te bajki.
Znaki tamtych czasów są wśród nas.
Nastrój, do wszystkiego trzeba mieć nastrój.
Wiatru czasem musisz chwycić się.
Zostanie w nas bajki.
Czy to tylko dzisiaj są bajki?
Znaki z tamtych czasów są wśród nas.
Nastrój niekoniecznie trzeba mieć na strój.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.