All language subtitles for Heaven. A year in hell.S01E04

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Cze艣膰.

Ile os贸b tam zakopali艣cie?

Oko艂o 30.

Zakopali艣my tam b贸l, strach...

Ten sam, kt贸ry widz臋 w twoich oczach.

Znale藕li艣my ko艣ci.

I doros艂ych, i dzieci.

Dalej b臋dziesz si臋 m膮drzy艂?

To jest czaszka pi臋cio... mo偶e sze艣cioletniego dziecka.

Dlaczego je zabili艣cie?

- Zabili艣cie, a cia艂a rozpu艣cili艣cie. - Wcze艣niej m贸wi艂e艣, 偶e je jedli艣my.

Nie zabijaj - powiedzia艂 Pan.

Pan. A ty potrafisz m贸wi膰 w艂asnymi s艂owami?

A ty potrafisz m贸wi膰 w艂asnymi s艂owami?

Kto艣 ci zabroni艂 szczerze ze mn膮 rozmawia膰?

Kto艣 ci zabroni艂 szczerze ze mn膮 rozmawia膰?

A kto艣 ci powiedzia艂, ile za to posiedzisz?

Mo偶e jak pani z nim porozmawia, to co艣 wsk贸ra.

A w jakim celu?

Jak syn zacznie wsp贸艂pracowa膰, to mo偶e dosta膰 mniejszy wyrok.

Ale ja...

Ja wcale nie chc臋, 偶eby on dosta艂 mniejszy wyrok.

Wie pani, co to jest wi臋zienie?

- On nie musi tam i艣膰. - Musi.

I niech upadnie, je偶eli tak B贸g chce.

Upadnie i nie b臋dzie nikogo, kto go podniesie.

Wtedy wyci膮gnie do mnie r臋k臋.

Grzesznicy wracaj膮 tylko w ten jeden spos贸b.

A on musi zrozumie膰...

ile mi zawdzi臋cza.

Sam.

Dlaczego zabili艣cie te dzieci?

Nie wiesz, tak?

Miro艅czuka zabili艣cie dla ziemi?

- Krzysiek! - Klucz Francuski.

Nazywam si臋 Klucz Francuski.

S膮siadka Miro艅czuka widzia艂a tw贸j samoch贸d pod jego domem.

Przepraszam, mo偶esz powt贸rzy膰?

Ty wiesz, dlaczego tu siedzisz?

My艣l臋, 偶e nie ma przypadk贸w.

I my艣l臋, 偶e Pan B贸g bardzo chcia艂, 偶eby艣my si臋 spotkali.

A ja my艣l臋, 偶e wk艂adasz do rozmowy Boga,

偶eby podeprze膰 si臋 Jego autorytetem, a On nie by艂by z tego zadowolony.

To powiedz mi, dlaczego Pan B贸g w艂a艣nie teraz tak szeroko si臋 u艣miecha?

O艣wie膰 mnie.

Bo zaplanowa艂, 偶eby艣my si臋 spotkali.

I oto siedzisz teraz tu, przede mn膮,

偶ebym m贸g艂 ci przypomnie膰 o czym艣 wa偶nym.

Tak? A o czym?

A kim by艂e艣?

Dobrym cz艂owiekiem by艂e艣. I co si臋 sta艂o?

Jeste艣 kompletnie sam. Nikt nie mo偶e z tob膮 wytrzyma膰.

A czemu tu tkwisz, co? Czemu sobie na to pozwalasz?

Wjeba艂e艣 si臋 w niez艂y kana艂 i nie wiesz, jak z tego wyj艣膰.

Spodli艂e艣 si臋. Umrzesz tu albo...

Przede mn膮 偶aden cz艂owiek nie ma tajemnic. 呕aden.

Ja ich lecz臋 setkami.

Widz臋 ci臋.

Widz臋 ci臋. Ty my艣lisz, 偶e ten b贸l z臋ba to jest przypadkiem?

Przesta艅 k艂ama膰, przestanie bole膰. K艂am dalej, to ci ten z膮b wypadnie.

A potem drugi.

A jak ci wypadnie trzeci z膮b,

to do ciebie dojdzie.

- Co? - 呕e to by艂 znak.

Przyjdziesz do mnie i zapytasz, czy b臋dziesz m贸g艂 z nami zosta膰.

A ja ci wtedy, kurwa, pomog臋 z ca艂ego serca.

Wszystkie ko艣ci pochodz膮 z lat 40.

Ludzie m贸wi膮, 偶e tam Niemcy rozstrzeliwali, wi臋c nic dziwnego.

To musz膮 by膰 ko艣ci Miro艅czuka, rozumiesz?

Kurwa, musz膮.

Pojeba艂o ci臋?

Masz t臋 elektronik臋, co ukradli?

Ty we藕 spierdalaj, Kiwior.

Wsadzisz ich na par臋 miesi臋cy, rozumiesz?

Czapk臋 by艣 zrobi艂a, a nie dziergasz.

Robi臋 sz贸sty szalik, widzisz?

Dla Czarka chcia艂am.

I co?

Wszyscy dostali po sze艣膰 miesi臋cy.

Bo偶e...

Id臋, korki sprawdz臋.

Czyli urodz臋 bez Sebastiana.

Ja si臋 wszystkim zajm臋. Kupi艂am ci witaminki.

Powinnam w ko艅cu zrobi膰 USG. Zawieziesz mnie jutro?

Au!

Nie bij jej!

Zuzia!

Kupi艂am te pomara艅cze dla ciebie.

Musisz teraz si臋 dobrze od偶ywia膰. Dla dziecka.

To jest moje dziecko.

Potrafi臋 o nie zadba膰.

Cholera jasna.

Wszystko pad艂o, bo wy艂膮czyli nam pr膮d.

Mamy piec, nie potrzebujemy pr膮du.

- Pi臋knie. - Tak.

Co jest takiego pi臋knego?

Nie ma pr膮du.

Pieni臋dzy.

Jedzenia. Dzisiaj ostatnia kura do roso艂u posz艂a.

To s膮 chwilowe k艂opoty. Co jest?

Miru艣.

Miru艣.

Chod藕.

Wsi膮dziemy do auta i po prostu st膮d pojedziemy.

Oddali艣my im mieszkanie.

- Pal licho mieszkanie. - Nie.

Ja bez mieszkania si臋 st膮d nie ruszam.

To je odbierzemy.

Id藕 do Doroty. Powiedz, 偶e chcemy jecha膰 do notariusza,

偶eby przepisa艂a nam mieszkanie z powrotem,

bo nie na to si臋 umawiali艣my.

A ona przepisze ot tak.

Powiedz, 偶e w zamian zostawimy jej auto.

Mirek...

Mam na imi臋 Kukuryku.

Nie 艣pisz.

G艂o艣na Noc b臋dzie teraz z tob膮 mieszka膰.

Jak to mieszka膰?

Potrzebujesz opiekuna. B臋dzie teraz twoim panem.

Chcecie mie膰 trupa w Niebie?

Chcesz by膰 sama, b臋dziesz sama.

St贸j. Na lewo.

W艂a藕.

- Pani Teresa Keller? - Tak.

To pani zam贸wi艂a msz臋 w intencji uwolnienia syna?

Proboszcz m贸wi艂 mi o pani sprawie.

Przynie艣 r臋czniki.

Wszystko b臋dzie dobrze.

Tu mam rodzi膰?

Sancte Michael Archangele.

Defende nos in praelio.

Contra nequitiam et insidias

diaboli esto praesidium.

- W imi臋 Ojca i Syna, i Ducha 艢wi臋tego. - Amen.

- Pan z wami. - I z duchem twoim.

Uznajmy przed Bogiem, 偶e jeste艣my grzeszni,

i pro艣my Go o mi艂osierdzie, aby艣my mogli godnie...

z艂o偶y膰 naj艣wi臋tsz膮 ofiar臋.

Spowiadam si臋 Bogu Wszechmog膮cemu

i wam, bracia i siostry,

偶e bardzo zgrzeszy艂em

my艣l膮, mow膮, uczynkiem i zaniedbaniem.

Moja wina. Moja wina.

Moja bardzo wielka wina.

Odpowiedzia艂 ci?

Kto?

B贸g.

Tak.

Kurwa, a mi przesta艂 odpowiada膰.

Nie ma przypadk贸w.

S膮 tylko znaki.

- Zajeb mu! - W mord臋!

Dawaj!

O Jezu Zbawicielu, Panie m贸j i Bo偶e m贸j,

kt贸ry poprzez ofiar臋 Krzy偶a odkupi艂e艣 nas

i zwyci臋偶y艂e艣 w艂adz臋 Szatana.

Prosz臋 Ci臋 o uwolnienie Sebastiana od wszelkiej obecno艣ci diabelskiej.

Prosz臋 Ci臋 o to w Twoje imi臋.

Prosz臋 Ci臋 o to przez Twoje rany.

Prosz臋 Ci臋 o to przez Tw贸j Krzy偶.

Prosz臋 Ci臋 o to przez wstawiennictwo Maryi,

Niepokalanej i Bolesnej.

Co tu, kurwa, si臋 dzieje? Siedzie膰!

Krew i woda, kt贸re wyp艂ywaj膮 z Twojego boku,

niech sp艂yn膮 na Sebastiana,

aby go oczy艣ci膰, wyzwoli膰, uzdrowi膰.

Amen.

Daj mi go.

Daj mi go!

To, 偶e posadzili ci臋 z Maradon膮, to skurwysy艅stwo.

No ale ju偶 przenie艣li, wi臋c b臋dzie spok贸j.

- Kto艣 jeszcze ci臋 zaczepia? - A mo偶e to ty tego Maradon臋 nas艂a艂e艣?

Pos艂uchaj.

- Ten wasz Piotr... - Kr贸l.

Kr贸l.

Kr贸l... co艣 mi przepowiedzia艂.

I to si臋 sprawdzi艂o.

Przy mnie kiedy艣 przepowiedzia艂 wypadek poci膮g贸w.

Przepowiedzia艂 te偶, 偶e w Ameryce Po艂udniowej runie g贸ra.

Tysi膮ce ludzi umar艂o.

Sk膮d on to wie?

A ty... widzia艂e艣 jakie艣 jego...

Cuda?

No.

Na jeden w艂a艣nie patrzysz.

Je藕dzi艂em od lekarza do lekarza, ze szpitala do szpitala.

My艣la艂em, 偶e umr臋 z b贸lu.

I nagle Piotr...

Jak?

Uwierzy艂 we mnie.

Ciebie co艣 boli, nie?

Kiedy艣 poszed艂em do jednego ksi臋dza.

- No i on przy艂o偶y艂 mi r臋ce do g艂owy. - I co?

I dupa.

"Strze偶cie si臋 uczonych w Pi艣mie,

kt贸rzy z upodobaniem chodz膮 w pow艂贸czystych szatach

i lubi膮 zaszczytne miejsca na ucztach".

- Ewangelia wed艂ug 艣wi臋tego 艁ukasza. - Brawo.

Id藕 do Kr贸la. On ci pomo偶e.

Wpadn臋 za tydzie艅. Fajki znowu przynios臋.

- Syn. - Syn.

Jak si臋 b臋dzie nazywa艂?

Da艂em mu na imi臋 Pesjach.

- Pesjach? - Pesjach.

Pesjach...

Do wieczora musisz przynie艣膰 40 jajek.

Jak?

Mo偶esz zapracowa膰, mo偶esz ukra艣膰.

Jak si臋 dobrze sprawisz, to wieczorem pomy艣limy o nowej 偶onie.

- I co ludzie gadaj膮? - Nie wiem.

Jak gadaj膮, to za zamkni臋tymi drzwiami.

To wyrzu膰 wszystkie drzwi.

Wiem, 偶e ci tutaj jest ci臋偶ko samej.

Jest.

Ale najwa偶niejsze, 偶e Pesjach jest zdrowy.

Kr贸l przekaza艂, 偶e w Niebie nie mo偶e by膰 drzwi w pokojach.

- Ale dlaczego? - Bo Duch 艢wi臋ty ich nie toleruje.

Musisz robi膰 zawsze to, co ona ci ka偶e?

Robi臋 to, co jest potrzebne.

Jak ci si臋 nie podoba, to po co tu jeste艣?

Bo kto艣 musi przed tob膮 obroni膰 Anet臋 i Pesjacha.

Ty jednak jeste艣 ma艂膮, zazdrosn膮, bezp艂odn膮 suk膮.

Nigdy wcze艣niej tak do mnie nie m贸wi艂e艣.

Ale mo偶e kiedy艣 przypomnisz sobie, 偶e ja ci臋 kocham.

- B艂agam ci臋, zejd藕 ze mnie. - Mo偶e zrozumiesz,

偶e Dorota jest z艂膮 kobiet膮.

Poczu艂am ulg臋...

i spok贸j.

Dlatego wiem, 偶e naprawd臋 warto.

Od p贸艂 roku nie sypiam.

Jej syn, prosz臋 ksi臋dza, tak mnie urz膮dzi艂.

Anetk臋 porwa艂,

- dziecko jej zrobi艂, kaza艂... - S艂ucham?

Babci膮 jeste艣. Jeste艣my.

Taka msza, w intencji uwolnienia duszy waszej c贸rki,

mog艂aby pom贸c temu domowi, waszemu wnukowi te偶.

Prosz臋 ksi臋dza, egzorcyzmy?

Was ju偶 wszystkich kompletnie pojeba艂o?

Egzorcyzm贸w udziela si臋 komu艣, z kogo chce si臋 wyp臋dzi膰 Szatana.

- Zgadza si臋, ojczulku? - Zgadza si臋.

Nasza c贸rka opu艣ci艂a ten dom i zamieszka艂a z narkomanami,

bo jest kompletn膮 debilk膮.

- A ty nie chcia艂by艣... - A po co debilka Szatanowi?

Nie chcia艂by艣 spr贸bowa膰 egzorcyzm贸w na sobie?

A co?

- Chce mnie ojciec zwi膮za膰, pomaca膰? - Nie.

Po prostu widz臋, 偶e z艂y duch sparali偶owa艂 twoj膮 dusz臋 i cia艂o.

Mo偶e porozmawiamy o Bogu?

- Porozmawiajmy. - No.

Dlaczego pozwala umiera膰 ma艂ym dzieciom?

Albo dlaczego jest rak na 艣wiecie?

Wypierdalaj z mojego domu.

Chcesz spr贸bowa膰?

膯艣艣艣...

B艂agam ci臋. Mirek, prosz臋, wypu艣膰 nas.

Wypu艣膰 nas, prosz臋.

Powiedzia艂em ci, powiedzia艂em ci,

do powrotu Kr贸la wszystko ma by膰 tak, jak by艂o.

- B艂agam ci臋. - Daj.

- Daj. - Zostaw.

To nasze wsp贸lne dziecko.

Zajm臋 si臋 nim najlepiej, jak mo偶na.

膯艣艣艣... Ju偶, ju偶, ju偶, ju偶...

膯艣艣艣...

Ju偶, ju偶, ju偶, ju偶, ju偶... Ju偶, ju偶, ju偶, ju偶, ju偶...

膯艣艣艣... Ju偶 dobrze.

Ju偶, ju偶, ju偶...

膯艣艣艣...

I dopiero w Niebie poczu艂em spok贸j.

I oddech.

Taki pe艂ny, przyjemny.

Pierwszy raz w 偶yciu nikogo nie udaj臋, nikt mnie nie ok艂amuje.

呕ycie w szczero艣ci, ale w zupe艂nie innym wymiarze.

Brzmi fajnie.

- Nasze drzwi zawsze s膮 otwarte. - Nie.

- Kr贸l nie b臋dzie chcia艂 ze mn膮 gada膰. - A dziwisz si臋?

Przecie偶 te oskar偶enia

o ko艣ciach, o Miro艅czuku...

Przecie偶 to jest wszystko k艂amstwo.

Karolina nie mog艂a na nas donie艣膰.

Jak nie mog艂a?

Miesi膮c wcze艣niej widzia艂em, jak p艂onie w piekle.

Przecie偶 sam z ni膮 rozmawia艂em, siedzia艂a naprzeciwko mnie.

Nie mog艂e艣 z ni膮 rozmawia膰, bo widzia艂em,

- jak p艂onie w piekle. - W jakim, kurwa, piekle?

- Co ty pierdolisz? Ogarnij si臋! - Nie gada艂e艣 z ni膮!

Widzia艂em j膮 w piekle. Widzia艂em, jak jej mi臋so odchodzi od ko艣ci.

- Ja pierdol臋. - Obud藕 si臋, kurwa!

Obud藕 si臋!

Dobra, musz臋 ko艅czy膰. Dobra.

Podpisz.

Zaraz przychodz膮 ci twoi.

Nie poczekasz na nich?

Masz ksi膮偶k臋 telefoniczn膮?

Le膰 do 偶ony.

Moje kochanie.

Jaki male艅ki.

- Gdzie jest Seba? - To nie wr贸ci艂?

Moje kr贸lestwo.

Dlaczego z nim nie wr贸ci艂e艣? Zacz膮艂e艣 w膮tpi膰, tak?

- Musia艂em sprawdzi膰. - Co?

- Czy D膮browski ma racj臋. - No i?

Naprawd臋 uwierzy艂e艣, 偶e Karolina sp艂on臋艂a w piekle?

Sebastian, popatrz na mnie.

Ja ju偶 nie wiem, w co mam wierzy膰.

Pan zna艂 Karolin臋?

By艂 pan mo偶e jej koleg膮?

Mo偶e pan wie, dlaczego ona...

Bo c贸rka nie rozmawia艂a ze mn膮.

Co si臋 sta艂o?

Skoczy艂a przecie偶.

Kiedy?

- Od dw贸ch lat ze mn膮 nie rozmawia艂a. - Kiedy skoczy艂a?

Jak zacz臋艂a si臋 ta sprawa z sekt膮.

- Wr贸ci艂a z policji i skoczy艂a. - Niemo偶liwe.

Nie wracaj tam!

Spierdalajmy st膮d.

Gdzie?

Tam jest piek艂o.

Tu jest piek艂o.

Jak ciebie nie by艂o, to chcieli mnie odda膰 Robertowi.

Zaopiekuj臋 si臋 tob膮.

Ty zaopiekujesz si臋 nami.

We藕my Zo艣k臋 i ucieknijmy.

Gdzie, kurwa?!

Odchodzicie?! Sp贸jrz mi w oczy!

Ty m臋偶czyzno, ty! Pierdol臋!

O, prosz臋, o! Ty te偶?!

Ty z nimi te偶 odchodzisz?!

Co?! Tak ci do piek艂a 艣pieszno?

To spierdalaj! Spierdalaj! Won!

- Won! Zostaw! - Zosia...

- Zostaw! - Piotr!

Zosia...

Co ty robisz? Oni maj膮 naszego Pesjacha! Odejd藕!

Wr贸c膮 z podkulonymi ogonami razem z Pesjachem.

Rozumiesz, co do ciebie m贸wi臋? Wr贸c膮 tutaj! Zaufaj mi.

To jest tylko linia. Jed藕.

Uda艂o nam si臋.

Uda艂o... Uda艂o nam si臋.

Uda艂o nam si臋. Uda艂o nam si臋.

- Uda艂o nam si臋. - Uda艂o nam si臋.

Agregat przynios艂em.

W prezencie dla was.

Ja...

- Ja... - "Ja, ja".

"Ja, ja"... U nas nie ma "ja".

U nas jest "my".

Ju偶? Lepiej?

Lepiej.

Mo偶e przynios臋 ci co艣 z samochodu, 偶eby艣 si臋 wytar艂a.

Lepiej?

Synu...

Synu...

Czemu艣 Mnie opu艣ci艂?

Czemu艣 Mnie opu艣ci艂?

- S艂yszy mnie pan? - Nieprzytomny jest.

Wracamy. Wracamy.

Wybaczy nam. Wybaczy nam, s艂yszysz?

S艂yszysz? Popatrz na mnie!

Pan nam wybaczy. On wybacza nawet najwi臋kszym grzesznikom.

- Do domu. - Nie wracamy.

Do domu.

- Nie. - Poczekaj.

Prosz臋 ci臋.

Kocham ci臋, prosz臋 ci臋.

To jest tw贸j dom. Ja jestem twoim domem. On jest twoim domem.

Nie wracajmy.

Chod藕... Chod藕... Chod藕, ju偶, ju偶...

Chcesz sko艅czy膰 jak ona?

I jak Karolina?

- Jak Maciek? - Oddaj mi go.

Oddaj mi go!

Prosz臋 ci臋, oddaj!

Oddaj!

Nie!

B艂agam!

Oddaj!

Panie, zlituj si臋 nad ni膮.

- Panie, zlituj si臋 nad ni膮. - B艂agam!

Pomocy!

B艂agam...

Opracowanie: Karolina Woicka

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.