Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
On tam jest.
Czeka na ciebie.
PIOTR, ZE ZŁOŚCIĄ: Panie... Panie, Stwórco... No!
Panie, Stwórco... Panie, Stwórco...
Panie, Stwórco świata...
Dawco życia...
Władco śmierci...
Prosimy Cię, wskrześ naszego brata,
bo ja nie wiem, co ja robię. Nie wiem, co ja robię!
Taki słaby jesteś? Poddajesz się? Co?
"Ci, którzy ufają Panu, biegną, a nie mdleją.
Idą, a nie ustają".
- Ufasz Panu? - Ufam.
Maciek...
Maciek, wstawaj.
Wstawaj, proszę cię.
Wstawaj. Wstawaj.
Wstawaj. Wstawaj! Wstawaj, do cholery!!
Pojechaliście, żeby go uzdrowić, a on nadal nie żyje. To co się stało?
- Słuchajcie, ja... - Azrael, to nie twoja wina.
To nie jest wina Azraela. Maciek odszedł, bo...
bo nie wierzył.
A ja się dałem nabrać, że był jednym z nas.
- Mogę o coś zapytać? - Pytaj.
Czy śmierć jest odejściem?
No bo...
kiedyś była u nas Eliza z małym Patrykiem.
Pamiętacie, nie?
I wtedy powiedziałeś, że...
że oni odeszli.
To znaczy, że umarli?
Ja przepraszam, ale skoro Maciek odszedł...
Odszedł, tak?
A on umarł, to...
- To oni też... - Przychodząc tu...
wyrzekliśmy się wszystkiego, co było dla nas ważne.
Wszystkiego, co "kochaliśmy".
Można by tak powiedzieć: straciłeś wszystko.
Zyskałem życie wieczne. Życie u boku Chrystusa.
Bo wcześniej się wyrzekłeś, a Maciek tego nie zrobił.
Maciek przekroczył linię oddzielającą dobro od zła.
To, co przytrafiło się Maćkowi, teraz,
może się przytrafić każdemu z nas. Tobie.
Tobie.
Tobie. Tobie.
Wszyscy kiedyś umrzemy. A w dniu Sądu Ostatecznego
wskrzeszeni zostaną tylko ci, którzy...
naprawdę wierzą w niebo.
Dokąd to?
- Jedziemy na pogrzeb Maćka. - Nigdzie nie jedziecie.
- Dlaczego? - Dlaczego?
Mówiłem wam przecież, Maciek nie wierzył.
Ale powinniśmy jechać na jego pogrzeb. To ważne.
Basiu, jedziesz? Co?
Ktokolwiek przekroczy tę linię,
wychodzi z Nieba...
i umrze.
Po tej stronie jest prawda i wiara.
Po tamtej - pogaństwo i kłamstwo.
Po tej stronie jest niebo, a po tamtej - piekło.
Zosia.
Basia.
Seba, idziesz ze mną?
Jeśli o mnie chodzi, nie ma sprawy.
Możesz jechać, wszystko w porządku.
Won!
I nie przekraczaliście linii, bo baliście się, że spłoniecie w piekle.
Nam tam było dobrze. Dlatego nie przekraczaliśmy.
Nie przekraczaliście jej, bo baliście się wolności.
Bo Piotr zdjął z was jej ciężar.
To samo Kościół robi z księdzem.
- Ksiądz też ucieka od wolności. - Nie.
Kościół nie mówi, że poza nim jest piekło.
Pani Tereso, pani pozwoli.
To wypłata za ten miesiąc i jeszcze za trzy.
Może pani więcej nie przychodzić do roboty.
- Nie rozumiem. - Czego pani nie rozumie?
Tego, że wychowała psychicznego i narkomana,
który ukradł mi córkę?
Ja za swoje grzechy pokutuję.
A ty co? Wielki boss, co własnego dziecka uratować nie potrafi.
Won! Bo nie ręczę za siebie!
Możesz podejść?
- Dobry. - Dzień dobry.
Komisarz Dąbrowski, Komenda Wojewódzka.
Szukam waszego sąsiada, Zygmunta Mirończuka.
Sąsiedzi nie widzieli go od paru dni,
a wy chcieliście od niego tamto pole kupić podobno.
No ja panu nie pomogę. Nie wiem, gdzie on jest.
Kiedyś z kumplami...
wypaliliśmy w trawie...
wielkiego kutasa.
Miał być widoczny z kosmosu.
- Ciekawe, czy był. - Mhm.
Zambrów jest tam.
Powodzenia.
A wam nikogo nie brakuje?
No do pracy zawsze kogoś brakuje.
Aneta? Ej...
Co się dzieje?
Dziecko.
Kocham cię bardzo.
Aneta!
Sprawdź, czy jest w środku.
Aneta!
Spierdalaj stąd.
Zabieram cię do domu, córeczko.
Nie wracam z tobą.
Wynoś się stąd.
Nie dotykaj mojego męża!
Wyszłaś za tego narkomana?
Ja z tym narkomanem będę miała dziecko.
I nie będę na nie krzyczała, nie będę mówiła, że jest pijawką.
Będę je kochała.
I przytulała.
Zostaw ją albo umrzesz.
Chodź.
- Chodź. - Córeczko...
Szefie.
Będziemy mieli dziecko.
Wyobraź nas sobie za rok.
Albo za dwa.
Co widzisz?
Widzę, że ścięłam włosy.
Mhm.
Coś jeszcze?
Widzę nas w ogrodzie.
Maluszek biega...
a ty pilnujesz, żeby nie upadł.
Ładne.
Popatrz na mnie.
Będę się wami opiekował do końca świata.
I teraz, jak obierzesz
jedną skórką, niezrywaną, to będzie dziewczynka.
No dobra.
Chłopiec.
Rzygasz jeszcze?
Już mniej, ale mam nadal zgagę i puchną mi nogi.
Popuchną, popuchną i przestaną.
Najważniejsze, że będziesz miała pierwsze dziecko urodzone w Niebie.
Ono będzie święte.
Ciekawe, jak Piotr da na imię naszemu dziecku.
Ja dam imię swojemu dziecku.
- To co tam się wydarzyło? - Przecież mówię.
Pobili męża. Grozili śmiercią.
Mąż z ochroniarzami był i go pobili?
A sam sobie to zrobił? Sam?
Dobrze, że go nie zakopali gdzieś pod drzewem.
- Po co mąż tam pojechał? - Córkę mi porwał taki... taki jeden.
I dziecko zrobił.
Cipa życiowa, a porwał i dziecko zrobił.
Cipa życiowa. Czyli?
Keller. Sebastian Keller.
Dzień dobry.
Dzień dobry, Adam Dąbrowski, Komenda Wojewódzka.
Szukam... Sebastiana Kellera.
Proszę.
- Napije się pan czegoś? - Dziękuję.
No proszę.
- My się już znamy. - Dzień dobry.
Siadaj, siadaj.
Porozmawiajcie sobie.
Joanna Dawidowicz, kojarzysz?
Mama Anety.
Chce, żebym ciebie aresztował.
To samo jej powiedziałem.
To po co pan tu przyjechał?
Żeby się od ciebie dowiedzieć, co tu się dzieje.
Ludzie gadają, że to wy stoicie za zaginięciem Mirończuka.
I że dzieci jecie.
Jecie?
- Czy jemy dzieci? - Sebastian...
Przecież ty nawet mógłbyś nie wiedzieć,
że kiełbasa, którą jesz, jest z Mirończuka.
Więc jeśli coś złego tu się wydarzyło, to nie jest twoja wina.
Pan adresy pomylił.
Ja nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy jak tutaj.
Kiedyś nie miałem czasu, żeby myśleć, czy jestem szczęśliwy.
To co z tym Mirończukiem, co?
Kiedy ostatnio go widziałeś?
A o czym jeszcze rozmawiali?
O tym, że podobno dzieci zjadamy.
I że Mirończuka zabiłeś.
- A co nasi o tym myślą? - Na razie się śmieją.
A za chwilę zaczną odchodzić.
Twój Kościół może zacząć się sypać, panie Chrystusie.
Nie żartuj sobie z tego.
Ale ty chyba wiesz, że nie jesteś Chrystusem, prawda?
To kim według ciebie jestem?
Człowiekiem, który przykłada ręce...
i mówi ludziom, że zdrowieją.
I oni zdrowieją.
Rany się goją.
Choroby się cofają.
To czym to się różni od tego, co robił Chrystus?
Duch Święty powiedział, że musimy bardziej uważnie słuchać...
Słowa Bożego.
Dlatego od dzisiaj koniec z ogniskami.
Koniec ze spacerami do miasta.
- Koniec z wyjazdami. - Nawet na leczenie?
Nawet na leczenie.
Leczymy tylko Niebian.
Ale żadnych niewiernych.
I żeby...
Żeby móc uważniej skupić się na...
Słowie Bożym, będziemy musieli pozbyć się przedmiotów.
Mam bluzkę - muszę ją uprać.
Mam rower - trzeba go naprawiać.
Wszystko to odciąga nas od tego, co naprawdę ważne.
Dlatego dzisiaj pozbędziemy się wszystkich zbędnych rzeczy. Wszystkich.
- Kurtka jest zbędna? - Jedna nie. Druga tak.
A samochody też mamy oddać?
Nie potrzebujemy sześciu.
Ej! Pamiętacie moją gitarę?
Od kiedy Piotr kazał mi ją spalić,
jestem szczęśliwszy.
Bo dzięki wam, dzięki tobie, Aneta...
mam wszystko, czego mi trzeba.
Po co nam więcej?
Niebianie!
Twoje życie! Dokładnie! Albo jeszcze inaczej!
Przestań poświęcać uwagę tym dziedzinom i zacznij się cieszyć!
Po prostu możemy to wziąć?
Kluczyki w stacyjce, dokumenty w schowku.
Wy jesteście pojebani?
"Idź i rozdaj, co posiadasz, ubogim, a skarb znajdziesz w niebie".
Idź i napierdol się wódencją, a będziesz ślicznie napierdolony.
Który wszystko widział,
po krańce świata.
Poznał morza i góry.
W mrok najgłębszy zajrzał.
Z przyjacielem pospołu
wrogów pokonał.
Zdobył mądrość, wszystko widział,
a przejrzał.
Widział rzeczy zakryte,
wiedział tajemne.
Ej!
W ciężarną?
Ale to na pięć litrów tylko starczy.
To kupisz pięć litrów.
Ciociu, mogę jeszcze dokładkę? Jestem jeszcze głodna.
Zuziu, dobrze wiesz, że nie ma dokładek. Idź się pomodlić.
Dam ci.
Ty masz jedno dziecko do wykarmienia.
Proszę. Smacznego.
Ciebie zasady nie obowiązują?
Mogę dwa słowa?
Czy możemy wrócić do leczenia?
Piotr, ja mogę pościć, ile wlezie, ale...
dzieci są głodne.
Ludzie nic nie rozumieją. Nic.
Wstają rano i co robią?
Jedzą śniadanie.
Włączają telewizję. Po co?
Żeby ktoś im wyjaśnił, co się wydarzyło.
Dlaczego ludzie chcą pracować w biurze?
Bo jest szef, który będzie im mówił, co robić.
Bez tego szefa byliby zagubieni.
Ludzie potrzebują kogoś, kto będzie znał odpowiedzi na ich pytania.
Stworzyłem Niebo, żeby nie słuchali tych odpowiedzi,
tych durnych szefów, polityków, kurwa, nie wiem, księży.
Więc...
Jakie dzisiaj jest najważniejsze pytanie w Niebie?
- Czy możemy wrócić do leczenia? - Nie.
To skąd mamy brać jedzenie?
Skąd?
Wszystko, co stworzył nasz Pan, należy do nas.
Wszystko.
Dzień dobry. Po ile ma pani te ziemniaczki?
- Całe bierz. - Dwa tysiące?
Dwa tysiące za ziemniaczki? Proszę pani...
- Miłego dnia życzę. - I panu.
Wow! Ale lemoniada i pierniczki!
- Specjalnie dla ciebie wziąłem. - Dla mnie?
Nikt w sklepie tego nie pilnuje.
Nikt. Ludzie są głusi, ślepi.
Czyli to jest kradzione.
Kradlibyśmy, gdyby te rzeczy należały do ludzi.
Ale one należą do Pana. I do nas.
Pytania się pojawiają. Pytacie, dlaczego przestaliśmy leczyć.
Pytacie, dlaczego nie zarabiamy.
Pytacie, pytacie, pytacie.
I dobrze.
Kto pyta, nie błądzi.
Ale czy wy naprawdę tego nie widzicie?
Czy nie widzicie tego, jak to nas zabija? Wszystko dookoła.
Narkotyki. Chlanie.
Prostytucja, wojny.
Co za tym wszystkim stoi?
No właśnie to: pieniądz.
Za każdym złem tego świata stoi pieniądz.
A człowiek mimo to, mimo to wierzy, że to mu da szczęście!
Wyobrażacie sobie? Zdrowie!
Chuj wie, co jeszcze.
I co? I my teraz mamy być tacy sami jak oni?
Tutaj ktoś takie słowo użył: kradzież,
że niby my kradniemy. Kto to powiedział?
- Ja. - Że my kradniemy?
Oni kradną! Kradną wszystko, co należy do nas!
Każą nam jeszcze za to płacić! To jest, kurwa, absurd! Nie widzicie tego?
My naprawdę się na to godziliśmy?
Chcesz się napić wody? Musisz zapłacić.
Masz swój kawałek dachu?
Musisz zapłacić za to, że masz swój kawałek dachu!
Nie dajmy się zwieść.
My się prawdziwie musimy oczyścić.
Musimy się narodzić na nowo.
"Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci,
jeśli się kto nie narodził na nowo, nie obejrzy Królestwa Bożego".
Od dzisiaj każdy z was
nie będzie już tym, kim był do tej pory.
Ja nie będę już Piotrem.
Dorota nie będzie Dorotą. Myśmy sobie tych imion nie wybierali.
To w Niebie narodziliśmy się na nowo. To w Niebie nazwiemy się na nowo.
Od dzisiaj nazywam się Król.
A nowe imię Doroty...
Estwo.
Nowe imię Azraela...
Zawsze.
Aneta.
Miłość.
Kukuryku.
Kazał wam się wszystkiego pozbyć, po czym kazał wam kraść,
- bo wszystkiego brakowało. - Klucz Francuski.
Zabrał wam imiona, po czym nadał wam swoje.
I ty nie widziałeś całego tego absurdu?
- Nie. - Jak to?
Jeżeli coś ci się wydaje głupie...
to znaczy, że jesteś po jajca zanurzony w starym życiu.
Ja myślę, że ty jesteś zanurzony po jajca w starym życiu.
Złodzieje! Pomocy!
Chcę do miasta pojechać.
- Mogę? - Po co?
Na USG.
Nie potrzebujesz jechać na USG.
Chyba powinnam.
Trzeba sprawdzić, czy dziecko rośnie,
czy serce się rozwija.
Rośnie i serce mocno bije.
Łóżeczko macie.
To miała być niespodzianka dla was.
Najpierw Dorota poroniła.
Ale o tym nie można było mówić.
Potem Eliza przyjechała.
Miała...
małego Patryka.
Ale oni szybko odeszli.
Ja nie wiem, bo...
Czy to znaczy, że oni umarli,
skoro odeszli?
Ale ja nie mam żadnych zgłoszeń, żadnych zaginionych dzieci, proszę pani.
Jest za to zaginiony Mirończuk.
To przeszukajcie działkę.
Może znajdziecie i dzieci, i tego chłopa.
Piotr musiał gdzieś te kości zakopać.
Jakie kości?
Wodorotlenek potasu
rozcieńczony i podgrzany
do 150 stopni rozpuści ciało w kilka godzin.
Same kości zostaną.
Proszę pani.
Gdyby pani zeznała, że widziała pani,
jak przywożą do gospodarstwa
ten wodorotlenek do rozpuszczania ciał,
toby nam to pomogło.
Widziałam, jak przywozili wodorotlenek do Nieba.
Kto przywoził?
Piotr.
- Mam coś dla ciebie. - Nie zapytasz, jak się czuję?
- Jak się czujesz? - Średnio.
Chciałam pojechać do lekarza, ale Dorota mi nie pozwoliła.
Aneta, błagam cię.
Lekarze są... to są debile.
To nie Dorota jest moim mężem tylko ty.
- No i? - Ty decydujesz, co mogę, a czego nie.
Aneta, tutaj jest wszystko, czego ci trzeba.
Masz tutaj najlepszą opiekę.
Po co ci to USG?
Bo jestem w ciąży.
Chciałabym wiedzieć, czy z maluszkiem wszystko jest okej.
Wszystko jest dobrze.
Ja pierdolę.
Przysięgałeś. Obiecywałeś, że będziesz o nas dbał.
Dobrze.
Zawiozę cię.
Kiedy?
Pojutrze.
Jutro.
Co jest? Co wy tu robicie?
Policja! Ręce do góry!
Stój.
Seba.
Co ci powiedzieli?
Że zabijaliśmy dzieci,
a ich ciała zakopywaliśmy gdzieś w ogrodzie.
I mają nadzieję, że nas wszystkich powieszą.
Komisarzu, tutaj!
Cześć.
Mam was.
Skurwysyny.
Opracowanie: Karolina Woicka
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.