All language subtitles for Tesciowie3

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- Czekaj. - Przecież miałeś.

- Mam, są. - Co ty tak oddychasz?

- Co?! - Nie krzycz. Oddychasz płytko.

- Normalnie oddycham. - Taki płytki masz...

Zobaczysz, jak pięknie wszystko jest przygotowane.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Wandzia, tyle pieniędzy!

Chrzciny nie wystarczą, trzeba jeszcze za tę kolację płacić?

- Z twoich nie biorę. - My wszystko wspólne mamy.

To błąd. W dzisiejszych czasach małżeństwa mają osobne konta.

30 lat razem, ty będziesz teraz konta dzielić?

Zaraz powiesz, że chcesz się rozwieść.

Łukasz chciał, żeby kolację zrobić.

Mamusia przyjeżdża, dawno się nie widzieli.

Za jej domek też zapłacimy.

Jak Łukasz chce kolacji, to niech za nią zapłaci.

Niech znają naszą gościnność.

Nie można ich u nas położyć? Wędlinka jest, pomidorki się pokroi...

Jajeczniczkę zrobi.

- Ty się źle starzejesz. - Od razu mi pogrzeb zrób.

- Raz mój wnuk jest chrzczony! - Mój chyba też, nie?

O, panie Marku!

- My tu z mężem szukamy pana. - Dzień dobry, pani Wando.

Moje uszanowanie, panie Tadeuszu.

- Pierwsi goście już są. - Na alkohol zniżkę dostaniemy?

Oczywiście, że tak! Zniżka na alkohol jest.

Wszystko jest okej.

Miałem nie mówić, bo miała być niespodzianka, ale powiem.

Jutro mamy piękną pogodę, naprawdę cudowną.

Pan Bóg czuwa. God is beautiful.

Teraz tak... 120 gości jest.

- Tak rozmawialiśmy... - Może ktoś nie przyjedzie.

Jak ktoś nie przyjedzie, to się kogoś wykreśli.

Jeżeli będę potrzebny, jestem w biurze albo przy majonezie.

Weź się uśmiechnij. Jak się można nie uśmiechać całe życie?

Jak będzie mi do śmiechu, to się będę śmiał.

- Przestań. - Co ty o tym pogrzebie?

Znaczy: chrzcinach!

Pogrzeb, kurwa, z chrzcin chcesz zrobić!

Weronka do kościoła nie chodzi, Łukaszek też, a ty chrzest!

Mój wnuk nie będzie protestantem albo poganem.

- Muszę ci garnitur nowy kupić. - To mi do trumny kupisz.

Dziecko będą wytykać palcami, że nieochrzczony, że Żyd?

A do Małgosi zadzwoniłaś? Powiedziałaś jej?

Niech się cieszy, że w ogóle zaproszenie dostała.

Wypadałoby ją uprzedzić...

Chodź tu, mówię.

Wanda! My troszkę wcześniej. Na którą było?

- Która jest? - Czterdzieści po.

Kultura nakazuje, żeby się spóźnić 10 minut,

a nie przychodzić 20 minut wcześniej.

Tadziu, a ty co taki smutny?

- W jakiej gazecie to przeczytałaś? - Nie mądruj się.

- Ojca nie przywieźliście? - Jest, jest.

- Ojca? - Dzień dobry, tato.

Ale... wszystko w porządku? Zadowolony jesteś?

- Zobaczymy. - Ale co zobaczymy?

- Całą wieś zaprosiłaś? - To jutro.

A dzisiaj to rodzina tylko nasza.

Raz się wnuka chrzci...

Przyjemnie tu mają. Drzewa, nawet palma.

- Dzień dobry. - Ten zapach czujesz?

- Jaki zapach? - Prowincją pachnie.

Nie lubisz?

Tylko dla Łukasza tu przyjechałam.

Dziecko półtora roku, ci pierwsze urodziny wyprawiają.

Przestań, miło.

Miło by było, jakby do siebie do Berlina zaprosili.

Kiedy ty u nich byłaś ostatnio?

Nie zaprosili mnie jeszcze. Ale to dobrze. Nie lubię małych dzieci.

- Mam lepszy kontakt, jak są starsze. - Franio pewnie słodziak.

Welcome, welcome, welcome, piękne panie!

To... Tropical.

Marek Vajs, przez "V".

Jestem właścicielem tego cudownego, amazing, ośrodka.

- W czym mogę pomóc? - My do państwa Chrapek.

Chrapek? Chrapek, oczywiście. Panie z Warszawy.

- Zdecydowanie. - Czyli panie mają też nocleg.

Zróbmy tak: zabiorę bagaże...

Panie zapraszam do środka.

Część gości już przyjechała, więc można zrobić jakieś suprise.

Ty bierzesz tę, ty bierzesz tamtą.

Pomalutku. Trochę nierówno, ale się niedługo wyprostuje.

Ach. To tu.

Nienawidzę domków turystycznych.

Jak tu są pająki, a na pewno są, to ja nie zasnę.

A ja tam lubię.

Tata rosołek, prawda?

O! Małgosia, chodź, proszę!

Zachodźcie! Tutaj, tutaj proszę.

Dzień dobry.

My się już znamy, prawda?

- Moja przyjaciółka. - Grażyna Zięcina, psychiatra.

- Tato, to jest Małgosia. - Dzień dobry.

Wspaniałe miejsce. Ten zapach natury, bym powiedziała...

Niebrzydkie, prawda? Niebrzydkie.

- A gdzie dzieci? - Zaraz będą.

Cudownie, że jesteś, Małgosiu.

Siadajcie, proszę. A jak domki? Super, nie?

- Pięciogwiazdkowy hotel to to nie jest. - Ale bardzo klimatyczne.

Drodzy państwo, flaki, pomidorowa, rosół?

Przepraszam, jakąś bezglutenową zupkę państwo macie?

- Możemy wyjąć makaron. - Nie, to dziękuję.

- Ja poproszę rosół. - Świetny wybór.

Ale zanim zupka, drodzy państwo, mały pokaz, mała prezentacja.

Mianowicie, lokalna - że tak powiem - specjalność.

Bez pestycydów.

Mój popisowy bimber Tropical.

Pędzony po godzinach.

Można powąchać.

Nie chcę się chwalić,

ale mówią niektórzy, że podobno najlepszy na Podlasiu.

The best of the best.

O, Łukaszek jest! Proszę bardzo!

Weronika!

Przestraszyłaś go.

A pamiętasz babcię Małgosię?

Pamiętasz?

Babcia Małgosia ci na urodzinki konto w banku założyła.

- Pieniążki ci wpłaciła. - Dziękujemy.

A od cioci masz w prezencie bezpłatną diagnozę w kierunku spektrum.

Jak trzeba będzie, profilaktycznie. Teraz co drugie dziecko potrzebuje.

Ty chyba kupkę zrobiłeś. No właśnie!

Jak się gówno w gaciach trzyma, to do śmiechu, człowieku, ni ma.

Ja go wezmę, ja go wezmę.

Wanda, daj jej wziąć na spokojnie.

- Jest głodny. - Musisz przytrzymać.

Tu trzymaj. Pod główką.

- Ty go karmisz piersią? - Czasami.

Karmienie piersią jest zdrowe.

Ty mnie nie chciałaś karmić piersią, mamo.

- Skąd masz takie wiadomości? - Babcia mi opowiadała.

Zostaw to.

Karmienie piersią redukuje ryzyko wystąpienia w przyszłości depresji.

W Polsce chyba nikt nikogo piersią nie karmił.

- Idźże na zaplecze z nim! - A dlaczego?

Niech karmi tutaj. To wstyd jakiś?

Nie wytrzymam z tym zaściankiem.

Może masz rację, Małgosiu. Karm tutaj.

O! Andrzej, no proszę!

Chodź!

O Chryste na niebie.

No cześć, tato. - Już się spotkaliście.

Dzień dobry.

- Poznajesz? - Jestem siostrą Wandy.

Tak, oczywiście, cześć!

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Grażyna Zięcina, psych... Przyjaciółka Gosi.

- Andrzej. - Gosia, torebka.

- Cześć. - Cześć.

- Miło cię widzieć. - Chciałabym móc powiedzieć: vice versa.

- A ty dziecko znalazłeś w samolocie? - Nie, to mój syn.

A... To gratuluję.

Przepraszam na chwileczkę.

Andrzejku, rosołek.

- Proszę bardzo. - Dziękuję.

Małgosia? Jak?

- Świetnie, genialnie. - Oddychaj.

Oddycham. Daj mi coś. Tabletkę.

- Jaką? - Wszystko jedno.

To dam ci coś nowego. Podobno zajebiste.

- A testowane na zwierzętach? - Co za różnica?

- Ale napić się będę mogła po tym? - Pewnie!

To średniowiecze z tym niepiciem. Wszyscy pijemy.

Dobra, łykaj na sucho.

Nic nie wiedziałaś?

Faceci! Czemu oni zawsze muszą być tacy beznadziejni?

Mój też zostawił mnie chorą, bez pracy, w depresji.

W dupie wszystko!

Mówiłaś, że on jest taki przystojny. No weź, gdzie?

Sorry, ale z której strony? Kij w dupie, dupa nisko.

Nie przesadzaj!

Przecież... innym kobietom się podoba.

Ukochaj w sobie dziewczynkę.

- Nie, chyba nie dam rady. - Spróbuj, oddychaj spokojnie.

Dobrze, że ze mną jesteś.

- Lepiej? - Słabo.

Dobra, zaraz wjadą tabletki.

No...

Muszę ci powiedzieć, że ja to miałem głowę do języków, tylko nie było czasu.

Zrobi ci lekcję angielskiego.

No to dawaj, Stanley.

Że co?

Boże Święty...

Jeszcze raz, powiedz mi.

Dobra, Stanley. Chodź, play, come on.

Cześć, Gosiu. Co słychać?

- Powinienem cię uprzedzić, że przyjadę. - Tego wymaga kultura.

- Przepraszam. Pięknie wyglądasz. - Proszę cię!

- Staram się być miły. - To się nie staraj.

- Wszystko u ciebie dobrze? - Fantastycznie. A u ciebie?

Też dobrze.

Gdzie jest jego mama?

Nie mogła przyjechać, pracuje. Jest modelką.

Wow, no to upgrade!

Matka poprzedniego nieślubnego była kosmetyczką.

Wszyscy się jakoś rozwijamy, prawda?

Andrzej, masz teraz trzech synów.

Tak, świetnie liczysz.

Ze swoim pierwszym nieślubnym już się widziałeś?

Jeszcze nie, ale jesteśmy umówieni, na pewno się zobaczymy.

Wzorowy ojciec!

- A ty masz kogoś? - Mam.

- Jesteś szczęśliwa? - Bardzo. Wreszcie!

- To dobrze. - No, dobrze.

Nie raczyłeś się zjawić na ślubie syna, a pojawiasz się na urodzinach wnuka.

Urodzinach? Przyjechałem na chrzest.

Co proszę?

Nie powiedzieli ci?

Jutro o 12.00 jest msza, potem obiad.

Czy to jest prawda, że jutro ma być chrzest tego dziecka?

- Małgosiu... - Nie małgosiuj mi tu!

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - Jak ci miałem powiedzieć?

Kurwa, Łukasz! Przepraszam bardzo.

Wiemy, jaki jest twój stosunek do Kościoła.

A twój jest inny? Nagle się wierzący stałeś?

Nie chcieliście ślubu kościelnego.

Mama Weroniki powiedziała nam,

że musimy go ochrzcić, bo sobie coś zrobi.

To niech sobie robi.

Powiedziała, że przyjedzie do Berlina i zostanie u nas na kilka tygodni.

Czyli tylko ja przyjechałam na urodziny?

Nie powiedziałeś mi o przyjeździe ojca ani o chrzcie Frania. Oszukałeś mnie.

- Zrobiłeś ze mnie idiotkę! - Przepraszam cię.

- Masz dobrą relację z ojcem. - To coś złego?

Nie powiedziałeś mi, że ma kolejne dziecko!

Ja ci powinienem mówić takie rzeczy?

Wyjeżdżam.

Kurwa...

Kurwa mać!

Gosia?

- Wyjeżdżamy. - Dobra, poczekaj.

- Ukochaj małą dziewczynkę... - Pierdolę małą dziewczynkę!

Jak oni mnie traktują? Wszyscy wszystko wiedzą, tylko ja nic!

Chcesz?

Tadziu. Mahna, mahna.

Angielskie melodie, to ci powiem, że trudne bardzo.

No, a wiesz, Andrzejku...

Tyle razy myślałem, wiesz, co tam u ciebie słychać w tej Australii.

Co ty tam porabiasz?

A ty, widzę, nie krzywdujesz sobie!

Trzeci syn. I każdy z inną.

No.

- Jak ty to robisz? - Może lepiej, żebyś nie wiedział.

Słuchaj, a Małgosia nie miała przyjechać z jakimś narzeczonym?

Nic o tym nie wiem.

- Ale ma kogoś, tak? - Pierwsze słyszę.

Znaczy, słuchaj... Znaczy, nie, to...

Ona kiedyś miała takiego młodego,

z którym na drugi ślub Weronki i Łukaszka przyjechała.

Ten drugi, co się nie odbył.

- Przystojny? - Ja ci powiem...

On taki dla mnie trochę do Chopina podobny.

- Muzyk? - Lekarz.

Ale już nie są ze sobą.

Weronka Wandzi mówiła.

- Zdrówko. - No, zdrówko.

- Cheers. - Co?

- "Na zdrowie" po angielsku. Cheers. - Cheers.

Ubieraj go, jak chcesz. Rozbierz go, żeby dostał zapalenia płuc.

- Mamo, przestań. - Nie krzycz.

Twoje dziecko, mnie to nie interesuje.

Piękny dzieciuch, podobny do pani.

Chociaż wstań i go pobujaj. Wstań i pobujaj go.

- Nie krzycz! - Co "nie krzycz"?

Nadal uważam, że powinnyśmy wyjechać. Dla zasady.

Moja mała dziewczynka mi to mówi.

Tym bardziej, że on nie jest przystojny.

- Kto? - No kto? Andrzej.

Tak o nim opowiadałaś, myślałam, że to jakiś Brad Pitt,

a tu skucha.

Stanley!

"Ty głupi chuju".

Ty głupi chuju.

Wanda, zadowolona z siebie jesteś? Szantażystka.

Człowiek próbował być miły, a ta zawsze coś.

W dzisiejszych czasach, kiedy Kościół jest tak skompromitowany...

To przecież o tradycję chodzi.

Chrzest to naruszenie swobód obywatelskich.

Co ty opowiadasz?

Naruszenie swobód obywatelskich. W ogóle wiesz, co to znaczy?

Człowiek powinien sam decydować o tym, czy chce być chrzczony.

- Mamo... - Cicho, bo wyjadę!

Zachowaj te swoje mądrości dla siebie!

A ty co taki zadowolony, co się uśmiechasz? Może coś powiesz?

- Myślę, że tradycja jest okej. - Powiedział... Australijczyk!

Aborygen nasz.

Jakie tradycje kultywowałeś przez ostatnie lata?

- Nie denerwuj się. - Ja się nie denerwuję.

- To już nie jest twój mąż. - Ciągle jest.

Niestety.

- To wy nie po rozwodzie jesteście? - Jak się miałam rozwieść, jak wyjechał?

Moja koleżanka się rozwiodła, jak jej stary uciekł do Brazylii.

Wracając do tradycji... Myślę, Gosiu, że przesadzasz.

Myśmy ochrzcili Łukasza i nic złego mu się nie stało.

Czujesz, że ograniczono twoje prawa obywatelskie?

A Żydzi przecież też mają... te... obrzezanie.

Ktoś pyta tych chłopaków, czy chcą, żeby im siusiaka obcinać?

- Żydów akurat nie wyciągajmy. - Może akurat teraz rzeczywiście...

A ty swojego najmłodszego syna ochrzciłeś?

- Nie. - To się nie wtrącaj z łaski swojej.

Będzie mnie luzu uczył!

- Ale może ochrzczę. - Pajac.

- Proszę? - Najbardziej wyluzowany człowiek!

Tadziu, Wandziu...

czy możemy zrobić wspólny chrzest Franciszka i Stanleya?

- Jak to wspólny? - No normalnie.

- Nie macie nic przeciwko? - Spoko.

- Byle mi na złość. - I do przyjęcia się dołożę.

Świetny pomysł. Andrzejku, jak ty coś powiesz...

To się tak nie da, to trzeba do parafii zgłosić!

Gdzie zgłosić? Co ty mówisz?

Nasz proboszcz, jak się zapłaci, wszystko zrobi.

Franciszka nie chciał ochrzcić, bo jego rodzice do kościoła nie chodzą.

Posmarowałem. Słuchaj - z pocałowaniem ręki!

- Tadek, dość! - Tradycja to tradycja.

Brawo, panie Andrzeju. Pańskie zdrowie!

Co dwa chrzty, to nie jeden, jak to mówią. Cheers.

Też tak myślę.

Chyba matka dziecka powinna być na chrzcie.

Chyba że nie żyje.

- Jezu, Andrzejku, przepraszam! - Spokojnie.

Żyje i na pewno się zgodzi.

- Jesteśmy umówieni. - To jakiś obłęd.

- Chrzest musi być. - A dlaczego musi?

- Bo Franio jest Polakiem. - Słaby argument.

- Twoje dziecko będą wytykać palcami. - Chyba u was na wsi.

Trzeba ochrzcić. Na wszelki wypadek.

Jak umrze na przykład.

Chcecie, żeby wasze dziecko poszło do piekła?

Mama tak tylko powiedziała...

Nasz papież mówił: chrzest to szczepionka na grzech pierworodny.

- Chryste Panie, co ta bredzi?! - Pięknie powiedziane!

Kochani, jesteśmy tu wszyscy, całą rodziną.

To jest najważniejsze.

Gdyby nie ten chrzest, byśmy się nie spotkali.

- To o czymś świadczy. - Tak. Że głupi jesteś.

Andrzejku, pięknie powiedziane. Cheers.

Dzięki za wsparcie.

- Co? - Dość!

Dość. Zostaw to!

- Coś mnie ominęło? - Dużo.

Chodź go tutaj weź...

Łukasz, a wy do Frania w domu mówicie po niemiecku?

- Nie, po polsku. - To źle. On jest Europejczykiem.

To ważne, żeby nie miał

martyrologicznego, polskiego backgroundu.

Najlepiej od razu mu swastykę naszyjcie na śpioszkach.

- Co ty robisz? - Nakładam mu medalik z Matką Boską.

Grażynka, mogę? Na chwilkę pożyczę, dobrze?

Imię ładne - Franciszek.

Na cześć Świętego Franciszka z Asyżu.

Na cześć Francisa Forda Coppoli. Łukasz uwielbia jego filmy.

- A on zrobił "Draculę". - Jezus Maria!

- Zobacz, co babcia ma dla ciebie. - Ma medalik już, ma medalik.

To jest amulet Majów i Azteków z podobizną boga Słońca.

- Poprawia nastrój i chroni od... - Ale już ma medalik.

- Co wy robicie? - Niech nosi jedno i drugie.

Wandzia...

- Będzie nosił jedno i drugie! - Mamo, my wychodzimy.

- Jak dziecko coś opęta... - Musimy wracać, on jest zmęczony.

- Może mały jechać z wami? - Tak.

- Zabobony ze wsi! - Nie krzycz!

- Sama nie krzycz! - W moim domu jesteś!

Drodzy państwo, teraz następne przysmaki.

Welcome, welcome, welcome.

Ziemniaki z purée i koperkiem.

Mielony, który wygląda jak mielony, ale to nie jest mielony!

To jest pyszny kotlet naszej roboty, tu!

A dla wytrwałych, którzy będą chcieli może coś jeszcze...

kapka bimberku Tropical.

- Więc proszę bardzo... - Tak, tak, poprosimy.

Tutaj proszę dla taty, tutaj dla mnie.

Wskakuj.

Zajmiemy się młodym.

- Dzięki, może ja też w końcu wyluzuję. - Czasem każdemu się przyda.

- To uważajcie na siebie. - No. Tak.

- Kocham cię. - Ja ciebie też. Do zobaczenia.

Dzięki, że zostałaś.

- Już mówiłeś. - Nie gniewaj się na mnie.

Nie gniewam się. To świetnie, że masz fantastyczny kontakt z ojcem.

Do mnie dzwonisz raz w miesiącu albo wcale.

- Z nim też często nie rozmawiam. - Synku, nie kłam.

- Chociaż teraz. - Tata bardzo się zmienił.

Ciekawe, bo nie zauważyłam.

Stał się... taki cieplejszy.

Bardziej uważny.

Zobacz, tym Stanleyem zajmuje się super.

Sam do mnie dzwoni.

Ostatnio zapytał mnie, czy jestem szczęśliwy z Weroniką. Jak nie on.

Dlaczego nigdy nie zaprosiliście mnie z Weroniką do Berlina?

Śmiało, mów. Słucham.

Strasznie wysoko wszystkim stawiasz poprzeczkę.

- Mnie, Weronice, rodzicom Weroniki. - Bzdura!

- W ogóle lubisz kogoś? - Oczywiście!

Kogo?

Ciebie lubię. Grażynę!

Strasznie ciężko ci dogodzić.

Strasznie ciężko doskoczyć do twojego poziomu.

Łukasz, jakiego poziomu?

Kocham cię, mamo.

Kocham cię.

- Widzimy się później, dobra? - Leć.

Też cię kocham.

- A ten wasz wnusio do kogo podobny? - Do mnie. Już obcy ludzie mówią.

- Jacy obcy? - Nieważne. Mówią i już.

Jak będzie miał wredny charakter, to do ciebie.

Uspokójcie się, dobrze?

- Nos ma duży, to faktycznie do Wandzi. - Już się napiłeś.

- Do Łukasza podobny. - Bo ma siusiaka? Do Weroniki prędzej.

Weronika mówi, że ciągle z butelką siedzi.

- Jak z butelką, to do dziadka Tadka. - Ty jak coś powiesz, to już...

- A matka Małgorzaty gdzie? - W Szwarcwaldzie.

Czyli pod Ostrołęką chyba, tak?

Jezus Maria, gdzież pod Ostrołęką?! W Niemczech.

Ze swoim nowym niemieckim narzeczonym.

- To już polskiego prawnuka ma w dupie? - Wiadomo.

Hans ma na imię. Ale bardzo miły.

Jak na Niemca oczywiście.

Wyglądała na taką, co lubi.

- A pamiętasz na weselu? - Taka z Niemcem pójdzie!

- Biedny jej mąż musiał być. - A do kościoła pierwsza.

To dobrze o niej świadczy! Zdradzała, a potem chciała się wyspowiadać z tego.

- A co ty jej tak bronisz? - Właśnie.

Wanda!

Danka, ty zawsze coś...!

- Tadziu, ty z mlekiem? - Z kozim.

Nie ma się czego bać. W sensie: leków.

Ja się niewielu rzeczy boję.

- A wygląda pan na spiętego. - Naprawdę?

Może trochę. Trudna sytuacja.

Pewnie czuje się pan niekomfortowo.

Spotkanie po latach.

Wiem, że rozstaliście się w nienajlepszych stosunkach.

Ale w razie czego...

Proszę.

Może pan do mnie dzwonić o każdej porze.

W środku nocy, o północy.

Tylko ja generalnie nie przepadam za lekami.

A terapia?

Sport?

- A seks? - W sensie?

No... Seks... W sensie...

Znaczy... W sensie seks.

Yes, of course.

Ja nie żartuję.

Ludzie kompletnie nie doceniają roli seksu

w budowaniu dobrostanu psychicznego.

- Ja akurat doceniam, wie pani. - No to dobrze.

Nawet taki przygodny, przelotny.

Na szybko, w łazience.

Tak.

Wie pan, że osoby, które maja więcej kontaktu fizycznego,

mają niższy poziom kortyzolu w ślinie?

Tak?

Czytaj: są mniej zestresowane.

To bardzo ciekawe. Nie wiedziałem.

Ma pan stany lękowe?

Proszę pana, ten ekspres działa czy nie?

Nie wiem. To do pana Marka trzeba.

- A pan Marek gdzie? - Tam.

Tadziu, porozmawiaj z panią.

Dzień dobry, szukam pana Marka.

Pewnie u siebie.

- Przepraszam... - Nie teraz, przepraszam.

Nic się nie stało.

- Co się stało? - Zepsuł się chyba ekspres.

Oczywiście, że się zepsuł. Już robię kawę.

- Mała czarna. - Czarna. Mała czarna.

Wandzia...

- To nie jest tak, jak myślisz. - Nigdy nie jest.

Nie mów nic Tadeuszowi, proszę.

Wandzia! Wandzia!

A co wy tutaj tak? Co?

Co ona? Co się jej stało?

Wandzi nie znasz? Chodź, się napijemy. No chodź, chodź.

Jak się masz, mamo?

Jak Matthias?

Ja dobrze.

Andrzej przyleciał, wyobraź sobie. Z Australii, a skąd?

Na urodziny Frania.

Mamo, nie jestem pijana, mogę ci zdjęcie wysłać.

Co ty za bzdury gadasz?! Do jakiego łóżka?

Ja już nic do niego nie czuję.

To jest dla mnie... kompletnie obcy człowiek.

Dobrze. Tak, zrobię to.

W przyszłym tygodniu złożę papiery! Zadowolona?

No dobra, na razie.

- Może być? - Bardzo proszę.

Nie widzę przeciwskazań.

- Cheers! - Cheers!

Prrr!

- Szarlotkę, tort? - Tadziu, masz na coś ochotę?

- Ja to, co Andrzejek. - To dwa razy tort prosimy.

Świetny wybór!

Tort, proszę bardzo, dwa razy.

- Beautiful cake. Dziękuję. - Nie zapomniał pan o czymś?

Mała... Czarna...

- Ka... - Kawa!

Oczywiście, kawa. Już robię kawę.

Automat się przecież zepsuł.

- Wszystko w porządku, Andrzejku? - Tak.

Cheers.

Tęskniłem za tym.

Nie widzę przeciwskazań, żebyśmy mieli powtórzyć.

- Ja nie mogę. - Zdrowie Milenki.

Milenka na kuchnię, a ty do domu.

Chodź, my sobie porozmawiamy.

Nie, uspokój się. Stary, a głupi!

Jak tam, tato? Wszystko dobrze?

- Nie wiem. - Ale co nie wiesz?

Hello, hello, hello! What a beautiful day.

Może pan się czegoś napije?

Jak będę chciał, to poproszę.

Tak.

Tortu?

- Nie. - Przecież lubisz słodkie.

Może się namyślisz.

- Uroczy ten twój synek. - No.

Na długo przyjechałeś?

Nie wiem jeszcze.

Pokażę małemu Warszawę.

Odwiedzimy znajomych. Zobaczymy się z Piotrkiem.

A co ty tam w ogóle robisz? Z czego żyjesz?

- Mam sklep dla surferów. - Nie!

Tak samo dobra praca jak każda inna.

A ty cały czas w szpitalu?

- I otworzyłam prywatny gabinet. - Pięknie.

- Świetnie sobie poradziłaś. Gratuluję. - Nie miałam wyjścia.

Masz kogoś?

- Już się pytałeś. - I co powiedziałaś?

- Że gówno cię to obchodzi. - A, no tak.

Jeszcze tak niedawno bawiliśmy się z Łukaszkiem, jak był mały.

- A teraz Łukaszek już ma dziecko. - Co ty pierdolisz?

Nigdy nie bawiliśmy się razem z Łukaszkiem.

Ja się bawiłam. Ciebie nigdy nie było.

Dobra, daj ten tort.

Teraz się bawisz.

Matko, jaki słodki...

A podobno nie może być w życiu za słodko.

Przestań się na mnie wieszać, bo ja klucza szukam.

Wandziu, ja na chrzest Franiowi kupiłam album o papieżu naszym.

Trzeba było lepiej pieniądze do koperty włożyć.

Dobra, idź już.

- Tato, wszystko dobrze? - Zobaczymy.

O 12.00 w kościele jutro!

Gdzie jedziesz? Napijemy się, pogadamy.

Bimberek od firmy? 80 procent, wchodzi jak woda.

- Nie, dziękuję. - Ja wezmę.

- Może drugi przyniosę? - Czemu nie.

Wandzia, zostanę z Andrzejkiem. Pogadamy.

Nie! Schlasz się, będę cię ciągnąć do kościoła!

Wandzia, nie bój się. Nic się nie stanie.

Nie sądźcie, abyście sami nie byli sądzeni.

Amen.

- No. - No.

Daj mi kluczyki. Daj mi kluczyki!

Poczekaj, aż wsiądzie.

Gośka, po prostu pieprzyć ich wszystkich.

My się dobrze bawmy.

- Tylko takie coś znalazłem. - Najlepsze!

W sam raz, żeby nadrobić zaległości.

Nie wiesz, jak ja się za tobą stęskniłem! Naprawdę.

- Ja też. - Bardzo...

Uważaj, bo wpadniesz do basenu.

Andrzejku, a jak się ma takie małe dziecko w takim wieku,

to - tak se myślę - człowiek chyba młodnieje, co?

Mam wrażenie, że przy tym najmłodszym to ja dopiero dojrzałem.

Oj, to, powiem ci, pięknie powiedziane.

- Zdrówko. - Cheers.

A powiedz, ta Australia, jak? Fajna, co?

Zajebista. Przestrzeń, przyroda.

Te... kangury, nie?

- Albo te, jak one tam, te... - Kangury, koale...

Chuje muje, dzikie węże, co chcesz.

Raz lepiej, raz gorzej, nie?

- Zabiło ci serce mocniej? - Na widok Andrzeja? Żartujesz?

Mów mi szczerze. Przecież to są normalne rzeczy.

Ja mam to już dawno za sobą. Dawno przepracowane.

To jest kompletnie poza mną.

Jakbym spotkała kolegę z liceum i to takiego, co nie za bardzo lubiłam.

Dzielna dziewczynka.

O tej swojej nowej narzeczonej powiedz coś.

- 24 lata. - O Jezu...

Pół-Angielka, pół-Wietnamka, modelka.

- Cały czas po świecie podróżuje. - Co ty mówisz?

A powiedz, w sensie.... Wiesz, bo ty...

Właśnie, czy dajesz radę?

W sensie...

To młoda dziewczyna. Wiesz, o czym mówię.

Tadziu, lata może już nie te, ale tak, spokojnie daję radę.

Tylko nie wiem, czy...

Tylko nie wiem, czy ja już może jestem znudzony, zmęczony...

Nie wiem, czego człowiek by chciał.

On kompletnie do ciebie nie pasuje.

Jest taki jakiś bufonowaty.

Bez poczucie humoru, za grosz!

No sorry, ale...

Po prostu Andrzej.

Co ty w nim widziałaś?

Nie wiem...

- Ale szczęśliwy jesteś? - Tak.

No, a powiedz...

Przepraszam za tak osobiste pytanie.

Jak Małgosię zobaczyłeś,

to serce nie zabiło mocniej?

Nie.

Jakbym koleżankę z liceum zobaczył.

Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji.

A potem to już wszystko z górki.

On mi wygląda na manipulatora. Uważaj na niego.

Weźmie cię na tego Stanleya.

On ma piękną, młodą żonę. Modelkę.

Po prostu bądź czujna.

Faceci w jego wieku potrafią być sentymentalni.

No to na pewno nie Andrzej.

Powinnaś była się dawno z nim rozwieść, mieć to za sobą, zacząć od nowa.

- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś? - Bo byłam zajęta czymś innym!

Co was nagle wzięło wszystkich na te papiery?

Śluby, rozwody, chrzciny?

Ważne to, co jest między ludźmi.

No... Tak...

Ja coś wiem o tym.

A u mnie to...

raz gorzej...

raz gorzej.

No. Cheers.

Co jest, Tadziu?

Mów.

Wstyd mówić.

Komu powiesz, jak nie mi? My jak rodzina.

Widzisz, Andrzejku, ja...

Nie sądziłem, że to mnie jeszcze spotka.

Człowiek na stare lata...

rogaczem został.

Kurwa, to ty wiesz?

A ty wiesz?!

Jej się tak porobiło, jak znad tego morza wróciła.

Co żeśmy na tym drugim ślubie Weronki i Łukaszka byli,

co się nie odbył.

Już tam coś się z nią podziało. Nie wiem...

Powiem ci, za dużo powietrza, jodu się nawdychała.

Inny człowiek wrócił. Inny!

Gorącymi kamieniami kazała się masować.

Jak ty to mówisz: chuje muje, dzikie węże.

Ciągle tylko ten seks, seks, seks! Jak jakaś, rozumiesz, narkomanka.

- To chyba dobrze, nie? - A gdzie tam, dobrze!

Ty to może lubisz, ale ja...

Przecież to lepiej usiąść se wieczorem, pogadać.

Można się za rączkę potrzymać, pomiziać, nie mówię, że nie.

No!

No i, rozumiesz, się zaczęło.

Fryzjery, solarium, ciuchy nowe.

Salon piękności otworzyła.

Do tego pieniędzmi zaczęła szastać na lewo i prawo.

Ten się zakręcił, no i... Co ci powiem. Żegnaj, rozum!

Jak długo wiesz?

Od pół roku.

Kurwa, i nic z tym nie zrobiłeś?

- A co miałem zrobić? - Chociaż wpierdolić temu gościowi.

Wpierdolić?

Myślałem, że się opamięta.

Że jej przejdzie. Ale gdzie tam!

Wszystko wiem.

Wszystkie SMS-y czytałem, co do siebie pisali.

Powiedz mi, jak można takie świństwa pisać.

Do mnie nigdy tak nie napisała.

Słuchaj, on jej kiedyś gołego fiutka w całości wysłał.

Znaczy, zdjęcie.

Ja ci pokażę, ja ci pokażę. Gdzie ja to mam? Kopię zrobiłem.

O, ja ci pokażę...

- Zobacz. - Grubo.

No. Grubo.

Niestety.

Wszystko wiem. Kiedy się spotykali, gdzie.

- Detektywa wynająłeś? - Gdzie tam!

Sam za nimi jeździłem.

Jakieś zdjęcia masz, nagrania?

- To po chuj jeździłeś? - Nie wiem.

Chyba ją kocham.

I co ty teraz chcesz zrobić, co? Rozwieść się?

Boże Święty, co ty gadasz?

Gdzie?! Już bym wolał do trumny się położyć.

Cicho.

- Co? - Spierdalamy.

Ciii. Sami swoi.

Kurwa, Tadziu!

- Tadziu. - No?

A, dobra.

- Nie, nie, nie... - Cicho.

- Kurwa, no, Tadziu... - Już, już... Sorry, sorry...

Tu rozumiesz, na samym środku,

z tym o, się całowała.

Ja tam w krzakach siedziałem. Wszystko widziałem.

- Tak na widoku? - No, znaczy...

Noc była. Ale nic a nic się nie kryła. Nic!

- Jakby ją diabeł opętał. - Ja bym chuja zabił.

Widzisz, Andrzejku, ja za miękki jestem.

No a z drugiej strony sobie pomyślałem:

"Co ta Wandzia za życie miała ze mną? Nic nie użyła".

To myślę sobie: "Dobra, to niech teraz użyje".

Jezus Maria, jaki dobry chłopak jesteś.

Byleby mnie tylko na stare lata w tyłek nie kopnęła!

Tak nie może być!

A z drugiej strony tobie Małgosia przez całe życie wybaczała.

- To inna sprawa. - Jak inna sprawa?

Tak nie może być. To już mnie jest wstyd w tej sytuacji.

Andrzej, ja cię przepraszam.

Przepraszam cię, Andrzejku.

- Trzeba coś zrobić. - No ale co zrobisz? Co?

- Trzymaj. - Trzymam.

Co ty robisz, Andrzej? Toż ty wódkę marnujesz!

- Podpalaj. - Dlaczego ja?

Chuj ci żonę rucha, Tadziu. Podpalaj.

- No, ulżyło ci? - No.

- Wiesz, że tak? - Jeszcze mu w zęby musisz dać.

- Ale to już jutro. Po chrzcinach. - Dobrze.

Słabo się coś chuj pali.

- O kurwa! - Jezu, co myśmy zrobili, Andrzejku?!

Proszę państwa, to jest pożar.

- Jezus Maria! Grażynka! - Prosimy o spokojną ewakuację.

- Grażyna... - Gosia! Wstawaj!

Boże! Ewakuacja!

Prezenty!

- Grażyna, chodź! - Szybko!

Pani Grażyno!

- Co się stało? - Nic. Pali się.

Ona bierze strasznie dużo środków nasennych!

- Grażyna, kurwa obudź się! - Uwaga, drzewo!

Dobrze, dobrze, dobrze. Asekuruję.

Mam nadzieję, że w środku nikogo nie ma.

- Kurwa, ten... Marek! - Andrzej!

Andrzej, nie! Puśćcie mnie do niego!

- Andrzejku! - Andrzej!

Ratujcie go! Andrzej!

- Jest! - Jest...

Andrzej! Jezus Maria!

Boże, uratował go.

Jezus Maria...

Andrzejku, jak? W porządku wszystko?

- Jezus Maria... - Co myśmy zrobili?

Wszystko dobrze? Nic ci nie jest? Pokaż się. Pokaż się.

Mareczku... Nie przejmuj się. Wszystko będzie w porządku.

Tu jest dużo strażaków. Oni wszystko zaraz ugaszą.

Zaraz wszystko ugaszą.

Ogień... to oczyszczenie.

Okej?

Proszę, wchodźcie.

- Proszę nie ściągać butów. - Nie ściągam.

Jakby ktoś potrzebował czegoś na uspokojenie, to ja służę.

- Ja potrzebuję! - Wykluczone!

Się naszprycujesz lekami, a potem nie wstaniesz.

- Jezu... - Co?

Nie, nic. Po prostu... Pewnie jest jakiś hotel w pobliżu.

- Nie będziemy kłopotu robić. - Poradzimy sobie.

Andrzej, pójdziesz na górę. Wam pościele w pokoju córek.

- Nie zasnę dzisiaj. - To nie śpij. Buty.

Kładziemy się, bo jutro będziemy nieprzytomni w kościele.

- W tej sytuacji trzeba chrzest odwołać. - Co, kościół się spalił?

- Żartujesz? - Chrzest będzie i koniec!

- Spać wszyscy! - Nie mów mi, co mam robić.

Przede wszystkim powinniśmy się uspokoić,

jesteśmy po trudnych przejściach.

- Napić się herbaty. - Mam ochotę na herbatę.

Zapraszam na herbatę. Pani Grażyno, zapraszam.

W dół schodkami i w prawo. Proszę.

Granulowana, sypana, co tam panie chcą.

Tadziu, nikt nas nie widział. Słyszysz? Wszystko będzie dobrze.

Andrzejku... Mam wyrzuty sumienia.

I bardzo dobrze. Miej.

Dzięki wyrzutom sumienia jesteśmy lepszymi ludźmi.

- Tylko morda w kubeł. - Morda w kubeł.

- Daj spokój. My się tak położymy. - Myślisz, że ja pościeli nie mam?

Myślisz, że jesteś lepsza ode mnie?

Nie podoba ci się mój dom. Powiedz.

Nie, no wiesz... Mamy różny gust, ale jakie to ma znaczenie?

Wszystko mamy różne.

Gdyby nie ten pożar, w ogóle byś tu nie zajrzała.

Wszyscy jesteśmy zmęczeni, odpuść.

What a day, what a day - jak by powiedział klasyk.

To się kładź.

OMG, jestem wykończona.

Ale Andrzej się jak bohater zachował, co?

Jezu, Gośka. Błagam cię, przestań.

Jaki bohater? Zachował się jak człowiek po prostu.

- Do kogo piszesz? - Do Danki.

Że chrzest jest tak czy siak.

Aha...

Squirrel.

- Co? - Squirrel...

Squirrel...

Jezus Maria, ty udar masz?

Nie, to "wiewiórka" po angielsku.

Stanley mnie nauczył.

O Matko Boska.

Szkoda, że nie mamy jeszcze jednego dziecka.

Szkoda, że ty wtedy nie chciałaś, jak...

No, ja wtedy chciałem.

Może by się nam syn urodził.

Może by się to wszystko jakoś, nie wiem, inaczej potoczyło.

Co by się inaczej potoczyło, Tadek?!

Ja urodziłam trójkę dzieci! I miałam dosyć, rozumiesz?

- Rozumem. - Trójkę dzieci! I co ja z tego mam?

Wszystkie wyjechały za granicę.

Na starość nawet szklanki wody nikt nie poda.

Beatka z Justynka nawet nie przyjechały, żeby zobaczyć...

na chrzest.

"Jeszcze jedno dziecko" - najłatwiej powiedzieć.

- Tak tylko powiedziałem... - To nie mów!

I nie pij, jak nie umiesz.

- Też nie możesz spać? - Mhm.

Nie zrobiłeś sobie czegoś?

Głowa mnie trochę boli. Do wesela się zagoi.

Bardzo dzielnie się zachowałeś.

- Gdyby nie ty, to... - Daj spokój.

- Chodź, idziemy na spacer. - Teraz?

Co będziemy tu tak siedzieć?

- Dokąd? - Przed siebie.

Gosia? Ja też nie mogę spać.

Andrzej mnie zaprosił na spacer. Chyba pójdę.

Zwariowałaś? Nigdzie nie idziesz.

- Ja pójdę, ja pójdę... - Ale przecież byłaś zmęczona

A ty nie jesteś po tym wieczorze? To był koszmar.

Ludzie latami dochodzą do siebie po czymś takim.

Nie przesadzasz trochę?

Dwie straumatyzowane osoby w środku nocy, na wsi.

- Kochana jesteś, ale pójdę. - Nie ma mowy.

Ubieram się. Wezmę tabletki. A nie, nie wezmę.

Grażyna!

Idę sama. Chcę to wziąć na klatę. Kochana jesteś. Śpij.

- Masz jej zdjęcie? - Mam gdzieś w telefonie.

Pokaż.

No pokaż, Jezu...

- Piękna. - No.

Ile ma lat?

Za mało.

Przyszła do sklepu, żeby piankę przymierzyć...

Co mnie to obchodzi?

Długo jesteście razem?

Nie jesteśmy. Zostawiła mnie. Trzy miesiące temu.

To pierwsza kobieta, która cię zostawiła!

No proszę. Jest co świętować.

Ale miło z jej strony, że ci dała Stanleya na wyjazd.

Zostawiła mnie z dzieckiem.

Ty się opiekujesz Stanleyem?

- Oficjalną opiekę masz? - No.

To cię pokarało na stare lata.

Nie, dlaczego? Naprawdę jest super.

Znaczy, czasami jest chujowo, jak jest ciężko, ale nie narzekam.

Żałuję, że nie kupiliśmy wtedy tego domu na Mazurach.

A ja żałuję, że nie mieliśmy drugiego dziecka, kiedy był na to czas.

Że nie chciałeś.

Był taki moment...

- to już w ogóle nie o to dziecko chodziło -

że ja bym wszystko dla ciebie zrobiła.

I wszystko ci wybaczyłam...

Totalne upokorzenie.

A ty mi wtedy powiedziałeś:

"Nie zmuszaj mnie".

Tak powiedziałeś, Andrzej. Ja ci tego nigdy...

Piach mam wszędzie. Masakra.

Nie przesadzaj. Było ci dobrze.

- Nie prowokuj. - Bo będzie jeszcze raz?

Myślisz, że jak cię modelka zostawiła, to ja czekam na ciebie?

Nie, po prostu chciałem przelecieć kolejna modelkę.

Nic się nie zmieniłeś, nic! Mimo że nasz syn uważa, że jest inaczej.

- Poza tym to ja ciebie przeleciałam. - Może dlatego wróciłem.

Wróciłem na stałe do Polski.

- Dlaczego? - Bo mam dość i jestem zmęczony.

I myślisz, że ja cię teraz przyjmę?

- Nie myślałem o tym nawet. - Nie kłam.

Dobrze, myślałem, ale nie jestem idiotą. Wiem, co złego zrobiłem.

Ale ja naprawdę jestem zmęczony.

Nie chce się chować, nie chcę uciekać.

Bardzo chcę być z moimi synami, chcę być z tobą.

To, czy mnie przyjmiesz, czy nie, to nie ma teraz znaczenia.

Znaczy... Chyba raczej ma.

Po co ja to cały czas ze sobą noszę?

- No brawo! - Poczekam w domu.

Wow, zakochana para, jak słodziutko!

- Grażynko... - Cześć.

A co ty tu robisz? Czemu nie śpisz?

Nie wiem. Spać nie mogę.

A ty jak? Jak? Jak tam? Spacer udany?

- Tak? Zadowolona jesteś? - Tak, miło było.

Ja pieprzę, Gośka! Co ty odwaliłaś? Ja w to nie wierzę, ja w to nie wierzę!

- Grażynko... - "Grażynko"? Tak, teraz "Grażynko".

Grażynka da ci tabletkę, przytuli,

będzie trzymała za rączkę, żeby Małgosia nie targnęła się na swoje życie,

bo zabrakło mleczka groszkowego!

Bo Małgosi nikt nie lubi. Bo Małgosię wszyscy mają za zdzirę!

Przepraszam, pomyliło mi się. To Małgosia ma wszystkich w dupie!

Bo właśnie przeleciał ją były mąż nad rzeczką.

Co taka mina?

No co się tak patrzysz?

Co? Nie było tak?

Ty lepiej zacznij myśleć, bo tabletki ci nie pomogą.

Grażynko, co ci jest?

Wow! Co mi jest? Co mi jest?

Tyle się znamy, to się w końcu doczekałam jakiegoś zainteresowania.

Wiesz, u mnie w porządku.

A, bo ja nie jestem twoją podręczną apteczką?

A, bo ja jestem twoją przyjaciółką!

A, okej!

Ty nie masz pojęcia, co to jest przyjaźń!

Się rzuciłaś na Andrzeja, jak tylko zwietrzyłaś, że coś jest między nami!

- Mogę coś powiedzieć? - Nie!

Właśnie... nie.

Teraz ja mówię, a ty słuchasz.

Jesteś zakłamaną zdzirą.

We wszystkim, co mówisz i myślisz,

i robisz, i w ogóle...

Nara!

Wandzia...

- Wanda! - O Jezu, Matko Boska!

- Udusić mnie chcesz? - Wstawaj, Wandzia.

Która jest godzina?

To jest godzina prawdy.

- Jezus... - Wstawaj, mówię!

- Zwariowałeś? - Ja zwariowałem?!

- Rozum straciłeś zupełnie? - Ja zwariowałem?!

- Skurwysynu, powiedziałeś mu! - Nic nie musiał mówić.

- Co się dzieje? - Wanda ma romans.

Od pół roku wiem! Wszystkie SMS-y czytałem.

Nawet...

Nawet tego gołego fiutka, co ci wysłał, widziałem.

Wszystko wiem. Gdzie się spotykaliście, kiedy, ile razy. Wszystko wiem!

Jak tak można, Wandzia? Wytłumacz mi, jak tak można!

Tyle lat razem!

Toż ja na tobie jak na... Zawiszy Czarnym polegałem!

Rękę dałbym sobie uciąć! Każda, tylko nie ona!

Przecież ja... z dziesięć kilo chyba schudłem.

- Nie zauważyłam. - Bo się tylko z tym... To nie zauważyłaś!

Nie wierzę! Matka Boska cię nie uchroniła przed grzechem?

Pierdol się, powiedziałam.

Powiedz mi, Wandzia, z kim! Z tym właścicielem tej restauracji?

- Nie przy niej! - Z tym idiotą?

- To ja spaliłem restaurację. - Tadziu...

Tę pierdoloną restaurację ja spaliłem. Po zemście!

Bo już ileż można, Andrzejku?! Ileż można?!

Nic, tylko wziąć sznur i się powiesić!

Nie wierzę. Tadek to podpalił?

Razem ją spaliliśmy.

Pójdziesz do więzienia, idioto!

- Po co ty się w to wtrącałeś? - Bo oni przecież jak rodzina prawie.

"Prawie" robi wielką różnicę!

Ciebie zamkną, a ja z twoim synem zostanę?

- Boże, Gosia, przepraszam! - Ja go podpuściłem.

Jezus Maria, ludzie, ile wy lat macie?!

Ile lat macie?!

Przecież ten człowiek mógł zginąć w ogniu!

Andrzej twojego kochasia z pożaru wyciągnął!

- Wcześniej mu restaurację podpalił. - Baner tylko podpaliliśmy.

- Ten, przy którym się całowałaś. - A potem wszystko jebło.

Śledziłeś mnie? Powiedz!

Tak, śledziłem cię! Wiesz dlaczego? Bo cię kocham!

- Ale wstyd. - Wstyd to kraść.

- I się puszczać na boku. - Ja się do twojej dupy nie wtrącam.

Tadek, zostaw ją.

- Ty porządny jesteś. - Ty się nim zaopiekuj!

Jakby o niego zadbać, to by na ludzi wyszedł!

To już lepiej, żebyś do więzienia trafił.

A przeprosiłaś go chociaż?

- Przeprosiła? - Gosia...

Co "Gosia"?

A ty mnie przeprosiłeś za te wszystkie upokorzenia, kłamstwa?

Przeprosiłeś?

Myślisz, że się bzyknęliśmy nad rzeką i już jest po sprawie?

Przepraszam.

Jak zawsze masz rację.

Przepraszam za wszystkie upokorzenia,

za nieprzespane noce, za wszystkie zdrady.

Wybacz mi. Kocham cię, Gosiu.

Nie no, wstawaj, Andrzej.

Jakbym wiedziała, że zazdrosny jesteś...

Wszystko kisisz w sobie.

Usiądziesz przed telewizorem i siedzisz. Się na starość zamknięty zrobiłeś.

Możesz się przymknąć, Wanda?

- Ty się zamierzasz ze mną rozwieść? - Nie teraz.

On do mnie "Wanda" powiedział!

- Może ja rzeczywiście okropna jestem? - Co ty mówisz?

Nic. Czyli co? Policja będzie nas przesłuchiwać, tak?

Powiemy, że nic nie widzieliśmy, bo spaliśmy, jak się jarało.

- Mam kłamać pod przysięgą? - Na policji się nie składa przysięgi.

Powiemy, że go widzieliśmy, jak tam się kręcił, coś kombinował.

- Że sam sobie to spalił. - No.

- Ma ubezpieczenie? - Ja mu do rachunków nie zaglądałam.

Gdzie indziej zaglądałaś.

- Zrobił to dla ubezpieczenia. - Mało takich przypadków?

Chcecie pogrążyć niewinnego człowieka? Mało, że mu się cały dobytek spalił?

- Gosia, on nie jest niewinny. - I domki mu zostały.

Możesz powiedzieć, że w nocy przez okno widziałaś, jak on się kręcił.

- Nie ma mowy! - Dlaczego?

Ja nie wierzę. Co się z wami dzieje?!

Pewnie jeszcze jakby nigdy nic ty chcesz ochrzcić Franka, ty Stanleya?

Gosia, chrzest to chrzest.

Nie. Gosia ma rację.

Jak do chrztu iść, dziecko trzymać, do komunii przystąpić?

- Do komunii nie musisz. - Ty pójdziesz, nie?

Ty do spowiedzi musisz iść. Powiedz księdzu, jak, z kim i ile razy.

Odwołujecie chrzest albo ja w tej farsie udziału nie biorę.

- Powiesz na policji, że to my? - Nie wiem, zastanowię się.

Trochę przyzwoitości.

- Nie możemy odwołać chrztu. - Bo co?!

Bo mojej ojcowizny nie zobaczysz!

Chyba że ci już nie zależy, że chcesz się rozwieść.

- Jak to? - Ojciec mnie na rozmowę wziął.

Powiedział, że chrzest musi być.

Bo jak nie, to mnie wydziedziczy. Wszystko miało być na mnie: 30 hektarów.

Ojciec zdecydował, że nie będzie ojcowizny dzielił.

Jezus Maria...

Wanda, jaka ty zakłamana jesteś!

- Gorzej niż moja matka. - Ojcowizna to sprawiedliwość!

Sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

- Wszystko się ułoży, napijmy się. - Nie pij więcej, bo coś spalisz.

Wanda!

- Wanda! - Skurwysyn jeden!

Poczekaj! Nie, nie! Ja z nim porozmawiam.

Mirelką go można poszczuć.

- Z Tadkiem mu wpierdol.... - Siadać!

Wanda!

Wanda!

Czego się drzesz? Ludzi pobudzisz!

"Ludzi pobudzisz"?

Ja cały majątek straciłem! Kobieto.

Trudno. Przykro mi bardzo. Taki los.

Nie cały. Domki ci zostały, to się odkujesz.

- Przez ciebie wszystko, Wanda. - Jak przeze mnie?

Rozmawiałaś o nas z Tadeuszem?

Ty myślisz, że to Tadeusz? On nie ma nic wspólnego z tym pożarem!

Wiesz, jaka to ciapa jest? On w domu nawet muchy nie potrafi zabić.

Powiedz mi szczerze, Wandzia.

- Kochasz go? - Przestań z tym kochaniem.

Myślisz, że o kochanie w małżeństwie chodzi?

Masz rację, przepraszam.

Najważniejsze, że ja cię kocham.

I chciałbym, żebyśmy już normalnie żyli, a nie tak, jak teraz.

Tobie chyba pół mózgu spaliło przy okazji.

Idź do domu, do żony się przytul.

- Nic nie mam! - Ciszej.

Rozumiesz to?!

Powiedz, po co mi jesteś potrzebny, jak nic nie masz!

Myślisz, że ja Tadeusza zostawię po 30 latach?

Ja z nim jestem zrośnięta jak huba z drzewem.

A wiesz, że wszystko się nagrało na monitoring?

Widać, jak twój Tadeusz ogień podkłada z tym drugim.

- Takie buty, Wanda! - No i co z tego?

Zazdrość do zguby prowadzi! Masz szczęście, że cię nie zabił.

- Podobno on muchy nie skrzywdzi! - Jak jest trzeźwy.

Jak jest pijany, to diabeł w niego wstępuje.

Enough, enough, enough!

Nie kochasz mnie?

Trudno. Twoja strata!

Jak nie chcesz, żebym na policji pokazał nagranie...

To dupy mam ci dać? Nie znudziło ci się jeszcze?

Nie.

Do ojca zadzwoń. Niech ziemie na ciebie przepisze.

Pokażę ci którą. Taką przy autostradzie. A potem ty mi to sprzedasz za złotówkę.

Ja bym mu zajebał.

Chujem jesteś.

Zostaw ją! Zostaw ją!

- Tadek, błagam... - Zostaw ją, mówię! Zostaw, konusie!

- O Jezu... - Kurwa.

Jezus Maria! Co mu zrobiłeś?!

- Nie, Andrzej! Nie! Andrzej! - Coś ci się mąż nie udał.

- No! - Chodź, chodź, chodź...

- Fuck you! Fuck you! - Zostaw, zostaw.

Jezus Maria... On nie mówi pełnym zdaniem.

Tadziu, powiedz pełnym zdaniem.

- Squirrel... - Dobrze.

- Squirrel... - Jezus Maria!

Squirrel...

- Tadziu... - Wandzia...

Jak wybuchł ten pożar, to tak się bałem,

że cię już więcej nie zobaczę.

Jezus Maria!

- Jestem, Tadziu. Widzisz? Widzisz? - Widzę.

- Widzisz mnie? - Kątem oka, ale widzę.

- A spójrz prosto tu. - Patrzę.

Na mnie spójrz. Jezu, rusz powieką, proszę!

- Cheers. - O dobrze, dziękuję.

Halo? Halo? Policja?

O. Dzień dobry, Wanda Chrapek mówi.

O, cześć, Stasiu. Stasiu posłuchaj.

Taka sytuacja...

- Tadek podpalił restaurację po pijaku. - Nie restaurację.

Cześć, Stasiu. Nie restaurację, a dekorację.

- Stand. - Z kolegą podpalili stand taki.

- Powiedz, że się chcą przyznać. - I chcą się przyznać.

Ale są pijani... Znaczy oni pili i nie mogą jechać do was.

Możecie po nich przyjechać?

Nie wiem, kiedy chcecie.

Kiedy możesz.

A, dobra, super, Stasiu. Dobrze, dzięki.

O 12.00 chrzest, to widzimy się, tak? Pamiętaj.

- W kościele. No, pa. - Cześć, Stasiu.

Już się wyłączył.

No i dobrze.

- Boli? - No tam trochę.

Trzymaj to cały czas, bo przecież mi nakapie zaraz.

Nie wygłupiaj się. Pierwszy raz kogoś aresztujesz, od razu kajdanki?

Może zawiasy dostaniemy, słuchajcie.

Kwiaty podlewaj i piec na 50 stopni trzymaj.

- Przestań. - Mirelka, pokuśnico!

Smutno mi.

Potrzymają ich trochę i puszczą.

Ja jestem z Tadkiem od 30 lat. Dzień w dzień, świątek, piątek.

Miesiąc czy dwa jak sama pobędę, to mi się nic nie stanie.

- Stanley będzie płakał. - Polubił cię.

Może nie będą siedzieć. Kaucję się wpłaci.

Ja z tym chujem porozmawiam jeszcze.

Wanda...

Masz bardzo przytulnie urządzony dom.

Oczywiście urządziłabym inaczej, ale jest bardzo przytulnie.

Dziękuję.

I świetnie, że ten salon otworzyłaś.

Chcesz jakiś zabieg?

Może jak przyjadę następnym razem.

- Jak cię zaproszę. - Jak mnie zaprosisz.

Dobra, trzeba się kłaść.

Może zdążymy się jeszcze wyspać trochę.

Ale nie gaś mi go tutaj. Weź to wyrzuć do kosza czy gdzieś.

Będziesz mi syf robić w domu...

Wszystko dobrze, tato?

Ja wiem, jak jego ojciec majątku się dorobił.

Są sprawy, które wolałby, żeby na jaw nie wyszły.

Wszystko o nim wiem.

O was zresztą też.

- Ale... Bo... - Wandziu, wystarczy.

- Wszystko załatwione. - Co załatwione?

Chciałem ci podziękować, że doprowadziłaś do tego chrztu.

- Chyba nas prezydent ułaskawił! - Dzień dobry.

Wandzia, jeszcze jedno...

Cały spadek na wnuki przepisuję.

Trzeba im szansę dać. Może będą mądrzejsi od nas.

Wypuścili nas! Cud!

Wandzia, tak cię dzisiaj kamieniami obłożę, że zobaczysz...

Daddy, ty głupi chuju!

Co?!

Ach ty...

Napisy opracowała: Aleksandra Gańko

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.