All language subtitles for suits.s09e02.720p.web.x264-tbs.eztv

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

{Y:i}Poprzednio...

Odwiedzi艂 mnie cz艂onek palestry. Da艂 mi do zrozumienia,

偶e je艣li sami nie usuniemy nazwiska Zane'a, zrobi膮 to za nas.

Nie wiesz, kim dla niego jeste艣, wi臋c kim on jest dla ciebie?

Wiem tylko, 偶e nie potrafi臋 go od siebie oddzieli膰.

- Wiem, co robili艣cie. - Louis, zanim zaczniesz...

Pracowali艣cie ca艂膮 noc nad sytuacj膮 Zane'a.

Jako m贸j prawnik zatai艂e艣 przede mn膮 informacj臋.

Omawiali艣my to. Powodem...

Nie omawiali艣my tego, 偶e wczoraj zmusili艣cie mnie do k艂amstwa!

Im d艂u偶ej jego nazwisko tu pozostanie, tym bardziej nam to zaszkodzi.

Nie ma mowy.

Chcieli, 偶ebym przej膮艂 twoje stanowisko.

- Przyszed艂e艣 przej膮膰 ster? - Chc臋 ci臋 przed nimi ostrzec.

- Musimy to zako艅czy膰. - O czym m贸wisz?

- O usuni臋ciu jego nazwiska. - Co tu si臋 dzieje?

Je艣li tego nie zrobimy, kancelaria upadnie.

Je艣li to zrobicie, p贸jd臋 do palestry i wyznam prawd臋.

Ten nakaz s膮dowy daje mi pe艂n膮 kontrol臋 nad wasz膮 kancelari膮.

Je艣li pan odm贸wi, palestra zawiesi licencje waszych wsp贸lnik贸w na p贸艂 roku.

Kolejna rundka?

Tylko z tob膮 mog臋 tu powalczy膰 na serio,

ale trening raczej nie by艂 powodem twojego SMS-a.

Zawsze potrafi艂a艣 mnie przejrze膰.

Co si臋 dzieje, Lucas?

Zosta艂em zwolniony.

Ostatnio robota sz艂a nie藕le.

Ale przegapili艣my kontrakt departamentu obrony.

Czyli zaczynaj膮 zwalnia膰.

Na moim wydziale zostaje jedynie zi臋膰 prezesa.

To czysty nepotyzm.

- To podchodzi pod pozew. - Tak my艣la艂em.

Znasz dobrego prawnika, kt贸ry by艂by zainteresowany?

Mo偶liwe.

Zjedzmy 艣niadanie. Wprowadzisz mnie w spraw臋.

Ale ja za wszystko p艂ac臋, nie szukam ja艂mu偶ny.

To nie ja艂mu偶na. To si臋 nazywa pro bono.

- Samantha... - Lucas, s艂u偶yli艣my razem.

Nie przyjm臋 odmowy.

Harvey, Donna. C贸偶 za mi艂a niespodzianka.

Chcecie p艂atk贸w zbo偶owych?

Co ty masz na sobie?

Co to za pytanie? Slipy k膮pielowe.

- Co takiego? - Nosz臋 to zamiast bielizny.

Jest niesamowicie podtrzymuj膮cy. Poka偶臋 wam.

Bardzo chcemy wiedzie膰, jak podtrzymuj膮ca jest twoja bielizna,

ale przyszli艣my powiedzie膰 ci...

dlaczego tamtego ranka byli艣my razem.

Bo martwili艣cie si臋 o kancelari臋.

Nie dlatego u mnie by艂 i nie dlatego zosta艂 na noc.

Harvey, masz problem z rurami? Mo偶esz u偶y膰 mojego prysznica.

Nie o tym m贸wi, Louis. I nie skorzystam z twojego prysznica.

- Ma parownik! Chod藕. Poka偶臋 ci. - Louis...

- Harvey i ja jeste艣my razem. - Wiem. Przecie偶 przede mn膮 stoicie.

Widzisz? O tym m贸wi艂em. Jak on zda艂 studia prawnicze?

Nie, nie... Jeste艣my w zwi膮zku.

- O m贸j Bo偶e! - W艂a艣nie.

Nie m贸wili艣my wcze艣niej, bo to nie by艂 odpowiedni czas,

ale m贸wimy teraz, bo jeste艣my szcz臋艣liwi i nie chcemy tego ju偶 ukrywa膰.

Szczeg贸lnie przed naszym wsp贸lnikiem i przyjacielem.

Naprawd臋 to doceniam i jestem szcz臋艣liwy z waszego powodu.

Ale?

B臋dziemy 艣wi臋towa膰 p贸藕niej, bo ja te偶 mam wie艣ci.

- O co chodzi, Louis? - Mamy problem.

- Jak d艂ugo tu b臋dzie? - Nie wiem.

O tym ma postanowi膰 palestra.

Co za bzdury!

Nie pozwol臋 im, by rozkazywali nam, jak mamy prowadzi膰 nasz膮 kancelari臋.

- Co jest? - Sam wiesz co.

- To by si臋 nie sta艂o, gdyby... - Nawet tego nie m贸w.

- Nie wiesz, co chcia艂em powiedzie膰. - Mog臋 zgadn膮膰.

Chcia艂e艣 powiedzie膰, 偶e to wina czyn贸w Roberta.

To wina waszych wsp贸lnych wybor贸w.

To prywatne spotkanie, Faye.

To tak偶e 艣wietna okazja, by przedstawi膰 si臋 kierownictwu...

jakie by nie by艂o.

- Jakie by nie by艂o? - Panno Paulsen,

problemy kancelarii rodz膮 si臋 u g贸ry.

Je艣li my艣lisz, 偶e mo偶esz tu wparowa膰 i zacz膮膰 rzuca膰 oskar偶eniami...

To mo偶e rzuc臋 faktami?

Dw贸ch waszych wsp贸lnik贸w zarz膮dzaj膮cych zosta艂o pozbawionych uprawnie艅,

wasz m艂odszy wsp贸lnik trafi艂 do wi臋zienia.

I nie my艣lcie, 偶e kto艣 uwierzy艂, 偶e nie brali艣cie udzia艂u w tym oszustwie.

Ale od dzi艣...

dostajecie czyste konto.

Nie masz dowodu, 偶e cokolwiek zrobili艣my.

Ale mam do艣wiadczenie.

Je艣li jest tyle dymu, to zawsze jest te偶 po偶ar.

Je艣li mam odej艣膰, jest tylko jedno wyj艣cie.

Przekonajcie mnie, 偶e mo偶na wam zaufa膰.

A je艣li tego nie zrobimy?

Je艣li nadal b臋dziecie przekracza膰 granice?

- Wtedy zostaniecie zwolnieni. - Nie masz do tego w艂adzy. - Ale偶 mam.

Mam tak偶e w艂adz臋, by zatwierdza膰 nowe sprawy,

zarz膮dza膰 zasobami i robi膰 cokolwiek uznam za stosowne.

I najpierw zrobi臋 to, co wy powinni艣cie zrobi膰.

- Usun臋 nazwisko Roberta Zane'a. - Nie ma mowy.

Nie rozumiesz, co si臋 dzieje, je艣li my艣lisz, 偶e masz na to wp艂yw.

Je艣li cho膰by tkniesz to nazwisko,

nie rozumiesz, 偶e co艣 na ciebie znajd臋.

Jestem tu w艂a艣nie przez tak膮 mentalno艣膰.

Zostawianie tego nazwiska to z艂e przes艂anie.

To przes艂anie, 偶e nie rzucamy przyjaci贸艂 wilkom na po偶arcie.

Urz膮d藕cie mu przyj臋cie po偶egnalne, pom贸偶cie otworzy膰 firm臋, oka偶cie wsparcie.

Ale to nazwisko dzi艣 znika.

No nie wierz臋. Pozwolisz jej na to?

Samantha, to nie nasza decyzja.

Ale m贸j pobyt tutaj ju偶 tak. Wi臋c mo偶esz i艣膰 do diab艂a.

Jestem przyzwyczajona do takich reakcji.

Jak ju偶 powiedzia艂am Louisowi, gdy podpisywa艂 dokumenty,

przyzwyczajcie si臋 do moich zwyczaj贸w, bo to nie Dziki Zach贸d.

To koniec waszych beztroskich dzia艂a艅.

::PROJECT HAVEN:: ::SERIALE::

{Y:i}przedstawia

SUITS 9x02 Special Master

T艂umaczenie: Power, peciaq

Nie przejmuj si臋, Harvey. Znikam st膮d. To nie jest miejsce dla mnie.

Nie mo偶esz odej艣膰, Samantha. Potrzebujemy ci臋.

Nowa szefowa mnie nie potrzebuje.

Je艣li s膮dzisz, 偶e da艂e艣 mi klienta, wi臋c zostan臋...

Czy tego chcesz czy nie, ludzie 藕le my艣l膮 o Robercie.

My艣l膮 te偶, 偶e jab艂ko pada niedaleko od jab艂oni.

Odchodz膮c, nie zaprotestujesz. Utwierdzisz ich w tym przekonaniu.

- Nie mog臋 ta艅czy膰 jak mi zagra. - Nie prosz臋 ci臋 o to.

Po prostu to przeczekaj.

Gdy tylko odejdzie, przywr贸cimy nazwisko Roberta.

A co z tym, 偶e mo偶e zatwierdza膰 nowe sprawy?

Spotka艂am si臋 dzi艣 ze starym przyjacielem.

Nie sta膰 go na nas, a musz臋 mu pom贸c.

Powiemy, 偶e spotkali艣cie si臋 wczoraj, wi臋c to nie jest nowa sprawa.

Je艣li ma z tym problem, mo偶e go za艂atwi膰 ze mn膮.

- Louis, musimy pogada膰. - O co chodzi?

Nie m贸wi艂e艣, 偶e si臋 na to zgodzi艂e艣.

Co za r贸偶nica? Nie mia艂em wyboru.

Mog艂a pom贸c przekona膰 Harveya do usuni臋cia nazwiska.

- Przez ciebie to i tak si臋 dzieje. - S艂ucham?

- Ty tutaj siedzisz. - Nie by艂o ci臋 wczoraj, Alex.

Gdybym odm贸wi艂, zawiesiliby wszystkich na p贸艂 roku.

Chcesz walczy膰 przeciw wszystkim czy przeciw niej?

Przeciw niej nie da si臋 walczy膰.

- Gretchen, to ci臋 nie dotyczy. - Mo偶e powinno.

Tylko ja znam Faye Richardson.

- Znasz j膮? - Pracowa艂am w jej kancelarii.

Gdy jeszcze nie by艂a specjaln膮 suk膮 palestry.

Podobno gdy zarz膮dza艂a kancelari膮,

dowiedzia艂a si臋, 偶e jej m膮偶 przekroczy艂 jak膮艣 granic臋.

Usun臋艂a jego nazwisko i go zwolni艂a.

Cholera.

Je艣li zrobi艂a to w艂asnemu m臋偶owi, nie b臋dzie jej obchodzi膰, co jej zrobimy.

Ale b臋dzie j膮 obchodzi膰, co zrobi palestra.

- Wpad艂e艣 na co艣? - Mo偶liwe.

- Ile czasu ta kobieta tu b臋dzie? - M贸wi, 偶e ile zachce.

O co chodzi, Katrina?

Dlatego poprosi艂am Alexa o pomoc w usuni臋ciu nazwiska Roberta.

Co艣 takiego musia艂o si臋 sta膰.

Rozumiem, co czujesz,

ale wtedy stanie za Robertem wydawa艂o si臋 najbardziej odpowiednie.

- Przeszkadzam? - W艂a艣nie wychodzi艂am.

- Jestem Katrina Bennett. - Faye Richardson.

Mi艂o ci臋 pozna膰.

Panno Richardson. W czym mog臋 pom贸c?

Prosz臋, m贸w mi Faye.

Jestem tu jako kurator, ale mo偶emy m贸wi膰 sobie po imieniu.

W czym mog臋 ci pom贸c, Faye?

Jako dyrektor operacyjna zajmujesz si臋 koordynacj膮 administracyjn膮?

Tak. Szukasz sekretarki czy...

Chc臋 um贸wi膰 si臋 z Thomasem Kesslerem.

Dlaczego?

Problemy kancelarii rozpocz臋艂y si臋,

gdy pan Kessler sta艂 si臋 wa偶niejszy od reszty klient贸w.

Nie rozumiem, czemu mia艂by odej艣膰 po czym艣 takim.

I s膮dzisz, 偶e jego powody wskazuj膮 problem?

Wed艂ug ciebie jest problem?

Odnosz臋 wra偶enie, 偶e pytasz, czy powiedzia艂abym ci o problemie.

A je艣li?

Jestem znana z rozwi膮zywania, a nie ukrywania problem贸w.

Dlatego wys艂a艂am ju偶 panu Kesslerowi nasz膮 ankiet臋,

wi臋c gdy j膮 dostan臋, prze艣l臋 ci j膮.

Tak w艂a艣nie zr贸b. A w mi臋dzyczasie um贸w to spotkanie.

- W艂a艣nie wyja艣ni艂am... - Wiem.

Ale rozmowy twarz膮 w twarz zapewniaj膮 wi臋cej informacji, nie s膮dzisz?

Oczywi艣cie.

- Zorganizuj臋 to. - Wspaniale. Najlepiej jutro.

- Harvey, musimy pogada膰. - Musimy.

Przykro mi, Donna. Wiem, 偶e si臋 nie zgodzisz...

- Ta kobieta musi natychmiast odej艣膰. - Co?

- Jak to co? - Ja mia艂em to powiedzie膰.

- No i co? - Nie chcesz wybi膰 mi tego z g艂owy.

- To do ciebie niepodobne. - Rzeczywi艣cie.

Mo偶e zmieni艂a艣 nastawienie, bo jeste艣 mniej spi臋ta, odk膮d...

Odk膮d co?

- Nic takiego. - Racja.

To ty by艂e艣 spi臋ty.

Ale to moje dzia艂ania s膮 sp贸jne.

Mo偶e by艂am spi臋ta. A mo偶e mia艂am do艣膰 bzdur Faye.

Wol臋 swoj膮 teori臋.

Ja wol臋, 偶eby Faye nie dowiedzia艂a si臋,

偶e to my z艂amali艣my tajemnic臋 adwokack膮, a nie Robert.

- O czym m贸wisz? - Chce si臋 spotka膰 z Thomasem.

Nie mo偶emy do tego dopu艣ci膰. Thomas ju偶 dla nas nie sk艂amie.

Wiem. Jak to zatrzymamy?

Nie mo偶emy prosi膰 go ju偶 o k艂amstwo, wi臋c zostaje jedno wyj艣cie.

Zorganizowa膰 to tak, 偶eby nie musia艂 z ni膮 rozmawia膰.

Przepraszam, 偶e musia艂a pani czeka膰.

- O co chodzi? - Sp贸jrzmy.

Co pan powie na nepotyzm i bezprawne zwolnienie?

Przysz艂a pani w sprawie Lucasa Hodgesa.

Szybko si臋 pan domy艣li艂.

Tylko jego ostatnio zwolnili艣my, a powody by艂y uzasadnione.

Mo偶e pozw贸lmy zadecydowa膰 o tym s臋dziemu?

Najpierw prosz臋 zebra膰 wszystkie fakty.

Fakty s膮 takie, 偶e musia艂 pan kogo艣 zwolni膰

i zdecydowa艂 pan zatrzyma膰 zi臋cia, a nie bardziej wykwalifikowan膮 osob臋,

- kt贸ra jest tak偶e weteranem. - Wiem, kim jest.

Je艣li go pan nie przywr贸ci, owin臋 Lucasa w sztandar,

postawi臋 go przed 艂aw膮 i zobaczymy, ile rz膮dowych kontrakt贸w dostaniecie.

Wtedy przedstawimy pracownicze karty kontrolne

i rachunki medyczne pracownika, kt贸rego Lucas okaleczy艂.

- S艂ucham? - Lucasowi by艂o...

daleko do perfekcji, panno Wheeler.

Omija艂 wa偶ne dni w pracy. Cz臋sto tego nie zg艂asza艂.

M贸wi to pan, bo boi si臋 pozwu.

Nie b臋dzie 偶adnego pozwu, bo mieli艣my pow贸d.

Je艣li mi pani nie wierzy, moja sekretarka ma jego akta.

Zobaczy pani, 偶e by艂 nieobliczalny. Nie da艂o si臋 z nim pracowa膰.

Jednego dnia kto艣 go przestraszy艂, a Lucas go zaatakowa艂.

Je艣li to prawda, czemu pan o tym nie wspomnia艂, gdy go zwalnia艂?

Lubi臋 Lucasa,

wi臋c podali艣my kontrakt jako pow贸d, 偶eby mia艂 mi臋kkie l膮dowanie.

Ale i tak by艣my go zwolnili.

Przykro mi, 偶e pani膮 ok艂ama艂, ale nie macie podstaw do pozwu.

Wie pani, gdzie jest wyj艣cie.

Je艣li chcesz z powrotem zmieni膰 nasz膮 domy艣ln膮 czcionk臋 na Helvetic臋,

- ju偶 ci m贸wi艂em... - Nie o to chodzi, Benjamin.

Przyszed艂em z powodu Faye Richardson.

Dzi艣 rano ustawi艂em jej zapor臋 sieciow膮.

- Co z ni膮? - Jest intruzem.

I w艂a艣nie przestrzeli艂a dzi贸b naszego statku.

- Wydaj mi rozkaz, kapitanie. - Jestem admira艂em.

Masz znale藕膰 luk臋 w przepisach palestry, dzi臋ki kt贸rej j膮 st膮d usun臋.

Ale to jaki艣 tysi膮c stron.

3 tysi膮ce.

Gdzie艣 tam jest szczeg贸艂, kt贸ry pozb臋dzie si臋 tej kobiety,

a ty napiszesz program, kt贸ry go znajdzie.

- Nie wiem, czy mog臋 to zrobi膰. - Benjamin...

Nasz dom jest atakowany i nie jestem w stanie sam go broni膰.

Musisz to zrobi膰, po cichu. Mog臋 na ciebie liczy膰, marynarzu?

- Tak jest, kapitanie. - Admirale.

- Admirale, jasne. - W艂a艣nie.

Nie wierz臋, 偶e wykorzystuj膮 dni, kt贸re omin膮艂em.

Wykorzystuj膮 je, bo stanowi膮 pow贸d. Czemu mi nie powiedzia艂e艣?

To by艂o kilka dni tu i tam.

- Nigdy nie sp贸藕nia艂e艣 si臋 na treningi... - No i co z tego?

Sam wiesz co. Nieobecno艣ci, agresja.

Najgorsze przypadki w stresuj膮cych okresach.

- Samantha... - Masz zesp贸艂 stresu pourazowego.

Nie mam.

Sprawd藕 moje akta medyczne. Nic w nich nie ma.

- Bo nigdy nie by艂e艣 u lekarza? - By艂em.

- Z jakiego powodu? - Mia艂em problemy ze snem.

Bo mia艂e艣 koszmary, wspomnienia wraca艂y?

- Nie chc臋 o tym rozmawia膰. - Ale musimy,

bo nie mog臋 ci臋 broni膰, je艣li nie jeste艣 ze mn膮 szczery.

Szczery odno艣nie czego?

O nocach, kiedy boj臋 si臋 zamkn膮膰 oczy i dniach, gdy nie wychodz臋 z 艂贸偶ka?

Pos艂uchaj mnie.

Nie masz czego si臋 wstydzi膰.

Tysi膮ce os贸b przechodz膮 to samo i gdy tylko dostaniesz diagnoz臋...

- Nie chc臋 diagnozy. - Lucas, to ci臋 ochroni.

Ju偶 wtedy powiedzia艂em im, 偶e nie chc臋 diagnozy.

Nie chc臋 teraz reklasyfikacji. To tyle.

Chwila. Powiedzia艂e艣 to psychiatrze?

Nie by艂em u psychiatry. Poszed艂em do zwyk艂ego lekarza.

B艂aga艂em, by nie wpisywa艂 tego do papier贸w. Wpisa艂 stany l臋kowe i da艂 mi tabletki.

Dzi臋ki nim przetrwa艂em tur臋.

- A gdy wr贸ci艂e艣? - My艣la艂em, 偶e b臋dzie lepiej.

- Ale nie by艂o. - Nie.

- Pogorszy艂o si臋. - No c贸偶...

Je艣li tw贸j pracodawca nie zap艂aci, to kto艣 inny to zrobi.

- Harvey. - Thomas, mog臋 wej艣膰?

- Nie mamy o czym rozmawia膰. - Niestety mamy.

W wyniku przes艂uchania palestra umie艣ci艂a w kancelarii osob臋, kt贸ra nas kontroluje.

Teraz chce przepyta膰 ci臋 o powody odej艣cia.

- I wiesz, 偶e ju偶 wi臋cej nie sk艂ami臋. - Dlatego prosz臋 ci臋, by艣 zosta艂.

To chyba jaki艣 偶art.

Tylko mnie wys艂uchaj. By艂e艣 z nami od dawna.

Pomogli艣my trzykrotnie zwi臋kszy膰 warto艣膰 twojej firmy, wej艣膰 na gie艂d臋...

- I zdradzili艣cie moje zaufanie. - Nie.

Dla ciebie zdradzi艂em w艂asnego klienta.

Dla ciebie straci艂em przyjaciela i wsp贸lnika.

I je艣li post膮pi艂bym s艂usznie, m贸g艂by艣 pomarzy膰 o ekspansji.

Nie twierdz臋, 偶e nie by艂o b艂臋d贸w. I wiem, 偶e musz臋 odzyska膰 twoje zaufanie.

Prosz臋 ci臋 jedynie o szans臋, by艣my mogli to zrobi膰.

Mam jedno pytanie.

Kim jest dla ciebie Donna?

To najwa偶niejsza osoba w moim 偶yciu.

I dobrze to wie.

Kiedy?

W noc po przes艂uchaniu.

W porz膮dku.

Dobrze.

Zostan臋 pod jednym warunkiem.

Ty b臋dziesz mnie reprezentowa艂, a nie Alex.

Nie jestem pewien, czy to najlepszy pomys艂.

Tylko takie wyj艣cie mi odpowiada, bo ju偶 mu nie ufam.

Ty by艂e艣 ze mn膮 szczery, gdy zada艂em ci najtrudniejsze pytanie.

I nie zawaha艂e艣 si臋.

- Ale skoro znasz ju偶 prawd臋... - Mog臋 zostawi膰 przesz艂o艣膰 za sob膮.

- Jeste艣 pewien? - Tak.

Samantha, tu jeste艣.

Czegokolwiek chcesz, odmawiam.

Szkoda. W艂a艣nie us艂ysza艂am, 偶e kaza艂a艣 pracownikowi

zdoby膰 akta wojskowe do nowej sprawy.

- I co z tego? - Masz porzuci膰 t臋 spraw臋.

- Prosz臋? - Jak wspomnia艂am rano,

mog臋 zatwierdza膰 nowe sprawy, a ta jest alarmuj膮ca.

Nie s艂ysz臋 偶adnych alarm贸w i nie zostawi臋 przyjaciela na pastw臋 losu.

Jest twoim przyjacielem, to ju偶 jest alarmuj膮ce.

Je艣li zaczniesz przegrywa膰, mo偶esz nie walczy膰 w odpowiedni spos贸b.

To najg艂upsza rzecz, jak膮 s艂ysza艂am.

To i tak niewa偶ne, to nie jest nowa sprawa.

Podj臋艂am si臋 jej wczoraj.

My艣lisz, 偶e nie rozpoznam wym贸wki?

Nie obchodzi mnie to.

Powiedzia艂am o tym wcze艣niej Harveyowi, czyli wed艂ug twoich w艂asnych zasad,

nie mo偶esz zdecydowa膰, czy porzuc臋 spraw臋, czy nie.

Ale mog臋 decydowa膰 o wykorzystaniu naszych zasob贸w,

w szczeg贸lno艣ci przy sprawach, na kt贸rych nie zarabiamy.

Je艣li chcesz j膮 kontynuowa膰, nie korzystaj ze s艂u偶bowego konta,

naszych pracownik贸w ani czegokolwiek.

Je艣li si臋 do tego nie zastosujesz, sama rzuc臋 t臋 spraw臋.

Czyli chcesz mojej pomocy w walce z wojskiem?

Tak, ale najpierw potrzebuj臋 dost臋pu do twojego konta s艂u偶bowego.

- Po co? - Chc臋 ich zmusi膰 do ugody,

wi臋c musz臋 zatrudni膰 detektyw贸w, bieg艂ych...

Ale po co ci moje konto?

Faye zakaza艂a mi u偶ywania zasob贸w kancelarii.

Chcesz mojej pomocy i 偶ebym sprzeciwi艂a si臋 rozkazowi?

- Je艣li si臋 postaramy, nie dowie si臋. - Tu chodzi o wojsko.

Nie poddadz膮 si臋, zanim Faye si臋 dowie.

Dobrze, pokryj臋 wydatki z w艂asnej kieszeni,

- ale nie dam rady sama. - Sama nie mam teraz pomocnika.

- Nie jest mi 艂atwo o to prosi膰. - A mi nie jest 艂atwo odm贸wi膰.

Nie rozumiesz, 偶e nie mog臋 go zawie艣膰?

Lucas i ja nie tylko razem trenowali艣my.

S艂u偶yli艣my razem.

Po czterech latach poprosi艂, 偶ebym zosta艂a.

Ale odm贸wi艂am. On zrobi艂 jeszcze dwie tury.

W jego g艂owie on nadal tam jest,

podczas gdy ja nosz臋 drogie sukienki i negocjuj臋 wielomilionowe umowy.

Dobrze. Pomog臋 ci.

Pod dwoma warunkami.

Robimy to jak trzeba i podejmujemy osi膮galne cele.

Wiem, 偶e jest ci臋偶ko, ale whisky na 艣niadanie?

I to moja whisky?

Nala艂em te偶 dla ciebie.

Nie mam z艂ych wie艣ci, tylko dobre.

No to m贸w. Dawno nie s艂ysza艂em dobrych.

Kessler zostaje. Przyjdzie dzi艣 podpisa膰 now膮 umow臋.

Bez jaj. Rzeczywi艣cie dobre.

Zadzwoni臋 um贸wi膰 spotkanie.

I tu jest haczyk, Alex. Chce, 偶ebym to ja go reprezentowa艂.

- Ty? - Tak.

Zanim co艣 powiesz, te偶 by艂em zaskoczony.

Zaskoczenie jest wtedy, gdy znajomi robi膮 ci przyj臋cie niespodziank臋,

a nie gdy wsp贸lnik odbiera ci klienta.

To nie jest idealne rozwi膮zanie, ale co mam ci powiedzie膰?

Taki by艂 jego warunek.

Nie chc臋, 偶eby艣 co艣 m贸wi艂,

ale nie chc臋 te偶, 偶eby艣 to 艣wi臋towa艂.

Masz racj臋. To nie pow贸d do 艣wi臋towania.

Ale Faye chcia艂a go zapyta膰, czemu odszed艂 i nie mo偶emy na to pozwoli膰.

Panno Bennett...

Nie jestem dobra w pogaduszkach, wi臋c przejd臋 do rzeczy.

Wpisa艂a si臋 pani jako adwokat w sprawie panny Wheeler.

To prawda.

Poinformowa艂a pani膮, 偶e zabroni艂am jej korzystania z zasob贸w kancelarii?

Powiedzia艂a mi.

Dlatego pracowa艂am w wolnym czasie i nie b臋d臋 na dzisiejszym przes艂uchaniu.

Szanuj臋 to.

Okazuje pani ch臋ci do pracy zgodnie z zasadami.

Ale chcia艂abym wyja艣ni膰 moje zastrze偶enia co do tej sprawy.

Poniewa偶 jest w ni膮 emocjonalnie zaanga偶owana.

Obawia si臋 pani, 偶e zrobi co艣, czego nie powinna.

Rozumie pani to, wi臋c tak偶e i kwesti臋,

偶e je艣li naprawd臋 chce pani jej pom贸c, pomo偶e jej nie pope艂ni膰 tego b艂臋du.

Jak Alex to przyj膮艂?

Nie podoba mu si臋 to, ale prze偶yje.

Czyli Thomas tu dzi艣 b臋dzie?

Faye b臋dzie pyta膰 o t臋 rozmow臋. Musi podpisa膰 t臋 umow臋.

- Donna, da艂 mi s艂owo. - Czyli tu przyjdzie.

Co si臋 dzieje?

Jeste艣 pewien, 偶e to najlepszy pomys艂?

呕eby艣 go reprezentowa艂?

Co je艣li nie spodobaj膮 mu si臋 twoje dzia艂ania

albo tobie nie spodoba si臋 jego wizja?

Ile czasu minie, zanim kt贸ry艣 z was to przypomni?

Donna, jest doros艂ym m臋偶czyzn膮. To by艂 jego pomys艂.

Je艣li s膮dzi, 偶e da rad臋, zaufam mu.

Jak ty to robisz, 偶e zawsze zapewniasz, i偶 wszystko si臋 u艂o偶y?

Jestem Supermanem.

Powiniene艣 powiedzie膰, 偶e to samo my艣la艂e艣 o mnie.

Superman nie powiedzia艂by czego艣 takiego.

Spodziewa艂by si臋, 偶e Lana Lang to zrozumie.

Gdyby艣 nie zauwa偶y艂, nie jestem Lan膮 Lang.

Jestem Lois Lane.

Masz to, co najlepsze z obu, bo Lana by艂a ruda.

Wystarczaj膮co ckliwe? Bo mam Metropolis do uratowania.

Metropolis?

Nie znasz nawet w艂asnego numeru telefonu.

S艂uchajcie, ludu!

Do艂膮czy艂a do nas nowa prawniczka, Faye Richardson.

Chcia艂bym, 偶eby艣cie bardzo ciep艂o j膮 powitali,

ale nie zaprz膮tali jej g艂owy.

Omijajcie j膮 szerokim 艂ukiem. Jakie艣 pytania?

Tak.

Mamy j膮 omija膰, 偶eby poczu艂a si臋 mile widziana?

Znakomite pytanie, Susan.

Odpowiedzi膮 jest tak. W艂a艣nie tego chc臋.

Dlaczego?

Kolejne dobre pytanie, Susan.

Bo jako wasz przyw贸dca, wiem, co jest najlepsze...

i bez 偶adnych w膮tpliwo艣ci jestem waszym przyw贸dc膮.

- No dobrze, ale... - Nikt nie lubi gadu艂, Susan.

Jeszcze jakie艣 pytania? Nie? 艢wietnie.

Ja mam pytanie.

Dlaczego ona tu jest? Zarz膮dza nowym oddzia艂em?

Tak jakby.

Jest ekspertk膮 od etyki.

W 艣wietle ostatnich wydarze艅 chcia艂em mie膰 tu kogo艣, kto umocni nasz膮 reputacj臋.

W艂a艣ciwie by艂a niech臋tna, 偶eby...

Nie chc臋 ci przeszkadza膰, Louis.

M贸wi艂e艣, 偶e by艂am niech臋tna, by tutaj przyj艣膰.

- Niekoniecznie niech臋tna... - Ale to by艂 tw贸j pomys艂.

Tak w艂a艣nie powiedzia艂e艣. Nie ok艂ama艂by艣 pracownik贸w, prawda?

Wrzucanie czego艣 w kontekst nie jest k艂amstwem.

To zadam ci pytanie, kt贸re nie potrzebuje kontekstu.

Przyw贸dztwo palestry mia艂o w膮tpliwo艣ci,

czy potrafisz przestrzega膰 prawa i dlatego tutaj jestem.

Czy nie taka jest prawda?

Owszem.

Dzi臋kuj臋, 偶e pomog艂e艣 mi dobrze zacz膮膰 z pracownikami, Louis.

Doceniam to.

- Alex, nie teraz. - W艂a艣nie 偶e teraz,

bo Bromwell powiedzia艂 mi, 偶e zn贸w ich pozywaj膮.

- Dopiero co ich wybronili艣my. - Wiem.

I 偶eby by艂o jeszcze gorzej, wylosowali艣my s臋dzin臋 Dorsey.

Cholera jasna! Czego?!

Louis, masz chwil臋? Mam problem z naszym... serwerem.

Daruj sobie kod. Alex jest po naszej stronie.

Potrzebuj臋 cyfrowej kopii przepis贸w, ale jest chroniona has艂em.

- Zeskanuj t臋, kt贸r膮 ci da艂em. - Pr贸bowa艂em, ale...

Jaja sobie robisz?

Nie potrafisz nawet zeskanowa膰 g艂upiego dokumentu?

To nie moja wina.

I nie moja wina, 偶e jeste艣my w takiej sytuacji,

ale i tak zapieprzam i zostaj臋 poni偶any.

I jedyna osoba, kt贸r膮 poprosi艂em o pomoc nie potrafi wykona膰 prostego zadania.

Nie obchodzi mnie jak, ale zdob膮d藕 t臋 kopi臋 dzisiaj.

- Ale... - Benjamin.

Daj nam chwil臋.

No dobra, Louis. O co chodzi?

- Wiesz, o co chodzi. - Wiem.

Wydar艂em si臋 na sekretark臋, gdy zadzwoni艂 do mnie Bromwell.

- Nie wspominaj膮c... - O czym?

Niewa偶ne.

Wa偶ne jest to, 偶e wychodzimy i to w tej chwili.

- Alex, nie potrzebuj臋... - Obaj tego potrzebujemy.

Je艣li nie spu艣cimy troch臋 pary, kt贸ry艣 z nas kogo艣 zabije.

To co sugerujesz? Do opery dzi艣 nie p贸jdziemy.

Nie odzyska艂em jeszcze karty na b艂otko.

I o ile nie ma tutaj pokazu kot贸w, o kt贸rym nie wiem,

to nie mamy nic.

Mam co艣 w sam raz.

Panie Daly, ilu weteran贸w pan zatrudnia?

Z dum膮 stwierdzam, 偶e weterani to 40% pracownik贸w.

Wi臋c mog臋 za艂o偶y膰, 偶e wie pan, z czym takie osoby si臋 zmagaj膮?

- Prosz臋 m贸wi膰 dok艂adniej. - Chodzi o zesp贸艂 stresu pourazowego.

- Wystarczaj膮co dok艂adnie? - Wiem, co to. Ale o co pani chodzi?

S膮dzi pan, 偶e Lucas Hodges na to cierpi?

- M贸j klient nie jest psychiatr膮. - Powiedzia艂, 偶e wie, co to.

To nie oznacza...

Kaza艂e艣 przemeblowa膰 mu biuro, 偶eby nie siedzia艂 plecami do drzwi, Tom.

Zrobi艂by艣 co艣 takiego tylko, je艣li domy艣la艂by艣 si臋 prawdy.

- Podejrzenie nie jest wiedz膮. - Odpowiedz.

Podejrzewa艂e艣 zesp贸艂 stresu pourazowego?

Na pewno mam odpowiedzie膰? Bo odpowiem, 偶e tak.

Wtedy za偶膮dam dowodu, 偶e jest cz艂onkiem chronionej klasy,

czyli oficjalnej diagnozy w jego dokumentach.

Czy pani klient na pewno tego chce?

Tak s膮dzili艣my.

Dlatego przygotowali艣my ugod臋 na 25 tys. dolar贸w.

To nawet nie jest jedna trzecia tego, co mia艂 zarobi膰 w tym roku.

Lepszej oferty nie b臋dzie.

Podpiszcie ugod臋 i si臋 rozejdziemy

albo w艂膮czymy z powrotem kamer臋 i dostanie pani odpowied藕.

Oferta b臋dzie wa偶na 24 godziny.

Czyli mam wtoczy膰 kul臋 i zbi膰 patyczki?

Kr臋gle. Nigdy wcze艣niej nie gra艂e艣?

W czwartej klasie Joshua Hirshheiser mia艂 imprez臋 urodzinow膮 na kr臋gielni.

Zanim zacz臋li艣my, palec utkn膮艂 mi w kuli.

Do 贸smej klasy by艂em Grubym Paluchem.

To co mam robi膰? Mam po prostu rzuci膰?

Podejd藕 do linii i j膮 wypu艣膰.

Nic si臋 nie sta艂o. Ka偶demu si臋 to zdarza.

Wyprostuj rami臋.

Cholera!

We藕my l偶ejsz膮.

Nie! To takie g艂upie.

Gdyby nie te buty, nikt by w to nie gra艂.

Spr贸buj spod jaj.

No dobra. Bez problemu.

Cholera jasna!

To gorsze ni偶 dzie艅, gdy przegra艂em zawody w zapasach.

Startowa艂e艣 w zapasach?

Nie wiem, czy wiesz, ale potrafi臋 si臋 w艣ciec.

Chwila, moment. Z艂o艣膰. W艂a艣nie.

Wyobra藕 sobie, 偶e te kr臋gle to twarz Faye.

呕e odbiera ci kancelari臋 i 艣mieje ci si臋 w 偶ywe oczy.

Odbieram ci kancelari臋, Louis.

Jeste艣 s艂aby i nieudolny, nie zas艂ugujesz na ni膮.

Jeste艣 niczym.

Jeste艣 nieudacznikiem z grubymi paluchami!

Przepraszam, panienko, przyszed艂em podpisa膰 umow臋.

Mog艂aby艣 mi pom贸c?

Thomas! Jak w zegarku.

Punktualny ze mnie go艣膰.

Louis zawsze m贸wi艂, 偶e to jedna z twoich 艣wietnych cech.

Doprawdy? A jakie s膮 inne?

Lojalno艣膰. Uczciwo艣膰, wzrost.

Wzrost?

Louis ceni sobie to, czego nie posiada,

a twoja ilo艣膰 w艂os贸w praktycznie czyni z ciebie boga.

Nie mo偶na ca艂y dzie艅 rozmawia膰 o moich 艣wietnych cechach.

Umowa sama si臋 nie podpisze.

W艂a艣nie.

Musisz j膮 tylko podpisa膰, a ja dostarcz臋 j膮 Harveyowi.

W porz膮dku, Donna, sam mu to zanios臋.

I tak musimy o czym艣 porozmawia膰.

- Dobrze by艂o ci臋 zobaczy膰. - Nawzajem.

Nie wierz臋, 偶e mia艂e艣 taki wynik.

Nie wierz臋, 偶e nie mieli Rose.

- Wi臋c zdecydowa艂e艣 si臋 na pina colad臋. - Nigdy nie zawodzi.

Dzi臋kuj臋, 偶e mnie tu przyprowadzi艂e艣.

Od kilku dni nie by艂em tak wyluzowany.

Odk膮d ona tam jest...

czuj臋 si臋, jakbym sta艂 na zewn膮trz kancelarii.

Wiem dok艂adnie, jak si臋 czujesz.

Gdy zacz膮艂em tu prac臋, my艣la艂em 偶e ja i Harvey

b臋dziemy jak Stockton i Malone.

Ale z jakiego艣 powodu tak si臋 nie sta艂o.

Potem my艣la艂em, 偶e moje nazwisko zawi艣nie na 艣cianie,

ale walczy艂em na 艣mier膰 i 偶ycie z Samanth膮.

Ze mn膮 te偶 nie mia艂e艣 艂atwo.

Ot贸偶 to.

S臋k w tym, 偶e po tym wszystkim nadal si臋 trzymam.

Gdy to si臋 sko艅czy, ty te偶 b臋dziesz si臋 trzyma膰.

Wszyscy b臋dziemy.

No to...

co do zapas贸w.

Niewiele os贸b wie.

Gdy powiedzia艂em Harveyowi, kupi艂 mi na urodziny jednocz臋艣ciow膮 pi偶am臋.

- Nosisz j膮? - Nie w tym rzecz.

Skoro mowa o rzeczach, o kt贸rych ludzie nie wiedz膮.

- Ja stepuj臋. - Nie ma mowy.

Cholera jasna! Jak? Kiedy?

Mama zmusi艂a mnie do lekcji, gdy by艂em ma艂y.

Nie wierz臋. Masz koty, ta艅czysz.

Mo偶esz by膰 najbardziej m臋skim cz艂owiekiem, jakiego znam.

Mo偶e zachowamy moj膮 m臋sko艣膰 mi臋dzy nami?

Nie musisz si臋 powtarza膰.

Musia艂em ukrywa膰 moj膮 m臋sko艣膰 przed Harveyem przez lata.

Z pewno艣ci膮, Louis.

- No i? - No i co?

- Jak posz艂o? - Chujowo.

Zaoferowali 25 tys. i powiedzieli, 偶e je艣li chcemy wi臋cej,

b臋dziemy musieli ujawni膰 oficjaln膮 diagnoz臋.

Je艣li oferuj膮 tyle, mo偶emy podbi膰 o kolejne 25.

50 tys. nie wystarczy. Chc臋 500.

Samantha, to niemo偶liwe.

- Nie mamy karty przetargowej. - To j膮 znajdziemy.

- Chcesz go szanta偶owa膰? - Post膮pi臋 w艂a艣ciwie wobec klienta.

Je艣li s膮dzisz, 偶e osi膮gniesz to, wymuszaj膮c ugod臋...

to Faye mia艂a racj臋, nie powinna艣 bra膰 tej sprawy.

No nie wierz臋.

- Ma ci臋 w gar艣ci. - To ja mam siebie w gar艣ci.

I w艂a艣nie przez takie rzeczy, o kt贸rych m贸wisz, utkn臋li艣my z ni膮.

Je艣li my艣lisz, 偶e poprosi艂am ci臋 o pomoc, 偶eby艣 mog艂a poby膰 harcereczk膮...

My艣l臋, 偶e poczucie winy zas艂ania ci to, czego Lucas potrzebuje,

czyli leczenia tej choroby.

Nie my艣lisz, 偶e to wiem?

Pr贸bowa艂am, ale nie mog臋 go zmusi膰...

Rozumiem, co czujesz.

Ale tak mu nie pomo偶esz.

Tu jeste艣. Wsz臋dzie ci臋 szukam.

Chcia艂em ci臋 przeprosi膰

za moje zachowanie tamtego dnia rano.

Co艣 mi umyka?

Niby za co mnie przepraszasz?

Przyszli艣cie do mnie z t膮 wspania艂膮 nowin膮,

a ja by艂em tak przej臋ty sytuacj膮 kancelarii,

偶e nawet nie powiedzia艂em, jak bardzo si臋 ciesz臋.

To bardzo mi艂e, Louis, ale nic si臋 nie sta艂o.

Ale jednak. Jeste艣my przyjaci贸艂mi.

Spotka艂o ci臋 co艣 wielkiego i...

chc臋 wiedzie膰 wszystko.

- Babskie pogaduchy? - Si臋 wie.

Chc臋 wiedzie膰 wszystko krok po kroku.

Powiem ci.

- Kiedy. - Dowiesz si臋.

I jak by艂o.

Dobra, koniec tego.

Nie to mia艂em na my艣li!

Chc臋 rzeczowo por贸wna膰 styl Harveya z moim.

- Co jest z tob膮 nie tak? - Dobra.

Przepraszam.

Chodzi mi o to, 偶e... ciesz臋 si臋 twoim szcz臋艣ciem.

- A nawet bardziej Harveya. - Tak?

A to dlaczego?

Bo jeste艣 najlepszym, co go spotka艂o.

W ko艅cu to zrozumia艂.

To najs艂odsza rzecz, jak膮 mi powiedzia艂e艣.

Czyli jeszcze przemy艣lisz opisanie techniki Harveya?

Dobra, innym razem.

- Nie uwierzysz, co Louis w艂a艣nie... - Thomas si臋 wycofa艂.

- Co takiego? - My艣la艂, 偶e da rad臋,

ale jednak nie da.

Powiedzia艂am Faye, 偶e z nami podpisze.

- Czyli musi... - Wiem, co to znaczy.

Zn贸w b臋dzie chcia艂a go przes艂uchiwa膰.

Nie b臋dzie.

Bo powiem jej prawd臋.

Co mog臋 dla ciebie zrobi膰?

Wys艂ucha膰 mnie.

Mo偶e nawet zrozumie膰.

Zrozumie膰 co?

Dlaczego Thomas odszed艂.

To nie mia艂o znaczenia, skoro powiedzia艂a艣, 偶e wraca.

Jednak nie.

Z tego samego powodu, dla kt贸rego odszed艂.

Nie by艂 tylko klientem.

Byli艣my w zwi膮zku.

- Byli艣cie? - Tak.

Zerwali艣my par臋 dni temu.

Mo偶esz go o to spyta膰,

ale otworzysz tylko ran臋, kt贸r膮 on chce zagoi膰.

Czemu nie powiedzia艂a艣 tego wcze艣niej?

By艂a艣 kiedy艣 w zwi膮zku, kt贸ry dobrze si臋 zapowiada艂,

ale si臋 rozpad艂, krzywdz膮c te偶 innych,

czego si臋 nie spodziewa艂a艣,

ale czu艂a艣 si臋 temu winna?

Dlatego.

Odwo艂aj przes艂uchanie.

Dzi臋kuj臋 za powiedzenie mi prawdy.

Co to?

Ugoda na 25 tysi臋cy.

Nie chc臋 ugody. Chc臋 odzyska膰 prac臋!

Pos艂uchaj mnie.

Niedawno nauczy艂am si臋 przyznawa膰, 偶e czasem potrzebuj臋 pomocy.

W tej chwili ty jej potrzebujesz.

Nie wygrzebiesz si臋 z tego inaczej.

- M贸wi艂em ci co艣! - Wiem o tym.

Ale jeste艣my przyjaci贸艂mi.

Wci膮偶 tam mieszkasz,

a ja ci臋 tak nie zostawi臋.

Co ty o tym wiesz?! Nie by艂o ci臋 tam!

I b臋d臋 si臋 czu膰 temu winna do ko艅ca 偶ycia.

Ale nie pozwol臋 ci

wyj艣膰 st膮d, nie podpisuj膮c tej oferty pracy.

Jak to? Przecie偶 nie mog艂a艣.

Bo nie mog臋.

Stworzy艂am firm臋.

To umowa pomi臋dzy tob膮 a SW Industries.

Oficjalnie masz prac臋.

Umowa na rok, 8 tys. miesi臋cznie.

Nie przyjm臋 pieni臋dzy.

To nie ja艂mu偶na.

Je艣li nie we藕miesz si臋 za siebie, umowa straci moc.

Powiedzia艂am to dotychczas tylko jednej osobie...

By艂am bita jako dziecko.

Dopiero przyznanie si臋, 偶e potrzebuj臋 pomocy

pozwoli艂o mi ruszy膰 dalej.

Ty by艂e艣 na wojnie!

- My艣la艂em, 偶e dam rad臋. - Bo dasz.

Ale nie samemu.

Wygl膮da smakowicie. Mog臋 si臋 pocz臋stowa膰?

- Chcesz nektaru ze 艣liwki? - Tak.

Mo偶e nalej jeszcze i pocz臋stujemy Benjamina?

Tak ci臋偶ko pracuje.

- Benjamin? - O tak.

Mia艂am problem z mailem,

wi臋c posz艂am do niego i okaza艂o si臋,

偶e wczytuje si臋 w przepisy palestry.

Ben to zapalony czytelnik.

Zw艂aszcza, gdy dosta艂 zadanie od wsp贸lnika zarz膮dzaj膮cego.

Powiedzia艂 ci. Nie wierz臋.

To ci臋 martwi?

Co si臋 z wami dzieje?

Przychodz臋 tutaj i daj臋 wam szans臋 zacz膮膰 na czysto,

a wy w ci膮gu dw贸ch dni

nie tylko mi si臋 sprzeciwiacie,

ale wsp贸lnik tak bardzo chce si臋 mnie pozby膰,

偶e zleca komu艣 zhakowanie palestry?!

G贸wno prawda! Nie zleci艂em mu tego.

Twierdzisz, 偶e k艂amie?

Powiedzia艂em mu, 偶e mam gdzie艣, ile to b臋dzie kosztowa膰.

Chcia艂em dosta膰 przepisy. Nie chcia艂em, 偶eby...

Je wykrad艂?

Uzna艂 to za stosowne.

Bo ty mu to zleci艂e艣.

Nie obchodzi艂o ci臋, jak to zrobi.

Wiesz co? Powiniene艣 si臋 cieszy膰, 偶e ci臋 nie wywali艂am.

Nie mo偶esz tak do mnie m贸wi膰.

To jest w艂a艣nie wasz najwi臋kszy problem.

Jeste艣cie jak banda dzikich ps贸w,

sraj膮cych na prawne standardy, kt贸re przysi臋gali艣cie spe艂nia膰!

Zobaczysz, 偶e ka偶demu z was za艂o偶臋 smycz!

- I co? - Za艂atwione.

Odpu艣ci nam.

- Kupi艂a to. - To by艂a prawda.

Nie mia艂a czego kupowa膰.

To chyba czas wyci膮gn膮膰 otwieracz?

Otwieracz raczej pasuje na czas przed rozpraw臋,

a nie na wykaraskanie si臋 z k艂opot贸w.

A mo偶e na jedno i drugie?

Otwieracz m贸wi, 偶e nie. Nie wolno z nim dyskutowa膰.

- Nie wi艅 mnie. - Nie b臋d臋,

- ale to nie znaczy... - Nie chc臋 przerywa膰,

ale radz臋 wam natychmiast zej艣膰 do dzia艂u IT.

Co艣 ty odpierdoli艂?

Louis, to nie tak. Ona ju偶 wiedzia艂a.

G贸wno prawda. Wiedzia艂a od ciebie.

Zdradzi艂e艣 mnie, t臋 kancelari臋 i...

Pr贸bowa艂em to ukry膰, przysi臋gam.

Wsad藕 sobie te wym贸wki i wyno艣 si臋 z kancelarii.

Zwalniam ci臋!

- Louis, przesta艅. - Nie wtr膮caj si臋.

B臋dziemy si臋 wtr膮ca膰. Co si臋 tutaj dzieje?

Poprosi艂em zdrajc臋, by nam pom贸g艂 z Faye.

On w odpowiedzi nas sprzeda艂.

Co mia艂em zrobi膰? Dowiedzia艂a si臋 o hakowaniu.

Jakim hakowaniu?

Mia艂em znale藕膰 luk臋 w przepisach palestry,

kt贸ra pozwoli nam pozby膰 si臋 Faye.

Nie mia艂e艣 prawa go o to prosi膰.

G贸wno prawda! Mam. Jestem zarz膮dzaj膮cym.

- Mog臋 go te偶 wypieprzy膰. - Nie. Jest nas troje.

Zarz膮dzam g艂osowanie. Przeciw.

Nie mo偶esz. Jest z kadry pomocniczej.

Nie podlegaj膮 g艂osowaniu.

Jak cholera!

Prawda?

- Tak. Louis... - Pierdolenie. Zgadzasz si臋 z Donn膮,

bo jeste艣cie w zwi膮zku i nie chcesz jej wkurza膰.

To bzdury. Harvey nie stan膮艂by po mojej stronie z takiego powodu.

Wiedzia艂em. Decyzja nale偶y do mnie.

Wypieprzam Benjamina.

Wcale nie.

Okazujesz skandaliczny brak dobrego os膮du.

Nie zezwol臋 na to.

Za to poni偶ysz mnie publicznie trzeci raz w tym tygodniu.

Wybacz, ale nie zostan臋 na tej twojej chorej imprezie.

- Kr臋gle, co? - Ju偶 si臋 pochwali艂?

By艂am u niego wcze艣niej, sprawdzi膰, jak radzi sobie z Faye

i Gretchen m贸wi艂a mi, gdzie byli艣cie.

Chcesz wiedzie膰, jak by艂o?

Facet ma naturalny talent.

- Nie dziwi mnie to. - Nie?

Jak si臋 na co艣 uprze,

nauczy si臋 w trymiga.

- Naprawd臋 go znasz. - Tak.

Dlatego te偶 wiem,

偶e teraz b臋dzie bardzo potrzebowa艂 przyjaci贸艂.

Wspiera艂e艣 go dzi艣 i doceniam to.

Jutro te偶 b臋d臋.

Wszyscy b臋d膮.

Co ty tu robisz?

S艂ysza艂am, co m贸wisz o poni偶aniu,

wi臋c przysz艂am porozmawia膰 w cztery oczy.

O co chodzi?

Po pierwsze, Benjamin zostaje,

bo nie mo偶na go kara膰 za co艣, co zrobi艂 na twoje polecenie.

- Do niczego go nie... - A Wells Fargo nie zmusi艂

pracownik贸w do otwierania fa艂szywych kont.

Presja od kierownictwa jest trudna do prze艂amania.

To wygraweruj to sobie na przycisku do papieru.

Mo偶e i jeste艣 kuratorem,

ale ja zarz膮dzam kancelari膮.

- Mam prawo do... - Ju偶 nie.

Bo co? Sprawdzi艂em wasze przepisy,

wi臋c ty sprawdzisz moje?

Powodzenia. Nie maj膮 luk.

Nie jeste艣 ju偶 wsp贸lnikiem zarz膮dzaj膮cym.

Ze skutkiem natychmiastowym.

Odbieram ci to stanowisko i wi膮偶膮ce si臋 z nim przywileje.

Zaakceptuj to albo odejd藕 z firmy.

{y:i}Nasza kancelaria: facebook.com/ProHaven

.:: Napisy24.pl - Wprost od t艂umaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.