Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku...
Medycy kazali ci odpoczywać, pani.
Królowo?
Pani, jestem już przy tobie.
Próbowano mnie zatrzymać, ale musiałam cię zobaczyć, dzieciątko, przekonać się,
że jesteście zdrowe.
Widziałaś Elżbietkę?
Oczywiście. Jest taka piękna.
Rumiana jak pączek ruszy.
Wszystko z nią dobrze.
No jakże by inaczej mogło być.
Goniec powiedział, że król sam zbierał je dla ciebie.
Król nie może wiedzieć, że jestem chora.
Chce się widzieć z Janem Stęczyna.
Przede wszystkim musisz odpoczywać, pani.
Z każdą chwilą czuję się coraz lepiej.
Mi się to pośni po Jana.
Król powinien wiedzieć.
Po co go martwić?
Nie tracę nadziei, że królowa wkrótce poczuje się lepiej. Powinniśmy czym
prędzej posłać gońca do króla. Pani silna, ciepota przecież spadła. Udało mi
ją okiełzać, to prawda.
Sami widzicie. Ale nie wiem na jak długo.
Posyłamy gońca.
Król powinien wiedzieć.
Królowa chce mówić z panem Janem Stęczyna.
Musisz się wzmocnić, pani.
Proszę.
Moje piersi.
Jakby koszula była z jakiegoś żelazna. Ale to minie, pani, to minie.
Skoro Bóg dał niewieście piersi, może powinnam karmić.
No ale cóż to za odrażający pomysł.
Nie jesteś chłopką, pani.
Widziałam mamki, które karmią Elżbietkę. Są zdrowe, dobrze odżywione. Dziecku
nic nie potrzeba. Muszę ją zobaczyć.
Upewnij się, że jest zdrowa. Jest zdrowa, zapewniam cię, pani.
Piękniejszego dziecka w życiu nie widziałam.
Przynieś mi ją.
Pani, najpierw musisz się wzmocnić.
Janie, obiecaj, że nie popsuję cię królowi łowów wieścią o moim
złym samopoczuciu. Jaśnie pani, ale król... Król jest szczęśliwy, kiedy może
polować.
Ale król kazał zawiadamiać, jeśli... Jeśli działo by się coś niepokojącego.
takiego się przecież nie dzieje.
Nie chcę niepotrzebnie martwić Władysława, czuję się bardzo dobrze.
Będę miał tyle potomstwa, co mój ojciec. To początek dynastii.
Oby Bóg był ci łaskawie, panie.
Ale póki co wznieśmy tołat za Elżbietę Bonifacie.
Może królewna Elżbieta zasiądzie na tronie.
A lepiej wybrać dla niej męża ze wchodu czy zachodu?
Nie za wcześnie na takie dysputy. A może ktoś z Luksemburgów?
Zygmunt Jandosem. Jak myślisz, Dymitrze? Przecież jesteś moim najlepszym
doradcą. Myśli moje już nie tak jasne jak dawniej, panie.
Może już czas poszukać na moje miejsce kogoś młodszego.
Dobrze wie, że królowa nie lubi okazywać słabości i nie chce, żebyśmy się o nią
zamartwiały. Poczułaby się dużo spokojniejsza, gdyby mogła wziąć dziecię
ramiona. Co to za pomysł?
Królewną opiekują się mamki.
Zresztą, co ty możesz wiedzieć o porodach?
Ja sama ledwo uszłam z życiem, kiedy po porodzie dostałam gorączki.
A nie wiesz, co to za cierpienie, co to za ból.
Tak.
Nie wiem.
Nie mam męża ani dzieci.
Ale czuję, że Elżbietka powinna być przy matce.
Nie.
Dzieciątko trzeba chronić przed chorobami.
Księżno.
Zdaję Mikołaja z Alvernii.
Królowa gorączkowała, bo wyczerpują poród. Ale teraz czuję się już lepiej.
Śpij, śpij, maleńko, śpij.
Jak to? Chcesz zrezygnować?
Nie te siły.
Jeśli jesteś niezadowolony z uposażenia... Nie chodzi o pieniądze.
To w czym żyjesz?
Narodziny królewne uświadomiły mi, że mam trzy córki, których
prawie nie znam.
Panny dorastają niedługo, trzeba będzie im szukać mężów.
Dwór królewki to przecież...
Najlepsze miejsce, żeby znaleźć panną godnych kandydatów.
Późno się ożeniłem.
Późno zostałem ojcem.
Czuję, że mój czas się kończy.
I chcę resztę dni spędzić z rodziną.
Kto miałby cię zastąpić?
Miejscowy szlachcic chce się z tobą spotkać, panie.
Od lat sądzi się o młyn, który miał dostać jako posak.
I czegoś się dowiedział pijąc z Polakami?
W ich obozie coraz gorzej. Warna strawa, wszy, bójki.
Wszyscy rozdrażnieni, zdenerwowani i głodni.
Wszy ich kąsają, a w nich tak pusto.
Dobrze.
Bardzo dobrze.
Jakich ich opuściłeś, tatarskie konie?
Chciałem, żeby Polacy i Litwini wzięli się za uby.
Tylko kiepsko ci to wyszło.
Skończyło się na tym, że poszli razem pić.
A ja musiałem zapłacić.
Liczy się efekt, nie tylko plan.
Jak się Witold dowie, że to moja sprawka, osobiście każe wkrócić mi o
Szczury.
Oby zażarły wszystkich zapasy.
A najlepiej zbytka.
Jeszcze jeden.
Zdrowa. Mówiłem przecież.
To najlepsze lekarstwo.
Tak ją ulić, przytulać, patrzeć na nią.
To dziecko daje życie.
Mówiłam.
Tak opłaczę, że jestem głodna.
Nie płaczę.
Mogę ją nakarmić? Jesteś za delikatna, pani.
Zabiorę ją do mamek. Wszystkie moje dzieci wykarmiły mamki.
Musisz odpocząć, pani.
Dajcie mi się nią nacieszyć.
Jak nabierzesz sił, każę przynieść kołyskę do twojej komnaty.
Królowo! Pani!
Nie mogę znieść myśli, że z mojej dzieciny nie zmyto jeszcze grzechu
pierworodnego. Ochrzcimy ją, pani, jak nabierzesz sił. Jak wróci Władysław,
urządzimy uroczysty chrzest.
Ale ochrzcimy ją już teraz.
Chcę przy tym być, póki mogę.
Właśnie usłyszałem. To on wypłacił koni, żeby nas skudzić z Tatarami.
Czyżakom zależy, żebyśmy się wszyscy pozarzynali, żeby polsko -litewska armia
się wykrwawiła?
To po co tu przyjechali?
Mają swój interes.
Słabsza armia to słabszy Witold.
Słabszym Witoldem łatwiej rządzić. A stąd z pola w każdym momencie można
czmychnąć do Malborka.
Czyżakom zależy na waszym księciu. Ale upadłem.
Witold ich rozegra. To ten giłek.
Tak on nie zrezygnuje z Litwy.
Ciągnie ich tam do was.
Żmuć to dla nich za mało.
Przecież sami i tak wiele ryzykują. Ta wyprawa jest skazana na przegraną.
A pochłonąć wiele ofiar i osłabić Witolda.
Lepiej stąd uciekać.
Mówię wam.
Krzyżacy nie wysłaliby swoich ludzi na rzeź.
Niewielka to ofiara.
Za wielką władzę.
Obawiam się, synu, że Jan ma rację.
Weź mnie do Bonifacją, ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i
Ducha Świętego.
Padnij!
Wezwijcie mojego podpowiednika.
Umowa była, że młyn będzie oddany w usagu. Ale panna zmarła w pierwszych
miesiącach małżeństwa.
Nie dość, że rodzice stracili córkę i nadzieję na wnuki? Umowa to umowa.
A jakby tak, żeby był wilk syty i owca cała, winni podzielić
się dochodami z młyna.
Starych rodziców zostawiać bez środków do życia grzech.
Może masz rację.
To wyjście godne chrześcijanina. Zostaw nas samych, Zbigniewie.
Zdaje się, to Zbigniewa widzisz na twoim miejscu.
Ma wiedzę, urodzenie.
Jestem pewien, że wcześniej mówiłeś w nim o sprawie tego szlechcica.
Chciałem, żeby mógł się wykazać w twojej obecności.
Nie jestem kołkiem kołdyńczym.
Nie pozwolę sobą sterować.
Wybacz, panie, nie to było moim zamiarem.
Chciałem tylko, żebyś zobaczył, żebyś dostrzegł to, co ja widzę.
Zbigniew świetnie się sprawdzi jako marszałek. Ja o tym zdecyduję.
panie. Ja nie chciałem cię urazić.
Długo obserwowałem Zbigniewa.
Skoro tak bardzo ci zależy, żeby zawsze cię wgorali, niech będzie.
Po chcie, żbiety bonifacji.
Zdolnię cię z urzędu.
A Zbigniew?
Pod jednym warunkiem. Potrzebuję na marszałka kogoś równie prawaego jak ty.
Niech Zbigniew udowodni, że jest godny mojego zaufania.
Markfart to mój człowiek. Panie!
Dałeś się ogłupić.
Wyprawa musi się udać i się uda. A jeśli tak, on naprawdę chce tą wojnę nas
osłabić? Bajki.
Wiem, że już kolejny tydzień spamy pod Kijowem. Nie wszystkim to się podoba.
Zwłaszcza Polakom. Stąd te głosy.
Myślisz, że Jan z Kościerca kłamie?
To on ci nagadał tych głupot?
A może ktoś ci przekupił, by mnie przekonać do odwrotu? Nie, nie, panie.
Przysięgam.
Wkrótce wyruszamy.
Wtedy zobaczę, kto jest ze mną.
Kto przecił mnie?
Dobrze wiesz, panie, że pójdę za tobą nawet w ogień.
Będziesz mógł mi to udowodnić.
Zatem Witold nie zrezygnuje.
Nie.
A ja nie opuszczę księcia.
Ale ty możesz odejść.
Wiem, że nie po drodze ci z Witoldem.
I że wolałbyś służyć królowi Polski.
Wracaj do Krakow ojca.
Przecież nie wierzysz w powodzenie tej wyprawy.
Tak.
To nie jest moja wojna.
I nie zrażę mnie łupach.
Nie dbam o bogactwa, sława, a nie o własne życie.
Ale nie pozwolę, żebyś poszedł sam.
Nie musisz mnie bronić.
Ale ci nie dostawię.
Tak się bałam.
Chrzest Elżbiety Bonifacji bardzo cię wyczerpał.
Gdzie ona jest?
W komnacie obok.
Dlaczego trzymać ją z dala ode mnie?
Cholowa.
Dziecina płacze.
Nie mogłabyś przy niej odpocząć. Pomóż mi wstać, chcę ją zobaczyć.
Ale spowiednik czeka za drzwiami.
Zapomniałam.
Wprowadzić? Nie.
Podaj mi najpierw klejnoty.
Chcesz się nimi przystroić, pani?
Pomogę ci je nałożyć.
Nie.
Wprowadź skarbie Mierczyka.
Ten pomysł już od dawna leżał mi na sercu.
Najwyższy czas, żeby to zrobić.
Na twój rozkaz, panie.
Cały Wawel modli się o zdrowie Jadwigi.
Muszę iść do kaplicy. Ja też tam idę.
Powiedz. Ona nie umrze? Nie. Bóg na to nie pozwoli.
Tak. Muszę iść się pomodlić.
Chodźmy razem.
Bóg nie wysłucha modlitwy dwojga grzeszników.
Nie ufam ją. Muszę iść.
Oddam ci wszystko.
Tylko nie zbieraj jej.
Weź klejnoty.
To mój dar dla uniwersytetu.
Jaśnie pani, ale nie powinnaś... Zbuduj za to siedzibę wszechnicy.
Sprowadź uczonych.
Niech Uniwersytet w Krakowie wreszcie zacznie działać.
To wszystko... Nie będzie mi potrzebne.
Jaśnie pani, jesteś wyczerpana. Odpocznij. Wrócimy do tego, gdy
Uniwersytet to przyszłość.
Korona królów jest niczym, jeśli władca nie dba o przyszłość.
Chcę mieć pewność, że uniwersytet powstanie.
Daj mi słowo. Razem.
Razem. Będziemy świętować pierwszy wykład, pani.
Nie doczekam.
Wszystko będzie dobrze.
Teraz potrzeba tylko czasu, by wróciły ci siły. Słynami.
Każe ogrzać komnatę.
To zimno jest we mnie.
Boże, jedyna.
Już dłużej nie mam siły się opierać.
Ale skoro taka jest wola Boga, byle oszczędziła Elżbietka.
Boże, jedyna, jesteś rozpalona. Śmichno.
Gdzie Marek?
Gdzie Mikołaj?
Obiecaj, że zajmiesz się edukacją Elżbietki Bonifatnej. Oddaję ci to moje
Weź klejnoty.
Świadomość, że powstanie uniwersytet przynosi mi ulgę.
Poszukam medyka.
Nie medyka.
Niezbadane wyroki Twoje.
Któż ośmielice nie godzić na wyroki Twoje, kiedy nie umie znaleźć nawet
odpowiedzi na tysiąc Twoich pytań?
Bądź Ty mądry w sercu Twoim.
Jeśli chcesz, aby umarła ta królewska latorość ze świętej rodziny
pochodząca królowa Jadwiga, matka ubogich, ucieczka
nieszczęśliwych, obrończyń sierot.
Ostoja słabych, orędewniczka wszystkich poddanych.
Ozdoba kościoła, klej nad świątyni, purpura ścian,
podpora ołtarzy.
To niech się ta niebola stoja.
Jednakże, panie mój,
Wlej słodycz, oczyszczając nas, byśmy nie utracili nadziei.
By nie zamknęły się usta chwalące Ciebie.
Sprawiedliwy wsiak jesteś.
I słuszne są.
Zimno.
Wystarczy.
Nie płacz. Nie płacz, Kruszynko.
Zaraz cię nakarmimy.
Przebierzemy.
Królewna też rozpadła.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.