Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku.
Pęknie z odrości.
Przebywam jako posłaniec Ojca Świętego z Rzymu.
Niech będzie błogosławiona ta, która przyjęła od króla Władysława do
wnętrza swego łona ożywczy posiew potomstwa.
Mam być zapamiętana jako przyjmująca posiew?
Jako odmiałowana królowa, żona i matka naszego dziecka. My, namiestnik Piotrowy
Bonifacy, łaskawie nadajemy dziecku królowej polskiej drugie imię, które
brzmiało Bonifacy albo Bonifacja.
Drugie imię już mamy, to jest pierwsze.
Niech to dziecko chowa się w miłości Boga, a kiedy przyjdzie mu włożyć
niech strzeże świętej wiary chrześcijańskiej.
Najjaśniejszy pan jest zajęty.
Czym znowu?
Ważną sądową rozprawą.
Co może być ważniejszego od wyboru imienia naszego dziecka?
Ile można w tym zwlekać?
Wybacz pani.
Dymitrze!
A ty jakbyś nazwał swojego syna?
To następca tronu. Właśnie!
Ludwik. Przekonasz króla, żeby był Ludwik? Po moim ojcu.
Dobre imię?
Ja bym pragnął, aby mój syn nosił moje imię.
Władysław? Tak, pani, Władysław.
Mój ojciec był wielkim władcą.
Lajosz Nocz, to znaczy Ludwik Wielki.
Kraków nie kochał króla Ludwika, a nie on Krakowa.
Mojego syna będą kochali.
Z pewnością, jak i ciebie, pani.
A Bonifacy?
Znaczy czyniący dobro.
A Władysław to ten, który sławi władzę.
Dając królowi potomka o tym imieniu, sławisz jego władzę.
Władza Władysława nie wymaga słowienia drugim Władysławem.
Jakie imię wymyśliła królowa?
Ja uważam, że najlepsze będzie Władysław. Ale twoje propozycje nie
królowi. Niestety.
Mam już imię.
Królowej też się spodoba.
Kazimierz. Po wielkim Kazimierzu. Tak.
Zebrał wszystkie siły polskie. Stworzył potężne królestwo.
Mądrość połączył z siłą.
Duch Kazimierza będzie czuło nad naszym synem, nad Polską i Litwą.
Najjaśniejsze panie. Pani Pilecka przybyła. Prosi o widzenie z królem.
Matka chrzestna.
Królowo wybaczę.
nieszczęsny brat obudził złego demona. Tłum panów ciągnie do chorągi z Pytka, z
Melsztyna, z Tarnowa.
To tylko wojna z niewiernymi.
Idą na śmierć, to pewne.
Błagam królu, powstrzymaj ich.
Melsztyncy są dzielnymi rycerzami.
To Tatarzy winni nie się martwić.
Tatarzy są straszni.
Walczyją z nimi. Ludźmi są tylko śmiertelni, jak wszyscy.
Obcięli język naszemu dziadowi z Pytkowi w niewoli u Hanna. Czy tak podstępują
ludzie?
Twój ojciec go uwolnił, więc zwyciężył.
Chcesz, żeby nasz ród zginął? Dlaczego nic nie robić? Jesteś królem! Każdym
zawrócić! Spetyk jest mądry. Sam podejmę decyzję.
Fałszywa duma! Ta przeklęta zmora! Rycerzy mu na to nie pozwoli!
Dlatego pchnąłem do niego posłańca.
Też się obawiasz tej wyprawy?
Ja głupia bałam się, że będziesz miał mu za złe przyjaźni z Witoldem.
Witoldowie marzy się panowania nad całym wschodem.
Nikt jeszcze nie pokonał tatarskiej ordy.
Pochopna jest ta wyprawa. Bez poznania się wroga, bez dostatecznej armii.
Tatarzy są jak wicher w stepie, trudni do policzenia.
Uderzają gdzie chcą, kiedy chcą. Jak huragan.
Może. Pomogę Spetkoju odzyskać rodzin. Ale ty, matko chrzestna, wracaj do domu.
Nie wolno teraz niepokoić królowi.
Czym cię przysyła król?
Nie wolno mi o tym mówić.
A my co?
Poturczeńcy?
Przed nami król nie ma tajemnic.
My stoimy murem za królem. A król za nami.
Nie ma w koronie wierniejszych od nas.
Tak, wiem.
Ale posłem jestem. I my to bardzo szanujemy.
Napij się, panie pośle.
Nie odmówisz nam, bo na świętą wojnę jedziemy. Samym diabłem Hanem.
Żałuję chwili, kiedy nas ujrzą jego plugawe oczy. Zdrowie króla.
Zdrowie.
No gadaj co i jak.
Jadę zawrócić spytka.
Spytek nie jest szkapą, żeby go zawracać. Niby skąd? I dokąd?
Żeby nie jechał na wojnę z Halem. To dobre. Dobrze, zaraz na flecie i spytek
tobą pójdzie.
Pomysł Jadwigi.
Niewiasta brzemienna za przeproszeniem korony głupieje.
Ja wiodę prośbę króla.
Powrócimy z tej wojny obładowani złotem. I okryci sławą w całym
chrześcijaństwie. Znacie siły Tamerlana? A po co nam to wiedzieć?
Zabierze 100 tysięcy Tatarów albo więcej.
Toch Tamerz jest po naszej stronie z 50 tysiącami wojowników. To skąd niby
tamten weźmie 100?
Uderzenie naszej ciężkiej jazdy rozbije i 200 tysięcy kozich synów. I 300.
Przed Pytkiem i Witoldem. Po zwycięstwo! Po złoto! Po sławę!
Dziś zjednoczą się siły wielkich narodów. Litwinów, Polaków i Tatarów.
współksiężycem.
Powstaje mot, która obali Tamerlanę i zadziwi cały świat.
Zadrży przed nami Moskwa.
Ukorzą się władcy ziem między morzami.
Zakrzyknie z podziwu tam papież.
Zdrowie niepokonanych rycerzy i tatarskich wojowników.
Zdrowie! Zdrowie!
Wsiąże, naradzili się.
Na osobności, książe.
Zostawcie nas, panowie.
Nie tak się umawialiśmy.
To miała być wyprawa chrześcijan przeciw poganom.
Jak będziemy teraz wyglądali w oczach chrześcijańskiego świata? Rzemu,
Chodzi ci o Tatarów? Tak.
Tych krzywonogich barbarzyńców.
Papież pochwali nas za zwycięstwo.
A my potrzebujemy Tatarów, tak to myślę.
A co, miałem liczyć na sam zakon? Na tę garstkę leniwych krzyżowców, którą z
trudem przyciągnąłeś?
Każdy jeden w boju jest więcej wart niż stu twoich Litwinów, Polaków i Tatarów.
W gębie, z pewnością.
Te tatarskie brudasy zająły miejsce nad rzeką.
Kąpią się.
Piorą łojem w śmierdzące łachy.
Rycerze zakonu brzydzą się brać tamtą wodę. A nawet poić konie.
Dniepru dość dla wszystkich.
To niech się skośno osy przeniosło na drugi brzeg, żebyśmy nie musieli znosić
rano ich mamrotania do swojego Allaha.
Ręka świerli, żeby ochrzcić ich mordy w rzece.
Obraźcie Tatarów dochtamysza, a przekonacie się na własnej skórze, co to
potęga ordy. To niech Litwini i Polacy oddają nam swoje miejsca.
Zakon Najświętszej Panny jest pierwszym wśród najpierwszych. Nie będziemy dłużej
znosić takich upokorzeń.
Najpierw musiałeś się spotkać z panią Pilecką.
Umiera z niepokoju z płytka.
Przyjechała z córką?
Nawet o niej nie wspomnieliśmy.
I nie pomyślałeś o niej?
Mój umysł i ciało należą do ciebie, Jadwigo, nawet gdy dostałeś na
mnie słowne pułapki.
Co ze zbytkiem?
Im dłużej myślę o uprawie Witolda, tym bardziej wydaje mi się szalona.
Jak wszystkie wasze wojny.
Napisz do Witolda. Może twoja mądrość go powstrzyma.
Martwisz się, że pochopnie usławom Jana z Kościelca do spytka?
Jan to prawy człowiek. Łatwo wierny i naiwny, brakuje mu sprytu.
A waga twoich słów nie ma sobie równy.
Napiszę list, jeśli zgodzisz się na Ludwika.
Mogłabyś zapędzić w kozie róg popieckiego inkwizytora.
Kazimierz, już zdecydowałem. Albo Władysław, prawem ojca i króla.
A jeśli córka, to Elżbieta.
Na cześć twojej wielkiej babki i matki.
Elżbieta.
Krucjata i Krucjata.
A może wyprawicie się odbyć Jerozolimę, co?
Kto wie, co będzie po zdławieniu ordy.
Z Kremu do Jerozolimy niedaleko.
Przegonimy tych kozik synów z całego wchodu.
Zostałem tam jak sernik opon.
I na własne oczy widziałem.
Jak zakutego w zbroję rycerza ciągał od konia trzech kianczarów. Jak błagał o
litość. I rzęził.
Z poderniętym gardłem. Z wami będzie tak samo.
Pięknie opowiadasz. Powinieneś pisać kroniki.
Witold jest wielkim wodzem. Wie co robi. Pewnie.
Oscił się już przecież trzy razy. Z dekty i czwarty. Jako wyznawca Allaha.
tatarzy rzucą go do stóp chana. Pana!
Powiedzimy na powrozie jak psa.
Wojna z poganami jest najlepszym uczynkiem w oczach naszego stwórcy. A
będzie zatrzymanie tej wojny.
Ja nie.
A może ty w niewoli u Turków na ich wiarę przeszedłeś?
Tyle bogactwa zdobyłeś. I może dlatego tak ci jest nie w smak ta nasza wojna?
Pasza Jan.
Allah jest wielki.
Zakleństwo z tymi naszymi krzyżakami.
Do rzeki im za daleko.
Tatarzy im śmierdzą.
Mięciłej piła za mało. Już widzę, jak to będzie w walce.
Trzeba ich uładzić.
Jeszcze się taki nie urodził, żeby krzyżakom dogodził. To wojenny lud.
Nudzą się. Wtąd cały kłopot.
Zarządź turniej rycerski.
Krzyżacy nie pójdą szranki z Tatarami.
Honor im nie pozwoli.
Ale z Polakami już tak.
Dodasz nagrodę dla najlepszego łucznika i najszybszego jeźdźca.
Grzywne srebra. To ich może skusić.
Nie zapominajmy, że to nie o miejsce nad rzeką tutaj chodzi.
Właśnie. Chodzi o to, kto tu rządzi.
Jeśli nie powstrzymasz krzyżaków, będziesz miał wojnę w obozie. Tatarzy
pozwolą się obrażać.
Działaj.
Dużo złej krwi zebrało się między wami i Tatarami.
Można jej upuścić.
Kozim synom.
Tamerlan by się ucieszył.
Jeszcze bardziej, kiedy my wrócimy do domu.
A co powiesz komturze na turniej o miejsce nad rzeką?
Turniej z Tatarami?
Mogą to najwyżej zbierać gnój po naszych koniach. Z polskimi i litewskimi
rycerzami. Z Tatarami bracia zakonni zmierzą się na łuki i w wyścigu kon.
Turnieje są dobre wsza spokoju.
Nas tu obrażono.
Zmazać to może tylko sąd boży.
Korotek mówisz, to wyznacz rycerza.
Żeby go zwiedli? Z którym ja się spotkam?
Miecze?
I odmów za niego pacierz.
Dwa i bracia zakonni przed chwilą wyśmiewali się z naszych modłów.
Jak u te krzyżackie uby. Pokaż mi, które. Zatlaną ukaranie. Wszystkich nie
ukażesz. Co rano, podczas naszych ablut i modlitwy, słyszymy wyzwiska z
krzyżackiego obozu.
Za chwilę rozleje się krzyżacka krew.
Potrzebujemy ich. Nie możemy dopuścić, aby odeszli. Mogą tu zostać. Na zawsze.
Wystarczy, że... Otrzymaj się.
Spytek to załatwia z komtórem Engelhardem.
Po czyjej stronie?
Będziecie, kiedy zacznie się walka. Nie będzie żadnej walki, Tochtamyszu.
Spytek walczy w waszej sprawie. W jaki sposób walczy, skoro nie będzie walki?
Będzie się pojedynkował z rycerzem zakonu o wasze miejsce nad rzeką.
Polski rycerz? W tatarskiej sprawie? Właśnie.
Podobno Engelhardt wybrał zabijakę, który nigdy nie przegrał w turnieju.
Przekonamy się.
Możesz jeszcze zrezygnować.
Stworzyć. Raczej posłuchać głosu rozsądku.
Nikt nie zarzuci ci braku odwagi.
Znam ich aż za dobrze.
Rozgłoszą po całym świecie, że polski rycerz uciekł przed zakonnym. Moja
świeci jeszcze dość mocno.
Uważaj. Krzyżacy są mistrzami włoskich cięć w szyję. Widziałem to.
A ja... chętnie rozkłocuję główki na równe połówki.
Ojcze, chodźmy za nim.
Nie mieszę się w to. Czemu?
To jego walka. Za Tatarów? Po co?
Wolą pana Spytka z Melsztyna i brata Zygfryda zakonu świętej Marii i Panny
poddać się Bożemu Sądowi.
w sprawie miejsca należnego nad rzeką.
Za chwilę na ubitej ziemi Spytek i Zygfryd stoczą walkę na śmierć i życie.
Stwórcy wszystkich połoły na świadków tego starcia, honorowego i uczciwego.
Rodzina ani towarzysze poległego rycerza nie będą dochodzić za dość uczynienia
ani szukać zemsty. W imię Boga, rycerzy, zaczynajcie.
Chodź poprosił o mnie?
To już twoja w tym głowa, żeby poprosił.
Pomłyn się o to.
Chyba, żeby walić do klasztoru.
Ja w domu starej panny nie będę trzymał.
Dobrze. No idź już do tego twojego króla.
Boże!
Pani Zawiszu, nie skradaj się pan tak, bo serce może stanąć.
Moje dawno przestało bić.
Całkiem żywym jesteś, marylakiem.
Karmi się tylko nadzieją.
Smaczna jest?
Ty sobie tu dworujesz, a mnie na wojnę wysyła król. Co będzie, jeśli nie wrócę?
Ale miecz wyciągniesz, jak Tatara zobaczysz.
No pewnie.
No mój widok. Jakoś języka w gębie zapominasz.
To straszniejsze od Tatarów.
Miłowanie? Właśnie.
A prawdziwe?
Prawdziwe.
Jak księżyc na niebie.
Księżyc raz wielki, a raz taki.
Maleńki.
A czasami w ogóle go nie ma.
Jeśli mam zginąć, jeśli ma mnie nie być,
To tylko miłowany przez ciebie.
Brat Siegfried został upokorzony. Bracie, pokonany. Pytek go ośmieszył.
zabić? Teraz, jak jedziemy razem na wojnę? Raza? Za wiele powiedziane.
uciec, Lundhalsi?
Pięknie go sprawiłeś.
Lepiej bym nie potrafił.
Z Bożą pomocą.
Razem z moimi ludźmi oddaję ci cześć, panie Spytku z Melchtyna.
Niech Allah cię czuje.
Dziękuję, hanie Tochtamyszu.
Miejsce nad rzeką jest wasze.
Prawda, Engelharcie?
Wyrok pojedynku uszanujemy.
I zwracajcie się do naszych braci Tatarów z szacunkiem.
Gdyby co, chętnie pomocuję jednego z braciszków. Pewnie.
Najlepiej od razu zaczniecie wojnę. Sami ją zaczniecie, jeżeli nie ustąpicie.
Władysław.
Bonifacy.
Ludwik.
Kazimierz.
Kto powiedział, że można mieć tylko jedno imię?
Ile zechcesz, mój panie?
Wystarczą... cztery.
Na razie.
Żeby nie zabrakło dla jego braci.
Z błogosławieństwem papieża będzie wielkim władcą.
Jak ty.
Większym ode mnie.
Będzie rządził w pokoju.
Mój list do Witolda powstrzymaj tę wojnę.
Do widzenia!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.