All language subtitles for Korona królów odc. 374

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku... Pani wyjechała z Ostrzeszowa, bo obrona tam jest słaba.

Wszyscy, którzy mówili, że Świt Wigielny należy się tronu książąt litewskich, w

środze pożałowali.

Zostali przegnani, a ich ziemie przejęte.

Wkrótce zapomnę o tym szczeniaku.

Sprytnie pozbyłeś się kolejnego Olgierdowicza, książę.

Wyprachne utce!

Niech bojarzy wiedzą, że rządzi nimi największy książąt.

Nie czas na świętowanie.

I nie tu, nie w Wilnie. Ale bojarzy muszą zobaczyć w tobie silnego władcę.

W ten sposób przypieczętujesz twoje prawa.

Ja je dobędę, miła.

Ale jeszcze nie czas.

To już wystarczy.

Tylko co mi najlepiej wychodzi?

Płynie w tobie ta sama krew, co u twojego brata. Możesz być tak samo

władcą jak on. Praciliśmy litry. Nieprawda. Jogaila stracił, bo

pijakowie.

Zawiodłem Jogailę.

Jeszcze wszystko może się zmienić.

Rozumu mi nie przybędzie, dlatego wierzyłem Jogailę.

On mądrzeje się, ale teraz. On tak wiele wybaczył Witówowi. Musisz mieć zaufanie

do swojego brata.

Teraz skręcimy to mu i co widnie.

Litwa wciąż należy do was. A Witów nas ugrywa jak dżecie w kości.

Pani?

Co?

Takieś rozgrywany.

Napij się.

Próbowałem wyrwać ojcowiznę z rąk wroga.

Bo Witolda powinieneś pokochać, a nie go zwalczać.

Super.

Wołaj kapelana Mikołaja. Tylko on potrafi do nich przemówić.

Glitol tu matnia się w drogach i na Litwie, a ty nic nie robisz.

Byliśmy już tak blisko.

Ta dzika Litwa mogła być nasza.

Zrobiłem, co mogłem.

Mogłeś zrobić więcej.

Zawsze można zrobić więcej.

O ile to możliwe.

Dlaczego nie wezwałeś więcej rycerstwa z zachodu?

Oni chcieli Kurcjaty. Miałem kłamać?

Miałeś być naszym wielkim mistrzem.

Jesteś naszym przekleństwem.

Mówię głośno to, co myślą inni.

Przez ciebie wszystko przepadło. To była najlepsza droga i do bogactwa, i do

zbawienia. Tak, jakby o zbawienie ci chodziło.

Nikt nie będzie pamiętał twojego imienia, Konradzie von Wallenrode.

Hańba.

Hańba.

Zmusiłeś mnie, żebym odebrał ci urząd.

Powinienem cię zabić. Nie zabiłem.

Kiedy zrozumiesz, o co toczy się ta...

Pożar tam pożara król jeden i przecież się nie rozdwoi.

Król jeszcze nie zadecydował, co zrobi.

Powinien jechać do Nowego Korczyna.

I zostawić braci w Witebsku?

Książę Opolczyk czeka na niego w Nowym Korczynie.

Rozejm teraz najważniejszy.

Jan z Tęczyna i sędziwój z Szubina już tam są.

Mogą zawrzeć rozejm w imieniu króla.

Opolczyk w gorącej wodzie kąpany.

Jeszcze poczuję się urażony, że król nie przyjechał osobisty i miasto rozejmu.

Będziemy mieli kolejny kłopot.

Jan sobie z nim poradzi.

Nic ci nie jest, panie?

Nie, nic, to drobiazg.

Mecht w oczcie zaradzi.

Jan Stęczyna i sędziwój Szubina będą musieli namawiać księcia Władysława na

rozum. Teraz...

Nie mogę jechać.

Rozejm da nam czas.

Będziemy mogli dozbroić zamek w Ostrzeszowie. I zdobyć sojuszników.

Trzeba posłać ludzi do Konrada Oleśnickiego, Jana Rociworskiego i do

Sieszyńskich. A Mark Grawe Morawski?

Ważne by za wczasów sprawdzić ziemię, na którą zamierzamy uderzyć. Lepiej

wiedzieć, jak zareagują miejscowi.

Pośle zaufanych ludzi, podstrzelcy i brudni.

Spróbuj. Jan od Kościelca.

Może jego ludzie na Śląsku mają dla nas jakieś nowe wieści.

A ja do moich braci.

Jakie gospodzie ich szukać?

Endegardie.

Czy też mamy ten sam cel?

Obydwaj chcemy, żeby ten dradziecki cór Witold zapłacił nam za pysko.

Pokrótnie. Razem możemy więcej.

I dlatego winniśmy razem uderzyć w Jagiełłę.

Raz i drugi raz. Aż do skutku. Kiedy wreszcie zrozumiesz? Że co?

Że sprzyjasz temu litewskiemu pomiotowi?

Od dawna to wiedziałem. Medzika.

Nigdy nie zrezygnuję z Litwy. Słyszysz? Nie zrezygnuję.

Medzika.

Nigdy się nie poddamy.

Tutaj też ich nie ma. Jakby po dwie belskie ogień się schowali.

Dwie do lichy się podziali.

Kilkie łostą pijane.

Jak się ocknie, pomówię z nim.

Zawsze liczył się z moim zdaniem. Lękam się, że nie starczy mi już na niego

cierpliwości. Bo całą pożera książe Władysław.

Nie martw się.

Niedługo zabrzemy z nim rozejm.

Nienadługo.

Chociaż kilka tygodni bez wojny będzie wytchnieniem. Nie tylko u Polsik mnie

martwię. Przecież rację wiedzą, że nie ma krygeli.

Gotowi rzucić się na Wilno.

Póki co nie ma wiadomości, że coś takiego planują.

A gdzie ten drugi weselek?

Świdrygalu? O niego też się nie martw. Jest z nim przecież twój kapelan.

Oby ciemiś go natchnął.

Ja już nie umiem z braćmi gadać.

Idź do diabła.

To będę Wilną.

I będę tam kumpturem.

Wileńskim kumpturem.

Ja enge hart rabbe von Wildstein.

Upadł na tle.

Sprawdź bracia Szydycha.

Odwrót.

Niemożliwe.

Przed chwilą jeszcze do mnie mówił.

Miszu. To na razie bracie mój.

Spójrz na mnie.

Medyka!

Czego chcesz, Sir Putisie?

Syna mojego szukam, panie. Cóż ja mogę?

Podobno dwa lata temu ościg razem z tobą walczył pod Grodno. Wielu tam było

dzielnych. Chcę tylko wiedzieć, czy żyję.

Twój syn, a ty tego nie wiesz?

A więc to prawda, że służę tobie.

Chcę, żeby pojechał ze mną do Krakowa.

Skoro walczył u mojego boku, to znaczy, że nie jest już dzieckiem, któremu

ojciec może cokolwiek nakazywać.

Powiem mu, że go szukasz.

Zwolnię ościka ze służby i pozwolę z tobą jechać. Ale powiedz, po co ci

Czy najlepiej ci będzie zostać tu, na Litwie?

Powinniśmy trzymać się razem.

Obsadzić urzędy Litwinami i pozbyć się stąd Polaków. Proponujesz mi urząd? Nie

pożałujesz, jeżeli do mnie się dołączysz. Zbieram wokół siebie

ludzi. Swoich.

Nie zrozum mnie źle.

Moje serce jest litewskie.

Ale w Krakowie zostawiłem żonę i córkę.

Spróbuj się.

To wprawdzie żal.

Moglibyśmy i ci tutaj znaleźć żonę.

Litwinkę. Jak krew i mleko.

Przemyśl to się później.

Albo syn i Litwa, albo... Co ważniejsze.

Ze smutku pije. Z nieszczęścia.

Nie może sobie z tym poradzić.

Gaila?

Gaila?

Gaila.

Wybacz mi, wybacz mi, wybacz mi, bracie.

Ja wiem, głupiec ze mnie i moczy morda, ale co ja mam robić, jeżeli wszystko się

w życiu straciło, nawet miłość braterską.

Za mało wypiłeś.

Rad jestem, że Cię widzę.

Że Was widzę.

Oboje razem.

Nie ma na tym świecie nikogo innego. To byłby mi bliższy niż wy oboje.

Śpiskrykę.

Jan na Ciebie czeka.

To jest sprawa coraz ważniejsza. Ma dla Ciebie wiadomość.

I spytek też.

Wiceł Czambor wciąż nęka jego rodzinę.

Panie Pileckie.

Proszę o schronienie na Wawelu.

Pileckie są na Wawelu?

Czekają na twoją zgodę.

Muszę się tym zająć.

Co się stało?

Zupełnie tak, jakby ktoś zgasił z ciebie ogień.

Nic nie jest w stanie zgasić we mnie ognia.

Rozejm długo nie potrwa. Trzeba przygotować się na kolejne działania na

księcia. Zakażesz je z niej, panie.

Zbierz wieści od swoich ludzi na Śląsku. O tym, jak uzbrojone są zamki i jak

rozmieszczone wojska.

Wszystko, co może się nam przydać.

Jan Zyczyna z małżonką oraz wielmożna pani Jadwiga Pilecka.

Proś.

Panie, przedkładamy skargę na rycerza. Wytłuchaj nas, proszę.

Witam, Czambor. Nie ustaję w nękaniach Jana Ziczyna i mojej córki. A mnie już

sił brak.

Wiem, że prosimy o wiele, ale zrozum matkę królu.

Wszyscy już na mnie czekają. Już dawno winniśmy ruszyć, a ciebie nigdzie nie

mogłem znaleźć.

Chciałeś się pożegnać?

Jak miło. Miałem wyruszyć bez tego.

A dokąd to znów jedziesz?

No tak wiem.

Nie możesz mówić ani dokąd jedziesz, ani kiedy wrócisz. Nie martw się.

Nic mi się złego nie stanie. Ciągle gdzieś wyjeżdżasz.

A to wojna, a to jakaś tajna misja. Odkąd zostałeś rycerzem, ciągle ty nie

A ja sama.

Nieszczęśliwa.

Wolałam ją, jak był jej zwykłym mianem.

Cikoreczko moje, nie złoźcie na mnie. A komu mam się żalić? Królowi?

Jak ci źle na Wawelu, może jedź do kościelca.

Co takiego?

Naszym majątkiem się zajmiesz, jak żona Dymitra Gorajem. Pracy tam dużo, nie

będziesz miała czasu na tęsknotę i zanim się obejrzysz, ja będę z powrotem.

Trzeba już nie zamknąć nazwy.

No pięknie.

Widzę, że małżeństwo ci służy.

Małżeństwo nie zawsze daje niewieście szczęścia.

Nieraz jest wręcz przeciwnie.

A tobie co znowu? Przed ślubem byłam szczęśliwsza.

Ciągle płakałaś. Ale przynajmniej wiedziałam, że Jan mnie miłuje, a

Teraz co?

Ciągle wyjeżdża.

Jakby przede mną uciekał. Mi się cichnął.

Taka powinność w służbie króla.

Przecież Jan nie jest z tych, co drwi z małżeńskiej przysięgi.

Wiem.

Królowa jeszcze nie gotowa.

Pięknie ci Elżbieto w tej sukni.

Ktoś, kto nie zna twojej historii, mógłby pomyśleć, że nie masz żadnych

martwień.

Ale tutaj jesteś wśród przyjaciół.

Córka moja silna, tylko mnie tych sił nie starcza.

Wybacz, najjaźniejsza pani.

Łzy same cisną się do oczu.

Ten czart, wiseł, czambor nie daje nam żyć.

Wciąż źle obelżywa listy.

Żąda w nich oddania twojej żony.

Żony! Tak śmie nazywać moją córkę. Mój mąż, Jan, źle to znosi.

Myślałam, że czasem ten straszny wiceł odpuści, wziął dziś, ale on stał się w

tym wszystkim jeszcze bardziej zapalczywy.

Śmiał wtargnąć do Pilicy.

Jeździł nawet do Melsztyna.

Gardłuje. Ludzi przeciwko nam nastawia.

Kto wie, do czego jeszcze jest zdolny.

Tylko na Wawelu czujemy się bezpieczne.

Dobrze to słyszeć.

Zdrajcy zarzucają, jakbym porwał Elżbietę. A to mnie ją porwano i oddano

jak dziewkę zwykłą.

Czambor wysyła takie listy. Do mnie, do mojej siostry, do Jana Wiecina.

W końcu nie wytrzymam.

I własnymi rękami skręcę temu wajdakowi kark.

To tylko papier.

Czambor zachowuje się, jakby nie bał się nikogo i niczego.

Służył Opolczykowi na Kujawach.

Może za jego namową gnębi moją rodzinę.

Dobrze, że twoja siostra z córką na Wawelu.

Tu będą bezpieczne.

Dlaczego to robisz?

To pokuta.

Próbuję wybłagać u Boga przebaczenie.

Bóg nie chce Twojej krwi. Jest miłosierny.

Lepiej odpokutować swoje winy dobrymi uczynkami niż okaleczaniem siebie.

Może Bóg okaże mi łaskę. Może jest miłosierny, tak jak mówisz, ale

mi nigdy nie wybaczy.

Pomodlę się z tobą, by król okazał ci serce.

Sam widzisz.

Zawsze możesz na mnie liczyć. Czy to ząb, czy inny problem.

Masz we mnie przyjaciela, Dimitrze.

Przytrzymaj go, panie.

Już mnie słuchy, że król ma wobec mnie jakieś plany.

Ale mnie do siebie nie prosi. Dlaczego?

Szczerze, jej obcęgi nie wchodzą.

To czekanie jest jak piekielne katusze. Prawdziwa kara za grzechy wykańcza mnie.

Wiem, wiem, wiem, wiem, wiem. Zasłużyłem sobie na to.

Ale gdybyś jeszcze raz dawił się ze mną, u króla skończyłyby się te męki. Puste

fakty, kasza bez okrasy.

Pomożesz mi?

Dobrze.

Odjąłeś decyzję w sprawie braci?

Nie wiedziałem, że Świdrygelo okaże się takim głupcem.

Jest z was najmłodszy.

Skubiła go młodość.

Brak doświadczenia. I pycha.

Po śmierci matki został sam w Witebsku.

Dlatego posłałem do niego Wesny. Miał mu pomóc rządzić.

A on co?

Zamiast skorzystać z mądrości Wesny, zabił go.

Ambicja się nim pokierowała.

Ale widać, że żałuje.

Powinieneś mu wybaczyć.

Zasługuję na karę.

Co chcesz zrobić?

Więzić go w lochu, jak twojego przyrodniego brata?

Nie odeszlę go do lochów.

A dokąd?

Zatrzymam go przy sobie.

Może na maławelu nabierze rozumu.

Dość o to.

Cieszmy się, że na Litwie spokojnie.

Żyć zakonem pokój.

Widzieliśmy go tak nagle i długo nie pozbędziemy się go z naszych serc.

Ale przyznacie bracia, że wielki mistrz Konrad jednak zbytnio folgował Litwinom.

Straciliśmy Witolda.

Straciliśmy litewskie grody.

Ale to się zmieni.

Rozedrzemy Litwę na strzępy.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.