Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
w roli tytu艂owej:
FORREST GUMP
wystepuj膮:
re偶yseria:
synchro **stemil99**
Cze艣膰. Jestem Forrest. Forrest Gump.
Chcesz czekoladk臋?
M贸g艂bym ich zje艣膰 z p贸艂tora miliona.
Mama mawia艂a, 偶e 偶ycie jest jak pude艂ko czekoladek.
Nigdy nie wiadomo, na co si臋 trafi.
Te buty musz膮 by膰 wygodne.
Mo偶na w nich pewnie chodzi膰 ca艂y dzie艅 i nie czu膰 zm臋czenia.
- Chcia艂bym mie膰 takie buty. - Mnie w nich bol膮 stopy.
Mama mawia艂a,
偶e z but贸w mo偶na wiele wyczyta膰.
Dok膮d dana osoba idzie, gdzie by艂a.
Schodzi艂em wiele par but贸w.
Jakbym si臋 postara艂,
to pewnie przypomnia艂bym sobie moj膮 pierwsz膮 par臋.
Mama m贸wi艂a, 偶e zanios膮 mnie wsz臋dzie.
M贸wi艂a, 偶e to magiczne buty.
No dobra, Forrest, mo偶esz otworzy膰 oczy.
Przejd藕 si臋 troch臋.
I co my艣lisz?
Ma silne nogi, pani Gump, nie widzia艂em silniejszych.
Ale plecy ma krzywe jak polityk.
Ale ju偶 my je wyprostujemy, co, Forrest?
Mama nazwa艂a mnie na cze艣膰 wielkiego bohatera Wojny Secesyjnej -
genera艂a Nathana Bedforda Forresta.
M贸wi艂a, 偶e jeste艣my z nim spokrewnieni.
By艂 za艂o偶ycielem pewnego klubu, zwanego Ku Klux Klanem.
Wszyscy przebierali si臋 w peleryny i prze艣cierad艂a
i zachowywali si臋 jak zgraja duch贸w czy co艣 takiego.
Nawet swoje konie przykrywali prze艣cierad艂ami.
W ka偶dym razie, tak dosta艂em swoje imi臋.
Imi臋 Forrest mia艂o mi przypomina膰, 偶e czasami
robimy rzeczy, kt贸re nie maj膮 sensu.
W t臋 stron臋. Zaczekaj.
Ju偶 dobrze. Na co si臋 gapicie?
Nie widzieli艣cie nigdy ch艂opca z aparatem na nogi?
Nie daj sobie wm贸wi膰, 偶e jeste艣 gorszy od innych.
Gdyby B贸g chcia艂, aby艣my byli jednakowi,
wszyscy nosiliby艣my aparaty na nogach.
Mama umia艂a wyja艣ni膰 rzeczy tak, 偶e by艂y dla mnie zrozumia艂e.
Mieszkali艣my kawa艂ek od trasy 17,
nieca艂y kilometr od Greenbow w Alabamie.
W hrabstwie Greenbow.
Nasz dom by艂 w rodzinie mamy, odk膮d jej pra-pra-pradziadek
przyby艂 tu zza oceanu jakie艣 tysi膮c lat temu.
Skoro by艂o nas tylko dwoje i tyle pustych pokoi,
mama zdecydowa艂a si臋 je wynaj膮膰, g艂贸wnie przejezdnym
z miejsc takich jak Mobile, Montgomery itd.
Tym zarabiali艣my na 偶ycie. Mama by艂a bardzo m膮dra.
Pami臋taj, co ci powiedzia艂am.
Nie jeste艣 gorszy od innych.
S艂ysza艂e艣, co powiedzia艂am? Jeste艣 taki sam jak inni.
Niczym si臋 od nich nie r贸偶nisz.
Pani syn jest inny, pani Gump. Jego iloraz inteligencji wynosi 75.
Ka偶dy z nas jest inny, panie Hancock.
Chcia艂a, abym otrzyma艂 najlepsze wykszta艂cenie,
wi臋c zabra艂a mnie do g艂贸wnej szko艂y w Greenbow.
Pozna艂em dyrektora i innych.
Chc臋 pani co艣 pokaza膰.
To jest norma. Forrest jest tutaj.
Aby ucz臋szcza膰 do szko艂y publicznej, trzeba mie膰 iloraz r贸wny 80.
B臋dzie go pani musia艂a pos艂a膰 do szko艂y specjalnej.
- Da sobie tam rad臋. - A co to w og贸le jest norma?
Mo偶e i my艣li troch臋 wolniej, ale m贸j Forrest
dostanie szans臋 jak ka偶dy inny.
Nie b臋dzie si臋 uczy艂 bie偶nikowania opon w jakiej艣 szkole specjalnej.
M贸wimy tu o pi臋ciu ma艂ych punktach.
Z pewno艣ci膮 da si臋 co艣 zrobi膰.
Mamy progresywny model nauczania,
nie chcemy nikogo zawie艣膰.
Czy istnieje pan Gump?
Wzi膮艂 sobie urlop.
Twojej mamie bardzo zale偶y na twoim wykszta艂ceniu, synu.
Nie jeste艣 rozmowny, co?
"W ko艅cu musia艂 spr贸bowa膰. Wydawa艂o si臋 to 艂atwe, ale..."
"Co si臋 sta艂o? Najpierw..."
- Co to jest urlop? - Urlop?
Tato wzi膮艂 sobie urlop.
Urlop, to jak kto艣 gdzie艣 jedzie... i nigdy nie wraca.
Mo偶na chyba powiedzie膰, 偶e ja i mama byli艣my zdani na siebie.
Ale to nam nie przeszkadza艂o. Nasz dom nie by艂 nigdy pusty.
Ludzie przyje偶d偶ali i odje偶d偶ali.
- Kolacja! Prosz臋 na kolacj臋! - Wygl膮da smakowicie.
Czasami mieli艣my w domu tyle ludzi,
偶e ka偶dy pok贸j by艂 zaj臋ty przez podr贸偶nych,
no wiecie, ludzi 偶yj膮cych na walizkach.
Forrest Gump, kolacja!
Pewnego razu zatrzyma艂 si臋 u nas m艂ody cz艂owiek z gitar膮.
M贸wi艂am, aby艣 nie przeszkadza艂.
Nie przeszkadza mi.
Pokazywa艂em mu par臋 chwyt贸w na gitarze.
Kolacja jest gotowa, jak chcecie je艣膰.
Tak, dobry pomys艂. Dzi臋kuj臋 pani.
Poka偶 mi ten sw贸j fajny krok. W zwolnionym tempie.
Lubi艂em t臋 gitar臋. Mia艂a fajne brzmienie.
Zacz膮艂em si臋 porusza膰 w rytm muzyki, kr臋ci膰 biodrami.
Pewnej nocy pojechali艣my z mam膮 na zakupy.
Wiecie, co zobaczy艂em na wystawie sklepowej?
To nie dla dzieci.
Par臋 lat p贸藕niej, ten przystojny m艂okos, kt贸rego zwano Kr贸lem,
c贸偶, za du偶o 艣piewa艂.
Dorobi艂 si臋 zawa艂u serca czy co艣.
Pewnie trudno by膰 kr贸lem.
To 艣mieszne, jakie rzeczy si臋 pami臋ta, a jakich nie.
- Daj z siebie wszystko, Forrest. - Dobrze, mamo.
Dobrze pami臋tam pierwsz膮 podr贸偶 do szko艂y.
Wsiadasz?
Mama m贸wi, 偶eby nie je藕dzi膰 z nieznajomymi.
To szkolny autobus.
- Jestem Forrest, Forrest Gump. - Dorothy Harris.
Teraz ju偶 si臋 znamy.
To miejsce jest zaj臋te.
Zaj臋te.
Nie mo偶esz tu usi膮艣膰.
艢mieszne, co zapada w pami臋膰.
Nie pami臋tam swoich narodzin.
Nie pami臋tam, co dosta艂em na pierwsz膮 gwiazdk臋
ani kiedy poszed艂em na pierwszy piknik,
ale pami臋tam ten pierwszy raz, kiedy us艂ysza艂em
najs艂odszy g艂os na 艣wiecie.
Mo偶esz usi膮艣膰 obok mnie.
Nigdy nie widzia艂em nic r贸wnie pi臋knego.
By艂a jak anio艂.
Siadasz czy nie?
Co ci si臋 sta艂o w nogi?
Nic, dzi臋kuj臋. Moje nogi s膮 w porz膮dku.
Siedzia艂em obok niej
i rozmawiali艣my ca艂膮 drog臋 do szko艂y.
Moje plecy s膮 krzywe jak pa艂膮k.
Poza mam膮 nikt ze mn膮 nie rozmawia艂 ani nie zadawa艂 mi pyta艅.
Jeste艣 g艂upi czy co?
Mama m贸wi, 偶e "poznasz g艂upiego po czynach jego".
- Jestem Jenny. - Forrest, Forrest Gump.
Od tamtego dnia byli艣my nieroz艂膮czni.
Byli艣my jak marchewka z groszkiem.
Jenny nauczy艂a mnie chodzi膰 po drzewach.
Dalej, Forrest, potrafisz.
Ja pokaza艂em jej, jak si臋 zwisa.
Pomaga艂a mi w nauce czytania, a ja uczy艂em j膮 jak si臋 buja膰.
Czasami czekali艣my na pojawienie si臋 gwiazd.
- Mama b臋dzie si臋 o mnie martwi膰. - Zosta艅 jeszcze chwil臋.
Z jakiego艣 powodu, Jenny nie chcia艂a nigdy i艣膰 do domu.
Dobrze, zostan臋.
By艂a moim najlepszym przyjacielem.
Moim jedynym przyjacielem.
Mama powtarza艂a, 偶e cuda dziej膮 si臋 codziennie.
Niekt贸rzy udaj膮, 偶e nie wierz膮, ale wierz膮.
Hej, t臋pak!
Jeste艣 op贸藕niony czy po prostu g艂upi?
- Jestem Forrest Kulas. - Uciekaj, Forrest.
Biegnij! Uciekaj! Szybciej!
- Na rowery! - Dorwijmy go! Szybciej!
Uwa偶aj, t臋paku! Dopadniemy ci臋!
Biegnij, Forrest! Biegnij!
Wracaj tu!
Biegnij, Forrest! Biegnij!
Trudno w to uwierzy膰,
ale biegam jak wiatr.
Odt膮d, jak mia艂em gdzie艣 i艣膰, to bieg艂em.
Ten ch艂opak to lataj膮cy g艂upek.
Jak m贸wi艂em, Jenny nie 艣pieszy艂o si臋 nigdy do domu.
Jej dom by艂 tak stary jak Alabama.
Jej mama posz艂a do nieba, jak Jenny mia艂a pi臋膰 lat,
a jej tato by艂 farmerem.
Jenny?
To by艂 kochaj膮cy cz艂owiek.
Nieustannie ca艂owa艂 i dotyka艂 Jenny i jej siostry.
A偶 pewnego razu, Jenny nie by艂o w autobusie do szko艂y.
Dlaczego nie przysz艂a艣 do szko艂y?
Cicho, tato 艣pi.
Chod藕!
Jenny, dok膮d to? Wracaj tu natychmiast!
Gdzie jeste艣?
Jenny! Jenny, gdzie jeste艣?
Pom贸dl si臋 ze mn膮, Forrest.
Dobry Bo偶e, zmie艅 mnie w ptaka, abym mog艂a odfrun膮膰 daleko st膮d.
Dobry Bo偶e, zmie艅 mnie w ptaka, abym mog艂a odfrun膮膰...
Niezbadane s膮 wyroki boskie.
Tego dnia B贸g nie zmieni艂 Jenny w ptaka.
Ale kaza艂 policji powiedzie膰,
偶e nie musi ju偶 mieszka膰 z ojcem.
Mia艂a zamieszka膰 z babci膮, na Creekmore Avenue,
z czego si臋 cieszy艂em, bo to bardzo blisko mnie.
Czasami Jenny przychodzi艂a do mnie w nocy.
M贸wi艂a, 偶e si臋 boi. Czego si臋 ba艂a? Nie wiem.
Podejrzewam, 偶e psa babci. To by艂 z艂y pies.
Byli艣my najlepszymi przyjaci贸艂mi a偶 do szko艂y 艣redniej.
- Hej, t臋pak! - Sko艅cz z tym!
Biegnij, Forrest, biegnij!
- Nie s艂ysza艂e艣, t臋paku? - Biegnij!
Wsiadaj! Szybciej! On zwiewa! Ruszaj!
Biegnij, Forrest! Biegnij!
Biegnij, Forrest!
Bywa艂o tak, 偶e bieg艂em tam, dok膮d mia艂em p贸j艣膰.
Nigdy nie my艣la艂em, 偶e to b臋dzie czemu艣 s艂u偶y膰.
Kto to, do cholery, jest?
Forrest Gump, trenerze. Miejscowy idiota.
Dasz wiar臋? Dosta艂em si臋 na uniwerek.
- Forrest, ruszaj si臋! Bieg! - Okej.
- Biegnij! - Biegnij, ty g艂upi sukinsynu!
Biegnij, sukinsynu, biegnij!
To najg艂upszy sukinsyn na 艣wiecie, ale biega jak wiatr.
Wed艂ug mnie, lata na uniwerku to by艂y dziwne czasy.
Oddzia艂y federalne, egzekwuj膮ce nakaz s膮dowy,
zintegrowa艂y dzi艣 Uniwersytet Alabama.
Przyj臋to dw贸ch czarnych,
ale dopiero jak gubernator George Wallace
zagrozi艂 zablokowaniem drzwi wej艣ciowych.
Earl, co si臋 tu dzieje?
艢mierdziele pchaj膮 si臋 do szko艂y.
Kiedy skunksy w艂a偶膮 nam na ganek,
mama przegania je miot艂膮.
Chodzi o czarnuch贸w, idioto. Chc膮 z nami studiowa膰.
Z nami? Naprawd臋?
Wkr贸tce po spe艂nieniu
przez gubernatora obietnicy zablokowania wej艣cia,
prezydent Kennedy nakaza艂 Ministrowi Obrony
wprowadzenie do akcji wojska.
Oto nagrane spotkanie genera艂a Grahama,
dow贸dcy Gwardii Narodowej, z gubernatorem Wallacem.
Gwardzi艣ci przybyli tu dzi艣
jako si艂y federalne Alabamy. Mieszkaj膮 tu.
S膮 naszymi bra膰mi. Wygrywamy w tej potyczce,
bo otwieramy oczy ameryka艅skiemu narodowi na niebezpiecze艅stwa,
kt贸re staj膮 si臋 dzi艣 oczywiste,
na trend w kierunku wojskowej dyktatury w tym kraju.
I tak, z ko艅cem dnia,
segregacja rasowa zosta艂a wyeliminowana z uniwersytetu,
a studenci Jimmy Hood i Vivian Malone
zostali zapisani na kursy letnie.
Prosz臋 pani. Upu艣ci艂a pani ksi膮偶k臋.
Gubernator Wallace dotrzyma艂 obietnicy.
Jego obecno艣膰 na miasteczku zapobieg艂a rozruchom...
- Czy to nie by艂 Gump? - Nie, to niemo偶liwe.
A w艂a艣nie, 偶e tak.
Par臋 lat p贸藕niej, ten gniewny facet blokuj膮cy drzwi uniwerka
postanowi艂 startowa膰 w wyborach na prezydenta.
Ten pomys艂 si臋 komu艣 nie spodoba艂. Ale facet prze偶y艂.
- M贸j autobus. - Czy to dziewi膮tka?
- Nie, czw贸rka. - Mi艂o si臋 z tob膮 rozmawia艂o.
Pami臋tam, jak postrzelono Wallace'a. Studiowa艂am wtedy.
By艂a艣 w szkole 偶e艅skiej czy mieszanej?
W koedukacyjnej.
Jenny by艂a w szkole tylko dla dziewcz膮t.
Ale odwiedza艂em j膮, kiedy tylko mog艂em.
To boli.
Forrest, przesta艅! Przesta艅! Co ty robisz?
- On ci臋 krzywdzi艂. - Nie! Sta艅 tam!
- Billy, przepraszam. - Trzymaj si臋 ode mnie z daleka.
Nie b膮d藕 takim... Nie odje偶d偶aj. Zaczekaj.
Nie wiedzia艂, co robi.
Dlaczego to zrobi艂e艣?
Przynios艂em ci czekoladki. Przepraszam.
P贸jd臋 ju偶 sobie.
Sp贸jrz na siebie.
Chod藕. Chod藕.
To tw贸j pok贸j?
Czy ty czasem marzysz o tym, kim b臋dziesz?
Kim b臋d臋? A nie b臋d臋 sob膮?
Zawsze b臋dziesz sob膮, ale innym rodzajem siebie.
Rozumiesz? Ja chc臋 by膰 s艂awna.
Chc臋 by膰 piosenkark膮, tak jak Joan Baez.
Chc臋 wej艣膰 na pust膮 scen臋 z moj膮 gitar膮 i za艣piewa膰.
Tylko ja.
I chc臋 dotrze膰 do ludzi, do ich serc.
Chc臋, aby ka偶dy m贸g艂 mnie zrozumie膰.
By艂e艣 ju偶 kiedy艣 z dziewczyn膮?
Siedz臋 obok nich na niekt贸rych zaj臋ciach.
Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. - Przepraszam.
W porz膮dku.
- Okej. - Kr臋ci mi si臋 w g艂owie.
Za艂o偶臋 si臋, 偶e do tego na zaj臋ciach nie dosz艂o.
Nie.
Zmarnowa艂em chyba twojej kole偶ance szlafrok.
Nie szkodzi. I tak jej nie lubi臋.
BIEGNIJ, FORREST
ST脫J, FORREST
Studia przelecia艂y do艣膰 szybko, bo gra艂em du偶o w futbol.
Dosta艂em si臋 nawet do uczelnianej reprezentacji kraju,
a wtedy poznaje si臋 prezydenta.
Prezydent Kennedy przyja艂 dzi艣 w swym gabinecie
uniwersyteck膮 dru偶yn臋 futbolu.
G艂贸wn膮 atrakcj膮 spotkania z prezydentem USA
jest jedzenie. Umieszczaj膮 cz艂owieka w ma艂ym pokoju
ze sto艂ami uginaj膮cymi si臋 od jedzenia i picia.
Ale poniewa偶, po pierwsze, by艂em jedynie spragniony,
a po drugie, drinki by艂y za darmo, to wypi艂em z 15 Dr Peppers贸w.
Jak to jest by膰 w reprezentacji kraju?
To wielki zaszczyt.
Jak to jest by膰 w reprezentacji kraju?
Wspaniale.
Jak to jest by膰 w reprezentacji kraju?
Wspaniale.
- Gratuluj臋. Jak si臋 czujesz? - Musz臋 si臋 odla膰.
Musi si臋 odla膰.
Jaki艣 czas p贸藕niej, bez 偶adnej przyczyny,
kto艣 zastrzeli艂 tego mi艂ego, m艂odego prezydenta.
A kilka lat po jego zab贸jstwie, zabito r贸wnie偶 i jego brata,
tyle 偶e w kuchni jakiego艣 hotelu.
Pewnie trudno by膰 bra膰mi. Ja nie mam braci.
Dacie wiar臋?
Po pi臋ciu latach grania w futbol uko艅czy艂em studia.
Gratuluj臋, synu.
Mama by艂a ze mnie dumna.
Jestem z ciebie taka dumna. Potrzymam ci to.
Gratuluj臋, synu.
Zastanawia艂e艣 si臋 ju偶, co chcesz dalej robi膰?
Co chc臋 robi膰?
Cze艣膰. Jestem Forrest Gump.
G贸wno mnie obchodzi twoje imi臋, zaprza艅cu!
Jeste艣 najgorszym 艣cierwem!
Ruszaj dup臋 i do autobusu! To armia a nie przyj臋cie!
- Zaj臋te. - Zaj臋te.
Z pocz膮tku my艣la艂em, 偶e pope艂ni艂em b艂膮d.
To by艂 m贸j pierwszy dzie艅, a ju偶 si臋 na mnie darli.
Siadaj, jak chcesz.
Nie wiedzia艂em, kogo spotkam, ani o co mog膮 mnie pyta膰.
By艂e艣 ju偶 na 艂odzi do po艂owu krewetek?
Nie. Ale by艂em na du偶ym statku.
M贸wi臋 o 艂odzi do po艂owu krewetek.
Pracowa艂em na nich ca艂e swoje 偶ycie.
Zacz膮艂em na 艂odzi wujka, jak mia艂em jakie艣 9 lat.
Rozgl膮da艂em si臋 za kupnem w艂asnej, ale powo艂ali mnie do wojska.
Nazywam si臋 Benjamin Buford Blue.
M贸wi膮 na mnie Bubba, jak na pieniaczy z Po艂udnia.
Dasz wiar臋?
Ja nazywam si臋 Forrest Gump. Wo艂aj膮 na mnie Forrest Gump.
Bubba pochodzi艂 z Bayou La Batre, a jego mama gotowa艂a krewetki.
Podobnie jak i jej mama przed ni膮,
i jak mama jej mamy przed nimi.
Rodzina Bubby wiedzia艂a wszystko
na temat krewetek.
Wiem wszystko na temat krewetek.
Rozkr臋c臋 sw贸j w艂asny biznes, jak tylko wyjd臋 z wojska.
Gump! G艂贸wny cel pobytu w armii?
Robi膰 to, co mi pan ka偶e, panie sier偶ancie!
Cholera, Gump, geniusz z was.
To najlepsza odpowied藕, jak膮 s艂ysza艂em.
Iloraz inteligencji pewnie ze 160. Jeste艣cie cholernie bystry, Gump.
S艂uchajcie, ludzie!
Nie wiem czemu, ale pasowa艂em do armii jak ula艂.
Nie jest tam tak najgorzej.
Trzeba tylko starannie 艣cieli膰 艂贸偶ko, sta膰 na baczno艣膰
i odpowiada膰 na ka偶de pytanie: "Tak jest, panie sier偶ancie".
- Zrozumiano? - Tak jest, panie sier偶ancie!
Ci膮gniesz sieci po dnie.
W dobry dzie艅 z艂owisz ponad 50 kilo krewetek.
艁owi膮c we dw贸ch 10 godzin dziennie,
odj膮膰 wydatki na paliwo...
- Gotowe, panie sier偶ancie! - Gump!
Dlaczego z艂o偶yli艣cie t臋 bro艅 tak szybko?
Tak mi pan kaza艂, sier偶ancie.
Jezu Chryste. To nowy rekord.
Gdyby nie to, 偶e 艣wietny z was materia艂 na 偶o艂nierza,
poszliby艣cie do szko艂y oficerskiej, Gump.
Zostaniecie kiedy艣 genera艂em!
Bro艅 na cz臋艣ci i kontynuowa膰!
Wracaj膮c do tematu, krewetki to owoce morza.
Mo偶na je rzuci膰 na grilla, gotowa膰, dusi膰, piec, podsma偶a膰.
Szasz艂yki z krewetek, krewetki w tomacie,
w zalewie, sma偶one na g艂臋bokim t艂uszczu i lekko podsma偶ane.
Krewetki z ananasem, z cytryn膮, z mlekiem kokosowym,
panierowane; zupa z krewetek, gulasz z krewetek,
sa艂atka z krewetek, hamburger z krewetek, kanapka z krewetkami.
To by by艂o na tyle.
Noce w armii bywaj膮 samotne.
Le偶eli艣my na swoich 艂贸偶kach, a ja t臋skni艂em za mam膮
i za Jenny.
Gump, sp贸jrz na jej cycki.
Okaza艂o si臋, 偶e Jenny wpad艂a w tarapaty
przez jakie艣 zdj臋cia w mundurku swej uczelni.
I wyrzucono j膮 ze studi贸w.
Ale to nie by艂o takie z艂e,
bo w艂a艣ciciel teatru z Memphis w Tennessee,
zobaczy艂 te zdj臋cia i zaoferowa艂 jej prac臋 piosenkarki.
Przy pierwszej nadarzaj膮cej si臋 okazji pojecha艂em do Memphis,
aby obejrze膰 jej wyst臋p.
To by艂a Amber, Amber Flame. Prosz臋 o oklaski.
A teraz nacieszcie pa艅stwo uszy i oczy
nasz膮 pi臋kno艣ci膮 prosto z Hollywoodu.
Przywitajmy gor膮co zachwycaj膮c膮 Bobbie Dylon.
Jej marzenie si臋 zi艣ci艂o. By艂a piosenkark膮 country.
- Dalej, ma艂a, obna偶 si臋! - Dajcie jej harmonijk臋.
- To nie jest "Kapitan Kangur"! - Mam tu co艣 dla ciebie.
Cholera jasna!
G艂upi palant! Ja tu 艣piewam piosenk臋.
Paulie, chod藕 tu!
Zamknij si臋!
Forrest! Co ty tu robisz? Co ty robisz?
Co ty robisz? Postaw mnie na ziemi臋!
Nie mo偶esz tak robi膰. Nie mo偶esz mnie ochrania膰.
- Chcieli ci臋 dotkn膮膰. - Wiele facet贸w pr贸buje.
Nie mo偶esz tak post臋powa膰.
Nic na to nie poradz臋. Kocham ci臋.
Nie wiesz, co to mi艂o艣膰.
Pami臋tasz, jak si臋 razem modlili艣my?
Aby B贸g zmieni艂 mnie w ptaka i abym mog艂a odlecie膰 w sin膮 dal?
Tak, pami臋tam.
My艣lisz, 偶e pofrun臋艂abym z tego mostu?
Co masz na my艣li, Jenny?
Nic.
Musz臋 si臋 st膮d wydosta膰.
- Zaczekaj, Jenny. - Trzymaj si臋 ode mnie z daleka.
Zostaw mnie w spokoju.
- Podwiezie mnie pan? - Dok膮d jedziesz?
- Wszystko jedno. - Wsiadaj.
Do widzenia, Jenny.
Wysy艂aj膮 mnie do Wietnamu.
To zupe艂nie inny kraj.
Prosz臋 chwil臋 zaczeka膰.
Obiecaj mi jedno.
Je艣li b臋dziesz mia艂 k艂opoty, nie udawaj dzielnego.
- Tylko biegnij, zgoda? Uciekaj. - Zgoda.
B臋d臋 do ciebie pisa艂.
I odjecha艂a.
Masz do mnie wr贸ci膰 ca艂y i zdrowy. S艂yszysz?
Powiedziano nam, 偶e w Wietnamie b臋dzie zupe艂nie inaczej
ni偶 w Stanach.
I tak by艂o, nie licz膮c piwa w puszkach i 偶arcia z grilla.
Za艂o偶臋 si臋, 偶e w tych wodach a偶 si臋 roi od krewetek.
Podobno te wietnamskie krewetki s膮 dobre.
Jak ju偶 wygramy wojn臋 i zajmiemy te obszary,
sprowadzimy tu naszych do 艂owienia krewetek.
B臋dziemy 艂owi膰 bez przerwy.
- Moi nowi rekruci. - Dobry, panie poruczniku.
Opu艣ci膰 r臋ce. Macie mi nie salutowa膰.
W tej okolicy nie brakuje snajper贸w,
kt贸rzy poluj膮 na oficer贸w.
Jestem porucznik Dan Taylor. Witam w Fort Platoon.
- Co z twoj膮 warg膮? - Mam tak膮 od urodzenia.
Lepiej j膮 wci膮gnij, bo zahaczy o drut kolczasty.
Sk膮d jeste艣cie, ch艂opaki?
- Z Alabamy, panie poruczniku! - Bli藕niacy?
Nie. Nie jeste艣my spokrewnieni.
Zasady s膮 proste. Trzymacie si臋 mnie i uczycie
od tych, co s膮 tu d艂u偶ej, a nic wam nie b臋dzie.
Jedna rzecz w waszym wyposa偶eniu
mo偶e stanowi膰 r贸偶nic臋 mi臋dzy 偶yciem a 艣mierci膮. Skarpety.
Wojskowa ziele艅, mi臋kkie podbicie. Stopy maj膮 by膰 suche.
Podczas wypad贸w zmieniacie skarpety na ka偶dym postoju.
Mekong potrafi ogry藕膰 stopy do ko艣ci.
Sier偶ancie Sims. Gdzie lina, kt贸r膮 kaza艂em zam贸wi膰?
- Z艂o偶y艂em zam贸wienie. - Dzwo艅 do tych sukinsyn贸w...
Por. Dan zna艂 si臋 na rzeczy. Dobrze, 偶e do niego trafi艂em.
Pochodzi艂 z rodziny z wojskowymi tradycjami.
Kto艣 z jego bliskich walczy艂 i gina艂
w ka偶dej wojnie ameryka艅skiej.
Cholera, daj im w dup臋. I pospiesz si臋!
Dor贸wnanie im nie b臋dzie pewnie proste.
Wi臋c jeste艣cie z Arkansas? Przeje偶d偶a艂em tamt臋dy.
Little Rock to 艂adne miasto.
A teraz rzucajcie manele i id藕cie do sier偶anta.
Da wam potrzebny sprz臋t.
Jak jeste艣cie g艂odni, to mamy na grillu steki.
W plutonie obowi膮zuj膮 dwie zasady. Jeden, dbacie o swoje stopy.
Dwa, nie robicie g艂upstw, czyli nie dajecie si臋 zabi膰.
Postaram si臋 go nie zawie艣膰.
Zobaczy艂em du偶o okolicy. Chodzili艣my na d艂ugie spacery.
I zawsze szukali艣my faceta o imieniu 呕贸艂tek.
- Sta膰! - Sta膰, ch艂opaki!
Nie zawsze by艂o 艂atwo.
Por. Dan miewa艂 dziwne przeczucia, co do ska艂
czy 艣lad贸w na drodze i kaza艂 nam pada膰 na ziemi臋 i zamkn膮膰 si臋.
Na ziemi臋! Zamkn膮膰 si臋!
I tak robili艣my.
Nie znam si臋 na rzeczy,
ale w tej wojnie walczy艂 chyba ca艂y kwiat m艂odej Ameryki.
By艂 Dallas z Phoenix.
Cleveland z Detroit.
Hej, Tex. Co si臋 dzieje?
A Tex by艂... Nie pami臋tam, sk膮d pochodzi艂 Tex.
A, nic.
Pluton nr 4, na nogi.
Do rzeki mamy jeszcze 10 kilos贸w. Rusza膰 si臋.
- Raz, dwa, marsz! - Dalej! Rusza膰 si臋.
W Wietnamie by艂o zawsze gdzie i艣膰.
Ognia!
Gump, sprawd藕 t臋 dziur臋.
I zawsze co艣 do roboty.
Rozproszy膰 si臋! Os艂ania膰 jego ty艂y!
Pewnego dnia zacz臋艂o pada膰 i nie przesta艂o przez 4 miesi膮ce.
Do艣wiadczyli艣my ka偶dego mo偶liwego rodzaju deszczu.
By艂y ma艂e kapu艣niaczki i wielkie ulewy.
Deszcz zacinaj膮cy z boku i taki, co pada艂
jakby z do艂u w g贸r臋.
Kurcz臋, la艂o nawet w nocy.
- Hej, Forrest. - Hej, Bubba.
Opr臋 si臋 o ciebie. A ty oprzyj si臋 o mnie.
W ten spos贸b, nie b臋dziemy musieli spa膰 z g艂owami w mule.
Wiesz, dlaczego dobry z nas zesp贸艂?
Bo uwa偶amy na siebie nawzajem, tak jak bracia.
Hej, zastanawia艂em si臋 nad czym艣.
Chc臋 ci臋 zapyta膰 o co艣 wa偶nego.
Co by艣 powiedzia艂 na rozkr臋cenie ze mn膮 interesu z krewetkami?
- Okej. - Co艣 ci powiem, stary.
Wszystko ju偶 sobie obmy艣li艂em.
Tyle a tyle kilo krewetek na sp艂acenie 艂odzi.
Tyle a tyle na paliwo. B臋dziemy mieszka膰 na 艂odzi.
Wi臋c czynsz z g艂owy.
B臋dziemy pracowa膰 tylko we dw贸ch, dzieli膰 zyski po po艂owie.
M贸wi臋 ci, stary, p贸艂 na p贸艂. I tyle krewetek, ile mo偶esz zje艣膰.
To 艣wietny pomys艂.
To by艂 艣wietny pomys艂.
Napisa艂em nawet o tym do Jenny.
Pisa艂em do niej prawie ka偶dego dnia.
Opisywa艂em, co robi臋 i pyta艂em, co ona robi.
Pisa艂em te偶, 偶e stale o niej my艣l臋.
I 偶e z niecierpliwo艣ci膮 czekam na odpowied藕,
je艣li b臋dzie mia艂a czas napisa膰.
Chcia艂em, 偶eby wiedzia艂a, 偶e nic mi nie jest.
I podpisywa艂em ka偶dy list: "Kocham, Forrest Gump".
Pewnego razu, 艂azili艣my jak zwykle po d偶ungli,
a偶 tu naraz kto艣 wy艂膮czy艂 deszcz
i wysz艂o s艂o艅ce.
Zasadzka! Kry膰 si臋!
- Dawa膰 tu ten automat! - Forrest, w porz膮dku?
Silna R臋ka, Silna R臋ka!
- Jeden z naszych dosta艂. - Silna R臋ka, tu Noga Lima 6!
Przyj膮艂em! Ostrza艂 z linii drzew.
Karabiny i rakiety! Nie藕le nas siek膮!
- Zaci膮艂 si臋! Zaci膮艂! - Cholera jasna!
Odblokowa膰 go i wali膰 w lini臋 drzew!
Trzymaj膮 nas w potrzasku.
Wycofujemy si臋 do niebieskiej linii.
Cofa膰 si臋! Cofa膰 si臋!
- Forrest! Biegnij, Forrest! - Cofa膰 si臋!
- Biegnij, stary! Biegnij! - Wycofuj si臋, Gump!
Zwiewaj, do cholery! Zwiewaj!
Bieg艂em i bieg艂em, tak jak Jenny mi kaza艂a.
Pobieg艂em tak daleko, 偶e wkr贸tce zosta艂em sam, co nie by艂o dobre.
Bubba by艂 moim przyjacielem. Musia艂em go odnale藕膰.
Gdzie ty si臋 podziewasz?
W drodze powrotnej po Bubba, znalaz艂em rannego.
Tex. Spokojnie.
Nie mog艂em go tam zostawi膰, samego i przera偶onego,
wi臋c chwyci艂em go na r臋ce i wynios艂em stamt膮d.
Za ka偶dym razem jak wraca艂em po Bubba,
kto艣 inny wo艂a艂: "Pom贸偶 mi, Forrest, pom贸偶!"
Okej. Ju偶 dobrze.
Bez paniki, stary. Le偶 spokojnie. Nic ci nie b臋dzie.
Zacz膮艂em si臋 ba膰, 偶e nie znajd臋 Bubby.
Wiem, 偶e pozycja jest niebezpieczna! 呕贸艂tki opanowa艂y teren.
Powtarzam, atak powietrzny na podane pozycje.
Por. Dan, Coleman nie 偶yje!
Wiem! Wybili m贸j ca艂y pieprzony pluton!
Cholera! Co ty robisz? Zostaw mnie tutaj!
Zje偶d偶aj st膮d. Zostaw mnie tu! Zje偶d偶aj!
Bo偶e, m贸wi艂em, 偶eby艣 mnie zostawi艂!
Noga Lima 6, tu Silna R臋ka.
Wasze samoloty nadlatuj膮. Odbi贸r.
Nagle poczu艂em, jakby co艣 podskoczy艂o i ugryz艂o mnie.
Co艣 mnie ugryz艂o!
Cholerne sukinsyny!
Nie mog臋 opu艣ci膰 plutonu. Mia艂e艣 mnie zostawi膰, Gump.
Zapomnij o mnie. Ratuj siebie! S艂yszysz, co m贸wi臋?
Cholera, po艂贸偶 mnie na ziemi. Zabieraj st膮d sw贸j ty艂ek.
Nie prosi艂em ci臋, aby艣 mnie stamt膮d wynosi艂!
- Dok膮d si臋 wybierasz? - Po Bubb臋.
Za chwil臋 b臋d膮 tu nasze samoloty.
Spuszcz膮 napalm na ca艂y obszar. Masz tu zosta膰! To rozkaz.
Musz臋 znale藕膰 Bubb臋!
Nic mi nie jest, Forrest.
- Bubba, nie. - Nic mi nie b臋dzie.
Chod藕. No chod藕.
Nic mi nie jest, Forrest.
Nic mi nie jest.
Dym. Wypu艣膰 dym.
Gdybym wiedzia艂, 偶e to b臋dzie moja ostatnia rozmowa z Bubb膮,
wymy艣li艂bym co艣 lepszego do powiedzenia.
- Hej, Bubba. - Hej, Forrest.
- Dlaczego to si臋 dzieje? - Dosta艂e艣.
I wtedy Bubba powiedzia艂 co艣, czego nigdy nie zapomn臋.
Chc臋 do domu.
Bubba by艂 moim dobrym przyjacielem.
Nawet ja wiedzia艂em, 偶e tego nie znajduje si臋 na ulicy.
Bubba mia艂 by膰 kapitanem 艂odzi po艂awiaj膮cej krewetki,
a zamiast tego umar艂 na brzegu rzeki w Wietnamie.
To ju偶 wszystko na ten temat.
Oberwa艂e艣, tak?
- Oberwa艂em? - To co podskoczy艂o i ci臋 ugryz艂o.
Zgadza si臋. Prosto w ty艂ek.
M贸wili, 偶e to rana warta milion dolar贸w, ale...
Armia musi trzyma膰 t臋 fors臋,
bo ja nie dosta艂em z tego miliona ani centa.
Bycie rannym w ty艂ek ma t臋 zalet臋,
偶e dostaje si臋 lody.
Mia艂em ich pod dostatkiem. I wiecie, co?
M贸j dobry przyjaciel le偶a艂 tu偶 przy mnie.
Poruczniku Dan, przynios艂em panu lody.
Poruczniku Dan, lody!
Czas na pa艅sk膮 k膮piel, poruczniku.
Harper!
Cooper. Larson.
Webster. Gump.
- Gump! - Ja jestem Forrest Gump.
Kyle. Nichols.
McMill. Johnson.
Jak mo偶esz ogl膮da膰 to g贸wno? Wy艂膮cz to.
Ogl膮dacie wietnamsk膮 sie膰 Ameryka艅skiej Armii.
To jest Kana艂 6, Sajgon.
Dobry unik, Gump. Umiesz w to gra膰?
Chod藕. Poka偶臋 ci.
Sekret polega na tym,
偶eby nie spuszcza膰 oczu z pi艂eczki.
Dobra.
Gra w ping-ponga przychodzi艂a mi z 艂atwo艣ci膮.
Widzisz? Ka偶dy g艂upi to potrafi.
Gra艂em bez przerwy.
Nawet wtedy, kiedy nie by艂o z kim gra膰.
M贸wili, 偶e czuj臋 si臋 jak ryba w wodzie,
cokolwiek to oznacza.
Nawet por. Dan przychodzi艂 popatrze膰.
Ping-pong tak mnie zaabsorbowa艂, 偶e gra艂em nawet przez sen.
Pos艂uchaj, co powiem. Ka偶demu jest co艣 pisane.
Nic nie dzieje si臋 bez przyczyny. Wszystko jest cz臋艣ci膮 planu!
Powinienem by艂 umrze膰 razem z moimi lud藕mi,
a teraz jestem pieprzon膮 kalek膮, wynaturzeniem bez n贸g!
Sp贸jrz! Sp贸jrz na mnie! Widzisz to?
Czy wiesz, co to znaczy nie m贸c chodzi膰?
Tak, poruczniku, wiem.
S艂ysza艂e艣, co powiedzia艂em? Odebra艂e艣 mi moje przeznaczenie.
Mia艂em umrze膰 na polu walki, z honorem!
To by艂o moje przeznaczenie, a ty mnie go pozbawi艂e艣!
Rozumiesz, co m贸wi臋, Gump?
Nie tak mia艂o by膰. Mia艂em swoje przeznaczenie.
By艂em porucznikiem Danem Taylorem.
Wci膮偶 pan nim jest.
Sp贸jrz na mnie. Co ja teraz poczn臋?
Co ja teraz poczn臋?
Szeregowy Gump?
- Na rozkaz! - Spocznij.
Synu, zosta艂e艣 odznaczony medalem za odwag臋.
Wie pan co, poruczniku Dan? Chc膮 mi da膰 med...
Gdzie jest porucznik Dan?
Wys艂ano go do domu.
Dwa tygodnie p贸藕niej opu艣ci艂em Wietnam.
Ceremoni臋 rozpocz臋艂a szczera przemowa prezydenta,
w kt贸rej nawo艂ywa艂 do dalszej eskalacji wojny w Wietnamie.
Prezydent Johnson wr臋czy艂 cztery medale za odwag臋...
Ameryka ma u ciebie d艂ug wdzi臋czno艣ci, synu.
Podobno by艂e艣 ranny. Gdzie dosta艂e艣?
W ty艂ek, panie prezydencie.
To musia艂 by膰 dopiero widok. Chcia艂bym to zobaczy膰.
A niech ci臋, synu!
Po ceremonii mama posz艂a do hotelu odpocz膮膰,
a ja poszed艂em obejrze膰 nasz膮 stolic臋.
Hilary! Mam weteran贸w. Co chcesz z nimi zrobi膰?
Dobrze, 偶e mama odpoczywa艂a,
bo na ulicach by艂y t艂umy ludzi,
ogl膮daj膮ce pos膮gi i pomniki.
Niekt贸rzy byli g艂o艣ni i natarczywi.
Dobra, za mn膮! Rusza膰 si臋!
Musia艂em wsz臋dzie sta膰 w kolejkach.
No ju偶. Dalej!
Dzi臋ki, 偶e to robisz, stary.
Okej.
Na scenie przemawia艂 jaki艣 facet.
Zamiast koszuli mia艂 na sobie ameryka艅sk膮 flag臋.
U偶ywa艂 du偶o przekle艅stw na "p".
"P" to i "p" tamto.
Nie wiem, dlaczego, ale po ka偶dym takim "przecinku" ludzie wiwatowali.
Chod藕, stary. W艂a藕 na scen臋.
Chod藕. Chod藕. Tak, ty! No ju偶. Ruszaj!
Dalej. Do mikrofonu.
Opowiedz nam co艣 o wojnie.
- O wojnie w Wietnamie? - O wojnie w pieprzonym Wietnamie!
C贸偶...
Mog艂em powiedzie膰 tylko jedno o wojnie w Wietnamie.
Mog臋 powiedzie膰 tylko jedno o wojnie w Wietnamie.
W Wietnamie...
Co ty, do cholery, ro...
Str膮c臋 ci t臋 mak贸wk臋, ty pieprzona 艣winio!
Jezu Chryste! Co oni z tym zrobili?
Nie s艂yszymy ci臋!
Nic nie s艂ycha膰!
Ten... Ten! Daj mi to!
M贸w g艂o艣niej!
Zrobione.
To tyle, co mam na ten temat do powiedzenia.
To szczera prawda, stary. Powiedzia艂e艣 wszystko.
- Jak si臋 nazywasz? - Nazywam si臋 Forrest. Forrest Gump.
- Forrest Gump. - Gump!
To by艂a najszcz臋艣liwsza chwila w moim 偶yciu.
Jenny i ja byli艣my znowu jak marchewka z groszkiem.
Oprowadzi艂a mnie po obozie i przedstawi艂a kilku znajomym.
Opu艣膰 zas艂on臋! I zabieraj sw贸j bia艂y ty艂ek od tego okna.
Nie wiesz, 偶e mamy tu wojn臋?
- W porz膮dku. To jeden z nas. - Co艣 ci powiem o nas.
Naszym celem jest ochrona naszych czarnych przyw贸dc贸w
przed rasistowskimi 艣winiami,
kt贸re pragn膮 ich poni偶a膰,
gwa艂ci膰 nasze kobiety i niszczy膰 nasze spo艂eczno艣ci.
- Kim jest zab贸jca niewini膮tek? - Przyjaciel, o kt贸rym ci m贸wi艂am.
To jest Forrest Gump. Forrest, to jest Wesley.
Wesley i ja mieszkali艣my razem w Berkeley.
Jest przewodnicz膮cym studenckiego ruchu na rzecz demokracji.
Mamy udziela膰 ochrony i pomocy
wszystkim, kt贸rzy jej potrzebuj膮, bo my, Czarne Pantery,
jeste艣my przeciwni wojnie w Wietnamie.
Jeste艣my przeciwni wojnom, w kt贸rych nasi bracia
gin膮 za kraj, kt贸ry ich nienawidzi.
Przeciwstawiamy si臋 wojnom, w kt贸rych czarni walcz膮,
zostaj膮 poni偶ani i zabijani we w艂asnych spo艂eczno艣ciach.
Jeste艣my przeciwko rasistowskim aktom...
Forrest! Przesta艅! Przesta艅!
Po co ja ci臋 tu przywioz艂em?
Powinienem by艂 wiedzie膰, 偶e dojdzie do jakiej艣 rozruby!
Nie powinien ci臋 bi膰, Jenny.
Chod藕, Forrest.
Przepraszam, 偶e zepsu艂em wam przyj臋cie.
To by艂 tylko niekontrolowany odruch.
Ja bym ci臋 nigdy nie skrzywdzi艂.
- Wiem, Forrest. - Chcia艂em by膰 twoim ch艂opakiem.
Przystojniak z ciebie w tym mundurze. Naprawd臋.
- Wiesz co? - Co?
Ciesz臋 si臋, 偶e jeste艣my razem w stolicy.
Ja te偶.
Spacerowali艣my ca艂膮 noc - rozmawiaj膮c.
Jenny opowiedzia艂a mi o swoich podr贸偶ach i o tym,
jak znalaz艂a spos贸b na poszerzenie swoich horyzont贸w my艣lowych
i nauk臋 偶ycia w harmonii. To musi by膰 gdzie艣 na zachodzie,
bo dotar艂a a偶 do Kalifornii.
Hej. Kto chce jecha膰 ze mn膮 do San Francisco?
- Ja pojad臋. - Klawo!
To by艂a wyj膮tkowa noc dla nas obojga.
Nie chcia艂em, aby si臋 sko艅czy艂a.
- Chcia艂bym, aby艣 zosta艂a. - Musz臋 jecha膰.
Jenny? Straci艂em nad sob膮 panowanie.
To przez t臋 wojn臋 i tego k艂amc臋 Johnsona, i...
Nie skrzywdzi艂bym ci臋. Wiesz o tym.
Znasz moje zdanie.
Powinna艣 wr贸ci膰 do domu w Greenbow, w Alabamie!
Prowadzimy innego rodzaju 偶ycia.
Chc臋 ci to da膰.
Nie mog臋 tego przyj膮膰.
Dosta艂em to, bo robi艂em, co mi kaza艂a艣.
- Jak mo偶esz by膰 dla mnie taki dobry? - Jeste艣 moj膮 dziewczyn膮.
Zawsze b臋d臋 twoj膮 dziewczyn膮.
I, tak po prostu, znowu odesz艂a z mojego 偶ycia.
Jeden ma艂y krok dla cz艂owieka, a olbrzymi skok dla ludzko艣ci.
My艣la艂em, 偶e wr贸c臋 do Wietnamu, ale dow贸dztwo postanowi艂o,
偶e skuteczniej b臋d臋 zwalcza艂 komunist贸w graj膮c w ping-ponga.
W ramach S艂u偶b Specjalnych je藕dzi艂em po kraju
zabawiaj膮c rannych weteran贸w i ucz膮c ich gry w ping-ponga.
By艂em tak dobry,
偶e w艂膮czono mnie do reprezentacji USA.
Byli艣my pierwszymi Amerykanami na terytorium Chin
od jakiego艣 miliona lat.
Podobno pok贸j na 艣wiecie zale偶a艂 od nas,
ale ja tylko gra艂em w ping-ponga.
Po powrocie do domu sta艂em si臋 s艂awniejszy
od Kapitana Kangura z telewizji.
Oto i on. Forrest Gump.
- Forrest Gump, John Lennon. - Witaj w domu.
Powiesz nam, jak by艂o w Chinach?
W Chinach ludzie prawie niczego nie maj膮.
呕adnych d贸br?
W Chinach nie chodzi si臋 do ko艣cio艂a.
- I 偶adnej religii? - Trudno to sobie wyobrazi膰.
Trzeba tylko chcie膰, Dick.
Par臋 lat p贸藕niej, ten mi艂y m艂odzieniec z Anglii
wraca艂 do domu zobaczy膰 synka i podpisywa艂 po drodze autografy.
Bez 偶adnej istotnej przyczyny, kto艣 go zastrzeli艂.
Dali ci Kongresowy Medal Honoru.
To porucznik Dan.
Porucznik Dan!
Dali ci Kongresowy Medal Honoru.
Tak by艂o, poruczniku.
Tobie. Imbecylowi, kretynowi, kt贸ry wyst臋puje w telewizji
i o艣miesza si臋 przed ca艂ym pieprzonym krajem,
dano Medal Honoru.
Tak jest.
C贸偶, po prostu cudownie!
Mam tylko jedno do dodania. Pieprzy膰 Ameryk臋.
Poruczniku Dan!
Por. Dan powiedzia艂, 偶e mieszka艂 w hotelu.
Poniewa偶 nie mia艂 n贸g, sp臋dza艂 ca艂y czas 膰wicz膮c ramiona.
W prawo. W prawo!
No szybciej!
Co pan robi w Nowym Jorku, poruczniku?
Ci膮gn臋 z rz膮dowego cycka.
艢lepy jeste艣? Przechodz臋 przez ulic臋! Wyno艣 si臋! Dalej, idziemy!
Zosta艂em z porucznikiem Danem na 艣wi臋ta.
Wracajcie szybko do dom贸w. Niech was B贸g b艂ogos艂awi.
Znalaz艂e艣 ju偶 Jezusa, Gump?
Nie wiedzia艂em, 偶e mia艂em go szuka膰.
Wszystkie kaleki z Administracji Weteran贸w m贸wi膮 tylko o tym.
Jezus to i Jezus tamto. Czy znalaz艂em Jezusa?
Sprowadzili mi tu nawet ksi臋dza, 偶eby ze mn膮 porozmawia艂.
Powiedzia艂, 偶e B贸g s艂ucha, ale sam musz臋 sobie pom贸c.
Je艣li przyjm臋 Jezusa do serca,
to b臋d臋 si臋 z nim przechadza艂 po kr贸lestwie niebieskim.
S艂ysza艂e艣, co powiedzia艂em?
Przechadza艂 si臋 z nim po kr贸lestwie niebieskim.
Poca艂ujcie mnie w m贸j kaleki zad. B贸g s艂ucha? Co za stek k艂amstw.
Ja p贸jd臋 do nieba, poruczniku.
C贸偶...
Zanim tam p贸jdziesz, rusz ty艂ek i id藕
- kupi膰 wi臋cej alkoholu. - Tak jest.
Odwiedzamy kolejn膮 ulic臋 w Nowym Jorku - nr 1 Astor Plaza.
Sta艂 tu kiedy艣 hotel Astor...
- Co takiego jest w Bayou La Batre? - 艁odzie do po艂owu krewetek.
A komu zale偶y na 艂odziach do po艂owu krewetek?
B臋d臋 sobie musia艂 jedn膮 kupi膰, jak tylko dostan臋 pieni膮dze.
W Wietnamie obieca艂em Bubbie,
偶e po sko艅czeniu wojny zostaniemy partnerami.
On mia艂 by膰 kapitanem, a ja pierwszym oficerem.
A poniewa偶 on nie 偶yje, ja b臋d臋 kapitanem.
Kapitan 艂odzi do po艂owu krewetek.
Tak. Obietnica to obietnica, poruczniku.
Pos艂uchajcie tego!
Szeregowy Gump b臋dzie kapitanem 艂odzi do po艂owu krewetek.
Co艣 ci powiem. W dniu, w kt贸rym zostaniesz kapitanem tej 艂ajby,
ja zostan臋 twoim pierwszym oficerem.
Je艣li zostaniesz kapitanem, to ja zostan臋 astronaut膮!
Danny, na co znowu narzekasz? Co s艂ycha膰?
- Kim jest tw贸j znajomy, Gor膮ce Ko艂a? - Nazywam si臋 Forrest. Forrest Gump.
To jest Przebieg艂a Carla i D艂ugonoga Lenore.
Gdzie si臋 podziewa艂e艣? Dawno ci臋 nie widzia艂y艣my.
Szkoda, 偶e ci臋 tu nie by艂o w Bo偶e Narodzenie.
Tommy postawi艂 wszystkim kolejk臋 i po kanapce z indykiem.
Mia艂em towarzystwo.
By艂y艣my tam! To Times Square.
Uwielbiam Nowy Rok. Mo偶na zacz膮膰 od nowa.
Dostajesz kolejn膮 szans臋.
To 艣mieszne, ale w trakcie ca艂ej tej zabawy
zacz膮艂em my艣le膰 o Jenny,
zastanawiaj膮c si臋, jak sp臋dza艂a sylwestrow膮 noc w Kalifornii.
Dziewi臋膰, osiem, siedem, sze艣膰
pi臋膰, cztery, trzy, dwa, jeden! Szcz臋艣liwego Nowego Roku!
Szcz臋艣liwego Nowego Roku, poruczniku!
Zg艂upia艂e艣 czy co? O co ci chodzi?
O co mu chodzi? Straci艂e艣 na wojnie fiuta czy co?
- Czy tw贸j kole艣 jest g艂upi? - Co艣 ty powiedzia艂a?
Zapyta艂am, czy jest g艂upi.
- Nie nazywaj go g艂upcem! - Hej, nie popychaj jej!
Zamknij si臋! Masz go tak nie nazywa膰!
Czego si臋 tak wkurzasz?
Zbiera膰 swoje pieprzone ciuchy i wynosi膰 si臋 st膮d w choler臋!
Powinni ci臋 pokazywa膰 w cyrku. Jeste艣 偶a艂osny!
Wyno艣cie si臋 st膮d!
- Debil! - Frajer. Dziwol膮g!
Och, nie.
Przepraszam za zrujnowanie panu imprezy sylwestrowej.
Smakowa艂a jak papierosy.
Porucznik Dan zrozumia艂, 偶e pewnych rzeczy nie da si臋 zmieni膰.
Nie chcia艂, aby nazywano go kalek膮,
tak jak ja nie chcia艂em, aby nazywano mnie g艂upcem.
Szcz臋艣liwego Nowego Roku, Gump.
Nasza dru偶yna ping-pongowa by艂a dzi艣 u prezydenta Nixona...
I wie pan co? Par臋 miesi臋cy p贸藕niej
zaproszono mnie razem z dru偶yn膮 ping-pongow膮 do Bia艂ego Domu.
Wi臋c poszed艂em, znowu.
I pozna艂em prezydenta USA, znowu.
Tyle 偶e tym razem nie mieli艣my ekskluzywnego hotelu.
Podoba ci si臋 w naszej stolicy, m艂ody cz艂owieku?
- Gdzie was zakwaterowano? - W hotelu Ebbott.
Och, nie. Znam lepszy hotel.
Jest nowy. Bardzo nowoczesny. Moi ludzie si臋 tym zajm膮.
- Bezpiecze艅stwo. - Dobry wiecz贸r.
Powinien pan wys艂a膰 ekip臋 do biura po drugiej stronie ulicy.
Wywali艂o chyba bezpieczniki i szukaj膮 skrzynki,
bo 艣wiat艂o ich latarek nie daje mi zasn膮膰.
- Dobrze. Sprawdz臋 to. - Dzi臋kuj臋. Dobranoc.
Dlatego, z dniem jutrzejszym,
zrzekam si臋 prezydentury na rzecz wiceprezydenta Forda,
kt贸ry zostanie zaprzysi臋偶ony w tym gabinecie jutro w po艂udnie.
- Forrest Gump. - Na rozkaz!
Spocznij. Mam tu twoje zwolnienie. Twoja s艂u偶ba dobieg艂a ko艅ca, synu.
Czy to oznacza, 偶e nie mog臋 gra膰 w ping-ponga?
Nie dla armii.
I tak po prostu, moja s艂u偶ba w armii zosta艂a zako艅czona.
Wi臋c pojecha艂em do domu.
- Jestem w domu, mamo. - Wiem. Wiem.
Louise, przyjecha艂.
Przed moim powrotem mam臋 odwiedzi艂o wiele ludzi.
By艂o tu wiele ludzi.
Ka偶dy chce, aby艣 u偶ywa艂 ich rzeczy.
Jeden z nich zostawi艂 czek na $25000,
je艣li zgodzisz si臋 powiedzie膰, 偶e lubisz gra膰 ich rakietk膮.
U偶ywam tylko swojej rakietki.
- Cze艣膰, Louise. - Hej, Forrest.
Wiem, ale to $25000.
Pomy艣la艂am, 偶e mo偶e m贸g艂by艣 j膮 troch臋 potrzyma膰
i przyzwyczai膰 si臋 do niej.
Mama mia艂a racj臋. 艢mieszne, jak to si臋 w 偶yciu uk艂ada.
Nie poby艂em w domu d艂ugo,
bo z艂o偶y艂em obietnic臋 Bubbie. Staram si臋 dotrzymywa膰 s艂owa,
wi臋c pojecha艂em do Bayou La Batre, aby pozna膰 jego rodzin臋.
Odbi艂o ci, czy jeste艣 po prostu g艂upi?
- Poznasz g艂upiego po czynach jego. - Mo偶e i tak.
Poszed艂em te偶, oczywi艣cie, odwiedzi膰 gr贸b Bubby.
Hej, Bubba. To ja, Forrest Gump.
Pami臋tam, co m贸wi艂e艣, i wszystko ju偶 obmy艣li艂em.
Wk艂adam w to $24562,47 -
kt贸re mi zosta艂y po strzy偶eniu, kupieniu garnituru,
zabraniu mamy na wystawn膮 kolacj臋,
kupieniu biletu na autobus i trzech butelek picia.
Powiedz mi jedno. Jeste艣 g艂upi czy co?
Poznasz g艂upiego po czynach jego.
Tyle zosta艂o z czeku za powiedzenie:
"Kiedy by艂em w Chinach z narodow膮 dru偶yn膮,
uwielbia艂em gra膰 w ping-ponga
rakietk膮 Flex-o-lite",
co, jak wiadomo, nie jest prawd膮,
ale mama m贸wi, 偶e ma艂e k艂amstewko nikomu nie zaszkodzi.
Wi臋c przeznaczam to na paliwo, liny,
na nowe sieci i now膮 艂贸d藕.
Bubba przekaza艂 mi ca艂膮 swoj膮 wiedz臋 na temat po艂owu krewetek,
ale jednego dowiedzia艂em si臋 sam.
艁owienie krewetek jest trudne.
Z艂owi艂em tylko pi臋膰.
Jeszcze ze dwie i zrobisz sobie sa艂atk臋.
Wiesz ju偶, jakie nadasz jej imi臋?
艁贸d藕 bez imienia przynosi pecha.
Nigdy przedtem tego nie robi艂em,
ale by艂o tylko jedno imi臋, kt贸re przychodzi艂o mi do g艂owy,
najpi臋kniejsze imi臋 na 艣wiecie.
Dawno z Jenny nie rozmawia艂em, ale cz臋sto o niej my艣la艂em.
Mia艂em nadziej臋, 偶e by艂a szcz臋艣liwa.
My艣la艂em o niej bez przerwy.
Poruczniku Dan, co pan tu robi?
Pomy艣la艂em, 偶e wypr贸buj臋 swoje morskie nogi.
Pan nie ma n贸g, poruczniku Dan.
Tak, wiem. Napisa艂e艣 do mnie, idioto.
Prosz臋. Kapitan Forrest Gump. Musia艂em to zobaczy膰 na w艂asne oczy.
Tak jak m贸wi艂em, jak zostaniesz kapitanem 艂odzi do po艂owu krewetek,
to ja b臋d臋 twoim oficerem. No wi臋c jestem.
- Dotrzyma艂em s艂owa. - Dobra.
Ale nie my艣l sobie, 偶e b臋d臋 ci m贸wi艂 "Panie kapitanie".
Nie b臋d臋.
To moja 艂贸d藕.
Czuj臋, 偶e jak pop艂yniemy na wsch贸d,
to znajdziemy krewetki. Wi臋c skr臋膰 w lewo.
- W lewo! - W kt贸r膮 stron臋?
Tam! S膮 tam!
- 艁ap za ster i w lewo. - Dobrze.
Gump, co ty robisz? W lewo! W lewo!
To tam znajdziemy nasze krewetki, ch艂opcze!
To tam je znajdziemy.
- Wci膮偶 nic, poruczniku Dan. - Pomyli艂em si臋.
Jak je znajdziemy?
Mo偶e trzeba si臋 o nie pomodli膰.
Chodzi艂em do ko艣cio艂a co niedziel臋.
Por. Dan te偶 czasem przychodzi艂, ale modlenie si臋 zostawia艂 mnie.
- Nie ma krewetek. - No i gdzie jest ten tw贸j B贸g?
Jak tylko por. Dan to powiedzia艂, B贸g si臋 objawi艂.
Nie uda ci si臋 zatopi膰 tej 艂odzi!
By艂em przera偶ony, ale por. Dan jakby oszala艂.
Dalej!
I to ma by膰 sztorm? No chod藕, ty sukinsynu!
Czas na ostateczne starcie! Ty i ja! Czekam! No chod藕!
Nie zatopisz tej 艂odzi!
Przez t臋 okolic臋 przeszed艂 wczoraj huragan Carmen,
niszcz膮c niemal wszystko na swej drodze.
Tak jak i w innych miastach na ca艂ym wybrze偶u,
przemys艂 po艂owu krewetek w Bayou La Batre
zosta艂 za spraw膮 Carmen zrujnowany.
Z tego, co zaobserwowa艂em,
tylko jedna 艂贸d藕 przetrwa艂a ten sztorm.
Louise. Louise, to Forrest.
Odt膮d 艂owienie krewetek by艂o 艂atwe.
Ludzie wci膮偶 potrzebowali krewetki na sa艂atki,
na grilla, a poniewa偶 ocala艂a jedynie nasza 艂贸d藕,
to kupowali je od Bubba-Gump. Mieli艣my kilkana艣cie 艂odzi.
12 o imieniu Jenny, du偶y magazyn.
Mieli艣my nawet czapki z napisem "Bubba-Gump".
Krewetki Bubba-Gump. Dobrze znana marka.
Chwileczk臋, ch艂opcze.
Ty mia艂by艣 by膰 w艂a艣cicielem korporacji Krewetki Bubba-Gump?
Tak. Mamy wi臋cej pieni臋dzy ni偶 Davy Crockett.
R贸偶ne rzeczy w swoim 偶yciu s艂ysza艂em, ale to przebija wszystko.
Siedzieli艣my obok milionera.
Uwa偶am, 偶e to by艂a wspania艂a historia
i tak dobrze j膮 opowiada艂e艣, z takim entuzjazmem.
Chcia艂aby pani zobaczy膰, jak wygl膮da por. Dan?
Bardzo.
To w艂a艣nie on.
Powiem pani co艣 o por. Danie.
Nigdy ci nie podzi臋kowa艂em za uratowanie mi 偶ycia.
Nie przyzna艂 si臋 do tego, ale chyba pogodzi艂 si臋 z Bogiem.
Ju偶 po raz drugi w ci膮gu 17 dni
prezydent Ford unikna艂 pr贸by zamachu stanu.
- Baza do Jenny 1. - Tu Jenny 1. M贸w, Margo.
Jest telefon do Forresta.
Niech zadzwoni膮 p贸藕niej.
- Forrest jest niedysponowany. - Jego mama zachorowa艂a.
- Gdzie mama? - Na g贸rze.
Witaj, Forrest.
- Przyjd臋 jutro. - Dobrze.
No i prosz臋, jak ci臋 wyprostowali艣my.
- Co si臋 sta艂o, mamo? - Umieram.
Chod藕, usi膮d藕 obok mnie.
- Dlaczego umierasz, mamo? - Nadszed艂 po prostu m贸j czas.
Niczego si臋 nie b贸j, kochanie.
艢mier膰 jest cz臋艣ci膮 偶ycia. Taka jest kolej rzeczy.
Mnie by艂o w 偶yciu pisane zosta膰 twoj膮 mam膮.
- Zrobi艂am, co mog艂am. - Dobrze ci posz艂o.
Wierz臋, 偶e ka偶dy z nas tworzy w艂asne przeznaczenie.
Trzeba zrobi膰 jak najlepszy u偶ytego z tego, co nam daje B贸g.
A jakie jest moje przeznaczenie?
Sam musisz je odkry膰.
呕 ycie jest jak pude艂ko czekoladek.
Nigdy nie wiadomo, na co si臋 trafi.
Mama potrafi艂a wyja艣nia膰 rzeczy tak, 偶e je rozumia艂em.
B臋d臋 za tob膮 t臋skni膰, Forrest.
Mia艂a raka i umar艂a pewnego wtorku.
Kupi艂em jej nowy kapelusz z ma艂ymi kwiatuszkami.
To tyle, co mam na ten temat do powiedzenia.
Nie czeka艂a pani na si贸demk臋?
Wkr贸tce przyjedzie nast臋pna.
Poniewa偶 by艂em gwiazd膮 futbolu i bohaterem wojennym,
s艂ynn膮 osobisto艣ci膮 i kapitanem 艂odzi do po艂owu krewetek,
i absolwentem college'u, rada miejska Greenbow
postanowi艂a zaoferowa膰 mi 艣wietn膮 posad臋.
Wi臋c nie wr贸ci艂em ju偶 do pracy z por. Danem,
ale powierzy艂em mu piecz臋 nad udzia艂ami Bubba-Gump.
Zainwestowa艂 je w jak膮艣 firm臋 owocow膮.
Zadzwoni艂 m贸wi膮c, 偶e nie musimy si臋 ju偶 martwi膰 o pieni膮dze,
a ja na to: "To dobrze. Jedno zmartwienie z g艂owy".
Mama mawia艂a, 偶e cz艂owiekowi nie potrzeba a偶 tak du偶o,
reszta jest tylko na pokaz.
Wi臋c da艂em spor膮 sumk臋 na ko艣ci贸艂 Ewangelist贸w.
I kolejn膮 na szpital w Bayou La Batre.
I chocia偶 Bubba ju偶 nie 偶y艂, a por. Dan m贸wi艂, 偶e mi odbi艂o,
da艂em mamie Bubby jego udzia艂.
Wie pani co?
Nie musia艂a ju偶 wi臋cej pracowa膰 w niczyich kuchniach.
Pachnie cudownie.
A poniewa偶 by艂em multimilionerem i kocha艂em swoj膮 robot臋,
艣cina艂em traw臋 za darmo.
Ale w nocy, kiedy nie by艂o co robi膰,
a ca艂y dom sta艂 pusty, my艣la艂em o Jenny.
A偶 w ko艅cu przysz艂a.
- Cze艣膰, Forrest. - Cze艣膰, Jenny.
Jenny wr贸ci艂a i zosta艂a ze mn膮.
Mo偶e dlatego, 偶e nie mia艂a gdzie p贸j艣膰,
a mo偶e dlatego, 偶e by艂a bardzo zm臋czona,
bo spa艂a i spa艂a, jakby nie spa艂a od lat.
Wspaniale by艂o mie膰 j膮 w domu.
Chodzili艣my codziennie na spacery. Ja nadawa艂em jak nakr臋cony,
a ona s艂ucha艂a o ping-pongu i o 艂owieniu krewetek,
i o odej艣ciu mamy do nieba. Buzia mi si臋 nie zamyka艂a.
Jenny milcza艂a przez wi臋kszo艣膰 czasu.
Jak mog艂e艣 mi to zrobi膰?
Czasami brakuje po prostu kamieni.
Nie by艂em pewny, dlaczego wr贸ci艂a, ale nie dba艂em o to.
By艂o jak dawniej. Byli艣my znowu jak marchewka z groszkiem.
Zanosi艂em jej codziennie do pokoju 艂adne kwiaty,
a ona podarowa艂a mi najlepszy prezent na 艣wiecie.
S膮 specjalnie do biegania.
Pokaza艂a mi nawet, jak si臋 ta艅czy.
Jenny i ja byli艣my jak rodzina...
i to by艂y najszcz臋艣liwsze chwile w moim 偶yciu.
Wy艂膮czy膰 telewizor? Id臋 si臋 po艂o偶y膰.
Wyjdziesz za mnie?
By艂bym dobrym m臋偶em.
Wiem.
Ale nie wyjdziesz za mnie.
Nie chcesz mie膰 takiej 偶ony.
Dlaczego mnie nie kochasz?
Nie jestem m膮dry, ale wiem, co to mi艂o艣膰.
Forrest, kocham ci臋.
- Dok膮d to uciekamy? - Nie uciekam.
Tego dnia, tak bez przyczyny, postanowi艂em troch臋 pobiega膰.
Pobieg艂em do ko艅ca drogi, a kiedy tam dotar艂em,
pomy艣la艂em, 偶e pobiegn臋 na koniec miasta.
Prezydent Carter, wyczerpany fal膮 gor膮ca...
A kiedy tam dotar艂em,
pomy艣la艂em sobie, 偶e przebiegn臋 przez hrabstwo Greenbow.
A skoro dotar艂em a偶 tak daleko,
dlaczego mia艂bym nie przebiec przez ca艂y stan Alabama?
Tak w艂a艣nie zrobi艂em. Przebieg艂em przez Alabam臋.
Bez 偶adnego powodu. Po prostu bieg艂em dalej.
Dobieg艂em do oceanu.
Pomy艣la艂em, 偶e skoro przebieg艂em taki szmat drogi,
to r贸wnie dobrze m贸g艂bym zawr贸ci膰 i biec dalej.
Kiedy dotar艂em do drugiego oceanu pomy艣la艂em, 偶e skoro jestem a偶 tutaj,
to m贸g艂bym r贸wnie dobrze zawr贸ci膰 i biec z powrotem.
Kiedy si臋 zm臋czy艂em, szed艂em spa膰. Kiedy zg艂odnia艂em, jad艂em.
Kiedy musia艂em p贸j艣膰 do... no wie pani... to szed艂em.
- Wi臋c po prostu bieg艂e艣. - Tak.
Du偶o my艣la艂em o mamie, Bubbie i poruczniku Danie.
Ale najwi臋cej my艣la艂em o Jenny.
Min臋艂y ju偶 dwa lata odk膮d Forrest Gump,
ogrodnik z Greenbow w Alabamie,
rozpocza艂 bieg przez Ameryk臋. Reporta偶 Charlesa Coopera.
Po raz czwarty od rozpocz臋cia swej podr贸偶y przez Ameryk臋,
Forrest Gump przekroczy dzi艣 rzek臋 Mississippi.
- A niech mnie. Forrest? - Jaki jest cel tego biegu?
- Robisz to dla pokoju na 艣wiecie? - Dla bezdomnych?
- Walczysz o prawa dla kobiet? - O 艣rodowisko?
Nie mogli uwierzy膰, 偶e kto艣 biega艂 tak d艂ugo bez powodu.
- Dlaczego to robisz? - Mia艂em ochot臋 pobiega膰.
Mia艂em ochot臋 pobiega膰.
To pan. To naprawd臋 pan.
Z jakiego艣 powodu to, co robi艂em, mia艂o dla ludzi sens.
Poczu艂em, jakby w g艂owie w艂膮czy艂 mi si臋 alarm.
Powiedzia艂em sobie: "Ten facet wie, czego chce".
"Oto kto艣, kto ma odpowied藕". P贸jd臋 za panem na koniec 艣wiata.
Wi臋c mia艂em towarzystwo.
A potem zacz臋艂o si臋 do nas przy艂膮cza膰 coraz wi臋cej ludzi.
Us艂ysza艂em p贸藕niej, 偶e da艂em ludziom nadziej臋.
No nie wiem,
ale niekt贸rzy z nich prosili mnie o pomoc.
M贸g艂by艣 mi pom贸c? Robi臋 w naklejkach na zderzaki.
Potrzebny mi dobry slogan, a ty jeste艣 藕r贸d艂em inspiracji,
wi臋c pomy艣la艂em, 偶e m贸g艂by艣 mi pom贸c...
Hej, stary! Wdepn膮艂e艣 w艂a艣nie w g贸r臋 psiego g贸wna!
- Zdarza si臋. - Co, g贸wno?
Czasami.
Par臋 lat p贸藕niej us艂ysza艂em, 偶e ten facet wymy艣li艂
slogan, na kt贸rym zarobi艂 du偶o pieni臋dzy.
Innym razem podbiega do mnie
facet, kt贸ry zbankrutowa艂 na T-shirtach.
Chcia艂 na nich umie艣ci膰 moj膮 twarz,
ale nie umia艂 dobrze rysowa膰 i nie mia艂 ze sob膮 aparatu.
Prosz臋, wytrzyj si臋 t膮. I tak nikt nie lubi tego koloru.
Mi艂ego dnia.
Par臋 lat p贸藕niej dowiedzia艂em si臋, 偶e facet
wpad艂 na pomys艂 na T-shirta. Zbi艂 na interesie kokosy.
Tak jak m贸wi艂em, mia艂em ze sob膮 du偶膮 grup臋.
Mama mawia艂a: "Aby ruszy膰 na prz贸d, trzeba zapomnie膰 o przesz艂o艣ci".
To chyba w艂a艣nie o to chodzi艂o w moim bieganiu.
Biega艂em przez trzy lata, dwa miesi膮ce, 14 dni i 16 godzin.
Cicho. Cicho. Chce co艣 powiedzie膰.
Jestem nie藕le zm臋czony.
Wr贸c臋 chyba do domu.
I co mamy teraz robi膰?
I, tak po prostu, moje bieganie si臋 sko艅czy艂o.
Wr贸ci艂em do domu, do Alabamy.
O 2.25 po po艂udniu, kiedy prezydent Reagan wychodzi艂...
...nieznany zab贸jca odda艂 pi臋膰 lub sze艣膰 strza艂贸w.
Postrzeli艂 prezydenta w klatk臋...
Odebra艂am poczt臋.
A偶 tu, zupe艂nie nieoczekiwanie, dosta艂em list od Jenny.
Chcia艂a, abym spotka艂 si臋 z ni膮 w Savannah.
Dlatego tu jestem.
Widzia艂a mnie w telewizji.
Mam wsi膮艣膰 w dziewi膮tk臋 jad膮c膮 do Richmond Street
i przej艣膰 jedn膮 przecznic臋 w lewo do 1947 Henry Street, mieszkania 4.
Nie musisz czeka膰 na autobus.
Henry Street jest jakie艣 pi臋膰 lub sze艣膰 przecznic st膮d.
- W d贸艂 ulicy? - W d贸艂 ulicy.
Mi艂o si臋 z pani膮 rozmawia艂o.
呕ycz臋 ci szcz臋艣cia!
- Co s艂ycha膰? Wejd藕! Wejd藕! - Dosta艂em tw贸j list.
- Nie wiedzia艂am, czy ci臋 zastanie. - To tw贸j dom?
Tak. Mam ba艂agan. Dopiero co sko艅czy艂am prac臋.
Jest 艂adny. Masz klimatyzacj臋.
- Dzi臋kuj臋. - Zjad艂em kilka.
Prowadzi艂am album z wycinkami z gazet o tobie.
Kaza艂am ci biega膰.
By艂am kochank膮 Forresta Gumpa
Biega艂em d艂ugo i daleko.
I tutaj...
Pos艂uchaj, nie wiem, jak ci to powiedzie膰.
Chcia艂am przeprosi膰 za b贸l, kt贸ry ci sprawi艂am,
bo przez d艂ugi czas nie mog艂am si臋 odnale藕膰 i...
- Cze艣膰. - Witaj.
- To m贸j stary znajomy z Alabamy. - Mi艂o mi.
W przysz艂ym tygodniu zmienia mi si臋 rozk艂ad, wi臋c...
Nie ma sprawy. Musz臋 lecie膰.
Okej. Dzi臋ki.
To jest m贸j przyjaciel - pan Gump. Przywitasz si臋?
- Dzie艅 dobry, panie Gump. - Cze艣膰.
- Mog臋 poogl膮da膰 telewizj臋? - Tak. Tylko nie za g艂o艣no.
- Jeste艣 mam膮, Jenny. - Jestem mam膮.
- Ma na imi臋 Forrest. - Tak jak ja!
- Ma imi臋 po ojcu. - Jego tato te偶 ma na imi臋 Forrest?
Ty jeste艣 jego ojcem.
Forrest, sp贸jrz na mnie. Sp贸jrz na mnie.
Nie musisz niczego robi膰. To nie twoja wina. Okej?
Czy偶 nie jest pi臋kny?
Nigdy nie widzia艂em nic pi臋kniejszego.
Ale...
Czy jest m膮dry? Czy mo偶e...
Jest bardzo m膮dry. Jest jednym z najzdolniejszych uczni贸w.
Tak. Id藕 z nim porozmawia膰.
- Co ogl膮dasz? - Ulic臋 Sezamkow膮.
Forrest, jestem chora.
Co, masz kaszel z powodu przezi臋bienia?
To jaki艣 wirus. Lekarze nie wiedz膮, co to jest
i nie mog膮 nic na to poradzi膰.
Mo偶esz pojecha膰 ze mn膮 do domu.
Ty i ma艂y Forrest mo偶ecie zamieszka膰 ze mn膮.
B臋d臋 si臋 tob膮 opiekowa艂.
O偶enisz si臋 ze mn膮, Forrest?
Dobrze.
Prosz臋 zaj膮膰 miejsca.
Forrest? Czas zaczyna膰.
Cze艣膰. Tw贸j krawat.
Porucznik Dan.
- Porucznik Dan. - Cze艣膰, Forrest.
Ma pan nowe nogi. Nowe nogi!
Tak. Mam nowe nowi. Zrobione na zam贸wienie.
Stop tytanu. U偶ywaj膮 tego do budowy statk贸w kosmicznych.
Magiczne nogi.
To moja narzeczona, Susan.
- Poruczniku Dan. - Cze艣膰, Forrest.
- To jest moja Jenny. - Mi艂o ci臋 w ko艅cu pozna膰.
Czy ty, Forrest, bierzesz Jenny za swoj膮 偶on臋?
Czy ty, Jenny, bierzesz Forresta za swego m臋偶a?
Og艂aszam was m臋偶em i 偶on膮.
- Hej. - Cze艣膰.
Czy ba艂e艣 si臋 w Wietnamie?
Tak. To znaczy, nie wiem.
Czasami przestawa艂o pada膰 i na niebie pokazywa艂y si臋 gwiazdy.
Wtedy by艂o pi臋knie.
Tak jak tu偶 przed zachodem s艂o艅ca w zatoce.
Na wodzie by艂y miliony iskierek.
Albo jak to g贸rskie jezioro. By艂o takie czyste.
Wydawa艂o si臋, 偶e by艂y dwa nieba, jedno nad drugim.
I jak pustynia o wschodzie s艂o艅ca -
nie wida膰 ko艅ca nieba ani pocz膮tku ziemi.
To by艂o pi臋kne.
Szkoda, 偶e mnie tam z tob膮 nie by艂o.
By艂a艣.
Kocham ci臋.
Umar艂a艣 w sobotni poranek.
Kaza艂em pochowa膰 ci臋 tutaj, pod naszym drzewem.
Kaza艂em te偶 zr贸wna膰 z ziemi膮 dom twego ojca.
Mama mawia艂a, 偶e 艣mier膰 jest cz臋艣ci膮 偶ycia.
Chcia艂bym, aby tak nie by艂o.
Ma艂y Forrest 艣wietnie sobie radzi.
Nied艂ugo zacznie znowu szko艂臋.
Gotuj臋 mu codziennie 艣niadania, obiady i kolacje.
Pilnuj臋, aby czesa艂 w艂osy i my艂 codziennie z臋by.
Ucz臋 go gra膰 w ping-ponga. Jest naprawd臋 dobry.
Forrest, teraz ty.
Du偶o razem w臋dkujemy.
A wieczorami czytamy ksi膮偶ki. Jest taki m膮dry.
By艂aby艣 z niego dumna. Ja jestem.
Napisa艂 do ciebie list.
Ale nie wolno mi go czyta膰.
Wi臋c zostawi臋 ci go tutaj.
Nie wiem, kto mia艂 racj臋 - mama czy porucznik Dan.
Nie wiem, czy ka偶dy z nas ma swoje przeznaczenie,
czy mo偶e wszystko dzieje si臋 przez przypadek.
My艣l臋, 偶e i jedno i drugie.
Mo偶e i jedno i drugie dzieje si臋 w tym samym czasie.
Ale t臋skni臋 za tob膮, Jenny.
Je艣li czegokolwiek potrzebujesz, jestem tu.
To tw贸j autobus. Okej.
Znam to.
To na zaj臋cia w szkole. Poka偶臋 j膮 dzieciom,
bo babcia czyta艂a j膮 tobie.
Moja ulubiona ksi膮偶ka.
Czas na ciebie.
Nie...
- Chc臋 ci powiedzie膰, 偶e ci臋 kocham. - Ja ciebie te偶, tato.
B臋d臋 tu na ciebie czeka艂.
Wiesz, 偶e to autobus szkolny, prawda?
Oczywi艣cie. Pani to Dorothy Harris, a ja jestem Forrest Gump.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.