Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KONIEC
Proszę mi!
Nie.
Mówi po polsku. Mówi, ale francuski.
A to wasza taksówka stoi tam w klombie? Tak jest, to mój wóz.
Dlaczego mi się pan tak przygląda?
Nie.
Gdzież ten twój Francuz? No był tu, no w widocznej gdzieś.
No mówię wam całkiem jak ten.
No.
Chodź no tu.
Bliżej.
Kuchnij. Nie no, też pan kierownik.
Jak rany. A wy moglibyście lepiej koni doglądać.
Krowy wam posać. Mówiłem przecież, że aeroplany ich by stracili. A tak, wy
zawsze znajdziecie jakieś wykręty.
A przynajmniej przeprosiliście tego Francuza. Nie, jak byśmy przyszli od
już go nie było. Tylko ta taksówka wstała w klombie.
A cóż to panna tak się zaśmiewa?
Podobno Francuz jakiś wam zginął. A ja wiem, gdzie on jest.
Pani Walewska.
No i z czym już to wasz pani tak się śmieją?
Ciszej, mówię.
Jak to, panie Szambelanie, przecież pani śmieje się prześlicznie. Nie, co mi to
właśnie będziesz na uchy prawił?
Ja bardzo przepraszam, pan nie ma prawa, panie Szambelanie.
Co to za monstra?
Przepraszam, nie rozumiem.
Prosimy za jeden.
Pozwoli pan, że się przedstawię.
Jestem Napoleon Weronczek.
Napoleon?
W Walewicach?
Przecież tutaj go nie ma.
Jak to mnie tutaj nie ma? No wiem, co mówię. Michel, gdzie teraz jest
Mówię, że w Poznańskim bojuje. No więc.
W takim razie...
Przepraszam, gdzie bojuje?
Co?
Gdzie bojuje?
W Poznańskim.
Uciekają. Kto ucieka?
Już ich nie widać.
Odwrotnie, Diorok.
Roznieśliśmy ich doszczętnie.
Wojna skończona.
Nigdy nie dopuszczę do tego, żeby żołnierze zapomnieli o swoim zawodzie.
razie możemy jechać do Warszawy.
Rozkaz, Sir.
Niech żyje cesarz!
Niech żyje cesarz!
Niech żyje!
Tak, sir. Podobno w Polsce jest wiele pięknych kobiet. Tak, sir.
Gdybyś spotkał coś zajmującego.
Zostajemy tu do wiosny.
Siadaj.
A czemuś to bać pani jeszcze nie gotowa?
Zawsze trzeba na ciebie czekać.
Myślałam, że się jeszcze nie gotów. Co powiedziała?
Że pan Szambelan jeszcze nie gotów. A ja nie gotów. Za dwa pacierze ma być
dobrodziejka gotowa do drogi. I proszę się nie spóźnić.
A nie swoją drogą, śliczną mam żonkę, co?
Tak,
rzeczywiście, pani Szambelanowa bardzo pasuje do pana Szambelana. Pasuje!
No myślę.
Tak, jak ja się cieszę, że jedziemy do tej Warszawy, a panienka?
A bo ja wiem.
Karnawał się zaczyna, będziemy się bawić, tańczyć.
Pan Szambelan nie tańczy. A kto mówi, że Szambelan?
Mało po eleganckich panów w Warszawie.
Proszę się, panienki, pan Porajski do nas jedzie.
Biegnij, zatrzymaj go przy wejściu. I co mam mu powiedzieć?
Powiedz, że jedziemy do Warszawy. I co jeszcze?
Nie wiem, niech mnie szuka w Warszawie.
No tak.
Znowu się stawy panu Szomelanowi zastawy.
Może pan szambelan zwołuje kilka łagodnych przysiadów.
Miszel, opowiedz nam, kochaciu, a po co my właściwie do tej Warszawy jedziemy?
Rodzina wzywa wnuka, będziemy swatać. Nie może być.
To ja mam wnuka?
Trzech, jaśnie pani, trzech.
Powiadać.
Możliwe.
Możliwe.
No już wcale dobrze, co?
Jestem gotowa.
A dokąd to się dobrodziejka wybiera?
Jak to dokąd?
Przecież kazałeś mi się ubrać.
Nigdzie nie jedziemy.
Nie jedziemy? Bardzo dobrze, bardzo się cieszę.
Chcesz witać się, żebym się przeziębił?
Gdzie jesteśmy?
W drodze.
A to widzę.
A ty dlaczego on się tak wlecze?
Ruszaj, noż wawiel!
Niech się tam!
Małpanie!
Zrodzi, durniu! Dawaj drogę!
Wjeżdżaj w prawo! Nie!
Ten łotr wyprawia. Dlaczego stoimy?
Czemu nie jedziemy?
Z drogi! Nie przeszkadzać! Konie dla cesarza!
Nie! Nie!
Nie! To nie żyje dużo.
Cesarz Napoleon.
Napoleon nie żyje. No to żyjesz tak.
Brażery by dowolewić.
Radź tego woźnicę.
Co on?
Pójdzie pod sąd.
Najśmiejszy panie. Dziurok, kto jest ta dama?
To pani ośmieliła się zajechać drogę cesarskiej korocy?
Słucham. Tak, ja.
Jak się nazywasz, panienko?
Maria Walewska.
Najśmiejszy panie. Piękne kwiaty wyrastają na tym śniegu.
Najśmiejszy pan?
Pamiętasz, Diorogiu Zechinę ostrzegała nas przed Polkami.
To chyba panu nie grozi.
Jednak dobrze, że nie jestem żonaty.
Dlaczego dobrze?
Nie ma cesarzowej, nie ma zazdrości.
Cesarza też nie ma.
Czyżby?
Monsieur Bérenger.
Napoléon.
Napoléon. Wie pan...
Mamy woźnicę, który ma na imię Aleksander.
No i co z tego?
Jeśli ma nazwisko macedoński, to by już coś było.
Pan przecież nie nazywa się Bonaparte.
Ale jednak na B.
Musiałem zmienić ze względów politycznych.
Rozumiem.
Zdumiewające. Co?
Bardzo jest pani podobna... Do kogo?
Do pewnej pięknej kobiety. Z Paryża? Nie, z Walewic. Z portretu. Nikt pani
nie mówił?
Wie pan, pan też jest podobny do pewnego portretu. Nie może być do prawdy.
Ale tylko zewnętrznie.
Więc ona tu mieszkała w tym pałacu. W tym samym. I tu w tym parku, gdzie teraz
jesteśmy, spacerowała z nim pod rękę.
Jak ci się podoba, moja droga, ta płacząca wierzba?
Brzoza. Brzoza? Brzoza. Czy nie uważasz, że jest piękna?
I tu na tej pachnącej łące spotkali się usta.
Jego tu nigdy nie było.
Nie było? Nie.
A ja nie mógłbym go zastąpić?
Spóźnił się pan trochę, tylko 160 lat.
O 160 lat się spóźniłem.
Boskie.
Czas wracać do rzeczywistości. Od kilku godzin powinienem być... Bardzo Pani
przepraszam. Nie zatrzymuję Pana.
A Pani... Właściwie, co Pan robi w Polsce?
Teraz?
Spóźniam się dzięki Pani Walewskiej na zjazd polonistów w Warszawie. Jestem
lektorem języka polskiego w Lille.
Zna Pan przepisy drogowe?
Oczywiście.
Gdzie kierowca powinien trzymać ręce podczas prowadzenia pojazdu
Niech pani rzuci to wszystko i jedzie za mną.
Szambelan zostanie w Walewicach i tak będzie zadowolony, że pozbył się
Nie zna pan przepisów.
Czas ucieka, życie jest tak czarujące.
Proszę stanąć.
Co pani robi?
Pan myśli, że Francuz w Polsce to może robić co chce. Gdzie się pan uczy
historii?
Ależ proszę się nie gniewać.
Ja właśnie chciałbym brać lekcję u pani, panno Marysiu.
Gdzie ja panią teraz znajdę?
Niech mnie pan szuka. Ale gdzie?
W historii? Nie, na historii. Uniweryk Warszawa. Do widzenia.
A Józefina ostrzegała nas przed Polkami.
Do widzenia, panienko.
Zostaw, bo mnie udulisz.
Co ty tu robisz?
Wracam do Legii z rozkazami.
Jak ty wyglądasz, biedaku?
Wojna. Będziesz w Warszawie?
Nie, ja pod Gdańsk do generała Dąbrowskiego. Ale to u ciebie.
Pokaż no mi się.
Siadaj nareszcie. Jak długo mam czekać?
Zaraz. Panicz, nasz pani najstary.
A to kto znowu?
Nie poznajesz?
Mój braw.
Porucznik Łączyński, do usług pana Szambelana.
Jeszcze porucznik? A kiedyż to wreszcie zostanie żwać pan kapitanem? Tak pan
Szambelan będzie marszałkiem Francji.
Długo czekać. Wsiadaj, jedziemy.
Siostrzyczko, nie masz trochę pieniędzy?
Chciałbym jakiś mundur, bo ten widzisz... Nie mam.
Może by nie go poprosić.
Daj, siostrzyczko.
Proszę jaśnie, pa.
Co się zdarza?
A to ty?
Czego chcesz?
Ubieramy się. Proszę jaśnie, pana.
Spokojnie, święty.
Spokojnie, śpiący.
Siostra oczekuje jaśnie pana z powitaniem Nowego Roku.
A to niech go sobie wita.
Mnie stary też wystarcza. Daj mi spokój.
Co to mamy dzisiaj?
Wieczór sylwestrowy, jaśpa.
A gdzie jesteśmy?
Po Warszawie. Gdzie, gdzie? W Warszawie, jaśnie panie.
A czemu nie w Walewicach?
Wnuka będziemy swatać, proszę jaśnie pana.
Jakiego znowu?
Wnuka. To ja mam wnuka?
Trzech, jaśnie panie.
No to co z tego?
To, że jaśnie pan idzie na wieczór sylwestrowy do księżnej siostry.
Powiedz no mi, Michel, czy ta wojna już się skończyła?
Nie wiem, jaśnie panie, mnie to nie interesuje.
Żołnierzy w mieście dużo.
Jakich żołnierzy?
Pruskich? Rosyjskich?
Francuskich, jaśnie panie. To przez tego Napoleona aż to lejdak.
Całą Europę zagarnął.
A czy to nam źle było?
Kiedy, jaśnie panie?
Za króla Stasia?
Ba, ba, ba.
Za króla Stasia.
Za moich czasów zimą się nie wojowalo.
A pan Szambelan był w armii? Co, co? W armii był, jaśnie pan? A nie, co to, to
nie, nie.
Ale miałem lepszy wzrok.
Czytałem gazety.
Tak, tak, tak.
A gdzie, jaśnie pani?
Jaśnie pani się przebiera. A to przebiera się, a to po co?
Na wieczór sylwestrowy, jaśnie panie. A to ja się na to zgodziłem?
Nie mieliśmy innego wyjścia, jaśnie panie. A dlaczegoś to kogaciu? Bo mamy
żonę.
Tak.
Michel, jesteś poszczelny. Nie musisz mi tego przypominać.
Proszę, jak się panienki? Pan Porajski przyjechał. Już jest? Proszę.
Proszę wybaczyć. Przybywa może nie w porę, ale przysłała mnie księżna
Wszyscy już czekają.
Nie poczuli się pan trudził. Właśnie za chwilę ujeżdżamy.
Chciałem panią zobaczyć wcześniej.
Jaka pani śliczna.
Czekam tylko na małżonka. Powinien być już gotów.
No, nie tak mocno udusisz mnie, bałwanie.
Albo, albo, jaśnie panie.
No jak, jaśnie panie?
No wcale, wcale.
Ile weźmie nam?
Najwyżej sześćdziesiąt, jaśnie panie. Ile?
Siedemdziesiąt. Doreń.
Idiotka.
Cóż jest to, Wadź Pani, taka wystrojona?
Przecież idziemy do bieżnej.
A to po co?
Jak to?
Urodzować Pani więcej, liczyć się ze mną.
Tańców nie znoszę.
Nie musisz tańczyć.
Tak, tylko przypatrywać się.
Jak mać pani klasa? Nic więcej nie powiem. Ej, nie trzeba.
A ten tam w stylu to co za jeden? Księżna siostra pana Szambelana
wstąpił i prosił. Nie trzeba.
Wracaj pan do księżnej i powiedz, że Szambelanowa chora. Chora. Nie
przyjedziemy.
To jakaś ty blada, słaba.
Porusz się, odpocząć trzeba.
To było to, a to to... No czego
chcesz?
Mam zaszczyt zameldować? Jego ekscelencja, pan de Talleyrand Perigord,
Beneventu i minister spraw zagranicznych jego cesarskiej mości.
No i co z tego?
Co? No nie rozumiesz.
Nie rozumiem. No powiedz, jadeś jego ekscelencja, pan de Talleyrand Perigord,
książę Beneventu i tak dalej. No i co? I co pan Talleyrand?
Ja to co?
Co? Co?
Nic nie robi. Idzie jeść pipla, czy co? Co?
Czekać. Czeka. Na co czeka? Gdzie czeka? Czeka w salonie, żeby go jasnie pan
przyjął. No, widzisz, jak chcesz, to umiesz wszystko jasno wytłumaczyć.
No, no.
Ech, palerał w salonie.
Durniu, nie mogłeś tego od razu powiedzieć.
Ja przez ciebie daję mu tak długo czekać. Dlaczego stoisz? Prowadź.
prędzej, wstęga. Pośpiesz się, nie marudź.
Poszedł, ale grał w szalone.
Widzą Francuzi, kto w Polsce się liczy. No, prędzej, prowadź.
Witamy, witamy pana ministra w naszych skromnych progach.
Jako przybysze stawiamy tu pierwsze kroki. A jak na pierwszy krok, to w
progi pan trafił. Panie ministrze, pochwalam ten wybór.
Mało znamy tu co znaczniejszych przedstawicieli tego pięknego kraju.
Wielki, wielki to honor. Dlatego może zostaniemy tu na dłużej. A bo mi się
trudno. To jeszcze chciałem powiedzieć, gość w dom, puk w dom.
Trzeba was jakoś urządzić. Znowu.
zagospodarować po tych Prusakach i Rosjanach. A pan Szambelan
na długo w Warszawie?
Jeśli trzeba będzie. Jeśli obowiązek każe. Trzeba będzie?
Tak. Chciałem... Trzeba być na stanowisku. Chciałem właśnie jutro
do Walewic, ale... Cesarz... Co proszę?
Cesarz?
Zapytywał dziś o pana.
Cesarz? Jaki cesarz?
Cesarz Napoleon.
A pan, panie Szambelanie, o jakim cesarzu myślał?
A nie, nie.
Wiem. Cesarz Napoleon.
Jakże to moja ulubiona postać polityczna.
Cesarz prosi pana o przybycie jutro na bal. W tym roku my otwieramy karnawał.
Zobało je słusznie.
Spodziewam się, że i pani Szambelanowa nie odmówi.
Abelanowa, panie, ona miałaby odmówić. Ileż tu razy chciałaby człowiek
posiedzieć sobie w domu, w cieple, w malewicach, a tu nie.
Pamiętam wczoraj... Przepraszam.
Ale cóż znowu?
Pozwól, pozwól, Marysiu, że ci przedstawię.
Pan minister Talleyrand, Talleyrand, w ciąży Beneventu. Pan Talleyrand, od
cesarza? Tym sam, łaskawa pani, cesarz. Zapraszam państwa na palę noworoczny.
Cesarz? Mam nadzieję, że pani Szambelonowa nie odmówi.
Jest mi bardzo przykro, ale źle się czuję i niestety nie będę... No ale
jutra? Obawiam się, że jutro będę czuła się jeszcze gorzej. Ale skądże, panie
ministrze? Zapewniam pana, że do jutra wszystko będzie dobrze.
Nieprawdaż, Mario?
Nie będzie.
Przecież sam mówiłeś, że jestem... Będzie, będzie.
Przyjmujemy z wdzięcznością laskawę zaproszenia. Dziękuję.
Mam honor pożegnać państwa.
Michel, odprowadź pana ministra.
Pani Szambelanowej życzę poprawy zdrowia.
Nawet nie umie się zachować.
Obraził się.
Na pewno obraził się. Opowie teraz cesarzowi, jak go przyjąłem.
Przed kwadransem sam mnie wysłałeś do łóżka.
Jak ty nic z tego nie rozumiesz? Przecież wracam do czynnej działalności
państwowej. Sam cesarz o mnie pyta.
Kto ci to powiedział?
To Lera.
Źle się powiada, czuję w towarzystwie tej świeżo upieczonej arystokracji.
Cesarz! Nie cisiasz, tylko talerą.
O, wracają, wracają stale.
Dobre czasy. No pokażemy tym wszystkim wybickim, pojadowskim,
dąbrowskim, kto w Polsce jest pierwszy.
I to dla pani Szambelanowej, panie Szambelanie. Postaw kwiaty i wyróżnij
Ładne mi tu sukcesy odnosisz, jak na pierwszy dzień pobytu w Warszawie.
Wracamy do Walewic. A cesarz? Cesarz, ty wrócisz, ja zostaję. Bardzo dobrze,
dobra.
Marysiu, poczekaj, to chodzisz.
Marszalek Girok zapowiada się z wizytą, a dla ciebie kwiaty.
Swoją drogą te Francuziki znają się na formach, jak rzadko kto, prawda?
Ej, Walecki idzie w górę, Talera, Dirok, a jutro może nawet sam
ten... Co?
Dusko, Michel.
Pa, Dusko. Michel!
Odprowadź mnie do sypialni. Jak przyjdzie marszałek Dirok, zawiadomisz.
Co się z wami dzieje? Czekamy przecież.
Rozumiem, mój kochany braciszek.
A teraz, kochanie, powiedz mi szalenie, mnie to interesuje. Podobno był wasz
taleran? Tak, był i wyszedł przed chwilą. A mój brat? Poszedł spać.
Biedne dziecko.
Żeby to było dziecko. Ja też nie o nim mówię, o tobie.
Więc jednak...
Jednak taleran był.
Anastaz robi karierę. Kto?
Mój małżonek mówi, że zakasuje Poniatowskiego i kogoś tam jeszcze.
Biedne dziecko.
Księża jest bardzo życzliwa.
Tym razem myślałam o szambelanie.
Nie rozumiem.
Przyjdzie czas, zrozumiesz.
No ale ja już muszę wracać do moich gości.
Szkoda, że nie przyszłaś.
Co to za kwiaty?
Duroc przysłał.
Marszałek Duroc?
Żartujesz?
Do prawdy?
Co to jest?
Moje ty niewiniątko. Chcesz, to ci przeczytam.
Nie, nie.
Proszę mi.
Tak.
Pura belma.
Napoléon. Prosić?
Pani Szambelenowa, mnie poznaje.
Znacie się już?
Miałem ten honor.
Przychodzę po odpowiedź.
Odpowiedź na co?
Na list.
Był jakiś list, ale do męża.
Ależ to... Ależ to nieporozumienie, to...
Czy nie widziała pani takiego małego liściku tutaj?
Jakiego liściku? Nie rozumiem. Skąd by się tam wziął?
Już sam go włożyłem.
Więc to pan pozwala sobie na takie żarty.
Nie ja, pani.
Cesarz.
Cesarz.
Zemdlałam. Wody. Wody.
Co robić?
Co ja...
Co ja powiem cesarzowi, że... Powie pan, że znowu ze szczęścia.
A tak, oczywiście.
Jutro i tak będzie na naszym balu.
Nie będzie.
Jak to? Pani musi?
Nie muszę.
Żartujesz chyba?
No i widzisz, droga siostro, co się u mnie dzieje. Mam honor powitać pana
Szambelana. Marszale, dyrok.
A przed chwilą w tym samym miejscu minister Tolerał.
A o co chodzi tym razem?
Właśnie pani Szambelanowa zasłabła, więc może lekarza? Nic nie szkodzi. Zaraz,
zaraz. Pan pozwoli. Musimy porozmawiać. Tego listu proszę nie brać zbyt serio.
Cesarz może niezbyt fortunnie się wyraził. Cesarz?
W jakim liście?
Albo cesarz?
Pisał do pana, ale potem zrezygnował. Postanowił wszystko wyjaśnić osobiście.
masz się rozumieć najlepiej w cztery oczy. A więc jutro na bal.
Kłopot jest tylko, że pani Szambelanowa zasłabła. Nic nie szkodzi.
Przyjdę sam.
A nie, tylko razem.
Etykieta. No już na etykiecie ja się znam najlepiej.
Do jutra pani Szambelanowa będzie zdrowa.
Nie pójdę na żaden bal.
Marysiu.
Cesarz się niecierpliwi.
Trzeba będzie zaczynać.
Mogę posłać żandarmów.
Żandarmów po jedną kobietę?
Przez jedną gęś tyle kłopotów. Przyjemność bez kłopotów nie jest
Ale dziwki mógłby sobie sprowadzać przez lokajów, a nie przez książąt.
Książąt?
A kogo pan ma na myśli?
Siebie.
Nie wiedziałem, że pan jesteś księciem.
Za to ja wiedziałem, że pan jesteś lokajem.
Tak, no wojskowi na wyższych stanowiskach to groźna rzecz.
Szamberan w prawie walewskim z małżonką.
Aha! Wyobraźcie sobie, ledwie ją namówiłam. Nie i nie. Taka oparta.
Ale prześlicznie wygląda.
Piękną stanowią parę. Właśnie.
Przepraszam bardzo, ale ja muszę jeszcze coś... Przepraszam.
Spójrz, ubrana się jak na odpust w Lowiczu.
Cóż chcesz, stary skąpy jak harpagon. Czy ona koniecznie musiała pójść za
Musiała, musiała.
No przecież nie mają dziecka.
Żartujesz chyba? Spójrz tylko na niego.
Widzisz? Mówiłem?
Mówiłem. Uprzedzałem, ale ty jak zawsze uparta.
Nieboszczka Ludwika wszystko co miała na siebie kładla.
Nie jestem nieboszczką Ludwiku. To szkoda.
Chciałabym powiedzieć szkoda, że nie bierzesz z niej przykładu. Nie miałam
przyjemności znać nieboszczki. A no, właśnie.
Wcale mi ludko wygląda.
Tylko co ona na siebie włożyła?
A wiesz, że to do niej nawet pasuje?
To zdrosła?
Podobno cesarz nie znosi bieli.
Podobno. A może to i właśnie dobrze?
Cesarz!
Dziurok.
Pośrodku sali.
W prawo.
W białej sukni.
Siro. Prezentacja.
Prezentacja.
Sambelan hrabia Walewski.
Pan byłeś tutaj szambelanym?
Byłem i jestem, sir.
Mianujecie i moim szambelanem. I nie zawiedziesz się na jaśniejszy, panie. A
wnuczka pańska?
Właściwie to żona, sir.
To prawda. A ileż pan ma lat?
Siąd dwa.
Mówiono, że osiemdziesiąt sześć.
Być może, Sir.
Być może.
Piękny wiek jak na polityka i małżonka.
Nareszcie jesteś.
Stoisz przede mną.
Nareszcie cię znalazłem.
Sukałem wszędzie.
Wiedziałem, że muszę cię odnaleźć.
Od pierwszej chwili, kiedy cię ujrzałem, nie mogę rozstać się z twoim widokiem.
A pan właściwie w jakiej sprawie?
Chciałem zatańczyć, panią.
Ta pani nie tańczy z obcymi. O, my się znamy od stu pięćdziesięciu lat.
Od stu pięćdziesięciu ośmiu.
Pięćdziesięciu ośmiu.
Co to za facet? To jakiś frantów, przechodzi tu codzień.
Frantów.
Czekaj, ja go załatwię.
Czy pan zna taki staropolski zwyczaj odbijany?
Nie.
Widzisz tam tego oficera?
Czy mogę panią prosić do kadryla?
Rozkazami do korpusu mortiera na Śląsk.
Teraz, natychmiast. Tak, sir.
Pozwolą się państwo powitać.
Poruczniku.
Muszę pana zmartwić. Jedzie pan zrozumieć do mortiera.
Teraz?
Polecenie cesarza.
Słyszałaś? Cesarz będzie tańczył z Anetką.
To co?
No, to klęska.
Pozwoli pani zaprosić się do kadryla?
Jurok.
Tego tam widzisz? Tak, Jurok. Do Gdańska, do Dawuta.
Tak, sir.
Tak jest, panie marszałku.
Daruję pana, ale już obiecałam.
Czy sądzi pani, że pozwolono by pani tańczyć w jakimś stopniu poniżej
Widzę tylko Ciebie.
Zdaje się, że nadepchnąłem pani na noga. Będzie to moją relikwią.
Tylko nie przechowuj jej w kościele.
Gotowa jestem złożyć ją na twoim ołtarzu, Sir.
Mam żonę w Paryżu.
Zepsułeś mi wszystko.
Nie daruję ci tego nigdy. Najjaśniejszy, panie, etykieta była. Ale mam w nosie
waszą etykietę.
Tego tam przy niej widzisz?
Widzę, sir. Natychmiast do Poznania.
On nie służy w wojsku, sir.
To do aresztu!
Idę. Przyszli mi taleronda. Muszę coś postanowić. Tak, sir.
Co ty wyprawiasz Mario?
Sandelan się niepokoi.
Proszę jaśnie panienki, pana Porajskiego Francuzi aresztowali.
Nie może być.
Nad czym to panowie radzicie?
Gdzie Marysia? Marysia śpi.
A powiedz mi, mój drogi, jak ty się czujesz po wczorajszym balu?
Bardzoś zmęczony? Ale szkodnie.
Widzisz, moja siostra, co się u mnie dzieje?
Cała Warszawa w moim salonie. A jak kluczą, jak przewąchują
politycy. A cóż ty na to? Ja nic.
ani mrą ropami z ust.
Zupełnie słusznie. Nie daj się nigdzie wciągnąć. Możesz, babnie, polegać z
Zresztą ja rozmawiam tylko z cesarzem.
Otóż to.
Wiesz co myślę?
Byłoby najlepiej, gdybyś nikomu nic nie mówiąc czmychnął sobie z salonu. A
wiesz? Ty masz spryt.
Niech sobie tu węszą. Niczego nie osiągną.
Bardzo mi się to podoba. Niech sobie przywąchują.
Niczego nie osiągnął.
Popowiem cesarzowi, jak ich podszedłem. Pęknie ze śmiechu.
Widziałaś, moja droga, minę Szambelana?
Czyżby się czegoś domyślał?
No jakże, po wczorajszym balu.
Zadowolona z kadryla w cesarze?
Marysia pewnie szczęśliwsza.
O, pewnie.
Pewnie.
A ja jestem z niej dumna.
Dziś kobieta potrafi osiągnąć wszystko.
Nie żyjemy w osiemnastym wieku.
Masoneria. Nie wypieram się moich poglądów.
Co do mnie, to jestem trochę zdziwiona.
To chyba to już nie wypada, żeby dama, bądź co, bądź towarzystwa, broniła się
krócej niż forteta w Lubece.
A księże Mila, podobno nie tylko Lubekę wziął pierwszym szturmem.
Zdaje się, że stoi u was na kwaterze.
Panie marszałku, dowiedziałam się, że aresztowano kuzyna pana Porajskiego.
co?
Kuzyna?
Aż ta sprawa zostanie natychmiast załatwiona.
Żandarmeria francuska jest na pani rozkaz.
Panie, nareszcie mamy prawdziwych fancików.
Większość pani już zdaje się uczyni na wybór.
A ty Marysiu?
Cóż ja mam przecież męża.
Nie bądź śmieszna. Jako panna nie mogłabyś zrobić ani kroku, a tak?
Masz nieograniczone możliwości.
Nie, ja tak nie potrafię.
A tylko jak?
No przecież małżeństwo.
Mówisz poważnie?
Proponował?
A rozwód?
A dwa rozwody?
Nie, ja tylko tak żartowałam.
Masz tobie.
A już myślałam, że mi serce z piersi wyskoczy.
Wyobrażacie sobie, moje panie, jakby wtedy poszła w górę nasza biedna
Ojczyzna?
A tak, Marii.
Ojczyzna.
Zanieście do mego boku.
Widziałaś mi nie tych zazdrośnic?
Nie masz pojęcia, jak ja się cieszę.
Bardzo piękny.
To przecież fortuna. W czapku się urodziłaś, Marysiu.
Chociaż muszę ci powiedzieć w zaufaniu, że z tą ojczyzną to one mają rację. Tak,
księżna, pewnie ci. No bo zatanów się tylko.
Legendarny płatka Europy i... No nie gniewaj się, Marysia Złączyński.
Nieprawdopodobne.
Cudownie ci w niej będzie.
I pomyśleć, że te kwiaty, klejnoty, to wszystko... A właściwie to chodzi tylko
o...
Dokąd oni to niosą? Do zamku!
Wybacz, ale zapytam wprost. Jak to się stało?
Jak to było możliwe, że... Że co?
Że odmówiłaś samemu cesarzowi.
Czy źle zrobiłam?
Źle? Nie wiem.
Postąpiłaś tak, jak ci serce dyktuje.
Tego nie wiem.
Widzisz, moja śliczna Marysiu, tylko my kobiety wiemy, ile trzeba poświęceń,
wyrzeczeń.
Tak, chyba dobrze zrobiłaś.
Tylko widzisz, moja miła, może warto się czasem zastanowić. Nad czym?
Nad tym, jakie to będzie miało skutki.
Już to słyszałam.
Ojczyzna.
Właśnie.
Proszę jaśnie, panienki.
Przynieśli przed chwilą.
On także już wie ojczyść.
Słucham ja się, panienki. To nie do ciebie.
Zawoń mi, Tomasz.
Ojczyzna twoja droższą mi będzie, gdy zlitujesz się nad moim biednym sercem.
Enna.
No i co ty na to?
Co on sobie wyobraża? To niesłychanie. Ja na to nie pozwolę. Nie przerywaj. To
nie moja wina. No pewnie, pewnie, ale ty jeszcze nie wiesz o co chodzi.
Wiem niestety.
Więc wiedziałaś i nic nie mówisz?
Jakże bym śmiała ci powiedzieć.
Zbyteczna troskliwość.
Toż to wściecie. Można taki afront.
Taka konfuzja.
Dlaczego nie mój wnuk? Co twój wnuk? No pytam, dlaczego adiutantem sztabu
głównego został mianowany ten Obdartus, ten Utracius, ten... Jaki
Obdartus? Twój brat.
Drzwi są otwarte, wprawdzono.
Został, dobrze.
Możesz iść.
Kto tu?
Cicho!
Co ty tu robisz?
Co i za jeden?
No?
Gadaj, ktoś ty.
To raczej ty mi powie, kim jesteś. O, cóż to za maniery.
Przychodzi taki po nocy do cudzego domu, bez zaproszenia i jeszcze się mnie
pytać, kim ja jestem.
Dobre sobie.
A możesz być złodziej.
Pójdę zawołać służbę. Nie, powiem.
Jestem ponaparty.
A z zawodu?
Cesarz.
No co, nie wyglądam?
No pewnie, że nie.
Słuchaj no, czy ty czasem trochę nie tego, nie?
Czego tu chcesz?
Przyszedłem do pani Walewskiej. To ja jestem panią Szambelanową -Walewską. O!
Czy mogę usiąść?
Jego cesarska wielmożność.
Niech siada.
No i?
Co słychać w polityce?
Nic dobrego. No pewnie. Co może być dobrego w polityce?
A jak się rządzi?
Średnio.
A co u pani Szambelanowej? Jak zdrowie męża?
Dziękuję. Coraz gorzej.
Pani Szambelanowa zażywa.
Wasza cesarska mość?
Wybacz, maja, ale nie mogłem dłużej czekać.
Każda minuta bez ciebie jest dla mnie męką nie do zniesienia. Kocham cię.
Cesarz Napoleon Bonaparte w roli romantycznego kochanka zakrada się do
domu.
Co za bzdura. A właśnie, że tak było.
Masz bujną fantazję.
I wtedy ona zadrżała, wydała lekki okrzyk.
A potem zarzuciłam o ręce na szyję.
Kocham cię!
Krzyknął na cały dom. Kocham!
Kocham. Nie krzycz tak.
Ciotka usłyszy. Jaka ciotka? Moja ciotka.
Jakżeż można mieszkać z ciotką? Można. Myślałem, że mnie zaprosisz na herbatę.
ona go poczęstowała herbatą i ciastkami.
Nie masz zielonego pojęcia o historii własnego kraju. Idź spać. Dlaczego?
Ledwie stoję na nogach.
No to idź już.
Zaraz idę.
Dlaczego zaraz? Szkoda czasu.
Pewnie, że szkoda.
Do widzenia.
Do widzenia.
Jesteś tam jeszcze?
Nie.
Musimy porozmawiać poważnie. Nie można w nieskończoność bawić się w ciuciu
babka. Muszę wiedzieć, czy ty...
Czy mam wyjechać?
Marysia!
Czekam jutro wieczorem. Jeżeli nie przyjdziesz, wyjeżdżam.
Jaka będzie odpowiedź? Nie będzie żadnej odpowiedzi, panie marszałku.
A jednak czekamy na panią jutro wieczorem. Mam honor pożegnać panią
A na raz wdywać ją do siebie.
Powiada mi księżna, się oskarżować, znowu jakieś kumory pokazujesz.
Zostaliśmy zaproszeni do zamku przez samego cesarza i trzeba iść bez gadania.
Zresztą etiketa wymaga. Jestem szambelanem jego cesarskiej mości. Ja
prostu do pracy.
Ty tam wcale nie idziesz. Jak to ja nie idę?
Zaproszona zostałam tylko ja. Ty?
Oto dobre, ty sama?
Osobiście?
Osobiście, Anastazy. Nie, coś takiego.
Mówisz jak dziecko.
Powinieneś wiedzieć, że są takie sytuacje, które... Aha, czy to sprawa
polityczna? Oczywiście.
Ale ja na to nie pozwolę.
Nie musisz, ja sama tam nie chcę iść i nie pójdę.
Anastazy! I ty jej na to pozwolisz? Nie, nie pozwalam. Marsz do zamku!
Stój! Dokąd idzie?
Anastazy!
Jak ty służysz swojemu cesarzowi?
Całą swoją osobą.
Mam zaszczyt zameldować? Jego ekscelencja, pan de Talleyrand, książe
Nie zawracaj głowy, nie porad roznażanty.
Pan minister chce kapsalonię.
To nie brał. Szalone durniu, dlaczego od razu w razie nie meldujesz?
Gdzie moja wstęga? Wstęga!
Wstęga! Ruszaj się, niebo!
Wstęga! Prędzej, nie marudź!
Chciałem jeszcze zameldować jaśnie panu i to, że mamy klok w salonie. Jaki znowu
klok? Co ty gadasz? Mamy gość. Skąd się wzięliście? Jechali razem z jego
ekscelencją.
Anastazy, zastanów się. A może polityczny będzie przyjąć jego
tutaj, na osobności? Nie, nie, nie.
A wiesz, masz rację.
na osobności.
Cesarz znów dziś wspomina o panu. To prawda?
I co już mówił? Dobrze, bardzo dobrze.
I o czym to jego cesarska mość raczył mówić?
A nie wystarczy panu Szambelanie to, co powiedziałem.
Ale polityk z księcia. To moja specjalność.
A gdzież to piękna pani Szambelanowa?
Marysia? Zapewne jest u siebie.
Ale jutro wieczorem nie będzie u siebie.
To prawda?
Przeciwnie. Jutro wieczorem będzie u siebie.
Przepraszam, nie dosłyszałem.
Powiedziałam, będzie u siebie.
Kobieta często mówi nie, kiedy myśli tak.
Polityk mówi tak, kiedy myśli nie.
A jeżeli się nie myśli, kiedy się mówi?
Ludzie, którzy nie myślą, w ogóle nie powinni zabierać głosu.
Zaraz, zaraz, ale ja jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa, więc
krótko, nie.
Przepraszam, nie dosłyszałem.
Nie odmawiam. Nie odmawiam swego udziału w rządzie, ale z nikim nie chcę się
dzielić. Wojsko oddam Poniatowskiemu, bo się na tym nie znam, ale tych
Jakobinów, tych różnych, tych, tych, nie dopuszczę.
No i jak?
Osiągnąłeś coś, książe?
Wielki uzyskalibyśmy postęp, gdyby wreszcie... Racja.
Racja, tylko nie wiem, do czego ważność prowadzisz.
Taka niecodzienna okazja marnuje się przez upór.
Zdalne prywata.
Rzeczpospolito, ty! Ja bym się tam nie wahał. A tym bardziej ja.
Taka szkoda, że to nie padło na panią.
A mówiliście jej o ojczyźnie?
No, tyle tylko ile same wiemy. No i?
Była trochę wzruszona, ale jakoś jej to nie wzięło.
Mamy termin do jutra. Co robić?
A wiecie, moi drodzy, co wam powiem? Ja mam pewne wątpliwości. Jakie mogą być tu
wątpliwości? Sprawa jest jasna. Ale jakoś to wszystko nieładnie. Żona
Przesądy. Przesądy nie pierwszy to raz kobieta u boku błag. Gdzie Pepi?
Książę powinien porozmawiać z Szambelanem.
Ta sprawa mnie nie interesuje.
Nikt nie potrafi tak z kobietami, jedynie książę. Nie podejść, oczarować.
Podejść, oczarować?
To przywilej pięknych kobiet, któż zdoła im się oprzeć.
Spróbuję.
Słuchaj, no siostro, czy ten Pepi nie za wiele sobie pozwala? O czym mówisz? No
poszedł do Maryjski.
Anastazy, czy ty nie jesteś zmęczony?
Poszedłbyś się zdrzemnąć. Byłoby to bardzo polityczne. Co zdrzemnąć się w
chwili?
Pani Sandelanowej nie ma.
Wyglądasz prześlicznie.
Bądź rozsądna. Będę rozsądna. Proszę.
Charefa dajechała.
Dziękuję.
Marysiu, wstąpisz jeszcze na chwilę do salonu. Po co?
Czeka cię krótka rozmowa.
Wybacz nam, córko.
Wiek nas upoważnia do... Każdy z nas mógłby być
twoim ojcem albo dziadkiem.
Pomówmy otwarcie.
Obowiązkiem kobiety jest służyć mężczyźnie.
Na tobie, ty jedna spośród wszystkich kobiet naszego
biednego kraju.
Masz do spełnienia obowiązek wobec człowieka, od którego zależy nasz los.
Ciebie wybrał władca Europy, a ty... Ty...
winnaś... Rozumiem. Jestem gotowa to zrobić.
Jesteś dzielną kobietą i patriotką.
A teraz najważniejsze.
Za to twoje... Kiedy już
dojdzie do tego,
że on... Weźmie mnie w ramiona.
Zapytaj. O co mam pytać?
Zapytaj wprost, bez ogródek. A Polska?
A Polska?
I to wszystko?
Tak, to wszystko.
I co dalej?
Resztę ci już hrabina wytłumaczy.
Stać! Panianki do kogo? Do pana marszałka Giroka. Teraz nie chcą godziny
przyjęć. Pan marszałek nic panu nie mówił?
A panienki nie za wysoką jeżą?
O co chodzi?
Panie oficerze, tu się znieważa kobiety.
Kobiety nie przychodzą o tej porze, aby im składał hołdy.
Pan marszałek nie wydał panu odpowiednich rozkazów?
A, to panie Dodiuroka.
Przepraszam, proszę za mną.
Brawo kapitanie, skąd pan wytrwatnął te damunki?
To dla małego kaprala.
Obie?
Zechcą Panie zaczekać.
Zostaną Panie przyjęte przez Pana Konstanta.
Życzę miłej zabawy.
Kto to jest ten Konstant?
Zaufany lokaj cesarza.
On ma nas przyjmować?
Uspokój się, więcej on może od niejednego ministra.
Cieszę się, że jest Pani o mnie dobrego zdania, hrabina.
A, to Pan.
To dobrze.
Czy marszałek i rok tu będzie?
U nas każdy ma swój zakres obowiązków.
Jaka miła buzia.
Proszę zachować swoje uwagi dla siebie.
Ze mną nie warto być w niezgodzie, pani Szambelanowo.
Kto wie, będziemy się może jeszcze widywać.
Tym bardziej, Marysiu.
Gdzie cesarz niech pan prowadzi?
Pani zostanie tutaj, hrebiną.
Proszę za mną.
To niech czeka do stóp jarunek.
Cesarz bardzo przeprasza i prosi o cierpliwość i sprawy państwowe. Pani
Szambelanowa rozumie.
Zaczekam. Bryć mi z oczu! Nie mogę już na ciebie patrzeć, durniu jadań!
Najjaśniejszy panie, to nie moja wina. Milczeć, Stanisława!
Przestań!
Trzeba czasem ulec humorowi cesarza, nieprawdaż?
Spodziewam się, że panowie zachowają ten drobny incydent w sekrecie.
Witam. Panią Szambelanową, niestety cesarz dziś jest w niezbyt dobrym
Widziałam. Właśnie.
Miła dziewczyna, jak uważasz?
Różne to się widziało, ale to niedługo potrwa. Co ty tam wiesz, Constan?
Przede wszystkim nie Constan, ale panie Constan.
A po drugie, on nie jest zdolny do prawdziwego uczucia. On kocha tylko mnie
starą Gwadię.
Czyżby? A to dlaczego?
Bo on się nas boi.
Panie marszałku, proszę mnie odesłać do domu.
Niestety to niemożliwe, łaskawa pani.
Stój tu, stópio! No bośmielił się!
Zamknij drzwi.
Siadaj!
Siadaj!
Czelej!
A, jesteś tutaj.
Jestem, sir.
To dobrze.
Pokaż się.
Zapracowany jestem.
Nie bój się.
Nie boję się, sir.
I do świecy.
Jest to jedno.
Najjaśniejszy panie.
Proszę.
Listy z Paryża, najjaśniejszy panie.
Dawaj.
Dawaj, Pietro.
Możesz odejść.
Zgaś świecę.
Najjaśniejszy panie.
Miałam cię zapytać. A Polska?
Cicho bądź. Kocham cię.
Wymyśl coś nowego. Nie chce mi się nic wymyślać. Kocham cię, rozumiesz?
Nie krzycz tak, ludzie patrzą. Niech patrzą, nic mnie to nie obchodzi.
Kocham cię.
Ach tak, rozumiem. Ale poza tym czujesz się dobrze, prawda?
Nie doprowadzaj mnie do ostateczności. Wszystko ma swoje granice.
Tak, to już wolę. Teraz bardziej mi się podobasz. Tylko błagam cię, nie zgrzytaj
zębami.
Przepraszam cię na chwilę.
Co ta dziewczyna ze mną wyrabia? Co ja mam robić na miłość boską?
Oćwiczyć.
Przepraszam. Czy jego cesarska mości do mnie? Oczywiście, że do ciebie, mój
rodaku.
Oćwiczyć? Tak.
Przecież to kobieta, najjaśniejszy panie.
Pytałeś mnie o radę, więc ci mówię. Bierz przykład ze mnie.
Cyr, ty miałeś dwór.
Armię, mundury, armaty.
Przede wszystkim byłem mężczyzną. Kobiety za mną szalały.
Ja także jestem mężczyzną, ale oćwiczyć?
Teraz są inne czasy, najjaśniejszy pań. Dosyć tego mazgajstwa. Kompromitujesz
Francję. Najjaśniejszy pań. Milczeć!
Już ja bym sobie poradził z tą twoją epoką.
To mamy szczęście. A to dlaczego?
Mamy szczęście, że możemy sobie radzić bez ciebie, najjaśniejszy panie.
Boże, jesteś bezczelny.
Nie chcę cię znać i nie odezwę się do ciebie już nigdy.
Trudno, jakoś to będzie.
Na pewno jakoś to będzie, ale jak?
Głowa rozpalona, masz gorączkę.
Z kim rozmawiałeś? A ty? Widziałem już gdzieś tego pana. Kto to jest?
Kolega z uniwerku. Umówiłaś się z nim tutaj?
Znowu zaczynasz. Nie zaczynam, a kończę.
Żegnam panią.
Zupełny idiota.
Jak ja dzisiaj samia.
Opowiedz. Kiedy się wstydzę.
To powiedz przynajmniej, kto ci się śnił?
Kiedy właśnie tego nie mogę panience powiedzieć.
Ja chyba nie śnię dziś. O, gdzieś bym śmiała.
Śnił mi się panicz Porajs.
Ach, panienko, jak on mi się podobał. No to ci wolno. Ale powiedz, dlaczego ty
mnie uparcie stale nazywasz panienką? Przecież mam męża. Którego?
Szambelana?
Jej, co to za mąż. I ten...
Też jakiś taki... To nie po chrześcijańsku. To nie twoja sprawa.
Gdybym nie ja, dawno by panienka goła po kwaterze latała. Prezentów żadnych nie
przyjmuje. Kocham go.
Kochasz. Kochać można, ale co z tego?
Ożenić to on się z nami nie ożeni. Tak myślisz?
Panienko, niech go panienka namówi.
On z tą swoją... No jakże jej tam...
Tą cesarzową. Nie ma dzieci. A pewnie chciałby mieć.
A może panienka mu co przyniesie?
Wstydź się. Co ty wygadujesz?
Następcy tronu potrzebujemy.
Przygotuj do śniadania.
Zawsze to samo.
Ludzi panienka nie widuje. Nikogo nie dopuszczają.
Żyjemy tu tak okryjony. Nikt tu nikogo nie widzi. A to źle.
Powinien się nareszcie zdecydować.
Przestań.
Co mamy na dzisiaj?
Na dzisiaj?
Aha.
Pan senator prosił, żeby mu cesarz zwrócił wieś na Pomorzu, co mu ją
zabrali. I co jeszcze?
Jeszcze... Ujku, zapomniałam.
Jak mogłaś? Kraj potrzebuje pomocy, a ty zapominasz... Już wiem, już. Te sumy...
No, ba... Bajońskie. No, no, no właśnie.
Żeby trochę opuścił. I co jeszcze?
No i pytali z Warszawy, co z tą Polską.
Będzie czy nie będzie, bo się już doczekać nie mogli.
Kocham cię.
Poruczniku!
Gdzie tu jest sztab główny? Na zamku.
Daleko stąd? Na drugim końcu miasta.
Tylko tam teraz nie ma po co jeździć o tej porze.
Mam ważne papiery.
Wieczorem nie wojujemy.
Nie wiecie, dostanę tu jakąś kwaterę?
W tym obozie?
Niemożliwe. Zamiast przejść naprzód, wykorzystać okazję, to on urządza
pod jej oknami.
Bóg wojny ma czułe serduszko francuskiego mieszczucha.
Powiedz się mi, czym ona go tak wzięła?
Pani Waleska?
To piękna kobieta. Sam bym ją...
Coś ty powiedział?
Czego chcesz?
Czekaj tu! Zobaczcie!
Pamiętaj się.
No cóż to, panie oficerze?
Tłuszcz się obleciał?
Odejdź. Pan wybaczy, pułkowniku. Ten oficer nie wiedział, że... Pozwoli pan.
W moim i w jego imieniu przepraszam.
Aresnować!
Obrat Walewski.
Sekcja, odmażerować!
Co to wszystko ma znaczyć?
Nie złość się, wszystko ci wyjaśnię.
O co gramy?
Czy ja wiem?
Może o jakieś królestwo?
Ejże, a gdybym ja wygrał?
Wasza cesarska mość może za mnie zapłacić.
Wszędzie i za wszystko płacę.
Nigdy niczego nie chciałam.
Tak? A te nominacje, gratyfikacje, te rozmaite wasze polskie sprawy, to co?
To nie dla siebie, Sir.
To moja lewa.
Nie, Sir, moja.
Widziałam dzisiaj defiladę.
Widziałasz? No i jak to? Widziałasz moich szponeżek?
Nie.
Jak to?
Z tego okna niewiele można zobaczyć. Można zobaczyć wszystko, co się chce
widzieć. Wspaniały pułk, co? Widziałaś?
Nie.
Dlaczego?
Patrzyłam tylko na ciebie. Byłeś wspaniały.
Wygrałem! Nie.
Ja wygrałam, mój król. Proszę.
to idzie jak mumie.
Co to za bałwan?
Mój brat.
A ten drugi?
Polak, oficer.
Znam go od dziecka.
Konstant!
Ktoś miał ich tutaj wpuścić. Kto stoi na warcie?
Do aresztu!
A tego zabrać, zdegradować i oćwiczyć.
Najjaśniejsze panie, nie rób tego.
Szarża, porucznik drugiego pułku UAN -ów.
Dostaniesz awans na rotmistrza i pójdziesz na front.
Odmaszerować.
Widzisz, jak się rządzi?
Żebyście wy tak umieli.
Nagradzać i karać.
Podnosić i poniżać. Awans i na front.
No. Czego chcesz?
Co to jest?
Raport generała Dąbrowskiego, najjaśniejszy panie. Dlaczego się od
meldował?
Wybacz, Paweł.
To ja... tak zostałem, pułko, nie wiem.
Nie jesteś zadowolony?
Przebaczam ci.
Nie wiesz, co czynsz.
Ja to wszystko nie dla siebie.
A poza tym on mnie kocha.
Cesarz! Ciebie!
A ty?
Służę ojczyźnie.
Ty... U nas w armii służy się ojczyźnie własnym ciałem. Rozumiesz?
A cóż ja robię innego?
Służę ojczyźnie.
Tak mogłeś do tego dopuścić?
Kocham go.
Cóż mogłem na to poradzić?
Widać tak musi być.
Skąd ten umiór?
Chciałem być bliżej niej. Myślałem, że się może na coś przydam.
No to nie ma rady.
Nie ma rady.
Nie chciała Niemca.
Co się stało?
Jesteś najpotężniejszym z władców świata.
Kocham cię.
Tylko dlaczego tak fałszujesz?
Wszyscy zawsze mówili, że ładnie śpiewam. Tak?
Możliwe. Ale powiedz mi, dlaczego ta wasza banda nie chciała Niemca?
Bo my wolimy Francuzów.
Najjaśniejsze, panie.
Najjaśniejsze, panie.
Przyjechali parlamentariusze króla Pruskiego.
No, nareszcie. Kto przyjechał?
Raczyła do nas przybyć sama królowa Ludwika. Po prawdy?
No cóż w tym takiego dziwnego?
To chyba jakaś pomyłka.
Owszem, królowa Ludwika była, ale nie w Ostródzie, tylko w Tyldzi, to w kilka
miesięcy potem.
Zupełnie nieźle prowadzisz.
Nie wykręcaj się. No więc mam rację z tą Ludwiką?
Tak, rzeczywiście.
Ludwika była jako parlamentariuszka w tym.
No tak.
Nie, nie, nie, nie, nie.
Żądam kapitulacji bezwzględnej.
Sam jesteś królem, najjaśniejszy panie. Nie możesz więc unicestwiać królów.
To godziłoby w samą ideę panowania.
Jestem cesarzem i mogę robić, co chcę.
Kapitulacja bezwzględna.
Losy Królestwa Pruskiego chcę mieć w swoich rękach.
Czy losy Królowej Prus także?
Jak mam to rozumieć?
Musisz zrozumieć, Sir, że pod tym względem nie mamy doświadczenia.
Pierwszy raz zdarza mi się kapitulować tak bezwarunkowo.
Muszę się nad tym zastanowić.
Mam nadzieję, że wasza królewska mość zostanie u nas do jutra. A rzeczywiście
jesteś bezwzględny, Sir.
Najświeższy panie, może zmienimy warunki kapitulacji na częściowe?
Czego chcesz? No odeślij ją do męża, Sir, inaczej przegramy tę wojnę.
już ją wygrali, teraz na nas kolej.
Pruscy nie zawiodą się na wspaniałą myślności zwycięzcy.
Czy królowa Prus także?
Szczegóły omówimy później.
No i przegraliśmy wojnę.
Od razu widać, książe, że nie jest pan żołnierzem.
Na szczęście nie.
A niestety nie jestem również piękną kobietą.
Zrobię coś dla ciebie.
Dostaniesz wreszcie to swoje księstwo warszawskie. Dobrze będzie?
Księstwo?
Zawsze mieliśmy króla.
No to co to się zmieni?
Czy dać to na ścianę? Nie, tu.
Księstwo warszawskie. Więcej nie mogę. Bóg mi świadkiem.
Cóż ty sobie wyobrażasz, że ja sobie wszystkich ściągę na głowę? Dajże pokój.
Świat nie kończy się na Mazowszu. A Galicja?
Polska bez Krakowa? Przecież to niemożliwe.
Więcej nie mogę. Na razie księstwo warszawskie musi ci wystarczyć.
A ja wybiorę się do Indii.
Pokażemy tym Anglikom, gdzie raki zimują.
Miałeś mi pomóc zwijać wełnę. Albo do Ameryki. Tam jest złoto. Trzeba mi
żołnierzy.
Miałeś mi pomóc zwijać wełnę.
A właśnie.
Słuchaj.
Polacy dają mi za mało żołnierzy.
Jak to, sir?
Przecież wszyscy poszli do wojska. A właśnie, że nie wszyscy.
Należy mi się wasza wdzięczność.
Kto stąd przepędził krucaków?
Polacy liczą tylko na ciebie, sir.
Otóż to liczą. Polacy nie powinni liczyć. Ja mam własnych ekonomistów.
No już dobrze, dobrze.
Co będę mógł, to dam.
Ale przede wszystkim jestem cesarzem Francuzów.
Gdzie mamy tu Francję? A, nieduża.
Ale jednak.
Tutaj się urodziłem.
Korsyka.
Już prawie zapomniałem.
O mnie też już niedługo zapomnisz.
Ależ Marysiu, cóż ja bym robił bez ciebie.
Z nikim się tak dobrze nie rozmawia o polityce.
O czym myślisz?
Wasza cesarska mość.
Muszę ci coś powiedzieć.
Nie mów do mnie wasza cesarska mość. Przy tobie chcę o tym zapomnieć.
Wasza cesarska mość?
Będę miała dziecko.
To chyba jakaś pomyłka.
Najjaśniejszy panie.
No i pomyliłaś się, widzisz?
Ładnie was uczą historii. Dziecko w tylży?
Przecież ono urodziło się trzy lata później.
To wiem lepiej od ciebie. Ta rozmowa odbyła się w pałacu w Schönbrunnie po
kapitulacji Austrii w 1809 roku. No widzisz. Wtedy powiedziała wasza
mość.
Będę miała dziecko.
I co będzie?
Dobrze będzie.
Jeżeli to będzie syn, zostanie hrabią. Dam mu majątek w Neapolu
trzydzieści. Nie, pięćdziesiąt tysięcy rocznie. Dobrze będzie?
A jak się będzie nazywał?
Walewski, hrabia Walewski.
A co będzie ze mną?
Dobrze będzie. Urodzisz go w Walewicach.
Będzie się nazywał Hrabia Walewski.
Co?
A potem zobaczymy.
Wio! Wio!
Prędzej! Cóż to za uroczy bobasek. Udał ci się. A poza tym bardzo.
Ale to bardzo przypomina mnie... Ale Anastazy jest przy tym jakiś
Nie uważasz? Przecież każdy inny na jego miejscu... Anastazy służy lojalnie jego
cesarskiej mości.
O, niestety, jego cesarską mością twój syn już nie jest, moja droga. Francja ma
prawowitego następcę tron. Tak, to nie ma żadnego znaczenia.
Nie ma?
O, ma!
Nie potrafiłaś w odpowiednim czasie wykorzystać się tu? I tak księża sądzi?
Dlaczego nie idziesz do Paryża? Cesarz pewnie chciałby zobaczyć małego.
Nie czas teraz na wyjazdy, muszę być tutaj. Czy pani hradina przewiduje
zmiany w rządzie?
Może. A czy wybrane są pod uwagę jakieś zmiany terytorialne?
Zobaczymy, ale poza tym sądzę, że na ostatnie zmiany terytorialne nie możecie
się chyba panowie uskarżać.
Skąd? Jesteśmy bardzo wdzięczni, zwłaszcza za Galicję.
Gdyby coś trzeba było jeszcze takiego załatwić, to proszę, słucham. A właśnie,
co pani, hrabino, sądzi o naszych dawnych wschodnich prowincjach?
Sądzę, że dobrze by byłoby teraz właśnie uderzyć na wschód. Wtedy nasze
wschodnie prowincje...
Potaram się to załatwić.
Zrobię wszystko, co w mojej mocy, panowie.
Proszę się, panienki, żołnierze. Pan Porajski prowadzi.
Proszę.
Witam, panie poruczniku.
Rotmistrzu.
Jakie nowiny?
Mam zaszczyt zawiadomić państwa, że wyruszamy na wschód.
Cesarz postanowił uderzyć na Rosję. Czy mogę prosić o odrobinę wody?
A cesarz?
Jedzie przez Łowicz, będzie tu niebawem.
Ależ z panią krabiną świetnie się pracuje.
Zaledwie zdążyliśmy pomyśleć o wschodnich prowincjach, a już... Nasza
nieoceniona dobrodziejko.
Jedźmy na spod...
Czas już położyć małego.
Jeszcze wcześniej.
Cesarz ominął owiecz i pojechał dalej.
Jesteś tutaj, jakże się cieszę.
Czekałem dwie godziny.
Czy wciąż za mnie mama? Nie przeszkadzaj sobie.
To może ja raczej przeszkadzam? Przecież ciebie wcale tu nie ma.
Dzwoniłam do hotelu, powiedzieli, że wyjechałeś.
Dzwoniłeś?
Nic ważnego, chciałam się tylko dowiedzieć, jak jest po francusku nędzny
podrywacz.
A ja chciałbym się zapytać, jak się nazywa po polsku osoba, która wrzeka,
obiecuje, a potem nic z tego nie wychodzi?
Napoleon. Po prostu Napoleon.
Rozumiem, chcesz mnie zgłębić, ale nasza historia się jeszcze nie skończyła.
Przerwaliśmy ją w połowie. A co było dalej?
Chciałam ci tego zaoszczędzić, ale jeżeli bardzo chcesz, to możemy.
Proszę bardzo, bardzo proszę.
Więc potem było traszliwe lanie, powrót spod Moskwy.
I znowu lanie. Wystarczy?
Dziękuję, wystarczy.
Proszę, wina dla wszystkich.
Dziewczęta, bawimy się na złość tej smutnej pani.
A, witaj młodzieńce. Odbijany?
Nie, chciałem zamienić z panem kilka słów. A później nie można? Później nie
można. Może wypijemy? Nie, chodźmy, to długo nie potrwa, proszę.
Dokąd oni... Pojęcia nie mam.
Wracam z pod Moskwy.
Voilà.
Straszliwa klęska.
Może ty mi powiesz, co się ze mną dzieje?
Imi ojcice, a toż to ten Francuz, co ty już raz... Tak, wujo, przecież ci
mówiłam. Znowu mi się w klomp wpakował.
To nie on. A kto?
Ja. To on cię tak nauczył?
Chyba tak. Słychać, co ty sobie myślisz?
Zwozisz mi tu jakichś obcych ludzi, w dodatku zalanych?
Zapaskudzi mi to samo, Walewice. Ja się na to nie zgadzam. To nie hotel dla
piaków. Ale ja kocham tego pijaka.
Zwariowanaś? Co?
Podejdźcie, nie ujabłaś. Siedź spokojnie. Dość mam swoich zmartwychwst.
Wykluczone. Jesteś sprężny pijak. Jestem.
Nienawidzę cię. Nic nie szkodzi.
Prawo, to rozumiem. To proszę.
Francja będzie z ciebie dumna.
No po co zaraz cała Francja? Ty mi wystarczysz.
Do kogo ty mówisz?
Jestem z niego na p... Naprawdę zadowolony.
Ona będzie naprawdę szczęśliwa.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.