Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Maria Antonina jest królową od dziesięciu lat.
Wywiązała się ze swego obowiązku, urodziła następcę tronu.
Zdobyła serca prostego ludu.
Ma jednak potężnych wrogów w Wersalu i w Paryżu.
Czeka ją śmiertelny bój w obronie swego dobrego imienia.
Rok 1783, Paryż, jedna z najsroższych zim w dziejach Francji.
Patrz, kolejna królewska para!
Lud wznosi twoim rodzicom posągi w podzięce za ich dobroć.
Zdobią cały kraj.
Tylko brakuje księżniczek.
Lubią twoich rodziców, ale ciebie nie.
Yolande się droczy.
Wolniej!
Uważam, że cudownie. Poddani odpłacają nam życzliwością.
Na schodach leży człowiek?
Zostaw, rozdałyśmy wszystko.
Weź futro, Lamballe.
Muślinku, zostań.
Wasza wysokość, ostrożnie!
Nic nam nie zrobi, ledwo żyje.
Precz z koroną!
Słyszysz nas?
Cofnąć się.
Jest ich więcej. Też oczekują wsparcia.
Mamo, patrz!
Nie uwierzą, że nic już nie mamy.
Muślinku!
Wracaj do powozu!
Chronić królową!
Jedź!
MARIA ANTONINA
Z otchłani tej srogiej zimy
Bóg słyszy nasze wołania.
Panie, strzeż nas przed rozpaczą,
gdy mozolnie brniemy przez żywot doczesny.
Oddani nieustannej i daremnej pogoni za ulotnym triumfem.
Uwolnij nas od ciągłej udręki...
Aury czy tego kazania?
Wiedź nas, Boże, poprzez żałosny labirynt życia,
w którym każdy krok jest walką.
Ogrzej nasze zziębłe ciała
i wypełnij wygłodzone brzuchy mocą przebaczenia...
Obłudnik!
Nikt tu nie jest głodny, a już najmniej kardynał Rohan!
Chroń nas
przed zakusami nikczemników łaknących naszej krzywdy.
Nie wiesz, kim jestem?
Wersalskie damy przyjmują ciało Chrystusa z palcem kardynała.
Wybacz, pani.
Niezdara ze mnie.
Bardzo przepraszam.
Zasłużył na banicję,
a zrobili go kardynałem!
I żadna kobieta się nie poskarży!
- Ty to robisz bez ustanku. - Nie jestem kobietą.
Jestem królową.
Nie lękam się nikogo.
Nawet Rohana?
Pański kuzyn, książę Chartres, chciałby rozbudować Palais Royal.
Nie.
Proponowani portreciści waszej wysokości.
Dobrze.
Kardynał Rohan pragnie posługi na dworze.
Po moim trupie.
To polityka.
Nazwał moją matkę nędzą!
Jędzą.
- Nędzą. - Nie.
Co jeszcze?
Faworyta usiadła w pani obecności.
Upomnę Yolande, że to przywilej księżnych.
I każę wychłostać.
Wybornie.
Markiz Lafayette czeka w salonie Oeil-de-Boeuf.
A nadworny jubiler w antyszambrze.
- Miłego dnia. - Ludwiku?
Zostaw nas, panie.
Potrzebuję więcej na biednych.
Po co? Lud wznosi nam posągi z wdzięczności.
I zamarza na ulicach.
Wojna się skończyła, są pieniądze.
Oczywiście. Wydaj, ile trzeba.
Jesteś zmęczony.
Ty też. Ciąża, dobroczynność,
przemęczasz się.
Widujesz mnie tylko na mszy.
Masz dzieci do towarzystwa.
Ucałuj je.
Idź już!
Pędź do mamy.
Prędko, nadciągają hieny.
Przyjdźcie na gorącą czekoladę. Zmykajcie.
My też uciekajmy.
Masz słodycze? Dzidzia lubi cukier.
- Przed chwilą miałam! - Zjadłaś! Prosię!
To ma być idealna prezentacja!
Nie wolno.
Panie Boehmer.
Oto Brylantowa Królowa zdobna sześciuset
najcenniejszymi kamieniami.
Gdybym wydała dwa miliony na naszyjnik, ozdobiłabym latarnię.
Wybierz coś.
To pana uchroni przed wierzycielami do czasu znalezienia kupca.
Jakże uprzejmie ze strony waszej wysokości!
Na mój rachunek.
Do widzenia, panie Boehmer.
Nieborak, przyniósł go trzeci raz.
Jak mógł zrobić coś tak ordynarnego?
Przejście dla królowej!
- Życzę sobie widzieć się z królową. - Bez wzajemności.
Jestem z Rohanów, rodu najwyższej rangi
i nie ustąpię dwórce lekkich obyczajów.
Słucham dalej.
Wasza wysokość.
Promieniejesz, pani.
Suka.
Cóż tak pięknie pachnie?
Gorąca czekolada.
Zostawiłyście nam trochę?
Spokój.
I ciepło.
Pokaż, co wybrałaś.
Rozpieszczasz mnie.
Jak widać, ale chronisz mnie przed obłędem.
Komuż innemu powierzyłabym te diablęta?
Otóż to.
A teraz zabieram potworki do bawialni.
Madame Royale ma lekcję muzyki, a delfin potrzebuje drzemki.
Ty też, jesteś blada.
- Tak? - Od biegania z kocami i brioszkami.
Coś robię dobrze, lud mnie kocha.
Chodźmy, królewski ideał musi odpocząć.
Yolande?
Zostań dziś ze mną.
Nie mogę.
Vaudreuil?
Jakie szczęście, że go masz.
I Jules´a.
Do pracy!
"Najdroższa siostro, Austria potrzebuje twojej pomocy".
Niech się ustawi w kolejce.
Gdzie pieczęć?
"Fersen, najdroższy...
piszę do ciebie z sercem przepełnionym uczuciami,
które...
Moje informacje się potwierdziły.
Frontalne natarcie...
Znów Lafayette. Zignorujmy go.
Wracam z Ameryki z pozdrowieniami od pana Waszyngtona.
Wolność kosztuje, dar dodałby blasku renomie Francji.
Renomie Francji?
Za długo tu pana nie było, Lafayette.
Przodujemy w literaturze, teatrze, kuchni, modzie,
nauce i myśli filozoficznej,
więc szukanie większej renomy byłoby niestosowne.
Niechaj pan Waszyngton zadba o własną,
poczynając od zwrotu miliarda liwrów,
które wsparły amerykańską niepodległość.
Bezwstydny.
Jak to Amerykanie.
Nie wyznaczyłeś kontrolera finansów i rynek jest chwiejny.
Może zostałbym twoim doradcą gospodarczym?
Wybacz. Ty?
Pragnę służyć koronie.
Pragniesz dobrać się do skarbca, by spłacić swoje długi.
Zadbaj o własny budżet, braciszku, a gospodarkę pozostaw mnie.
Nie możesz robić wszystkiego sam!
Ależ ziąb!
Gdziekolwiek się zwrócę, Vergennes, widzę rękę żebraka.
Założę się, że sułtan nie ma takich kłopotów.
Dwór w Stambule jest jeszcze chciwszy niż Wersal.
Ale sułtan cieszy się łagodniejszą zimą.
Książę ma rację co do rynku?
Finansjera obawia się, że zwłoka w wyznaczeniu ministra
zwiastuje kłopoty z podatkami.
Zatem nie ma czasu...
Tak.
Komu powierzyć sekret, który mógłby zniszczyć Francję?
Książę tchórzostwa
Wielbiciele znów dekorują ci ściany.
Wersal mógłby skończyć z kłamstwami o mojej ucieczce z okrętu.
Nie ja je szerzę.
Zawsze wyrażam się o tobie w superlatywach.
Félicité, mamy gościa.
Miło widzieć, Prowansjo.
Powiedz to swoim kolanom.
Nie dygnęły.
Żyją w osobliwym przekonaniu, że mężczyźni i kobiety są równi.
Zaiste dziwne.
Pośpiesz się, Philippie, został mi ostatni rozdział.
Jest nieznośna.
Tym się różnimy.
Uwielbiam kobiety mądrzejsze ode mnie.
Dlatego nie sypiasz sam.
Co nowego w Wersalu?
Król jest niezdecydowany.
Nadal nie wyznaczył kontrolera finansów.
Zdecydowanie odrzucił moją prośbę o rozbudowę arkad.
Przyznaj, że zmieniłeś Palais Royal w lupanar.
Dworacy zwą cię sklepikarzem.
Bardziej pasowałby burdelpapa.
Wykluczyliście mnie.
Z czego mam łożyć na dzieci?
I ich matki.
Gdzie twoja formalna żona? Nie widziałem jej od wieków.
Na wsi.
Dąsa się, że trwonisz jej wiano na nierządnice?
Cóż za małostkowość.
Wszyscy mają cię za libertyna i tchórza.
I co z tego?
Należysz do krezusów.
Dobre imię jest wszystkim, kuzynie.
A król mi je odebrał.
Villette?
Pomóż mi, zostaw tego ptaka.
Późno wracasz.
Pięć minut wcześniej obsługiwałeś piekarza.
Muszę jeść. A zamarzł mi atrament.
Czym ci zapłacił za rozkosze?
Chlebem.
Poważnie? Jesteś wart co najmniej dwa eklery.
Dzięki.
- Masz coś? - Tak.
Prosto z kieszeni faworyty.
Książki...
To wszystko?
Zdrętwiały mi palce.
Wrócę tam jutro. Są inne sposoby na zdobycie pieniędzy.
Nie pożałujcie grosika na kobiety upadłe!
Puszką możesz potrząsać nie tylko w Wersalu.
Tam jest życie.
Podaj książki. Zaczniemy od Woltera,
dłużej się pali.
Los wyrył granicę między nami,
lecz nie ma mocy, by odebrać cię memu umysłowi.
Gubię się w myślach o tobie.
Zakazane listy...
są mą pociechą,
wyrzutem sumienia,
rozkoszą...
Dzień dobry, wasza wysokość.
Co to?
Prezenty od wielbiciela.
Piękne!
Załączył liścik?
A jakże!
"Brylanty, by ukoić uszy zranione mym płochym słowem.
Róże barwy rumieńca wstydu i kardynalskiej szaty".
- To od Rohana? - A od kogóż by?
Myśli, że mnie kupi?
Obraził Yolande, a teraz śle mi dary!
Chętnie cię słucham, ale mam kraj na głowie.
Dlaczego najmożniejsze rody chcą od nas wciąż więcej?
Witamy w Wersalu.
Jesteś królem.
Zmień to.
Moglibyśmy wywyższyć inne osoby.
Zwiększyć gaże.
Pokazać utytułowanym, że jesteśmy nowoczesnym ustrojem
przedkładającym wierną służbę nad wysokie urodzenie.
Mój masztalerz...
jest wiernym sługą.
Powinien mieć wyższą pensję.
Claudine także.
Gotuje ci od zawsze.
Właśnie!
A co z guwernantką?
O co tyle szumu? Nudy.
W kwestii rozpusty Polignaców niełatwo zadziwić.
Wiedziesz nieciekawy żywot, Calonne.
- Podwajamy? - Stoi.
Geometria, fizyka i spryt.
20 tysięcy.
Jesteś mi łącznie dłużny 81 tysięcy 426 liwrów.
- Co? - Zaokrągliłem.
Masz. Zaliczka.
Przepraszam! To po mojej matce.
- Nie nosisz go. - Nie w tym rzecz.
Na niebiosa! Zostałem diukiem!
Diuszeso de Polignac.
Dziękuję!
Dzięki!
Ucałowałabym króla, ale diuszesom nie wolno.
Pragniemy przypomnieć dworowi, że rangę można osiągnąć
wierną służbą, nie tylko wysokim urodzeniem.
Jesteś lojalną przyjaciółką i oddaną guwernantką,
więc w nagrodę otrzymujesz najwyższy tytuł.
Dwór się oburzy.
I o to chodzi.
Co robisz?
Przedstaw się.
Hrabina Jeanne de Valois.
Jestem zaszczycona.
Skoro pochodzisz z królewskiego rodu,
dlaczego cię nie znamy?
Unikam Wersalu. Zbyt wiele osób ubiega się tu o fawory.
A jednak jesteś.
Owszem, lecz nie dla siebie.
Kwestuję na rzecz kobiet upadłych,
niebożąt splugawionych przez męski ród.
Adelajdo!
Przez bestie.
Mamiące pięknymi słówkami!
Nie uwierzycie, co zrobiła królowa.
Winszuję, diuszeso.
Witamy, diuszeso.
Dziękuję.
Niegdyś tytuł wskazywał ważne persony.
A dziś prostaczkę, co przepchała się tyłkiem na szczyt.
Zasługujesz, pani.
Dziękuję. Królowej również.
Rzuciła urok na jej wysokość.
Żaden czar nie jest wieczny.
Królowa się kiedyś ocknie
i zobaczy, kim naprawdę jest ta de Polignac.
Daje im tytuł książęcy, a mnie nawet nie weźmie do Rady.
Uchybiłeś jej matce.
W żartach. Austriacy się na nich nie znają.
Jeśli liczy, że się im ukłonię, grubo się myli.
Wasza wysokość...
Książę i diuszeso de Polignac...
Książę Chartres.
Czasem tu przyjeżdża. Chyba tęskni.
Zostawcie go.
Niech widzi, co stracił.
Vaudreuil? Co się stało?
Nic mi nie jest.
Miał w ustach umowę z lichwiarzem Saint Jamesem.
Otrzymaliście tytuł, więc żąda spłaty.
Od trupa nic nie wyciągnie.
Wedle umowy długi nie umrą wraz z nim. Przejdą na Jules´a.
Nie mamy takiej sumy.
- Poproś królową. - O trzy miliony?
- A masz wybór? - Mam!
Upadlałam się tu latami, żeby uwić wam gniazdko!
Mam dość.
Zabiją mnie.
A potem przyjdą po niego.
- Zawieźcie go do rodziny. - Na Santo Domingo?
Wyjedziecie wieczorem. Będziecie na statku, nim ktoś się spostrzeże.
- To piekło! - Wrócisz, jak spłacę dług.
Z czego? Jeśli nie poprosisz królowej?
Król nie ma metresy.
Du Barry zbiła na tym fortunę.
Ani kontrolera finansów.
- Nie masz kwalifikacji. - Ale ty masz.
Spłacisz dług Vaudreuila ze skarbca.
- Kraść publiczny grosz? - Cały dwór to robi.
Król odrzucił wszystkich chętnych na tę funkcję.
Czemuż miałby przyjąć mnie?
Zdaj się na mnie.
Pakujcie się.
Diuszeso...
nie zauważyłem.
Zawsze do nich zaglądam przed snem.
Ja też.
Dziwne, że się dotąd nie spotkaliśmy.
Kiedy marudzi, lubi to possać.
Jesteś doskonałą guwernantką.
A pan doskonałym ojcem.
Ludzi bardziej obchodzą moje talenty jako króla.
Muszę iść.
Mam ostatnio mało czasu.
Miałbyś go, panie, więcej, wyznaczywszy kontrolera finansów.
Proszę znać swoje miejsce.
Przychodzę tu, by uciec od polityki.
Przepiękna koronka.
Tak. Urocza.
Bez biżuterii, to skromne przyjęcie u Yolande.
Dziękuję, że nie dąsasz się o jej awans.
Nie zniosłabym twojej zazdrości.
O co?
Jestem księżniczką krwi, zawsze będę przewyższać diuszesy.
Nagradzam lojalność.
Ona jest wierna.
Na pewno.
Jestem kontrolerem finansów?
Jeszcze nie. Panowie spakowani?
Już w drodze.
Bez pożegnania?
Musieli wykorzystać pogodę.
Zostaw mnie.
Myślałam, że będziemy same.
Co to?
Skromne przyjęcie, kilkoro przyjaciół.
Rohan?
Zapraszasz go?
Wprosił się.
Chcę wyjść.
Zatem do jutra.
Chcę, żebyś wyszła ze mną.
Idź, odpocznij.
Może napisz list sokiem z cytryny?
Ulży ci, jak zawsze.
Uważaj, żebyś nie wyszła na niewdzięcznicę.
Wszystko, co mam, dałaś mi z własnej woli i własnych powodów.
Nie jestem ci nic winna.
Villette!
Widziałam królewskiego jubilera.
Niósł kasetę wielkości karety.
Niech zgadnę - z brylantowym naszyjnikiem?
- A czemu nie? - Bo jego nie ma.
Po co robić naszyjnik, na który nikogo nie stać?
Zamówił go stary król i zmarł na ospę, nie zdążywszy zapłacić.
Ten lód to twoja stopa? Zabieraj ją.
Zakradnę się do apartamentów królowej.
Tam, gdzie osoby postronne nie mają wstępu,
gdzie naprawdę żyje.
Do komnaty wysadzanej rubinami.
Założę się, że trzyma klejnoty pod łóżkiem.
A straż?
Daj spokój. Wychodzimy o świcie.
Kiedyś posuniesz się za daleko.
Toniu!
Byłam okrutna. Przepraszam.
Dałam ci wszystko,
a nie dostaję od ciebie nawet przyjaźni.
Mam chęć cię odprawić.
Byłam smutna! Vaudreuil i Jules wyjechali,
płyną na Santo Domingo, uciekają przed wierzycielem Vaudreuila.
Co się stało?
Wszystko przegrał Swój spadek, całe nasze pieniądze.
Gdyby został, przegrałby też wpływy z tytuły książęcego.
Toniu...
Wybacz mój niestosowny ton.
Zasługuję na gniew i rozumiem, że chcesz mnie zwolnić.
Nigdzie bym cię nie puściła.
Tak bardzo się cieszę z twojej przyjaźni...
ale nie mogę być dla ciebie wszystkim.
- Możesz. - Nie.
Tak.
Nie mogę. Ktoś taki jest tylko jeden.
Nie ma go tutaj, lecz wkrótce przybędzie.
Słyszałam, że pułk kapitana Fersena
wypłynął dwa miesiące temu z Karaibów.
Twój szwedzki żołnierz wraca do domu.
Boże! Pomocy!
Jest pijany?
Ratunku!
Jest opętany!
Ma w sobie diabła!
Straże!
Zostaw go.
Co robić?
Wezwij medyka.
Tak, już!
Nie!
Pokoje różnią się od reszty Wersalu, są małe i ciche.
- Od razu znalazłam jej salonik. - Z rubinami w ścianach?
Nie, ale mam papeterię,
śpiewającego ptaka i... to.
Rysunek naszyjnika! On istnieje!
Hrabina de Valois?
Do licha! Uśmiech!
Pani Wiktoria.
Pragnę przedstawić ojca Lotha, orędownika sprawy kobiet upadłych.
Pani.
Rzecz w tym,
że tutaj nikt nic nie daje, nie oczekując wzajemności.
Myślę, że gdybyś miała możną patronkę,
dworzanie byliby szczodrzejsi, licząc na jej względy.
Jest pani taka mądra!
Lecz gdzie jej szukać?
Królowa często wspiera ryzykowne przedsięwzięcia.
Napisz do niej.
Cóż za znakomity pomysł!
Drobny datek na sprawę.
Do Fersena?
Przechwytują każdy pani list!
Dlatego ich nie wysyłam.
Piszę sokiem z cytryny i trzymam w szufladzie.
Jeżeli ten związek wyjdzie na jaw...
Związek? Nie widziałam Fersena od trzech lat,
odkąd Ludwik wysłał go na wojnę!
Proszę, znajdź złodzieja.
I listy.
Bo wyjdę na...
Ktoś jeszcze o nich wie?
Oczywiście, że nie.
Nawet Yolande?
Nawet.
Wejdź.
Powiedz Yolande... żeby natychmiast przyszła.
Idiotka!
Trawestując Figara: odważyłem się napisać komedię,
lecz cenzor nie uznał jej za zabawną.
Niech mu tam!
Lecz dzięki tobie, drogi książę
i twej drukarni,
moja sztuka zyska widzów.
Wznieśmy toast! Za Figara!
Za księcia Chartres!
Za bajeczny i wolny Palais Royal!
Co się dzieje?
Mamy skromne spotkanie.
Co tu robi Lafayette?
Saint-George? Pozbyliśmy się go.
Ojciec sprowadził go z Londynu na nadwornego dyrygenta.
Boże, podchodzą.
Prowansjo! Dyskutujemy o polityce.
Który ustrój jest bardziej oświecony?
Amerykańska demokracja.
Nie monarchia konstytucyjna?
Londyn jest najbardziej liberalnym miastem świata.
Wracaj tam, skoro to taki raj.
Nie ma lepszego ustroju nad boską monarchię.
Szkopuł w tym, że mamy durnia na tronie.
I nie pozbędziemy się go, chyba że skrócimy go o głowę.
Uważaj, z kim przestajesz.
Nie jesteś niedosiężny.
Krzyżyk na drogę.
Mamy z Beaumarchais´m wyborny pomysł.
Namówimy Ludwika na wystawienie "Figara".
Dostanę rolę?
Miałby się zgodzić na coś,
w czym niższe stany zmawiają się przeciw elicie?
To głupiec z żoną uwielbiającą teatr.
Może nawet przyjęłaby ważną rolę.
Jesteś ucieleśnieniem nikczemności.
Oto plan: król, wychodząc dziś od dzieci,
zastanie cię na korytarzu.
Co będę robić?
Coś zwykłego. Udam zdziwioną, przedstawię cię,
a ty go przekonasz, żeby dał ci tę funkcję.
Nie mogę?
Nie zepsuj tego!
Gotów?
Od kołyski.
Zajęta?
Co to znaczy "zajęta"?
Kolejny oddział idzie w bój.
Być na zawołanie to jej praca!
Gdzie jest?
Gdzie?
Gdzie?
Nie!
- Minutka! - Dajcie mi spokój!
Nie!
Dziękuję pani.
To błahostka.
Wasza wysokość...
Mam wybrać kartę?
Proszę, ale nie odgadnę jej. Nie jestem magikiem.
Jestem niezdarą.
Przynajmniej szczerze.
Wasza wysokość, to Alexandre de Calonne, hrabia Hannonville.
Powracam z Lille.
Miałem zaszczyt służyć jako królewski intendent.
Z Lille?
Zwiększyłeś tam dochody skarbu, panie.
Może jednak jesteś magikiem.
Finansistę i sztukmistrza coś łączy.
Obaj mamią widownię i coś skrywają.
Czy ich sekrety są złe?
Według mnie, jeśli idzie o rynki finansowe,
optymizm, choćby bezpodstawny, to podstawa.
Proszę ze mną. Diuszeso, ty również.
Toniu!
Toniu!
Pomocy!
Ratunku!
Stoimy w rozkroku między wydajnością naszych ziem
a rynkami zagranicznymi.
Handel pozostaje nieokiełznanym tygrysem.
Gospodyniom wystarczy zrównoważyć domowe wydatki z dochodami.
Minister finansów musi kreować wzrost.
Proszę, dolej sobie.
Ma talent, ale trzyma się z Polignacami.
Przyjmą go nieprzychylnie.
Przeboleję.
Chodzi o królową! To pilne!
To była dziewczynka.
Madame Royale marzyła o siostrze.
Teraz najważniejsze, by królowa wydobrzała.
Będzie cię potrzebować.
Nie odstąpię jej na krok.
Widziałam cię.
Jeżeli od tego umrze,
będziesz morderczynią.
- Co ty pleciesz? - Widziałaś, że tam krwawi!
Mylisz się.
- Kłamiesz. - Powiedz jej.
Przekonamy się, komu uwierzy.
Nie zapomnę tego wieczoru
ani tego, co zrobiłaś.
Powiem, gdy nadejdzie czas.
A ona mi uwierzy.
Usiądź.
Przykro mi, że królowa...
Przeczytałem twoje raporty z Lille.
Robią wrażenie.
Desygnuję cię bez zwłoki.
Vergennes, zaprowadź kontrolera finansów do jego gabinetu
i udziel mu wszelkich potrzebnych informacji.
Dziękuję, wasza wysokość.
Proszę dziękować diuszesie. Przekaż jej, że plan się powiódł.
Wiedziała, że się nadajesz.
Dwór może nie uwierzy w jej motywy, ale ja tak.
Pański gabinet.
A, tak, pamiątka od sułtana.
Znasz to, panie?
Klasyka.
Necker był naszym najlepszym kanclerzem.
Przeprowadził nas przez cztery lata wojny bez podnoszenia podatków,
a po niej zostawił nadwyżkę budżetową.
Necker nałgał.
Sfinansował wojnę z tajnych pożyczek,
które zostawiły nas ze stu dziesięcioma milionami długów.
- A nadwyżka? - Zmyślił ją.
Każdy wytworzony grosik idzie na spłatę procentów,
więc znów się zapożyczamy, by mieć na podstawowe potrzeby.
Błędne koło.
Kto o tym wie?
On, król, ja,
a teraz pan.
To musi pozostać tajemnicą. Gdyby się wydało...
Francja tonie...
A pan jesteś naszą tratwą ratunkową.
Jeszcze raz...
winszuję.
Tak sobie myślę...
Chryste...
Za jej datek moglibyśmy rozpocząć coś na wsi.
Wiedlibyśmy całkiem znośne życie.
A jeszcze lepsze w Wersalu, gdybyśmy mieli naszyjnik.
Ty wciąż o tym.
Gdzie twoje ambicje?
Powinnam była zostawić cię w tej obskurnej spelunie,
nadal sprzedawałbyś się za grosze.
- Nawet nie wiesz, gdzie on jest! - Wiem.
Był w Wersalu, ale królowa go nie kupiła.
Teraz jest pod strażą u Boehmera, czeka na innego kupca.
Tylko ją na niego stać, ale go nie chce.
Skąd wiadomo, czego ona chce?
Siedzi w Petit Trianon, w swoich apartamentach albo rodzi dzieci.
Rozmawia z garstką osób, a i one nie mają pojęcia o jej pragnieniach.
Ani...
o zwyczajach zakupowych.
Tak ukradniemy naszyjnik!
Powiemy jubilerowi, że królowa go kupi.
Nawet jeśli nas złapią, wina spadnie na nią.
Gadasz od rzeczy! Ty dokąd?
Po atrament. Musisz sfałszować dokumenty.
- Nie rozumiem. - Cierpliwości. Na razie się baw.
Dlaczego nie przyszłaś, kiedy krwawiłam?
Nie posłali po mnie.
Nie musieli.
Twoje miejsce jest przy mnie.
Zawsze.
Szukałam cię.
Ktoś ukradł moje tajne listy.
Ja?
Nie popełniłabym takiej podłości!
One są twoim szczęściem, nie mogłabym!
Dobrze, że nie chłopczyk...
Dziewczynka byłaby moją przyjaciółką.
Potrzebuję każdej życzliwej duszy.
Wkrótce przybędzie Fersen.
Masz na kogo czekać...
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.