All language subtitles for Heaven. A year in hell.S01E01

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Azraelu...

On ci nie pomoże.

Masz jeszcze wybór.

Sebastian, musisz tam wejść.

Poza Niebem nie ma życia.

A pamiętasz swoje życie sprzed?

Tylko tak uwolnisz się od niego.

Chodź.

Chodź, proszę cię.

Jesteśmy.

Zaczekam tutaj na ciebie.

Jezus zawsze cię wysłucha.

On też był zdradzony.

Bity. Oszukany.

Twoja matka wiele mi o tobie mówiła. Wiele dobrego.

Mówiła, że byłeś wspaniałym synem.

Że byłeś dla niej całym światem.

Oj, ludzie, ludzie, pacierze zmówcie,

za migdałowe oczy jej.

Oj, ludzie, ludzie, duszy nie gubcie

cyganki tej!

Migdałowe oczy miała, migdałowe,

już na chmurze płyną oczy w niebo granatowe...

Czytasz poezję?

Przygotowuję się na takie egzaminy na studia.

- Znaczy może, nie wiem jeszcze. - Jakie studia?

- Aktorskie. - Hmm... Pasowałbyś.

Dzięki.

Jedyne, co mam, to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia...

- Kto to ten dziad? - Z urzędu.

- A ta facetka? - To dyra z liceum.

- Lubi, jak jest wszystko grzecznie. - Ja pierdolę.

- Każdy lubi coś innego. - Ale to tylko głupi konkurs.

Jakie to ma znaczenie?

Jedyne, co mam,

to złudzenia, że mogę je mieć.

A teraz przed państwem wystąpi w piosence

"Do ciebie, mamo" - Sebastian Keller!

Mamo...

Smutno tu i obco.

Drzewa inne rosną

i ciszy nikt nie zna tu.

Widzę znów nasz dom.

Ciebie, mamo, w nim.

Wspominam stary klon,

ciemny i wysoki

jak dym.

Mamo...

W końcu powiem ci, co myślę,

tak prosto w twarz.

Kiedy cię widzę, to się wstydzę,

że ciągle nosi ciebie świat.

I wiedz, że, że teraz znam,

znam każdą odpowiedź.

No powiedz coś!

Na wszystko, na wszystko mam odpowiedź ostrą

i nie uciekniesz teraz mi.

Poczekaj, poczekaj, no!

Już ja cię urządzę.

Tak, tak! Tak, tak! Tak, tak!

Tak...

Grand Prix III Festiwalu Poezji Śpiewanej

zdobywa...

Oliwier Jańczyk!

Brawo!

Jak twój ojciec wchodził tak cicho, to znaczyło, że coś sknocił.

Ale ty mi obiecałeś,

że jak nie wygrasz,

to nie idziesz na te aktorskie studia, tylko idziesz na prawo.

Obiecanki cacanki?

Dostanę się na to prawo.

Zobaczysz.

I...

wybuduję ci dom. Z płotem, taki jak chciałaś.

Zdejmij, bo potem tego nie dopiorę.

Świat nie potrzebuje śpiewaków.

Potrzebuje lekarzy, prawników...

- I inżynierów. - I inżynierów. Daj mi to.

Wielki dom z żółtym płotem.

Dziękuję. Zajmij się nauką, dobrze?

Daj... Daj...

mi

twoje łzy.

Daj mi twój strach...

- Podnoszenie! - Balet!

"Jezioro łabędzie"! Pierwszy byłem!

Jezus, mamo, zlituj się.

Nie mogłam wytrzymać...

i zadzwoniłam do sekretariatu.

- No i? - No i masz indeks.

Dostałeś się.

Jezu, dzięki.

- Proszę. - Już, już.

- Co jest? - Nie wiem, coś...

Ale coś się dzieje? Bo nie wiem. Straszysz mnie, czy co?

- Ale jemu coś jest. - Ale RTG...

- Przecież darł się jak opętany. - RTG nic nie wykazało.

Tu nic nie ma.

Dostał teraz zastrzyk przeciwbólowy. Wygląda dobrze.

Chodź, chodź, chodź, synu, chodź.

Już! Już!

Daj rękę. Już. Już.

Tutaj, proszę pani, nic nie ma.

Jak to jest możliwe? No przecież... Przecież on cierpi.

Wypiszę mu zastrzyki przeciwbólowe.

Zastrzyki przeciwbólowe to ja podaję mu

na śniadanie, obiad i kolację.

Panie profesorze, może trzeba zrobić jeszcze jakieś inne badania?

Błagam pana.

Proszę to zabrać. Tu naprawdę nic nie ma.

Szanowni państwo, jesteśmy w stanie przyjąć jeszcze dwie osoby dzisiaj.

Ale proszę się nie martwić, będziemy tutaj w przyszłym tygodniu.

Nikogo nie pozostawimy bez pomocy.

- Od trzech dni stoję! - Pana zapraszam.

- I panią zapraszam ze sobą. - Proszę pana, ja muszę wejść.

- Za tydzień. - Będzie za późno.

Jak pan to zrobił?

Jaki ja pan?

Piotr jestem.

Szukasz maści przeciwbólowej?

Sam sobie to zrobiłeś.

Nic nie mogę zrobić, jeżeli...

w człowieku po drugiej stronie nie będzie wiary.

A twoja wiara jest jak...

stąd do Australii.

Moja wiara?

Raczej zwyczajna.

Ty nie jesteś zwyczajny.

Palisz? Palisz.

Weź na później.

- Dziękuję. - Nie trzeba.

A potem robimy im szok termiczny.

A jak grzybki się pojawiają, to obniżamy temperaturę

do 17 stopni w powietrzu i do 20 w podłożu.

Bo jakbyśmy nie schładzali, to ciepła chujnia zabija grzybnię.

Żywy pieniądz. O pieniądz trzeba dbać.

Ciepła chujnia zabija grzybnię. Wszystko jasne.

Gorąco tam.

Garnitur? Do pieczarkarni?

- W końcu rozmowa o pracę. - No tak.

Inaugurację mam.

Pani Teresa powiedziała, że Sebuś się dostał na prawo.

Miała nie mówić "Sebuś".

- Jak masz na imię? - Anetka!

- Rękami? - Tak, rękami.

To jakiś naciągacz. Lepiej wierzyć lekarzom.

A ja myślę, że on mojemu Sebusiowi uleczył duszę

i dlatego ciało przestało boleć.

Może moją córkę uleczy?

- Ojciec jedzie z nami? - A jak myślisz?

Halo, halo, chodź no tutaj.

- No i co, dogadaliście się? - Tak. Tak, tak, tak...

- Paliłeś. - Nie.

- Czuję, że paliłeś. - Coś ty, przysięgam.

O indeksie pamiętaj.

Jak tam, młody? Lepiej? Czy lepiej nie pytać?

Lepiej.

Wspaniale.

- Dziękuję. - Gdzie jedziesz?

- Na uniwerek muszę. - To wskakuj, podrzucę cię kawałek.

- Nie będę kłopotu robił. Autobus mam. - O której?

Wsiadaj.

- Mój amulet. - Mhm.

Wszędzie ją ze sobą noszę.

Wiem, śmieszne.

Nie, wcale. Co ty? Totalnie to rozumiem.

Śmieszni są ci, co się z tego śmieją.

Dziękuję.

Gościu z gitarą marzący o prawie.

No, marzący to za dużo powiedziane.

To po co tam idziesz?

- Mamie obiecałem. - Czemu?

Wiesz, no...

Zawdzięczam jej wszystko. Po prostu.

Kurwa, zawdzięczam.

No dobra, zostaniesz tym prawnikiem i ona będzie szczęśliwa. A ty?

Pieniądze dobre.

Mecenas Sebastian...

- Jak ty masz na nazwisko? - Keller.

Keller. Mecenas Sebastian Keller.

Będzie potępiał albo zbawiał świat według litery prawa.

Tylko pytanie teraz.

Ile ta litera prawa ma wspólnego ze sprawiedliwością?

Tutaj się nasze drogi rozchodzą.

Ja jadę na lewo. Do Nieba.

A ty na to swoje prawo, do piekła.

Ale może tam odnajdziesz swoje szczęście. Ja ci życzę powodzenia.

Do Nieba?

Krzysiek! Łopaty!

- Cześć. - Cześć.

- Sebastian. - Krzysiek. Cześć.

To jest Sebastian!

- Miło pana widzieć! - Miło poznać!

- Dobrze pana widzieć! Świetnie! - Tu mamy warzywa.

Tam powstanie studnia. A dom jest za drzewami.

- Sebastian. - Witamy w Niebie.

Mieszkamy tutaj prawie od roku. Każdy ma swój pokój. Tam dziecięcy.

- Co jest? !!!- Piotrze, znowu ma atak.

Wytrzymaj chwilę. Seba, chodź ze mną. Głodny jesteś?

Tutaj mamy wszystko z naszego ogrodu. Smaczne, zdrowe.

Możesz się napić herbaty, kawy, co tylko chcesz.

- Piotr! - Tak, tak, tak, idę, idę.

Poczekaj chwilę.

Maciek!

Poczekaj, poczekaj, poczekaj.

Piszesz piosenki?

- Takie tam. - Takie tam.

- Cześć. Sebastian. - Cześć.

- Caroline. - Caroline?

- Karolina. - Ładnie.

W ogóle... ładnie tu macie.

No.

Ładnie, ładnie.

A zagrasz coś?

Takie tam?

- Wstydzę się. - No widzę.

Nie bój się, nie ugryzę.

Takie tam.

Daj mi twoje łzy.

Daj mi twój strach.

Zmienię świat, zmienię się ja.

Z łez namaluję rzekę,

a w strach

będzie wiał wiatr.

I daleko, i w drogę...

Dobrze, że jesteś.

Jak leczę, to ręce same mnie prowadzą.

Tam, gdzie jest chore miejsce, robią się gorące jak żelazko.

A ja tutaj czuję chłód. Taki przeciąg jakby. I to jest Duch.

I to jest potężne. To jest potężniejsze ode mnie.

Wpadłem pod auto, naćpany.

I miałem narkotyki w kieszeni. Trafiłem na chwilę do paki.

A potem wylądowałem na ulicy.

I to Piotr mnie znalazł.

Zresztą zawsze byłem odludkiem.

- Znam to. - Rozmawiam dużo ze zwierzętami.

- Chłopaki! Sebastian! - Mam taki dar.

Zresztą mamy tutaj dużo kóz, kur,

przyjaciół i znajomych, z którymi można rozmawiać.

- Przytulam też się dużo do drzew. - Hasło!

Hasło... Daj hasło.

W dupie trzasło!

Dziękuję.

W dupie trzasło. Zapamiętać.

- Jak piwko? - Dziękuję.

Przed wami człowiek,

który mówi "dziękuję" co drugie słowo.

Dlaczego ty tak ciągle dziękujesz, co?

- Ojciec mnie nauczył. - Ojciec.

I to ojciec ciebie zawiózł do mnie na leczenie?

Nie, to była matka. A gdzie był ojciec?

- Musimy tutaj, tak? - Tak, musimy tutaj.

Jesteśmy rodziną.

My nie mamy przed sobą tajemnic. Co z tym ojcem?

Odszedł od nas.

Dlaczego mówisz: "od nas", jeżeli myślisz: "ode mnie"?

A co pamiętasz z tego dnia, kiedy ojciec odchodził?

Spałem.

Stary...

Przespałeś najważniejsze wydarzenie swojego życia.

Miałem osiem lat.

To musiało być ci w chuj ciężko tak żyć bez taty, nie?

U nas wszyscy, każdy...

każdy tu ma ojca.

I ty też możesz mieć ojca.

Nie zraniło cię to, co powiedział?

Nie.

Czyli powiedział:

"Wiem, że boli. Wiem dlaczego".

I to wystarczyło, tak?

Ładnie to ksiądz ponazywał.

Tak racjonalnie.

- Porozmawiajmy o tym racjonalnie. - Jak o tym mówić racjonalnie?

O znakach.

O tych wszystkich wizjach.

Proszę?

Mamuś, to ja.

Dzwonię, bo... nie wrócę dzisiaj na noc.

Jak na noc? Jesteś zdrowy?

Tak, tak, zdrowy.

Zresztą tutaj mnie wyleczą jakby co, więc...

- Ale indeks odebrałeś, prawda? - A...

Nie no, zapomniałem. Jutro...

- Jutro odbiorę. - Jak jutro? Co ty do mnie mówisz?

Nie po to zdawałeś,

żeby teraz przez jakieś głupie "nie zdążyłem" albo że "jutro"

wszystko zawalić. Sebastian? Halo?

Halo?

Co się stało?

Piotr?

Co mu się stało?

Nie wiem.

Wszystko było dobrze i nagle... Myślałem, że się gorzej poczuł.

Zaczął mówić coś o ludziach, którzy zginęli.

Miał wizję.

- Jak wizję? - Daj kluczyki.

- Nie wiem. Piotra samochód. - Słuchaj, muszę coś załatwić.

Tu wszystko jest nasze. No, ja sobie pojadę,

a ty, jakby ciebie ktoś pytał, to nic nie wiesz.

Dobra.

A wolisz jajecznicę taką ściętą czy wodnistą?

- Ściętą. - Ściętą, dobra.

- Skąd pytanie? - Jutro odpowiadam za śniadanie.

... tragiczną wiadomość

o zderzeniu dwóch pociągów w podwarszawskim Ursusie.

Mamy informację o śmierci 16 osób i wielu rannych.

O szczegółach będziemy państwa informować...

Przecież Piotr właśnie o tym mówił.

Też się wychowałem bez ojca.

Jak się wyhuśtał, to mi matka cały czas powtarzała,

że zniesie wszystko, tylko...

żebym nie kłamał, że zniesie każdą prawdę, tylko żebym nie kłamał.

Nigdy nie pytała, czego ja tak naprawdę chcę.

Cały czas mi tylko mówiła, że muszę skończyć studia.

Wybrała za mnie te studia i ja się na nie dostałem.

Codziennie rano wychodziłem na zajęcia

i szedłem do piwnicy walić z chłopakami kompot.

A potem przyszedł list z uczelni, że mnie wyjebali.

Chcesz wody?

Nie, dzięki.

Podnieciłeś się?

Co?

Wszystko jest okej.

To, że się podniecamy, jest naturalne.

Nie ma w tym nic złego.

Podnieciłeś się?

Azraelu...

Azraelu...

Azraelu...

- Hm? - Ty wiesz co?

Pasuje ci to imię. Idziesz na spacer?

A czemu "Azraelu"?

Azrael to znaczy pomocnik. Pomocnik Boga.

Światem rządzą trzy kurwy: komunizm, kapitalizm i Kościół.

Polska wychodzi z komunizmu, wchodzi w kapitalizm

i jest pod zarządem Kościoła, więc mamy przejebane.

Dlatego też pomyślałem sobie, że dokupię trochę ziemi,

żeby się od tych trzech kurew uniezależnić.

- Myślałem, że jesteś religijny. - No, jestem.

Ale ja wierzę w Boga.

A co ty myślałeś, że Bóg jest w Kościele?

Nie myślałem, że można powiedzieć o Kościele, że jest kurwą.

Można, można.

Panie Mirończuk!

Sąsiadami jesteśmy. Mieszkamy od paru miesięcy.

- Od siedmiu. - Od siedmiu.

I tak pomyślałem:

przyjdę, ziemniaczków kupię, o życiu porozmawiamy.

A to ty jesteś ten, co rękami leczy, tak?

- Ja. - A jak ty to tak robisz?

- To jest dar Ducha Świętego. - Aha.

- I wiesz co? - Co?

- Widzę, że ty masz problemy z sercem. - Moje serce widzisz.

A nie wiedziałeś, że za stodołą, za którą śmietnik zrobiłeś,

to Niemcy ludzi rozstrzeliwali?

A ty zmieniasz temat, bo się boisz trochę.

A ja ci nie wierzę. Bo ty kuglarz jesteś.

Niech pan go posłucha. Naprawdę.

Jego ręce zabierają ból. Sam tego doświadczyłem.

A ty wiesz, że jak tego nie wyleczysz, to umrzesz.

Wszyscy umrzemy. Ziemniaków ci nie sprzedam.

Ziemi ci nie sprzedam. Bo wiem, że po to przyszedłeś.

Jakbyś zmienił zdanie, daj znać.

A ja przyjdę, pomogę.

Chorobę zabiorę.

I na koniec w tym śnie tak...

szedłem przez taki gęsty las

i widziałem, jak się zapadają drzewa, jedno po drugim.

A niebo? Widziałeś w tym śnie niebo?

Tak.

Tak, tak, tak, widziałem niebo.

Niebo symbolizuje prawdę.

"Ja jestem drogą, prawdą i życiem".

To oznacza, że zawsze można znaleźć wyjście przez jakieś okno prawdy.

A prawda to przeciwieństwo kłamstwa. Kłamstwo to grzech.

Maciek poznał moc swojego grzechu.

A jaka jest kara za kłamstwo?

"Każ wyprowadzić kłamcę poza obóz i cała społeczność ukamienuje go".

- Która Księga? - Kapłańska.

Rozdział 24, wers...

wers 14.

- Pojechałem tam znowu. - Gdzie?

Na dializy.

Ja przepraszam. Ja już nigdy tego nie zrobię.

On już tego nigdy nie zrobi.

Wierzycie mu?

Bo ja mu nie wierzę.

Ale uważam, że powinien dostać jeszcze jedną szansę.

Trzymam cię za słowo.

Azrael, chodź do nas.

Do ciebie mówię, Azrael.

Zaśpiewasz nam?

Daj mi twoje łzy.

Daj mi twój strach.

Zmienię świat, zmienię się ja.

- Z łez namaluję rzekę... - Sebastian.

Twoja mama do ciebie.

Sebastian Keller.

Rozumiem. Sebastian. I rozumiem, że go leczyłem.

- Tak. - Ale niestety u nas Sebastiana nie ma.

Jest Krzysiek, jest Mirek, jest Azrael, ale nie ma Sebastiana.

Zresztą niech pani sprawdzi, proszę, zapraszam.

- Cześć. - Cześć.

Jest pani głodna?

Nie.

Szukam syna.

Odebrałam nawet za niego indeks.

Ale jego tu nie ma.

Przepraszam.

Niczego przed panią nie ukrywam. Nie ma tu żadnego Sebastiana.

Wiem. Przepraszam.

Do stołu. Do stołu z nim.

Dobra.

Cicho, cicho... Cicho... Ćśśś...

Ćśśś...

Azrael...

Ćśśś...

Lepiej. Lepiej.

Spróbuj wstać.

Wiesz, co to było?

Miałeś przed chwilą do czynienia z energią, która cię zabijała latami.

Mówię ci, Azrael.

Jeżeli ty się od tego nie odetniesz, to to cię wykończy.

Mogę u was zostać?

Jasne, że tak.

Jesteś dla nas jak syn.

Idziemy wspólną drogą.

Mogę z wami?

Azraelu, najpierw posprzątaj bałagan, który masz w sobie.

"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech zaprze się samego siebie.

- Zaprze się siebie". - Piotrze!

Idę!

Będziesz to jadł?

- Chcesz? - Nie.

A jak u ciebie było? Wiesz...

Mam doktorat z chemii.

- Co ty opowiadasz? - Co taki zdziwiony?

Wykładałam na Uniwersytecie Warszawskim.

- Ale już nie wykładasz? - No, wykładam, wykładam.

Kozom siano.

I siebie przed tobą.

Karolina, możemy już, proszę, iść?

Spierdalaj.

- Chciałem iść z tobą... - Spierdalaj.

Jedź do domu. Musisz się odciąć.

Wiesz, co powiesz matce?

Chodź.

Chodź.

Manipulowała mną.

Powiedz to do mnie.

Czasem patrzysz na mnie z...

Jeszcze raz.

Czasem patrzysz na mnie z...

Mocniej.

Czasem patrzysz na mnie z taką nienawiścią jak na ojca.

Ja nie rozumiem dlaczego.

Jedź.

Zrób, co trzeba.

Chciałam zgłosić zaginięcie syna.

Sebastian Keller.

Keller. Keller przez dwa "l".

Tak.

Dobrze, czekam.

Odebrałam za ciebie...

bo nie chciałam, żeby się gdzieś zawieruszył.

Potem tylko same kłopoty.

No i wojsko mogłoby się do ciebie doczepić.

Przyjechałem, żeby powiedzieć ci...

Dziękuję, że wróciłeś.

Modliłam się za ciebie.

Sebastian, co ty robisz?!

Sebastian! Zostaw to, słyszysz?

Słyszysz?

Sebastian...

Przestań! Co ty robisz? Przestań!

Opracowanie: Karolina Woicka

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.