All language subtitles for Korona krolow odc 115

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku... Co gore? Izba czeladna!

Na mocy p艂achty!

I w ostra tak, 偶eby ogie艅 si臋 nie przeni贸s艂! Niech 偶yje w贸jt! Niech 偶yje!

Niech 偶yje w贸jt! Czy mo偶esz mi wyspowiada膰, ojcze?

Co ci臋 trapi? Mam gdzie艣 na my艣li. To nie jest dla ciebie dobre.

Chyba 艂udzi艂em si臋, 偶e wzgl臋dy, jakie mi okazujesz, to co艣 wi臋cej ni偶 ma艂偶e艅ska

powinno艣膰.

Dzie艅 dobry.

Sam bym chcia艂 wiedzie膰.

Zostawi艂a piepe艅 rozpalony, koc艂y brudne i znikn臋艂a jak kamie艅 w wodze.

Ha! Trafi艂em!

Ciesz臋 si臋, wujo, 偶e jeste艣 w dobrym nastroju.

Ba艂em si臋, 偶e b臋d膮 op贸藕nienia na budowie nawy g艂贸wnej katedry wawelskiej, ale na

szcz臋艣cie pogoda sprzyja.

Cie艣le przyspieszyli prac臋.

Jedna zgryzota mniej.

To zrobi艂o si臋 miejsce na kolejn膮.

Pos艂ucha艂em dzisiaj w kancelarii... M贸w!

Kr贸l szykuje si臋 do lokacji miasta Soko艂贸w, niedaleko nale偶膮cego do naszego

biskupa Skalbmierza.

Jego ziemie, jego prawo.

No i wyznaczy艂 dzie艅 targowy na sobot臋, tak jak w Skalbmierzu. I jego strata.

Kto b臋dzie chcia艂 jecha膰 na nowe targowisko, skoro mo偶e korzysta膰 ze

sprawdzonego Skalbmierza?

Wszyscy. Niby czemu?

Bo kr贸l chce wprowadzi膰 przymus korzystania w soboty z targ贸w w

zrobi tego.

Przy艂o偶y艂 piecz臋膰 do dokumentu.

To ten teren. 70 艂am贸w franko艅skich.

Macie ju偶 zasadzk臋?

Godnego zaufania mistrzani nadrandomierza. Jad臋 si臋 z nim spotka膰.

Szybko dzia艂asz, Hermanie.

Wydywa艂e艣 mnie, kr贸lu.

Mam dla ciebie misj臋.

Pojedziesz do Pragi.

Co tylko rozka偶esz, panie.

Sprawa jest delikatna, ale wierz臋, 偶e dasz sobie rad臋.

Chc臋 przy艂膮czy膰 Wietchow臋 do kr贸lewa.

Ostatnia cz臋艣膰 Wielkopolski, kt贸rej nie uda艂o si臋 przy艂膮czy膰 twojemu ojcu.

Jak chcesz tego dokona膰, panie?

Henryk, ksi膮dz Rzaganicki, pod kt贸rego w艂adaniem jest Wietchowa, trwa w porze z

Luksemburczykami. Nie chce z艂o偶y膰 ho艂du Janowi i Karolowi.

Nam, jako sojusznikom Czech贸w, mo偶e si臋 to nie podoba膰.

Chcesz przekona膰 Luksemburczyka, 偶e zmusisz Henryka do ho艂du?

Zaj臋cie w schowy b臋dzie kar膮 za niech臋膰 do z艂o偶enia ho艂du lupsemburczykom.

To skona艂y plan, ale rydykowy.

Jak膮 widzisz w nim dla mnie rol臋?

Zapewni膰 troch臋 pana tej pyjarni i wybada膰 delikatnie o grupie. Nie

naszych plan贸w, jaka by艂aby ich reakcja na zaj臋cie w schowy.

Kiedy mam jecha膰, panie?

Jeszcze dzi艣.

Tak szybko? Nie musz臋 ci chyba m贸wi膰, 偶e nikt nie mo偶e wiedzie膰 o prawdziwym

celu twojej misji.

Absolutnie nikt

My艣la艂am,

偶e ju偶 o mnie zapomnia艂a艣

Chcia艂a sp臋dzi膰 troch臋 czasu sama.

I co, pomog艂o?

Tak.

Chcia艂a ci臋 przeprosi膰.

Za co?

Za to, co m贸wi艂a o Miko艂aju.

Nie rozumiem.

Myli艂a艣 si臋 co do niego.

My艣la艂a艣, 偶e dba tylko o siebie?

呕e jest to sz贸stym, a jest zupe艂nie inaczej.

Bo wr贸ci艂?

Nie, nie tylko.

Odszed艂 z inn膮.

Potem mia艂 kaprys, 偶eby wr贸ci膰. Ja mam go przyj膮膰 z otwartymi ramionami. To nie

kaprys. Nikolaj naprawd臋 si臋 zmieni艂. Nie wierz臋 ju偶 w jego g艂adkie s艂owa.

Powiedzia艂, 偶e ci臋 mi艂uje.

I 偶e sieba mi to opiekuje.

Rozmawia艂 z tob膮?

Jak pewne siebie musi by膰, skoro prosi o twoje wstawiennictwo.

Wie, 偶e nie by艂a艣 mu przychylna. A nie tak, Egle. A jak?

Co takiego si臋 wydarzy艂o, 偶e zmieni艂a艣 o nim zdanie?

Uwa偶am, 偶e Miko艂aj zas艂uguje na drug膮 siant臋. Nie zas艂uguje. I jej nie

Egle! Wystarczy.

Nie chc臋 o tym rozmawia膰. Miko艂aj dla mnie nie istnieje. Dobrze, to ja ju偶

p贸jd臋.

Gabio?

A co z Audre?

Jak to co?

Nie by艂o jej u mnie tak dawno.

Ma du偶o roboty w kuchni.

Powiem, 偶eby do ciebie zajrza艂a.

Skalbmierz i okolice nale偶膮 do biskup贸w krakowskich od dwustu lat.

Lokuje miasto na ziemiach kr贸lewskich. Herman twierdzi, 偶e to najlepsze miejsce

na osadnictwo. Krzy偶uj膮 si臋 tam flaki.

Na targ w Skalbmierzu t艂umnie przybywaj膮 kupcy z ca艂ej Ma艂opolski.

Op艂aty i c艂a, kt贸re zostawiaj膮, zasilaj膮 biskupi膮 kas臋. Mo偶e nadszed艂 czas, 偶eby

si臋 tymi dochodami podzieli膰 kr贸lewskim skarbcem.

Podzieli膰?

Z tego co wiem, postanowi艂e艣 si臋 raczej zagarn膮膰. I kupi臋. Wprowadzasz prawo,

kt贸re zmusi kupc贸w, aby na sobotni targ udawali si臋 do Soko艂owa.

Przecie偶 to g艂贸wny dzie艅 handlowy w dobrach biskupich.

Nowe miasto potrzebuje wsparcia. Ale nie moim kosztem. Nie kosztem ko艣cio艂a.

Je艣li zmniejsz膮 si臋 zyski z tego targu.

Skarb nisz pod upadnie.

Wiele si臋 teraz zmienia w pa艅stwie. Wymaga to wyrzecze艅 od wszystkich.

Czyli nie zmienisz swoich decyzji.

Co to za rozw贸j?

Kosztem istniej膮cego miasta chcesz lokowa膰 inne. Ambicj膮 nie zape艂nisz

A g艂upot膮 zniszczysz miejsce, kt贸re przynosi doch贸d.

Skromna taka.

Z warkoczami.

W takim futrze chodzi.

Przychodzi艂a tu ze mn膮 niegdy艣 na targi.

Chuda, taka niebezpieczna.

Widzieli艣cie?

A wy nie widzieli艣cie?

Dziewczyna, taka m艂oda.

Przychodzi艂a ze mn膮 niegdy艣 na targi.

Skromniutka taka.

Z warkoczami.

Nie? Nie widzieli艣cie jej? Czym si臋 tak frasujesz, Gabio?

Szukam Audrey.

Nie widzieli艣cie jej?

w Krakowie ginie, ma艂o kt贸re wraca do domu.

Serce si臋 kraje.

Musi j膮 zna膰.

No to w贸jta pytaj. No przecie偶 on od tego jest, 偶eby zguby szuka膰. O, o tam

jest.

Nie, ja jego nie mog臋. Jego nie mog臋.

A co z tob膮 gabija?

Udawa膰 i tym dokaza膰. No ale przecie偶 gadamy, no. I co on teraz robi?

O, idzie tu do nas. Matko boska!

Gdzie m贸j ko艅?

Po艣piesz si臋.

Hermanie!

Co to, Pe艂ko?

Wybierasz si臋 ze mn膮 do Soko艂owa?

Chcia艂em jeno porozmawia膰.

A to z艂y moment.

Przyjd藕 do mnie, jak wr贸c臋.

Nie s膮dzisz, 偶e to wszystko troch臋 za szybko?

M贸wi臋 o zmianach, kt贸re wprowadzacie z kr贸lem.

A mnie si臋 ci膮gle wydaje, 偶e mo偶na jeszcze wi臋cej.

Jeszcze szybciej. Tylko jakim kosztem? Nie widzisz, co si臋 dzieje na Wawelu?

Przez spraw臋 z Soko艂owem Kazimierz zrujnuje swoje dobre stosunki z kuri膮. A

mo偶ni nie s膮 mu teraz przychylni.

Czy to oznacza, 偶e nie popierasz zmian?

Popieram, ale po co tak wszystko od razu? Jak sije ma艂膮 艂y偶k膮, ale stale

si臋 cz艂owiek naje ni偶 du偶ymi k臋sami. Je偶eli chcemy zape艂ni膰 skarbie, nie

dba膰 o nastroje bieg贸w, czy mo偶nych. Tylko 艣mia艂o pewnym krokiem d膮偶y膰 do

Oby艣my si臋 nie ud艂awili.

Chcia艂em z tob膮 pom贸wi膰, panie, o biskupie Grocie.

Wiesz ju偶, 偶e si臋 por贸偶nili艣my?

Ca艂y Wawel o tym huczy.

Nie b臋dzie mi dyktowa艂, co mam robi膰.

Chcesz z nim zbady?

Biskup Grot bez wzgl臋du na tw贸j charakter 艣wietnie zarz膮dza swymi

Nie godzi mu si臋 w tym przeszkadza膰.

Chcesz mnie poucza膰?

A mo偶e chcesz zast膮pi膰 smytka i radzi膰 mi, jak mam rz膮dzi膰 pa艅stwem? Nie 艣miem,

panie. R贸b, co uwa偶asz za s艂uszne.

Chcia艂em Ci臋 tylko ostrzec.

Przedwzgl膮d na Twojego ojca.

I na lata sp臋dzona razem.

Wpe艂ni艂em je na Tw贸j obowi膮zek.

Witajcie, Samuelu!

Wsiadajcie, zaraz podam, co trzeba.

Pieszycie.

Powiedz mi, no, czy by艂a tu dzi艣 Audrey?

Nie jest tu i tak nade mn膮, nie wiesz to. Albo wczoraj.

By艂a, czy nie?

Nie ma i nie by艂o.

Zadowolona? O, witajcie, wujcie, prosz臋, zachod藕cie.

Unikasz mnie?

Nie chcesz ze mn膮 gada膰? Nie.

No, jest przeciwnie.

Prawie mam, po kole si臋 zgubi艂o.

A czyje?

To wa偶ne, czyje.

Z samorami si臋 zgubi艂o.

Z samorami?

A kiedy to by艂o i ile wiosen mia艂o? Bo je艣li ma艂e, to... No pewnie ju偶 po nim.

Gdzie tam wszyscy? Ono du偶e jest. Znaczy si臋, to dziewka.

No to... Wielkie j膮 rozszorpa艂o. Teraz po lasach ich pe艂no.

Mo偶e do miasta wr贸ci艂a?

Do domu nie przysz艂a?

To pewnikiem pod bram臋 posz艂a. Tam ka偶dego przygarn膮. No i zaraz na

z艂odziejaszka przerobi膮 albo na wszetecznicze.

Same szumowiny si臋 tam zbieraj膮.

Ja ju偶 p贸jd臋.

To mo偶e ja pomog臋?

Ju偶 pomog艂e艣.

Gabio!

Chcia艂em jedno zapyta膰.

Na weselu Tyczki b臋dziesz?

Nie spodziewa艂em si臋 tak szybko orszaku ze 艢widnicy.

P臋dzi艂em, co ko艅 wyskoczy, by jeszcze dzi艣 ruszy膰 w drog臋 powrotn膮.

Przeka偶cie Helenie, by gotowa艂a si臋 do drogi.

M贸j pan przesy艂a艂 k艂ony i zapewnia艂 swej przyja藕ni, kr贸lu.

Jak on si臋 miewa?

Porozumia艂 si臋 ju偶 z Henrykiem 呕aga艅skim?

Nie znam sprawy, o kt贸rej m贸wisz, ale wiem, 偶e ksi膮偶臋 Wolko nad wszystkim

panuje. Nie w膮tpi臋.

Jak m贸wi膮, kropla dr膮偶y ska艂臋.

Tylko kto ma czas czeka膰, a偶 z tego dr膮偶enia kszta艂t si臋 jaki艣 wy艂oni.

M贸j wierny rycerz, Ja艣ko z Martyna.

Potowarzyszy ci tu posi艂ku.

Bywaj zdr贸w i u艣ciskaj ksi臋cia ode mnie.

Witaj. Z wdzi臋czno艣ci膮 przyjm臋 towarzystwo.

Nazywam si臋 Gunfel Reibnitz. Jestem rycerzem ksi臋cia 艢widnickiego.

Przyjechali艣cie po Helen臋.

Miko艂aj!

Idziesz jej szuka膰. Dzi臋ki Bogu.

Id藕, zanie艣 sakwy. Ju偶.

Ja nie

jad臋

po Audry. Jak to?

Nie mog臋.

Ale przecie偶 szykujesz si臋 do drogi.

To dok膮d jedziesz?

Przepraszam, ale ja... Czy偶by...

Dla s艂onecznej Italii?

Nic wi臋cej nie mog臋 powiedzie膰. Nie musisz.

Ju偶 wiem.

Pojmij wreszcie, 偶e to nie jest tak, jak my艣lisz.

Wybacz mi.

Musz臋 ju偶 i艣膰.

Egle wie?

Powiedz jej...

Nic

jej nie m贸w.

Najch臋tniej wymierzy艂aby ci policzek.

Przyj膮艂bym go od pokoru.

Jeste艣 dobrym cz艂owiekiem.

Wierz臋, 偶e uda mi si臋 jeszcze udowodni膰, 偶e tak nie jestem.

呕egnaj, pani.

To prawda.

Helena podupad艂a na zdrowiu.

Ale ksi膮偶e o tym doskonale wie.

Bo by艂 wtedy na Wawelu. Nikt tego nie robi艂 tajemnika.

A jak si臋 teraz czuje?

Wr贸ci艂a na Wawel zdrowa.

I nie chce tu zosta膰? W艣r贸d brzydliwych jej ludzi?

Rena powinna opu艣ci膰 to miejsce.

To s膮 z艂e wspomnienia i z艂e j臋zyki.

O mnie te偶 ludzie gadaj膮 brednie.

Tego nikomu nie ufam.

Mo偶e wszystko sprawdzi膰 sam.

Na w艂asnej sk贸rze.

Taka niezdarna.

Kto艣, kto ma tak zgrabne d艂onie, nie mo偶e by膰 niezdarny.

Pozw贸l, 偶e ci pomog臋.

Panie, nie wypada. Sam decyduj臋 o tym, co wypada, a co nie.

Nie przyjdzie si臋 po偶egna膰.

Helena.

Jestem pewna, 偶e ksi臋偶na Agnieszka b臋dzie ci臋 przychylna.

Dzi臋kuj臋 za wszystko, kr贸lowo.

Nigdzie jej nie ma.

Pewnie co艣 j膮 zatrzyma艂o.

Tobie, pani, szczeg贸lnie chcia艂am podzi臋kowa膰.

Jeste艣 mi jak c贸rka.

呕ycz臋 ci jak najlepiej.

Pani... Oby 艣widnica by艂a dla ciebie 偶yczliwym domem.

Mam nadziej臋, 偶e znajdziesz tam to, na co zas艂ugujesz.

Dobrego m臋偶a i spok贸j.

Orszak czeka.

Powiedz mi co艣 o sobie.

Ju偶 dwa lata jeste艣 na Wawelu, a ja nic o tobie nie wiem.

Wychowa艂am si臋 razem z kr贸lowa na dworze jej ojca.

Pami臋tam, jak si臋 cieszy艂a, kiedy dowiedzia艂a si臋, 偶e tutaj przyjedzie. A

Ja? Jeste艣 szcz臋艣liwa?

Kr贸lowa Adelaida jest dla mnie jak... Widz臋, 偶e jeste艣 bardzo oddana mojej

偶onie. To zgodnie.

Co on tu robi?

Witaj, rycerzu.

Najja艣niejsza pani?

Oto Helena, kt贸r膮 b臋dziesz musia艂 si臋 zaj膮膰.

W ko艅cu przyjecha艂 osobi艣cie po Helena. B臋dzie jej towarzyszy艂 w drodze do

艢widnica. To niemowliwe.

Dlaczego?

Ona nie ma z nim jecha膰. Nie z nim.

Ksi膮偶臋 Bolko przyjecha艂 swojego najlepszego rycerza.

Kufry spakowane, owszem, czekam.

Oddaj j膮, panie, w swoje r臋ce.

Strze偶 jej jak oko w g艂owie.

B臋d臋.

Pani? Co ja zrobi艂am? Co si臋 sta艂o?

Wepchn臋艂am Helen臋 w r臋ce Gunsela.

Gunsela? Rajbnica, tego 艂ajdaka.

To on przyjecha艂 zabra膰 j膮 do 艢widnicy.

Przecie偶 on mo偶e jej co艣 zrobi膰.

Nie ma.

Nie wolno jej z nim pu艣ci膰. Ju偶 odjechali.

Je偶eli odjedzie, to nie patrz臋 sobie tego do ko艅ca 偶ycia.

Nie tknie jej, nie wa偶y si臋.

W ko艅cu przys艂a艂 go ksi膮偶臋.

Tak my艣lisz, panie?

Tak. Jestem pewien.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.