All language subtitles for The.Life.of.Chuck.2024.720p.BluRay.x265.10Bit-Pahe.in

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

ŻYCIE CHUCKA

Akt trzeci Dzięki, Chuck

"To nie chaos, nie śmierć. To harmonia, kształt system.

To życie wieczne.

Szczęście.

Przeszłość i teraźniejszość więdną -

wypełniłem je, opróżniłem.

I spieszę wypełnić następną kartę przyszłości.

Hej, ty tam, słuchaj! Z czego chcesz mi się zwierzyć?

Patrz mi w twarz, kiedy gaszę dyskretny płomyk wieczoru.

Mów szczerze, nikt więcej nie słucha, a ja wkrótce odejdę.

Czy ja sobie zaprzeczam?

Niech będzie, że sobie zaprzeczam.

- Jestem pojemny, są we mnie miliony". - Boże.

O co chodzi?

Coś bardziej interesującego niż Whitman.

Kalifornia.

Kolejne trzęsienie ziemi.

Zawalił się kawał od Santa Barbara po Fresno.

- Obłęd. - Wpadł do oceanu.

Już dobrze, uspokójcie się.

Brak sygnału.

Ktoś ma sygnał?

Nie.

Przepraszam.

Sieć nadal nie działa.

Ale mam tu jego teczkę.

Dylan ostatnio notuje spadki.

W tym semestrze spadł z czwórek i piątek na dwóje.

Ma pan papierowe kopie?

Zaczęliśmy je robić po kłopotach z siecią.

Jak pan sądzi? Łączność wróci?

- Nie wiem. - Pamiętam świat sprzed Internetu.

Dlaczego tak ciężko wyobrazić sobie świat bez niego?

Jak się cofnąć?

- A jeśli tym razem to już na dobre? - Wciąż brak Internetu.

Na szczęście mam papierową dokumentację wszystkich uczniów.

Myślę, że to koniec. Tym razem nie wróci.

Być może. Ale powinniśmy porozmawiać o Emily.

- Spadła jej frekwencja. - Frekwencja?

Absencja to teraz globalny problem.

Lekarze, piloci, policjanci,

wszyscy położyli laskę.

A pan chce rozmawiać o Emily?

A w ogóle to jak mają się uczyć?

Internet nawala od ośmiu miesięcy.

Połowa stron jest poprzekręcana.

Niektóre giną.

Wszystko się popieprzyło.

Nawet jak strona funkcjonuje, to ma spieprzoną interpunkcję, ortografię.

Jak to wytłumaczyć?

Nie umiem,

ale Brian może się przygotować do zajęć.

Biblioteka działa.

Pornhub zniknął.

Wie pan, panie Anderson?

Tak.

Zauważyłem.

Przepraszam za Briana.

Ale co ja mam zrobić?

Jego matka odeszła, nie wiem dokąd.

Słyszałem, że teraz dużo ludzi przepada bez wieści.

Ona uciekła do jakiegoś byłego z liceum.

Spotykali się przez miesiąc.

Pieprzony miesiąc.

Wyrzuca 20 lat do śmieci dla jednego miesiąca.

Chyba nigdy nie przestała o nim myśleć.

Pewnie każdy ma kogoś takiego.

Rozumiem to. Jeżeli to jest rzeczywiście koniec,

jak mówią te czubki w fioletowych szatach,

to z kim chciałbyś go przeżyć?

Ale porzucić syna?

Mówi, że wróci.

Nie wiem.

Jebany Pornhub.

Co będzie, jak nie wróci?

Tragedia.

Nawet, jeżeli to koniec wszystkiego,

to jest kurewstwo.

Przepraszam.

Przerażające sceny zniszczeń i cierpienia w Kalifornii.

Ekipy ratownicze przeczesują to, co pozostało z północnej części stanu.

350 ofiar śmiertelnych w północnym Yorkshire, a poziom wody rośnie.

Marty Anderson po raz pierwszy zobaczył ten billboard

na krótko przed ostatecznym zniknięciem Internetu.

Kiwał się 8 miesięcy,

ale ważniejsze były inne problemy, jak pożary, trzęsienia ziemi,

wyginięcie ptaków i ryb.

...największe pożary w historii USA.

Normalnie Marty jechałby do domu przez Turnpike,

ale nie było to możliwe

z powodu zawalenia mostu nad Otter Creek.

Charles Krantz - 39 wspaniałych lat Dzięki, Chuck

Po katastrofie w Kalifornii,

jednym z najgęściej zaludnionych stanów została Nevada.

Felicia Gordon jest pielęgniarką w szpitalu miejskim.

Choć przez ostatnie kilka tygodni czuła się bardziej jak grabarz.

Kurczący się od lata personel,

zaczął się nazywać Legionem samobójców.

Wrócimy do pożarów na Środkowym Zachodzie

i braku wody

po przerwie.

Chcielibyśmy podziękować Charlesowi Krantzowi

za 39 wspaniałych lat.

Dzięki, Chuck.

- Słyszałem, że miałaś kolejnego. - Tak, jeszcze jeden.

Mój nie miał szczęścia. Podcięte żyły.

To co mieliśmy zrobić?

- Słyszałaś o Marilou? - Nie, co z nią?

Zostawiła swojego byłego. Pamiętasz Pedro?

Pojawił się i nie wiem co jej powiedział, ale wyszli trzymając się za ręce.

A pamiętam ich koszmarny rozwód. Pamiętasz?

Tak.

Było minęło i poszła z nim.

Ciekawe jakie są statystki.

Czy więcej ludzi się rozstaje, czy wraca do siebie?

Myślisz, że więcej jest małżeństw czy rozwodów?

Małżeństw.

- Optymistka. - Nie.

Rozwód trwa o wiele dłużej, myślę że ludzie sobie odpuszczają.

Minimum pół roku biurokracji. Pewnie więcej.

Zawarcie małżeństwa to jedna kartka i jedna godzina.

Stawiam na małżeństwa.

Nie przyszłaś na lunch ani na kolację. Co się dzieje? Przestałaś jeść?

- Nie byłam wieczorem głodna. - Rano też nie?

Kto mi ukradł pończochy?

Za dużo prób wczoraj wieczorem?

- To były ćwiczenia. - I dlatego tak długo spałaś?

Nie spałam, pojechałam do miasta.

- Na zakupy? - Nie.

Cześć.

- Przerwałaś połączenie. - Tak.

Ale zdałam sobie sprawę, że pewnie je zauważyłeś.

Jak się masz?

W porządku.

A ty?

Myślałam dzisiaj o tobie.

Rozmawialiśmy w pracy o rozwodach i małżeństwach.

- Których jest więcej. - Małżeństw.

Nikt nie będzie czekał na rozwód.

A powtórne małżeństwa?

- Nie chcesz najpierw kupić mi drinka? - Chyba się zdarzają. To ma sens.

Ludzie potrzebują czegoś znanego i podnoszącego na duchu.

Jaki miałeś dzień?

Bez owijania w bawełnę, co?

Powiedz.

Dzień...

jak co dzień.

Wiesz?

Dziwny.

Spotkanie z rodzicami szło jak sikanie pod wiatr.

- Wiesz o Kalifornii? - Tak.

Mówili, że większość została już ewakuowana,

ale słyszałam, że na wschód ciągną setki tysięcy uchodźców.

Nevada jest teraz jednym z najgęściej zaludnionych stanów.

Słyszałam naukowca, który mówił, że Kalifornia odrywa się jak stara tapeta.

I że kolejny japoński reaktor został zalany.

Mówią, że został wyłączony i nie ma zagrożenia,

ale im nie wierzę.

Jesteś cyniczna.

Żyjemy w cynicznych czasach.

Niektórzy wierzą, że to już koniec.

Nie tylko religijni szaleńcy.

A słyszysz to od członka Legionu samobójców szpitala miejskiego.

Tak siebie teraz nazywamy.

Dzisiaj straciliśmy sześciu,

a osiemnastu wyratowaliśmy głównie dzięki naloxonowi.

Ale kończy nam się.

Farmaceutka powiedziała, że skończy się do końca miesiąca.

Kiepsko.

Tak.

Jest naprawdę kiepsko.

Nie ma Internetu, a Kalifornia wisi na włosku.

Pożary, głód, zarazy i cała reszta.

Nic się nie trzyma już kupy.

To tylko kwestia czasu.

Ile to jeszcze może trwać?

Ile jeszcze musimy znieść

zanim to wszystko się rozleci?

Uczę teraz dzieciaki o Carlu Saganie.

Słyszałaś kiedyś, co mówił o kosmicznym kalendarzu?

Nie wiem.

Chyba nie.

Wszechświat ma 15 miliardów lat.

Gdyby to wszystko,

te 15 miliardów lat skompresować

do jednego roku kalendarzowego,

wtedy Wielki Wybuch ma miejsce w pierwszej sekundzie 1. stycznia.

A dzisiaj,

teraz, jesteśmy w ostatniej milisekundzie ostatniej minuty ostatniego dnia,

31. grudnia.

Ale jak wrócimy do początku,

jeśli Wielki Wybuch wydarzył się o północy 1. stycznia,

wtedy każdy miesiąc kalendarza ma 1,25 miliarda lat.

Nikt mi nie powiedział, że to egzamin z matmy.

Wszechświat zaczyna się 1. stycznia,

ale Droga Mleczna powstaje dopiero w maju

Nasze Słońce i Ziemia pojawiają się w połowie września.

Niedługo później pojawia się życie, ale nie my.

- Wiesz jak długo jeszcze nas nie ma? - Miało nie być matmy.

Do 31. grudnia.

Ostatniego dnia kalendarza.

Pierwszy człowiek zadebiutował na Ziemi

około 22.30.

O 22.30 ostatniego dnia.

Każda minuta od tamtej pory

to 30 tys. lat.

O 23:46, tylko 14 minut temu,

ludzkość ujarzmiła ogień.

A teraz z minut przechodzimy w sekundy.

O 23:59 i 20 sekund

zaczęło się udomowienie roślin i zwierząt

człowiek zaczął wytwarzać narzędzia.

O 23:59 i 35 sekund

społeczności rolnicze ewoluowały w pierwsze miasta.

A nasza zapisana historia,

każdy, o którym słyszeliśmy,

każda rzecz w naszych książkach historycznych,

wydarzyła się w ciągu ostatnich 10 sekund.

Ostatnich 10 sekund ostatniej minuty,

ostatniego dnia kalendarza,

31. grudnia.

Jak długo to jeszcze potrwa?

Nie wiem.

Jeśli masz rację,

że to naprawdę jest koniec naszych czasów,

że wszechświat umiera,

szybką śmiercią,

nawet jeśli rozgrywa się to w ostatnim ułamku sekundy, mikrosekundzie,

któż wie, ile to potrwa.

Może sekundy,

może wieczność,

może to wszystko się dzieje, gdy kosmos wydaje ostatnie tchnienie.

Może to wszystko się dzieje w ostatnim,

jedynym, pojedynczym uderzeniu serca.

Jezu, Marty.

Słuchaj, muszę już kończyć.

Muszę ocenić klasówki.

Marty...

Świat popada w ruinę,

a my potrafimy tylko powiedzieć "jest kiepsko".

Może i my się kończymy.

Może.

Ale Chuck Krantz idzie na emeryturę,

więc może jest jakieś światełko w tunelu.

- 39 wspaniałych lat. - Widziałaś ten dziwny billboard?

To była reklama w radiu, przed tą audycją w NPR, o której ci mówiłam.

Jeżeli w NPR puszczają reklamy, to musi być koniec świata.

Co Chuck Krantz ma wspólnego z tą relacją?

Wygląda jak księgowy. Nigdy o nim nie słyszałem.

Chyba użyli starego zdjęcia.

Facet wygląda na góra 40 lat, nie mówiąc już o 40 latach pracy.

Świat jest pełen tajemnic.

Nie przejmuj się, Marty.

Napij się piwa.

Spoko.

EPA opublikowała czerwony alarm dotyczący jakości powietrza

w Cleveland i okolicach.

Przepraszamy. Problemy techniczne

I się zesrało.

Chcemy podziękować Charlesowi Krantzowi

za wspaniałe 39 lat.

Dzięki, Chuck.

Przepraszamy. Problemy techniczne.

Gus!

Cześć, Marty.

Gdzie samochód?

Na chodniku w połowie drogi do Main Street Hill,

z setką innych. Musiałem go zostawić.

Przyszedłem na piechotę. Ile to może być, z 5 kilosów?

Jedziesz do szkoły? Poczekaj.

Musisz jechać,

musisz jechać 11 a potem skręcić w 19.

Będzie straszny korek.

Musisz nadłożyć minimum 30 kilometrów. Dojedziesz na lunch.

Co się stało?

Zrobiło się zapadlisko na skrzyżowaniu Market i Main. Normalnie gigantyczne.

Pewnie przez ten deszcz

i słabą konserwację dróg.

Ale to nie moja działka, dzięki Bogu.

Na dnie jest ze 20 samochodów.

I część ludzi z tych samochodów już nie wyjdzie.

Byłem tam wczoraj wieczorem, stałem w korku.

Dziękuj Bogu, że nie dziś rano.

- Rozumiem, że wiesz o Kalifornii. - Nie włączyłem telewizora rano.

- Coś nowego? - Osunęła się reszta.

Mówią, że zostało 20% północnej Kalifornii,

co pewnie oznacza z 10%.

Ale regiony rolnicze przepadły.

Środkowy Zachód zamienił się w węgiel, Floryda zalana,

co znaczy, że wszystkie tereny rolne przepadły.

To samo w Europie.

W Azji panuje głód. Milion ludzi umarło.

Mówią, że to dżuma.

Epidemia dżumy.

A pszczoły, z którymi był problem już 10 lat temu, teraz kompletnie zniknęły.

Zostało parę uli w Ameryce południowej.

Koniec z miodem.

A bez pszczół, kto będzie zapylał uprawy, które jeszcze się ostały?

- Przepraszam. - Spoko.

Andrea?

Andrea z Midwest Trust? Jestem mężem Felicji Anderson.

Byłym.

Chyba się znacie. Spotkaliśmy się na turnieju u Davida.

Tak, a o co chodzi?

Musiałam przejść kawał, mój samochód utknął,

a bank się przechyla.

Przechyla?

Tak.

Stoi na skraju zapadliska.

- Nie mam już miejsca pracy. - Ciekawi mnie billboard na budynku banku.

- Widziałaś go? - Jasne.

Widziałam też reklamy w telewizji.

Żadnych reklam samochodów czy przecenionych mebli,

tylko "Charles Krantz, 39 wspaniałych lat. Dzięki, Chuck".

To on nie pracował w banku? Nie przeszedł na emeryturę?

Nie znam żadnego Krantza.

Myślę, że to jakiś kawał. Performance.

Do widzenia.

Wyglądają jak uchodźcy.

Tak.

Nie wyglądają na zmartwionych.

A co to da?

Na początku wszyscy byli zaniepokojeni. Pamiętasz te protesty?

Jak obalili ogrodzenie przed Białym Domem i zastrzelono tych studentów?

I obalenie rządu w Rosji. Wojna czterodniowa między Indiami i Pakistanem.

I pieprzony wulkan...

w Niemczech.

Wulkan w Niemczech. To jakiś obłęd.

Mówiliśmy: "Och, to wszystko kiedyś przycichnie"

Ale nie wygląda mi na to.

Nie.

Myślę, że zmniejszy się liczba samobójstw.

Ludzie zaczną po prostu czekać.

Na co?

Na koniec.

To jest koniec wszystkiego.

Żałoba ma 5 etapów.

Nie rozumiesz? Teraz mamy ostatni etap.

Pogodzenie się.

Czekanie...

...jest najtrudniejsze.

A wszystko to spadło na nas nie wiadomo skąd.

Wszyscy niby wiedzieli, że jest problem ze środowiskiem.

Nawet prawicowe świry, w głębi duszy to wiedziały.

Ale coś takiego?

60 różnych odmian gówna.

Tyle gówna w tak krótkim czasie.

W rok.

14 miesięcy.

Kiepsko.

Kiepsko.

Piszą na niebie.

Nie widziałem tego od dzieciństwa.

Co to jest?

Ja też...

DZIĘKI CHUCK

DZIĘKI CHUCK!

CHUCK ŻYJE

KOCHAM CIĘ CHUCK

CHUCK NA ZAWSZE

DLA CHUCKA

Gdzie byłaś?

Żartujesz sobie? Musiałam tu przybiec.

Wielki korek, połowa samochodów pusta.

- Dr Winston przepadł. - Co?

Przyszedł dzisiaj rano, rozejrzał się i wyszedł. Nie mogę go znaleźć.

Wyrzucił pager.

- Przygotuję się. - Łóżka są puste.

Większość wyszła.

Przeniosłem ostatnich stabilnych.

Ale dzieje się coś dziwnego.

Co to jest?

Co jest z tym monitorem?

No właśnie, i nie tylko z tym.

Nie wiem.

Chyba chcę stąd wyjść.

Chcę iść do domu.

Nie muszę już tu być.

Połączenie jest niemożliwe.

Charles Krantz - 39 wspaniałych lat Dzięki, Chuck

Nic panu nie jest?

Nie, odpoczywam.

Poszedłem zobaczyć zapadlisko

i zrobić parę zdjęć.

Pomyślałem, że któraś z lokalnych telewizji może być zainteresowana.

Ale wszystkie przerwały nadawanie.

Pokazują tylko zdjęcia Krantza.

Wszędzie tylko Krantz.

- Wie pan, kto to jest? - Nie.

Spytałem kilkadziesiąt osób.

Nikt nie wie.

Nasz Krantz to Oz apokalipsy.

Nasz ostatni mem.

- Dokąd pan idzie? - Harves Acres.

Miła enklawa z dala od głównych szlaków.

Ja też tam idę.

Mieszka tam moja była.

Możemy iść razem.

Czym się zajmujesz?

Jeśli jeszcze pracujesz.

Jestem właścicielem domu pogrzebowego.

Stary!

Tak, mieliśmy boom.

Nie ma się z czego cieszyć, ale biznes parę tygodni temu był znakomity.

Ale moją pasją jest meteorologia.

Za młodu marzyłem, żeby zostać prezenterem pogody

w którejś telewizji.

Nie wyszło.

Ale się nie poddaję.

Czytam czasopisma.

I mogę ci powiedzieć coś niesamowitego.

Wszyscy mówią, że dzień ma 24 godziny.

To błąd.

Kiedyś dzień gwiezdny miał 23 godziny i 56 minut.

Plus parę sekund.

Miał?

Takie są moje kalkulacje, które mogę udowodnić matematycznie.

Teraz dzień ma 24 godziny i 2 minuty.

- Wiesz, co to znaczy? - Twierdzisz, że rotacja Ziemi zwalnia?

Dokładnie.

Wielu ludzi uważa, że te wszystkie katastrofy

wynikają z tego, że zniszczyliśmy środowisko. Nie jest tak.

Pierwszy przyznam,

że traktowaliśmy naszą matkę, bo jest matką nas wszystkich,

bardzo źle.

Molestowaliśmy ją, żeby nie powiedzieć gwałciliśmy.

Ale...

Jesteśmy niczym w porównaniu do wielkiego zegara Wszechświata.

Nie.

To, co się teraz dzieje jest większe niż degradacja środowiska.

Tak mówi matematyka.

Matematyka robi wiele rzeczy.

Może być sztuką,

ale nigdy nie kłamie.

Wiesz co?

Posiedzę sobie

podziwiając zachód słońca

i poczekam,

aż mój artretyzm się wyciszy.

Przyłączysz się?

Pójdę dalej.

Do byłej, rozumiem.

Miło mi się z panem rozmawiało, panie Anderson.

Nie bój się, idę odwiedzić moją byłą żonę.

Felicję Anderson.

Chyba wróciła do nazwiska Gordon.

Mieszka przy Fern Lane 19.

Znam panią Gordon.

Co tu robisz?

Chciałam pojeździć.

Kiedyś też to uwielbiałem.

To czemu nie jeździsz?

Może powinienem.

Czemu idziesz do pani Gordon, jeśli jest twoją byłą?

Wciąż ją lubię.

Kłócicie się?

Kiedyś tak.

Teraz lepiej się dogadujemy.

Czasami daje nam pierniczki.

Wolę Oreo, ale...

Chodzi o to jak się kruszą.

Pierniczki się nie kruszą. Dopiero jak je zgnieciesz.

Lepiej wracaj do domu.

Nie powinnaś jeździć w ciemności.

Wszystko będzie dobrze?

Na pewno.

Idź do domu.

Do rodziców.

Teraz.

Dzięki Bogu.

Dzięki Bogu.

Dopiero zaczęły...

- Dopiero zaczęły się wyświetlać. - Wiem.

Tylko tutaj?

Chyba wszędzie.

Chyba prawie...

Chyba prawie...

Gwiazdy świecą jak nigdy dotąd.

Spójrz tylko.

Gwiazdozbiór Orła.

Tam jest

gwiazdozbiór Łabędzia.

Widzisz?

A tam Gwiazda Polarna.

Widziałeś to?

Tak.

Teraz Mars.

Boję się.

Ja też.

Już dobrze, skarbie.

Idź.

Idź tam.

Tylko 39 lat.

39 wspaniałych lat.

Dzięki, Chuck.

Kocham cię...

AKT DRUGI Uliczni artyści

Z pomocą przyjaciela, Maka, który ma starego vana,

Taylor Franck rozkłada perkusję w ulubionym miejscu

na promenadzie Eight Street.

Jest środa po południu.

Pogoda jest zajebiście piękna,

a ulice są pełne ludzi niecierpliwie oczekujących weekendu,

co zawsze jest przyjemniejsze od samego weekendu.

- Wszystko w porządku? - Tak, dzięki.

10% w ramach podziękowań.

Taylor i Mac pracują na pół etatu

w Doctor Records na Castle Street.

Ale w dobry dzień Taylor zarabia drugie tyle występując.

Granie na perkusji na ulicy nie było marzeniem jej rodziców,

gdy dostała się do Julliard.

Nie wiedzą też, że rzuciła uczelnię.

W Julliard chcieli, żebyś myślał, co robisz,

a dla Taylor

rytm był przyjacielem, a myślenie wrogiem.

Najpierw się rozgrzewa

na luzie.

Powolne tempo, bez dzwonka,

nie przejmując się, że kapelusz pozostaje pusty,

z wyjątkiem dwóch zmiętych dolarów

i ćwierćdolarówki pogardliwie wrzuconej przez deskorolkarza.

Nie spieszy się.

Powoli wchodzi w rytm.

To wchodzenie to połowa frajdy.

A może nawet większość.

Janice Halliday idzie do domu po 7 godzinach w Paper and Page,

być może dojdzie do samego oceanu.

Chłopak, z którym była 16 miesięcy właśnie z nią zerwał

- i zrobił to w nowoczesny sposób. - Skurwysyn!

To było kompletnie nieoczekiwane, jak drzwi, które uderzają cię w twarz,

gdy właśnie zaczynasz przechodzić.

- To było... - Cholerne kurewstwo!

Nie kocha go.

Nigdy się nie oszukiwała co do tego.

- Ale mimo wszystko... - Szlag! - ... to jest dla niej szok.

Prawdopodobnie jak przyjdzie do domu otworzy wino i będzie płakać.

Może puści ulubioną playlistę i wstawiona będzie tańczyć w pokoju.

W liceum uwielbiała tańczyć.

Może uda jej się przywołać tę radość.

Co za zjeb!

Przepraszam.

To nie do pani.

Latte z mlekiem owsianym dla Chucka.

Charles Krantz,

Chuck dla przyjaciół,

ma na sobie zbroję księgowego.

Szary garnitur, błękitną koszulę i niebieski krawat.

Buty Samuela Windsora są niedrogie lecz solidne.

Przyjechał tu na tygodniową konferencję

"Bankowość w XXI wieku".

Wysłał go jego bank Midwest Trust, który pokrywa wszystkie koszty.

Chuck z przyjemnością słuchał prelegentów

Uczestniczył w jednym panelu i planuje kolejny,

zanim konferencja się skończy jutro w południe.

Jednak czasu po pracy nie zamierza spędzać

w towarzystwie pozostałych 70 księgowych.

Mówi ich językiem,

ale mówi też innymi językami.

Przynajmniej tak było kiedyś,

choć część słownictwa zapomniał.

Teraz jego solidne Windsory niosą go na popołudniowy spacer.

Jego życie jest bardziej ograniczone niż oczekiwał, ale pogodził się z tym.

Rozumie, że to ograniczenie to naturalna kolej rzeczy.

Ma żonę Ginny, której jest sumiennie wierny

i inteligentnego, pogodnego syna w gimnazjum.

Ma przed sobą tylko 9 miesięcy życia, lecz jeszcze o tym nie wie.

Taylor pracuje od 10 minut,

ale na razie nic z tego nie ma.

Zauważa zbliżającego się biznesmena,

i coś, nie wiadomo co,

powoduje, że chce zapowiedzieć jego przybycie.

Przechodzi do rytmu reggae, a potem czegoś bardziej zmysłowego.

I po raz pierwszy dzisiaj

Taylor czuje iskrę

i zaczyna uderzać dzwonek akcentujący takt.

Fajnie to brzmi.

Pojawił się porywający rytm,

który jest jak droga, którą idziesz.

Mogłaby przyspieszyć ten rytm,

ale patrząc na biznesmena uznała, że to do niego nie pasuje.

Spodziewa się, że biznesmen minie ją

w drodze do swojego hotelu,

i kiedy odejdzie, Taylor przerzuci się na coś innego.

Ale zamiast ominięcia jej...

Chodź.

Chodź, siostro.

Zatańczmy.

Zatańcz.

Poprowadzę cię.

W porządku, moje okulary.

Okulary.

Co my robimy?

Nie wiem.

Koniec na dzisiaj.

Koniec na dzisiaj.

Koniec na dzisiaj. Rezygnujemy będąc u szczytu.

Potrzebujesz pomocy?

Możesz to wziąć?

Zakręć to. I uważaj na palce.

Wiesz o co chodzi?

Jeszcze coś?

Co to było?

Coś niesamowitego.

- Zawodowo tańczysz? - Nie, nie.

Nie.

- A czym się zajmujesz? - Mam nadzieję, że nie zepsułem.

- Jedźmy nad staw. - Nie zaparkujemy tam.

Dzisiaj tak.

Dzisiaj

jest magicznie.

Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć?

Babcia pokazała mi najlepsze ruchy.

- Gdzie nauczyłaś się grać na perkusji? - Jestem samoukiem.

O nie, to twoje.

Dzielimy się po równo.

Sama nie zarobiłabym połowy nawet grając do północy.

W porządku?

Tak.

Tylko migrena.

O nie, daj spokój. Ja nie potrzebuję.

Bierz, zarobiłeś.

Kup sobie kolację. Rozdaj. To twoja działka.

- Moglibyście robić to zawodowo. - No nie wiem.

Moglibyśmy razem stać się sławni i bogaci.

Dlaczego się zatrzymałeś przy mnie?

Czemu zacząłeś tańczyć?

Mógłby powiedzieć, że pomyślał

o swojej niedorobionej kapeli The Retros,

jak lubił tańczyć na scenie podczas instrumentalnych kawałków.

Ale to nie było to.

Nie wiem.

Taylor, musimy ruszać, albo wydasz cały zarobek na mandat.

Nie chcielibyście zmienić zawodu?

Zamienic zawód? Jak...

Staniemy się sławni.

Chodźcie tu zanim się rozejdziemy.

Grupowy przytulas.

Grupowy przytulas.

Chodźcie.

Niech żyją uliczni artyści.

Niech żyją.

Musimy jechać zanim dostaniemy mandat.

Przykro mi.

Kiepska sprawa.

Owszem.

Myślałam, że to miły chłopak.

Był niezłym kochankiem, było fajnie.

Jak znajdę filmik z naszym tańcem,

który pewnie jest już viralem,

to mu wyślę

z podpisem:

"Zobacz co straciłeś".

Wszystko będzie dobrze.

Nie mam wielkiej wiedzy, ale to wiem.

Masz przed sobą jasny promień słońca,

w który zaraz wejdziesz.

Ale, fakt.

Jest kiepsko, co tu więcej mówić.

Wszystko się kończy, a my możemy tylko powiedzieć "jest kiepsko".

Tak.

Może my też się kończymy.

Może.

Ja idę tu.

A ja tam.

Dzięki za taniec.

Kiedy przechodził obok miejsca, gdzie stała perkusja Taylor,

ponownie pojawiły się dwa pytania.

Dlaczego zatrzymał się posłuchać?

Dlaczego zaczął tańczyć?

Nie wie.

Czy odpowiedzi zmieniłyby coś dobrego na lepsze?

Później straci zdolność chodzenia,

nie wspominając o tańcu na promenadzie.

Później straci zdolność gryzienia jedzenia.

Później zapomni imię żony.

Później straci poczucie różnicy

między snem a jawą

i wkroczy do krainy tak wielkiego bólu,

że zwątpi, po co Bóg stworzył świat.

Od czasu do czasu przypomni sobie

jak zatrzymał się, rzucił teczkę

i zaczął poruszać biodrami w rytm perkusji.

I pomyśli, że po to Bóg stworzył świat.

Tylko tyle.

AKT PIERWSZY Są we mnie miliony

Chuck bardzo czekał na siostrzyczkę.

Nie chciał też tracić rodziców.

Ani jedno ani drugie nie wyszło

z powodu oblodzonego fragmentu wiaduktu.

Chucka nie było w aucie, gdy to się wydarzyło,

bo jego rodzice wybrali się na kolację, a on został pod opieką dziadków,

których w tamtym czasie nazywał Zaydee i Bubbie.

Miał 7 lat.

Brawo.

Przez półtora roku dom był przepełniony niczym nie zmąconym smutkiem.

Albie i Sarah Krantz nie tylko stracili syna i synową,

Czemu nie jecie?

ale też wnuczkę, która miała się urodzić 3 miesiące później.

Co się dzieje?

Miała już wybrane imię.

Alyssa.

Gdy Chuck powiedział, że brzmi jak deszcz,

jego matka śmiała się i płakała jednocześnie.

Nigdy tego nie zapomniał.

Albie przerabiał swoją żałobę zwrócony ku dwóm absolutom:

liczbom i alkoholowi.

Sarah nie potrafiła znaleźć radości w niczym.

Kiedyś kochała różne smaki życia, muzykę, sztukę, jedzenie.

Jednak teraz świat stał się dla niej cichy, szary i bez smaku.

Część dobrych uczuć powróciła do domu z czasem.

Po wypadku w domu królowało jedzenie na wynos,

ale gdy Chuck skończył 10 lat, babcia znowu zaczęła gotować.

Gotując lubiła słuchać rock-and-rolla.

Chuckowi ta muzyka wydawała się zbyt młoda dla niej,

ale jej sprawiała przyjemność.

Chodź, młody, zatańczymy.

Mógłbyś się nauczyć tych ruchów.

Masz talent.

- A gdzie ty się nauczyłaś? - W liceum.

Jaka byłaś w liceum?

Byłam seksowna.

Ale nie mów Zaydee.

On jest staromodny.

Chuck nie powiedział.

Dom dziadków stał się jego domem z jednym wyjątkiem.

Wieżyczki na dachu.

Chuck miał zakaz wchodzenia do wieżyczki.

To był stanowcza zasada wprowadzona przez dziadka.

W innych sprawach Albie nie był tak surowy.

Był wręcz łagodny.

Ale w tej kwestii był nieugięty.

Wiele razy Chuck o to pytał.

Co tam jest? Co widać z okna?

A przede wszystkim: Dlaczego pokój jest zamknięty.

- Babcia powiedziała... - Podłoga jest niebezpieczna i może się zapaść.

- Dziadek powiedział... - Nic tam nie ma z powodu zgniłej podłogi.

Jedyne, co widać z okna, to centrum handlowe.

Powtarzał to samo aż do dnia poprzedzającego 11 urodziny Chucka,

kiedy to ujawnił część prawdy.

Kosmiczny kalendarz

kompresuje historię wszechświata do jednego roku.

Jeśli Wszechświat rozpoczął się 1. stycznia,

to w maju powstała Droga Mleczna.

Picie nie sprzyja dochowaniu tajemnicy.

Po śmierci syna, synowej i nienarodzonej wnuczki

Alyssy, brzmiącej jak deszcz,

Albie Krantz dużo pił.

Wszystko, co ludzkość zrobiła, zdarzyło się w tym jasnym punkciku

w dolnym prawym rogu kosmicznego kalendarza.

Z wieżyczki na pewno widać więcej niż centrum handlowe.

Na pewno widać stamtąd całe miasto.

Gdybyś tam wszedł zobaczyłbyś dużo więcej niżbyś chciał.

Dlatego jest zamknięte.

Każdy miesiąc oznacza 1,25 miliarda lat.

Każdy dzień odpowiada 40 milionom lat.

Chciał zapytać, co dziadek ma na myśli.

Przebłysk niewykształconej dorosłości, nie w wieku 10 lat,

która zaczynała o osobie dawać znać, spowodował,

że zamilkł.

- W tej skali... - Zamilkł i czekał.

Cała historia ludzkości zajęłaby obszar wielkości dłoni.

Zaczynamy podążać długą i krętą ścieżką,

która zaczęła się pradawnym...

Wiesz w jakim stylu jest ten dom?

Wiktoriańskim.

Tak jest.

Prawdziwym wiktoriańskim. Zbudowano go w 1885 roku.

Był wielokrotnie remontowany od tego czasu.

Ale wieżyczka była od początku.

Mieszkamy tu od 71 roku

i przez te wszystkie lata

byłem tam parę razy.

Bo podłoga jest zgniła?

Bo jest pełna duchów.

Około 22:30, 31. grudnia.

- Pamiętasz Scrooge'a? - Tak.

- Oglądałeś film o nim. - Pamiętam.

Uważasz, że to był film o duchach?

Chyba tak.

Ktoś powiedział, że to historia o duchach.

Nadchodzących świąt Bożego Narodzenia.

23:59:20 ostatniego dnia kosmicznego kalendarza.

Miesiąc później był chłopak Jefferiesów.

Henry Peterson...

To trwało trochę dłużej.

4 może 5 lat.

Do tego czasu

prawie zapomniałem, co tam zobaczyłem.

Prawie.

Po tym obiecałem sobie, że już nigdy tam nie wejdę.

Żałuję, że tam wszedłem z powodu Sarah.

Z powodu twojej Bubbie.

Twojej kochanej Bubbie.

I chleba.

Każdy człowiek, o którym słyszeliśmy, gdzieś tam jest.

Czekanie, Chuck.

Jest najtrudniejsze.

Wszystko, co znamy z książek historycznych

wydarzyło się w ciągu ostatnich 10 sekund kosmicznego kalendarza.

Ochłodziło się.

Pozdrowienia od Very. Dziękuje za zupę.

Zarzuciła mnie plotkami.

W końcu od tego mamy Verę.

- Jakie najnowsze? - Nie wiem czy słyszałeś,

ale Trish mówi, że Karen i Matty znowu chodzą na terapię.

Kim był Henry Peterson?

Wszechświat nas stworzył, a my możemy roztrwonić dziedzictwo 15 miliardów lat.

Kup mieszankę na naleśniki.

W żółtym pudełku, nie pomarańczowym. Zapamiętasz?

Zapisać?

Pamiętam.

Nawet nie myśl o samochodzie. Spacer cię otrzeźwi.

Tak, tak, tak.

Wróci z zakupami.

A potem może zrobimy pianki na ognisku?

Dobrze.

Gadał ci o tych swoich duchach?

Tych które żyją w wieżyczce?

A są tam?

Jak sądzisz?

Nie zwracałabym za bardzo uwagi na Zaydee.

Jest dobrym człowiekiem, ale czasami...

Czasami pije za dużo.

I wtedy zaczyna gadać na ulubione tematy. Wiesz, o co chodzi.

Kim był chłopak Jefferiesów?

To była smutna historia.

Mieszkał w bloku obok.

Potrącił go samochód, kiedy wbiegł za piłką na ulicę.

To się wydarzyło dawno temu.

Jak dziadek mówi, że zobaczył to zanim się wydarzyło, to zmyśla.

Po prostu pije za dużo.

Mogę je zanieść pani Stanley, jeśli chcesz.

Miło, że o niej pomyślałeś, Vera się ucieszy.

Wspaniałe.

Babcia jest artystką.

Dzięki, że przyniosłeś. To twój pomysł?

- Mów szczerze. - Tak.

Mogę ci zrobić herbatę?

Nie piję herbaty, ale poproszę szklankę mleka.

Twoja babcia jest święta. A co z dziadkiem?

Sprawdzili to, co miał na plecach?

- Doktor to wyciął i oddał do zbadania. - Powiedz wszystko.

To nie było złośliwe.

Dzięki Bogu.

Mówił babci o jakimś Henrym Petersonie.

Paskudna historia.

Henry był księgowym, tak jak twój dziadek.

Prowadził wiele biznesów. Takich, których nie brał dziadek.

Jak to się stało?

Chyba nie chcesz o tym słuchać.

- Dziadek mówił, że odszedł w spokoju. - W spokoju?

Zabił się. Powiesił się.

Jego żona uciekła z młodszym mężczyzną,

ledwo w wieku do głosowania. A ona była po czterdziestce.

No właśnie.

A potem słyszałam...

A co tam w szkole?

Kto z kim się migdali?

"Mów szczerze, nikt więcej nie słucha, a ja wkrótce odejdę.

Czy ja sobie zaprzeczam?

Niech będzie, że sobie zaprzeczam

Jestem pojemny,

są we mnie miliony".

Ostatniego dnia szóstej klasy

Panna Richards, przeurocza hippiska,

która nie potrafiła utrzymać dyscypliny

i pewnie długo nie zagrzała miejsca w publicznym systemie edukacji,

próbowała recytować wersy

z "Pieśni o sobie" Walta Whitmana.

"Nie uda się mnie chwycić za pierwszym razem - nie traćcie otuchy,

Nie znajdziecie mnie w jednym miejscu - szukajcie w innym".

Dobrze poszło, nie sądzisz?

Tak, przepraszam za nich.

Co to znaczy, jak mówi:

"Jestem pojemny, są we mnie miliony".

A jak myślisz?

Wszyscy ludzie, których zna?

Tak.

Ale chyba ma na myśli coś więcej.

Podejdź.

Co tam jest, między moimi dłońmi?

Mój mózg.

Nie to mam na myśli.

Co tam jest?

Pomiędzy dłońmi.

Nie wiem.

Ludzie, których znasz?

Chyba tak.

Tylko ludzie?

Wszystko, co widzisz. Wszystko, co wiesz.

Cały świat. Samoloty na niebie, pokrywy od studzienek na ulicy.

Z każdym rokiem twojego życia świat w twojej głowie

staje się większy, jaśniejszy, bardziej szczegółowy i złożony.

Zbudujesz miasta, państwa, kontynenty

i zapełnisz je ludźmi, twarzami, prawdziwymi i wyobrażonymi.

Rozumiesz?

Nie zatrzymuj się.

Zapełnisz świat tymi, których spotkasz,

poznasz

czy sobie wyobrazisz.

To będzie wszechświat.

Cały wszechświat pomiędzy moimi dłońmi.

Są w tobie miliony.

Co się dzieje z tym wszechświatem jeśli ktoś,

nie wiem,

wpadnie na łatę lodu i spadnie z wiaduktu...

Nie martw się o takie rzeczy.

Tylko pamiętaj, że są w tobie miliony.

Czy to nie wspaniałe?

Idź już. Jesteś dobrym chłopcem. Cieszę się, że jesteś w mojej klasie.

Chuck cieszył się latem aż do sierpnia,

gdy zmarła Bubbie.

Wydarzyło się to w sklepie spożywczym,

publicznie,

co trochę odarło ten moment z godności,

ale przynajmniej był to ten rodzaj śmierci, o którym można powiedzieć...

Dzięki Bogu nie cierpiała.

Druga opinia...

- Miała długie i bogate życie. - ...była raczej niejasna.

Sarah Krantz była dopiero po sześćdziesiątce.

Kolejny raz dom na Pilchard Street wypełnił się niezmąconym smutkiem.

Albie nosił opaskę żałobną i schudł.

Przestał mówić dowcipy

i wyglądał na starszego niż 70 lat.

- To wszystko? - Tak.

1,75 dolara.

Ta pani, która tu była kilka tygodni temu

ta która umarła.

Gdzie była jak to się wydarzyło?

To trochę upiorne pytanie.

To była moja babcia.

Brała bochenek chleba.

Jak upadła ściągnęła wszystko z półki.

Przepraszam, jeśli powiedziałam za dużo.

Nie.

Już to wiedziałem.

- Nie! - Co?

Wyjdź stamtąd!

Wyjdź stamtąd.

Daj mi to.

Daj to.

Daj to.

Przepraszam.

Przepraszam.

Już dobrze?

Co zobaczyłeś?

Co zobaczyłeś?

Przepraszam. Po prostu nie możesz.

Nie możesz tego robić.

Nie możesz.

Przepraszam.

Przepraszam.

Liga matematyczna

Klub tańca "Piruet"

Chodź, młody.

Zatańczmy.

Cześć wszystkim fanom tańca z klubu "Piruet"!

Kogo my tu mamy? Trzech panów w tym roku.

Nowy rekord.

Niektórzy z panów mogą być wyśmiewani z powodu nowego hobby.

Zapewniam was, że jesteście najmądrzejsi ze wszystkich w szkole.

Wkrótce to zrozumiecie.

Do tych którzy mnie nie znają, nazywam się Rohrbacher

i kiedy nie uczę dziewcząt WF-u,

jestem "Taneczną bestią".

Nic? No dobrze.

Wybraliście najlepszy klub w tej szkole.

Bo oprócz siatkówki dziewcząt, nic byśmy nie mieli.

Nie, nie, nie.

Wróć, panie Mulford, jesteś teraz mój.

Walc.

Chuck go znał.

Cza-cza.

Chuck ją znał.

Swing.

Chuck go znał.

Samba.

Tego nie znam.

Zdecydowanie był najlepszym tancerzem w klubie.

Dlatego pani Rohrbacher przydzielała mu niezdarne partnerki.

Rozumiał, że robiła to dla ich dobra i nie miał nic przeciwko temu.

Pod koniec drugiej godziny,

Taneczna bestia okazała litość i przydzieliła mu na partnerkę Cat McCoy,

ósmoklasistkę i najlepszą tancerkę.

Chuck nie oczekiwał romansu.

Cat była nie tylko zachwycająca, ale i 30 cm wyższa od niego.

Ale uwielbiał z nią tańczyć

i z wzajemnością.

Raz, dwa, trzy. Zmiana i stop.

Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Obrót.

Teraz box.

Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy.

Nie wiem, co to jest.

Dobrze! Teraz 10 minut freestyle'u.

Hej, zobacz.

- Pokaż mi, jak to robić. - Gotowa?

Ślizg, ślizg, ślizg.

Gotowa? Rób ze mną.

Zdejmij buty i rób to w skarpetkach.

Ślizg.

Ślizg.

Dobrze.

Pokaż mi.

Ślizg, ślizg.

Jeszcze raz.

Ślizg.

Młodzi tancerze wyszli tego dnia pół godziny później.

To jest super. Sam to wymyśliłeś?

Ćwiczyłem to cofanie, aż się nauczyłem.

Możemy to zrobić na potańcówce.

Oczywiście nie jako para.

Bo chodzę z Dougiem Wentworthem.

- Wiesz o tym, prawda? - Tak.

Ale to nie znaczy, że nie mielibyśmy im pokazać fajnych kroków.

Chciałabym. A ty?

Nie wiem, jestem dużo niższy.

Będą się z nas śmiać.

To załatwia sprawę.

- Jest pani pewna? - Tak.

Są super.

Tylko trochę za duże.

Tyle powinno wystarczyć.

I jak?

Podłoga śliska jak lód.

- Jak porysujesz podłogę woźny się wkurzy. - Timmy, nic nie porysuje.

W tańcu jest lekki jak piórko.

Prawie idealnie.

Zrób jeszcze raz te dwa.

Nie wzdychaj.

Jesteś w tym dobry, naprawdę dobry.

Ale to jest nudne.

Nudna? Matematyka?

Tak.

Może w drugim semestrze zapiszesz się do Ligi matematycznej po szkole.

Ja byłem w niej przez całe liceum. To było wspaniałe.

Chodzę do klubu tańca.

No tak.

Odłóż to na chwilkę.

Powiem ci coś o matematyce.

Ludzie na początku sądzą, że może być nudna.

To ich pierwszy błąd.

Jest potrzebna w każdym zawodzie, każdej pracy, każdym aspekcie życia.

To jest fakt. Na całej planecie.

Skąd wiemy, jak długi jest dzień?

Każdy to wie.

Jak długi?

24 godziny.

Ludzie mówią 24 godziny, ale to błąd.

23 godziny, 56 minut ma dzień gwiezdny.

Plus kilka sekund. Udowodnione matematycznie.

Skąd wiemy ile lat ma Ziemia?

Ile lat ma wszechświat? Od kiedy żyją ludzie?

Albo jak zbudować most czy wieżowiec, jaka jest odległość między gwiazdami?

Jak wylądowaliśmy na Księżycu?

Czym są gwiazdy?

Czemu płoną, czemu atomy się rozszczepiają i stapiają? Wszystko jest matematyką.

Gwiazdy to matematyka.

Kiedy patrzysz w nocy na niebo,

to widzisz najwspanialsze równanie we wszechświecie.

Nawet jak tańczysz, to też matematyka.

Jaki jest język tańca?

Jak uczysz się kroków?

To się nazywa odliczanie.

Raz i dwa i trzy i cztery.

Czym jest walc? Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy.

Cyfry, matematyka.

A nawet więcej.

Jest w tym nawet sztuka.

To co robię, te wszystkie teczki,

kartoteki,

to życie ludzkie.

Podejmowane decyzje.

W zeszłym roku, 10 lat temu.

Wszystko, co jest dla nich ważne.

Każda ich słabość, każdy występek, każde marzenie, wszystko jest w liczbach.

Jak jakiś głupek weźmie te liczby

i je podliczy bez kunsztu, ktoś straci dom.

Ja traktuję te liczby jak sztukę

i ratuję komuś życie.

To właśnie robię.

Tym jest księgowość.

Może powinni tego uczyć,

tej fajnej strony, a nie tylko nudnej.

Matematyka ma jeszcze jeden aspekt.

Część matematyki nazywana statystyką i prawdopodobieństwem

może ci pokazać przyszłość.

Może ci powiedzieć na przykład,

że prędzej zostaniesz przyjęty do słynnej ligi sportowej,

niż utrzymasz się z tańca.

Świat uwielbia tancerzy,

ale potrzebuje księgowych

i jest na nich dużo większy popyt,

który stwarza możliwości.

To może cię zaboleć, ale taka jest prawda.

Matematyka jest prawdą.

Nigdy nie kłamie.

Nie bierze pod uwagę twoich preferencji.

W ten sposób jest czysta.

Matematyka ma wiele twarzy.

Może być sztuką.

Ale nie umie kłamać.

Więc zrób drugie podejście do tych dwóch zadań,

bo jesteś w tym dobry.

Masz

w sobie tę sztukę.

- Hej! Świetnie wyglądasz! - Dzięki, ty też.

Pokażemy im, jak to się robi?

Nie wiem,

boli mnie noga.

Coś sobie zrobiłeś?

Może poczekajmy na lepszą piosenkę.

Cześć, młody.

Myślałam, że dziś dasz czadu.

No nie wiem.

Dziwnie się czuję w tych butach

i noga mnie boli.

Noga cię boli?

Przykro mi to słyszeć.

Przyszedłeś sam?

Bez dziewczyny.

To się zmieni, wierz mi.

Już niedługo.

Wszystko to tak naprawdę

jest bez znaczenia.

To tylko trening, wprawki.

- Ta jest świetna. Chodź! - Nie...

Ciągle kuleję.

Chuck, chodź. Rozniesiemy tę budę.

Przepraszam.

Naprawdę boli.

Tańczę od ósmego roku życia i uczę WF-u

i widziałam wiele kontuzji.

Widziałam, jak zmienia się chód, jak zmienia się postawa.

Wybacz, ale dla mnie wyglądasz

na zupełnie zdrowego.

Nie zmuszam cię, żebyś z nią zatańczył.

To zależy od ciebie.

Chodzi mi tylko, że nie musisz kłamać.

Powiedz jej prawdę.

Zrozumie.

Gotowa?

Zróbmy to.

Jeszcze raz!

Jeszcze raz!

Byli młodzi, ale na tyle mądrzy, żeby wiedzieć, kiedy przestać.

Pół roku przed śmiercią na raka mózgu w niesprawiedliwie młodym wieku 39 lat,

kiedy jego umysł jeszcze działał,

Chuck powiedział żonie prawdę o bliźnie na dłoni.

Kiedy zaczęli się spotykać,

powiedział jej, że zranił go Doug Wentworth,

który się wściekł o taniec z jego dziewczyną

na potańcówce w gimnazjum

i popchnął go na płot z siatki na zewnątrz sali gimnastycznej.

Skłamałem ci.

O rany.

Nawet teraz wychodzą sekrety.

Co się stało?

Kiedy skończył się nasz rewelacyjny taniec

byłem spocony i rozgrzany.

Piekły mnie policzki.

- Byliście świetni. - Dziękuję.

Co za gwiazda.

W tym momencie marzyłem o ciemności,

chłodnym powietrzu i byciu samemu.

Na niebie były miliony gwiazd.

Miliony.

I kolejne miliony za nimi.

Może to była tylko matematyka,

ale one też tańczyły.

Wiem, bo widziałem jedną.

I pamiętam, że pomyślałem jak wielki jest wszechświat,

że są w nim miliony

i również... ja.

I w tym momencie...

Jestem wspaniały.

I mam prawo być wspaniały.

Czemu kłamałeś, głuptasku?

Zaskakujesz mnie, kochanie.

Nie powiedział więcej,

ponieważ blizna była ważna z innego powodu.

Była częścią historii, której nie mógł opowiedzieć,

nawet mimo tego, że na miejscu jego wiktoriańskiego domu w którym dorastał

teraz stał apartamentowiec.

Nawiedzonego wiktoriańskiego domu.

Bez powodu.

Tak sobie pomyślałem.

Blizna znaczyła więcej więc ją wyolbrzymił.

Ale nie potrafił jej uczynić wystraczająco wielką.

To trochę bez sensu.

Ale gdy glejak kontynuował swój blitzkrieg,

na tyle tylko było stać jego rozpadający się umysł.

Dziadek Chucka,

jego Zaydee,

zmarł na zawał serca 5 lat po potańcówce.

Chuck był już w liceum,

Śpiewał w zespole i tańczył jak Jagger podczas instrumentalnych kawałków.

Sam poczynił wszystkie przygotowania.

Przyszedł parę tygodni temu, aby się upewnić,

że wszystko jest ustalone, co było dla mnie dziwne.

Niewielu ludzi tak robi.

Większość przychodzi tylko raz, by wszystko zaplanować.

Nie przychodzą drugi raz.

Następnym razem widzę ich w odświętnym garniturze.

Był wspaniałym człowiekiem i dobrym przyjacielem.

Prowadził naszą księgowość 23 lata

i wiele razy ratował mi skórę przed urzędem skarbowym.

Czy jestem panu coś winien?

Ani grosza.

O to też zadbał.

Zapłacił rachunek w czasie wizyty.

Dziwna sprawa.

To zabrzmi dziwnie, cierpliwie wysłuchaj.

Za młodych lat marzyłem, żeby być prezenterem pogody

w jakiejś stacji telewizyjnej.

Nie dane mi było nim zostać.

Ale spędziłem lato w stacji WKNB.

Był tam facet, który podobno

czuł nadchodzącą burzę 2 tygodnie wcześniej.

Miał szósty zmysł.

Nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Robił taką dziwną minę,

gdy ludzie go pytali o pogodę, bo gdzieś wyjeżdżali.

To nie był uśmiech, per se.

Nie było w nim radości,

tylko wiedza.

Nazywałem to "wzrokiem pogodynka".

Ja nie miałem takiego daru.

I dlatego jestem tutaj, nie tam.

Twój dziadek miał taką samą minę będąc tutaj.

Jakby wiedział, że nadchodzi deszcz.

A ja byłem gościem, który sprzedaje mu parasol.

Wzrok pogodynka.

Jestem pewien.

Dziwna sprawa.

Albie zostawił mu wszystko.

Wystarczająco dużo, by opłacić college.

A później ze sprzedaży wiktoriańskiego domu

kupić dom, do którego wprowadził się z Ginny,

po miesiącu miodowym w Catskills.

Odmówił przeprowadzki do Omaha, do rodziców matki.

- Kocham was... - Powiedział.

Ale tutaj dorastałem i chcę zostać do college'u.

Mam 17 lat, nie jestem dzieckiem.

Tak więc oni, oboje na emeryturze,

przyjechali do niego

na 20 miesięcy, dopóki Chuck nie wyjechał

na uniwersytet Illinois.

Ale nie zdołali przyjechać na pogrzeb.

Odbył się szybko, tak jak chciał Albie, a rodzice mamy

musieli coś załatwić w Omaha.

Mówiąc szczerze Chuck nie żałował.

Zaydee nienawidził zamieszania

tak samo jak tłumów.

Dzień przed ich przyjazdem

Chuck w końcu otworzył kopertę,

która leżała na stole w przedpokoju.

Była od Sama Yarborougha,

właściciela domu pogrzebowego.

W środku były rzeczy osobiste Albiego Krantza.

W tym pokoju dziadek Chucka widział poturbowane ciało

chłopaka Jefferiesów.

Widział Henry'ego Petersona wiszącego na sznurze.

Widział własną żonę leżącą martwą.

I możliwe, sądził Chuck,

że w noc, gdy Chuck ukradł klucze,

Albie mógł zobaczyć siebie

leżącego na podłodze,

wciąż ściskającego ramię.

"Czekanie", powiedział,

"jest najtrudniejsze".

Teraz zacznie się czekanie Chucka.

Ile będzie trwało?

Ile lat miał mężczyzna na szpitalnym łóżku?

Usłyszał finalne piknięcie

niewidocznego monitora,

a potem i to się skończyło.

Mężczyzna nie rozmył się

niczym duchy w filmach.

Po prostu znikł.

Jakby w ogóle go tu nie było.

- Nie było go. - Chuck myśli.

Na pewno go nie było.

I będę żył, aż życie się skończy.

Jestem wspaniały.

Zasługuję, by być wspaniałym.

Są we mnie miliony.

Tłumaczenie: Martyna Łukomska

Na podstawie opowiadania Stephena Kinga

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.