Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Los Angeles, rok 2029
29 sierpnia 1997 r. zginęły 3 miliardy ludzi.
Ci, co przeżyli nuklearną pożogę, nazwali tę wojnę Dniem Sądu.
Ale czekał ich nowy koszmar - wojna z maszynami.
Kierujący maszynami komputer, Skynet, wysłał w przeszłość dwa terminatory.
Miały one zniszczyć przywódcę ludzi, Johna Connora. Mojego syna.
Pierwszy zaatakował mnie w 1984 r., przed narodzinami Johna. Przegrał.
Drugi miał zabić Johna w dzieciństwie.
Także tym razem ruch oporu wysłał samotnego wojownika, obrońcę Johna.
Ale który z nich znajdzie Johna pierwszy?
W roli głównej:
TERMINATOR 2 Dzień sądu
W pozostałych rolach:
Muzyka:
Zdjęcia:
Scenariusz:
Produkcja i reżyseria:
Zdobyć środek transportu
Zdobyć odzież
Pasuje
Dawaj ubranie, buty i motor.
Nie powiedziałeś: "Proszę".
Wyziew rakotwórczy
Zabierzcie go!
Wyciągnijcie to!
Bierz!
Nie mogę na to pozwolić, synu.
Zsiadaj, albo cię ściągnę siłą.
Ani kroku!
Tu wóz 31 -D.
Jakieś wyładowania pod wiaduktem. Sprawdzę to.
Biały, chłopiec, lat 10.
Kradzież, wandalizm.
Matka: Connor, S. Ojciec: nieznany.
Opiekunowie: T. i J. Voight.
John! Posprzątaj w tym swoim chlewie.
Ci twoi zastępczy to fajfusy.
Mam dość tego smarka. Nie raczy odpowiedzieć.
- Odsuń się... - Rusz się i pomóż mi.
- Todd! - Co?
On nie sprzątał od miesiąca.
No tak, to nie może czekać. Już idę.
John! Do domu! Słuchaj matki.
Ona nie jest moją matką.
Zakład psychiatryczny dla przestępców
To ciekawy przypadek.
Prowadzę go długo. Kobieta, lat 29...
Diagnoza: schizofrenia paranoidalna. Typowe objawy.
Depresja, stany lękowe, agresja, urojenia prześladowcze.
Bardo nietypowe urojenia.
Tzw. terminator, maszyna o wyglądzie człowieka, miał się cofnąć w czasie,
- by ją zabić. - Oryginalne.
Ojcem jej dziecka ma być żołnierz, jej obrońca.
Także z przyszłości. Z roku 2029, jeśli dobrze pamiętam.
To tu.
Dzień dobry, Saro.
Dzień dobry, panie doktorze. Jak kolano?
Dobrze.
Dwa tygodnie temu dźgnęła mnie piórem w rzepkę.
Ciągle próbuje uciekać.
Chodźmy dalej.
Nie lubię, jak pacjenci demolują pokoje.
- Daj jej tioridazynę. - Dopilnuję tego.
Jest pan opiekunem Johna Connora?
- Tak. Co znowu zbroił? - Mogę z nim pogadać?
Nie ma go. Rano wziął motor
i zniknął.
- Macie może jego zdjęcie? - Zaraz.
- O co chodzi? - Muszę mu zadać kilka pytań.
Ładny chłopak. Mogę to wziąć?
- Proszę. Już go ktoś szukał. - Duży facet na motorze.
To w tej samej sprawie?
Nie. Nie narobi kłopotu. Dziękuję za pomoc.
Wsuń kradzioną kartę.
Wyszukiwanie kodu
Nie grzeb się tak.
Dawaj, mały...
Ekstra!
Kod 9003.
- Skąd umiesz takie rzeczy? - Od mamy. Tej prawdziwej.
Wypłata 300 dolców.
Dawaj, kotku...
- Udało się. - I fajnie. Łatwy szmal.
Łatwizna!
- To ona? - Tak.
Fajna.
Zupełna świruska. Jest w Pescadero. W wariatkowie.
Chciała zniszczyć fabrykę komputerów, ale postrzelili ją.
Jest do niczego. Chodź!
Wydamy trochę forsy.
Jakby wielka lampa stroboskopowa wypalała mi oczy...
Ale wszystko widzę.
Boże...
- Co dzień mam ten sam sen, po co... - Mów dalej.
Dzieci są jak ze spalonego papieru. Czarne, nieruchome.
I wtedy dociera do nich fala uderzeniowa.
Rozpadają się jak suche liście.
Sny o końcu świata nie są rzadkością.
To nie sen, kretynie. To prawda.
- Wiem, kiedy to będzie. - Na pewno w to wierzysz.
29 sierpnia 1997 r. Ty też w to uwierzysz.
Na to nie pomoże krem z filtrem słabszym niż 2 mln.
Myślicie, że żyjecie, a wszyscy jesteście martwi.
Ty już nie żyjesz. A tego wszystkiego nie ma.
To ty żyjesz we śnie, a ja znam prawdę.
To się stanie!
Teraz czuję się o wiele lepiej.
Twoje zachowanie faktycznie uległo poprawie.
Bo miałam cel.
- Dążyłam do czegoś. - Do czego?
Mówił pan, że jeśli po pół roku nastąpi poprawa,
przeniesie mnie pan na oddział o złagodzonym rygorze
i będę miewała gości.
Minęło pół roku i chcę zobaczyć mojego syna.
Rozumiem.
Wróćmy do tych terminatorów. Teraz myślisz, że nie istnieją.
Teraz wiem, że nie istnieją.
Często opowiadałaś, jak zmiażdżyłaś jednego prasą hydrauliczną.
Musiałyby być jakieś dowody. Znaleziono by coś w tej fabryce.
Więc już nie myślisz, że tę sprawę zatuszowano?
Nie. Bo po co?
Wypróbujmy nową pozycję. Tam.
Panie Dyson!
Grupa materiałowa robi...
Grupa materiałowa zaczyna nową serię.
- Musi pan wydać TO. - Zaraz przyniosę.
Pracuję tu krótko, ale może pan powie... Jeśli pan wie...
- Co? - Skąd TO się wzięło?
Raz zadałem to samo pytanie, odpowiedzieli: "Nie pytaj".
- Dzień dobry, panie Dyson. - Jak leci?
Włożyć klucz. 1, 2, 3, obrót.
- Co u pana rodziny? - Wszystko gra.
I co pan powie?
Chyba jest poprawa?
Sęk w tym, że jesteś bystra i chyba mówisz to, co chcę usłyszeć.
Myślę, że nie jesteś szczera. Gdybym cię przeniósł,
znów próbowałabyś uciec.
Muszę zobaczyć mojego syna. Proszę.
?łagam.
On jest w niebezpieczeństwie, beze mnie jest bezbronny.
- Gdybym mogła zadzwonić... - Niestety nie możesz. Na razie.
Nie mam wyjścia. Zostaniesz tu na kolejne pół roku.
- Zabiję cię, sukinsynu. - Puszczaj!
Skurwiel!
10 cm pentotalu sodu.
- Nie wiesz, co robisz! - Przynieść pasy!
Nie wiesz, co robisz.
Wzorowa obywatelka.
Identyfikacja
Był tu 15 minut temu. Pojechał do centrum handlowego, prawda?
Do centrum?
Rozmienię forsę, zaraz wracam.
- Dziewczyny, znacie Johna Connora? - Nie.
- Znasz tego chłopaka? - Nie.
- John! - Nie teraz.
Szuka cię jakiś glina. Patrz...
Lepiej spadaj!
Widziałem go...
Tu nie wolno wchodzić!
Padnij!
Zapal!
Cholera!
Przerwa! Zatrzymaj się. Przerwa, stój!
Nie obraź się, ale jesteś terminatorem, tak?
- Tak, Cyberdyne model 101. - Nie!
Jasna cholera...
Jesteś prawdziwy.
W środku maszyna, a na zewnątrz człowiek?
. Organizm cybernetyczny. Zywa tkanka i metalowy szkielet.
Niesamowite. Weź się w garść, John.
Nie chcesz mnie zabić. Tyle sam wykombinowałem. Co tu robisz?
Mam cię ochraniać.
Kto cię przysłał?
Ty sam. Za 35 lat zaprogramujesz mnie, bym cię chronił teraz.
Niesamowite.
Tamten też jest terminatorem, jak ty?
Nie jak ja. To T1000, ulepszony prototyp.
- Lepszy niż ty? - Ze stopu mimetycznego.
- Co to takiego? - Płynny metal.
- Gdzie jedziemy? - Pora wyjechać z miasta i unikać władz.
Muszę wpaść do domu po rzeczy.
Odmawiam. T1000 będzie cię tam szukał.
- Na pewno? - Ja bym tak zrobił.
Todd i Janelle to fajfusy...
Ale muszę ich ostrzec. Cholera! Masz monetę?
Janelle, to ja.
- John? - Wszystko gra?
Tak, kotku.
- Nic ci nie jest? - Nic.
Jest późno, martwiłam się o ciebie. Wróć szybko, to zjemy razem kolację.
- Będzie gulasz. - Nigdy nie była taka miła.
- Gdzie jesteś? - Czemu ten pies tak szczeka?
Cicho, zasrańcu!
Strasznie ujada.
Szczyl miał wyrzucić tego kundla.
- Kotku, martwię się. - On może tam być?
Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku. - Jesteś pewny?
- Jak się wabi pies? - Max.
Co odbiło Wilkowi? Głośno szczeka. Nic mu nie jest?
Wilk czuje się świetnie. Gdzie jesteś?
Oboje nie żyją.
Czekaj. To coś może imitować wszystko, czego dotknie?
Wszystko, z czym miało fizyczny kontakt.
- Może udawać paczkę papierosów? - Nie, tylko rzeczy równych rozmiarów.
Czemu nie zamieniło się w bombę?
?o to złożony mechanizm. Bomby i broń to ruchome części, chemikalia.
- Ale może tworzyć jednolite obiekty. - Czyli?
Noże i inną broń białą.
To zdjęcia z kamery na komisariacie, z 1984 r.
Zabił wtedy 17 policjantów.
Ludzi z żonami i dziećmi.
Te zdjęcia zrobiono dziś w centrum handlowym w Reseda.
Wiemy, że pani wie, kto to jest.
Pani syn zniknął.
Ktoś zamordował jego opiekunów. Ten gość jest w to zamieszany.
Czy pani to w ogóle nie obchodzi?
Tracimy czas. Chodźmy.
Przykro mi, ale ona coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością.
Teraz nam nie pomoże.
Gdyby jej trochę przeszło, dam znać.
- Douglas, odprowadź ją do pokoju. - Tak jest.
Idziemy, kochanie.
Kupę czasu spędziliśmy w Nikaragui i innych takich miejscach.
Przez jakiś czas żyła z byłym komandosem. Handlowali bronią.
Potem byli inni.
Łapała każdego, kto mógł ją nauczyć, jak mam być wielkim dowódcą.
Potem ją wsadzili. "Przykro nam, mały, ale twoja mama ma świra."
Wszystko, w co wierzyłem, okazało się gówno warte.
Nienawidziłem jej za to.
Ale ona miała rację.
Wiedziała.
I nikt jej nie wierzył.
Nawet ja.
- Musimy ją uwolnić. - Odmawiam. T1000 mógłby wygrać,
gdyby skopiował Sarę i czekał na ciebie.
I co zrobiłby z nią?
- Najczęściej wzór ulega likwidacji. - A ty nic nie mówisz. Jedźmy!
- Odmawiam. Mam inny priorytet. - Dla mnie ona jest priorytetem.
Cholera, co ci odbiło? Ratunku!
Utrudniasz mi zadanie.
Zabierzcie tego wariata!
Ratunku, porwał mnie!
Puszczaj!
- Czemu to zrobiłeś? - Bo mi kazałeś.
Co?
- Musisz mnie słuchać? - To jeden z parametrów operacji.
Udowodnij to.
Stań na jednej nodze.
Mój własny terminator!
- Nic ci nie jest? - Spadaj, głupku.
A nie mówiłem?
- Wal się, gówniarzu! - Gówniarzu?
Opuść nogę! Nazwałeś mnie gówniarzem?
- Chciałem ci pomóc, szczylu. - Łap go!
Puszczaj!
I kto tu jest gówniarzem, zasrańcu?
Odłóż tę spluwę!
- Uciekajcie. - Wiejemy!
Chciałeś go zabić.
Jasne, jestem terminatorem.
Słuchaj uważnie.
Już nie jesteś terminatorem.
Kapujesz? Nie możesz latać i zabijać ludzi.
- Dlaczego? - Jak to, dlaczego? Nie wolno.
- Dlaczego? - Po prostu nie wolno. Zaufaj mi.
Jadę po mamę i rozkazuję ci: Pomóż mi.
- Jest tu Sara Connor? - Spóźnił się pan.
Są tu od godziny.
Zaraz pana wpuszczę.
Idą pańscy koledzy.
- Gwen, chcesz kawy? - Nie, dzięki.
- Wolałabym piwo. - Pewnie.
- Dostałem fula. - Fajnie.
Mam dobry dzień.
Masz rację co do nr. 24. Zwiększ dawkę do 250 mg.
Złamałaś mi rękę.
Masz 215 kości, a to była tylko jedna. Nie ruszaj się!
Trucizna
Co robisz?
Czemu się zatrzymaliśmy?
- Obiecaj, że nikogo nie zabijesz. - Dobra.
- Słowo? - Co?
Unieś rękę i powiedz: "Słowo, że nikogo nie zabiję".
- Słowo, że nikogo nie zabiję. - Jedziemy!
Odwiedziny są w tygodniu, od 10:00 do 16:00.
- Co robisz? - Ty draniu, postrzeliłeś mnie!
Nie zabijaj!
?ędzie żył.
Skubana!
- Tylko spokojnie. - Otwieraj, albo on umrze.
- Nie ma mowy, puść go. - Otwieraj!
- Nigdy. - Spokojnie, Saro.
Nie jesteś morderczynią, nie zrobisz tego.
Ty już jesteś martwy. Wiesz, że w to wierzę, więc nie podskakuj.
Otwórz drzwi.
Otwórz!
Z drogi!
Dalej! Albo mu to wstrzyknę.
Nie ruszać się!
- Rzućcie pałki! - Rób, co ci mówi.
Do gabinetu. Na podłogę. Ty nie! Otwórz drzwi.
Trzymaj je i kładź się. Twarzą do ściany!
Łapać ją!
Otwórz!
Otwieraj!
Złamała klucz.
Biegniemy dookoła.
Mamo, czekaj!
- Pomóż jej! - Czekaj.
- Szybko! - On nas pozabija.
Trzymajcie ją!
Pozabija nas!
Nic ci nie jest?
Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć.
Nie bój się, on nam pomoże.
Idźcie!
Co to, kurde, jest? Co się dzieje?
Na podłogę!
Wysiadaj!
Ale już!
Pusty.
- Szybciej! - Masz.
Ładuj!
Ostatni.
Trzymajcie się!
Już.
Prowadź.
Nikt za nami nie jedzie.
- Jesteś cały? - Tak.
- Ty coś widzisz? - Widzę wszystko.
Wzmocnienie obrazu
Ekstra!
Chodź tu!
Nic mi nie jest.
Głupio zrobiłeś, że przyjechałeś.
Masz być mądrzejszy.
Sam mało nie zginąłeś. Coś ty myślał?
Nie możesz ryzykować życia, nawet dla mnie. Jesteś zbyt ważny.
Rozumiesz?
Musiałem cię ratować. Przepraszam.
Nie musiałeś, radzę sobie sama.
- Co jest z twoimi oczami? - Nic.
A ty co tu robisz?
- Nic ci nie jest? - Nic.
Ładny motocykl.
Uważaj, Stalowe Jądra.
- Na pewno wiesz, co robisz? - Znam anatomię człowieka.
- Wierzę. Żeby sprawniej zabijać. - Zgadza się.
- Czujesz ból, jak cię postrzelą? - Czuję rany.
Można by to nazwać bólem.
- Trzymaj latarkę. To się zagoi? - Tak.
Dobrze. Nie przydałbyś nam się, gdybyś nie wyglądał jak człowiek.
- Jak długo żyjecie? Działacie? - Moja bateria starcza na 120 lat.
Możesz się uczyć nowych rzeczy, żeby być...
Bardziej ludzkim? Nie takim sztywniakiem?
Moja jednostka centralna to sieć neuronów.
Im więcej stykam się z ludźmi, tym więcej się uczę.
Fajnie.
Uczymy się?
Musimy się oddalić od miasta.
Jedź na południe.
- Nie jedź za szybko, bo nas zatrzymają. - Potwierdzam.
Naucz się mówić jak ludzie. Żadne tam: "Potwierdzam".
Nic z tych rzeczy. Mówi się: "Nie ma sprawy".
Kiedy ktoś jest niegrzeczny, mów: "Spadaj".
A jak kogoś spławiasz, mów: "Hasta La Vista, mały".
- Hasta La Vista... mały? - Albo: "Żegnaj, fajfusie".
Jak ktoś jest wściekły, mów: "Spoko". Albo stosuj kombinacje.
Spoko, fajfusie.
Świetnie, już chwytasz.
Nie ma sprawy.
Chcesz frytek?
- Pomóc ci? - Nie.
- Mam cię! - Nieprawda!
Zginiemy, prawda?
Znaczy, ludzie.
- Macie skłonność do autodestrukcji. - W tym sęk.
?arki wam skręcę!
Jak powstał Skynet? Kto za to odpowiada?
Przede wszystkim Miles? ennet Dyson.
Kto to?
Dyrektor działu projektów specjalnych w Cyberdyne Systems.
Dlaczego on?
Za parę miesięcy stworzy rewolucyjny mikroprocesor.
I co?
Za 3 lata Cyberdyne będzie głównym dostawcą wojska.
Bombowce "Stealth" będą sterowane przez komputery, nie ludzi.
?ędą uzyskiwały świetne wyniki.
Senat przyzna fundusze na Skynet. System ruszy 4.08.1997.
Będzie całkowicie samodzielny. Skynet uczy się w postępie geometrycznym.
Świadomość uzyska o 2:14, 29.08.
- W panice spróbują go wyłączyć. - A on będzie się bronił.
- Zaatakuje cele w Rosji. - To teraz nasz przyjaciel.
Ale kontratak Rosjan wyeliminuje wrogów Skynetu tutaj.
Jezu...
- Co wiesz o Dysonie? - Mam szczegółowe dane.
Chcę wiedzieć wszystko. Jak wygląda, gdzie mieszka. Wszystko.
Poczekaj w samochodzie.
- Nerwowa jesteś, Connor. - Ty też.
- Cześć, Duży Johnie. - Jak leci?
On jest ze mną. To... wujek Bob. Wujku, to jest Enrique.
Wujek Bob, tak?
Pijesz?
Wujek Bob?
Jesteś sławna, wiesz?
Trąbią o tobie w TV. Pokazują zdjęcia:
twoje, Johna, jego. Gliny dostają świra.
Przyjechałam po moje rzeczy. Daj mi ubranie, jedzenie i wóz.
- A może jeszcze plomby z zębów? - Gazem!
Zajmijcie się bronią.
Chodź...
Jedno trzeba mamie przyznać.
Wszystko planuje z góry.
Świetnie.
To mój najlepszy wóz. Siadł rozrusznik. Masz czas na naprawę?
Tak. Granicę przekroczymy po ciemku.
Wychowywałem się w takich miejscach. Myślałem, że wszyscy tak żyją.
Latają śmigłowcami, uczą się podkładać bomby.
Do twarzy ci.
Mama zadawała się ze świrami.
Ale jeden był całkiem fajny. Uczył mnie o silnikach.
Potrzymaj.
Oczywiście, mama to popsuła.
Ciągle gadała o Dniu Sądu i o tym, że będę przywódcą świata.
Klucz dynamometryczny.
- Chciałbym poznać mojego ojca. - I poznasz.
Jak będę miał 45 lat.
Wyślę go w przeszłość, do 1984 r.
On się jeszcze nie urodził.
Aż dziw pomyśleć.
Druga śruba.
Byli razem tylko jedną noc.
Mama chyba ciągle go kocha. Czasem widzę, jak płacze.
Ona sie wypiera, oczywiście. Mówi, że coś jej wpadło do oka.
Dlaczego płaczecie?
My, ludzie?
Nie wiem. Po prostu płaczemy, jak cierpimy.
- Z bólu? - Nie, to nie tak.
Niby nic nam nie jest, a coś boli.
- Kapujesz? - Nie.
- Brawo, stary! - Nie ma sprawy.
Przybij piątkę!
Wysuń rękę.
Świetnie. A teraz wal. Zrób to samo.
Dobra...
Dobrze. Teraz wyżej.
I nisko.
Niemrawe wolisko.
Żartowałem. Jeszcze raz.
Patrzyłam, jak John bawi się z maszyną - i nagle mnie olśniło.
Terminator nigdy nie ustanie, nigdy go nie opuści ani nie zrani,
nie upije się i nie będzie go bił, zawsze będzie miał dla niego czas.
Zawsze będzie przy nim i odda życie w jego obronie.
John miał wielu przybranych ojców,
ale tylko ta maszyna spełniała wszystkie wymagania.
W oszalałym świecie to był najrozsądniejszy wybór.
Nie ma fatum
Macie jechać na południe. Spotkacie się jutro w Meksyku.
Mamo, zaczekaj!
Nie ma fatum.
Nasz los nie jest z góry ustalony. Powiedział jej to mój ojciec.
Kazałem mu to zapamiętać i przekazać jej.
Nieważne.
To idzie tak: Przyszłość nie jest ustalona, decydujemy o swoim losie.
- Ona chce zmienić przyszłość. - Pewnie tak.
- O, cholera! - Dyson.
Na pewno. Miles Dyson. Rozwali go.
Jedziemy!
- To ryzykowna taktyka. - Jedź szybciej!
T1000 ma te same dane, co ja. Może przewidzieć ten ruch.
Nieważne, musimy ją powstrzymać.
- Ona może zapobiec wojnie. - Nieważne.
Niczego się nie nauczyłeś? Nie wiesz, czemu nie wolno zabijać?
Danny, masz iść spać.
Jeszcze parę minut.
Już czas. Myj zęby i do łóżka!
Uciekaj!
Boże!
Bierz Danny'ego i uciekaj!
Jezu, Miles!
Nie ruszać się!
- Zostaw tatę! - Na podłogę, suko.
Leżeć!
- Odsuń się! - Nie rób krzywdy tacie...
Na podłogę!
- Puść chłopaka. - Cicho. Cicho!
To twoja wina, skurwielu!
- To przez ciebie! - Co?
Nie pozwolę ci na to.
Spóźniliśmy się.
Zobacz, co z nimi.
Spójrz na mnie, mamo. Jesteś ranna?
Spójrz na mnie.
O mało co...
Wszystko będzie dobrze. Coś wymyślimy.
Słowo.
- Przyjechałeś mnie powstrzymać? - Tak.
Kocham cię.
- Zawsze cię kochałam. - Wiem.
Przeszła na wylot.
Kości są całe.
Trzymaj tak, krwawienie powinno ustać.
- Kim jesteście? - Pokaż mu.
Danny, chodź ze mną. Pokaż mi swój pokój.
- Może... - Słuchaj mnie uważnie.
Następuje nuklearna zima, ochłodzenie klimatu...
Terminator powiedział Dysonowi o wszystkim.
O Skynecie, Dniu Sądu... Całą historię przyszłości.
Nie co dzień człowiek słyszy, że zabije 3 miliardy ludzi.
Dyson przyjął to nieźle.
Niedobrze mi.
Oskarżacie mnie o rzeczy, których jeszcze nie zrobiłem.
Skąd mieliśmy wiedzieć?
Właśnie, skąd mieliście wiedzieć?
Tacy jak ty zbudowali bombę wodorową.
Tacy jak ty ją wymyślili.
Myślicie, że jesteście twórczy. Ale nigdy nic nie stworzyliście.
Nie daliście życia.
Nie czuliście, jak rośnie. Tworzycie tylko śmierć i zniszczenie.
Mamo!
Bądźmy konstruktywni.
Musimy zapobiec wojnie.
Ale myślałam... Czy nie zmienimy biegu wydarzeń?
Tak. Nie zaprojektuję tego procesora. Nigdy. Jutro złożę wymówienie.
- To nie wystarczy. - Ktoś inny mógłby to skończyć.
No dobrze, więc...
Musimy zniszczyć laboratorium: dane, dyskietki.
I wszystko tutaj.
Bez wyjątku. Wszystko mi jedno.
Wiecie o kości?
- O kości? - Mamy procesor.
- Z takiego jak ty. - Jednostka centralna Terminatora.
Cholera, wiedziałam!
- Nie wolno było pytać, skąd to jest. - Zakłamani dranie!
Niesamowita technologia. Nie działał.
Ale wskazał nam nowe kierunki. Nigdy byśmy...
- Na nim się opierałem. - Trzeba go zniszczyć.
Wprowadzisz nas do budynku?
Pewnie tak. Kiedy?
Teraz?
Przyszłość, dotąd oczywista, stała się jak ciemna szosa.
Wkraczaliśmy na nieznany teren. Tworzyliśmy historię.
Cześć...
Carl, prawda?
To moi znajomi, chcę im pokazać laboratorium.
Wie pan, jakie mamy przepisy. Pisemne zezwolenie...
Proszę.
Nic nie kombinuj!
W porządku.
Sejf otwiera się dwoma kluczami naraz. Drugi jest w schowku.
Gibbons?
Gibbons, nie wolno opuszczać biurka.
Do diabła!
O, cholera!
Karta powinna zadziałać.
- Co jest? - Szlag by to...
Włączyli cichy alarm.
Zmieniły się kody w całym budynku. Niczego już nie otworzymy.
- Musimy zrezygnować. - Nie.
Zrobimy swoje.
Idźcie do laboratorium.
Otworzę to.
To ten gość ze sklepu. On i ta babka.
Przyślijcie wszystkie radiowozy z okolicy.
Może mój osobisty kod wciąż działa.
- Nic. - Wypróbuję mój.
John, kryj się!
Nie możemy tam wejść. Włączyły się gaśnice halonowe.
Musimy odczekać parę minut.
Włóżcie maski.
Do roboty!
Do wszystkich jednostek: włamanie na Kramer Street 2144.
Budynek Cyberdyne.
Biała kobieta, Connor Sara, zbiegła ze szpitala stanowego.
Biały mężczyzna, sądząc z rysopisu - zabójca 17 policjantów w 1984.
Są uzbrojeni i bardzo...
Świetnie. 7-2-5-6.
Łatwy szmal.
Cholera, niedobrze.
Niedobrze.
Jak nam idzie?
Podłączyłem zapalnik. Jeszcze jedna beczka. 2 minuty.
Jak...
- Jak to detonujemy? - Zdalnie.
- Łatwizna. Mamy gości. - Policja?
- Ilu? - Chyba wszyscy.
Idźcie, ja skończę.
- Zajmę się policją. - Czekaj! Obiecałeś.
Zaufaj mi.
Ty w oknie! Rzuć broń i załóż ręce na kark.
Karabin maszynowy!
Uciekamy!
Ofiar w ludziach: 0.0
Ognia!
Jednocześnie obracamy w lewo. 1, 2, 3... Już.
Żeby to wyjąć, musisz...
Trzymamy Skynet za jaja, co? Spadamy.
- Gotowa? - Gotowa.
- Musimy iść. - Weź to, użyją gazu.
Zajmij się drzwiami. Detonator!
Mamo!
Cholera!
Czysty pokój. Stamtąd nie ma wyjścia.
Padnij!
Daj to!
Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
Wycofujemy się!
Pryskamy stąd!
Jak na wojnie.
Ocena zagrożenia
Zamknij oczy.
Czekajcie. Wrócę tu.
Połóż się twarzą do podłogi!
?le już!
Rozwalić go!
Boli!
Potrzymaj to.
Jedź!
Cholera!
Wysiadaj.
W żadnym razie nie wychodź spod kamizelek.
- Kapujesz? - Tak.
- Śmigłowiec! - To on.
Leż!
Mamo!
Kurczę! Nic panu nie jest?
Mamo, musimy wiać.
Weź strzelbę.
Jesteście ranni?
Płynny azot
O, cholera! Szybciej!
Bierzemy wóz.
Szybko!
Wsiadaj!
Jazda!
Chwała Bogu
Co, u licha...?
- Krwawię, mocno. - Ściśnij to.
Tym.
Dogania nas.
- Gazu! - To maksymalna prędkość.
Ja szybciej biegam.
Zajeżdża z prawej.
Uważaj!
- Prowadź. - A ty dokąd?
Zjedź z autostrady.
Cholera!
Trzymaj się.
Jedź!
Prosto!
Padnij!
Uciekajcie!
Wiejemy stąd.
Hasta la? ista, mały.
Mamy mało czasu.
Chodź.
Musimy uciekać.
Wstawaj!
Daj strzelbę.
Oprzyj się na mnie.
Szybko!
Chodź, mamo.
Wstawaj!
Tędy. Chodźcie.
Czekaj! Tu jest za gorąco.
Wracamy.
- Uciekajcie. - Nie zostawię cię.
Musisz iść.
Idź!
Tryb poszukiwania
Na górę!
Właź!
Mam cię. Chodź.
Łap łańcuch!
Jazda!
Chodź, mamo!
- Wezwij Johna. - Nie.
Wiem, że to boli.
Wołaj go.
Wołaj Johna.
Pieprzę cię.
Zasilanie awaryjne
John? Gdzie jesteś?
John, pomóż mi.
- Mamo! - Pomóż mi.
- Odsuń się, John. - Wal!
Padnij!
Wstawaj!
O, cholera...
Przydałby mi się urlop.
- Nie żyje? - Został zlikwidowany.
To też się stopi?
Tak, wrzuć to.
Adios!
Procesor też.
To już koniec.
Nie.
Jest jeszcze jeden procesor.
Ten też trzeba zniszczyć.
Masz. Nie mogę sam się zniszczyć. Musisz mnie opuścić.
Nie!
- Przykro mi, John. - Możesz zostać z nami.
- Muszę odejść. - Nie odchodź, proszę!
- Muszę, John. - Nie, zaczekaj!
- Nie musisz! - Przykro mi.
Nie odchodź!
To się musi skończyć tu.
Rozkazuję ci zostać. Zakazuję ci iść.
Już wiem, czemu płaczecie.
Ale ja się tego nie nauczę.
Żegnajcie.
Nieznana przyszłość zbliża się.
Po raz pierwszy wyglądam jej z nadzieją.
Bo skoro maszyna, terminator, nauczyła się cenić ludzkie życie -
może my też się tego nauczymy.
Napisy: Magdalena Balcerek
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.