All language subtitles for Where the Sun Always Shines.S01E01

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

WHERE THE SUN ALWAYS SHINES

- Tak, będziemy. - Świetnie!

Fantastycznie. Tak, proszę.

- Dziękuję. - Dziękuję.

- Zagra Wojtek. - Kto?

Ten saksofonista. Mamy się z nim spotkać o 10.

Wtedy podpisujemy umowę.

- Rozmawiałem z Mickiem. - Wiesz, jak trudno go ściągnąć?

Umowę podpiszemy po imprezie.

Ale z notariuszem też się ciężko umówić.

Nie ma pośpiechu z tym kupnem.

Chcesz się pochwalić domem rodzicom?

Nie.

Przyjeżdżają na twoją pięćdziesiątkę, nie żeby obejrzeć dom.

No dobrze, ale po co się spotykać z saksofonistą?

Jeśli jest taki dobry, niech zagra własne utwory.

Skoro chce się wcześniej spotkać...

- Nie. - Maxi!

- Cześć! - Ledwo żyjesz.

Ty też.

Wybieramy się potem do klubu coś zjeść.

- Nie podoba mi się to. - Co?

Mieszkamy tu już dwa miesiące, a wciąż wołają na ciebie „Maxi”.

- Mnie to bawi. - Mnie nie.

WIĘKSZOŚĆ LUDZI, KTÓRZY TU PRZYJEŻDŻAJĄ, CHCE FAJNIE ŻYĆ.

W Sztokholmie dziś deszczowo...

Widziałeś zaproszenie od brata?

„Dress code: Smart casual”. Co to w ogóle znaczy?

Kto mnie odbierze?

- Tata. - Ja?

Muszę po pracy kupić sobie jakieś ubrania.

Inaczej nie zdążę na lotnisko.

- Tata po ciebie przyjedzie. - Jasne.

Musisz takim tonem? Nie było cię przez cały weekend.

Przecież mówię, że po nią przyjadę.

- Muszę już lecieć. - Halo?

Na pewno przyjedziesz? Buzia.

W tej chwili nie dam rady.

Mogę oddzwonić za moment?

Państwo Kraft. To już ostatni dokument.

Jeszcze tylko ten jeden podpis.

- Wyjdziemy na chwilę. - My też?

- Nie. - O co chodzi?

Jeśli płacicie coś pod stołem, możecie to teraz załatwić.

Skądże znowu. Proszę zostać.

Wyjdziemy.

Nie trzeba. Wszystko zarobiłem legalnie.

- Ale nie jesteśmy w Szwecji. - Jakiś problem?

No problema, no problema. Chodźmy.

Podpisz. Przepraszam, że rozmawiamy po szwedzku.

Ale to piękny dom.

Nie byłem już w stanie o niego dbać.

Dzieci przeniosły się do Madrytu.

- Chcę spędzać z nimi czas. - Cudownie.

My też przenieśliśmy się tu,

żeby spędzać czas razem. Mamy dwójkę dzieci.

Sprzedaliście swój dom?

Nie, to będzie nasz drugi dom, na weekendy.

- Nie mieszkacie na wyspie? - Mieszkamy, ale nad morzem.

Tom chciał też mieć dom w górach.

- Więc... - Finca.

Zabiorę tylko resztę mebli

i Villa San Lucio jest wasza.

Mam nadzieję, że pokochacie ten dom.

- Gracias. - Dziękujemy.

Mam zabrać narzędzia i wrócić do domu taksówką?

- Żadnych elektronarzędzi. - Słucham?

Tylko ręczne. Piły, poziomice i tym podobne.

- Dlaczego? - Są cenne.

Jak mam remontować kuchnię bez elektronarzędzi?

- Od dawna próbujemy pana złapać. - Wiem.

- To jest bluza! - Ale nie ma rękawów.

Jest mi w niej ciepło. I jest wygodna.

To może dżinsy?

Jesteś w domu?

Nie. I nie dam rady odebrać Linn.

Jak to? Zajęcia chóru już się skończyły.

Samochód się zepsuł. Trzeba go oddać do warsztatu.

- Możesz ty ją odebrać? - Przecież to nowe auto.

Też się wkurzyłem. Ale co poradzę?

Pojedziesz po nią?

No dobrze, jasne.

Dzięki. Na razie.

O Boże...

- Cześć. - Przepraszam, Magnus.

- Miał ją odebrać Timmy. - Wiem.

A gdzie ona jest?

- W toalecie. - Dzięki.

- Śpiewała dziś solo. - Naprawdę?

Jest już duża. Rozwinęła się.

Miło słyszeć.

Dawno cię tu nie widzieliśmy.

Linn jest duża, więc może sama przyjeżdżać.

No tak. Bo już się bałem, że...

chodzi ci o to, co...

Nie, skąd. Nic się nie stało.

Bo to było coś szczególnego.

Dla mnie.

- Mamo. - Cześć, skarbie.

- Spieszy nam się. - Już idę.

- Muszę... - Oczywiście.

- Ale jeszcze tu wpadniesz? - Jasne.

Bawcie się dobrze na Majorce.

W szwedzkiej szkole mamy niesamowite poczucie wspólnoty.

To znaczy?

Wszyscy są tu sobie dużo bliżsi.

Rodzice, nauczyciele...

Na wywiadówkach pijemy wino.

Poważnie? W Szwecji też tak powinno być.

Kiedy przyjadą dziewczyny z Palmy?

Nie zaprosiłam ich.

Nie?

Bo z nimi spotykam się na okrągło,

a teraz chcę trochę pobyć z wami.

Stęskniłam się.

Cieszę się, że tu jestem.

Fajnie cię odwiedzić.

Masz cudowny dom.

Będzie cudowny, kiedy go wyremontujemy.

Na razie mamy straszny bałagan.

- Ale ten widok... - Tak, piękny.

Wyrzucimy to wszystko i będzie wspaniale.

- Już jest. - Doskonałe miejsce.

Jeśli unowocześnimy dom, jego wartość się podwoi.

Myślałem, że chcecie tu mieszkać.

Chcemy. Ale warto też w niego zainwestować.

- Moje gratulacje. - Armin. Dobrze cię widzieć.

- Używasz życia? - Pewnie.

Podobno kupiliście jeszcze jeden dom. To prawda?

- Co? - Później wam pokażę.

Wyczuwam zazdrość.

- Może nie? - Musi was rozpierać duma.

Z tego?

Nie, z syna.

Oczywiście.

Jasne. A gdzie dzieci?

Chyba...

Anton! Edvin!

Edvin.

Nie będę więcej powtarzać.

Włóż buty i wyjdź do gości.

- Nie chcę. - No już.

- Rusz się. - Nie.

O Boże...

- Nie chcesz nowego telefonu? - A dostanę?

Jeśli zaraz włożysz buty i wyjdziesz.

- Przekupujesz dzieci? - Musiałam.

A ty? Wygłosisz mowę dla taty?

A co za nią dostanę?

- Buziaka. - Nie, dzięki.

Ale wygłoszę ją.

Dzięki, Anton.

Halo?

Co u ciebie, kochanie?

Rozmawiałeś z Idą-Li? Jesteś smutny?

Nie chce gadać. Bo to by tylko pogorszyło sprawę.

Musi ci być ciężko.

Taka odległość... Rozumiem doskonale.

- A czyja to wina? - Będzie dobrze.

Mógłbyś wyjść się przywitać z gośćmi?

- Już. - Chodź.

- Babcia i dziadek też tam są. - Dzięki.

Pokażemy rodzicom nowy dom.

Teraz?

Nie możesz prowadzić. Ja też nie.

Tu wolno mieć pół promila.

Można wypić butelkę wina.

- Całą butelkę? - Tak.

- Niegrzeczny chłopak. - Taki ze mnie raper.

Wyglądasz bardzo seksownie.

Spójrz w lustro.

- Znaczy... - Chodź.

No to...

witamy w naszych skromnych progach.

To się nazywa zabytek.

Najstarsze fragmenty są z XVIII wieku.

Cały czas należał do jednej rodziny.

- To staw? - Sadzawka.

Zobaczcie w środku. Jest niesamowity.

Cholera jasna...

Co się stało?

Co się stało?

Mieliśmy obejrzeć w środku.

Tak, ale...

Sprzedający jeszcze się nie wyprowadził.

Dom wygląda ładnie.

Myślałem, że wszystko załatwione. Robi jakieś kłopoty?

Nie, skąd.

Chyba wam nie zajął domu?

Podobno tutaj to się zdarza.

- Nic z tych rzeczy. - Czytaliśmy o tym.

Boris Becker miał tu dom.

Dzicy lokatorzy rozkopali mu cały kort i posadzili ziemniaki.

Nie.

Przepraszam, ale się trochę stresuję. Goście, impreza i tak dalej.

Straszny tu bałagan.

Pokażemy wam wszystko innym razem.

Kiedy będzie spokojniej.

Zobaczmy choć ogród.

Wrócimy kiedy indziej. Nie wiedziałam, że tu taki bałagan.

Tommy, zadzwoń do...

- I zamknij drzwi. - Jasne.

Przepraszam, że tak to wyszło.

Mick, on nie żyje. Facet, od którego kupiliśmy dom.

Leży martwy w holu.

Nie wiem, co się stało.

Wygląda, jakby upadł.

Pewnie miał zawał.

Musisz się tym zająć.

I co?

Karetka już jedzie, Mick się wszystkim zajmie.

- Wpadnie tu później. - Mick?

Okropność.

Miał lecieć do dzieci w Madrycie.

Może odwołajmy wszystko?

Nie. Niczego nie zmieniajmy.

- Jak tu się żyje? - Super.

Chodzisz do szwedzkiej szkoły?

Witajcie!

Fajnie was widzieć.

Was też. Cześć, Maja!

Linn, ależ ty wyrosłaś!

- Jaka wysoka! - Przytyłeś.

A ty łysiejesz.

Wygląda ładnie.

- Tak? - Do twarzy ci.

Chciałem zgolić wszystko.

Jak to mówią, mniej znaczy więcej.

- Cześć, Linn! Witamy na Majorce! - Dzięki.

- Pogratulowałaś im? - Gratuluję.

- To wasz basen? - Tak.

W sumie mamy dwa, jeśli doliczyć... Jak to się nazywa?

Morze Śródziemne.

- Popływamy? - Nie teraz.

- Czemu? - Mamy gości.

- Pokaż Linn swój pokój. - No weź!

Chcesz zobaczyć pokój Edvina?

- Tak. - Popływacie później.

Ja też chętnie obejrzę dom.

- Ładna sukienka! - Dzięki.

- Niezła chata. - Nie najgorsza.

Wymaga sporo pracy, ale miejsce jest fantastyczne.

- Ile dostałeś? - Daj spokój.

Przestań.

Musisz mi powiedzieć.

Nie chcę.

- Nie musisz już pracować? - Nie.

Emeryturka?

Mógłbym, ale jeszcze nie chcę.

To co będziesz robił?

Nie wiem. Pewnie cieszył się życiem.

Stańcie tutaj. Chcę zrobić zdjęcie.

Może się obejmiecie?

Cudownie.

Moi dwaj chłopcy znowu razem.

- Wspaniale. - Też się cieszę.

Sto lat, sto lat

Niech żyje, żyje nam!

Wszystkiego najlepszego!

Zdrowie!

Dziękuję.

Przyjechał Mick.

Anuluj zakup. Nie zamieszkam tam.

- Rozumiem. - To było coś koszmarnego.

- Dla mnie też. - Moja noga tam nie postanie.

Później porozmawiamy.

Pogadam z Mickiem.

Petra.

To prawda, że mieszka tu Brad Pitt?

Prawda.

Powiedz coś więcej. Znasz tylu ludzi.

- Coś pikantnego? - Właśnie!

Tyle że tu nie ma pikantnych historii.

Ludzie zajmują się tu raczej swoim wnętrzem.

To bardzo uduchowiona wyspa.

A każdy, kto się osiedla na Majorce, pragnie się rozwijać.

Znaleźć w życiu nowe miejsce.

Zawsze mówiłam, że jeśli ktoś się odważy tu przeprowadzić,

to właśnie wy.

W sumie to nic trudnego.

Nawet jeśli z daleka takie się wydaje.

Poważnie.

Wielkie dzięki, Wojtek.

Chciałem powiedzieć parę słów dla taty, ale chyba go tu nie ma.

- Tu jestem. - Cieszę się,

że w końcu mnie słuchasz.

To ty najbardziej chciałeś się tu przeprowadzić.

A ja najmniej.

Zastanawiałem się, czemu chcesz mieszkać na Majorce.

Aż zrozumiałem, że w końcu chcesz być szczęśliwy.

Po tylu latach bezustannej pracy.

Ale co cię właściwie uszczęśliwia?

Kupił sobie rower za 70 tysięcy, na którym jeździł cztery dni.

Teraz tylko stoi w garażu i się kurzy.

Ale wciąż go mam.

Potem z jakiegoś powodu chciał pływać na katamaranie.

Co zrobił dokładnie raz, bo odkrył, że nie znosi słonej wody.

Fakt.

Potem chciał chodzić po górach.

Więc kupił te wszystkie plecaki, karimaty,

manierki i tak dalej.

Do dziś leżą nierozpakowane w garażu.

W końcu odkryłem, w czym jesteś dobry.

I to mi sprawia kłopot.

Bo siedzę po ciemku, ponury, w bluzie z kapturem...

i myślę, że w głębi serca chciałbyś robić to samo.

Siedzieć po ciemku, z kapturem na głowie

i rozmyślać o całej tej pozornej niedoli.

Pomyślałem więc, że dam ci dziś to.

Ze specjalnym nadrukiem na plecach.

Twoim imieniem.

To mój prezent dla ciebie.

Mam tych bluz mnóstwo, więc to nie problem.

Zostawię ci ją na krześle.

- A teraz wznieśmy toast. - Zdrowie!

Wspaniała! Dziękuję, Anton.

Zdrowie!

Piękna przemowa. Dziękuję.

Sądzą, że to aorta.

Pękła, kiedy przesuwał te pudła.

Pewnie znalazł stare pornosy swojej mamy.

I głowa mu eksplodowała.

To straszne.

Fakt. Nie ma z czego żartować.

Dopilnuję, żeby go zabrali i wszystko posprzątali.

Chcemy anulować całą transakcję.

Serio?

Musi być odpowiednia klauzula.

Dotycząca czego?

Jeśli ktoś umrze, umowa traci ważność.

Ale on zmarł już po podpisaniu umowy.

Leżał martwy w tym domu.

Nie wywiózł swoich rzeczy.

Transakcja została dokonana. Nie cofniemy jej.

Nie można jej unieważnić. Chyba to rozumiesz?

No dobra...

Proszę o uwagę! Dziękuję.

Dziękuję bardzo.

Pozdrawiam wszystkich.

Pewnie się zastanawiacie, o co chodzi z tym starym zdjęciem.

Zrobiono je w naszym sklepie.

To tam dorastali Tommy i Timmy.

Mawiali, że kiedy inne dzieci bawią się w sklep...

...oni w sklepie mieszkają.

- Właśnie. - Urocze.

Nie tylko tam mieszkali.

Na przykład Timmy zaraz po dziewiątej klasie

zaczął pracować na kasie.

A Tom poszedł do szkoły biznesu, żeby się nauczyć handlu.

Świetny był z ciebie sprzedawca.

Taki, że w końcu sprzedałeś cały sklep.

To zdjęcie musiało być zrobione w osiemdziesiątym...

Mają tu sześć i 12 lat.

Czyli to był rok '87.

Wtedy wpadliśmy

na ten genialny pomysł z hot dogami od braci.

Jeden hot dog, dwaj bracia.

- Urocze. - Świetny pomysł.

- Miło było poznać. - Nawzajem.

Nie zjadłbym hot doga zrobionego przez dzieci.

Kto wie, co do niego włożyły?

Zwłaszcza mali chłopcy.

Tata wymyślił nam taką reklamę.

A potem Tom przejął interes? Co dostałeś ty?

Sprzedałem Tomowi swoje udziały,

ale wtedy to był malutki sklepik.

Dopiero Tom zrobił z niego wielki Ica Maxi.

I ile za niego dostał?

Dwieście?

Dwieście?

Albo i trzysta? Nie wiem.

Nie obchodzi mnie to. Mam własne pieniądze.

Rozumiem.

- A czym się zajmujesz? - Mam firmę.

Jestem stolarzem, ale duże rzeczy też robię.

Powinieneś pracować tutaj.

Nie mógłbyś się opędzić od zamówień.

- Poważnie? - Tutejsi rzemieślnicy

olewają klientów na całego.

I nic im nie zrobisz.

Brakuje nam tu luterańskiej solidności.

To wszystko przez katolicką spowiedź.

Pracujesz byle jak, łamiesz przepisy, zdradzasz żonę -

wyspowiadasz się i już.

Nic, tylko korzystać.

„Zgwałciłem twoją matkę. Wybacz mi”. „Nic się nie stało”.

Żartuję oczywiście.

Muszę sprawdzić, co robi córka.

- Jasne. - Gdzieś wybyła.

Pozdrów ją ode mnie.

Zauważyłeś, że przemówienia wygłasza tylko rodzina?

Ty też musisz coś powiedzieć. Znasz go przecież.

Byłem tylko kierownikiem sprzedaży.

Pracowaliście razem całe lata. Wymyśl coś.

Ja go w ogóle nie znam.

Mam mówić o redukcji zapasów i poprawie wydajności?

- To nie temat na urodziny. - Nie szkodzi.

On nie ma żadnych przyjaciół. Jesteś tylko ty, ja

i cała banda pasożytów, których tu ściągnął.

Fakt.

- Gdzie reszta jego kumpli? - Nie ma innych.

- Pracowałeś u niego. - I to nas czyni przyjaciółmi?

- Według Toma tak. - Żałosne to.

- Jest, jak jest. - Na jego miejscu

chyba bym się zabił.

Linn mi napisała, że już dotarli.

To dobrze, ale nie myślmy teraz o niej.

Nie mogę się martwić o własne dziecko?

Śpi. Nic jej nie jest.

Zaczekaj na mnie. Pomóż mi.

Idealna jaskinia miłości.

- Ta mowa Antona... - Cholera.

Pomóż mi.

Jeśli na mojej pięćdziesiątce Linn wygłosi coś podobnego,

strzelę sobie z gwoździarki w jaja.

Jak to znosisz?

To znaczy co?

To wszystko.

Nowe życie Toma, w luksusie.

Wielka rezydencja, wypasione auto.

Jakoś tak dziwnie się z nim przywitałeś.

- Nie. - Widziałam.

- Nieprawda. - Prawda.

Doskonale cię rozumiem. Trochę mu zazdrościsz.

Przecież mieszka nieomal w zamku.

Do tego z nią.

Przestań. To było sto lat temu.

Nie chciałbym nigdy więcej z nią mieszkać.

Na pewno?

Wolę się kłócić z tobą w naszym zimnym kraju,

niż żyć tutaj, w tym durnym domu, z jakąś...

Jak mam ją określić?

Zwiędłą influencerką z 4000 obserwujących,

która się zachowuje, jakby ich było 300 tysięcy.

Nawet gdybyś dostał całe królestwo?

Nawet wtedy.

To dobrze. Zdrowie!

Zdrowie!

A ty?

Zamieniłabyś się?

Nie.

Bo wtedy straciłabym ciebie.

- A tego nie chcę. - Jasne.

Kocham cię, Timmy.

Tylko...

- myślę, że czasem... - Zaczyna się.

...okropnie bałaganisz.

Ucieszyłabym się, gdybyś był trochę lepiej zorganizowany.

I może trochę bardziej rozsądny.

- Brzmi to... - Ale wiem, że to nierealne.

...jakbyś jednak wolała zastąpić mnie kimś innym.

- No co ty! - Lista oczekiwanych zmian

była całkiem długa.

Kocham cię. I jesteś prawie idealny.

Trzeba tylko dokonać kilku drobnych poprawek.

Takim maleńkim śrubokręcikiem.

Fantastyczna impreza!

- Nie. - Przecież tego chcesz.

Nie chcę.

Chcesz we mnie mnóstwo zmienić.

Tylko drobniutkie poprawki...

Tym malutkim...

Ratunku...

Pomocy...

- Uważaj. - Tam.

- Ostrożnie. - Tom!

- Pomocy... - Coś się stało.

Nie biegnij.

- Tom? - Timmy...

- Timmy... - Tom!

Co się dzieje?

- Co z tobą? - Timmy...

- Pomóż mi. - Już dobrze.

Oddychaj.

Musimy cię stąd zabrać.

Spokojnie. Chodź.

Idziemy.

Muszę cię podnieść.

Musimy iść. Dasz radę.

Spokojnie...

Spokojnie...

Nic ci nie będzie.

Wyjdziesz z tego.

Finca...

Co?

Fin...

Co mówisz?

Finca. Villa San Lucio...

Villa... San Lucio...

Jest twoja.

Masz.

Ale... Nie musisz...

- Tak. - Nie.

Powinieneś ją mieć.

Kocham cię.

Ja ciebie też.

Będzie dobrze.

Zajmiemy się tym.

Nic się nie martw.

Co z Tomem?

Będzie dobrze.

- Tak? - Przepraszam.

Państwo są rodziną Toma Krafta?

Tak.

Wykonaliśmy już EKG i badanie poziomu troponiny.

To nie zawał.

Boże...

- W takim razie co mu się stało? - Jeszcze nie wiemy.

- Mogę go zobaczyć? - Naturalnie.

- Pan też? - Wejdę sama.

Dobrze.

Pozdrów go ode mnie.

Tędy.

- Tutaj? - Tak.

Dziękuję.

Ja pierdzielę!

- Ale... - Jezu...

To na pewno tutaj?

- Wygląda jak zamek. - Przepraszam!

To na pewno Villa San Lucio?

- Tak. - Zniosły jajka!

Valldemossa wita!

Co on ci powiedział?

Że chce, żebym miał ten dom.

- Serio? - Dał mi go.

Kurwa, jaki dziedziniec.

- Dostaliśmy to w prezencie? - Tak.

Tam widać Valldemossę.

Tutaj góry, a tu...

Ogromny!

- Co za miejsce! - Kochanie...

Tommy mówi, że nie musimy zostawać.

Wracajcie do domu.

- Jesteś pewien? - Tak.

Ten idiota w biurze podróży twierdzi,

że musielibyśmy kupić nowe bilety.

Nieprawda. Nie kupuj.

Nic mi nie będzie. Leżę teraz w szpitalu.

Słyszysz, co mówi Tommy?

Nasz Tommy, silny jak koń.

Skończ się pakować, zanim wrócę.

I nie zapomnij znów ładowarki.

Ty jej nie wzięłaś?

Nie wiem, co powiedzieć. Dom jest po prostu zarąbisty.

O rany!

Obłęd! Mamy nawet drzewko pomarańczowe!

I indyki!

- Zebraliśmy jajka. - Tom, dałeś im ten dom?

To znaczy...

- Niesamowite. - Jesteśmy...

- Tom? - ...ogromnie wdzięczni i uradowani.

Dziękujemy!

Słyszałeś, Kent?

Jest przepiękny.

- Najpiękniejszy. - Magiczny.

Tak! Podarował Timmy'emu dom.

Mamy wyjątkowych synów. Jak oni się kochają...

Co za gest. Aż trudno mi uwierzyć.

Mogę pogadać z tatą?

Słyszałeś? Tom sprezentował nam dom.

Jedziemy.

Weź do samolotu sweter.

- Nie chcę. - Będzie ci zimno.

Nie chcę wracać do domu.

- Ja też. - To może tu zamieszkajmy?

Jest jeszcze szkoła i praca. To nie takie proste.

Mówiłeś, że rzemieślnicy w Hiszpanii są do niczego.

Miałbyś mnóstwo pracy.

Nie tak mówiłem.

Edde i Anton chodzą tu do szwedzkiej szkoły.

- Ty też znajdziesz pracę. - Tęskniłabyś za kolegami i szkołą.

- Nie. - Za chórem i Magnusem.

Uwielbiasz Magnusa. A tu go nie ma.

Z drugiej strony, jak często dostaje się zamek w raju?

Nie patrz tak na mnie. Tylko głośno myślę.

Gdyby wynająć nasze mieszkanie,

mielibyśmy jakieś pieniądze na początek.

- Zgódź się, tato! - Nie mówię nie.

- Przeprowadzamy się! - Jeszcze nie zdecydowaliśmy.

- Chcecie tego? - Nie wiem...

- Tak! - Jeszcze nie zdecydowaliśmy.

- Ale moglibyśmy... - Przenosimy się na Majorkę!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.