Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Państwo wybaczą.
- Wybaczą? - Ale co?
Tak się tylko mówi.
Słucham państwa.
- Śmiało. - Nie.
Ty.
Nigdy nam się to nie udaje.
Nigdy tak do końca.
Ani razu przez 34 lata.
Chodzi o to,
że nigdy tego nie robiliśmy.
No, robiliśmy,
ale nie ze sobą.
Nigdy wspólnie.
Zaczyna się nieźle.
Niby normalnie,
jak chyba u większości osób.
Mimo że nie wiemy, jak to wygląda u innych.
U nas jest tak konwencjonalnie.
Pozostajemy tradycjonalistami.
Czasami nawet monotonnymi.
Tak myślisz?
Naprawdę?
Fakt, nie robimy nic poza schematem.
Moja żona dba o harmonogram i protokół.
Zawsze zaczynamy o 19.
- Przesadzasz. - Ależ tak.
- Nie. - Owszem.
Późniejszy start ją irytuje.
Zadziwiające jest, doktorze,
że przez resztę roku jest łatwo.
Bardzo łatwo.
No bo przez resztę roku tego nie robimy.
Fakt.
Bo dla nas...
to zawsze jest Boże Narodzenie.
To znaczy?
To znaczy co?
Znaczy co?
Że źle nam wychodzi.
Nie drap się!
Bo dostanie strupów.
Ma przedświąteczną łuszczycę, przez którą żyć się nie da.
Mamy wrzesień.
Właśnie! Parę miesięcy i już.
Moja żona uważa...
Jest przekonana.
Moja żona jest przekonana o klątwie rodzinnej.
Czemu pani tak uważa?
Zawsze dochodzi do katastrofy
i nigdy nie kończymy Wigilii razem.
Nigdy.
Przed północą zawsze jest jakaś draka.
Powiedz o rodzicach.
Nie.
Mów o swoich rodzicach, bo ja zacznę!
Od dawna tak było.
Nasze pierwsze święta. Świętowaliśmy...
U moich rodziców. W sumie...
Przepraszam. Zawsze tam świętujemy.
U moich rodziców.
Moi mieli dołączyć. Razem z roladą.
No i cóż...
Uważaj!
Bombki świąteczne
Zginęli na miejscu.
Niewiele osób używało wtedy pasów. Dawne czasy.
Często tak bywa.
Zawsze mówi, że to przypadek.
Zastanawialiśmy się, czy jest tu jakiś związek.
Związek?
Co roku coś się dzieje przed północą.
Słyszał pan o tej rodzinie,
która zatruła się jedzeniem w Wigilię?
Nie słyszałem.
To byliśmy my.
Sandrine była w ciąży, dlatego ogarnęła nas panika.
Starsza córka.
Mamy dwie córki i syna.
Ten jeden raz
zdecydowałam się na catering!
Złamałam oba nadgarstki w drodze do pracy.
Poślizgnęłaś się na lodzie.
Taki wypadek.
Wypadek, przypadek!
Nie odpływaj.
Głęboki oddech. Właśnie tak.
Ohyda! Nie dam rady!
Zapraszam panią.
Charlotte!
Wrócę, tato.
Idę, mamo.
Zabrano nas do pobliskiego szpitala.
W karetce Sandrine odeszły wody.
Na szczęście była tam pod opieką.
Nie poznaliśmy źródła zatrucia.
Ależ tak!
Lekarze mówili o wędzonym łososiu.
Może i tak, ale dlaczego nas to spotyka co roku?
Dlatego Charlotte nie zachorowała.
Nasza młodsza córka. Wegetarianka.
Weganka. To o krok dalej. Komplikuje sprawę gospodyni.
Interesuje się aktualnościami,
nie kupuje nowych prezentów,
nie je foie gras ani mięsa.
Nadmierna konsumpcja wywołuje u niej mdłości.
Jej brat przeciwnie.
Uwielbia się z nią droczyć. Wieczne przepychanki.
Ale i tak...
są sobie bliscy.
- Pycha. - Potwierdzam.
- Świetne. - Pyszne.
Simone, pâté jest przepyszne.
To nie pâté, ale foie gras.
Charlotte, wiele tracisz.
- Raka na przykład? - Charlotte!
Nie zaczynaj, proszę cię.
Na samo wyobrażenie, jak gęsiom wyciągają bebechy,
to aż mnie podnieca.
Uprawiają je.
- Podnieciłem się! - Uprawiają.
Proszę, nie zaczynaj.
- Góra dziesięć sekund i już. - Przestań.
Mniam ta uprawa.
Grosse uprawa. Gut, gut!
To miał być żart?
Nic śmiesznego.
Wstajesz?
Idę zapalić.
Ja zjem foie gras Charlotte.
Masz dziesięć sekund znęcania!
- Charlotte! - Morderca! Żryj uprawę!
Połykaj!
Przestań!
W końcu ich rozdzieliłem.
Ale syn musiał wyjść. Wypił całą butelkę szampana
i potem miał gazy.
Wzdął się jak nie wiem.
Jak balon.
Nie zanudzamy pana?
Ani trochę.
Co by jeszcze dodać?
Tamto wtedy z Jean-Paulem i twoją mamą.
Pamiętasz?
Nic śmiesznego.
Jean-Paul to nasz zięć, mąż Sandrine.
Miły chłopak.
Miły i cierpliwy.
Uosobienie cierpliwości!
Moja matka uwzięła się na Jean-Paula.
Powiedziałam jej tamtego roku,
żeby zostawiła go w spokoju, bo nie jego wina, że Jérôme ma zeza.
To zwykły przypadek.
Dobry wieczór!
Wciąż jesteście razem?
Trudno uwierzyć.
Też ci życzę Wesołych Świąt, Simone.
Nie, ja całuję cztery razy!
- Wesołych Świąt, babciu. - Ty nie całuj!
Okropny jęczmień mi się zrobił.
Swędzi jak cholera. Ciągle się drapię.
Teraz możemy.
Jak się mówi „tradycja”?
Tradycja.
Kurczę.
Przegrałam.
Mogłabym przysiąc, że kupiłam dziewięć.
Mamo!
No co? Wygłupiłam się.
Wygrałam! Piętnaście euro!
Dobrze ci idzie.
Pokryje cenę szampana.
Najpierw otworzymy moje prezenty.
Już możecie.
Zobaczycie.
Wydałam mnóstwo pieniędzy.
- Mamo! - Dzięki, babciu.
Przypomniałam sobie, że zostawiłam jeden u rzeźnika.
Dzięki, babciu.
Co to jest?
Termometr do wina.
Fajne, co? Bardzo przydatne.
Bardzo oryginalne.
Nie macie?
Nie.
Dziękuję, Simone.
- Dzięki, mamo. - Czyż nie jest ładny?
Nathalie.
Ja się tym zajmę, Nathalie.
Trochę cię odciążę.
Dzięki, Jean-Paul.
Tato, to świeczka!
On jest w swoim świecie.
Babcia napić się chce, co?
Już ja ci dam picie.
Ależ chłopak jest powolny!
Dolewamy.
Troszeczkę.
Dla pani.
Wreszcie!
Twoje zdrowie, Simone.
- Zdrówko. - Wesołych Świąt.
Święty mikołaj i święty mikołaj nasikali do picia babci.
Dzieci są przezabawne.
Nie zrobiłeś tego!
Ale ma wyobraźnię!
Jean-Paul, choć cię lubię, to posunąłeś się za daleko.
- Nie nasikałeś? - Kropelkę.
Jean-Paul, powiedz,
czy dostałeś kiedyś lanie od babci?
Bo dziś dostaniesz!
Babciu, przestań!
Oszalała!
Ty i twój zezowaty bachor!
Stara jędza!
To nie mikołaj! To tatuś i tatuś!
Wsadził siusiaka jedynie do kieliszka babci.
Nigdy mnie nie lubiłaś!
To nic takiego.
Wesołej Wielkanocy.
Mama ich wyrzuciła. Nie dało się jej uspokoić.
Poszła spać.
A my się rozjechaliśmy.
Tak właśnie Jérôme zdał sobie sprawę,
że święty mikołaj nie istnieje.
Mamy jeszcze czas?
Tak.
Opowiedzmy historię o prezencie Charlotte.
Tak jest!
Tyle mamy do wyboru.
Nie pamiętam, którego roku,
ale chcieliśmy zaskoczyć Charlotte.
Jest przeciwna prezentom.
- Tak pan mówił. - Ja?
Tamtego roku mama pogodziła się z Jean-Paulem.
Urodziło im się drugie dziecko.
Uroczy chłopak.
Tego chciała mama. Zwariowała na jego punkcie.
Jakie masz piękniutkie oczęta. Zupełnie jak u Jean-Paula.
Nie jesz?
Tam są jajka. Jestem weganką.
Jérôme, idź pobawić się gdzie indziej.
Jeszcze dolać?
Ale bez wkładki.
Nadwyrężyłem kark, otwierając szampana.
Korek uderzył mnie w nos.
Butelka wpadła mi do zlewu.
Kolejny przypadek.
Prezent Charlotte!
Mówiłam, że nie chcę.
No weź!
Mam nadzieję, że pudełko z recyklingu.
No dalej!
Jaki słodki koteczek!
Nie jest uroczy?
Wszędzie będą kłaki.
Wszyscy się złożyli.
Ja dałem najwięcej. Maluch kosztował fortunę.
To pomysł twojej siostry.
Długo się nad tym głowiła.
- Zależało jej. - Nieodpowiedzialne!
Serio dałaś mi psa?
Jak mam psa ogarnąć, jak siebie nie umiem?
Mieszkam na 23 metrach, nie na przedmieściach,
w wielkim domu z trójką dzieci!
To prezent na 15 lat!
Przecież nie jesz zwierząt i je kochasz.
Kocham je na wolności! Nie na smyczy!
On ci dotrzyma towarzystwa. Jesteś sama.
Ale z ciebie szmata!
Nie podoba ci się moja wolność
bez smarków, w tym jednego z zezem.
Nie mów tak!
Cofnij te słowa!
Sandrine! Przestań!
Puść ją.
Zostaw mnie. Zabiję ją.
O cholera!
Żryj sobie tego kundla!
To nie kundel, to Jérôme!
Rozwaliła synowi szczękę.
Sandrine przeżyła traumę.
Na szczęście wypadły mu tylko mleczaki.
A biedak miał jeszcze zeza.
Coś sobie przypomniałam.
Jérôme.
On się urodził w Wigilię.
Tak.
Po tym naszym zatruciu.
No i co?
Właśnie!
Czy to nie przypadek?
Zbaczasz z tematu.
Skup się.
Próbowaliśmy wiele.
Raz zabraliśmy rodzinę vanem w ciepłe strony.
Witamina D, morskie powietrze.
Przeciw konwencjom, dla odmiany.
Sporo nas to kosztowało, więc postanowiliśmy ten jeden raz
zrezygnować z prezentów.
Co ona wyrabia?
Nie poradzisz. Ona zawsze celowo się spóźnia.
Cieszę się, że jestem twoją laską.
A ja, że twoim facetem.
Pani Lambert proszona do stanowiska.
Co z tobą, Charlotte? Samolot nam zaraz ucieknie!
Miałaś znaleźć opiekę!
Opiekę na Wigilię?
Przez was mój ślad węglowy wywali w kosmos.
Piesek przekracza wagę bagażu. Proszę do rejestrowanego.
Mojego synka do rejestrowanego? Odbiło pani?
Wrzuć go tam i już.
A może do podwozia jak migrantów?
Znowu wyolbrzymiasz!
Nie nakręcajcie się, wariatki.
Odwal się!
Parę kilogramów to nic takiego.
Bardzo panią proszę.
Niestety nie mogę.
Charlotte, to tylko pies.
A macie może klatkę, taką bardzo dużą,
na moją siostrę?
Odkąd urodziła dzieci,
ma nadbagaż w tyłku!
Mnie zazdroszczą, a nad tobą się użalają, bo jesteś szczypior!
Jesteś singielką, bo pieprzyć ciebie to jak machać szkieletem.
Co powiedziałaś?
Szkielet, mówię.
Jeden wielki szkielet!
- Na litość! - Mówiła o szkielecie.
Ten szkielet to było dla niej za dużo. Zrobiła się kolejna draka.
Ówczesna dziewczyna Stéphane’a źle to zniosła i odeszła.
Jak ona się nazywała?
- Céline. - Tak, Céline.
On się nie może zdecydować. Ciągle czegoś mu brakuje.
Spóźniliśmy się na samolot.
Poza Stéphane’em.
- Choć jest samolubny... - On jest bystry.
Dlatego odnosi sukcesy.
Wymknął się i wsiadł na pokład.
Przeżył miłe święta.
Dziewięć wolnych miejsc w samolocie, pięć pokoi w hotelu.
Dwie minuty.
Przejdę do sedna. Już prawie się udało.
Słucham.
Ostatnie święta to było za dużo.
A tak dobrze się zaczęły. Było idealnie.
Nawet spadł śnieg.
Magia świąt.
Nie w mikołaja!
Dawaj, Sandrine!
Wiem, biodro boli.
Gdzie ja jestem?
W domu, mamo.
- Dzień dobry. - Wesołych Świąt, tato.
- Zimno! - Jest ci zimno?
Przykryję cię kocem ode mnie.
Proszę bardzo.
- Dzień dobry. - Tak, tato.
Chodź, skarbie!
Zaraz!
Dorzucę jeszcze do kominka.
Wszystko idzie idealnie. Żadnych kłopotów.
Widzisz?
Kto pierwszy trafi, wygrywa!
- Prawie północ, a nikt nie poszedł. - Wymyśliłaś sobie.
Nie ma żadnej klątwy.
Było blisko!
Dzieci,
już prawie północ.
Jedenaście...
dziesięć...
Tak, tato i mamo, czekajcie!
Osiem...
Czasami marzę o tym, żeby odeszli w spokoju.
Lepiej umrzeć szybko, żeby dzieci nie męczyć.
Cztery...
Już prawie.
Same zmartwienia z nimi!
Ja tego chciałam! To moja wina!
Pamiętaj, powiedziałaś „w spokoju”.
W spokoju, skarbie.
Dziękuję. Proszę, skarbie.
Dzięki.
Dobrze.
Przepraszam...
Ale czego ode mnie państwo oczekują?
Chcemy poznać pana opinię,
pańską radę, żeby...
Żeby położyć kres klątwie!
Nie wierzę w świąteczne klątwy.
Nie wierzy pan?
Tak pani to odbiera.
Nie odbieram, tylko mówię, jak jest!
Tak jest naprawdę!
Zresztą widziałam, że pan odpłynął. Zanudziliśmy pana.
Przyrzekam, że nie.
- Siedemdziesiąt? - Razy dwa.
A noga jak panu skakała!
Gdy spojrzałam,
widziałam, że się pan zbudził. Zdrzemnął się pan!
Tak pani to odbiera.
No niech pan powie, że oszalałam!
Pewnym ciekawym wyjściem...
może być nieświętowanie.
Wtedy na pewno nic się nie wydarzy.
- Do widzenia. - Powodzenia.
Mamy nie świętować? Taka rada za 140 euro?
Widzisz? To było bez sensu.
Przez nas spłonęli rodzice. Czemu mieliśmy nie próbować?
Terapeuta to nie lekarz.
Brak świąt mnie przygnębia. A samych świąt się boję.
Wygodnie.
Jestem jedyną rozsądną w rodzinie.
Pewnie.
Też masz mnie za wariatkę!
Tego nie mówiłem. Albo świętujemy, albo nie.
Musimy zdecydować.
Może terapeuta miał rację.
Musimy zerwać tę tapetę.
Spanie w pokoju rodziców przynosi pecha.
A może zdarzy się tak,
że w te święta
będzie nasza kolej?
Przestań!
Przez ciebie nie zasnę.
A zanim zerwiemy tapetę,
możemy przenieść urnę.
Dobranoc, mamo.
Dobranoc, tato.
Z tym też powinnaś przestać.
Teraz lepiej? Czy teraz?
Teraz.
Nie, wcześniej. Teraz jest zamazane.
Wcześniej, czyli jak? Tak czy tak?
Wcześniej było wyraźniej, jak pani pytała,
- czy teraz lepiej. - A kiedy?
Jak było tak, czy może jak było tak?
Wyraźne czy zamazane?
Zamazane.
To nie jest wyraźne. Znaczy to, co pani mówi.
Tak jak wcześniej.
Będą gotowe na święta albo wcześniej?
W tym roku ja przyrządzam święta. A bez okularów to przepisy...
Postaramy się. Miłego dnia życzę.
Ale cudeńko!
Tylko nie ona!
Dzień dobry!
Dzień dobry.
- Rzadko cię widuję. - Pracuję do późna.
Tęsknię za twoimi rodzicami.
Śpieszę się.
Zwłaszcza za André. Uroczy człowiek!
Twoja mama zaś była niezłym ziółkiem.
Chyba wolno mi tak mówić, prawda?
Na pewno nie jest wam łatwo.
Tak się wprowadzać do domu po rodzicach.
- Tak jakbyście z nimi żyli. - Fakt.
Co za tragedia!
Całe szczęście ja wtedy spałam.
Cała okolica była wstrząśnięta. Wciąż nie mogę się pozbierać.
Zwłaszcza przed świętami.
Ale cieszę się bardzo,
bo w tym roku po raz pierwszy to ja przyrządzam święta.
Przylatuje córka z Australii wraz z teściami.
W końcu poznam wnuka.
Cudownie.
Czas najwyższy. Ma 18 lat.
W końcu Australia jest tak daleko.
Dziękuję za wszystko.
A wy co robicie? Świętujecie?
Musimy jakiś płot postawić albo co.
Odgrodzić się od niej.
- Gdzie jesteś? - W sypialni!
Co robisz?
Sama mówiłaś.
Mniejsza z tym. Patrz, co mam.
Mistrz Bangus?
„Jasnowidz i uzdrowiciel.
Rozwiąże nawet najgorszy problem:
spory małżeńskie, miłosne, rodzinne, otyłość, hazard”.
Dużo tego.
Przeczytaj ostatnie zdanie.
„Ochrona przed klątwami”.
„Egzorcyzmy”.
Stuprocentowa gwarancja.
Wizyty domowe nawet w niedzielę.
Nie przyjdzie tu kupić domu.
Mistrz Bangus.
Dzień dobry, mistrzu.
Witam.
Rano dokładnie posprzątałam dom.
Muszę wsłuchać się w wibracje domu.
Zamontowaliśmy ze względu na rodziców.
Musimy zdemontować.
Będzie z tym sporo zachodu.
To nie jest oryginalny materac.
Kupiliśmy nowy ze względu na moje plecy.
Ostatni pokój.
Właściwie z niego nie korzystamy.
Taki nasz schowek.
Kto to jest?
Ta mała to ja.
- A obok mnie... - Nicole.
Pan pytał mnie.
Moja siostra. Od lat jej nie widziałam.
- Od 34. - Ja mówię.
Nie pomagasz mi.
Pewnego dnia wyjechała. Potrzebowała miejsca do oddechu.
Zawsze lubiła podróżować.
Nie wiem, gdzie teraz jest.
Pewnie w Brazylii. Pokochała ją.
Na początku się utrzymuje kontakt, a potem nie.
Ona nie jest rodzinna.
Naprawdę?
Znam ją lepiej.
Gdy rodzina się zbierze,
święta będą lepsze.
Nawet nie przyszła na pogrzeb rodziców.
Wyobraź sobie święta z nią.
Kto wie?
Ulice pełne ludzi niosących paczki...
Wyłącz to, proszę.
Chyba będą zadowoleni.
- Kto? - Dzieci. Poznają ciotkę.
Po tylu latach.
Daj spokój! Nie utrzymujemy kontaktu. Sama bym jej nie poznała.
Nathalie.
No co?
Do świąt zostało dziesięć dni.
Przecież wiem.
Nie powiemy im w ostatniej chwili.
Komu?
Sandrine, Charlotte, Stéphane’owi. Dzieciom.
Oraz naszym wnukom.
Jeszcze nie zdecydowałam.
Podjęłaś słuszną decyzję.
Jestem z ciebie dumny.
My także, mamo.
Tak, Nathalie, jesteśmy z ciebie dumni.
Indira cieszy się, że tu jest.
W tym roku nie rozpalamy w kominku.
Oczywiście, mamo.
Za pierwsze święta
bez dziadka i babci.
Chwileczkę.
Leci nisko.
O czym ty mówisz?
Leci bardzo nisko.
Na ziemię!
Na ziemię!
Co się stało?
Okropność!
- Co się stało? - Śniły mi się święta!
Ale wszyscy umarliśmy!
Dokąd idziesz?
Na kanapę.
Świąt nie będzie. Powiem dzieciom.
Co robisz?
Myślisz, że cię nie znam? Otwieraj.
Nathalie, otwieraj.
Zawiodłem się. Bardzo.
Bardzo.
Ale to bardzo!
Nie upiekę go.
Bardzo!
Tylko sobie patrzyłam!
24 grudnia
Wcześnie wstałeś.
Tak.
Od kogo?
Od Sandrine.
Zdenerwowana?
Wiesz, jaka jest.
Wszyscy idą na miasto poza Charlotte.
Cieszy się, że to ją ominie.
Wychodzę.
O tej godzinie możesz pani wracać.
- Wesołych Świąt, pani Lambert. - Wzajemnie.
Ponury ten dom tak bez dekoracji!
Nie świętujecie?
Pani nie oszukam.
Ja was rozumiem.
Wciąż mam tamto przed oczami.
Są już! Ale się cieszę!
Jak się będziecie nudzić, wpadnijcie na szampana.
Albo na roladę.
Spokojnie, u nas nie ma kominka.
Co robisz?
Pójdziemy do tej twojej tajskiej knajpy.
Nie.
- Tak. - Nie.
Tak!
O nie!
Powiedziałam, że nie!
Nie chcę tego!
Chodź, skarbie.
Nie chcę!
Nie słyszę was!
Nic nie słyszę!
Nic a nic!
Skarbie, uspokój się.
Nauczyliśmy się po niemiecku, żeby ci pomóc.
Ale ja chcę spokoju!
Mówiłam wam tyle razy!
Wrzuć już na luz z tą klątwą!
Precz z komerchą na święta!
Chcieliśmy cię zabawić.
Co za szaleństwo.
Nie bierz tego tak do siebie.
Usiądź na spokojnie.
Oddychaj przez przeponę. Miałaś taki mały epizod.
Co to ma być?
Dzieciaki.
Chciały cię zaskoczyć.
To dla mnie?
Ale ładne!
Dzisiaj rano malowały.
Tyle pięknych kolorów.
A to co?
Babcia i dziadek spłonęli pod choinką.
- Nie sprawdziłeś obrazków? - Nie ma podobieństwa.
Dziękuję, kochany.
Mamo, pozwól, że przedstawię Monicę.
Włoszka. Coś nowego.
Poznaliśmy się jakiś tydzień temu.
Taki tydzień una piccola.
Tydzień to jak całe życie! Poznałeś ją przez internet.
Tak, ale daj spokój.
Francuskiego nie zna, ale wie, co i jak.
Skoro mowa o emozione...
- Gotowi? - Na co?
Raz, dwa, trzy.
- Mój indyk! - Rozmrożony.
Wasza mama to królowa indyków.
Może pójdziesz się wystroić?
Tak, dobrze.
Poszłabym tam.
Przez te emozione!
Kocham cię.
Ostrzegam was,
że jeśli ktoś dziś zginie,
to nie z mojej winy, jasne?
Dzieci wystraszysz.
Jednego trupa już tu mamy!
Charlotte!
Nie zaczynaj.
Spokojnie.
Tato, kto dziś umrze?
Nikt nie umrze.
Daj mi to.
Droga Nathalie,
ponownie spotykamy się w święta.
Czekaj, bo mam złe wspomnienia. Użyłbyś innego słowa?
Mamo!
Uparta!
Święta to święta.
Ponownie spotykamy się w...
Tuf-tuf.
- Może być? - Doskonale.
Tuf-tuf?
Gdybyśmy nie świętowali Tuf-tuf,
to przyznalibyśmy się do porażki.
Dla dobra dzieci.
Dlatego razem wzięliśmy na siebie wielką odpowiedzialność,
aby uczynić święta...
Przepraszam.
By uczynić Tuf-tuf...
Wspaniałymi Tuf-tuf!
Tak jest.
Całą noc nam zaskrzeczy?
Co ona mówi?
Contenta. Miło jej cię poznać.
Dziękuję, ale nie jestem „Sardine”, tylko Sandrine!
Nie jest głucha, tylko jest Włoszką.
Taka głośna, że aż się zastanawiam.
Okaż kobiecą solidarność.
Zazdrościsz jej ciała.
Wara od mojej wagi.
Przestańcie!
Przepraszam.
Na tę okazję
opracowaliśmy
strategię unikania konfliktów.
Monica.
Bierzcie po jednym.
Sandrine.
Chłopcy, Jean-Paul!
Ja chcę duży.
Teraz wszyscy poczujemy się jak krowy.
Przestań już.
Dobrze!
Jeśli w którejkolwiek chwili
poczujemy napięcie, co mamy zrobić?
Zadzwonić!
Co ma oznaczać:
stop!
Żadnej draki!
- Obiecujecie? - Obiecujemy!
Tego dnia, Nathalie,
nikt, ale to nikt,
nie opuści domu przed północą,
bez względu na to...
Co się stanie!
Ona wszystko rozumie.
Jest godzina 20.
Północ.
Zostały cztery godziny.
Co się dzieje?
Przestańcie! Auguste się stresuje.
Nic nie szkodzi.
Bezpieczniki i tyle.
Dzwonek od drzwi nie działał.
A drzwi były otwarte.
Niespodzianka dla la mammy.
Ciocia, sistera naszej mamma.
Nicole?
Aż tak się zmieniłam?
Co cię tu sprowadza?
Wesołych Świąt!
Nie!
Tak!
Moja Nini.
Moja Nana.
Moja Nana!
Skarbie!
Podaj rękę.
Wpadłyśmy sobie w ramiona.
Nic mi nie jest.
Będzie siniak, ale to nic.
Nic takiego. Głupi upadek!
Moja Nana.
Moja Nini.
Mamy dużą rodzinę.
Nie płaczmy.
Nie w tym wieku.
- Kiedy wylądowałaś? - Dziś w Paryżu.
Odbiór bagażu trwał wieki.
Potem taksówką na dworzec.
Dwie godziny jazdy do Angoulême.
A potem znowu taksówką do Jarnac.
Jestem wykończona!
Jet lag absolutny.
Knułeś za moimi plecami.
Tak było!
A wy zrobiliście ze mnie kretynkę.
Ależ macie kiepską pogodę!
Nie jak w Rio.
Antonin...
Ta sztuczka z piorunem i prądem.
Co za mocne wejście.
Lot, pociąg i taksówki załatwiłem.
Ale błyskawicy i prądu już nie.
- Zwykły przypadek. - Nie ma takich.
Przedstawię ci moje dzieci.
Nie, zaczekaj!
Antonin mówił. Będę zgadywać.
- Ty. - Tak, ja.
Ty jesteś...
Sandrine.
Najstarsza.
Dobra jesteś!
A ty...
Charlotte.
Charlotte, właśnie!
Weganka, drugie dziecko.
Zgadza się.
- Mój piesek, Auguste. - Cześć, mały.
A ty...
Masz na imię Stéphane.
Najmłodszy, Don Juan.
Ten taki napalony.
A ja jestem Jean-Paul. Mąż Sandrine.
Czasami występuję tu jako mikołaj.
Nie czasami, zawsze!
A to Joël i Jérôme, nasze dwa chodzące szkielety.
Cześć.
- Kim jesteś? - Ja?
Starszą siostrą twojej babci.
Wiem, za młodo wyglądam.
A druga pani to kto?
Nie ma drugiej. Jedna przyszła.
On ma małą wadę...
W nowym roku ma zaplanowaną drugą operację.
Sandrine i ja nie chcemy...
Oszczędzimy ci opowiadania o czterech oczach.
Monica, moja dziewczyna. Znaczy, przyjaciółka.
Na ten rok.
Świetnie, że mówisz po włosku. Bo ja mam z nim un poquito problem.
Uwielbia egzotykę, ale do języków talentu nie ma.
Podróżowałam po Włoszech. Dogadam się.
Naprawdę?
A ja jestem Antonin
z Angoulêmo.
Jak ci na imię?
Ma na imię Nicole.
Nie, Nicole należy do przeszłości.
Było, minęło.
Skończyłam z tym!
W Rio znają mnie jako panna Cekinka.
Możecie mnie nazywać ciocią Cekinką.
- Rozgość się. - Chętnie wezmę prysznic.
- Czy mogę komuś oddać walizkę? - Do usług.
Dla ciebie.
- Nie trzeba było. - Nie są z Rio.
Obok taksówek jakiś facet sprzedawał.
Było mi go żal. W końcu mamy święta.
Miło.
Włóż je do wody jak najprędzej.
Oto walizka.
Chyba waży z tonę!
- To przez bieliznę. - Zabawne.
Zaczekajcie na mnie!
Charlotte, łap.
- Zadowolona jesteś, mamo? - Ale ona fajna!
Otworzyć szampana?
Otwieraj, co tam chcesz.
Ostrzegam, że mamy niezły bałagan. Żebyś się tylko nie...
Albo jednak nie.
Ale przecież... Coś tu...
Nic nie wiedziałam.
Na tym polega niespodzianka.
Dziwnie jest tu wrócić.
Nie chcieli zmieniać nic w pokoju.
Taką ciebie zapamiętali.
Wiem.
- Czasami do siebie dzwoniliśmy. - Jasne.
Czyli wy się tutaj wprowadziliście?
Nie byliśmy tego pewni. Ale trudno było myśleć o sprzedaży.
Dzieci są przywiązane do domu.
Mamy wiele wspomnień.
Bardzo wiele.
Mamy tu więcej miejsca niż w Angoulême.
Trzeba będzie trochę wyremontować. Dom jest bardzo duży.
Łazienka nie zmieniła miejsca.
Widzisz?
Uczysz matematyki?
Zgadza się.
Ulubiony przedmiot od liceum.
A ty? Podobno sprzedajesz okulary.
Tak, jestem optykiem.
Certyfikowanym!
Przytulimy się?
Przytulimy się we troje?
- Pewnie. - Jasne.
Jak miło się znowu spotkać, dotknąć,
zobaczyć na żywo.
Nie było mi łatwo wytrzymać przez te wszystkie lata tak daleko.
Przecież cię zapraszaliśmy...
No, na początku.
Nadal używasz tych samych perfum.
Tak, nie zmieniłam się.
Opowiadaj.
Łatwo było ją przekonać?
Od razu mi odpisała na wiadomość.
Szczęściarz. Co jej napisałeś?
Że trochę źle się czujesz i...
Co takiego? Nic mi nie jest.
- Ani słowa o mistrzu marabucie? - Pewnie, że nie.
Spokojnie.
Dobrze.
Nie chcę, żeby dzieci wiedziały, jak daleko się posunęłam.
Nie wygłupiaj się.
To było dla ciebie ważne, żeby ona wróciła i dzieci ją poznały.
Tak.
Wiesz...
Ciocię Cekinkę powinniśmy nazywać ciocią Klasą Biznes.
Lot trwał 11 godzin, więc chciałem, by miała wygodnie.
Kurczę! Nieźle się wykosztowałeś.
Skąd ona wie, że uczysz matematyki?
Trochę ostatnio rozmawialiśmy.
Usiądź, Joël.
Co ona knuje?
Spokojnie, mamo.
Indyk czekał nie będzie.
Daj spokój!
Oto i ona!
Ciocia Cekinka!
Jesteś olśniewająca!
Włosi od razu wyczuwają elegancję.
Nie podoba ci się?
Co tak patrzysz?
Nie, świetnie wyglądasz.
Tylko trochę...
Za krótka?
Właśnie. Oraz nieco krzykliwa.
Patrzcie, młodsza siostra mówi mi, jak mam się ubierać.
Nie pasuje do kobiety w twoim wieku, ani na święta.
Dajmy już spokój sukience Nicole.
Wiek nie ma tu znaczenia.
Liczy się osobowość.
Pewnie, trochę za krótka. Ale co z tego?
Według mnie super!
Mamo, czemu obie panie są ubrane tak samo?
Wystarczy tego.
Masz zeza, rozumiesz?
Widzisz podwójnie.
Tyle!
Nie krzycz na niego.
Specjalnie mnie wkurza.
Dzieciaki,
idźcie po swoje zabawki.
Gdzie mam położyć prezenty?
Tam pod choinką.
Mamy karteczki z imionami.
Rok temu dostałem Lego.
Mimo że nie dla mnie.
No co?
Nic.
Czy to oni?
Rodzice są w środku?
Tak.
- To się stało tutaj? - Tak.
Ale jak do tego doszło?
Może gdybym tu była...
Przepraszam,
że nie przyleciałam was pożegnać.
Rozumiem cię. Nie musisz się obwiniać.
Powiedziałaś mi w ostatniej chwili.
Gdzie tam. Powiedziałam, jak najszybciej mogłam.
Trudno wykonać taki telefon.
Nie mogłam się dodzwonić,
więc napisałam.
Napisałam: „Odpowiedz, to pilne”.
Wtedy oddzwoniłaś.
- Naprawdę? - Naprawdę.
Tak właśnie było.
Skoro tak mówisz, pewnie masz rację.
Dobra!
Zmienimy temat?
- Nie chcę psuć atmosfery. - Pewnie!
Dziś mamy świętować.
Usiądźmy do kolacji.
A nie prezenty?
Nie, prezenty będą z roladą.
Zwykle były przed kolacją.
Ale teraz otwieramy przy roladzie. Taka tradycja.
Szkoda.
Możemy zrobić wyjątek.
Chodźmy, bo nam wystygnie. Bierzcie kieliszki.
Tak, mamo!
Idziecie?
„Chodźmy, bo nam wystygnie.
Bierzcie kieliszki”.
Cała ona!
Dziadka André i babci Simone już z nami nie ma.
Lecz tradycja pozostaje!
Mama i tata zawsze tak robili.
Zajrzyjcie pod serwetki.
Zaczynamy.
Każdy ma swoje?
Czekaj.
Jesteśmy bogaci!
Ja też wygrałam!
A ty, skarbie?
Wciąż zdrapuję.
Aha, rozumiem.
Przepraszam, to był pomysł Nicole.
Co za dzieci!
Mówiłam, że będzie przezabawnie.
Przekonujące. Choć niezbyt to miłe.
No dobra.
Pośmialiśmy się, to może podacie talerze?
Poproszę duży kawałek. Dziękuję.
Nicole.
Nie, dziękuję. Trupów nie jem.
- Jesteś wegetarianką? - Owszem.
Zaadoptuj mnie, ciociu!
Częstujcie się.
Kto chce foie gras?
Twój talerz.
Powiedz, kochana,
czy masz kogoś?
Nie, lubię być singielką.
Nikt mi nic nie każe, nie rządzi się.
Bycie samą to klucz do niezależności.
A ty kogoś masz?
Byłam w paru luźnych związkach,
ale nic poważnego.
Jednak swoje przeżyłam.
Nie chcesz dzieci?
Takie wścibskie pytania.
Nie szkodzi. Wszyscy tu chcą mnie poznać.
Dzieci? Chciałam mieć.
Ale los miał inne plany.
Tak się zastanawiałam, Nicole.
Znaczy, ciociu Cekinko.
Kłócimy się z bratem i siostrą bardzo często,
ale trudno byłoby ich nie widzieć przez lata.
Naprawdę?
Tak, naprawdę.
Pewnie, że tak. Będziemy rodzeństwem do końca życia.
Nie musicie się widywać, żeby nadal się kochać.
Skoro tak mówi, pewnie ma rację.
Żadnych psów na stole!
Mamo, to mój synek.
Na litość boską!
Jedz sobie w kuchni!
A powiedzcie mi, czy jest tu gdzieś jakiś dobry hotel?
Po co ci hotel? Zatrzymasz się u nas.
Dzisiaj, jutro i pojutrze tak.
Może jeszcze parę dni więcej. Ale kiedy tak na was patrzę, to myślę,
że może fajnie by było...
znaleźć mieszkanie.
Mieszkanie?
Bo spotkałam was, rodzinę.
Sama sobie życia nie ułożyłam.
Przepraszam.
To my jesteśmy twoją rodziną.
No już, już.
Ciociu Cekinko.
Mamy nową osobę w rodzinie
i bardzo nas to cieszy.
Grupowy uścisk!
Mam taką pracę, że mogę ją wykonywać wszędzie.
- A czym się zajmujesz? - Jestem influencerką MUS.
Jakie MU?
Moda, Uroda, Seks. Jak utrzymać pożądanie mimo lat.
Ambitnie.
- Masz Instagrama? - Pewnie, a jak?
Mimo że mam 50 lat...
Pięćdziesiąt siedem.
Jak się nazywa twój profil?
Panna cekinka z podkreślnikiem.
Pokazać wam?
Zaobserwujemy cię!
Pompony na sutkach, a żyrandol sam wisi.
Żyrandol to iluzja.
Ciocia Cekinka jest odważna!
Niczego się nie boi.
Pójdę po indyka.
Złote bikini księżniczki Lei.
Ja jestem tutaj.
- Seksownie. - Cudowne.
Sio mi stąd!
„Sama sobie życia nie ułożyłam”.
Pokażesz mi tamto z żyrandolem?
Och, tato.
Chodźmy już otworzyć prezenty, proszę.
- Dobrze. - Tak?
Głosujmy. Kto za, kto przeciw.
Za!
A więc prezenty.
Jak się mówi „prezenty” po włosku?
Uwielbiam czas na regali.
Przebierz się, Jean-Paul.
- Nie w tym roku. - Właśnie, że tak. Wołam chłopców.
San-San...
Natychmiast!
Indyk.
Zjemy później, skarbie! Chodź z nami.
„Zjemy później,
skarbie!”
Zaparkowałam sanie przy waszym uroczym ogrodzie.
Żenada. Ciągle jesteś mikołajem?
Sandrine nalegała.
Nawet Joël nie wierzy w mikołaja.
Wiem, ale Sandrine, jak wszystkie kobiety w waszej rodzinie,
ma silną osobowość.
Kiedy czegoś chce, nie można jej odmówić.
Mikołaj ma szampana!
Możemy otworzyć prezenty, generale?
Jasne, teraz możemy.
Będzie zadowolona.
- Nie jakiś denny? - Nie, rozpieszczam cię.
Możemy zacząć?
Tak, no pewnie!
Uwaga. Na miejsca, gotowi...
otwierać!
Koperty są ode mnie.
Nie wiedziałam, jakie macie zwyczaje,
dlatego...
Pomyślałam, że taki prezent zawsze trafiony.
No pewnie.
Nigdy nie widziałem tych żółtych.
A szkoda.
Ciociu, to przesada. Nie trzeba było.
Wiem.
A dla mnie spoko.
- Polubiłaś prezenty? - Może zrobię dotację?
- Jasne. - Serio.
Zostawcie te pieniądze.
Mamo, co ty?
To nie koniec.
Ale co im szkodzi?
Nie odbieraj im tego.
Są gorsze rzeczy niż pieniądze.
To nieprzyzwoite.
Mogę tak powiedzieć?
Dobrze zarabiam, a przede wszystkim jestem sama.
Nie mam kogo rozpieszczać.
Od kiedy pieniądze są nieprzyzwoite?
Dziękujemy, ciociu.
Wybacz mi. Dla ciebie nic nie mam.
- Gdybym wiedziała, dostałabyś... - Powód do śmiechu?
- Daj spokój. - Głowa do góry, mamo.
Nie ma problemu.
Tak właściwie to doskonale znam francuski.
Wszystko rozumiem.
Uczę francuskiego.
Mam cię!
Też lubisz się pośmiać, Sardine. Zauważyłam to.
Stéphane cię uwielbia.
Sandrine to, Sandrine tamto.
- Naprawdę? - Nie.
Pogrywasz ze mną od samego początku?
Bo tak to podkreślałeś na profilu.
„Mogę używać języka ojczystego, kiedy tylko zechcesz”.
Nie chcemy wiedzieć więcej.
Ta bezimienna jest twoja, Monica.
Stéphane co roku przychodzi z inną dziewczyną.
A ona wszystko dobrze znosi. Cud.
Dobra, teraz ja.
Moja kolej.
Tak, bardzo ładne.
Piękny ten szalik. Ależ się cieszę.
Ładny, co?
- Cudny. - Ale nie tak.
Nigdy nie umiałeś się ubrać.
To jest jakaś tajna technika?
Aha, czyli tak.
Tak lepiej.
Wyglądam jak kapitan jachtu, co?
Nana, może otworzymy twój?
Jest w torbie.
Dziękuję, ale mam już telefon.
Mamo!
Ty to się potrafisz zgrywać.
To seks zabawka.
Vibratore!
Najnowszy.
- Jasne. - Po włosku „vibratore”.
Mam całą kolekcję.
Nie dziwi mnie to.
Daj spokój, Nathalie,
przecież to dildo.
„Osiem poziomów intensywności.
Salsa X obiecuje głębokie, intensywne wibracje
i orgazmy nie z tego świata.
Ważną zaletą jest cichy mechanizm”.
Można więc go używać wszędzie. W biurze,
w metrze, w kolejce w sklepie,
a także w salonie optycznym u twojego ulubionego optyka.
- „Nathalie do usług!” - Tak jest.
Bawi was to?
Spokojnie, skarbie.
Nana, trochę humorku.
Odwal się ode mnie!
I przestań nazywać mnie „Nana”.
Nigdy tego nie lubiłam.
Chcesz mnie wkurzyć!
Głowa do góry, przyniosę nowy.
Zaczekaj, skarbie.
Zrobiłam coś nie tak?
A stłuczone szkło?
Tam, do śmieci.
Każdego czasami ponosi. Nic w tym złego.
Wszystko gra?
- Jean-Paul... - Tak.
Zrobisz coś dla mnie?
Czego tylko potrzebujesz.
Nie, to niezręczne.
Jesteś moim zięciem, więc rób, co mówię!
No już, ruchy.
Nie patrzę.
- Szybko! - Najpierw wyjmę.
Skomplikowane.
Nie mogę na siłę.
Tylko nie przelewaj.
Przepraszam, straciłam panowanie nad sobą.
Ale było, minęło.
Proszę.
- Ubrudziłam cię? - Tylko pończochę.
Plusy minisukienki.
Wypijmy za te święta!
Wolę cię widzieć w takim stanie.
Dziękujemy za prezenty.
Co to może być?
- Dla mnie? - Dla Jean-Paula.
To nie było miłe.
A to co?
Ze specjalnego sklepu. Wieszak na paski.
Wiesza się taki w szafie
i można zawiesić paski.
- Tylko to wymyśliłeś? - Ona nie ma talii.
Ale myślałem...
A to ode mnie.
Mówiłam, że nie chcę prezentów.
Nie opakowałem go. Ekologicznie.
- Elegancka marka. - Podoba mi się. Dzięki.
Śmierdzi sikami.
Bo znalazłem go w metrze.
Nie umyłem. Prawdziwa ekologia.
Dupek! To obrzydliwe!
A dla la piu bella!
Miało być góra 30 euro za prezent.
Dla rodziny.
Monica nie jest częścią rodziny. Jeszcze.
Ale urocza.
Na pewno też praktyczna.
Zjedzmy, zanim indyk wystygnie.
Nie jestem głodna.
Daj już spokój z tym indykiem. Wyjmij tego kija z dupy.
Typowe. Zawsze była wulgarna.
„Wyjmij tego kija z dupy”. Już jako nastolatka tak miała.
Zawsze cycki na wierzchu.
Matka natura hojnie mnie obdarzyła.
Przestań, skarbie. Nicole, ty też.
Ona ma rację, mamo. Przesadzasz.
I kto to mówi!
Trzymasz męża i dzieci na smyczy!
Wystarczy!
Pozbawiasz mnie męskości! Wiesz, jak w tym gorąco?
Mam dość tego kretyńskiego kostiumu mikołaja
z cuchnącymi poduszkami babci!
Tej peruki też! Przez nią łeb mnie boli jak przez ciebie!
Przepraszam, poniosło mnie.
Może puścimy muzykę?
Świetny pomysł.
I ty miej coś z życia.
Co robicie? Wynocha stąd.
Joël, daj mi ten pistolet.
Bawcie się zabawkami od mikołaja.
Która godzina?
Jest 23.
W tym roku święta są dobre.
Kocham ją! Niezwykła jest. Wolny duch!
Aż polubiłam Boże Narodzenie.
Skoro je polubiłaś,
to idź po roladę.
Ja ją robiłam!
Wegańska, bez jaj! Specjalnie dla ciebie, moja cza-czo!
Rakieta!
Co wy robicie? Nie wchodźcie tam!
Chodź no tu! Oddawaj majteczki.
Ale niezła rolada!
Auguste, nie! Co ty robisz?
Co to miało być?
Patrzcie na tatę. Pierwszy raz taki jest.
Uwaga, idzie rolada!
Spróbowałam kawałeczek.
Proszę. Pyszna jest.
No,
nie bierz tego do siebie,
ale co byś nie mówiła, to wegańskie żarcie jedzie gównem.
Wielkie dzięki. Tak się starałam.
Mogę spróbować?
Czekaj, ukroję ci.
No i co powiesz?
Gdzie jest kibelek?
Nie o to pytałem,
ale przed jadalnią w prawo.
Co się stało?
Chyba coś palnąłem.
Możesz to puścić?
Pewnie.
DJ Stéfano!
Zapomnij o nich O przeciwnościach
Które nam nie sprzyjają
Bo pojawiło się coś Coś nowy dzień nam daje
Cieszysz się, że jestem?
Pewnie, że się cieszę.
Bo ja bardzo.
- Naprawdę? - Tak.
Ale blisko tańczą.
Zastanawiałeś się kiedyś, jak mogło wyglądać nasze życie?
Przestań.
Jak mogło? Nie.
Zniknęłaś bez śladu.
Nie odzywałaś się.
A powinnam była?
Żałujesz?
Lepiej ci?
Gdy usłyszałam twój głos przez telefon, wszystkie wspomnienia wróciły.
Natychmiast.
Dlatego ty i ja
Ruszymy dalej
Przestań.
Niepokoisz mnie.
- Pocałuj. - Nie.
Przestań.
No już!
Nie.
Przestań.
Potańczymy we troje?
- Pewnie. - Czyli dlatego tu jesteś!
Dlatego przyjechałaś!
Dzięki. Byłam spragniona.
Udajesz spokojną, żeby mnie wkurzyć?
Nie muszę nic robić.
Cały wieczór jesteś jakaś spięta.
- Doprawdy? - Tak.
Wyłączcie muzykę!
Nie zaczynajcie.
O takie gadanie nie warto się kłócić.
Skarbie...
Zamknij się!
A o co warto się kłócić? Mów.
Daj jakiś temat.
- Tego chcesz? - Mów.
Po to tu jesteś!
Po co się spotykać, skoro nie możemy być szczere?
Cicho tam!
Dobra,
co tak bardzo chce nam powiedzieć Nini?
Drogie dzieci, musicie wiedzieć,
że w młodości popełniłam wielki błąd,
gdyż zaufałam swojej siostrzyczce.
To znaczy waszej matce.
Tej zdzirze.
Wielkiej zdzirze.
Ogromnej zdzirze!
Zdzira!
Nie wiem, czy mogę powiedzieć,
że jej wybaczyłam.
Nie.
Powiedziała mi wtedy w samochodzie.
Pamiętasz, jak prowadziłam?
„Przy okazji, Nicole,
muszę ci coś wyznać.
Ja i Antonin jesteśmy jakby parą”.
A on był moim narzeczonym.
Nie byliśmy zaręczeni.
Cicho bądź!
Był moim narzeczonym,
ale poważnie się pokłóciliśmy chwilę wcześniej.
Dlatego wcisnąłem hamulec.
A że miałam nóż, to dźgnęłam ją w szyję.
Potem poszłam po lewarek
do bagażnika
i rozwaliłam jej łeb.
A że miałam też w bagażniku
piłę łańcuchową,
to pocięłam ją na kawałki,
wyrzuciłam części ciała drogę i przejechałam po nich kilkukrotnie.
Została z niej tylko kałuża.
Oblałam ją benzyną,
podpaliłam
i wtedy się obudziłam.
Wiele lat miałam taki sen.
Kurde, a ja uwierzyłem, że naprawdę.
Szalona dziunia!
Skarbie!
Mówiłam!
Wezwijcie lekarza!
Dajcie mu poduszkę pod głowę.
Czekajcie. Byłam szkolona!
Chyba żyje.
Na pewno żyje.
Co się stało?
Kochanie, tak się bałam.
To ja się bałam!
Przestań!
Jean-Paul, zrób coś!
Przestań!
Jesteście siostrami!
Uspokójmy sytuację!
Żadnego gryzienia!
Mamo, nie, Auguste tam narobił!
Żryj!
Co tam narobił?
Nic nie zrobiłam!
Żryj!
Zabijesz ją.
Skarbie, przestań już.
Puszczaj mnie!
Wystarczy tego!
Całą ją pomazała.
Ale obrzydliwe.
Nic ci nie jest?
Ty wariatko!
Oto wasza matka. Widzieliście ją taką?
Idę stąd!
Chciałabyś. Nie pozwolę ci uciec!
To bardzo zły pomysł.
- Nie ruszaj się. - Zamknij się!
Odłóż nóż.
- Odłóż go! - Spadaj, grubasie!
Mamo, uspokój się.
To moje święta.
Moje święta.
Moje.
Ja się tym zajmę.
Mamo, więcej rozsądku. Oddaj mi ten nóż.
Nie podchodź!
Albo i ciebie dźgnę!
A potem ją.
- Dobrze. - Cofnijcie się.
Nie bądź pochopna!
Wszyscy mają siadać.
Siadać, mówię.
A ty ani drgnij.
Siadać tam!
Już siedzę. Patrz, że siedzę.
Girlanda!
Po co?
Zdejmij girlandę i ją zwiąż.
- Potrzebuję okularów. - Szlag.
- Już. - Szybko.
Tę?
Pomóżcie mi z tym!
Bierz drugi koniec.
Szybciej.
Zwiąż jej ręce.
Mam końcówkę.
Szybko! Ruszać się!
- Mocniej! - Obróć ją.
Ciaśniej!
Nie, w drugą stronę.
Ma być ciasno.
- W którą stronę? - Właśnie tak.
Nie puszczać jej!
Skręcaj, Nicole.
- Nogi. - Mocniej!
- Nogi teraz. - Nic nie kombinujcie.
Gotowe.
A teraz sadzaj ten tyłek!
Nie jesteś choinką, tylko potrawką świąteczną.
Dobrze.
Ja ci ukradłam narzeczonego?
Czy to nie ty mówiłaś mi,
że chcesz odpocząć od tego związku?
- Przemyśleć go? - Tak.
Przemyśleć.
A dwa dni później mi go ukradłaś.
Sama mówiłaś,
że pasuje ci Jean-Noël Triboulet.
Jean-Noël Triboulet, ten ochroniarz?
Może powiedziałam, że jest uroczy, ale...
Nie!
No bo wyciągnął mnie raz z kozy.
Tak mówiłaś!
Powiedziałaś kiedyś tak:
„Jean-Noël Triboulet jest słodki.
Taki seksowny
w tych koszulach i ma wyjątkowe ręce.
Sama nie wiem, co będzie z Antoninem”.
Gwoli ścisłości, Antonin pierwszy zagadał.
Tak było!
To ty mnie podrywałeś.
Wiedziałeś, że Nicole nie ma w domu.
Mówiłeś, że ci się podobam.
Że od zawsze. A potem mnie pocałowałeś.
Tak było!
Pocałowałeś mnie. O tam.
Właśnie tam.
Oglądałam telewizję, pilnowałam własnego nosa.
Usiadłeś obok mnie,
bardzo blisko.
Położyłeś mi dłoń na policzku
i powiedziałeś:
„Nathalie, bardzo chcę cię pocałować”.
Tak, a ty odpowiedziałaś,
„W porządku, śmiało”.
Tak.
- Miałem 19 lat. - Powiedz jej!
Powiedz!
Nicole,
ty byłaś dla mnie...
Jak by to nazwać?
Przelotnym uczuciem.
Przelotnym uczuciem?
Nie tak to się nazywa?
Pomóżcie mi, dzieciaki!
Lubiłeś Nicole, ale zadurzyłeś się w mamie?
Właśnie.
Właśnie tak, Nicole.
Zadurzyłem się w twojej siostrze.
Nie ma co pluć.
Zakochał się we mnie.
A ja w nim. Czy to nasza wina?
Kiedy ja, naiwna, wtedy ci powiedziałam w aucie,
to nic nie odparłaś.
Jakby ci nie zależało.
Dwa dni później wyjechałaś.
A co, miałam ci łeb rozwalić?
Tak.
Uniknęlibyśmy tego.
Zostawiłaś mnie.
Porzuciłaś.
Bez słowa odeszłaś.
Nie pytałaś, co u mnie,
jakie studia kończę, jaką pracę mam,
jakie mieszkanie.
Jakie dziecko.
Własna siostra mnie nie wspierała,
nie pocieszała, nie dzieliła radości
i smutków.
Musiałam sobie poradzić sama.
Z tatą, z mamą,
z ich smutkiem, że odeszłaś.
Sama musiałam sobie radzić!
Ze wszystkim!
Bo kto został, żeby oni nie byli sami?
Kto ich odwiedzał w weekendy?
Sandrine!
Czyli tak,
nie chciałam cię na ich pogrzebie.
Dałam ci znać w ostatniej chwili.
A dlaczego?
Łatwo tak wpadać po 30 latach
i płakać nad urną.
Po co ci to było?
Po co?
Miałam tylko 18 lat!
Ledwie 18 lat!
Już prawie północ!
Widzisz?
Klątwa!
- Skarbie! - Mamo!
Dziesięć, dziewięć...
Mamy północ!
San-San, daj mi jednego.
Naprawdę jest północ?
Tak!
To nie żart?
Nie, żaden żart.
Nie żartujemy, skarbie.
Na pewno?
Tak!
Czyli już mogę!
Kurde!
Dziadek wkładał siusiaka
w ciocię Cekinkę!
Tylko trochę.
No i tylko raz.
Wiele razy więcej!
W co mam ich wrzucić?
Sandrine, proszę.
Jérôme, Joël, wystarczy!
Daj ich tutaj.
Ale...
tylko tymczasowo,
czy na dobre?
Dla nas, Włochów, rodzina jest święta.
Dla nas też!
Tato, czy mogę zabrać prochy dziadków ze sobą?
Zapytaj mamę.
Joël, Jérôme, idziemy.
Mamo, mogę zabrać prochy dziadków?
Tak.
Dzięki. Zaopiekuję się nimi.
Idziemy. Przed nami długa droga.
Pa, ciociu.
Pa, Stéphane.
„Pa, Stéphane”.
- Miło cię poznać. - „Miło cię poznać”.
Co robisz?
Nic. Mam was obu dość.
- Odprowadzę ich. - Zjeżdżaj stąd!
Teraz to moja wina.
Auguste!
Auguste, nie!
Auguste, złaź! Mówiłam ci, żebyś nie jadł zwierząt!
Kocham cię, tato! Było super!
- Wesołych Świąt, Don Juan! - Jasne!
Jazda!
Szerokiej drogi!
W końcu wam się udało?
- Ale co? - Boże Narodzenie.
Wyszłam, bo mi w domu palić nie pozwalają.
Córka i jej Aborygeni mnie dręczą.
Aborygeni nie mówią nic po francusku.
Ani słowa nie rozumiem. Nic a nic!
A wiesz, czym wypełnili mojego indyka?
Zgaduj.
Sosem żurawinowym!
Sos żurawinowy w indyku!
No i jak było? Opowiadaj.
Nicole.
Było dziesięć miesięcy.
Jedenaście?
Dobrze. Nie liczyłem.
Nie wiedziałem, że tak się przywiązałaś.
Nie spotkałaś nikogo, kto by mógł mnie zastąpić?
No tak.
Lubię, jak wszystko błyszczy.
Wszystko ma lśnić.
Znalazłem to.
Ty.
Musimy pogadać.
Tak bardzo cię kochałam.
Co to jest?
Tu jesteś?
Co za strata.
Dlaczego płaczę?
Chcę mieć po prostu dobre święta.
Nic nie poczułem! Nie wiedziałem, kogo całuję.
- Byłem nieświadomy! - Jasne, jasne.
Powtórzę jeszcze raz. Byłem nieprzytomny.
Zemdlałem. Na amen!
Według serwisu pogodowego
temperatury znacznie wzrosły, czyniąc święta w 2024 roku...
Jest 11.53!
Okłamałeś mnie?
O pół godzinki.
Siostrę mi całujesz i kłamiesz?
Za siedem minut północ.
Co się może wydarzyć?
Czy ty wiesz, że to niebezpieczne?
Patrz, twój prezent.
Fun Enterprise, gigant od zabawek erotycznych,
prosi użytkowników Salsy X, by nie używali produktu.
Problematyczna wydaje się jakość baterii.
Potrafi się przegrzać i eksplodować.
Gdy tak się stanie podczas użytkowania przez kobietę lub mężczyznę,
konsekwencje mogą być poważne, w tym zatrzymanie akcji serca.
Niefortunny koniec Wigilii.
Nie wiem, gdzie to położyłam. Przypomnij mi, żeby wyrzucić.
Łapy precz!
Gorąco...
Za gorąco!
Strasznie gorąco!
Pali się!
Utknęło.
Utknęło!
Co to za dziwny dźwięk?
Co?
Co tak śmierdzi?
Po co zapalasz?
Nie czujesz?
Masz rację.
Jakiś swąd.
Trochę jakby indyk.
Śmierdzi, ale to nie indyk.
Racja. Dziwne.
Trochę jakby indyk,
ale trochę jakby...
Jakby...
Znam ten zapach.
Wiem!
Spalony wieprz.
Właśnie!
Śmierdzi spalonym wieprzem.
Bombki świąteczne
Wreszcie.
Dzień dobry. Państwo są rodziną?
Dzień dobry.
Mój kochany.
Pani szybko tu trafiła. Powinno się prędko zagoić.
Całuska.
Czemu ona tak mówi?
Doszło do lekkiego zatrzymania akcji serca.
- Nic wielkiego. - Słuchaj lekarza.
Często pojawiają się zaburzenia poznawcze,
kłopoty z pamięcią.
Jak długo to potrwa?
Przestań.
Kilka tygodni. Góra trzy, cztery miesiące.
Tak długo?
Muszę ją pocałować.
- Tylko raz! - Proszę.
Jeszcze raz.
Co wieczór proszę zmieniać opatrunek.
Przed snem.
Jeszcze raz.
Trzeba koniecznie zaglądać do...
Tak, rozumiemy.
Rozumiemy pana.
Aż do samego końca.
Będziemy tego pilnować.
- Wesołych Świąt. - Dziękujemy.
Moja miłości.
Wystarczy tego!
To nie moja wina.
Nie ma co owijać w bawełnę. Święta...
to są niezłe jaja!
Tłumaczenie napisów: Cezary Kucharski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.