Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NASZE KRÓLESTWO
Dość tego!
Daj mu spokój!
Dobra, wieszaj.
Dobrze, powoli. Właśnie.
Doskonale.
Pobłogosław nam, Panie.
Pobłogosław ten posiłek i tych, którzy go przygotowali.
Nakarm nasze wygłodniałe dusze
i daj strawę wszystkim naszym braciom.
Amen.
Dobrze, synu.
Jedz, skarbie.
Jeszcze! Co robisz?!
Nie masz siły?
Dość.
Wczoraj powiedziałaś "tak".
Gorąco mi.
Pogięło cię?!
Dawaj!
Przeginasz.
Patrz! Rozniosę cię.
Małe, ale piękne.
Chłopcy, chodźcie, już wystarczy.
Widziałem cię wczoraj z chłopakiem.
- Bzdura. - Z kim?
Nie wiem. Było ciemno.
Łap, następne.
I tak się dowiemy.
A ten?!
Odpuść trochę.
Patrz!
Pójdę po ciastka, ciociu.
- Pracujesz po południu? - Do trzeciej. Widzimy się na plaży?
Tylko tyle?
Romain!
Lesia? Zawieziemy pomidory do Jo?
Za gorąco. Po plaży.
W bagażniku zmiękną.
To parę minut!
Dlaczego nic mi nie mówicie?!
Nie zawsze mogę...
- Nie pytacie mnie o zdanie! - Nie pyta się dziecka!
I bez tego nie jest lekko!
Wysiadaj.
- Babcia ma się dobrze? - Tak.
Znów urosłaś.
Co tam włożyłaś?
Wszystko, co potrzebne. Nie bój się.
Widzimy się za parę dni.
Pamiętasz, jak się trzymać?
Jedź ostrożnie, wariacie.
No proszę.
Moja mała...
Jak długo zostanę?
Nie wiem. Kilka dni.
Długo tu jesteście?
Kilka dni.
Płyniemy rano na ryby, we dwoje?
Jeśli chcesz.
Obudzę cię o szóstej. Może być?
Mogę do kogoś zatelefonować?
Nie, kochanie. Przecież wiesz.
Do kogo chcesz dzwonić o tej porze?
Idziemy spać?
Dobrej nocy.
A któż to?
Chrzestny!
Buziaka. Jak się masz? Nie wiedziałem, że tu jesteś.
Przestań rosnąć.
Pokaż się.
Ależ śliczna, niewiarygodnie! Jak twoja biedna mama.
Jean będzie zazdrościł, że cię widziałem.
Co u niego?
Są z Celią w domu, przyjadą w weekend.
Wypłyniemy na cały dzień w morze.
Jak w ubiegłym roku.
Chcesz?
To oni.
Tak?
Gdzie tata? Umówiliśmy się na ryby.
Niedługo wróci.
Co się dzieje?
Kupisz mi coś?
Skoczysz do sklepiku po papierosy? Od wyjścia w prawo, 10 minut pieszo.
Trzymaj.
Weź trzy kartony philip morrisów, a za resztę co chcesz.
Dzięki.
Halo?
Dzień dobry, chciałabym rozmawiać z Fabienem.
Jest w pracy, przekazać coś?
Nie, dziękuję, zadzwonię później.
...po szoku wywołanym eksplozją samochodu pułapki,
która omal nie zabiła
socjalistycznego przewodniczącego regionu,
klasa polityczna wyspy śle wyrazy potępienia tego aktu,
cytuję, "barbarzyństwa".
Dziękuję.
Bomba wybuchła tuż przed 22.00 w centrum Ajaccio,
raniąc cztery osoby, w tym jedną ciężko.
Celem zamachu był Philippe Padovani.
Socjalistyczny przewodniczący regionu Korsyki i jego doradca
cudem uszli z życiem.
Jeszcze krok i byłbyś trupem.
On też.
Wszczęto dochodzenie w sprawie usiłowania zabójstwa...
Wstawaj, kochanie.
Podnieś głowę, ciało posłucha.
Czego się boisz? Maluch nie zje olbrzyma.
Wolę olbrzymy.
Czyja to łódź?
Możesz zarzucić.
Nie wlecz ołowiu, pełno tu skał.
Jak tam zakończenie roku w szkole?
W porządku.
Ciocia mówi, że masz dobre stopnie.
- Byłam trzecia. - To świetnie.
Jakie lubisz przedmioty?
Wciąż te same.
Historię-geografię, francuski, WF.
- A ścisłe? - Nie przepadam.
Też nie lubiłem.
- Ołów trochę wyżej. - Już podciągnęłam.
A ty? Gdzie byłeś w ostatnich miesiącach?
Dużo jeździłem.
Gdzie?
- Nigdy nie mówisz. - Pilnuj ciężarka.
Zostaną z nami na cały tydzień?
Na pewno.
Przez ten wybuch auta twojego przyjaciela?
Branie?
Myślałam o tobie.
Widziałam turystę, który łowił na misę do sałaty.
Na co?
Założył szmatkę na przezroczystą miskę,
ściągnął to dętką, zrobił dziurkę dla ryb i wsypał tam mąkę.
Po paru minutach miał sargusa i dwa cefale.
Miska, mąka, tuż przy brzegu?
Co, nie wierzysz?
Tato, widziałam!
Nie mówię, że kłamiesz. Po prostu dałaś się nabrać.
Jego kumpel napuścił ryb pod wodą.
Zrobili to 10 razy! Miał tyle ryb?
Wkładał te same.
Powtarzałem, żebyś podciągnęła żyłkę.
Teraz masz ciężarek w skałach.
Mówiłem, czy nie? Daj to.
Co robisz?
Zrywam żyłkę.
Nieważne, to tylko ciężarek.
Radzę: podciągnij żyłkę, a ty opowiadasz głupoty o miskach.
Słuchaj, jak mówię.
Weź następną.
Dokąd?
Muszę się z kimś spotkać.
- Jedziecie wszyscy? - Tak.
A ja?
Pilnujesz nam domu. Nie na długo.
Za dwie, trzy godziny wracamy.
Dzień dobry, czy mogę mówić z Fabienem?
Już go daję.
Przykro mi, myślałam, że jeszcze jest...
Ciociu?
Lesia? Co się stało?
Nic, chciałam spytać, co u was.
Skąd dzwonisz?
Z automatu.
Wszystko w porządku?
Tak.
Thomas, dość tego! Ubieraj się!
Co robi?
Stoi goły w salonie,
a zaraz przyjdzie Marie-Michelle z dziećmi.
Muszę kończyć, oszaleję przez niego.
Ale nic się nie dzieje?
Przyjechałabyś po mnie, ciociu?
Chcę wracać.
Przestań. Nie mogę.
Nie przyjechałabym nawet, gdybym mogła.
Siedź tam, to ważne, rozumiesz?
Nie zostaniesz tam długo, więc ciesz się urokami okolicy.
Nie mam okazji.
Wiesz, jakich to wymaga starań za każdym razem.
A ty grymasisz.
Postaraj się trochę. Będzie dobrze.
"Może celem był kto inny - tak sugerują źródła
zbliżone do śledztwa, przypominając, że Padovani przyjaźni się
z tajemniczym szefem klanu Pierre-Paulem Savellim.
Savelli, poszukiwany od marca '91 roku,
miałby być rzeczywistym celem zamachu
ze względu na wpływy w podziemiu przestępczym wyspy.
Mogłoby to otworzyć kolejny krwawy rozdział w dziejach wyspy".
Co tu robisz, skarbie? Wracaj do łóżka.
Pani córka ma 20 lat,
Jakże szybko płynie czas.
Jeszcze wczoraj była taka malutka.
Jej dziewczęce udręki...
...to pani pierwsze zmarszczki.
Była ładna...
...lecz teraz jest piękna.
W oczach kogoś w niemal jej wieku, Chłopca, który przypomina tego,
Dla którego pani tak wypiękniała.
Dopiero dziewiąta, a już upał.
- Chcesz kawy, chrzestny? - Nalej.
Rozmawiałem z Jeanem i Celią, jutro przyjadą.
Będą tu?
Tu nie.
Ale w weekend urządzimy sobie razem dzień na morzu.
Przyszykuję piknik na pokładzie, zabiorę ponton.
Damy czadu, ostatni, który wpadnie do wody, wygra.
Ty zlecisz pierwszy.
Jasne, zobaczymy.
- To dla mnie? - Przyniosę ci.
Dziękuję, skarbie.
Dziękuję.
Numery blach.
Zamów po komplecie.
Zadzwonić?
A to?
CV jego siostrzeńca. Niech Michel załatwi mu pracę.
I co? Nic?
Gliniarz mówi, że w podsłuchach nic nie ma.
Spokój, wszyscy przywarowali.
- Ufasz mu? - Nie ufam nikomu.
Marchini i Buresi?
Buresi robią swoje, dobrze im idzie. Nikt ich nie rusza.
U Marchiniego to samo.
Odzyskał port i promy, w życiu mu tak nie żarło.
Jest zbyt zajęty liczeniem szmalu, żeby iść na wojnę.
- A nacjonaliści? - Nie.
Mają co robić między sobą.
Gdyby to byli oni,
bomba wybuchłaby we właściwym momencie
i Pado byłby trupem.
- To nie jest normalne. - Co?
Bomba w samochodzie.
Trzeba chcieć, żeby zadać sobie tyle trudu.
Pado to łatwy cel.
Chcesz go zabić - pakujesz kulę w łeb i tyle.
Kto miałby dziś możliwość?
Mam na myśli logistykę.
Marchini i Buresi.
Pierre-Paul ma rację. Po co bomba?
Ja wiem? Żeby zmylić ślady?
To by znaczyło, że się zmienili, zmądrzeli.
Nie...
ludzie się nie zmieniają...
Ten samochód to początek czegoś.
Zerwanie.
Jedźcie do baru.
Zmierzcie temperaturę miasta. Pokręćcie się.
Popytajcie, bądźcie widoczni.
Gdzie byłaś, córciu?
Posiedziałam na plaży.
Fajna woda, mogłeś przyjść.
Racja.
Co dziś na kolację?
Pizza?
Jeśli chcesz. Są też ryby z wczoraj.
Prawda.
Można ugotować zupę, jeśli chcesz.
Umiesz?
- I jak? - Dobra.
Brawo!
Trafiłaś w moment.
- I co? - 102.
- Czekaj, sprawdzę poprzedni wynik. - Co najmniej 20 sekund więcej.
Hamuj, Jacques'u Mayol.
12, i tak nieźle.
- Twoja kolej. - Nie.
- Wskakuj! - Nie lubię tego.
Santu!
Nie wytrzymam nawet pół minuty.
Chrzanisz. Daj zegarek, zmierzę ci czas.
Chciałaś mnie zepchnąć? Przestań.
Nie chcesz zegarka?
Santu.
...rano na drodze do Listincone w gminie Appieto,
samochód osobowy został staranowany
w bezprecedensowej akcji przez potężny wóz terenowy
i ostrzelany grubym śrutem.
Ofiara to restaurator Joseph Benetti,
osoba bliska Pierre-Paulowi Savellemu.
Zaledwie parę dni temu
dokonano zamachu bombowego na przyjaciela Savellego,
socjalistycznego przewodniczącego regionu.
To już trzecie zabójstwo...
Jak to możliwe?
Jechał tutaj. Ktoś znał jego trasę.
Musimy się dowiedzieć kto.
Ruszmy się.
To ja dzwoniłam.
Przepraszam, tato.
Nie powinnaś była telefonować.
Ale nie masz nic wspólnego ze śmiercią chrzestnego. Tak?
Mogłabyś obdzwonić całą Korsykę i nic by to nie zmieniło.
Jasne?
Chodź do mnie.
Dlaczego go zabili?
Nie wiem, skarbie.
Posłuchaj.
To cios losu, ale musimy pozostać silni.
On by tego chciał.
Wyjadę teraz, muszę zrozumieć, co się stało.
Ty wrócisz do cioci. Do dziewczęcego życia.
Nie!
Nie chcę!
Zostanę z tobą!
Nie możesz, kochanie.
Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna u ciotki.
Inaczej się nie da.
Rozumiesz?
Niedługo się zobaczymy. Obiecuję.
Nie jedziemy do miasteczka?
Najpierw kostnica.
Jean, moje kondolencje.
Widziałaś go?
Nie, nie mogłam.
- Tak lepiej. - Tak.
Wracam do domu.
Zajmę się wszystkim i odwiozę teściową.
Trzymaj się.
Zaczekasz minutkę?
- Dokąd idziecie? - Zaraz wracamy.
Od dawna za nami jedzie ten biały van?
Nie, od obwodnicy.
Zjedź tu.
Jaja sobie robicie?!
Ja mówię!
Taki z ciebie kozak, a dajesz się wykiwać smarkuli?
Prosiłem, żebyś ją odwiózł do mojej siostry!
Nie mamy nic do roboty, żeby się kręcić wte i wewte?
Narażać się na drogach?
Są dla ciebie zbyt bezpieczne?
- Co mieliśmy zrobić? - Ty się zamknij!
Nie chcę cię słyszeć!
Jesteście do niczego!
Rano jedziesz z Santu.
Zostaję z tobą, nie będę przeszkadzać.
Co sobie myślisz? Że się przydasz, pomożesz?
- Umiem strzelać! - Przestań! Stanowisz tu kłopot!
Chcesz mi pomóc, to słuchaj. Rób, co mówię i wracaj do ciotki.
Lesia?
Przepraszam, kotku.
Zaraz będę.
Przepraszam, myślałem, że śpisz.
Nie szkodzi.
Musimy jechać. Jesteś gotowa?
Gdzie tata?
Już pojechał.
Nie zawieziemy cię dzisiaj.
Policja robi naloty, po południu będą u cioci.
Po co?
Na przeszukanie. Ale nic nie znajdą.
- Zabierz swoje rzeczy i jedziemy. - Dokąd?
Na zakupy.
Ste?
Mam.
Czekaj.
Daj to tam.
Idź się wykąpać.
Zajmiemy się resztą.
Dobrze tak wyglądasz. Młodziej.
Podoba ci się?
Tak.
Chodź.
Gdzie?
W La Vulpaja, dwa kilometry od miejsca, gdzie zabili Josepha.
Kto widział to auto?
Ludzie z wywiadu policji, pili kawę w barze naprzeciwko.
Wóz zaparkował z przodu i jeden z nich zapamiętał numer.
Auto stało przez dobrą godzinę, odjechało około dziesiątej.
W chwili morderstwa?
Parę minut wcześniej.
Facet w samochodzie pewnie czekał, aż Joseph przejedzie,
dał cynk i pojechał.
Ten glina sprawdził numery blach. 306 z wypożyczalni.
Klient: Charles Serra.
Serra?
Zięć Marchiniego?
On jest przecież mechanikiem.
Czasem trochę pomaga.
- Ale to nie są metody Marchiniego. - Nie...
Więc jeśli to on...
to nie działa sam.
Marchini? Nie wierzę.
A ja chcę informacji, żeby mieć jasność.
Wasze przeczucia mnie nie interesują.
Znasz trochę Serrę?
Rano wpada na kawę do "Edenu".
Czekaj jutro na niego, zobacz, jak zareaguje.
A jeśli go nie wyczuję?
Nic nie rób. Rżnij głupa.
Niech gada, pijesz kawę i wychodzisz.
Jeśli to on był w tym wozie, będzie nieswój.
On... Marchini... i cała reszta.
Lesia?
Pozwól.
O tym, co tu słyszysz i widzisz, nikomu ani słowa.
Nigdy.
Ani cioci, ani koleżankom, ani ukochanemu.
Ani jutro, ani za 10 lat. Nigdy.
Nikomu.
Mogę ci zaufać?
Kiedy powiem: "przejdź się", wyjdziesz.
Rozumiesz?
Mam się przejść?
Usiądź.
- Która? - 11.17. Wcześnie, nie?
Zdarza się. Dziki też głupieją w taką spiekotę.
Widzisz, jak tu poryły?
Wiesz, kto zabił chrzestnego?
Tak.
A czemu chcą zabić ciebie?
Dla pieniędzy.
Dla władzy.
Nie możesz z nimi pogadać, jakoś się ułożyć?
Z tymi ludźmi się nie rozmawia.
Ta broń w skrzyniach to żeby się zemścić?
Dość pytań.
Powiedziałeś wczoraj, że mi ufacie.
Kiedy to zrobicie?
Jutro.
Kto pójdzie?
Ste i Santu.
To wszystko jest zawiłe.
Kiedy mi zagrażano, musiałem się bronić.
Mówią o mnie różne rzeczy, ale większość to nieprawda.
Rozumiesz?
Boisz się?
Wszyscy się boimy.
Kiedy ktoś żyje tak jak my, oddycha strachem.
Żywi się nim.
On nas chroni przed śmiercią.
Trochę za daleko.
I trochę wieje.
Następnym razem.
Restauratorzy wyrażają swoje niezadowolenie
z 20-procentowego spadku ruchu turystycznego.
Minister obiecał dialog z przewoźnikami
i ma do końca tygodnia dać odpowiedź branży turystycznej.
Przypominam główną informację tego wydania:
w centrum Ajaccio doszło do strzelaniny.
Dwóch motocyklistów zastrzeliło dwie osoby i uciekło.
Ofiary są znane policji.
Więcej szczegółów podamy w wiadomościach o 19.00.
A teraz muzyczna przerwa i powrót do przeszłości z Tinem...
Gliny!
- Gdzie? - U góry, na drodze!
Idź, zatrzymamy ich.
Nie strzelajcie.
Lesia, zostań!
Nisko.
Przeszkadzamy?
Co ty tu robisz?
Wejdźcie.
Kochanie, pozwolisz?
- Położyłam wam wszystko na łóżku. - Dziękuję, Pauline.
Dzień dobry.
Mam na imię Marianne.
Udało ci się trochę odpocząć?
Tak.
Jesteś głodna? Chcesz czekoladę? Mleko?
Kawę.
Kawę. Z cukrem?
Dobrze, już ci przynoszę.
Od dawna pani zna mojego ojca?
Jakieś 30 lat.
Dlaczego nigdy pani nie widziałam?
Dlatego że... podróżowałam.
Znała pani moją matkę?
Bardzo dobrze.
Miałaś niesamowitą mamę.
Pewnie wciąż słyszysz, że jesteś do niej podobna?
Do niego też.
Podobno świetnie polujesz?
Lubisz to?
Jak to?
Nigdy nie lubiłam.
Więc czemu to robisz?
Żeby spędzić z nim trochę czasu.
Od dwóch dni siedzi w areszcie.
Nie mamy kontaktu.
Co mówi jego adwokat?
Sypnęli go inni policjanci.
Ci ze spraw wewnętrznych wiedzą, że pracował na dwie strony.
Kto go zastępuje?
Glina z Marsylii, nie znamy go.
Ghjase i Petru?
Posiadanie broni, opór przy zatrzymaniu.
Prędko nie wyjdą.
Wyjdą. Przekaż im, że ich wyciągniemy.
Jasne?
Marchini?
Wie, że go szukamy. Jest ostrożny.
Co dzień zmienia miejsce.
Ale regularnie odwiedza matkę i kuzyna.
Jak regularnie?
Z tego, co widzieliśmy, co najmniej raz w tygodniu.
Ale w obydwu domach byłoby trudno.
Dlaczego?
Na widoku, pełno ludzi, zwłaszcza w sezonie.
Nie ma gdzie zaparkować.
Pokaż.
Coś jeszcze?
Zamknęli "Must" z powodu prochów. Mniej widać załogę Ocany.
Ale to już wiesz.
Znikli też młodzi z równiny.
- To znaczy? - Cała ekipa.
Nie ma ich w mieście. Nie widziano ich od trzech tygodni.
Santu, jedź z nimi na równinę, spróbujcie się czegoś dowiedzieć.
Kto odwiezie małą?
Na razie zostaje ze mną.
- Proszę. - Dzięki.
Odkąd ty palisz?
Nie palę. Rzuciłem 20 lat temu.
Głodna?
Proszę pana?
Poprosimy o dwie zapiekanki. Z frytkami.
I pizzę?
Capriciosę.
I Tropico.
Co tu robimy?
Spędzamy razem trochę czasu.
Przestań. Poważnie.
Czekamy.
I spędzamy wspólnie czas.
Co?
Ta muzyka...
Joao Gilberto, Jobim...
Przypomina mi twoją mamę.
Tańczyliśmy bossa novy do białego rana.
W Maracaibo, w Caracas...
Mnie jeszcze nie było?
Nie.
Nie było cię w planach.
Byłaś naszą wpadką.
Najpiękniejszą z wpadek.
Pamiętasz Wenezuelę?
Obrazy.
Pamiętam drewniany dom, bananowce, na których siedziały papugi.
Ary.
A pamiętasz, jak małpy kradły ci smoczki?
Nie.
Podkradały się i ciach!
Za każdym razem się śmiałaś.
Zrobiłaś zoo z domu.
Mieliśmy pantery, krokodyle...
Krokodyle?
Dwa maluchy, pokaleczone.
Opatrywałem je parę miesięcy i wypuściłem.
Twoja matka się bała.
Mamie było tam dobrze?
To nasze najpiękniejsze lata.
Dlaczego wyjechaliśmy?
Ktoś sypnął.
Nie byliśmy już bezpieczni, poza tym mieliśmy ciebie.
Postanowiliśmy wrócić.
Jak długo tam byliście?
13 lat.
W tym trzy z tobą.
Nie chciałbyś, żebyśmy tam wrócili?
Chciałbym, skarbie.
Ogromnie.
Masz fałszywe papiery.
Załatw też dla mnie i jedźmy, nikt nas nie będzie szukać.
No co?
Gdyby to było takie proste...
Jest proste. Nie musimy tam, lećmy gdzie indziej.
Otworzymy swoją restaurację, będziemy łowić ryby...
Będę gotować, a nawet mieszać koktajle.
Czemu nie?
Bo...
nie mogę wyjechać.
Nie polecę na koniec świata,
kiedy moi przyjaciele są w niebezpieczeństwie.
Moje życie jest tutaj. Moja rodzina.
Moje interesy. Wszystko mam tutaj.
Rodziny nawet nie widujesz.
Widzisz...
miałem 16 lat, kiedy na moich oczach zastrzelono mi ojca.
Pochowałem go i przysiągłem sobie, że nie wrócę na jego grób,
póki go nie pomszczę.
Pierwsze miesiące były...
dusiłem się.
Miałem metaliczny posmak w ustach.
Przestałem rozmawiać z siostrami... z matką...
Wszędzie, gdzie byłem, zdejmowałem lustra,
żeby na siebie nie patrzeć.
Nie mogłem znieść śmiechu dzieciaków na ulicy,
narzekania ludzi na mandaty,
staruszek mówiących do psów, jakby to byli ich synowie.
Miałem ochotę powycinać im języki.
Myślałem o tym bez przerwy.
O zemście.
Liczyła się tylko ona.
Do ojca strzelało dwóch,
ale za jego śmierć odpowiadało ponad 20 osób.
Potrzebowałem paru lat, żeby się ukształtować,
nauczyć, obmyślić plan.
Wkraczając na tę ścieżkę,
nie sądziłem, że kiedyś zostanę ojcem.
Byłem pewny, że umrę młodo.
Porywałem się na starszych ode mnie o 30 lat.
Na szefów gangów siejących terror na Korsyce, w Marsylii.
Wszyscy się ich bali.
A ja byłem dzieciakiem.
Ale miałem w sobie gniew bogów.
Byłem niezniszczalny, nic mnie nie przerażało.
Odebrali mi ojca,
nie mieli prawa oddychać tym samym powietrzem co ja.
Wściekłość chłopca...
Nie zdają sobie z niej sprawy...
nie wystrzegają się jej...
Od niej zaczynają się dzieje ludzkości.
W tamtym czasie poznałem twoją mamę.
Powaliła mnie, poruszyła do głębi. Była niewiarygodna.
Przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym się wtedy zakochać.
O nic nie pytała, ale zrozumiała wszystko.
Przyjęła mnie takiego, jaki jestem.
Na grób ojca powróciłem dopiero po 24 latach.
24 lata, by znów powiesić lustro w domu.
24 lata z krwią na rękach.
Nie czuję z tego powodu ani dumy, ani wstydu.
Zrobiłem, co miałem zrobić.
A dziś...
płacę za to.
Ty za to płacisz.
I jest mi ciężko...
trudno wciąż mówić ci "nie".
"Nie dzwoń", "nie mów, gdzie spędziłaś wakacje",
"nie mogę przyjść po ciebie do szkoły",
"nie mogę siedzieć z tobą przy umierającej matce".
I "nie wyjedziesz z ojcem na koniec świata po inne życie".
Nie...
Nie zrobiłaś nic złego, córeczko.
O nic nie prosiłaś, ale odpowiedź brzmi "nie".
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.
To nic, tato.
Kochanie, powiedz sobie jedno:
każdy boży ranek to dar życia.
Miałem nie doczekać 20 lat, a mam 59.
Miałem nigdy cię nie poznać, a jesteś od 15 lat moim słońcem.
Rozumiesz, co chcę powiedzieć?
Każdy dzień to rozbicie banku.
Co dzień wygrywam, ty wygrywasz.
Już wszystko przeżyliśmy.
Przez całe życie będziesz pamiętać wspólne chwile w naszym królestwie -
to, co bezcenne.
Wiem, tato.
Chodź.
Z kim to zrobiłeś, Antoine?
Z kim?
Jeannot, niech Santu przyjedzie po nas jutro w południe.
Ty wracasz do miasteczka, melinujesz się i czekasz.
Jasne?
Bretończycy mają się kiepsko.
Na bulodromie trzeba zachować spokój,
inaczej ręka zadrży i jest źle.
Bretończyku, byle dziś!
MARCHINI I JEGO WSPÓLNICY ZASTRZELENI W NADMORSKIEJ WILLI
Santu jeszcze nie przyjechał?
Mogę przyjąć należność?
- Reszta dla pana. - Dziękuję.
Idź do tyłu.
Nie czekamy na niego?
Nie przyjedzie.
Mimi.
Mój chłopcze!
Boże, jak ja się cieszę!
Wciąż tak samo piękna.
Co tu robisz?
Pierre-Paul?
Jaka jesteś śliczna!
Rozgość się tutaj.
Bardzo u państwa ładnie.
Twój tata bawił się tym krzyżem.
Tu każdy przedmiot był dla niego ważny.
Gdzie spał?
Tam.
Ten dom zbudował mój pradziadek.
Będzie ci tu dobrze.
Dziękuję, Mimi.
I znów gorączka zakupów przed rokiem szkolnym.
Rodzice i dzieci biegają po sklepach w poszukiwaniu zeszytów,
ołówków, piórników i tornistrów.
Siadajmy do stołu.
W tym roku rozszerzono grupę,
której przysługuje zasiłek na przybory szkolne,
o rodziny z jednym dzieckiem.
Rozpoczęcie roku za trzy dni.
Ciotka pomoże ci w przygotowaniach.
- Szkoła nieważna. - Nie dyskutuj.
Wracasz do cioci, przyjaciół i swojego życia.
Tym razem się nie upieraj.
Niedługo się zobaczymy, obiecuję.
Mimi mówiła ci o rzece?
Możemy tam jutro podjechać.
A po południu ustrzelić jakiegoś dzika.
Obejmij dłońmi.
Dużo ludzi.
Za dużo.
Zbyt wielu cię ściga.
Jeden mężczyzna powraca.
Widzisz? Ta kropelka.
Jest zawsze blisko.
Ale... nie życzy ci dobrze.
Widzisz, kto to?
Nie. Nie znam go.
Próbuję go odegnać...
ale on się nie daje.
Słabo widać.
Za dużo ludzi.
Są nawet nieżywi.
Twój wuj.
A z nim twój ojciec, który...
Daj, nic więcej nie widać.
Co robił tata?
Przyłóż dłonie.
Mówił o Lesii.
Że nie wszędzie będziesz mógł ją zabrać.
Właśnie. Dobrze.
Biegi to nic trudnego.
Zredukuj do dwójki.
Odsuń się od krawędzi i odbij w prawo.
W prawo.
- Odbijam. - Bardziej. Widzisz drzewa?
Sam prowadź!
Bretonko, na korsykańskiej drodze trzeba zachować spokój.
Bo inaczej ręka zadrży i jest źle.
- Nie powiesz, co masz w torbie? - Nie.
Zobaczysz.
Ale zimna!
No nie!
Ty znowu z tą miską?
Mówię ci, że to lipa. Nabrali cię.
Dla mnie dobra. Nawet ciepła.
- I kto miał rację?! - Nie do wiary!
Kto?
Wiesz, ile czasu zaoszczędzimy na żywcu na przynętę?
Zamiast tracić rano całe godziny. Trzy michy i po robocie!
- Pewnie! - Wierzyłem ci.
Taa, jasne.
Jesteś wielka.
Nie, zostaw.
Dobra, jedziemy!
Zrobiłaś to, co chciałaś.
Ostatni raz widzę cię z bronią w ręku.
Pozostałymi zajmiemy się my.
Zgoda?
Tęskniłam za tobą.
Jeśli ci nie smakuje, zjedz coś innego.
Mam rybę w lodówce.
Dziękuję, nie jestem głodna.
Górskie powietrze nie zaostrzyło ci apetytu?
Zaostrzyło, ale późno jadłam.
...starsi powrócili do gimnazjów i liceów.
Szkoły średnie przyjmą w tym roku ponad 20 tysięcy uczniów.
Gimnazjaliści z Ajaccio zapoznawali się dziś z nową szkołą,
z murami, w których wkrótce zapiszą stronice swego nowego życia.
Reżyseria:
Scenariusz:
Wystąpili:
Zdjęcia
Muzyka:
RiPPED BY P2P
Tekst: Grzegorz Schiller
Napisy: Robert Buczkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.