All language subtitles for Glina.nowy.rozdzial.S01E01

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Oddano do niego trzy strzały.

Jest niewydolny oddechowo. Duży upływ krwi.

Według mojej opinii, stan krytyczny.

Panie doktorze?

Panie doktorze, ten człowiek zaraz umrze!

On już jest w połowie martwy.

Kim pani jest?

Chirurgiem, jak pan.

Może trochę innym.

Ale on jeszcze nie jest mój, mam rację?

I nie będzie.

Skalpel.

Dzięki.

Ratownicy ocenili jego stan jako bardzo ciężki.

Kto go znalazł?

Joanna Kalicka.

Biega tu co wieczór, mówi, że to spokojna okolica.

Przesłuchałem, wziąłem dane i puściłem ją do domu.

Była zesrana.

On ma trzy dziury po kulach.

Są łuski, więc ktoś się bardzo spieszył.

Nie ma tu ani jednej kamery.

Mógł mieć klamkę?

Andrzej? Wątpię.

Trzyma ją w szufladzie.

Chyba ani razu jej stamtąd nie wyjął.

Masz jakiś pomysł,

co mógł robić w tym miejscu o tej porze?

Żadnego. Rozmawiałem z nim rano przez telefon.

Pytał mnie o niedzielne plany na wieczór.

Chciał Martę zabrać do kina, do Iluzjonu.

Wcześniej to wszystko już uzgodnił z Julką.

Na co?

„Amarcord“ Felliniego.

Nie widziałem.

No ja tez nie, ale to jest film z czasów jego młodości.

Uznał, że Marta jest na tyle dojrzała, że może oglądać

światowe arcydzieła, a on musi zadbać

o jej rozwój duchowy.

Ktoś mu przydzwonił. Wygląda na świeże.

Na pewno świeże, bo by się pochwalił przez telefon.

W końcu to nowe auto, dopiero co je kupił 3 lata temu.

Dobra, trzeba wezwać lawetę.

Wezwałem.

Pean z ręką.

Wiadomo już coś?

Jak skończą go operować to przyjdą.

Marta została sama w domu?

Nie, z mamą. Zostanie u nas na noc.

Rozmawiałem z nim rano przez telefon,

ale nie mam pojęcia, co robił przez cały dzień.

Był u nas na kolacji.

O której wyszedł?

Po ósmej.

Spieszył się na mecz o dziewiątej.

Na emeryturze stał się fanem

Ligii Mistrzów.

To jest bardzo ważna informacja.

Zadzwoń, jak już będziesz coś wiedziała, dobrze?

No i trzymaj się jakoś.

A co pani tutaj robi?

Szpital to raczej naturalne miejsce dla chirurga.

Nawet zimnego, nie?

Jak się pani dowiedziała?

Nie wiem.

Lustro pękło, czy coś.

Nie rozumiem.

To byłoby straszne, gdybyśmy wszystko mogli zrozumieć.

Lekarka, która ma dzisiaj dyżur, jest moją koleżanką z roku.

Banaś.

Cały monitoring z Woli, od dwudziestej w górę.

Natychmiast, prosto na biurko Radomskiego.

Miło, że wpadłaś.

Jóźwiak dzwonił. Co się dzieje?

Jeszcze go operują.

Ja spadam, mam robotę.

Zabieram wam tę sprawę.

Jesteście za blisko, szczególnie ty.

Nie waż się nawet o tym myśleć.

Wszyscy pamiętają, co się stało po postrzeleniu

Gajewskiego siedemnaście lat temu.

Wiem, jaką masz ksywkę na mieście.

Łowca skór.

Głupie żarty.

Łowca skór to nie jest żart.

Od jutra macie nowego człowieka,

musicie go wdrożyć.

Nikogo nie potrzebujemy. Ogarniamy wszystko z Jóźwiakiem.

To raczej postanowione.

To wdroży się przy okazji.

A, słuchaj.

Nie wiemy, kto do niego strzelał. Na twoim miejscu

postawiłbym przynajmniej jednego człowieka przed jego drzwiami.

Gdyby zliczyć wszystkich, którzy mu źle życzą,

wyszłaby nowa dzielnica Warszawy.

Tu będzie bezpieczny.

Nadal myślę, że należy go spalić.

Jeszcze zdążymy to zrobić.

Gdziekolwiek go teraz podpalisz, zrobi się widowisko.

Zbiegną się ludzie i zwrócimy na siebie uwagę.

Zresztą już to zrobiliśmy.

Nie mieliśmy innego wyjścia.

Mogę cię pocieszyć,

za zabitym psem na emeryturze nikt już się nie ujmie.

Jest po dwudziestej.

Jedzie do siebie, śpieszy się na mecz.

Wybiera najkrótszą drogę.

Dobra, pokaż mi to skrzyżowanie.

No?

Zatrzymaj.

Jest. Puść.

Dobra, przewiń, zobaczymy dokąd jedzie.

Tak, pojechał za nią.

Myślisz?

Tak, do siebie skręciłby w lewo.

Cofnij teraz.

Możesz mi zbliżyć, żeby zobaczyć, co ona próbuje mu wręczyć?

Dalej.

Zaraz, zaraz, zaraz.

Kasa.

Tak mi to wygląda.

Mi też tak to wygląda.

Zauważcie, że ona w ogóle nie spojrzała na to, co zrobiła.

Dobra, buty. Możesz mi buty pokazać?

Obcas się zgadza, mniej więcej.

Dobra, pokaż mi blachy.

Nie chcę cię stresować, ale to są francuskie blachy.

Żyje.

Jest niewydolny oddechowo,

więc będziemy go musieli utrzymywać w stanie świączki farmakologicznej.

Stan jest stabilny.

Myślę, że przez dobę nic się nie wydarzy,

więc można iść do domu.

Tak się złożyło, że to ja miałem dyżur.

Wiem, jakie są procedury,

ale ty równie dobrze wiesz, że to nie jest

zwykły emerytowany policjant.

To mógłbyś dać jednego krawężnika z bronią, prawda?

Gnida.

Analoga?

Czy to tylko zażyłość zawodowa, że jest pani tutaj?

No skąd.

Nawet nie jesteśmy po imieniu.

On jest panem komisarzem, a ja panią doktor.

Ale jeśli dwoje inteligentnych ludzi

od tylu lat pochyla się nad zwłokami,

możemy mówić o pewnej zażyłości.

Chociaż normalny człowiek pewnie by tego tak nie nazwał.

Dzięki.

Tak, będziemy w kontakcie.

Będą go utrzymywać w stanie śpiączki.

Nikt nie wie, jak długo.

Ci z tamtych bloków mogli coś widzieć?

Na pewno usłyszeli strzały.

To spora odległość a tu ciemno jak w dupie.

Zadzwonię na dzielnicę, niech robią rozpoznanie, szukają świadków.

Myślisz, że mógł ją znać?

Wątpię.

Moim zdaniem widać to na tym nagraniu z kamery.

Nie usiłował jej zatrzymać, kiedy odjechała.

Może zauważył coś dziwnego w jej zachowaniu,

może nie wiem po prostu wyczuł coś.

Może dlatego za nią pojechał.

Miała się tu z kimś spotkać?

A co, wykluczasz, że to ona strzelała?

Nie, ale łuski to była dziewiątka.

Babka w szpilkach z taką giwerą w torebce?

Dostał trzy kule.

Strzelasz trzy razy nie po to, żeby zranić,

tylko po to, żeby zabić.

Szpilki nie wykluczają glocka.

Pytanie tylko, dlaczego tutaj.

Połapała się, że jedzie za nią?

Znała to miejsce?

Sam powiedziałeś,

tu nie ma ani jednej kamery.

Dobra.

Serwis rowerowy, czynny do siedemnastej.

Zakład pogrzebowy też do siedemnastej.

Tarot do osiemnastej.

Pracownia krawiecka do siedemnastej.

Gdyby nie ta babka, co ją spisałeś,

gdyby nie lubiła tutaj biegać,

Andrzej prawdopodobnie już by nie żył.

Prześwietlamy wszystkie lokale?

Musimy się od czegoś odbić, musimy coś wykluczyć.

Może te francuskie blachy coś nam powiedzą.

Może w ogóle znajdziemy tę laskę, wózek.

Też na to liczę.

Ja tylko na sekundę.

Muszę się zobaczyć z Martą, chyba że już śpi.

Dorwiesz tych, którzy strzelali do dziadka?

Oczywiście, że ich dorwę, córeczko.

Kto to?

Młoda.

Aspirant Tamara Rudnik, panie komisarzu.

Witamy w zabójcach, pani Rudnik.

- Dokąd jedziemy? - Do szpitala.

A nie uważasz, że w pierwszej kolejności

powinniśmy rozkminić te francuskie blachy?

Jakie francuskie blachy?

Nie wdrożyłeś młodej?

No tak raczej ogólnie.

Tam jest wszystko, co wiemy.

Chcę znać zdanie lekarza w sprawie Andrzeja,

kiedy ma szansę odzyskać przytomność,

bo z tym materiałem możemy całymi tygodniami nie wyjść z czarnej dupy.

To znana marka butów, Pierre Rocher.

Jedna para od tysiąca siedmiuset do dwóch,

ale bywają też droższe.

To coś znaczy?

Ja bym takiej kasy nie zgubiła na chodniku.

To jest jej but, tej kobiety.

A tablice są z Paryża.

Znasz się na tym?

Numer na pasku z prawej strony oznacza region.

Siedemdziesiąt pięć to Paryż.

Możesz to ogarnąć?

Oczywiście, panie komisarzu.

Może najpierw zawieźmy młodą do fabryki?

Nie, nie ma takiej potrzeby, panie komisarzu.

Muszę tylko znaleźć numer do Quai des Orfevres.

Do czego?

Nabrzeże Złotników, tak się mówi

na siedzibę paryskiej policji.

Dzień dobry, aspirant Tamara Rudnik,

komenda stołeczna w Warszawie, Polska, wydział zabójstw.

Na zapisie z kamery ulicznej mamy samochód

z paryskimi numerami rejestracyjnymi.

Chodzi o usiłowanie zabójstwa policjanta.

Może mnie pani połączyć z kimś odpowiednim?

Tak. Podaję swój kod identyfikacyjny Europolu.

To oczywiste, że zależy nam na czasie.

Dziękuję. Do widzenia.

Co powiedzieli?

Że się odezwą.

No to czekaj.

Przestaw.

Całej gazety drukował nie będę.

Moje rokowanie jest takie: pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

Więc pytanie nie jest, kiedy odzyska świadomość,

tylko czy w ogóle ją odzyska.

Mogę obiecać , że zrobię wszystko, żeby tak się stało.

Chociaż pewnie pan Gajewski nie będzie zachwycony,

że trafił właśnie na mnie.

Dobrze pamięta, jak na siedemnaście lat.

Też byś pamiętał, jakby cię Andrzej tak solidnie zlutował.

I to nawet nie za wyjęcie kobiety,

Ile za to, że się okazało, że pan doktor jest damskim bokserem.

Czyli jednak czeka nas długa droga do domu.

Ja sobie w takich sytuacjach mówię, że

mam szczęście i ono mnie dziś nie opuści.

A pamiętasz, kiedy cię nie opuściło?

Nie, ale to może być właśnie ten dzień.

Przepraszam.

Przepraszam. Szuka pani kogoś?

Mojej przyjaciółki. Marzena Klimczak się nazywa.

Miała wypadek samochodowy zeszłej nocy.

To jest chirurgia, prawda?

Tak, zgadza się.

Ale się pani pewna, że leży w naszym szpitalu?

Tak mi się wydaje. Jej matka do mnie dzwoniła.

Przepraszam, ja jestem prosto z lotniska.

Dziesięć lat, jak nie byłam w kraju i gubię się trochę.

Proszę chwilę zaczekać.

Mam pytanie, sprawdzi mi pani, czy…

Odezwali się?

Jeszcze nie.

A skąd ty znasz tak francuski w ogóle?

Chodziłam do szkoły w Paryżu.

Jakiej?

Normalnej, powszechnej.

Jak się tam znalazłaś?

A to ma jakieś znaczenie, panie komisarzu?

Dziękuję.

Przykro mi, ale nikogo o takim imieniu i takim nazwisku

nie ma wśród naszych pacjentów.

Przepraszam, musiałam pomylić szpitale.

Ale możemy sprawdzić jeszcze bazy pacjentów w innych placówkach.

Ja za pół godziny kończę dyżur.

Więc jeśli pani zaczeka, ja bardzo chętnie pomogę.

Panie doktorze, niech pan nie traci swojego cennego czasu.

Zadzwonię do jej matki. Dziękuję bardzo.

Dobra, rozdzielamy się.

Młoda, idziesz z Jóźwiakiem.

Czekaj, niech młoda weźmie część na siebie,

bo inaczej będziemy tu pierdzieć do nocy.

Aspirant Tamara Rudnik...

Zacznij stąd, ja zacznę z drugiej strony

i spotykamy się po środku.

Bardzo dziękuję, że pan oddzwania.

Jestem gotowa.

Znalazła pani swoją przyjaciółkę?

Pomyliłam szpitale.

Operacja się udała, teraz śpi, więc

pojadę najpierw do hotelu.

Próbuję zamówić jakąś taksówkę,

ale chyba teraz wszystko tutaj jest na aplikacjach.

Tak. Mogę panią podwieźć.

Nie chciałabym marnować pańskiego cennego czasu, doktorze.

Pewnie żona czeka.

Nie sądzę, żeby pani go marnowała.

A żony są po to, żeby czekać.

Nie ma takiego wagonu, którego nie da się odczepić.

Pan jest policjantem, mam rację?

Komenda stołeczna. Skąd pani wie?

To kwestia mojej wiarygodności zawodowej.

Byłby pan wszak rozczarowany, gdybym nie wiedziała.

Czym mogę służyć?

Ja w sprawie tego, co wydarzyło się tutaj,

w tej okolicy wczoraj w godzinach wieczornych.

A więc jednak stało się.

Coś pani wie na ten temat?

Nic, nawet mnie tu nie było.

Ale trzy dni temu tarot powiedział mi,

że coś się stanie.

Że śmierć zawiśnie nad tym miejscem.

Zawisła, prawda?

Można to tak ująć.

Miejscami nie poznaję tego miasta.

Skąd pani przyleciała?

Z Kanady.

Czym się pani tam zajmuje? Jeśli to nie tajemnica.

Oczywiście, że to tajemnica.

Ale pamu ją zdradzę.

Jestem szpiegiem.

Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba pani poczucie humoru.

To co? Może zjemy razem kolację?

Jest pan szybki, doktorze.

Chirurg musi mieć refleks.

Nigdy o tym nie słyszałam, ale zapamiętam.

To po co czekać?

Zjedzmy lunch w moim pokoju hotelowym.

I opowie mi pan o tej swojej chirurgii.

Pani też nie jest zbyt wolna.

Jet lag.

Zaburzenie homeostazy.

Ale pan najlepiej o tym wie, panie doktorze.

Wydzielanie hormonów.

Co jest?

Bałem się, że nie wyjdą przez szybę.

Swoją drogą mógłbyś trochę umyć samochód.

Ale wyszły doskonale.

Żona się ucieszy.

A jak się nie ucieszy, to się nia zajmiemy.

A potem twoimi dziećmi i tak dalej.

Jesteśmy potworami, doktorku.

Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.

Jak w bajce.

Jak w bajce.

Może pan przyjść jutro?

Właśnie zamykam i nie mam za wiele czasu.

Komisarz Banaś, komenda stołeczna.

Waldemar Skurski. W czym mogę pomóc?

Pan wie, co się tutaj działo wczoraj wieczorem?

Nie mam pojęcia, nie było mnie przez cały dzień w zakładzie.

- A kto był? - Dwójka moich pracowników.

Mógłbym dostać ich dane?

Jasne.

Mam panu przepisać, czy pan sobie sfotografuje?

Ja sobie sfotografuję.

Można wiedzieć, co się stało?

- Padły strzały. - Tutaj?

No tutaj, na chodniku.

- Dziwne. - Dlaczego?

No bo kto miałby tu do kogo strzelać?

Ołena, która ma pracownię krawiecką?

Czy ci chłopcy od rowerów?

O której to się stało?

Mniej więcej po dwudziestej.

No to moi pracownicy też panu nie pomogą.

Zamknęli zakład o siedemnastej i jestem pewien, że

pięć minut później nie było po nich śladu.

Będę potrzebował też pańskie dane.

Jasne.

Nie macie ochrony ani monitoringu.

To kosztuje.

Wynajmujemy lokale, bo czynsz jest niski,

a nie dlatego, że miejsce jest atrakcyjne.

Kto mi się włamie po trzy puste trumny?

Ktoś jednak strzelał wczoraj wieczorem.

Daję głowę, że nikt stąd.

Po dwudziestej wszystko jest pozamykane na głucho i co najwyżej

tylko psy szczekają dupami.

Komisarz Jóźwiak, komenda stołeczna.

Chciałem porozmawiać.

Dzień dobry.

To pański lokal, czy pan tylko w nim pracuje?

Mój w takim sensie, że go wynajmuję.

Jak się pan nazywa?

Jakub Stańczak.

Był pan tutaj wczoraj wieczorem po dwudziestej?

Remont robię od 5 dni.

Zaczynam o ósmej, i pracuję max dziesięć godzin.

A o co chodzi?

Po dwudziestej ktoś strzelał w tej okolicy.

Wie pan coś na ten temat?

Pierwsze słyszę.

Coś się komuś stało?

Prowadzimy sprawę.

Co tutaj będzie?

Survival.

Odzież, sprzęt, może trochę militariów.

Zna się Pan na tym?

Trochę się znam, trochę się nie znam.

Ale, nigdy nie myślałem, że będę musiał handlować, żeby przeżyć.

Dlaczego?

Jestem żołnierzem.

Służyłem w wojsku 16 lat.

Zaliczyłem misję w Iraku.

Uszczerbek na zdrowiu i chuj,

potraktowali mnie jak śmiecia.

Dostałem taką rentę, że pożal się Boże.

Tak państwo przejmuje się swoimi obywatelami.

Waldemar. Waldemar Skurski.

Zakład pogrzebowy na Wolskiej.

No, na razie.

A co u ciebie?

Były żołnierz, trochę sfrustrowany,

ale chyba nic więcej.

Młoda gdzie?

Za rogiem jest bar z kanapkami.

Późno się zrobiło, trza coś zjeść.

Łosoś?

Szynka?

A ty co masz?

Z kozim serem.

No dobra, młoda, dajesz.

Samochód jest służbowy.

Należy do jednej z firm, których właścicielem jest

Vincent Tavarez. Ma ich sporo.

Większość majątku odziedziczył. Jego nieżyjący ojciec

Bernard Tavarez był prezesem i współwłaścicielem

klubu piłkarskiego z Marsylii.

I tak ci to wszystko od ręki powiedzieli?

Proszę sobie wyobrazić, panie komisarzu, że dzwonią do pana

z Francji i pytają, kim był Kazimierz Górski?

Aż tak?

Aż tak.

W tamtych czasach Marsylia to był gigant.

Nie mają zgłoszenia kradzieży samochodu, więc

może ta kobieta porusza się nim legalnie.

Marsylia to francuski łącznik, nie?

Tak jakby.

Przynajmniej kiedyś tak było.

Zuch dziewczyna.

Odbierz Klara do cholery.

Wiesz, że to tak nie działa.

To jest kwestia zaufania i mojego poczucia odpowiedzialności.

Niech da ci awans, skoro cię tak ceni.

Dostałem najwyższe stanowisko, jakie mogłem dostać.

Wszystko, co wyżej, to jest strefa podziału łupów.

To rzuć to w diabły, a ja wrócę do praktyki.

Nie chcesz tego.

Może nie chcę.

A może trochę chcę.

Bilski wydzwania regularnie co miesiąc.

Nie dalej jak wczoraj z tym samym pytaniem,

czy już umarłam z nudów na uczelni.

O, dowcipniś.

Musiałabym zaczekać do końca sesji,

ale są tacy, co łączą praktykę zawodową z dydaktyką.

Przepraszam, nie wyrobiłem się.

Cześć synku.

Wszystko w porządku, jesteś w samą porę. Siadaj.

Wszystko w porządku?

Tak, kochanie.

Rzuć to w diabły, mówię poważnie.

Proszę!

Nie zgodzili się postawić nikogo przed drzwiami w szpitalu?

Ignaczak zasłonił się formalizmami.

Menda.

Też mi to przyszło do głowy.

Jak idzie?

Pierwsza doba w plecy, więc bez dalszych pytań.

A młoda?

Na razie OK.

Sporo nam dzisiaj pomogła, ale póki co nic z tego nie wynika.

Co ona robiła we Francji?

Miała około czterech lat, jak jej rodzice pojechali tam

na roboty. Ojciec pracował na budowach,

matka najpierw sprzątała, potem była salową w szpitalu.

Postanowili dłużej zostać i posłali małą do szkoły.

Dlaczego wrócili?

Tylko Tamara wróciła.

Kiedy miała 15 lat, oboje rodzice zostali zabici.

Najprawdopodobniej było to przypadkowe zabójstwo.

Mieszkali na przedmieściach w jakiejś szemranej dzielnicy.

Jedynymi opiekunami prawnymi zostali dziadkowie w Polsce.

Sama przyznała, że miała ogromne trudności adaptacyjne.

Dwa razy podchodziła do matury.

Ale w końcu zdała kwity

na oficerkę w Szczytnie,

dostała się bez problemu.

Ale w połowie trzeciego roku zrezygnowała.

Dlaczego?

Nie rozwodziła się na ten temat.

Miała świetne wyniki, ogólne, sprawnościowe i w strzelaniu.

Zaliczyli jej te pięć semestrów, stąd ma aspiranta.

Była w Grudziądzu, Toruniu.

Potem dostała mieszkanie tutaj po jakiejś ciotce.

Sama się zgłosiła, że chce pracować w zabójcach.

O, zobaczcie kto dzwoni!

Cześć Tamara!

Jak ci idzie w nowej robocie?

Jestem przekonany, że są tam sami faceci!

I to głównie białasy. Białasy!

Oni od zawsze byli do dupy.

Cześć Karim, co u ciebie?

Cóż, słuchaj, jest jedna laska,

a w Polsce wcale nie są tacy do dupy.

Chociaż wszyscy są biali.

Cóż, słuchaj, jeśli ktoś cię wkurzy, my wszyscy jesteśmy tu.

Mogę przyjechać i wziąć z sobą całą ekipę.

Zawsze jesteśmy po twojej stronie, połamiemy tym dupkom szczęki!

Zobacz to!

Imad, chodź przywitasz się z Tamarą!

Hej, jak leci?

Widzisz, tęsknimy tu za tobą.

Wszyscy mówimy ci do zobaczenia...

Jak ja za wami tęsknię...

Mieszkasz na końcu świata.

Nie musiał pan po mnie przyjeżdżać, panie komisarzu.

Chodź, młoda, wsiadaj, przejedziemy się.

Dokąd jedziemy?

Przyjrzymy się Waldemarowi Skurskiemu.

Dlaczego?

Bo jest czysty jak łza,

ale według skarbówki jego zakład pogrzebowy

balansuje na granicy opłacalności.

Ale zatrudnia dwie osoby.

Mamy wczesną godzinę, może jeszcze zastaniemy go w domu.

Sprawdziłam konta tego żołnierza od survivalu,

Jakuba Stańczaka.

No i?

Chyba nie lubi Ukraińców.

Państwo polskie nie powinno ich wspierać, póki nie bekną za Wołyń.

Choć robi to subtelnie, między wierszami.

Bardziej dosadny jest w swoich poglądach na mniejszości seksualne.

Takich jak on są miliony,

więc się z tłumu nie wyróżnia.

Tu z tyłu jest aparat forograficzny.

Umiesz się czymś takim posługiwać?

Ten się mniej rzuca.

Ty jesteś z kimś?

Jest pan dociekliwy, panie komisarzu.

Ja muszę wiedzieć, z kim pracuję.

Czy masz stabilną sytuację osobistą.

A tego akurat w twoich papierach nie było.

A pańska sytuacja osobista jest stabilna, panie komisarzu?

To on.

Daj mi to.

Niezły patent z tym bazarkiem.

Masz. I nie spuszczaj ich z oczu.

Kto to jest?

Mówią na niego Dizel.

Był luźno związany z grupą Dragana,

tyle że Dragan siedzi już od siedmiu lat,

a Dizel wyrósł i się usamodzielnił.

W czym robi?

Prochy. Jakie tylko są robione na tym świecie.

Jeśli jakiś gnojek w tym mieście zdycha właśnie od fentanylu,

Dizel na bank ma w tym swój udział.

Jestem naiwna, ale dlaczego on sobie chodzi i kupuje kiszonkę?

Bo to wszystko nie jest takie proste, młoda.

Zabiłbym bydle własnymi rękami bez namysłu.

Tyle że to nie jest nasz rejon.

Razem z panem Jóźwiakiem uważamy, że koledzy z CBŚiu

niebezpiecznie przeginają z wychodzeniem w miasto.

To było głupie, że rozłączyłeś się wczoraj.

Ale nie zostawiamy pola do manewru i teraz już masz poważny problem.

Oczywiście rozwiążemy go, o ile będziesz tego chciał.

Klara?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.