Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Waluj, żwawo!
Nie pchać się.
Zostań na miejsce. Nie pchać się.
Wielmozny panie sędzio. Nie wierz go. To wiąże cię kaleka.
No jaki tam z niego kaleka?
Chłop jak malowanie.
No niech pan sędzio zobaczy, jakie to krzywe, chude.
No to co, że krzywe? Karabin nosi się w rękach.
No widzicie, tato?
Wisz pan, panie Chochelka, nadaje się.
Wielmożny panie sędzio, to już nie ma dla niego ratunku.
Bieda.
W tym roku cesarz gotuje się na... Na kogo to?
Turków. O, na Turków.
I rekrutacja będzie...
Surowa. A ile trzeba?
No, co najmniej ze trzydzieści guldenów.
Aż tyle?
A wiesz ty, durnio, że ja tu w
papierach będę musiał mu żebra połamać? Może nawet rękę uciąć?
To ja już zapłacę, żeby pan sędzia go ino uratował.
Ale nie zwlekaj, bo potem może być za późno. Do jutra.
No.
A ty
mów, że nie słyszysz.
To powinno wystarczyć.
Dziękuję. Bardzo dziękuję.
Bóg zapłać. Bardzo dziękuję.
Dziękuję.
Dzień dobry.
Witam wielmożnego pana.
Kogoż to ja widzę?
Wpadam do nóg w pana dobrodzieja.
Witam, witam. Myślałem, że pan jest zagranicą jeszcze.
No właśnie, wróciłem.
Mam interes do pana sędziego, tylko połówny.
A, w takim razie zapraszam łaskawego pana serdecznie do mieszkania.
Proszę, proszę.
Ależ nie, pan pierwszy. Proszę, proszę uprzejmie.
Panie Chochelka, niech ludzie czekają.
Będzie to mały sekrecik.
Właściwie tajemnica.
No, no.
Pan sędziowie już zapewne, że podziękowałem hrabiemu za służbę.
Tak, tak, słyszałem, słyszałem.
Dzisiaj muszę się z nim procesować.
Pan Dobrodziej?
A o co to poszło?
No właśnie chcę opowiedzieć, bo będę potrzebował pomocy łaskawego pana.
Do usług?
Hrabia przyrzekł mi przed laty z wdzięczności pewną wieś.
A którą, którą?
Buczali.
Najpiękniejszy folwerk w okolicy.
Tymczasem zjawił się ten kozak z testamentem starościca. I buczały
przepadły.
Ja tak nie uważam.
No jak to?
Jeżeli hrabia nie może dać mi buczał, powinienem otrzymać jakiś ekwiwalent.
Słusznie, słusznie.
Udałem się w związku z tym do adwokatów. Co?
I co, i co?
Zrobili panu jakieś nadzieję?
Nie.
Ale gdyby hrabia odzyskał klucz żwirowski, ja otrzymałbym buczały. Ba,
gdyby.
Dlatego chcę obalić testament, starościca.
Obalić? Testament po trzech latach? A to jakim sposobem?
Są ludzie, którym prawo nie pozwala dysponować majątkiem.
Wariaci?
Ale skąd wziąć dowody?
Znalazłem w Dreźnie lekarza, który opiekował się starościcem przed
on, i posługacz z hotelu zaprzysięgli, że nieboszczykowi brakowało piątej
klepki.
Niemcy twierdzą, że starościca całkowicie opanował jeden z jego sług.
Prawdopodobnie ten buli. A kozak traktował swego pana jak zwykłego
Coś... podobnego. Teraz trzeba by tylko udowodnić, że starościc
jeszcze przed swoim wyjazdem był taki niby... Śmiały koncept. Do tego
jednak pomocy tych, co dłużej przebywali ze starościcem.
Już kilka razy chwytałem za pióro do ręki, aby zbolałemu sercu memu...
memu...
Popuścić
cugli.
Popuścić cugli.
W bolałemu sercu memu dać, wziąć wolność.
Wolność.
Dać wziąć, dać.
Dlaczego to nie wychodzi, no?
Już kilka razy chwytałem za pióro do ręki, aby z bolałego serca mego jęki,
męki, jęki.
Już kilka razy chwytałem za pióro do ręki, aby serca mego
bolałe jęki, ażeby piersi mojej
nieustanne męki, ażeby głowy mojej...
ogniste dźwięki. Nie no, machnę powierszem.
Więc pan dobrodziej zamawiasz sobie moje świadectwo.
Dużo więcej, łaskawy panie.
Więcej? Chciałbym, żeby pan sędzia wziął w swoje
ręce całą sprawę.
To trudna rzecz, udowodnić komuś po śmierci, że za życia nie miał piątej
Wiem, że przy tym będą rozmaite korowody, wydatki,
ale na to mogę szanownemu panu dać parę tysiączków z góry
bez rozliczenia.
A jeśli wygramy, hrabia Zygmunt również wynagrodzi panu starania. Chociaż
dzisiaj działamy jakby wbrew jego woli.
Pan dobrodziej ma głowę?
Wszystko przemyślane.
A więc zgoda?
Na pierwsze potrzeby trzy tysiące.
Zawsze wolałem służyć panu hrabiemu, jak temu studencikowi.
Studencika wyślemy z powrotem do szkół.
A potem pogadamy z tym drugim hołyczem. A więc szkoda?
żeby nikt nie zobaczył. Oczywiście.
Na co ze świadkami?
No, Giergilewicz pójdzie z nami. I jeszcze na pewno kogoś wynajdę wśród
oficjalistów. Chyba nie trudno będzie panom przypomnieć sobie różne dziwactwa
starościca. Znam je wszystkie.
Na pewno słyszał pan, jak to kazał szesnaście wsi kiedyś spalić.
To będzie ważny argument.
Ale nie powinniśmy na tym poprzestać. Mam jeszcze pięćdziesiąt innych.
Panie Gustawie, gdzie mój mąż?
W domu.
W domu?
Z panem Żachlewiczem. W domu.
Na pewno znowuż rozmawiają o interesach.
Co to jest?
To?
Nie, takie tam wiersze. Pan pisze wiersze?
Proszę mi dać poczytać.
Kiedy to jest?
kiedy to jest właściwie list.
List?
A do kogo?
Nie, nie, nie, błagam.
Już kilka razy chwytałem za pióro do ręki, aby serca mojego zwolały jęki,
piersi mojej nieustanne męki, ażeby głowy mojej ogniste dźwięki znalazły w
słowach płomienne wydźwięki.
Męki te pchają mnie w odchłań udręki i budzą we mnie pragnienie piosenki,
śpiewanej dla ciebie, pani, bogatej we wdzięki.
Pan ma kochankę?
Nie, nie.
To jest do pani właściwie.
Do mnie?
Panie Gustawie.
Proszę pani.
Niech pani nie umiera.
Albo ta sprawa z sekwestratorem.
Przyjeżdżał do nas regularnie co roku, bo starościc, mimo swego ogromnego
majątku, nigdy nie chciał płacić podatków.
Za to w dniu egzekucji wyciągał z grudowy srebra i podtykał je pod nos
sekwestratorowi. Nieźle musiał tracić na tych transakcjach.
Ponad polowe i jeszcze się z tego cieszył.
Opowiadał na prawo i lewo, że nigdy dobrowolnie nie płaci za borcy. No tak
określenia używał.
Aż raz zarządzono konfiskatę srebra.
Sekwestrator przyjeżdża do Żwirowa, pewny swego.
Oj, panu, w domu?
Doprowadź do niego.
Pan chory.
Nie przyjmuję.
Powiedz, że przyjechaliśmy po Trebro. Tu masz zarządzenie.
Jak mnie pan kazał powiedzieć, że nie ma srebra?
Jak to?
Przecież co roku płaci srebrem podatki.
Powiedz, że jak nie da, to wrócimy z dragonami.
Co to jest?
Co to ma znaczyć?
Jaśnie pan mówi, że to wszystko co mu zostało.
Wybitny dowód wariacji.
Albo ta historia z komornikiem.
Najezdzał kiedyś często tutejszych arendarzy z egzekucjami za zaległe
Starościc, jak się o tym dowiedział, kazał go swoim kozakom pochwycić i
do dworu.
i przetrzepał go zapewne po swojemu. Ale gdzie tam? Oprzedź się z nim najpierw
jak najgrzeczniej.
Jak mi mówi, nie zapłacę.
Co ja mu na to mówię?
Zapłacisz.
Czasem jeszcze się wykłócają.
Dziękuję.
Ale oczywiście płacą.
Muszą.
Tak, jaśnie, panie.
Mnie się zawsze udaje.
No, a jeżeli mimo to nie chcą zapłacić?
Można wezwać wojsko na pomoc.
Ale mnie wystarczy tylko palcem kiwnąć.
To, Pacio, umiesz palcem kiwać?
A nie zechciałbyś teraz nam pokazać, jak to się robi?
Czemu nie?
Jeśli ja się pan rozkaże.
Kiwaj, kiwaj.
Kiwaj.
A jak przestaniesz, to ci moi kozacy pomogą.
Wybacz ja się, panie.
Łukasz, jak chcesz.
Ja już więcej nie mogę.
Nie mogę, nie mogę.
Wracaj do domu.
Nie pokazuj się tu więcej.
Jeśli cię jeszcze raz tu zobaczę, to...
I nie zaskarżył starościca?
Wytoczył proces o gwałt. Ale dzięki mojemu pośrednictwu jakoś się to...
No, a ta głośna w okolicy sprawa z krawcem.
Też prawdziwa? Tak.
najprawdziwsza w świecie.
Starościc kupił kiedyś sztukę sukna i kazał sobie zrobić płaszcz. Po dwóch
dniach krawiec przybył z robotą.
Sza... Spokój.
No dobrze.
A teraz uszyjesz mi z tego płaszcza sól w dół.
I pamiętaj, że każdy kawałek masz przynieść tutaj z powrotem.
Zapłacię.
No, dobrze.
A tu resztki, jak jaśnie pan rozkazał. Świetnie. A teraz...
Uszyjesz mi surduta kamizelkę. Zapłać.
I nie zapomnij najmniejszego klapka materiału.
A z kamizelki?
Zrobisz mi kapelusz.
Zapłać.
Kapelusz. Aha. I żeby nie zginął ani kawałeczek.
No.
A reszty?
Mam jasne, panie. Wszystkie?
To do jednego. Dobrze, to usłysz mi.
Teraz tego płaszcz. Ale tu u mnie.
Jaśnie, panie. Nie dam rady.
Muszę wrócić do domu.
Masz uszyć mi to na miejscu.
A czego to braknie?
Oni ci dostarczą.
Poza materiałem.
Jaśnie, panie. Parę kamoków suknę zostawiłem w domu.
Zapłać mu za fatigę.
Dziękuję, jaśnie panie. Dziękuję.
A teraz zakradzisz.
Wariat.
Niebezpieczny wariat.
Takich jego pomyślów znam więcej, tylko... Tylko co?
Tylko, że... Wszystko to działo się jeszcze przed przybyciem tego
kwestarza, niby, no, misariusza. A potem?
A potem starościc całkiem się zmienił. Nawet z chłopami zaczął się bratać.
Widzisz, pan?
Jak dreźnie.
To będzie nasz koronny argument.
Starościc był wariat i ptita.
Musimy jeszcze tego dowieść w sądzie.
Funtach łaków nie bylibyśmy warci, gdybyśmy nie dopięli swego.
Będziemy tylko mieli pewną przeszkodę.
Jaką? Ten lot, ten czorgut. Kiedy wyjeżdżałem do Drezna, gdzieś zwinął.
Chyba w zaklętym dworze.
Złego diabeł nie porwie, zaraz się odnalazł.
Nie wyjechał stąd ani na chwilę.
A co on tu właściwie robi?
Wszędzie wścibia swój nos, miesza się do wszystkiego.
Już tylko czekam, jak mi się do rekrutacji wtrąci. I pomyśleć, że już
ręku tego chłystka Juliusza.
Tymczasem ten przyblendaż zamknął mi gębę podstępem.
Złapal mnie w sidla jak, jak, jak dudka.
Źle. Oj, mości dobrodziej utrzymał, że mnie trzymał.
Trzeba by się go koniecznie poznać. Ach, próbowałem rozmaitymi sposobami.
Spójrzcie pan na mnie.
Już ja go stąd wykurzę razem z jego pryncypałem.
Przepraszam.
Nie przeszkadzam?
A nie, nie, nie. Proszę bardzo.
Opowiadałem właśnie, panie sędzinie, jak to pewnie komedianci w takiej jednej
operetce... Ale panie Gustawie, tak nie można.
A co to pan Gągolewski wyjechał?
A nie, nie. Tu obok.
Zrobimy to tak.
Panie Wasiu.
Do ciebie.
Widzę, że dzisiaj wszystkim przeszkadzam.
O nie, bynajmniej.
Mam honor poznać pana z panem Czorgutem.
Przyjacielem naszego dziedzica.
Pan Żachlewicz, były pełnomocnik i rządca hrabiego Żwirskiego,
mój przyjaciel.
Bardzo mi przyjemnie poznać pana Tachlewicza.
Żachlewicza. Żachlewicza, przepraszam.
Przesłyszałem się.
Zasiedziałem się, a oczekują mnie w domu.
Podam do nóg panu księdzu.
Odprowadzę pana.
Służę. Służę uprzejmie.
Wpadam do luk, panu sędziu. Moje uszanowanie.
Moje uszanowanie.
Żadnej wieści o chorawie?
Najmniejszej. Ten lotr gotów nam na kark sprowadzić komisję.
Dopóki we dworze spoko i nic nam nie grozi.
Wczoraj znowu paliło się światło na różnych oknach.
Skąd pan wie?
Kaworek widział.
Wracał po nocy z egzekucji.
Jeżeli będą jakieś wiadomości o chorawie, niech mi pan natychmiast da
Oczywiście, oczywiście.
Jak tylko skroimy kurtę pryncypałowi, zaraz ze
sobą pogadamy, mój ty panie.
Mój die, panie Lotrowskim.
Napiję się, pan?
Czy jaśnie wielmożny pan hrabia?
Pozwoli mi coś powiedzieć.
Proszę. Ale po co ta ceremonia?
Pragnę zapewnić pana hrabiego o moim dla niego szacunku, ponieważ nie chciałbym,
aby to, co powiem, za chwilę obraziło jaśnie wielmożnego pana.
O co chodzi?
Ja zawsze bardzo chętnie napiję się kieliszek wódki u pana hrabiego. W końcu
nią handluję i najlepiej wiem, ile na tym zaoszczędzę.
Ale wstając o świcie do całodziennej pracy, muszę zawsze zjeść coś bardziej
pożywnego niż jajka, kartofle czy owoce.
Tymczasem moje wyznanie zabrania mi tknąć innych rzeczy znajdujących się na
pańskim stole.
Jak to?
Pan, który nie ma najmniejszych skrupułów natury moralnej, przejmuje
się zasadami swojej wiary?
A czy jaśnie wielmożny pan wie, co się z nim stanie po śmierci?
Oczywiście.
Mówi mi o tym moja religia.
Ja się nie pytam, w co pan hrabia wierzy.
Tylko czego jaśnie wielmożny pan może się spodziewać?
Bo kiedy na przykład ścina się dąb, wiadomo z góry, co się z nim stanie.
A czy pan hrabia?
Może mieć taką pewność wobec siebie?
No.
No nie.
Ja też nie.
I kiedy jaśnie wielmożny pan ubezpiecza się od pożaru, to też przecież nie wie,
kiedy on wybuchnie, ani czy w ogóle się wydarzy.
A jednak stawkę asekuracyjną pan płaci.
Prawda?
Czy pan hrabia widzi, co się tutaj dzieje?
Co takiego?
Służba się wyperfumowała, żeby mi dokuczyć.
Proszę mi wierzyć, że to nie był mój pomysł.
A po co to?
Czosnek ma zapach naturalny.
A te ich perfumy, kupione w sklepie z tandetą, śmierdzą dużo gorzej.
A poza tym oni się nie myją.
Pan hrabia mi nie wierzy?
Wierzę, wierzę.
Ale dajmy temu spokój.
Niech mi pan lepiej powie, dlaczego pan nie chce przyjąć mojej ceny?
Przecież ja żądam uczciwie.
Sprzedający zawsze uważa, że jest uczciwy.
A czy pan hrabia wie, jakie są ceny na rynku?
To ja je znam.
I dlatego to ja wiem,
Ile mogę za to drzewo zapłacić?
A jakie są ceny na rynku?
Tego to ja panu hrabiemu nie powiem.
Ja się będę starał zbić na jaśnie wielmożnym panu ile się tylko da. I nie
pan miał żadnych wyrzutów sumienia?
Dlaczego?
Ja bym miał wyrzuty sumienia, gdybym stracił okazję do zarobienia pieniędzy.
Ale przecież pan hrabia da mi na pewno nieźle zarobić. A dlaczego pan jest
pewien, że ja ustąpię?
Bo pan hrabia ma kłopoty.
Skąd wiesz?
Od Brunentifa.
Podobno jaśni wielmożny pan chciał od niego pożyczyć dużo pieniędzy.
A do tego jeszcze ten las.
Przecież nie pierwszy raz sprzedaję ci drzewo. Ale nigdy aż tyle.
Mimo, że pana nigdy nie skrzywdziłem.
Nie czuje pan do mnie sympatii?
Ani trochę.
Ale lubię z panem porozmawiać, panie hrabio. Jedna rzecz mnie tylko dziwi.
Słucham?
Dlaczego jaśnie wielmoźny pan kazał mi usiąść ze sobą przy stole? Przecież to
gorszy całe otoczenie.
Jeżeli pan hrabia potrzebuje towarzystwa, to są przecież oficjaliści,
wykształceni niż ja i lepiej ubrani.
Poprosiłem o to z trzech powodów.
Po pierwsze, wystarczy, żebym raz pozwolił moim podwładnym usiąść ze mną
jednego stołu, a natychmiast na pewno zaraz mnie o coś poproszą.
Tymczasem mnie już znudziły się te wieczne żebraniny.
Zaś z panem mogę prowadzić walkę, która mnie bawi.
Walka nie będzie długa.
Powód drugi.
Z poczucia sprawiedliwości.
Z dezaprobaty dla sposobu traktowania pańskich ziomków.
Chciałbym dać przykład, żeby zmienić ten stan rzeczy.
Pan hrabia jest za mądry, aby myśleć, że to się uda.
To my sami powinniśmy się najpierw zmienić.
Możliwe, że to złe traktowanie zrobiło z nas takich, jacy jesteśmy.
Ale myśmy się do tego przyzwyczaili.
A w dodatku jest to dla nas forma obrony.
Trzeci powód. Chcę jak najprędzej dobić targu.
Na jedzenie poza pałacem zeszłoby nam te dwie godziny.
— Możliwe, ale to panu hrabiemu nic nie da.
Transakcja, którą zalatwia się podczas poufałych rozmów, nie budzi we mnie
zaufania. Dlatego blagam pana hrabiego, aby mi nie kazał więcej siadać ze sobą
do stołu.
To i tak nie dobijemy targu. — Kiedy dzieli nas odległość tego stołu, zapach
bijący od pana mniej mnie razi, niż gdybyśmy siedzieli obok siebie na
Ale po co pan hrabia miałby mi kazać usiąść, skoro mógłbym stać z
daleka?
Przesuń. Tego golasa?
Jak ty się wyrażasz?
To ramię do mnie.
Jeszcze, jeszcze, no.
Śmiało. Dobrze? Dosyć.
Ewiwalarte.
W zaklętym dworze znowu paliło się światło.
Niemodliwe.
Zmykaj.
Skąd wiesz?
Rozmawiałem z Gaworkiem. Przysięga się, że widział.
To gorzej niż nierozwaga.
To szaleństwo.
Na dodatek nie mamy wiadomości o chorawie.
Jeszcze nam tutaj sprowadzi komisję z cyrkułu.
Co robić?
Sam nie wiem, co zrobić.
Spokojnie, nie histeryzuj.
Zdumiewa mnie twoja pewność siebie.
Słucham. Tak jest.
Co chcesz zrobić?
Ile już poszło? Części pięć.
Dobra.
Kiedy przedstawimy dowody, że starościcowi brakowało piątej klepki,
musi być uznany za żaden. A wtedy wykurzymy stąd tego młokosa.
Nie, tam o dziewica nie chodzi, bo to nieszkodliwy człowiek. Ale ten drugi...
Z piekła rodem. Ale zobaczysz jego mość. Taką kurtę mu skroimy, że nas
popamięta. E, dałby Bóg.
No więc?
Zgoda?
Moje uszanowanie.
Aha, coś nowego się święci.
Nie widział pan dziedzica?
A właśnie, dopiero co przejeżdżał tędy.
Zaobieguj się, pan konie.
Potem się po niego zgłoszę.
Za co on mnie ma?
Poczekaj, ty szubienicniku, zapłacisz mi jeszcze i to z lichwą.
Chodź, ty szkapon.
No chodź.
Jest tu kto?
Chodź, chodź.
Eugenio! Dlaczego nie chciałaś posłuchać moich przestrug?
Nie.
Pan się pomił.
Rzeczywiście.
Niesłychane podobieństwo.
Niezależnie kim pani jest, chce przestrzec, grozi wam niebezpieczeństwo.
panie!
Władzę to na waszym tropie.
O czym pan mówi?
Kim pani jest?
Niech pan ucieka.
Natychmiast.
Niech palna wraca na wyspę.
Proszę, nie zrób mu nic złego.
Czego pan chce?
Szukałem ciebie.
Tutaj? Nie zastałem cię w domu. O co chodzi?
Ty i ten twój gość maziarz zachowujecie się, jakby nic wam nie groziło.
Wasze położenie... Schowaj pan lepiej te rady dla siebie i swojego koleżki i
fora sąd! Bo inaczej kijem pobędzę!
Hamie! A ty?
Nie pamiętasz, łachudro, kto z siebie zrobił pana?
Stój!
Ja się z nim rozmówię.
Zapomniałeś, z kim masz do czynienia, stary drabie.
Niech się pan nie zbliża, bo będę strzelał. Co z tego, kiedy nie trafisz?
A no, zobaczymy. Nie!
Dostaw!
Posłuchaj nas, drabie.
Chorawa uciekł z aresztu i w każdej chwili może sprowadzić tu komisję.
Zjawiliśmy się, żeby cię ostrzec.
Daj spokój. Co będziesz tłumaczył temu durniowi?
Przyrzekłem ślepo wypełniać wolę nieboszczyka pana, a wy złamaliście jego
Ale Niebosztyk na pewno nie życzył sobie, abyś zamykał oczy na grożące wam
niebezpieczeństwo. Kto inny czuwa nad tym wszystkim?
Damy sobie radę.
Chodźmy stąd.
No.
Jeszcze słowo jaśnie, panie.
No.
Ale na osobności.
Sekrety.
Gdzie uwiązałeś konia?
W stajni.
Jaśnie wiermożny starościńca zostawił dwa testamenty.
Dwa?
W jednym majątek zapisał panu.
Ale gdyby nie okazał pan się godny, miałem pierwszy testament spalić, a
przedstawić w sądzie.
A co było w drugim?
Dobra mojego pana miał otrzymać jego brat.
Dlaczego teraz mi o tym mówisz?
Żebym nie musiał żałować, że spaliłem drugi.
Jeszcze jedno pytanie. Kto z tyłu?
Czy poznam kiedyś waszą tajemnicę?
Nigdy.
Nie wiem.
Siadaj pierwszy.
Do zobaczenia, kluczniku!
Lepiej, żebyśmy się więcej nie widzieli.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.