Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dziękuje.
Małżeń, mój mę...
Wspisaliście się na medal, chłopcy. Dziękuję wam. I panu również, panie
O, ten był świetny.
Gratuluję wam nie tylko jako wasz dyrektor, ale także jako kibic.
Wierzę, że w następnym meczu nie będziecie gorsi i nagroda was nie
Wyjazd do NRD!
Jedziemy!
O rany, chłopaki!
Szybko! Marek, gazem, po zbieg!
Marek!
Byłeś wspaniały! Cieszy się?
No pewnie! Masz, to dla ciebie! Muszę lecieć!
Zobaczę pan.
Będzie tak!
Ej, a ty dokąd? Odprawa z Diwanicki. Nie mogę, poprawiam wizę.
Wójcik pamięta, w niedzielę broni naszej bramki. Wiem, wiem.
Ty, co je?
Ty się puknij, przecież Kowal miał bronić. Jest ustalone, że wójcik.
Panie profesorze, kto ten Markoniec doszał?
Stańcie tam. Kowal, nie jesteś w drużynie, nie będziesz bronił. Chłopaki,
bramę? Kto tak ustalił?
Zgadzam się, ale wyłączam Kowala z rewanżowego meczu.
I ciebie też. Co?
Nie ma dyskusji.
Ja nie gram?
Ja? Nie podnoś głosu, Marek.
Ostatnio dość się nawydzierałeś na boisku, aż sędzia zwracał ci uwagę.
tego jest sędzia, nie?
Marek walnął te dwie bramy, czy nie?
Już tego nie brań, kmita.
Ty również nie będziesz grał.
Panie profesorze, jak to?
Wrzuca pan najlepszych?
Bez nich dokopią nam jak dni.
Spokój.
Ja ich nie usuwam.
Po prostu w niedzielę nie będą grać.
I koniec.
I nie ma dyskusji. No ale co to jest?
Więzienie?
Kompania karna?
Ty chcesz kompanię karną?
Wyjdź stąd.
Wyjdź stąd.
Już.
Chodź.
To moja propozycja, żeby was włączył z tego meczu.
Pięknie. Masz się tym chwalić.
Fakt. Jesteście najlepsi, ale zresztą powiem wam.
Tobie, Marek, grozi dwójka chemii.
kowalowi gmatmy.
I w tej sytuacji... Poczekaj!
A mnie co grozi? Co dla mnie wymyślisz? No właśnie.
Tobie grozi zawieszenie.
I nie prowokuj mnie, kmita, bo je dostaniesz.
Za rozbijanie się i chamskie odzywki na meczu.
Zbiórka!
Kowal, słuchajcie, zrozumcie mnie, naprawdę się wszystko ułoży.
Pływaj. Marek, poczekaj, wytłumaczę ci.
Wiesz co, jesteś normalnym ryjem.
Marek, naprawdę nie macie rady.
Nie będziesz już piła? Nie.
A ty co?
Źle się czujesz?
Ja? Przecież nie ja.
Niechajd moro.
Jak ty mówisz do matki.
Dziadek nie widzi, to niech się nie wtrąca.
Dom wariatów.
Albo ja jestem już zupełnie głuchy. I jedno i drugie.
Trochę jest dziadek głuchy, trochę tu dom wariatów.
A ty dokąd się wybierasz? Mówiłam, że do kina.
Nie, pierwsze słyszę. To teraz mówię.
Do kuchni? Już!
Rymie, to dziadek nic nie mówi.
Wiesz co?
Jej tu wszystko wolno. Odczep się, braciszku. I nie napuszczaj dziadka.
Napuścić to można wodę do wanny.
Wariatka! Wczoraj w kinie, dzisiaj do kina.
Źle się czujesz?
Czuję się świetnie.
Złapałeś dwoje, tak?
Nie.
Mnie możesz powiedzieć.
Widzę, że cię coś gnębi.
Pilnujcie wy lepiej tej mojej pięknej siostruni, a nie mnie.
Chodź, pies, bo w tym domu jeszcze kota dostaniesz.
Słuchaj, Marek.
Marek!
Byłem u ciebie w domu.
I co? Nie zostałeś w nim? Abla!
Byłem też u kmity.
Nie wrócił jeszcze do chaty.
Jego matka go szuka.
Wydzwania do chłopaków.
Tąpnęło was, co?
Nie myślałem, że aż tak.
Nie myślałeś.
Wyeliminowali nas z drużyny. Rozwalili wszystkie plany. A ciebie to guzik
obchodzi. No to się tak patrzysz.
Bo głupio gadasz.
To, że mam gdzieś to wasze kopanie piłki jest, to niczego nie oznacza.
No Marek, nie znasz mnie, czy to?
Jest smita!
Byłeś w domu?
Byłem. I co?
I wybyłem.
Idziemy.
Dokąd? Przed siebie.
No chodź!
I teraz jeszcze do pieku od matki w domu.
Żeby szlak trafił tego Markoniu.
Markonie? Iwanicki was tak urządził.
Krope?
Zawistowski. Ty nic nie rozumiesz.
Markoniec go napuścił, a on nas wykończy. Po co te nerwy, chłopcy?
się i będzie spokój. Spokój? O nie. Teraz się dopiero zasnie.
Zemsta. Jaka zemsta, stary?
Załatwimy go.
Wykończymy Markońca, rozumiesz?
I co?
Masz to swoją zębę.
No ładnie.
Narobił śwint i jeszcze ci siostrę rwie.
Ten głupia. Nie wie, kim łazi.
Marek, ty wiedziałeś o tym?
Normalny nokał.
I co?
Zostawisz to tak?
Nie daruję.
Pewnie masz rację. Wiesz co?
Przyłączam się do was.
Załatwimy Markońca.
Zbariowałeś? Wstawaj, zaraz siódma.
Wyłącz to. Dziadka obudzisz.
Przecież z mamą miał ich na jakieś analizy.
To tak.
I wyłącz wreszcie to cholerne radio.
Mówiłem?
Dawaj wreszcie!
Co cię znów napadło?
Zdążymy.
Wie firma?
Wydaje się, że ja nic nie wiem.
Nic nie widzę.
Chorować możesz mamę.
Dziadka. O czym ty mówisz?
Dobrze wiesz, o czym mówię. I o kim.
Zadajesz się z byle kilku.
Co to znaczy, zadajesz się? No, co to znaczy?
Puść mnie.
A idź, przejrzyj się.
Zobacz, jaką masz teraz głupią minę.
Z byle kim.
A ty kim jesteś? Odczep się od niego.
Ode mnie też.
Wyjdź, chcę się ubrać.
Wyjdź!
No szybciej!
Zobacz, która godzina.
Rozmawiałeś z nią? O czym? No jak to?
A, nie, nie.
Gdybym miał siostrę, to bym pilnował, z kim się zadaje. Co to znaczy zadaje się?
O, może nie wiesz. No co, mam ich naskarżyć mamie, że Irmina się
Markoń, ty oszalałeś.
Cześć, ofiary futbolu.
Coś wam się wylęgło w tych własnych, mizernych dwojach? W jakich dwojach? No
tak, ty ich nie masz zbyt wiele.
Nie skoram.
Bez nas leżą w tym meczu. To się w pale nie mieści, żeby trzech chłopaków w
najlepszych meczu... Wszystko dobrze przemyślane, panie panie. Dura, co
przemyślane? To robota Markońca.
Przeciw naszej drużynie, a na korzyść przeciwnika. Jak to?
Markoniec? Markoniec. To ty masz pomyślunek.
To całkiem możliwe.
Ty, słuchaj.
Jednak interesujesz się piłką.
Teraz będziecie się kopali poza boiskiem. A to może być ciekawe.
Teraz dobrze, abyście się nie zmieniły jednak.
Możliwe.
Zawistotki, uważaj.
Dobre.
Szybko je.
Ej, panowie!
Kowal, co jest? Dlaczego nie grasz w niedzielę?
Zastanów się, jak chłopak może uczciwie grać w tym meczu, jeśli Markoniec
zdecydował, że go przegra?
Marek, wy rzeczywiście nie gracie?
Wycofuję dwóch najlepszych napastników.
Boi się, żeby w błękitnym nie strzelili za dużo goli. Bradzi z zawistostwem.
Nie wierzysz?
Zapytaj im.
Cześć, chłopaki.
Cześć.
Normalne śpi.
Markońcowi chyba odbiło.
Podkładać się tak na chamat? Dlaczego?
Przepraszam. Zapytałeś dlaczego? Czy może za ile?
Ty myślisz, że on... Ja nic nie myślę. To jest pewne.
To jest bordaj, to jest gradaj.
Przekupstwo. Maciek, idzie bohater.
Marek.
Widziałeś? Chłopaki połknęli haczyk. No, jest załatwiany, mówię ci. Poczekaj, do
końca jeszcze daleko.
Odechcę mu się jeszcze tych amorów. Andrzej! Andrzej!
Czekaj.
Lecz nie zobaczył nic poza ostrymi skałami.
Dzień dobry, powiedział na wszelki wypadek. Dzień dobry, odpowiedziało
Kim jesteście? spytał mały książę.
Kim jesteście?
Odpowiedziało echo.
Bądźcie mymi przyjaciółmi.
Jestem samotny, powiedział.
Jestem samotny, odpowiedziało echo.
Jakaż to zabawna planeta, pomyślał mały książę.
Zupełnie sucha, spiczasta i słona.
A ludziom brak fantazji.
Wejdź, Marku.
No chodź do nas.
Powtarzają to, co im się mówi.
W końcu jednak zdarzyło się, że po długiej wędrówce poprzez piaski, skały i
śniegi mały książę odkrył drogę.
A drogi prowadzą zawsze do ludzi.
Chciałam z tobą porozmawiać.
W nocy się śpi.
Dziadek mi mówił, podobno masz jakieś kłopoty.
To za szczególna troskliwość. Nie mam żadnych kłopotów.
Martw się lepiej o kogoś, kto już je ma.
I będzie miał jeszcze większe.
Nie rozumiem.
Nie szkodzi.
Jak z tobą rozmawiać?
Obrażony na cały świat.
Czy to wszystko, co chciałaś mi powiedzieć?
Nie.
Dziadek musi iść do szpitala.
Na obserwację.
Czy to coś poważnego?
Wiesz, co to jest?
Badania coś wykazały?
Jeszcze nie ma wyników.
Boję się, że jest bardzo źle.
Marek, bądź dla niego dobry.
Po co wy tam stoicie na tym skiedle?
A ty co tu robisz? Wyjdź do niego, jak idzie. Jabliście, kretynie.
Cholera mnie bierze. Po co wy tu stoicie?
Wyjdźcie do niego, przez całe boisko.
Zerwać my!
Przekupstwo! Zaraz chyba widzicie, co jest grane, nie?
Chował! Chował!
Przebieraj się!
Chodzisz w drugiej połowie.
Ja? Przecież nie ja. Nie zadawaj głupich pytań.
Widzisz, co się z wójtykiem dzieje.
Cześć. Po co to ona?
Widzisz, co się dzieje.
Rzeź. Totalna klęska.
Przecież o to wam chodziło, nie?
A czemu tu nie grasz?
Nie twoja sprawa.
Zajmij się czymś innym, siostryczko.
Właśnie się zajmuję, bratuszku.
Andrzej! Centowski!
Czemu podróżujesz? Ten głup chce stanąć na bramce.
No ale zrozumcie mnie. Przecież nie mogę im odmówić. Muszę pomóc drużynie.
To ja sprawa. Co mnie to obchodzi?
Co wy tu wyprawiacie?
Co to za konszachty?
Kowal!
Graj, musisz im pomóc.
Nie czekaj.
Widzę, że wam przeszkadzam.
Zocie.
Chciałaś się spotkać z Markońcem?
Bawcie się, beze mnie.
Idź! Ten mecz dla ciebie i tak nie ma znaczenia.
Tak sądzisz?
Wiem na pewno.
Już wtedy było postanowione. Nie jedna drużyna, ale reprezentacja Warszawy
pojedzie do NRD.
I wystrzej również.
Najlepszy to był drużyn.
Iwonicki i Markoniec po prostu zrobili to, żeby rezerwowi mieli szansę.
A dzisiaj jest selekcja.
Dlatego was nie wystawili.
Śmieszne, co?
Bardzo śmieszne.
Żeby chociaż zremisować.
Postaraj się.
A no o co chodzi?
Chodź, chodź.
Dawaj porce.
Nie mam.
Oddaj, powiedziałem. Dawaj porce. Z jakiej racji? Nie bądź taki cwaniaczek.
Oddawaj. Nie, odwal się.
Już. Ja nie frajer. Chociaż połowę. Bo pożałujesz.
Masz, ale na drugi raz. No.
Pewnie wójcik miał jakiś dług, nie?
Ale kmita powiedział oddaj połowę.
Myślisz, że... Nie wierzę.
On tylko do przerwy był na bramce.
To nie żaden dowód.
O, wychodzą, idziemy.
Chłopaki, chłopaki, szybciej, szybciej, szybciej, gaden!
Ty świnio! No czego, no?
Nie wiesz, kto nie gada.
Przedawałeś metr, wredniaku.
Marek! Co się stało?
Nie przejmuj się.
Czy dziadek... Czy dziadek bardzo jest chory?
Przyjdzie tu na obserwacje.
Harował całe życie, żeby utrzymać nasz dom.
Ty też pracowałaś.
Tylko na pół etatu.
Byliście za mali.
Ty miałeś rok, ja zaledwie miesiąc.
Co byśmy zrobili bez dziadka?
A lubił naszego tatę?
Chyba tak.
To wszystko tak szybko stało. Miałam zaledwie 20 lat, kiedy wasz ojciec
Dziadek mnie chyba nie lubi.
Może rozczarował się tobą.
Rozczarował?
A niby czego się spodziewał?
Żebym był taki jak on?
A skąd on wie jaki ja jestem?
Co wy w ogóle o mnie wiecie? Spokój się.
Przepraszam.
O, cześć. Nie zauważyłem cię.
Nic nowego. Zdążyłam się już przyzwyczaić. Patrz, dwa spotkanie.
Cieszysz się?
No pewnie.
Nigdy bym się nie spodziewał.
A co, ona chora?
Nie, nie chcę jej puszczać. Pełno psów. Zresztą smyczy zapomniałem.
Pożyczyć ci.
Ale łeb to ja mam od parady.
Chodź, Kaja. Ale numer.
Tak zawsze jest, że ktoś musi się pierwszy odezwać, żeby ktoś drugi mógł
odpowiedzieć. Proste i logiczne.
Co? Już cię znudziłem tym gadaniem.
Mówisz smacznie. Nie wiedziałam, że tak potrafisz.
I znowu sobie kpisz ze mną.
Oczywiście, że kpię.
Dlatego zapomniałam, że zachodzi słońce, idzie noc i czas wracać do domu.
Marek, zawsze wychodził z tym dziadek albo Irmina.
A skąd ty to wiesz?
Ja wszystko wiem, bo ja jestem czarownica.
Czarownica. A może...
Ja co dzień przychodziłam pod twój dom i patrzyłam, kto wychodzi z psem. Chyba
żartujesz. Oczywiście, że żartuję.
Pamiętaj, ja zawsze żartuję.
Czego ty właściwie chcesz, Marek?
Chcę wiedzieć, jest sprawa czy nie ma sprawy.
Myślisz o Mójciku i Kmicie? Nie tylko.
Myślę o tobie, o mnie i o następnych.
Daj mi spokój, nudzi mnie.
Ciebie to lubię.
W porządku, więc powiedz.
Przecież to ty pierwszy powiedziałeś, musimy wykończyć Markońca.
Nikt inny, tylko ty.
A potem kmita.
No i stało się. I o czym tu gadać?
Jest o czym.
Ciekawe. Przecież chcieliście tego.
Mieliście powody.
Tak wam się wydawało? A ty jaki miałeś powód?
No cóż, kolegom trzeba pomagać.
Zwłaszcza jeśli chcą coś zrobić, a nie wiedzą jak.
Pomogłem waszym szarym komórkom, żeby ta kiełkowała w nich jakaś myśl.
No i?
Załatwiliśmy Markońca.
I co?
Uważasz, że nie ma sprawy? Przestań z tą całą huśtawką. Jest sprawa, nie ma
sprawy. A jakie miałeś dowody przeciwko szwilinom Kmity i Wójcika?
Faktycznie, Kmita chciał, żeby drużyna przegrała. Powiedział, że i tak nie
wyjedzie. A Wójcik?
Wójcik miał ich cały ten wyjazd gdzieś.
Akurat w lipcu jedzie ze starymi do Jugosławii. Jasne?
Zwyczajna świnia.
Nie większa niż przyjaciel Kmitta.
I nie większa niż ty, prawda?
Tak. I ty, Marku.
Nie, to ponad moje siły.
I co?
Nie chciałeś mi wierzyć.
Może przyjdzie jeszcze.
Na pewno nie.
Kto? To Marconi.
To co robimy?
Rysujemy.
To najpiękniejszy owoc, jaki natura stworzyła.
Bo jabłoń to jest drzewo życia i miłości.
Istnieje na ten temat wiele legend.
Jedna z nich powiada, że kiedy na świecie niczego jeszcze nie było, rosła
jabłoń. Nagle powiał wiatr i strącił z drzewa jabłka, które rozpadły się na
części. Z jednej połowy owocu powstała kobieta, a z drugiej mężczyzna.
Ale ci wszyscy ludzie rozeszli się po pustym świecie, bo nie wiedzieli, że są
sobie nawzajem potrzebni. No i teraz szukają się, szukają po całym świecie,
wciąż się szukają.
I na tym polega życie.
Panie profesorze?
I zdarza się czasem, że odnajdą się na świecie te dwie połowy?
I co wtedy?
No, wtedy wiedzą, że są szczęśliwi.
Wtedy wiedzą.
Nie jest taka ładna. Kto?
O co ci chodzi?
Na obrazy nie mogę popatrzeć?
Podoba ci się.
Muszę cię zmartwić. Ona jest trochę... Skąd wiesz? Nie bądź złośliwa.
Wiem.
Marek, jak mnie teraz pocałujesz, to powiem ci, jak ona ma na imię.
Nie interesuje mnie to.
Rozumiem. Nie masz ochoty mnie pocałować.
Kaśka, nie wygłupiaj się.
No czekaj.
Więc jak?
No co?
I tutaj... Ewa. Co Ewa? No tak, ma na imię.
Markoniec, zobacz.
Słuchaj, idź go spytaj, co się z nim dzieje.
Idź, bardzo cię proszę.
A ty nie możesz?
Nie chcę, nie chcę. Idź, bardzo cię proszę.
No dobrze. Tylko, tylko nie mów, że tu jestem, dobrze? No dobrze.
Mówił, że matka chora. Ojciec wyjechał służbowo, więc rozumiesz.
Musi siedzieć w domu.
No chyba mnie nie bujał, nie?
A nie mówił, kiedy wróci, jak ze szkołą?
Nie, nie.
Krzewki dla nas oczami.
O, awansowałam. Szybko, czterydy chyba, lecę na piwko.
Co ty?
Widziałeś? Chora matka, nie?
To jest zwyczajny wykręt, rozumiesz?
To cię napadło.
Marek, zaczekaj, Marek.
Po co mnie bujasz?
Przecież twoi rodzice są na wczasach, nie?
Wrócą? I co wtedy?
A ty się wypinasz na budę.
To ty wiesz, Tom.
No więc powiedz.
Gdybyś ty miał takich przeciwników, nie tylko do kopania piłki.
Nie chcę ich znać.
A szkoła? Dobrze powiedziałeś.
Wypinał się.
Nie wrócę do nich.
Powiedział, że nie wróci.
W trakcie roka nie wróci.
Wiesz, rozumiem go.
No Marek, nie wygłupiaj się, no.
Marek, no!
To jest.
No powiedz w końcu, co zrobiliście temu chłopakowi.
A pomyślałaś o sobie?
A może to ty? To są inne sprawy i nie mają nic do rzeczy.
Zresztą, co ty możesz o tym wiedzieć?
Byłam dzisiaj u niego.
Dziadek mnie prosił.
To i dziadek wie o Markońcu?
O Marku.
Też daliście mu przezwisko.
I dlaczego nie chodzi do szkoły?
Opiekuje się matką. Jest ciężko chora.
Czyli wszystko w porządku, nie? Marek, ja mu nie wierzę.
A on Ci wierzył?
Był i jest po prostu kolegą.
Nie tak jak zanista?
Jesteś infantylny, wiesz?
Co się z nami dzieje?
Co ja mam powiedzieć dziadkowi?
Powiedz tak.
Marek nagle odkrył, że nie ma wśród nas czym oddychać.
Upadł i potłukł się.
Podstawiono mu nogę.
Rozumiesz? To jest o tobie, czy o tamtym Marku?
A jednak mu coś zrobiliście.
Ty? No to kto?
Marek! Marek!
Co się z tobą dzieje, Marek?
Jesteś zwyczajny głupek.
Ty nic z tego nie rozumiesz.
Wiesz co?
Jeśli Markoniec chce repetować klasę, to jego sprawa. A ty?
Tobie też to grozi.
Idioci. Jeden i drugi.
To wszystko?
To cześć!
Ja naprawdę staram się ciebie zrozumieć.
Skąd dziadek dla ciebie i Markońca?
Ale nie powiesz mamie?
Uczy prywatnie niemieckiego. U nas w domu.
Mój ojciec poddał ten pomysł. Nawet zorganizował grupę.
Dziadek jakoś dorabia do emerytury.
Chyba chce wam jakoś pomóc.
Widzisz?
Może są ważniejsze rzeczy niż strata jednego roku.
Może.
Nie wiem.
Już mi trochę lżej przychodzi.
Tak.
Gdy się człowiek robi starszy, wszystko nim po
trochu... To
teraz podam dziadkowi te ziółka, dobrze?
Ale cię wyczuł.
Marek!
Marek!
Więc proszę cię, Tadeuszu, będziesz pamiętał? Do prawdy, nie ma o czym
Chłopcy są ambitni, przysiądą.
Stary, nie widzę przeszkód ich pramotni. No to pan, życzę dużo zdrowia. Do
widzenia.
Nic wam nie powiem.
Piekielne marki.
Ale chyba wiecie, co mam na myśli.
Tak.
No to trzymajcie się, chłopaki.
Dziękujemy. Dziękujemy bardzo.
Chłopaki, zajmujemy tylko przedziały z napisem zarezerwowanym, dobra? No,
wchodzimy. Nie tak, nie tak, to nie boisko, spokojnie.
Spokojnie.
Marka krajowskiego ciągle nie ma. Oto smarka.
Jest. Marek!
Szybciej, szybciej! No szybciej, chcesz się tak uczyć? Szybciej!
Czekamy na ciebie.
No co ty myślisz?
Marek, tutaj, tutaj!
No już się nie posiada.
Życzę sukcesu.
Marek, popatrz na tego filozofa. Po co ten zawitowski tu przela? Chciał
to przyszedł.
Dworzec jest dla wszystkich.
Pewnie myślał, że Irmina cię odprowadzi. Albo chciał zobaczyć, w jakiej idealnej
zgodzie odjeżdżamy. Ja z Markońcem...
I z tobą, kmita.
No co, nie jest w porządku?
Nie jest w porządku.
Marek, leć do drzwika, szka tam czeka.
Wchodzimy, wchodzimy, chłopaki.
Gdzie ty się chowasz, Marek?
Szybko, póki ojciec nie widzi.
No, trzymaj się.
Nie martw się, jakoś to wszystko będzie.
Będziemy odwiedzać dziadka po operacji.
Co? Zwariowałaś? Jaka operacja?
Przecież to miały być badania.
No, ale potem operacja. Skąd wiesz?
Zawisowski mi powiedział.
Co ty?
Dowiedział się od Irmy.
Co ty żartujesz, Kasia?
Co jest?
Marek! Co je?
Marek! Coś ty oszalał! W porządku, kowal?
Dziadku, mam prośbę. Nie rozmawiajmy już o tym. Z domu wystarczająco mi nagadali
na ten temat.
Nie denerwuj się.
Dobrze, że chociaż Irmina pojechała na tę wycieczkę.
Trzy dni, ale trochę się dozeruje.
Wiesz, jak wróci, powiedz jej, niech tyle przychodzi.
Dlaczego? Proszę cię.
Będę do niej dzwonił. Co wieczór.
To jest męski oddział.
A poza tym...
Co za przyjemność. Szpital.
Chłopy się gapią.
Przecież widzę, jak na te pielęgniarki łypią ślepiami.
Ledwie oczy otworzą. Po operacji to już... Ale dziadku, czy to takie ważne?
Przecież Irmina... Są sprawy, przed którymi należy ją chronić.
Dziadek coś ukrywa.
Także przede mną.
Jesteś jej starszym bratem.
No i dlatego chciałbym znać całą prawdę. O czym?
Dziadek wie.
Ależ Mareczku, wierzę, o żadnej operacji nie ma mowy.
Po prostu zrobią badania, ustalą leki.
Juma!
Jumina!
Która godzina?
Dokąd ty się spieszysz, dziecko? Przecież są wakacje.
Irma wróciła?
Chyba żartujesz. Przecież wraca dopiero jutro wieczorem.
Ojej, spóźni się na pewno.
Pilnuj mleka.
Co ci stało?
Gdzie jest twoja siostra?
Na wycieczce.
Jak to?
Na pewno?
Sama ją odprowadzałam. A Irma?
Ona nie pojechała.
To ty nic nie wiesz?
No, z powodu dziadka.
Marek!
Marek, poczekaj!
Jak cię nauczył nosić klucz przy tyłku?
Jak było na tej wycieczce?
Normalnie.
Czyś ty zwariowała? Ile razy dziadek ci mówił?
Odsuń się. Chcę i będę.
Ładna wycieczka.
Zajstowski.
Trzy dni i trzy noce nie było cię w domu.
Milcz, szczeniaku. Nie wtykaj nosa w cudze sprawy.
Szybko, z panią Krajewską! Z panią Krajewską!
Dziadek, to nic nie mów.
Halo?
Tak, to ja, dziadku.
Wróciła zadowolona.
Wróciła zadowolona. Tak.
Nie ma jej.
Wyszła do koleżanki.
Miały pójść do kina.
Tak, do kina.
Ale wróci bardzo późno.
Dobrze, na pewno przyjdę.
Oto ci chodzi.
Słucham.
No słucham.
No i czemu się złościsz?
To po co za mną chodzisz?
Bo mi się podobasz.
Zostaw mnie w spokoju i twoją drogą. Proszę cię.
Dobrze, pójdę.
Tu się umówiłaś?
Niby z kim?
Przepraszam.
Idę do plastycznej zanieść metrykę.
Zgubili gdzieś przy zapisach.
Też chciałbym malować.
Niestety nie potrafię.
Uważasz, że to ma sens?
Co?
Malowanie również.
Ma sens.
Wierz mi.
Jak ci na imię?
Ja jestem Marek.
Wiem. Jesteś bratem Irminy. Dlatego tak na ciebie krzyczałam.
Nie rozumiem.
Nieważne. I nie mam ochoty ci tego tłumaczyć.
Ale... Sprawdziłem, jesteś na liście.
I już w liceum.
Zadzwoni do mamy, ucieszy się.
Nie musisz.
Matka dzwoniła.
Mówiłam jej.
Był tu ktoś?
Zawistowski.
Powtarzasz się, jakbym słyszała matkę. Był tu ktoś?
Był i co? Pewnie żałujesz, że nie zamurowałeś drzwi przed wyjściem.
Zrób to zaraz.
Zawistowski.
Halo?
Chwileczkę, zaraz jej powiem.
Katarzyna z siostrą chcą cię odwiedzić.
Nie. Nie chcę ich widzieć. Po to się wścieka.
Przecież one tylko chcą... Idź, leć do tej swojej Kasi. Opowiedz jej, jak
wyglądam. Pewnie pęka z ciekawości, czy bardzo zbrzydłam.
No idź, idź.
Halo?
Nie może podejść.
Nie cierpię was.
Kogo?
Was wszystkich.
Sama nie wiesz, co mówisz. Co to znaczy?
Wynoć się, bo usłyszysz coś, co będzie znaczyło.
No proszę.
Może w końcu dowiem się czegoś konkretnego.
Nie kocham naszej mamy.
Nie chcę.
Nie potrafię.
Możesz jej to nawet powiedzieć. Jest mi obojętne.
Rozumiem.
Nic nie rozumiesz.
W ogóle o niczym pojęcia nie masz.
Dlaczego ja nie mam starszego brata?
Przecież masz.
Staraj się zasnąć.
Lekarz kazał ci dużo spać.
Lekarz? Po prostu Sokołowski.
Stęskniłem się za Irmą.
Ona też chciała tu przyjść.
I co?
Nie pozwoliłem jej.
Dobrze, bardzo dobrze.
Chodzi na wace.
Nieźle już pływa.
Andrzej ją uczy?
Tak.
Słuchaj, Mareczku, nie możesz ty się przenieść do mojego pokoju?
Gnieździsz się tam w tej kuchni.
Mnie naprawdę jest tam dobrze.
Męski oddział.
Będą się chłopy gapić.
Brednie i zawracanie głowy.
Ja ci powiem.
Dziadek z innego powodu nie chciał, żebym przychodziła.
Z jakiego?
Otwórz ty oczy szeroko, braciszku.
Może wreszcie dojrzysz, co się wokół ciebie dzieje.
O, no przecież mówiłam Markowi, że przyjdę do domu zrobić wam kolację.
Kupiłam parutki.
Znów gdzieś wychodzisz?
Co się tak dziwisz?
Przecież jest okres urlopowy.
Mam nocny dyżur.
Sygnał jest.
Mówię ci, dziadek już śpi.
Przecież codziennie dzwoni.
Zaraz proszę.
Kto to? Jakaś dziewczyna.
Pokołowska.
Halo?
Cześć.
Nie, niestety nie wyjechałam.
Tak, jestem sama.
A, to brat!
Ale on zaraz wychodzi.
No to czekam.
Kto to?
Koleżanka z MDQ.
A dlaczego mam wyjść?
Musisz wyjść na godzinkę.
Chyba zwariowałaś. Teraz?
Po nocy będę chodził?
Proszę cię.
Pable weź na spacer. Przeleci się trochę.
No, zrób to dla mnie.
Babki, skacki.
U nas wszystko w porządku. A co u dziadka?
Dziadku, to ja!
Jutro do ciebie przyjdę!
Nie, nie krzyczę.
Mama? Nie ma, nie ma.
Chwileczkę.
Dziadek pytał mamę.
Dziadku, mama jest na dyżurze.
Nie?
Może na innym oddziale.
Ale na pewno tam jest.
A, jest mnie w humorze.
Poprzytykał się z Karką.
Dobrze.
To ty?
Ewa jestem.
Pytałeś kiedyś.
Wzmacniają mnie, żeby przy zabiegu osławić.
Zgodziłem się.
To jedyne rozsądne wyjście.
Tylko błagam cię, Mareczku.
Dobrze. Nie powiem Irminie. Ona ma dość zgryzot i
domu.
Proszę odłączyć panu kroplówkę.
Na dziś wystarczy.
Musisz stąd zniknąć. Będzie obchód.
Dziadku, czy doktor Sokołowski ma córkę?
Tak. To ja już... Jesteś już chyba mężczyzną,
więc pożegnajmy się, synku.
Nie. Nie!
Nie, ja tu zaraz wrócę.
Poczekaj, zaraz.
Prawdy, jaką ty chcesz prawdy.
Trzeba po prostu wierzyć w szansę.
Innej drogi nie ma.
Proszę, wejdź. Przecież już się znacie. Chciałem tylko spytać, czy schodzisz na
obiad. Za chwilę, poczekaj na mnie.
Mamo?
Chciałem ci coś powiedzieć ważnego. Tak?
Nie wiem, czy wiesz.
Ewa Tokołowska przyjaźni się z Irminą.
To jest jego córka, tak?
Nie mówmy o tym nigdy, mamo.
Wszyscy w tym domu prowadzą grę.
Dziadek udaje przede mną, ja przed dziadkiem.
I Marek, matka i... Zwariować można.
To jest nie do wytrzymania.
Każdy w inną stronę.
Przeciwko sobie.
Z nami jest inaczej.
Tak chciałabym wierzyć.
Tak będzie zawsze.
Co wy przede mną ukrywacie?
Nie! Powiedziałam nie!
Marek, przyjeżdżaj natychmiast.
On nie może poddać się tej operacji.
Nie wolno mu tego robić.
Pojadę tam.
Przekonam go.
Taktówka czeka.
Muszę zapłacić.
Zostaw. Andrzej pojedzie do szpitala.
On? Tak, on. Musi zobaczyć się z dziadkiem.
Tam dziadek takich nie potrzebuje.
Zresztą i tak go nie wpuszczą. Dam sobie radę.
Możliwe, ty nawet kominem wleziesz i się nie pobrudzisz.
A plamy zostaną na innych.
Marek, mówmy sobie wszystko, ale nie tak.
Nie wydaje ci się, że jesteśmy już inni niż dawniej?
I on, i ja... I ty.
Nie gniewaj się.
On poszedł w moim imieniu.
Jemu ufasz bardziej niż mnie.
Już mi kiedyś pomógł.
Pamiętasz tę wycieczkę?
Nie pojechałam na nią. Ewa wtedy uciekła z domu. To było po kolejnej awanturze
między jej rodzicami.
Szukaliśmy jej po całym mieście.
Znaleźliśmy na dworcu.
Andrzej zawiózł nas na jego działkę na Okęcie.
Żal mi jej.
Wszystkich mi żal.
I naszej mamy, i tamtego człowieka.
Ale rozerwałabym ich na kawałeczki.
Za to, że mi ich żal.
Że znaleźli się w sytuacji bez wyjścia.
Za to, że są nieszczęśliwi.
O wszystkim mówimy, a teraz...
Najważniejsze to przecież... O czym tu mówić?
Wszystko jest jasne i proste.
Co możemy zrobić?
Weźmiemy to na siebie. Jak?
Będziemy się uśmiechać.
Do końca.
Nie odpowiedziałaś mi.
Lekarze dają miesiąc.
Może dwa.
Operacja nie daje żadnych szans, ale... skraca cierpienia.
I dziadek o tym wie.
Ten ból jest nie do zniesienia.
Ile można brać zastrzyków, żeby go uśmieszyć?
Mamo, czy on się teraz boi?
Czego?
No wiesz.
No, każdy chyba się boi.
Nie, nie każdy.
No co?
Który następny?
Daj mi go.
Ale śmieszny.
Ty małe. No co?
Tego damy Zawistowskiemu. Miało być dla Markońca.
A co? Marek się zgodził?
Jeszcze był u niej w brzuszku, a już się zapisał pierwszy.
No co?
A tego groźnego Brytana ciebie też oddamy, wiesz, mały, co?
No co?
Marek, nie rób ze mnie idiotki, dobrze?
Całe lato siedzicie w mieście, na ławce?
Na różnych ławkach.
Zielonych, brązowych.
Głównie w cieniu.
Czasami spacerujemy.
Rozmawiamy.
Jesteś normalnie stuknięty.
Pięć tygodni cię nie widziałam i po minucie mam już dość.
Idiota. Nie sądzę.
Cześć.
No, no. A ja myślałam... Źle myślałaś.
Andrzej. Andrzej, przecież to jest takie proste.
Czego ty mi wciąż nie możesz darować, Marek, co?
A więc sprawy Markońca, tak?
No nie wiem.
Nie mogę przestać o tym myśleć.
Czuję, że coś... A ty myślisz, że co? Że jak głośno o tym nie mówię, to... to
spłynęło po mnie jak woda po kawce?
Wiesz, co w tym jest najgorszego?
To jest to, że nie można niczego cofnąć.
Mówię, ci było uroczo.
Zaprosiłam Krzysztofa do Warszawy na święta. Tak?
Świetny chłopak.
Dobrze tańczy, a jak pływa.
On tam był ratownikiem.
Chcesz? Mogę ci go odstąpić na parę dni. Na przykład na Sylwestra. Nie,
dziękuję. Nie?
Dlaczego z nami nigdy tak nie było?
Jak z kim?
No, z Irmą Izawistowskim.
Dopiero kiedy na nich patrzę, to widzę, że ze mną nigdy tak.
A z tobą?
Zmieniło się coś, nie?
I tak ci nie powiem, wiesz.
Ale powiem ci coś innego.
Nie dzwonisz do mnie.
Dlaczego? Marek, co ty?
Mówię poważnie.
Może masz rację.
Doktorze Smiley?
Co się stało? To ty mi powiedz.
Czego chcesz?
Kto mu jest?
Po prostu upadł. Nic poważnego. Gdzie jest Smyth?
Czekaj, zaraz się skończy. Pytam, gdzie jest Smyth?
Abla, na spacer.
Abla!
Bardzo lubię pociągi.
Nawet, kiedy mnie tylko mijają.
Chciałbyś gdzieś wyjechać?
Marnujesz wakacje, a nikomu to i tak nic nie pomoże. Nikomu.
Tu też można przecież spędzić lato.
To nie to samo.
Irma też traci wakacje.
Gdzie ja was teraz wyślę?
Mamo.
Ty się martwisz takimi sprawami?
Poobraź sobie, że właśnie takimi sprawami się martwię.
Mamo, to ty powinnaś wyjechać wziąć urlop, choćby na krótko odpocząć. Co
ze mnie? Co ty mówisz? Ja wam w ogóle nie jestem potrzebna? W ogóle?
Uspokój ją, bo oszaleję.
Czemu skamlesz, sunia?
Prosisz o przebaczenie?
A jaka tu jest twoja winna?
Przestań cię wygłupiać. Przecież mnie to zwolni. Marek!
A kto ci powiedział, że nie jesteś nam potrzebna?
Że nie jesteś nas warta?
No kto ci powiedział?
Irma, dziadek? A może ktoś jeszcze inny?
Przepraszam, mamo.
Mamo, przepraszam.
Mamo, przepraszam.
Przepraszam.
Tak, przygotuję jeszcze jeden dastryk.
Będzie tatuś dobrze spał. Dobrze?
Danusiu, był telefon zamiejscowy.
To on dzwonił.
Nie rozumiem, po co?
Pytał jednak, czy nie przyjedziesz.
Prosił o to.
Powinna się zadzwonić.
Nie byłeś w szkole. Stało się coś.
Z twoim dziadkiem.
Poszukam Irminy.
Wchodzi tu gdzieś od rana.
Muszę jej powiedzieć.
Zabiorę do domu.
Poczekaj, pójdę z tobą.
Nie.
Muszę tam.
Marku, może jej będę potrzebna.
Przyjdę tu jeszcze kiedyś.
Chcesz?
Poczekam na ciebie.
A potrafisz czekać? Tak.
Nawet jeśli trzeba będzie czekać długo?
Nawet. A jeśli okaże się, że nie było warto?
Nie mów nic.
Nic nie mów.
Spójrz, jakie piękne, dojrzałe.
Pokaż, co tam masz.
Pokaż mi.
Znalazłeś go sam, prawda?
Tak, sam.
Weź.
Już ci wystarczy.
Reszta jest dla tego dużego chłopca.
To jest mój starszy brat, wiesz?
On też lubi kasztany.
Wszyscy je lubimy.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.