Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Co babi blatkiem z moich krat. Próżno wzywają serce
nasze, Gdy ona nie chce dotrzeć do nas.
Dawić prośby, stoi błagania, Więc po co próżno tracisz
czas?
Do innego się serce skłania, Choć spojrzał na mnie tylko
raz.
Jak tam, Jure?
Po zamku?
Nie huf, nie huf, nie
huf.
Do jutra.
Dzień dobry.
Dziękuję.
Panna Nina?
Ja.
Już ja.
Ależ to poszło błyskawicznym zębiem, kiedyż to przeniesiono ze wsi do
cieplarni. Pan utył.
O.
Pani musi być silna.
Jaki pan słaby.
Ta dama, której pan się tak przypatrywał.
Och, jak ja jej nie cierpię. Za co?
Pewnie jest sztuczna. A wy ją wszyscy może adorujecie?
Wszyscy może.
Ileż to panna Nina ma lat.
A pani domu, baronowa Helena.
Ta jest naprawdę piękna.
Co to było z nią i z tym poetą?
Z Wojdą?
Nie wiadomo.
Dwa lata temu na takim jak dziś zebraniu przyszedł tutaj.
Do tego pokoju chodził długo.
Nalał sobie wody z tej karafki.
Nalał wody.
Połknął.
Coś wyjątego z kieszeni i popił.
Wsiadł tu.
Tak, na tym krześle.
Nie, niech pan przestanie.
No, i co było dalej?
No, siadł tu, na tym krześle.
A tam na sali grano jakiś kawałek. No, rozmarzenie, więc mu się głowa...
Tak w tył odchylił.
No tak.
A z talonu tymczasem wymknęła się piękna pani i przysiadła się do niego
romantycznie. Niech pan zostanie.
I co było dalej?
Piękna pani poczuła szybko, przy kim usiadła i...
Pierwszym jej uczuciem był pewnie wstręt.
W drugim strach. W trzecim grozę, że z
człowiekiem z nami tak szybko to może się stać.
No i wtedy oczywiście zemdlała.
Po odzuceniu się
Rozpaczała. Otrusie dla niej?
Dla pani Heleny?
Dla niej?
Co?
Ja nic nie mówiłem.
Dlaczego pan tak patrzy?
Ja nie wiem.
Czy ja coś powiedziałam?
A może co złego?
Tylko ze mnie wyciąga... Liszka.
Policzki ma panna Nina jak jabłka.
Niech mu pan poprawi rękawiczkę.
Jak to wy wszyscy jesteście?
Nieznośni. Wszyscy.
Zawsze się ze mną drażni, jak wtedy na wsi. Zawsze mnie tylko na słówkach
przyłapuje niejedno. Nie zaskoczę, bo ja sobie nic w głowie nie układam. Mnie
wszystko samo przychodzi. Uwierz.
Ludzie.
Oni byśmy wyglądali potem.
Potem?
Potem o tym nie myśli się przedtem.
Chciałam pana uprzedzić. Przyjeżdża z Paryża. Już wiem.
Nieboszczka moja ma tu dziś śpiewać u pani.
Więc wielkiej twiej dobroci wolała pani uprzedzić, żeby mnie nie przepraszyło.
Wspomnienie postarzało.
Takie przyjaźni nie umierają.
Nigdy.
Najlepszy dowód, że pan przyszedł dzisiaj.
A to do postarzenia się pańskiej byłej miłości czeka pana miłe rozczarowanie.
Ona ślicznie gdzieś wygląda.
Bardzo jestem ciekawa tego waszego spotkania.
Panie, jeszcze nawet wiek nie minął.
Kiedy w takich salonach niewiasty zwracali się do mężczyzn z zapytaniem,
żbać pan armat?
Jakież tu dzisiaj inne prowadzone są rozmowy. No więc, ile
żbać pan tych armat w domu, profesorze?
Dawniej ludzie przychodzili w takie miejsca, bo kontakt duchowy,
rozpłomieniały się serca i umysły.
przyrozumień w dzienniku kobiet.
Żyjemy w czasach bardzo niermacnych, mój panie.
A męscyźni, niech się pan przyjrzy ich dzisiejszym namiętnościom. Paryż,
Londyn. Wielka kariera.
Piękna kobieta. I co za głos.
Poznali się na Policji.
Nośniała, zmieszczaniała, herena z komirowskich baronowa nibem.
Już nie ci, co armaty zdobywali, królują w marzeniach, lecz artyści.
Zdjęcia i montaż
SZĄSĄ ODITOREROS KARMENI
Dziękuje za uwagę.
Jedno spojrzenie mojej niebożczki, a ja... Uciekłem.
To właśnie ten bogacz.
To ten, który ma dać pieniądze.
Nasz gość z Krakowa, profesor Wagner.
Panowie, naprawdę jestem zaszczycony.
Te zebrania w tym domu są słynne.
No i zawsze mają za temat sprawy publiczne.
Chcemy być sami. Rozumiem.
Obecne kłopoty rządowe w czasie, kto wie, czy nie przełomowym, czynią rząd
bardziej ugodowym w sprawach wewnętrznych.
Dla nas to dogodny moment do działania.
I tak na przykład rozmowie...
Z pewnym miardajnym czynnikiem w Petersburgu wyniosłem wrażenie, że pewna
inicjatywa społeczna w zakresie użytku publicznego nie natrafiłaby na zbyt
silny opór u góry.
Miano wprawdzie na myśli herbaciarni i przytułki, ale przy
umiejętnym i zręcznym argumentowaniu...
można naprowadzić pozwolenie na muzeum sztuk
pięknych, o którym wielokrotnie była mowa w gronie szanownych panów.
Panowie!
Panowie! Panowie!
Panowie! Wszystkie cywilizowane narody...
Mają swoje troski, a pierwszą ich troską jest... Nie wystarczy nam czasu na
wysłuchanie interesującej skomunikacji.
W takim razie wycofuję się z moim referatem.
Rozważajmy raczej projekty działalności społecznej.
Fortuna w rzeczach publicznych dobrze użyta.
Całemu narodowi pomaga, a jego dobrodziejom chwały i godności
Gdy głód w Polsce panował, otwierały się pańskie spikrze.
Otwórzcie duchowe spikrze, dobrodzieje nasi.
Użyczcie książek ludowi, dosyćcie grosza.
Stwórzcie bibliotekę.
I niech wam Bóg fortunę podwoi oraz w tym i przyszłym życiu nagrodzi.
Amen. Pan trybuje się w Paryżu. Pan również zajmuje się nauką.
Tradycyjne to kolumny polskiej oświaty. Pańska i mieszczańska łaska.
Ba!
Baba.
To także owoc pańskiej łaski. Pan hrabia wysłał tu do szkół. W imieniu uczącej
się młodzieży protestuję.
A idziesz pan do stupar diabłów.
To są sympatie mojej żony.
Jestem przyrodnikiem, asystentem stacji biologicznej na Morzu Białym.
Korzystając z tak szczęśliwego trafu postanowiłem rzucić taki projekt.
Od kiedy stopa pana Arstowskiego dotknęła lodów
podbiegunowych, moim marzeniem stała się...
Ekspedycja w rejony arktyczne. Nie wątpię, że znajdą się wśród nas ludzie
nauce oddani i hojni, których zafascynuje pomysł, aby sztandar
narodowy załopotał na biegunie kuli ziemskiej.
Bóg śpiewa z Boga.
Brak nam zrobienia parlamentarnego.
Panowie, panowie, dyskusja się rozprasza. Proszę o głos w sprawie
To, to muzea, a w nich sztuki piękne. I jeszcze ktoś skoczył w regiony
arktyczne. To są, panie, na dziś regiony arktyczne. Te wasze sztuki piękne i
muzea. Śmierdzi wstyd. A zrób, który wyprawę na powiat.
Popatrz, powąchaj.
Sprawa kraju musi być chyba sprawą nas wszystkich, nie?
A to drogi, a to szosy, a to spławy, a to melioracje, a to kredyty rolne.
Oto dobro publiczne. Jest nad czym głowę suszyć.
Szanuję młodzież i ja, ale gdzież męże do rady?
Czasem człowiekowi za własny naród wstyd.
Prawda, prawda, prawda.
Krowy.
Co?
Dujki też widzę.
Boję się tylko, że chcą nas wydoić do dziurawej beczki.
Zgody między nami, panowie, nie będzie.
Gadaj, który z panów.
Wiesz lepiej.
W muzeum nic nie będzie.
A skoro już mowa o sprawach publicznych, pozwoli sobie prawie przedstawić kilka
ziaren, nie powiem lichych, ale drobnych, rzucanych z wiarą w tę
naszą ubożnioną lebę.
O, ale tański pismo dla spółki. Ale przecież służba i lokalizm pojawią
osiągnięcia w rozwoju I Związku Ludowego.
A niestety, jako Pińskiego zaczatków Wielkiego Sejmu, oby teraz
było inaczej.
Każdemu z nas powinno zależeć na przychylności tłuszczu, która go
No to bitemko podprzymywane dolim groszem od najbiedniejszych
będzie musiało niestety upaść z powodu braku środków. Rozumiem.
A nim opadną mi ręce z krykrością,
pamiętając... pamiętając...
innych księży.
Zwracam się o wspomożenie.
Tylko prosiłbym o bezimienność.
Bo właściwie co ja mam ze służącymi? To jest nawet rigolo.
Zresztą nie mogę, uważa ksiądz, ze względu na mojego kamerdynera Józefa,
jest widocznie innych przekonań. Bo przemyca mi nieustannie jakieś odezwy
między lidami.
O, nie wiem.
Zresztą najpoprawniej udaje starego sługę i analfabetę. To obojętne.
W następnym numerze dzwonka ukaże się najwdzięczniejsze podziękowanie.
Niby dla uczczenia pamięci.
Na wlecenie nieboszczki hrabiny matki. Właściwie. Nie, nie. To jest lepiej na
imię nieboszczki ciotki. Raz jeszcze.
raz jeszcze dziękuję.
To w zasadzie ja, ja dziękować powinienem.
Panie Bukowniku!
Tym ludźmi tutaj nigdy nie zażyjesz.
Coraz tu grzeczniej między nimi i coraz bardziej blisko.
Każdy jak robak w tych gminach na biedności swojej pod ziemię chowa.
Patrzysz, życia nie widzisz.
Słuchasz, westchnienie usłyszysz tylko.
Jak na cmentarzu.
Toż mówię.
To jest u mnie cmentarz.
On ciągle nastaje na mnie.
Po co ty, papa, lejdziesz do mnie?
Przez wieka człowiek do ludzi.
Ileż to już lat jełosi?
Od powstania 63.
Jacek swój zepsuł?
Waszego się nie nauczył?
Śmieję się, że nie.
Nie lubi nas.
A czwart jego wie, lubi czy nie lubi. Tu
on się rodził, tu wychował.
A obcy dla was.
Młodości życia nie czuje on w was.
O co?
Gdy ojcowie współczuwać zaczynają, synowie lekceważą.
Zwykła kolei.
Oj, ty w ten głos.
A szlachtę, a honorze, połestę, tak?
No ja znaję.
Aż dziad generał napoleonski był.
Jasna. O Bogu, dzięki, że poznałam.
O ty, panna, zrobiłaś się tym czasem, a? Ileż to lat tam na wsi, hm? Sześć.
Wieczność cała w tym wieku.
Od dziecka to była kobieta stała.
I te noci.
Dla kogo wsadny, dla kogo niespodnajny, a komu co wieczność.
A dla mnie ważne, jak życie, jak
młodość.
Ach, radości w życiu jak najwięcej.
Ochoty w życiu jak najwięcej.
Bardzo lubię, kiedy mężczyzna pali w zegarach.
Jaką ja sarmę przybawiłam do nas.
Państwo śmieją się ze mnie?
A właśnie, że poproszę.
Czy pani byłaby zazdrosna o swoich chłopców?
Ja nie mam.
No wiem. Czy jest pani zazdrosna?
Ja bym się z panią nie podzieliła moim, gdybym miała. Nie podzieliła. To
wspaniałe. Dlaczegoż to nie?
Bo...
Tak.
Tyle pani prosiła, a pan Scholz nie chciał pokazać. W Elaban kupiłem ten
broloczek.
Byle głupotwa złoży za haczyk.
Bo to najczulszy nerw w kobiecie.
Nerw ciekawości. Te kobiety.
Ale to oburzanie się na wszystkie kobiety powiększa tylko pani własną
Ten bryloczek.
Pani wyrażała pewne zaciekawienie.
Ja nic nie mówiłam. Ja tego pokazać nie mogę.
No chyba tak na dłoń, ale nie w pół droni pod światło.
Zrażnią kobiety jak koty.
Jak kotki.
Jeszcze nigdy nie widziałem pani oczu.
Pani ma zawsze przymknięte powieki.
Ja nie mogę znieść tego spojrzenia.
I tych Pana, uch, włosów, ostrych, szorstkich, długich, właśnie jak u kota.
bym Pana biła.
Ale jestem prawy.
Teraz niech mi pan pokaże ten brelok.
Teraz ja chcę.
Ach, szczypskie to bydło!
Na ciekawy świat, a? Jak suroka grzata!
Ach, owo zdążały, zerwane bydło!
Ach!
Czemu ty nieróżnica?
Zażęła byś ty.
Dusza. Kukowniku kochany.
Obecny u nas korespondent Berlinski jest pośrednikiem kapitalistów niemieckich
interesujących się komunikacją u nas. Dokładniej koleją okalającą miasta.
Nie chodzi o sprawy finansowe, ale o poparcie władz.
Wprawdzie koncesja została już wydana w spółce obywatelskiej, ale może władzę
dopuszczą do tej nowej kombinacji berlińskiej.
Założyli spółkę obywatelską.
Tylko skąd dziś u tych jasnie panów te miliony brać?
Niemiec przyjść musi.
Będą więc zdrawi. Jest baron.
Może być i ruski pułkownik. A mój pułkowniku kochany. A w Siami przecież
obdarzył.
Pułkownika tam gdzie będzie? Mój pułkowniku kochany.
Jest i sprawa druga.
Ludzie zaangażowali się w te place w Śródmieściu całymi majątkami, a o ulicy
słychać.
Zresztą i pułkownik masz tam przecież swój udział.
Tak przecież wymieścił ów cisberii.
Należałoby tę sprawę pchnąć argumentacją, jaka najlepiej trafi
przekonania. Na przykład, że ulica otworzy
okazałe perspektywy na cerkiew.
Uuu... Pojął ja, pojął.
Mój pułkownik kokardy.
Pułkownik kokardy. Ja wszystko pojął.
A ty mój zaskowity ołb, jakby ty jego pogłaskał ty.
W żonce twojej powiesz oj.
No czuć z tobą.
Jakie pan każe? Ja nic nie każe.
A ty w wojsku spłonął, ha?
O, obraził się za ty.
Wszyscy my to tacy. Honor!
Dziad wie?
Pan Michał Komorowski.
Dwadzieścia komiojców swojemu kraju, wszystkich wojwarcznych wyprowadził.
Wielkim pocztem szedł do lasu pan Michał Komiorowski w 1963.
A fantazję miał pańsko.
List do nas grzeczny po francusku napisał
raz, trzy goły.
A kozaków w kąpieli przyłapałby i jeńcami chciałby się zmieniać.
Główno, komandoszcze, a na dokazy
włosy znaleźć.
Gdzież to Lasotec?
Gdzież to Lwów?
Ktoś by dał miary.
Rzezygnałski.
Idź, idź, idź.
Panowie, to jest to, czego nam było potrzebne.
To jest?
Zobacz.
Myśli nowoczesnego Polaka.
Kilka mądrych zdań.
Za mało w nas czynnej miłości ojczyzny na to, ażebyśmy mogli dla niej wolność
wywalczyć. Czynnej miłości, panowie, czynnej. Wszystko to polskie.
Jest moje i tego się wyrzeć nie mogę. Jesteśmy narodem z wybaczonym sposobem
politycznego myślenia.
Odwiedźcie. Niedolęctwo nazwaliśmy szlachetnością, twórzostwem odwagą, a
wroga działalnością obywatelską.
Jeżeli rozmawiamy od Moskwy, jeżeli zgodzimy się, że w Moskwie ma rację,
że trzeba nam... A ja się nie zgadzam.
Po raz kolejny, panowie, dajecie to. Jednak nie potrafimy się porozumieć.
Dzień dobry.
Jak Pani cudownie tańczy.
Jak Pani życie.
Ja tak dawno nie widziałam ludzi pogodnych, że mam wrażliwsze spojrzenie
wszystko.
I się Pani nie gniewa.
Tak czałam, tak od ludzi odwykłam.
Zanim w świecie bym tu nie przyszła, gdyby nie Helena, która mnie prawie siłą
ten wieczór ściągnęła.
Ale prawda, jaka Helena jest piękna i jaka wspaniała.
Gdzie pani właściwie była?
A dnia dopiero wczoraj puszczona.
Zamalców z ulicy.
Polskiego ich uczyłam.
Dzieci pani uczyła?
Dzieci? Oni chyba nigdy dziećmi nie byli.
A jak tam jest?
No jak?
No w więzieniu.
Wie pani, właściwie źle to było tylko przez pierwszych kilka tygodni, dopóki
nie podegregowano. I po nocach.
Czata mi oczywiście w nocy otworzyło i...
Wpychano taką z ulicy, wie pani, a ta pijana strasznie klnie, a za chwilę
opowiada coś wesołego.
Czasem bywało, że położy się tuż obok. Wtedy całe ciało zamierało mi ze wstrętu
i obrzydzenia. Potem znowu drzwi się otworzą, biorą na śledztwo. Często w
brali.
Taka dzisiaj jestem rozdrażniona.
Strasznie niemądra jestem.
najcudowniejsza, jaka jest na świecie.
Ale tak źle było tylko na samym początku.
A potem jak mnie przeniesiono, to siedziałam już sama.
A jak się do szpitala dostałam, to już było całkiem doskonale.
Do szpitala?
Jak przychodziła gorączka, to mnie prześladowało wspomnieniem jednej
wiesz, żeby pani wiedziała, jakie te kobiety są straszne.
Które? No, prostutki.
Taka ciężka, otyła Mańka.
Jej narzeczony bił ją strasznie.
Zabierał jej wszystkie pieniądze, które zarobiła. To ona naprzykrzała mi się ze
swoją opieką.
Usługiwała, zabiegała, ale ciągle rozmawiać chciała. I pytała, po coś pani
w tę robotę. Więc ja jej tłumaczę.
Prosto, jak umiem.
Ona słucha, pozwala tak mówić z pół godziny.
głową potakuje, a potem klepie mnie po ramieniu i mówi mnie starej, nie mogę
powtórzyć, będziesz pani mówiła, za facetami lazłaś w tę robotę, albo przed
zapędzona.
Każda kobita, cokolwiek w życiu robi to przez tych, nie mogę powtórzyć, przez
tych, przez tych drań, bo my same siebie to nic, albo za mąż się dać, albo się,
tylko tyle.
Potrafimy z siebie.
No tak.
Attention, madame, messieurs, allons danser polonais.
Madame, messieurs, madame, s 'il vous plaît.
Panowie, proszę, panie, bardzo proszę, proszę bardzo.
Danser, danser, danser.
Proszę bardzo, panowie, proszę bardzo.
Dance, dance.
A bien, a bien.
A
więc,
madame, messieurs, prosimy do stołu.
S 'il vous plaît, s 'il vous plaît.
Proszę bardzo, proszę bardzo.
Toż to taki?
Dziad pani domów, stary Komierowski.
Major.
Że też taki żyje jeszcze.
Majo, wojsk polskich. Kampanię w 30 roku odbył jako młody oficer.
Majora dosłużył się na Węgrzech pod Bemem.
Pod Bemem? Za Garibaldiego niosł wolność Neapolowi, tam ranny.
Brał udział w 63 roku w Polsce.
Bił się jako ochotnik w wojnie francusko -niemieckiej, a zaraz potem walczył z
armią wersalską pod generałem Jarosławem Dąbrowskim.
I
tak
jemu można było wrócić tutaj?
Czad, major, sam brat.
Kto wie, może on taki sam?
A przodkowie jeszcze pod jeną czy samosierą?
A dawniejsi może i kremy już dobywają?
A ty mi z tą łapą tutaj w białych pierczatkach nicianych pod bok nie leć,
to!
I nie gadaj mi w kółko to samo na uczeniu.
Po francusku jak mało, to interesuje.
O,
dwojciec Staisławowicz, niech poradzi. U niego po przodkach
piwnica sławna.
Radzę.
No, dawaj.
A o czym to paniątkę myślą?
To zupełnie co innego.
Dostojna pani!
Pozwól, czcigodna pani, która chwałę imienia polskiego po świecie roznosisz,
abym w twoje ręce wypił na cześć polskiej sztuki!
przez nas wszystkich ukochany tu obecny poeta przeczyta wiersz okolicznościowy
na powitanie naszej dziwy.
Zwykły wiejścik, a może i kozek nawet.
Niech czeka na schodach. Ale to bardzo ważne.
Ze sztabu generalnego.
Gdybym był młodszy, biłbym mnie wino. Pardon.
Żebym nie doszła ze stawu, prosto z Moskwy.
Wajna!
Pan służył w moim pułku. Nas pierwszych wzywałem.
Za ptach ujeżdżałem.
Takiego ładnego chłopca nam zabieracie?
Mundurze będzie mu do twarzy.
Wojna Japonia napadła na Rosję. Wojna Japońska?
Nieelegancko, bez pożegnania.
No, ja tu parawan dla was w potrzebie i z wyrachowania waszego.
Tak jednakże chwili, być może dla mnie ostatniej, u nas
z krzyżem i koną błogosławioną tych, co idą.
Toż fajna.
U was zwykli pożegnania takie, tych, co szli w pole, żeby nie wrócić.
Inaczej oni szli i z inną wolą, a jednak instynkt
krwi waszej przebił się i do mnie obcego.
Ja mam do pana tylko prośbę. Dziad mój, który...
Myślę, Ani, sercem z wami być nie może. Chciałby... Powtarzam jego słowa.
Chciałby panu rękę uścisnąć.
Powtarzam po raz drugi jego słowa.
Że rzecz wojenna to całkiem co innego.
Więc... Może pana w skali za zły mnie weźmie ze względu na dziadka wiek, że
uśmieli się prosić go o ciebie.
Galina Pawłowna, nie obrażajcie we mnie.
Pani baronowo, no i po cóż to ciągle? A to nie fatygować, a to ośmielam się
prosić.
Toż kęzijek jest, jedno wasze tło o startkę.
Gdzie on?
Tam, w starej galerii.
Chrupiociarni znaczy się.
Dzień dobry.
Dzieciu!
Tak,
tak.
Czapki. Jak zdejmują czapki, tylko niebić.
Niebić nie trzeba, bo zabijać można.
poskoczę na ulicę, bo gotowi zdać.
Ja nie patrzę źle.
To bydle.
To bydle.
Trzyma wciąż w pogodowie tę krawkę.
Pamiętasz Wojdę?
W tej karafce wciąż stoi trucizna.
Pamiętasz, Bolku, jak do nas po raz pierwszy przyjechałeś na wieś i jak ja
tobą chodziłam wszędzie jak z cień.
Dośladowałam wszystko, co ty robiłeś.
A jak rzeźbiłeś w drzewie, to ja siedziałam obok, zapatrzona cała w
robocie, z niepokojem w oczach.
A jak... A jak klełeś, to ja klełam słowo w słowo.
A jak ci się coś nie udawało, to gniewałeś się na mnie bardzo.
A jak ci się udało, to gwidałeś.
A potem, kiedy wakacje się skończyły, wsiadłeś na bryczkę do dowolony
taki, że jedziesz do miasta.
Tam jeden na tylnym siedzeniu.
Mężczyzna taki.
Jak ja to wszystko doskonale pamiętam.
I pojechałeś.
Pamiętasz?
Zapomnij o niej.
No, popatrz na mnie.
Uśmiechnij się.
Proszę, drogi mój.
Zostaw mnie.
Ja jutro idę na wojnę.
Jutro. Jutro.
Kolesław, jak ja was tu znam.
Tu wcale nie ma uczuć męskich. Tu jest tylko sentymentalizm.
Patogbolesny cynizm.
Wszystko tarcze.
Trzeba się foką rodzić, żeby móc pływać w tej zimnej atmosferze.
Oj, te wasze tu namiętności.
Boże, jak ja tu tonęłam.
Jak ja tu beznadziejnie tonęłam.
Tam na świecie szanują mnie moi kochankowie. A każdy jest dla ludzi
Przyjeżdżam tutaj po latach.
Rozpytuję.
A każdy jest najdoskonalej niczym.
Ale za to tęsknię.
I dokąd cię ten smutek zaprowadził?
Chciałeś się mścić nad czymś, co już dzisiaj dla ciebie jest obojętne?
Co już dawno zwiędło.
No.
Powiedz chociaż słowo.
To ja.
Wojna. Na
nogach to je wody.
Pan pułkownik mnie nie poznaje?
Komierowski, brat Heleny.
Ja i przewidywał, że tam na ulicy coś złego stać się musi.
Miałem broń, ale to dzieci.
Oni do mnie za nie zdjęcie kapelusza.
Sam ogień młodych dusz znalazł u Pani Komielowskiej i poparzyło.
Ciekawe, jak tu wszystkich do broni ciągnie.
Z tego materiał wojenny dobry być musi.
Do jutra.
W koszarach.
Wolności!
Wolności!
A wam wstyd, panie Komierowski, w takie uliczne wojowanie
leźć. Takie to i wojowanie nasze.
O co ja chciał tobie powiedzieć, panie Komierowski?
Jedź z nami ochotnikiem na tę wojnę.
Wiem ja, co duszy trzeba.
No i na politykę.
My Słowianie, wy Słowianie, a tam Japończyk. Ot, major!
Ten się dyplomatów nie pytał.
Gdzie się tylko bili?
Sam lazu?
No zresztą, czwart, na plewać na to.
Żyją ludzie w swoich, w cudzych duszach.
Bo dzieła męskiego nie ma.
Jeszcze raz ja tobie mówię.
Jedź z nami na tę wojnę, panie Komierowski.
Zdjęcia i montaż
Wiesz,
dziś wieczorem oddałam się.
Przyjść to i tak musiało.
Najpierw...
Najbardziej rozbawił.
Potem najbardziej roztkliwił.
I najbardziej przeraził.
Rozbawił, bo zdałam sobie sprawę, żeśmy już nie dzieci.
Wzruszył, bo go zabierali na wojnę.
A on tam zachował się jakby w wieże.
Powiężuj mi pierwszej miłości i dość woską milicz.
Co ty wyjeżdżasz?
To więzienna piosenka.
Ty też to znasz.
Zostaw mnie.
Ja bym teraz coś złego komuś mogła zrobić.
Komu? Wszystko jedno komu.
Wszystko biedno za co?
Ja nie umiem myśleć potulnie.
Przestań, nie pochwalaj się.
Kto? Zabrałem.
Gdzie są żelda? Przed pokojem.
Co się stało?
Ja. Ja sama. Ja sama.
Przypominasz mi kogoś sprzed lat.
I taka podobna.
Znowu chcą nas zgubić.
Zapominają w ogóle, co to jest Rosja.
To się w głowie nie mieści.
Ja umywam ręce.
Kiedy nas prowadzili na Sybir,
był taki etap.
Więc jak nas przyprowadzili, zrobił się zator przy bramie.
Nie chcieliśmy wchodzić, bo ospa była na etapie.
Zagnali nas kolbami.
Kiedy się inni rzucili na żarcie,
Ja zwaliłem się na swoją pryczę, żeby szybciej od tej ospy umrzeć.
W odrętwieniu.
Sam nie wiem, jak to się stało, że urwałem nogę od pryczy i walę nią w
Za drzwiami słychać było krzyki ospa, ospa.
Potem ciężkie uderzenie nisko wydbitych.
Walę w drzwi.
W otworze ukazał się twarz wartownika Barin.
Miej litość. Nam wszystkim tu źle, my wszyscy złej doli.
Włon!
Krzyczę. Nie jednej my doli i nie jednej woli.
Ale już w drugiej, w trzeciej celi walą we drzwi co sił.
Moje drzwi trzasły. Skoczyłem wprost na wartownika. On woła, Barin, miej litość.
Ale już bierze mnie na cel.
Więc ja go tą
nogą odpryczę.
Runął.
Mam jeden karabin, wołam i biegnę do swoich. W tej chwili przez drzwi wsuwa
bagnet, więc ja go swoim bagnetem w dół i oburąc zalufę.
A potem zamiast pociągnąć...
Pchnąłem ku niemu.
Jego własną kolbą w brzuch go.
Mam dwa karabiny, krzycze biegnął żołnierze. Ale jaki powód?
Poza tym ci towarzysze twoje, przecież ty ich chciałeś na bagnety wystawić.
Kobiet też by nie żałowali.
Tam były i kobiety?
Siłą ich nie ciągnąłem.
Sami chcieli walczyć. Powód.
Był i powód.
Siedliskiem Mosby był ten etap.
Katarżnicy chcieli wyruszyć natychmiast.
Powód.
Powodów jest zawsze za wiele.
na szoł, gospodin poruczyciel.
Masz już wszystko przygotowane. Będziesz stała w zielonym pokoju.
Jakie tu u ciebie wszystko eleganckie.
Jak myślisz, Helena, gdyby tak wśród innych
kobiet gdzieś na świecie padła wiadomość... O czym ty mówisz?
O wojnie.
Ty, biedna.
A, nie pytam nawet za kim.
Powinnam ci oszczędzić nerwów i wyobraźni, bo w przeciwnym razie byłabyś
a potem za nim.
Za Margietankę?
Choćby za psa, jeśli nie można inaczej.
Psu nie pozwolą.
Moja matka szła za ojcem.
na zesłanie na Sybir, jak pieśń za jego nogę skuta.
To co innego.
Bóg liceściwy odebrał nam w dzisiejszym tę zdolność kochania,
a dał w zamian ciekawość i
roztropność samozachowawczą.
Tego uczonek męskimi.
Chyba to by jeszcze jakiego ataku dotknęło.
Wciąż to samo, od chwili tej wiadomości.
Co? Krew.
Wszędzie. Co ty brenisz?
Przestań natychmiast.
Mogłabyś dostać brudzko.
Ile warte mężczyzn cele, tyle i nasze dla nich poświęca.
Mówiono mi o tym.
Ktoś, kogo zapomnieć nie mogę.
Chciał mi dać wiarę w wartość życia.
A tamtego wieczoru właśnie ja, ja sama zamknęłam mu oczy
i pocałowałam się do usta.
Tak rozpartywie garnęłam się do Wojdy i zhanowałam mojego męża.
Powiem ci, że nie rozumiem dzisiaj twoich zahanowań, twojej ucieczki
przed miłością.
Ach,
nic żałośniejszego na to, co moja...
próżność kupiła.
Nie tylko dlatego, że był bogaty mój pan Mons.
No i to także.
Ale głównie to, że był na czele wszystkiego, co tu się dzieje. No i za
zezwoleniem władz dziać może.
Żądania mi się chciało.
A wiesz, jak nazwał mnie mój pan małżonek wśród kolegów?
Paradny koń wierzchowy.
Wiesz, tam jest taki wielki murzyn. Ty wiesz, taki, kto stoi
tatą mosiężną. Co tego, mała?
Nie, nic.
Skądże u diabła mogłem wiedzieć, że jest nie sama w tej porze?
Nie.
Przecież nie pójdziesz tak natychmiast.
Taka jest cała prawda o nas, kobietach.
Matne widzę ty mężów.
Czemuś tu.
Mów.
Tak.
Tam na stowach pozostały niedopity kieliszki. Zjedłe kwiaty.
I ty tutaj, jak ten kielich nadpity.
Widzę, że ten zamian młodością się teraz nazywa.
Ja nie ksiądz.
Nie ty jedna mi na myśl.
Wojna.
To dłoń dla nas.
Wyzwolił się czas.
Żywą mumią mnie zrobili.
Sługą w opiekę.
Gościom do pokazywania.
Ja po nocach jak ten...
Wiesz
Ty, jakie w życiu tych ludzi
zło największe?
Zdradza.
Zdradza wspólnej sprawy.
Tu jest tej strady ognisko.
Wiem ja, co się tu po kontach dzieje.
Czemu spać nie idzie?
Spać trzeba.
Spać!
Może panią uprzedzić?
Rzecz staruszek jest niezupełnie odpowiedzialna za swoje słowa.
Po całym spojrzeniu widzę, że musiał nadużyć pani wrażliwości.
Panie... Należy bardzo szanować wiek sędziwy, ale kto chce żyć, a my chcemy
Nam potrzeba pogody, zaufania, wiary w siebie.
Ja panią nie mogę zostawić w takim stanie, a żona iść się położyła, bo ją
On mówił, o młodych mówił.
Młodość nie powinna chodzić na naukę do grobów. Przecież on jeszcze żyje.
On wie wszystko, co tutaj się dzieje.
Burżuła raczy nas przed służbą nazywać.
Z awanturniczego życia pana majora po świecie mamy tu wszyscy w rezultacie
Chyba pan nie przypuszcza, że mu się tu jakakolwiek krzywda dzieje.
Kolegnujemy go.
Proszę mi darować szczęście.
Nie młodej to kobiety rzecz osądzać życie.
Ja nie osądzam.
Tylko z czego się może narodzić otucha?
Z ukochania życia.
Właśnie takim, jakie ono jest.
Wbrew wszelkim Wojdom, Majorom, Panem Komierowskim. Z ukochania życia.
Najpierw ciekawością, potem pragnieniem, wreszcie walką.
Panie, ja tak bardzo chciałabym być szczęśliwa.
Czy ma mieć twardą pierś dla tych wszystkich, co odbierają radość życia?
Zresztą i tak to wszystko jest przeznaczone na zagładę. Przyjdą
pan major mógł pożyć kilka lat, pokazywano by go w cyrku jako ostatniego
mohikanina. Tak, w cyrku! A memu szwagorowi, ukochanemu bratu Heleny,
Komierowskiemu, nieraz się boję w oczy spojrzeć. Przecież w jego ślepiach
ołowianych widzę zniszczenie. Niech pan zamilknie!
Ja nie mogę tego słuchać i nie chcę.
Oto jak trwają nad chęcią do życia.
To jest polskie szczęście.
Przecież ci wszyscy ludzie tutaj są ślepich ludzi. W ogóle się nie
wy im pod ziemią, wprost pod nogami szykujecie.
W sprawach najważniejszych oni całkiem tutaj zdziedzinieli.
Piszą teraz po gazetach, że odezwy, żeby nie iść z Rosjanami na wojnę japońską,
rozrzucają niemieccy hakatyści.
Bo to ich najnowszy straszak.
Jest tylko jeden człowiek, który doskonale wie, na co się zanosi i liczy
tym w swoich nieciekawych poglądach. A, cóż to taki?
Mój pan szwagier, baron.
Sprzyja wam?
Do pewnego czasu, prawdopodobnie.
Na razie jest gotowy dać pieniądze. A potem?
O sympatiach takich osób decyduje siła.
Myślę.
mojego mieszkania. Zobacz, czy nie było rewizji.
Zabierz stwierdza, paczkę i przynieś. Tutaj nie będą szukali.
Po cóż do niego wciągać w takie sprawy? On swój człowiek.
Do widzenia.
Zajrzałem wczoraj do jednego z takich mieszkań smutek i nienawiść. Te uczucia
muszą być wam dobrze znane, co?
To też pan pułkownik zaprosił nas wszystkich na tę wojnę, żeby nienawiść
zniknęła. I miał słuszność.
Tak, wszystkich tych mieszkań biorą rekruta.
Co?
Bratuszu ostrzygli?
Co znowu ukradłeś?
To co, pani zbiera tę holotę żywy?
Narodowy przemysł bardziej kształtuje charaktery niż taka filantropia.
Tylko te wszystkie fabryki to francuskie, niemieckie, belgijskie, w
żydowskie. Wszystko to bardzo nasze.
Kapitał nie zna ojczyzny. Tylko się u nas urządza.
Nasze jest tam, poza łukach.
Dziękujemy.
Ja teraz wstanę.
Nie, dziękuję.
Niech się panienka nie boi.
Jest goń.
A mnie on po co? Nie mój.
Jakie to wszystko dziwne.
Boli głowa?
Że kapelusz dobrze.
Szpilki no i włosów tyle po tym się oślizgło.
Ledwo to skubnął.
Dobrze, że nie zasłaniała się rękami, wtedy leżałaby tam.
Aha, jakie to straszne.
Nie ma w tym nic dziwnego.
Tańczyłam całą noc.
Temu się też nie dziwię.
Widzą doktory opatrką.
Potem jakby szandarmy zabrały i pytały, to trzeba powiedzieć, że z ciekawości
tylko, a nie z bramiaru. Kto pan?
Jur, i tyle.
Nazwisko zgubiłem.
Niech pan ucieka.
Tam już wszystko zagrodzone wojskiem.
Pan był na przedzie.
Muszę to podrzucić na ulicę.
Może temu, co tam z tą walidą leży.
Na wojnę szedł. Do twarzy mu będzie leżeć w tym bułapie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.