All language subtitles for Rod Gasienicow - odc 4 Synowie Krwawego

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Co działo się naprawdę w Zakopanem po tragicznej śmierci Franka Gąsienicy, gdy

jego syn Jędrek Krwawy uszedł z Deborą na Słowację, a pozostali na gazdówce

wnukowie Józek i Maciek już myśleli o żeniaczce.

Ksiądz Stolarczyk, pierwszy proboszczu Zakopanem, tak zanotował w swoim

dzienniku. Rok 1869.

Nic osobliwego nie zaszło. Oprócz ich pani Chomolaczowa...

Państwo zakopane pewnemu bankierowi z Berlina za 400 tysięcy sprzedała.

A nieco wcześniej ja, pleban, pierwszy na szczyt lodowy wszedłem.

Rok 1873.

Cholera rozpoczęła się tu 1 września, a skończyła 10 października.

Był tu z Warszawy doktor Chałubiński.

Podczas epidemii ratował chorych bezinteresownie i z największym

Gości tego roku bywało więcej, około 400 osób.

Najwięcej z Warszawy i z Krakowa.

Zabić?

Zabić nie trzeba.

Ale możemy dziada krapkę wyłonapić.

Hej, Józka!

Hej,

Józka!

Chodź tu!

Chodź tu dookoła buka!

Dziewczęta, patrz ojciec, patrz ojciec! No ja nie uczu, rektuj za siebie.

Zobaczcie, gdzie Józka idą.

Rektuj się.

Pośle do twoich naczy, paczowiny.

Maciuś, odprowadzisz mnie?

Pewnie, że cię odprowadzę. Ale popatrz, jak ja tu spieram się, a tu w górze...

Co robisz u nas, kumater Jochen?

Wciąż ja cię mówię, bebé.

Twoim dziadkę.

To grzech się ojcom sprzeciwiać.

Co z wy tam robicie?

Idę spać.

Wynuś się z mojej chałupy, ale już!

Wynuś się!

Dzieci tak pilno, żeby się z Tobie świat śmiał.

Niech się śmiał.

Babko, słyszycie, holny duje.

Będzie wiesna.

Trzeba dziś zobaczyć obrot.

Co by mnie wziął za juhaska.

Ty smarku, odmyślujesz się na chłopaczankę.

Jednemu juhaska, drugiemu zyniacka wełbie. A tu gazdówka marnie jest.

Duje się z piekni chlap.

Niech będzie pochwalony.

Niech będzie, jak chce.

Będzie wiosna.

Będzie.

Ale duje.

Duje.

Ale pewnie potem będzie lecieć.

Będzie, będzie.

Piękny macie kyrdel. Stare się będą, dobrze dojdzie.

I będą, będą.

A ty łowcem os?

No bajakus, i to piękny kyrdel.

No wyjechałem przeciw, mają gosienice przy zielonych stawach. Oli, czemu tam

jedziesz?

Weźcie z mnie.

Łowiec mam dwadzieścia, ziedziny dobieramy, to kyrdel będziemy mieć

Młody i ważny.

Ale waruj w obce, bo juhasowanie to święto rzecz.

Ci diabli, co tak duje.

Złoby te ludzkie bierzesz na swoje sumienie.

A jak dobrze nie napasisz, z nadziskami się będziesz obżerał, no to i mlekanie

będzie, a boc, że umie to pozyskać twarde.

Bóg wam zapośba to.

Bo już przy babce mnie chętny mglić. A jak jej przyniesem wełny, a jej osypków,

to będzie rada.

Kierpiec od nas nie potrzebuje, bo nowiczki ma.

No, a chabryki nie trzeba, bo nie kurze.

A gorzelkę pijesz?

E, no bo jako, spiję.

E, dobre, że odpijesz.

Bo wtedy on nie kurzy, nie pije, to go my sami czuć.

Ale poć, bo tu duje.

A mnie musi dać

krowy, jadwici i jeszcze mariatami brzęknąć.

Wziąć to i ładno.

Powiedzcie mu, jak go widzicie.

No daj to mu połowie.

Łeką cię z Panem Bogiem. Boże, prowadź.

Boże, prowadź.

Jako z babką mówicie?

Ojciec się wrócał.

Godoł ze zwiecą przyjdzie.

A nie jedna zima minęła.

Widno, każdowkę małań piekną. Za to wy macie starą.

To ją jeszcze pradziadz Paweł budował, a was dwóch to pociał.

Gadał ojciec, kielu mu to walczak tych dudków wykopał.

Walczak ma ino jedynice.

Weźmie za Jadwisie całą jego gazdówkę.

I te talary do tobie wrócą.

Musiał to być godny kotlik.

A ten nap?

Coś taki skłapny.

Dobre.

A johem obipłowi, że waltok na skarb wykopał.

Już mu wtedy tego ziajoka bez szrebelnego wiana nikt nie weźmie.

Miły, smocny Boże, choć mi ten wnęko śmierci prawił.

Trzeba będzie jeszcze kielo tego roku pozyć na tym biegnym świecie.

Wielu piękne balciki przywlekli łobroci. Łobruk to ma jorki piękne.

Ładne, ładne i piękne. I to monietlon.

Wydał się łobruk to taki, by długo ściuła.

E, humorny bata. A dziewka, a baba.

Juasik, u mnie!

Wygadać chodźcie!

A wiecie co chłopie, że do Świętego Jana nie można zachodzić ku dziewkom,

bo się teraz chorobki chycą.

Ej, godosta!

Widzę, a po świętym Janie, jak się łowce obezrają, a i ty, chłopie, nabierasz na

sobie krepy, to ani tobie, ani syrowie dziwki nie zaskłodzą. Ha, ba!

Widzę, z te będą radę.

Ej, będzie ty wesoło, Polak! I ja z nim mrowie pokryję!

Co ma być, panie Gąsienica? Co

podać? Palinka. Palinkę, panie Walczak, palinkę.

Wiem, że nie mam parów, to nie mam. Co

masz taki upadki?

Wiekrowy, wyczek.

Mało ci?

Mało ci?

Chodźmy.

Widzieliśmy.

Dukar! Dukar! Dukar!

Dukar!

Chodź do ojczyzny.

Nie bój się.

Chodź.

Jóhem jest?

Co zbyt umiał robić?

Was Matea na wiśnicu gnije, a z woska

jeste fajna baba.

Nie tak jak ta świetnie okowata Jadwiga od walcowków,

co się w nią ma Joachim zenić.

A jak, a jak?

Joachim...

Z nią musisz żyć.

Ma.

I po synie ciężik pobudził.

No dobrze, uważuj, bo mi ser wepadnie.

No, daj ze spokój.

Ech, ty, Kirko.

Nie tak?

Napij się zimte, ty. W kwaśnej.

To ci łachłodzi.

Sam się napij.

Maciek! Będzie zwartował w nocy przy ochcach, bo w taką noc wypłaty radzi się

lubtoki koło owiec kręcą.

A z niułacki będę potrącał, jak potraci z owce.

Tego lata lubtoki ci osiedzą, ale ońskiego roku przy krwi, to co

ciemniejsza noc, to do ochu cali. Hej, lubtoki jako lubtoki.

Biera chytre złodzieje, ale nasi jeszcze chytrzejsi.

No ale co z takiemu zrobisz?

Nase bierę i jeszcze ciupakom zatnie.

Chodź, chodź, chodź.

I tyle będzie mnie widziało.

Zasbójec po nawiśnicu zapierają.

Ej, kiejsi to honorno, żec była.

Ej, honorno, strasznie honorno.

Zalubiła kcie mać i strasznie.

Ej, zalubiła, zalubiła.

Trzeba nam pockać.

Drogu w nim mam do prawa.

Trzysta dziewięć.

Meru. Jedno meru. Dwa meru. Trzy a meru. Cztery a meru. Pięć a meru.

Widzicie, bacu?

Pięć brakuje.

Każeś po!

Coś zarobił Babrosiu, co ci pięć złotych ukradli.

Jakoś to.

Tu hebio.

Musi on je...

Lub to w zając, ale na mój dusiu baco.

Przywiedzę wam dziesięć owiec i dwa woły. I no to byś się nie pedził za ją

babroś. Nie pójdziesz na pewną śmierć.

Błęci dadzą, ale sikieretką wezwę.

Gorali idą.

Chłopcy, bądźcie zagłowcami.

Człowiek sem priwetło.

Widzicie ten kurdotę?

No, to ta nasa.

A ta murtula?

To jest nasa.

Ej, cyckie są jest.

No ma, są. Cyckie.

Chodź w topór.

Widzisz, jakie świetnioki?

Panie Bogu, daj zdrowia.

Mądry ten to wziął.

Głupi ten, komu wzięło.

Jakście tu wartko przyszli, tak się wartko i biercie.

Bo was sanuję, żeście starsi.

Ej, pudeł!

Pudeł!

Ale chce boc? Weź ciemną za to!

Ani się bez to ja nie obeznam.

Ty śpiesz.

Ty to za owietkami musisz gonić.

Ale ja, że chcę cię gruby gazdać, to nie muszę.

Kiedy nie ja, nie wciat, to by mnie tu obroch ta nie widział.

No to i grzyk, ale wyzierać w cudzej śmierci to nie grzyk.

Puden na luptów i mogę pomrzeć.

I tyle OBS mnie widziała.

Widzicie te waczyska? Weź nie poli się przy łopcach, a to nic nie przywoła.

Jo, Wojtem i Maćkiem.

Pójdziemy ku łowcom, a wyreszta ku wołom.

Narobimy montu, wolą, że pójdą swoim napomóc. A wy za tyle wiercie woły i

nagrań. Pójdziemy pod wiatr, żeby nocy nie wycuły.

Chodźcie, bierzcie się, gdzie popadną.

Teraz rachunek.

Pięć bierzemy za swoje, a drugie pięć za to, że wasze płojce.

A tyłby, co macie połupione, to co byście wiedzieli, że macie słapa mi do

ocenienia, a nie z dziadam.

Maciek, gdzie jest?

Ja nie wiem.

Odbierajcie swoją łowę.

Nie powiem, bo fajnie. Jako żeś Maciek ten sam uciągł?

Ewek, nie uciągł.

Bo my same odwiedły. Pomernały ogonami, odwiedły miętusią i wróciły się na

lupto.

Dajcie mu gorąki, to wam powie.

To i no ja wiem.

Rozwiódz tak było, że mojego dziadka gonili uherskie

Jakub,

Pan Bogda jest szczęściarzem.

Przyszedł ku wam.

Nie widzę.

Przyjdziesz? Nie.

Ławca wam zostawię.

Ale beczki oddajcie.

Głupi ten, komu wzięło, a mądry ten, co wziął.

Lapsi, spokoj, lapsi.

Dziadek mnie nie róbcie.

Jakoś wartko przyszedł, tak się wartko bier. Z dziadek kupcy nie będę.

Ja już sprawiedliwość znajdę.

Rapci!

Eee, babrość tu jest.

Ale bez tobie się łowce straciły i łowce u mnie nie będzie.

Wierszy z tela.

Ugućmy się po dobroci.

Pójdziemy do kartmy.

Łatawą łatawiem. A kielówce cię za bycki.

Bycki się w ozolki napiją, no to same powiedzą.

Kielówcą. No chłopcy, biercie bycki.

Czekaj ty mi, o co miłe aksamicie.

Ja nie lecę.

Dzień dobry.

Pięknie to stolartykuł odprawił.

Pójdziesz tam w tą bezgranicę?

Gdy i może iść z nami.

Jedno z sześciu młodszych młodszych młodszych, widzisz, od my.

A wy tam przekrzestnie jako ta kura z kurcentami.

Ej, ja te kurcenta rod widzę.

Jest takich dwutyle, ani jednego nie utracim.

Józku, a coś sprzedawą na ubrach?

I miałek, kropkę, soli z wielicki, a i pora koni, ty tań potla.

Ała, te dudki, to się ty nie boisz?

Ej, teraz przy was to się z niej boim.

Mocarny! Wypisz was!

Wszystkie ludzie na Podholu wiedzą? Gieło nos!

A wy po nocach montu nie róbcie.

No hejty, hejty.

Co robią, jak się okrutnieje?

Ech, brudy jak jaski.

Jakim dziś Agnie przyjdzie?

Gdy już śpi, stary.

Kiedy go poniechał? O, wtedy kiedy swoją jadł, wiecie.

Nie płac, nie płac.

Bo jak chłopku innej babie chodzi, to tak jakby se bez oknu uldzył.

Nie płac.

To jest tylko targa krocy.

A ty tu umrzesz!

Przyjechali.

Co się Józeka nie widno?

Ej, Józek chce takańszy wlos do akartmy może.

Jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut, jut,

jut, jut,

A on poleciał bezosobitą.

Gdzie bygły, no nie napadli.

Pochwalony. Na wieki wieków. Pochwalony Jezus. Na wieki wieków.

Coś się zmienia na tym polu. Będzie mrozić. O, będzie.

Pójdziemy sobie siednąć na chwilę.

Aż jednie męso na chwilę.

Idziecie, siadajcie.

Jakie jest to rok, kiedy się mordą i sycami zabijają?

No, będzie 50.

No to teraz gąsienicowie z Jochemami się będą bez pięćdziesiąt roku zabijali. Bo

macie gąsienica z polu, Jochemowi chałupę.

I ten go uwiadomił, że go zabije.

No zabrata.

To Jochem.

Czesny zawsze ogłosi kuni. A czułaś to?

Trzeba Józka po cichu pochować.

Do ziana równie na Wojciec znać.

Prawo to ja se sądzę.

Izidor mu bedzie. Rodzi się mściciel naszego Józka.

Raczej ja go pomstę.

Niech ci jochy myszczegom!

Panie Chałubiński!

To jest Maciek od Prawego.

Bili my zwierza z jego ojca Jęczkiem.

Było do tego strzelać.

A z czego strzelaliście?

A z flinty.

Mnie to tak ozdob do zuchwy się zdała.

No wasa duweltówka lepsza.

O, teraz te kabliki na stałe, to rzezę jak grzytwą.

O, kiedy miał panie taką flintę jako wy, co to roz się nabije,

aż tyle kielorazy.

O, to wy wszystkie zwierzęta były moje.

Hej, oś, co tu niedźwiedzia goni?

Maćka gąsienicy, nie widzieliście go?

Kodzę ubił.

A na co z głosu, kocie? O, ostatnio mi ją ubił.

Takich skrytostrzelców trzeba nam, panie Łaś, na strażników.

Powiedzcie mu, że Towarzystwo Tapszańskie dobrze mu zapłaci.

Za kozą hipkać, głodno rzecz.

Ale za skrytostrzelcem nie.

Bala i Szymek przysięgali i uważają to za honor dla siebie.

A tylko dziennica to skąd, kościelis?

Panie profesorze.

Kanywat lęk.

Choruje. Od trzech dni leży w pościeli.

Piszcz. Gorzał.

Nie pytajcie.

W tej gruboż pije. Kie cholera bije.

Babku. Co ci ta woda piecze?

Ty mi tu nie udałeś, głupiego.

Nie wymienisz się.

Pokaż, gdzie ją schowałeś.

To ci coś powiem.

O, miły, mocny Boże.

Tego kochany i rzodki gość.

Na tej izbie, a ja śpię.

Babku, dajcie z jakiej gorzołki.

Z perki i placków.

Co się cię popuściło, kiedy rozrzedł?

No, to już czas.

Już od trzogni leżę.

Wypijcie, krzesny, wypijcie.

Tę kozę zjemy w roz.

Rogi weźmiesz ty, a ja skórę.

Wiesz, co ci powiem?

Tę kozę to dziś zabiję wiochem.

Ale ja ją mną idę.

Wtedy się będziemy dzielić. Ja wiem.

Oni naukacki rałpsicowie.

Słuchaj, co ci nie powiem.

Pan Śwież mówią, co by taki jak ty rałpsiców na trażniku w lata werbował.

Bo jeszcze trochę wszystkie kozy w Tatrach wybiją.

Przysięgniesz? To ci i panów na raja.

Będziesz ich po wierchach wodził jak symek Tata Rivala.

Widziałeś dzisiaj para Ałwińskiego i tych świetnioków i daremników, co

przed zarazą z Krakowa, a ze tu Tatry?

Karczmasz z Amrów. To bierze czwartą część.

I tutku przewodnika.

Ty mi tyle nie musisz dać.

Hej, krzetny. Ja mam też dom z fortą część.

Panów będę wodził, kawę będą chcieli. Ale jak ja, jakiego dziada, to mu widzę?

Na miejscu go dobijem.

No to stoń.

Ostańcie z Bogiem. Boże, prowadź.

Babku, duszki będą!

No ale tobie nie będzie w domu.

Wszystko zabiorą za robotę.

Delo te dudki bez widział. E, babko, niech bierą.

Gdyś wam by się przydało już krawkę dygnąć.

I ty chcesz, żebym pomarła?

Babko, nie.

I no co by przyjść tutaj jakoś nowo, gazina, młodo.

No choćby i teraz zapasza upitwać.

Chcę się zenić.

No, gdyż by już czas był.

Z kim?

E, nie wiem.

Może byście posłali na przepaczowiny kubaty obrochcie.

Z dziadulą chcę się zedzić.

No to i w dziadul.

Życie ma majątki. Józek się zedził, nie jeździ w kombat z majątkami. I na dobre

mu to nie wysuł.

A wyścignogola, żyj się, Józuj, żyj, bogato.

A ty, Ciezyń, choćby z tą niedźwiedzicą, to się pod Wołocynem do

spania bierę.

Dziękuję, Wojtek, do przyszłego roku, tak jak żeśmy się umawiali. No, dziękuję

bardzo. Ostańcie z Panem Bogiem, doktorze.

Widzę, że będziecie mnie przewodni, tak jak zwani. E, Bog za to. No, bardzo

dziękuję, doktorze.

Bogdap! Pokwolony jest Chrystus.

Na wieki wieków. Niech zawitajcie.

Pójdę ku nam. Siadaj. Będzie zwiot.

Coś ci, mistryku, przyniósł.

Coś mam dla tobie.

Jakoś myślę, że nie boczę o tobie.

Widzisz, jaki piękny konicek?

Byłem z panami na ucherskiej stronie.

Ładzie traja, pięknie się struga.

To ci się ten konik nie widzi?

A to ci mądrala.

Ba.

On ma ojca.

Ty go nie masz.

Bez co go nie mam, tu mu pedziała.

Teraz kajochy ma to bijem, kaj dopadnem.

A jak oście uczył ksiądz kolarcyk, jak cię w to zatnie w jedno lico, nadsto w

mój drugie.

Niech on sam swoje lice nadstawiał, on nas tu nie będzie uczył nowych prawów.

Ej, Wiera.

Mnie się tak widzi, że to się ten jochym za długo zje.

Cosi się mi widzi, że się zbiera na burniawe.

Kuder, dom.

Dobra, boję się.

Bied izi durku, że jak jesion walcoków jest rozbity, to bieda.

A jak będzie dwa razy, to szczęście.

Jezus Maria!

Drugie rozstrzeliło! Na szczęście!

Był tu mój zwok?

Był i płacę.

To ja też pójdę.

Widzicie, to nie wyganią ani nie trzymim.

A wiecie, że z przespanką toparów ci się nie wstąpi nic?

A ty dziecka nie mam.

Ani go nie musisz.

A wy patrzcie można choćkany, choćby w Giewoncie.

Co by ino kosówka była, co by się w życiu nie gniętło.

Ty babrosiu!

Słuchajcie! Powiem, co ja mam wrość!

No, słuchajcie!

Co ty?

Bierz się chcela.

Babka będzie zyw odkończyć.

Febra ją czepi.

Nie boisz się z nią siedzieć?

Ksiądz Jagomoźnika nie chodzi z wiatyką.

Klimek i grzebie na niej poświęcone ziemi na życowisku.

Na ulicy Filipka Zywego pochowali, co by inni nie pomarli.

Ja nie liczę.

Dziecika ode mnie odeszli.

Ktoś mnie będzie grzebał.

Dlaczego nie donosisz o chorobie?

Zajstryczka wiedzy.

Mierzy się stela.

Zorana.

Wróciłeś się ku matce.

Pan Dutrze.

Zakałokcie, gdyś śmiertelny.

W godzinie.

Babku! Babku!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.