Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pradawna gospodarka pasterska, źródło kultury góralskiej, kwitła niegdyś w
całych Tatrach, chociaż były przedzielone granicą. Na południowej
w granicach ówczesnych Węgier, na Uchrach, jak mówiono w Zakopanem, żyli
słowacki lub tocy.
Strona polska wchodziła w skład tak zwanej Galicji.
Jedni i drudzy żyli pod berłem austriackiego cytorza.
Dzieliły ich...
spory i bitki o polany, o owce, o myśliwską zdobycz, ale łączyło
mowy i obyczajów, jak Franka Gąsienice i Marike Paluczych.
Ich syn Jędrek w obawie przed losem ojca, wtrąconego do więzienia za udział
chochołowskim powstaniu, uciekł w góry.
Tam, ślebodny, szukał dziadkowego skarbu.
Znalazł go.
Huczne wesele Jędrzka Krwawego z Broncią Nie obeszło się bez bójki.
Marika chciała lepszego losu, lepszego żywobycia dla twojego syna
Harnasia.
A co ty tu robisz?
A co ty, Deborah?
Pamiętacie, skarcz mnie.
No, aj, była bitka.
Gdybyście mi ty i ciupagi nie podała.
O, jedzcie nosem, o, w nóg.
Pielo roków.
Od tamtego czasu zbieram ziele na lubczy.
Anakus, wąbrócy, tyście telo piękno.
Ja byś się was zamiłował i będę go zielczko. Ja byście ino chcieli.
A możeście wy karobniko?
Karobniko?
Boicie się?
Ja? Ja bym się bał! Ja!
Szukam ziele dla takiego miłego, co by duszę dla mnie zaprzedał.
Nie gadaj.
Ze mną nie trzeba tak gadać.
Ja się zawsze tobie przypatrował.
Aleś ty nie góral swą dziewczynę.
Znaku mi nie dałaś.
A ja prosty chłop.
Dziewczyny, co mnie rady widziały, pustały mnie ku sobie.
Tańczyły ze mną po karkmat.
A ty?
Jedną mam drogę.
Choćby i na dziś.
Ja!
Babko, jakiś ich dziadku nam idzie.
Daj łapę, daj. Odda łapę, daj.
Dobra, ślina, dobra.
Będzie moja. Zobacz, co będzie mój.
Zobacz, co będzie mój.
Siednioki, dziadyk. Daj, daj.
To weźmę dobry, moc.
I no zarado z mocą.
Zobacz, co będzie mój. Tatuś mi go da.
Daj ci.
I podtrząb się z tela.
Chłopcy.
Franciszek! Chłopcy! Dziadek się wrócił!
Lećcie po łojca!
Oła, podkazuj!
No to tak w domach.
Kazuj, Jędrek.
Tak to było z tego ziandary niezień.
Uciekł w chole do Simka.
Wrócił się.
Kiedy mandatariuszowa przyświatyła, że ją woził tej nocki pod wodą do Dzianisa.
Bał by mu się zachciał.
Przysał, kiedy nas już wzięli.
Udziugeś?
Każdy udziuge.
Puszczyli.
Dziesięć roków minęło na godę.
Jezus Maria.
Dziesięć roków nareszcie.
Dobrze, żeś nie pomarł.
Przegazdowaliście w tym chochołowie.
A ty co ześ bez tyny noc robił?
Ale nie darmo jeszcze.
Dziesięć lat siedział.
Ty coś, pań, chcesz z nas wziąć?
Marto.
Nikt nas już nie będzie do roboty gnął.
Panowie sami sobie będą po polu orać.
Ej, panowie, panowie, będziecie panami.
Ej, ale nie będziecie rządzić górami. Co by nas ino zaraza nie wydusiła.
Picie to dzieci, picie.
Breją ludzie we wsi, że jego mość pochówkiem wydolić nie może.
Pan Bóg honorny.
Daję na nowy kościół w zakopanym dołu. Ja ze się ksiądz Stolarski zadziwował.
Pana Boga nie zadziwi z bojeckimi dukatami.
Dołeś ale za dusę starego Sopka, co go na twoim weselu zabili.
W trzy tyznie Andryk z Kubą w hereście siedzieli. Za kielik ziandary
puścili, bo nijako nie dośli, kto Sopka zabił.
Przykupiłem się pola na Groniku.
Nową gazdówkę buduję.
Przyda się Lownuków.
Nie ta już na najwyższy wierch czas.
To tak radzicie?
A wy nawet płuc!
Dobra, dobra.
Ech! Kiewicak wiedzi, kate skarby tę krwawę zakopą.
Kurwa kramucka!
Co, zaciąłeś się? Nareszcie się zaciąłem.
To już w tej chałupie gady będą.
Chłodzindrek krwawy srebrnioski po podwaliny pozakopował i na węgłach
porobił.
Muszę tu skrzesać, co by stare gąsi mi tam nie widzą.
Czego ty, dziewczę, ode mnie chcesz?
Już nam bez ciebie nie żyć.
Nawet kiedy cię ojciec przeklnął?
Wszystko mi jedno.
Nawet kiedyś nigdy nie miała wrócić?
Nawet kiedy będzie nam bieda?
Nawet kiedy zbulował będę?
Zupko! A cóż ty tu robisz?
A niech ci to będzie, Franuś!
Kiewce tu dja się, no a są płatek wierchach.
Po lomacki ci się zachciło na stare roki?
Tak wejdź, szatomuś.
A ty też jeste bacujesz jako trzydzieści roku w trębu.
Tak, twój Łukasi? Cześć, poszli w dolinę.
Jeszcze nie przyjśli.
Pewnie się wystrochali niedźwiedzia.
Tu po podmiedzianym kajsi się kręci.
Pójdę posłuchom.
Posłuchom.
Może to moja ostatnia polowaczka.
Ej, Kasi, cię tu już kupę roków nie było.
Ej, zupko, zupko.
A bo ty, Stefanuś, jako mnie Mateo od rejny na kotlik odstawił.
Ej, fajne dziewce było.
Jakoś nie widać tych moich juhasów.
Ej, Stefanuś, idziemy na salach.
No, pójdźmy.
Jędra... Andrzej... Wiesz... Ako me
wołaju...
Dali
mnie... Eboj... Dobacy...
Od mnika rzeknie, że tu leżę. Co by ma zabili?
To pohukuj na swoich.
Co by ma zabili?
To mnie to wie.
Zdążę.
Piszesz się Andrzej Czuchacz.
Twoja matka Irma.
Irma Paluczy.
Twoja ciotka Marika.
Ano?
Wydałaś się za Polioka.
Ano, za mnie się wydała.
Za mnie.
Jestem żywy.
To moja żona.
Tyś ujcha po strzeliu.
Jam ci nie biedę.
ku swoim, co by mnie poratowali. A i sadłaś mi tego przynieść. Przyniecie.
Andrycz, no mi.
Tobie, Andrycz. A kozujka?
Jo, ujek proci.
Pięknie. Andrycz, do...
Nie zapomnijcie, żeście sami pytali.
Starodowno. Luptowsko.
Luptok.
Luptok ja przu ojcu potracił.
Bez nią go nońdę.
A czego nońdę będzie mówi?
A potem ojcu krzyc do linie hań piorzystej postawię.
Pan Bóg na skorze.
Babko, nie wdziej się kamaczka!
Józuś!
Nie krzycz, telo.
Nie widzę matka chłoro.
Uciekaj, no.
Uciekaj. Macieś!
Macieś, ja już ci dopadnę.
Nie przecierujcie się. Matko, był tu Józek?
Dopona mi pela.
A widzisz, mam cię.
Ej, ty dziajaczu. Ja cię dopadnę.
Będziecie wy cicho?
Pić.
Jędruś.
Uwazuj se.
Łas to w niepile.
Baby.
Co by nie było niestęścia.
Nic.
Nie gadałak.
Dwa ludzkie łocy.
Syćku, wypacz.
Jest głód śmierci Zoroza.
Jak to u ogień stosi.
Będziecie wy cicho.
Nie pójdę.
Czemu?
Będzie się księdza jego mości boł.
Jodźcie.
Czekaj, Józus.
Ty będziesz gazdał jak twój dziadek w palucie.
Chodź, Józus, idziemy.
Nie
można
przeźlić co tleka tego po śmierci.
A to bez tą sycynę, że kiedy by człowiek wiedział, co będzie, to już by
nigdy nic nie robił.
Ino by leżał i myślał nad tym, co się z nim stanie.
Czekałby ino.
Ale co by ta bliź do nieba?
Trzeba tu na ziemi dobrze zabiegać.
Tutok na ziemi.
Zarazy ludziom rum i głodu, bo grule w polu wygnieły.
Nie stędzi wam gazda niebieski tych nieszczęśliwości.
Papko, pójdź. Papko,
pójdź. Papko, pójdź.
Życia już bez tobie nie mam.
Jakie hale i wierchy, tak u mnie w nich ciasno.
Ej, jakie prasne to syćko.
Wiele dobrych chłopców i moja będzie ziem.
Wodło rawy, polub tu.
Pójdziesz ty ze mną, chetki?
Bo tu ino śmiesz ci zaraza.
A może to kara?
Niech będzie, jaką ma być.
Nie chcę ci być kamieniem u nogi.
Odejdę, kiedy cię serce ciągnie do swoich.
O przyzwoleństwo cię nie pytam.
Tak będzie, jaką ja będę wciął.
Nie!
Piękna wiosna.
Niejako ołońskiego roku.
Piękna. Tak żeśmy tu zaczęli.
O, w dziedzinie syćka syćko wiedzą.
Jutro wiedzę deborę.
Za nowy torb.
Potówę. Czemu to?
O, nie wiem czemu.
Uwodolek się scharc może.
Gadają, że ją chce wydać za zida.
A tu ino ten zidek w homrach. Temu dziś oknie przysła.
Kupił jak ziem podkrywaniem od węgierskiego pana.
Tu ludzie nie dadzą nam żyć.
No jakoś to.
Ułastawić ojcowiznę?
Nimo sprawa.
Nazwią gąsienicę debortyn.
A przecież z tym siekierom gęby nie zatką.
Dzieciom ziem łostawem.
Matce pachą konuńdy.
Józek też paru becek na gazdówce darody.
Powiedz do Boże, co by jutro było pod reglami.
Niech się dzieje, co może być.
No i pewnie, niech będzie.
Kasię bierę.
Nie siedź długo.
Z Jaszkiem idę na luptów.
Łowcę, że nie? Na uhertką stronę.
Tato powinno przynapić telonu z Bośką.
Tędy bez to manowo w górole na madziarską stronę armaty przeprawiali.
mój dziadek, Paweł.
Aha, i pod krywaniem siedzi mój drugi dziadek.
Paluci.
Tamtąd mój ojciec moją matkę porwał.
Nie ma tam tego biedy, co u nas.
Same chrupe gazdy. A i gazdówki, jako u nas dworskie w Hamrach.
Zimnie płono.
No i ciotki jakoś i większe. Ale to i Gnuptowskie łodzienie jakoś i czym nie
widzi. To się niby błagate, ale niefajne.
I oby ta naskich portek nie zwrócą.
Jak mowa zdradza, ubranie nie musi.
Dobrze gadasz.
Bywaj, Jasiu.
Bywaj.
Z lup tokami Bugda będziemy zleć.
I na jednego mam ciupogę.
Wojtek! Cisula się cieli!
Idę i nie bronię.
Niech się cieli.
Idę, idę, nie spasuj!
Pierdzę się, wartko!
Bo ci dołodzę!
Pierdzę się, warty!
Nie będę robił.
Pierdzę się ku ci z ulic.
Nie będę robił.
Nie portki.
Trzeba cyfrowane uszyć.
Nie takie popiórcone.
Ty z jajoku, ty pieklożu, ty!
Żeby cię pokręciło za tą krew, co się bez... bez tobie psuje.
A za samozarcie to się nie godziła.
Kiedy byś się mi dała, to bych załatł.
Nie gdzę cię.
Godziliśmy się tak.
Trzy korce grul.
A to jest tak było. Trzy korce łowca przed zimą. A to jest tak.
A co dwa roki przyłodziewek.
Tak było, ale o bezcyfrowanych portek chodził nie będę.
Co jesteś, jaką dziewkę wypatrzył?
Chyba ślepą.
A bez portek do kościoła chodził nie będę.
Być z okopane blisko.
A grzyk do kościoła nie chodzić. Ty, ziajoku, tam jego mość czekają, mino,
twoich nowych portek.
Tam i bez tobie, grubych gazdów, dość.
Pon Bóg nos tu syćkich zrówno, kie pomremy.
Ja będę gazdą, a wy sługami.
Ja was przegonię.
Kupim ci, kupim, niech zezwedzie.
No chyba
idzie do roboty.
Maciek!
Cierci go nosem.
Użo go w to, co by ino nie popurzyło.
Co cię przynieśło?
Kulek do pistolet zanimą.
U mnie kulek słuchasz.
Ale zbójnik Matyja ma!
Nie, go tu nie ma.
Widzisz, że wepchała ksianą w okno, co by się wstrzuł.
Bo ziander we wsi.
Bierz się do chałupy, bo cię tata wspiera.
Wy widzicie, u własnego Matyja jest pościel. A ja ci go dam, bierz się do
chałupy!
Cytu. Maciek od krwawego.
Ale po tatowi natury mo.
Stój! Coś chciał.
Kulak do pistolca.
Dą ci kulki, wino musisz nikomu nie go dać, lecz mnie tu widział, bo mnie
ziandary cukają.
Przenieś do chruby gazda. Jochim.
Dudku w mocie dłoś.
Nie rzekniesz nikomu? Co bym miał gadać? To dom ci kulki.
Będzie ci?
No ba.
No to idź do domu.
Ale nie gadaj nikomu.
Co? Chcesz mnie uszczelić?
A ci jesteś?
Od krwawego.
Idę do was i z wojnickiej familii. A jest to ja?
No bo jak już, maty ja.
Eee, widzę w zbroje masz.
Bojecko krew tobie.
A kasz, tata?
Peśnie.
Daleko, nie?
Chodź ze mną.
Napijemy się.
Ale mleka!
Biorę przed okąpaniem.
Eee, bacał was mi barana na mleku! Czyż po świętym Michale?
Co, ani owiec w szolach nie ma?
Ani tykulę cegni masz?
Bierz się ku chałupie.
Ty mały polowatni.
Dużo wykarczowałeś?
Nie boję się.
Maję jeszcze gardziną, jak się patrzy.
Nie boję się.
A widzisz?
Tu będzie izba.
Tu będą okna. A śnik będzie spodzierać nakrywań.
Jako hań u nas na Giewont.
Na hole i na słońce.
I będzie nam ciepło.
A tam od noc chłopiec będzie łowcę wygonił na hole.
I na czas robota pośpiesować.
Nie smutno, czy tu ze mną, na tym obdolnym rąbanisku?
Ale się ichnie trochę.
Cicho we psie krwielu ptoki.
A bo będziecie godali po góralsku? A bo biercie się z tela!
No!
Biercie się z tela!
No!
Co to za jeden?
Chodź do mnie, co ty chcesz zrobić?
Nie będziemy się w nim łazić ani skrypieć.
A ty
co musisz
mieć?
Czego?
Cysar. Ciesza.
Bardziej do zbójnika podobny, jak do budorza.
A i ciebie to lepsze pasuje, jako motyka.
Chodź po chlapo.
Przegоворi, że będziemy tu sami siedzieć. Zachca wraca.
No.
Mikulas, Mikulas, tejce piękne miasto.
Z Tobie ciasno, hej, do Tobie przestrano, ale z Tobie
ciasno.
Mikulas, Mikulas, Mikulaskie mostki,
hej, tam się potyrają szlarny, o, po prostu.
Muzyka! Hej, hop!
A graj, jedź!
Bóg z wami.
Bóg z wami.
Bacujecie? Ano, bacuje.
A napijecie się?
A preczo by se nenapić?
Wypijcie.
Skąd si mate tu szpinku?
No, skąd się ma tę?
Nalozek ją.
A to co je?
Moja ozdoba.
Ja jsem ją potratił.
A na spodku, a je moja litera AU.
Oddaj mi tu spinku.
To je moja.
Czemu jest to?
Trellolek w tej kozłych piarzystu dolinu.
Jednego on zabrał, a drugiego on odstawił.
Uodstawiłeś.
Uodstawiłem. Uodstawiłeś.
Zabiłeś łońca!
Nie o... Ojca!
Pałujka!
Ojca... Idem na
polowackę.
Idem na polowackę. Kaz go zaś poniesło.
Siadajcie. Piewa się choć od kumowska napicie, co go złowca naważyła.
Postawił telekulosy na sybie, z jakich nie mogła odsytać. Jeżiś Maria.
Dobrze, że od związka macie przed niego gazdę.
Co by ino ten mały, jak urośnie, nie doczekał strzelanej śmierci, jako jego
dziadek, albo...
Z niepilą dziewką nie płacę.
Jak u ojciec.
Śmierć strzela no. No honor nie jest o śmierć.
Chłopu za nic idzie na pościeli umierać.
A Andryn zrobił jako w cioł.
Chłopcom ziemu odstawił i całą gazdówkę.
A co wziął to było jego.
Nikogo nie ukrzywdził.
A z tą zydówką to ino ludzie tak bają. Nie wierzę.
Co się się wam nie widzi, ta zydowska synowa?
Ale kiedutki po starym karcmorzu będzie miała, to się wam sytki be widzieć.
Jak ją wyklon? Jak ją wyklon?
Kie nie wie, kamu się zapodziała.
Wedle prawa syćko będzie jej.
Wnukom i nogodom Leandrycz peście robi.
To moją kozę strzelił.
Serdeczny jak Mateusz.
Chodź, Zebućko.
Na wieki.
To przynadek chce posiedzieć?
Tak, chcę tak.
Tata!
Synecku, Maciek.
Maciek, synecku, Maciu.
Coś się talubłośko ci.
Maciu.
I z jasi.
Babko!
Tata się w dom wrócił.
Andrzejczyk. Witajcie, matuś.
Zasiminie bardzo pięknie, babko, wnuków pilnujecie, skoro tego polowata we
wierchach naszą.
Dobrze ci wnuków pilnuje.
I no ten takuśki jako i ty.
Po tobie ma tą krew cygańską.
Powo!
Będzie corny jako i wy.
Cicho ze, poćworo.
Zostaniecie tato w doma. A co ty tak grubo gada?
Pewnie siedziu z tym tata, za tobą łob zierają.
A za tobą macie?
Nie, ja tam wolę psy.
A dojdzie mi jednego?
Z Bućkiem to i na nie dzidzia nie ma strachu.
Chodź polować, polować.
Postaniecie, tato.
Już ligać, spać, na tope.
Na sopę.
Wójtek, bierz się na sopę!
Nie chcę, żebyś walczył!
Gazdówki ja ci nie zmarnowała. Coś chłod stawił Tomo.
W pierwszym roku lozdu okrowę tą przychowała drugą. Ład ci stuli.
Łowiec my posiali pod lasy.
Jest takie tapon, Bóg na porę słonecko nagodzi i urodzaju to jakoś
i przebiedzić można.
Jakie się trafi jak łoni, to głodować trzeba.
Wiesną my warmus i mojki jedli.
A tu przedać się nic z tego nie do. Mojk dwok.
Talarywom łosta, Wiwek.
Nie przepilimy ich.
Gruntu się dokupieło i na chorość, i na łosta tecny głód, co się kłostało.
Jota cię nie winujem, ale gazdostwo bez gazdy ku biedzie się tocy.
Jako wanta z wierchu.
Łostanie?
Mam tam gazdówkę piękną. Dzień, dziewce, chłopca.
Śnią?
A ty nie chcą!
To po co ześ tu przyseł?
Wiem.
Przysedłeś krowy i konia bez wierchy na nową gazdówkę przegnać.
Pokiel były dudki, ktoś za nami nie banował.
Ej, nie bylibyście sobą, kiedy byście nie dogryźli, jako ta łosa.
Bieda mnie to nie przygnała, bajno tęskność.
Za wami, za synami!
A te kotliki to przywód wykopiem.
Kielo z tego?
Dwa. Losyckich starty.
Jeden wykop, a drugi łostow.
Na gorse tacy i powiedz Józkowi.
Śniega be statecny gazda.
Nie wyznacza.
I dojadę na łąto. Wy kopali?
Kogoś muszę diabeł przynieść.
Tych ja mu tatę Dudki nie przyniosę.
Jako i tobie.
Nikt to im nie łoni.
Gruntu przykupili i podgubalowcy.
To.
Bartoki.
Wielką chałupę.
Ostyrek izbak wystawili.
Z kominem.
Pany siedzą u nich bezcale lat.
Lezą, w gintyce piją, po holok nie wiada po co łazą.
I piękne dudkim płacą.
Już im taros tych dudków nie wybra.
Uźrę cię jeszcze przed śmiercią.
Bajakos, wyjeść cię jeszcze szybko.
Siódmy krzyzyk wnet.
Udźwigniecie i dziewiąty. Co by ino wóz wnuki na desce do lasa nie wyniosły.
Pomściłek śmierć u ojca.
Ządź podkrywań.
Młodza moja siostra Irma wyje.
Mnie ojciec przeklął.
Oj, Andrzej, Andrzej.
Chłopców nie budźcie. Co z tym mogę żyć?
Ostańcie z Bogiem, matuś.
Na drugą wiosnę przyjdę.
Nie poznajecie mnie, ciotko.
Andrycz,
co
ty
tu robisz?
Ziem.
Ziem, ja tym twardy chlap.
On mnie zabił.
On mojego ojca zabił.
Zabiłeś ujka we wrotach?
Zabiegł, ale nie wiedział, że to mój ujek.
A tyś nie wiedział, że to twój brat.
To się już i tak nie wróci.
Do Ryktara nie pójdete.
Zaparliby nos i to na kieloroku.
Warspik nie przepytuję.
Daleko od granicy siedzę.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.