All language subtitles for Kuchnia polska - odc 6

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Jak się jutro obudzisz, mnie nie będzie, ale nic się nie bój.

Jeżeli kiedykolwiek ktoś by ci mówił, że mama jest zła, to nie wiesz, wiesz.

Cały czas pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza.

Tato, kto to jest ten pan? No, spójrzmy.

Przecież tato, mój tato.

Skąd to masz?

Tam od Agnieszki Bergman.

Żeby ich nie waszła, tam więcej koni nie.

Rozumiesz?

Możesz jechać trochę szybciej?

Widzisz, że nie mogę. Tu jest ograniczenie szybkości.

Proszę cię.

Proszę cię, dajmy się wszystkim.

Wszystko załatwię.

Nie musimy jechać na złamanie karku.

Przecież on już i tak nie żyje.

Japański ojciec?

Teść.

Ojciec mojej żony.

Wiem, co znaczy teść.

Muszę ułożyć pożegnalną mowę.

To nie jest konieczne.

Będzie niewiele osób.

Poza nami zmarł i nie miał rodziny.

Ja jednak będę nalegał.

Zmarłemu należy się kilka słów nad trumną.

Był dyrektorem wielkiej budowy w Egipcie.

Budował elektrownię.

Praktycznie ostatnie 20 lat przed emeryturą przepracował za granicą.

Wrócił kilka lat temu.

Widzi ksiądz, jak teraz komunistki garną się do kościoła?

Nawet po śmierci.

Ojciec nie był komunistą.

Nie był nawet w partii.

Na takim stanowisku musiał być w partii.

Ja chyba jednak lepiej wiem.

Był fachowcem.

A ślub kościelny macie?

Nie.

Co to ma do rzeczy?

To moja druga żona.

Więc trzeba obowiązku dopełnić.

Niech ksiądz swoje nauki zachowa na lekcję religii.

Ojciec był przyzwoitym człowiekiem.

Za Stalina przesiedział parę lat w więzieniu. Zresztą ja też byłem

Pisałem w podziemnej prasie.

A teraz muszę się księdzu tłumaczyć.

Radzę więcej pokory. To był czas wojny, a teraz jest czas pokoju. I trzeba oddać

Kościołowi to, co się mu należy.

Inaczej Kościół sam się o to upomni.

Na bożeństwo odprawi ksiądz Pędowski.

Oplatę proszę wnieść w parafii.

Ile? Co łaska, ale w zasadzie nie mniej niż milion.

Milion? Dach przycieka.

Gdzie jest herbatna?

No powiedz jej coś.

Jej się wydaje, że została wykiwana, że ojciec nie chciał się z nią widzieć

przed święciem.

Wiesz, ja nie znałam dobrze twojego ojca, chociaż mieszkaliśmy tak niedaleko

ciebie.

Od waszego ślubu widziałam go kilka razy.

On był bardzo zamknięty w sobie.

Gdzie jest cukier?

Ja bez cukru.

To zarobicie wnioskami.

Was sprzedamy.

Nie wprowadzimy się z Warszawy.

Szkoda.

Miałabym was blisko siebie.

Mam troje dzieci.

Jestem sama jak Paweł.

To moja mama.

W Wielkołach miałam trzy lata.

Nigdy nie dała znaku życia?

No nigdy.

Nie szukaliście jej?

Nie, ojciec nie chciał.

Nie wiem, tak dokładnie to między nimi zeszło.

Raz... Zapytałam ojca, bo nie bardzo wiedziałam, co mam mówić dziewczynkom w

szkole.

Ojciec rozpłakał się i nie pytałam więcej.

A babcia mówiła, że mama do Anglii wróciła i że była dla nas niedobra.

A ty sama nie próbowałaś jej odszukać?

Tak, próbowałam raz.

Znalazłam stary adres w papierach ojca. Napisałam tam list, ale zwrócił z

adnotacją, że adresat nieznany.

Może nie, że nie.

Bo nie wierzę, żeby nie próbowała ciebie odnaleźć.

Wiesz co?

Czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego.

Zuzanna, już piąta. Pośpiesz się. Czy to też musi skończyć?

To jest do jutrzejszego numeru. A poza tym pada deszcz.

No chodź, chodź. Nie możemy się spocząć.

Poczekaj w samochodzie. Zaraz wejdę.

O nie, nie, nie. Nie ma mowy. Za dobrze cię znam.

Czy my musimy tam jechać?

No pewnie, że musimy.

Może się uda z tego jakoś wykręcić.

Przecież się zgodziłaś.

Zgodziłam się, bo mi przed dwa tygodnie tuszyłeś głowę na rewitala.

Akurat ojciec umarł.

Mam tyle pracy. To naprawdę nie jest najlepszy moment.

Ja się nim zajmę.

Będziemy grali w piłkę nożną.

Jest pan Wiesiekiewski.

Przepraszam, spóźniliśmy się trochę. Strasznie jesteśmy zabiegani od tacie.

Państwo bardzo nam pomogli. W gazecie rozpropagowali naszą akcję tak, że

mieliśmy więcej chętnych niż przyjechało dzieci. A to pani Lena Szewczuk,

dyrektorka domu dziecka. Dziękuję państwu bardzo za pomoc.

Dzieci są bardzo szczęśliwi.

Mala z nich ma prawdziwe wakacje.

Pani mówi po polsku.

To jest język sąsiadów. Też mówicie po rosyjsku.

Masza!

Idźcie stąd.

Jak to Masza?

Przeprosiliśmy o chłopca.

Nie wiem, jak to się stało.

Wszystkie dzieci już wyjechały. Jest tylko Masza.

Masza, dawaj bystry.

A w czym jest problem?

Państwo macie syna?

Nie, nie ma problemu. My nie mamy dzieci w ogóle.

W porządku, może być dziewczynka, nie ma problemu. W końcu to tylko dwa

tygodnie.

Podrzuć mnie do redakcji, muszę coś poprawić na jutro.

Musisz teraz?

Nie wiem, jak się dogadam z tą Maszą. Ledwo dukam po rosyjsku.

Ja mnóżkę po nie małem po polsku.

My często oglądamy polską telewizję w domu dziecka. Ładnie mówisz, bardzo

ładnie. A co oglądacie, dobranocki?

Dobranocki i filmy.

A potem sobie urządzamy teatr. Ale pani nie lubi, kiedy mówimy po polsku.

Przyjechać po ciebie?

Nie.

Słuchaj, idź do archiwum albo do biblioteki uniwersyteckiej.

I poszukaj mi materiałów na temat Bergmana.

Tego reżysera?

Nie, nie złego Bergmana.

Mógłby coś przyjąć w dokumentach. A, wiem, wiem, wiem. A to będziesz o nim

pisał?

No, to bym mówił.

Nie mów nic Ferdynandowi.

Oczywiście. A dlaczego?

Bo tak.

Ferdynand... Nic nie rozumiem.

Nie grać się tak na mnie.

Zaczekaj, Duzelna.

Zaczekaj.

Pojedziesz do Moskwy. Musisz napisać o tym, co się tam teraz dzieje. Normalnie,

porządnie, uczciwie.

Ale ludzi to gówno obchodzi, co tam się teraz dzieje.

Dosyć się o tym nasłuchali przez 40 lat.

Nieprawda. Prawda. A poza tym związek radziecki mam u siebie w domu. Wzięłam

dziewczynkę z domu dziecka. Hej, to też może być niezły temat, ale... No tak,

tylko ja nie po to ją wzięłam.

Daj spokój.

Pojedziesz do Moskwy.

Nie. Wiesi tam kogoś innego. Nie wiem, Pardynanda.

Przecież wiesz, że on się do tego nie nadaje. On był dobry na inne czasy.

No nie wiem, może dziuracza wyjśli, bo już nie mogę patrzeć, jak on na mnie te

gały wytrzesza.

Dobre smakuje?

I jabłko.

A ty jak się nazywasz, Jo?

Ja się nazywam Zuzanna.

A mój mąż nazywa się Ferdynand.

Tak. Było was tak śmietno nazywać?

No końcu, już nie położymy się w parze.

A bajka w telewizji?

Nie mamy telewizora.

Nie macie pieniędzy?

Nie, my nie lubimy telewizji.

Masz jakąś piżałkę?

Była dziurawa, nie dali.

Zaraz Ci coś znajdę.

Umiem naprawić samochód.

Tylko ciężarowy. Umiem też wbijać gwoździe.

Mogę wam powbijać wszystkie gwoździe.

Akurat nie mamy nic do wbicia, bo nie wiedzieliśmy, że umiesz.

Mogę nosić węgiel.

Jestem silna.

Ale naprawdę nie musisz nic robić.

Muszę pracować.

My w domu dziecka zawsze pomagamy.

A co robicie?

Dziewczynki sprzątają, pomagają w kuchni.

Ale wiem, że chcieliście chłopca.

Zuzanna, nie kłóćmy się. Ja wiem, że to była pochopna decyzja, ale ja się nią

zajmę. Oj, nie badaj głupstwa.

Ona jest tutaj gościem i będziemy ją traktować jak gościa.

A ja i tak dobrze wiem, że to była manipulacja z twojej strony.

Ale o czym ty mówisz?

Chcesz, żebym się przekonała, jak to przyjemnie, kiedy w domu jest dziecko.

słucham?

Dobrze, dobrze, to ja to zmienię.

Słuchaj, ja nie rozumiem cię. Czy ja się nie nadaję na ojca?

Nie, ty tu jest w porządku.

Dobry, no też.

To ja się nie nadaję na matkę. Teraz już nie.

Przecież to jest dura. Ty się po prostu boisz.

Boisz się, bo nigdy nie miałaś normalnej rodziny.

O, i to właśnie jest manipulacja.

Tak, słucham?

O, nie, nie. Mówiłam ci już, że nie mogę się tym zająć.

Tak, mam co innego na roboty.

Co masz, dam ci Ferdynanda?

Cześć. Juliusz, dzwoni.

Halo? A, powiedz Juliuszowi, że będę odgołartej.

Nie, nie.

Ja sobie żydać mi się chcę na widok maszyny do puchania. Teraz, kiedy już

wszystko wolno, to kompletnie nie wiem, o czym piję.

No dobra, dobra. No dobra, daj mi ten magazyn.

Przetłumaczyć zawsze mówię. Cześć.

I oczywiście zapomniałeś mi to powiedzieć.

Może to jest rodzinne, co?

Oj, dobra, dobra, idź stąd, idź stąd, bo ja mam kupę roboty.

Mój ojciec też nigdy nie pracował.

Matka harowała po wojnie, a ojciec tylko siedział w fotelu, słuchał wolnej

Europy i przeklinał komunistów.

Zostań się nad sobą litować!

To jest jakaś cholerna mania w tym narodzie.

Żeby z każdej osobistej klęski zaraz się wykreować na bohatera.

Czy mogę w czymś pani pomóc?

Chciałam coś, może jakiś dres albo bluzę na dziewczynkę taką.

Tak.

Masza, daj mi kulitkę.

Co? Ja już ją zakończyłam.

Zapomniałam na śmierć. Takie duże wszystko, wiadomo. No i co?

No to teraz nie zjedz obiadu.

Babcia mi to całe dzieciństwo wbijała do głowy. Pardena, nie będziesz ciekła.

Nie martw się.

Ja zawsze zjem obiad.

To ty gotowałeś?

No pewnie.

On zawsze gotuje.

To przecież babka robota.

I tu się grubo mylę.

Żaden porządny król nie wpijął by baby na kucharza. To odbyt poważna sprawa.

Możesz zjąć udko do ręki, to ci będzie wygodniej.

Do ręki? Coś to niekulturalne.

A czemu Zuzanna nie gotuje? Zuzanna?

Ona musi zarabiać pieniądze.

Napisała już książkę, a teraz pisze scenariusz do telewizji.

A czy jest tam coś o dzieciach?

Babu chciała wystąpić.

Mnie to film dokumentalny i tam nie ma żadnych aktorów.

Szkoda.

Tu właśnie nie ma ani telewizji, ani dzieci.

Co wy robicie wieczorem?

Ferdynand opowiada mi bajki.

O czym?

O tym, jaki będzie, kiedy dorośnie.

Co robisz?

Zaglądam różne listy, papiery. Archiwum mojego ojca. Niedawno umarł.

Mój też umarł.

Był kosmonautą. Leciał w rakiecie.

Kiedy się rozbiła.

Mama też była w tej rakiecie.

No i zostałam sama.

Teraz mam tylko ciocię.

Mieszka we Lwowie.

To jest bardzo, bardzo daleko.

A ja muszę chodzić do szkoły.

A nie lubisz chodzić do szkoły?

Najlepiej lubię, jak chodzimy do lasu i zbieramy jagody.

I mamy takie bardzo duże jagody.

Ale pani nam wcale tego nie pozwala. Bo wszystkie są zatrute od wybuchu.

No, to pani ma rację.

Dobrze, Marsza, już późno.

Idź już, połóż się dbać.

A ty?

A ja jeszcze sobie troszkę poczytam.

O czym poczytasz?

To jest taka historia o złym duchu.

Przez niego, jak byłam taka mała jak ty, też nie miałam mamy.

Twój ojciec nie umarł, Agiecie.

Mój ojciec umarł, bo był bardzo stary.

Mój też nie zginął w rakiecie.

Tylko tak sobie wymyśliłam.

U nas taki chłopak w domu dziecka strasznie się chwali, że jego ojciec

czołgu.

Dobrze, Martha. Jest późno. Idziemy spać.

Nasza uczestnica mówiła, że największa kraj w świecie to Sojusz

Sowiecki. A ja myślę, że Polska jest o wiele większa.

A może ona tak mało biega? Może powinniśmy zawrząsić jakieś dzieci, żeby

towarzystwa do zabawy?

Nie lubię, kiedy jest dużo dzieci.

Wtedy jest straszny hałas.

Daj mi ręcznik.

Trzymaj tak główkę przez chwilę. No tak, tak.

Krew. Czasem mi leci.

Często? Czasem.

Musisz się teraz położyć.

Zaraz przejdzie.

Trudno coś stwierdzić, wiesz?

Musiałbym wziąć dziecko do szpitala, zrobić szybkie analizy.

Przyczyn może być wiele.

To jest bardzo wątła.

Nie, no nie jest taka wątła. Normalne dziecko, co to zaraz pydate muszą

wszystkie być?

Może to jakieś zatrucie, dlatego że ona normalnie ma bardzo dobry apetyt, a

dzisiaj rano w ogóle nic nie chciała jeść.

No możesz się ubrać.

Właściwie skąd ona się wzięła? Ty masz jakąś rodzinę w Rosji?

Nie, ona jest w domu dziecka.

Wiesz, Ferdynand robił taką akcję pomocy dzieciom z Ternobyla.

I akurat jej dom dziecka jest blisko Kijowa. Wzięliśmy ją na dwa tygodnie.

To może być poważna sprawa.

Ale nie mów tak głośno, bo ona wszystko rozumie.

Biorę ją do szpitala.

Już odpalałeś, chcesz iść na wakacje?

Przestań grymasić, ja to robię tylko ze względu na ciebie. Pan doktor weźmie

ciebie do szpitala na dwa dni, dobrze?

Dzisiaj i jutro.

Ale przyjdziesz.

Oczywiście, że do ciebie przyjdę. Kupię ci książkę z obrazkami, kupię ci kredki.

A może chcesz coś specjalnego?

Nic nie chcę, tylko przyjdź.

Kozłowski zostawił ją w szpitalu.

Nie wiem, może ona jest nieuleczalnie chora.

Cholera jasna.

Biedne dziecko.

Słuchaj, pamiętasz dokładnie, co mówił do ciebie?

Nie, bo jeszcze nie zrobiła jej wszystkich badań i nie ma ostatecznej

Zapisuj wszystko.

Juliusz prosił mnie, żebym opisał jej pobyt u nas.

Puknij się w głowę.

Juliusz, żebym mógł, to mój własny pogrzeb opisał. Nie, wyrzucony, nie

się. Nie ma innych tematów do pisania?

Chyba muszę od czegoś zacząć, nie?

Tobie to łatwo. Grzebiesz się w przeszłości.

Odkładasz jakimiś dokumentami. Przecież to jakaś obcesja.

Słuchaj, kogo to będzie obchodziło za parę lat, ci twoi wszyscy komuniści?

Co to będziesz rozliczać w historii, póki jeszcze żyją?

Przecież to tylko spadek.

A tylko spróbuj. To już najwięcej na oczy nie zobaczysz.

Naprawdę nie musisz odpisać. Możesz wrócić do swojego zawodu. Możesz być

adwokatem. Mam nadzieję, że wreszcie będziemy żyli w normalnym kraju.

Nie ma tych Niemców z NRD, którzy kościują pod ambasadą zachodnią

Wiesz, tam inni im pomagają, dają im jeść, a inni kupują od nich trabanty

zawleczne. A ten idawca będzie składał takie propozycje na korytarzu, bo ja

niebawem dam chcę wchodzić do pracy przez okno. Ktoś musi robić takich

Dziurawiec. Słuchaj, sam nie da rady. Dałem go do ciebie na staż, musisz mu

pomóc. Daj mu jakąś fantę, ludziom trzeba zjeść.

Właśnie. Ty, co ty chcesz napisać o tym Bergmanie? Po co zbierasz materiały? Ja

cię uprzedzam, że ja nie zamierzam nic o nim drukować. To jest ubrzydliwa

postać. No.

Może już chcę coś obrzydliwego o nim napisać.

Hej.

Odwór jak baba.

Słuchaj. To są te materiały o Bergmanie. Trochę tego jest, ale co ciekawsze

rzeczy odłożyłem nam. Dobra, zostaw to tutaj.

Poczekaj, bo nie wszystko mi się udało wypożyczyć, to zrobiłem kilka kopii. To

jest na przykład oficjalny życiorek z czatu, kiedy był członkiem KC, potem

był... sekretarzem w Lublinie, walczył z bandami. Dobrze, ja to sama pójdę tam.

Słuchaj, wiesz co ja teraz zrobię? Pójdę do archiwum Muzeum Rewolucji. Oni teraz

tam tak się boją, że sami pokazują najbardziej tajne dokumenty.

Ścielka przyszła do nas i mieliśmy lekcję polski i matematykę, a kiedy my

krew, to troszeczkę bolało, ale tylko troszeczkę.

Jeszcze rano usiałam na sikę do słoika.

Proszę Panią, ona w ogóle nie chce z nami rozmawiać.

Naprawdę nie chce z Wami rozmawiać, tak?

To ja ją za karę zabieram do domu.

Czy ja jestem chora?

Nie, no nie jesteś taka chora, żeby leżeć w szpitalu, ale całkiem zdrowa nie

jesteś.

Te badania, które dzisiaj zrobiłyśmy, weźmiesz ze sobą do domu dziecka,

Macie tam lekarza?

Wjeżdżam czasem.

Pan doktor zapisał Ci lekarstwa i witaminy i teraz pojedziemy do apteki i

cały zapas, dobrze? Będziesz pamiętała, żeby brać?

Nie szkodzę, Maja, jest odrobinę cierpliwości, dobrze?

Nic nie szkodzi.

Ja wiem, że musisz pracować.

Słuchaj, szef chce materiał o uciekinierach z NRD, a ja załatwiłem, że

to razem. Fajnie, co?

Dasz sobie radę sam.

My wyjeżdżamy na kilka dni nad jezioro. No ja mogę pojechać z wami.

To załatw to z moim mężem, bo on się na pewno bardzo ucieszy.

Pamiętaj, w tej torbie masz bułki, ciastka, a w tej soki do picia na drogę.

zapomnę. Masa, lekarstwa masz w plecaku.

Musisz to codziennie brać. I teraz tutaj są wyniki badań. Jak przyjedziesz do

domu dziecka, to od razu musisz to dać lekarowi. Będziesz pamiętała? Tak?

Czekamy na Ciebie w przyszłym roku, tak?

Tak, Masza?

Masza?

Proszę Pani, ja mam taką prośbę, bo nasza bardzo źle się czuła i zabraliśmy

do lekarza, potem robiliśmy różne specjalistyczne badania. Ja mam tutaj

wszystkie wyniki ze sobą. Ten lekarz skierował ją potem na badania do Centrum

Zdrowia Dziecka, bo ona po prostu wymaga jak być dalszego takiego

specjalistycznego leczenia.

Proszę Pani, większość dzieci odczuwa skutki promieniowania, dlatego my też je

specjalnie traktujemy. Przewozimy tutaj, a w Kijowie zapewniamy opiekę lekarską.

U nas są najlepsze specjaliści.

Tak, ja wiem, że u was wszystko jest najlepsze, bo mi to całe życie wbijali

głowy.

Proszę pani, źle mnie pani zrozumiała.

Ja nie mogę robić wyjątku.

Wiele rodziców by chciało dzieci zatrzymać na dłużej, ale Masza musi

szkoły.

Także jak inne dzieci.

Nie powinna była pani zacząć te rozmowy przy dziecku.

Widzi pani, jak to jest denerwowało?

Przepraszam.

Ja przepraszam, że się uniesłam po prostu.

Myślałam, że skoro Masza już rozpoczęła te badania, to może szkoda byłoby

marnować taką sposobność.

Tym bardziej, że mamy zarezerwowane miejsce w Centrum Zdrowia Dziecka i może

chodzi o jej zdrowie, może nawet o życie.

Bardzo Panią proszę, niech się Pani zgodzi. Ja rozumiem, że u Was na pewno

fantastyczni w lekarze, ale po prostu to trudno tak się zajmować każdym

dzieckiem z osobna.

A jak już jest taka możliwość, to może moglibyśmy nawet pomóc też innym

potem. Ale to może być efekt propagandowy.

Państwo Wiesiekierscy pomogą nam w prasie nagłośnić tę całą sprawę, a my w

naszej fundacji mamy plany umieszczania dzieci chorych w polskich szpitalach.

Ale ja nie mogę podjąć decyzji maszem a prawnych opiekunów.

Ale proszę pani, bo ja tutaj mam...

Wszystkie badania zrobione. To jest nawet skierowanie od lekarza. I teraz

o zrobienie badań stogułowych.

Przyjadę to za 2 -3 tygodnie.

Tyle czasu starczy Pani, żeby zrobić to badanie?

Potem powiedziałam jej, że Masa jest strasznie chora i w końcu jakoś zgodziła

się. Ale tak naprawdę to ja nie jestem chora.

Nie, no tak naprawdę to nie.

Ale pana doktora jeszcze odwiedzimy, tak?

Dobrze? Dobra.

Dobrze się zastanowiłaś, co ty robisz?

Mhm.

Zastanowiłam się, miałam całe pół sekundy na zastanowienie.

Musimy zrobić punkty szpiku.

U takiego dziecka mostek jest tak mięciutki, że przy znieczuleniu ona nic

poczuje.

Wyjdź, zostaw nas samych.

Proszę cię, zostanę z nią.

Wyjdź.

Nie bój się.

Idź.

Mamy szczęście.

Aplazja szpiku niestwierdzona to jest najważniejsza. Także nie ma powodu

trzymania dziecka w szpitalu.

Co jakiś czas będziemy robili jej badania. Ale na Ukrainie ciągle jest

silne promieniowanie.

Na pewno, prawdopodobnie należałoby wszystkie dzieci stamtąd ewakuować. No

właśnie, to potrzeba jej jest długotrwała kuracja. Może mógłbyś takie

zaświadczenie wypisać.

A co ja mam jej wypisywać?

Na razie jest pod moją opieką.

Kaczka po pekińsku. To w ramach edukacji kulinarnej dziecka. Co z mojej własnej

kompozycji? Maszka, soluj do łóżka.

Dobranoc.

Dobranoc.

Jeśli ona ma tam wrócić, to nauczy ją lepiej gotować kartofle bez omasty.

praktycznie... Wiesz co?

Bądź chamem.

Nic na to nie poradzę, że mam osobistą satysfakcję z tego, że ruskim jest coraz

gorzej. W końcu sami sobie są winni. Kto im kazał strzelać z Aurory?

Powiedz to temu dziecku, a potem zderzyj jego porcję, bo niemcom zdaje się

wybaczyłeś, skoro jeździsz Mercedesem.

Gdybym jeździł ładą, jeszcze bardziej bym nienawidził ruskich.

Panowie, skończcie te dyskusje, bo ja mam sprawę do Juliusza. Widzę, że to nie

jest całkiem bezinteresowne przyjęcie.

Słuchaj, chcę pisać felietony kulinarne do niedzielnego wydania.

Pomyśl o tym, co? Serio mówisz?

Pomyśl.

Tadziu, ja mam dla ciebie taką sprawę.

Chciałabym, żebyś wyjaśnił sytuację prawną dziecka.

To ty tak poważnie?

Nie znasz jej?

Ona nie wie, czego chce.

I nie ustąpi, dopóki tego nie dostanie.

Cześć! Cześć!

Dyrektor zgodził się, żebyś chodziła do szkoły, ale na razie nie będę ustawiał

ci strony.

Oj, to fajnie.

Podobało ci się? Tak.

Pierwszy dzień już dali mi przezwisko.

Co?

A jakie?

Ruska.

Ruska? Uważasz, że to ładnie? Ładnie. Przecież jestem Ruska.

Chodź.

Masza, spróbuj tę literkę jeszcze raz, bo to musi być odwrotnie napisane.

Tak?

Dobrze. Teraz dobrze.

Litery są takie trudne. Słowa rozumiem, ale litery wcale.

Nie, to nie jest takie trudne. Tak się tylko na początku wydaje.

Ale dużo słów jest bardzo podobnych, prawda?

Ale niektóre są takie same.

Na przykład dom.

Dom.

Piwo.

Wino. Mama.

Mama.

To mogę do ciebie mówić mama?

No jest lepiej.

Wyraźna poprawa.

Świetnie. Ale nie pisz o tym w żadnych papierach.

O co ci chodzi?

Dlaczego ty zmierzasz?

Chcesz się zatrzymać tu? Tej dziewczyny?

Adoptować?

Cześć, cześć.

Słuchaj, punkt widzenia. Będzie w punkcie widzenia.

Kto będzie?

Właśnie przysłali zaproszenie z telewizji.

Ale kto?

Bergman.

Nie ma mowy. Nasza redakcja nie weźmie udziału w tym programie. To byłoby

niemoralne. Ale że co?

Zamarszista?

Kiedy on już 20 lat jest po pozycji?

Gdyby było w 68 roku i wyrzucili z partii tylko dlatego, że jest Żydem, to

by nie było opozycji.

I tak było. W 66 siedziałem po raz pierwszy w życiu w więzieniu.

Zaraz po maturze. Szczenieckie zabawy, klub dyskusyjny. I wszystko normalnie

rozruchłoby się po kościach. Gdyby nie to, że Bergman kazał sędziemu wsadzić

do więzienia.

a ponad dwa lata później został opozycjonistą.

Ale ja muszę się z nim spotkać. Ja cię błagam, zgłoś mnie do tej audycji.

Nie, zabraniam ci tam chodzić. Możesz do niego do domu pójść, prywatnie.

Tak, tylko on podobno już nikogo nie przyjmuje.

Jest próżny.

Podejdziesz go odpowiednio, to cię zawsze przyjmie.

Ale ja nie wiem jeszcze, czy ja chcę się z nim spotkać. Ja po prostu chcę mu się

przyjrzeć. I ta audycja jest dla mnie akurat dobrą okazją.

Ja oczywiście daję sobie sprawę, że mój pogląd tutaj nie będzie przed Państwa

entuzjastycznie przyjęty, ale jestem przyzwyczajony od lat do tego, że w

poglądach jestem odosobniony.

Otóż wcale nie uważam, że Lewica wydała z siebie swoje ostatnie polityczne

tchnienie. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że pobiera bardzo pouczającą

która doprowadzi ją do samooduskonalenia.

W wielu krajach przecież ciągle rządzą socjaldemokracji albo socjaliści. To

jednak nie to samo. Nie może pan wrzucać komunistów i socjalistów do jednego

worka. Ja mogę, łaskała pani.

Po godzinki od lat zajmuję się jedynie teorią. Więc może to był pański pomysł,

żeby PZPR przemianować na socjaldemokrację?

Może.

Co prawda w tej sprawie nikt się ze mną nie konsultował, ale też nikomu przecież

nie zabraniałem czytania moich książek.

Nawet jeżeli one znajdowały się na indekcie.

Czy wierzy pan w powodzenie reform w Związku Radzieckim?

Ja, proszę pani, wierzę w Gorbaczowa. To mądry i otwarty polityk. A nawiasem

mówiąc, w czasie swojej ostatniej wizyty w Ameryce podobno wyraził się

pozytywnie o mojej teorii socjalistycznej ewolucji ZSRR.

Prognozy dla Polski.

No cóż, budujecie nowe państwo. Ja na szczęście już długo nie pożyję.

Swoją drogą, nam to lepiej wychodziło czterdzieści parę lat temu.

Proszę Państwa, Waszym nieszczęściem jest zupełny brak autorytetów.

Jeżeli Pan ma na myśli tę pesę w ręku, z którą to nowe państwo budowaliście, no

to rzeczywiście nie mamy autorytetów.

Nie macie autorytetów, bo nie potraficie nikogo uszanować.

Nasz czas już się kończy.

Przypominam, że gościem naszego programu był dziś prof.

Jerzy Bergman, wybitny historyk filozofii.

Dziękuję panu, dziękuję państwu. Do zobaczenia w przyszłym miesiącu.

Ale to byłaby prywatna rozmowa.

Dobrze, tylko proszę krótko, jestem już zmęczony.

Dziękuję państwu, spotykamy się za miesiąc.

Ja się nazywam Zuzanna Symanko. Pan znał moją matkę.

Wie pan, niedawno umarł mój ojciec i w jego papierach znalazłam list babci, w

którym przeczytałam, że moja matka była pańską kochanką.

Dura.

Dura.

Jak pani to sobie wyobraża? Wiemy za chwilę.

W latach pięćdziesiątych byłem sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego.

Utrzymywanie stosunków towarzyskich z Angielką w tamtych czasach, pożywanie w

dodatku żoną człowieka skazanego za szpiegostwo, przecież to byłoby

Owszem, pamiętam ją.

Przychodziła do mnie w sprawie męża.

Od myśli tylko chciała wyjechać za granicę. Starałem się jakoś pomóc.

Więc pan załatwił jej paszport.

Ja przechodziłem, że starałem się.

Nie udało mi się, niestety.

Ale moja matka wyjechała w 1956.

Być może, proszę pani, ale ja w tym czasie zostałem już przeniesiony do

Warszawy.

Dlaczego pani w ogóle mnie o to pyta?

A kogo ja mam pytać?

Niestety nie umiem pani pomóc.

Być może uciekała przez zieloną granicę.

Gdyby wyjechała legalnie, przecież zabrałaby ze sobą dziecko.

Znaczy, paniu, to było niebezpieczne. Mogła zginąć. W tamtych czasach straż

gęstra strzelała bez ostrzeżenia.

Wie pan, to w tym wypadku dostalibyśmy chyba jakieś zawiadomienie.

Niekoniecznie, proszę pani. Mogła mieć fałszywy dokument na inne nazwisko albo

ogóle jechać bez papierów.

To jest list mojej matki.

Ja go przeczytałam dopiero teraz, dlatego, że nikt go wcześniej nie dał.

W tym listie moja matka pisze, że to pan zorganizował jej wyjazd.

że to pan dał fałszywe dokumenty i że pan miał się mną zająć po jej wyjeździe.

Więc dlaczego pan kłamie?

Znaczy, panie, ja nie muszę tego słuchać. Właśnie będzie mnie pan

Pan kochał moją matkę.

Proszę pana, ja chcę wiedzieć tylko jedno. Czy moja matka mnie zostawiła?

Pani matka nie ozuje.

Na granicy nie wiadomo, dlaczego zaczęła uciekać.

Zastrzelił ją strażnik.

Śpij.

Śmiejesz się?

Śmiecham się.

Ktoś dzwoni, nie słyszycie?

Pani Lena przyjechała zabrać Maszę. Dzień dobry.

Ale dziecko jest przecież w trakcie leczenia.

To jej ciotka się domaga, żeby Masza wróciła. Jest jej prawną opiekunką.

Jej ciotka oddała ją do domu dziecka.

To porządna kobieta.

Biedna jest bardzo. Sama mieszka kątem.

Zuzanna, nic nie poradzisz.

Ona ma do tego prawo.

Dziecko też ma swoje prawa.

Przejechałam to na trzy dni.

Organizujemy obóz zimowy dla dzieci.

Potem będę musiała zabrać Maszę.

Ale na pewno Maszę się wróci do państwa.

Maszyńka, wrócisz tutaj na zimne kanikury?

Zostanę tu na zimę.

A ty co?

Zabyłaś język rosyjski?

Zapomniałam.

A jaka jest ta twoja ciotka?

Dobra.

A kochasz ją?

Tak.

A ty jeszcze stwierdzę wrzucisz do kolegów z domu dziecka?

Nie bardzo.

W szkole tak mam fajnych kolegów.

Wolałabyś zostać tutaj?

Tak.

Dlaczego?

Nie pamiętasz?

Bo ty jesteś moja mama.

Musisz coś zrobić.

Nie możemy jej teraz tak po prostu odzyskać.

Co ja mogę zrobić?

Jesteś bardziej dziecinna niż Masza. Ale to ty ją tutaj przyprowadziłeś.

Chciałeś mieć dziecko, to teraz masz. Ale chciałem mieć swoje dziecko,

rozumiesz? Znaczy nasze.

W porządku.

Ja jutro zapakuję do samochodu i wywiozę stąd. Nawet nie powiem ci gdzie, żebyś

nie musiał łgać przed milicją. Słuchaj, czy ty musisz mieć akurat to dziecko?

Tak. Dla brzegu wszystkim?

Tak.

Bo ona tak chce. Baranie jeden.

Masa! Nie da się, Maria! Nie ma Masy!

Jak to nie ma?

Zabrała ją ta kurwa!

Uspokój się. Jak mogła ją zabrać? Przecież się nie włamała.

Zadzwonię do niej.

Nie, bo oni słabają. Zajdę!

Pani, gdzie?

Aż szkoła zamknięta.

Robota. Proszę pana, nie widział pan takiej dziewczynki z takimi długimi

włosami, jak w niedużej?

Gdzie dziewczynki, jak szkoła zamknięta?

Poszukałam wszystkie podwórka. Dwoń na milicję. Ten Ernie się pewnie zaraz

wróci. Ona jest samodzielna.

Zaczekaj, nie dzwoń jeszcze.

Znalazłaś mnie.

Od razu się zorientowałem, że zabrałaś klucze od domku.

Nie mów nikomu, że tu jestem.

Nie możesz tu zostać sama.

A co będzie, jak się zrobi ciemno?

Też się zastanawiałam.

Słuchaj, chciałam nie powiedzieć, że zgadzam się.

Na co?

Na co się zgadzasz?

Do tej pory najmniej się nie zgadzałaś, więc na co się zgadzasz tym razem?

Bo chciałaś kiedyś, żebym pojechała do Związku Radzieckiego. To ja się teraz

zgadzam. Cieszę się, bo myślałem, że zbabiałaś do reszty.

Kiedy możesz jechać?

Zaraz mogę jechać.

Wspaniałe. Pojedziesz na Litwę. Tam się dzieją teraz wspaniałe rzeczy.

Nie, no na Litwę to nie zgadzam się.

Jak chcesz mieć jakiś reportaż, to pojadę do Lwowa.

Może być.

Tylko że wiesz, że tam samoloty nie kursują, a pociągi są kompletnie

Ale ja chcę jechać samochodem.

Potrzebne mi są tylko wszystkie możliwe przepustki.

Proszę paszport.

Proszę zniąć okulary.

U was nie ma wizy. Ale tam wizy nie jest potrzebna. Tam przepisy.

Nic nie wiem. Potrzeba wizy lub zaproszenia.

Wiza kosztuje 50 amerykańskich dolarów.

Mam 10.

Dawajcie 10.

Proszę.

Ojej, tak to ja widzę.

Pani z Polski.

A co pani szuka?

Słucham ulicy Engelsa. To miałam skręcić koło tego kościoła. A to nie kościół,

to zolineum. A na Engelsa to pani tak opojedzie. Przez Kopernika do góry,

przez Potoskiego w lewo, przez Szymonowiczów jak tramwaj. Jedzie prosto

Listopada. Bo ja chciałam tutaj, na Engelsa. A to to samo ulicy Engelsa na

Listopada. Aha, dziękuję bardzo.

Bardzo dziękuję.

Iryna Bondarczuk tu mieszka? Mieszka, mieszka.

A oś nasza Iryna z roboty już idzie jak raz.

Masha była mała, kiedy siostra umarła z chorobą.

Było jej tylko rok.

Prawie nie pamięta ją.

Natasza była piękna.

Piękniejsza niż ja.

A ojciec?

Góra gdzieś.

Kto go wie, czy to ojciec?

Nie on tego nie wie, ani Natasza tego nie wiedziała.

U Maszy po papierach ojca nie ma.

To wszystko z powodu Nataszki piękności.

Początkowo żyła, nie używała życia.

I z pięknością.

Weźmę Maszę do siebie.

Obiecała to siostrze.

W szpitalu, kiedy widziałam ją przed śmiercią.

Tylko teraz... Ona jest za mała.

Ja sama z niej nie poradzę.

Czekam, aż trochę się urodzi.

A tam, w domu dziecku, dobrze.

U nich jest szkoła i klub.

I dzieci dużo innych.

Daj, chodź.

Wybieraj się.

A to jest towarzysz Rogaczyń z Ministerstwa Edukacji.

To Irina, ciotka ma swój. I ona zgadza się z tym, a została u nas na razie.

Co to znaczy?

My же z wami говорили на эту тему.

Да, но я передумала.

Раз наша сама хочет остаться здесь.

И даже она в школу уходит.

И ее здесь лечат.

А у нас что, не лечат, что ли?

Лечат.

А может, вас подкупили?

Как подкупили?

Ale co pan opowiada? Jak pan może mówić coś takiego?

Ale pan

nie

ma prawa. Jeżeli opiekunka nas zgadza się, to chyba sprawa jest jasna.

Przecież nie o to chodzi.

Chyba jasne, że tu będziemy miały lepsze warunki.

Prawdziwy dom.

U nas może być nie tak i bogato, jak tutaj.

No, mnie to воспitali na czesnego człowieka.

A was poproszę bystryje zbierać czemadany.

Żyjemy was w maszynie.

Pójdziemy, zbieramy czemadany.

Przyjadę do was z zimą.

Będę na ciebie tykała.

Z Eldynandem?

No to posiedźmy przed podróżą.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.