Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Brawo, zwrot.
Na przód marsz. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
Tylko równo obierać, równo. I nie grubo, świna się nie nosi.
Ona sama jak świna.
Ładne mi wakacje.
Ciągle obierać i obierać.
Nie przesadzaj, dużo mamy raz w tygodniu.
No to co, i tak za często.
Starsze grupy w ogóle nie pracują w kuchni. A ja lubię gotować.
To gotuj za nas.
Zresztą, wiesz, to nie jest gotowanie.
Ja się może nie z aktorem.
Wyjadę do Ameryki i w ogóle nie będę gotować.
Najpierw musisz skończyć szkołę.
Jeszcze tylko jeden rok i przestanę chodzić do szkoły.
Każą ci.
Nie mogą mi każać. Trzeba skończyć cztery klasy. Dalej już ci nie mogą
Nie chcę. Ja już skończyłam cztery klasy i muszę dalej chodzić.
Bo chcesz. Chcę?
Głupia jesteś.
Może chcesz być doktorem albo nauczycielką? Wtedy musisz chodzić do
Ale ja?
Ożeni się z aktorem? Może sama będę aktorką? Więc po co mi szkoła?
Nie denerwuj mnie.
Każą ci koniec. Wszystkim wszystko każą. A udowodnić ci, że nie?
Gomułka na przykład skończył tylko cztery klasy.
I jest dwodzem narodów.
Szkoła jest niepotrzebna.
Mieszeń, skąd wiesz? Było w czytance?
Ojciec mi mówił. On słucha radia z zagranicy.
Zapytam ojca.
On zna Gomułkę.
Może z nim do szkoły chodził? Ty, uważaj!
Nie kłóćcie się.
Mój ojciec też zna Gomułkę i się wcale nie chwale.
Cztery klasy.
To nie jest głupie. Muszę nad tym pomyśleć.
Ja będę lekarką. I tak będę musiała chodzić do szkoły.
A jakbyśmy wszystkie uciekły?
Pociągiem do Gdyni.
Tam zakradłybyśmy się na statek. Na jaki statek?
Wszystko jedno. Do Afryki albo do Brazylii.
Ja bym tam nie chciała. Tam są sami żyni.
Kazałabym ci koniec. Jestem waszą zastępową.
Jeśli mamy uciekać, to do Anglii. Dlaczego do Anglii?
Bo tam jest moja mamusia.
Dosyć tego obierania. Wystarczy mi kartofli.
Idziemy!
drzewa. A może my idziemy w drugą stronę?
Idziemy z biegiem rzeki, a wszystkie rzeki płyną do morza. Nie uczyłaś się
geografii? Dopiero w nowym roku.
Słuchajcie, jeśli cię chcę, która może być godzina?
Dobra, wracamy do obozu. Juhu!
Agnieszka Bergman.
Zuzanna Szymanko.
Maria Kowalczyk.
Anna Biesycierska.
Wystąp.
No?
Co macie na swoje sprawiedliwienie?
To moja wina. Ja im kazałam.
Ty im kazałaś?
A z jakiej racji?
Jestem zastępową.
A co wy na to?
Szymanko. zastępował wóz.
Beksa!
Wszystkie cztery będziecie relegowane z obozu.
Telegraficznie zawiadomimy waszych rodziców, że mogą was odebrać.
A z tobą, Bergman, spotkamy się w szkole.
Od nowego roku będę wychowawczynią twojej klasy.
Nie spotkamy się. Już nie będę chodzić do szkoły.
Tak?
A czemu?
Skończyłam cztery klasy. Dalej już nie muszę się uczyć.
Cztery klasy.
A kim ty chcesz być?
Przątaczką?
Bo dalej z tym wykształceniem nie zajedziesz.
Niech pani uważa, co pani mówi.
Towarzysz Gomułka skończył tylko cztery klasy. Ty smarkata, ty podłoszczerstwo.
Jak chcesz mi już tak mówić? Ja już porozmawiam z twoim ojcem.
Mój ojciec to potwierdzi. On zna towarzysza Gomułkę.
Odwaszerować!
Ba! Hymnu!
Wszystko, co nasze portę oddamy, w niej tylko życie, więc
idziem żyć.
Żona dzwoni. Mam połączyć?
Łącz się.
Tak. No, niełatwo to dzwonić się do ciebie.
O co ci chodzi?
O co chodzi?
O to, żeby w pół roku nie widziałeś Agnieszki.
Wiesz, że to nie moja wina. Jestem zajęty. Nie mam czasu jeździć z miasta
miasta. Twoją córkę wyrzucono z obozu harcerskiego.
Pojedź tam i zorientuj się, o co chodzi.
Musiała coś nabroić, skoro ją wyrzucili. Bez powodu nie wyrzucają.
Ale ja nie mam co z nią zrobić.
W poniedziałek wyjeżdżam w delegację do Kijowa.
Przecież nie zabiorę jej ze sobą, tak?
Nie mam kiedy jechać.
Jutro jest niedziela.
Pojedziesz tam i załatwisz, żeby ją przyjęli z powrotem.
Zgadzamy się.
Zawiezie nas.
To zresztą niedaleko.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Szymanko, nie poznaje mnie pan.
Graliśmy ze sobą w karty parę lat temu.
Nie poznałem pana.
Będzie pan bogaty.
Zaraz, zaraz.
A, to pan.
Ja zdaje się byłem w pańskiej siatce szpiegowskiej. O tak pamiętam. Jakaś
kretyńska prowokacja UB.
Zgadza się.
Głupia sprawa.
Głupia.
Przesiedziałem trzy lata.
Ciągle nie mogę przyzwyczaić się do życia w mieście.
Człowiek powinien żyć w zgodzie z naturą.
Jeżeli jakakolwiek forma człowieczeństwa przetrwa tę czerwoną demoralizację, to
tylko wiecie.
Mam rację?
Ja jestem mieszczuchem.
Poza tym już swoje przeżyłem.
Wie pan, czego się nauczyłem?
Tolerancję. No widzisz? Za dobrze ci jest.
Jakoś się nie mogę przyzwyczaić do tego dobrobytu, mimo że to tyle lat.
A pan?
Wie pan, staram się o tym nie myśleć.
Pracuję, wychowuję dziecko.
No widzi pan.
A ja niestety akurat nic nie umiem robić.
Za wcześnie się urodziłem. Albo za późno.
A pańska małżonka? Pan zdaje się przywózł żonę z Anglii.
Wróciła do Anglii.
Jakieś osiem lat temu.
Cóż innego mogła zrobić?
Ja przepraszam, że tak mówię. Pan może na to patrzy inaczej.
Ale ja ją dokładnie rozumiem.
Wie pan, ten kraj to jest jedno wielkie świństwo.
Niech pana nie dziwi, że ja tak mówię przy sekretarzu wojewódzkim.
Ale my się znamy od dziecka.
Wychowaliście w jednej wsi prawie jak bracia.
Ale to, że mogę tak mówić przy sekretarzu wojewódzkim, też uważam za
świństwo.
Tobie się wydaje, że ty możesz tak mówić. Ty powinieneś mieć barwiackie
Najłatwiej jest siedzieć i tylko narzekać. No rób coś tam.
Dziękuję, wolę poczekać.
Na kogo?
Na Andersa na białym koniu?
Tak wiecznie być nie może.
Nie może?
Przyjrzyj się ludziom.
Żyją, pracują, dorabiają się.
Jest nowe pokolenie, które dorasta tu, w Polsce Ludowej. Dla nich wszystko jest
normalne. Właśnie to mnie martwi najbardziej.
Teraz dopiero nam dadzą. Ta małpanie zostawi na nas suchej nitki.
Nie ma świetu. Mój ojciec nas obroni.
Zły przykład rozprzestrzenia się bardzo szybko.
Samowolne opuszczenie obozu, odmowa pełnienia dyżurów.
Tak, tak, ja rozumiem, ale myślę, że to jest zbyt surowa kara.
To są jeszcze dzieci.
Przyjechały na obój, żeby odpocząć, a teraz co? Mają wracać do miasta w środku
lata?
Żartujecie, towarzyszu Kowalczyk.
Przykro mi, że to właśnie wasza córka.
I córka towarzysza Bergmana.
Bardzo dobrze, że traktujecie je na równi z innymi dziewczynkami.
Inaczej byłby to protekcjonizm, z czym nasza partia walczy.
Nie chcemy, żeby wyróżniano nasze córki. Prawda, towarzyszu Kowalczyk? O nie,
nie, nie, broń Boże.
No i co mówią?
Cicho, nie przeszkadzaj.
Jak zdążyłem się dowiedzieć, uderzyliście moją córkę.
Ja jej nie uderzyłam.
Po prostu...
Nie potrafiłam nad sobą zapanować po jej bezczelnych wypowiedziach.
O cóż takiego powiedziała?
Rzucała oszczerstwa na towarzysza Gomułkę.
Dla niej nie ma już nic świętego.
Konkretnie.
Konkretnie.
Agnieszka powiedziała, że towarzysz Gomułka skończył tylko cztery klasy
podstawowej.
Powiedziała prawdę.
Towarzysz Wiesław jest szamułkiem.
Co więcej, wielokrotnie sam to podkreślał, również w mojej obecności. I
dlatego tak bardzo nienawidzi intelektualistów.
Jak pani widzi, wyższe wykształcenie niczego jeszcze nie gwarantuje. Pani
skończyła uniwersytet.
Pedagogikę.
Pani umie rozwiązać konflikty inaczej jak za pomocą rykoczynu.
Ja... Przepraszam, towarzyszu, ale czasem jest tak... Wiele problemów, że
potrafię nad wszystkim zapanować.
Możemy wam to ułatwić, jeżeli to dla was za trudne.
Napiszecie podanie o zwolnienie z funkcji dyrektorki szkoły.
Ale one naprawdę uciekły z obozu i mogło się to bardzo źle kończyć.
Ale ja właściwie podjęłam decyzję, że dziewczynki mogą zostać na obozie.
W tym kierunku szła nasza rozmowa, prawda, Tobaszu Kowalczyk?
Tak, niewątpliwie. Tak.
No, muszą tylko ponieść jakąś karę, którą tu sobie wspólnie obmyślimy.
To wy sobie tu obmyślajcie.
Ja zabieram Agnieszkę z obozu.
Jedziemy do ciebie, tatusiu?
A co będziemy robić w Warszawie?
Pójdziemy do kina?
A może byśmy gdzieś wyjechali?
Nad morze albo nad jezioro, co?
Dawno nie byłem na wakacjach.
Potem do szkoły.
Może zostanę u ciebie.
Będę ci pomagać w pracy.
Nie chcę już chodzić do szkoły. Nie cierpię szkoły.
Jeżeli chcesz mi pomagać w pracy, musisz najpierw skończyć szkołę, jak wszyscy.
Ale ja nie chcę chodzić do tej szkoły, bo ta małpa będzie moją wychowawczynią
nowego roku.
Kiedy pójdziesz do szkoły, to już jej nie będzie.
Obiecuję ci.
Ty jesteś Agnieszka, prawda?
No, wpuścisz mnie?
Ja pracuję dla twojego tatusia.
Pracuje pani?
Jestem jego sekretarką.
Pomaga mu wieczorem pisać książkę.
To tatuś pisze książki? Nic mi nie mówił.
To nie są książki dla dzieci, to są książki naukowe.
Studenci uczą się z nich na uniwersytecie.
No, jesteście już. To dobrze.
Zaraz będę gotowy.
Kładź się spać.
Ale posiedzisz przy mnie.
Przepraszam was na chwilę.
Nie powinnaś uciekać z obozu.
Wiem. Tym bardziej nie powinnaś namawiać innych koleżanek.
One musiały mnie posłuchać. Jestem ich zastępową.
Zastępową jesteś nie po to, żeby im rozkazywać, ale po to, żeby się czuć za
odpowiedzialną. Wiem.
Ta twoja koleżanka w okularach z zastępu nazywa się Zuzanna Szymanko.
Znasz ją?
Kiedy znałam jej matkę.
Ona nie ma matki.
Wiem.
Opiekuj się nią trochę, kiedy wrócisz do domu, dobrze?
Jej matka wyjechała za granicę.
Wolałabym, żeby moja też wyjechała.
Wyjeżdżę jutro. Ale wróci.
Tatusiu, a może mogłabym zostać u ciebie na zawsze?
Mama się nigdy na to nie zgodzi. Jest jej za mało.
Ale może za parę lat przyjedziesz na studia, dobra?
No to śpij. Mam jeszcze dużo pracy.
Wiedziałam, że się nie zgodzisz.
Dobranoc.
A to Ci dopiero ciężka praca.
Przejmijcie gospodarzu ten bochen chleba z tegorocznych zbiorów i żeby ziemia
żyzną była i rolnikowi szczęściła.
Przywitajmy naszego dostojnego gościa generała Łabuza.
Dobre mamy ziarno tego roku.
Wiesz, Jocheniu, dziewczyny jak rzepa.
Co wy, general, za stary jestem.
Przed wojną dziedzic by się ani chwili nie zaspanawiał. Teraz ty tutaj
Ty jesteś nasz chłopak, Heniu. Leśny chłopak. Tobie trzeba do Warszawy.
A mnie tu dobrze.
To są moje sprawy. Wiem, że ci tu dobrze. Kochają cię tu wszyscy.
Ty jesteś bohaterem.
Ale kiedy ojczyzna wzywa... Wzywa?
Wzywa, Heniu. Wzywa?
U władzy, agenci, Żydzi, u ludzkich na pasu chodzą.
Źle się dzieje w Warszawie, Heniu, źle?
Adam Brobki, rozumiesz? Że ciebie... Pizdo!
Szykuj się, Heniu. Niedługo przyślemy po ciebie.
Ojciec, przyjęli mnie.
W końcu mnie przyjęli. Dzień dobry wujowi.
Zawiadomienie przyszło.
Podziękuj wujowi. On ci to załatwił. Przestań chłopcu robić wodę z mózgu,
jeszcze go w kompleksy wpędzisz. Bardzo dobrze znają.
Akademik też mi przyznali. To pewnie dlatego, że mama pracuje.
W Warszawie będziesz mieszkał u ciotki Sobańskiej. W bursie nie wiadomo jakie
towarzystwo.
Wolałbyś, żeby mnie ciotka zanudziła na śmierć.
To ty chcesz. Ma osiemnaście lat.
I tak zrobi, co zechce.
Ech, same wydatki.
To już dwie ostatnie.
Weźmiesz?
Podobno cena złota poszła trochę w górę.
Dziesięć złotych na gramie.
I tak oto wszystkie moje skarby przeszły na twoją własność. Dokonała się w
sposób bezkrwawy, ewolucyjna wymiana klasy posiadającej.
To skoro już teoretycznie przeszedłeś do klasy pracującej, zrób coś w praktyce.
Znalazłem dla ciebie posadę.
Przecież ty polowałeś przed wojną.
O, przed wojną. W ogóle polowało się.
Musisz zapisać się do Związku Owieckiego, ja załatwię ci pozwolenie na
ty znowu wymyślił.
Chyba nie chcesz, żebym został gajowym.
Chociaż raz bądź poważny, Janie. Ja wyjeżdżam.
Dotarło to do ciebie?
Wyjeżdżam z całą rodziną do Warszawy.
Koniec mojej opieki.
Koniec mojej pomocy.
Dzień dobry, mama.
Marysia!
Do Warszawy mnie przenoszą, ojciec.
Daleko. Kiedy? Już.
Więc jak trzeba coś w województwie załatwić, to teraz.
A ja myślałem, że ty kiedy na wieś wrócisz.
Wszystko przez te uniwersytety.
Na co to komu potrzebne?
Ziemie się wydzierżawi.
Za starzy jesteście, żeby tak harować.
Dostaniesz emeryturę.
Ja też dobrze zarabiam.
A, dzisiaj zarabiasz, jutro nie zarabiasz.
A ziemia cię nie zdradzi.
Pamiętaj. Henryk ma rację, tato.
Do miasta powinniście się przenieść.
Jak to do miasta? A co z domem? Kto będzie domu pilnował?
Dom sam się upilnuje.
Na wakacje będziemy przyjeżdżać.
Jak mnie przeniosą...
Mieszkanie trzeba było oddać, a tak wy zamieszkacie.
Wygodnie. A stamtąd na wieś godzinka autobusa.
Babciu, babciu, a kwaśnego mleka nie ma?
Jest, jest, zaraz przyniosę. Naprawdę, tato, tak będzie najlepiej.
W zimie tutaj musi być ciężko. W mieście w piecu nie trzeba palić, po wodę do
studni nie trzeba chodzić. Ciepła woda w kranie.
Sklep w tym samym domu na parterze.
No.
Na rany, bo...
Ja przysięgam, że się z tego domu nie ruszę.
Chyba nogami do przodu i na cmentarz.
Mówiłem ci.
Uparci są.
Jezus Maria, takie piękne mieszkanie trzeba będzie ludziom oddać.
Przecież dadzą wam inne.
Dadzą, dadzą.
Dadzą, ale tam to zabiorą.
Byłoby dla Marysi nawiano.
Oj kobieto, czy ty nigdy nie masz dosyć?
Coś Marysia jeszcze mała. Po nas wydziczyć będzie.
Że zapobiegliwa, to dobrze.
Ale my się ze wsi nie ruszymy.
Cóż... No matka, usmasz jajcicy.
Choć więc opuszczam was i odchodzę do kuratorium, będę się opiekowała szkołami
całym województwie, to jednak ta szkoła, w której spędziłam ostatnie piętnaście
lat, będzie najbliższa mojemu sercu.
A teraz chciałam wam przedstawić moją następczynię, nową panią dyrektor, panią
Bandę Klata.
Dzień dobry dziewczynki i chłopcy. Dzień dobry pani dyrektor.
Dlaczego oni wszyscy mają tu liście? Bo nie znali majtek.
A jak było zimno, to owijali się w takie tkaniny.
Do czego były przymocowane te liście?
No, faceci, wiadomo do czego.
A baby?
Nigdzie pan nie pracował?
Jak to możliwe?
Możliwe. Nie byłem przyzwyczajony.
Ale teraz znudziła mi się ta bezczynność.
No, wie pan.
Coś trzeba wpisać.
Z taką ankietą nie byłoby panu łatwo o pracę. No, ale ma pan rekomendacje.
Na szczęście.
Bardzo się nam pan przyda.
Mamy wielu zagranicznych myśliwych, którzy do nas przyjeżdżają.
Zwierzyny w Polsce jest brud.
A Niemcy i Francuzi tego nie mają.
Ustrój stwarza dobre warunki dla rozwoju dzikich zwierząt.
Potrzeba nam dobrych przewodników.
A wielu naszych zagranicznych gości ma fon albo de przed nazwiskiem, więc
bardzo nam się przyda.
Nie jestem hrabią.
Bez obrazy.
Przedajcie.
Czasy się zmieniły.
Postanowiłem zacząć pracować.
Będę zarabiał 2 ,5 tysiąca miesięcznie, plus diety, plus dodatek specjalny od
każdej grupy zagranicznych myśliwych, których będę przewodnikiem.
Plus napiski.
Dyrektor Orbisu wyraźnie zaznaczył mi, że mogę liczyć na zwyczajowe
gratyfikacje od kości zagranicznych.
To znaczy, że będziesz jeździł na polowania?
Tak, a właściwie to żadna praca, raczej przyjemność, która w dodatku przynosi
korzyści materialne.
Czyżby sprawy miały się aż tak źle?
Sprawy mają się źle i dlatego postanowiłem matką podjąć trud
utrzymania domu.
Zwłaszcza, że nie zanosi się, żeby czerwo nie oddali zagrabione majątki,
należy liczyć się z tym, że to, co wasi pradziadowie zdobyli pracą i mieczem.
Przepadło bezpowrotnie.
Dlatego cieszę się, że podjąłeś studia.
Ania to jeszcze dziecko.
Natomiast martwi mnie Franciszka.
Już półtora roku siedzisz w domu bezczynnie.
Rozumiem. Chciałaś odpocząć po maturze, ale ten odpoczynek się nieco przedłuża.
Przecież sam nic nie robisz.
Franciszka.
Ja jestem reliktem przeszłości.
Ty grasz na fortepianie, znasz francuski.
Przed wojną twoja edukacja byłaby kompletna.
Mogłabyś być za mąż, a ja mógłbym dać ci posak.
Chciałabym pojechać do Paryża, do ciotki stadnickiej.
No i tam może bym poszła do jakiejś szkoły.
Nie ma mowy.
Po pierwsze, nie mamy pieniędzy.
A po drugie, nie mam do ciebie zaufania.
Zostałabyś nielegalnie za granicą i nikt z nas nie dostałby paszportu.
Ja akurat się nigdzie nie wybieram, ale po miklomatce.
O rodzeństwie.
Dobrze. Wyjadę do Warszawy, do ciotki Sobańskiej, zapiszę się na jakieś kursy
znajdę męża w dyplomacji.
Też mi kariera.
Dziewczyno, ty tu w ogóle nie masz wyobraźni.
Masz 19 lat i jedyna rzecz, o której myślisz, to za mąż pójście.
Ale ja nie chcę tu żyć!
Rozumiesz? Tu nic nie ma! Tu nie ma życia!
I nigdy nie będzie!
Irena, co się dzieje?
Nie wiem.
Jak ja mogłam cię kochać tyle lat?
Teraz mi to mówisz? Po 20 latach?
Dlaczego?
Wolałbyś nie wiedzieć, co do ciebie czuję.
Może bym i wolał.
Zwłaszcza, że to jakieś często ci minie.
Nie sądzę. Tak ci to łatwo
przyszło.
Przez tyle lat szanowałam twoje poglądy, twoje zasady, a dzisiaj...
Obserwowałam cię, jak przemawiałeś do dzieci.
Jak to?
Czy to dlatego, że ja chcę pracować?
Przecież muszę coś robić.
W zeszłym miesiącu sprzedałem ostatnią dwudziestogwarówkę.
Jak nazwać takie uczucie, jak... wierzysz w coś bardzo
głęboko, tak poważnie i nagle...
Powiesz, chorne takie byle jakie.
Właśnie niesamowite.
Więc co mam robić?
Chce, żebym odszedł?
Wystarczy, że pójdziesz dalej do gabinetu.
Stronnictwo tzw.
partyzantów generała Władysława Łabuza zapewnia sobie kluczowe stanowiska w
Ministerstwie Spraw Wewnętrznych z generałem Korczyńskim jako szefem
wojskowego, Franciszkiem Sławcicem dowodzącym bezpieką katowicką, Tadeuszem
Pietrzakiem i pułkownikiem Teodorem Kuflem. Jak donoszą z kraju, trzecim
wiceministrem MSW ma zostać pułkownik Henryk Kowalczyk. O zatwierdzeniu tej
nominacji doniesiono...
Dzień dobry.
Boże, wyłącz to radio, ojciec śpi.
To nie zdaje, od dziś w końcu należ do świata pracy. Pani po prostu, błagam
spójrzcie do pracy.
Kiedy to jest, to jest gorące. Słuchaj, masz 100 zł.
Wracając kupisz 20 ladek oszynki, kiełbasę jałowcową, kilo, chleb i masło.
Zapamiętasz? Nie zapamiętam. Dzisiaj mam matematykę, a na matematyce wszystko
zapomnę. To zapisz. Chleb, masło, szynka, kiełbasa.
A nie może Ferdyk iść do sklepu? Ferdyk wyjeżdża do Warszawy.
Prawda, zapomniałabym się z nim pożegnać. Ja bym nie zapomniał.
Nie zapomnij przyjechać w niedzielę. Jak będę mógł.
Wyłącz to radio, zbudzisz ojca i jeszcze mi palnie kazanie przed wyjazdem.
A gdzie szkod?
A gdzie szkod, a gdzie to jest bosko śpisz to?
Obiad na stole. Mój czarodziejski pierścionek do usuwania zbytecznych
Chciała. Zniknęła.
Chodź, zjemy obiad. Dzisiaj kotnety schabowe. Widziałam, jak Martysia robi.
Nie, dziękuję.
Bo ty na mnie tylko zabijabyś.
Hej,
a kapelusz?
Zapomniałeś powiedzieć o Czapelusza.
No jedzcie póki gorące.
Zuzia, obiad.
Proszę. Dziękuję.
Znowu pyzy. Ciągle te pyzy i pyzy. A jak nie pyzy, to makaron. Zwariować można.
No, no, no, grymaśnica.
Co byś ty chciała?
Kawiory, trufle?
Nie będę jadła.
A bluzeczkę to też mam najbrzydzą w klasie.
Wszyscy mają już nowe.
Jed, ptaszku.
Kupimy ci bludeczkę.
Co to za siedzenie w kapeluszu przy stole?
Daj mi to paskudstwo!
Skąd to masz?
Dostałam od Agnieszki Bergman.
Żebyś mi się nie ważyła tam jednej chodzić. Rozumiesz?
Wstydziłabyś się ojcu taką przykrość zrobić.
Nie widzisz, jak ciężko pracuje?
Ty, każdy pracuje.
Ty, niewdzięcznik co jedna.
Tyle lat w więzieniu niewinnie siedział, teraz papierki przewraca. Na żadną
posadę nie chcą go przyjąć. Ty chyba się w matkę... Boże, drogi, co ja mówię?
Co ja mówię?
Przecież ty nic nie rozumiesz.
Ty jeszcze dziecko jesteś?
A, pamiętam.
Pamiętam pana doskonale. No chociażby ze stołówki w Urzędzie Wojewódzkim.
Nic się pan nie zmienił, panie majorze.
Pułkowniku.
Gratuluję. Dziękuję.
Awansowałem.
No to zapalimy?
No nic.
Co mogę dla pana zrobić? Powstarać znajomości.
Zostałem w mojej znajomości, to będą mi potrzebne papiery rolnicze.
Uprawnienia do prowadzenia gospodarstwa ogrodniczego. Dla pana czy dla kogoś, że
tak powiem, z rodziny?
No, to znaczy żona u dziedziczyla.
Kawałek gruntu pod Warszawą.
Pomyślałem sobie, dlaczego winię osiąść na roli. W końcu warzywa potrzebne w
stolicy, prawda?
Dobrze mówię?
Bardzo dobrze.
No, to żyła złota. Takie gospodarstwo tu spod Warszawą.
Ale dokumenty potrzebne. No właśnie dlatego jestem tu u pana. W końcu
sobie, małośmy to razem.
Prawda?
Współdzielni produkcyjnych nie nazakładali?
Pewnie, pewnie.
No tak normalnie trzeba by kurs rolniczy skończyć, egzamin dać. Ale w pana
wypadku.
No właśnie tak sobie pomyślałem.
Zdjęcie będzie potrzebne i odpis metryki.
Jestem przygotowany.
A, no to chodźmy do działu ewidencji.
Tu są papiery. Proszę panu wypisać dyplom rolniczy.
Tam ze znajomi, co?
No, panie Stanisławie, nie będziemy tu sterczyć godzinami. Trzeba tego pana
wciągnąć do ewidencji i wydać papiery rolnicze.
Ja tego pana nie załatwię.
Ja tego pana nie załatwię.
Panie Stanisławie!
Panie Stanisławie!
To coś niesłychanego. Ja bardzo pana przepraszam.
Zapewniam pana.
Nic się nie stało!
Potrzebuję swojego człowieka na tym stanowisku.
Bolko, zastanów się.
To wasza skryta, żeby ja już się zastanowiłem.
Dla artystów wyjazdy zagraniczne to forma wyróżnienia.
Nagroda za dobrą pracę, za lojalność wobec klasy robotniczej.
Ale poza tym oni reprezentują Polskę w świecie, więc muszą być to ludzie
sprawdzeni.
Agencja Pagard wysyłając naszych artystów za granicę bierze za nich pełną
odpowiedzialność.
Więc dyrektorem nie może być nikt poza resortu bezpieczeństwa.
Polko, chyba to rozumiesz. Rozumiem, ale... Chyba są jeszcze inni koledzy,
prawda?
Przecież to jest intratne stanowisko.
Były oficer bezpieczeństwa nie ma szans na wyjazdy zagraniczne, chyba że pracuje
w kulturze albo w sporcie.
Po co mi wyjazdy zagraniczne?
Nie tutaj dobrze.
Za jakieś 10 lat obsadzę cię na placówce dyplomatycznej.
Odpocznij sobie przed emeryturą. Nie zginiesz, Bolko, dopóki ja mam coś do
powiedzenia. No właśnie.
Dopóki.
Proszę, sekretarzu, wysłużyłem się.
A teraz chcę zrobić coś dla siebie.
No cóż, nie będę cię musiał.
Świetnie.
A wie pan, z kogo spotkałem?
Szemankę.
Ten pilot, którego wsadziliśmy do więzienia.
Pojechałem właśnie.
Załatwiać papiery rolnicze. Patrzy, a on jest referentem w Radzie Narodowej.
W ogóle nie chciał ze mną rozmawiać.
Rzędniczyna na pensji.
Dziśny facet.
No dobrze, panie Bolko.
Przychodzi pan do Twila.
Nie zatrzymuje pana dłużej.
Tak jest?
W razie czego?
Wie pan, gdzie mnie szukać.
W razie czego?
Słyszy się to i owo.
Ale ja już panu nie dam obrzyki, błagam.
Odmeldowuję się.
Trzydzieści sześć. Ktoś na pana czeka, panie Wiesie Kierski.
Mówi, że siostra.
Siostra, siostra.
Siostra. Siostra, nie siostra. Wizyty do 22.
Przyjechałam. Widzę.
Nie chcę mieszkać u ciotki. Co ja ci poradzę? Tu nie możesz zostać.
Zresztą nie mieszkam sam.
No co?
Będziesz tak stał?
A może mnie przedstawisz? No nic, kolego.
Czego się smucisz?
Jak ja bym miał taką siostrę, to bym się cieszył od rana do nocy.
Musimy iść do ciotki.
Ej! Nie chcę się tam pokazywać, bo zaraz wciągnę.
Nie możesz tu zostać. Jest już prawie w pół do dziesiątej. Zaraz portier cię
wygoni. Ale daj spokój, Biesiekiel.
Kolega Szołajski wyjechał na praktykę do Kielc.
Jego pokój jest wolny, a ja mam klucz. A, naprawdę?
Tylko jak załatwić sportierem.
Na tę okoliczność mamy jeszcze butelka wina.
Chłopcy je jak smoc. Poza tym u nas zawsze ktoś baletuje.
A widzisz?
Jutro załatwia ci smitkanie w Warszawie.
Dawaj, idziemy do ciotki.
Powiedziałam ci, że nie pójdę do ciotki.
Pójdziesz do ciotki albo wszystko jedno gdzie. Tutaj nie możesz zostać. Ale
dlaczego? No nie bądź taki drętwy, Biesiekierski.
Dziewczynie też się coś z życia należy.
A Sołajski wróci dopiero pod koniec miesiąca.
No dobra, poszukam mieszkania.
Coś do ogłoszenia w gazecie.
Czekałam na ciebie. Tak?
Dzisiaj wcześniej skończyliśmy.
Chodź do mnie.
Marcia się zrobiła pisinger. A co to jest?
No, nie wiesz, taki, no taki wafelek czekoladowy. Mówię ci, pycha.
Nie mogę. No co ty, dumna?
Naprawdę nie mogę.
Chyba nie do mnie.
Owszem, do was.
Mieliście zamiar wyjść? Nieważne, proszę.
Chciałbym was prosić o przysługę.
A jaką ja wam mogę zrobić przysługę?
Mówi wam coś nad Witko Szymanko?
Nie.
Siadaj się.
Przesiedział trzy lata oskarżone o szpiegowstwo.
Byłem przekonany o jego niewinności, ale nic nie mogłem zrobić, bo sam się
przyznał. A tak, przypominam sobie, tam były jakieś problemy z jego żoną.
Szwanko zednał, że to wy kierowaliście siatką szpiegowską.
No, oczywiście ukręciłem łeb tej prowokacji.
Oczywiście.
To dobry fachowiec, inżynier.
A wegetuje jako podrzędny urzędnik zela.
Tylko dlatego, że sprawa ciągle tkwi w jego aktach personalnych.
Szkoda go.
Szkoda.
Powinien złożyć podanie o rehabilitację.
Ta procedura długo trwa.
Zaczęło by się rozgrzebywanie sprawy.
A czym ja mógłbym pomóc?
Pośrednio was to też dotyczy.
Co się działo się do naszego powodu?
Trzeba by wyczyścić jego akta.
A dlaczego ja miałbym to zrobić?
A dlaczego ja przyszedłem do was?
Ponieważ uważam, że stałą krwdę, ile obaj przyczyniliśmy do tego, nie chcąc.
To ciekawy punkt widzenia.
Przecież pomagaliście swojemu przyjacielowi, Wiesiekierskiemu.
Wtedy czasy były trudniejsze.
Co ty gapisz?
No dobra, spadaj i przynieś coś do jedzenia, bo mi się nie chce stąd
Jesteś w dechę.
Strażnik w burdelu się znalazł.
No dobrze, dobrze.
Wyprowadzę się.
Nie mogłeś mi pokazać tego w domu wieczorem?
Wyjeżdżam dzisiaj.
Wieczorem mnie nie będzie.
Po co tu uważasz, że to jest nic?
Ferdynand jest załamany.
Co mam zrobić?
Jest dorosła.
Przecież to jest nasza córka.
Prawie dziecko.
Dziecko? Z takim biustem?
No ja nie rozumiem cię.
Co? Chodzić za nią krok w krok?
A Ferdynand?
Przyda mu się takie doświadczenie. Będzie ostrożniejszy z kobietami.
Jesteś cyniczna. Nie poznaję cię.
Milka.
Proszę cię.
Wiesz, gdyby nie Ania, to... Pani docent, temperatura dochodzi do 200.
Porozmawiamy wieczorem, dobrze?
Kujesz, tatusiu?
Muszę już jechać.
Poczekasz sama na mamusię? A daleko jedziesz?
Bardzo daleko.
Powiedz mamusi.
Bikot gotowy.
Podawać.
Dla dolarów, żeby sprzedać niemieckim żołnierzom.
Myślimy o tym, żeby żołnierze nie trafili. To będzie prawidłowe.
Dla mojego pieniędzy, mógłbym jechać do Afryki.
Przyjechałem tutaj, by odwiedzić drobne miejsca.
Moja rodzina posiadała 100 kilometrów od tego kraju.
Zobaczyłem to.
Można płynąć o polską gospodarczość.
Nawet żołnierze nie będą się tak zrujnować.
Gdybyście tu byli, w palastu, jest tutaj szkoła krajowa.
Tutaj prawdopodobnie jeszcze uczą się mężczyznami.
Do 1944 roku organizowałem tam szkolenia. Ach, przesadzasz. To wszystko
odzyskane.
Zobaczcie mój palast, bracia.
W środku nic nie zostało.
Zgadza mi się.
Jak można służyć komunistom, panie grafie? Nie jestem grafem.
Nie? Ale w Orbis wyrażono nam 100 marki, gdyśmy byli prowadzeni przez
grafów.
Zostawcie się, że to pieniądze z Turki.
100 marki dla polskiego grafa.
I to jest niemiecki draf.
Polacy i Niemcy nigdy nie będą mogli żyć przyjaciółmi.
Jesteśmy zbyt różni.
Nienawidzimy nas z powodu naszych nacjonalnych błędów, zamiast tego, żeby
coś z nimi zrobić.
W zasadzie jesteście i my małe.
Gdybym nie wiedział,
nie byłbym tak inteligentny.
Tzn. w manierę bajbringera.
Jest śmierdzący!
Jest śmierdzący!
Zabiłeś go!
Jest śmierdzący. Był to niebezpieczeństwo. Mówiłem, że to
był Eber. Zabrał się na wszystkie ciało i nagle sprzedał się z powrotem. Z
powrotem? Zabrałeś go w twarz.
Panie Szymanko, dzień dobry.
Dzień dobry. Czym mogę służyć, panie Kowalczyk? O, pamięta mnie pan.
To dobrze.
To nam oszczędzi niepotrzebnych wyjaśnień.
Panie jest inżynierem, prawda?
Tak, budownictwo.
Specjalizowałem się w budowie urządzeń naziemnych dla lotnictwa.
Ja chciałem pana namówić, żeby pan zmienił pracę.
Wybrał sobie coś odpowiedniego do pańskich kwalifikacji.
Przecież pan wie, że siedziałem w więzieniu. Nie dostanę innej prawdy.
pan.
Postarałem się, żeby zmianka o karalności zniknęła z pańskich akt.
Więc niech pan o tym nie wspomina, kiedy będzie wypełniał pan ankietę
personalną. Czy to znaczy, że zostałem zrehabilitowany?
Nie.
To znaczy, że usunąłem pewien zapis.
Ale ja powinienem zostać zrehabilitowany.
Przecież siedziałem niewinnie.
Daj pan spokój, nie pan jeden siedział. A tak jakby pan nie siedział. No, niech
pan tutaj wybierze pracę.
Najlepiej w jakimś przedsiębiorstwie budowlanym. Tam się dobrze zarabia.
Jak pan się już decyduje, to proszę do mnie zadzwonić.
Resztą ja się zajmę.
Dlaczego pan to robi?
Dlaczego?
Przecież byliśmy razem w jednej siatce szpiegowskiej. O mało co nie złapali
razem z panem.
Wyjechał pan tylko po to?
Nie.
Przyjechałem na pogrzeb.
Przyjacielu, wprochu powstałeś i wproch się obrócisz.
Ale Bóg cię wskrzesi w dniu ostatecznym.
Janku, śpij w pokoju.
Tego Niemca zatrzymali?
Wyjechał. Zapłacił 100 tysięcy Marek Kautfi i wątpię, żeby się zjawił na
profesji. Jak opuścili go?
Słuchaj, to był wypadek. Jan tam podszedł pod lukę. Nie, nie, to
uwierzę w to.
On go zastrzelił i to naumyślnie zastrzelił.
Dopuścili go.
Kazali zapłacić wysoką kaucję. Kaucję. W tym kraju życie ludzkie nic nie znaczy.
To zależy.
Czasami znaczy, czasami nie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.