All language subtitles for Do krwi ostatniej - odc 3 Rozdroze

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Obserwacja V dywizji przechodziła świetnie.

VI i VII też są dobre.

Dziękuję panu, panie generale, za wysoką ocenę. Proszę.

Za przyjacielstwo?

Za przyjacielstwo.

Wy prawdopodobnie zadowoleni ludźmi, które do was przybywają, panie generale?

Jestem zadowolony.

Chociaż te ludzie nie jedno przeszli.

Mnogich jeszcze nie chwatają w naszych rzędach.

My oswobожdżamy wszystkich Polaków.

Nie, nie wszystkich.

Wierbowka w armię idzie zbyt niedługo.

Ja upolnomocnę opowiedzieć panu generałowi, jakie ogromne znaczenie

sowieckie rządzenie daje aktywnemu uczestnictwu polskich części w wojnie

teraz i w najbliższe czasie.

My jeszcze nie gotowi.

Ale tutaj chodzi o te części, które już są gotowe do walki, panie generale. To

ma ogromne polityczne i wojenne znaczenie.

Tylko wtedy jej wystąpienie odbędzie się szerokim echem.

Jedna lub dwie dywizje utoną w ogromnej masie dywizji sowieckiej armii.

Usilie polskich części nie przejdzie, nie zauważone.

Na powrót, one uprawnią nasze współpracę.

Jeśli wierchowny głównokomandujący mi przekaże, ja pójdę w bój nawet z jednej

dywizji.

Wydaje mi się, że generał Sikorski ma to samo wrażenie, jak i ja.

Jeśli tak, może się dowiedzieć sowieckie rządy, kiedy polska armiia będzie

gotowa do walki?

Nie jestem w stanie dokładnie wyznaczyć datę.

W dużej ilości zależy to od sowieckich władz, od jedzenia, od zapewnienia

przyjęcia anglo -amerykańskich dostaw, w końcu od zrozumiałego z waszym

rządem...

Transfokacji naszych wojsk na zakaspijską terytorium.

My jesteśmy tutaj w strasznych okolicznościach.

Niestety, nasze okoliczności nie są świetne.

Niemcy obrzekli naszą kraj na głód.

Każda tysiąc ton jedzenia ma ogromne znaczenie.

Wy, gotowe wojska, nie chcecie odprawić na front.

A my, usilnymi pajkami, możemy zabezpieczać tylko frontowe części.

I tak na co my możemy rozszytywać?

Nie wiem.

Zdecyduję się, że nie ja.

Zadam się na ten temat panu Stalinowi. Jak wam się podoba.

Jeśli nie będzie innego wychodu, może się okazać, że

ewakuacja w Iran, tego, co przewyższa 45 tysięcy ludzi, zostanie

najprzyjemniejszą.

Najprzyjemniejszą? Tak, panie generale.

U mnie teraz 80 tysięcy ludzi.

Czemu będę ich karmiać?

Jeśli wysyłacie gotowe wojska na front, dla nowo formującego ich jedzenia będzie

to całkiem wystarczająco.

Już wam przedstawiłem swoje opinie.

Te pytania potrzebują dalszego rozwiązania.

Wrócimy tutaj, żeby walczyć na rosyjskiej ziemi.

Chciałbym w to wierzyć, panie generale.

Jeżeli tak cienko smarujesz, to będziesz musiała zjeść z kilogram chleba.

A o ile wiem, chleb w tym kraju wydają na kartki. To nie zawsze.

Szybko się pan uczy, poruczniku. Staram się.

Co to za

ludzie?

Zabasa z misji wojskowej.

A te kobiety?

Różnie.

Kim ty byłeś ostatnio?

Sam.

Naprawdę?

Naprawdę.

A teraz mam ochotę na gorącą zupę.

Saljanka.

Saljanka, proszę.

Tylko chwilę.

Busek Lachowicz w Brance.

Nasz dom na Halickiej. A pamiętasz, obok była klinika lalek inżyniera Gajczaka.

Coś ty.

Przeszły inżyniera Gajczaka były kolejki elektryczne na wystawie.

Ale w środku była klinika lalek, tak?

Może.

A pamiętasz zawody balonowe o puchar Gordon Beneta? Tak, 38.

Stałaś zapłakana na ulicy.

Pomogłem ci dojść do domu.

To było wcześniej.

Strasznie się wtedy bałam.

A byłam zupełnie sama.

Zygmunt siedział w więzieniu.

Ale... Mieliśmy nie mówić dzisiaj o polityce.

Czy mogę Panią prosić do tańca?

Ja dawno nie zaniczyłem.

Ja też.

To się nazywa przenikanie kultur.

Czy wiesz, że po raz drugi trzymam cię w ramionach? Jak to?

Kiedyś wpadłaś na mnie na schodach.

Ale zapytałam, która godzina i od razu uciekłam.

Byłaś wtedy jak patyczek.

Zawsze się śpieszyłaś, ale już byłaś damą.

Jak patyczek.

Chodź do mnie.

Zaparzę kawę.

Mam koniak.

Naprawdę? To bardzo blisko stąd.

Dosłownie parę kroków.

No wiesz, jeżeli masz koniak... Mam.

A więc to tak.

Pan porucznik zaprosił panienkę na kolację, a teraz panienkę...

Pójdzie grzecznie z panem porucznikiem do łóżka. Aniu.

Tak to pan sobie wyobrażał, prawda?

A więc, panie poruczniku.

Kolacja była wspaniała, ale obawiam się, że koszty się nie zwrócą. Ani, nie

pójdź wszystkiego. Ja wcale tak nie myślałem. No, stat mnie.

Aniu, ja cię kocham.

No tak.

Z randki ze swoim oficerkiem.

A co?

Nie wolno.

Ty! Ty nie będziesz wycierać z sobą oficerskich łóżek!

Ty... Ty... Ty chamie, ty!

Jakim prawem?

Mam prawo!

Tak mam!

A co zrobiłeś ze swoją żoną?

Ze swoim dzieckiem?

Byleby do kolei, a potem do Krasnojarska, to już do linii kolejowej

trzy dni.

Swoi popsiak przenocują.

Jedziesz ze mną?

Chciałbym.

Masz mojera?

Tu jesteś dobry, bo jesteś sam. Ja matki nie zostawię.

Napiszę do ciebie z wojska.

Uważaj!

Może by pani mnie też potręsowała.

Dzień dobry.

Panie delegacie, ten młody człowiek... Przejechał paręset kilometrów.

Proszę.

Proszę.

Ostrzegam, że czekamy na nowy transport Unry, więc mogę panu dać tylko buty.

Buty by się przydały. Nie tylko mnie.

Chcę wiedzieć, co z matką i chcę do wojska.

Proszę, imię i nazwisko.

Zbigniew Trebko.

Wiek? Siedemnaście lat.

Ile?

Siedemnaście.

Wygląda pan na więcej, więc być może.

Co z matką?

Zachorowała w czasie transportu i wysadzili ją w Nowocbirtku.

Mówili, że do szpitala.

Szukałem, prosiłem, ale... Skąd wywiezieni i kiedy?

Latem 40 -go. Z Daszawy, koło Stryja.

Uciekliśmy tam przed Niemcami z Siedlec.

Mama w Siedlecach była nauczycielką.

Niech pan to opisze.

Ale nie daję panu zbyt wielkich nadziei.

Widzisz, synu...

Oni przegrają tę wojnę, a wtedy pogadamy z nimi inaczej. Jak to oni?

Rosjanie oczywiście.

A kto pobije Niemców?

Anglicy, Amerykanie i my.

To wyśle mnie pan do wojska?

Ojciec żyje?

Nie wiem.

Służył w wojsku?

Nie wiem, rozeszli się z matką jak miałem 7 lat.

Ojciec siedział.

Był komunistą.

Ach tak.

Weźcie mnie pan do wojska?

Masz przecież dopiero 17 lat.

Polak? Gdzie twoje dokumenty?

Jakie tam dokumenty?

No, jak? Twoje imię? Familia?

Odkуда ty?

Z Łuczynki.

Odpuści.

Tak, znajdź jego szapkę.

W porządku?

W porządku.

No i wrócił do nas Zbigniew Zygmuntowicz.

Wszystko w porządku, uciekłem. Zabierają?

Odprowadzą do sprawiedliwości?

Wszystko w porządku.

Nie, nie wszystko w porządku.

Ale odkąd ty wiesz?

Byłeś specjalistą.

A ja twój krok odbyłem jak powinienem.

Zakurisz? Nie kurię.

Wyjdzie Ciebie srok.

Pójdziesz w swoją armię.

Wojna, ona, prodlicza.

Uspiejesz.

Dam Ciebie polepszą pracę.

Nabieżać nie domaj.

Nie trzeba, żeby polepsza.

Poszli Ty na traktor uciec, to nie ubiegł.

Na traktor?

Nie trzeba, żeby w armię, w tanki.

Ja, towarzysz Fralin, proszę u was samo po prostu.

Naprawienie do konkretnej roboty.

Ludzie u was na tyłach niepotrzebni.

Nóżny, towarzysz Karski.

Do armii mnie już nie przyjmą.

Ja myślę, że to nie tylko zdrowie dzieła.

To wy źle. Nie należy gorzeć.

Zakurzcie.

Nie.

Nie, dziękuję.

Nie kurczę.

To dla Ciebie to w kierowaniu?

To nie dla mnie.

Nie

dowierzacie

mi, towarzysz Szrawling.

Chcieli mnie posłatić w drogę.

Udało się oddać się w armii.

Chociaż polskich komunistów posłali do strybatu.

Jeśli ja pójdę do armii

Sikorskiego... Wasze dzieło, no wy nie

pójdziecie.

Czy to rezerwa?

Zapas? Jeśli zapas, tak wasz. No nie nasz.

A, to ty.

Wejdź, wejdź.

Poznajcie się, towarzysz Wirski. Przyjechał właśnie z południa.

Skierował go do nas, towarzysz Lampę. O.

Kartki.

Gdzieście pracowali?

Na głębiu.

Potem wojsko, wrzesień.

Teraz tu.

Jak się te życiorysy powtarzają.

Tak. Rozbierz się.

Nie, nie, nie.

Herbaty? Nie.

Nie chcą mi dać żadnej roboty.

Tak przypuszczałem.

Wiedziałeś, co?

Wiedziałem.

Towarzysz Wirski przyjechał z kołchozu.

Zdecydował się iść do armii.

Słusznie?

Słusznie. Do armii polskiej.

No to pięknie.

Komuniści idą do armii Sikorskiego.

Dlaczego?

Dlatego, że nie mają innej możliwości walki z Niemcami.

Wiecie, co zrobią z wami u Andersa?

Posadzą.

Dostaniecie wyrok za agitację komunistyczną.

A odsiadywać go będzie w więzieniu radzieckim.

Jest taki punkt w umowie, prawda?

Prawda. To posadzą.

Przed wojną też sadzali, ale zza głębia nie wyjeżdżałem.

Jest armia? Jest.

Są tam komuniści, śródżołnierzy z pewnością.

No i co ty na to?

Okazuje się, że trzeba uczyć się patrzeć dalej.

To nic nie znaczy.

To znaczy.

Choćby to, że losy Polaków w Związku Radzieckim nie rozstrzygają się tylko w

ambasadzie. Losy Polaków.

Tak, losy Polaków.

Jeżeli kiedyś będziemy mieli córkę, to damy jej na imię Ania, co?

No wiesz, dość dziwna forma oświaty.

Chcesz mi dać kosza? Nie wiem, nie wiem.

Chyba, że mnie kochasz.

Kocham cię.

I szalejesz za mną?

I szaleję za tobą.

I świata poza mną nie widzisz? I świata poza tobą nie widzę.

I żyć beze mnie nie możesz.

Żyć bez ciebie nie mogę.

Nic z tego.

Co ci?

Nie ma szampana, nie ma pierścionków, nie ma świadków.

Co ty tam robisz?

Rumienie się ze wstydu.

Miał doczekać ze mną do końca wojny.

Ale przy takiej okazji.

Ja, Andrzej Radwan, biorę wszystkich tu obecnych zaświatków, że zaręczam się

z paną Anną Karską.

Panią, prawdziwy brylant dostaniesz dopiero po wojnie.

Głupta się.

Ja nie chcę innego.

Wiesz, chciałbym, żebyśmy uciekli razem

gdzieś daleko. Jest wojna. Bardzo daleko.

Jest wojna.

Co się stało?

Wiesz, że dla nas może nigdy nie być po wojnie.

Anioł, jeżeli mnie będziesz bardzo kochać,

to nie zginę.

Dzień dobry.

Już ósma?

Nie. Co takie ranny ptaszek?

Pani też już pracuje.

Po pierwsze nie już, a jeszcze.

A po drugie, nie lubię tych pomyłek po bruderszawcie. Wraca się do mnie już

drugi rakter pani.

Przepraszam.

Zrobić ci kawy?

Nie, nie, jestem po śniadaniu.

A więc już tak?

Mam coś dla ciebie.

Ale właściwie musiałabym najpierw uporządkować te wszystkie papiery, a

się do tego już parę dni i... Nie mam siły.

Poniaku?

Może potem.

Powiem ci coś.

Mam tego dość.

Dziad swoje i baba swoje.

Uczciwy, ale dość niezręczny kot. Usiłuje ciągle coś naprawiać, łatać,

ale... Nie ma zielonego pojęcia, kto mu ciągle tę zabawę psuje.

Sytuacja jest coraz bardziej napięta.

Bardzo dyplomatycznie to ująłeś.

Ale miodowy miesiąc się już skończył, a teraz wali się wszystko naraz.

Sprawa obywatelstwa, działalność delegatur, oświadczenie naszych

władzów i ich kontrahświadczenie. O czym tu pisać naszym cudownym, ambasadzkim

organie? Ludzie przyjeżdżają, proszą, a nasza działalność jest... nasza pomoc

jest coraz mizeryniejsza.

Już wiem, co mam dla Ciebie.

Otóż nasz cudowny sztab nie życzy sobie, żeby przysłano mu tony radzieckiej

propagandy.

Według rozdzielnika przysłają nam plakaty, broszury, pogadanki. No co to

przeszkadza sztabowi?

Dość nie przeszkadzam. Może boją się, żeby przez pomyłkę nie dostarczyć tego

żołnierzom. W każdym razie przekaż to Wicekońskiemu i niech załatwi tę sprawę.

Ty się jednak zmieniasz.

Ja? O czym ty mówisz?

Niedostrzegalnie, ale jednak.

Te ruchania ramionami, tej rodzicnej zdanka, wątpliwości.

Żal mi z ciebie.

Żartujesz.

Ani w głowie.

Po prostu boję się o ciebie.

Chcesz słuchać u komunistów?

Nie mam pojęcia.

Jak wiesz, ja się do nich nie palę.

A im też trudno.

Też trudno.

A więc już znak równości.

Oni i my jakby dwie równorzędne propozycje.

Słuchaj, Andrzej, nie mogę się choćby we mnie zakochać.

Przykro mi.

Mnie już jest przykro, tobie dopiero będzie.

Straszysz mnie?

Ja ciebie nie spraszę.

Ty naprawdę nic nie rozumiesz.

Napisz raport i proś o przeniesienie.

Nie napiszę takiego raportu.

Jesteś w istocie naiwnym chłopcem.

Nie masz ani pazurów wysokońskiego, ani zębów komunistów.

Sam nie wiesz, co o tym wszystkim myśleć.

Ot, wierność Polsce, wierność rozkazowi.

Traktujesz mnie jak dziecko.

Lubię ciebie.

A ona cię kocha?

Tak.

Wynoś się, chłopcy, z Rosji.

Z nią albo bez niej.

Na froncie byłbyś bardziej bezpieczny niż tutaj.

Na jej miejscu starałabym się ciebie przekonać.

Gdzie pismo? Pod poduską.

Żebyś mógł szybciej być przeklętym faszystą.

Kłaniam się do ciebie i tego, co żyje, prezydent kołchoza Fama Nikitich,

nasza Niura.

To siostra.

Chromo i Griszka, sąsiad Stepan Aleksandrowicz, dziad Fiodor, Tonia,

a szczególnie Głasza.

Pro Katiu.

Czytaj, czytaj.

Zabudź, ona związała się z Miszką Kurdiakowym.

On z frontu wrócił do domu, pracuje ze składem. Wy takie... No

czemu ty do niej przywiązałeś?

Tak, on tak do wszystkich odnosi. Nienawidzę.

Nienawidzę. Nienawidzę.

Nienawidzę.

Pani Ania, prawda?

Tak. Dzień dobry, nazywam się Ewa Koszelska.

Czy to nazwisko pani coś mówi?

Nie.

Andrzej nigdy nie opowiadał?

Nie.

Możemy dziś usiąść?

A oczywiście, proszę.

Zapali pani?

Nie, dziękuję.

Ale ja nie rozumiem właściwie, o co chodzi.

Pewnie, że pani nie rozumie.

Dużo tu rannych?

Tak, dużo.

Ale chyba nie przyszła pani po to, żeby pytać o rannych.

Nie.

Nie po to.

Nie przyszłam, żeby liczyć sowieckich rannych.

Ja przyszłam w sprawie Andrzeja. Pracujemy razem w ambasadzie.

Przyjaźnimy się.

Niech pani tak na mnie nie patrzy.

To ja się z nim przyjaźnię, nie on ze mną.

A więc chodzi mi o niego. Bo widzi pani, ja go lubię.

I choć to uczucie jest jednotronne.

Ale ja ciągle nic nie rozumiem.

Bo wstęp jest nieco przydługi.

Pani jest naprawdę ładna.

Ale tu pani go kocha.

Nic panią nie upoważnia, żeby za... Oczywiście, że nie upoważnia, ale jeżeli

tak, to niech pani o nim pomyśli.

To świetny chłopak.

Ale w tej sytuacji on nie może zostać w ambasadzie. Dlaczego?

Bo go zniszczą.

Albo wy go zniszczycie.

Pani wie równie dobrze jak ja, że jest bezradny i się miota.

Najchętniej by powiedział, że...

Skąd ja mogę wiedzieć, co jest dobre i słuszne?

To, proszę pani, powinien wiedzieć każdy.

Przynajmniej na własny użytek.

Pani jest przekonana, że wie?

Tak.

Oczywiście poglądy, które pani wyznaje, może pani również wyznawać w Londynie.

Oczywiście.

Pięćdziewczyno, niech pani wyjdzie za niego za mąż i wyjedzie z Rosji.

Teraz jeszcze to można załatwić. Andrzej ma dawnych znajomych, przyjaciół ojca w

dowództwie. W rzeczywistości może się zwrócić nawet do samego generała

Sikorskiego. Niech pani go przekona.

Niech pani go namówi, pani również odżyje w Londynie.

A on, proszę mi wierzyć, on nie ma tutaj najmniejszych szans.

Powtarzam, jest to trudne, ale jeszcze do załatwienia.

A jutro nie wiadomo, co może się stać.

Przyrzekam, że ze swojej strony użyję wszystkich wpływów, jakie mam.

A mam.

Ja tego nie mogę zrobić.

Dlaczego?

Boisz się?

Rosjan, swoich towarzyszy?

Przecież w Londynie również można być komunistką, jeśli nią jesteś.

Pani pewnie jeszcze nie rozumie, czym dla kobiety jest mężczyzna.

Jak bardzo trzeba go chronić, żeby go zachować.

Jak jest w gruncie rzeczy słaby i nieodporny.

Często musimy rezygnować z własnych spraw, wierzeń dla człowieka, którego

kochamy. A czasami musimy wszystko poświęcić.

Mój Boże.

Coś pani powiem.

Niełatwo było mi tu przyjść.

Ja się do tego zmusiłam.

Bo go kocham.

Pani?

Niestety.

Dlatego przynajmniej chciałabym go uratować.

Nie dla ciebie.

Ja tego nie zrobię.

Dlaczego? Bo nie.

Jesteś zimna i bezwzględna.

Wy oboje jesteście do siebie podobni.

Zapatrzenie jak ćmy, które muszą spłonąć.

Posłuchaj mnie, moja mała.

Zrobię wszystko, żeby go od ciebie oderwać.

Być może, że mi się to nie uda.

Ale będę próbować.

Wolałabym, żebyś nie mówiła o tej rozmowie Andrzejowi.

Potąpisz oczywiście, jak zechcesz. Nie powiem, proszę pani.

I rozsądnie.

Dobry wieczór.

Jeszcze pan pracuje?

Już kończę.

Zaprosiłem się na herbatę do pani Ewy.

Zobaczyłem światło.

Już wychodzę.

Czy można na chwilę?

Proszę. Ja... Ja dosłownie na chwilę.

Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu.

Niech pan siądzie.

Dziękuję.

Zazdroszczę panu, panie Radwan.

Czego?

Młodości, sytuacji.

Bo ja jestem w rak, panie Radwan.

Po tym, co przeżyłem.

Na co ja jeszcze mogę liczyć w życiu?

Nawet jeśli doczekam do końca wojny.

Byłem młodszy od pana w roku 1918.

I wierzyłem.

Cholernie wierzyłem.

Przepraszam.

Mam do pana prośbę, panie radny. Słucham?

Słucham pana.

Niech pan się nie gniewa na mnie, drogi kolego.

Niech pan wspomni o mnie w tych swoich raportach, że może nadawał bym się gdzie

indziej. W jakich raportach?

No... Piszę tylko na zlecenie naszego wspólnego szefa, majora Wicekońskiego.

No tak, tak.

Pana tu skierował osobiście generał Sikorski.

Tak, to prawda.

Ale nic z tego nie wynika.

Ja chcę stąd wyjechać, panie Radwan.

Na Bliski Wschód, do Anglii, dokądkolwiek.

Muszę panu powiedzieć, że trochę się dziwię.

Jest wojna.

Pan jest...

Oficerem.

Oficer. Honor.

Wy mnie tu wszyscy macie za szmatę, prawda?

Zlecacie mi rozmaite, drobne zadania albo podpiwacie sobie ze mnie jak pani

Ja też miałem pełną gębę honoru.

A wy co?

Wy jesteście lepsi?

Drobne intrygi, podczuwania, śmieszne śpiki, koteryjki. A potem niech żyje

naczelny wódz.

Proszę mi wybaczyć. Jestem umówiony.

To ja proszę o wybaczenie.

Kurwie.

Zygmunt.

Co ty wyprawiasz?

Po co ta ostentacja?

Daj mi święty spokój.

Nie mam zamiaru rozmawiać z tym twoim oficerkiem.

Zygmunt, ja go kocham.

Dzień dobry.

Cześć.

To jest porucznik Andrzej Radwan, a to moja gospodyni Lidia Mikołajewna.

To nasza sąsiadka.

I moje przyjaciółki.

Helena.

Co, wychodzisz? Nie.

On nie zdążył się rozebrać. Cześć.

A to?

Dla pani.

Dzięki bardzo.

A co tu jest?

Whisky.

Co, to miski?

Nie, alkohol.

A, alkohol.

Dzięki. No i tak dla stola.

Można je посмотреть, tak? Oczywiście.

O, jakie bogactwo.

Kolbasa.

Oj, oj.

Szokolad? Oj.

No to wszystko dzieciom. Jakая -to баночка, no, селедка.

Co to jest?

Mochorka, tak? Nie, cukier.

Cukier?

Oj, dziękuję wam bardzo. Tak, wszystko świetnie. To dzieci, my Ani. Nie tak już

kości i kozy od nich zostali.

A to na stół, te miski.

Prawie ja zrozumiałam, tak?

Tak.

Zygmunt, ty czego stoisz? Na, dawaj, dawaj. W szkaf położysz, dawaj, dawaj,

dawaj. I rozdziewaj się. Teraz świątę ustroimy, co to jest?

Takie prezenty.

Dzieci, my Ani, prezenty takie.

Nie obiecujcie, czym bogate, tym i rady.

Jeszcze raz ci powtarzam, że najważniejsza jest ideologia.

Ideologia, bracie.

Pamiętasz, jak mówił Baryka do Gajowca?

Ja teraz od komunistów uczę się wiedzy o Polsce.

A Gajowiec Baryce uczuł Piotr Marcina.

Ale Baryka szedł na Belweder.

A my razem na Niemców we wrześniu.

No i co z tego żaden?

Co z tego?

A teraz?

Kto teraz ma odpowiadać za Wrzesień?

Kto? Wasze rządy, wy. Ja?

A kto ja?

Ja byłem żołnierzem.

Sikorski był w Opodycie i byłem żołnierzem tak samo jak i ty.

Ach, jest.

Klęska nie ma rodziców.

Ale zwycięstwo będzie miało ich wielu.

Ludzie zginęli jak muzyki.

Męża wysyłali tu, tam, tam.

To on taki młody.

My za nim, z synem.

Z takim małyszem.

Motywaliśmy się po całym świecie.

Mały.

Mały, tak.

Cyganowska życia była. Nic nie miało.

Tylko zaczęli żyć po człowieku.

A tu wojna.

I znowu front.

Teraz mąż i ty.

Oba na froncie.

Słuchaj, to ja wypiję.

Przecież mieszkaliśmy w jednym domu. W dupie, a nie w domu.

Tyś mieszkał na piętrze jak w winicy.

To nie chciałbyś wrócić do domu?

Chciałbym.

Ja też chciałbym.

Tylko czy nas tam będą chcieli?

Wiesz co?

Nie przychodź tu.

Tam u twoich na zdrowie ci to nie wyjdzie.

A nas też nie będziesz.

Mamy gazetę?

Gazetę też mamy.

Towarzyszy.

W kraju powstała partia.

No, nareszcie.

Polska Partia Robotnika. A dlaczego to?

Czy żebyśmy się bali słowa komunistyczne?

Po prostu jest to nowa partia, która powstała w nowej tytułach.

Widzisz, Aniu?

ale bez uporu, towarzysze.

Sytuacja nie jest łatwa.

W rządzie Sikorskiego coraz mocniejsi są ci, którzy torpedują porozumienie.

Nawołują do bierności.

Wdlekają. Ja znam tych ludzi.

Oni się niczego nie nauczyli, nic nie zrozumieli.

Żyją tamtą wojną, marzeniem o pochodzie na wschód.

Tylko polska lewica może stworzyć program na jutro.

I tu nasza gazeta rozpocznie wielką pracę dokonywania zwrotu.

Znajdziemy ludzi rozproszonych po kraju.

Towarzysze radzieccy muszą być pewni, że chcemy budować nową Polskę w sojuszu z

nimi. A rodaków musimy przekonać, że jest to jedyna możliwa do przyjęcia dla

racja tam.

Cześć, Andrzej.

Niestety wpadłam tylko na chwilkę. Muszę biec do szpitala.

Przecież miałaś mieć wolne.

Ach, słuchaj. Ty nie wiesz, co się u nas dzieje.

Sądny dzień.

Przywieźli nowy transport rannych i... Gniewasz się?

Nie.

Coś się stało?

Nic. Najchętniej poprosiłbym, żeby skierowali mnie do armii czynnej.

Na front?

Czy do Iranu?

Przestań. We mnie i tak wszystko się już gotuje w rozum.

Słucham Wy Tokońskiego, krew mnie zalewa. Słucham Was i wydaje mi się,

pozbawiali mnie... Czego?

Nie wiem.

Może tego, co dla mnie zawsze znaczyło dom, Polska,

śmierć ojca pod młodyżem.

Mój biedny chłopiec.

Znowu po środku.

Szkoda, że nie mogę z tobą dłużej zostać.

Wiem.

Zapij się chociaż herbaty.

Przyjdę do ciebie po dyżurze. Ach, słuchaj, nie.

Ja muszę od razu lecieć do rady komitetu. Nawiamy nowe widnokręgi.

Tak?

A więc już program.

Szykuję tych je do lotu.

Na gruzach.

Tak, do lotu.

Padnę po jutro.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.