Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Panie premierze, wydałem instrukcję delegatom naszej ambasady, żeby
ludzi na miejscach i w ten sposób wstrzymali masowy pęd na południe.
Dlaczego?
Czy sądzi pan, że klimat w Syberii jest zdrowszy?
Tam na północy już jakoś mieszkają, gdzieś pracują.
Wędrówka na południe daje już katastrofalne skutki.
Ci ludzie nie mają gdzie mieszkać.
Niełatwo o pracy.
a łapczywość, z jaką rzucili się na owoce, w nie najlepszych, najoględniej
mówiąc, warunkach sanitarnych, spowodowała ciężką epidemię dezenterii.
Eksotus trzeba zahamować, doprowadzić do tego, żeby się odbywał w sposób
bardziej planowy, uzgodniony z władzami sowieckimi.
Rozumiem. Ma pan moje poparcie w tej sprawie.
Proszę pana premiera, by zwrócił uwagę generalowi Andersowi.
General Anders torpeduje moje decyzje.
Tak. Panie profesorze, jest pan ambasadorem rządu polskiego.
Panie premierze, general Anders zaczyna prowadzić własną politykę.
Powtarzałem i powtarzam.
Istnieje tylko jedna polska polityka, której realizację jako premier
panu.
General Anders zastrzegł sobie, że nie będę się mieszał do spraw wojskowych.
Respektuję to, ale żądam...
by generał Anders nie ingerował do spraw polityki.
Wydaje mi się, że trzeba wysłuchać zdania generała Andersa.
Czy chce pan być obecny przy tej rozmowie?
Nie, nie, panie generale.
To mogłoby doprowadzić do niepotrzebnych zgrzytów i zadrażnień. Dziękuję, panie
profesorze.
Panie generale? Proszę spocząć, panie generale.
Dziękuję. Może cygaru? Dziękuję, nie.
Panie generale, martwi mnie, że pan i ambasador Kot nie możecie
znaleźć wspólnego języka.
Cierpi na tym przede wszystkim nasza sprawa.
Ja zobowiązałem ambasadora do tego, by nie mieszał się do spraw wojskowych.
Natomiast pan, panie generale, jako głównodowodzący siłami polskimi w
Sowieckim,
nie powinien zabierać głosu w sprawach polityki.
Panie generale, pozostawienie Polaków w Rosji musi się skończyć
dla nich zagładą.
W kolejnej ofensywie Niemcom wystarczy tylko 75 % sił i
środków, które zaangażowali poprzednio, by pokonać Rosjan.
A jak pan ocenia zwycięstwo Rosjan pod Moskwą?
Uważam, że to lokalny sukces, którego nie należy przeceniać.
Wszystko jeszcze może się wydarzyć. A już raz straciliśmy armię we Francji.
Doszedłem do przekonania, że należy wyprowadzić i uratować, co się da z
polskiej pozostałej przy życiu.
Ambasador Kot jest odmiennego zdania.
Panie premierze, mam na uwadze tylko dobro polskich obywateli.
Tutaj.
A ambasador Kot jest człowiekiem z zewnątrz i nie zna zupełnie tutejszych
warunków.
Prywatnie mogę tylko dodać, że nie zdobył on sympatii i zaufania Rosjan.
Popełnia nietakt za nietaktem.
A konkretnie?
Proszę bardzo.
Po przedstawieniu w Teatrze Kujbyszewskim odbył się bankiet z okazji
Armii Czerwonej.
Na przyjęciu był wiceminister NKWD, Merkulow.
Ambasador prosił, żebym go przedstawił.
Merkulow zna bardzo dobrze język polski.
Przedstawiam ambasadora, a na to kod.
Panie ministrze, słyszałem bardzo wiele dobrego o panu od naszych ludzi.
Rozumie pan.
Coś takiego powiedzieć Merkulowowi?
On wiedział, co o nim mogą mówić nasi ludzie.
Toteż obrócił się bez słowa do ambasadora plecani.
Poza tym ambasador nie pije.
Może to śmieszne, ale nie tutaj, w kraju, w którym wznosi się toaz za
Wznosimy to za przyjemnie, ambasador.
Dobry dyplomata przyjeżdżając do jakiegoś kraju przejmuje jego zwyczaje.
Czy uważa pan, panie generale, że powinienem zacząć palić cygara?
Jak czerczy?
No, jeśli to ma służyć sprawie, to...
Panie poruczniku, proszę nas poczęstować wódką.
Ty od września byłeś w Anglii.
O, nie tylko, ale na zachodzie. A my tutaj.
Dla ciebie nasze stosunki z kobietami to przede wszystkim sprawa układów,
polityki, koncepcji prowadzenia wojny.
A dla nas?
W ogóle czasem się zastanawiam, czy i w jakim stopniu Polacy i Rosjanie mogą się
wspólnie porozumieć.
Muszą się zrozumieć.
A przynajmniej muszą istnieć razem.
Tak, to powinno być najważniejsze.
Choć tyle tu przeszliśmy.
A ciągle żyjemy między fascynacją a niechęcią. A jednocześnie ciągle żądamy
nich zadośćuczynienia za nasze krzywdy.
No i ciąży na nas historia.
Na nich też?
Tak, oni, że polskie pany.
My, że Husaria, że Suworow, że Ukraina.
No i te kombinacyjki.
Politykierstwo, śmieszne układziki.
No i jak tu znaleźć nić łączącą?
Żeby oni nas zrozumieli, nasze cholerne męki i żebyśmy ich zrozumieli.
Pesymistyczne, co?
Może. A jak o tym pisze, to nasi krzyczą, że...
Nie rozumiem cierpień Polaków, że zbyt pochlebni o Sowietach, Ruskie, że za
przyjaźni, o wspólnej walce, no i że bez podziwu dla nich.
Czyli, że nikt nie rozumie.
Właśnie. Sam zobaczysz, jak to jest.
Ucz się, ucz się. Przyda ci się to w twojej ambasadki służbie.
Przepraszam, panie pułkowniku, że to powiem...
Ale u niektórych, jakby zastygło myślenie, ciągle się słyszy jedno.
Dwaj odwieczni wrogowie zjedzą się nawzajem, a my na gruzach.
Czy panowie nie dostrzegacie tego anachronizmu?
To niebezpieczne myśli, panie poruczniku.
Po prostu istnieją rozmaite koncepcje.
Ale z jednym zgadzam się z panem. Prąd.
O to, co może zdecydować.
Panie pułkowniku, wódz naczelny oczekuje was.
Przepraszam, pan.
Oni się bardzo długo znają. Walizki służył u Sikorskiego.
Nie lubili go ani Piłsudski, ani Śmigły.
To znaczy, że nie należy do winowajców klęski wrześniowej.
Co to znaczy?
Nic. Po prostu u nas tak się dzieli ludzi.
I zaraz usłyszymy Milczek z Górnią.
Milczek z Górnią!
Rzeczywiście.
Jadąc, wiedziałem, że cię tu spotkam.
Proszę cię.
Chciałem cię odwołać do Londynu.
Nie, nie trzeba, generał.
Póki mogę, chciałbym służyć w armii czynnej.
Obiecywaliśmy sobie, że popracujemy razem.
Należy do tych, których nie darzono zaufaniem, porozumieli, co się dzieje.
Tacy mi są potrzebni.
Dużo przeżyłeś.
Sporo.
Nie chcesz jakoś o tym mówić?
Po co?
I dlatego ich nie lubisz?
Kogo?
Mówię oczywiście o Rosjanach.
Nic nie rozumiesz, generale.
Po prostu więcej o nich wiem i więcej wiem o nas.
Czy mogę zapalić, generale? Oczywiście.
Proszę.
Dziękuję. Bo właściwie mam do ciebie prośbę. Nie chodzi o mnie.
Chodzi o młodego oficera, z którym razem siedziałem w obozie.
Poeta, dziennikarz.
Nazywa się Raszyński.
Chyba słyszałem to nazwisko.
Zabierz go stąd.
Sprowadź do Londynu albo przenieś do swojej dyspozycji.
Dlaczego?
Lubię go.
Nie miałem nigdy syna.
Tu go zjedzą.
Ale dlaczego?
Bo on nic nie rozumie.
Jego reportaże z Rosji bardzo nie podobały się.
Tutejszym wodzą.
A jego rozmowy z żołnierzami?
Zbyt przychylne dla Sowietów.
To teraz mnie szkodzi.
On nie zachwyca się Rosją, ale traktuje bardzo serio to porozumienie.
I chciałby uczciwie napisać i o nas, i o nich.
A o pańskich reportażach mówi się nie tylko w
ambasadzie.
A także, ja to panu mogę powiedzieć, w sztabie naczelnego wodza.
Ten wstęp nie wróży nic dobrego, panie majorze.
Pan jest młody, poruczniku.
I czeka pana duża przyszłość. Ja to panu mówię.
Ale młodość cechuje brak rozwagi i
uleganie nastrojom.
Pańskie dwa reportaże, a pełne zresztą temperamentu, nie mogły się podobać
naszym żołnierzom.
Żołnierzom, a dlaczego?
Bo młody człowieku, oni tutaj dużo przeszli.
Ja także przeszedłem tu swoje.
A mimo to piszę o wielkim kraju, który ma trudności, ale od którego zależy
nasz los.
Trzeba umiarkowanie, odporuczniku.
A nie o to mi idzie.
co pan już wydrukował.
Będzie pan pisał o pobycie naczelnego wodza tutaj.
Podobno także do prasy angielskiej i londyńskiej.
Niewykluczone. Właśnie.
I też delikatności, panie Raszyński.
Wymaga takie pisanie.
A, każde zresztą.
Nie o to idziemy zrażać, Rosjan.
Ale okazywać im trzeba naszą twardaść.
I temu ma służyć wizyta naczelnego wodza tutaj.
Co to znaczy?
To znaczy, że to jest gra, panie Raszyński.
Słaby i miękki musi przegrać.
Więc trzeba o naszych żołnierzach.
Jak przyjmowali generała?
I jak uodpornieni są na wszelką komunistyczną propagandę?
O to chodzi?
No, o to także.
O zgodzie oczywiście.
No, ale umiarkowanie.
Twardo i po żołniersku.
My i oni.
Ale przecież razem.
Niech pan się z tym prześpi, panie poruczniku.
Dokonałeś generale wielkiego wysiłku, który zapewne pójdzie na marne.
Jesteś przeciwnikiem mojej polityki.
Ty?
Nie jestem.
Bodajbym się mylił.
Ale uwierz mi, generale.
Takiej polityki w ten sposób prowadzić nie można.
Mów dalej.
Bo trzeba albo zdecydować się na przymierze i na wszystkie wynikające z
konsekwencje.
Ty wiesz, ja znam Rosjan i wiem dobrze, jacy oni są.
A więc granice.
Bo byłoby naiwnością przypuszczać, że... Dobrze, dalej.
Cena nie jest niska, ale być może opłacalna.
A także stosunek do nich.
Ta podwójność nie da się utrzymać.
Jeśli my zakładamy, że optymalnym rozwiązaniem jest klęska Niemiec i
Rosji. Ja nie zakładam.
Ja muszę rozważać dające się wyobrazić wersję rozwoju wydarzeń.
Oni też.
Ale powiedziałem ci, albo przymierze, albo nieustępliwa twardość
we wszystkim.
A ty?
Ja jestem za przymierzem.
W polityce nie istnieją takie wybory.
Ty tego nie rozumiesz.
Ja myślę, że Stalin jest na ogół sfery w chęci porozumienia polsko -sowieckiego.
I podobnie jak ja, wie, że nie wszystkie problemy dadzą się teraz rozwiązać.
Dlaczego milczysz?
Ustąpisz, gdy twoje ustępstwa nie będą już miały żadnego
znaczenia. Ja patrzę bez złudzeń.
Oni oczywiście stosują rozmaite formy nacisku.
Chociażby wiatr polskich komunistów w Seratowie w przeddzień mojego przyjazdu.
Transmitowany przez radio.
Otóż, gdybym wiedział wcześniej...
Zaprotestowałby mu Stalina.
A co do podwójności, to jestem konsekwentny w tym, co mówię i myślę.
Jeszcze raz zwrócę na to z całą ostrością uwagę.
Posłuchaj, gdybyś jednak zmienił zdanie, to do swego przydziału.
Ja zdania nie zmieniam.
Nieodpowiedzialne jednostki wśród społeczeństwa polskiego
atakowały i atakują
wciąż zajadle układ polsko -sowiecki.
Napisał pan?
Tak jest.
Nie przebierają w środkach.
Wykorzystują emocjonalne nastawienie niektórych Polaków wobec Rosji.
Wszyscy obywatele Polski, bez względu na swe poglądy na Rosję sowiecką,
jej ustrój, politykę, gospodarkę,
muszą być podporządkowani
i to bezwzględnie polskim interesom narodowym.
Napisał pan?
Ktoś jest?
A te nakazują co najmniej wstrzymać się
od wypowiadania wszelkich sądów
nieprzychylnych o Rosji sowieckiej.
Tak. Proszę dopisać. Ściśle tajne. I tak dalej.
Jestem realistą, doktorze Rettinga.
Ofensywa Niemiec na wschodzie nie da im prawdopodobnie stuprocentowego
zwycięstwa.
Należy raczej przypuszczać, że obaj przeciwnicy wyczerpią się i padną
na olbrzymich przestrzeniach rosyjskich.
I wtedy o zwycięstwie i pokoju zadecydują mocarstwa
i narody sprzymierzone.
Pod bombami faszystskiej awiacji i względem ataków podwodnych płyną w
samochody z bruzami. To pomoc naszych sojuszników.
Ja z waszymi Polakami w Murmansku spotkałem się.
To samo czas, kiedy zaczęli przychodzić Anglicanie.
Sojuszniki, rozumiesz? Z pomocą.
Faszysty ich bombili tak, że od całego transportu 2 -3 tylko i zostało.
I to pobite.
A i wasz samochód ja też widziałem. I zmienić.
Cholera wie, jak dopłynął.
Zniszczyli wtedy na ziemię dużo waszych parików.
Zabitych, oburzonych.
Mnogo ich na naszym kładbisku zostało.
W ogóle nic.
Tanki, samoloty, puszki. To dobrze?
Dobrze.
Anglicanie, śmieszny naród, myśleli, myśleli, jak w jeden samochód nagrywać
więcej. I wymyślili.
W jednym strzałach, w drugim łafety, w trzecim zamki puszczowe.
W trójkę więcej pomieszało się.
Ale jeśli faszyst, jeden samochód, wpuści do dnu, to wszyscy inni,
kotu pod chwost.
Śmieszny naród.
Nie ruszaj się.
Doktor Ciebie nie wiedział.
A pójdź.
Żyjesz? Zdrowy?
Nie wiem.
Gdzieś w Polsce?
Gdzieś w Polsce.
Czasami myślę, jak tam w innych krajach.
Chociażby w twojej Polsce.
Chciałbym zobaczyć.
Zobaczysz.
Może zobaczę.
Może nie.
Cholera jasna, gdzie może być ten polski oficer z klubowi, jeżeli on w ogóle
jest? Może tam jest.
Wojenny i komendant. Może dadzą nam coś zjeść.
Mówili, że w Kujbyszewie ma być ktoś od nas.
Zdaniem nic nie wymyślimy. Chodźmy.
Chodźmy gdzieś.
Masz co zapalić? A skąd?
Zapomniałem. Chodź.
Chodź. Chodź.
Chodź. Chodź. Chodź. Chodź.
Chodź.
Proszę, pancie.
Pan Polak? Tak, Polak. Z batalionu pracy, to?
Nie, z frontu.
A teraz do szpitala.
Czerwona armista?
Ale Polak. Pan wie, jak my długo jedziemy?
Dwa razy nas zamykali. Raz wyrzucili z pociągu.
Bywa.
Bywa.
A o takiej rzece?
Jeniciej, pan słyszał?
Łokino. Polska wieś, niedaleko Krasnojarska.
Nie, o Łokino nie słyszałem.
No to? Pan nieuczony w geografii?
Z nami, to buzułku.
Nie. Jak to nie?
No bo nie.
A przecież Polak.
Chyba nie komunista.
Komunista.
No to... No to cześć.
Cześć.
Mężczyźni, nie stójcie! Chleb skończył się. Będzie jutro.
No tak, u mnie mój mąż zapadł bez nogu, a ja w trzeci dzień chleb nie mogę
przynieść.
Chleba nie dostawałam. Słyszałam filmikę, potem wstałam w okazję, a
wystarczyło. Chleba będzie jutro, ale jutro dyżuruję w szpitalu. No nic, daj.
Dawaj kaczki, ja jutro dostanę. No dobrze. Dawaj, dawaj, rozdziewaj się
Ja pieczkę przetopiłam.
Tak, słuchaj, do ciebie Janka zachodziła, żeby ty w radiokomitet
Dawaj, u mnie supcia gorąca tutaj troszkę została. Dawaj szybko. No,
Tak, gorący.
No, nie spokojnie, dawaj, jesz sobie.
Oj, jaki gorący.
Prямo w płytę.
Ach, tak ciekawe.
Wszedł, sadzisz. Dada?
Zdravstvuj. Zdravstvuj.
Zygmunt! Zygmunt!
Aniu.
Boli? Nie.
to jest nasza gospodyni Lidia Nikolaевna.
Tak, ale czemu my tu stoimy?
Ale, dawaj, dawaj, rozdziewaj go. Trzeba go pokarmić, popoić. Trzeba odwiedzić
człowieka. Dawaj, dawaj.
Zaraz, cukier rozgrzemy.
Tak. Ech, zaraz, w bańce by opalić. W rosyjskiej bańce, wiesz jaka. Żal, że
można.
A wy?
Letynanta Piotrowa nie spotkałeś?
Piotrowa?
Piotrowa. Iwan Wasilczyk. Z Smolenska.
Nie pamiętam.
Z moją taką, z czubem.
Może na froncie? Albo w szpitalu?
Nie.
Jakie gromadzenie przyniosła wasza straszna, a tu dwójka na frontie.
Siedźcie, proszę.
Przechodźcie, siedźcie.
Od razu.
Ciężki.
Byście jadły?
Jadły, jadły. A, jeli, jeli, jeli, jeli. A, jeli, jeli, jeli.
Oj, ty głodna. O,
chleb.
Oj, dziękuję wam bardzo.
Sala. Oj, Boże, daj Bogu wam zdrowia. Dziękuję wam bardzo.
Tuszanka. Oj,
no dawaj czeku popijemy teraz.
Pojedźcie, czeku popijemy. Tylko sachara nie ma.
Sachara nie ma? Nie ma sachara. Nie ma sachara? Nie.
Jest sachar. I sachar jest?
Oj, no nasz.
Idź. Idź tutaj.
No idź, nie bój się.
I tak trudujemy.
Idę. Ale jest nas tu trochę.
To dobrze.
Janka, Helena, przyjeżdża Wanda.
Jaka Wanda?
Wasileska, ona pracuje w polskiej sekcji radiokomitetu.
Mnie też proponowali, ale... ale ja wolę szpital, jestem bardziej potrzebna.
Tak, słusznie.
Nie jesteś zbyt rozmowny, Zygmunt.
Jesteś zmęczony.
Nie.
Często się zastanawiam, co myśmy właściwie powinni tutaj robić.
Walczyć. Tak, walczyć. Łatwo powiedzieć.
Przecież my jesteśmy na marginesie.
Czasami widuję tych z ambasady. Chodzą w polskich mundurach.
Mają się bić.
Wiesz, był taki dzień, że nawet ja sama chciałam pójść do tej armii. Ty?
Tak, ja. A co?
Wcale nie zmieniłam poglądów, tylko... Ale to jest polska armia.
I teraz jest wojna.
Tak.
Jutro pójdziemy do radiokomitetu.
Trzeba porozmawiać z towarzyszami.
Sprawa wydawania naszego pisma jest prawie przesądzona.
Niestety, musimy jeszcze poczekać. No my tu czekamy cały czas.
Wszystko wskazuje na to, że stosunki z rządem Sikorskiego ulegną pogorszeniu.
A skąd te wnioski?
Sikorski chce wyprowadzić stąd część armii Andersa do Iranu.
A ty wiesz to od... od samego... Tak.
A w Saratowie...
Nawoływałaś, aby Polacy wstępowali właśnie do tej armii. No to masz teraz
swoją jedność narodową.
Uważałam i uważam, że najważniejsze dla nas jest jak najszybciej przystąpić do
zbrojnej walki z Niemcami. Dla nas, Polaków, tutaj.
Od wyników tej wojny zależy przyszłość Polski.
Nie tylko jako państwa niepodległego, ale także biologiczne istnienie naszego
narodu. Na razie Polskę reprezentuje Sikorski.
W kraju nie mamy partii.
A tu?
Obietnice gazety i parę minut na antenie.
Towarzysze radzieccy też nam nie zawsze ufają.
A ilu polskich komunistów zostało? No to co, że wielu.
Trzeba umieć zapomnieć i nauczyć się wreszcie patrzeć w przyszłość. Takiego
rozumowania możemy wymagać od siebie my, komuniści.
Ale nie od tysięcy ludzi, którzy się tu znaleźli.
Ci ludzie wiele wycierpieli i to w nich tkwi.
Natura ludzka jest ułomna.
Pamięta się o krzywdach doznanych, a zapomina o wyrządzonych.
Tym bardziej, że są to krzywdy osobiste.
Dlatego musimy dotrzeć do serc i umysłów Polaków.
Przede wszystkim do umysłów.
Trzeba uświadomić fakt, że bezpieczeństwo i istnienie przyszłej
uwarunkowane dobrymi stosunkami ze wschodnim sąsiadem.
przekreślić przeszłość.
Sprawić to może tylko wspólna walka ze wspólnym wrogiem.
Dzień dobry.
Dzień
dobry.
Dzień dobry.
To chociaż testy na 7 grudzień.
Aha, major Zycekoński pytał już o pana.
Już idę.
Panie majorze, niech pan otworzy.
Zobaczymy, co nam nasi najmilsi...
Z Londynu przysłali.
Byłem na dworcu u oficera dyżurnego.
Tak, no i co?
To samo co u nas przed ambasadą.
Ludzie czekają w kolejkach na mrozie.
Zastanawiam się, czy nie można by tego inaczej... Nie, oni przeszli przez
syberyjskie mrozy, panie poruczniku.
Przyzwyczaili się do mrozów, przyzwyczaili się do czekania.
To skandal. Czytał pan, panie majorze?
Przypominanie krzywd może tylko zaszkodzić.
Pierwszym powodem niepowodzenia jest najazd niemiecki.
Tak jest pogląd naczelnego wodza. Rozumiem. Nikt tutaj nie kwestionuje
słuszności koncepcji naczelnego wodza.
Brak tylko niekiedy logiki i konsekwencji.
To niesłychane.
Co takiego?
mój niedzielny mszalik.
To fantastyczne.
Fantastyczne. Zacierpiącą pod jarzmem bolszewickim Rosję.
Jednocześnie jest to niewątpliwie wielka pomoc dla polityki naszego generała.
Prawda, panie ambasadorze?
Zygmunt!
Pan Radwan.
Pamięta, że nie u pana porucznika sprzed wojny.
Mieszkaliśmy razem w jednym domu.
A potem z Zygmuntem we wrześniu.
No właśnie.
Służyłem pod panem podkorożem.
Przepraszam, panem porucznikiem.
Potem udało mi się dostać do Anglii.
Dawidu właśnie.
Mnie się też udało dostać.
Pod Moskwą.
Cieszę się z tego spotkania.
Rodak to kawał ojczyzny.
Pano porucznikowi, nie jest tu chyba smutno.
Co się wygłupiasz?
Byliśmy na tyle.
Pić już, Aniu.
Pić, spóźnij się na dyżur.
Do widzenia.
Może pan wpadnie kiedyś do nas?
Instruktorska 13.
No to cześć.
Panno Aniu!
Odprowadzę Panią.
Zygmunt był ciężko ranny i może przez to, ja nie wiem.
A ja się cieszę. I nie tylko dlatego, że przypominacie mi dom.
Ja też się cieszę.
Ale jednak różnimy się.
Czym? Wszystkim.
Pani żartuje.
A czy mogą różnić się Polacy na obczyźnie?
Pan nic z tego nie rozumie. Ja siedzę w środku tego wszystkiego, tutaj w Rosji,
a pan patrzy z zewnątrz.
A myśli pan przynajmniej czasem, co będzie potem?
Polska.
Jestem żołnierzem i to mi wystarcza.
Nie starczy być żołnierzem.
Dzień dobry.
A jak pani sądzi, gdzie miejsce Zygmunta?
W armii polskiej czy sowieckiej?
Kiedy on bił się z Niemcami, was tu jeszcze nie było.
Bo wielu takich jak ja siedziało na zesłaniach.
I wielu takich jak pan marzy teraz tylko o tym, żebym ja nie mogła wrócić do
kraju. Pani?
A dla kogo pani może być groźna?
Dlaczego? Bo świetnie się z panią kłóci.
Do widzenia.
A kiedy pani kończy ten dyżur?
Jutro rano. Więc może jutro?
Nie.
To kiedy?
Jutro.
Właściwie nie wiem, dlaczego tu z panem jestem.
Nie powinnam.
To jest do średniowiecznej tragedii.
Wyznawcze obcych religii.
Można zmienić religię.
Można jej też nie zmieniać.
Czasami odnoszę wrażenie, że pani boi się brata i ich wszystkich.
Boję się siebie.
Proszę. Dzień dobry. Dzień dobry.
Proszę bardzo, proszę się rozgościć. Zaraz do pana przyjdę. Przyszedłem za
wcześnie? Ale skąd to ja się spóźniam?
Tam stoi koniak. Proszę sobie nalać.
O, sowiecki.
Ale dobry.
Rzeczywiście dobry.
Widzi pan, ja mam stosunki nawet u władz sowieckich.
Jak się pan tu czuje?
Miło tu u pani.
Dziękuję, ale jakie pan czuje w Rosji?
Raczej nieźle.
Mógłby pan choćby ze mną nieco szczerzej?
W końcu trzeba się z kimś przyjaźnić.
Wie pan, czasem ta polityka robi na mnie wrażenie gry obłąkańców. A ja się z tym
dobrze czuję.
Znakomicie.
A jak pan z majorem Wysokońskim?
Poprawnie.
Teraz może mi pan nalać.
Proszę.
Tobie.
Podoba mi się pan, panie Andrzeju?
Mówię wprost, bo taka jestem.
Czemu pan tak na mnie patrzy?
Podobam się panu?
Oczywiście.
Niech pan wypije.
Może by mi chciała się panu podobać, ale nie o tym teraz.
Niech pan na siebie uważa.
Uważa.
A więc bardziej naiwny niż myślałam.
Na co mam uważać, pani Ewo?
Panu tu się szczególnie przyglądają.
Jest pan człowiekiem Sikorskiego, a jednocześnie z ambasadorem Kotem nie
utrzymuje pan bliższych stosunków.
Nie? No właśnie.
Więc nie wiadomo, czy pisze pan jakieś raporty.
Nie.
Nie piszę.
Jestem skłonna w to uwierzyć. I to mnie niepokoi.
Jednocześnie ta naiwna wiara w politykę generała.
Ja nie wierzę naiwnie, Pani Ewa.
Dobrze, dobrze.
I te stosunki z komunistami?
A raczej z pewną komunistką?
Skąd Pani wie?
Ja wszystko wiem, drogi Panie Andrzeju.
Miłość?
Więc jednak miłość.
Mam nadzieję, że to minie.
Bo widzi pan, są rzeczy, których się tutaj nie wybacza.
Ładna przynajmniej?
Należy pan do tych nieobliczalnych.
Zaraz powinien przyjść Daniecki.
Przed wojną był starostą, a teraz boi się przyznać, że rządził w tej psiej
czy biłgoraju.
Winowajcy klęski wrześniowej, wystąp!
Zobaczy pan, jak on to ładnie robi.
Ale on mnie przynajmniej słucha.
Nie dziwię się.
W dalszym ciągu nic pan nie rozumie.
Przydzielili go tutaj, bo Wycokoński lubi posłusznych.
Andrzeju, niech mi pan wierzy, że czasami ta pańska prostolinijność też
fałszywy ton.
Proszę.
O, rączki całuję, kochana pani Ewo. O, i nasz drogi kolega.
O, taki mały podjazdek, poza przydziałowy. A fe, łapownictwo.
Przekuptwo, w jakiej sprawie. O, niech pani nie żartuje.
Ja zawsze tylko żartuję.
Teraz panów dostawiam i idę do kuchni.
Ech, ta nasza pani Ewa. Wie pan, czasem to dorany przywódz, a czasem... No cóż,
drogi, panie kolego.
Razem pracujemy.
To może... No,
nasze zdrowie.
I do naszą wielką sprawy.
Może wystarczy za samo zdrowie.
No, wypijmy.
Ja już dawno chciałem pana zapytać, czy pan jest synem majora Radwana?
Tak. A to w takim razie znałem pańskiego ojca.
No, byłem wtedy jeszcze zupełnym szczeniakiem.
Służyłem w jego półku.
Panie, to były czasy.
Wy to już teraz... O, przepraszam bardzo.
No, wy to już jesteście teraz zupełnie inne pokolenie.
My byliśmy romantykami.
Jak mam to rozumieć?
Miesz siły na zamiary.
Okazało się, że zamiary były zbyt duże.
A może po prostu ludzie nie dorośli do tych zamiarów?
No cóż, teraz potrzebny nam jest realizm.
Wszyscy się teraz tutaj tego uczymy.
Realizm i zaufanie.
Panie kolego, do mnie może pan mieć całkowite zaufanie.
To, że tam przed wojną zdejmowano jakieś stanowisko, no to co, panie, no każdy
gdzieś pracował, nie?
Ja ufam polityce naczelnego wodza.
Na takich jak ja generał może liczyć.
Już dawno chciałem to panu powiedzieć.
Dlaczego mnie?
Panu, synowi majora Radwana, przyjaciela generała Sikorskiego. Ale ja byłem
tylko jednym z oficerów jego gabinetu.
Oczywiście, oczywiście.
A drogi panie kolego, czytał pan, kolega, nasz raport o sytuacji
Rosji? Tak, czytałem. No cóż, mam na ten temat nieco odmienne zdanie, ale nie
umieszkam zameldować o tym majorowi Wysokońskiemu. A poza tym, nie wiem, czy
akurat jest najlepsze... Oczywiście, ale wie pan, mieszkanie pani Ewy jest
zupełnie bezpieczne. Zupełnie.
Bo wie pan, ja także uważam, że twierdzenie, że kontrofensywa rosyjska
żadnego znaczenia strategicznego, to proszę pana jest przesadne. Albo to, że
Armia Czerwona nie utrzyma się dłużej niż sześć miesięcy.
Ale pamięta pan Francję?
To co się stanie z naszymi dywizjami?
Generał Sikorski docenia wartość bojową armii sowieckiej.
No właśnie.
Właśnie.
Mamy już zakąskę.
Proszę.
Co to?
Wypiliście cały alkohol?
Panie Ewoniu, tak się złożyło.
Finowaliście klęski wrześniowej.
Wystąp!
Przyjdziecie zaglądać pod
kapłun.
O żadnej ofensywie, w sensie strategicznym, nie może być mały.
Ja też jestem tego samego zdania. Tak?
A wczoraj mówił mi pan zupełnie coś innego.
Źle mnie pan kolega zrozumiał.
To panowie już dyskutowali na ten temat.
To świetnie.
Z tym, że ja uważam tę dyskusję za czysto akademicką.
Wystarczy po prostu obliczyć, opierając się o źródła radzieckie, niemieckie i
inne informacje, jakie straty ponieśli Rosjanie.
A jeżeli założymy, co jest najprawdopodobniejsze, że Niemcy
lecie, to pozostaje nam sześć miesięcy.
Rozumiem dobre intencje porucznika Radbana, ale zbyt nie optymizm. Czy nie
pan, że sukces pod Moskwą świadczy o dużej wartości bojowej?
Tak, tak, oczywiście.
A niech pan pamięta, że niedawno sformowane jednostki we Francji
ponieważ nikt nie przewidział klęski.
My nie decydujemy o niczym. Przekazujemy informacje.
Porucznik Radwan.
Bystry obserwator.
Zauważył pana.
Dyskretnik, proszę.
Dobrze.
Dotarł pan do ich sekcji w radiokomitecie?
Jeszcze nie.
Musi pan tam dotrzeć.
Wiem.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.