All language subtitles for Zaklety dwor - odc 4 Nowy trop

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Halt! Stój!

Zatrzymaj się!

Co wjedziesz?

Nic takiego.

A nie kontrabandę?

Mazią dowozów handluje. To złaj z wozu, zobaczymy.

Pokaż, co masz w środku.

Ja nic tego nie przemytam.

To odsłoń wóz i pokaż.

Niech mnie nigdy nie sprawdzą.

I wy nie będziecie.

Nie chcesz podobrać mi? To sam zobaczę.

Dogadajmy się.

Ty, słuchaj.

Zapomnimy, żeśmy się potłukli.

Tylko daj nam okup.

Jeszcze się spotkamy!

Drogój mi.

Poni fesiu.

Bonifaciu. Ty tu sobie spokojnie śpisz i w ogóle nie wiesz, co się dzieje w

oparkach. Toż człowiek we własnym domu chociaż przez chwilę nie może wypocząć.

Wyobraź sobie, że ten... Nair.

Kto?

No ten dziwny przyjaciel dziedzica. Czorgut? Tak.

Ginął gdzieś bez wieści. Wyobraź sobie, wyjechał podobno wczoraj w nocy

uzbrojony w dubeltówkę, cztery pistolety, dwa pałasze, a dziedzic nic o

wiedział. I co dziedzic?

Kazał go szukać po całej okolicy. Sam też biega jako pętany.

Pewnie Hunsot skręcił sobie gdzieś kark. Od razu mu to przepowiadamy. No tak,

tak.

A co chciałbyś zobaczyć,

nieboszczyka?

Został.

Co ty wyprawiasz?

Co to wszystko znaczy?

Co dzisiaj na obiad?

Jedź, przecież widzisz, że się nic nie stało.

Sam chciałeś, żeby mi się coś stało.

Kiedy wyszedłem z pałacu, konia już nie było.

Wrócił zraniony koło południa.

Ale co ty do tej pory robiłeś?

Widzisz, moja wybawicielka dokładnie odpowiadała twojemu opisowi Eugenii.

Ale wydaje mi się mało prawdopodobne, aby to była hrabianka.

Nocą w opuszczonym dworze w towarzystwie...

Tego szaleńca?

Dolej zimnej.

Ja też ją dzisiaj widziałem z bulijem.

Kiedy to było?

Rano.

Bulij wiózł ją gdzieś wodem.

Może do Orkizowa?

Niemożliwe.

Obserwowałem dokładnie pałac hrabiego. Żaden wóz nie przyjeżdżał.

A może przywieźł ją z drugiej strony?

Wykluczony.

A co ty właściwie robiłeś w Orkizowie?

Chciałem się przekonać, czy to rzeczywiście Eugenia.

Czy to ona była nocą we dworze?

Wiesz, jaki śliczny.

Eugenio, wracamy.

Chodź, chodź.

Szkoda, że nie widziałeś go z bliska.

Wcale się nie bał.

Wyglądała tak samo.

Chociaż wydaje mi się, że dziewczyna w zaklętym dworze poruszała się jakoś

inaczej.

Jakby poważniej. Widziałeś ją w zupełnie innych okolicznościach. I chyba inaczej

ubraną.

Oczywiście, ale w jaki sposób Eugenia wróciłaby do pałacu?

A może tam jest jakieś... tajemne przejście?

Tu jest krople.

Powinieneś jeszcze dzisiaj zobaczyć się z Eugenią.

Może to jednak ona straszy we dworze?

Chorawa twierdzi, że widział w nocy starościca.

Bzdura!

Nikogo poza panną i bulijem nie było we dworze.

Ja też mu nie wierzyłem.

Ale on widział jeszcze maziarza, jak wyjeżdżał załadowanym wozem z zagrody

bulija.

Chce złożyć skargę dla kozaka.

Wyokrada dwór.

Gdzie on jest?

Chorawa.

Odgrażał się, że pójdzie na policję.

Sędzia miał go zatrzymać w areszcie.

Musisz to sprawdzić.

Bo temu gongoleckiemu to ja nie wierzę.

Gdyby się jeszcze policja w to wmieszała.

Sami musimy rozwiązać tę zagadkę.

Dobrze. Pod jednym warunkiem.

Jakim? Że już nigdy nie wejdziesz na teren zaklętego dworu.

Jak już wszystko wyjaśnimy.

Teraz idę odpocząć, bo przecież nie dałeś mi się wyspać.

A ty bierz się do dzieła.

No.

Filip.

Ubranie.

Kiedy chcecie go chować?

Jutro rano.

Nie będzie pogrzebu.

Jak to?

Przecież wszystko jest gotowe.

To nic nie znaczy.

Przyszła do mnie skarga, że nieboszczyk nie umarł naturalną śmiercią.

Jezu, to wszyscy wiedzą, że mój stary już od roku dogrywał na sucho.

nie wzywajcie imienia Pana Boga naszego nadaremno.

Nieboszczyk nie zostanie pochowany, dopóki lekarze nie pokrają go na sztuki

nie zobaczą, dlaczego umarł. I nie ma od tego odwołania.

Zmiłuj się, panie sędziu, kochany.

Ludzie nas zadział od nią. Niech wygodali tatula, a teraz po śmierci jak

kraść go będą. Jeśli nie daj Boże co znajdą, w kryminale zgnijecie.

Mam tutaj przy sobie pieniądze po nieboszczyku. Żeby krewni nie

jakby pan sędzia się nie obraził, to ja bym... To będzie trudna sprawa.

Lekarze już się szykują, żeby wam męża krajać.

Kryminał trzeba będzie zapłacić.

No, pomogę wam w biedzie.

Róbcie jutro pogrzeb. A z kryminałem...

Jakoś się załatwi.

Bóg zapłaci, panie sędzio. Bóg zapłaci. Ale z pana sędziego dobry człowiek.

Zatny człowiek.

Zatny Bóg. No dobrze, dobrze.

Idźcie już.

Gaworek, wyprowadź ich.

Chodźcie.

Bóg zapłaci.

No dobrze, dobrze, dobrze.

Gdzie lecisz, ptaszyna ma?

No,

co tam jeszcze mamy?

Jeszcze skarga prawa tego konia. To tylko niby chorawa ukradł, a Gaworek

go u Dzięgiela.

Dzięgiel. Łajdak.

Nie wydusimy z niego złamanego grosza, ale Dzięgiel ma dla sąsiada maciurę, a

bogaty chłop.

Można by go nieźle skubnąć, ale Maciura nic nie zawinił.

Nikt nie jest bez winy, panie Chochelka.

Jak Maciura jest sąsiadem Dzięgiela, to mógł wiedzieć o jego złodziejstwach, a

przecież nic nam nie powiedział.

Tu ma pan polecenia na piśmie.

W obu sprawach będziemy oczekiwać pańskiego raportu.

I niech pan nie zapomni o Sorgucie, to bardzo podejrzana postać.

A może pan komisarz jednak wstąpi?

Do mnie chociaż na chwileczkę.

Żona podał wiadek.

Tak?

Niestety.

Mam jeszcze egzekucję.

I tak się spóźnię przez tego przemytnika.

Niech go pan sędzia dokładnie wybada i przeklokajcie wód.

Wszystko zostanie zrobione według instrukcji, panie komisarzu.

Według instrukcji.

Żegnam pana komisarza, żegnam. Do zobaczenia.

Jak się nazywasz?

Czaczała.

Czaczała. Też nazwisko?

Skąd jesteś?

Z gór.

A co masz na wozie?

Mazią handluję.

Nie mam żadnej kontrabandy.

Zaraz się przekonamy, otrze, czekaj.

Zrewidować go, a potem sprawdzić, co ma na wozie.

Co ma wieku? Co ma wieku? Co ty?

Odejdź!

Stój!

Daj

go

tu!

Panie sędzio...

To dla Ciesbrodziarzu! Ktoś pierdolił człowieku!

Ty paranie!

Co się tu dzieje?

Witamy wielbocznego pana.

Witamy, witamy.

Trzydzieści lat jestem mandatariuszem. Jeszcze nie zdarzyło mi się coś

podobnego. Co się właściwie stało? Ach, okropna historia.

W tyrkule nie będą chcieli nawet uwierzyć. Rozwój Maziarz w łeb mi

Skrócicy.

Całkiem mnie ogłuszył.

Zrewidować się nie dał.

Proszę pana, o chwilę rozmowy.

A proszę, to może przejdziemy do mieszkania. Proszę bardzo.

Mam go, mam go.

Panie Gągoletki, sądzę, że mogę panu śmiało zaufać. Mam go już.

O co chodzi?

Przepraszam ujrzenie, że nie uważałem, ale roztrząsałem właśnie, kim może być

ten maziarz.

I wydaje mi się, że już wiem. Niech mnie siarczy z te pioruny. Wiem, wiem. Więc

kim on jest, pańskim zdaniem?

To jeden z tych emisariuszy.

Panie Gągoleski, cały ten dzisiejszy wypadek

musi pan jakoś tak zręcznie...

Ukryć jakoś. Takie zatrzyć.

Więc jak będzie?

Trudno będzie.

Bardzo trudno.

Trudno?

Jak to?

Nie uda się?

Pieniądze niby wszystko znaczą, ale ci dwaj strażnicy to lotry kute na cztery

nogi. Trzeba by ich nieźle opłacić, żeby nie wnieść oskarżenia.

Ile na to potrzeba?

Parę setek.

Daj natychmiast.

Przy tym bardzo się sam narażam.

Cyrkuł może mi cofnąć dekryt.

Ma pan u mnie utrzymanie do końca życia.

Aha,

aha. W bogu nadzieja, spróbuję.

Aha, trzeba by jeszcze opłacić milczenie Gaworka i Chochelki. Oni wszystko

widzieli. Niech pan robi wszystko, co pan uważa za stosowne.

Dobrze, dobrze.

No tak, a pieniądze?

Niech pan żąda w moim imieniu od Giergilewicza. I na te wszystkie

opłaty też?

Na wszystko.

Proszę, proszę.

A co z Chorawą? Siedzi. Co prawda, choć się odnalazł, ale

wynajdziemy mu coś nowego.

Proszę.

Więc mogę na panu polegać?

Ręczę za wszystko sumieniem.

Służę panu.

A ja uszanowanie.

Starościec to był wariat, ale ten to... Głupiec, dureń, co się zrobił.

Teraz mam go w garści.

Ej wy tam!

Do kancelarii!

To mi się podoba. Dwóch uzbrojonych ludzi.

Pozwala uciec niebezpiecznemu kontrabandziście. A za coś to wam cesarz

Doniosę o tym natychmiast waszym przełożonym takich tchórzów, jak wy

rozpędzić na cztery wiatry. Ależ, panie sędzio... Stulpysk, mości dobrodzieju!

Osobiście pojadę do pana komisarza celnego. Powiem mu, jakich to ma pod

darmozjadów. Ależ, łaskawy panie sędzio... Stulpysk, mości dobrodzieju!

Jeszcze do cyrkulu was podam i na policji obsmaruję lejdaki.

Niczym mnie nie przeblagacie.

Trzeba będzie z nim załatwić.

Panie sędzio, niech jak niewielmożny pan sędzia nam daruje.

Pan sędzia łatkawie nikomu nic nie mówi, my się odwdzięczymy.

Mam wyborne cygara.

Dam zbój węgierskiego tytoniu.

Przynieście, to zobaczymy, co się da zrobić.

I takie jest całe moje życie.

Ładnie, żeśmy na tym wyszli, bracie. Cygara, tytoń, popytku.

To pan

sędzia

żyje? Zdrow jak ryba. A tobie nic się nie stało?

Ogłuszył mnie Łajda Garmibuszek dzwonić.

A pan sędzia coś rozsierdzony.

Chyba tylko diabeł by go dogonił. Kogo?

Tego rozbójnika.

Pół mili zanim pędziłem.

Pędziłeś, pan? Na piechotę.

Nigdzie nie mogłem znaleźć konia.

Panie, milczałbyś pan lepiej.

Za kogo pan nie ma, żeby takie banialuci opowiadać?

Wolno wierzyć albo nie.

Jak się panu sędziemu podoba.

Witam wielmożnego pana.

Zostałem pana hrabiego.

Do pana hrabiego.

Moje uszanowanie, uszanowanie.

Proszę pana.

Proszę pana.

Przyjechał pan Gongolewski. Ma jakiś ważny interes do pana.

Do mnie?

Nie, do pana Juliusza, ale...

Ale jego nie ma i nie wiem, co ma zrobić.

Czy ma czekać, czy też przyjechać innym razem.

Niech zaczeka.

Tak jest.

Ten wypadek może poważnie zaszkodzić osobom, które z tym człowiekiem

współdziałały. To byłoby okropne.

Jeden z moich poddanych twierdzi, że zna miejsce tajemnych spotkań Maziarza.

Chce o tym powiadomić policja.

A co to jest za miejsce?

Dwór w Żwirowie.

Dwór w Żwirowie?

Ten człowiek twierdzi, że wśród osób kontaktujących się tam z maziarzem

jakąś młodą dziewczynę. A, więc ta ogrodowa nimfa istnieje naprawdę.

Na to wygląda.

Jeszcze jedna niedorzeczna bajka o zaklętym dworze. Dlaczego papa nie lubi

tajemniczych opowieści?

Bo ubliżają pamięci mojego brata.

Dziś również widziałem tę pannę.

Jechała wodem z bulijem.

I znów wydała się pan podobna do mnie?

Jak dwie krople wody.

Czy pański sędzia zrobił już użytek z tych wszystkich wiadomości?

Broń Boże, ale boję się, że cyrkule sami mogą zainteresować się tym, co się

dzieje w Żwirowie. Powinien pan jednak jak najświeśniej porozmawiać z Wulijem.

August powrócił z zagranicy.

Przyjechał, żeby się z nami przywitać. August!

August to nasz kuzyn.

Towarzysz zabaw dziecięcych.

Eugenii.

August! Eugenia!

Jaka piękna.

Jak ty wyrosłaś.

Jak się pan ma, panie kongreski?

Dziękuję.

Co tam słychać u pana?

Przybyłem z pewnym sekretem.

A co to za sekret?

Chciałbym o tym pomówić z samym dziedziczem.

Uważasz mnie pan za szpiega, panie Grogolewski?

Ależ uchowaj Boże. Miko, że to bardzo delikatna sprawa.

Niech pan przestanie stroić miny.

I powie mi wreszcie, o co chodzi.

No, słucham.

Prosiłbym jednak o zachowanie sekretu.

Zdradzam panu tajemnicę urzędową.

Rydykuje mój urząd.

Po raz pierwszy w życiu pan rydykuje, panie Gongeleski?

Musi pan wiedzieć, że cieszę się wielkimi względami w cyrkule.

W to nie wątpię.

Żeby jakoś dać sobie radę w życiu, trzeba być jak piskorz, panie

Zostawmy ryby, panie Gągelewski.

Do rzeczy.

Otóż pan komisarz Kraksyl Huber przywiózł mi dzisiaj dwa poufne

Jedno dotyczy tych niesamowitych historii związanych z zaklętym dworem,

To już cyrkule interesują się duchami?

A tak. Starosta kazał mi w ciągu trzech dni złożyć szczegółowe sprawozdanie z

moją własną opinią w tej sprawie. To w tej sprawie przybył pan do dziedzicy?

Tak.

Chciałbym jak najlepiej wywiązać się z mojego zadania.

Niech się pan nie martwi.

Ja za pana napiszę ten list.

Ależ ja podlegam cyrkulowi, panie dobrodzieju. Ale pensję bierzesz pan od

dziedzica.

Cyrkuł może mnie ukarać.

A dziedzic przepędzić na cztery wiatry.

Niech mi pan teraz powie, co było w tym drugim poleceniu.

W jakim drugim?

Przecież powiedział pan, że komisarz przywiózł dwa polecenia. Dwa?

Ja tak powiedziałem?

Proszę, niech pan podpisze.

No i jakie było to drugie polecenie?

Co też, panu.

Panie Gongoleski, bądźmy przyjaciółmi.

Bo jak będziemy się gniewać, to gwarantuję panu, że w niedługim czasie

tu za ciasno i jeden z nas będzie musiał opuścić tę piękną okolicę.

No więc.

Drugie zlecenie nakazuje ścisłe przestrzewianie przepisów policyjnych.

Proszę, niech pan siada.

Bo podobno kręcą się po kraju.

Emisariusze.

Mają szykować rewolucję.

I co dalej?

No więc nakazuje się, aby w razie pojawienia się takiego emisariusza w

takiego... Takowego co?

Schwytać. I niezwłocznie odstawić do cyrku.

Więc czego pan chce od Juliusza?

No nie wiem, co robić.

Jakie jest zdanie pana Juliusza?

Chciałem się poradzić. Czy pan jesteś łotrem czy durniem, panie Gongolecki?

Panie, panie... Tylko łotr albo dureń może się radzić w takiej sprawie.

Rób pan, jak ci sumienie każe i koniec. Ja wiem dobrze, co mam robić, tylko...

Tylko... Tylko co?

Tylko, że chciałem tak delikatnie się dowiedzieć,

czy czasem panu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Jeżeli o to panu chodzi, to pisz pan spokojnie w swoim donosie, że

na twoim terenie przebywa podejrzany Damazy Czorgut.

Żegnam pana.

No dobrze, a raport w sprawie zaklętego dworu?

Sam wyślę do cyrkułu.

Pan do diabła.

Arendarzu, na słóweczku.

Siadajcie tu koło nas. A chętnie, chętnie, ale może ona tutaj usiądzie w

zastępstwie? Bo ja w przyjaźń po trzeźwemu nie wierzę.

Odprowadźmy konel tutaj.

Aj, aj, aj, aj, aj. Witam wielmożnego pana. Czym mogę służyć? Czym?

Chyba coś ci jestem winien. Szkoda, że nie więc.

Szkoda, że nie zdradziłeś mi tego pytania, jak to byłem poprzednim razem.

to ja sam o nim nie wiedziałem.

Jezu, graj!

Najpierw graj.

Masz u mnie dług, Katarzyno.

Ja? Dług?

Jaki?

Mieszkasz na strychu?

Tak.

Jak się tam idzie?

Mam jeszcze do ciebie interes.

Z góry już wszystko zrobiłem dla wielmożnego pana.

Masz chwilę czasu?

Tylko dla wielmożnego pana.

Chciałbym porozmawiać na osobności.

Sara, szmul!

Ty idź za szynką. No, idź, idź. A ty biegaj po Izbie. Tylko spraw się dobrze

niczym nie zapomnij.

No, idź.

Niech wielmożny pan siada.

Podobno znasz na pamięć całą okolicę.

Jakże bym mógł nie znać, kiedy już 20 lat tu siedzę na arendzie.

A od jak dawna Maziarz zjawia się tutaj?

A wielmożnemu panu co do tego?

Nie chcesz, to nie mów, ale mnie o nic nie pytaj.

Maziarz?

Już jakie? Trzy lata będzie?

A pan czego tutaj, panie Słowik?

Za butkę chciałem zapłacić. Panie Słowik, tarat to i przy synkwasie. U nas

bardzo dobrze zna na pieniądzach.

Ciebie brałem.

Panie Słowik, jak jeszcze raz złapię pana na podsłuchiwaniu, to obetnę ci

poślę do cyrkułu.

Pamiętaj!

Słuchaj, a ty znasz dziewczynę, która bywa we dworze?

Do czego milczysz?

Wielmożny, panie. To diabeł.

Ona pilnuje Nieboszczyka, kiedy ten wstaje z grobu.

Miałem cię za mądrzejszego, organisto.

Ty naprawdę wierzysz w te bzdury z Nieboszczykiem?

Ja nieboszczyka nie widziałem, ale wielu innych go widziało i ja wolę wierzyć.

A widziałeś starościca za życia?

Jak on ciągle po polach uganiał, to ja miałem za nim biegać.

Wystarczy, że jego kozacy za nim latali.

Dobrze znasz Bulia.

A na co mi znać takiego czarownika?

Niech go diabli porwą razem z jego panem.

A jaki był Buli dawniej?

Dawniej?

O, dawniej to on był zupełnie, całkiem inny.

A co się stało z tym drugim kozakiem?

Z Pańczukiem.

Buli mówił, że on uciekł, kiedy wracali z ciałem Nieboszczyka.

Ale gdzie on się podział, nie wiadomo.

No, niewiele się od ciebie dowiedziałem.

Ale masz.

Z długiem będziemy kwitać.

Nawet z dwoma długami, wielmożny panie.

Odpowiedziałem w imieniu gongolewskiego cyrkułowi, że wszystkie te pogłoski

należy zaliczyć do charakterystycznych dla każdej okolicy klecht zawobonnego

ludu.

Nie myślisz, że oni w to uwierzą?

Nie wiem.

W każdym razie sędzia złożył pod tym swój podpi i będzie teraz musiał

cicho.

No, Filip?

Chwa jak do dziury.

No czego rżysz?

A co hrabianka?

Cały czas zachowała się tak, jakby to jej w ogóle nie dotyczyło.

Cóż, kiedy ja jestem przekonany, że to była ona.

Sprytna panienka.

Myślę, że po tym odprzeżeniu będzie ją w trudniejszym.

O, Filip, przela pan Bóg kule nosi.

Niezwykła dziewczyna.

Tylko aż wierzyć się nie chce, że ona bierze udział w tak poważnej sprawie.

Ale dlaczego śpiewkowcy działają na terenie Żwirowa?

Myślę, że Maziarz jest tym tajemniczym kwertarzem, który opiekował się

starościcem w czasie jego choroby.

Ochotem nie wygrasz.

Wyłączając dwór z testamentu, starościc musiał od razu przeznaczyć go na

działalność patriotyczną.

Ale są to tylko domysły.

A... Co?

Filipie, zostaw nas na chwilę samych.

No jak to? Przecież gramy. Przepraszam cię, wyjdź.

Katelino, dlaczego ty mi nie ufasz?

Nie rozumiem. Coraz bardziej jestem przekonany, że wcale nie przyjechałeś do

mnie w odwiedziny.

Zupełnie jak gongolewski.

On też mnie podejrzewa.

Szczerze podziwiam waszego maziarza. Z całego serca pragnę, żeby mu się

powiodło, ale powstanie w tej chwili uważam za czyste szaleństwo.

Jeżeli wszyscy podejdą do tego z takim entuzjazmem...

Entuzjazmem chcesz zwyciężyć Austrię, Prusę i Rosję.

Rewolucja musi ogarnąć cały kraj.

Żeby skończyć się rzezią.

Nie, mój drogi.

Ja do tego ręki swojej nie przyłożę.

Dlatego pozwól mi, że pobędę trochę u ciebie, rozkoszując się dobrobytem, z

od tego wszystkiego.

I nie ryzykując już więcej swoim nędznym życiem.

Swoim mogę.

Klucznik zaklętego dworu chce rozmawiać z panem.

Poproś. Kiedy on tu nie chce wejść. Mówi, że się śpieszy.

No chodź, chodź.

I tak nie postępuje uczciwy człowiek. Ale posłuchaj, Kostiu.

Przecież już mówiłem.

Obiecuję ci, że odtąd ja i mój przyjaciel będziemy szanować twoją

niczego nie obiecuję.

Spokojnie. Musisz wiedzieć, że grozi wam niebezpieczeństwo. To moja sprawa.

Twoja.

A ty wiesz, że choroba zamierza donieść na policję, że razem z Maziaszem

okradacie dwór?

Zabiję go.

Na razie nic mu nie zrobisz, bo siedzi w arestwie. Ale nie wiadomo, jak długo

tam będzie.

Damasz, zaczekaj.

Jeżeli nadal będziecie się spotykać w Żwirowie, cyrku i tak zainteresuje się

dworem. Nie się pan martwi o siebie.

Co pan tu robi?

Jak to co? Przecież ci mówiłem, że przyjadę z tobą rozliczyć.

No to jesteśmy kwita.

Nie.

Jem wszystko naraz.

Szkoda, że pan przynajmniej budów nie ściągnął.

Cieszę się, że nie wjechałem tu konno.

Znasz taką dziewczynę, co to... co to się kręci koło zagląd tego dworu?

Co? Nie.

Naprawdę nic o niej nie wiesz?

Jedź pan do Żwirowa.

Tam panią na pewno spotka.

Kto nie nauczy się grać w vista?

Tę smutną sobie starość gotuje, panie Gilgilewicz.

No, no. Czekamy, czekamy.

A tu tuje.

Dobrze gra?

Jak zaatakuje, ja będę mógł wyjść ze swoim kolorkiem.

W piki, prawda?

Tylko nie gadać, nie gadać. Tu się gra.

A nie plotkuje.

Proszę bardzo.

No, no.

Panie Chuchelka!

Będzie wielki szlem, wielki szlem.

By lepartacz zrobił szlem, jak ma same honory.

Ktoś puka?

Kto to może być?

Ja zobaczę.

Zaraz, zaraz. Ja tu mam jeszcze dwa atro.

Co się stało?

Sierwo.

Zaczął mi od tyłu, jak mu zupę przyniosłem.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.